[NZ] Na samym dnie

Moje pierwsze ff, które publikuję gdziekolwiek. Enjoy!

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Cirilla1701 » 13 wrz 2015, o 20:18

Autor: Cirilla1701
Tytuł: Na samym dnie
Beta: brak, chętnie przyjmę
Rating: PG13


Rozdział 1

Za każdym razem, kiedy Harry znajdował się na dworcu King’s Cross, na jego twarzy pojawiał się szczery uśmiech. Tak samo było i teraz. Nie wiedział, czy jest na świecie coś, co cieszy go tak bardzo, jak powrót do Hogwartu. Powrót do przyjaciół. Powrót do magii. No, może poza chwilami, kiedy ten arogancki, egoistyczny dupek Malfoy jest smutny, przygnębiony lub chociażby z czegoś niezadowolony. Takie sytuacje dają Harry’emu ogromną satysfakcję.
Czasami zastanawiał się, czy nie myśli o blondynie zbyt często. Co prawda, są to myśli złośliwe, pełne obelg i krytyki, ale jednak znaczną część głowy Harry’ego zaśmiecają rzeczy związane z Malfoyem.
Kiedy przebiegł przez ścianę między peronem dziewiątym i dziesiątym od razu zaczął się rozglądać w poszukiwaniu Weasleyów, którym z pewnością towarzyszy Hermiona.
Gdy po kilku minutach stania na i rozglądania się ujrzał sześć ognistorudych czupryn, ucieszył się w duchu, że właśnie taki, a nie inny kolor włosów ma cała rodzina Rona. Można z łatwością znaleźć ich nawet w największym tłumie.
- Harry! – krzyknęła Hermiona, gdy tylko go zauważyła i rzuciła mu się na szyję z taką siłą, że prawie się przewrócił. – Jak dobrze cię widzieć! Widziałeś, jaki ciekawy mamy w tym roku podręcznik do historii magii?
Na jej słowa Ron wywrócił oczami tak mocno, że go zabolało.
- Rety, Hermiono, czy każdego będziesz o to pytała? Zapewniam cię, że nikt poza tobą nie przestudiował już połowy naszych książek.
- No tak, cała ty. Tęskniłem za tym – wtrącił Harry i jego twarz ozdobił szeroki uśmiech. Naprawdę zdążył się bardzo stęsknić przez zaledwie dwa miesiące.
Ginny rzuciła w jego stronę tylko ciche „Hej”, ale piętnastolatek wiedząc, że jest bardzo nieśmiała, objął ją. Kiedy się odsunął, zobaczył, że twarz rudowłosej przypomina teraz kolorem jej włosy. Zaśmiał się w myślach. Eh, dziewczyny…
Potem dopadła go mama Rona i od razu wiedział, że tak szybko się od niej nie uwolni.
Zorientowali się, że do odjazdu pociągu zostało zaledwie dziesięć minut i pospiesznie do niego weszli, żeby zająć jakiś wolny przedział. Zapewne jeden z ostatnich wolnych przedziałów. Kiedy pojazd ruszył, wszyscy wystawili głowy za okna, żeby po raz kolejny pożegnać swoje rodziny.
Znaleźli jeden wolny przedział tylko dla siebie. To jest dla Rona, Hermiony, Ginny i Harry’ego. Wolnością cieszyli się jednak tylko przez minutę, ponieważ nagle w drzwiach stanął Neville i trzymając swoją wielką ropuchę w dłoni spytał, czy może się dosiąść. Nie mieli nic przeciwko. Podróż się nie dłużyła, co jakiś czas przejeżdżała pani z wózkiem ze słodyczami, Harry i Ron nie omieszkali za każdym razem nabyć jakiegoś nowego czarodziejskiego smakołyku. Hermiona patrzyła na nich z oburzeniem i co jakiś czas wtrącała uwagi typu „Ronaldzie, będziesz miał próchnicę!”, albo „Harry, jakim cudem jeszcze mieścisz te czekoladowe żaby w żołądku?”. Neville opowiadał o swoich wakacjach. Po korytarzu biegali uczniowie, testując i pokazując sobie jakieś czarodziejskie gadżety.
W międzyczasie wszyscy przebrali się w swoje szkolne szaty. Harry zawsze je lubił, były takie… magiczne.
Zaczął zapadać zmrok. Nagle, podczas jakiejś beztroskiej rozmowy, w której Neville żalił im się na swoją babcię, drzwi otworzyły się z hukiem. Stanął w nich nie kto inny, jak jasnowłosy Ślizgon z dwoma gorylami u boku. Zmierzył siedzących pogardliwym wzrokiem.
Na jego widok Harry westchnął strapiony. W tej całej sielskiej atmosferze zapomniał o największym minusie Hogwartu – Malfoyu. No, może nie był najgorszy. Snape figurował na pierwszym miejscu.
- Myślałem, że Dumbledore wreszcie zmądrzał i zakazał szlamom wstępu do szkoły – powiedział szydząco i odgarnął kosmyki za ucho.
- Spadaj, Malfoy! – burknął Ron w odpowiedzi. – Nikt cię tu nie chce.
- Och, Weasley, przepraszam, nie zauważyłem cię zza tej szopy na głowie Granger. Potter, nie masz jeszcze dosyć ratowania Hogwartu? A raczej, całego magicznego świata, wybrańcu? – zmrużył triumfalnie szaroniebieskie oczy.
Harry miał zamiar coś odpowiedzieć, ale posłał mu tylko gniewne spojrzenie, wpatrując się głęboko w te zimne oczy. Nie wiedział, czy tylko mu się wydawało, ale dostrzegł w nich jakby cień smutku, pewną gorycz.
Malfoy parsknął teatralnie i wyszedł, prawdopodobnie w celu dręczenia jakichś drugorocznych puchonów.

Ode mnie: Piszę bardzo krótkie rozdziały, wiem o tym, ale po to piszę, żeby to w swoim pisaniu poprawić ;D
Cirilla1701 Offline


 
Posty: 3
Dołączył(a): 5 wrz 2015, o 20:37
Lokalizacja: Pomorskie

Postprzez Madzia » 15 wrz 2015, o 18:24

Zacznę od tego, że już całe wieki niczego tu nie komentowałam."Wybraniec" pisze się z dużej. Powinnaś jeszcze trochę po pracować nad stylem, ale nie jest źle. Mam nadzieję, że mała liczba komentarzy nie zniechęci Cię do pisania. Czekam na kolejny rozdział ;)
Madzia Offline


 
Posty: 9
Dołączył(a): 3 sty 2015, o 18:42
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Lucifar » 16 wrz 2015, o 14:56

Wszystko się za szybko rozgrywa, zbyt gwałtowne przeskoki - jak na mój gust. Najpierw King’s Cross, szybko wplata się myśl o Malfoyu, następne pojawia się Hermiona, Ron, a potem sam Malfoy. Ten rozdzialik nie jest zły, na pewno nie. Ino za dużo wciśnięte w tak małe pole. Zdaję sobie sprawę, że być może tak miało być, tak chciałaś, by znalazło się tutaj jak najwięcej ale to nie wygląda zbyt dobrze. Do niczego innego chyba się nie przyczepię, reszta mi gra jak najbardziej. Spróbuj pomyśleć o dłuższych rozdziałach, spróbuj coś takiego napisać. Jeśli nie wyjdzie, metoda małymi kroczkami. Pisz krótkie, jak Ci odpowiada ale postaraj się bardziej rozwijać myśli bohaterów, czy dane sytuacje. Zapewniam, że będzie o niebo lepiej i gładziej będzie się to wszystko czytało. Póki co, dużo weny ode mnie i czekam na kolejny rozdział, co jak co ale Drarry nigdy nie pogardzę ;)
Lucifar Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 6
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 14:07

Postprzez Cirilla1701 » 1 sty 2016, o 12:28

Rozdział 2


Kiedy pociąg pełen uczniów w czarnych szatach dotarł na niewielką stację w Hogsmeade, padał deszcz. Chociaż „padał” to chyba zbyt słabe słowo. On lał się z nieba potężnymi strumieniami i nie zanosiło się, żeby miał szybko przestać.
Na stacji zapanował jeden wielki zamęt. Wszyscy krzątali się w pośpiechu z nadzieją, że uda im się nie przemoknąć aż tak bardzo. Jednak były to płonne nadzieje, albowiem graniczyło to z cudem.
W całym tym zamieszaniu, tłumie i hałasie podekscytowanych nastolatków, Harry zdezorientowany zgubił gdzieś przyjaciół. Teraz i tak każdy miał na głowie kaptur, więc na próżno zdałoby się szukanie rudych włosów. Stał jeszcze przez chwilę pod daszkiem na peronie wytężając wzrok i słuch, ale jego wysiłki nic nie dały, ponieważ przez ulewę pole widzenia zawężało się do kilku metrów. Towarzysze prawdopodobnie już dawno siedzą w powozach, a Harry nie może stać w miejscu całą wieczność. Ruszył więc w kierunku pojazdów, w czym skutecznie przeszkadzał mu wiatr, a szatę miał okropnie ubłoconą od kolan w dół.
Zorientował się, że idzie na samym końcu długiego pochodu, toteż gwałtownie przyspieszył kroku. Niestety, raczej go to spowolniło, ponieważ poślizgnął się na śliskim gruncie i upadł do tyłu w pokaźnych rozmiarów kałużę. Zaklął soczyście, a idąca paręnaście metrów przed nim grupka Ślizgonów odwróciła się i roześmiała, po czym patrząc na niego z ironicznym pobłażaniem, ruszyła dalej. Harry wstał i poszedł za nimi. Ach, gdyby tylko mógłby rzucić na nich kilka zabawnych uroków… Ale chłopak wolał nie ryzykować szlabanem już pierwszego dnia, poza tym zupełnie nie było mu do śmiechu.
Jego szata była już cała ubłocona i mokra, czuł, jak w butach woda chlupocze podczas stawiania kroków. Włosy kleiły mu się do czoła i do okularów, a w dodatku było mu okropnie zimno.
W końcu dotarł do rzędu powozów. Coś mu jednak w nich nie pasowało. Były one bowiem zaprzężone w zwierzęta, których Harry wcześniej nie widział. Mógł przysiąc, że pojazdy były napędzane magią, a nie dziwnymi, wyglądającymi co najmniej niepokojąco skórzastymi stworzeniami. Były tak chude, że spod czarnej skóry było widać niemal każdą ich kość.
Zdziwiony obecnością zwierząt, Harry nie zauważył, że deszcz zelżał, a przez chmury przebijało się blade światło księżyca. Powozy zaczęły ruszać, a on porzucił wszelką nadzieję, że zdąży wsiąść do któregoś z nich. Jednak przypomniał sobie, że jedną z ich właściwości jest to, że zawsze „czekają”, aż każdy uczeń zajmie swoje miejsce. Podczas, gdy wszyscy byli już w drodze do zamku, jeden powóz stał w miejscu. Kiedy Harry do niego podszedł, usłyszał w nim czyjś głos.
- Dlaczego, do cholery, ten pojazd się nie rusza! – zabrzmiał bardzo dobrze znany Harry’emu głos.
Pomyślał, że chyba nie mogłoby być już gorzej.



Wszedł do powozu po dwóch schodkach po prawej stronie pojazdu. Wszystko w środku wyglądało dokładnie tak, jak się tego spodziewał. Czarne ściany, niewielkie okienko, ciemne obite siedzenia po dwóch przeciwnych stronach, zwrócone ku sobie. I siedzący na jednym z nich Draco Malfoy we własnej osobie.
Dlaczego to musiał być akurat on, dlaczego nie, dajmy na to, jakaś ładna, długonoga Krukonka? Cóż, życie stawia przed nami wiele wyzwań i trzeba im sprostać czy tego chcemy, czy nie.
Zatem Harry usiadł naprzeciwko blondyna, starając się nie utrzymywać kontaktu wzrokowego. Jedynym pocieszeniem było to, że jego szata wcale nie była w dużo lepszym stanie.
- Potter – wycedził Malfoy przez zęby. – To przez ciebie siedzę tutaj od trzech minut, czekając, aż łaskawie wejdziesz do powozu i marznę! Powtarzam, marznę! Prawdopodobnie zachoruję na jakiś rzadki rodzaj magicznej grypy, zapadnę w śpiączkę i już nigdy się z niej nie wybudzę! A to wszystko przez ciebie. Jeszcze mi za to wszystko zapłacisz.
- Jeśli chcesz wiedzieć, jestem tak samo niezadowolony z takiego obrotu zdarzeń, jak ty. I jest mi tak samo zimno.
Blondyn skomentował to milczeniem i tylko zmierzył go wzrokiem od góry do dołu. I od dołu do góry. I jeszcze raz.
Jechali kilka chwil w ciszy i Harry stwierdził, że cisza ta jest tak samo niezręczna, jak byłaby w towarzystwie każdej innej osoby, więc podjął się trudnego zadania zabicia jej.
- Więc… dlaczego jedziesz sam?
- Och, skąd w tobie nagle tyle empatii? Jeżeli musisz wiedzieć, to Crabbe z Goyle’em, Pansy i Blaise wsiedli do powozu przede mną i mimo, że zostały w nim dwa miejsca, oddałem je pewnym drugorocznym Ślizgonkom. Cóż, moja wielkoduszność nie pozwoliła mi zrobić inaczej. No i został mi tylko ten feralny pojazd, w którym znalazłem się z największą zakałą Hogwartu.
- Ej! Wypraszam sobie.
- Jeśli masz nadzieję, że zadam ci to samo pytanie, to się grubo mylisz. Ani trochę nie obchodzi mnie, gdzie zgubiłeś swoich szlamowatych koleżków.
Harry ucieszył się w duchu, gdyż powóz zatrzymał się przed wejściem do zamku. Kiedy z niego wyszli, obaj z ulgą zauważyli, że deszcz ustąpił.
Ruszyli w stronę głównej bramy, nadal w milczeniu. Po wszystkich uczniach nie było już nawet śladu na drodze. Zapewne byli już w Wielkiej Sali i szukali dla siebie miejsc przy stołach. Gdyby Harry i Malfoy się pospieszyli, zapewne zdążyliby przed rozpoczęciem uczty, a może nawet przed Ceremonią Przydziału.
Weszli do Sali i każdy z nich ruszył w stronę stołu swojego domu, nawet na siebie nie zerkając. Jednak ludzie, którzy już siedzieli, bacznie ich obserwowali. Dziwiło ich, że dwóch największych rywali w Hogwarcie tak po prostu wchodzi do pomieszczenia ramię w ramię.
Harry zauważył, że Ron i Hermiona zajęli mu wolne miejsce obok nich. Przyjaciel patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami.
- Harry! Jak… Dlaczego… Co się… Kiedy…
Hermiona tylko wbijała w niego pytające spojrzenie.
- To nie moja wina! Po prostu… Tak wyszło.
- Tak wyszło?! I tyle? – Krzyknęli oboje.
Harry’ego pochłonęło tłumaczenie wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich trzydziestu minut.
Akurat, kiedy skończył, Dumbledore zastukał łyżeczką w kielich i rozpoczęła się Ceremonia Przydziału. Przebiegała dokładnie tak jak zawsze. Co chwilę przy jednym z czterech stołów rozlegało się głośne klaskanie, któremu towarzyszyły okrzyki radości i gwizdanie.
Później dyrektor wygłosił krótką mowę, brzmiącą podobnie każdego roku. Przedstawił również nową nauczycielkę Obrony Przed Czarną Magią, niejaką Dolores Umbridge. Miała na sobie ohydne różowe ubrania i wyglądała niesympatycznie. Uczniowie mieli tylko nadzieję, że w tym wypadku pozory naprawdę mylą.
Tymczasem na stołach pojawiło się mnóstwo pysznie wyglądających potraw, począwszy od sałatek, poprzez pieczone udka kurczaka, a kończąc na magicznych deserach, chociaż może przygotowanych bez pomocy magii. Wygłodniali i zmęczeni uczniowie byli w siódmym niebie.
Po skończonym posiłku wszyscy z napełnionymi brzuchami ruszyli do swoich dormitoriów. Każdy myślał tylko o gorącej kąpieli i miękkim łóżku czekającym na niego.
Gryfoni weszli do pokoju wspólnego. Nic się nie zmieniło. Te same kanapy i fotele, te same dywany i ciepły blask kominka. Zdecydowanie było to jedno z najprzytulniejszych pomieszczeń, jakie Harry kiedykolwiek widział na oczy.
Poczuł się po prostu jak w domu.



Pierwszą lekcją tego dnia były eliksiry. Harry i Ron niespecjalnie się z tego cieszyli, ale Hermiona była wprost przepełniona zapałem do nauki. Najgorszym elementem tych zajęć był nauczyciel. Zawsze w czarnej pelerynie, z zimnym wyrazem twarzy. Kiedy patrzył na Harry’ego, kiedy coś do niego mówił, można było wyczuć jego niechęć w promieniu kilometra. Nie było tajemnicą, że Stary Nietoperz nie cierpiał Pottera, a Potter jego.
Dlatego Harry po wejściu do klasy zajął miejsce jak najbardziej oddalone od katedry profesora. Hermiona nie poszła w jego ślady, usiadła w pierwszej ławce, żeby zawsze wszystko widzieć i słyszeć, za to Ron bez wahania podążył za nim.
Kiedy Gryfoni wypełnili połowę klasy, za nimi weszli uczniowie Slytherinu. Pozajmowali swoje stałe miejsca. Malfoy z Goyle’em, Pansy z Crabbe’em, Zabini z Nottem. Niezmiennie od czterech lat.
Wszyscy zajęli już swoje miejsca, więc Snape zaczął lekcję. Harry nawet starał się go słuchać. Udawało mu się to przez piętnaście minut. Później szukał sobie jakiegokolwiek zajęcia, byle tylko się jakoś rozerwać. Zaczął od obserwowania osób siedzących w pobliżu. Zorientował się, że nie jest jedyną osobą niezainteresowaną lekcją. Część Gryfonów rozmawiało ze sobą szeptem, niektórzy Ślizgoni rzucali się kulkami papieru, kiedy tylko nauczyciel nie patrzył. Malfoy wyglądał na znudzonego. A bynajmniej nie było to naturalne na lekcji eliksirów, gdyż blondyn wręcz uwielbiał ten przedmiot. A teraz tylko siedział podpierając głowę ręką i wbijał pusty wzrok w pergamin leżący przed nim. Jakby głęboko nad czymś rozmyślał. Nad czymś, co go martwiło. Luźne kosmyki włosów miał zagarnięte za ucho, a jego skóra była gładka, bez najmniejszej skazy.
Nagle ktoś, kto siedział dwa krzesła od Harry’ego, zapewne Seamus, rzucił w Malfoya zmiętym kawałkiem kartki. Ten od razu odwrócił się w jego stronę. Był pewny, że zrobił to Potter. Obrzucił go morderczym spojrzeniem. Był wielce urażony, że ktokolwiek miał czelność, aby czymkolwiek w niego rzucać. Już wstał, aby do niego podejść, ale w tym momencie spojrzał na niego Snape.
- Panie Malfoy, dlaczego nie siedzi pan na swoim miejscu?
- Potter rzuca we mnie jakimiś świstkami, profesorze – oświadczył blondyn z pretensją w głosie.
- To nie ja! – bronił się Harry.
- To naprawdę nie on – wstawił się za nim Ron.
Snape spojrzał na nich marszcząc brwi.
- Następnym razem wymyśl jakąś bardziej wyrafinowaną formę podrywu, Potter – Harry zaczerwienił się. – Nie sądzę, żeby rzucanie czymś w kogokolwiek było dojrzałe. Odejmuję dziesięć punktów Gryffindorowi – wypowiedź spotkała się z pomrukiem niezadowolenia Gryfonów i triumfem Ślizgonów. – tyle samo odejmuję Slytherinowi. Podziękujcie Panu Malfoyowi za wstawanie z miejsca bez pozwolenia – wycedził przeciągając sylaby.



***


Bierzcie i czytajcie z tego wszyscy xD
Nadal potrzebuję bety, jakby ktoś pytał ;D
Ciri
Cirilla1701 Offline


 
Posty: 3
Dołączył(a): 5 wrz 2015, o 20:37
Lokalizacja: Pomorskie

Postprzez Lucifar » 3 sty 2016, o 20:07

Oto słowo fandomu :D

Jest na pewno lepiej niż w pierwszym rozdziale. Tylko nie podoba coś mi się w dialogach. Nie wiem co, naprawdę nie potrafię powiedzieć ale coś w nich jest, co rzuca się w oczy.
Niemniej i tak nadal będę czytać, ostatnimi czasy mały ruch jest na forum, jak i gdziekolwiek indziej co związane jest z Drarry.
Jeśli chodzi o betę... Targowisko Różności >> Beta potrzebna od zaraz - i na pewno kogoś znajdziesz :)
Lucifar Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 6
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 14:07


Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości