[NZ] Harry Potter i Stracony Czas

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Kira1903Kai » 31 sie 2015, o 16:13

Autor: Kira/Kai (ja)
Beta: Oczekiwanie/Chwilowy brak
Ostrzeżenia: gwałty, sceny erotyczne, relacje homoseksualne, przekleństwa, tortury
HP&OC(AL), Drarry, Bellamort, Fremione, inne
link do bloga: http://hp-stracony-czas.blogspot.com/

Rozdział 1


Chłopak o czarnych włosach i intensywnie zielonych oczach po raz kolejny miał ten sam sen. Syriusz Black, rzekomy morderca, były więzień Azkabanu, uciekinier trzymający w silnym uścisku drobnego chłopaka z blizną na czole w kształcie błyskawicy. Obraz zamazał się. Ojciec chrzestny Pottera mający różdżkę w dłoni i uśmiechający się do niego, nie zauważył zaklęcia uśmiercającego lecącego w jego stronę, a następnie wpadający za zasłonę. Ramiona Remusa Lupina silnie zakleszczone na wrzeszczącym i płaczącym nastolatku z mordem w oczach skierowanych na Bellatrix Lestrange, dumnie krzyczącą: "Zabiłam Syriusza Blacka! Zabiłam Syriusza Blacka!" Później była już tylko ciemność i powrót do rzeczywistości.
Harry płakał. Co z tego, że miał piętnaście lat? Przecież łzy to nie powód do wstydu, a oznaka, że na czymś nam bardzo zależy.
A w stanie, w jakim był, nie dziwił się, że słone krople spływały po jego policzkach.
Na tegoroczne wakacje znowu musiał wrócić do Dursleyów, ze względu na jego "bezpieczeństwo", o którym Dumbledore tak zawzięcie mówi. Jego wujostwo zamknęło go w pokoju na trzy dni, codziennie dawali mu jedną lub dwie szklanki wody i udawali, że ten nie istnieje. Za co został ukarany? Powiedział Dudley'owi, że wyczaruje mu świński ogon. Niby nic takiego, bo i tak jeszcze przez 2 lata nie może używać magii poza Hogwartem oraz jakie mogą być konsekwencje za straszenie kuzyna, ale niestety dał się ponieść emocjom, które prawdopodobnie kiedyś go zniszczą. Doskonale pamiętał jak podczas lekcji Oklumencji ze Snapem, profesor powiedział mu, że musi nauczyć się je opanować. Żałował, że nie posłuchał Mistrza Eliksirów. Do tego cały czas czuje w głowie czyjąś obecność. A czyjąś, ma na myśli Voldemorta, który w Ministerstwie Magii, opętał go. Dyrektor oznajmił, że nic mu nie będzie, co do końca nie idzie zgodnie z prawdą. W końcu powiedział sobie "dość!". Nie wytrzymałby z tą rodziną dwóch miesięcy, a mija dopiero pierwszy tydzień, gdy on już jest na granicy załamania psychicznego. Spakował w pośpiechu swoje rzeczy... Jeszcze tylko różdżka i może ruszać. Otworzył powoli drzwi, które na szczęście były otwarte i szybko przemierzył korytarz kierując się na schody, po których starał się schodzić powoli i cicho, z autopsji wiedząc, że jak nadepnie za mocno to mogą zaskrzypieć i obudzić wuja Vernona. Zszedł na dół, przekręcił zamek w drzwiach wejściowych, wcześniej nakładając na siebie pelerynę niewidkę. Był pewien, że Albus Dumbledore kazał go obserwować i aurorzy na pewno są gdzieś pobliżu. Nie wróciłby do nich z własnej woli, chyba, żeby go zakneblowali i związali. Dotarł do ciemnej uliczki rozejrzał się czy w pobliżu nie ma żadnego mugola, wyciągnął nad ulicę rękę, w której trzymał różdżkę i wezwał Błędnego Rycerza, który pojawił się w kilka sekund. Na tyłach pojazdu stał Stan Shunpike z karteczką w dłoni, na której była skupiona całą jego uwaga.
- Witam w Błędnym Rycerzu, nadzwyczajnym środku transportu dla zagu...
- Nie kończ, Stan. - Przerwał mu Potter.
- A my się znamy?
Brunet podniósł do góry lewą brew i spojrzał na niego wymownie. Harry, nie chcąc wyjść na idiotę, uśmiechnął się sztuczne.
- Tak, poznaliśmy się dwa lata temu. Pamiętasz? Chłopiec w okrągłych okularach, rozciągniętych ubraniach, leżący na chodniku?
Niebieskooki zamyślił się na dłuższą chwilę, cofając dwadzieścia cztery miesiące wstecz. Nagle w jego głowie zapaliła się żarówka.
- A... Pamiętam... Jak ty się tam nazywałeś? Longbottom? Tak?
Zielonookiemu zrobiło się głupio na wzmiankę o imieniu, Przecież, wmówił mu, że nazywa się Neville Longbottom, by uniknąć rozpoznania, a teraz czuł, że było to nie na miejscu.
- W zasadzie to nie... Jestem Harry Potter i powiedziałem Ci wtedy fałszywe nazwisko. Sam nie wiem, czemu, tak wyszło... - Skłamał.
- Potter? Oh... Nie traćmy czasu, wsiadaj. Masz bagaż?
Nastolatek wskazał głową na kufer obok niego, wszedł do środka przy okazji wyciągając z kieszeni 11 sykli. Mężczyzna podążył za nim i odstawił jego rzeczy. Popukał w okienko kierowcy, który zasnął za kółkiem. Ernest szybko podniósł głowę i wytężył słuch.
- Możemy ruszać, Ern. - Powiedział konduktor.
-Tak, pal oponki, Ernie! Będzie bombowo!
Krzyknęła stara przywieszka w kształcie czaszki. Równocześnie była przewodnikiem Pranga. Łóżka jak i krzesła mocno przesuwały się przy każdym większym manewrze, Rycerz jechał bardzo szybko i łatwo było przez nieuwagę doznać kontuzji, a nikt raczej nie zwracał uwagi na bezpieczeństwo pasażerów.
- W ogóle, dokąd cię niesie?
Gryfon podniósł wzrok, trzymając się zawzięcie rurki przyczepionej do jednego z miejsc .
- Do Dziurawego Kotła... W Londynie.
Wystękał nastolatek przez ciągłe wstrząsy.
- Ern, słyszałeś? Do "Dziurawego Kotła w Londynie."
Dziwny breloczek znów dodał od siebie jeden z tych niepojętych komentarzy i zaczął mówić gdzie i jak powinien jechać. Shunpike ze złośliwym uśmieszkiem wyciągnął przed siebie rachunek. Gryfiak jak na zawołanie zapłacił i do końca nie odezwał się ani razu. Nie miał ochoty na razie z nikim rozmawiać. Oczywiście będzie musiał poprosić Toma by nikomu nie powiedział, że był w barze. Jakby Dumbledore dowiedział się o tym, odesłałby go do Dursley'ów lub do Weasley'ów, gdzie tym bardziej nie chciał być. Nie, że ich nie lubił. Wielkim szacunkiem darzył Molly i Artura, za wsparcie i pomoc. Freda i Georga... Po prostu za sam byt. Wystarczyło, że na nich spojrzał, a na jego twarzy uśmiech pojawiał się w mgnieniu oka. Ron był dla niego jak brat, wierny przyjaciel... Percy również. A Ginny? Niedawno weszła w okres dojrzewania i stała się nie do zniesienia, zaczęła kleić się do niego i nie dawała mu w ogóle spokoju. Wiedział, że to minie, ale na razie wolał trzymać się od niej z daleka. Po kilkunastu skrętach, ściśnięciach, zahamowaniach dotarli do celu. Harry zabrał swoje rzeczy i wyszedł z pojazdu, który odjechał z dzikim piskiem. Chłopak udał się na podwórko za Dziurawym Kotłem i tam zastukał różdżką w cegłę nad starym śmietnikiem. " Trzy do góry... Dwie w bok..." - Myślał.Tym działaniem spowodował otwarcie się bramy. Szybko przeszedł przez nią i znalazł się w budynku. Wejście zamknęło się automatycznie po tym, jak je przekroczył.
W środku panował lekki zaduch i zapach mocnego alkoholu. Nim się zorientował stał przed nim tutejszy barman.
- W czym mogę pomóc? - Zapytał.
- Chciałbym... Ym... Szukam miejsca, gdzie mógłbym zatrzymać się na resztę wakacji, a wiem, że tutaj, kiedyś była taka możliwość i...
- Niestety... -Wysyczał -... Ostatnio spory ruch i wszystko zajęte. Chociaż, zapytaj w Białym Wiwernie, tam na pewno coś mają.
Odparł i zniknął w tłumie, zostawiając Gryfona samego.
- Biały Wiwern?
Potter westchnął głęboko i poszedł w kierunku baru. Nigdy nie słyszał o takim miejscu. Przeciskał się przez tłumy. Jeszcze nigdy nie widział tu tyle osób... Ciekawiło go, z jakiej to okazji bądź nie okazji.
Za ladą stała starsza kobieta, miała długie, kręcone, brązowe włosy i przesadny makijaż, z czego Gryfon zaśmiał się w duchu.
- Co podać? - Zaskrzeczała.
- Piwo kremowe, poproszę. - Odpowiedział.
Po chwili dostał swoje zamówienie i usiadł w zacienionym kącie. Gdy pił przypomniał mu się obraz chrzestnego z kieliszkiem w dłoni, nonszalancko opierającego się o framugę drzwi. Ze złości, uderzył z całej siły kubkiem w stół, przedmiot rozsypał się na drobne kawałeczki, a reszta napoju rozlała się po stole.
- Cholera... - Zaklął.
Ku jego zdziwieniu, płyn zniknął tak szybko, jak się pojawił. Zielone oczy patrzyły na blat z zainteresowaniem.
- Wszystko w porządku?
Usłyszał głos nad sobą i odruchowo podniósł głowę, by zobaczyć swojego rozmówcę. Tak jak wywnioskował po brzmieniu, był to mężczyzna, na pewno pełnoletni, bo używał czarów. Posiadał brązowe włosy, wygolone po bokach, a przód w połowie zaczesany do góry, reszta opadała na czoło. W uchu widniał kolczyk, a na ramieniu tatuaż, który przedstawiał czaszkę z rozwianymi różami, w różnych kolorach. Miał sylwetkę przeciętnego chłopaka - nie był za chudy, gruby też, ramiona odznaczały się mięśniami, a spod koszulki wystawały obojczyki. Blade usta idealnie kontrastowały z alabastrową skórą.
- C-co? - Zdołał z siebie wykrztusić.
Drugi postał mu krótki uśmiech, rozbawiony reakcją młodszego.
- Spytałem, czy wszytko u Ciebie w porządku. - Ponowił pytanie.
Harry nie chciał owijać bawełnę tylko spuścił wzrok.
- Nie... Jak widzisz, nie mam gdzie mieszkać.
Wskazał na swój bagaż i zaproponował drugiemu by się dosiadł.
- Nieciekawie, a tak w ogóle, to jestem Alex Lestrange.
W oczach Gryfona pojawiły się mordercze ogniki, lecz opanował się. Nazwisko o niczym nie świadczy, więc nie będzie się pochopnie unosił.
- Harry Potter. Miło. Jesteś może spokrewniony z Bellatrix Lestrange?
Nieznajomy spojrzał na niego dziwnie, jakby nie zrozumiał, ale wyraz jego twarzy wyrażał zmieszanie i... Zainteresowanie? Cóż... Zielonooki był pewien jednego. Nigdy nie był dobry z Wróżbiarstwa i nie będzie się bawił w szurniętą Trelawney.
- Potter? Nie wyglądasz jak...
- Tak, wiem, nie wyglądam jak on, bla, bla, bla...- Burknął.
- Nie, nie chodziło mi o to... Znaczy, nie masz okularów i trochę to myli. I tak, niestety Bella jest moją matką. - Powiedział i oparł głowę na rękach, opartych łokciami o stół. Prawda, Harry pozbył się "drugich oczu" po namowach Syriusza, który uznał, że te są w ogóle nie praktyczne. Musiał uważać, by ich nie połamać, żeby nie spadły, przeszkadzały w Quidditchu, gdy miał założone gogle.
Chrzestny załatwił u znajomego, który specjalizuje się w magomedycynie, eliksir trwale poprawiający wzrok. Jedyny problem z był taki, że przez pierwsze 3 dni jest się niczym ślepiec, a najlepiej by było, gdyby się w ogóle nie otwierało oczu. Tak, jak sądził, mikstura zadziałała i od tego czasu Gryfon nie musiał nosić okularów i bardzo ucieszył się z tego powodu. Naprawdę, było to o wiele wygodniejsze.
- Niestety? - Zdziwił się.
- Za długo by tłumaczyć. Powiem tyle: wolałbym dementora za rodzicielkę zamiast niej. Nie chcę o tym nie rozmawiać, jeśli rozumiesz...
- Jasne. Nie będę przecież cię do niczego zmuszał.
Alex uśmiechnął się, tym razem pewniej i zaczął oceniać Pottera z wyglądu. Niby nic nadzwyczajnego... Czarne włosy, rozwiane w każdym kierunku, blada cera, zdecydowanie za szczupły, oczu nie zdobiły już okrągłe paskudztwa, przez co było widać w nich kolor avady.
- A właśnie... Nie wiesz może gdzie jest Biały Wiwern? - Spytał nie wiedząc czy przypadkiem nie przekręcił nazwy.
Lestrange totalnie zdębiał. Czego Złoty Chłopiec może szukać na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu? Zwłaszacza tam?
- Nie będę pytać, czego chcesz stamtąd i wiem gdzie to jest.
- Naprawdę?! - Nastolatek rozpromienił się.
- Tak, mieszkam tam, więc jakbym miał nie być poinformowany o lokalizacji? - Zażartował. - Szukasz zakwaterowania, prawda?
Gryfon pokiwał głową. Szczęście na niego spadło. Nie dość, że znalazł miejsce na resztę wakacji, to zyskał kolegę, który zna się na rzeczy i chyba go polubił. Chwała!
- W Wiwernie są warunki do mieszkania, znaczy... Jeżeli znosisz wrzaski i muzykę do 1 w nocy. Czynsz ze względu na znajdujący się piętro niżej pub nie jest drogi. Mało osób tam zamieszkuje, bo większość to "ci dobrzy"... Ale naprawdę, ja jestem tu od początku wakacji i jakoś żyje.
Brunet ciągnął rozmowę i opowiadał o pensjonacie, gdzie Harry prawdopodobnie zostanie do końca sierpnia. Również o sobie, gdzie się wcześniej uczył. Okazało się, że na ten rok przenosi się do Hogwartu. Wcześniej uczęszczał do Durmstrangu ale tutaj ma kuzyna, a tam nadal był sam, więc zaryzykował. Mimo stalowego zakazu pytania się o znaczenie tatuaży, Potter zadał je, a ten odpowiedział "Skoro Czarny Pan ma w znaku czaszkę, to ja ją udoskonaliłem i ozdobiłem różami." Po tym komentarzu śmiali się tak głośno, że kilka osób zwróciło im uwagę. Alexander okazał się świetnym mówcą i słuchaczem. Nie miał przed nim blokady i z tego cieszył się.
- Późno już...Zaprowadzić cie czy zostajesz tutaj?
- Wiesz... Było by dobrze.
Odeszli od stołu i wyszli tylnym wyjściem, tradycyjnie popukali w cegły i dostali się na opustoszałą ulicę Pokątną. W nocy było tu strasznie. Szyldy pod wpływem ciepłego wiatru skrzypiały, a bezdomni siedzieli w różnych kątach. Samemu u tej porze, lepiej było tutaj nie spacerować.
Lestrange prowadził Gryfona przez bardzo znaną mu okolicę by następnie zniknąć z nim w ciemnej uliczce. Od tego momentu Potter stracił orientację w terenie.
W drodze skojarzył sklep MSAW ÆTARE, Borgina&Burkesa i jeszcze jakąś aptekę.
- Tutaj trasa jest prostsza, bar znajduje się obok studia tatuażu i jest tutaj jedyny, więc nie będziesz miał problemu. Właściciel nazywa się Eric Smith, teraz na pewno nie będzie spał, to mogę z tobą do niego iść.
- Okej. Na pewno będzie miał wolne miejsca?
- Pokoi jest około 20, a oprócz mnie, mieszka tu jeszcze jakaś starsza wiedźma, barman i goblin, więc nie ma raczej problemu.
Odpowiedział i dostali się do alejki, na której był bar. Gryfon od razy dostrzegł świecący szyld. Obok niego znajdowały się "Nieścieralne tatuaże Markusa Scarra" Alex jakby wiedział, o czym myśli Harry, odparł:
- Tutaj robiłem swój. Znam się z tatuażystą, więc jeśli kiedyś byś chciał coś sobie... To wiesz... Wspomnij po prostu moje nazwisko.
- E.... Dzięki...Na razie nie skorzystam.
Powiedział, znaleźli się przed wejściem, a następnie w środku. Wnętrze było zupełnie inne, niż jakie wyobrażał sobie zielonooki. Myślał, że to będzie rudera, godna rozbiórki, niż wszystko urządzone w pięknym, wiktoriańskim stylu, wyłożone srebrem.
- Wow.
- Robi wrażenie, prawda? Na piętrze zazwyczaj przesiaduje Eric. Ma tam biuro.
Jak powiedział, tak zrobili.
Właściciel okazał się milszy, niż, na jakiego wyglądał. Był około sześćdziesiątki, włosy w połowie wypadły mu już z głowy, na twarzy dostrzegalne były zmarszczki, był lekko przygarbiony, lecz ubrany jak typowy arystokrata.
Harry poprosił o to, by mógł tu pozostać do końca wakacji. Gdy miał wypełnić formularz zakwaterowania, Smitha bardzo zdziwiło, co "Wybraniec Magicznego Świata" może szukać na Nokturnie i nie chce, by aurorzy zaczęli pałętać się po jego lokalu. Potter bardzo się zdenerwował przez to, że tamten go tak nazwał, ale Lestrange załagodził sprawę. Dostał klucz do pokoju już bez większych problemów i komentarzy. Na życzenie Alexa będzie mieszkał za obok niego, gdyby coś potrzebował. Razem weszli na trzecie piętro, brunet pomógł mu wnieść kufer i wyciągnął kluczyk do swoich drzwi.
- To... Do zobaczenia niebawem.
Rzekł i zniknął za mosiężnym przejściem. Harry zrobił to samo. Pomieszczenie było typowe: łóżko, szafa, biurko krzesło, komoda i drzwi prowadzące do łazienki. Na ścianie na przeciwko wejścia znajdowało się średniej wielkości okno, do którego zielonooki od razu podszedł. Otworzył je, a chłodny wiatr wtargnął do środka. Od teraz przekona się, co znaczy żyć na ulicy Śmiertelnego Nokturnu.


***


- Jak to zniknął?
Nauczycielka transmutacji była przestraszona nie na żarty.
- Minerwo, nie denerwuj się. Aurorzy bez przerwy obserwowali dom jego krewnych. Gdy chłopak przez dwa tygodnie nie wychodził, sprawdzili czy wszystko w porządku. Zobacz… tutaj wspomnienie jednego z nich.
Dumbledore podszedł do myślodsiewni i dodał do niej pamięć jednego z członków Zakonu Feniksa. Kobieta podeszła do niej i zanurzyła głowę pod taflą.
- Czy to nie jest dziwne, że pan Potter przez tyle czasu nie wyszedł na zewnątrz? – Zabrzmiał głos jednego z mężczyzn.
- Powinniśmy sprawdzić czy nic mu się nie stało. – Zaproponował drugi.
Postacie w czerwonych szatach zdjęły zaklęcia maskujące i podeszli do Privet Drive 4. Zapukali do drzwi, lecz nikt nie otwierał. Ponowili czyn. Dopiero po kilku minutach dobijania się do środka otwarła im kobieta o końskiej twarzy.
- W czym mogę pomóc? – Zapytała przymilnie.
- My do Harry’ego Pottera, kontrola.
Petunia zbladła. Nie sądziła, że te dziwolągi przyjdą do jej domu w środku wakacji. Jeszcze sąsiedzi zaczną mówić, kogo to ona do domu sprowadza! Zawołała swojego męża, a gdy zobaczył, kto do nich zawitał przybrał kamienne oblicze.
- Vernonie, ci panowie do Harry’ego.
- Nie ma.
Wysyczał z pewnością w oczach.
- Jak to nie ma? Gdzie jest?
- A zniknął… Dwa tygodnie temu. Wieczorem był, a następnego dnia już nie. Z resztą, dobrze zrobił. Cały czas na nas żerował, pasożyt. Teraz, jeżeli to wszystko proszę o opuszczanie naszego terenu.
Odparł bezczelnie, po tym zdaniu zatrzasnął im drzwi przed nosami.
Wspomnienie zakończyło się.
- Albusie, jak nie zauważono, że Potter opuścił budynek?
Snape, który również stał w gabinecie dyrektora, był bardzo poirytowany całą tą szopką, jaka kręciła się wokół tego bachora. Wybraniec przepadł, a cały czarodziejski świat staje na głowie. Chłopak nie był nikim nadzwyczajnym. Arogancki smarkacz. Przeżył zaklęcie uśmiercające i już chcą wznosić jego pomniki. Życie nie kręci się wokół niego!Bezmyślny Gryfon, co on sobie wyobraża?
- Uważam, że trzeba się wstrzymać. Może po prostu uciekł.
Powiedział Mistrz Eliksirów nawet nie zdając sobie sprawy, że trafił w sedno.
- Severusie, nie wygłupiaj się. Dlaczego Harry miałby to robić?
- Właśnie, przecież nie jest głupi, zwłaszcza, że Sam-Wiesz-Kto odrodził się i w każdej chwili może zaatakować.
- Uważam, że dzieciak jest na tyle nie rozsądny i nie wiadomo, co mu strzeliło do tej pustej głowy. – Wysyczał Nietoperz Lochów.
- Minerwo! Severusie! Nie kłóćcie się! Wyślemy aurorów, niech przeszukają teren, może ktoś coś widział i go znajdziemy.
Nauczycielka transmutacji wymieniła wilcze spojrzenie z Postrachem Hogwartu i następnie opuściła kwatery Dumbledora, co profesor zrobił zaraz po niej.
Dyrektor chodził w kółko po swoim gabinecie, gorączkując się tym, co takiego mogło się wydarzyć.
- Harry… Gdzie ty jesteś?
Zapytał na głos, a później teleportował się zacząć to, za co powinien zabrać się dawno temu.
Ostatnio edytowano 31 sie 2015, o 16:19 przez Kira1903Kai, łącznie edytowano 2 razy
Kira1903Kai Offline


 
Posty: 5
Dołączył(a): 31 sie 2015, o 16:09

Postprzez Kira1903Kai » 31 sie 2015, o 16:16

Autor: Kira/Kai (ja)
Beta: Oczekiwanie/Chwilowy brak
Ostrzeżenia: gwałty, sceny erotyczne, relacje homoseksualne, przekleństwa, tortury
HP&OC(AL), Drarry, Bellamort, Fremione, inne
link do bloga: http://hp-stracony-czas.blogspot.com/


Rozdział 2


Bellatrix Lestrange nigdy nie przejmowała się innymi. Nigdy nie obchodził jej nikt po za nią samą. Nigdy nikogo nie kochała. Nawet, gdy urodziła Alexandra - nie okazywała mu żadnych uczuć. Był niechcianym dzieckiem.
Miała dwie siostry: Andromedę i Narcyzę. Z pierwszą przestała utrzymywać kontakt po tym, jak wyszła za mąż za mugolaka i okryła hańbą rodzinę.
Druga poślubiła wysoko cenionego Lucjusza Malfoya.
W przeciwieństwie do nich nie czuła żadnej sympatii do swojego męża. Wyszła za niego tylko dlatego, że pochodził czystokrwistej rodziny. Jej prawdziwą pasją i miłością był Czarny Pan. Złoto, kryształowe zamki i tysiące galeonów nie miały znaczenia, bo to właśnie dla Toma straciła głowę.
Lord Voldemort posiadał miano jednego z najpotężniejszych czarodziei, jacy istnieli. Słynął z obsesyjnej żądzy dążenia do perfekcyjności. Cały świat musiał być doskonały i koniec. Pozbawiony nic nieznaczących mugoli, szlam i zdrajców krwi. Z niektórych związków pomiędzy czarodziejem, a istotą nie magiczną, rodził się charłak. Bycie nim oznaczało upokorzenie do końca życia. Riddle nigdy nie wyobrażał sobie funkcjonowania bez magii. Jednak istniała jedna rzecz, jakiej Czarny Pan nie potrafił i nie umiał zrozumieć… Miłość. Tak mało, a tak dużo. Bella mogłaby dać mu serce na tacy, a on by je odrzucił. Swój gniew wyładowywała na innych. Była wyjątkowo, nawet jak na śmierciożercę, okrutną i żądną krwi oraz niezwykle inteligentną czarownicą , co z jej wybuchowym, gwałtownym charakterem i doskonałym opanowaniem Czarnej Magii sprawiało, że zajmowała wysoką pozycję wśród najniebezpieczniejszych czarnoksiężników. Miała nadzieję, że przez jej status Lord zwróci na nią uwagę, niestety do tej pory nie ukazały się żadne efekty. Będąc wierną Tomowi, nie wahała się przed tępieniem i krytykowaniem, każdego, kto go zawiódł lub nagiął zaufanie. Nienawidziła mieszańców pochodzących z rodzin mugolskich, pozbywała się ich z satysfakcją. Podobno określenie „szlama” w magicznym świecie było uznawane za wulgarne i żaden szanujący się czarodziej nie używał takiego słownictwa. Lestrange mogłaby polemizować długo na ten temat. Kobieta żądna uwagi Marvola była w stanie zrobić wszystko… Nawet, jeżeli wiąże się to z niemożliwym.

***


Złoty Chłopiec Gryffindoru spędzał miłe popołudnie w towarzystwie Alexandra w lodziarni Floriana Fortescue. Był już początek sierpnia i Dumbledore jeszcze go nie znalazł. Oczywiście w Proroku znajdowały się artykuły głoszące między innymi: „Wybraniec czarodziejskiego świata zaginął!”, „Czy porwał go Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać?”, „Harry Potter nie żyje!” – I inne głupstwa, jakie powypisywała Rita Skeeter. Nikt nie wpadł na pomysł, że może on przesiadywać na Nokturnie w towarzystwie syna jednej ze śmierciożerczyń. Z brunetem stali się niemal przyjaciółmi, nie zdradzali sobie swoich sekretów i nie rozmawiali na niektóre tematy, ale można było ich tak określić.
- Alex? Kiedy ten twój kuzyn przyjeżdża? – Spytał zaciekawiony Potter. Nowo nabyty kolega wspominał, że jego krewny przyjedzie w pierwszych dniach drugiego miesiąca wakacji. Do tej pory Gryfon nie ma pojęcia, kto to jest, a Lestrange nic nie chciał mu powiedzieć.
- Hm…? A… Chyba za dwa dni, ale w jego tempie będzie za cztery. Nigdy nie przychodzi w ustalonym terminie. Dlatego jak już są jakieś spotkania rodzinne to u niego w domu, bo inaczej się nie da.
Po dwudziestu minutach od zamówienia w końcu podeszła do nich kelnerka i dała im ich lody. Gdy odchodziła uśmiechnęła się uwodzicielsko do Lestrange’a ale on tylko skrzywił się i wrócił do rozmowy z Harrym. Dziewczyna prychnęła pod nosem i podniosła głowę dumnie odchodząc. Potter, jak zobaczył swoją porcję wytrzeszczył oczy.
- To miało być małe… - Jęknął.
- Jest małe.
- Dla ciebie, jesteś większy i starszy… to się nie liczy. – Marudził dalej.
- Liczy, liczy. Nie narzekaj, jedz. Musisz przytyć, jesteś zdecydowanie za chudy.
- Yhmmhm… - wymruczał niezrozumiale Gryfon.
Często przekomarzali się w ten sposób. Niby kłótnia, ale przyjacielska i nie było w niej za krzty nienawiści.
- Jak myślisz, do jakiego domu trafisz, gdy Tiara Cię przydzieli? – Wypalił zielonooki.
- Najprawdopodobniej do Slytherinu. Nie miałbym, gdzie indziej. Do Gryffindoru nie mógłbym, bo to odwaga, śmiałość, determinacja i lekkomyślność. Ravenclaw - nauka, inteligencja i kreatywność, a Huffelepuff? Wszyscy Puchoni są tacy… Puchonowaci. Wiesz, uczciwi, spokojni, sprawiedliwi… Nie nadawałbym się. Nie obraź się za wzmiankę o Gryfonach. Nie pasujesz mi do nich… - zrobił minę myśliciela - … chociaż… nie jednak nie.
Resztę deseru zjedli w ciszy, bo po długiej przepowie Alexa większość i tak się rozpuściła. W kawiarni przesiedzieli godzinę, a wyszli o siedemnastej. Na zewnątrz było kilkadziesiąt osób, które teraz robiły zakupy. Jak na sierpień było chłodno i Harry zatrząsł się, a duża dawka lodów, jakie w siebie wcisnął potęgowała wszystko. Lestrange zauważył jego grymas i jakby czytając mu w myślach objął go ramionami, na co Gryfiak pisnął z zaskoczenia. Brunet roześmiał się z reakcji młodszego chłopaka.
- No przecież widzę, że ci zimno.
I miał rację. Potterowi od razu zrobiło się cieplej.
- Alex? Ty nie… nie zostawisz mnie, prawda?
- Nie rozumiem. Dlaczego miałbym to robić?
- Bo… Gryffindor i Slytherin od zawsze ze sobą konkurują i jest wojna między domami. Tak się przyjęło i wszyscy uznali to, jako zasadę…
- Harry… - zrobił przerwę -… zasady są po to, żeby je łamać. Nie zostawię cię.
- Dziękuje.
Powiedział cicho. Bo słynny Harry Potter stał się dla Alexandra kimś bardzo ważnym. I mówił prawdę, że nigdy go nie zostawi. Bo on zawładnął jego sercem i to nie na chwilę.
- Dobra… powinniśmy iść. Nie możemy tu stać całą wieczność.
Rzekł i puścił zielonookiego.
- Tak, powinniśmy. - Oczy jeszcze niedawno skrywane za okrągłymi szkłami przybrały wielkość piłeczek do ping ponga. – Cholera…
Przyjaciel odwrócił się i starał się dostrzec to, na co tamten patrzył przez krótki moment.
- Co jest? – Spytał z niezrozumieniem.
- Te dwie dziewczyny, są z mojego domu i… - w tym momencie jego spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem Lavender Brown.
Była z nią jej przyjaciółka Parvati Patil.
= To Harry! Harry Potter! On żyje!
Zaczęły krzyczeć i wszyscy zwrócili na nie uwagę, a następnie spojrzeli na osobę, na którą wskazywały. Na ulicy zrobiło się duże zamieszanie.
- Uciekaj. Aurorzy zaraz tu będą. Nie chcesz by cię złapali. Dumbledore odeśle cię na Privet Drive. Nie chcesz tam wrócić.
Usłyszał głos w swojej głowie, przez chwilę nie wiedział, co robić, lecz spojrzał błagalnie na bruneta, który stał jak wryty i patrzył na osoby wytykające ich z podnieceniem w oczach.
- Alex… Alex… Chodźmy stąd, proszę cię. Alex!
Nie zastanawiając się długo złapał Lestrange za rękę i pociągnął w kierunku wejścia na Nokturn. Z daleka dało się usłyszeć okrzyki, „Co on robi?!”, „Dumbledore na pewno mu pomoże!”, „Kim był ten drugi?!”, „Patrzcie to członkowie Zakonu Feniksa, pomogą mu!” Osoba w jego umyśle nie myliła się, czarodzieje przybyli, a on nie chce, żeby go znaleźli. Chłopcy zwolnili biegu, gdy dostali się na zamieszkały przez nich teren.
- Harry! Zwolnij!
Obaj zatrzymali się i oparli o ścianę jednego z tutejszych budynków. Głośno dyszeli, będą musieli w przyszłości popracować nad kondycją.
- Nie mogą… Musimy iść do mieszkania… Nie chcę…
I po tych słowach bardzo szybkim krokiem zmierzał w kierunku Białego Wiwerna. Na razie chciał uciec jak najdalej stąd i oczywiście będzie musiał wytłumaczyć się swojemu towarzyszowi jego reakcją. Wiedział to. Z głośnym hukiem otworzył drzwi do baru i wbiegł na swoje piętro, by pod wejściem poczekać na Alexandra.
Ten dotarł zaraz po nim i podał mu rękę, aby wstał z podłogi.
- Chodź do mnie.
Później wyciągnął klucz i weszli do pomieszczenia. Brunet zajął fotel stojący naprzeciwko sofy, na której usiadł Potter.
- Dlaczego tak zareagowałeś?
- Nie chcę ci mówić... Nie dla kaprysu. To dla mnie trudne. Nawet moi przyjaciele, których znam już od początku szkoły nie wiedzą o niektórych rzeczach i nie chcę... Nie chcę ci mówić... Nie obraź się, proszę.
Alex nie wiedział, jak miał zareagować. Przez chwilę wpatrywał się w nastolatka z nieokreślonym wyrazem twarzy, ale po chwili wpłynął na nią delikatny uśmiech. Podszedł do zielonookiego i położył mu dłoń na ramieniu w geście zrozumienia.
- Nie gniewam się.
- Naprawdę?
- Tak. Naprawdę.
- Dziękuje.
- Chodź na dach, jest tam huśtawka i ładny widok.
Potter pokiwał głową i Lestrange teleportował ich na najwyższy punkt budynku. Gryfon obszedł już nie raz cały blok i nie znalazł żadnego wejścia na górę. Widocznie trzeba było użyć magii lub schody zastały zabetonowane. Teren nie był pokaźny. Stał tu stół, parę krzeseł, a przy jego końcu stała niewielka, materiałowa bujawka. Chłopcy podeszli do niej i usiedli. Był z niej piękny widok na Nokturn i na Pokątną. Na niebie było widniały gwiazdy, a żadna chmurka nie raczyła się pojawić na nim.
- Alex? Co sądzisz o życiu po śmierci?
- Skąd to pytanie?
- Po prostu. Jak myślisz, co zmarli tam robią?
- Nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Na pewno mają lepiej niż na ziemi. Według tej... Religii mugolskiej istnieje niebo, gdzie trafiają dobrzy i piekło - tam źli. Jest też prawdopodobieństwo bytu astralnego. Są również duchy, ludzie nieszczęśliwi za życia.
- Słyszałeś o zasłonie, która jest łącznikiem pomiędzy naszym światem, a tym drugim?
Brunet pokiwał głową.
- Sądzisz, że gdy ktoś za nią wpadnie to można go stamtąd wydostać?
- Dlacz... Nie mam pojęcia. Musiałbym poczytać, nie jestem w stanie ci odpowiedzieć. Nie rozumiem tylko, dlaczego mnie o to pytasz.
- Z ciekawości.
Skłamał. Myślał nad tym, czy mógłby w jakiś sposób wyciągnąć Syriusza zza bariery. Słyszał powieści o tym, że komuś udało wydostać się bliską osobę, ale nie pamiętał ich całych. Gdyby mógł zrobiłby wszystko by przywrócić ojca chrzestnego do żywych. Nie mógł pogodzić się z jego śmiercią. Jeszcze na łącznie pięć miesięcy, jak nie dłużej będzie musiał przebywać z Dursleyami. Na nieszczęście Gryfona, przypomniał mu się moment, gdy dowiedział się, że nie wróci do nich już nigdy więcej.

- Wiesz, co to oznacza?- Zapytał Syriusz w momencie, gdy szli ciasnym tunelem. - Zdemaskowanie Petera Pettigrew?
- Jesteś wolny. - Odrzekł Harry.
- Tak. Ale jestem też... Nie wiem, czy ktoś ci powiedział... Jestem twoim ojcem chrzestnym.
- Tak wiem o tym.
- No, więc... Twoi rodzice wyznaczyli mnie twoim opiekunem - Powiedział sucho Black. - Na wypadek, gdyby coś im się stało... Oczywiście zrozumiem cię, jeśli chcesz wrócić do swojej ciotki i wuja. Ale.. No… zastanów się. Bo kiedy zostanę oczyszczony z zarzutów… to, jeśli chciałbyś mieć… inny dom...
W żołądku Pottera doszło do czegoś w rodzaju eksplozji.
- Co? Zamieszkać z tobą? – W tym momencie przez przypadek uderzył się głową w wystający kawałek skały. – Wyprowadzić się od Dursleyów?
- Nie ma sprawy, przypuszczałem, że nie będziesz chciał – dodał szybko – Rozumiem. Ja tylko sobie pomyślałem…
- Zwariowałeś? - Powiedział Harry ochrypłym głosem.
- No pewnie, że chcę opuścić ich dom a masz jakiś? Kiedy mogę się przenieść?
- Chcesz? - Zapytał. – Naprawdę?
- No pewnie!

***


- No dalej! Stać cię chyba na więcej!
Ryknął Black, a jego głos rozbrzmiał echem po pomieszczeniu. Drugi promień światło trafił go w bok. Śmiech nie całkiem zgasł na twarzy Łapy, ale oczy rozszerzyły się ze zdumienia. W tym momencie Harry puścił Longbottoma i zaczął skakać w dół po stopniach, jednocześnie wyciągając różdżkę. Gdy był prawie na samym dole, Syriusz przewrócił się, a ciało zgięło we wdzięczny łuk i poleciał w tył przez zniszczoną zasłonę zwisającą z bramy. Gryfon dostrzegł strach wymieszany z zaskoczeniem na twarzy czarnowłosego… Zniknął.
- Syriusz! Syriusz! – Wrzeszczał Chłopiec, który przeżył. Kiedy dotknął ziemi wystartował w kierunku podestu. Lupin chwycił go w pół, zatrzymując go.
- Nic nie możesz zrobić, Harry…
- Wyciągnijcie go, ratujcie, dopiero co zniknął!
- … już jest za późno.
- Wciąż możemy go dosięgnąć!
- Nic nie możesz zrobić, nic.. On odszedł.
- Nie prawda! Syriusz! Syriusz!
- On nie może wrócić Harry. Nie może, bo jest m…
- Nie jest martwy!!!
W tej chwili zdał sobie sprawę, że okłamuje samego siebie, a jego ojciec chrzestny nie żyje.

Po policzku Pottera spłynęła łza, głowa swobodnie opadła na coś miękkiego, a ciałem i umysłem zawładnął sen. Lestrange spojrzał zdziwiony na niego, lecz kiedy dostrzegł, że Harry zasnął uśmiechnął się delikatnie. Posmutniał, jak zobaczył na jego twarzy słoną kroplę. Starł ją delikatnie, by nie obudził młodszego chłopaka, a różdżką wyczarował pochodnie na których zapalił się ogień.
- Gdybyś wiedział... - zaczął szeptać - ... gdybyś wiedział w jaki sposób na mnie wpłynąłeś... Obiecuję, nie zostawię cię, nawet, gdy mnie odrzucisz...
Ostatnio edytowano 31 sie 2015, o 16:19 przez Kira1903Kai, łącznie edytowano 2 razy
Kira1903Kai Offline


 
Posty: 5
Dołączył(a): 31 sie 2015, o 16:09

Postprzez Kira1903Kai » 31 sie 2015, o 16:18

Autor: Kira/Kai (ja)
Beta: Oczekiwanie/Chwilowy brak
Ostrzeżenia: gwałty, sceny erotyczne, relacje homoseksualne, przekleństwa, tortury
HP&OC(AL), Drarry, Bellamort, Fremione, inne
link do bloga: http://hp-stracony-czas.blogspot.com/

Rozdział 3


- Alex! Idioto! Oddawaj to!
Harry gonił przyjaciela po całym pokoju próbując wyrwać swój album ze zdjęciami, jaki Lestrange przez przypadek znalazł w jego rzeczach. Miał tylko podać mu bluzę… a w momencie, gdy dorwał się do reszty… Nie ma zmiłuj.
- Mowy nie ma!
Brunet wskoczył na sofę, Potter za nim. Niestety w różnicy wieku, masy ciała i przede wszystkim wzrostu Gryfon był na przegranej pozycji od samego początku, zwłaszcza, że przyszły Ślizgon wyciągnął do góry rękę, w której trzymał przedmiot.
- No zostaw to!
- Śnisz! Patrz, jakim byłeś uroczym dzieckiem! A teraz, co? Diabeł z krwi i kości! Nie mów, że chcesz mnie pozbawić tego widoku.
- Mówię i pozbawiam!
- Pf… Jak chcesz…
Powiedział i rzucił zbiorem zdjęć na najbliższy blat. Zielonooki wyszeptał pod nosem coś w stylu „zabije go” i zaczął zbierać z podłogi swoje ubrania, by następnie włożyć je do kufra i zamknąć go na kilkaset kłódek. W ciągu ostatnich dwóch dni rzadko wychodzili. Prorok Codzienny oczywiście wypisywał na pierwszych stronach informacje o nim, co mu się nie spodobało, a w środku były wywiady z Lavender i Parvati. Potter myślał, że aurorów i Dumbledora stać na coś więcej, widocznie przeliczył się. Nikt nie wpadł na pomysł, aby Wybrańca szukać na Nokturnie. Idioci – za przeproszeniem.
- Dobra, wracam do siebie. Dray powinien za niedługo przyjechać, przylecieć, pojawić się z pyłu czy zrobić inne „wielkie wejście”. Idziesz ze mną?
- Hm? Dojdę za chwilę...
Harry podszedł do szafy i wyciągnął z niej czarne, sprane spodnie ze specjalnie zrobionymi dziurami na udach oraz bluzę z kapturem. Przejrzał się i gdy uznał, że nie wygląda najgorzej, wyszedł z pomieszczenia. U Alexandra zjawił się kilka sekund później. Bez pukania wszedł do środka. Zastał bruneta siedzącego w fotelu wpatrzonego w okno. Nie wiedząc, co robić, zamknął drzwi i jak głupek stał przed nim.
- Wchodź, co tak stoisz? - Zapytał Lestrange.
Potter zrobił jak mu kazano i usiadł na skraju łóżka.
- Powiedz coś. - Rzekł Gryfon.
- "Coś". - Odpowiedział z zadziornym uśmiechem.
- Nie o takie "coś" mi chodziło...
- Nie? Przecież powiedziałeś: "powiedz coś".
- Ale... Yhh...
Zielonooki z całej siły rzucił w jego stronę poduszkę, którą udało mu się upolować. Wytatuowany nie zdążył zareagować, gdy puchata broń uderzyła go w twarz ze śmiesznym plaśnięciem.
- Już nie żyjesz.
Mówiąc to, wstał i zaczął iść w stronę przyjaciela.
- Co? Alex! Alexiu... Ej...
Niestety jego błagania nie zostały wysłuchane, bo również oberwał pierzastym przedmiotem. Odbyła się walka, Harry kontra Alex, Lestrange kontra Potter. Poduszkowa bitwa stulecia. W momencie, gdy Gryfon dorwał się do białego puchu i zaczął nim wymachiwać na znak, że się poddał, na szczęście mógł runąć zmęczony na puchu. Przyszły Ślizgon zrobił to samo. Leżeli ramię w ramię, wpatrując się w sufit w błogiej ciszy. Starszy podniósł się nagle i oparł na jednej ręce, a głowę zawiesił nad twarzą przyjaciela.
- Co? - Zapytał Harry.
Brunet nie odpowiedział, tylko dalej wpatrywał się w niego, co peszyło Harry’ego, który starał unikać się jego wzroku. Potterowi zrobiło się gorąco, nie wiedział czy z zażenowania czy z bliskości i jego grubej bluzy. Spojrzał w bok, lecz, gdy znowu zerknął na twarz przyszłego Ślizgona, zdało mu się, że jest bliżej niż był. Nie wiedział, czemu nie mógł się ruszyć, sparaliżowało go. Chciał go odepchnąć, ale przeszkodziły mu miękkie wargi na jego i ciepły oddech owiewający twarz. Z zaskoczenia otworzył usta, co drugi uznał za zgodę i ciepłym narządem wślizgnął się w jego jamę ustną. Potter znieruchomiał. Jego oczy były szeroko otwarte, a ciało sparaliżowane tym czynem.
- A-Alex… Co… Co ty? – Spytał, pomiędzy zadawanymi mu pocałunkami.
-Ci… - szepnął i wrócił do poprzedniej czynności.
- Ale… ja nie j…
Harry nie był gejem. Chyba. Z Cho mu nie wyszło, a Ginny? Lubił ją, ale… Ale… Była uciążliwa, niczym rzep. Nie interesował się chłopcami, tak mu się raczej wydawało, nigdy nie zwracał na to uwagi. W tej sytuacji miał dwa wyjścia, odepchnąć syna Bellatrix oraz dać się ponieść. Czy wydało mu się do obrzydliwe? Pocałunek? Nie, nie było w nim nic ohydnego. Wybrał drugą opcje. Ku zadowoleniu tamtego, lekko poruszył swoimi wargami. Nieśmiało. Nie wiedział, co robić. Prawda, z Chang zaszedł już do całowania, ale to było coś innego. Jego jedyne odczucia to „było mokro”. W momencie, gdy jego język zderzył się z tym od bruneta, jęknął cicho. Policzki Pottera oblał delikatny rumieniec. Zimne ręce wsunęły się pod bluzę, którą miał na sobie. Druga wylądowała na biodrze, ustami zaczął zjeżdżać na żuchwę, zostawiając za sobą mokre ślady, by później zejść na szyje i obojczyki, które wystawały z dekoltu. Gryfon postanowił zamknąć oczy i dać się prowadzić. Podobało mu się, ale wewnątrz myślał, że to nie właściwe. Jeszcze jego kuzyn, znany, jako „Dray” miał się dzisiaj zjawić, tego wszystkiego było za dużo, kiedy Alex zaczął mocować się z paskiem spodni, należących do czarnowłosego, a coś twardego przylgnęło do jego uda. I to na pewno nie była różdżka. Ręce automatycznie pojawiły się na jego klatce i próbowały odepchnąć.
- Przestań…- Wystękał.
Lestrange przestał i ucieszył się, że go posłuchał. Znał to powiedzenie od Rona: „Nigdy nie zostawiaj napalonego faceta, bo może dojść do gwałtu”.
- O co chodzi? – Spytał, a przymglone oczy skrzyżowały się z tymi koloru Avady.
- Nie chcę…
- Oh... – Oprzytomniał. – Przepraszam, nie powinienem.
- Co? Nie… Chodzi o to, że to dla mnie za szybko. –Spłonął rumieńcem.
- Nie zmienia faktu, że nie powinienem.
- Było w porządku.
- To… dobrze, ale przepraszam. – Odsunął się, było widać, że był zawiedziony i Harry zauważył to, lecz nie wiedział, co robić, żeby go nie urazić.
- Alex…
- Rozumiem.
- Nie rozumiesz. To nie tak, że ja nie chcę… Po prostu…- Na jego twarzy po raz kolejny pojawiły się czerwono-różowe plamy. Brunet podniósł brew w pytającym geście.
- Nie jesteś gejem?
- Tego nie wiem… Ja po prostu nigdy… Nigdy tego nie robiłem. – Odpowiedział cicho i cały zarumieniony ze wstydu, że musiał mówić coś tak żenującego.
- Oh... – Zrozumiał.
Potter podszedł do niego i stanął naprzeciwko.
- Naprawdę cię lubię, ale nie kocham cię i… sam nie wiem… Nigdy nie byłem w dłuższym związku, a moje relacje międzyludzkie to jedynie pocałunek i to, co zaszło z tobą. Przepraszam cię.
- Myślałem, że to cię obrzydziło… nie przepraszaj. Rozumiem, chociaż wiem, że to brzmi dziwnie. Rozumiem, że mnie nie kochasz, nie dziwię się i również wiem, że chcesz… Chcesz to zrobić z kimś, kogo
darzysz takim uczuciem.
Powiedział i przytulił go, zatapiając nos w jego włosach. Położył ręce na biodrach Bliznowatego, a Harry na szyi i trwali w tej pozycji dopóki młodszemu nie zdrętwiały kończyny.
- Wszystko w porządku, prawda? Miedzy nami?
- Jasne. – Odpowiedział Chłopiec-Który- Przeżył.
- Cieszę się.
Odparł i pocałował go delikatnie w policzek.
- Poczekaj na mnie... Muszę iść do łazienki... Rozumiesz?
Potter spalił buraka.
-E... Jasne... Nie krę-ępuj się...
Alex wykrzywił kącik ust i zniknął za drzwiami toalety. Oczywiste było to, co brunet miał w planach tam robić... I Gryfon poczuł to mocno na swoim udzie. Harry zdecydowanie za często się rumienił. Bez wątpienia.
Lestrange wszedł do łazienki i od razu zabrał się za swój "problem". Szybko spuścił spodnie do kolan i wziął w rękę dużego penisa. Lekko naciągnął skórkę, trochę odsłaniając główkę. Zamknął oczy i zaczął się masturbować. Ręka ślizgała się po członku, obnażając główkę, to znowu naciągając na nią wrażliwą skórę.
Wyobraził sobie Harry'ego w jego ramionach. Słodkie rumieńce, gorący język, chude ale idealne ciało. Rozebrał go w głowie. Wyglądał pięknie... Tak, pięknie to odpowiednie słowo. Zaczął ciężko oddychać, a serce przyspieszyło swój rytm. Dobrze, że był oparty o ścianę, bo na pewno dawno by już leżał na podłodze. Członek wysuwający się pomiędzy kościste pośladki, wywołujący jęk rozkoszy. Przyspieszony oddech i urywane prośby o więcej. Penis Pottera ocierający się o jego brzuch.
Nie wytrzymał, czuł, że to koniec... Jeszcze kilka ruchów mocno zaciśniętą ręką i nagle strumień spermy opuścił ciało bruneta. Lestrange ucieszył się, że był w łazience. Wziął trochę papieru i ostrożnie wytarł ciągle wrażliwego penisa, bo nawet delikatne dotknięcie odzywało się bólem. Powoli naciągnął bokserki i spodnie, obmył twarz zimną wodą, by lekko otrzeźwieć. Czy wstydził się tego co zrobił? Absolutnie nie. Był na tyle dojrzały, że rozumiał swoje potrzeby oraz potrzeby innych. Seks i masturbacja nie są dla nieco tematem tabu, które należy omijać kilometrami.
Wiedział, że Harry zdawał sobie sprawę z tego co robił, nie przejął się tym. Spojrzał jeszcze raz w lustro i wyszedł z łazienki, następnie stanął naprzeciw Gryfiaka. Uśmiechnął się lekko, na co zielonooki spłynął rumieńcem.
- Chodź przed budynek, Dray nie będzie wiedział, gdzie jesteśmy.
Potter naprawdę doceniał opanowanie przyszłego Ślizgona, a tekst od Ronalda chyba tyczył się przypadku męsko-damskiego. Równie dobrze mógł się z nim nie liczyć i zgwałcić na miejscu. Zaimponował mu... Będzie musiał dużo pomyśleć, co teraz zrobić. Nie wiedział, jakie plany brunet miał wobec niego. Czy go kochał czy to była tylko chwila, nieprzemyślana decyzja, tak zwany spontan.
Na dworze było gorąco, a w środku chłodno. Teraz to poczuł, a materiał ubrania grzał go w plecy i klatkę.
- Kiedy będzie?
Lestrange zerknął na zegarek.
- Powinien teraz, chociaż zawsze się spóźnia. I „zawsze” jest ogólnikowe.
Harry zaśmiał się na stwierdzenie wytatuowanego i zsunął się po ścianie, żeby usiąść. Za nim poszedł syn Belli. Potter położył głowę na jego ramieniu i westchnął głęboko.
- To chyba on. – Wskazał osobę, przeciskającą się przez tłum z wielkim bagażem i rzucającą obelgami na prawo i lewo.
Oczy Gryfona rozszerzyły się w szoku, gdy zorientował się, kim jest jego kuzyn. Blond kudły odznaczyły się na kilometr. Dumna postawa biła po oczach.
- Dray!
- Alex! Cześć!
Nie mógł uwierzyć, że ta kanalia, przeklęty Dracon Malfoy jest jego kuzynem. Chociaż... Skoro jego matka to Bellatrix Lestrange, która jest siostrą Narcyzy Malfoy… O cholera… Jak mógł się nie zorientować?
- Harry, to jest Dray, Draco… jak kto woli, a to j…
Ślizgon był w takim samym szoku jak Gryfon, patrzyli na siebie zszokowani.
- My się znamy. – Odparł niebieskooki z jadem w głosie.
- Znacie? – Teraz to brunet był zdezorientowany. – Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- Nie wiedziałem, kim jest twój kuzyn.
- Bo nie wiedziałem, kim on jest! – Oburzył się.
- Mówiłem, że Dray. Wszyscy tak na niego mówią.
- Tyle, że my ze sobą nie rozmawiamy – wtrącił Malfoy – Jesteśmy wrogami.
- Nienawidzimy się. – Teraz Potter.
- Nie wiedziałem.
- Arcywrogowie. – Powiedział Gryfon.
Lestrange westchnął i przetarł skronie. Ten dzień nie mógł być inny.
- Nie pozabijacie się?
- Nic nie obiecuje… - zaczął syn Narcyzy. -… Jeżeli on nie będzie idiotą to ja nie będę próbował go „przez przypadek” poturbować.
- Z wzajemnością, Malfoy. – Wysyczał.
- Świetnie, fretko. Czyli ustalone.
- Nie przeginaj Potter.
- Harry, proszę, nie kłóćcie się.
Blondyn zerknął na niego dziwnie.
- Długo się znacie?
Ni stąd, ni zowąd Gryfon zaczerwienił się lekko, ale zignorował to i spojrzał na syna swojej ciotki.
- Od lipca, początek. Jakoś tak. – Rzekł wytatuowany.
- Yhm… Okay.
- Nie wiem, czy się dogadamy.
- Potter, uwierz, jesteś ostatnią osobą, z którą chciałbym się dogadać. Musimy się strawić. – Warknął.
Te wakacje robią się coraz ciekawsze.

***


- Malfoy! Odwołaj to!
- Mówię prawdę! Weasley to wiewiór i dobrze o tym wiesz. Nie rób z siebie większego idioty, niż jesteś.
- Mam cię dosyć! Obiecałem Alexowi, że będzie dobrze, ale z tobą nie da się funkcjonować!
- A ja, co mam powiedzieć?! Gdybym wiedział, że tu będziesz, nigdy bym nie przyjechał!
- To mogłeś się doinformować!
- W jaki sposób geniuszu!
- Dziękuje za komplement!
- Nie ma, za co kretynie!
- Mam cię dosyć! Idę poszukać Alexa! Byle by najdalej od ciebie!
- Co ty taki przylepny? - Kpiący uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Nie twój interes!
Wrzasnął i wyszedł trzaskając drzwiami. Jak mógł się zgodzić, by ten poszedł się dziarać i zostawił go samego?! Zabije!
Pędem zbiegł po schodach i wyleciał jak piorun z baru by znaleźć bruneta, co nie było trudne, gdyż był budynek dalej i robił kolejny sobie kolejny tatuaż. Przeszedł kilka metrów i otworzył drzwi do sąsiedniej budowli. Dzwoneczek tradycyjnie zabrzmiał, a oczy chłopaka i starszego mężczyzny z igłą w ręce zwróciły się w jego kierunku.
Pomieszczenie nie imponowało rozmiarem, znajdowały się tu dwa fotele, kilka szafek, w tym szklanych, zdjęcia na ścianach i kilka dyplomów. Ściany były krwistoczerwone, a podłoga wyłożona białymi kafelkami. Na ścianach wisiały lustra, w tym jedna była cała ze szkła.
- Harry?
- Ja cię zabije, jak mogłeś mnie z nim zostawić?
- Poczekaj chwilę. - Zwrócił się do tatuażysty, który udał się do osobnego pomieszczenia i zostawił ich samych. - O co poszło?
- Obrażał moich przyjaciół ze szkoły.
- Bez powodu?
- Nie pamiętam... Ale on zaczął! Poczynając od ubrań do zachowania i poziomu wykształcenia.
- Porozmawiam z nim... Dray miał trudne dzieciństwo... Ja również. Do jedenastego roku życia żyliśmy tak samo, ale później wszystko zaczęło się komplikować, on wyjechał do Hogwartu, a ja do Durmstrangu i straciliśmy kontakt. Nie miał wielu przyjaciół za dziecka i został sam. Postaraj się go zrozumieć...
- Muszę, prawda?
- Nic nie musisz, po prostu spróbuj. Jest dobrym człowiekiem, jak się go pozna i spędzi trochę czasu.
- Dobrze, obiecuję.
- Cieszę się, chcesz zostać? Przez najbliższą godzinę się stąd nie ruszam. Możesz przyjść!
Krzyknął w stronę drzwi i mężczyzna wrócił do jego nogi. Przedstawili się sobie i o dziwo, nie pojawił się problem z tym, że był Pieprzonym-Chłopcem-Który-Przeżył-I-Ma-Uratować-Cały-Magiczny-Świat-I-Nie-Mógł-Mieć-Już-Więcej-Myślników-W-Nazwie.
- Tak właściwie, co to jest? - Wskazał na jego nogę.
- Podejdź i zobacz. Przez krew trochę niewyraźne, ale można się zorientować. Nie jest jakiś super i w ogóle.
Harry zrobił kilka kroków w jego stronę i nachylił się by zobaczyć wzór na łydce. Nie był jeszcze skończony, a miejsce opuchnięte, lecz widoczne.
- Podoba mi się. - Odparł szczerze.
- Będzie jeszcze krew w kolorze czerwieni, efekt będzie lepszy. Tak tydzień po skończeniu zawsze jest w porządku.
- Nie wiem... Nigdy nie miałem i nie mam, więc się nie znam.
Igła w sprzęcie wydawała burczące dźwięki, zagłuszające ciszę.
- Młody? Chcesz jakiś? - Zapytał nagle mężczyzna, który obrabiał nogę Lestrange'a.
- Słucham? - Zdziwił się.
- Pytam, czy chcesz również jakiś tatuaż. Na koszt firmy oczywiście. Nie zawsze zdarza się, że Harry Potter zjawia się u mnie.
- Ja... Nie wiem.
Nie miał pojęcia, co miał myśleć. Z jednej strony podobały mu się dzieła, jakie Alex posiadał, lecz z drugiej bał się. Syriusz też je miał. Nawet kilka i też były w porządku, mimo to nigdy nie przeszło mu przez myśl, by robić sobie jakiś. Jeżeli już... Musiał być on mały, żeby dało się go zakryć w razie potrzeby i zawierający sens. Taki rysunek na skórze kojarzył mu się z Tomem Riddlem, znanym również, jako Lord Voldemort. Przez następne dwadzieścia minut myślał, jaki mógłby zrobić. Do głowy wpadło mu wiele opcji, niestety żadna nie została przez niego samego zaakceptowana. Żaróweczka zapaliła się. Wiedział już, co chce.
- I jak? - Zapytał brunet.
- Wiem już.
- Świetnie. - Podniósł głos uradowany tatuażysta. – Zaraz kończę z twoim przyjacielem. Powiedz, co to ma być?
- Gwiazda, mała, na wewnętrznej stronie nadgarstka...I gdyby dało się ją zakryć rękawem.
Kolejce dziesięć minut minęło. Marcus owinął jego łydkę folią w celu ochrony i Alex zszedł z fotela.
- I jak? - Zadał pytanie w stronę Gryfiaka.
- Czerwony i spuchnięty. - Odgryzł się.
- Nie martw się, twoja ręka będzie wyglądała tak samo.
- Siadaj, tutaj masz wzory kilku projektów, wybierz któryś.
Podał mu dwie karty z malowidłami przedstawiającymi gwiazdy. Na pierwszej nie znalazł nic dla siebie, lecz na drugiej już tak.
- Chcę tą. - Wskazał.
- Już się robi. Maksymalny czas pracy? Piętnaście minut, zważając na rozmiar.
Scar wykonał rzeczy higieniczne, łącznie z odkażeniem skóry i wziął się do pracy. Ból nie był wcale tak duży. Igła co chwilę wbijała mu się pod powierzchnię nadgarstka, aby z powrotem się wydostać i zrobić to po raz kolejny. W porównaniu do zaklęcia Cruciatus, to nic wielkiego.
Lekkie pieczenie. Jak się umówili, nie zapłacił ani knuta. Z ręką postąpił tak samo jak z nogą starszego – owinął ją folią. Zanim wyszli, wymienili ze sobą kilka zdań i wyszli. Nie wiedział ile tamten wydał na swój, ale nie zapytał się, to chyba nie wypada.
- Ile będzie się goił?
- Zależy od twojego organizmu. Mi bardzo krótko, zaledwie dwa dni w tym dziadostwie – foli.
- Okej. Wracamy do fretki czy idziemy gdzieś. – Posłał mu uśmiech.
- Lepiej, jak wrócimy. Muszę z nim porozmawiać… Wiesz… Dajcie sobie szansę. Jutro możemy się przejść, we trzech, co ty na to?
Mina Pottera zmieniła się. Czuł się zawiedziony, mimo to starał się tego nie okazywać. Nie chciał sprawić przykrości przyszłemu Ślizgonowi.
- Tak… Poznamy się lepiej i w ogóle.
- Cieszę się. – Powiedział szczerze Alex.
Wzór, jaki wykonał miał odwoływać się do jego ojca chrzestnego. Syriusz, jako gwiazda uwieczniona na jego ciele, już prawdopodobnie na zawsze. Będzie zawsze przy nim. W tym momencie chciał zobaczyć minę Malfoya, gdy zobaczy, że wcale nie jest takim tchórzem i pokazać mu swoje małe cudo. Szczerze to było nic w porównaniu do tego, co posiadł Lestrange, ale radość wypełniała go i ulatywała na każdy możliwy sposób.
Kira1903Kai Offline


 
Posty: 5
Dołączył(a): 31 sie 2015, o 16:09

Postprzez Kira1903Kai » 1 wrz 2015, o 21:13

Autor: Kira/Kai (ja)
Beta: Oczekiwanie/Chwilowy brak
Ostrzeżenia: gwałty, sceny erotyczne, relacje homoseksualne, przekleństwa, tortury
HP&OC(AL), Drarry, Bellamort, Fremione, inne
link do bloga: http://hp-stracony-czas.blogspot.com/


Rozdział 4


Sierpniowe poranki w Czarnym Dworze były cudowne. Nie licząc tego, że był to teren Lorda Voldemorta - najpotężniejszego czarnoksiężnika wszech czasów.
Bellatrix Lestrange uwielbiała to miejsce. O świcie widoki były świetne i mogła być blisko swojego pana. Do tej pory Tom traktował ją jak innych śmierciożerców, ale w wewnętrznym kręgu. Pozostali nie liczyli się. Wykonywali tylko rozkazy i popierali jego wspaniałość oraz idee.
Lecz wymyśliła plan na tyle genialny, że na pewno się uda. Nie było opcji, aby coś poszło nie tak, jak powinno. Spełni połowę największego marzenia Czarnego Pana i on nie byłyby w stanie go zbagatelizować. Nie mógłby. Nie, gdy chodzi o bardzo wysoką stawkę. Na śmierć i życie.
Bella spacerowała przed głównym wejściem do fortecy. Delikatny wiatr owiewał jej twarz, a czarne kosmyki były swawolnie rozwiane.
Jej ciało opinała długa, hebanowa suknia z rękami do nadgarstków.
Nagle poczuła na lewej ręce pieczenie. Mroczny Znak. To oznacza, że Lord oczekuje natychmiastowego przybycia. Nie musiała się teleportować. Wystarczyło, że weszła do głównego holu i przekroczyła mosiężne drzwi po prawej stronie od wyjścia.
Nie pojawiła się jako pierwsza, ale również nie ostatnia. W sali były osoby z wewnętrznego i zewnętrznego kręgu. Riddle z pewnością planuje atak albo ważną naradę. Jak zawsze przepchnęła się do przodu, gdzie stawali "ważniejsi" Śmierciożercy.
- Lucjuszu? - Zaczęła w momencie, gdy blondyn stanął obok niej.
- Słucham Bello? - Odpowiedział chłodnym, lecz uprzejmym tonem.
- Jak miewa się Dracon? Jak mu idzie zadanie?
Brwi Malfoya drgnęły nieznacznie.
- Dobrze wiesz, że rok jeszcze się nie zaczął, nie ma możliwości zrobienia czegokolwiek. - Warknął.
- To nie znaczy, że ma nic nie robić.
- Jestem przekonany, że Draco da sobie radę. Czarny Pan... - Ściszył głos. -... Nie wybrałby go, gdyby wiedział, że nie podoła rozkazowi. A jak twój syn? Odezwał się w końcu? - Jego twarz przybrała ironicznego wyrazu. Trafił w czuły punkt i dobrze to wiedział. Krew zastygła w żyłach Bellatrix. Nie lubiła... Ba! Nienawidziła tego tematu. Z Alexandrem sytuacja była... Skomplikowana. I to bardzo. Dzieciak w wieku piętnastu lat od razu po zakończeniu roku wyniósł się z domu i nie wrócił. Zapisała go do Durmstrangu. Ale ten chciał przenieść się w tym semestrze do Hogwartu, gdzie chodził jego kuzyn. Nie zrobiło to dużej różnicy, więc zgodziła się. Wtedy pierwszy raz od trzech lat odezwał się do niej. Po pewnym... Incydencie, nie rozmawiają ze sobą. Do tej pory pamięta, jak Alex wykrzyczał jej w twarz, że jej nienawidzi i wolałby dementora zamiast matki. Czy powinna się dziwić? Może tak, może nie. Tym, do czego dopuściła, chciała, żeby był silniejszy i nie opierał się na innych. Nigdy nie wiadomo, co mu się w życiu przydarzy. Nie zastanawiając się długo wyciągnęła różdżkę i przystawiła ją do gardła swojego szwagra. Jej twarz przybrała morderczego wyrazu. Kąciki ust blondyna wykrzywiły się w grymasie.
- Po co te nerwy? Nie wolno już spytać?
Widoczne było to, że się z nią drażnił. Wiedział, że tym można bez problemu wyprowadzić Belle z równowagi.
- Nie. - Wysyczała. - Nie wolno.
- Jak chcesz. - Odparł spokojnie. Tak jak przystoi arystokratom.
Nie musieli czekać długo, wszyscy Śmierciożercy zamilkli, a na tronie zmaterializował się Lord Voldemort. Nie ociągał się, tylko od razu przeszedł do rzeczy.
-Witajcie moi śmierciożercy. Jak zapewne paru z was się domyśliło sprawa jest... Ważna. Do moich uszu dotarły wieści o tym, że Harry Potter zaginął.
Na sali rozległy się szepty wywołane strachem i podekscytowaniem, oczywiście tych, którzy nie mieli o tym pojęcia.
- Cisza! - Podniósł głos. - Cisza. Wiem, iż moja... Prośba... - Wypluł ostatnie słowo. -... Będzie nietypowa, ale macie mieć oko na Pottera. Jedyne, co macie robić to ignorować go. Jak go spotkacie, udawajcie, że nie istnieje. Jedno z was zostało już powołane do pewnej misji i to właśnie ta osoba przyprowadzi go do mnie. Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno i nikt nie sprzeciwi się moim słowom. Jeśli jednak znajdą się takie osoby, nie będą potraktowane ulgowo. W moich lochach jest bardzo dużo wolnych cel.
- Tak, Panie. - Odparło kilka osób, na tyle śmiałych, że odważyło się odezwać.
- Dobrze, że się rozumiemy. To tyle. Możecie odejść.
I nie było nikogo. Nikogo oprócz Belli.
- O co chodzi moja droga? - Zapytał Czarny Pan, gdy dostrzegł, że tylko ona została i widocznie na coś czekała.
- Panie mój... - Zrobiła kilka kroków w jego stronę. - Jesteś pewny? Mamy nie ingerować? - Jej źrenice rozszerzyły się.
- Tak. Jestem. I ty to chyba wiesz... Masz jakieś pomysły Bello? - Uśmiechnął się przebiegle.
- Ja? - Odpowiedziała tym samym gestem. - Skądże... Dlaczego tak sądzisz? - Gdy rozmawiali prywatnie, zwracała się do niego na "ty", a Tom nie miał nic przeciwko. Ich relacja była skomplikowana, bardziej niż z tym gówniarzem.
- Mam nadzieję. Teraz muszę cię przeprosić. Muszę coś zrobić, więc jakbyś mogła...?
- Rozumiem. Już znikam.
Westchnęła i zamieniła się w czarny dym.

/***/

- Mówię wam, że to będzie świetny pomysł.
Alex znów wymyślił zajęcie na cały dzień, byle by Harry i Draco nie mieli czasu na kłótnie i docinki. Jak mógł określić ich relacje? Nieco się polepszyły. Nie skakali sobie do gardeł ale również nie stali się kochającymi przyjaciółmi.
- Znowu? Ostatnio jak coś proponowałeś o mało co się nie utopiliśmy! - Krzyknął rozbawiony i lekko zestresowany Malfoy.
- Właśnie! - Poparł go Potter, czym sam siebie zdziwił.
- Nie przesadzajcie... - Nalegał.
- Nie przesadzamy. Po prostu... Boimy się o własne życie. Prawda, Potter? - Blondyn przeniósł na niego wzrok i oczekiwał odpowiedzi.
- He? - Tylko tyle zdołał z siebie wykrztusić.
- Jak zwykle elokwentny. - Westchnął i wywrócił oczami z politowania.
- Wtedy to nie moja wina. Ta łódka była uszkodzona! - Lestrange nie dawał za wygraną, na darmo próbował się wybronić z zaistniałej kilka dni temu sytuacji.
- Tak samo jak "źle umocowane siodło" albo "przecież ten misiek nie gryzie". Kuzynie... Masz fatalny gust co do zajęć. Naprawdę.
I tak doszli do wniosku. On z Potterem. Alex nigdy, ale to nigdy nie będzie wymyślał, co będą robić. Jakby znów go poparli, to oznacza, że poszliby na samobójstwo z własnej woli.
- Ale.. - A jednak, próbował.
- Alexiu... - Zaczął pieszczotliwie Gryfon - ... Musisz mi wybaczyć ale Mal... Draco ma rację.
I Lestrange poległ. Przecież nie ocierali się o śmierć! No... Prawie, ale to nie robi różnicy!
- Dobrze. Co więc chcecie?
- Przeżyć. - Draco zaśmiał się. Pierwszy raz. Szczerze.
A Harry patrzył się na niego uważnie. Do tej pory nie widział Malfoya uśmiechającego się. Nie w taki sposób. Zwykle na jego twarzy był kpiący, sarkastyczny uśmiech. I musiał przyznać, że to co teraz zobaczył, było o wiele przyjemniejszym widokiem.
- Może pójdziemy na Pokątną? Wiecie że za trzy dni Hogwart. - Zaproponował Gryfiak.
Chłopcy spojrzeli na niego. Oboje myśleli.
- Wiesz... Wcale nie zły pomysł. - Odezwał się brunet.
Wcześniej nie pomyśleli o tym i dobrze, że zielonooki wspomniał o zakupach. Chociaż z drugiej strony miał co do tego wątpliwości. Doskonale pamiętał przerażenie w oczach Pottera. W tych pięknych oczach. Ale jednak musieli kupić rzeczy potrzebne do szkoły.
- To ustalone.
Draco klasnął w dłonie i wstał z krzesła, szurając nim po podłodze, przez co kilka osób zwróciło na niego uwagę. Blondyn spojrzał na nich z kpiną, a speszeni spuścili wzrok.
- A kiedy? W ogóle, która godzina? - Zapytał Harry.
- Około dwunastej. Odpowiedział Alex.
- To o trzynastej przed wejściem. - Zażądał Malfoy.
Chłopcy kiwnęli głowami i rozeszli się do swoich pokoi w celu doprowadzenia się do porządku i zabrania pieniędzy.
Harry już nie przejmował się tak bardzo, że zostanie rozpoznany. Do końca wakacji pozostało raptem dwa dni i Dumbledore nie miałby po co odsyłać go do wujostwa. Nie opłacałoby mu się to.
W momencie, gdy wszedł do pokoju od razu rzucił się na łóżko, a to zaskrzypiało pod jego znikomym ciężarem. Przetarł twarz i z osiągnięciem podniósł się z legowiska.
Musiał się przebrać, nie żeby ubiór miał jakieś szczególne znaczenie. Ale spojrzawszy prawdzie w oczy doszedł do wniosku, iż nie chce wyglądać jak bezdomny.
Szurając nogami po podłodze doszedł do szafy i zaczął przeglądać jej zawartość. Po chwili namysłu wybrał czarną koszulkę na ramiączkach, jasne jeansy do kolan oraz granatowe trampki.
Pod koniec lipca zrobił małe zakupy z Alexem. Kupił kilka koszulek, dwie pary spodni i jedną parę butów. Nic szczególnego. Mimo tego dalej miał w swojej garderobie tak zwane "worki' po Dudleyu... Cóż będzie musiał się za to zabrać.
Zdjął swoje dotychczasowe ubrania i stanął przed lustrem. Wyglądał jak chodzący szkielet. Blada skóra, wystające obojczyki, żebra, wychudzone ramiona, nogi niczym patyki. Co prawda przyszły Ślizgon pilnował go, aby jadł, ale robił to w znikomych ilościach. Do tego ciągła dawka ruchu, która była mu codziennie zapewniana, pogłębiała efekt chodzącego kościotrupa. Harry nienawidził swojego ciała. Może to głupie ale niestety prawda. Przez głodzenie za młodego wieku nie urósł tak jak powinien. Mia zaledwie metr siedemdziesiąt, Ron blisko sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, podobnie Alex i Draco. Tylko on był taki. Najniższy ze swojego rocznika. Na miłość Merlina, nawet Neville go przerósł! Westchnął po raz kolejny, w jego oczach malowało się rozczarowanie. Zaczął się ubierać, by nie musieć na siebie dłużej patrzeć. Nie wiedział jednak, że para szarych oczu przygląda mu się z zaciekawieniem przez lekko uchylone drzwi. Jednak osoba, która w nich stała zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Stwierdziwszy, że może się tak pokazać publicznie wyszedł z mieszkania, zamknął drzwi na klucz i tradycyjnie nie pukając poszedł do pokoju Alexa. Brunet wiązał buta, zobaczył go i posłał mu lekki uśmiech. Potter stał oparty o framugę drzwi i czekał. Nie słyszał, że ktoś skrada się za nim. A szkoda... Bo później coś wbiło się boleśnie w jego żebra, a "coś" miał na myśli palce należące do pewnej złośliwej fretki.
- Malfoy! - Odepchnął jego ręce, nie lubił jak ktoś go macał. Chociaż, tu miał na myśli kogoś obcego, a Ślizgon był mu obcy. Praktycznie się nie znali.
Dracon wyminął go w przejściu i stanął obok kuzyna.
- Coś się stało, Harry? - Zaakcentował jego nazwisko.
Gryfon wysłał mu dziwne spojrzenie typu "Brałeś coś?". Zmierzył wzrokiem Malfoya i Lestange'a.
- Niby spokrewnieni, a tacy różni. - Powiedział do siebie w myślach.
- Widzę, że jesteście już gotowi... - Zaczął blondyn. - ... W takim razie możemy już iść, prawda?
- A no. - Odezwał się Alex, pierwszy raz odkąd Potter pojawił się w jego pokoju.
Chłopcy zadowoleni i rozbawieni wyszli z budynku. Gryfon nie lubił tędy chodzić, wszędzie roiło się od podejrzanych typków. Ale co zrobić jak nie ma innej drogi? No właśnie. Na ulicy był nieprzyjemny zapach stęchlizny i brudu. Nie było się w sumie czym dziwić ale przyprawiał on o odruch wymiotny. Pogoda jak na sierpień przystało, nadal ciepło ale jesień zbliżała się niewielkimi krokami do Londynu. Robiło się wcześniej ciemno, częściej padało i powiewał zimny wiatr. Na Nokturnie był niesamowity gwar. Naprawdę mogli wcześniej pomyśleć o kupnie potrzebnych materiałów. Rodzice ze swoimi dziećmi lub bez nich przychodzili tu robić, najczęściej, czarnomagiczne zakupy. A ta aleja, jako jedyna, nadawała się do tego. Pełno tu takich sklepów.
Dojście na Pokątną nie zajęło im wiele czasu, zaledwie piętnaście minut jak nie krócej. Podczas trasy nie odzywali się, nawet jakby chcieli to nie usłyszeliby nic.
- Nareszcie. - Wyjęczał Harry, gdy wydostali się z Alei.
- Nie lubisz tej ulicy, prawda? - Spytał Draco, chociaż jego pytanie podchodziło pod retoryczne.
- To chyba oczywiste, prawda? - Odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie wiem jak wy, ale ja muszę iść do Gringotta.
Jako że bank znajdował się naprzeciw wejścia na Nokturn, nie musieli się fatygować z długimi wyprawami.
- My tutaj zostaniemy. - Malfoy skierował słowa do kuzyna i zerknął na Pottera, który pokiwał głową w potwierdzeniu, że ma czym płacić.
- Jasne. - Uśmiechnął się pokazując przy tym szereg idealnych, białych zębów i szybkim tempem poszedł do Gringotta.
Draco i Harry zostali na zewnątrz. Wokół nich panowała nieprzyjemna cisza, pełna napięcia. Gryfon zawiesił wzrok na swoich butach, a blondyn obserwował ludzi. Niektórzy przyglądali się im z zaciekawieniem. Szepty na temat Pottera w towarzystwie syna jednego z najbardziej znanych Śmierciożerców obijały mu się o uszy, lecz jedno spojrzenie, a milkli.
- Ma się ten talent. - Powiedział do siebie w myślach.
Uporczywą ciszę przerwał Gryfon.
- Draco? - Zaczął nieśmiało.
- Słucham? - Odpowiedział nadal lekko zdziwiony, że użył jego imienia. Nie po raz pierwszy zresztą.
- Tak sobie myślę... Znaczy... - Jąkał się. - Nie chcę się z tobą kłócić ze względu na Alexa. Obiecałem mu to. I ja chciałbym... Pogodzić się.
Malfoy zdębiał. Pierwszy raz w życiu. Czy Potter oferował mu zakopanie toporu wojennego? Nie, na pewno się przesłyszał.
- Nie chcę byśmy od razu stali się przyjaciółmi czy coś ale nie chcę też żebyśmy skakali sobie do gardeł na każdym kroku. - Dopowiedział szybko.
A jednak, Malfoy ma dobry słuch.
- No nie wiem... - Draco zaczął się droczyć jak na Ślizgona przystało.
- Draco...
- A co będę za to miał? - Na jego twarz wpłynął chytry uśmiech.
- Nic nie robisz za darmo, prawda? - Westchnął zrezygnowany i zacisnął pięści ze stresu.
- Nie. Ale ten jeden, jedyny raz mogę zrobić wyjątek. Również nie chcę zachodzic Alexowi za skórę. Więc jak? - Wyciągnął w jego kierunku prawą dłoń. Już nie miał obawy, że Potter ją odrzuci.
Gryfiak podniósł na niego oczy, w których była... Radość? Nadzieja? Spojrzał na jego rękę i podał mu swoją. Blondyn uniósł w zadowoleniu kącik ust i puścił Harry'ego.
Dziesięć minut później wrócił do nich brunet. Sakiewkę z galeonami schował do małej torby, którą wcześniej wziął z mieszkania. Stanął przed nimi i czekał. Ale na co?
Tym razem to Malfoy przerwał ciszę.
- Możemy iść. Co najpierw? - Powiedział swoim zwyczajnym głosem.
- Może Madame Malkin? - Harry nieśmiało zaproponował.
I chłopcy poszli. Oczywiście nie obyło się bez uwag Dracona, że Potter ma kupić sobie lepsze ubrania, a nie ciągle nosić szmaty. I tak jego garderoba została uzupełniona nowymi szatami, koszulami, t-shirtami, bluzami, spodniami i trzema parami butów.
I przysięgnął sobie, że już nigdy nie będzie robił zakupów z Malfoyem. Nigdy. Gryfon zastał wykończony bardziej niż po treningu Quidditcha.
Podczas ich całodniowego wypadu nie spotkali nikogo szczegółowego. Zielonooki był trochę zdziwiony, że nikt nie rzucił się w jego kierunki ale to w sumie dobrze. Miał święty spokój. Co prawda Draco kilka razy szepnął mu, że ktoś o nich mówi. Właściwie... Jakim cudem on to słyszał? To pozostanie zagadką albo on najzwyczajniej jest głuchy.
Do Białego Wiwerna wrócili o osiemnastej. Zanim Harry zdążył wejść do pokoju blond-włosy Ślizgon zatrzymał go.
- Potter, naprawdę dobrze ci radzę. Nie noś więcej tych worków. W tym wyglądasz o wiele lepiej. - Powiedział, rzucił krótki uśmiech i wycofał się do swojego mieszkania.
- To było dziwne. Malfoy mówiący mi takie rzeczy? Ym.. Nie. Malfoy mówiący komukolwiek spoza domu Slytherina takie rzeczy? - Pomyślał.
Nie zauważył nawet kiedy Lestrange zniknął za swoimi drzwiami. Nie chciał stać jak idiota na korytarzu również wszedł do swojego pokoju.
Pierwszą rzeczą jaką zrobił było rozebranie się i pójście pod długi, gorący prysznic. Gdy wyszedł z łazienki runął niczym kłoda na łóżko, twarzą do materaca.
W pomieszczeniu rozległo się pukanie. Harry rzucił krótkie "proszę", nie chciało mu się wstawać z łóżka. Było tak przyjemnie miękkie. Idealne.
Drzwi otworzyły się, a w nich stanął Alex. Mógł się domyślić. Bo kto inny? Draco już na pewno śpi. Było nawet późno.
- Mogę wejść?
- Jasne.
Brunet zamknął za sobą drzwi, poszedł w kierunku łóżka na którym wypoczywał jego Gryfiak i usiadł na materacu obok niego.
Harry podparł się na dłoniach i z osiągnięciem zasiadł w siadzie skrzyżnym.
- Widzę, że dogadujesz się z Drayem. - Zaczął rozmowę.
Potter podniósł na niego oczy.
- Nie dogadujemy się, po prostu zawiesiliśmy broń. - Odparł szybko.
Lestange pokiwał głową na znak, że rozumie.
- Alex?
- No?
- Co ty... Co ty do mnie czujesz? - Jego policzki zrobiły się różowe.
- Ym... - Nie wiedział jak zacząć.
- Bo ty mnie... Znaczy pamiętasz. Wiesz o co mi chodzi. - Teraz był czerwony niczym dorodny pomidor. - Nie wykorzystujesz mnie, prawda? - Spojrzał mu w oczy.
I brunet do dostrzegł, strach wymieszany z nadzieją. Jak on mógł w ogóle tak pomyśleć.
- Nie. Co to to nie. Chodź tu... - Rozłożył ręce i chciał by go przytulił. I Harry zrobił tak, przyszły Ślizgon obejmował ramieniem wychudzone ciało. - Nigdy nawet nie miałem takiego zamiaru. - Wyszeptał.
- Więc co? - Potter nie rozumiał.
- Jesteś dla mnie bardzo ważny, rozumiesz? - Przytulił go mocniej.
- Nie. Nie wykorzystuje cię. Nie byłbym w stanie. - Powiedział zgodnie z prawdą, a Gryfona chyba usatysfakcjonowała taka odpowiedź. Nie liczył nawet na żadne wyznania. Chciał wiedzieć na czym stoi, Alexowi ufał i nie musiał go sprawdzać. Wierzył w jego słowa. Poczuł, że brunet przybliża swoją twarz do jego. Zesztywniał i tamten to wyczuł.
- Tylko to, pamiętasz? Nie zrobię nic czego nie chcesz.
Pojawił się pewien problem. Mianowicie Harry nie wiedział co chciał. Nadal nie wiedział, czy woli mężczyzn czy kobiety. Może był biseksualny?
- Zgoda. Możesz.
I Lestrange pocałował go. Nie był tak nieśmiały jak za pierwszym razem. Harry starał się odwzajemnić pocałunek. Alex korzystając z okazji wsunął swój język do ust i zaczął dokładnie badać ich wnętrze. Drażnił podniebienie i zaczepiał jego język. To było przyjemne - Pomyślał Potter. Ale na jego nieszczęście brunet przerwał, co równało się z cichym jękiem protestu.
- Podobało się? - Zapytał lekko rozbawiony reakcją młodszego czarodzieja. Zielonooki tylko pokiwał głową i przytulił się do niego mocniej.
- Spać... - Jęknął i pociągnął za sobą Alexandra na stos poduszek.
- Tak. - Usłyszał przy uchu cichy szept i nie pamiętał już nic. Zadowolony wpłynął do krainy Morfeusza.

***

Obudziło go słońce świecące mu po oczach, wdzierające się przez niezasłonięte okno. Zauważył, że coś, a właściwie ktoś leży obok niego.
- Alex...
Na samą myśl uśmiechnął się do siebie. Poleżał jeszcze chwilę ale stwierdził, że nie będzie marnował czasu, wygramolił się z łóżka i doczołgał do łazienki. Zerknął na zegar wiszący na ścianie. Szósta rano. Nie chciał budzić Lestrange'a, ale również nie chciał być sam przez tyle czasu. Draco na pewno jeszcze śpi.
Potter wykonał poranną toaletę i zaczął ubierać się w ubrania, które przygotował wcześniejszego dnia, teraz wisiały na wieszaku w toalecie.
Wyszedł i pierwszy obraz jaki rzucił mu się w oczy to zaspany brunet z gniazdem na głowie, który siedział na skraju łóżka i przecierał oczy.
- Cześć. - Przywitał się zachrypniętym głosem.
- Hej.
- Dawno wstałeś? - Zwrócił twarz w jego kierunku.
- Dwadzieścia minut temu, tak mi się wydaje. Obudziłem cie?
Przyszły Ślizgon kiwnął przecząco głową.
- I tak miałem wstać.
- Ahm. - Odpowiedział krótko.
- Zostań tu, pójdę doprowadzić się do porządku i... Mam pewien pomysł. - Uśmiechnął się szatańsko.
Wyciągnął z kieszeni różdżkę i przetransmutował jedną z poduszek w świeże ubrania. Następnie poszedł do toalety i wyszedł po dziesięciu minutach. Zbliżył się do Gryfiaka i zaczął mu opowiadać swój plan.

Draco Malfoy spał spokojnie w swoim tymczasowym łóżku, śniąc. Nic nie mogło mu przerwać tego stanu. Nic prócz ponad stu kilogramowego ciężaru lądującego na nim z głośnym krzykiem. Przestraszony poderwał się i chciał odgonić intruza, ale gdy zobaczył dwie ciemne czupryny wiedział, że nie musi się fatygować.
- Ja was zabije! - Wrzasnął wściekły i zaczął spychać z siebie kuzyna i Pottera.
- Ależ Drakusiu! Nie denerwuj się, złość piękności szkodzi! - Zaświergotał teatralnie Alex.
- Pieprz się. - Warknął i wściekły ale jednocześnie lekko rozbawiony poszedł do łazienki.
Harry spojrzał na bruneta i zaśmiali się razem.
- Myślisz że będzie zły?
- Co ty... Wewnątrz jest rozbawiony naszą głupotą. - Odpowiedział Lestrange.
Ślizgon wyszedł, podąsał się na nich i zeszli na śniadanie do baru.
Usiedli obok okna, naprzeciw wejścia. Gdy wybrali już, co chcą, podszedł do nich barman w celu złożenia zamówienia.
- Co wam podać? - Zapytał z udawaną życzliwością.
Chłopcy złożyli zamówienie i Alex wymusił na Potterze by wziął jeszcze coś, oprócz tradycyjnej jajecznicy i chleba. Zamówił jeszcze tosty z dżemem i sok z cytryn.
Ich posiłek przyszedł w mgnieniu oka. Draco oczywiście marudził jak można czymś takim truć ludzi - mimo to, zjadł i wypił wszystko. Kelner po raz kolejny przyszedł i zabrał talerze.
Malfoya zaczęło nurtować jedno pytanie. Ale później o to zapyta, teraz muszą się spakować.
Porozmawiali jeszcze chwilę i zaczęli się zbierać.
- Słuchajcie, ja muszę iść nas wymeldować na jutro. Idźcie do mnie. Powinienem za niedługo wrócić.
- Chodź, Potter. - Powiedział Malfoy.
Następnie zaczął iść w stronę schodów. Nie sprawdzał czy Gryfon idzie za nim.
- Idź, nie zje cie.
- Nie byłbym tego taki pewien. - Mruknął.
- Ej... I tak patrząc na was mogę stwierdzić, że wasze relacje są o wiele lepsze niż na początku. - Alexander zbliżył się do niego i staną na przeciw. - Zaufaj mi. Dray naprawdę jest w porządku i lubi cię. Nie jakoś szczegółowo, ale jednak
- Nienawidziliśmy się przez pięć lat, a teraz... Teraz wszystko się zmieniło.
- Porozmawiamy gdy wrócę, dobrze?
Spytał i przyciągnął młodszego czarodzieja do krótkiego pocałunku.
Harry uśmiechnął się delikatnie.
- Dobrze. Poczekam.
Powiedziawszy to od razu poszedł śladami blondyna, wprost do pokoju Lestange'a.
W mieszkaniu czekał na niego blondyn.
- Dłużej nie mogłeś, prawda?
- Rozmawiałem z Alexem – Odparł i zarumienił się lekko, nie uszło to uwadze Malfoya.
- Rozmawialiście? Czy może coś innego? – Rozbawiony uniósł brew do góry.
- My… - Potter nie bardzo wiedział co ma odpowiedzieć.
- Jesteście razem? – Kolejne pytanie, tym razem łatwiejsze.
- Nie.
- Nie?
- Nie.
- Na pewno? Twoja twarz nie jest czerwona bez powodu, a Wiewióry nigdzie nie widzę. Wątpię byś zmęczył się wchodzeniem po schodach.
Malfoy parsknął śmiechem, a Harry’ego również rozbawiło jego ostatnie zdanie.
- Nie jesteśmy razem. – Zaprzeczył kolejny raz.
- Ale…? – Ciągnął blondyn.
- Nie ma żadnego „ale”. Co cie to w ogóle interesuje? – Zirytował się Gryfon.
- Wiesz, Al to mój kuzyn. Chcę być z jego życiem na bieżąco. Zawsze byłem.
- Może nie powinieneś. – Mruknął pod nosem, by Draco go nie zrozumiał.
- Dobra, jak chcesz, nie mów.
- Draco, jak będą wyglądać nasze relacje w szkole? – Wypalił nagle.
- A jak mają wyglądać? – Odpowiedział pytaniem na pytanie z chytrym uśmiechem na twarzy.
- Trochę... Inaczej. – Plątał się w swoich słowach.
- Czyli jak? – Malfoya zaczęło to śmieszyć, te jąkanie się, trudność w znalezieniu odpowiednich słów i to skrępowanie. Nie zamierzał mu odpuścic. Za dobrze się bawił.
- Nie chcę się z tobą kłócić, polubiłem twoje towarzystwo i w ogóle. – Z zażenowanie spuścił wzrok i utkwił go w swoich butach.
- Wiesz, że jak Ślizgoni cię zobaczą to cie zabiją, a Weasley prawdopodobnie zabije ich.
- Wiem.
- To jak to sobie wyobrażasz?
- Nie wiem, jasne? Czysta improwizacja, nie przejmowanie się innymi i w ogóle.
- Pomyśle ale nic nie obiecuję. – Powiedział poważnie.
- Jasne… - Szepnął.
Blondyn dał ponieść swojej ciekawości. Ciekawiła go jedna rzecz, mianowicie dlaczego Złoty Chłopiec, Wybraniec czarodziejskiego świata nie spędza wakacji w domu, a na Nokturnie w towarzystwie jego kuzyna. To było… Niecodzienne.
- Dlaczego tutaj mieszkasz? – Zapytał.
- Co? – Zmarszczył brwi i spojrzał Ślizgonowi w oczy, nie zrozumiał pytania.
- Elokwencja… Eh… - westchnął – Pytam, dlaczego mieszkasz tutaj, a nie w domu. To takie trudne do zrozumienia? – Sarknął.
- Nieważne. – Jego twarz skamieniała i spiął się, nie miał zamiaru mówić mu takich rzeczy. Ron, Hermiona nie wiedzieli o jego sytuacji u wujostwa, nawet Alex, a co dopiero Malfoy. Prawdę powiedziawszy nie ufał mu, w końcu jego ojciec jest najwierniejszym sługą Voldemorta, a Draco zapewne pójdzie w ślady.
- Nie chcę o tym mówić. – Dopowiedział szybko, widząc mierzące spojrzenie blondyna.
Bo co miałby mu powiedzieć? Że jego życie nie jest takie jakie wydaje się innym i wcale nie jest noszony w domu na rękach, tylko trzymany w pokoju dwa na dwa metry, wyzywany, bity, głodzony? Malfoy zapewne wyśmiałby go.
Natomiast Ślizgon nie był usatysfakcjonowany odpowiedzią. Liczył, że usłyszy coś zupełnie innego, nie wiedział co ale „Nieważne, nie chcę o tym mówić” nie spełniało jego oczekiwań.
- Yhm. – Mruknął w odpowiedzi.
W tym momencie brunet wrócił z teczką w ręce, której nie miał wcześniej.
- To tak – zaczął – tutaj oboje musicie podpisać, dotyczy wymeldowania. Eric oficjalnie nas wypisał ale możemy zostać do jutra.
Prawą ręką w której trzymał różdżkę, przywołał długopis i dał go Harry’emu, następnie podpisał się Draco. Lestrange po raz kolejny machnął przedmiotem i dokumentu zniknęły.
- Co dzisiaj robimy? – Zapytał Gryfiak.
- Chcesz coś robić, naprawdę? Potter, daj spokój, ostatni dzień wakacji, posiedzimy, odpoczniemy i damy sobie spokój.
Wolnym krokiem podszedł do łóżka kuzyna i opadł na plecy. Przedmiot zaskrzypiał niepokojąco.
- Dray, jeżeli je złamiesz to śpię u ciebie, a ty na podłodze.
- Jaaasne. – Zaświergotał i nie zrobił sobie nic ze słów Lestange’a.
Alex westchnął, każdy wiedział, że on nigdy nie żartuje, a Draco najwidoczniej nic sobie z tego nie robił. Kiedyś się jeszcze przekona.

Prawie cały dzień nic nie robili, o piętnastej poszli na obiad do baru pod nimi i wrócili z powrotem. Spakowali się, zostawiając rzeczy na jutro.
Rozmawiali ze sobą o szkole, nauczycielach, Ślizgon oczywiście musiał wtrącić swoje trzy sykle i dopowiedział, że Skrzydło Szpitalne jest jego drugą sypialnią. Alex oczywiście zdziwił się ale Harry sprostował sytuację, tłumacząc się, że to przez Quidditcha i jego pozycję szukającego.
Potter wspomniał co nieco o kolegach z dormitorium i Ginny, co Malfoy skomentował głośnym prychnięciem, a jakżeby inaczej? Lestrange i tak pewnie nie zapamiętał wszystkiego z ich rozmowy. Nikt by nie zapamiętał. W momencie, gdy Draco i Harry weszli w dyskusje i co chwile jeden prosił go o poparcie, przestał reagować. Oczywiście bawiło go to o co się sprzeczali.
- Jak dzieci. – Pomyślał.
Spędzili ze sobą czas w przyjemnej atmosferze.
- Al, która godzina? – Zapytał Ślizgon.
Brunet podniósł rękę i spojrzał na znajdujący się na niej zegarek.
- Dziesięć po dwudziestej.
- To ja się zbieram i wy też powinniście, jeżeli nie chcecie być chodzącymi trupami. – Tu spojrzał na Gryfona.
- Ma rację, ja też już pójdę. – Dodał Harry.
- Jasne.
Chłopcy wstali z łóżka i przeciągnęli kończyny. Lestrange podszedł do Gryfiaka i przytulił go delikatnie, szepcząc do ucha ciche „dobranoc”. Potter odpowiedział mu tym samym. Alex puścił go i zwrócił się do rozbawionego kuzyna, rzucającego mu spojrzenie „Czy ja o czymś nie wiem?” i również wymieli ze sobą to krótkie słowo. Następnie rozeszli się do swoich pokoi, umyli i zapadli w krainę Morfeusza. Wszyscy oprócz Pottera.
Harry nie mógł spać, może to przez stres wywołany powrotem do szkoły? Ale czego miałby się bać? Była prawie północ, a on od dwóch godzin leżał na łóżku i gapił się w sufit.
- Nie, to na pewno coś innego. - Powiedział na głos.
- Muszę się przewietrzyć...
Szybko wziął z szafy pierwsze lepsze ubrania i założył na siebie. Zanim wyszedł otworzył okno, by do środka wleciało świeże powietrze. Cicho zszedł po schodach, by nikogo nie obudzić. Wyszedł z budynku i odetchnął głęboko. Było pusto, nikt nie siedział na ulicy. W kilku oknach paliło się światło. Skręcił kilka alejek dalej i szedł wąską uliczką bez celu, przed siebie ale wtedy zobaczył ich, Śmierciożerców. Nawet nie próbował wycofać się niezauważony, bo ci dostrzegli go wcześniej. Obrócił się szybko i zaczął uciekać. Nie wiedział gdzie biegnie, jak najdalej od nich. Co mu do głowy przyszło by wychodzić o tej godzinie?! Zajęty karceniem się w myślach nie zauważył, że wpadł w ślepą uliczkę. Chciał zawrócić, lecz drogę zagrodzili mu poplecznicy Voldemorta. Nie mieli masek ale nie rozpoznał żadnego z nich. Zaczęli niebezpiecznie zbliżać się w jego kierunku. Harry chciał się wycofać ale natrafił na tę przeklętą ścianę.
- O proszę, kogo my tu mamy? - Usłyszał syk od jednego z nich
- Co słynny Harry Potter robi o tak późnej porze na Nokturnie? Czyżbyś szukał towarzystwa? - Pozostali Śmierciożercy zarechotali, a Harry skulił się w sobie.
- Mamy rozkazy ale nikt nie powiedział, że nie możemy się zabawić.
Potter zsunął panicznie ręce na swoje kieszenie. Cholera! Nie miał różdżki!
-Czyżbyś nie miał jak się bronić? Chłopczyk zgubił różdżkę, a gdzie mamusia? Może pomoże? Ah... Zapomniałbym, jest martwa.
Po raz kolejny usłyszał złowieszcze śmiechy. Patrzył na nich przerażony nie wiedząc, co robić. Nie miał jak się obronić.
- Petrificus totalus! - Krzyknął jeden z nich, a niewidzialny promień trafił w jego klatkę piersiową i sparaliżowało mu całe ciało.
Znów te śmiechy. Słyszał zbliżające się kroki i ujrzał zadowolone twarze Śmierciożerców tuż nad swoją. Nie ukrywał, był przerażony.
- Wiecie co macie robić. - Rzucił, prawdopodobnie, ten który nimi kierował. Osoby w czarnych szatach przewróciły go na brzuch.
- Proszę... Tylko nie to... - Błagał w myślach. Już wiedział co planują. Chciał krzyczeć ale zaklęcie rzucone na niego uniemożliwiało mu to.
Jednym ruchem różdżki został pozbawiony dolnej części ubrań, gdyby tylko mógł się ruszyć... Czyjeś ręce złapały jego ramiona i wiedział, że to koniec. Próbował poruszyć rękami, nogami, czymkolwiek, niestety próby zdawały się daremne.
- Zrób coś, żeby wydał z siebie dźwięki, chcę go słyszeć.
Harry'ego przeszedł dziwny dreszcz i zorientował się, że może mówić.
- Sadyści! - Wrzasnął rozpaczliwie.
- Wiemy śliczny, uspokój się.
Zaczął analizować słowa Śmierciożercy ale jak do jasnej cholery miał się uspokoić?!
- Nie. Nie, nie, nie... - Powtarzał, gdy poczuł przesuwającą się dłoń po pośladkach.
Wydał z siebie paniczny wrzask. Śmierciożerca rozsunął mu szeroko uda i ulokował się pomiędzy nimi. Zaczął płakać. Poczuł silny nacisk na swoje wejście i krzyknął głośno ale jego oprawcy nic sobie z tego nie robili.
- Błagam... Błagam, nie... - Zakwilił zdruzgotany.
Poczuł niewyobrażalny ból, gdy mężczyzna wszedł w niego jednym, zdecydowanym ruchem. Wydał z siebie pełen bólu i zdruzgotania wrzask… Było już za późno na cokolwiek. Słone łzy zaczęły spływać po jego policzkach, a Śmierciożercy stali nad nimi, śmiali się i wyzywali od najgorszych. Dlaczego go to akurat spotkało?
- Dobry chłopczyk... - Usłyszał szept nad swoim uchem, zrobiło mu się nie dobrze. - O kurwa... - Wyjęczał w momencie, gdy znalazł się cały w jego środku.
Poczuł, że spomiędzy jego ud wypływa krew ale to również nie zrobiło wrażenia na tych bestiach. Mężczyzna zaczął się gwałtownie poruszać. To było obrzydliwe. Tak bardzo pragnął, by Alex znalazł się obok niego i go przytulił...
- Agh! - Krzyknął, jak Śmierciożerca uderzył coś w jego środku. Sam się zaskoczył ale to rozlało nie najgorsze uczucie wewnątrz niego. Policzki Pottera były całe czerwone ze wstydu, łzy skapywały na ziemie, a głośne stęknięcia nad nim wywoływały w nim odrazę. Mężczyzna złapał go za włosy i z jadem w głosie powiedział:
- Podoba ci się?
Pozostali znów zarechotali. Jeszcze nigdy nie został upokorzony w taki sposób. Nigdy. Gryfon nie odpowiedział, pozostała duma mu na to nie pozwalała.
Zielonooki był cały obolały, najbardziej w dolnych częściach ciała. Czuj się zdruzgotany, a śmierciożerca nie przestawał go gwałcić.
- Proszę... Błagam... Nie mogę... - Zaskomlał.
- O nie, księżniczko. Każdy się tobą zajmie. - Powiedział ktoś za nim.
I dopełnili swoich słów. Było ich ośmiu. Harry'emu z cudem udało się to zliczyć.
Przez cały czas nie przestawał płakać i krzyczeć.
Błagał by przestali. Chciałby stracić przytomność by nie musieć czuć już TEGO, by nie brać w tym udziału.
Gdy ostatni skończył rzucili na niego przeciwzaklęcie, przez co Harry automatycznie przekręcił się na bok i podwinął kolana.
- Czarny Pan zabronił używać nam na tobie zaklęć ale o niczym innym nie wspominał.
Przecież myślał, że to koniec. Co chcą mu jeszcze zrobić? Nie wytrzyma już tej tortury.
Mocne kopnięcie w brzuch otrzeźwiło go z zamyśleń, następnie kilka w twarz, biodra... Po chwili zaczął kaszleć krwią.
- Proszę... Stop... - Wystękał z trudem. Nie miał siły mówić.
- Dobra, wystarczy, jeszcze tu skona.
I posłuchali go. Potter nie wiedział już co się wokół niego działo. Stracił kontakt ze światem.
Kira1903Kai Offline


 
Posty: 5
Dołączył(a): 31 sie 2015, o 16:09

Postprzez Kira1903Kai » 5 gru 2015, o 15:18

Autor: Kira/Kai (ja)
Beta: Oczekiwanie/Chwilowy brak
Ostrzeżenia: gwałty, sceny erotyczne, relacje homoseksualne, przekleństwa, tortury
HP&OC(AL), Drarry, Bellamort, Fremione, inne
link do bloga: http://hp-stracony-czas.blogspot.com/

Rozdział 5


Ból przeszywający całe ciało i nienaturalny chłód, jak na tę porę roku - to jedyne co czuł w tej chwili. Zrezygnowany jęknął i wsparł się na ścianie, by móc wstać w własnych siłach. Nie zapomniał tego, co mu zrobili, niestety. Łzy zebrały mu się w oczach, stał się zdecydowanie za bardzo płaczliwy, cholerne psy Voldemorta!
Zorientował się, że był nieprzytomny tylko chwilę, bo było jeszcze ciemno, a nie czuł się tak jakby spędził tam kilka dni. Dziwne, że nie zabrali go do ich pana ale nie wnikał - lepiej dla niego.
Jeszcze Hogwart.... Nie miał pojęcia, jak to wytrzyma.
Wyszedł z zaułka, zastanowiwszy się, gdzie ma iść, bo prawdę mówiąc, gdy uciekał to biegł przed siebie, nie rozglądając za niczym. Trochę pobłądził, drogę znalazł, jak ujrzał znajomy bar nieopodal "hotelu" w którym zatrzymał się na wakacje. Harrył odczuwał słaby wiatr na twarzy i po raz kolejny, ten nieznośny zapach zgnilizny, można by zwymiotować.
Minęło dziesięć minut, a Gryfon już znajdywał się przed budynkiem, wziął głęboki oddech, wytarł ledwo widoczne ślady po łzach i wszedł do środka.

Alexa obudziło głośne pukanie do drzwi, początkowo starał się to ignorować mając nadzieję, że tamta osoba sobie pójdzie i da mu spokój ale na litość Merlina! Ile można?!
Zaspany i zły jednocześnie, podniósł się powoli z łóżka i z grobową miną otworzył drzwi.
Zamarł, Stał w nich jego Gryfiak.
- Boże... - powiedział pod nosem i wpuścił Harry'ego do pokoju.
To jak wyglądał.... A jego oczy? Zawsze tryskało z nich szczęście, a teraz... Pustka. Pod okiem miał siniaka, a na pojedynczych częściach ciała widniała krew.
- Usiądź, poczekaj.
Szybko poszedł do łazienki po apteczkę i jakieś leki przeciwbólowe.
Wrócił i zastał zielonookiego wtulonego w jedną z poduszek leżących na sofie. Odkręcił wodę utlenioną, wylał ją na gazę i przemył mu twarz oraz dłonie. Jak na razie, wolał nie pytać co się stało ale przed oczami miał najgorsze scenariusze.
- Alex... - odezwał się po raz pierwszy Potter - ... Oni... Śmierciożercy... Boże,... - rzucił mu się na szyje w rozpaczy.
Lestrange nie zastanawiał się długo i od razu zaczął nim kołysać, żeby się choć trochę uspokoił, bo jak na ten moment był wielką kupką nerwów. Chyba wiedział co się stało, bo te kukiełki Czarnego Pana od razu by go do niego zabrały. Zebrał się na odwagę, bo nie łatwo przechodziło mu to przed gardło.
- Oni... Oni cię zgwałcili?
Zielonooki zamarł, przestał się trząść, tylko nieśmiało kiwnął głową, prawdę powiedziawszy, czuł się głupio, nie umiał się obronić, był słaby... Idiota!
- Merlinie... Harry... Ci... - z jego ust płynęły kolejne słowa, które działały kojąco na psychikę chłopaka.
Brunet szybko zerwał się z siedzenia, puszczając przy okazji Gryfiaka i otworzył jedną z szafek przy swoim łóżku. W jego ręce znalazła się mała fiolka z jakimś płynem.
- Wypij to, to eliksir bezsennego snu, nie przejmuj się niczym, zaufaj mi, dobrze? - Spytał patrząc mu w oczy.
- Ufam... - i tak nie miał już nic do stracenia, najpierw rodzice, Syriusz, on... Co jeszcze pozostało?
Wyciągnął dłoń po przedmiot, który chwilkę później odkręcił i od razu wypił całość.

W momencie, gdy zapadł w sen, Alex spróbował doprowadzić go do porządku, zaklęciami umył go z brudu i krwi, wyleczył wszystkie rany i prawdopodobne złamania niektórych kości, dał mugolskie leki przeciwbólowe i ubrał w czyste ubrania.
Zdawał sobie sprawę z tego, że Harry nie ma zapewne jeszcze wszystkich rzeczy spakowanych, więc poszedł do jego pokoju rozejrzeć się i dopakować pozostałe ubrania. Zostawił tylko te na jutro, a praktycznie już dzisiaj.
Stał przed pokojem kuzyna, musiał mu nakreślić zarys sytuacji, bo przecież Dray był czasami nieobliczalny i nie wiadomo co palnął by w jego stronę. Nie fatygował się z pukaniem, rzucił niewerbalną Alohomorę i wszedł do środka.
- Dray wstawaj. - powiedział stojąc nad nim.
Nic.
- Dray... - spróbował po raz kolejny, już nieco głośniej.
Nadal cisza.
- Draco, wstawaj. - podniosły ton.
Kurwa mać!
- Malfoy! Wstawaj do jasnej cholery!
Ten zakrył sobie głowę kołdrą, która zaraz została z niego brutalnie zerwana i podniósł się z furią w oczach. Tak... To było u nich dziedziczne, nikogo z tego rodu nie powinno się budzić w środku nocy, bo można wyjść, na tamten świat. Alex już raz tak zrobił, skończył w płonącej koszulce, a skrzaty próbowały go ugasić. Nieciekawa historia ale przynajmniej nic mu się nie stało.
- Czego?! - wydarł się.
- Ciszej, bo wszystkich pobudzisz.
- Yhm... Jaki powód jest na tyle ważny, żeby wyciągać mnie z łóżka o... - spojrzał na okno - ... czwartej rano! Odwaliło ci?!
Lestrange spojrzał na niego zdziwiony. Skąd on wiedział, która jest? Po tym, jak jest na zewnątrz? Szybko się otrząsnął i kontynuował.
- Słuchaj, to trochę... Pf... Bardzo ważne. - zrobił przerwę - Wstałbyś wiesz? - zirytował się.
- No?
- Chodzi o Harry'ego.
- Znowu... - wywrócił oczami.
- Możesz być choć raz poważny?
Mina Malfoya zrzedła, czyli to było coś poważnego, bo jak znał Alexa to do tej pory prawie nigdy nie zachowywał się tak poważnie, widział go takiego może... Trzy razy w życiu? Może mniej? Nieważne.
- Okej... Mówi, o co chodzi? Co się stało?
- Śmierciożercy go złapali, jest u mnie ale jego stan... - Malfoy przełknął ślinę - ...Nie jest najlepszy. Dałbyś radę zachowywać się trochę milej? Wiem, że nie dogadujecie się już tak źle, jak na początku ale nie wyjeżdżaj w jego kierunku z jakimiś głupimi tekstami, okej?
Blondyn pobladł, wyglądał dosłownie jak kreda.
- A... Co się stało? - zapytał po chwili.
- Nie mogę ci powiedzieć, chyba, że Harry mi pozwoli ale więcej ode mnie nie wyciągniesz.
- Skoro tak. Będę zachowywał się przyzwoicie, a teraz z łaski swojej daj mi spać.
Powiedział i wskoczył pod kołdrę, jak najdalej od tego nocnego sadysty... Jak to zabrzmiało, zaśmiał się w duchu. Co do Pottera... Nie miał pojęcia, co takiego się wydarzyło ale dobrze, opanuje się przed docinkami, nawet tymi żartobliwymi. Nie musiał długo czekać, a zasnął ponownie.
W tym samym czasie syn śmierciożerczyni wrócił do pokoju i stanął w oknie. Musiał się położyć, chociaż nie był przekonany czy opłaci mu się zasnąć na cztery godziny, o ósmej trzeba było by wstać, skoro o jedenastej mają pociąg do Hogwartu. Katastrofa, cóż, takie myślenie nic mu nie da, a jeszcze bardziej wszystko pogorszy.
Kątem oka spojrzał na śpiącego chłopaka, jemu nie powinny się przydarzyć takie rzeczy. Nie znał go na tyle dobrze, by znać całą jego historię ale wiedział wystarczająco dużo i miał prawo powiedzieć, że nie powinien mieć takiego życia. Po raz ostatni zerknął przez szybę i przetransmutował jakiś wazon i kwiatki w kołdrę i poduszkę, Harry zajął jego łóżko, nie chciał stresować Gryfiaka, a podłoga nie była najlepszym wyborem. Rozłożył się na kanapie, zasnął, a obudził się o pół do dziewiątej tego samego dnia.
Wykonał rutynowe czynności i dopakował swój kufer. Po krzykach na korytarzu można było wywnioskować, że Dray już wstał, a po nocnej pobudce miał bardzo kiepski nastrój. Zielonooki jeszcze spał i wypadałoby go obudzić.
- Harry... Gryfiaku... - zaczął mówić, a odpowiedzieć mu ciche prychnięcie, jak u kotka - Wstawaj...
- Yhmmm... Już.... - mruknął.
W tym samym czasie do środka wpadł Draco ze swoimi rzeczami, ubrany w czarne spodnie, buty i białą koszulę w której był odpięty pierwszy guzik i rękawy elegancko podwinięte do łokci. Jego włosy były na żeli ale nie wyglądały jakby ktoś wylał na nie litr oleju, można by powiedzieć, że idealne.
Potter podniósł głowę i przeniósł wzrok na blondyna, jego źrenice rozszerzyły się, następnie spojrzał na Alexa, który tylko kiwnął głową. Wstał z łóżka, zabrał rzeczy, które wcześniej wypatrzył, po czym zamknął się w łazience.
Stanął naprzeciwko lustra, jego skóra była blada, oczy podkrążone, a po lewej prawej stronie twarzy widniał okropny, czerwonofioletowy siniak. Co prawda, Alex przywrócił go do porządku, jak spał ale i tak musiał wziąć prysznic.
Woda zaczęła obmywać jego ciało, ciepłe strumienie zmywały cały brud, jaki na nim pozostał.
Co do wydarzeń sprzed kilku godzin... Doszedł do wniosku, że użalanie się nad sobą w niczym mu nie pomoże, mimo wszystko. Nie zauważył nawet jak woda zrobiła się zimna.
- Cholera... - syknął.
Zakręcił kran i stanął na białych, marmurowych kafelkach, po czym owinął się niebieskim puchatym ręcznikiem, który bardzo lubił. Nie owinął się jak "typowy facet" w biodrach tylko od klatki piersiowej jak jakaś baba. Po chwili ubrał zielona koszulę pod którą miał biały podkoszulek, czarne spodnie i w tym samym kolorze tenisówki. Szybkim ruchem ogarnął gniazdo, jakie zrobiło się na jego głowie. Zerknął jeszcze raz na ślad pod swoim okiem, siniak będzie się długo utrzymywał i do do tego nie było wątpliwości.
Uznawszy, że jest gotowy odkręcił zamek w drzwiach.
- To moja wina?! - spytał podniosłym głosem Alex, który widocznie go nie zauważył, Malfoy zresztą też. Chłopcy ewidentnie się kłócili.
- Przeszkadzam?
Dwie pary oczu przeniosły się na niego.
- Nie, nie, chcesz jeszcze coś zjeść? - Lestrange zwrócił się do niego. Widać, że był zdenerwowany ale Harry miał już dość kłopotów i o nic nie wypytywał.
- Nie jestem głodny. Zjem może później.
- Okej. - odparł blondyn.
Szybko spakowali ostatnie rzeczy Harry'ego z pokoju Alexa i wyszli przed budynek. Nie fatygowali się przywoływaniem magicznych pojazdów, siecią Fiu ani miotłami. Syn Bellatrix po prostu ich teleportował na dworzec King's Cross w Londynie. Harry dalej nieufnie przyglądał się ludziom i Alex doskonale to widział, Draco zresztą również i obaj uśmiechnęli się do niego. Malfoy nie wiedział, co się dokładnie stało ale widząc powagę swojego kuzyna posłuchał go i do wyjaśnienia spawy będzie dla niego milszy niż dotychczas.
Nie wyróżniali się szczególnie swoim wyglądem ale twarz Pottera, a w sumie pewien ślad na niej, przykuwał uwagę mugoli.
- Okej, Harry? - zapytał brunet.
- Tak.
Przeszli przez perony i po chwili stanęli pomiędzy dziewiątym i dziesiątym. Czujnie rozejrzeli się dookoła czy aby nikt na nich przypadkiem nie patrzy. Gdy byli tego pewni, bez zastanowienia wbiegli w mur, wszyscy zamknęli przy tym oczy, każdy zamykał, jakby bał się, że coś się nie uda i roztrzaskają się o ścianę. Zabawne, niczym w drugiej klasie.
Od razu do ich uszu doszły głośne rozmowy, dźwięki pociągów, gwizdki konduktorów, odgłosy zwierząt i inne podobne dźwięki.
- Nie mogę się doczekać. - powiedział szczerze Harry.
- Aż taki lubisz szkołę? - Draco spojrzał na niego.
- Nie, ale nie tyle lekcje co sam zamek i całą atmosferę.
- Dobra, chodźmy już do pociągu, bo jest... - Lestrange spojrzał na zegar - ... dziesiąta trzydzieści, wiem jak to wygląda i nie wiem jak wy, ale nie mam zamiaru siedzieć na korytarzu.
Gryfiak zrobił głęboki wdech, teraz już wróci do domu, tego prawdziwego, do Rona i Hermiony, do przyjaciół, tam było dobrze ale nie wiedział, że tej rok będzie zupełnie inny niż wcześniejsze.
Kira1903Kai Offline


 
Posty: 5
Dołączył(a): 31 sie 2015, o 16:09

Postprzez Kasia » 11 gru 2015, o 19:00

Smutno mi, że tekst od tak dawna wisi bez żadnego komentarza. Skądinąd podziwiam, że pomimo braku jakiegokolwiek odzewu, ciągle publikujesz.

Na wstępie piszesz, że nie masz bety, więc poniżej dość pobieżna korekta do miejsca, dokąd doczytałam. Przy czym zdecydowanie potrzebujesz porządnej korekty stylistycznej i sporo pracy.
Spoiler: pokaż
"nie zauważył zaklęcia uśmiercającego lecącego w jego stronę, a następnie wpadający za zasłonę" - "a następnie wpadł za zasłonę", inaczej wychodzi niezgrabnie
"Powiedział Dudley'owi, że wyczaruje mu świński ogon" - "Dudleyowi"
"Niby nic takiego, bo i tak jeszcze przez 2 lata nie może używać magii poza Hogwartem oraz jakie mogą być konsekwencje za straszenie kuzyna," - co "jakie mogą być"? czegoś brakuje
"Snapem" - "Snape'em"
"Otworzył powoli drzwi, które na szczęście były otwarte" - lepiej "nie były zamknięte na klucz"
"- Nie kończ, Stan. - Przerwał mu Potter." - bez kropki i małą literą "przerwał"
"powiedziałem Ci wtedy fałszywe nazwisko" - "ci"
"tak wyszło... - Skłamał" - "skłamał" małą literą
"Oh" - "Och"
"11 sykli" - "jedenaście"
"Ern. - Powiedział konduktor" - znów bez kropki i małą literą
"-Tak, pal oponki," - brak spacji
"-Tak, pal oponki, Ernie! Będzie bombowo!
Krzyknęła stara przywieszka w kształcie czaszki." - powinno być w jednej linijce, połączone półpauzą i "krzyknęła"
"Dursley'ów lub do Weasley'ów" - Dursleyów, Weasleyów
Georga - George'a
"Percy również." - Percy wierny przyjaciel?
"ściśnięciach, zahamowaniach dotarli do celu." - "i zahamowaniach"
"na pewno pełnoletni, bo używał czarów" - w miejscach gdzie jest dużo czarodziejów nawet nieletni może


Odnoszę się do połowy pierwszego rozdziału, bo jedynie tyle przeczytałam.

Początek nieszczególnie się wyróżnia, ale gdzieś w końcu trzeba zacząć. Potter po śmierci Syriusza męczy się u wujostwa i postanawia uciec - brzmi sensownie. Nie przekonuje mnie jednak Potter grożący Dudleyowi, skoro wie, że nic nie może zrobić a jeszcze na tym straci.

Dalej mamy jednak Pottera, który od razu zaprzyjaźnia się z synem swojego największego wroga. Zero podejrzeń, zera przeczuwania pułapki. Nie, ja innego Harry'ego widziałam w książkach. Widzę, że wpadasz w wiele "blogaskowych" standardów. Od rozpisywania się o "zielonookich" do kompletnie bezmyślnego Chłopca-Który-Przeżył.

Znajdź dobrą betę, staraj się unikać publikacji niezbetowanych rozdziałów - to naprawdę wpływa na odbiór tekstu. Tym bardziej, jeśli nie widzę na forum Twojego zapytania w temacie, gdzie można znaleźć betę.
I dobrze przemyśl tekst. Ze szczególnym naciskiem na to, czy opowiadanie nie wpada w typowo "blogaskowy" klimat i czy nie porywasz się na wyeksploatowany temat.

Z drugiej strony, nie wiem, co jest dalej w tekście - być może porywająca akcja i stylistycznie jest dużo lepiej. Ciężko jednak tam dotrzeć, jeśli po połowie rozdziału ma się dość. Ale nie poddawaj się i dużo pracuj. :)
"Harry się odprężył. Nie było się w ogóle o co martwić. W końcu Hagrid uwielbiał wredne bestie."

"Mała rada, Ted. Hermiona nie je mięsa, więc jeśli zabierzesz ją do jednej z tych knajp, w których podają steki tak słabo wysmażone, że jeszcze muczą, gdy zaczynasz je kroić, to kompletnie zniweczysz swe szanse dobrania się jej do majtek. "

"Potter, jak można się było spodziewać, okazał się zwolennikiem przytulania (co mogło zostać uznane za dość szczęśliwy zbieg okoliczności, bo Draco był raczej nogą w przytulaniu, za to doskonałą przytulanką)."
Kasia Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 201
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 00:17
Lokalizacja: warszawa


Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości