Moje drarry

Teksty porzucone.

Postprzez kawaiiii fan » 31 gru 2014, o 21:14

Zamieszczam tu fragment mojego opowiadania drarry. Wiem, że na razie nie jest długie i nic po nim nie widać jeszcze, ale to dopiero początek. Proszę o opinie co do stylu itp.
Miłego czytania :DROZDZIAŁ 1 - LIST

Minerwa McGonagall zmęczona przetarła rękawem szaty okulary. Nie była zadowolona z efektu. Dopiero krótkie zaklęcie spełniło jej wymagania.
Spojrzała przez okno widząc blady świt i coraz mniej liczne gwiazdy. Musiała dziś wcześniej wstać by przejrzeć pocztę dostarczoną w weekend. Na wierzchu ujrzała kilka pieczątek ministerstwa, listy od rodziców, czarodziejskich gazet. Jej uwagę zwróciła zwykła, biała, nieoznakowana koperta. Nie była w żaden sposób oznakowana. Wicedyrektorka Hogwartu dostrzegła jedynie, że jest zaadresowana do Albusa Dumbledore'a.
W innym wypadku nauczycielka nie przejęłaby się, ale dla pewności podniosła różdżkę. Nie była pewna kontroli Filcha. Rzuciła kilka zaklęć ujawniających i nie odczuła ulgi, gdy niczego nie wykazały. Sprawę trzeba było wyjaśnić. Łapiąc list, opuściła pokój. Musiała pokonać całkiem sporą drogę do gabinetu dyrektora.
Było przed piątą, więc uczniowie nie mogli opuszczać dormitoriów. Uspokojona tym faktem, pewnie przyśpieszyła kroku.
Dyrektor nie spał. W pełni ubrany siedział w wygodnym fotelu za biurkiem spokojnie wpatrując się w drzwi.
–Profesor McGonagall – uśmiechnął się szczerze zaskoczony – co panią sprowadza?
Nauczycielka położyła przed dyrektorem list.
–Zwykła koperta bez pieczątki, nadawcy. Zaadresowany do ciebie Albusie – Minerwa zestresowana usiadła naprzeciwko dyrektora. Zwykle nie pozwalała opanować się emocjom, ale znowu żyli w niebezpiecznych czasach. Fiaskiem zakończyły się wzajemne rozmowy trzech szkół o Turnieju Trójmagicznym. Albus wydawał się z tego faktu wręcz zadowolony, ale to nie on musiał rozmawiać z Radą Nadzorczą z poirytowanym Lucjuszem Malfoy'em na czele. Stary czarodziej poprawił okulary spoczywające na czubku nosa i otworzył kopertę. Był w niej zwykły list. Dyrektor konsekwentnie nie patrzył na podpis. Zaczął czytać. Nauczycielka transmutacji spojrzała na dyrektora. Z każdą sekundą wyraz jego twarzy zmieniał się. W pewnym momencie zakwitły na niej ból i coś czego nie widziała od lat, pewna zawziętość. Charakterystyczna ona była dla jednej osoby, którą nie był nawet Lord Voldemort.
–Grindelwald... – wyszeptała zdumiona. Dyrektor kiwnął głową odkładając list. Złożył z palców piramidę spuszczając wzrok. – Uciekł z Nurmengardu?
–Tu nie chodzi o Gellerta – mag wstał z fotela i zaczął maszerować po pokoju – to list od jego bliskiej kuzynki od strony ojca. Pisze, że jej wnuk David załamał się utratą ojca, zmarł na smoczą ospę. Chłopak nie zdał egzaminów końcoworocznych w Durmstrangu. Karkarow wydawał się bardziej niż zadowolony mogąc odmówić mu możliwości poprawy roku. Miał do tego prawo jako dyrektor. Minerwa chwilę zbierała myśli.
–Chwila...chyba nie masz zamiaru przyjąć chłopaka do Hogwartu? Ile ma lat?
–Ma czternaście lat. Anna liczy na moją wyrozumiałość.
–Ależ Albusie. Jak ty to sobie wyobrażasz? Nie po to w pierwszej klasie przeprowadzana jest ceremonia przydziału. Oni mają siedem lat by nauczyć się razem żyć, a przecież sam wiesz, że nie zawsze im to wychodzi. Nie mówię o rywalizacji międzydomowej, w samych dormitoriach dochodzi do kłótni. Chcesz im, zwłaszcza czwartym klasom powiedzieć, że dołączy do nich nowy uczeń? Tak w ogóle chcesz poddać go ceremonii przydziału? Nie wiem czy tiara zdoła dokonać wyboru.Dyrektor spokojnie wysłuchiwał monologu nauczycielki. Nawet się uśmiechnął, czym wywołał u niej większą irytację.
–Słuchasz ty mnie w ogóle?
–Ohh, bardzo uważnie Minerwo. Staram się również sam dokładnie przemyśleć wszystkie za i przeciw. Jako dyrektor będę odpowiedzialny za konsekwencje i...nie jest mi łatwo, gdy nie pozwalasz sobie i przy okazji mi się skupić.
Kobieta zamilkła speszona. Spojrzała na dłonie i odetchnęła głęboko. Dyrektor miał rację. Do sprawy trzeba było podejść spokojnie.
–Więc co proponujesz?
–Z listu wynika, że Madame Maxime odmówiła przyjęcia Davida do swojej Akademii, tłumacząc się renomą szkoły. Jeśli chłopak ma odebrać porządne wykształcenie, jesteśmy jego ostatnią nadzieją. Mylisz się twierdząc, że takie przypadki są niedozwolone. Kilka lat temu czytałem kroniki Hogwartu prowadzone przez dyrektorów, są pełne faktów, których nie znajdzie się w Historii Hogwartu. W szesnastym wieku Edward Hallstosh, ówczesny dyrektor przyjął do szkoły trzynastolatka. Tiara przydzieliła go do Ravenclav'u.
–Zdajesz sobie sprawę, że wiele rodzin zwłaszcza czystokrwistych ma w pamięci czasy Grindelwalda. Chłopak z racji nazwiska będzie odrzucany, skazany na ostracyzm – załamała ręce.
–Wierzę, że nasi uczniowie są w stanie przełamać uprzedzenia – Albus odpowiedział ponownie przyjmując pozę wszystko wiedzącego maga. Uspokoiło to trochę Minerwę, ale nie chciała dać za wygraną.
–Sądzę, że ta decyzja powinna zapaść na Radzie Pedagogicznej... – rzuciła otwarcie.
–Ależ oczywiście Minerwo.
Kobieta skierowała się w stronę drzwi.
–Miłego dnia profesor McGonagall – głos dyrektora wywołał uśmiech na twarzy nauczycielki. Powoli wracała do swojego pokoju, gdy uslyszała ciche szepty. Zatrzymała się na chwilę nasłuchując. Po kilku sekundach udała się w stronę starej klasy zaklęć. Szybki czar uświadomił ją, że przełamano blokadę drzwi. Nauczycielka złapała klamkę i weszła do środka.
–Hermiono, tego tutaj nie ma – słaby glos Rona Weasley'a dobiegał z szafy. Wywołana Hermiona grzebała intensywnie za biurkiem. Wicedyrektorka szukała wzrokiem Pottera, który musiał być z nimi.
Na potwierdzenie jej myśli, z magazynku wyszedł niski chłopak z rozczochranymi włosami. W ręku miał książkę natychmiast rozpoznaną przez nauczycielkę. Był to jej zdaniem najlepszy podręcznik do numerologii. Został wycofany po śmierci wydawców.
Potter dostrzegł opiekunkę swojego domu i spuścił wzrok zakłopotany.
–Hermiono, Ron – zawołał w miarę głośno.
–Harry, na Merlina ciszej! Przytargasz tu Filcha – wysyczała Hermiona. Podniosła się znad biurka i widząc nauczycielkę, ponownie tam wpadła lądując pod krzesłem.
Ron wygramolił się z szafy. Wygładził szaty i spoglądał przerażony.
–Mogę wiedzieć czemu wasza trójka tak wcześnie zaszczyciła świat swoją obecnością i co robicie w tej klasie?
Weasley zaczął coś bełkotać, gdy Harry podszedł do Hermiony pomagając jej wstać. Dziewczyna z wielkim rumieńcem na twarzy spojrzała na panią profesor.
–To moja wina profesor McGonagall. Szukaliśmy tego podręcznika. Profesor Vector mówiła, że to najlepszy podręcznik za jej czasów i wtedy profesor Flitwick wspomniał, że widział egzemplarz w swojej dawnej klasie.
–Wystarczy panno Granger – nauczycielka spojrzała chłodno na dziewczynę. –Gdybyś nie szła za przykładem panów Pottera i Weasley'a w łamaniu regulaminu – chłopcy zerknęli na siebie zawstydzeni – na pewno przyszłoby ci do głowy zapytać panią profesor o podręcznik. Byłaby zachwycona mogąc ci pomóc, zwłaszcza jak ostatnio pochwaliła cię w pokoju nauczycielskim po lekcji powtórzeniowej.
Pozytywna uwaga wywołała u Hermiony rumieniec wstydu.
–Przepraszam – wybąkała stając obok przyjaciół. Minerwa McGonagall uśmiechnęła się.
–Nic wielkiego się nie stało. Dla przykładu Gryffindor traci po pięć punktów od każdego z was. Wracajcie do łóżek – wyciągnęła dłoń w stronę drzwi.Draco lezal na łóżku wpatrując się w zielony baldachim. Po przybyciu do Hogwartu, z trudem przyszło mu przyznać, że jego łóżko w dormitorium jest równie wygodne co w Malfoy Manor. Przypominając sobie pierwsze wrażenia po przybyciu do Hogwartu, chłopak uśmiechnął się. Zamek spełnił jego wymagania, miał pretensje jedynie do nauczycieli, Quirrela, który okazał się nosicielem resztek Voldemorta, Lockharta, który nie nauczył ich niczego, Hagrida będącego w mniemaniu ślizgona prostakiem bez ogłady, Lupina, który niesprawiedliwie oceniał no i był wilkołakiem. Ale nowy nauczyciel obrony przed czarną magią przerósł wszelkie oczekiwania Dracona. Młody Malfoy liczył, że dyrektor nie posunie się dalej w głupocie przy zatrudnianiu nauczycieli.
Alastor Moody złamał wszelkie nadzieje chłopaka. Jego jedyną iskierką był fakt, że Lucjusz Malfoy wysoce zdenerwował się metodami wychowawczymi byłego aurora. Zapewnił syna, że doprowadzi do wyrzucenia Szalonookiego w ciągu tygodnia. Uspokojony tym faktem Draco przekręcił się na bok i owijając dokładniej kołdrą usnął.
Śniadanie w Wielkiej Sali zazwyczaj przebiegało spokojnie. Uwagę krukonów siedzących najbliżej drzwi zwróciły podniesione głosy i powstały raban. Po chwili potężne drzwi wejściowe rozsunęły się i stanął w nich Lucjusz Malfoy. Widok czarodzieja wywołał wśród uczniów wielkie zainteresowanie. Wszyscy na niego spojrzeli. Mężczyzna świadom uwagi strzepał niewidoczny kurz z ramienia i ruszył w stronę stołu nauczycielskiego. Miał na sobie drogą, czarną szatę ze złotym poszyciem. Jego ubiór wyzwolił kilka westchnień u starszych dziewczyn. Mężczyzna uśmiechnął się do syna i zatrzymał przed zaskoczoną Minerwą McGonagall.
–Pan Malfoy? Co pana sprowadza o tak... – czarodziej przerwał jej ruchem dłoni. Speszona czarownica spojrzała lekko zirytowana.
–Dumbledore... Jest u siebie? – zapytał cichym, ale pewnym siebie głosem.
–Tak, jest w gabinecie...
Tyle wystarczyło by ojciec Dracona ruszył w głąb zamku.
–Lucjusz Malfoy. Co za wizyta! – dyrektor nie wstał z miejsca. Mierzył mężczyznę spokojnym spojrzeniem niebieskich oczu. – O co chodzi? – zapytał uprzejmie.
–Po pierwsze o tego socjopatę, którego zrobiłeś nauczycielem – Lucjusz rozsiadł się na krześle – Kilkoro rodziców napisało do Rady Nadzorczej oskarżając go o niesprawiedliwe ocenianie i niebezpieczne prowadzenie lekcji.
–To listy od rodziców uczniów Slytherinu? – dyrektor uniósł brew. Malfoy prychnął
–Czy to ważne? Tymi słowami potwierdzasz niechęć do slytherinu – rzucił oskarżycielsko. Dumbledore uśmiechnął się pogodnie.
–Nigdy nie wywyższałem żadnego domu. Moody jest doświadczonym czarodziejem...
–Niebezpiecznym psychopatą, który tworzy ci tu oddział interwencyjny do walk ze złą stroną – Blondyn przerwał dyrektorowi w pół słowa. Po chwili przypomniał sobie kolejny temat, który chciał poruszyć.
–Profesor McGonagall napisała do Rady Nadzorczej o twoich planach przyjęcia do szkoły nowego ucznia, Grindelwalda. Twój gryfoński instynkt każe ci pomagać nawet jego rodzinie?
Dumbledore przerwał mężczyźnie już lekko zirytowany.
–Decyzja o przyjęciu Davida zależy od szkoły i dyrektora, którym jestem ja.
–Nic stałego na tym świecie – wysyczał wypadając z gabinetu.
Nauczyciele tuż po zakończeniu lekcji zebrali się w pokoju nauczycielskim. Wszyscy dyskutowali o zaskakującej wizycie Lucjusza Malfoy'a i jego rozmowie z dyrektorem. Profesor McGonagall piorunowała wzrokiem Snape'a. Wiedziała kto dopilnował by jej list tak szybko trafił do Rady Nadzorczej.
Mistrz eliksirów uśmiechał się zaskoczony wrogością starszej koleżanki. Rozmowy ustały, gdy do pokoju wszedł dyrektor. Jego niebieskie oczy ukryte za okularami uspokoiły większość ciała pedagogicznego.
Dumbledore usiadł u szczytu stołu i spojrzał na nauczycieli.
–Rano dostarczono mi list – zaczął skupiając uwagę obecnych. – Jest dość zawiły, więc przeczytam go w waszej obecności.
Starszy czarodziej wyciągnął pojedynczy rulon pergaminu.
–Do Albusa Dumbledore'a Dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Piszę do pana dyrektora w nietypowej sprawie. Jestem bliską rodziną do Pana niegdysiejszego przyjaciela, Gellerta Grindelwalda... – skupiony na czytaniu dyrektor nie dostrzegł zdumionych min nauczycieli.
Snape przyjrzał się dokładnie Dumbledore'owi. Jedynie Minerwa McGonagall wydawała się zaskoczona treścią listu co nie umknęło ogólnej uwadze. –Mój wnuk David uczęszczał do Durmstrangu. Uczył się dość dobrze mimo, że lubił się lenić i fantazjować. Niestety rok temu Igor, ojciec Davida zmarł na smoczą ospę. Nieszczęśliwie miał osłabioną odporność i nie dał rady chorobie. Wstrząsnęło to Davidem, przez co nie udało mu się zdać egzaminów na koniec czwartej klasy. Dyrektor Karkarow bez skrupułów wyrzucił go ze szkoły. Widocznie miał na to ochotę od dawna, tylko nie miał po temu powodów, a samo nazwisko było niewystarczające. Nazwisko stało się przeszkodą. Akademia Magii w Beauxbatons nie przyjęła Davida, a Madame Maxime w miłym liście poględziła o reputacji szkoły. Hogwart jest ostatnią nadzieją dla Davida. To dobry chłopak, który cierpi odrzucenie z powodu nazwiska. Zasługuje na drugą szansę i odebranie dobrego wykształcenia. Z wyrazami szacunku i z nadzieją na szybką odpowiedź. Anna Grindelwald.
Dyrektor odłożył list i spojrzał na nauczycieli.
–To ważna decyzja i chcę poznać wasze zdanie...
–Nie zgadzam się! – protest dobiegł z przeciwnych stron stołu. Snape zaskoczony zerknął na profesor McGonaggal, która podzieliła jego zdanie. Uśmiechnął się do niej i zwrócił w stronę dyrektora.
–Nie zgadzam się – powtórzył – dobry chłopak? Po czterech latach pod Karkarowem? Mało to prawdopodobne – prychnął.
Nie lubił dyrektora Durmstrangu z kilku powodów. Na pewno też nie nazwałby go dobrym dyrektorem. Przypomniał sobie wizytę w Durmstrangu w trakcie rozmów o turnieju trójmagicznym. W zamku było brudno nawet w pokoju dyrektora, a jakość potraw pozostawiała wiele do życzenia.
–Nawet gdybyśmy go przyjęli? Czy sam by się zaaklimatyzował? Poczuł jak u siebie?
Profesor Flitwick odchrząknął i zabrał glos.
–Nie wiemy czy jest też zły, Severusie. To tylko nastoletni chłopiec, który potrzebuje pomocy.
Nauczyciela zaklęć poparła profesor Sprout.
–Każdy zasługuje na szansę – spojrzała znacząco na mistrza eliksirów – a nuż ją wykorzysta.
Basowy głos przyciągnął uwagę wszystkich.
–Chłopak zasługuje na szansę. Mamy trzy lata, żeby wyplenić z niego wpływ Karkarowa – Moody przeleciał magicznym okiem po obecnych.
–Jakie jest twoje zdanie Hagridzie? – Dyrektor spojrzał na półolbrzyma.
–Ja to nie mam zdania, ale dla mnie to trza go przyjąć, pomóc chłopczynie – nieco zakłopotany spuścił wzrok. Profesor McGonagall pokręciła głową, ale milczała.
–Zarządźmy głosowanie – zaproponował Snape. Wynik głosowania był jednoznaczny. Wszyscy oprócz profesor McGonagall, profesora Snape'a głosowali za przyjęciem nowego ucznia.
Dyrektor wstał. W oczach ponownie miał ogniki.
–Dziękuję za pomoc w podjęciu decyzji. Opiekunów domów proszę o zaznajomienie uczniów z nową sytuacją.
Profesor Snape wypadł z sali i niczym burza pomknął ku lochom. Powiewające za nim szaty nadawały mu złowrogiego charakteru. Z całej jego postaci emanował chłód, przez co nawet duchy schodziły mu z drogi. Gdy mistrz eliksirów zatrzymał się przed wejściem do dormitorium Slytherinu, jego gniew uleciał. Nie chciał niepokoić swoich wychowanków.
Wszedł do środka. Większą część uczniów stanowili ci od czwartej klasy wzwyż. Na kanapie siedzieli Pansy Parkinson, Milicenta Bulstrode i Blaise Zabini. Draco Malfoy usiadł na fotelu obok w dłoni mając podręcznik od zaklęć. Wszyscy spojrzeli na wychowawcę.
–Coś się stało? – Anthony Goldstein, prefekt naczelny wstał z pufy przy kominku.
–W kilku słowach. W przyszłym tygodniu dokładnie do czwartej klasy, ale nie wiadomo do którego domu dołączy nowy uczeń.
Dziewczyny zwłaszcza ze starszych klas wyraźnie się ożywiły.
–Skąd jest? Jak ma na imię?
–David Grindelwald – dwa słowa początkowo uciszyły wszystkich obecnych, by potem wybuchła burza dyskusji.
Tymczasem w wieży Gryffindoru.
–To wspaniale – Hermiona Granger prawie krzyknęła. Jej reakcja zaskoczyła prawie wszystkich.
–Hermiono...-– zaczął ostrożnie Ron – to rodzina Grindelwalda...
Dziewczyna machnęła dłonią.
–Jako Weasley jesteś spokrewniony z Malfoy'ami – rzuciła w odpowiedzi wywołując na twarzy rudzielca rumieniec. Profesor McGonagall uśmiechnęła się.
–Liczę, że przyjmiecie postawę panny Granger, godną dojrzałych gryfonów jakimi jesteście. – spojrzała srodze na wychowanków.
Kilka godzin później w zwykłym domku na wsi, starsza kobieta i młody chłopak czekali na list. Gdy tylko przez otwarte okno, wleciała sowa, nastolatek wstał. Zaczął czytać z rumieńcami na twarzy.
–Przyjęli mnie, w poniedziałek mam się zgłosić w Dziurawym Kotle, cokolwiek to jest – spojrzał na babcię.
Była uśmiechnięta, ale David nigdy nie dostrzegł, że jej oczy pozostały zimne i bezwzględne.
kawaiiii fan Offline


 
Posty: 6
Dołączył(a): 31 gru 2014, o 15:53
Lokalizacja: Łowicz

Powrót do Lochy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron