[T][M] Przyjaźń ponad wszystko

Football fandom || Jose Mourinho/Pep Guardiola

Postprzez Amanda » 19 gru 2014, o 13:43

Wężuś miśków z Realu brak, jest za to dwóch seksownych trenerów. To jeden z tych tekstów, gdzie nie potrzebuję akcji by cieszyć się treścią. Mam nadzieję, że ten tekst sprawi ci przyjemność, bo jak bardzo kocham fandom sportowy tak jest skrajnie mało osób które kocha go równie mocno. Sprawianie więc przyjemności komuś kto też go kocha jest dla mnie zaszczytem.

Smacznego :)

Tytuł: Przyjaźń ponad wszystko
Tytuł oryginału: a beautiful friendship
Autor: meretricula
Tłumacz: Amanda
Beta:Rien :*
Zgoda: jest
Link do oryginału: http://archiveofourown.org/works/133019

Przyjaźń ponad wszystko


- Wiesz - powiedział Pep refleksyjnym tonem. - Czasem naprawdę mi cię brakuje.
- Powiedziałbym, że mi miło, ale to raczej nie był komplement.
- To dziwne, nie sądzisz? Pomyśleć można, że powinienem tęsknić za Luisem, Johanem, lub... bo ja wiem, Michaelem. Może Zubim, nim do nas wrócił. I tak jest, naprawdę, ale najczęściej chodzi o ciebie. I nie wiem dlaczego.
- Być może na moją prośbę któryś z psychiatrów zaszczepił w tobie tę myśl. Przebywałeś z nimi wystarczająco często. Nikt by się nie zorientował.
Pep roześmiał się.
- Jose, nawet ty nie planujesz z takim wyprzedzeniem. Co nie znaczy, że nie chciałbyś, żebym tak uważał. Nie, sądzę... och, nawet nie wiem. Kiedy wróciłeś do Portugalii, a ja w tym czasie przebywałem we Włoszech, cały czas miałem ochotę zadzwonić i pogadać o taktyce. Nic w tym dziwnego. Podobnie było w trakcie zajęć w Meksyku, czegoś się nauczyłem i chciałem zobaczyć, co o tym sądzisz.
- Jeśli chcesz żebym skrytykował twoją taktykę na najbliższe dwa tygodnie, z przyjemnością przejrzę twoje notatki - powiedział sucho mężczyzna.
- Nie ma sprawy - odpowiedział Pep i Jose mógł usłyszeć rozbawienie w jego głosie. - Nauczyłem się radzić sobie sam. Nie zyskałbym w twoich oczach, gdyby było inaczej.
- Zawsze cię szanowałem. Nawet, gdy upierałeś się przy niektórych rzeczach jak idiota. - Mężczyzna rozparł się w swoim krześle, pozwalając, by napięcie opuściło jego ciało. Nie było mu ono w tej chwili potrzebne. - I szczęściarz, należy dodać. Więc dlaczego w tej chwili za mną tęsknisz? Jestem tu. Bliżej niż byś chciał, jak podejrzewam.
Pep mruknął coś, po czym zakrył słuchawkę ręką. Jose słyszał więc wszystko lekko przytłumione.
- Za chwilę, kochanie, tata rozmawia przez telefon. - Coś zaszeleściło. - Wybacz.
- Żaden problem. Pora snu, to pora snu.
- Tak, ale to ja do ciebie zadzwoniłem, więc przepraszam. Ciebie nikt nie woła?
- Jeszcze nie. Moje dzieciaki są trochę starsze niż twoje.
- Mmm, dawno ich nie widziałem. Zapomniałem, że rosną nawet kiedy nie patrzysz.
- Częściej niżbym chciał. - Zapadła przyjacielska cisza, którą Jose w końcu postanowił złamać. - Więc o czym chcesz rozmawiać ze swoim największym rywalem, co?
- Największym rywalem? - wytknął mu Pep, brzmiąc bardziej na rozbawionego niż rozzłoszczonego. - Zdecydowanie, jesteś równie mało skromny jak byłeś we Włoszech. Nie, nie, wybacz, to było z mojej strony niemiłe i nieuczciwe. Przepraszam.
- Nic się nie stało - odpowiedział mężczyzna i dokładnie tak było. Nie był aż tak wrażliwy, nieczuły i podły by podobne słowa mogły go zranić - nie ze strony Pepa, nie kiedy wypowiadali je jacyś durni włoscy dziennikarze. Zresztą, było to w połowie prawdą - nie słynął ze skromności.
- Ach, tak. Wydaje mi się, że jestem dziś w nostalgicznym nastroju. Nawet gdyby nie chodziło o mnie lub o ciebie, chyba nie chciałbym, żebyś tu był - powiedział Pep, zbyt swobodnie by podejrzewać go o złośliwość. Był dobry w wielu sprawach, genialnych w jeszcze innych, ale jednocześnie był beznadziejnym kłamcą. - Od zawsze miałeś niezwykły dar wynajdywania geniuszy i naginania ich, by stawali się jeszcze lepszymi. Zwyciężyliby dla ciebie, ale nigdy nie byliby Barceloną.
- A ty zawsze byłeś beznadziejnym idealistą - odpowiedział niezrażony Jose.
- Ktoś musi, poza tym, jesteś też bliżej niż kiedykolwiek będziesz, co nie znaczy, że podoba mi się miejsce w którym się znajdujesz.
- To nie miejsce, gdzie jestem, a raczej to, jaki jestem, lub kim jestem. Nie jestem Luisem, wiesz.
- Nigdy nie będziesz tak głupi - prychnął Pep. - Albo też tak bezsensownie dumny. Tak, wiem kim jesteś. A ty, kim jestem ja. Bardziej, niż ktokolwiek do tej pory. I możliwe, że właśnie za tym tęsknię najbardziej.
Jose skorzystał z przedłużającej się ciszy, myśląc nad tym, co chce powiedzieć. Nieczęsto się zdarzało, żeby ktoś był w stanie go zaskoczyć, ale nie mógł pozwolić sobie z tego powodu na błąd.
- Następnym razem odwiedź Madryt razem z Cristiną - powiedział ni z tego, ni z owego. - Tami ma dość słuchania ciągle i ciągle, tylko i wyłącznie o piłce nożnej. - Jose uśmiechnął się, słysząc po drugiej stronie zaskoczenie przyjaciela. - Możemy bez problemu porozmawiać o rozgrywkach w Bundeslidze i lidze holenderskiej. Czysto teoretycznie, oczywiście. Zuca i Mathilde powinni cię w końcu zobaczyć na żywo. a nie tylko w telewizji.
- To... byłby dla mnie zaszczyt - odpowiedział powoli Pep. - I... nie, zdecydowanie nie następnym razem, kiedy będziesz w Barcelonie. Jednak, jeśli wpadniesz tam kiedyś z innych powodów, chciałbym poznać cię z moją rodziną. - Jose słyszy w słuchawce niewyraźny dziewczęcy głos i odpowiedź Pepa. Tym razem nie próbował zasłonić słuchawki, mówił jednak po katalońsku. Jose nauczył się rozumieć i mówić w tym języku podczas pracy w Barcelonie, ale kiedy odszedł nie miał wielu okazji, by go używać. - Obawiam się, że muszę kończyć, ale zobaczymy się za kilka tygodni. Niech wygra najlepszy z nas.
- Najlepsza drużyna - poprawił go Jose. - Tu tak naprawdę nie chodzi o nas.
Pep rozłączył się ze śmiechem. Jose odnotował w głowie, że musi w najbliższym czasie zadzwonić do Luisa. Odłożył telefon i poszedł zobaczyć jak Mathilde i Zuca radzą sobie z zadaniem domowym. Pod jego nieobecność Tami miała to wszystko pod doskonałą kontrolą, ale skoro był w domu, chciał spędzić z nimi trochę czasu.
Obrazek
Amanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 564
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 13:37
Lokalizacja: laptop w pewnej wsi

Postprzez wężousta » 20 gru 2014, o 15:04

Amanda :serce: Sprawiłaś mi wielką przyjemność!

Kurczę, przyznam, że jak zobaczyłam tekst to zastanawiałam się, czy przerażą mnie sceny erotyczne z Mou, a tu taka niespodzianka :)

Ten tekst jest taki... relaksujący i przyjemny. To niesamowite, jakie zrozumienie można odnaleźć między takimi ludźmi. Chyba właśnie przez to ten tekst mi się spodobał, nigdy nie patrzyłam na Pepa i Jose pod takim kątem i zaczęłam dochodzić do wniosku, że oni naprawdę mogliby się zaprzyjaźnić. I trzeba dodać, że w tej rozmowie jest coś więcej, i mimo, że największy nacisk jest położony na to ich zrozumienie, na przyjaźń, zasłonione rodzinami obydwu trenerów, to da się to odnaleźć i to jest takie kochane :D

Zwyciężyliby dla ciebie, ale nigdy nie byliby Barceloną.


Pfff, są lepsze drużyny, ale i tak się uśmiechnęłam :serce:
"A potem ich usta się spotkały i to było jak powrót do domu."

Obrazek Obrazek Obrazek
wężousta Offline

Avatar użytkownika
Cukiernik
 
Posty: 448
Dołączył(a): 24 lut 2014, o 12:43
Lokalizacja: Wwa


Powrót do Twórczość wszelaka

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron