[Z] [T] Na zawsze twój

Nieodwracalne powraca w nowej odsłonie

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez TEAM DRARRY » 14 lut 2012, o 21:55

Niniejszym rozpoczynam pierwsze zbiorowe tłumaczenie naszego TEAMU i na początek kilka niezbędnych informacji.

TEAM DRARRY to grupa tłumaczek i bet, które wspólnymi siłami będą przekładały teksty uznane przez nas za ciekawe, a którymi nikt się dotąd nie zajął. Początkowo myślałyśmy o kończeniu opowiadań porzuconych, ale w przyszłości zamierzamy także tłumaczyć fiki zupełnie nietknięte. Zapewne powstanie jakiś temat do składania propozycji.

Podziękowania należą się wielu osobom: Akame — za cierpliwe tworzenie avatarów, aż wreszcie pogodziła nasze gusty, Minamoto — za wymyślenie tytułu oraz betowską pieczę nad całością tłumaczenia, Aevenien i Kaczalce — za pomysł i organizację projektu, wszystkim tłumaczkom i betom językowym oraz każdemu, kto brał udział w dyskusjach, zachęcał nas i wspierał.

Za betę tego rozdziału dziękuję Aevenien i Minamoto.

Wszystkim czytelnikom życzymy wesołych Walentynek i już bez zbędnego gadania zapraszamy do lektury.




Tytuł i link do oryginału: Irresistible Poison
Autor: Rhysenn
Beta: Minamoto
Zgoda: prośba wysłana, czekamy
Rating: PG-13
Ostrzeżenia: generalnie nie ma



NA ZAWSZE TWÓJ



Rozdział 1: Trucizna


...zatrute wino z niebios;
dzika miłość i jeszcze dziksza nienawiść.
*


Harry cichym krokiem przemierzał błonia Hogwartu, kierując się w stronę sowiarni. Był sam i co chwilę rzucał przez ramię czujne spojrzenia. Czarne, powykręcane sylwetki drzew Zakazanego Lasu odcinały się na tle ciemnego, bezkresnego nieba, wywołując wyraźne uczucie niepokoju, a miękki szelest trawy pod jego stopami rozbrzmiewał mu w głowie zwielokrotnionym echem.
Bez swojej peleryny-niewidki miał wrażenie, że jest obnażony i bezbronny, jak gdyby cały mrok uciekał przed nim, czyniąc go doskonale widocznym w promieniach księżyca. Pelerynę pożyczył Syriuszowi, który wciąż się ukrywał i potrzebował jej dużo bardziej. Teraz Harry rzadko wybierał się na nocne eskapady, dziś jednak nie mógł zmrużyć oka, postanowił więc wysłać do Syriusza list, a że Ron już spał, zaryzykował spacer w pojedynkę.
Nocne powietrze było rześkie i pachnące rosą oraz ściętą trawą z delikatną domieszką korzennego aromatu egzotycznych kwiatów, które rozwijały swe płatki dopiero po zmierzchu i rosły tuż za granicą Zakazanego Lasu. Harry wziął głębszy oddech, delektując się subtelnym zapachem, który tak precyzyjnie określał samą istotę niepokoju, jakim emanowała ta pradawna puszcza, dziwnie krzepiącą i jednocześnie nęcącą w swojej mroczności.
Nagle kątem oka zauważył błysk srebra na prawo od siebie, niestety zniknął on tak samo szybko, jak się pojawił. Jeszcze raz spojrzał w tym samym kierunku i teraz jego podejrzenia potwierdził cichy szelest. Coś się poruszyło w rosnących nieopodal krzakach, zacisnął więc dłoń na różdżce i podszedł bliżej.
Dokładnie w tym momencie czarne chmury rozstąpiły się, przepuszczając jasny strumień księżycowego światła. Harry otworzył usta, ze zdziwieniem patrząc na osobę, która się przed nim ukazała.
— Malfoy?!
W odpowiedzi smukła sylwetka odwróciła się gwałtownie. Dobrze mu znane szare oczy otwarły się szeroko, patrząc na niego z nietypowym dla siebie kompletnym zdumieniem. Harry szybko zlustrował ciało Ślizgona z góry do dołu oszołomionym wzrokiem, i to, co ujrzał, na kilka sekund pozbawiło go zdolności mowy.
Gdy w końcu znów był w stanie artykułować słowa, zapytał słabym ze zdziwienia głosem:
— Malfoy? Czemu jesteś nagi?

***


Chciał być niewidzialny.
I teraz, stojąc na granicy nocy, z obu stron otoczony ciemną barierą Zakazanego Lasu, poczuł się tak niewidzialny jak nigdy dotąd. Aksamitne niebo przepuszczało słabe promienie światła o pastelowej barwie, niczym nóż przecinając niekończącą się płaszczyznę nieba.
Oczywiście niewidzialny był tylko we własnym mniemaniu. W blasku księżyca jego jasne włosy lśniły niczym płynne srebro, a bladą skórę zabarwiała nieziemska poświata, zdająca się wydobywać z jego wnętrza, tworząca wokół sylwetki ostre kontury na tle niczym niezmąconych ciemności. Nie musiał jak inni tuszować niezgrabności, wyróżniał się z otoczenia naturalną arogancją i wdziękiem oraz charakterystyczną dla siebie, unikalną aurą.
Szedł powoli, ostrożnie stawiając kroki w miękkiej, błotnistej ziemi. Trawa szeleściła jak gdyby na powitanie, gdy zbliżał się do lasu, kipiącego życiem mimo niezakłóconej nocy. W prawej ręce trzymał przezroczystą niczym kryształ fiolkę wypełnioną bezbarwnym płynem. Uścisk jego szczupłych palców stawał się mocniejszy z każdym pokonywanym metrem, a oczy uważnie obserwowały cenną miksturę.
Przez wiele tygodni pracował w tajemnicy nad eliksirem, starannie zbierając wszystkie niezbędne ingrediencje. Podkradał je z prywatnych zapasów Snape’a lub kupował od podejrzanych typów w mrocznych zaułkach Hogsmeade. Nigdy nie sądził, że warzenie mikstury może być aż tak skomplikowane, o działaniu niektórych składników nie miał bladego pojęcia. Instrukcja jednak była wystarczająco jasna, więc bez zastanowienia się do niej stosował.
W życiu dążył do kilku celów. I oprócz tych, które był zmuszony osiągnąć, najbardziej marzył o tym, by stać się niewidzialnym. Pragnienie to pojawiło się już w dzieciństwie i w miarę dorastania narastała w nim tęsknota za posiadaniem akurat tej umiejętności. Jednak mógł szczerze powiedzieć, że nie kierował się chęcią bezkarnego podglądania innych.
Wszystko, czego pragnął, to zniknąć chociaż na chwilę. Ukryć się i być tylko sam ze sobą. Widzieć innych, jednocześnie nie będąc przez nich widzianym. Uciec tak, by nikt nie zauważył, gdzie poszedł.
Oczywiście niewidzialność dawała też inne możliwości, takie jak płatanie figli czy popełnianie różnych niegodziwości, ale nie to było powodem, dla którego z taką determinacją dążył do wyznaczonego celu.
Przepis na eliksir znalazł podczas wakacji w jednej z bardzo starych i zniszczonych książek, stojących na półce ogromnej biblioteki ojca. Wolumin był tak wiekowy, że niemal rozpadał się w rękach. Pożółkłe strony tylko pozornie trzymały się razem, kiedy jednak zaczął je przeglądać, rozsypały się po podłodze. Zebrał je pospiesznie i schował się w swoim pokoju, żeby w spokoju oddać się lekturze. Kartki były poplamione, wystrzępione i ogólnie w bardzo złym stanie, do tego nie na każdej dało się rozpoznać numer, gdyż ich brzegi pokruszyły się z biegiem lat. Jakoś jednak udało mu się dokładnie zbadać książkę i, ku swej bezgranicznej radości, znaleźć wyblakłą, zapisaną na niemal w połowie zniszczonej stronie, recepturę na Eliksir Znikania.
Przepis okazał się bardzo skomplikowany i zapewne miał czarnomagiczne pochodzenie, ale gdyby osiągnięcie wymarzonego celu było proste jak machnięcie różdżką, Draco na pewno nie uwierzyłby w autentyczność receptury. Z pełną determinacją zgromadził potrzebne składniki i teraz do ukończenia pracy brakowało mu już tylko jednego. Dzikiej czarnej róży.
Jej zdobycie dostępnymi mu drogami było niemożliwe. W żadnym sklepie w Hogsmeade nie sprzedawano naturalnie czarnych, niebarwionych ani wyhodowanych magicznie róż. Napisał nawet list do firmy wysyłkowej Calyx i Corolla, specjalizującej się w sprzedaży rzadkich okazów fauny, jednak cena, ze względu na rzadkość występowania w Szkocji i sezonowość tego gatunku, przekraczała jego możliwości. Wreszcie uzyskał informację, że najlepszym wyjściem będzie, jeśli sam poszuka jej w Zakazanym Lesie, gdzie występowały wszelkie odmiany roślin (i nie tylko roślin), kwitnących zwłaszcza po zapadnięciu ciemności.
No więc był tutaj, niewiele po północy, z wielką ostrożnością zbliżając się do lasu i modląc w duchu, że znajdzie róże blisko skraju i nie będzie musiał wchodzić głęboko między drzewa. Zakorzenionego strachu, którego nabawił się na pierwszym roku, nie pozbył się aż do dzisiaj.
Los okazał się dla niego łaskawy. Serce drgnęło mu, gdy w cieniu Bijącej Wierzby dostrzegł czarne płatki. Ostrożnie, by nie potrącić nieprzewidywalnych gałęzi, opadł na kolana i spojrzał na kwiat, który swym kolorem prawie nie różnił się od otaczających go ciemności.
Drżącymi palcami sięgnął po różę. Jej kolce podrapały mu skórę, ale korzeń wysunął się z podłoża zadziwiająco łatwo. Draco otrzepał go z nadmiaru ziemi i uniósł na wysokość oczu, aby dokładniej przyjrzeć się aksamitnym płatkom, których czerń wręcz pochłaniała światło księżyca, nie odbijając nawet najmniejszego promyczka.
Uśmiechnął się z satysfakcją. Znalazł najpiękniejszą różę na świecie. Różę malowaną kolorami nocy.
Przez chwilę podziwiał idealny kwiat, po czym zabrał się do pracy. Do eliksiru potrzebował jedynie płatków, oderwał je więc od łodygi, delektując się ich satynową fakturą, i jeden po drugim wrzucił do fiolki z przygotowaną wcześniej mieszanką. Przezroczysty płyn momentalnie zabarwił się na szkarłatny kolor, a po płatkach nie pozostał nawet ślad, jedynie czysta żywa czerwień, jaskrawa i pełna niczym krew. To wszystko. Eliksir należało wypić natychmiast. Teraz już nie było odwrotu.
Draco wziął głęboki oddech, zamknął oczy i wypił zawartość fiolki jednym łykiem.
Jego gardło natychmiast zaczęło płonąć. Paliło żywym ogniem, jak gdyby zdarto mu skórę i odsłonięto nerwy tak, że aż się zakrztusił, próbując złapać oddech. Płynąca w żyłach krew była gorąca i sprawiała, że miał wrażenie, jak gdyby jego mięśnie skuwał lód. Niepewnie uniósł powieki, ale zaraz opuścił je z powrotem, bo zawroty głowy pozbawiły go zdolności widzenia. Włoski na karku uniosły się, a całe ciało zalała fala ciepła, jak gdyby plecy owiał mu rozżarzony podmuch, wymywając wcześniejszy chłód i zagęszczając krew.
Upał był tak intensywny, że wręcz go dusił i Draco zastanowił się, czy to właśnie oznacza, że eliksir działa. Sięgnął do guzika przy kołnierzyku i mocno go szarpnął. Teraz, gdy zimne nocne powietrze owiało nagą skórę, chłodząc szalejący w jego wnętrzu żar, oddychało mu się łatwiej.
Energicznie rozpiął koszulę do końca i pozwolił, aby biała tkanina opadła swobodnie na ziemię, odcinając się wyraźnie w półmroku. Zmrużył oczy i wyciągnął przed siebie ręce, chcąc sprawdzić, czy już stał się niewidzialny, jednak przez ciągły szum w głowie nie mógł się skupić. Utrzymujące się gorąco w dalszym ciągu drażniło te części jego ciała, które nadal okrywały ubrania, i już miał zdjąć spodnie, gdy głośny trzask suchych gałęzi pod czyimiś stopami zatrzymał go w pół ruchu.
Ktoś nadchodził.

***


Kiedy Draco odwrócił się gwałtownie, stanął twarzą w twarz z Potterem. Gryfon miał rozchylone usta i szeroko otwarte ze zdziwienia oczy.
— Malfoy? Czemu jesteś nagi? — zapytał.
Rysy Draco, częściowo ukryte przez otaczającą ich ciemność, wykrzywił przelotny grymas niepokoju. Zapadła krótka chwila pełnej napięcia ciszy.
— Ty… Ty mnie widzisz? — odezwał się wreszcie Draco. Drżenie jego głosu niemal idealnie dopasowało się do oszołomionej miny Pottera.
— Oczywiście. Za to nie widzę twoich ubrań tam, gdzie powinny być, czyli na tobie. Co ty, do cholery, wyprawiasz?
Wzrokiem po części przerażonym a po części zdezorientowanym Draco najpierw przesunął po sobie, a potem ponownie spojrzał na Pottera.
— Ty mnie naprawdę widzisz? — powtórzył niepewnym i zakłopotanym jak nigdy głosem. Bez zastanowienia sięgnął po koszulę leżącą na wilgotnej trawie.
— Stoisz nagi w świetle księżyca, trudno cię nie zauważyć. — Potter brzmiał teraz na zirytowanego. — Włóż coś na siebie.
— Wcale nie jestem nagi — zaprzeczył Draco z taką godnością, na jaką mógł się teraz zdobyć. — Może nie zauważyłeś, ale od pasa w dół mam na sobie ubranie.
— Nie, na szczęście nie zauważyłem. — Harry zamilkł i ukradkiem spojrzał na Malfoya, zajętego zapinaniem guzików. Nawet nie zorientował się, że robi to nierówno. — Co ty kombinujesz, Malfoy, paradując nago w środku nocy po Zakazanym Lesie? To jakiś plemienny taniec w kulcie księżycowych bóstw? A może zwariowałeś? — Harry potrząsnął głową z udawaną konsternacją. — Miałem swoje podejrzenia, ale nigdy nie sądziłem, że jesteś aż tak szalony, żeby biegać wokół Hogwartu na golasa.
— Ależ oczywiście, mógłbym przypadkiem wpaść nago na Filcha, bo to akurat jest to, co go kręci — odparł Draco sarkastycznie, patrząc na Harry’ego wyzywająco i jednocześnie poprawiając kołnierzyk źle zapiętej koszuli. — Doceniam twoją troskę, Potter, ale teraz wyświadcz mi przysługę i spadaj.
— Mogę na ciebie donieść — oświadczył Harry spokojnie.
— Jasne, tylko że wtedy sam będziesz musiał wyjaśnić, co robiłeś w Zakazanym Lesie w środku nocy — warknął Draco niecierpliwie. Chciał pozbyć się Pottera jak najszybciej, bo nie miał pojęcia, po jakim czasie eliksir zacznie działać. Gdyby zaczął znikać właśnie teraz, z pewnością miałby dużo więcej do tłumaczenia.
Stanowcza mina Harry’ego nie złagodniała ani odrobinę.
— Co tu robisz? — spytał ponownie z zaciśniętymi zębami, ale spokojnym głosem. Teraz, kiedy Malfoy był już ubrany, poczuł się pewniej i oczywiste było, że nie zamierza odejść bez wyjaśnienia.
— Gówno cię to obchodzi, Potter — syknął Draco. Brzmiał groźnie, ale na lekko zdesperowanego. — Wynoś się stąd — zażądał i urwał, ale zaraz dodał dla lepszego efektu: — Albo cię przeklnę. I nie łudź się, że się nie odważę.
— A ty nie myśl, że się nie odwdzięczę.
Do głosu Harry’ego zakradła się nuta złości. Zmrużył oczy, starając się skupić wzrok na Malfoyu, co akurat teraz okazało się trudne, bo księżyc przesłoniła szczelnie czarna chmura, przepuszczając jedynie delikatną poświatę.
Zrobił krok do przodu, zaciskając palce na różdżce.
Wszystkie mięśnie Draco napięły się, gotowe do działania, nerwy uwrażliwiły się z powodu krążącego w żyłach eliksiru. Doznanie było dziwne i ekscytujące. Po części spodziewał się uczucia eteryczności i oderwania od realnego świata, jak gdyby nic nie ważył i unosił się w powietrzu. Jednak wrażenie napięcia w jego ciele było już zupełnie inne, kompletnie nowe, jakby był gęstszy, bardziej zatopiony w swej obecnej cielesności niż kiedykolwiek wcześniej. Zmysły miał maksymalnie wyostrzone, a niskie pomruki niespokojnej nocy pulsowały ogłuszająco w rytmie identycznym jak uderzenia jego serca.
Uczucie było... dziwne. I złe.
Draco zrobił krok do tyłu. Nieubłaganie narastał w nim niepokój. Rodzaj dzikiego strachu i obawy, panicznego uczucia u kogoś, kto wybrał się na latającym dywanie do Arabii i w połowie drogi przypomniał sobie, że zostawił na ogniu kociołek z wrzącym eliksirem. Teraz jednak całą jego uwagę pochłaniał Potter i konieczność pozbycia się go, zanim coś się wydarzy.
— Potter, przysięgam, jeśli nie... — zaczął głosem ociekającym złością, ale dokładnie w tym momencie chmury po raz kolejny odsłoniły księżyc i perłowo-białe promienie spłynęły z ciemnego nieba, padając prosto na twarz Harry’ego i rozświetlając jego rysy nienaturalnym blaskiem.
Draco zamilkł oszołomiony.
Bez ostrzeżenia jego mózg przeszył oślepiający błysk. Nie towarzyszył mu ból, raczej jakieś nieokreślone doznanie, które rozbiło jego dotąd kompletne istnienie. Wrażenie było intensywne i wszechogarniające, nieprzyjemne i rozkoszne jednocześnie. Na chwilę obraz przed jego oczami rozmazał się, zaraz jednak nabrał ostrości. Tło z ciemnych drzew pojaśniało, oświetlone smugą księżycowego światła. Wszystko stało się bardzo wyraźne, a najbardziej...
...Harry.
Harry stał przed nim, coraz bardziej zdenerwowany jego zachowaniem, a Draco nie mógł zrobić nic, tylko patrzeć bezradnie, bezsilny wobec bólu krążącego mu w żyłach i pochłaniającego jego ciało. W głowie mu szumiało, myśli miał jednak niepokojąco jasne. Doskonale zdawał sobie sprawę, jak to nowe uczucie pochłania go, jak każde włókno jego ciała poddaje się i całkowicie ulega.
— Malfoy? — zaczął Harry niepewnie i uniósł prawą rękę, żeby odgarnąć z czoła włosy zasłaniające mu oczy, jednak dla Draco ten prosty gest był jak zaproszenie, jak niewidzialna lina, która oplotła go i pociągnęła do przodu.
Zanim zdał sobie w ogóle sprawę, co robi, kilkoma szybkimi krokami pokonał dzielącą ich odległość, ujął w dłonie twarz Harry’ego i jedno uderzenie serca później już go całował, mocno i głęboko, namiętnie i z całkowitą desperacją.
Harry ledwie zdążył zareagować. Wydał z siebie stłumiony odgłos protestu, który zaraz został zagłuszony przez usta Draco. Czysty szok zmroził go tak skutecznie, że przez kilka chwil nie był zdolny do wykonania najmniejszego ruchu. Usta Malfoya były rozpalone i zachłanne jak u kogoś, kto uległ niebezpiecznemu uzależnieniu. Upłynęło trochę czasu, zanim do sparaliżowanego umysłu Harry’ego dotarło, co się naprawdę dzieje. Pokonując niebotyczne zdumienie, zmusił się do działania.
Gwałtownie odepchnął Malfoya od siebie, wciągnął powietrze i zatoczył się do tyłu. Zasłonił usta dłonią, jak gdyby słodko-palące uczucie nadal na nich pozostawało.
— Malfoy! — warknął kompletnie oszołomiony i zdyszany z powodu siły pocałunku. — Co ty, kurwa, wyprawiasz?! — Harry rzadko przeklinał, jedynie wtedy, gdy sytuacja naprawdę tego wymagała, i teraz uznał, że właśnie taka miała miejsce.
Kiedy spojrzał na Draco, zobaczył, że malujące się w jego oczach przerażenie jest dużo większe niż jego własne. Malfoy wpatrywał się w niego ze wstrętem mieszającym się z niedowierzaniem.
— Co... co się stało? — zapytał drżącym i łamiącym się z napięcia głosem.
— To ty mi powiedz! — wrzasnął Harry z wściekłością. Początkowe oszołomienie zaczęło mijać, zastąpione oburzeniem. — Malfoy, co ty, do jasnej cholery, wyprawiasz?!
— Czy ja właśnie cię pocałowałem? — spytał Draco takim samym tonem.
— Tak, dokładnie to zrobiłeś. — Harry ciągle miał przyspieszony i płytki oddech. Dla równowagi oparł się o pień drzewa. — Co ci odbiło?!
Malfoy zdawał się nie słyszeć jego pytań.
— To obrzydliwe — powiedział bezbarwnym, niemal pustym głosem. Przymknął oczy, czując się dziwnie obojętny mimo narastającego w nim przerażenia. Zdawał sobie sprawę, co się stało i nie chciał o tym ani myśleć, ani pamiętać.
Policzki Harry’ego zaczerwieniły się ze złości.
— Obrzydliwe? Zmuszasz mnie do pocałunku, a potem twierdzisz, że to obrzydliwe? — Teraz Harry na nic nie miał tak wielkiej ochoty, jak zacisnąć dłonie na szyi Malfoya, ale biorąc pod uwagę, jak skończył się ich niedawny kontakt fizyczny, wolał z tego pomysłu zrezygnować. Ponownie otarł dłonią usta. — Sam jesteś obrzydliwy!
Draco już miał odwdzięczyć się długą ripostą, ale niespodziewanie słowa Pottera wbiły się w niego niczym nóż, przywołując nieznane ukłucie bólu, bardzo podobne do tego, jakiego doznał zaledwie kilka minut temu.
Co się z nim działo? Co się z nim, do diabła, działo?
Te pytania wymagały odpowiedzi, ale w tej chwili musiały na nią poczekać. Na razie musiał poradzić sobie z bardzo wściekłym Potterem, który wyglądał, jak gdyby właśnie zamierzał stłuc go do nieprzytomności, a Draco z pewnością nie był zdolny do walki, biorąc pod uwagę jego aktualny zamroczony stan.
Ponownie spojrzał na Pottera i znowu przez jego ciało przebiegły iskry, jeszcze bardziej intensywne i przenikliwe, przebijając mięśnie i kości, i trafiając prosto do duszy. Draco zadrżał, a ciche westchnienie wymknęło mu się z ust. Przypomniał sobie to uczucie pieczenia, a to groziło...
Uniósł wzrok i poczuł, jak zapada się w tych zimnych szmaragdowych oczach. Zieleń rozbłysła w jego umyśle, symbolizując pożądanie, pasję, nienawiść, pragnienie i przerażenie, a wszystko skręcone razem ze sobą i oplatające jego serce, ciągnące go bliżej Harry’ego albo Harry’ego bliżej niego, sam już nie wiedział...
Uciekaj stąd! Natychmiast!
Ze stłumionym okrzykiem, który brzmiał jak „O, bogowie!”, Draco siłą woli oderwał spojrzenie od Pottera i, walcząc z obezwładniającym go doznaniem, obrócił się i pobiegł z powrotem do zamku. Nie przejmował się głośnym tupotem swoich stóp i pędził przez błonia tak szybko, jak tylko potrafi, ani razu nie oglądając się za siebie.
Harry, nic nie pojmując, stał i patrzył, jak Malfoy ucieka. Stuknięty, pomyślał i spojrzał na miejsce jeszcze przed chwilą zajęte przez Ślizgona. W trawie coś leżało, lśniąc w świetle księżyca. Uklęknął i podniósł przezroczystą fiolkę, całkiem pustą z wyjątkiem pojedynczej kropli jaskrawo czerwonej cieczy na dnie. Substancja wyglądała podejrzanie podobnie do krwi, ale Harry nie sądził, żeby rzeczywiście nią była.
Nadal czuł, jak usta mrowią go od pocałunku. Z niedowierzaniem potrząsnął głową. Ze wszystkich ludzi, po których spodziewałby się czegoś takiego, Malfoy znajdował się na ostatnim miejscu.
Harry skrzywił się. Och, to było obrzydliwe. Malfoy, na Merlina, Malfoy!
Wstał i zdecydował, że pora wracać do dormitorium. Jak na jedną noc miał już dosyć przykrych niespodzianek, chociaż nie sądził, że mogłoby go spotkać coś jeszcze gorszego. Niemniej, jeśli w ciągu kilku najbliższych dni zwariuje albo zapadnie na jakąś dziwną chorobę, będzie wiedział, co jest jej przyczyną.
Wsunął fiolkę do kieszeni i, zapominając całkowicie o liście do Syriusza, powoli ruszył do gryfońskiej wieży. Bez problemów przemknął się do sypialni i położył do łóżka. Minęło jednak jeszcze sporo czasu, zanim udało mu się zasnąć.

***


Och, nie, na Merlina, co się właśnie stało?
Słowa te Draco powtarzał w myślach niczym mantrę. Wpadł do łazienki i z hukiem zatrzasnął za sobą drzwi, nie dbając, czy kogoś obudzi. Najbardziej niepokojące było to, że jego umysł pracował jasno i sprawnie, nie mógł więc winić go za swoje postępowanie, mimo że resztę ciała ogarnęła dziwna udręka. Jakiś dziwny rodzaj cierpienia, jak wspomnienie przerażającego nocnego koszmaru.
Pięć razy wyszczotkował zęby, żeby pozbyć się z ust smaku Pottera. Przestał dopiero, gdy dziąsła zaczęły mu krwawić i nie mógł znieść bólu. Metaliczny posmak na języku pobudzał mu zmysły, po raz kolejny sprowadzając uczucie paniki.
Co się stało?
Jednak dobrze wiedział, co się stało. Najzwyczajniej w świecie pocałował Pottera. Na samą myśl poczuł mdłości, mimo że jednocześnie jakaś głęboko zakorzeniona w nim część tęskniła za perwersyjną, zakazaną przyjemnością i pragnęła doświadczyć tego jeszcze raz.
Co poszło nie tak? Dlaczego eliksir nie zadziałał jak powinien?
Ze szczypiącym językiem i smakiem miętowej pasty w ustach Draco poszedł do sypialni, zabrał rozpadającą się książkę i wrócił z nią do pokoju wspólnego. Było ciemno i zimno, co idealnie współgrało z jego samopoczuciem. Skierował różdżkę na wygasły kominek i rozpalił ogień. Pomarańczowe płomienie wybuchły z trzaskiem, a ich ciepło owiało go jak uspokajająca fala, choć nie rozproszyło niepokojącego, uporczywego ukłucia pustki.
Usiadł na podłodze, oparł się o bok kanapy i otworzył książkę, w zamyśleniu dotykając węzła, który zrobił, próbując na powrót powiązać rozpadające się strony. Odwracał kartki, aż znalazł tą odpowiednią, na której napisano szczegółową instrukcję warzenia Eliksiru Znikania. Spojrzał na listę tak dobrze mu znanych składników. Powoli przesuwał palcem w dół, w duchu odhaczając każdą pozycję, a potem przeanalizował cały proces przygotowania mikstury. Eliksir został przygotowany idealnie.
Wodząc oczami za palcem, Draco dotarł do końca strony, gdzie dostrzegł zdanie, którego wcześniej, dałby za to głowę, tam nie było. Słowa zapisano ciemnoniebieskim tuszem, teraz już mocno wyblakłym:
Traicit et fati litora magnus amor.**
Draco zamrugał nerwowo. Z niedowierzaniem złapał za książkę i zaczął gorączkowo sprawdzać numerację stron, ale wiele z nich było nieczytelnych i wyblakłych. Zamarł pod wpływem głębokiego uczucia strachu, który zaczął narastać, gdy wreszcie dotarł do niego sens przeczytanych słów:
Wielka miłość pokona nawet przeznaczenie.***
Spojrzał na książkę jeszcze raz. Na jednej stronie znajdowała się nazwa eliksiru wraz z krótkim opisem jego działania, a na jej odwrocie dokładna instrukcja warzenia. Jednak coś tu zdecydowanie nie pasowało.
Łaciński cytat. Dziwne emocje, siejące spustoszenie w jego organizmie. I to... to uczucie.
Nagle zrozumiał. Świadomość tego, co zrobił, roztrzaskała jego umysł, jakby był ze szkła.
Nie. Nie, to niemożliwe.
To nie był Eliksir Znikania. Musiał źle ułożyć strony, kiedy ponownie składał je ze sobą. Zamiast tego uwarzył…
W tym momencie żadne przekleństwo nie było w stanie oddać rozpaczy, gdy w pełni dotarło do niego, co na siebie sprowadził. Totalne przerażenie pochłonęło go całkowicie...
— Co ja najlepszego zrobiłem? — wyszeptał drżącym głosem, ale nie miał odwagi, żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Koniec rozdziału pierwszego



* ...heaven's poisoned wine;
Unnatural love, and more unnatural hate.

Percy Bysshe Shelley, „Prometeusz rozpętany”, Akt I — tłumaczenie inspirowane przekładem Feliksa Jeziorskiego, ale przerobione na potrzeby fika
** słowa z poematu Propercjusza
*** tłumaczenie własne
Ostatnio edytowano 31 lip 2012, o 07:11 przez TEAM DRARRY, łącznie edytowano 12 razy
When there is a will, there is a way, so don't hope for it. Make it so.
TEAM DRARRY Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 48
Dołączył(a): 14 lut 2012, o 21:08

Postprzez Miss Black » 14 lut 2012, o 23:47

Tak sobie myślę, że to jednakowoż jest najbardziej porąbane drarry, jakie przyszło mi czytać. Poważnie. Bo zastanówmy się nad tym chwilę: Draco zbierający nago kwiatki w Zakazanym Lesie to jedno, ale Draco przyrządzający eliksir, który SAM MA WYPIĆ z niekompletnej, ba!, rozpadającej się w rękach książki, która licho wie, czy w ogóle jest wiarygodna to już zupełnie inny poziom. A przy "Ty… Ty mnie widzisz? — odezwał się wreszcie Draco." myślałam, że umrę. Co za głupek! Ale przyznaję, że dzięki temu historia zyskuje na wiarygodności. Draco jest tu po prostu nierozgarniętym nastolatkiem o wybujałych pragnieniach. Dziecinnych pragnieniach, co autorka wplata gdzieś w narrację. I brawo! A drugi aplauz należy się za reakcję Harry'ego. Bardzo, bardzo mi się podobało, że on się wkurzył najzwyczajniej w świecie, a potem jeszcze poczuł urażony tym "obrzydliwe". No, bo czemu nie? Draco jest oślizgłą fretką, tego nas uczył kanon i tak powinien o nim myśleć Harry w punkcie "zero". Żadnego nagłego zakochania, bo jest to totalnie bezpodstawne. Hehe, no chyba, że ktoś łyknie niewłaściwy eliksir :lol2: Ale Harry nie łyknął i bardzo się cieszę, że autorka o tym pamiętała. Zresztą reakcja Draco też jest świetna. Ta cała heca nie odebrała mu świadomości i wolnej woli, nie całkiem w każdym razie, a przecież w takim "Ownedzie" dokładnie to się dzieje i, Gucio, Draco tam raczej nie uświadczymy. Tu na szczęście obyło się bez marionetek :)
Boże, nie mogę doczekać się następnego rozdziału. Aż ręce mnie świerzbią, by zerknąć do starego tłumaczenia, ale gdy pomyślę o tych wszystkich rozbieżnościach, to słabo mi się robi. Fantastyczna robota, dziewczyny! Udało Wam się oddać styl oryginału. To jest pisane bardzo ładnym, zgrabnym językiem i cieszę się, że tak będzie i u nas. :D Ach, ale absolutnie nie podoba mi się tytuł. Wiem, że marudzę, ale dla mnie to po prostu inaczej powiedziane "nieodwracalne". Chyba wolałabym już dosłownie przełożoną "Nieodpartą truciznę".
Ale Wasz podpis bardzo mi się podoba! Genialnie oddaje ideę akcji ;) Mam nadzieję, że nie ostatniej.
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez byarenlight » 15 lut 2012, o 16:52

Właściwie mogłabym po prostu zacytować post MB, bo powiedziała po prostu wszystko, co ja chciałam powiedzieć. No cóż, ubiorę po prostu to wszystko w inne słowa xD
Co prawda nie jest to najbardziej zwariowany fik, jaki w życiu czytałam, ale jest, owszem, dość szalony. Goły Malfoy w krzakach chce się zmienić w niewidzialnego i jeszcze, IDIOTA JEDEN, pomylił strony... Ale jakoś nie wydaje mi się to zupełnie niewiarygodne, bo nie każdy jest ostrożny. Ja sama 10 razy sprawdziłabym, czy to aby na pewno dobry eliksir, jednak Malfoy najwyraźniej był na tyle narwany i podekscytowany swoim pomysłem, że ot, nie przyszło mu do głowy. Troszeczkę chce mi się go wyśmiać za to, że jest taką sierotą xD Oj, przesrane ma teraz. Kurczę, jestem tych sześć rozdziałów do przodu (tak, przeczytałam jeden po angielsku, brawa, dokonałam tego, chociaż język zaiste trudny jest xD) i nie mogę się doczekać, kiedy dojdziecie wreszcie do siódmego, ale przed nami jeszcze długa droga... Zresztą w starym tłumaczeniu część rozdziałów była źle przetłumaczona, więc muszę czytać. I chcę xD
Bardzo się cieszę, że wzięłyście się, miłe panie, za ten twór. Ubolewałam strasznie, że jest nieprzetłumaczony. Tytuł i mi się nie podoba (ja osobiście zostawiłabym nieprzetłumaczony :P), ale przeżyję... Myślę jednak, że od tej pory przestanę się śmiać z polskich tytułów angielskich filmów, bo jak widać ich przetłumaczenie to nie zawsze taka znowu łatwa praca... I dzięki temu mamy Dirty Dancing - Wirujący Seks. Ale nie o tym teraz.
Też podoba mi się reakcja Pottera na lgnące doń usta Malfoya. Właśnie to mi się w tym opowiadaniu najbardziej podoba, że nie ma tu zaraz czegoś w stylu: "o Boże, wargi Malfoya są takie miękkie... STOP! Przecież to Malfoy! jest paskudny! Chociaż z drugiej strony..." xD Może w późniejszych częściach nas to czeka, ale to już nie będzie takie złe. Grunt, że to pierwsze zbliżenie nie zmieniło nagle ich stosunków, ba, pogorszyło pewnie nawet. I pamiętam, że w kolejnych rozdziałach psychika Malfoya będzie tak pięknie przedstawiona, że można umrzeć <3
Dzięki dziewczyny. Do następnego ;)
- Ty byłaś kiedyś nastolatką. Powiedz, jak mam sobie poradzić z Astor?
- Spróbuj z nią porozmawiać.
- Kiedy ostatnio próbowałem, powiedziała, że mnie nienawidzi i przeniosła się do Orlando.
- To teraz masz drugą szansę. Podziel się z nią czymś... Co robiłeś w jej wieku...
- Zabiłem psa sąsiadów.
- Tego lepiej jej nie mów.
byarenlight Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 9 sie 2011, o 20:07
Lokalizacja: względna

Postprzez MargotX » 15 lut 2012, o 18:28

Czytałam kiedyś te przetłumaczone odcinki, ale dawno, niewiele z tego pamiętam, bo cały czas wisiało to porzucone, więc teraz tym bardziej nie zamierzam wracać i przypominać sobie co i jak było dalej. Poczekam grzecznie na kolejne części, bo warto, poza tym, teraz są wielkie szanse na doprowadzenie wszystkiego do ostatniej kropki ;)
Zgadzam się całkowicie z przedmówczyniami, że, jak na Draco Malfoya, ten brak nieraz aż przesadnej ostrożności, jest zdumiewający. Doskonale natomiast rozumiem samą chęć zniknięcia, pozbycia się na jakiś czas brzemienia potomka Malfoyów, syna głównego śmierciożercy będącego jednocześnie koszmarnie wymagającym ojcem. To naprawdę wystarczający motyw rzucenia się na stare księgi i euforii, gdy poszukiwania okazały się skuteczne. Jak się jednak okazało, nie do końca... a przynajmniej nie do szczęśliwie spodziewanego końca dla Draco. Tak, tu zadziałał zdecydowanie impulsywnie i bezmyślnie, zupełnie jak nie on. Ale, jak MB napisała, jest nastolatkiem, trudno spodziewać się, że zawsze będzie roztropny, ostrożny i przewidujący. Więc, w efekcie, się porobiło...
Też uważam, że reakcja Harry'ego, jego wrogość, nadaje wiarygodności zarówno tej sytuacji, jak i tekstowi. Na pewno dziwnie wyglądałoby natychmiastowe zauroczenie, nie tracę jednak nadziei, że kiedyś ono nastąpi :D

Bardzo się cieszę, że zabrałyście się za to i IP znajdzie się u nas na forum, dziękuję i pozdrawiam :)
Ostatnio edytowano 17 lut 2012, o 00:28 przez MargotX, łącznie edytowano 1 raz
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Bang Bang » 15 lut 2012, o 22:38

W zasadzie miałam nie pisać tego komentarza, bo moje przedmówczynie wypowiedziały się w tak obszerny i wszystko mówiący sposób, ale mam walczyć z leniem totalnym, a szukanie wymówek z pewnością się w tą walkę nie wpisuje. Szczerze mówiąc, po raz kolejny zdałam sobie sprawę, jak wielkie braki mam w swojej drarrowej wiedzy. O tym fanfiction usłyszałam dopiero dzięki Waszej akcji, co z jednej strony lekko mnie podłamało, a z drugiej ucieszyło, bo mam okazję przeczytać kolejne interesujące drarry. Na początku trochę się bałam, że to jakiś angst (kompletnie nie wiem, dlaczego akurat tak sobie założyłam... Cóż, Sherlocka już ze mnie nie będzie :sciana: ), na szczęście rating mnie uspokoił. Boru, ja... Brak mi słów! To jest świetne (w jeden z najbardziej pokręconych sposobów, ale jednak)! Jestem bardzo ciekawa do jakich wniosków dojdzie Harry. Naprawdę trochę mu współczuję, nadmiar wrażeń może być szkodliwy i jeszcze zapomniał o liście do Syriusza. Brzydko, oj brzydko (Chwila! Syriusz żyje! :hura2: Jak mi go ostatnio brakowało). Jeśli zaś chodzi o Draco- dokumentnie mnie rozwalił :lol2:, chociaż podziwiam jego upór w dążeniu do spełnienia swoich pragnień. A fakt, że mu trochę nie wyszło- to już inna historia. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jego zachowanie zalatywało gryfonizmem, no bo przyrządzenie jakiegoś dziwnego eliksiru z podejrzanej i rozlatującej się (!!!) książki, niezbyt to przemyślane- nie powiem, że nie, ale w sumie... Gdyby Draco działał rozważniej to najpewniej umknęłaby okazja na kolejne drarry. Ech, coś marnie mi dzisiaj idzie komentowanie. Może na tym zakończę moje eee... wywody. Ogromnie Wam dziękuję za to, że stopniowo będę miała okazję poznawać ten tekst (zaklnę moją ciekawość i nie zajrzę do oryginału, mam nadzieję, że będzie happy end 8-)). Pozdrawiam! :)

— Malfoy? Czemu jesteś nagi? — zapytał.
Rysy Draco, częściowo ukryte przed otaczającą ich ciemność, wykrzywił przelotny grymas niepokoju. Zapadła krótka chwila pełnej napięcia ciszy.
— Ty… Ty mnie widzisz? — odezwał się wreszcie Draco. Drżenie jego głosu niemal idealnie dopasowało się do oszołomionej miny Pottera.


Boru, ten dialog dołączy do moich najukochańszych, drarrowych cytatów :lol2: . I pocałunek! W pierwszym rozdziale! Awwwwwww! :seksi: A reakcja Harry'ego... Na jego miejscu po tym obrzydliwe już bym Draco przywaliła, no ale nieważne ;) .
Combeferre sighed. "When was the last time you got a full night's sleep?"
"I'm a med student," said Joly, rubbing his eyes. "Sleep is surrender. Coffee is strength."
"Work is freedom," said Combeferre drily.
"Right." Joly nodded. "Sometimes, I forget you're a med student, too."

North London is red


Bractwo Bejsbola i Widła :pala:
Bang Bang Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2318
Dołączył(a): 3 paź 2011, o 21:19
Lokalizacja: Emirates Stadium

Postprzez Nathali » 16 lut 2012, o 15:36

To jest mój pierwszy komentarz od yyy... wieków. Powoli wracam do drarry, więc udzielać się także należałoby się zacząć. Trzeba w końcu wesprzeć TD w tej jakże cudownej akcji :D Jestem ogromnie wdzięczna za tłumaczenie. Kocham ten tekst i cieszy mnie ogromnie, że będę mogła go w końcu przeczytać w całości po polsku, a reszta będzie miała szansę go poznać.
Widzę, że komentarze są mniej-więcej o tym samym, ale nie da się inaczej, więc mój też nic nowego nie wniesie:
Nie zamierzam się czepiać wydarzeń z pierwszego rozdziału, bo ja nie widzę tu aż tak zupełnej bezmyślności. Draco bardzo marzył o staniu się niewidzialnym, a ja jako dziecko też miałam swego czasu takie pragnienie, więc mogę go zrozumieć, w jakiś sposób. Oczywiście dzięki temu, że on żyje w świecie pełnym magii miał szanse na ziszczenie swego snu. To pragnienie go w pewien sposób ogłupiło, bliski celu, podekscytowany, miał prawo do popełnienia błędu, bo nie myślał jasno.
Scena pocałunku wyszła pięknie. Nawet, jeśli niechciany, to i tak niósł z sobą więcej emocji, niż nie jeden kiss w innych tekstach. Ta scena jest tak do bólu realistyczna. Za każdym razem, jak próbuję sobie wyobrazić, jak zareagowałby heteroseksualny chłopak na wymuszony pocałunek z innym chłopakiem, to widzę obrazek taki, jaki nam tu przedstawiono. W ogóle się nie dziwię, że Harry nie rzucił się z pięściami na Draco. Też bym dwa razy to przemyślała po czymś takim ;) Zdecydowanie zachowałabym bezpieczny dystans.
Och, nie mogę się doczekać kolejnej części. Kiedy będzie? :lol2:
Nathali Offline


 
Posty: 710
Dołączył(a): 3 lis 2010, o 14:31

Postprzez Akame » 17 lut 2012, o 09:12

Wstyd, opowiadanie wisi od kilku dni, a ja największa maruda, która od dwóch lat jęczy o nie potępieńczo, jeszcze nie skomentowałam! Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że chora raczej nie robię się bardziej elokwentna (nie żeby mi elokwencji w zdrowiu przybywało o.O).
A teraz będzie efekt pisklaka - Kyaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa doczekałam się!! :dance:
Szczerze mówiąc, gdy przypomnę sobie, że pierwszy rozdział to zaledwie preludium do dalszych wydarzeń, wydaje on się być taki... spokojny, luźny, wręcz śmieszny na tle tego, co będzie. Również uważam, że lekkomyślność Draco jest ogromna. Na jego usprawiedliwienie mam tylko to, że chłopak był podekscytowany i jak już dorwał do rąk to o czym marzył, to nie zastanawiał się długo... a powinien było, oj powinien.
Reakcja Harry'ego... no cóż, jako drarrystka jestem oburzona! No ludzie, nagi (powiedzmy) Malfoy! Całujący Malfoy! A on... ehh, Potter, noooo.... Niestety z logicznego punktu widzenia, jego reakcja jest całkiem naturalna. Wróg, biegający nocą po lesie półnagi, w dodatku wymuszający pocałunek, no cóż, można być w szoku. A to zaledwie początek.
Co dalej? Nic, bo już przytupuję nogami i odliczam dni do kolejnej części *.*

Dziękuję bardzo całemu Teamowi Drarry! Dziewczyny, jesteście wspaniałe!! Uwielbiam Was za to! Nikt nie potrafi się chyba tak zorganizować jak drarrystki :*
Pozdrawiam, ściskam... nie całuję, nic nie piłam! I do następnego ;)
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez karmelowa » 17 lut 2012, o 13:08

Boże... Fakt, że Draco mógłby marzyć o takim eliksirze... Cóż, na pewno nie jest to niemożliwe. Wciąż obserwowany i oceniany miał prawo choć raz zniknąć z oczu innych ludzi. Dziwi mnie jednak nieco jego niedokładność, bo przecież Malfoy raczej nie pozwoliłby sobie na taki błąd. Ale, co ja tam wiem :D Reakcja Harry'ego na nagiego Ślizgona była genialnie urocza. A sam Malfoy, namiętnie całujący Pottera już w pierwszym rozdziale, również był cudowny ^^ Pozostaje mi jedynie czekać na kolejne rozdziały i szczerze mam nadzieję, że nie zostawicie tego gdzieś w połowie, tylko dzielnie dobrniecie do końca.

Pozdrawiam i życzę wieeeeele weny.
karmelowa
karmelowa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 62
Dołączył(a): 29 sty 2012, o 22:48

Postprzez Nessa » 17 lut 2012, o 16:16

Doczekałam się, naprawdę się doczekałam! Moje marzenie się spełniło! Ten ff był jednym z moich ulubionych, dlatego bardzo cierpiałam, gdy go porzucono, szczególnie, że mój angielski nie pozwala mi na czerpanie radości z czytania, więc oryginał odpadał (choć i tak do niego sięgnęłam). To cudownie, że ff będzie tłumaczone, ale jedna rzecz mnie zabiła - tytuł. Bez obrazy, ale jest po prostu straszny, jak z jakiejś taniej telenoweli. W dodatku trudno pomyśleć, że to Nieodwracalnie... czy nie lepiej było zostawić tytuł w spokoju? Przynajmniej każdy od razu wiedziałby, że to, to. A co do fabuły... ciężko mi komentować coś co czytałam już tyle rozdziałów w przód. Niby sam pomysł na opowiadanie nie wydaję się jakoś szczególnie oryginalny - Draco wypija eliksir miłosny i zaczyna się zabawa. Ale jest w tym tekście coś, co mnie NIEODWRACALNIE uwiodło. Nie wiem, może to styl jakim jest pisany, może emocje, tak wspaniale oddane, ta udręka i bezradność, a może coś innego, jedno wiem na pewno - kocham to ff. Więcej napisać chyba nie mogę, bo może są tacy co dalszych rozdziałów nie czytali. Za to zgodzę się z moimi poprzedniczkami, że Draco jak na siebie zachował się wyjątkowo lekkomyślnie, wręcz w potterowskim stylu, a Harry... musi być aseksualny albo ślepy, że nie padł z zachwytu na widok pół nagiego Draco Malfoya.
Na koniec pozwolę sobie zapytać, jak często będą dodawane rozdziały?

Pozdrawiam i powodzenia.
Jeszcze raz dziękuję!
Nessa Offline


 
Posty: 53
Dołączył(a): 10 lis 2010, o 00:28

Postprzez Aevenien » 17 lut 2012, o 18:07

Ach, widzę, że tytuł budzi wiele kontrowersji, cóż, wytłumaczę nas trochę. Ogólnie ten tytuł jest nieprzetłumaczalny, chyba, że zostawi się Nieodparty urok, co moim zdaniem jest bardziej banalne niż wszystko inne. Uwierzcie, myślałyśmy długo, intensywnie i wiele osób nad tym siedziało. Nieodwracalne mi osobiście nigdy się nie podobało, a poza tym zupełnie nie oddaje istoty tego opowiadania. Zdecydowałyśmy się w końcu na "Na zawsze twój", bo jest bardziej neutralny i ma to podwójne znaczenie i pasuje do tekstu idealnie. Tak przynajmniej mi się wydaje. Poza tym pewnie przyzwyczajenie do starego tytułu także odgrywa tutaj jakąś rolę. No nic, mam nadzieję, że się jakoś przyzwyczaicie, to naprawdę pasuje ładnie :D
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Nathali » 17 lut 2012, o 19:08

Jeśli chodzi o tytuł "Nieodwracalne", to byłam do niego przyzwyczajona, choć nigdy mi się specjalnie nie podobał. Nowy także nie bardzo i szczerze to wolałabym ten "Nieodparty urok". Podoba mi się chyba najbardziej. "Na zawsze twój" znowu wydaje mi się właśnie zupełnie banalny i dość eee... tandetny? Skoro go wybrałyście, to niech i tak będzie. W sumie tytuł mało istotny, ważniejszy jest sam tekst, a o jego tłumaczenie się nie boję skoro wiem kto się nim zajmuje :P
Nathali Offline


 
Posty: 710
Dołączył(a): 3 lis 2010, o 14:31

Postprzez Kaczalka » 17 lut 2012, o 19:18

No właśnie, Nathali prawdę rzecze, tytuł nie jest najważniejszy. Jaki by nie był, nigdy nie zadowoli każdego. Obiecujemy, że jeśli do 24 lutego wymyślimy coś lepszego, to zmienimy, a jak nie, to zostanie. Ja też się do "Nieodwracalne" przyzwyczaiłam, ale przyzwyczajenie wcale nie znaczy, że jest dobrze. Tytuł w przymiotniku? Brrr, okropność.
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez CrazyCry » 18 lut 2012, o 11:43

Nie ma to jak czytać milion niezakończonych drarry jednocześnie. Mam nadzieję, że wydarzenia z różnych opowiadań nie zaczną mi się mieszać.
"Draco już miał odwdzięczyć się długą ripostą." a nie ciętą?
Zaczyna się cokolwiek dziwnie, ale również ciekawie. Na pewno oryginalnie.
Ja tam uważam, że tytuł jest ważny. W końcu to on przyciąga uwagę i decyduje o tym, czy sięgniemy po fika, prawda?
Wena i czasu życzę ^^.
Aerobic -> aerobik
Fanfic -> fanfik
Nie fanfick x.x
Fanpage "Effeminate boys"
CrazyCry Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 361
Dołączył(a): 8 lis 2011, o 09:12
Lokalizacja: Wawa

Postprzez zanda » 18 lut 2012, o 15:12

No dobra, teraz ja :D

Zacznę od tego, że moje odczucia względem zachowania Draco są skrajnie inne niż niektórych moich poprzedniczek. Dla mnie nie ma tam nic z gryfońskiej brawury, jest za to typowo ślizgońskie przekonanie, że absolutnie wszystko tknięte rękoma Malfoya musi odnieść sukces. To nie głupota, a zadufanie w sobie, objawiające się przekonaniem o własnej nieomylności, spowodowało pomyłkę przy złożeniu manuskryptu. I nie nierozgarnięcie było powodem przygotowania eliksiru z rozpadającej się książki, a egoistyczna potrzeba i przeświadczenie, że wszystko co było w bibliotece Malfoy Manor po prostu musiało być skuteczne. A konsekwencje? Czy Draco kiedykolwiek brał je pod uwagę? Czy w kanonie, rzucając na Harry’ego Serpensortię w Klubie Pojedynków brał pod uwagę czym może się to skończyć? :nie: Mamy więc: przeświadczenie o własnej nieomylności i ważności, samouwielbienie, działanie na własną rzecz bez uwzględnienia konsekwencji – toż to sztandarowy Ślizgon! Draco chciał i tylko to było istotne. Do tego był przyzwyczajony. I – pomijając pomyłkę z zamianą formuł – miał rację. Mikstura była jak najbardziej skuteczna :whistle:
Podoba mi się, że bohaterowie Rhysenn (przynajmniej na początku) mają charaktery tak zbliżone do postaci kanonicznych. Lubię gdy fiki z czasów szkolnych są tak konstruowane – to czyni je bardziej wiarygodnymi.
Miss Black napisał(a):To jest pisane bardzo ładnym, zgrabnym językiem i cieszę się, że tak będzie i u nas.

Nie zgadzam się! Osobiście uważam, że autorka ma tendencje do nie zawsze potrzebnego patosu, co powoduje, że tekst w obróbce jest, delikatne mówiąc, dość męczący. Na szczęście, udało się to idealnie wyważyć, dzięki czemu rzeczywiście jest ładnie i zgrabnie. Oby dalej też tak było :P
Pozdrawiam
zanda
zanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 70
Dołączył(a): 23 mar 2011, o 17:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez daimon » 21 lut 2012, o 20:13

A zatem stało się! I to wtedy, kiedy właściwie już straciłam nadzieję na przeczytanie tego fika w języku polskim. Tym bardziej jestem szczęśliwa, że się pomyliłam i że się udało. A dodatkowo i chyba najbardziej, że tak doborowa obsada zajęła się tym tłumaczeniem. To naprawdę premiera roku! Cieszę się tak bardzo, że wbrew narastającej senności i zmęczeniu wreszcie się zmobilizowałam i postanowiłam naskrobać komentarz. Bowiem w momencie, kiedy ogłosiłyście, że zajmiecie się IP postanowiłam sobie solennie, że choć raz będę przykładnym komentatorem i rozdział po rozdziale podzielę się swoimi odczuciami i radością czytania, nie okazując się darmozjadem, który na koniec wrzuca niestrawny, obrzydliwie długi elaborat na temat całości. Dlatego w tym momencie wypada powiedzieć — DZIĘKUJĘ! :buzki: Dziękuję Wam wszystkim za zapał, mobilizację, organizację i wszelką pracę włożoną w to, by IP mogło się u nas pojawić i przynieść radość wielu osobom. Dla wszystkich i dla każdej z osobna :serce:

A teraz co do rozdziału. To dopiero preludium. Draco warzy eliksir ze starodawnej księgi, Harry wyrusza na samotną wędrówkę, a wszystko to pod osłoną nocy. Bardzo klimatyczne i intrygujące. Czarna róża — mrrrru. W ogóle cały opis jest tak plastyczny, że cała scenka stanęła mi przed oczami, jak żywa. Co do treści, jak dziewczyny wspominały, autorka pamiętała o wielu rzeczach. Jak na przykład o tym, że Harry, w dobrym opowiadaniu w tonie obyczajowym, nie może inaczej zareagować na niespodziewany pocałunek Malfoya, jak tylko złością. Ciekawe też jest to, że eliksir sam w sobie zdaje się na razie działać na zmysły Draco, pozostawiając mu jednak pełną świadomość i poczucie absurdu całej sytuacji. Robi się ciekawie, naprawdę ciekawie. A ponieważ nigdy nie przebrnęłam przez oryginał, tysiące pytań mnoży mi się teraz w głowie. Co dalej? Jak eliksir będzie dokładnie działał na Draco? Jak wiele się zmieni? I co na to Harry? Jak potoczy się dalej cała sytuacja? Z niecierpliwością będę czekać na następne rozdziały, by odkrywać kolejne karty tej opowieści. I niezmiernie cieszy mnie świadomość, że czeka mnie kilka miesięcy dobrego drarry w świetnym przekładzie. Raz jeszcze, dziękuję.
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Następna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości