Drarrofeta świąteczna

wydanie trzecie

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez MargotX » 28 sty 2012, o 17:53

Niesamowita jest ta scena przebudzenia Harry’ego. Delikatne napięcie, odpowiednia doza motylków, taka idealna pogoń za króliczkiem. :D No, ale z niego prawdziwy popsuj-zabawa. :x Jak można tak szybko uciec z kolan Draco, eee, nieśmiałek się znalazł :oczy: Z tym Gryfonem naprawdę trzeba się nieźle namęczyć, zanim załapie o co tak naprawdę chodzi Malfoyowi. Choć nie wiem czy aluzje i subtelności wystarczą, może ktoś powinien mu jednak pomóc ? :whistle:

No i nie będę odkrywcza, ale uważam dokładnie jak Vol, że Ron powinien sobie dać spokój z Hermioną, czy raczej ona z nim. Rudzielec niech się zajmie Pansy, a Harry rzeczywiście powinien zatroszczyć się o to, aby udało się im utrzymać przyjaźń, bo trio bardzo dobrze się sprawdza w sytuacjach trudnych, przynajmniej na ogół.
A Roniaczek może będzie na tyle zaabsorbowany czekoladoholizmem Ślizgonki, że przestanie się pętać i da Harry’emu w spokoju, no właśnie, chciałam napisać „wykonać zadania” a nam „poznać pytania”, ale jesteście na tyle perfidne, że chyba rzeczywiście nie dowiemy się jakie niespodzianki przygotował Draco i z czym tak trudno było się uporać Harry’emu albo przeciągniecie fetę do... :lol2:

Nie żebym narzekała jakoś bardzo, bo jest pisana w taki sposób, że człowiek się nie nudzi, czyta z przyjemnością i sprawdza datę kolejnego odcinka :D

Ta część jest entym potwierdzeniem. Michiru, wyszło Ci świetnie, wielkie dzięki i pozdrawiam serdecznie :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Zoe » 30 sty 2012, o 23:56

Dziewczyny, za zgodą Aev wkleję odcinek nad ranem - nie wyrobiłam się i przepraszam Was za to, a chciałabym go jeszcze przeczytać i poprawić... <nowa praca od tygodnia>
Zoe Offline

Avatar użytkownika
Zua Kobieta
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 lis 2010, o 23:51

Postprzez Miss Black » 30 sty 2012, o 23:58

O w mordkę kopanego jeża! Nie napisałam komentarza. Już nadrabiam!

Edit: Ok. Już mi się wszystko przypomniało. Absolutnie kocham Ronowskie "Dzięki, Hermiono". :hahaha: Cudownie oddaje gapiostwo jego postaci. Jakim cudem on jej tam nie zauważył? Znów była w pelerynce niewidce? Toż to jawne szpiegostwo! Bo z jakiej innej przyczyny mogłaby się nagle znaleźć w lochach? Ron, owszem, szukał Harry'ego, ale ona? I to poświęcenie Rona dla przyjaciela! "Zabierz mnie tam". Cudo! To było takie... bohaterskie z jego strony. Moim zdaniem, i na szczęście nie tylko moim, oni są dla siebie stworzeni z Pansy. Nie wiem tylko, jak Blaise ścierpi takie stężenie gryfońskości nieodstępujące na krok jego najbliższych przyjaciół. Biedaczysko.
I szalenie podobała mi się pobudka Harry'ego! Nie dość, że był potwornie skonfundowany swoim wariackim snem, to jeszcze budzi się w równie... niecodziennych dla niego okolicznościach. I te kolana zamiast poduszki! :splywa: Żałuję tylko potwornie, że Zabini się napatoczył. Ja rozumiem, okoliczności były raczej naglące, ale mógł się domyślić, że Draco jest ciut zajęty. No nic, potwornie jestem ciekawa jak ten problem Pansy-Ron-Hermiona się ostatecznie rozwiąże. Nie chciałabym tylko, żeby Ron zrobił coś niewybaczalnego. Gryfoni mają dość specyficzne i restrykcyjne wytyczne w kwestii lojalności.
Michiru, super! Tak jak mówiłam ostatnio, czekam na coś Twojego. :D

I tak mnie teraz naszło, że skierowanie Rona w kierunku Pansy, to doskonały sposób na zabranie mu przynajmniej części argumentów, gdy przyjdzie co do czego i Harry będzie musiał powiedzieć mu o Draco. To takie wygodne.

Edit2: Hehe, Margot! Dokładnie tak. :D
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Zoe » 31 sty 2012, o 07:25

Odcinek niedługi, przepraszam, ale czasu brak na coś więcej...

Odcinek czternasty, w którym kobiety biorą sprawy w swoje ręce


- A o co ci się znowu rozchodzi? – zdumiał się Ron.
- O nic, Ronaldzie. Absolutnie o nic – odpowiedziała Hermiona. Ton jej głosu zdecydowanie przeczył słowom. – Zwracam tylko uwagę na pewien drobny fakt, mianowicie: kupowanie czekoladowych stringów Pansy Parkinson jest poniżej twojej godności. Ale jak chcesz, ośmieszaj się dalej.
- Ośmieszam się? Ja się ośmieszam? – Na policzki Rona wypłynęła czerwień. – Słuchaj, Hermiono, nie wiesz o co w tym wszystkim chodzi…
- Ależ oczywiście, w końcu kupowanie stringów to czynność którą można by zinterpretować na wiele różnych sposobów…
Pansy wydała z siebie ciche prychnięcie.
- Ktoś tu jest chyba zazdrosny – stwierdziła.
Harry, który w tym momencie dotarł na miejsce gryfońsko-ślizgońskiego starcia wraz z Draco i depczącym im po piętach Blaisem, zrozumiał, że lada moment poleje się krew, a zamek zadrży w posadach. Złośliwy uśmieszek Pansy świadczył o tym, że dziewczyna nie zamierza odpuścić możliwości podrażnienia Hermiony. Ta z kolei wyglądała, jakby z uszu miała jej buchnąć para.
- Dziewczyny, ej, spokojnie… - zaczął łagodzić sytuację.
Naturalnie nikt go nie posłuchał. W ogóle nikt go chyba nawet nie usłyszał.
- Zazdrosna? Hermiona? – zdumiał się niebotycznie Ron. I nagle wyraz osłupienia na jego obliczu zaczął powoli przeradzać się w głęboki namysł. Spojrzał na Hermionę, której wargi zaciśnięte były w cieniutką kreskę i wymamrotał: - Zaraz, ty…? Ty miałabyś być…?
- Nie! I wybij to sobie z głowy! – warknęła Hermiona.
- Ale ty jesteś zazdrosna! – Nagle olśniło Rona.
Pansy uśmiechnęła się szelmowsko i poufałym gestem poklepała Rona po ramieniu.
- Wystarczy, przestańcie, zaraz się naprawdę pokłócicie… - zaczął Harry i w tym samym momencie pierwsze zaklęcie świsnęła mu koło ucha. Odskoczył, odruchowo wyciągając różdżkę, ale Draco jednym szarpnięciem odciągnął go na bok, niemal wbijając przy tym w ścianę.
Pierwsze zaklęcie Hermiony było niecelne, drugie zostało zgrabnie odparowane przez Pansy. Ron jak osłupiały stał pomiędzy obiema dziewczynami, wyciągając bezradnie ręce i próbując uspokoić sytuację, co poskutkowało tym, że dostał rykoszetem i rozpłaszczył się na posadzce.
- Puszczaj! – szarpnął się Harry, ale chwyt Draco był nadspodziewanie silny. – Przecież one się pozabijają!
- Nie wygłupiaj się, toż to iskierki…
Jedna z „iskierek” odłupała właśnie palec jednemu z posągów.
- No dobra – zgodził się Draco. – Może i rzeczywiście trochę je poniosło. Uspokoję je, zanim zlecą się nauczyciele…
Wyjął różdżkę, najwyraźniej zamierzając odbijać zaklęcia rzucane przez siebie w dwie rozwścieczone dziewczyny. Niestety, pierwsze zaklęcie zostało odbite tak celnie, że uderzyło o ścianę i trafiło prosto w Pansy. Rozległ się przeraźliwy krzyk, gdy Ślizgonka wyleciała w powietrze i upadla ciężko na posadzkę kilka metrów dalej.
- Pansy! – zawołali chórem Blaise i Ron.
- O cholera! – zaklął Draco i wraz z Draco i pozostałą dwójką rzucili się ku leżącej nieruchomo Pansy.
- Nic ci nie jest? – Ron odepchnął Blaise’a i pochylił się nad leżącą dziewczyną. Ku ogromnej uldze wszystkich Ślizgonka otworzyła oczy i skrzywiła się lekko.
- Nie drzyjcie mi się do ucha – warknęła. – I pomóżcie się podnieść.
Harry odwrócił się. Hermiona stała na środku korytarza z opuszczoną rózdżką, a na jej twarzy malowała się ogromna ulga i poczucie winy.
- Przepraszam – jeknęła, gdy Harry do niej podszedł i niezdarnie poklepał ją po ramieniu. – Nie powinnam była… mogłam jej zrobić krzywdę…
- Nic jej nie jest – pocieszył ją Harry. – Poza tym to wmieszanie się Draco bardziej zaszkodziło Pansy niż twoje ataki, które ona odpierała. Ej, Hermiono… - zniżył głos. – Nie wiem o co tu chodzi, ale jestem pewny, że Ron nie interesuje się Pansy.
- Naprawdę? Skąd wiesz? – spytała szybko Hermiona i równie szybko dodała: - Nie, aby miało mnie to obchodzić…
- Po prostu wiem. Znam Rona, to mój najlepszy kumpel i wiedziałbym, gdyby coś…
W tym momencie Pansy przeszła obok nich, krzywiąc się i pocierając ramię, które najwyraźniej trochę ucierpiało po upadku. Za nią szedł Ron z wielce zmieszaną miną. Już miał minął Harry’ego i Hermionę bez słowa, gdy Hermiona wyciągnęła rękę, chwyciła go za łokieć i wymamrotała:
- Ron, nie chciałam… Głupio wyszło…
Ron skinął głową.
- Spoko, nic jej nie będzie. Ale na wszelki wypadek spróbuję ją namówić na wizytę w skrzydle szpitalnym.
Nie wydawał się być zirytowany.


- Nie pójdę do skrzydła szpitalnego – upierała się Pansy, idąc korytarzem ze wściekłą miną. – Ale tej kudłatej wronie odpłacę, oj, odpłacę…
- Nie bądź śmieszna – zdenerwował się Ron. – Cały czas masujesz sobie ramię i kark. Może naciągnęłaś sobie jakiś mięsień.
- Nic mi nie będzie, to chyba tylko zadrapanie.
- Skaleczyłaś się? Trzeba to będzie zdezynfekować.
- Nie pójdę do…
- Słyszałem sto razy – przerwał Ron. – Mam u siebie w kufrze środek dezynfekujący łagodne skaleczenia. Pokaż no jak to wygląda.
Pansy posłusznie i o dziwo bez protestów pochyliła głowę w bok, odsłaniając kawałek szyi. Ron pochylił się nad nią, stwierdzając, że nie ma na niej żadnego śladu zadrapania. Już miał odsunął skrawek kołnierzyka bluzki Pansy, kiedy nagle zdał sobie sprawę z tego, że jest wyjątkowo blisko niej, jej szyi i skóry. Dostrzegał teraz wyraźnie, jak bardzo jasna jest jej skóra, dostrzegał błękitną, pulsującą w przyspieszonym rytmie żyłkę. Dostrzegł nawet kilka jasnych, niemal niewidocznych piegów na jej nosie – tak, podniósł na moment wzrok i jego twarz znalazła się blisko jej twarzy. Na Merlina, ileż ona miała piegów! Na nosie, policzkach, i ten mały pieprzyk tuż przy ustach.
Bardzo ładnie wykrojonych, pełnych ustach…
Zoe Offline

Avatar użytkownika
Zua Kobieta
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 lis 2010, o 23:51

Postprzez Miss Black » 31 sty 2012, o 16:50

No dobra, krótko acz treściwie, więc nie ma co narzekać. :) Szczególnie podobała mi się sama końcówka, gdy Ron, och, biedny niczego nieświadomy Ron, powoli, ale nieuchronnie daje się złapać w sidła Pansy. Cudnie to opisałaś: drobiazg, po drobiazgu! Aev! Ty piszesz następny odcinek. I jesteś fanką tego paringu, prawda? Powiedz, że jesteś! Jak ktoś im teraz przerwie, to... to, to będzie bardzo przykre.
I cieszę, że jednak okazało się, że Ron był nieświadomy zainteresowania Hermiony. :) Jak to było w kanonie? Mi się zdaje, że ten głupek to sam siebie rozgryzł dopiero w szóstym tomie.
No nic, czekam na kolejny odcinek! :)
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Voldemortist » 1 lut 2012, o 21:32

Co za drań z tego Pottera! Tak kłamać biednej Hermionie. "Ron nie interesuje się Pansy", też coś. Przecież oni, jak już zaczną się dogadywać, są tak oczywistą parą, jak Harry i Draco. Co widać wyraźnie w ostatniej scenie. Mam nadzieję, że następna autorka poprowadzi dalej ich wątek, i że w końcu będą razem. Hermiona odkryję wielką miłość do, powiedzmy, Zachariasza i wszystko będzie dobrze. Oczywiście jeszcze w międzyczasie nasi chłopcy muszą w końcu odkryć, że nieskończenie się nawzajem pragną, ale to nie będzie zbyt trudne do zrobienia. No, to ja myślę, że fetę można już spokojnie kończyć. :lol2:
Pozwolę sobie wstawić jeden cytat.
zaczął Harry i w tym samym momencie pierwsze zaklęcie świsnęła mu koło ucha. Odskoczył, odruchowo wyciągając różdżkę, ale Draco jednym szarpnięciem odciągnął go na bok, niemal wbijając przy tym w ścianę.

Jakie to było urocze! Harry już zamierzał się przyłączyć do walki, ale przecież Draco nie mógł pozwolić swojemu, jeszcze niedoszłemu, chłopakowi narażać się na niebezpieczeństwo, więc od razu go stamtąd odciągnął. Rzucając nim na ścianę, co też jest bardzo... interesującym elementem jego działania. Myślicie, że Draco ma jakieś niespełnione marzenia, które dotyczą Harry'ego przygwożdżonego do... Ekhem, tak, to było głupie pytanie. Oczywiście, że ma. 8-)
Dobra, jeszcze tylko wytknę dwa błędy, które zauważyłam i lecę się uczyć. (Taaa, nie ma to jak samemu się oszukiwać... :whistle: )
Rozległ się przeraźliwy krzyk, gdy Ślizgonka wyleciała w powietrze i upadla ciężko na posadzkę kilka metrów dalej.

"upadła" zamiast "upadla"
- O cholera! – zaklął Draco i wraz z Draco i pozostałą dwójką rzucili się ku leżącej nieruchomo Pansy.

Ja wiem, że w naszych Zawijankach nie ma problemu, gdy Draco z Draco coś robią, ale coś mi się wydaje, że tutaj nie taki był Twój zamiar, droga Zoe. :P
Adieu!
"Krawiec, jeden z pierwszych krawców, Polak, wysilił się i prawdziwie zadziwiającym sposobem jestem zgrabny - ale te trzewiki, te mnie zabijają, a bez nich ani się pokazać."
~Juliusz Słowacki
Voldemortist Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 440
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:56
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez MargotX » 1 lut 2012, o 21:56

Rzeczywiście krótko ;) ale nie ma co narzekać, bo dałaś świetny grunt pod kolejne odcinki, a szczególnie rozwinięcie wątku Rona i Pansy i kontrakcji Hermiony :D Że nie wspomnę o głównej osnowie całości, czyli DRARRY drogie panie następczynie, drarry czas zacząć :whistle:
Nie wiem dlaczego tak mam, ale ja najbardziej lubię Rona z Pansy, jakoś mi bardziej pasuje niż z Hermioną. Z Pansy ma w sumie jakby więcej wspólnego, tworzy jakąś energetyzującą parę, dla Hermiony zawsze pozostaje tylko cieniem, podnóżkiem, traci na jej tle nawet te szczątki inteligencji i rozsądku, które posiada. Więc tu naprawdę bardzo bardzo mi się podoba delikatne przyspieszenie rozwoju relacji ze Ślizgonką, a Hermi, no cóż, niech sobie idzie pospiskować, z Ginny na przykład, jak pomóc Harry'emu i Draco pchnąć ich relacje na właściwe tory :D

Dziękuję i dzielnie czekam na kolejną część :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Aevenien » 4 lut 2012, o 23:20

Nigdy jeszcze nie miałam takich problemów z napisaniem czegokolwiek. Ka, Order Złotej Macki dla Ciebie za cierpliwość, wsparcie i w ogóle za wszystko :serce:
Mam nadzieję, że jakoś przeżyjecie ;)



Odcinek piętnasty, w którym kilka rzeczy potoczy się zupełnie inaczej, ale jednak w dobrym kierunku



— Weasley — warknęła Pansy. — Jeśli już musisz się gapić, to przynajmniej mógłbyś się gapić w odpowiednie miejsce. Boli mnie ramię i szyja, nie usta!
Tak, co do tego nie było wątpliwości, pomyślał Ron, krzywiąc się lekko na ostry ton Ślizgonki. Posłusznie przeniósł wzrok nieco niżej i wcale nie zatrzymał się chwilę na dekolcie bluzki… Szyja i ramię, tak.
— No i? — spytała zniecierpliwiona dziewczyna, przechylając głowę, żeby przyjrzeć się lepiej zabarwiającej się na fioletowo skórze.
— Em. — Ron niepewnie wyciągnął dłoń, dotykając delikatnie stłuczonej ręki.
Pansy syknęła cicho, a Ron cofną rękę jak oparzony.
— Środek dezynfekujący, tak, potrzebujesz środka dezynfekującego — wykrztusił z wzrokiem utkwionym w podłodze.
— Dziwne — stwierdziła Pansy. — Jakoś nie widzę tu nic do dezynfekowania. To zwykły siniak.
Ron odzyskał trochę pewności siebie, widocznie niepatrzenie na szyję Pansy (lub inne części jej ciała) okazało się zbawienne dla jego procesu myślowego.
— Ostrożności nigdy za wiele — stwierdził z nieznaną sobie stanowczością. — Nie wiadomo, co wcześniej leżało na tej podłodze. Na pewno była tam masa okropnych zarazków.
— Czego? — spytała zdumiona Pansy.
— Zarazków — powtórzył Ron, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Ale tak naprawdę sam nie do końca wiedział, czym były te zarazki. Hermiona kiedyś coś o tym mówiła, ale wspominanie teraz jej imienia nie wydawało mu się najlepszym pomysłem.
— Zmieniłam zdanie — oświadczyła Pansy po chwili zastanowienie. — Nawet nie chcę wiedzieć, co to jest. Daj mi ten cholerny środek dezynfekujący i już.
— Oczywiście — uśmiechnął się Ron. — A co do tego Miodowego Królestwa…
Pansy po raz kolejny posłała mu pełne zdumienia spojrzenie.
— O ile się nie mylę Potter nie zginął w naszym dormitorium okrutną śmiercią, jestem wręcz przekonana, że widziałam go pięć minut temu całego i zdrowego.
— Eee, no tak, rzeczywiście, myślę jednak, że z uwagi na nieprzyjemności, jakich doznałaś należy ci się jakaś… rekompensata.
Pansy spojrzała na niego z dziwnym wyrazem twarzy.
— Nie chciałbym mieć żadnego długu u Ślizgonki — dodał Ron.
— Niech będzie — zgodziła się Pansy niechętnie, zastanawiając się, czy przypadkiem nie uderzyła się też w głowę.
— Wspaniale — rozpromienił się Ron.
Pansy zaczęła podejrzewać, że nie tylko musiała się uderzyć w głowę, ale musiała to zrobić całkiem mocno, bo właśnie uśmiechnęła się do Weasleya. I bynajmniej nie złośliwie.

***

Harry patrzył za znikającą za rogiem Hermioną, próbując zrozumieć wszystko, co właśnie się przed chwilą wydarzyło. Ron poszedł za Pansy, za Pansy, nie za Hermioną, czemu za nią poszedł?
Czyżby jego własne problemy pochłonęły go do tego stopnia, że nie zauważył czegoś takiego? Przecież jeszcze przed chwilą zapewniał Hermionę, że Ron absolutnie nie jest zainteresowany Ślizgonką. Niedobrze.
Nie miał jednak czasu więcej się nad tym zastanawiać, musiał dogonić Hermionę. Nawet nie usłyszał słów Draco.

***

— Chyba sobie… — Draco urwał, widząc, że Potter nie zwrócił na niego uwagi i ruszył śladami Granger — … żartujesz — dokończył cicho.
To nie miało tak być. Potter miał odpowiedzieć na pytania, a Draco miał go wyśmiać i nazbierać materiału na szantaże, który starczyłyby mu na kolejne kilka lat. Potter nie miał paść nieprzytomny na jego łóżku i z pewnością Draco nie miał się o niego martwić. Później było trochę lepiej, chociaż Draco tak naprawdę wcale nie był pewny, czy chciał w tej chwili tego trzeciego życzenia. A raczej czy chciał dostać je w taki sposób. Co nie zmieniało faktu, że Blaise nie miał im przeszkodzić, Granger i Pansy nie miały się bić o Wealseya (co według Draco było jedną wielką oznaką tego, że świat wywrócił się do góry nogami), a Potter na pewno nie miał zniknąć bez słowa, zostawiając go na lodzie. Po raz kolejny.
— Potter ma niesamowitego farta, prawda? — rzucił Zabini konwersacyjnym tonem.
— Co ty nie powiesz — syknął Draco przez zęby.
— Czy to znaczy, że dasz sobie z nim spokój czy wręcz odwrotnie?
— A jak myślisz? — Draco spojrzał na niego z charakterystycznym uśmieszkiem.
— Cóż, nie chciałbym być teraz w skórze Pottera — odparł Blaise, wzdychając teatralnie, choć w głębi duchu wcale nie miałby nic przeciwko temu.
— Potrzebuję nowego planu — mruknął Draco pod nosem i ruszył do lochów. Blaise poszedł za nim, układając w myślach, co powie reszcie Ślizgonów o całej aferze, której przed chwilą byli świadkami. Dodał tu i ówdzie kilka zaklęć, trochę iskier, mały rozlew krwi i opowieść od razu nabrała koloru. Jego przyjaciele będą zachwyceni.

***

— Hermiono? — zawołał Harry, rozglądając się dookoła. Zauważył uchylone drzwi jednej z klas i ruszył w ich kierunku.
— Harry. — Hermiona podniosła głowę na jego widok, ale, o dziwo, na jej twarzy nie widać było żadnych oznak płaczu.
Harry odetchnął z ulgą.
— Wszystko w porządku?
— Nie wiem, co się ze mną stało — wyrzuciła z siebie Hermiona.
— Eee, byłaś zazdrosna? — wydukał Harry. — Każdemu może się zdarzyć — pocieszył ją nieco niezdarnie.
— Problem w tym, Harry, że byłam zazdrosna, ale nie o Rona, tylko o Parkinson.
Harry spojrzał na nią dziwnie.
— Em, to znaczy?
— Chyba przyzwyczaiłam się do tego, że Ron zawsze jest obok mnie i nie zwraca uwagi na inne dziewczyny. A teraz, kiedy zainteresował się Parkinson i to z wzajemnością, z tego co widzę… Merlinie, jaka jestem głupia — prychnęła Hermiona, najwyraźniej zdegustowana swoim zachowaniem.
Harry troszkę nie nadążał za rozwojem sytuacji.
— Nie martw się? — spróbował, podchodząc do przyjaciółki i obejmując ją lekko.
— Nie dość, że wszyscy myślą, że jestem zazdrosną wariatką, to jeszcze Ron na pewno jest wściekły.
— E tam — Harry machną ręką. — Szybko o tym zapomną, a Malfoy z pewnością dostarczy im nowych tematów do plotek. — Harry umilkł gwałtownie, kiedy zdał sobie sprawę, że to, co właśnie powiedział w ramach żartu, który miał pocieszyć Hermionę, może okazać się prawdą i to o wiele szybciej niż by chciał.
— Dzięki, Harry — powiedziała Hermiona z lekką ironią, ale najwidoczniej ochłonęła już trochę, bo zaraz zaczęła cicho chichotać.
— Wyobrażasz sobie ich razem? Ron ze Ślizgonką? Owinie go sobie dookoła palca zanim zdąży to zauważyć.
Harry już chciał jej przytaknąć, ale uświadomił sobie, że on sam dał się nieźle omotać pewnemu Ślizgonowi. I w tym momencie dotarło do niego, że zostawienie Draco na środku korytarza po tym wszystkim, co zaszło w jego dormitorium nie było najlepszym pomysłem. Draco z pewnością zgodziłby się z nim w tej kwestii. A to oznaczało, że Harry miał jeszcze bardziej przechlapane.
— Hermiono — jęknął. — Chyba potrzebuję twojej pomocy.

***

Bliźniacy poczekali, aż ucichną kroki oddalających się Ślizgonów i wyszli z ukrycia. O ile chowanie się za drzwiami pustej klasy można było nazwać ukrywaniem się.
— Mój drogi, czy nie uważasz, że…
— …za naszych czasów….
— …było tu nieco spokojniej?
— Dokładnie! — powiedzieli jednocześnie, wspominając swoje szkolne lata z nutką nostalgii. Owszem, ich szósty rok miał swoje momenty, ale z pewnością brakowało im tej międzydomowej nutki intryg i romansu.
— Ale absolutnie nie oznacza to…
—… że nie może być jeszcze bardziej niespokojnie — wyszczerzył się Fred.

***

Draco zaszył się w kącie pokoju wspólnego Ślizgonów. Dokładnie na tym fotelu, który cieszył się nie najlepszą sławą. Nie zdążył jednak dobrze się zamyślić, bo w pokoju pojawiła się Pansy z dosyć nietypowym wyrazem twarzy. Coś pomiędzy zadowoleniem a przerażeniem? Draco na chwilę zapomniał o swoich problemach.
Pansy od razu skierowała się w jego stronę, usadawiając się na kanapie obok.
— Jak tam randka z Weasleyem? — rzucił Draco obojętnym tonem.
Pansy przewróciła tylko oczami.
— Powiedz lepiej jak tam twój romans z Potterem. Słyszałam, że Blaise zastał was w jednoznacznej sytuacji.
Draco wzruszył ramionami. Sam już nie wiedział, czy żałował, że im przerwano, czy się z tego cieszył. Oczywiście nie miał zamiaru dać tego po sobie poznać.
— Taa, gdyby nie wasza spektakularna kłótnia o Weasleya, byłbym teraz o wiele bardziej zadowolony.
— Tak myślisz? Po tym, jak Potter uciekłby przy pierwszej okazji?
Draco zmarszczył brwi.
— Niby czemu miałby uciekać?
— Oj Draco, widziałam jego minę. Wyglądał jakby właśnie odroczono mu wizytę na szafocie. I jakoś wątpię, żeby wzbudzenie w nim takich uczuć było twoim celem.
Draco prychnął z oburzeniem, ale wyszło mu to trochę sztucznie.
— Słonko, przede mną nie musisz udawać. Przyznaj, bardziej zależy ci na Potterze niż na tych całych zadaniach, nie mówiąc już o Sekrecie. Mam rację?
— A jeśli hipotetycznie założylibyśmy, że masz, to…?
— To musisz zmienić strategię, mój drogi.
— A dokładniej?
— Zaskocz go. Nie strasz, nie szantażuj, zaproponuj coś innego, coś bardziej zbliżonego do…
— Randki? — spytał Draco z rozbawieniem, w którym kryła się jednak nutka niepewności.
— Skoro ja mogłam się umówić z Wealseyem i świat się nie zawalił… — Pansy uśmiechnęła się do niego ciepło. — Uwierz mi, nie pożałujesz tego.


A w następnym odcinku…
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Michiru » 4 lut 2012, o 23:41

Aev, moja droga, kompletnie nie mam pojęcia, o co ty się tak martwiłaś :) Bardzo piękny odcinek ci wyszedł. Wyjątkowo spokojny, jak na moje oko, bardzo ciepły i taki... no... czuły. Kocham ten fragment:
Aevenien napisał(a):— Słonko, przede mną nie musisz udawać. Przyznaj, bardziej zależy ci na Potterze niż na tych całych zadaniach, nie mówiąc już o Sekrecie. Mam rację?
— A jeśli hipotetycznie założylibyśmy, że masz, to…?


Draco jest czasami taki nieporadny, no naprawdę ;) Ale perspektywa randki - PRAWDZIWEJ randki w jego wykonaniu zapowiada się baaardzo intrygująco. Jestem strasznie ciekawa, co takiego wykombinuje nasz Ślizgon w ramach tego randkowania z przedstawicielem chodzącej gryfońskości.

Poza tym bardzo ładnie wyszła ci scena z Pansy i Ronem. Tak, wiem, że oni muszą być razem, ale jakoś ciężko szło mi wyobrażanie sobie, jak by to miało konkretnie wyglądać. A ty napisałaś to w taki sposób, że wszystko wydaje się bardziej niż naturalne. Bardzo podoba mi się twoja wizja Pansy. Złośliwej Ślizgonki, ale takiej, która jednak jest w stanie przyznać się do swoich uczuć i okazać ciepło i czułość, nawet Gryfonowi. Nawet Weasleyowi! Taka jej postawa przyciąga mnie i sprawia, że mam ochotę się uśmiechnąć, gdy Pansy wkracza na scenę. A dodam, że zazwyczaj, kiedy o niej czytam, mam ochotę kogoś skrzywdzić, i to boleśnie. Tak, twoja Pansy jest genialna. Twoja Pansy = moja Pansy, nie ma co ;)

I jeszcze jedno zdanko:
Aevenien napisał(a):— Chyba sobie… — Draco urwał, widząc, że Potter nie zwrócił na niego uwagi i ruszył śladami Granger. — … żartujesz — dokończył cicho.

Tak mi się żal zrobiło Draco przy tym fragmencie. Głupi Potter, tak zostawić chłopaka w momencie, kiedy powinien zwrócić w końcu na niego uwagę i zobaczyć, co się tam kryje pod maską złośliwości. Nie popisał się inteligencją, stanowczo (po raz kolejny...). Mam nadzieję, że dotrze do niego, że Draco też ma uczucia, i liczę na to, że Draco sam też mu to będzie w stanie pokazać. Oczywiście że życzę im all the best :serce:
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Postprzez MargotX » 4 lut 2012, o 23:53

Ekhm, tak w ogóle, to ja chciałam zauważyć, że do końca fety zostały już tylko cztery odsłony :whistle: a Wy, szanowne autorki, kluczycie coraz bardziej wokół głównego tematu i drarry jak nie ma tak nie ma ;) Akame, jedyna nadzieja w Tobie, że przynajmniej na koniec dasz nam jakąś wisienkę na torcie :poklon: :D

No, ale ad rem: Pomijając powyższy zarzut czyli skandaliczne unikanie pogłębienia relacji naszych chłopców, bardzo mi się podoba poprowadzenie wątku Pansy - Ron. Lekko, dowcipnie, ciepło, bardzo fajnie to ujęłaś Aev ;) I cieszę się, że Hermiona bardziej jest zazdrosna o stałą obecność Rona w jej życiu niż o niego jako osobę. Przynajmniej chłopak ma szansę powalczyć o Ślizgonkę bez obawy, że zostanie potraktowany jakąś wyjątkowo nieprzyjemną klątwą przez wściekłą Granger :D
— Taa, gdyby nie wasza spektakularna kłótnia o Weasleya, byłbym teraz o wiele bardziej zadowolony.
— Tak myślisz? Po tym, jak Potter uciekłby przy pierwszej okazji?

:lol2: Jednak Pansy chyba lepiej zna mentalność Harry'ego niż Draco, chyba powinien pobrać u niej jakieś korepetycje w temacie postępowania z nim :hahaha:
A Blaise, przy całej mojej sympatii do niego, niech lepiej za bardzo nie próbuje wejść w skórę Harry'ego, bliźniacy śledzą sytuację, jeszcze mogłoby mu to zaszkodzić :devil:

Krótko, ale naprawdę fajnie to wyszło. I czym Ty się martwiłaś kobieto?! Dzięki, Aev :D Pozdrawiam.
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez byarenlight » 5 lut 2012, o 13:00

Zdaje się, że jeszcze nie komentowałam tej fety, chociaż czytam, czytam, no ale... Jakoś tak... Aev, nieświadomie zmusiłaś mnie do komentarza, pisząc:
— Problem w tym, Harry, że byłam zazdrosna, ale nie o Rona, tylko o Parkinson.

Ty wiesz, co się z moim wnętrzem stało? Coś we mnie krzyknęło radośnie: FEMMESLASH! Ale się zaraz opamiętałam xD Teraz chodzi mi po głowie pairing Pansy/Hermiona. To właściwie taki odpowiednik Draco/Harry, czyż nie? Zaczęłam nawet to pisać, ale usunęłam, bo coś cienko szło. Niemniej, Aev, możesz się uważać za muzę XD
I też nie wiem, czego marudziłaś! Dobrze Ci poszło z tym odcinkiem.
— Chyba sobie… — Draco urwał, widząc, że Potter nie zwrócił na niego uwagi i ruszył śladami Granger. — … żartujesz — dokończył cicho.

Też jakoś tak żal mi się Dracona zrobiło :P Ale w sumie... Dobrze mu tak xD A co.
I biedny, zazdrosny Blaise... I bliźniacy! (Mój komentarz jest bardzo składny, tak, wiem xD) Lubię, kiedy wkraczają do akcji. Zwłaszcza lubię, kiedy obaj są jeszcze żywi xD I lubię Twojego Draco.
- Ty byłaś kiedyś nastolatką. Powiedz, jak mam sobie poradzić z Astor?
- Spróbuj z nią porozmawiać.
- Kiedy ostatnio próbowałem, powiedziała, że mnie nienawidzi i przeniosła się do Orlando.
- To teraz masz drugą szansę. Podziel się z nią czymś... Co robiłeś w jej wieku...
- Zabiłem psa sąsiadów.
- Tego lepiej jej nie mów.
byarenlight Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 9 sie 2011, o 20:07
Lokalizacja: względna

Postprzez Aevenien » 5 lut 2012, o 13:28

byarenlight napisał(a):
— Problem w tym, Harry, że byłam zazdrosna, ale nie o Rona, tylko o Parkinson.

Ty wiesz, co się z moim wnętrzem stało? Coś we mnie krzyknęło radośnie: FEMMESLASH! Ale się zaraz opamiętałam xD Teraz chodzi mi po głowie pairing Pansy/Hermiona. To właściwie taki odpowiednik Draco/Harry, czyż nie? Zaczęłam nawet to pisać, ale usunęłam, bo coś cienko szło. Niemniej, Aev, możesz się uważać za muzę XD

Hehe, to specjalnie było ;) Muzą mogę być, ale wolałabym taką drarrową jednak ;)

I w ogóle dzięki wielkie za komentarze! :serce:
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Miss Black » 5 lut 2012, o 14:29

Wowwiiiii. :? Serio? Pansy, która bez tortur przyznaje, że była na randce z Ronem? I jeszcze mówi, że świat się od tego nie zawalił! Jestem pod wrażeniem, przyznaję, i bardzo mi się podoba kierunek, w którym to wszytko zmierza. Hermiona zdaje się akceptować swoją porażkę, Harry'emu najwyraźniej zależy skoro prosi ją o pomoc, a Draco, dzięki Ci Merlinie za Pansy Parkinson, wreszcie idzie po rozum do głowy. Aev, bardzo żałuję, że ten odcinek nie jest dłuższy! Bo choć nie ma w nim tyle humoru, co w ostatnim, który pisałaś, to wreszcie wszystko zaczyna się wiązać, a już najwyższy czas na to. :)
Edit: A myślałam, że to wina wina! Czyli Pansy/Hermiona były tam specjalnie? :? Straszna wizja. Tzn. one obydwie są przebiegłe i wtrącające się nie w swoje sprawy, zwłaszcza Hermiona. Wyobraźcie sobie je współpracujące razem! Draco i Harry mieli by przerąbane, podobnie jak reszta otoczenia. Ej! To naprawdę jest niezły pomysł. Tyle że nie za bardzo jest jak to teraz zrobić. Buuuu
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Voldemortist » 5 lut 2012, o 17:40

Aev, uroczy rozdzialik. Niby każda scenka całkiem krótka, ale udało Ci się w nich zawrzeć wszystko to, co trzeba było.
Przede wszystkim dziękuję za poprowadzenie dalej akcji z Ronem i Pansy, bo naprawdę nie mogłam sobie wyobrazić, żeby ta feta skończyła się tak, że on nadal jest z Hermioną (zaczyna być z Hermioną?). A tak, złożyłaś wszystko zgrabnie do kupy i wszystko skończyło się pięknie umówieniem na następną randkę. Ach, aż jestem dumna z Rona, że odważył się ją zaprosić.
Faktycznie trochę tu mało było drarry, ale i tak trochę popchnęłaś ich związek do przodu, więc nie jest tak źle. Miejmy tylko nadzieję, że Draco posłucha Pansy i przestanie zachowywać się jak dupek, tylko dlatego, że uważa, że tego od niego wymagają. Chociaż faktycznie te cztery pozostałe już rozdziały to mało... Będziecie sobie musiały jakoś z tym poradzić, dziewczyny. Może trochę dłuższe rozdziały? ;)
Wstawiam jeden wyłapany błąd:
— Cóż, nie chciałbym być teraz w skórze Pottera — odparł Blaise, wzdychając teatralnie, choć w głębi duchu wcale nie miałby nic przeciwko temu.

"ducha", nie "duchu"
Well, then. Kończę i chyba wracam do postudniówkowego spania. :P
"Krawiec, jeden z pierwszych krawców, Polak, wysilił się i prawdziwie zadziwiającym sposobem jestem zgrabny - ale te trzewiki, te mnie zabijają, a bez nich ani się pokazać."
~Juliusz Słowacki
Voldemortist Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 440
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:56
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Nerejda » 8 lut 2012, o 17:13

Odcinek szesnasty, w którym okazuje się, że nie taki kretyn jak go malują i w którym nie ma gorącego romansu, choć być powinien

Większość ludzi — och, jakże pochopnie — zapominała o istnieniu kogoś takiego jak Teodor Nott. Cóż, należało przyznać, że to nie była do końca ich wina — Teo, jak przystało na prawdziwego Ślizgona z dziada pradziada, najlepiej czuł się w najciemniejszych i najmniej dostępnych lochach, skąd mógł bezpiecznie obserwować otoczenie. A było co oglądać… podczas tegorocznej przerwy świątecznej w Hogwarcie działo się wiele, napływające zewsząd informacje ogłupiłyby całkowicie kogoś mniej inteligentnego niż on. Na szczęście Teodor Nott poradziłby sobie w każdej sytuacji… a pałętające się po całym zamku podpowiedzi na pewno w tym nie zaszkodziły, wręcz przeciwnie — pomagały ogarnąć chaos. Teo już dawno domyślił się, kto stał za niespodziewaną podmianą prezentów, co, prawdę mówiąc, nie stanowiło żadnego wyzwania — w końcu już dawno temu dowiedziono, że Albus Dumbledore był szaleńcem. Któż inny pozwoliłby sobie pokazać się w towarzystwie ubrany w pretensjonalne, jaskrawe szaty? W zaciszu własnych komnat, owszem, można, ale tak publicznie? Tak bezczelnie?
Teodor odgonił przerażające wspomnienie z ostatniej uczty, na której dyrektor tak szacownej placówki, jaką miał być Hogwart, wystąpił w musztardowo—różowym czymś, co nawet nie przypominało odświętnej szaty, nosząc na głowie wyśpiewującą kolędy tiarę. Nie trzeba być geniuszem, żeby stwierdzić, że walka z czarnoksiężnikami nieźle poprzestawiała w łepetynie staruszkowi. Wbrew pozorom Teo nie miał nic przeciwko szaleńcom — stanowili naturalne środowisko dla każdego rozsądnie ambitnego człowieka, ale jakieś granice musiały być. Gdzieś.
Ot, chociażby Grindelwald bawiący się w flirtującą odmianę kotka i myszki z Dumbledorem to już gruba przesada. Teodor rozumiał, że unosząca się w powietrzu magiczna atmosfera świąt w mniejszym lub większym stopniu działała na wszystkich, ale, niech to kogut bazyliszka kopnie, gdzie tu logika, jaki sens? Najstraszniejszy czarnoksiężnik (zaraz po Sami—Wiecie—Kim) tego stulecia przemykający się po korytarza, podmacujący przypadkowych uczniów i starający się prezentować niepozornie w damskich łaszkach, które nadawały mu wygląd podstarzałego transwestyty dopingującego się nielegalnymi eliksirami… Teodor wzdrygnął się na samo wspomnienie spotkania w sowiarni. Napotkanie takiego indywidua stanowiło prawdziwą traumę dla psychiki normalnego Ślizgona, niszcząc wszelkie nadzieje na opanowanie świata. Jak tak kończyli ambitni i żądni władzy, to Teo już wolał skupić swe wysiłki na czymś mniej absurdalnym niż władanie wszystkimi czarodziejami w Anglii. Po zastanowieniu stwierdzał, że w zupełności wystarczy mu coś skromniejszego — władza nad jedną, no może kilkoma osobami… a w szczególności nad jedną, która sama się podłożyła się swoją nieuwagą, zostawiając w sypialni niestrzeżone źródło szantażu.
Z szatańskim uśmiechem Teodor sięgnął po leżący na łóżku Draco pergamin, uprzednio sprawdzając, czy nie jest chroniony jakąś paskudną klątwą. Szybko przeskanował wzrokiem drobne pismo, z każdą sekundą rozpromieniając się coraz bardziej. A więc to tak… doskonale, idealnie!
Teodor Nott był Ślizgonem do szpiku kości — takiej okazji nie mógł zmarnować. Wykorzysta ją do ostatniej kropli, wydusi z niej wszystko, przeżuje i jeszcze raz skorzysta. I wszystko w ramach solidarności domowej.
Niech żyje integracja!
xxx

Draco Malfoy nie był typem, który brał zdanie innych pod uwagę. Przecież zazwyczaj to on miał rację… ale w życiu każdego (prawie) porządnego człowieka zdarzają się takie chwile, gdy należy usiąść i zastanowić się głęboko, czego tak naprawdę chce. A teraz chciał czegoś najbardziej na świecie — bardziej niż smoka, którego wymarzył sobie na szóste, siódme, ósme i dziewiąte urodziny, bardziej niż tych skórzanych spodni, które kupił mu Potter, bardziej nawet niż najnowszego modelu Błyskawicy. Pytanie Pansy uświadomiło mu coś, czego dotychczas nie chciał widzieć — że przez cały ten czas próbował przywiązać do siebie Harry’ego. „Sekret” nie był ważny, to tylko głupia książka, którą mógł zamówić (właściwie, czemu jeszcze tego nie zrobił?) w księgarni, ale, Salazarze, widok Gryfona w swoim łóżku, w łóżku Draco Malfoya, jakby to było miejsce, gdzie Harry należał, oszałamiał. Na samo wspomnienie coś ściskało go w piersiach. Te dzikie, nieujarzmione włosy, ślizgońsko zielone oczy i płonąca za nimi pasja — to wszystko może należeć do niego, jeśli tylko odpowiednio się postara. Wewnętrzne wiwisekcje nie leżały w naturze Draco, ale, gdy w końcu coś do niego docierało, nie wahał się po to sięgnąć.
xxx

Poranki w Hogwarcie zawsze były leniwe i spokojne. Niemrawi uczniowie powoli budzili się do życia, opieszałym krokiem zmierzając do Wielkiej Sali na śniadanie. Tym razem nie było inaczej. Po emocjonujących wydarzeniach poprzedniego wieczoru unosił się tylko delikatny odór niesnasek. Hermiona i Ron zgodnie udawali, że nic wielkiego się nie stało, ale siedzący między nimi Harry tylko czekał na wybuch. Napięcie wisiało w powietrzu, odstraszając młodszych studentów, którzy cichutko przysiedli na skraju stołu i w zastraszającym tempie pożerali jedzenie, byle jak najszybciej wydostać się z pola rażenia. Gniew prefektów był nieubłagany i nie znał litości — o tym już każdy z nich zdążył się przekonać. Gryfoni słynęli z lekkomyślności i odwagi w obliczu wroga, ale dobrowolne narażenie się na karzącą rękę Granger byłoby po prostu idiotyzmem roku.
Na szczęście poranek minął bez większych zgrzytów i Harry mógł w spokoju delektować się kiełbaskami. Hermiona i Ron rozmawiali ze sobą z pewną rezerwą i bez zwykłej serdeczności, a to już było coś, za co Harry mógł być im wdzięczny. Nienawidził, gdy się kłócili. Musiał też przyznać, że wczoraj zajrzał trochę głębiej w ich relację i ku swojemu zaskoczeniu odkrył, że wizja umawiającego się z Pansy Rona nie była wcale tak nieprawdopodobna. Owszem, Parkinson to złośliwa jędza, ale miała też swoje dobre strony, na przykład… eee…bezczelność, no i przyjaźniła się z Draco.
Właśnie, Draco. Harry sam nie wiedział, co zrobić z rozwijającym się przyciąganiem do jasnowłosego Ślizgona. Bo że coś ciągnęło go do Draco to równie jasne jak jego niesamowicie miękkie włosy. Harry jęknął pod nosem, gdy uświadomił sobie, że wszystko i wszędzie sprowadza się do Malfoya. Był udupiony… albo będzie, jeśli Draco zażąda spełniania trzeciego życzenia. Co za kretyn żąda seksu za książkę?
Nagle coś go tknęło i uniósł głowę znad kiełbasek tylko po to, żeby natrafić na przeszywające spojrzenie szarych oczu, które wpatrywały się w niego z natężeniem, wywołującym przyjemne ciepło w piersi Harry’ego. Malfoy patrzył na niego — niby nic niezwykłego, skoro przez długie lata wzajemnej wrogości na zmianę sztyletowali się wzrokiem — ale teraz było coś innego w jego spojrzeniu. Jakaś miękkość, która Harry’ego przerażała i fascynowała jednocześnie. Odwrócił głowę, zwracając się w stronę Hermiony, pochylającej się właśnie nad książką do Astronomii.
— Tak, Harry, Malfoy nadal się na ciebie gapi. — Nagle uśmiechnęła się w ten przebiegły sposób. — I nie, nie pomogę ci. Musisz sam to rozwikłać.
— Draco mnie zabije — jęknął cierpiętniczo, próbując skulić się w sobie i sprawiając jednocześnie wrażenie biednego pokrzywdzonego chłopca, którego należy bronić przed całym światem. Seamus zapewniał, że metoda odwołuje się do naturalnych, macierzyńskich instynktów osobników płci pięknej i zawsze skutkuje.
Hermiona ani drgnęła. Albo nie była kobietą (W takim razie kim?, zastanowiło na poły śpiącego jeszcze Harry’ego), albo Seamus kłamał.
— Może poszukaj odpowiedzi w „Sekrecie”? — zasugerowała, nagle mięknąc i rzucając mu kose spojrzenie.
— Genialne! — zawołał, po czym, dostrzegłszy, że Draco nagle wstaje, poderwał się z miejsca i popędził w stronę drzwi. Harry nie był jeszcze gotowy na konfrontację, jeszcze nie. Najpierw musiał podjąć decyzję, co zrobić z tą całą sprawą seksu ze Ślizgonem.
— Ale o co chodzi? — zainteresował się nagle Ron, nakładając sobie trzecią dokładkę jajecznicy na bekonie. — Co jest takie genialne?
— Harry musi odkryć swoje wewnętrzne pragnienie — wyjaśniła mętnie Hermiona, pogrążając się w książce. — I pamiętaj, żeby na randce pochwalić wygląd Parkinson. Dziewczyny to lubią.
— Um… dzięki, Hermiono — wydusił z siebie po chwili, zaczerwieniony po same uszy.
Uśmiechnęła się jakoś tak smutno.
— Od tego są przyjaciele.
xxx

Ron ostrożnie wchodził po schodach, starając się uniknąć porozrzucanych białych kulek. Coś czuł, że to kolejny genialny pomysł bliźniaków, a przed randką z Pansy nie mógł sobie pozwolić na wpadkę. Ślizgona nabijałaby się z niego przez najbliższe sto lat… a co gorsza mogłaby odmówić dalszym spotkaniom. Wyprawa do Miodowego Królestwa miała być tylko sposobem na dostanie się do dormitorium Malfoya, bezczelnym przekupstwem, ale jakoś tak się wszystko potoczyło, że teraz Ron chciał się spotkać z Pansy. Sam siebie nie rozumiał, ale to nagłe olśnienie przyjmował z całym dobrodziejstwem inwentarzem. Nie było się nad czym zastanawiać: chciał i już. Dorastanie w towarzystwie bliźniaków nauczyło go akceptować niespodziewane zwroty akcji i przystosowywać się do zaskakujących sytuacji, a bycie najlepszym przyjacielem Chłopca, Który Przeżył jedynie spotęgowało wrodzony pragmatyzm. Nie płakało się nad rozlanym eliksirem, po prostu.
xxx

Ron wszedł do dormitorium, zaskakując tym Harry’ego, który pochylał się właśnie nad jakąś książką.
— Co tam? — zapytał, zaglądając mu przez ramię i zamierając z wytrzeszczonymi oczami.
Harry momentalnie odskoczył, próbując zasłonić swoim ciałem obciążające go rysunki. Zbladł niesamowicie, przyciskając do piersi „Sekret” .
Zaskoczony Ron wpatrywał się w niego bez słowa, równie czerwony jak kotary przy ich łóżkach.
— Eee… to nie to, co myślisz — próbował wybronić się Harry, chociaż rudzielec jeszcze nic nie powiedział. Jego żołądek wyczyniał takie akrobacje, że to dziwne, iż jeszcze nie wyskoczył mu przez gardło. Harry wyobraził sobie siebie, jak goni go po pokoju i zdusił nerwowy śmiech.
Ron głośno przełknął i skrzyżował ręce na piersi, wlepiając w przyjaciela taksujące spojrzenie.
— Fretka nie jest tak wygimnastykowana — powiedział w końcu z dziwnym wyrazem twarzy, kiwając głową w kierunku książki, której zestresowany Harry o mało nie wypuścił z dłoni.
— C—co?
— I lepiej dobrze ukryj ją przed Seamusem, ma za długi jęzor.
— Okej… eee… nie przeszkadza ci? No wiesz… — Biedny Harry zarumienił się równie ogniście co Ron, który zdążył się już otrząsnąć z zaskoczenia.
— Ty i Malfoy? — Wyszczerzył się, rzucając przyjacielowi pełne politowania spojrzenie. — Nie, raczej nie — podrapał się po nosie — od świat się na to zanosiło. Wiesz, Harry, jak na przyszłego Pogromcę Sam—Wiesz—Kogo jesteś mało… dyskretny. Nawet maluchy zauważyły, że coś jest na rzeczy — widziałeś, jak się kuliły podczas śniadania? Dobrze, że nie wlazły pod stół.
Harry wydał z siebie zduszone coś zdumiewająco podobnego do pisku Lavender.
— To przez Hermionę, pilnowała ich wczoraj wieczorem — próbował się bronić. — Na pewno słyszałeś o łajnobombach pod prysznicami.
— Taaa, jasne… — Ron pochylił się nad swoim kufrem, szukając czegoś, w czym nie wyglądałby jak dziecko potrzebujące pomocy. Pansy, jak na Ślizgonkę przystało, pewnie miała dziwnego hopla na punkcie mody. Tak jakby normalne ciuchy nie wystarczały.
— Ron, ja i Malfoy. Razem. — Harry nie dawał za wygraną, ciągle nie wierząc, że to się dzieje. — Razem. Jak para.
— Tak, Harry, łapię, ty i Malfoy — para.
— Para! — uświadomił go kolejny raz Harry. — Kochankowie. Seks.
Nagle Ron oderwał się od tego, co właśnie robił, a Harry nieomal osłabł z ulgi. W końcu!
— Bez szczegółów, kumplu, co za dużo to niezdrowo. Jeśli już musisz się wygadać, to bliźniacy z przyjemnością posłuchają — powiedział, po czym znów zanurzył głowę w kufrze, wywalając kolejne ubrania na podłogę.
— Ron!
Przyjaciel chrząknął, dając znać, że słucha.
— Ron!
Kolejne chrząknięcie.
— Ron!
— Słuchaj, Harry, z kryzysem orientacji seksualnej lepiej poradzi sobie Hermiona. To ona jest naszym mózgiem. Moja wrażliwość mieści się w łyżeczce od kawy, pamiętasz? A może od czegoś innego? — zastanawiał się głośno.
Harry z wrażenia aż przysiadł na skraju łóżka.
— Rooon — jęknął. — Ja i Malfoy, Malfoy i ja. Randkujący.
— To już ustaliliśmy. — Wyciągnął coś błękitnego z kufra. — Myślisz, że Pansy będzie bardzo narzekać, jak założę ten niebieski sweter od Hermiony. Przecież nie będzie wiedzieć, że to od niej.
— I tak będzie narzekać, to Parkinson. Wracając do tematu…
Ron zrzucił z siebie sweter i założył ten, który wyciągnął z kufra. Zadowolony z siebie podążył w stronę łazienki, z Harrym śledzącym go niby cień.
— Powinienem się ogolić? — zapytał, wpatrując się w swoje wyszczerzone odbicie.
— A niby co chcesz golić, rudzielcu, włosy? — skwitowało złośliwie lustro. — Umyj lepiej zęby, capisz.
Ron spojrzał na stojącego obok Harry’ego i westchnął ciężko, domyślając się, że nie uniknie tej rozmowy. Eh…ciężki był los najlepszego przyjaciela Chłopca Który Przeżył. Jak nie Voldemort, to Malfoy — i tak w koło Macieju. Gdzie ta Hermiona, gdy była najbardziej potrzebna?
— Tylko z nim mógłbyś być gejem. — Harry’emu nagle zabrakło powietrza. — Bo niby z kim innym? Z Colinem? — Zabrzmiało to tak, jakby bycie z Colinem Creevey’em było najdziwniejszą rzeczą na tej półkuli. — Jedyna sensowna opcja, stary, nie masz co wybrzydzać. Malfoy to ciota, ale chociaż ciota, która cię lubi. I ty też go lubisz, sądząc po tym, co widziałem.
— Ale…
— Na galopujące hipogryfy, byłeś wczoraj u niego w dormitorium, tak czy nie?
— No tak.
— To masz swoją odpowiedź. Ślizgon zaprosił cię do sypialni, do swojej sypialni w lochach — i wyszedłeś stamtąd żywy i nietknięty. Albo masz niesamowite szczęście, albo ktoś cię tam lubi. Proste. A teraz weź dupę w troki i umów się z nim w końcu — poradził wbrew sobie, choć sama myśl o Harrym spotykającym się z Malfoyem wywoływała w nim odruch wymiotny. Czego jednak nie robiło się dla przyjaciół?
— I nie masz nic przeciwko? — Harry upewnił się po raz któryś, nie wierząc, że to się dzieje naprawdę.
— A to coś zmieni? — odbił pytanie Ron, próbując wygładzić włosy. — Nadal będziesz lubił Malfoya, nadal będziesz o nim marzył… — Wzdrygnął się wyraźnie, gdy przypomniał sobie rysunek w tej książeczce Harry’ego. — Zachowuj się jak Harry Potter a nie jakaś mimoza! — poradził z łaskawością kogoś, kto właśnie odkrył, że jego najgorszy koszmar właśnie się urzeczywistnił, a mimo to nadal żył. — Założę się, że bliźniacy obstawiają, kiedy w końcu wyjdziesz z szafy. — Nagle wpadł na genialny pomysł. — I lepiej szybko zaproś Malfoya na imprezę sylwestrową, zanim ktoś sprzątnie ci go sprzed nosa — zaproponował, ciesząc się na myśl o wygranej, jaką zgarnąłby od braci, gdyby wziął udział w ich małym zakładzie, wiedząc, kiedy dokładnie Harry zamierza ujawnić swój związek z fretką. — Na pewno słyszałeś, co mówią o noworocznym pocałunku.
Przez głowę Pottera przetoczyła się gonitwa myśli, ale dopiero wspomnienie rozmowy o Mignonie przypieczętowało los Draco. Uśmiechnął się szeroko.
— Ronaldzie Weasley, właśnie pobiłeś Hermionę na głowę.
xxx

Pansy zajadała się dwudziestą czwartą z kolei czekoladką, czekając na tego kretyńskiego Gryfona. Oczywiście, jak na dobrze wychowaną pannę, nie pokazywała po sobie zniecierpliwienia. Tylko ktoś, kto ją zna, domyśliłby się, że trochę się denerwowała. Troszeczkę, tyci tyci. W końcu nie co dzień człowiek umawiał się z Gryfonem, a ci, jak wszyscy wiedzieli, byli naprawdę dziwni. Jeszcze będzie chciał się spotykać regularnie, i co wtedy?
Weasley nie był brzydki, miał duże, szerokie dłonie — Pansy miała na tym punkcie kompletnego fioła — i ładny uśmiech, który stopiłby czekoladę. No i co ważniejsze — ktoś, kto tak kochał jeść, nie mógł być zły.
Nagle zza wejścia wyskoczył pierwszoroczniak, którego wysłała na przeszpiegi.
— Już jest — wysapał, trzymając się za bok. — Czeka.
Pansy rzuciła mu czekoladę, którą obiecała mu za pilnowanie wejścia, i z gracją uniosła się z fotela. Niech zacznie się uwodzenie, mruknęła do siebie. Salazarze, w co ja się pakuję?
xxx

W międzyczasie Harry przeszukiwał mapę Huncwotów, wypatrując Draco. Rozmowa z Ronem otworzyła mu oczy i jak przystało na prawdziwego bohatera Harry musiał zmierzyć się ze swoim smokiem. Smokiem, który właśnie gdzieś się ukrywał. Ku rosnącej irytacji Pottera nigdzie nie mógł znaleźć Draco. Zupełnie jakby Ślizgon zapadł się pod ziemię.
Harry wydał z siebie iście wojenny okrzyk, gdy w końcu dostrzegł maleńką kropkę w korytarzu niedaleko Wielkiej Sali. Draco, szykuj się, ostrzegł w duchu, zwijając pergamin z rulon. Nadchodzę.
xxx

Draco Malfoy był nieszczęśliwym człowiekiem. Od godziny próbował znaleźć Pottera i oczywiście ten szalony okularnik, ukrywający najpiękniejsze zielone oczy pod tym szkaradztwem, gdzieś przepadł. I to właśnie wtedy, gdy on, Dracon Malfoy, potomek najczystszego rodu w całej Anglii, chciał mu zaproponować randkę?! Przebrzydły, złośliwy, mały Gryfon ukrywał się zapewne w swoim dormitorium, próbując uciec od spełnienia obietnic. Jak już Draco położy na nim ręce, wtedy… nagle zatrzymał się, uświadamiając sobie, co dokładnie by zrobił, gdyby dostał Pottera w swoje wypielęgnowane dłonie. Zdenerwowany nagłym przypływem gorąca zacisnął pięści, obiecując Harry’emu krwawą zemstę, i kopnął jedną z białych kulek porozrzucanych po całym korytarzu. Skaranie boskie z tym Gryfonem!
xxx

Harry wyminął jakichś Puchonów, prześlizgnął się pomiędzy ściskającymi się parami, które wybierały się do miasta, i popędził w kierunku schodów. Jeszcze jedno piętro, zakręt… i już był na parterze. Kierunek — Wielka Sala.
Korzystając z jednego ze skrótów, wypadł na korytarz i poślizgnął się na czymś, wpadając na przechadzającego się niespokojnie Malfoya, który wydał z siebie dziewczęcy pisk, gdy jakieś cielsko przygniotło go do posadzki.
— Złaź ze mnie, ty tłusta kupo mięsa! — krzyczał, spychając z siebie Harry’ego. — Już nawet nie można przejść po korytarzu i nie zostać staranowanym, co za… Potter! — wrzasnął jeszcze głośniej, dostrzegając, kim była ta „tłusta kupa mięsa”, która na niego wpadła.
— Draco — wydyszał, mocno zarumieniony Harry, odsuwając się od Malfoya — szukałem cię.
— To JA szukałem CIEBIE — poprawił go Draco, wstając i strzepując z szaty piach.
Harry uśmiechnął się, spoglądając na niego z podłogi. A więc to tak…może Ron miał trochę racji. Może Draco też go lubił.
— W takim razie doskonale się składa, że na ciebie wpadłem.
— Prawie mnie zgniotłeś, przeproś! A może maltretowanie niewinnych przechodniów to taki twój sekretny fetysz?
Harry uniósł się, rzucając mu zaciekawione spojrzenie. Blada cera Malfoya była zaczerwieniona, zmierzwione włosy wyglądały zaskakująco dobrze, a szata, z której Draco strzepywał piach, opinała się na jego barkach w bardzo intrygujący sposób. Harry tym razem nie powstrzymał się i sięgnął, żeby dotknąć, poczuć. Chciał czegoś, czego nie umiał zdefiniować, ale wyartykułowanie potrzeby nie było potrzebne do tego, by ją czuć. Nic prócz zawstydzenia nie stało mu na drodze. Chciał i miał zamiar po to sięgnąć.
Draco zamarł, gdy dłoń Pottera zacisnęła się na jego ramieniu.
— Potter — zawahał się, po czym spokojnym, nieznacznie zabarwionym niepokojem głosem dokończył: — Chcę odzyskać „Sekret”.
— Nie.
— Nie? W takim razie musisz dokończyć odpowiadać na pytania.
— Nie.
Co z tym Potterem?, zastanowił się Draco, marszcząc brwi i rzucając mu uważne spojrzenie. Musisz zmienić strategię, zadźwięczały mu w uszach słowa Pansy i z ciężkim sercem zrezygnował z domagania się od Pottera pisania odpowiedzi na pytania. Gdyby jego drugi genialny plan zakończył się sukcesem, materiał do szantażu nie byłyby mu potrzebny.
— Skoro chcesz zatrzymać książkę, musisz w inny sposób odpracować swój mały myk z pergaminami. Może… — Gdy spojrzał w zielone oczy stojącego zbyt blisko Pottera, słowo „randka” zamarło mu na ustach. Nie, nie, nie! Draco nie był na to gotowy, nie z Potterem. Randka sugerowała, że to coś poważnego, jak lubienie, a on wolałaby umrzeć niż zasugerować w jakikolwiek sposób Gryfonowi, że może go lubić. Draco gorączkowo przeszukiwał pamięć, szukając jakiegoś słowa, które najpełniej oddałoby jego uczucia, coś niewinnego, a jednocześnie… Nagle jego mózg zaskoczył. — Mecz quidditcha?
Harry wybuchnął śmiechem.
— Draco, gdybyś nie zauważył, na zewnątrz jest przeraźliwie zimno, śnieg po pas, a boisko do quidditcha nie nadaje się do niczego. Tyłki przyrosłyby nam do miotły, zanim wydostalibyśmy się z zamku.
Draco prychnął pogardliwie, nie chcąc przyznać mu głośno racji.
— Słyszałeś o czymś takim, jak magia, Potter?
Harry ostrożnie przesunął rękę wyżej, kierując ją ku twarzy Draco, gotowy w każdej chwili odskoczyć, gdyby Malfoyowi nie spodobało się to, co robił. Serce waliło mu jak szalone, krew dudniła w żyłach, a usta same zaproponowały:
— A co powiesz na coś słodkiego w Miodowym Królestwie?
Malfoy najpierw zbladł, a chwilę później poróżowiał. Harry był tak skupiony na ustach Draco, że dopiero po chwili zorientował się, że jego dłoń zatrzymała się na karku Ślizgona, pieszczotliwie bawiąc się jasnymi włosami. Niesamowicie miękkie, zanotował skwapliwie w pamięci.
— Co masz na myśli?
— Jeszcze nie wiem — mruknął, owiewając gorącym oddechem wargi Draco i zbierając całą swoją gryfońską odwagę.— Ale to lepsze niż mecz quidditcha.
Pochylił się jeszcze bardziej, już prawie jego usta dosięgły celu…
BUCH!
Nagle coś huknęło, jedna z turlających się po korytarzu kulek wybuchła, odpychając Harry’ego od Malfoya.
xxx

Ron próbował nie zerkać na Pansy, ale marnie mu to wychodziło. Pieprzyk przy ustach powinien być karalny!
— Więc… no, jak minął wieczór? — zapytał kulawo, szukając jakiegoś tematu do rozmowy. — Szyja nadal boli?
Pansy rzuciła mu taksujące spojrzenie, oceniając jego intencje i najwyraźniej inspekcja wypadła pomyślnie, ponieważ odpowiedziała:
— Dwa łyki eliksiru, masaż i mięśnie były jak nowonarodzone.
— Masaż? Macie prywatnych masażystów?
Pansy uśmiechnęła się złośliwie.
— Prywatnych masażystów, własne wanny i oddzielne pokoje. — Widząc minę Weasleya, który wyglądał na podejrzanie zadowolonego i zdegustowanego jednocześnie, prychnęła pogardliwie. — Nie bądź kretynem, Blaise rozmasował co trzeba raz dwa. Ma magiczne ręce.
Ron zazgrzytał zębami, wsunął dłonie w kieszeń, prawie wypychając je na zewnątrz.
— Magiczne ręce, psia jego mać — mruknął do siebie, nieświadom, że Pansy wszystko słyszy. Na jej wargach czaił się podejrzany uśmieszek, ale nic nie powiedziała.
Weszli w kolejny korytarz, gdy nagle złapała go za ramię, zatrzymując w pół kroku.
— Ciii — szepnęła, przyciskając dłoń do jego ust. — Patrz.
Ron spojrzał w głąb korytarza, dostrzegając jakąś stojącą bardzo blisko siebie parę. Te jasne włosy kogoś mu przypominały… Malfoy! I Harry.
— Nie tracił czasu — wyrwało mu się z podziwem.
— Wiedziałeś?! — Pansy wyglądała na zszokowaną.
W odpowiedzi Ron rzucił jej oburzone spojrzenie.
— No, no, potrafisz zaskoczyć kobietę.
Nagle coś huknęło niedaleko nich. Spojrzeli na siebie i zgodnie popędzili w stronę Harry’ego i Draco.
xxx

Malfoy wyglądał na wzburzonego. Rzucał podejrzliwe spojrzenia naokoło, nie wiedząc kogo przekląć za przerwanie w takim momencie. Potter zamierzał go pocałować — i ktoś, kto mu przeszkodził, zapłaci mu za to! Gdyby Harry zrobił pierwszy krok, mógłby grać niewinną ofiarę, a przez jakieś diabelstwo wszystko się poplątało.
— Co do diaska?
— Auć! — jęknął jednocześnie Harry, czując skutki bolesnego uderzenia pośladkami o podłogę. W dłoń wbijało mu się coś twardego o przyjemnej powierzchni, więc zacisnął na tym palce i uniósł, żeby przyjrzeć się bliżej.
— Nic ci nie jest? — zainteresował się pojawiający się znikąd Ron. Postępująca za nim Pansy rzuciła się w stronę Draco, szepcząc mu coś niespokojnie przyciszonym głosem. — Nieźle cię walnęło.
— Co to było?
— Nie wiem, ale założę się o swoją różdżkę, że Fred i George maczali w tym paluchy. Te kulki pałętają się wszędzie.
— Takie jak ta? — Pokazał Ronowi swoje znalezisko.
— To przecież jemioła.
— Ukatrupię — warknął Draco, podchodząc bliżej nich — jak cioteczną babkę Józefinę kocham, ukatrupię.
— Oj, tam, nie przesadzaj, Draco. Te maleństwa mają tylko bronić cnoty uczniów. — Pansy podążała za nim z zadowoloną miną.
— Skąd wiesz? — Ron wbił podejrzliwe spojrzenie w Ślizgonkę, która w odpowiedzi rzuciła mu iście diaboliczny uśmieszek.
— Przeczucie. Będziesz prawdziwym Gryfonem i sprawdzisz?
Jak?, chciał zapytać, ale nagle do niego dotarło, co konkretnie Pansy ma na myśli.
Przełknął głośno, próbując opanować nagły przypływ gorąca i…

A w następnym odcinku...
Powoli się uaktywniam fanfikowo :)
Nerejda Offline


 
Posty: 54
Dołączył(a): 2 gru 2010, o 22:37

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron