[M] Miłosne Dowcipy Weasleyów

Teksty, w których ta dwójka odgrywa duże role.

Postprzez Miss Granger » 31 paź 2010, o 16:43

Po pierwsze, dziękuję mojej becie Elleen, która jak zawsze spisała się znakomicie. Co złego, to ja. Po drugie... miłego czytania. ;)


MIŁOSNE DOWCIPY WEASLEYÓW


Wracając do pokoju wspólnego, Harry zobaczył zataczających się ze śmiechu bliźniaków Weasley.
? Cześć, Harry, właśnie wracamy od Filcha ? powiedział Fred, na chwilę powstrzymując śmiech.
? Jak już z pewnością wiesz, mamy pewien... miłosny eliksir ? dodał George. ? Postanowiliśmy zrobić mały kawał...
? A raczej przysługę ? wtrącił Fred.
? ...naszemu woźnemu ? ciągnął George ? i chcieliśmy wlać mu ten eliksir do kubka, który zawsze stoi u niego na biurku ? tłumaczył rudzielec.
? Byliśmy u niego tyle razy, że znamy jego gabinet na pamięć ? dodał Fred. ? Ale wiedzieliśmy, że kiedy będzie po wszystkim, Filch domyśli się, że to my, więc potrzebowaliśmy więcej czasu, by ten eliksir udoskonalić.
? Złapał nas, gdy rzucaliśmy w Panią Norris łajnobombami ? śmiał się George. ? Wściekł się i zaciągnął nas do swojego gabinetu.
? Potrzebowaliśmy trochę czasu na dopełnienie planu, więc wcześniej namówiliśmy Irytka, by rozbił tę wielką wazę w korytarzu nad biurem Filcha...
? Oczywiście wiedzieliśmy, że się zgodzi, bo nigdy nie odpuściłby jakiejś okazji, by narobić rabanu ? dokończył George.
? Kiedy woźny zaczął pisać na nas raport, usłyszał straszliwy hałas i wybiegł z gabinetu, nawet się na nas nie oglądając i wykrzykując groźby pod adresem Irytka.
? Wtedy zaczęliśmy szukać jakiejś rzeczy nadającej się na naszą... broń i znaleźliśmy środki, którymi Filch zawsze czyści korytarze ? zaczął tłumaczyć Fred, gestykulując przy tym intensywnie.
? Kiedy naciśniesz przycisk, otworzy się taka dziurka i wyleci z niej to, co jest w środku. ? Harry dobrze wiedział, o czym mówi George, nie raz musiał czyścić czymś takim okna u Dursleyów, a ponieważ Filch był charłakiem, musiał poradzić sobie środkami czystości mugoli.
? Wlaliśmy tam nasz eliksir. Teraz gdy Filch będzie chciał coś wyczyścić i psiknie tym na przykład w korytarzu, pierwsza osoba, która przejdzie w miejscu, w którym unosi się eliksir, zakocha się w tym, kto go rozpylił, czyli w Filchu, a on zda sobie sprawę, że kocha właśnie tę osobę ? zakończył Fred, łapiąc się za brzuch.
Harry, śmiejąc się razem z nimi i gratulując im wspaniałego pomysłu, przeszedł przez dziurę w portrecie do pokoju wspólnego, gdzie znalazł Rona i Hermionę. Opowiedział im wszystko i razem zaczęli wymyślać, kto może być tym szczęściarzem. Oczywiście wszyscy mieli nadzieje, że będzie to Snape.

Tymczasem Snape, jakby wiedząc, że wczoraj był tematem żartów ze strony swoich uczniów, jeszcze bardziej (choć nie wiadomo, czy jest to możliwe) umocnił i pogłębił nienawiść do Harry'ego. W sumie odebrał Gryffindorowi czterdzieści punktów, zazwyczaj za to, że ktoś ośmielił się oddychać zbyt głośno. Jego zachowanie było spowodowane, o czym wszyscy doskonale wiedzieli, kolejną wygraną Gryfonów w meczu quidditcha, podczas którego Ślizgoni zostali wręcz zmiażdżeni. Nie obyłoby się bez tradycyjnego gnębienia Harry'ego.
Eliksir Harry'ego był nawet znośny, prawdę mówiąc chłopak był przekonany, że to jeden z jego lepszych eliksirów. Może nie miał takiej konsystencji jak wywar Hermiony, lecz był nawet podobnego koloru. Zadowolony z siebie, myśląc, że nawet Snape nie będzie mógł postawić mu O, gdyż wokół pełno było o wiele gorszych eliksirów, popatrzył ze współczuciem na Neville'a, który kulił się przy swoim kociołku, gdy Snape, zgodnie ze swoim zwyczajem, nękał go straszliwie. Nagle usłyszał ciche plum. Nie zauważył, co to było, ale wiedział, że na pewno coś kolorowego właśnie zanurzyło się w jego eliksirze. Spowodowało to natychmiastową zmianę konsystencji, barwy, a nawet zapachu wywaru. Wiedział jedynie, kto był za to odpowiedzialny. Zobaczył śmiejącego się wraz z innymi Ślizgonami Malfoya. Snape podszedł do niego dopiero po drastycznej zmianie, która zaszła w jego eliksirze
? Potter, dla ciebie powinna powstać nowa ocena, bo według mnie nie zasługujesz nawet na T. ? Harry już miał coś odpowiedzieć, ale Ron szturchnął go w żebra tak mocno, że oczy zaszły mu łzami. Snape posłał mu ironiczny uśmiech, najwyraźniej uznając, że łzy w oczach Gryfona to oznaka bezsilnej złości. Zadzwonił dzwonek i Harry, nie oglądając się na nikogo, złapał torbę i wybiegł z klasy.

? Potter, Malfoy, co tu się dzieje?! ? Zmierzała ku nim jak zawsze groźnie wyglądająca nauczycielka transmutacji. ? Pojedynek? Na środku korytarza? Ładny przykład dajecie pierwszorocznym! Gryffindor i Slytherin tracą po pięćdziesiąt punktów, a wy macie szlaban. Jutro w moim gabinecie o dwudziestej. I żeby to był ostatni raz! Możecie iść na zajęcia. ? Jej usta zacisnęły się w wąską linię, rzuciła im ostatnie, groźne spojrzenie, po czym odeszła.

Harry opuścił pokój Gryfonów za dziesięć ósma i udał się do gabinetu profesor McGonagall. Był zły na siebie, że dał się sprowokować Malfoyowi i teraz, zamiast odpoczywać z przyjaciółmi, musi odrabiać szlaban. Zapukał.
? Proszę ? odezwała się surowo profesor McGonagall. Harry wszedł i zobaczył, że Ślizgon już tam jest. Nauczycielka wskazała mu krzesło, na którym usiadł, zastanawiając się, jak odrobią ten szlaban.
? Teraz zaprowadzę was do pana Filcha, który będzie was pilnował, gdy będziecie czyścić korytarz na czwartym piętrze. Irytek rozlał tam jakąś substancję, będziecie musieli ją usunąć. ? Harry zastanawiał się właśnie, czy zna jakieś dobre zaklęcie czyszczące, kiedy McGonagall, jakby czytając w jego myślach, powiedziała: ? Oczywiście bez użycia czarów.
Harry, jeszcze bardziej zły na siebie, popatrzył na Malfoya. On także nie wyglądał na zadowolonego, pewnie jeszcze nigdy nie miał w ręku mopa. Gryfon uśmiechnął się pod nosem.

Weszli na korytarz na czwartym piętrze, a w nozdrza uderzył ich przykry zapach, który skojarzył się Harry'emu z zapachem trolla. Malfoya wyraźnie zemdliło. Filch podszedł do nich i uśmiechnął się złośliwie.
? Miłego wieczoru ? powiedziała McGonagall i odeszła szybkim krokiem.
? A już myślałem, że sam będę musiał się z tym babrać. Teraz oddajcie mi różdżki, weźcie płyny, ścierki i zabierajcie się do roboty. Coś mi się wydaje, że będziecie tu siedzieć do rana. ? Po czym odwrócił się i, wyraźnie zadowolony, zaczął się oddalać w kierunku swojego gabinetu.
? I co, zadowolony jesteś, Potter? To wszystko twoja wina. Jeżeli tak bardzo lubisz sprzątać, pogadaj z Dumbledore'em, może załatwi ci jakiś etat wśród skrzatów domowych ? ironizował Malfoy, który pobladł jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Harry pomyślał, że im wcześniej zacznie, tym szybciej skończy.
? Nie myśl sobie, że za ciebie sprzątnę. Ty sprzątasz tę połowę. ? Wskazał część korytarza od zbroi do jakichś drzwi. ? A ja tę.
? Nie zgadzam się! Ty masz mniej! ? sprzeciwił się Malfoy. Harry spojrzał na oba odcinki korytarza i uznał, że są równe. Widocznie Ślizgon szukał pretekstu, żeby wymigać się od roboty.
? Okej, w takim razie się zamienimy ? powiedział Gryfon, ponieważ uznał, że nie ma sensu się sprzeczać i tym samym przedłużać czasu spędzonego z Malfoyem.
? Nawet o tym nie myśl! ? Draco spojrzał na środki czystości, które zostawił Filch. Harry nie bez zadowolenia zauważył, że żadne nie było mu znajome. Mieli naprawdę dużo pracy i Harry, nie chcąc tracić czasu, złapał dużego mopa i wiadro z wodą. Zamoczył szczotkę i zaczął zmywać korytarz. Malfoy popatrzył na niego, po czym wziął do ręki jakiś płyn. Harry odwrócił wzrok, by zobaczyć, jak radzi sobie Ślizgon. Uśmiechnął się sam do siebie, gdy dostrzegł, że ten przygląda się jakiejś buteleczce, najwyraźniej nie wiedząc, do czego służy, ale nagle coś sobie uświadomił.
? Malfoy, NIE! ? Lecz chłopak zdążył nacisnąć przycisk i zawartość buteleczki rozpyliła się w korytarzu. Harry poczuł ciepło rozchodzące się po jego ciele i nagle stwierdził, że jest... szczęśliwy. Nie myślał o tym, że nadal został mu do posprzątania cały korytarz, ani że nie napisał jeszcze wypracowania z eliksirów i będzie musiał zarwać kolejną noc, ani że jest tu z Malfoyem...
? Draco? ? zapytał i uśmiechnął się szeroko.
? Harry, czy już ci mówiłem, że wyglądasz pociągająco z tą blizną na czole? Ja też mam jedną, wiesz? Na pośladku. Ojciec lubi ptaki, więc miał kilka okazów. Kiedy byłem mały, chciałem jednego złapać, ale uciekał, a kiedy się odwróciłem, dziobnął mnie. Matka kazała wszystkim skrzatom ukarać się za to, że do tego dopuściły. Jeśli chcesz, mogę ci później pokazać. ? Gryfon oblał się rumieńcem. Czy Draco właśnie zaproponował mu...? Zrobiło mu się gorąco. Ślizgon zaczął się do niego zbliżać, ale po drodze pośliznął się na śliskiej substancji. Próbując się ratować, złapał Harry`ego, jednak skutek był taki, że obaj znaleźli się na podłodze umazani śmierdzącą mazią.
? Myślisz, że razem szybciej uporamy się z tym czymś? ? zapytał Harry, po czym wstał i pomógł podnieść się Malfoyowi. Podał mu mopa i pokazał, jak się nim posługiwać. Pomijając przyjemne uczucie oraz dreszcze spowodowane bliskością Ślizgona, Harry starał się nie zapominać o tym, że czeka ich jeszcze mnóstwo pracy. Ale dlaczego miałby się przy tym świetnie nie bawić? Popatrzył na Draco, który najwidoczniej nie radził sobie z obsługą mopa, po czym objął go ramieniem i również złapał mopa. Płynnymi ruchami przecierali korytarz. Uporali się już z połową zabrudzonej powierzchni, kiedy Draco, zgrzany i wyczerpany, odrzucił mopa, popatrzył na Harry`ego, złapał trochę śmierdzącego śluzu i rzucił nim w Gryfona.

Neville, nie wierząc własnym oczom, postanowił zbadać to bliżej. W drodze przez korytarz ciągle wmawiał sobie, że to było tylko złudzenie optyczne. Niestety hipoteza ta z każdym krokiem stawała się coraz mniej prawdopodobna. Co chwilę słychać było zduszone okrzyki radości i ciche jęki. Starając nie robić hałasu, podszedł bliżej. Był tak zajęty wpatrywaniem się w jeden punkt, że nie zauważył stojącego na środku korytarza wiadra z wodą.
Dwaj chłopcy odwrócili się, by zlokalizować źródło okropnego hałasu, po czym uśmiechnęli się szeroko do Neville'a, który, zawstydzony, nie oglądając się na nich ani razu, ruszył z powrotem korytarzem i schodami wiodącymi na górę. Harry i Draco nie przejęli się zbytnio tą sytuacją, jedynie ostentacyjnie rzucili zaklęcia czyszczące, aby pozbyć się rozlanej wody, po czym powrócili do zajęcia, które przerwał im Neville.

? ...i właśnie wtedy podszedł do mnie ten pierwszoroczniak i zaklinał się, że widział fruwający komplet pomarańczowych, czarodziejskich szachów. Na początku myślałam, że sobie ze mnie żartuje, ale potem zobaczyłam, jak bardzo to przeżywa. Próbowałam go jakoś pocieszyć, ale chyba nie bardzo mi wyszło ? powiedziała Hermiona, po czym dodała: ? Wydaje mi się, że maczali w tym palce Fred i George. Albo sami zaczarowali te szachy, żeby napędzić mu strachu, albo wymyślili jakieś tabletki halucynki.
? Hermiono, przesłyszałem się, czy właśnie wspomniałaś o... ? zagadnął Fred, lecz przerwał mu Neville, który, zdyszany i cały czerwony, podbiegł do miejsca, w którym siedzieli Ron, Hermiona, Fred i George.
? Musicie... szybko... chodźcie... tam... oni ? wysapał.
? Neville, uspokój się i opowiedz nam najpierw, co się stało ? powiedziała Hermiona, która wyglądała na lekko zaniepokojoną.
? I tak mi nie uwierzycie! No, chodźcie już, zanim ktoś tam przyjdzie! ? ponaglał Neville, który nadal był w głębokim szoku.
? A może usłyszałeś śpiew Filcha? Co by wyjaśniało, dlaczego jesteś taki zdruzgotany ? zażartował Fred.
? Ale nie martw się, my też mieliśmy tę wątpliwą przyjemność. Mamy cię odprowadzić do skrzydła szpitalnego, tak? Boisz się, że znowu go spotkasz? ? zapytał George.
? Nie! Chodzi o Harry'ego. On jest z Malfoyem i ... ? wziął głęboki oddech ? i leżą tam, i... ? Nie musiał kończyć, ponieważ cała czwórka zerwała się na równe nogi.
? Prowadź ? rzucił szybko Ron, po czym już zbiegali ze schodów prowadzących na czwarte piętro.
Gdy znaleźli się prawie na końcu, ich oczom ukazali się Harry i Draco rozłożeni na kamiennej posadzce i grający w czarodziejskie szachy. Pomarańczowe figurki wykrzywiały się ironicznie do graczy, niechętnie przeskakując z pola na pole.
? To by wyjaśniało fruwające szachy ? mruknął Ron.
Chłopcy, do tej pory zajęci przekomarzaniem się, spojrzeli na przybyłych.
? Jeśli chcecie grać, będziecie musieli trochę poczekać, ponieważ Harry pewnie będzie chciał się odegrać ? powiedział Draco, uśmiechając się do Harry'ego. Gryfon wyszczerzył zęby w odpowiedzi, po czym jak gdyby nigdy nic powrócił do gry.

? Ale możecie to jakoś odwrócić? ? zapytała przerażona Hermiona.
? No właśnie w tym cały problem ? powiedział wyraźnie zakłopotany George ? ponieważ ten eliksir rozpylający to nasz nowy wynalazek i... jeszcze nie mamy antidotum.
? Ale nie martwcie się ? dodał Fred, widząc przerażone spojrzenia Rona i Hermiony. ? Za jakiś czas coś wymyślimy.
? Jest jeden pozytywny wymiar tej sytuacji ? powiedział po chwili George.
? Właśnie, przynajmniej wiemy, że ten eliksir naprawdę działa ? wtrącił Fred. ? Więc wiesz, Hermiono, gdybyś chciała kiedyś kogoś... ? dodał, rzucając znaczące spojrzenie na Rona, ale urwał, widząc mordercze spojrzenie Gryfonki.
? Przecież to ty zawsze nam powtarzasz, że należy poprawiać stosunki między domami ? powiedział George, szczerząc zęby.

? Panno Abbott! Proszę na chwilkę do mnie. Nie odrobiłaś pracy domowej już trzeci raz z rzędu, więc nie mam wyboru, muszę dać ci szlaban. Pan Filch prosił mnie, abym przysłała mu jakiegoś ucznia do pomocy przy sprzątaniu. Proszę tak na mnie nie patrzeć, a jeżeli jeszcze raz się to powtórzy, uprzedzam, że szlaban będzie polegał na czymś gorszym niż sprzątanie ? powiedziała profesor McGonagall, rzucając ostre spojrzenie przestraszonej uczennicy. ? Proszę stawić się u pana Filcha o godzinie osiemnastej. To wszystko, do widzenia.

O wyznaczonej godzinie Hanna z posępną miną zapukała do drzwi gabinetu woźnego. Filch rzucił ochrypłe: ?Włazić?, toteż Puchonka weszła nieśmiało i wymamrotała pod nosem ciche: ?Dzień dobry?.
? Taaak, kolejny szlaban, co? Och, gdyby było tak, jak kiedyś, kiedy mogłem wieszać uczniów pod sufitem, oooch, tak, te wrzaski... wtedy chodzilibyście jak w zegarku ? rozmarzył się Filch. ? Teraz ułóż te wszystkie butelki, puste wrzucaj do kartonu. Ale najpierw przynieś wszystkie narzędzia z korytarza na czwartym piętrze i poukładaj je na półkach ? powiedział Filch i oddalił się wraz ze swoją kotką, mrucząc pod nosem coś w stylu: ?Dumbledore? oraz ?Brak zgody?.
Hanna wbiegła po schodach i zobaczyła z tuzin rzeczy, których na pewno nie uda jej się zabrać na raz. Będzie musiała kilka razy wspinać się po schodach. Najpierw postanowiła zabrać butelki i ścierki, potem mopy i wiadra. Gdy wzięła do ręki kilka butelek i przeszła kilka kroków, jedna z nich wyśliznęła się z jej uścisku i zapewne spadłaby na ziemię, gdyby dziewczyna nie złapała jej w ostatniej chwili za wystający przycisk. Zadowolona, że nie będzie musiała sprzątać także rozlanego płynu, poczuła przyjemny zapach, a ciepły dreszcz przebiegł po jej ciele. Idąc bezmyślnie przed siebie i napawając się tym cudownym uczuciem, nagle na kogoś wpadła. Po kilku sekundach bezproduktywnego wgapiania się w twarz nieznajomego udało jej się ustalić, że jest to ten pyzaty chłopiec z Gryffindoru, którego pamięta z zielarstwa. Chłopiec, który jest... niesamowicie przystojny.
Miss Granger Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 35
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 13:53

Postprzez Aevenien » 31 paź 2010, o 16:44

[autor docelowy - szumaia]

Leciutkie, uśmiechodajne i szalenie sympatyczne opowiadanko.
W sam raz na niedzielny wieczór, jako odprężenie po wyczerpującym dniu.
Pomysł może jakoś szalenie nowatorski nie jest, ale nie nuży. Do tego jest opisany w całkiem prawdopodobny, nie naciągany sposób, co się chwali w tego typu opowiadaniu.

Wyobraziłam sobie Harry'ego obejmującego Dracona podczas zmywania podłogi... Ruchy przez nich wykonywane byłyby raczej dwuznaczne... Ekhm ^^

No i biedny Neville. Pewnie też chciałby leżeć z Draco na podłodze wymazany lepiącą się mazią... Może Hannah mu to wynagrodzi ^^
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez LucyPhere » 4 wrz 2014, o 21:11

Draco i Harry to taki słodki obrazek, po prostu już widzę ich leżących na podłodze i grających w szachy :D
Bardzo lekko napisane, świetne do odprężenia się w między czasie :) Pomysł nie jest odkrywczy, za to bardzo ciekawie ujęty :)
Czytałam już kilka tekstów o amortencji i to jest zdecydowanie jeden z lepszych :)
Komentuję = dokarmiam autorów :D
LucyPhere Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 13
Dołączył(a): 2 lip 2014, o 16:46


Powrót do Harry, Draco

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość