Strona 1 z 1

Rozmowy W Zamkniętym Schowku

PostNapisane: 16 lut 2017, o 20:29
przez Kotka Książęca
Witam. ;;
Gdyby ktoś nie dojrzał opisie, jest to dialog. Tylko i wyłącznie dialog, w dodatku z dość dużą ilością postaci, więc bardzo możliwe jest, że w pewnym momencie zgubicie ślad tego kto, co powiedział. Raczę czytać uważnie. Jest to tekst kompletnie lekki.
Rating: PG13 ze względu na język
Długość:2 314 wyrazów, 5 stron w Wordzie.





Rozmowy W Zamkniętym Schowku

czyli NIE ZAMYKAJ DRZWI





- Ała, Potter. Zabieraj ten łokieć z moich żeber!
- Zabieraj żebra z mojego łokcia, Malfoy.
- Niech tylko ojciec się o tym dowie, ty gryfońska gnido. Będę miał siniaki, bier te łapska!
- Bierz.
- Co?
- Mówi się „bierz”, Malfoy. Ponoć jesteś arystokratą, a mówisz jak jakiś wieśniak.
- Jak śmiałeś, ty plugawy…
- Nie kończ tego, Malfoy, albo ukręcę ci łeb. Osobiście.
- No tak, można się było tego spodziewać. Mugolskie rozwiązania w rękach mugolskiej gnidy.
- Osz ty, fretko paskudna…!
- AŁA, POTTER, ZABIERAJ TE MUGOLSKIE ŁAPY OD MOICH WŁOSÓW!
- Nie ma sprawy.
- Jak mogłeś, Potter?! To był cios poniżej pasa!
- Dokładnie tak.
- Mój biedny ród…! Ojciec dostanie zawału, linia Malfoyów zakończona przez ostatniego, chwała Merlinowi, Pottera na globie…
- Nic ci nie będzie, Malfoy, nie jęcz.
- Malfoyowie nie jęczą, Malfoyowie wyrażają swój ból, Potter.
- Bardzo jękliwie. Jestem pewien, że twój ojciec jęczy gorzej od ciebie.
- Odczep się od mojego ojca, Potter nim cię przeklnę.
- O, rozumiem, że magia bezróżdżkowa nie stanowi dla ciebie najmniejszego problemu, tak?
- Niech szlag trafi Irytka!
- I Zabiniego.
- Nie, Potter. Zabiniego trafię ja, jak już stąd wyjdziemy. Najprawdopodobniej jakąś paskudną klątwą.
- Co mu w ogóle strzeliło do tego pustego łba?
- Uznał, że ma dosyć mojego narzekania na twoją beznadziejność, nasłał na nas Irytka i zamknął tutaj w celach „integracyjnych”.
- Prędzej zgniję.
- Uwierz mi, Potter, wolałbym osiwieć niż się z tobą zintegrować.
- Cóż za poświęcenie, Malfoy. Mamusia musi być dumna.
- Ja przynajmniej mam mamusię.
- Niech cię chuj strzeli, Malfoy!
- Przestań mnie kopać, ty parszywy szczurze!
- Wyświadczam światu przysługę, uwierz mi.
- AŁA, UMIERAM!
- Co tutaj się wyprawia?
- Pansy! Pansy, aniele!
- Tak?
- NIE ZAMYKAJ DRZWI!
- Za późno, kochanie, o co chodzi?
- Jak mogłaś, Parkinson, za co?!
- O czym ty mówisz, Draco, drzwi można przecież otwo… rzyć?
- No właśnie się nie da, jak sama sprawdziłaś, mopsiku.
- Potter, urwę ci jaja, przysięgam.
- Najpierw musiałby je mieć.
- Kopnę cię.
- Nawet się nie waż, dalej mnie boli!
- To się nie odzywaj!
- Nie rozkazuj mi, ty cholerny Wybrańcu!
- Zabroń mi.
- Plebejusz!
- Fretka!
- Kretyn!
- Matoł!
- Palant!
- Idiota!
- Gnida!
- Frajer!
- Skruczy…
- Zamknąć się! Wyjaśnić mi, co się tu, na Morganę, wyprawia. I to w trybie natychmiastowym.
- Zabini dogadał się z Irytkiem.
- Zabrał nam różdżki.
- Zamknął tutaj.
- Można wejść, ale nie wyjść.
- A ty, ponieważ jesteś sobą, je zamknęłaś.
- Co za…! No, chłopcy, to wasz szczęśliwy dzień! Ja mam różdżkę. Jak brzmiało zaklęcie?
-…
-…
- Draaacoooo?
- Merlin jeden wie, byłem zajęty!
- Niby czym, ty kompletny kretynie?!
- …
- Draco Lucjuszu Malfoyu!
- Nie powiem.
- Potter, powiedz, albo marzenie Weasley by powiększyć tę rodzinę się nie spełni.
- Wal się. A tak na marginesie to był zajęty wyzywaniem mnie od moczopędnych, robaczywych, plugawych szczurów.
- Moczopędnych?
- Jego pytaj, Parkinson, to on to wymyślił.
- Nie miałem nic w zanadrzu, okej?
- Nie okej, ty imbecylu. Jesteśmy tu zamknięci. Z Potterem. Snape zawału dostanie, psiamać.
- Myśl pozytywnie, Parkinson. Tylko jeśli nas znajdą. Z drugiej strony, Ron prawdopodobnie dostałby udaru…
- No i to jest pozytywny aspekt tej sytuacji, Potter.
- Nigdy w życiu nie uderzyłem kobiety.
- No i?
- Zastanawiam się czy złamać tę niepisaną zasadę honoru mężczyzny.
- Krok w tył, Potter, i to w tej sekundzie.
- Niby jak?! I tak Malfoy gniecie mi łokieć swoimi żebrami.
- A właśnie! Bier tę łapę!
- Bierz, już ci to mówiłem.
- Tak, Draco, chociaż przyznanie tego sprawia mi niemal fizyczny ból, on ma rację.
- Ha!
- Nie wierzę, Pansy, to najgorsza zdrada ze wszystkich zdrad na globie.
- Trzeba było mówić poprawnie, Malfoy.
- Trzeba było mówić poprawnie, Malfoy.
- Okej, to już było trochę żałosne, Draco. Ile masz lat, osiem?
- Szesnaście, dzięki za troskę.
- Nie prychaj na mnie i przestań zachowywać się jak dzieciak!
- Hmpf.
- Och, wsadź sobie te fochy w…
- Pansy!
- Parkinson!
- Co za synchronizacja, trenujecie to?
- Nie!
- Jesteście pewni?
- Tak!
- Jesteście rozkoszni, doprawdy, ale może wymyślimy jak stąd wyjść?
- Niech cię szlag, Parkinson.
- Złego diabli nie biorą, pamiętaj, Potty.
- Och!
- Nie obruszaj się tak, Gryfonku i wymyśl coś.
- Zaklęcie powiększające.
-Co?
- Powiększ schowek, Parkinson, nim Malfoy zmusi mnie do wyrwania mu języka.
- Och, no tak!
- Chwalipięta.
- O czym ty mówisz, Draco, na litość Merlina?
- Chwalisz się nieweberalnymi!
- Gdybyś uczył się więcej zamiast wymyślać nowe sposoby jak zamordować Pottera podczas snu…
- CO?
- Wybacz, Potter, to takie jego hobby.
- Ślizgoni są chorzy na głowę. Na serio.
- A Gryfoni tępi i co z tego?
- Malfoy?
- Tak?
- Jesteś kanalią.
- AŁA, NA MIŁOŚĆ BOSKĄ, PRZESTAŃ MNIE KOCHAĆ!
- Co ty właśnie powiedziałeś?
- … Kopać. Dokładnie to powiedziałem.
- Nie, Draco, powiedziałeś „kochać”.
- Zamknij się.
- Malfoooooy?
- Na litość boską, Potter, nie cofaj się z tym udawanym przerażeniem. Nie zgwałcę cię przecież przy Pasny.
- … To gdyby jej tu nie było to…
- ZAMKNIJ SIĘ.
- O, Harry, szukaliśmy cię w całym zamku!
- NIE ZAMYAJ DRZWI, GINNY!
- Ale dlaczego?
- Bo jak je zamkniesz, głupia krowo, to nie wyjdziemy!
- Jak mnie nazwałaś?!
- Ginny, drzwi!
- AŁA, WEASLEY, ZŁAŹ ZE MNIE.
- Hm, walki kobiet. Ojciec by mnie za to zabił, ale co ty na to aby pooglądać trochę, Potter?
- Nie powinniśmy, ona ją zabije.
- Weasley zawsze była krwawa, jednakże, dzięki mocy Merlina, wie kiedy przestać.
- Skoro tak twierdzisz… Drzwi i tak zamknięte.

(pół godziny, garść włosów Pansy, osiem zadrapań na twarzy Ginny, po trzy złamane paznokcie u każdej i dwa ziewnięcia Harry’ego później )

- Myślę, że czas to kończyć, Potty.
- Mówię to od dziesięciu minut.
- Hej, to naprawdę pasjonująca rozgrywka!
- Ona. Ją. Zabije.
- Jesteś taki mało rozrywkowy.
- Nie wzdychaj na mnie i pomóż mi je powstrzymać nim Ginny wyrwie twojemu mopsikowi serce.
- Albo na odwrót.
- Nie rozśmieszaj mnie.
- Hm, tak, w sumie racja. Zastanawia mnie jedno, jakim cudem nikt nie usłyszał tej bitwy?
- Ee, jest mniej więcej pora obiadu.
- Och, no tak. A teraz wybacz, Potter, idę odciągnąć mojego mopsika od twojej lwicy.
- Tak, bierzmy się do roboty.
- Puść mnie, Harry, wyrwę jej serce!
- Draco, zabieraj te brudne, pełne krwi wil, łapy!
- Nie. Uspokój się.
- Och, na litość. Jesteście naprawdę zgrani. Weasley, zamknęłaś drzwi.
- Nazwałaś Malfoya wilą.
- Ekhem, a w tej sprawie to ja nic nie mówiłam. Uznajmy, że byłam niepoczytalna.
- Pansy Parkinson, niech cię szlag.
- O, już drugi raz dzisiaj! Mniejsza. Chcę sobie usiąść.
- Przestaniesz się popisywać?
- Zaczniesz się uczyć?
- Och!
- Nie oburzaj się. Potter, nie patrz tak, wyczaruję wam drugą kanapę.
- Cóż za dobroduszność.
- Znaj łaskę pana, Potter.
- Ślizgon to jednak zawsze Ślizgon.
- I o tym nie zapominaj!
- Ech.
- Nie wzdychaj, Potter, tylko pomóż nam coś wymyślić!
- Gdybyś miał odrobinę mózgu, Malfoy…
- Zabawne, że ty to mówisz!
- Zamorduję, przysięgam.
- Kogo, mnie?
- Nie, Malfoy. Przyszłe, nienarodzone pokolenie Malfoyów.
- Precz!
- Wow, Malfoy, nie sądziłam, że dysponujesz takim sopranem.
- Milcz, Weasley, albo powiem Łasicy, co robiłaś z Zabinim na jego bardzo prywatnych, ślizgońskich i zakrapianych urodzinach.
- Spóźniłeś się, fretko, Bulstrode się wygadała, gdy zamieniłam jej włosy w gniazdo os.
- A o tym, co robiłaś z Nottem też wie?
- Niech cię szlag, Malfoy!
- Nie denerwuj się tak. Potter, trochę odebrało ci kolorku. Dobrze się czujesz czy siedzenie w pobliżu tej diablicy cię tak przeraża?
- Czy ktoś mi powie, co się działo na tej imprezie?
- Eee... Sądzę, że nie powinieneś wiedzieć, Harry.
- A to czemu?
- Twoje dziewicze serce mogłoby tego nie wytrzymać, Potty.
- Ślizgoni to chory podgatunek człowieka.
- Nie zapominaj, że ryża Weasley też się bawiła!
- Pamiętam, i to przeraża mnie najbardziej.
- Żałosne.
- Wal się, Malfoy.
- Ale tak przy Tobie?
- Nie jesteś zabawny.
- Ależ jestem, Potter.
- Ślizgoński humor nie jest wart mojej uwagi.
- Cóż za inteligentne zdanie, Potter. Długo nad tym myślałeś?
- Nie, ale zastanawia mnie twoja zdolność oddychania.
- O czym ty do mnie mówisz, Potter?
- No wiesz, Parkinson, mopsy mają spłaszczony pysk i mają przez to trudności z poprawnym oddychaniem.
- Ty mała, gryfońska gnido!
- Powiedziała z furią.
- Weasley, stul twarz.
- Zmuś mnie.
- Niech Cię szlag!
- Hej, hej, Pansy, spokojnie! AŁA, PANSY, MOJA TWARZ!
- Wybacz, kochanie.
- Nie kochaniuj mi tutaj. Będę miał ślad.
- Tragedia.
- Jak śmiesz wywracać na mnie oczami, Potter?!
- O tak. Widzisz?
- Gryfoni.
- Tak, tak. Ginny masz może dwustronne lusterko, które Ci dałem?
- Ron je zbił, gdy dowiedział się, że rozmawiałam przez nie z Zabinim.
- Weasley, ty diablico, czego chcesz od tego niewinnego człowieka?
- „Niewinnego”, ha! Ciekawe z której strony.
- … Masz rację.
- Ginny…
- Tak, Harry?
- Czy twoja mama wie o twojej bliskiej… przyjaźni z Zabinim?
- Chyba nie wydasz koleżanki, Potter?
- Zastanawiam się nad tym.
- To takie niegryfońskie.
- Co?
- No wiesz, Gryfoni są z reguły dość lojalni.
- I troskliwi. Nie chcę, żeby Ginny złapała jakieś ślizgońskie świństwo.
- Jesteś strasznym gnojkiem, Potter.
- Powiedział Malfoy.
- Ja przynajmniej jestem gnojkiem z klasą.
- Mhm, oczywiście.
- Chcesz się przekonać?
- A żebyś wiedział.
- Cudownie.
- I co zrobisz?
- Och, to niespodzianka, Potter. Weasley, na pewno masz jakiś ukryty kontakt z tym idiotą, Zabinim.
- Nie nazywaj go tak!
- Przez niego ominął mnie obiad, dostałem w twarz od Pansy, zostałem nazwany wilą i spędziłem cholernie dużo czasu z Potterem, który bezlitośnie mnie atakuje, będę nazywał go jak chcę. To jak z tym kontaktem?
- No… W sumie… Iskra Spotkań.
- Co?
- To taka zapalniczka wymyślona przez bliźniaków. Puszcza iskrę, która pojawia się przed właścicielem drugiej sztuki, podając lokalizację z której została wysłana.
- Ach, więc to dlatego tak często wpadasz przypadkiem na Zabiniego, Ginny.
- Testuję to dla Freda i George’a, odczep się, Harry.
- Na co czekasz, Weasley, puszczaj tę iskrę.
- No już, już. Jesteś strasznie niecierpliwy, Malfoy.
- Jestem zmartwiony kondycją następnych pokoleń mojego rodu.
- Niech Merlin uchroni świat przed powstaniem takowych.
- Och, powstaną, sama tego dopilnuję.
- …
- Draco, kochanie, wyglądasz jakbyś miał zemdleć.
- Jestem tego bliski, Parkinson. I stwierdzam, że siedzisz za blisko.
- No wiesz co…
- HALO, STOP.
- Potter, dlaczego się wydzierasz?
- Protestuję. Nie mam zamiaru być świadkiem ślizgońskich rytuałów godowych.
- Biedactwo.
- Parkinson, to obrzydliwe.
- Powiedziała ta, która wyjątkowo lubi dzielić usta ze Ślizgonami.
- Jednym Ślizgonem, bardzo konkretnym.
- Taaak, a Nott sobie wszystko wymyślił.
- Niech cię szlag, Parkinson.
- Po raz trzeci, sprzedane.
- Co?
- Och, nieważne. I gdzie ten twój Zabini?
- Nie wiem. Malfoy, wyglądasz trochę zielono.
- Zamilknijcie wszyscy, muszę odreagować.
- A cóż takiego, kochanie?
- Twoje wyjątkowo męskie usta na moich.
- Och!
- Pansy, nienawidzę cię. Potter, natychmiast przestań się szczerzyć.
- Bo co?
- Bo skręcę ci kark.
- Chcę zobaczyć jak próbujesz, fretko.
- Ty plugawy…
- Siad, Draco.
- Jak śmiesz tak do mnie mówić! I gdzie, na litość Merlina, jest Zabini?!
- No, Parkinson, widzę, że nieźle go wytresowałaś.
- Ma się ten talent, Weasley.
- Ty pusta, niewarta knuta…!
- Nie kończ tego, Draco.
- No, Malfoy, również nie radzę.
- Ktoś cię pytał, Potter?
- Nie, ale wiesz. Co dwa ostrzeżenia to nie jedno.
- Czyżbyś się martwił?
- Nie bardzo, ale gdyby cię rozszarpała to cały schowek śmierdziałby krwią.
- Nie, Potter, znam parę naprawdę dobrych zaklęć czyszczących.
- Och, w takim razie… Co chciałeś powiedzieć, Malfoy?
- Gnida.
- Miło mi, jestem Harry.
- Odzywka rodem z pierwszego roku.
- Rzekł Malfoy.
- Zamknij się.
- Zmuś mnie.
- Och, ty!
- Draco, na miłość Merlina.
- Harry, weź głęboki oddech.
-A wy co, terapeutki?
- Wątpisz w nasze kwalifikacje, Potty?
- Stuprocentowo. Gdzie jest Zabini?
- Za drzwiami, od jakiś dziesięciu minut, jak się bawicie?
- Blaise, otwieraj te przeklęte drzwi!
- O, Ginny. Nie mogę, Potter i Draco odbywają karę.
- A gdzie nasza wina w tym zamieszaniu?
- Wtykanie nosa w każdy schowek po drodze?
- Bardzo zabawne, Zabini. Otwórz!
- Mówiłem już, Pansy, nie mogę.
- Zabini, masz dokładnie pięć sekund zanim…
- Zanim co?
- Pansy, podaj mi różdżkę!
- Nie ma mowy, zniszczysz ją!
- Dawaj, kobieto!
- Och, na litość! Jedno pęknięcie, Draco, i przysięgam, nie pozbierasz się. Trzymaj.
- Odsuńcie się od drzwi. Wszyscy.
- Co ty tam szepczesz, Draco?
- Nic takiego, Blaise. Pięć.
- Co?
- Cztery.
- Draco, na litość Merlina!
- Trzy.
- Co on kombinuje, Parkinson?
- A bo ja wiem.
- Dwa.
- Draco…
- Jeden. Bombarda Maxima!
- Jasna cholera!
- Blaise!
- O Merlinie…
- Moje… wszystko…
- Ostrzegałem. Twoja różdżka, madmoiselle.
- Nie cukierkuj, jeżeli ją zniszczyłeś...!
- Och, daj spokój. No, więc… żegnam się z wami!
- Wracaj tu, parszywy szczurze! Zabić go chciałeś?
- Och, to jeszcze nic, Weasley. Niech tylko wróci do lochów.
- Mam pytanie.
- Streszczaj się, Potter.
- Jakim cudem nie wpadliśmy na to prędzej?
- Nie mam pojęcia. Ważne jest to, że już jesteśmy wolni. Pansy, gdzie jest kuchnia w tym okropnym zamczysku?
- Zaprowadzę cię, Draco. Na razie, Gryfoni!
- I Zabini, pieprzony zdrajco domu.
- Ała… Ginny, pomożesz mi dojść do dormitorium?
- Och, tak, jasne! Cześć, Harry.
- Tak, pa… Ginny!
- Tak, Harry?
- Uważaj na ślizgońskie zarazki.
- Och!


Koniec.