NZ PG Wpadki, wypadki i przypadki Dracona Malfoy'a

A takie tam o życiu~

Teksty, w których ta dwójka odgrywa duże role.

Postprzez SzaraEminencja » 19 sie 2013, o 22:20

Właściwie nie miałam zamiaru tego nigdzie publikować, ale doszłam do wniosku, że nie dzielenie się ze światem mym geniuszem byłoby grzechem śmiertelnym.
Chciałam sparować Rona i Draco, nie odchodząc od kanonu. Czuję, że mi się nie uda, ale spróbować zawsze warto. Jest też Drarry (wybaczcie mi za to, że zrobiłam z profesor Trelawney yaoistkę). Chcę też zrobić wątek Severus x Draco...ale nie chcę robić aż takiej haremówki. Więc chyba zostanę przy tym, że Severus kocha na wieki Lily, a Draco kocha na wieki siebie.
Rany, trochę się denerwuję ^///^
„Wpadki, wypadki i przypadki Dracona Malfoy’a”
1

Nie każdy ma zaszczyt posiadać wroga. Samo kłócenie się i wklejanie gum do żucia we włosy nie świadczy jeszcze o nienawiści. Bo nie chodzi tu o sztampowe określenie tego słowa – chodzi o nienawiść pełną pasji i namiętności; nienawiść, która sprawia, że gdy widzisz osobę nią obdarzoną to masz szczerą ochotę torturować ją do końca świata. Ron Weasley dostąpił tego zaszczytu od Draco Malfoy’a. Jaśnie Panicz Malfoy pozwalał mu się łaskawie nienawidzić. Ha! Nawet go zachęcał i w dodatku nie oczekiwał niczego w zamian, a to rzadkie w jego postępowaniu dawać coś za darmo. Przynajmniej tak zawsze myślał Ron – kiedy tylko widział Malfoy’a to mógł się założyć, że ten kretyn łaskawie zezwala mu się nienawidzić! Ta myśl doprowadzała go na skraj szaleństwa. A dziś z samego rana, na lekcji eliksirów, został z tego skraju brutalnie zepchnięty w głęboką przepaść szalejącej rozpaczy. Profesor (kurwa mać!) Snape zarządził losowanie par, które będą wspólnie pracować nad projektem. Ron miał to nieszczęście, że trafił na tego bladego złośliwca co wydało mu się niesprawiedliwą złośliwością losu. Wszak Hermiona wyliczyła, że miał zaledwie 4% parszywej szansy, że trafi właśnie na niego. Ron uznał to za spisek w niego wymierzony przez władze Slytherinu.

Od razu uznał, że to wina Malfoy’a.

- No to co, Weasley? Idziemy do biblioteki? – Malfoy zaczepił go zaraz po wyjściu z klasy. Był zadowolony z siebie jak zwykle, ale wrażliwe ucho od razu wychwyciłoby nutkę rozpaczy czającą się w jego głosie. Jednak Ronowe uszy do wrażliwych bynajmniej nie należały. Blondyn natomiast kontynuował:
– Chyba będę musiał zostać twoim przewodnikiem, bo wątpię abyś w ogóle wiedział gdzie jest biblioteka. Rany, że też muszę to robić z tobą! – tutaj skrzywił się złośliwie – Już chyba wolałbym z Granger. Myślicie na tym samym poziomie, ale ona przynajmniej umie czytać.
Wierna grupka Ślizgonów podążająca za Mlafoy’em wybuchła śmiechem. Ron miał dziwne wrażenie, że Malfoy ich wytresował, aby śmiali się na komendę.
- Umiem czytać, idioto – odpowiedział zaciskając zęby i przyśpieszając kroku – i wiem gdzie jest bibliote…
- Co za sukces! Nie spodziewałem się! – wyszczerzył się Malfoy, a w ślad za nim pozostali Ślizgoni. Ron przystanął i odwrócił się do niego. Czuł, że robi się czerwony ze złości, a pięści zacisnęły się całkowicie bez jego świadomej woli. Czuł, że musi go uderzyć, ale pohamował się. Nie teraz… Nie teraz, kiedy muszę zdać eliksiry… Muszę zrobić z nim ten projekt…
- Czy możemy pójść do tej biblioteki sami, czy nie ruszysz się bez swojej obstawy? – powiedział wolno, cedząc każde słowo. Miał to być spokojny ton, ale raczej mu nie wyszedł – No chyba, że się boisz, że się zgubisz… Albo, że cię pobiję – dodał już radośniej, wyraźnie zachwycony własną pomysłowością i doborem słów.
Droco Malfoy odrobinę spoważniał i spojrzał się na Rona wyzywająco:
- Jedyne co mnie w tobie przeraża to twoja głupota, Weasley.

Po tej małej (jak na ich standardy) utarczce dali sobie spokój i niemalże zgodnie poczłapali do biblioteki.

Mało kto ma takiego pecha jak Dracon Malfoy. Draco ubolewał nad swoim straszliwym losem namiętnie i bezustannie – jak to się stało, że ktoś tak piękny i zdolny jak on musi się zadawać z tym wszędobylskim pospólstwem i hołotą? Jak to możliwe, że ktoś tak ważny i wysoko urodzony jest stawiany w równym rzędzie z tym całym motłochem? Kiedyś Draco był pewien, że o miejscu, jakie ktoś zajmie w jego osobistej hierarchii decyduje czystość krwi. To „kiedyś” trwało, dopóki nie spotkał Ronalda Weasley’a – największą, piegowatą pomyłkę familii Weasleyów. Bycie największym Weasley’owym przygłupem jest bardzo trudne, biorąc pod uwagę liczną i wymagającą konkurencję. Ale Ron dawał sobie radę mistrzowsko. Jednak nie miał stale zapewnionego „miejsca dla wrogów” w czeluściach zimnego serca Draco. Musiał o ten tytuł rywalizować z Harrym Potterem, chociaż Draco musiał przyznać, że nie był do końca pewien jakie miejsce w jego klasyfikacji powinien zająć Harry. Samo określenie „wróg” było niepełne i nie oddawało całego tragizmu ich relacji.
Więc chyba pozycja Rona pozostaje niezagrożona.

Właśnie szedł razem z Rudzielcem do biblioteki. Jego ślizgońscy koledzy odeszli, przez co czuł jak drobinki strachu powoli kiełkują w jego umyśle. Nie lubił zostawać z Weasley’em sam na sam – to zawsze kończyło się źle dla obu stron. Poza tym Draco, pozbawiony publiki, tracił lwią część energii i chęci prawienia złośliwości. Samotnie po prostu nie czuł się sobą.
Ron pchnął potężne drzwi i wkroczyli do Świątyni pod wezwaniem Hermiony Granger. Draco szybko wyminął Rona i wyciągnął się na krześle przy stoliku stojącym na samym końcu rzędu. Był to chyba stolik proponujący największą intymność, bo był częściowo przysłonięty regałem, a częściowo wielką, liściastą rośliną o słodkawym zapachu.
- Profesor Snape faworyzuje Ślizgonów? –oburzony Malfoy zapytał powietrze przed sobą, zakładając nonszalancko ręce za głowę – dobre sobie! On nas wystawia na próbę! Projekt z Weasley’em to próba straszna i przekraczająca możliwości każdego, kto ma IQ powyżej siedemdziesięciu!
- Zamknij się, Malfoy. To jest biblioteka – wysyczał Ron siadając i rozglądając się nerwowo dookoła. Biblioteka była obecnie zdominowana przez Puchonów i Krukonów. I dobrze. Malfoy nie będzie miał widowni.
- Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy – wymamrotał Ron wysypując na stół wszystkie podręczniki, aby odszukać ten od eliksirów. Draco tylko spojrzał na niego z politowaniem i błyskawicznie wyciągnął swój:
- Nie chcę cię drażnić, Weasley… No, może trochę… Ale mi na tym nie zależy.
Ron na chwilę zesztywniał ze złości i poczuł denerwujące gorąco wewnątrz głowy. Spojrzał ze złością na blondyna, oczekując wyjaśnień.
- Ja i tak będę miał wybitny z eliksirów – powiedział beztrosko Malfoy, obracając pióro w swoich chudych palcach – a ty, biedaczku, musisz się naprawdę postarać, aby w ogóle zdać. To, czy ci pomogę zależy tylko od mojej dobrej woli. A ja takowej nie posiadam – tutaj uśmiechnął się złośliwie, po czym zniżył głos do szeptu:
- Niewykluczone, że profesor Snape to przewidział i specjalnie przydzielił cię do mnie.
Ron poczerwieniał ze złości – nawet jego włosy stały się czerwieńsze.
- To nie pomagaj, Malfoy.
- Nie zgrywaj bohatera, Weasley. Jesteś beznadziejny z eliksirów, a nikt inny ci nie pomoże. Jak tylko oddasz pracę profesorowi Snape’owi, ten wleje ci Serum Prawdy do gardła i zapyta kto ci pomagał. Masz tylko mnie – Malfoy zabujał się radośnie na krześle.
- Jeżeli myślisz, że będę cię błagać, to się mylisz. Wolę chyba nie zdać niż prosić cię o cokolwiek.
- Nie musisz prosić – szybko odparował Draco – po prostu chcę czegoś w zamian. Ja ci pomogę w projekcie, a ty później zrobisz coś dla mnie.
Ron spojrzał na niego podejrzliwie i z odrazą. Nie dość, że ten rozpieszczony intrygant łaskawie godzi się robić coś, co po prostu powinien zrobić, to jeszcze żąda zapłaty!
- Co miałbym niby zrobić? Obierać ci jabłka i masować stopy?
- To byłoby odrażające! – zawołał oburzony Malfoy, na tyle głośno, że cała czytelnia spojrzała groźnie na ich stolik – nigdy nie pozwoliłbym ci dotknąć moich pięknych stóp! Nie zasługujesz na to! Na dotykanie moich jabłek też!!! – nagle się opamiętał i ściszył swój głos tak, że jego głośność była niemalże przyzwoita – to będzie niespodzianka, Weasley. Ale nie martw się. Nic strasznego.
Ronowi ta odpowiedź nie spodobała się ani trochę.
- Nasze projekty oddajemy dopiero za dwa tygodnie – kontynuowała Malfoy’owska latorośl – jeżeli będziesz chciał wywinąć się od zapłaty – Ron wzdrygnął się na to słowo – to po prostu powiem profesorowi Snape’owi, że wszystko zrobiłem sam.
Bezczelność i pewność siebie z jaką Draco cedził każde słowo była szalenie denerwująca. Ron wymamrotał coś nieskładnego, co miało oznaczać „tak” i otworzył podręcznik, cały czas mówiąc coś o „cholernych psycholach”, „popaprańcach” i „szantażach”.

Temat, jaki mieli przygotować, był bardzo ironiczny biorąc pod uwagę ich relację. A miał to być Eliksir Miłości. Ron nerwowo wertował podręcznik szukając właściwego tematu, gdy nagle usłyszał „BACH!” tuż przy sobie i poczuł kurz w nosie. To Malfoy trzasnął na ich stolik z tuzin książek, samemu wygodnie rozsiadając się przy Ronie i podtykając mu jakiś papier pod piegowaty nos.
- W podręczniku nic nie ma – oznajmił blondyn tonem znawcy – projekt powinniśmy zacząć od historii eliksiru, twórców, pierwszych receptur i postrzeganiu go na przestrzeni dziejów. Później o dzisiejszej recepturze, składnikach, niewłaściwych zastosowaniach, a na końcu znaczenie eliksiru w kulturze i trochę o wątpliwościach moralnych.
Draco mówiący „wątpliwości moralne” miał taką minę jak wegetarianin mówiący „jedzenie mięsa”, pacyfista mówiący „dobrodziejstwa wojny”, Voldemort mówiący „miłość do mugoli” lub Severus Snape mówiący „szampon do włosów”.
Ron był pod wrażeniem nakreślonego przez Ślizgona planu, ale starał się tego w ogóle nie okazać. Pomyślał w tym momencie, że Malfoy naprawdę się postarał i przygotował. Spojrzał na jego bladą, arystokratyczną twarz czytającą coś żarliwie w powleczonej kurzem księdze. Ciekawe jaka będzie ta „zapłata”?

Na pewno okropna.

Z tą ponurą myślą, Ron zanurzył się w lekturze przepastnej księgi o eliksirach, z której prawie nic nie rozumiał. Ale i tak rozumiał ją bardziej niż Malfoy’a.
Ostatnio edytowano 28 sie 2013, o 16:49 przez SzaraEminencja, łącznie edytowano 1 raz
I like you but I tease you

I cast you but I miss you

I feel you but ignore you

I hate you but I love you!
SzaraEminencja Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 27
Dołączył(a): 15 sie 2013, o 19:47
Lokalizacja: Prawie Rosja

Postprzez SzaraEminencja » 19 sie 2013, o 22:52

2

Od kiedy Draco dowiedział się, że Granger jest beznadziejna z wróżbiarstwa, zapałał do tego przedmiotu prawdziwą miłością. Ilekroć „Wiewiórka” (jak to ładnie ujęła Pansy) szła korytarzem, Draco wygłaszał mowę o tym, że „wróżbiarstwo to istota magii” i że „jeżeli nie ma się talentu do wróżenia, to nie powinno się w ogóle dotykać różdżki”.

Młody Malfoy siedział właśnie na pufie w klasie pani Trelawney i dzielnie udawał, że słucha co ona mówi. Tak naprawdę jego myśli błądziły wokół wczorajszego spotkania z Weasley’em. Nie dość, że ten tłumok nie potrafi wymyślić nic twórczego, zwalając całą robotę na Dracona, to jeszcze ma czelność insynuować jakieś brednie na temat jego włosów! Weasley, w swej nieskończonej głupocie, wyraził przypuszczenie, że Malfoy’owskie włosy są sztucznie rozjaśnione! Skandal! Kto jak kto, ale Ron nie powinien zwracać innym uwagi, że mają włosy niecodziennego koloru. No, ale bycie największym Weasley’owskim przygłupem zobowiązuje…

W drugim końcu klasy siedzieli Harry i Ron – obaj pochyleni nad podręcznikiem i ze smętnymi minami. Rok temu Hermiona zrezygnowała z zajęć i wtedy przysiadł się do nich Neville Longbottom. Lubili tego chłopaka, ale nawet oni musieli przyznać, że spędzanie z nim czasu to niepotrzebne narażanie się na przeciwności losu. Neville właśnie uśmiechnął się do nich i niechcący zaczepił ręką o obrus zrzucając ze stołu mnóstwo kart.

- Dzień dobry, moi mili – profesor Trelawney wyłoniła się z półmroku pobrzękując bransoletami – dziś rozpoczynamy nowy dział wróżbiarstwa. Horoskopy!

Po klasie przeszedł szmer chichotów – prawie nikt nie traktował horoskopów poważnie.

- Rozpoczniemy od odczytywania astralnych wibracji między wami. Dzięki temu ćwiczeniu przekonacie się jak wielki wpływ mają wasze zodiakalne znaki na wasze relacje! Teraz dobiorę was losowo w pary.
- Dlaczego losowo? – zapytała Pansy Parkinson, która już miała plany dotyczące tego z kim będzie w parze – Nie możemy się sami podobierać?
- Nie – profesor Trelawney gwałtownie odrzuciła swój jedwabny szal do tyłu - Losowania są po to, aby powierzyć swe istnienie w ręce losu i dać mu się ukołysać w jego odwiecznym planie.
Parvati i Lavender zanotowały te słowa w swoich notesach.
Profesor wyciągnęła z pudełeczka garść małych karteczek i rzuciła je pod samo sklepienie wieży. Tam, zamiast zacząć spadać, zaczęły wirować i dopiero po chwili zleciały w dół – każda w ręce któregoś z uczniów.
- Co macie? – zapytał Draco swoich ziomków, jednocześnie spoglądając na swoją karteczkę – bo ja mam jakiś dziwny zygzak.
- Ja mam pomarańczową kartkę – Pansy skrzywiła się i rozejrzała po klasie – czyli pewnie Weasley. Swoją drogą: czy ta kobieta musi zawsze tak wydziwiać? Nie mogła napisać imion czy coś?
- Muchomor bardziej pasowałby do Weasley’a – powiedział Draco rozmyślając o ich nieszczęsnym projekcie z eliksirów.
- A ja mam chyba Longbottom’a – Blaise pokazał im swoją kartkę – bo nie wiem kto inny byłby oznaczony jako ludek w bandażach.
Draco przyglądał się jak wszyscy w klasie znajdują swoje pary i wściekał się, że nie wie z kim jest. Po jego obu stronach stali nieodłączni Vincent Crabbe i Gregory Goyle z wyrazami twarzy głupszymi niż zwykle. Takie miny przybierali zwykle wtedy, kiedy zdarzało im się myśleć. Widocznie oni również zastanawiali się kto się kryje za ich karteczkami. Draco miał wrażenie, że tylko ich trójka jeszcze nie odnalazła par. Z ciekawości spojrzał na kartki kolegów i trafnie orzekł, że wylosowali siebie. Po tym intelektualnym wyczynie zebrał należne pochwały i utwierdzając się w przekonaniu, że to najmądrzejszy włada grupą, ruszył po klasie w poszukiwaniu swojej drugiej połówki.

I znalazł ją – przy stoliku pod oknem otulonym purpurową, welurową kotarą. Harry Potter. Najpierw Weasley na eliksirach, teraz Potter na wróżbiarstwie. Draco uznał to za spisek w niego wymierzony przez władze Gryffindoru.

- Ach, więc ten zygzak na kartce to twa sławetna blizna, która ratuje świat przed złem. A myślałem, że to Longbottom po wypadku – Draco mówił to swym zwykłym, ironizującym głosem, ale w myślach z całej siły uderzył głową w ścianę. Powinienem na to wpaść.
- Ja cię od razu poznałem po tej fretce – odparował Harry. Draco usłyszał podszept szaleńczej furii: „zabij go za to!”. Miał też wielką ochotę sprawdzić co było na tej karteczce naprawdę (no bo chyba nie fretka?!), ale duma nie pozwalała mu się zapytać. Usiadł obrażony na dużej, miękkiej pufie obok Harrego i starał się wyglądać na jak najbardziej niezadowolonego z zaistniałej sytuacji. W tej chwili odezwała się profesor Trelawney:
- Zapoznajcie się z opisami waszych znaków w podręczniku i z opisem znaku partnera – Harry i Draco skrzywili się jednocześnie na słowo „partner” – a następnie ustalcie rodzaj energii, która was łączy. Do każdej pary – Draco i Harry poczuli się okropnie – za chwilkę podejdę i pomogę wam ustalać rodzaj energii~
- No to ja jestem z 31. lipca… Czyli Lew - zaczął Harry – „Zalety Lwa: odwaga, wielkoduszność, pewność siebie, chęć pomocy i działania. Wady: zbytnia łatwowierność, egoizm i skłonność do popadania w próżność”.
- Jakież to głupiutkie, gryfońskie i potterowskie – uśmiechnął się Draco – to „popadanie w próżność” bardzo mi się podoba. Zodiak to chyba nie są same głupoty. Zaczynam się przekonywać.
- Super, zobaczymy co ty masz – Harry trochę posmutniał, kiedy dowiedział się, że jest próżny – jak napiszą, że jesteś paskudny i wredny to zacznę wierzyć w horoskopy.
- Jestem z piątego czerwca, czyli z samego środka Bliźniąt: „Bliźnięta są ciekawskie, komunikatywne, błyskotliwe i elastyczne. Ich wady to zbytni konformizm, złośliwość, niezdecydowanie i mściwość” – Harry zauważył, że Malfoy czytający wady Bliźniąt wyraźnie poweselał. Po chwili obaj odwrócili się w kierunku nadchodzącej profesor Trelawney. Jej bransoletki służyły chyba właśnie temu, aby każdy wiedział, że nadchodzi. Większość uczniów kojarzyła to z dzwonkami dla trędowatych, które mają ostrzegać, aby nie podchodzić, bo można się zarazić. Ale od profesor Trelawney można się zarazić chyba tylko szaleństwem.

- Pomogę wam wyczuć waszą energię – usiadła na pufie obok Draco, co chłopak przyjął z pewnym niepokojem – najpierw chwyćcie się za ręce, a później…
- Nie ma mowy! – zaoponował Draco – niech najpierw Potter umyje ręce. Nie chcę się czymś zarazić.
- Zamknij się, Malfoy – zdenerwował się Harry – ja też nie chcę cię dotykać. Jeszcze mi odgryziesz rękę.
- Nie wziąłbym do ust czegoś, co ma tyle zarazków!
- Chłopcy, spokojnie – profesor Trelawney nie wyglądała na wzburzoną – wyczuwam między wami olbrzymie pokłady energii. Nie jesteście ciekawi jej poznania?

Chciała ich tymi słowami zaintrygować, ale niezbyt jej to wyszło. Mimo to Harry złapał drobną dłoń Draco, który przekonał samego siebie, aby jej nie puszczać.

- Macie idealnie dobrane żywioły – zaczęła profesor Trelawney – powietrzne Bliźnięta i ognisty Lew. Merkury i Słońce.
- Przepraszam, ale nie wydaje mi się, aby to było idealne – mruknął Harry.
- Cóż, znaki zodiaku są dosyć ogólne – Trelawney chyba została trochę zbita z tropu – dlatego właśnie najważniejsze jest poznanie energii indywidualnej. Trzymając się za ręce otwórzcie swoje Wewnętrzne Oko i spójrzcie w serce partnera.

Chłopcy poczuli się strasznie głupio, ale zrobili tak, jak im kazała. Harry pierwszy odkrył energię Draco i to był pierwszy raz, kiedy coś mu się na wróżbiarstwie udało. Ale nie miał czasu o tym myśleć, bo jedyne co zaprzątało jego umysł to zimna energia, która przeszywała całe jego ciało na wskroś jak lodowe sople. Ale to było nawet przyjemne uczucie, kiedy masa błyszczących drobin układała się w fantazyjne wzory jak rozlana benzyna. Poczuł, że energia Draco jest niestała i chwiejna, ale jednocześnie pełna i fascynująca. Przeraził się tym, że mu się spodobało. Nie wiedział, że Draco w tym samym momencie czuje jego gorącą energię przesyconą pasją. Słupy światła przygasały, by za chwilę rozbłysnąć nowym blaskiem i sunąć dookoła Draco. Nagle zmieniły się kolory i poczuł ciężką, duszącą woń. To wiązki jadowicie zielonego światła przeciskały się przez energię Harrego. To była energia…

Draco gwałtownie puścił rękę Harrego.

- Wspaniale! – ucieszyła się profesor Trelawney, a Draco z Harrym spojrzeli na nią pełni obaw – jeszcze nie widziałam takiego cudownego połączenia! Pełnego sprzeczności, a jednocześnie wciągającego i stającego się jednym!
Cała klasa zwróciła się w ich stronę, a Sybilla Trelawney, jakby nieświadoma obecności dzieci, zaczęła coraz bardziej zatracać się w swym uwielbieniu:
- Jeszcze nie widziałam dwóch tak różnych energii, które splatają się ze sobą tak gwałtownie i eksplodują pełne pasji! Jak para kochanków, łączy się nadziemska fantazja z erotycznym uwielbieniem!
Po tych słowach w klasie rozłożył się cały wachlarz ludzkich emocji. Pansy się rozpłakała i poprzysięgła sobie zamordować Harrego; Ron poprzysiągł sobie zamordować Draco; Neville spadł z krzesła i zwichnął sobie palec; Crabbe i Goyle podrapali się pod pachą, a Lavender i Parvati zanotowały tą wypowiedź troskliwie w zeszycie.
Draco wykrztusił z siebie tylko: „Jak mój ojciec się o tym dowie to pożegna się pani z posadą”.
A Harry wyglądał jeszcze gorzej niż wtedy, kiedy przepowiedziano mu śmierć…

Na szczęście w tym momencie rozległ się dzwonek, co niewątpliwie zapobiegło rozlewowi krwi. Uczniowie wyszli z klasy rozmawiając o swoich energiach i zastanawiając się czy profesor Trelawney wie co mówi. Gdyby schodziła z tej wieży i zamiast Wewnętrznego Oka używała czasem dwóch zewnętrznych, to wiedziałaby, że Potter i Malfoy to zażarci wrogowie i o żadnym „erotycznym uwielbieniu” nie może być mowy.

Dracon Malfoy został na chwilę w klasie czekając, aż wszyscy wyjdą. Zastanawiał się, czy rzeczywiście powiedzieć o tym swojemu ojcu – wszak ktoś tak niekompetentny jak Sybilla Trelawney nie powinien uczyć! Przeciągnął się na pufie i wtedy zobaczył na podłodze małą karteczkę. Potter pewnie ją upuścił.
Podniósł ją i z powrotem usadowił się wygodnie na pufie. Nie otworzył jej od razu, bo próbował sobie wmówić, że nie obchodzi go, co Harry sobie o nim myśli. Po odczekaniu pięciu sekund otworzył ją pożerając papier wzrokiem z ciekawości.

W środku było małe, czerwone serce.

***************************************************************************************************************************************************************************************************
Proszę, nie weźcie mnie za jakąś sekciarę - wątek z aurami to był tylko taki pretekst do Drarry, nie chcę tu forsować ezoteryzmu ^^' Chociaż Wróżkę czasem kupuję
Jest tu pewien spory błąd merytoryczny, ale nie powiem jaki, to może nie zauważycie :'D
I pewnie (nie) zastanawiacie się dlaczegoż takim afektem darzę znaki Zodiaku (pomijając może to, że niektóre ich cechy naprawdę pasują do bohaterów). Otósh:
*Uwaga! Poniższy tekst zawiera moje niezwiązane z historią wynurzenia i orzechy arachidowe. Masz dość rozumu i nie dość czasu - nie czytaj!*
Jestem fanką Hetalii, co w połączeniu z zamiłowaniem do historii i geografii czyni ze mnie fanatyczkę. Pół życia żyłam w przekonaniu, że w dniu moich urodzin (05.06.) jest Święto Narodowe Ugandy. O, jakże się pomyliłam! 05.06. żaden kraj nie ma święta narodowego! Dla Hetarda to cios w serce i strzał w duszę! Miałam więc do wyboru:
1. Zmienić sobie datę urodzenia.
2. Znaleźć coś innego, co się dzieje 05.06.
3. Dać sobie spokój.

Ponieważ punkty 1 i 3 są karygodne, postawiłam na punkt 2. I udało się - 05.06. Seszele obchodzą Święto Wyzwolenia! Ale musicie przyznać, że to trochę za mało... I wtedy dowiedziałam się, że Draco ma wtedy urodziny. Oczywiście na początku nie wiedziałam któż to jest, a jak dowiedziałam się, że to postać z HP to nawet się troszkę załamałam... Tak, tak - do niedawna zaliczałam się do wrogów Harrego Pottera i hejtowałam go na każdym kroku...
Załamałam się po tym jak przeczytałam w "Światło pod wodą", że Draco urodził się w styczniu! Autorka tego opowiadania ubodła mnie tym w serce, tym bardziej, że jej tekst jest super popularny! Pewnie zrobiła tak tylko na potrzeby opowiadania - aby Draco mógł zamówić alkohol, a Harry nie - ale niektórzy mogli pomyśleć, że to prawda! Dlatego staram się szerzyć wśród ludu, że tacy genialni ludzie rodzą się tylko 05.06.
W "Świetle..." jest też moment w którym Draco wyśmiewa Harrego, że "jego arystokratyczna cera nie może mieć piegów" czy jakoś tak. Draco w oryginale piegi ma, ale z tym błędem chyba walczyć nie będę, bo sama piegów nie lubię i kojarzą mi się wyłącznie z Ronem... A, chyba też w "Do diabła z nienawiścią" pojawia się wątek Draco, który nienawidzi piegów...
I like you but I tease you

I cast you but I miss you

I feel you but ignore you

I hate you but I love you!
SzaraEminencja Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 27
Dołączył(a): 15 sie 2013, o 19:47
Lokalizacja: Prawie Rosja

Postprzez katincia » 27 sie 2013, o 23:54

Początek mnie nawet nieco rozbawił, spodobała mi się myśl, że Draco łaskawie pozwala się nienawidzić. Jednak gdy doszłam do
Profesor (kurwa mać!) Snape
uśmiech z mojej twarzy znikł. Na prawdę uważam, że tą kurwę możnaby czymś fajniejszym zastąpić, jakimś zabawnym określeniem, które nie jest w Polsce uznawane za wulgaryzm, ale może obrażać Snape'a. To wywołałoby dalszy usmiech, a ta kurwa (i to jeszcze kurwa mać!) raczej u mnie wywołuje niesmak.

Niektóre zdania są moim zdaniem za krókie i nieco niedopracowane. Np:
Był zadowolony z siebie jak zwykle ale wrażliwe ucho od razu wychwyciłoby nutkę rozpaczy czającą się w jego głosie. Ale Ronowe uszy do wrażliwych bynajmniej nie należały.

Brakuje przecinka przed 'ale', to samo 'ale' rozpoczyna następne zdanie, niepotrzebne powtórzenie. Powtórzenia występują też w innych zdaniach, czasem, np. gdy wypowiada się bohater są najzupełniej w porządku, ale w części narracyjnej moim zdaniem zgrzytają.

Podoba mi się natomiast np.
Ron miał dziwne wrażenie, że Malfoy ich wytresował, aby śmiali się na komendę.
Taki miły wgląd w myśli Rona;]
Draco ubolewał nad swoim straszliwym losem namiętnie i bezustannie – jak to się stało, że ktoś tak piękny i zdolny jak on musi się zadawać z tym wszędobylskim pospólstwem i hołotą

Znów wywołałaś u mnie uśmiech.

Nie znoszę za to wstawek od narratora umieszczonych w nawiasie. Tak to mogę pisać do koleżanki w mailu, ale nie widziałam, żeby w jakiejś zwykłej książce autor w ten sposób pisał, chyba że jako zabieg zupełnie celowy. Ty jednak stosujesz nawiasy od przypadku do przypadku.

Mam też wrażenie, że zbyt często posługujesz się pierwszymi imionami bohaterów, cały czas jest Ron i Draco, ewentualnie nazwiska. A można by wprowadzić trochę urozmaicenia, chłopak, rudzielec, gryfon itd. U ciebie inne określenia na chłopców występują chyba jedynie gdy któryś z bohaterów wypowiada się albo myśli o drugim.

Generalnie jakiś strasznych błędów nie widzę, gdzieś widziałam brakujący przecinek, jednak widzę, że starałaś się dopracować tekst. Nad stylem można by popracować, przydałaby się pewnie beta, jednak myślę, że masz pewien potencjał. Podoba mi się twój dowcip i jeśli dopracujesz tekst może wyjść całkiem fajnie.

Zaczęłam tylko czytać drugiego twojego posta.
Od kiedy Draco dowiedział się, że Granger jest beznadziejna z wróżbiarstwa, zapałał do tego przedmiotu prawdziwą miłością. Ilekroć „Wiewiórka” (jak to ładnie ujęła Pansy) szła korytarzem,[...]

Bardzo ciekawi mnie skąd się wzięła ta Wiewiórka? Bo to raczej określenie dla Ginny, Wiewiór dla Rona, ale dla Hermiony? Przypuszczam, że mogło ci chodzić o wydatne zęby, ale to może 'Boberek', 'Królik', albo coś jeszcze innego.

Dalej już dzisiaj nie czytam, bo późno. W podsumowaniu powiem, że tragedii nie ma. Szału też nie ma. Styl do szlifu, są niezłe momenty, są gorsze. Bohaterowie wydają się być dosyć kanoniczni, jednak na razie wg mnie płytcy i schematyczni. Sztampowi, tacy jak w tysiącu innych opowiadań i czegoś tu moim zdaniem brakuje. Jeśli chodzi o pomysł nie będę oceniać, bo jeszcze niewiele się wydarzyło. Początek to powielenie pewnego schematu, gdzie nauczyciele z jakiś sobie znanych powodów przydzielają do wspólnego projektu dwójkę nielubiących się uczniów, było tego dużo w wersji Drarry i Dramione. Może jakoś uda ci się wybrnąć ze schematu, przyznam, że połączenie Draco/Ron dosyć niespotykane.

Nie napisałam w sumie żadnego tekstu, zajmuje się raczej rysunkiem i innymi pierdołami więc możesz uznać, że się nie znam ;) Ale doceń, bo po latach czytania zarejestrowałam się żeby napisać komentarz właśnie do twojego tekstu. Spodobała mi się twoja obrona niezbyt dobrego tekstu w części Drarry. Myślę, że masz rację i jeżeli to nie była czyjaś prowokacja, a poważny tekst to niedoświadczony autor może się po takich komentarzach zrazić.

pozdrawiam,
K.
katincia Offline


 
Posty: 4
Dołączył(a): 27 sie 2013, o 23:39

Postprzez SzaraEminencja » 28 sie 2013, o 16:51

Nie wiem co napisać z tej ogromnej radości~ Właściwie to bardziej cieszę się z pochwały mej "obrony" niż z komentarza do tekstu xD Ale na komentarz naprawdę długo czekałam i cieszę się, że się doczekałam ^^ Muszę dać upust swej radości:
^^ :D :)))) XDDDDD ~w~

Wybacz to "kurwa", ale czytałam, że Rowling w którymś wywiadzie powiedziała, że Ron jest osobą, która dużo przeklina. Tylko że książka jest dla dzieci (teoretycznie), więc musiała to ocenzurować. I ogólnie myślałam, że za mało przekleństw piszę... A tu się okazuje, że ludzie wcale przekleństw nie lubią ._.''
I rzeczywiście urozmaicenie muss sein, ale za bardzo nie wiem jak. Zawsze mi coś nie pasuje i koniec końców piszę imię >.>
A bohaterowie raczej pozostaną schematyczni i tacy jak w tysiącach innych opowiadań - to "dzieło" nie ma ambicji zmiany fanfikowego świata. Przyznam się, że w ogóle nie chciałam tego publikować... Kiedy wklepałam pierwsze zdanie to nawet nie wiedziałam o kim to będzie. Na początku miało to być FrUK z Hetalii...
Pomysłu jakiegoś wielkiego nie mam; tyle tylko, że rozdziały nieparzyste to będą spotkania Draco i Rona, a parzyste to jakieś inne głupoty.

Dobrze dostać komentarz to człowiek chociaż wie w którą stronę pójść... Ale ten rozdział pisałam dosyć dawno i postanowiłam go opublikować po pierwszym komentarzu (nie pytajcie why). Dlatego jest jaki jest ^^'

3

Ronald Weasley postanowił zawitać do biblioteki trochę wcześniej niż się umówił z Draco. Chciał też sobie na spokojnie przemyśleć wydarzenia z dzisiejszej lekcji eliksirów, a w dormitorium nie było obecnie zbyt spokojnie – Seamus Finnigan podpalał zasłony, Dean Thomas rozlał swoje farby, a Neville Longbottom robił sobie krzywdę. Harry gdzieś przepadł, a w pokoju wspólnym przesiadywali Fred & George, co oznaczało brak spokoju samo przez się. Kiedy wszedł do biblioteki, Draco już tam był i to nie sam. Siedział przy podłużnym stole, opowiadając coś cicho; Vincent i Gregory siedzieli po jego prawicy i słuchali. Po jego lewej stronie siedzieli Blaise, Pansy i Theodor Nott. Ten ostatni rzadko pojawiał się w towarzystwie, więc Ron pomyślał, że to pewnie jakieś obowiązkowe spotkanie sekty. Ślizgoni wyglądali jakby wcielali się w role Apostołów z „Ostatniej Wieczerzy”, a Malfoy był ich Jezusem.

Ron przeszedł całą bibliotekę, by usiąść przy tym samym stoliku co wczoraj. Trochę się odprężył, kiedy usiadł na krześle, odcięty regałem od wścibskich, ślizgońskich spojrzeń. W powietrzu unosił się rozkoszny, słodkawy zapach, co wprawiło go w senny nastrój i pozwoliło się zrelaksować. Trelawney gada jak potłuczona. Kto by się jej słuchał? Niepotrzebnie się martwiłem – przecież Harry nigdy nie zaprzyjaźni się z tą wredną mendą. Znaczy…nie zakocha… Chociaż…Malfoy jest nawet ładny…
Ron, przerażony własnymi myślami, rozejrzał się dookoła w obawie czy ktoś nie czyta mu w głowie.

Tak bardzo się tego zawstydził, że postanowił dać sobie szlaban na myślenie.

W tym postanowieniu wytrwał dobre kilka minut.
- Co tak siedzisz? – usłyszał nad sobą lodowaty głos Draco – Czas to pieniądz, wiesz? Nic dziwnego, że jesteś taki biedny.
- To ty się spóźniłeś dziesięć minut, bo wolałeś sobie gadać z koleżkami – wkurzył się Ron, patrząc na zegarek.
- Ale ja jestem bogaty – żachnął się Draco – więc mogę sobie na to pozwolić.

Ron chętnie wdałby się w dalszą kłótnię, ale jego umysł był zupełnie gdzie indziej. Nie chciał się jednak pytać Malfoy’a o co chodziło z tymi aurami… Czuł, że chce znać odpowiedź, ale nie chce znać prawdy. Fatalne uczucie. Patrzył jak Malfoy z gracją pada na krzesło naprzeciwko i jak światło rozświetla jego płowe włosy. Jest ładny… Ale tylko gdy siedzi cicho.

Draco tymczasem cały czas czuł się zawstydzony po „incydencie z aurą”, ale nie chciał tego dać po sobie poznać. Spojrzał na lekko opalone ręce Rona, nakrapiane piegami, które wyglądały jakby kropelki pomidorówki rozpryskały się na nich i wbiły w skórę.
- Musimy przećwiczyć tworzenie eliksiru – powiedział po chwili Draco leciutko stukając bladymi palcami o blat, jakby grał na pianinie – bo to jest w sumie najważniejsze i najtrudniejsze. Będziemy musieli zrobić ten durny eliksir przy klasie i musi wyjść idealny. Idealny. Wiesz co to za słowo, Weasley?

Ron wyrwał się ze świata myśli na dźwięk swojego nazwiska. Poznawał ten dźwięk po tym, że Malfoy zawsze wymawiając je podnosił swój głos o pół tonu, co sprawiało, że jego lodowaty głos zdawał się być jeszcze bardziej złośliwy. Draco widocznie zorientował się, że nie słuchał, bo zaczął narzekać:
- To ja tu staram się jak mogę, aby projekt wyszedł dobrze, a ty się tylko gapisz, jakby było na co! Chociaż w sumie jest na co. Na mnie – uśmiechnął się złośliwie, a Ron pomyślał, że Malfoy naprawdę czyta w myślach. Poczuł jak uszy robią mu się czerwone, ale nie wiedział czy to ze wstydu czy ze złości:
- Nie gapiłem się. Myślałem.
- No tak, nie możesz robić tych dwóch czynności naraz, bo to dla ciebie zbyt skomplikowane. Wybacz, że zapomniałem o ułomności twojego umysłu.
- Sam masz ułomny mózg, Malfoy – syknął Ron i wyjął na stół trochę pognieciony zeszyt – a tak w ogóle to tu mam twórców eliksiru i ich skrócone biografie.
Draco wziął zeszyt, ale trzymał go tak jakby był brudną bielizną. Musiał przyznać, że Ron się postarał. Na ich wczorajszym spotkaniu, kiedy pracowali nad skróconą historią eliksiru, Rudzielec prawie nic nie wiedział i nie odnajdywał się w książkach. Widocznie chciał się teraz zrehabilitować i pokazać, że jednak na coś go stać. Słodkie – pomyślał Draco. Ale na głos powiedział:
- Zeszyt też masz po bracie?
Ron poczuł się okropnie – nie czułby się gorzej, gdyby ktoś go wdeptał w ziemię i posadził na nim kalafiora. Nie oczekiwał pochwały (to przecież Malfoy - nie oczekujmy niemożliwego), ale mógłby się wypowiedzieć na temat jego pracy, a nie wiecznie śmiać się z jego…umiarkowanie dostatniego stanu materialnego.

- Słuchaj, Malfoy – powiedział wstając powoli z krzesła; gniew dosłownie go unosił – po pierwsze to przestań się powtarzać, ty rozwydrzony… A po drugie to jak jeszcze raz powiesz coś takiego, to ja zacznę się śmiać z tej twojej sławnej aury – spróbował się ironicznie uśmiechnąć (tak, jak to robi Malfoy), ale na jego twarz wypełzł tylko grymas gniewu.
Draco lekko skulił się wbrew swej woli, ale szybko ocenił sytuację – po drugiej stronie biblioteki nadal siedziała jego świta, więc w razie ataku jest bezpieczny. Tyle, że Weasley nie zamierzał atakować. Skonsternowany Draco spojrzał w jego błękitne oczy, które na twarzy powleczonej gniewem, były jedynym miejscem, którym władało inne uczucie – smutek. Draco po raz pierwszy w życiu pożałował swoich słów. A zaraz miał nadejść drugi raz:
- A co ty niby możesz o mojej aurze wiedzieć, co? Bo ja wiem o twojej co nieco od Pansy. Powiedziała, że jest wodnista, galaretowata i śmierdzi trawą.
- Słuchaj… Nie wiem co ty masz do Harrego, ale odwal się od niego – odparł Ron, zastanawiając się jednocześnie jak można nie lubić zapachu trawy – od początku pierwszego roku, nic tylko mu dokuczasz. Mi zresztą też, ale to pewnie dlatego, że papugujesz ojca. Może Harry ci się podoba, a ty starasz się tylko zwrócić na siebie jego uwagę, aby…
- Zamknij się, Weasley! Widać, że jesteś tak samo głupi jak i rudy. Nic nie wiesz o moich motywach, a nawet jakbyś wiedział to byś ich nie pojął! Nie bujam się w Potterze, jeżeli o to ci chodzi. Weź go sobie, jest twój – tutaj zaprezentował Ronowi jak wygląda profesjonalny, ironiczny uśmiech.
Wściekły Ron zarzucił sobie torbę na ramię czując, że musi zakończyć rozmowę w tym momencie, bo jeżeli potoczy się dalej to skończy się na rękoczynach.
- W poniedziałek w sali od eliksirów - wycedził wściekle przez zęby - tylko się nie spóźnij.

Draco obserwował wściekłego rudzielca, dopóki jego sylwetka nie zniknęła całkowicie za drzwiami.
I like you but I tease you

I cast you but I miss you

I feel you but ignore you

I hate you but I love you!
SzaraEminencja Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 27
Dołączył(a): 15 sie 2013, o 19:47
Lokalizacja: Prawie Rosja


Powrót do Harry, Draco

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość