[Z] [T] Tajemnice

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Kaczalka » 4 sie 2017, o 21:55

Rozdział pięćdziesiąty trzeci

Harry usiadł obok Kingsleya w centralnej części przodu sali. Co prawda słuchał zarzutów, ale tylko jednym uchem. Lepiej niż wszyscy zdawał sobie sprawę, jakie przestępstwa popełnili oskarżeni. Kingsley wiedział dość dużo, ale zeznał tylko to, co konieczne. Harry przez moment zastanawiał się, do jakiego domu przydzielono go w Hogwarcie. Pewnie do Slytherinu, może Gryffindoru. Knot bez wątpienia był cholernym Puchonem. Na szczęście zniknął już z ich życia.
Poczuł żal, że nie ma z nimi Scrimgeoura. Mężczyzna z czasem robił na nim coraz lepsze wrażenie i absolutnie nie zasłużył na śmierć. Umarło już zbyt wiele osób.
Nie mogąc się opanować, rozejrzał się dookoła. Kingsley miał rację, sporo ludzi przyszło, żeby ich poprzeć. Cóż, nie wiedział, czy chcą wspierać Draco i pozostałych oskarżonych, czy tylko jego, gdy będzie bronił pozostałych. Zapewne chodziło o to drugie, ale nie miało to większego znaczenia. Dobrze, że tu byli.
Ron i Hermiona, bliźniaki i Ginny. Fred i George bez wątpienia przyszli tu dla niego i Draco, ale pozostali Weasleyowie również się stawili. Nawet Percy, choć siedział po drugiej stronie pomieszczenia, razem z resztą urzędników. Robił notatki podczas trwania procesu z nieustannie spuszczoną głową i wyglądał tak, jakby uszła z niego życiowa energia. Harry mógł mieć tylko nadzieję, że śmierć Voldemorta zwróci mu w końcu to, czego potrzebował. Bo jeśli nie, to już nic nie pomoże.
Przybyła też McGonagall wraz z wieloma członkami zakonu. Moody wydawał się tak ponury jak zawsze, ale kiedy spojrzał na Harry’ego, puścił do niego oczko. Harry najpierw zamrugał w szoku, ale zaraz zrewanżował się uśmiechem.
Nie zabrakło żadnego z członków Armii Dumbledore’a. Co zadziwiające, neutralni Ślizgoni rozproszyli się wśród całej grupy, choć Harry’ego nieszczególnie zaskoczył widok Daphne obok Lavender i bliźniaczek Patil, a Blaise’a przy Ginny.
Crabbe i Goyle na razie pozostawali pod nadzorem Zabiniego, o co zadbali wcześniej Draco i Harry. Mieli swoje problemy, ale i tak świetnie się spisywali. Prawdopodobnie potrzebowali więcej odwagi niż większość ludzi, aby stanąć u jego boku. Do tej pory raczej nie podejmowali samodzielnie zbyt wielu decyzji, jednak tym razem im się udało.
Harry po raz kolejny poczuł się wdzięczny, że wszyscy przetrwali ostatnią bitwę. Ulżyło mu też, że Kingsley zadbał, aby ta strona sali zapełniona została tylko jego zwolennikami, a nie reporterami. Ludzie patrzyli na niego tak jak zwykle, więc wciąż był dla nich tylko Harrym, jakiego znali.
Druga strona pomieszczenia to już zupełnie inna bajka. Przypomniał mu się proces Bagmana, który obserwował w myślodsiewni Dumbledore’a. Wcale nie byłby zaskoczony, gdyby poprosili o przeklęte autografy jeszcze w trakcie trwania rozprawy. Wielu z nich patrzyło na niego z podziwem. Niektórzy z odrobiną strachu, ale jednak głównie z podziwem.
Był dla nich prawdziwym, żywym bohaterem, zaszczycał ich swoją obecnością. Na tę myśl parsknął cicho. Gdyby nie podchodził do tego z rezerwą i humorem, z pewnością by oszalał.
Poczuł dłoń na ramieniu, więc obrócił głowę i posłał Remusowi smutny uśmiech. Remus odwzajemnił się tym samym, a Tonks obrzuciła ich rozbawionym spojrzeniem. Harry miał pewność, że gdy tylko będzie mogła się odezwać, skomentuje złośliwie przymilne zachowanie członków Wizengamotu.
Jego rozmyślania zostały przerwane przez jednego ze starszych czarodziejów.
— Panie Potter, czy te groźne przestępstwa są dla pana źródłem rozrywki? — Mały człowieczek spojrzał na niego z wielką dezaprobatą.
— Nie — odparł Harry niespokojnie i skinął głową w lewą stronę. — Po prostu pierwszy raz od pokonania Voldemorta widzę moich przyjaciół, bo do tej pory leżałem w skrzydle szpitalnym. Z ulgą zobaczyłem, że wszyscy są cali i zdrowi, i to mnie uszczęśliwia.
W duchu wywrócił oczami, słysząc ciche westchnienia współczucia i zrozumienia. To było tak cholernie łatwe. Draco byłby z niego dumny.
— No cóż, to wyjaśnia powód pańskiego uśmiechu — powiedział mały czarodziej. — Niemniej sprawa jest poważna i należy się nią odpowiednio zająć.
— Z całym szacunkiem, zgadzam się, że to poważna sprawa, ale nie rozumiem sensu ponownego analizowania tych przestępstw — odparł Harry.
— Czemu nie?
Harry wzruszył ramionami.
— Ten proces nie polega na określeniu ich winy, prawda? Wszyscy wiemy, co zrobili. Byli śmierciożercami, niestety z tego są najbardziej znani, i dlatego nie wiem, po co to znowu roztrząsać. Tu chodzi o podjęcie decyzji, czy im wybaczymy, czy nie, biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące.
— Panie Potter, ma pan świadomość, że wybaczenie oznacza uniewinnienie?
Harry ponownie wzruszył ramionami.
— Tak — odparł i nawet nie musiał dodawać pytania: „A o co panu chodzi?”, bo wszyscy wokół i tak je usłyszeli.
— Popełnili wiele zbrodni — powtórzył uparcie czarodziej. — Nie wszystkie można usprawiedliwić wojną. Z pewnością nie oczekuje pan, że odpuścimy im każde przestępstwo.
— Tak, oczekuję — odparł Harry wprost, wywołując zdziwienie na twarzach większości członków Wizengamotu.
Kingsley odchrząknął.
— Może powinniśmy wysłuchać zeznań pana Pottera? — zaproponował.
— Najpierw jedno pytanie — powiedział starszy czarodziej, przyglądając się uważnie Harry’emu. — Czy pana zdaniem czwórka oskarżonych jest winna zarzucanych im przestępstw?
— Tak — przyznał Harry.
Tak bezpośrednia odpowiedź sprawiła, że przez salę przebiegł szmer głosów. Najwyraźniej nikt się jej nie spodziewał, Harry jednak wiedział, że od tego momentu zebrani najprawdopodobniej uwierzą we wszystko, co powie. A przynajmniej miał taką nadzieję. W przeciwnym razie popełnił wielki błąd.
Przygryzł nerwowo wargę, ale po chwili zastanowienia uznał, że zrobił dobrze. Każdy uważał, że to Severus zabił Dumbledore’a. Dla nikogo nie było to nowiną, a stanowiło najpoważniejszy zarzut przeciwko niemu. Jednak nie mieli pojęcia, co czwórka oskarżonych zrobiła, żeby odkupić swoje winy. Nie żeby Severus w ogóle potrzebował odkupienia, przynajmniej według Harry’ego. Zawsze stał po jasnej stronie. I Harry zadba, aby wszyscy się o tym dowiedzieli.
— Jesteś gotów? — spytał cicho Kingsley. — Uwzględniając fakt, że pominąłeś połowę procedur — dodał oschle.
Harry spojrzał na niego z niedowierzanie.
— Oszczędzam czas, czyż nie?
— Zgadza się — odparł Kingsley, potrząsając głową, i wyczarował na środku sali wygodne krzesło.
Usiadłszy w nim naprzeciw zebranych, Harry ucieszył się, że tym razem nie jest to ten okropny fotel z łańcuchami. Nie potrafił się powstrzymać, by przez sekundę nie porównywać ciemnozielonego fotela z wygodnym, obitym perkalem krzesłem, które zajmował Dumbledore, kiedy zeznawał w jego sprawie.
Wspomnienie, jak w przeszłości Dumbledore oczyszczał Severusa z zarzutów sprawiło, że poczuł się nieco lepiej. Przypomniał sobie, co powiedział dyrektor, gdy Karkaroff wymienił nazwiska.
— Severus Snape faktycznie był śmierciożercą, jednak po pierwszej porażce Voldemorta wrócił na jasną stronę i został szpiegiem, wiele ryzykując. Teraz jest takim samym śmierciożercą jak ja.
Słowa te krążyły mu po głowie setki razy i wiele czasu minęło, aż w końcu w nie uwierzył. Niemniej zmiana stron znaczyła dla Wizengamotu bardzo dużo, szczególnie jeśli zapewnił o niej ktoś cieszący się autorytetem całego społeczeństwa. I teraz Harry zamierzał zrobić to samo.
Zerknął na ludzi siedzących przed nim w ławkach. Ich szacunek nieco osłabł. Przyglądali mu się z uwagą i czekali, co ma do powiedzenia.
Wziął więc głęboki oddech i zaczął.

***

Harry czuł się kompletnie wyczerpany. Głowa pulsowała mu niemiłosiernie, choć starał się to ignorować. Sytuacja była zbyt poważna, by mógł poddać się bólowi. Miał wrażenie, że mówił przez wiele godzin, i zapewne się nie mylił. W pomieszczeniu panowała absolutna cisza, żadnych szelestów, mruczenia, ławek zgrzytających o kamienną posadzkę.
Miał ochotę się roześmiać, choć sytuacja nie należała do zabawnych. Tydzień wcześniej powiedział Zabiniemu, że zapewne nigdy nie słyszał pełnej wersji historii, jaka wydarzyła się tego lata. Teoretycznie wciąż pozostawało to prawdą, bo o kilku rzeczach Harry tylko wspomniał, szczególnie w temacie horkruksów. I, jak doradził mu Kingsley, nieco zataił szczegóły ucieczki Lucjusza z Azkabanu.
Powiedział prawdę, wygodnie pomijając kilka rzeczy, odsłonił też wiele ze swego prywatnego życia. Począwszy od proroctwa — choć nie w tej formie, w jakiej zwróciło ono uwagę Voldemorta — wyjawił tyle, ile mógł.
Nigdy wcześniej nie czuł się taki obnażony. Ukazując własne słabości, był w stanie podkreślić mocne strony innych. Draco, Severus, Narcyza i Lucjusz zostali ukazani jako ludzie, jakich poznał tego lata. Ludzie z mocnymi i słabymi cechami, które pozwoliły im odnieść zwycięstwo.
Kingsley wyczarował przed nim niewielki stolik. Harry chętnie nalał sobie wody ze stojącego na nim dzbanka. Gardło miał suche, a głos ochrypły od długiego mówienia.
Jego ruchy złamały absolutną ciszę w sali. Popijając wodę, rozejrzał się wokół.
Kingsley odchrząknął.
— Czy są jakieś pytania do pana Pottera?
Kilka osób wyglądało, jakby miało ochotę je zadać, jednak odezwał się tylko ten sam starszy czarodziej, co wcześniej. Harry znieruchomiał, gdy mężczyzna zaczął mówić, lecz nie usłyszał żadnego z pytań, których się obawiał.
— Nie ma wątpliwości, że tego lata pod pańskim wpływem zrezygnowali ze swoich planów, ale jaką mamy gwarancję, że po ułaskawieniu nie wrócą do działań niezgodnych z prawem?
— Sugeruje pan, że w lecie byłem ich dozorcą? — zapytał Harry nieufnie.
— Panie Potter… — zaczął czarodziej powoli, najwyraźniej szukając odpowiednich słów — sugeruję tylko, że to pańska bliskość… korzystnie wpłynęła na ich zachowanie w ostatnich miesiącach.
— Czyli obawia się pan ich ułaskawić, jeśli nie zgodzę się pilnować ich jak dzieci — skwitował Harry otwarcie. — Chce pan, żebym wziął za nich odpowiedzialność.
— A pan nie chce za nich odpowiadać? — padła szybka riposta.
— Co to za pytanie? Jeśli odpowiem twierdząco, to będzie znaczyło, że potrzebują kontroli, a jeśli zaprzeczę, to uzna pan, że nie zamierzam popierać ich działań.
Czarodziej nie spuszczał z niego zniecierpliwionego wzroku.
— Tak — odparł Harry z zaciśniętą szczęką. — Jeśli członkowie Wizengamotu są gotowi postąpić słusznie i przebaczyć ludziom, którzy powinni być traktowani jak bohaterowie za to, co zrobili dla magicznej społeczności, to jestem zdecydowanie gotów ponosić odpowiedzialność za ich czyny.
Mężczyzna usiadł z wyrazem konsternacji na twarzy.
— Mogę coś zasugerować? — odezwała się McGonagall, zwracając się do sędziów.
Kingsley kiwnął głową z podejrzliwą miną, a Harry rzucał nerwowe spojrzenia na oboje.
— Może rok służby społecznej, w czasie której mieliby szansę oczyścić się w oczach społeczeństwa? — zaproponowała McGonagall. — Chociaż naprawdę są bohaterami, większość ich poczynań została podyktowana koniecznością.
— Co dokładnie ma pani na myśli? — zapytał nieufnie stary czarodziej.
— Jak wiecie, oficjalnie już ogłoszono, że Hogwart będzie otwarty na przyszły rok szkolny — wyjaśniła McGonagall z entuzjazmem.
Harry zamrugał. To była nowina. Dobra nowina, choć nie miał pojęcia, do czego zmierza Minerwa.
— Potrzebuję nauczycieli eliksirów, obrony przed czarną magią i transmutacji — wyjaśniła dyrektorka. — Proponuję, aby Narcyza Malfoy, Lucjusz Malfoy i Severus Snape pracowali w szkole przez rok. Draco Malfoy powinien wrócić na zajęcia. Będzie musiał zdać egzaminy, jeśli ma zostać członkiem społeczeństwa. W ramach jego służby publiczne mógłby w tym czasie zająć się zaopatrzeniem skrzydła szpitalnego w lekarstwa.
Harry zagapił się na nią, podobnie jak wszyscy w sali, choć zapewne z innych powodów. Według niego Severus i tak wróciłby do szkoły, bo właśnie tego chciał. Kara Draco pokrywała się z tym, co Harry i Severus i tak kazali mu robić. Przebywając w Hogwarcie Narcyza dbałaby o rodzinę, w tym Wiktorię, i byłaby blisko syna. A Lucjuszowi rola nauczyciela z pewnością wyszłaby na dobre.
Sytuacja nie mogłaby przedstawiać się lepiej. I rzeczywiście takie posunięcie zostało już wcześniej przetestowane. Dumbledore sprowadził Severusa do szkoły po procesie, który nie różnił się tak bardzo od dzisiejszego.
— Chyba nie jest pani poważna!
McGonagall spojrzała na protestującego z typowa dla siebie srogą miną.
— Zapewniam, że jestem absolutnie poważna. Harry Potter będzie zaliczał swój ostatni rok nauki. Dzięki temu pozostanie w pobliżu, a jego obecność wpłynie korzystnie na oskarżonych.
Harry otworzył szeroko oczy, słysząc, jak wcześniejsze słowa starego czarodzieja zostały teraz wykorzystane przeciwko niemu.
— Odbędą służbę w miejscu, w którym będziemy mogli obserwować ich zachowanie. Jeśli chodzi o kwalifikacje, uważam, że skoro zdołali uczyć naszego drogiego pana Pottera, będą potrafili uczyć też pozostałych uczniów.
— Ale Malfoyowie nie mają w tym żadnego doświadczenia!
— Chodzi mi o funkcje doradców i pomoc w układaniu planów zajęć i odrabianiu prac domowych — odparła McGonagall z powagą.
Harry z trudem powstrzymał nagły uśmiech cisnący mu się na usta. Był pewien, że przerażająca stara nauczycielka właśnie zabezpieczyła posadę Remusowi.
— Nie możemy z czystym sumieniem umieścić ich w Hogwarcie. Rodzice nie pozwolą, żeby wokół ich dzieci kręcili się śmierciożercy.
— Po pierwsze — wtrącił się Harry, nieświadomie używając tych samych słów co Dumbledore — nie są już śmierciożercami. Po drugie, to inteligentni i kompetentni instruktorzy, o czym przekonałem się osobiście. Po trzecie, czy to się rodzicom podoba czy nie, to bohaterowie tej wojny. I po czwarte, czy naprawdę sądzicie, że profesor McGonagall świadomie zaryzykowałaby życie swoich uczniów? — Potrząsnął głową. — Wszyscy jesteście szaleni, jeśli uważacie, że dyrektorka szkoły zrobiłaby coś tak głupiego — zapewnił gorliwie.
Jego komentarz wywołał kilka niechętnych uśmiechów oraz parę niezadowolonych prychnięć. Kingsley wyglądał, jakby próbował opanować rozbawienie. Z lewej strony sali dobiegały ciche rozmowy.
Harry uśmiechnął się nieśmiało i przepraszająco do członków Wizengamotu. Prawdopodobnie nazwanie ich szalonymi nie było najlepszym pomysłem. Zdziwił się, że w zamian tak wiele osób patrzyło na niego z pobłażliwymi minami. Z tym tłumem zapewne mógłby wyłgać się od morderstwa. Potrząsnął głową i szybko napił się wody, aby ukryć te straszne myśli. Przecież naprawdę wyłgał się od morderstwa.
— Może wezwiemy teraz oskarżonych? — zaproponował Kingsley, a członkowie rady przytaknęli.
Harry ponownie zajął miejsce obok ministra, podczas gdy Tonks poszła po jego przyjaciół. Siedział napięty, starając się zbyt wiele nie myśleć, bo od tego jeszcze mocniej łupało go pod czaszką. W sali pobrzmiewały szepty, jednak nie potrafił wyłowić konkretnych słów. Patrzył z niepokojem, jak zebrani z zainteresowaniem przyglądają się Kingsleyowi przygotowującemu trzy krzesła obok tego, które Harry zajmował wcześniej. Wskazywało to jasno, że oskarżonych nie traktowano jako niebezpiecznych przestępców.
Uśmiechnął się lekko, gdy Draco, Narcyza, Lucjusz i Severus wkroczyli do sali. Draco zerknął na niego i Harry poczuł się lepiej. Jego chłopak mu ufał, nawet jeśli brakowało mu pewności siebie.
Popatrzył w prawo, sprawdzając reakcje członków Wizengamotu. Niektórzy wydawali się wystraszeni, ale większość przyglądała się oskarżonym z ciekawością. Zapewne porównywali obraz zatwardziałych śmierciożerców z wizerunkiem, jaki przedstawił im Harry.
Kingsley odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę.
— Pan Potter zeznawał w waszej sprawie — powiedział donośnym głosem. — W tej chwili rada rozważała możliwość darowania wam dawnych zbrodni, biorąc pod uwagę wszystko, co zrobiliście dla jasnej strony w czasie wojny. Część członków rady podchodzi niechętnie do całkowitego ułaskawienia z uwagi na charakter waszych wcześniejszych przestępstw, ale uważam, że rok służby publicznej będzie odpowiednim zadośćuczynieniem.
Wszyscy oskarżeni zesztywnieli, a Draco spojrzał srogo na Harry’ego. Harry odwzajemnił mu się słabym uśmiechem. Jemu także nie podoła się rola strażnika, ale przynajmniej wróciliby do Hogwartu.
— Macie jakieś zastrzeżenia lub chcielibyście powiedzieć coś na swoją obronę?
— Zaakceptujemy postanowienie rady — odezwał się Lucjusz łagodnie, a pozostała trójka kiwnęła głowami.
— Bardzo dobrze — odparł Kingsley, spojrzał na sędziów i powtórzył warunki, jakie wcześniej sugerowała McGonagall.
Harry obserwował czwórkę przyjaciół, ciekaw ich reakcji. Starsi zdołali dobrze ukryć swoje odczucia, jedynie w ich oczach widać było lekkie zdziwienie. Draco natomiast na moment spuścił maskę i wpatrywał się w Kingsleya w szoku.
Minister rozpoczął głosowanie.
— Kto popiera warunki ułaskawienia?
Harry nie potrafił liczyć na tyle szybko, ale większość członków rady, nie spuszczając z niego wzroku, podniosła ręce.
— Kto jest przeciw?
Nieliczni unieśli ręce w górę. Harry zamrugał z zaskoczenia, bo te akurat osoby celowo unikały jego spojrzenia.
Kingsley ogłosił werdykt i na tym rozprawa się skończyła. Nagłe wiwaty po lewej stronie sali ogłuszyły Harry’ego, który i tak był oszołomiony. Roześmiał się z ulgi.
Draco niespodziewanie pojawił się na krześle zajmowanym wcześniej przez Tonks i objął go mocno.
— Udało ci się — powiedział cicho. — Bogowie, wszystko w porządku?
— Tak — odparł Harry półprzytomnie. Po prostu nie mógł uwierzyć, że już po wszystkim. Voldemort zniknął, jego rodzina była wolna, przyjaciele przeżyli i wszyscy wracali do Hogwartu. Z powodu ogromnej ulgi zakręciło mu się w głowie, co w połączeniu z uporczywym pulsowaniem sprawiło, że poczuł mdłości. Przełknął ślinę. To nie była jego chwila, więc bardzo nie chciał zwymiotować i zepsuć jej innym.
Spojrzał na Draco.
— Jesteś wolny — mruknął. — Gratuluję — dodał, na co Draco tylko przytaknął.
— Harry, nie wyglądasz za dobrze — odparł z niepokojem.
Severus przykucnął obok nich. Przesunął dłonią po policzku i czole Harry’ego, sprawdzając temperaturę.
— Tobie też gratuluję — powiedział Harry cicho.
Marszcząc czoło, Severus odgarnął Harry’emu z oczu kosmyki włosów.
—To tobie trzeba gratulować. Dzięki twoim staraniom jesteśmy wolni, choćby i warunkowo. Nigdy nie myślałem, że wrócę do starego życia, nie mówiąc już, że otrzymam więcej, niż kiedykolwiek miałem. Dziękuję.
— Nie ma za co — odparł Harry.
— Severusie, Draco, musicie podpisać kilka dokumentów — wtrącił się Kingsley, spoglądając na Harry’ego z troską.
— Chcę zostać z Draco — zaprotestował Harry. — A potem powinniśmy to uczcić.
— Nie ma mowy — oświadczył Severus głosem nieznoszącym sprzeciwu. — Dzięki tobie Draco wkrótce wróci do domu. Zrobiłeś swoją część, teraz będziesz odpoczywał.
Harry poddał się z poczuciem, jakby został odseparowany od ich zwycięstwa. Zdradziło go własne ciało i nie mógł zaprzeczyć, że położenie się do łóżka we własnym domu to bardzo dobry pomysł. Gdy napięcie nagle osłabło, jego organizm uznał, że wreszcie może odmówić posłuszeństwa.
Draco przytulił go mocno.
— Uczcimy to później, dobrze? — zaproponował. — Kiedy poczujesz się lepiej.
— Jestem tak zmęczony, że ledwie stoję — odparł Harry z goryczą.
Draco uniósł mu głowę, ujmując go pod brodę.
— Najgorsze za nami — powiedział. — Nie musimy się spieszyć ze świętowaniem. Nie musimy się spieszyć z niczym. — Pocałował go lekko w usta. — Nadszedł czas na uzdrowienie.

***

Remus chciał go zaprowadzić na górę, ale Harry zboczył do pokoju dziecinnego.
— Ta ta!
Wiktoria stała, ale na jego widok opadła na kolana i podreptała do niego na czworakach. Tak było szybciej, bo na nogach umiała się utrzymać tylko przez kilka kroków.
Ignorując ból głowy, Harry także uklęknął i wziął ją w ramiona. Dziewczynka, tak szczęśliwa na jego widok, nagle zaczęła się wyrywać, bo Harry nawet nie zdawał sobie sprawy, jak mocno ją ściskał. Nie odsunęła się jednak daleko.
Mrużka podała małej jej ulubioną pluszową sówkę.
— Dobrze, że pan Harry wrócił — powiedziała cicho.
— Dziękuję, Mrużko — odparł Harry z wdzięcznością. — Wiktoria i ja jesteśmy bardzo szczęśliwi, że o nas dbasz.
Skrzatka uśmiechnęła się ze łzami w oczach, po czym ukłoniła się i zniknęła.
Harry popatrzył na małą.
— To koniec, Pączusiu. Twój tatuś niedługo wróci.
Dziewczynka uśmiechnęła się do niego, a Harry odwzajemnił uśmiech. Wkrótce wszystko się ułoży.
— Nie tylko Mrużka opiekowała się nią przez ten tydzień — odezwał się cicho Remus.
— A gdzie była? — zapytał zaskoczony Harry.
— Spędziła sporo czasu z Molly. Jak sądzę, Molly cieszyła się, że poznała wnuczkę.
— Och — bąknął Harry, mrugając szybko. — Draco o tym wie?
— Tak, choć propozycja wyszła od Narcyzy.
Harry wiedział, że nie myśli zbyt sprawnie, a ból sprawiał, że było to jeszcze trudniejsze, jednak nie sądził, iż zrozumiałby sytuację, nawet gdyby był całkiem zdrowy. Przez cały dzień usilnie zmuszał się do koncentracji, szczególnie podczas zeznań, ale po wyjściu z ministerstwa pozwolił sobie na relaks. Niełatwo było mu teraz na powrót przywołać mózg do pracy.
Nie zaprotestował, gdy Remus delikatnie zabrał Wiktorię.
— Teraz powinieneś się położyć.
Harry wstał i kiwnął głową. Być może wszystko sobie poukłada, gdy tylko się wyśpi.

***

Obudził się wypoczęty i błogo normalny. W głowie już mu nie łupało. Ramię nie bolało. Było ciepło i wygodnie, w jego własnym łóżku, w ramionach Draco.
Wstał i poszedł do toalety, a po powrocie do sypialni uśmiechnął się szczęśliwy, widząc, że Draco wciąż leży na boku, oparty na łokciu.
— Wreszcie się obudziłeś — powiedział Draco.
Harry wślizgnął się do łóżka i pocałował go na dzień dobry.
— Tak. I czuję się świetnie.
— Potwierdzam — odparł Draco z bezwstydnym uśmieszkiem i przesunął mu dłonią od ramienia aż do biodra.
— Coś ci chodzi po głowie? — zapytał Harry z zaciekawieniem.
Draco zatrzymał rękę i wygiął usta w grymasie.
— Spałeś przez cały tydzień — poskarżył się.
Harry zamrugał w szoku.
— Jaki mamy dziś dzień?
— Poniedziałek. Po powrocie w piątek Severus wezwał panią Pomfrey. Dała ci uzdrawiający eliksir nasenny. Mówiąc oględnie, nie była pod wrażeniem tego, jak bardzo przez ostatni miesiąc wycieńczyłeś swój organizm.
— Dobrze wiedziała, co muszę zrobić — odparł Harry niezręcznie, wzruszając ramionami.
— Tak, dlatego wcześniej nie zmuszała cię do odpoczynku. Ale teraz, mimo że najgorszy kryzys już minął, nakazała Severusowi, żeby wprowadził cię w stan śpiączki, dopóki całkowicie nie wyzdrowiejesz.
— Och — jęknął Harry, nie do końca pewien, jak ma się z tym czuć. — No cóż, chyba zadziałało, bo jestem zdrowszy, niż zdarzyło mi się od długiego czasu. — Wyciągnął się na plecach i wpatrzył w błękitny baldachim. — A ty wciąż tu jesteś — powiedział cicho.
— Oczywiście, że tak. Gdzie miałbym być?
— Martwy. W Azkabanie. We dworze Malfoyów — Harry wyliczył możliwości i swoje obawy. — Zawsze przerażało mnie myślenie, co się stanie później. Mówiłem o tym, ale byłem pewien, że nie będę miał żadnej przyszłości, jeśli nie zabiję Voldemorta. A teraz jest po wszystkim. To znaczy, na pewno dojdzie do jakichś reperkusji, ale to tyle. Voldemort umarł. Ty przetrwałeś. Ja przetrwałem.
— I teraz będziesz żył — zapewnił Draco, przesuwając palcem wzdłuż jego szczęki.
Żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje — zacytował Harry. — Właśnie o to chodziło, prawda? Ja mogę żyć, bo on wreszcie umarł.
— Tak myślę — zgodził się Draco. Zamilkł na chwilę, a jego palec zamarł w pół ruchu. — Wiesz, że teraz nie będzie tak idealnie, co? — zapytał.
Słysząc w jego głosie niepewność, Harry obrócił głowę i spojrzał mu w oczy.
— Co masz na myśli?
— W zeszłym tygodniu zdobyłeś wielu fanów. Ale my też dostawaliśmy sowy, szczególnie przez ostatnie dwa dni.
— Ach, więc zmieniłem się w uosobienie zła nawet wcześniej, niż oczekiwałem — skwitował Harry z goryczą. — Próbowałem ci powiedzieć, że tak się może stać.
— Zaakceptowałeś taką sytuację już kilka razy — przyznał Draco. — Nie martwi cię to?
— Trochę, może, ale już się przyzwyczaiłem. Jestem okresowo odrzucany z różnych powodów.
— W tej chwili większość czarodziejskiego świata jest z ciebie bardzo zadowolona — oznajmił Draco sucho.
— Więc nie ma znaczenia, co myśli kilka osób. Szczerze mówiąc, nie bardzo obchodzi mnie to, co gadają. Wolałbym, żeby o mnie zapomnieli i dali mi spokój.
— To niemożliwe.
— Wiem. Ale przyjemnie pomarzyć.
Draco zamilkł, wpatrzony w prześcieradło.
— O czym mi nie mówisz? — Harry zmarszczył brwi.
— Większość sów przyniosła listy do reszty z nas — powiedział Draco z wahaniem. — I większość z nich była do mnie. Od procesu wszyscy wiedzą, że jesteśmy razem, i ostrzegają mnie, żebym trzymał się z daleka. Jesteś za dobry, żeby żyć z taką śmierciożerczą szumowiną jak ja.
— Nie wierzysz im, prawda?
— Nie — odparł Draco.
Harry przez moment po prostu na niego patrzył.
— Trochę — przyznał Draco z irytacją. — Na Merlina, Harry! Możesz mieć absolutnie każdego, kogo zechcesz. Dokonałeś wielkich, dobrych czynów. Ja jestem wolny, mogę wrócić do społeczeństwa, a nawet do szkoły. Czemu chcesz być ze mną teraz? Tylko popsuję twoją reputację.
— Jasne, bo moja reputacja to coś, na czym zależy mi najbardziej na świecie — odparł Harry sarkastycznie, wywracając oczami. Popchnął Draco, odwracając ich pozycje, oparł się na łokciu i wpatrzył w niego intensywnie. Wolną ręką pogłaskał go po włosach, policzku i szyi.
Wiedział, że Draco zapewne uznałby to za obrazę, ale uwielbiał jego wygląd z samego rana. Włosy miał seksownie zmierzwione, był rozluźniony, bez śladu maski, jaką często zakładał publicznie. Jego twarz była otwarta albo wrażliwa, jak w tej chwili.
Uświadomił sobie, że Draco jest gotów stać się przy nim bezbronny. Okazywanie słabości nie należało do cech Malfoyów i Draco potrafił być dla niego silny, ale Harry zapomniał, że sam też musi być silny dla niego.
— Draconie Malfoyu, jesteś mój — oświadczył stanowczo. — Prawdopodobnie mogę mieć każdego, ale jestem szczęściarzem, że mam ciebie. Seksownego, inteligentnego, czarującego i okropnego. Ciebie.
Draco wygiął brew, a jego wargi uniosły się w tym półuśmiechu, który Harry tak lubił.
— Okropnego?
Harry zachichotał.
— Jesteś taki i dobrze o tym wiesz. To jedna z rzeczy, które kocham. Mogę spierać się z tobą, ile tylko zechcę, i nie muszę się z tobą cackać, uważając na wszystko, co powiem. A ty kochasz mnie za to samo — oświadczył.
— Zapewne — zgodził się Draco wymijająco. — Za co jeszcze mnie kochasz?
Teraz to Harry wygiął brew. O co, u diabła, chodziło w tych wybiegach? To zwykle jego nękały wątpliwości, nie Draco. Dorastał wśród Dursleyów, którzy nim gardzili, Draco był kochany i bezpieczny. Na jakiś czas stracił pewność siebie, ale Harry sądził, że tego lata ją odzyskał.
— No cóż — odparł w zamyśleniu, kreśląc palcem przypadkowy wzór na jego piersi — masz giętki język, który można podziwiać zarówno podczas sprzeczek, jak i innych czynności.
Chichocząc, Draco ujął jego dłoń i polizał ją.
— Mów dalej — zachęcił, po czym wsunął sobie do ust środkowy palec Harry’ego.
Harry gapił się na niego w szoku. To był tylko palec, a mimo to poczuł się niewiarygodnie cudownie.
— Hmm, jesteś elastyczny — dodał z roztargnieniem.
Draco ze śmiechem wyjął palec z ust.
— Kochasz mnie, bo jestem elastyczny?
Zamiast na wargach, Harry skupił się na jego oczach i dopiero wtedy uświadomił sobie, co powiedział.
— Nie o to mi chodziło — odparł. — Chociaż, gdy teraz o tym myślę, fizycznie jesteś bardzo elastyczny.
— A o co ci chodziło? — spytał Draco. Najwyraźniej naprawdę chciał usłyszeć odpowiedź, bo przestał się drażnić, splótł ich palce razem i oparł dłonie o swoją pierś.
Harry wzruszył ramionami.
— Musiałeś być elastyczny, żeby pogodzić się z tym wszystkim, co zrobiłeś w lecie. Wiem, że nie jestem najłatwiejszą osobą, a ty ze mną mieszkałeś i akceptowałeś, mimo moich problemów — wyznał i oblizał nerwowo usta. Może po tych przykrych sowach twardy Draco Malfoy mimo wszystko potrzebował usłyszeć o swoich słabościach. — Draco, podoba mi się pomysł, że jestem twoim osobistym bohaterem. Nie wątpię, że są tacy, którzy nazywają cię cholernym zdrajcą i tchórzem — zobaczył, że Draco się wzdryga, potwierdzając tym treść przynajmniej części listów — ale dla mnie jesteś odważny i silny. Nie mam pojęcia, czy przetrwałbym to lato, gdybyś nie był przy mnie, kiedy cię potrzebowałem.
— To ty jesteś odważny i silny — odparł Draco szczerze.
— I ty też — upierał się Harry. — Musisz być ze mną.
Draco uśmiechnął się niechętnie.
— Nie pozwolę ci tak po prostu odejść z powodu kilku idiotów, którzy wcale nas nie znają — powiedział Harry. — Dlatego musisz przestać ich słuchać.
— Powinienem teraz pokłonić się i uwierzyć w mądrość Harry’ego Pottera? — zapytał Draco z rozbawieniem.
— Gdy mam rację, to tak — potwierdził Harry ze śmiechem.
— A kiedy nie masz?
— Możesz się kłócić. — Jego uśmiech stał się figlarny. — Możesz też uklęknąć. Lubię cię na kolanach.
Draco zaczął go łaskotać, siadając mu na biodrach, na co Harry zareagował głośnym chichotem, i wtedy właśnie niespodziewanie otworzyły się drzwi.
Spojrzał na intruzów z policzkami mokrymi od łez.
Severus i Remus wpadli do pokoju, a tuż za nimi Narcyza i Lucjusz. Zapadła cisza.
— Już się obudził — rzucił Draco na swoją obronę.
— Eee, dzień dobry — wybąkał Harry, starając się nie śmiać z trójki dorosłych, którzy najwyraźniej nie byli przygotowani na taki widok.
— Dzień dobry — odparł sucho Severus. — Zdaje się, że dziś czujesz się lepiej.
— Czuję się fantastycznie — potwierdził Harry.
— Chyba powinnam wezwać panią Pomfrey — odezwała się Narcyza i wyszła z pokoju, próbując ukryć rozbawienie.
Lucjusz potrząsnął głową i skierował się za żoną.
— Ubierz się i zejdź na dół — polecił Severus i także wymaszerował z sypialni.
Remus uśmiechnął się szeroko i cicho zamknął za nimi drzwi.
— Myślę, że Severus pozwoli nam teraz wrócić do naszego pokoju — powiedział Draco.

***

Pani Pomfrey spotkała ich, gdy schodzili po schodach, i zaprowadziła do salonu. Harry usiadł i z rezygnacją pozwolił, żeby go zbadała.
— Coś cię boli? — zapytała.
— Nie, nic — przyznał. Przejechał palcami po czole i zrozumiał, jakie to było dosłowne. Czoło miał czyste. Żadnej blizny, żadnego połączenia.
— Dobrze — odparła Pomfrey energicznie. Oczywiście nie uwierzyła mu na słowo i kontynuowała skanowanie, i dopiero gdy wszystko sprawdziła dokładnie, oświadczyła, że jest zdrowy.
— Straciłeś sporo na wadze — powiedziała. — Odżywcze eliksiry nie wystarczą, żeby cię utrzymać przy życiu. Musisz jeść.
— Jak tylko dostanę śniadanie, obiecuję zjeść wszystko — odparł Harry z uśmiechem.
Odwzajemniła się tym samym.
— Możesz iść — zezwoliła łaskawie.
Poszła za nim na dół do kuchni, odnawiając jeszcze zaklęcie uzdrawiające na pożegnanie, po czym kominkiem wróciła do Hogwartu.
Harry jadł zachłannie, ale jednocześnie przyglądał się ludziom przy stole. Dorośli i Wiktoria znów przychodzili tu na posiłki, odkąd większość Ślizgonów odeszła, ale Blaise, Crabbe i Goyle zostali. Severus spojrzał na niego ostrzegawczo i Harry powściągnął swoją ciekawość, a przynajmniej na tyle, żeby nikogo nie urazić.
— Naprawdę wracamy do Hogwartu? — zapytał. — Wszyscy?
Oczy zebranych skierowały się ku Lucjuszowi, który skrzywił się z niesmakiem.
— Profesor Malfoy, nauczyciel eliksirów, zgłasza się na służbę — oświadczył z sarkazmem.
Zapominając o śniadaniu, Harry uniósł brwi. Nie miał okazji tego przemyśleć ani zapytać, kto będzie czego uczył. Przypomniał sobie, jak przygotowywał eliksiry w kuchni u Dursleyów, a Narcyza przyznała, że nie jest w tym tak dobra jak jej syn i mąż. Nie poświęcił zbyt wiele uwagi tej informacji, ponieważ Lucjusza jeszcze wtedy z nimi nie było.
Milczał, pozwalając Lucjuszowi kontynuować.
— Nie jestem mistrzem eliksirów jak Severus, ale znam ten temat wystarczająco dobrze, żeby uczyć innych. Severus udowodnił, że klątwa na stanowisku nauczyciela obrony zniknęła, więc znów można je zająć.
— Będziesz teraz nauczał więcej taktyki, skoro zostałeś ułaskawiony, prawda?
Severus przytaknął na zgodę, a Harry spojrzał na Narcyzę.
— Czyli tobie zostało zastępstwo za McGonagall.
— Czekam na wyzwania — odparła Narcyza.
Harry zwrócił się do Lucjusza.
— Wiesz, że to nie był mój pomysł?
— Mimo to jesteś zadowolony z tej decyzji — odpowiedział Lucjusz, jak zwykle dobrze się domyślając.
— No cóż, tak — przyznał Harry. — Ale nie dlatego, że została podjęta w ramach kary. Obiecałem Draco i Severusowi, że w ten czy inny sposób wrócimy do Hogwartu, bo tam jest nasze miejsce. Myślałem, że będę musiał walczyć z radą nadzorczą czy coś takiego. Nie spodziewałem się, że McGonagall wysunie podobną propozycję.
— Czemu mnie nie dziwi, że planowałeś walkę z radą nadzorczą? — spytał oschle Severus.
— Właściwie to walczył z radą Wizengamotu — zauważył Blaise z uśmiechem.
Harry wzruszył ramionami.
— I dałem radę, prawda? Wszyscy jemy teraz razem śniadanie, zamiast siedzieć w więzieniu. — Znów spojrzał na Lucjusza.
— Nie mam powodów do narzekania — zapewnił starszy z Malfoyów.
— Uważam, że McGonagall należy się pochwała za znalezienie takiego rozwiązania — zasugerowała Narcyza. — To rozwiewa wiele naszych obaw, jak będziemy żyli przez następny rok, i daje więcej czasu na znalezienie innych, być może bardziej odpowiednich nauczycieli.
— Czyli otrzymacie rodzinną kwaterę? — zapytał Harry. — Wiktora będzie mogła z wami mieszkać, tak? Będziecie blisko siebie.
— Oczywiście — zapewniła Narcyza. — Podobnie jak ty i Draco.
Harry popatrzył na Draco, który z zadowoloną miną kiwnął głową.
— McGonagall zasugerowała, że dobrze by było, gdybyś mieszkał z nami i nas pilnował — powiedział Draco przeciągle, wywracając oczami.
— Nagradza w ten sposób swojego Złotego Chłopca — skwitował oschle Severus.
— To też — zgodził się Draco, wciąż w doskonałym humorze.
— Nie musimy spać w dormitorium? — Harry nie mógł się temu nadziwić. — Wciąż będziemy mogli dzielić sypialnię?
— Specjalne traktowanie twojej osoby będzie w tym roku działało na moją korzyść — powiedział Draco.
Harry przygryzł wargę.
— Może powinienem zostać w dormitorium — zasugerował niechętnie.
— Co? Nie! — wykrzyknął Draco. — Nie będę spał bez ciebie, jeśli nie muszę. Ostatni tydzień był wystarczająco nieprzyjemny.
Harry nie chciał myśleć o tym, że Draco przez pięć dni spał w małej celi w ministerstwie, podczas gdy on leżał nieprzytomny w skrzydle szpitalnym. Również nie podobało mu się spanie samotnie, ale nie zamierzał pozwolić, aby traktowano go jeszcze bardziej specjalnie niż dotychczas.
— Tak, może i traktują cię wyjątkowo, ale na to zasługujesz — powiedział Severus. — No i posłuży to celom, o których wspomniała McGonagall. Uspokoisz radę i wielu rodziców, jeśli pozostaniesz blisko Malfoyów.
— To dla nas okres na przystosowanie się — wyjaśniła Narcyza. — Trochę czasu potrwa, zanim znów zostaniemy zaakceptowani przez czarodziejską społeczność. Nie traktujemy tego jak kary, tylko jak okazję, jaką zaoferowała nam McGonagall.
— Osobiście uważam, że Minerwa spędziła zbyt wiele lat pod wpływem Albusa — wtrącił się Severus.
— Sam byś postąpił podobnie, co? — zapytał Harry z uśmiechem.
— Jak podejrzewam, spiskowała z obrazem dyrektora jeszcze w zeszłym tygodniu, przed procesem — odparł Severus sucho.
— Czyli jesteśmy zgodni? — dopytywał się Draco, wracając do tematu, który go najbardziej interesował. — Nie śpimy w dormitorium?
— Wolałbym być z tobą — zapewnił Harry. — Tylko mam wrażenie, że igram ze szczęściem, ponownie pozwalając traktować się wyjątkowo. Pozostali uczniowie i niektórzy profesorowie — tu znacząco zerknął na Severusa — mają tendencje do irytowania się na mnie z tego powodu. — Och, jasna cholera! — wykrzyknął nagle, bo coś przyszło mu do głowy. Ukrył twarz w dłoniach, pogrążając się w obawach.
— O co chodzi? — odezwał się zaniepokojony Remus.
— Gryfoni znowu mnie znienawidzą — wyjaśnił Harry z przygnębieniem. — Sprowadzę z powrotem Severusa i dwoje kolejnych złych profesorów Ślizgonów. Już sobie wyobrażam, ile stracimy punktów.
Chichoty, jakie rozległy się w jadalni, wcale nie podziałały na niego relaksująco.
— Dlatego nienawidzę specjalnego traktowania — powiedział Harry ponuro, unosząc głowę, by spojrzeć na przyjaciół. — Nigdy o to nie prosiłem i w efekcie zawsze miałem więcej kłopotów, niż było to warte.
— Sugerujesz, że ja nie jestem tego wart? — zaciekawił się Draco.
— Przestań, to nie w porządku. Tak, jesteś tego wart, co wcale nie oznacza, że znowu muszę być wyrzutkiem w moim własnym domu.
— Do diabła, Harry, jesteś zbawicielem czarodziejskiego świata — powiedział Draco z irytacją. — Gryfoni cię nie odtrącą.
— Tak już się wcześniej działo — zauważył Harry.
— Wydawało mi się, że nie obchodzi cię, co myślą inni — wytknął mu Draco, zmieniając taktykę.
Harry westchnął.
— Wydaje mi się, że to nie ma znaczenia — przyznał. — Przynajmniej nie będę z nimi teraz mieszkał. Po prostu zwróci to na mnie większą uwagę. Znowu się będę wyróżniał. Jeszcze nigdy nie żyłem jak zwyczajny uczeń pośród takich samych ludzi jak ja.
— Naprawdę nie było ci łatwo, co? — zatroskał się Draco.
Potrząsając głową, Harry pomyślał, że szykuje się kolejny trudny rok. Spojrzał na Draco.
— Dla ciebie wszystko będzie teraz lepsze — powiedział.
— Bez wątpienia — zgodził się Draco. — Nawet jeśli cała szkoła stanie przeciwko mnie, będzie lepiej.
Harry nagle poczuł się jak samolubny gnojek. Chciał przeprosić, ale Draco popatrzył na niego ostrzegawczo, więc zamknął usta. Draco miał wszelkie powody, żeby być bardziej niepewny niż zazwyczaj. Nie chodziło tylko o ich związek, chodziło o całokształt. Draco opuścił Hogwart w strasznych okolicznościach i będzie mu ciężko ponownie dostosować się do szkolnego życia.
Harry’emu zrobiło przykro, że tak narzekał. Jeśli tylko jego status zbawiciela pomoże Draco, to jakoś sobie z nim poradzi. W dłuższej perspektywie nie miało znaczenia, czy przyciągnie więcej niechcianej uwagi. Przez te wszystkie lata udało mu się to znosić, więc przetrwa jeszcze jeden rok.
Wreszcie jednak zaczął docierać do niego ogrom zmian, jakie nastąpiły.

cdn
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez slimarwen » 6 sie 2017, o 19:16

Oh jak ja tęskniłam do takich sielankowych scenek z życia rodzinnego.
Bardzo się cieszę, że proces Malfoy'ów i Severusa poszedł tak sprawnie. Ale muszę przyznać, że teraz tym bardziej zaczynam się zastanawiać, co nas jeszcze czeka w tych końcowych rozdziałach, skoro i wojna i procesy skończyły się tak szybko. Czy będzie więcej ich sielankowego życia, czy jakaś akcja z tym, że ludzie odwrócą się od Harry'ego jak się tego obawia? A może jakiś szalony, zazdrosny fan, wyjdzie poza nękanie listowne? Oh tyle gdybania i domysłów. Osobiście liczę na tą sielankę i sceny seksu. I może coś więcej o Sevie i Remusie. I może jakaś wzmianka o szczęśliwym życiu innych. Bardzo liczę na happy end :P

Dziękuję ślicznie za kolejny rozdział, bardzo doceniam, że w czasie takich upałów i terminów urlopowych znajdujecie czas by tłumaczyć dla nas rozdziały. Naprawdę, naprawdę doceniam. Dziekuję i pozdrawiam serdecznie, do nastepnego :*
slimarwen Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 26
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 22:38

Postprzez MargotX » 8 sie 2017, o 19:51

Najbardziej zabawnym elementem tego rozdziału jest końcowy wniosek, do którego doszedł Harry. Od dzieciństwa nie/radził sobie z niechcianą rolą bohatera, która okazywała się zarówno błogosławieństwem (z rzadka) jak i przekleństwem (przez większość czasu), aż w końcu znalazł zadowalający powód do skorzystania z benfitów, jakie niesie ze sobą status zbawiciela:
" Draco miał wszelkie powody, żeby być bardziej niepewny niż zazwyczaj. Nie chodziło tylko o ich związek, chodziło o całokształt. Draco opuścił Hogwart w strasznych okolicznościach i będzie mu ciężko ponownie dostosować się do szkolnego życia.
Harry’emu zrobiło przykro, że tak narzekał. Jeśli tylko jego status zbawiciela pomoże Draco, to jakoś sobie z nim poradzi."

To ostatnie stwierdzenie i aktywna rola obrońcy byłych śmierciożerców pozwoliły mu chyba jakoś poukładać sobie w głowie te niechciane elementy. Wreszcie doszedł do wniosku, że czasem zdarzają się sytuacje, w których jego pozycja może pomóc komuś bliskiemu. I to nie tylko z uwagi na same takie osoby, ale głównie dlatego, iż na to sobie zapracowały.
W sumie dość zabawną rolę wymyśliła autorka dla Malfoyów i nieźle naciąganą, ale w tej opowieści wiele jest takich elementów, zatem: witamy w Hogwarcie, Narcyzo, Lucjuszu i Spółko ;)

Wielkie dzięki za kolejną część. Bardzo dobrze się ją czytało, bo wreszcie choć fragmentami powiało normalnością i spokojem, aż zastanawiam się, podobnie jak slimarwen w poprzednim komentarzu, co nas jeszcze czeka do końca opowiadania. Poczekamy, zobaczymy. Pozdrawiam bardzo serdecznie.
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Wiki143 » 16 sie 2017, o 18:45

Kocham Was.
Przysięgam tak strasznie was kocham za kontynuowanie tlumaczenia, że mogłabym was przytulić. Jejku nie mogę się doczekać następnych rozdziałów. Coraz bliżej końca i mam nadzieję, że nie przestaniecie tłumaczyć :)

WiktoriaRe - Wiki143
Wiki143 Offline


 
Posty: 8
Dołączył(a): 18 gru 2015, o 09:55

Postprzez Kaczalka » 21 sie 2017, o 22:27

Dziękuję za komentarze. Betowała Lasair.


Rozdział pięćdziesiąty czwarty

Usadowiony na podłodze między nogami Draco, Harry przyglądał się, jak Wiktoria bawi się z Lissą. Nikt inny nie ufał wężom, nie mogąc się z nimi porozumieć, ale dziewczynka tęskniła za ich towarzystwem przez przeszło tydzień. Teraz chichotała, wyraźnie zadowolona, że ma partnerkę do figlowania.
Harry odchylił głowę i popatrzył na Draco siedzącego za nim na krześle.
— Co robisz? — zapytał z zaciekawieniem.
— Rozmawiam z Granger — odparł Draco w zamyśleniu, skupiony na swojej bransoletce.
Ze zdziwienia Hary uniósł brwi, ale Draco tego nie zauważył, więc spojrzał na Zabiniego. Blaise, rozłożony wygodnie na jednym z wolnych foteli w salonie, wzruszył ramionami, dając tym znak, że nie ma pojęcia, co robi Draco.
Teraz Harry zerknął na Crabbe’a i Goyle’a, którzy w milczeniu grali w szachy po drugiej stronie pokoju. Oni z pewnością nie wiedzieli, o czym Draco rozmawia z Hermioną.
— Są tutaj, bo nie mają dokąd pójść — odezwał się cicho Blaise.
Słowa te zmusiły Harry’ego, by na moment oderwał myśli od swojego chłopaka.
— Nigdzie nie jest bezpiecznie — powiedział ze zrozumieniem.
— Sprzeciwili się własnym rodzinom — dodał Blaise.
Harry popatrzył na niego z uwagą.
— A ty czemu tu jesteś?
— Przyszedłem z wizytą — zapewnił Zabini. — Z moją mamą wszystko w porządku. Byłem się z nią zobaczyć, ale wróciłem, żeby pomóc.
— Pomóc w czym? — zapytał Harry z zaciekawieniem. Przez tygodniową nieobecność nieco wypadł z rytmu domowych spraw.
Blaise uśmiechnął się ze smutkiem.
— Pomagam Lupinowi — wyjaśnił, na co zdezorientowany Harry zmarszczył czoło. — Ty byłeś w skrzydle szpitalnym, potem w ministerstwie, tutaj mieszkała masa Ślizgonów, więc biedny Lupin biegał jak szalony, żeby wszystko ogarnąć. Reporterów, urzędników, sowy. To był okropny tydzień.
— Och — wybąkał Harry, nagle czując się winny, że sam nie mógł nic zrobić.
— Pomagałem Lupinowi sprowadzić Ślizgonów do domów, pomagałem mu wytłumaczyć wszystko ich rodzinom — ciągnął Blaise. — No i spakowaliśmy Wiktorię i wysłaliśmy ją do Weasleyów.
— Spędziłeś tam sporo czasu, co? — zapytał Harry oschle.
Blaise uśmiechnął się.
— Tak, ja i Ginny jesteśmy parą. Ale tak naprawdę niezbyt długo. Posiedziałem trochę, bo Draco nalegał, żebym sprawdził, jak traktują Wiktorię — dodał, wywracając oczami.
Harry z irytacją potrząsnął głową, bo nowina wcale go nie zdziwiła. Remus wspomniał, że to był pomysł Narcyzy, by odwieźć małą do Nory, nie Draco.
— Więcej czasu przesiedziałem tu z Crabbe’em i Goyle’em, przeglądając pocztę — kontynuował Blaise. — Dostałeś kilka kolejnych interesujących propozycji małżeństwa.
Czując palce wplatające mu się we włosy, Harry uśmiechnął się. Draco jednak poświęcał ich rozmowie przynajmniej część uwagi.
— Już je spaliłem — obwieścił.
Harry zrobił neutralną minę i odchylił głowę, tak że widział teraz Draco do góry nogami.
— A gdybym chciał je przeczytać? — powiedział niewinnym tonem.
Nogi Draco nagle zacisnęły się wokół jego boków.
— Zaczniesz czytać listy z propozycjami małżeństwa, a nakarmię tobą twoje węże — oznajmił.
— Draco, w grożeniu ewidentnie wyszedłeś z wprawy.
— Było mi łatwiej, kiedy naprawdę chciałem cię skrzywdzić — tłumaczył się Draco. — Wszystkie moje firmowe groźby już nie działają, a krzywdząc ciebie, krzywdzę też samego siebie.
— Och, biedactwo — odparł Harry z udawanym współczuciem.
— Zobaczysz, jak tylko zaproszę tu znowu twoich przyjaciół — mruknął Draco.
Harry zamrugał w szoku i przekręcił się na kolana, żeby spojrzeć mu w twarz.
— To o tym rozmawiałeś z Hermioną?
— Tak, i powiedziałem jej, że się wreszcie obudziłeś — odparł Draco beznamiętnie.
Uświadamiając sobie, że nawet nie pomyślał o skontaktowaniu się z przyjaciółmi, Harry skrzywił się z powodu wyrzutów sumienia. Obudził się zaledwie kilka godzin temu, ale nie sądził, by Hermiona uznała to za dobre usprawiedliwienie.
— Raczej nie była zbyt zadowolona, co?
— Nie — przyznał Draco. — Ale twoje nieodpowiednie zachowanie sprawia, że ja prezentuję się lepiej.
Harry przez moment wpatrywał się w niego, nie do końca pewien, co o tym myśleć.
— To dobrze? — zapytał.
— Dla ciebie tak — powiedział Draco ostentacyjnie. — Mnie osobiście mało obchodzi, co Granger o mnie myśli.
Aby mu to wynagrodzić, Harry wspiął się na jego kolana i czule go pocałował.
— Harry!
Radosny okrzyk Hermiony zmusił go, by się cofnął, przez co Draco jęknął z frustracji.
— Czy wy dwaj kiedykolwiek macie dosyć? — zaciekawiła się Ginny, opierając się o fotel Blaise’a.
— Właśnie zaczęliśmy — odparł Draco ze złością. — Nie sądziłem, że przyjdziecie tak szybko.
— Cuda magii — zauważyła Ginny wesoło, gdy Blaise ciągnął ją na swoje kolana.
— Jak się tu dostaliście? — zapytał Harry.
— Oczywiście siecią Fiuu — powiedziała Ginny.
— Nie o to mi chodziło. Kto was tu wpuścił?
— W weekend Lupin poprosił Snape’a, żeby pozwolił im tu wchodzić — wyjaśnił Blaise.
— Czekaliśmy tylko, aż się obudzisz — dodała Hermiona. — Lupin był w kuchni, kiedy się zjawiliśmy, i skierował nas tutaj.
— No tak. Miło was widzieć — powiedział Harry.
Popatrzył na Rona. Jego biedny przyjaciel chyba nie wiedział, gdzie podziać oczy. Najpierw z rezygnacją zerknął na niego i Draco, potem z irytacją na Ginny i Blaise’a — zapewne w ostatnim tygodniu kłócili się o ten związek — a na końcu ze zdumieniem i lekkim przerażeniem na Ślizgonów grających w szachy. Spojrzał zaskoczony na ścianę z drzewem genealogicznym Blacków, następnie nerwowo na Lissę nadal bawiącą się z Wiktorią. Jego wzrok wciąż wędrował po pokoju, rejestrując zmiany, jakie w nim zaszły, odkąd widział go po raz ostatni.
Hermiona usiadła w wolnym fotelu i także rozejrzała się wokół, ale tylko pobieżnie.
— Harry, jak się czujesz? — zapytała. — Wyglądasz dużo lepiej.
— Czuję się świetnie — przyznał Harry z uśmiechem, cmoknął Draco w usta i zsunął się na podłogę. Siedzenie na jego kolanach wydawało się w tak dużym towarzystwie nieco krępujące.
— Jesteś pewna, że to Grimmauld Place? — wyrwało się Ronowi.
— A co to za głupie pytanie? — parsknął Draco.
— Nie uważałbyś je za głupie, gdybyś widział to miejsce wcześniej — wyjaśnił Harry.
Ron opadł na podłogę obok Harry’ego, blisko fotela Hermiony.
— Wielkość i liczba pokoi jest taka sama, ale to jedyne podobieństwo, jakie dostrzegam — przyznał.
— Było tu aż tak bardzo inaczej? — wtrącił się Blaise z powątpiewaniem.
— Tak — odparli jednocześnie Harry, Ron, Hermiona i Ginny.
Harry dostrzegł zdziwione miny Crabbe’a i Goyle’a i, ku zaskoczeniu pozostałych, poprosił, żeby do nich dołączyli. Nie czuł się dobrze, kiedy siedzieli tak na uboczu. Przyciągnęli swoje fotele i ustawili w kole z innymi.
— Lisso, psszyprowadź tu Wiktorię — syknął Harry.
— Tak, panie — usłyszał w odpowiedzi i przyglądał się, jak zielony wąż wślizguje się wraz z dzieckiem do kręgu i kierują w jego stronę. Salon nie był tak bezpieczny jak pokój dziecięcy, więc wolał mieć małą na oku.
Ron poderwał się z podłogi i przesunął kolejny fotel. Harry tylko uśmiechnął się do niego i ponownie zwrócił do Lissy:
— Pilnuj, żeby ssię nie oddalała. Poza okręgiem nie będę jej widział.
— Cóż, nie jest tu zbyt wygodnie — zauważył Draco z lekkim oburzeniem.
Harry uznał, że nie będzie się tym przejmował. Jemu samemu było bardzo wygodnie, szczególnie że Draco krążył palcami po jego włosach i delikatnie masował skórę głowy. Najprawdopodobniej nawet nie zdawał sobie sprawy, że to robi, ale zdecydowanie pomagał tym Harry’emu rozluźnić się w tej dziwnej grupie, jaką tworzyli.
Hermiona odchrząknęła.
— Dom naprawdę wygląda inaczej — powiedziała, wracając do poprzedniego tematu.
— O, tak — prychnął Ron. — Nie ma wstrętnego skrzata, kończyn trolla i pani Black.
Spojrzenia Hermiony, Rona i Ginny automatycznie skierowały się na pustą ścianę, na której wcześniej znajdował się gobelin, czyli paskudztwo należące do tej samej kategorii, co rzeczy wymienione wcześniej.
— Jak się pozbyłeś portretu? — zdziwiła się Hermiona. — Próbowaliśmy wszystkiego.
— Ja… eee, zabiłem go — przyznał Harry niechętnie.
— Zabiłeś? — powtórzyła Ginny, jak gdyby się przesłyszała.
— No tak — potwierdził Harry i wyjaśnił, jak do tego doszło, z sekundy na sekundę bardziej przerażając Hermionę.
— I to samo zrobiłeś z gobelinem? — zapytał Ron z komicznie wykrzywioną twarzą.
Harry zerknął na Draco.
— Malfoy to zrobił?
— Nie, ja — sprostował Harry. — Ale jego różdżką.
— I w ten sposób dowiedziałeś się, że możesz jej użyć przeciwko Voldemortowi — domyśliła się Hermiona, wciąż wyglądając na zaniepokojoną.
— Tak — potwierdził Harry cicho.
— A o co chodzi z resztą pomieszczeń? — wtrąciła się Ginny, zanim Hermiona zaczęła drążyć temat. — Teraz jest tu naprawdę przyjemnie.
— Już rozumiem, czemu nazywasz to miejsce domem — przyznała Hermiona.
Harry wzruszył ramionami.
— W większości to zasługa Mrużki, a sporo mebli jest nowych. Co ironiczne, wydaje mi się, że wiele należy do Narcyzy. To spadek po innej gałęzi rodu Blacków, ale sprowadziła je z powrotem do rodzinnego domu.
— Nie przypuszczałem, że zwróciłeś na to uwagę — mruknął Draco.
— Nie przywiązywałem zbyt wiele uwagi do wystroju — przyznał Harry. — Ale wiem, że niektórych z tych rzeczy wcześniej tu nie było. To nie te same stoły, a nowych sztućców z herbem Blacków trudno było nie zauważyć. Znając twoją mamę, przypuszczam, że to część jej dziedzictwa.
— Zapewne — zgodził się Draco i zachichotał.
— Czy ty i twoi rodzice wracacie do dworu Malfoyów? — zapytała Hermiona.
Harry zamrugał i spojrzał na Draco z powagą.
— Teraz już możesz, prawda?
— Jeszcze nie — odparł Draco z goryczą. — Przez ostatni rok dwór zamieszkiwał Czarny Pan i jego zwolennicy. Ministerstwo musi przeprowadzić dochodzenie, dopiero potem nam go oddadzą.
Przyglądając mu się niepewnie, Harry zastanawiał się, czy Draco martwi się z powodu Voldemorta, ministerstwa, czy jednego i drugiego. Czy chce wrócić do swojej rodzinnej rezydencji? Prawie zapomniał, że układ na Grimmauld Place był tymczasowy. Severus też mówił, że ma własny dom. Remus mieszkał gdzie indziej od wielu lat.
Draco zaczął narzekać na ministerstwo i Voldemorta, więc Harry nie mógł nie zastanowić się, jak wiele dwór dla niego znaczył. Sam dopiero niedawno odziedziczył to mieszkanie, a Draco zawsze mieszkał we dworze. Osobiście wcale nie chciałby przenieść się tam po ukończeniu szkoły, jednak bez wahania potrafił zaakceptować wybór Draco.
— Kingsley postara się, żeby wszystko odbyło się tak szybko, jak to tylko możliwe — obiecał, gdy Draco na moment zamilkł. — Przykro mi, że to się nie uda, zanim wrócimy do Hogwartu, ale myślę, że będziemy mogli spędzić tam wakacje.
— Może trochę więcej entuzjazmu, co? — powiedział Draco sarkastycznie.
— Przepraszam, to brzmi świetnie — odparł Harry, starając się zawrzeć w głosie więcej podekscytowania. — Bardzo bym chciał dowiedzieć się więcej o twoim domu. Zobaczyć, gdzie dorastałeś. Kiedy byłem tam ostatnim razem, nie miałem okazji, żeby się rozejrzeć.
— Merlinie, naprawdę zamierzasz żyć z tym dupkiem we dworze Malfoyów? — wywarczał Ron.
— To jego dom — powiedział Harry, patrząc na Rona ostrzegawczo. — Technicznie nie zostałem tam jeszcze zaproszony, ale zamieszkanie tam nie jest dla mnie problematyczne — uciął.
Nie zamierzał dopuścić do sytuacji, gdy Ron i Draco zaczną obrzucać się wyzwiskami, co zapewne szybko zmieniłoby się w źródło konfliktu. Nie wiadomo też, jak Draco zareaguje, gdy ktoś powie coś złego o dworze.
Ron albo zignorował ostrzeżenie, albo go nie zrozumiał.
— Ale przecież powiedziałeś, że to twój dom. Jest urządzony lepiej niż wcześniej, więc sądziłem, że chcesz tu zostać.
Palce Draco wciąż masowały mu głowę, ale Harry czuł, jak narasta w nich napięcie.
— No tak, tu jest całkiem przyjemnie — przyznał, czując się uwięziony między swoim chłopakiem a przyjacielem. Wiedział, że to właśnie zabolało Draco. Że sam nie jest aż tak podekscytowany powrotem do dworu jak on, a bardzo nie chciał, żeby to stanęło między nimi. Ale nie chciał też okłamywać Rona, który oczywiście wiedział, jak wiele znaczy dla niego pojęcie domu.
— Jednak nie czuję się tu jak u siebie — kontynuował. — Mieszkam tutaj tylko… jakoś koło miesiąca. Po prostu podczas wakacji okazało się to najbezpieczniejszym miejscem. Ale teraz możemy zamieszkać, gdzie tylko chcemy.
— I ty wybrałeś dwór Malfoyów? — spytał Ron z niedowierzaniem. — Gdzie przebywał Sam-Wiesz-Kto?
— Ron — syknęła Hermina, lekko trącając go w bok, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. — Przestań.
— Co przestać? Pytam tylko, czemu Harry nie chce tu mieszkać.
Hermiona spojrzała na Harry’ego ze zrozumieniem i współczuciem. Ginny tylko patrzyła na brata. Twarz Blaise’a nie wyrażała niczego, ale jego wzrok utkwiony był w Draco. Crabbe i Goyle, no cóż, Harry nie był pewien, czy ich nieczytelne miny pokazują cokolwiek. Wydawali się równie zdezorientowani jak Ron. Za to wielkimi krokami zbliżała się kłótnia między Ronem i Draco. Kłótnia, której Harry rozpaczliwie starał się uniknąć. Bał się nawet zerknąć na Draco.
Gdy milczenie stało się zbyt ciężkie, wreszcie spojrzał na niego z ukosa. Draco siedział sztywno i zaciskał szczęki.
— Naprawdę nie przeszkadza mi, jeśli zamieszkamy w dworze — zapewnił.
— Ale ja uważam się za samolubnego gnojka, że tego chcę — wycedził Draco przez zęby.
— Dwór zawsze był twoim domem i nie jesteś samolubny, że chcesz tam wrócić i go odzyskać — kontynuował Harry. — Nie ma nic samolubnego w tym, że starasz się dać Wiktorii jej dziedzictwo.
— A co ty będziesz z tego miał? — zapytał Draco.
— Czemu uważam to miejsce za dom? Ponieważ ty tu jesteś. I Wiktoria. Bo są tu Severus i Remus. Ale oni odejdą. A twoi rodzice wrócą do dworu.
— Jako na kogoś, kto ma wszystko, wiele tracisz — mruknął Draco.
Harry westchnął z rezygnacją. I co, do diabła, miał odpowiedzieć? Nie posiadał nic poza rodziną i domem. Pragnął, żeby to jakoś połączyć. Zaskoczyło go, że naprawdę będzie mu brakowało Grimmauld Place. Byłoby cudownie, gdyby wszyscy mogli tu zostać, ale to nie było możliwe.
— Jeśli zostanę z tobą, to nic nie stracę — powiedział po długiej przerwie.
— Nie chcę, żebyś miał do mnie pretensje, że zmuszam cię do mieszkania we dworze zamiast tutaj — odparł Draco, spoglądając na niego z uwagą.
— Nie musicie na razie o niczym decydować — wtrąciła się cicho Hermiona.
— Tata mówił, że nie odzyskają dworu, zanim nie zacznie się nowy rok szkolny w Hogwarcie — dodała Ginny. — Mają wiele miesięcy, żeby się dogadać, gdzie spędzić święta. I gdzie zamieszkać, kiedy skończą szkołę.
— Ciągle trwają procesy śmierciożerców i doprowadzanie wszystkiego do porządku po bitwie — dodała Hermiona. — To zajmie trochę czasu.
Harry z ochotą zaakceptował zmianę tematu.
— Opowiedz mi o bitwie — poprosił. — Wiem, że bez problemu poradziliście sobie z dementorami, bo sam to odczułem, ale o niczym innym nie mam pojęcia.
— Nie orientuję się dokładnie, co planuje, ale powinieneś się cieszyć, bo Shacklebolt zamierza wreszcie coś z nimi zrobić — powiedziała Hermiona. — Wreszcie mamy ministra, który posłucha rad Dumbledore’a.
— To dobrze — odparł Harry z entuzjazmem. — Czy ktoś w was ucierpiał? Wiem, że Severus oberwał, ale teraz wszystko z nim w porządku.
— Ron został ranny — powiedział Hermiona.
Twarz Rona momentalnie przybrała czerwony kolor.
— O tym nie musimy mówić — wymamrotał.
— Co się stało? — zapytał Harry.
— Osłonił mnie przed zaklęciem — odparł Hermiona, spoglądając na Rona z dumą.
Harry z zaciekawieniem przyjrzał się swoim przyjaciołom. Coś bez wątpienia miedzy nimi iskrzyło. Ginny pisnęła, więc skierował spojrzenie na nią i Blaise’a, i zobaczył, że oboje krztuszą się ze śmiechu.
— Ron?
— To nic wielkiego.
— Oczywiście że tak — odparła Hermiona z wyrzutem. — Ochroniłeś mnie.
— Uderzyło w niego wyjątkowo nieprzyjemne zaklęcie — wyjaśniła Ginny. — Ale bardziej ucierpiał, kiedy próbował przed nim uciec i uderzył głową o kamień.
— To wcale nie jest zabawne — warknęła Hermiona.
— Wtedy nie było — zgodziła się Ginny. — Ale teraz większość z nas zastanawia się, jak blisko Ron jest związany z Tonks.
Ron pozwolił sobie na lekkie skrzywienie ust, za to Harry zaśmiał się głośno.
— Przynajmniej nie zaatakował mnie żaden mózgowiec.
— Pomyślałam, że będziesz zachwycony — odezwała się Hermiona i pocałowała go w policzek.
— To dobrze, że Hermiona miała na ciebie oko, Ron — skwitował Harry.
Ron wyglądał jednocześnie na bardzo zadowolonego, ale i zawstydzonego. Harry zaczął sobie zdawać sprawę, że rozbawienie Ginny i Blaise odzwierciedlało reakcje Rona i Hermiony. Wcale się nie cieszył z czyjejkolwiek krzywdy, jednak z przyjemnością patrzył, jak jego najlepsi przyjaciele stają się sobie bliżsi. Ron został bohaterem Hermiony.
Uniósł wzrok, żeby spojrzeć na swojego własnego bohatera. Draco wciąż się dąsał, więc postanowił, że na chwilę zostawi go w spokoju.
— A co z wami? — zapytał Crabbe’a i Goyle’a. — Wszystko w porządku?
Obaj Ślizgoni wzruszyli ramionami i przytaknęli.
— Daphne rzuciła patronusa — powiedział Crabbe.
— Powaliliśmy kilku śmierciożerców — dodał z dumą Goyle.
— O tak — prychnął Blaise. — I nie zadali sobie trudu, żeby wyciągnąć różdżki. Kilku śmierciożerców próbowało zwiać, a oni zablokowali im drogę i poczęstowali pięściami.
— Uch, a czemu nie użyliście różdżek? — zapytał Harry, choć wcale nie chciał usłyszeć odpowiedzi.
Crabbe ponownie wzruszył ramionami.
— Tak było łatwiej. Biegli w stronę drzew, za którymi się chowaliśmy, więc po prostu wyskoczyliśmy z ukrycia, kiedy nas mijali.
Harry już otwierał usta, aby powiedzieć, że w takiej sytuacji prościej było rzucić zaklęcie oszałamiające, ale może Ślizgonom bardziej odpowiadały rozwiązania siłowe. Ważne, że zadziałały.
— Świetnie się spisaliście — pochwalił ich, za co otrzymał nagrodę w postaci dwóch szerokich uśmiechów. Odwzajemnił się tym samym. Dwaj potężni Ślizgoni podobali mu się coraz bardziej, wcale nie byli tacy źli, jeśli tylko nie chcieli go pobić.
— A co się stało z resztą? — spytał.
— Tonks wielosokowała się w Pansy — odparła Ginny. — Nie wiem, jak jej się to udało, ale w czasie bitwy radziła sobie bardzo dobrze. Potem jednak znowu potykała się o leżących wszędzie śmierciożerców.
— Większość z nas odniosła jakieś obrażenia — kontynuowała Hermiona. — Doszło do kilku zaciętych pojedynków. Mamy szczęście, że nikt nie zginął. Przynajmniej po naszej stronie.
— Czyli umarli jacyś śmierciożercy? — zapytał lekko zdziwiony Harry.
— Greyback jako jedyny w bezpośrednim starciu — odpowiedział Ron.
— Remus go zabił?
Rot potrząsnął głową.
Harry otworzył szeroko oczy.
— A kto? Bill?
— Nie — odparł Ron. — Widziałeś, jak walczyli? — zapytał z zaciekawieniem.
— Tak, ale nie miałem czasu, żeby się dłużej przyglądać — wyjaśnił Harry. — I Remus, i Bill z nim walczyli, a obaj mieli motywy, żeby go zabić.
Hermiona lekko zbladła.
— Nie rozumiem, jak można tak spokojnie mówić o zabijaniu.
— Greyback zasłużył na śmierć — warknął nagle Draco.
Harry szybko spojrzał na niego z niepokojem.
— Coś ci zrobił?
— Mnie osobiście? — zapytał Draco retorycznie. — Nie, ale to był zły człowiek. Z rodzaju tych, o których ludzie myślą tak jak o śmierciożercach. Bezwzględny, okrutny, bezlitosny. Mroczny Pan podziwiał go za brak serca — dodał z goryczą.
— A ty wpuściłeś go do Hogwartu — wymamrotał Ron.
Draco zacisnął zęby.
— Nie wiedziałem, że tam będzie. Zrobiłem wiele głupich rzeczy, ale nawet ja nie jestem takim durniem, żeby świadomie sprowadzić Greybacka do szkoły. Cieszę się, że nie żyje.
— To kto go zabił? — Harry pospiesznie wrócił do tematu. Oczywiście chciał poznać prawdę, ale bardziej zależało mu na zażegnaniu szykującej się kłótni.
— Snape — odparła Hermiona z drżeniem. — Nigdy nie widziałam go tak wściekłego.
Harry zerknął na Draco. Oni wiedzieli, jak Snape mógł wtedy wyglądać.
— Dostał szału, że Voldemort złapał cię w pułapkę — kontynuowała Hermiona. — On… Cóż, nie mam pojęcia, jak to się stało, ale najwidoczniej zauważył, że Lupin i Bill pojedynkują się z Greybackiem i jeszcze kilkoma innymi śmierciożercami, którzy do niego dołączyli. Nie był w stanie pokonać Voldemorta, ale w zamian mógł zabić Greybacka dla Lupina.
— To było przerażające, stary — dodał Ron.
— Nie mam wątpliwości — zgodził się Harry z roztargnieniem, przypominając sobie wydarzenia na wieży i dodając to, co usłyszał o ostatniej bitwie.
W pokoju przez chwilę panowała cisza, po czym Hermiona odezwała się ponownie:
— Kilka osób zmarło z powodu urazów. Po zabiciu Voldemorta wszyscy śmierciożercy upadli na ziemię. Krzyczeli okropnie, tak wielu ludzi naraz, ale to nie trwało długo. Potem stracili przytomność.
O tym akurat Harry pamiętał aż nazbyt wyraźnie.
— Nie miałem pojęcia, że tak się stanie — powiedział.
Hermiona obdarzyła go współczującym spojrzeniem.
— Wiem. Wszyscy byliśmy zaskoczeni. Nikt czegoś takiego nie przewidział. Walczyliśmy i nagle śmierciożercy padli. I wtedy… zaległa, ogłuszająca, straszna cisza.
— Tylko przez kilka sekund — wtrąciła się Ginny. — To było przerażające. Patrzyłam wokół i nic nie rozumiałam. Nie widziałam ani ciebie, ani Voldemorta. Nie wiedziałam, czy można bezpiecznie zdjąć pelerynę.
— Wtedy Lupin wykrzyknął twoje imię — kontynuowała Hermiona. — Początkowo cię nie dostrzegłam, ale on tak. Leżałeś pod Draco, ukryty pod swoją peleryną.
— Draco ocalił mi życie — powiedział Harry cicho. — I jak przypuszczam, Fred i George ocalili Draco. Bez peleryny zapewne żaden z nas by nie przeżył. Obaj z Voldemortem skupiliśmy się na walce i próbach zabicia się nawzajem. Zobaczyłem błysk klątwy uśmiercającej lecącej w moją stronę, ale Draco zepchną mnie z jej drogi. Potem już nic nie pamiętam. Jednak jestem tu, i Draco tu jest, więc peleryna musiała nas osłonić.
Draco delikatnie pomasował mu kark.
— Nie ma znaczenia, gdzie zamieszkamy, prawda? — zapytał. — Obaj przeżyliśmy i tylko to się liczy.
— Skoro zdołaliśmy przetrwać Voldemorta, to jakoś poradzimy sobie z wyborem miejsca zamieszkania — zgodził się Harry.
— Początkowo nikt nie był pewien, czy przeżyłeś — ciągnęła Hermiona, z trudem przełykając ślinę. — Shacklebolt krzyknął, że Voldemort umarł, ale nie wiedziałam, co się stało z tobą i resztą śmierciożerców. Myślałam, że też zginąłeś, Harry — powiedziała ze łzami w oczach.
— Ale nie zginąłem. Już wszystko w porządku, Hermiono.
Hermiona pociągnęła nosem i kiwnęła głową, a Ginny zastąpiła ją w kontynuowaniu opowieści.
— Blaise i Fred byli blisko i dotarli do ciebie w tym samym czasie, co Lupin. Założę się, że moi bracia nałożyli na peleryny jakieś zaklęcia śledzące, bo George dokładnie wiedział, gdzie iść. Albo po prostu mają z Fredem głębszą więź, niż myślałam. Złapał mnie za rękę i pobiegliśmy razem. Dobrze wiedział, gdzie cię szukać w tym chaosie. Gdy tam dotarliśmy, Lupin starał się cię ocucić, a Blaise i Fred zajmowali się Draco — ciągnęła niepewnym głosem. — Byłeś taki blady, nie poruszałeś się, choć Lupin stwierdził, że żyjesz… że obaj żyjecie, ale niczym nie mogli przywrócić was do przytomności.
Zamilkła i teraz Blaise zabrał głos:
— Lupin zaopiekował się Ginny, a ja zabrałem cię do zamku przez szafkę zniknięć i od razu zaniosłem do pani Pomfrey. Nie mam pojęcia, jak długo to trwało, ale w końcu orzekła, że wasz stan jest stabilny. Niedługo później pojawił się Lupin z bliźniakami, Snape, Narcyza i Lucjusz, i ich też zbadała.
— Ron, Neville i ja trzymaliśmy się blisko Narcyzy — powiedziała Hermiona. — Jednak Ron był ranny, a Neville nie miał pojęcia, co jej się stało. Wiedzieliśmy tylko, że żyje, a wtedy pojawił się George i powiedział, że zabrali cię już do Hogwartu. Zabrał też Narcyzę, a Neville pomógł mi z Ronem. Neville był zdrowy, ale ja nie czułam się zbyt dobrze — przyznała. — Ledwie pamiętam, jak wróciliśmy do szkoły. — Wzięła głęboki oddech, żeby się uspokoić. — Panował straszny chaos i nagle wszystko się skończyło. Wokół leżało mnóstwo rannych. I nikt nie wiedział, czemu śmierciożercy stracili przytomność, więc nie wiedzieliśmy też, czy się zaraz nie obudzą. Sądzę, że ci, którzy odnieśli poważniejsze rany, poumierali. Reszta nie stanowiła zagrożenia, bo aurorzy szybko ich skrępowali. Członkowie zakonu i pozostali starali się uzdrowić naszych poszkodowanych.
— Każdy zrobił, co tylko mógł, Hermiono — pocieszył ją Harry.
— Tak, ale…
— To nie twoja wina, mój ojciec walczył po złej stronie — odezwał się cicho Goyle.
Harry potrząsnął głową i popatrzył najpierw na niego, a potem na Blaise’a. Czemu nie uprzedził go, że ojciec Goyle’a zginął w czasie bitwy? Dlaczego nikt mu o nim nie wspomniał? Spojrzał na Hermionę, która wyglądała na przerażoną. Chyba faktycznie i dla niej było to nowiną. Wiadomość została przyjęta spokojnie, przynajmniej na razie. Z pewnością nie od początku tak było, lecz Blaise najwyraźniej pozwolił, by Goyle sam zdecydował, czy im powiedzieć.
Harry wiedział, że ojciec Crabbe’a brał udział w akcji w Departamencie Tajemnic pod koniec piątej klasy i teraz siedział w Azkabanie. Młodzi Ślizgoni zaangażowali się w walkę po jasnej stronie i jakoś umknęło mu, że tata Goyle’a nie opuścił szeregów Voldemorta. A teraz nie żył.
— Przykro mi — wybąkał.
— To też nie twoja wina — odparł Goyle, wzruszając ramionami. — Od jakiegoś czasu przypuszczałem, że tak się to skończy. Dlatego nie widziałem sensu, żeby pójść jego śladem.
— Ale był twoim ojcem! — wykrzyknął Harry i sekundę później zapragnął wcisnąć sobie z powrotem do ust swoje własne słowa.
— Nie wszystkie rodziny są tak zżyte jak Malfoyowie czy Weasleyowie — powiedział Blaise. — Ja miałem siedmiu ojców i za żadnym szczególnie nie tęsknię.
— Serio? — zdziwił się Ron. — Twoja mama wychodziła za mąż siedem razy?
Blaise tylko kiwnął głową.
— Wiesz, w tym jest coś przerażającego — odezwała się Ginny, patrząc w oczy swojemu chłopakowi, który jedynie niezobowiązująco wzruszył ramionami.
— Mówiłem, że on nie jest dla ciebie odpowiedni — wywarczał Ron.
Harry odchylił się do tyłu i w milczeniu słuchał sprzeczki między Ronem i Ginny. Był skłonny zgodzić się z przyjacielem na temat mamy Zabiniego, do niego też dotarły plotki. Jednak Blaise nie był swoją matką.
Goyle zdawał się zadowolony, że nie na nim skupia się teraz uwaga zebranych, i Harry musiał się zastanowić, czy nie to właśnie było intencją Blaise’a. Dziwne, jak wszyscy cieszyli się ze zwykłej kłótni. Miał wrażenie, że pozostali podobnie jak on nie wiedzieli, co powiedzieć Goyle’owi, i zmiana tematu była tu zapewne najlepszym wyjściem.
— Harry, jak możesz się na to godzić? — Ron gestem wskazał na Blaise’a i siostrę. — Myślałem, że lubisz Ginny, a ty… Oddałeś ją Zabiniemu!
Mimo starań, by stać z boku, i tak nieuchronnie został wciągnięty w sprzeczkę. Harry nie miał pojęcia, jak wyjaśnić to Ronowi, nie wpędzając się w kłopoty. Wszyscy wpatrywali się w niego wyczekująco, więc musiał coś powiedzieć.
— Nie oddałem jej Zabiniemu.
— No to coś w tym rodzaju — upierał się Ron. — Poznałeś ich ze sobą.
Niestety, z tym argumentem Harry nie mógł się nie zgodzić. Razem z Draco podstępem umówili Ginny z Blaise’em, ale sądził, że Ron o tym nie wie.
— Zrozum, bardzo lubię Ginny i chcę, żeby była szczęśliwa. Uważam, że z Blaise’em tworzą fajną parę i to oni zdecydowali, że będą razem. Do niczego ich nie zmuszałem.
— Ale nawet nie znasz Zabiniego — zaprotestował Ron. — Skąd wiesz, że będzie dla niej dobry?
— Masz rację, nie znam go za bardzo — zgodził się Harry, na co Ron zrobił triumfującą minę. — Ale Draco go zna, a ja ufam Draco.
Mina Rona zrzedła, a Harry poczuł się dziwnie, że rozmawiają o Ginny i Zabinim tak, jakby ich tu nie było. Mimo to kontynuował:
— Poza tym, trochę go jednak poznałem i go lubię.
— Ufasz mu? — drążył Ron.
— No cóż. — Harry wzruszył ramionami. — Z pewnością ufam, że Ginny podjęła właściwą decyzję. Jest inteligentną dziewczyną i wie, co robi.
— Związała się ze Ślizgonem! — wykrzyknął Ron, na co Harry znacząco zmarszczył czoło. Ramiona Rona opadły. — Tak, podobnie jak ty. Chyba oboje jesteście nienormalni.
— Może. Oboje wykazujemy dziwny pociąg do wyzwania — odparł Harry z uśmiechem.
— Lepiej ty niż ja — mruknął Ron. — Ja wolę trzymać się Hermiony.
— Nie podoba mi się sposób, w jaki to powiedziałeś — oburzyła się Hermiona.
— Nie miałem nic złego na myśli — odezwał się szybko Ron. — Po prostu uważam, że jesteś lepsza od nich.
— Granger jest lepsza ode mnie i Draco? — zapytał Blaise.
— Tak — odparł Ron stanowczo. Spojrzał na Ginny, a potem na Harry’ego. — Ee… nie — dodał już z wahaniem. — Cholera! Cokolwiek powiem, będzie źle — dodał i opadł na oparcie fotela.
Hermiona wciąż wydawała się lekko obrażona, ale zaraz potrząsnęła głową.
— I co ja mam z tobą zrobić? — zapytała z czułym rozbawieniem.
Ron odpowiedział jej nieśmiałym uśmiechem, a w zamian Hermiona nagrodziła go krótkim pocałunkiem.
Grupa nadal prowadziła rozmowę, choć ciągle ocierała się ona o kłótnię. Z tak różnymi osobami i poruszanymi tematami nie było o to trudno, więc Harry z ulgą skupił uwagę na Wiktorii, która była już gotowa na przedpołudniową drzemkę. Przebrał ją w piżamkę i nakarmił, ignorując zdegustowane spojrzenie Hermiony, gdy wezwał Mrużkę i poprosił, by przyniosła mu wszystkie potrzebne rzeczy. Dzięki temu nie musiał wstawać i oddalać się od Draco.
— Idź teraz do Draco — wysyczał do Lissy, przytulając Wiktorię do piersi. — Z nim będzie ci wygodniej. Tylko nie zapomnij zmienić swojego ubarwienia na srebrny.
— Wciąż nie rozumiem jego strachu przed żółtym — odsyknęła Lissa, ale posłusznie zmieniła kolor, owijając się wokół nogi Draco.
Harry zachichotał.
— Wcale nie boi się żółtego, po prostu za nim nie przepada. Ale ciebie lubi — powiedział.
— Twój pssszyjaciel, panie, jest bardzo dziwny, ale dobrze radzi sssobie z potomstwem — wysyczała Lissa.
Parskając śmiechem, Harry przebudził śpiącą Wiktorię, jednak kiedy łagodnie pogłaskał ją po plecach, dziewczynka na powrót zasnęła.
— Czy twój cholerny wąż znowu mnie obraża? — zainteresował się Draco.
— Eee… nie? — odparł Harry, co zabrzmiało jednak jak pytanie.
— Harry… — warknął Draco.
— Lissa uważa, że boisz się żółtego koloru i że dobrze radzisz sobie z potomstwem — wyjaśnił, co pozostali skwitowali chichotem, dociskając dłonie do ust, żeby ponownie nie przebudzić Wiktorii.
Harry nie miał wątpliwości, że Draco właśnie świdruje groźnym wzrokiem tył jego głowy.
— Nie boję się żółtego koloru — oświadczył dumnie.
— I tak jej powiedziałem — przyznał Harry. — Ale chyba mi nie uwierzyła. Jesteś milszy, kiedy przybiera srebrne ubarwienie.
— Nieprawda — zaprzeczył Draco, lecz nie zabrzmiało to zbyt pewnie.
Harry przesunął się trochę, żeby mógł położyć głowę na jego udzie.
— Obawiam się, że się mylisz.
— Naprawdę nie lubisz Puchonów, co? — zaciekawił się Ron.
— Nie są tacy źli — odparł Draco wciąż niepewnym głosem. — Kibicowałem Diggory’emu na Turnieju Trójmagicznym, a on był Puchonem.
— I rywalizował z Harrym — wtrąciła Hermiona oschle. — Zapewne kibicowałbyś nawet Ronowi, gdyby to mogło zaszkodzić Harry’emu.
Draco wydał z siebie zduszony dźwięk i Harry bardzo chciał na niego spojrzeć, jednak bał się obudzić Wiktorię. Prawdopodobnie powinien prosić Mrużkę, aby zabrała ją do pokoju dziecięcego, ale jakoś nie miał ochoty wypuszczać jej z ramion.
— Jasna cholera — skwitował Ron. — Wolałbyś poprzeć mnie niż Harry’ego.
— Cóż, to był Potter — warknął Draco. — Czego oczekujesz?
— Hmm, to wciąż Potter — zauważyła Ginny z szerokim, bezczelnym uśmiechem.
— Ale nie jest już wychudzonym dzieciakiem jak wtedy — wyjaśnił Draco, ignorując wszystkie inne fakty i skupiając się na aspekcie fizycznym. — Diggory, z drugiej strony, był wtedy seksowny.
Harry poczuł, jak opada mu szczęka. Jego mina bez wątpienia nie różniła się od min pozostałych, jedynie Blaise nie wyglądał na zaskoczonego. Uśmieszki jego i Draco idealnie do siebie pasowały.
Ginny pierwsza doszła do siebie.
— Faktycznie był dosyć seksowny — zgodziła się. — Ale niedokładnie w twoim typie, co?
— Wiesz, Wiewiórko — zaczął Draco konwersacyjnym tonem — to nieco niepokojące, że mamy podobny gust co do mężczyzn.
— Nie romansowałeś z Zabinim, prawda? — przeraził się Ron. — To byłoby okropne.
— Nie byliśmy parą, ale nie rozumiem, co w tym takiego okropnego — zaciekawił się Blaise.
— Ponieważ Harry chodził już z Ginny… ale skoro ty właśnie zmieniałeś partnerki… i byłeś przeciwnej płci... albo tej samej płci… a Ginny miała coś wspólnego z Malfoyem… to dla nich dzielenie się tobą… to właśnie jest okropne — zakończył Ron, krzyżując ramiona na piersi i wyglądając na zdezorientowanego.
— Wcale nie dzielimy się Harrym — zapewnił Draco. — On jest mój. Czemu uważasz, że oddałem Wiewiórkę Blaise’owi?
Hermiona spojrzała na Ginny.
— Kiedy staje się taki zaborczy w stosunku do Harry’ego, jakoś nie zwracasz uwagi na jego wyzwiska, prawda? — zapytała. — To raczej słodkie z jego strony.
Ginny kiwnęła głową na zgodę, a Harry mógł tylko wyobrazić sobie wyraz przerażenia na twarzy Draco.
— Malfoy jest słodki, kiedy wyzywa ludzi?! — wykrzyknął Ron.
— No cóż, tak, kiedy mówi do Ginny — sprostowała Hermiona. — W jej przypadku to ostrzeżenie, żeby trzymać się z dala od Harry’ego. W stosunku do ciebie to jedynie zniewagi.
— Oczywiście — odparł Ron, wcale nie mniej zdezorientowany.
— Nawet nie próbuj tego zrozumieć, Ron — powiedziała Ginny, wywracając oczami.
Harry pochylił głowę, próbując ukryć uśmiech. Draco po raz kolejny przeczesał palcami jego włosy, a Blaise przytulił Ginny. On sam był doskonale szczęśliwy, a Ginny wydawała się bardzo zadowolona. Odrobina zaborczości wcale nie była taka zła.
Poczuł ulgę, że Blaise nie nakierował rozmowy na niewłaściwy ton. Draco pogodził się z faktem, że Harry’ego i Ginny coś w przeszłości łączyło, a i Blaise chyba to akceptował. Gdyby Draco i Blaise byli takimi zazdrośnikami jak Ron, wszyscy mieliby z tego powodu dużo więcej kłopotów.
— Harry — odezwała się Hermiona niepewnie.
— Tak? — zapytał Harry i uniósł głowę, aby spojrzeć na nią ostrożnie. Taki ton jej głosu zwykle nie wróżył niczego miłego.
— Miałam nadzieję, że Ron i ja będziemy mogli z tobą porozmawiać — powiedziała. — Na osobności.
— Tu mi wygodnie — zaprotestował Harry. — I Wiktoria śpi.
— Wiem, ale to ważne.
Harry zmarszczył brwi, zastanawiając się, o co chodzi. Mina Hermiony wskazywała, że to coś poważnego.
— Jasne — odpowiedział. — Daj mi chwilkę.
— Wezmę Wiktorię — wtrącił się Draco.
Harry delikatnie oddał dziewczynkę w jego ramiona, po czym przesiadł się z przyjaciółmi na drugą stronę salonu. Zanim zaczęli mówić, rzucił wokół nich zmodyfikowane przez Severusa zaklęcie wyciszające.
— To o czym chcecie porozmawiać?

cdn
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez slimarwen » 24 sie 2017, o 01:34

Bardzo dziękuję za nowy rozdział!!!! :* AVE WAM dobrzy tłumacze (obiecuję zedytować ten post i zostawić konkretny komentarz niebawem)
slimarwen Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 26
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 22:38

Postprzez MargotX » 26 sie 2017, o 16:32

Tak naprawdę powinnam chyba darować sobie pisanie komentarza do tego rozdziału, bo jakkolwiek bym nie zaczęła, wszystkie drogi i tak doprowadzą do Ronalda W. i marudzenia na temat jego głupoty, ograniczenia umysłowego i nieustannie włączającego się agresora. Ponieważ jednak nie ma opcji, abym, z szacunku do osób tłumaczących i korygujących to opowiadanie, zostawiła part bez choćby kilku słów, postaram się ograniczyć swoje zapędy. Dodam tylko, że z upływem czasu mam coraz mniej tolerancji dla Wiewióra i, o ile kiedyś był dla mnie jedynie najmniej lubianym i cenionym członkiem Złotego Trio, tak teraz staje się jedną z najbardziej nielubianych postaci. Powoli mam na niego alergię...

A tak ogólnie, potrzebna chyba była taka ogólna rozmowa, wyjaśnienie choćby paru kwestii, które ominęły całkowicie Harry'ego w czasie, kiedy był nieprzytomny. Nie myślałam, że będę kiedyś współczuła Goylowi i Crabbe'owi (oczywiście w fanfiction), ale zrobiło mi się ich naprawdę żal, już kolejny raz w tym tekście. I jednocześnie byłam z nich w jakiś sposób dumna, że nie zadawali sobie trudu z jakąś nieudolną próbą walki za pomocą różdżek, tylko użyli tego, co przyszło im łatwiej - pięści i muskułów.

Mam nadzieję, że Harry i Draco będą częściej zdolni do kompromisów na temat ich dalszego życia, bo już pierwsza rozmowa na temat miejsca zamieszkania pokazała, że takich sytuacji zapewne będzie sporo. Tyle, że chyba lepiej prowadziłoby się im różne dyskusje bez czynnego udziału "kibiców", szczególnie tych krewkich i mało taktownych...

Sporo ciekawych wyjaśnień, refleksji, plus, oczywiście, kłótnia wywołana przez Ronalda W. Kwintesencja stosunków gryfońsko-ślizgońskich ;) Swoją drogą, naprawdę ciekawe grono uczestników, a w środku wszystkiego, dosłownie, maleńka dziewczynka z wężem.

Ślicznie dziękuję za kolejną część, pozdrawiam Was serdecznie. :serce:
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez pindolino » 29 sie 2017, o 14:10

Nie wiem o co chodzi, ale mam problem z dodaniem mojego długiego komentarza :( dlatego będzie krótko.

Dziękuje za Wasz czas i tłumaczenie tego fanfica. Jestem Wam naprawdę bardzo wdzięczna, bo kocham je baaardzo.
Nie mogę uwierzyć, że już jest po zabiciu Volka. Z ich strony nikt nie zginął, ani nikomu nie stała się większa krzywda. To wręcz niemożliwe. :O Cieszy mnie dokładny opis bitwy przez każdego z uczestników, ponieważ to pokazało jak bardzo ich wszystkich to łączyło.
Tęskniłam za sielanką Harry'ego i Draco. Ich relacja jest niesamowite. Pomimo małej sprzeczki dotyczącej miejsca zamieszkania - co wierze, że również rozwiążą - potrafią się dogadać.
Mam ubaw z Rona. Jest między młotem, a kowadłem. :lol2: Z jednaj strony Harry spotyka się z wrogiem, z drugiej robi to jego siostra. Mam nadzieje, że w końcu dojdzie to do jego małego móżdżka.
To chyba tyle w skrócie :(
Czekam na kolejny bardzo mocno.
Pozdrawiam Was bardzo <3
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez Kaczalka » 13 wrz 2017, o 22:38

Rozdział pięćdziesiąty piąty

Hermiona i Ron wymienili spojrzenia, oboje nagle wydając się bardzo napięci.
— Co się stało? — zapytał Harry z wahaniem.
— Nie powiedziałeś nikomu o horkruksach, prawda? — odezwała się Hermiona.
— Mówiłem już, że nie.
— Ale oni oczywiście coś wiedzą — wtrącił się szybko Ron. — Fred i George, Ginny i Lupin byli z nami, kiedy znaleźliśmy puchar. No i Malfoy też tam był. A Lucjusz zdobył medalion.
— Wszyscy wiedzieli, że zbieram pamiątki po Voldemorcie, ale nie mieli pojęcia, że to horkruksy. Severus kazał mi to zachować w tajemnicy.
— Severus — mruknął Ron. — Chyba nigdy nie przywyknę, że go tak nazywasz.
Hermiona skarciła go wzrokiem.
— To teraz nie jest ważne. Harry, jak Snape mógł mówić, że to będzie tajemnica, skoro w ogóle nie miał pojęcia, co to za tajemnica?
Harry wzruszył ramionami.
— Wiedział, że Dumbledore powierzył mi jakieś zadanie i wiedział też, że wiąże się to z czymś bardzo mrocznym, dlatego kazał nikomu nie mówić. Zaangażowałem się w wielką walkę, może nie walkę dosłownie, ale zrobiłem to razem z Draco. W końcu pogodził się z tym, że go nie wtajemniczę, ale i tak sporo się dowiedział.
Ronowi i Hermionie wyraźnie ulżyło.
— Zbyt wiele ryzykujemy, jeśli te informacje staną się jawne — odezwała się Hermiona.
— Zgadzam się — odparł Harry.
— Uważamy, że powinieneś zniszczyć dziennik i wszystkie notatki — powiedział gwałtownie Ron.
— Naprawdę? Już o tym myślałem — przyznał Harry. — Tylko nie chciałem tego robić, póki Voldemort jeszcze żył.
— Ale już go nie ma — odparła Hermiona. — Więc sądzę, że bezpiecznie będzie się ich pozbyć. Stwarzają ogromne niebezpieczeństwo. — Wymieniła sugestywne spojrzenie z Ronem.
— O co wam chodzi? — zapytał Harry, zerkając to na jedno, to na drugie.
Hermiona odetchnęła głęboko.
— Dużo o tym rozmawialiśmy i… Uważamy, że powinieneś rzucić na nas Obliviate — oświadczyła.
— Co?! — wykrzyknął zszokowany Harry.
Krzesło, na którym siedział, przechyliło się zbyt mocno, żeby odzyskać równowagę, i poleciał na podłogę.
— Harry! — wrzasnęła Hermiona.
Jej obawy wcale nie zmalały, gdy Harry po prostu leżał na ziemi, próbując zrozumieć, czemu jego najlepsi przyjaciele chcą, żeby zmodyfikował im pamięć.
— Wstawaj — burknął Ron, podciągając go na nogi. — Malfoy i tak gapi się, jakby chciał nas zamordować.
Harry popatrzył na Draco i tylko machnął ręka na znak, że wszystko jest w porządku. W tej chwili nie miał sił, żeby go uspokajać.
— Czemu chcecie, żebym rzucił na was Obliviate? — zapytał.
— Harry, usiądź — poprosiła nerwowo Hermiona. — I wysłuchaj nas.
— Chyba powinniśmy być wdzięczni, że jesteś temu przeciwny — powiedział Ron.
— Oczywiście, że jestem przeciwny — odparł Harry, ale postawił krzesło i ponownie na nim usiadł. — Dlaczego, na Merlina, miałbym to zrobić? W jakim celu? — dopytywał się, nie mogąc pojąć, o co chodzi jego przyjaciołom.
— Wiedza o horkruksach jest niebezpieczna — wyjaśniła Hermiona. — Wcześniej jej potrzebowaliśmy, ale teraz… to koniec. I chcę, żeby tak zostało. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby zapobiec podobnej sytuacji.
— Ale niszczyć wasze wspomnienia? — zapytał Harry z niedowierzaniem. — Czy to nie zbyt wiele?
— To nie twoje wspomnienia, tylko nasze — burknął Ron.
— I to jest usprawiedliwienie? — odwarknął Harry.
— Nie jesteś tak słaby jak my — tłumaczyła dalej Hermiona. — Potrafisz lepiej chronić tajemnice — dodała, zerkając na drugą stronę salonu.
— Ty też bardzo długo chroniłaś nasze tajemnice — zaprotestował Harry. — Czemu nie możesz robić tego nadal?
— Harry — odparła Hermiona łagodnie. — Kiedy opowieść o zabiciu Voldemorta rozejdzie się po świecie, pojawią się pytania, jak poradziłeś sobie z Nagini. Jakie artefakty rzuciłeś do stóp Voldemorta.
— No i? Przecież nikomu nie wygadam — powiedział Harry. — I wy też nie.
— Oczywiście, że nie — zapewniła Hermiona. — Nie celowo.
Harry zmarszczył brwi.
— To znaczy?
— To znaczy, że według Hermiony czasami mówię to, czego nie powinienem — wyjaśnił Ron.
Wiedząc, jak wiele kosztowało przyjaciela wypowiedzenie tych słów, Harry wpatrywał się w niego z niedowierzaniem.
Ron odwrócił wzrok, ale kontynuował:
— Nie chcę przez przypadek chlapnąć czegoś o horkruksach. Myślę, że mieliśmy szczęście, że nic nie powiedziałem, kiedy piliśmy na twoich urodzinach.
— Nigdy niczego nie zdradzasz — powiedział Harry, ale cała trójka chyba zdawała sobie sprawę, że nie jest to prawdą.
— Harry, ktokolwiek zechce, łatwo wyciągnie informacje ode mnie czy Rona — powiedziała Hermiona. — Choćby taki Snape, wystarczyłoby, żeby użył legilimencji i dowie się wszystkiego, czego chce.
— Nie zrobiłby czegoś takiego — zaprotestował Harry.
— Ale ktoś inny owszem. Ktoś mniej… moralny.
— Nigdy nie myślałem, że Snape jest moralny — odezwał się Ron. — Ale Hermiona ma rację. Każdy średnio zdolny śmierciożerca łatwo nas rozgryzie.
— W takim razie nauczymy cię oklumencji — zaproponował Harry. — Wtedy będziesz mógł się osłonić.
Zanim zdążył skończyć, Hermiona już potrząsała głową.
— To ich nieco spowolni, ale wciąż mogą nas torturować, żeby wyciągnąć informacje.
Harry wpatrywał się w nią szeroko otwartymi oczami.
— Naprawdę myślisz, że ktoś was porwie i będzie torturował?
— Wszystko jest możliwe. Powinieneś to wiedzieć lepiej niż ktokolwiek inny.
— Ale… To oznacza, że nadal coś nam grozi — powiedział Harry, podnosząc głos. — Do diabła, przecież Voldemort umarł!
— Harry, on był co prawda najbardziej niebezpiecznym czarodziejem na świecie, ale nie jedynym ze złymi intencjami — uświadomiła go Hermiona. — Nie twierdzę, że ktoś stara się nas dopaść, wskazuję tylko, że istnieje taka możliwość. Jeśli nie teraz, to kiedyś w przyszłości. Każdy wie, że jesteśmy twoimi przyjaciółmi, i może próbować uzyskać od nas informacje. Nie chcę ryzykować.
— Ale oklumencja… — zaczął Harry.
— Widziałem cię, stary — odezwał się Ron. — Znosisz ból i tortury jak… jak Snape, tak przypuszczam. Znasz Vol… Voldemorta, byłeś w jego głowie i nauczyłeś się, jak nie ujawniać tajemnic. Ja bym tak nie potrafił. Obawiam się, że gdyby ktoś mnie torturował, wyśpiewałbym wszystko, co wiem, żeby tylko przetrwać.
— Ja też nie jestem taka silna jak ty — powiedziała Hermiona. — I chyba nikt nie jest — dodała, przechylając głowę i zastanawiając się nad swoimi słowami.
— Wcale nie jestem silny — odparł Harry z irytacją.
— Masz tylko siedemnaście lat. Uspokój się i przez dziesięć sekund pomyśl, jak wiele już dokonałeś. Przez co przeszedłeś. To nie jest normalne — przekonywała Hermiona. — Ron ma rację — kontynuowała. — Jedyną osobą, do której mogę cię porównać, jest Snape. Obaj trafiliście do piekła i wróciliście. I przeżyliście. Ja bym tak nie potrafiła.
— Spójrz na Malfoya — wtrącił Ron. — Wiem, że go kochasz i te sprawy, ale on także poddał się presji. Do diabła, Harry. Zmierzyłeś się z Voldemortem, kiedy miałeś rok, i robiłeś to do dzisiaj!
— Ok, w porządku — rzucił Harry. — Czyli jestem dziwadłem.
— Wcale nie — zaprotestowała ostro Hermiona. — Ale przywykłeś do radzenia sobie z niebezpieczeństwem i robisz to lepiej niż my.
— Wciąż nie chcę rzucać na was Obliviate.
— Ale musisz — odparła zdecydowanie Hermiona. — To zbyt niebezpieczne, żebyśmy posiadali informacje dotyczące horkruksów.
— Oboje jesteście szaleni — skwitował Harry.
— Nie bardziej niż ty — odgryzł się Ron.
Harry prychnął, okazując tym pogardę dla samego siebie.
— Nie wróży to dobrze dla twojego zdrowego rozsądku.
— Przestańcie! Obaj! — Hermiona podniosła głos. — Nikt z nas jeszcze nie zwariował. Harry, to po prostu najlepsze wyjście.
— Jak w ogóle mogłaś o czymś takim pomyśleć? To cały rok wart zapamiętania.
— Są zaklęcia, dzięki którym można wymazać jedynie poszczególne słowo — odparła Hermiona energicznie, przybierając wykładowy ton. — Rozmyć wspomnienia związane z tym słowem. Dlatego każda rozmowa wokół tego tematu, w tym samo słowo horkruks, stałaby się niejasna.
Ron przełknął ślinę, ale się nie odezwał. Najwyraźniej Hermiona przekonała go już do tego szalonego planu.
— Możesz też wybrać obiekt — kontynuowała — i wszystkie wspomnienia z nim związane znikną.
— Notatnik — mruknął Harry.
— Tak — zgodziła się Hermiona. — Pierwsze zaklęcie oczywiście wymazałoby wspomnienia o notatniku, ale nie jestem pewna, czy to wystarczy. Nadal wiedzielibyśmy zbyt dużo, aby to było bezpieczne.
— Hermiono, to niewłaściwe. Nie mogę tego zrobić.
— Musisz. Ron i ja już się zdecydowaliśmy. Uzgodniliśmy, że to najlepsze wyjście.
— Chyba ty mówiłaś, a Ron słuchał, co? — zapytał Harry z uśmiechem. — Co mu powiedziałaś? Że nie będzie seksu, dopóki cię nie poprze?
Hermiona uniosła dłoń i spoliczkowała go, tak że głowa odskoczyła mu na bok. Harry powoli uniósł na nią wzrok, rejestrując jednocześnie, jak Ron gapi się na nich w szoku.
— W porządku, zasłużyłem — powiedział.
— Tak, zasłużyłeś — potwierdziła Hermiona bez cienia skruchy, ewidentnie zraniona jego bezmyślną uwagą. — Nie wiem, jak mogłeś powiedzieć coś takiego.
Ron otrząsnął się z zaskoczenia i uśmiechnął nieśmiało.
— Myślę, że nie jest trudno powiedzieć coś głupiego, jeśli czujesz się sfrustrowany — odparł ze zrozumieniem.
Harry delikatnie dotknął obolałego policzka.
— Biorąc pod uwagę okoliczności, uszło mi to na sucho. Przepraszam.
— Ja też — odparła Hermiona i westchnęła. — Wiesz, że to nie jest dla nas łatwe.
— Sto razy trudniejsze niż dla mnie. Dlatego nie pojmuję, czemu oboje tego chcecie.
— Nie utracimy wszystkich naszych wspomnień, tylko te związane z horkruksami i notatnikiem. Naszą wiedzę w tym temacie będzie można porównać z tym, co wie Malfoy.
Harry kiwnął głową.
— O tych właśnie sprawach nic nie wie.
— To sporo ważnych informacji, ale sam mówiłeś, że nie możesz mu ich ujawnić. I taką niewiedzę akceptujemy. To jest zbyt niebezpieczne.
— A takie zaklęcia są bezpieczne? — spytał Harry.
— Sprawdziłam je dokładnie i jesteś dostatecznie silny, aby je rzucić — odparła Hermiona i spojrzała na Rona, ale wciąż zwracała się do Harry’ego: — I użyjesz do tego swojej nienaruszonej różdżki.
— Jak mniemam, w tych badaniach został uwzględniony przypadek Lockharta — powiedział Harry oschle.
— Na szczęście ufam tobie i Hermionie — zapewnił Ron. — Bo wcale nie mam ochoty, żeby mi wymazano całą pamięć.
— Jesteś pewna, że nie ma innego wyjścia? — Harry zwrócił się do Hermiony.
— Chciałabym, żeby było, ale to jest najlepsze. Zastanawiałam się nad przez całe miesiące i wcale nie podoba mi się pomysł utraty wspomnień, ale znacznie gorzej jest pamiętać to, co zrobiłam.
Harry zmarszczył czoło i zastanowił się nad wszystkim, co mówiła. Rozumiał, jak źle się czuje z tym, do czego zmusiła ją wojna. Nigdy nie była zwolenniczką mrocznej magii, a szczegóły związane ze sztuką tworzenia horkruksów znajdowały się na szczycie listy czarnomagicznych zaklęć. Tym bardziej przerażające było to, co się stało z Voldemortem.
Z taką wiedzą mogłaby żyć, ale cierpiałaby przez świadomość, że ktoś inny może zdobyć te informacje. I to był prawdziwy problem, powód, dla którego mieli tę rozmowę.
Cała sytuacja absolutnie się Harry’emu nie podobała, lecz musiał przyznać, że niestety miało to sens. Sam już rozważał zniszczenie notatnika. Nawet myśl o tym, co mogłoby się stać, gdyby ktoś go odkrył… To było przerażające.
Pojawienie się kolejnego Czarnego Pana w przyszłości wydawało się nieuniknione, ale nielogiczne byłoby wręczenie mu instrukcji postępowania — czy to w postaci notatnika, czy wspomnień Rona i Hermiony.
— Ja też stanowię zagrożenie. Czy także powinienem wymazać sobie pamięć? — zapytał.
— U ciebie informacje są bezpieczniejsze niż gdziekolwiek indziej — odparł po prostu Ron.
— Uważam, że powinieneś zachować wspomnienia — dodała Hermiona i zagryzła wargę. —Wszystko działo się między tobą a Voldemortem i ludzie mają prawo poznać część prawdy o tym, co się wydarzyło.
— Ale już nigdy nie podzielę się z nikim całą prawdą. Nawet z wami nie będę mógł rozmawiać.
Hermiona popatrzyła na niego ze smutkiem.
— To cena, jaką musisz zapłacić. My stracimy wspomnienia. Ty poniesiesz ciężar pamięci.
Harry spojrzał na pokój i poczuł mdłości, przypominając sobie, jak Draco mówił o wymazaniu pamięci własnej matce, aby zapewnić jej bezpieczeństwo. Sam ten pomysł bardzo go wtedy przeraził.
Nie mogąc znieść widoku jego miny pełnej gniewu i niepokoju, ukrył twarz w dłoniach.
— Wiecie, miałem nadzieję, że wszystkie kłopoty skończą się, gdy tylko pokonamy Voldemorta — wymamrotał.
— Przez długi czas był ogromną częścią twojego życia — powiedziała Hermiona. — Zaklęcie uśmiercające nie wystarczy, żeby wszystko ot tak się skończyło. Musimy sobie jakoś z tym poradzić. Prawdopodobnie będziesz miał koszmary przez miesiące, jeśli nie lata. Odbędą się kolejne procesy śmierciożerców, a po powrocie do Hogwartu spotkamy grupę wrogich Ślizgonów, którym nie podoba się to, co robicie z Malfoyem.
— Hermiono… — przerwał jej Harry. — Nie uspokajasz mnie.
— Och, przepraszam. Wiem, że to nie brzmi zbyt pocieszająco, ale to prawda. Życie pełne jest problemów. Ale poradziłeś sobie z największym, więc teraz wszystko będzie lepsze. Życie nie jest proste, jednak stanie się dużo łatwiejsze.
— Nie jestem pewien, czy wymazywanie pamięci przyjaciołom to coś łatwiejszego — burknął Harry. — Kiedy chcecie to zrobić?
— Im szybciej, tym lepiej — odparł Ron.
Harry spojrzał na niego z zaskoczeniem, ale Ron tylko wzruszył ramionami.
— Wolałbym mieć to już za sobą — dodał.
— Dajcie mi trochę czasu na zastanowienie — powiedział Harry, po czym anulował zaklęcie wyciszające.
— Co mu zrobiliście? — zapytał od razu Draco, spoglądając groźnie na Rona i Hermionę.
— Zostaw ich — odparł Harry. — Postępują szlachetnie i poświęcają się dla większego dobra — dodał z goryczą.
— Bicie cię to coś szlachetnego? — zapytała tym razem Ginny.
Harry potarł dłonią policzek, zastanawiając się, czy dłoń Hermiony wciąż jest na nim odbita.
— Nie, to moja wina — przyznał i podszedł do Draco. — Gdzie Wiktoria?
— Mrużka położyła ją w pokoju dziecięcym. — Przyciągnął Harry’ego do siebie. — Zawsze bywacie tacy brutalni?
— Nie jesteśmy brutalni — zaprotestowała Hermiona.
Draco zmarszczył czoło, delikatnie dotykając policzka Harry’ego.
— Wiem, jak to jest — rzucił ostentacyjnie.
— Zasłużyłeś sobie. Byłeś nędznym, małym karaluchem — skwitowała Hermiona.
— Harry też był nędznym, małym karaluchem? — zapytał Draco niebezpiecznym tonem.
— Cóż, nie — przyznała Hermiona. — Był głupim chłopakiem, który nawet przy największych problemach myśli tylko o seksie.
Harry i Ron parsknęli śmiechem, Draco niemal się zakrztusił, a pozostali gapili na nich z niedowierzaniem.
— Coś ty zrobił, Harry? — zapytała Ginny. — Chyba nie zaproponowałeś seksu Hermionie?
— Nie! — wykrzyknął Harry, wciąż się śmiejąc.
— Martwił się tylko, że Ron musi żyć w abstynencji — odrzekła Hermiona. — A jeśli będzie się śmiał, to doświadczy tego na własnej skórze.
Ron nagle zamilkł, co jeszcze bardziej rozśmieszyło całą resztę.
— To zabawna dygresja, ale wiem, że rozmawialiście o czymś innym — powiedział Draco, ruchem brody wskazując na drugą stronę pokoju.
Harry oparł głowę na jego ramieniu, szybko poważniejąc.
— Pomimo tego, co mówił Draco, generalnie nie jesteś osobą gwałtowną — zauważył Blaise.
— Napięcie było niewiarygodnie duże — odparła ze smutkiem Hermiona.
— Nie wszyscy wymagają od przyjaciół tyle, co ja — powiedział drżącym głosem Harry. — Ostatnie lato było najgorsze, a biorąc pod uwagę ekstremalne sytuacje, z jakimi mieliśmy do czynienia wcześniej, to wiele mówi.
— Harry... — zaczęła Hermiona.
— Wiem — przerwał jej Harry. — Wiem, że trzeba to zrobić. Co wcale nie znaczy, że musi mi się to podobać. — Przerwał na chwilę. — Idę porozmawiać z Severusem — oświadczył nagle, wysuwając się o objęć Draco.
— Dlaczego? — zapytał Draco.
— Chcesz gadać ze Snape’em? — zawtórował mu Ron z niedowierzaniem.
Czując ból głowy, Harry potarł skronie. Nie zażył eliksiru, myśląc, że już go nie potrzebuje.
— Co się dzieje, do diabła? — zezłościł się Draco. — Wszystko było w porządku, sporo do ciebie mówił i… Co się dzieje? — powtórzył.
Harry wymienił spojrzenia z Ronem i Hermioną.
— Snape nie spróbuje ci tego wyperswadować, prawda? — zaniepokoiła się Hermiona.
— To przecież Snape — odparł Harry. — Pewnie będzie mnie zachęcał.
— No to po co chcesz z nim gadać? — zapytał Ron. — To bez sensu.
— Bo będzie bardziej obiektywny niż ja — wyjaśnił Harry, czując podekscytowanie. — Nie chcę tego robić, ale on pomógłby mi wszystko przemyśleć.
Ron parsknął.
— Snape obiektywny? Od kiedy?
Harry otworzył usta.
— Eee…
— To nie zabrzmiało przekonująco — burknął Ron ponuro.
— No… nie jest szczególnie obiektywny — wydukał wreszcie Harry — jednak w sprawach związanych z Voldemortem ufam jego osądowi. Jeśli zgodzi się z Hermioną, to w porządku.
Ron wyraźnie się rozgniewał.
— Nie ufasz Hermionie?
— Ufam, ale… Nie chcę tego spieprzyć.
— Uspokój się, Ron — wtrąciła się łagodząco Hermiona. — Powinniśmy się cieszyć, że Harry myśli o tym poważnie i chce zasięgnąć drugiej opinii.
— Ech, no dobrze — Ron w końcu z niechęcią dał za wygraną.
— Co się dzieje? — wywarczał Draco.
Harry spojrzał błagalnym wzrokiem na przyjaciół.
— On już wie o niektórych rzeczach.
— Jakich rzeczach? — zapytał Ron. — Właśnie o tym gadaliśmy.
Jednak Hermiona zrozumiała, że Harry miał na myśli zniszczenie notatnika. Zagryzła wargę i zerknęła nerwowo na Draco, ale skinęła głową.
— Nic nikomu nie wyjawi, prawda? — zapytała.
— Oczywiście, że nie — odparł Harry, złapał Draco za rękę i wybiegł z salonu, żeby poszukać Severusa.
Na dole przebiegł przez kuchnię, pospiesznie pomachał Remusowi, Narcyzie i dwóm Ślizgonom, i wpadł do pracowni, gdzie Snape z Lucjuszem pracowali nad eliksirem.
Harry odruchowo cofnął się o krok.
— Czemu zawdzięczam to najście? — spytał Severus aksamitnym głosem, spoglądając na policzek Harry’ego. — Coś nie tak między Gryfonami?
— Eee… w zasadzie wszystko w porządku — odparł Harry. — Atmosfera nieco napięta, ale nic poza tym.
— Dopóki Granger coś nie ugryzło — rzucił Draco złośliwie. — I nie wyładowała się na Harrym.
— To nieprawda! Uderzyła mnie, bo powiedziałem coś głupiego. Nie spodobało mi się to, co mówiła.
— A co mówiła? — zapytał Severus.
— Też chciałbym wiedzieć — dodał Draco.
Harry wziął głęboki oddech. Musiał się uspokoić i zacząć od początku. Spojrzał na stoły robocze; oczywiście Severus i Lucjusz byli zajęci.
— Kiedy skończycie, muszę z tobą porozmawiać o czymś ważnym — powiedział. — Przepraszam, nie chciałem przeszkadzać.
Świdrujący wzrok Severusa przygwoździł go na miejscu.
— Jak ważne?
— Cokolwiek to jest, wiąże się z Czarnym Panem — odparł Draco, podczas gdy Harry wciąż rozmyślał, jak to wyjaśnić. — I tyle wiem. No i że to na tyle straszne, żeby Harry wystraszył się, spadł z krzesła i pozwolił spoliczkować.
Harry popatrzył na niego ze złością.
— Teraz możesz się zamknąć — burknął. I tak był zdenerwowany, a Draco wcale nie pomagał.
Jednak Severus i Lucjusz postanowili przerwać pracę.
— Daj nam pięć minut i poświęcę ci pełną uwagę — powiedział Severus.
— Dobrze, profesorze — odparł Harry i wyszedł z pracowni.
W kuchni Draco kazał mu usiąść i zajął się przygotowaniem herbaty. Harry posłuchał, doskonale zdając sobie sprawę, że Draco wie, jaki jest zdenerwowany, nawet jeśli nie rozumiał powodu. Zastanawiał się, jak wygląda, bo Lucjusz i Severus dosyć szybko postanowili przerwać pracę, a Remus i Narcyza przyglądali mu się z uwagą.
— Wszystko w porządku? — zapytał Remus.
Harry tylko z przygnębieniem potrząsnął głową i w milczeniu pił herbatę, podczas gdy Draco wyjaśniał, co się stało. Już od dawna nie siedzieli tak większą grupą przy kuchennym stole. Jedyną różnicę stanowiło zaklęcie wyciszające nakładane na pomieszczenie, kiedy w domu przebywały inne osoby.
Nie potrafił zrozumieć, jak do tego doszło. Chciał tylko pomówić z Severusem, a zrobiło się z tego wielkie spotkanie. Zjazd rodzinny? Uśmiechnął się lekko na tę myśl, choć przecież znów było to zebranie wojenne, skoro miało związek z Voldemortem.
— Wyjaśnił, co jest takie ważne — polecił Severus, wytrącając go z zamyślenia.
— Hermiona i Ron zażądali, żebym rzucił na nich Obliviate — odparł Harry pospiesznie.
Wszyscy wokół stołu unieśli brwi.
— Czemu? — spytał Remus.
Ostrożnie dobierając słowa, Harry zrelacjonował swoją rozmowę z przyjaciółmi.
— Twoi Gryfoni mają więcej rozsądku, niż sądziłem — oznajmił Severus.
Harry spojrzał mu w oczy.
— Nie pomagasz — burknął.
— Chłopcze, sam już rozmyślałem, jak poruszyć z tobą ten temat — przyznał Severus. — Fakt, że do mnie przyszedłeś, sprawia, że problem jest łatwiejszy do rozwiązania. Zgadzam się z panną Granger, że to najlepsze wyjście.
Osuwając się z rezygnacją na krześle, Harry przytaknął ze zrozumieniem.
— Przewidziałem, że pewnie poprzesz jej pomysł — przyznał.
— Nie bez powodu informacje na ten temat w przeszłości zostały ukryte. Im mniej osób będzie znało szczegóły o Czarnym Panu i jego porażce, tym lepiej — powiedział Severus i spojrzał na Harry’ego. — Niemniej jestem zaskoczony, że panna Granger chce zrezygnować z takiej wiedzy — dodał.
— Bo to straszna wiedza. To rzeczy, o których człowiek stara się zapomnieć. — Gdy tylko słowa te opuściły jego usta, Harry jęknął w porażce. — To naprawdę najlepsze wyjście, co?
— Tak myślę — potwierdził Severus.
Harry skrzyżował ramiona na stole i oparł na nich czoło. Nie miał prawa pozbawiać pamięci swoich przyjaciół. Czy wszyscy musieli mierzyć się z takimi dylematami moralnymi, czy tylko on? Westchnął, dobrze wiedząc, że nie tylko on, ale ostatnio czuł się tak, jakby go to przerastało.
Sądził, że sytuacja z Pettigrewem była kiepska. Nawet jeśli uważał, że Glizdogon zasłużył na swój los, nie odpowiadała mu rola sędziego i kata. Zabójstwo Voldemorta było jego własnym etycznym wyborem, ale już dawno pogodził się z rolą mordercy. Zrobił to. Stawił temu czoła i podjął decyzje, z jakimi wielu by się nie zgodziło.
Mimo iż sporo osób uważało, że Voldemort zasługuje na śmierć, nie każdy potrafiłby pogodzić to ze swoim poczuciem moralności i rzucić klątwę uśmiercającą. Sumienie Draco nie pozwoliło mu zabić Dumbledore’a, mimo że mógł stracić wszystko, łącznie z własnym życiem.
A teraz Harry został poproszony o zmodyfikowanie wspomnień swoich przyjaciół. O manipulowanie ich pamięcią. Dokładnie przypominał sobie wszystkie sytuacje, gdy to jemu ktoś mieszał w głowie. Ze złych powodów Voldemort, z dobrych — czy faktycznie dobrych? — Draco, kiedy uczył go oklumencji. Severus klasyfikował się gdzieś pośrodku. I za każdym razem było to pogwałcenie jego umysłu.
Okoliczności były różne, ale wynik taki sam. W rzeczywistości wcale nie miał pewności, czy teraz nie jest gorzej. Nie będzie tylko podglądał ich wspomnień, on je wymaże. I nie miało znaczenia, że chodzi jedynie o horkruksy i notatnik. To nadal wspomnienia, które należały do Rona i Hermiony. Jego zdaniem modyfikacja pamięci należała do najgorszego typu ingerencji w czyjąś prywatność.
Znów dla większego dobra musiał zrobić coś etycznie złego. Tylko że tym razem chodziło o najbliższe mu osoby.
Dłoń Draco znalazła się na jego karku, kreśląc delikatne kręgi i co jakiś czas przeczesując włosy. Harry zastanowił się mimochodem, czy robi to tylko dzisiaj, czy stanie się to zwyczajem Draco. Uważał taki masaż za niezwykle kojący.
Przysłuchiwał się, jak inni rozmawiali, podchodząc do problemu podobnie jak Hermiona. Wspomniano o kilku przypadkach z przeszłości, o których jego przyjaciółka z pewnością chciałaby się dowiedzieć. Albo o nich podyskutować, bo pewnie i tak już o tym czytała. Harry’ego niewiele to obchodziło, ponieważ niczego nie zmieniało.
Wymazanie z pamięci tak wielu informacji o horkruksach, jak to tylko możliwe, pozostawało najlepszym rozwiązaniem. Nawet Remus się z tym zgadzał, a skoro on, pokojowo usposobiony Gryfon, tak właśnie uważał, Harry nie mógł się spierać.
Wezwano Mrużkę, aby przyprowadziła Rona i Hermionę. Harry jeszcze mocniej wcisnął twarz w ramiona. Jeśli zebranie na górze przebiegało niezbyt komfortowo, to tutaj… Nagle zapragnął zniknąć.
Uniósł głowę, słysząc, jak otwierają się drzwi. Ron i Hermiona stanęli w progu, wpatrując się w nich w szoku. Harry nie mógł ich winić, że czują się bardzo niewygodnie. Grupa prezentowała się strasznie, jeśli nie było się do niej przyzwyczajonym.
— Harry? — zapytała Hermiona głosem wyższym niż zwykle.
— Usiądźcie — odparł ze znużeniem, wskazując wolne krzesła po drugiej stronie Draco.
Ron już miał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Nie ruszył się jednak z miejsca.
Harry siedział na końcu stołu naprzeciw Severusa, jak zwykle, gdy musieli coś przedyskutować. Draco obok niego, Remus koło Severusa. Gdyby Ron i Hermiona zajęli wolne miejsca, znaleźliby się twarzą w twarz z Lucjuszem i Narcyzą.
Zrozumiałe więc, że Ron się wahał.
Lucjusz i Severus pozostali niewzruszeni, ale Narcyza i Remus uśmiechnęli się ciepło.
— Dołączcie do nas — odezwał się łagodnie Remus.
Ron wciąż nie wydawał się chętny, ale pozwolił, żeby Hermiona zaciągnęła go do stołu i usiadł bez słowa. Draco nagle wstał.
— Przesiądź się — rozkazał, wskazując na krzesło, które właśnie zwolnił.
Harry nie był pewien, czy być mu wdzięcznym, czy się złościć, bo Draco oczywiście znów pokazywał fochy.
— Po prostu nie chcę patrzeć, jak Weasley dostaje zawału tylko dlatego, że musiał usiąść obok mnie — wyjaśnił Draco ostro, ale bez złośliwości, tonem raczej neutralnym.
Uśmiechając się z ulgą, Harry przeniósł się na krzesło obok Rona.
— O co chodzi? — zapytała nerwowo Hermiona. Aż podskoczyła, gdy pojawiła się Mrużka i postawiła przed nią i Ronem filiżanki z herbatą.
— Powiedziałem im o tym, o czym rozmawialiśmy, i zgadzają się z tobą — odparł Harry.
— Och — jęknęła Hermiona.
— Powiedziałeś Malfoyom?! — wykrzyknął Ron.
— Tak — przyznał Harry z zakłopotaniem. — Niczego nie planowałem, chciałem tylko pomówić z Severusem i Draco, ale zrobiło się z tego rodzinne spotkanie.
Ron wyglądał, jakby miał zemdleć.
— Rodzinne spotkanie? — powtórzył słabo.
— W połowie lata odbywały się tutaj takie spotkania — wyjaśnił uprzejmie Draco. — Zazwyczaj miały one miejsce podczas śniadania.
— Śniadania? — znów powtórzył Ron. — Wszyscy tutaj jadacie? Razem?
— A jak myślisz, Ron? — zapytał Harry obronnym tonem. — Od dwóch tygodni już wiesz, że tu mieszkaliśmy.
— To dla nas krepujące — odezwała się Hermiona.
Harry dostrzegł, jak mocno zaciska dłonie pod stołem — czy to żeby się uspokoić, czy ze złości — tego nie był pewien. Po chwili chyba odzyskała równowagę.
— Jestem pewna, że ty czujesz się tu dużo bardziej swobodnie — dodała.
W zwykłych okolicznościach Harry by się z nią sprzeczał, ale fakt, czuł się swobodnie. Zerknął ostrożnie na dorosłych siedzących naprzeciw. Ich milczenie nie było zachęcające. Dziwne, że Severus nie powiedział nic od momentu, gdy Rom wszedł do kuchni.
— Panie Weasley — odezwał się wreszcie, przecinając głosem ciszę jak nożem, i wykrzywił wargi w uśmiechu, widząc, jak Ron natychmiast siada prosto i gapi się na niego bez słowa. — Chciałbym się dowiedzieć, czemu pan uważa, że taki kierunek działania jest najlepszy.
Ron rzucił Harry’emu pytające spojrzenie, jakby oczekując od niego wyjaśnienia, czemu Snape nie zwrócił się do Hermiony.
— To całkiem jasne, co Hermiona myśli o wymazaniu jej wspomnień — powiedział Harry. — Severus chce poznać twoje zdanie. — Przerwał na kilka sekund i potarł policzek. — A tak naprawdę chciałby się dowiedzieć, czy ty sam tego chcesz, czy tylko ulegasz namowom Hermiony.
— Dziękuję, że podjąłeś się pracy tłumacza — zadrwił Severus.
Wzruszając ramionami, Harry uśmiechnął się do niego ze smutkiem, ale zaraz spoważniał, widząc minę Hermiony. Wyglądała na zmartwioną, że ktoś po raz kolejny insynuuje, iż podejmuje decyzje za Rona.
— Teraz chyba rozumiem — odezwał się Draco. — Zasugerowałeś, że zagroziła Weasleyowi…
Harry obrócił się w jego stronę i zakrył mu dłonią usta.
— Zamknij się — syknął. Jego przyjaciele i tak czuli się tu niewygodnie, nie chciał dodatkowo jeszcze ich zawstydzać.
W oczach Draco pojawił się figlarny błysk. Wygiął wargi pod dłonią Harry’ego, a potem ją polizał. Harry gwałtownie wciągnął powietrze, odsunął rękę i pocałował go, mocno i szybko, zanim Draco zdążył się odezwać.
— Ani słowa — ostrzegł. — Hermiona nigdy by czymś takim nie zagroziła, ale ja owszem.
— Wcale nie — zaprotestował Draco, ale poddał się, gdy Harry uniósł wyzywająco brew. — Dobra — dodał i z westchnieniem skrzyżował ramiona na piersi.
Severus obrzucił ich ostrym spojrzeniem.
— To poważna sprawa — powiedział.
— Wiem — odparł Harry. — I dlatego powstrzymałem Draco przed zawstydzeniem Rona i Hermiony. Wystarczy już, że się tu z nami spotkali.
Patrząc, jak Severus na moment spuszcza głowę, zrozumiał, że próbuje w ten sposób zachować cierpliwość.
— A ty nalegałeś na powrót do Hogwartu, gdzie będą setki takich osób — wtrącił się Lucjusz z rozbawieniem.
— Chyba już się zgodziliśmy, że ci dwaj są najgorsi — zripostował sarkastycznie Snape.
— O nie — oznajmił Harry. — Nie zaczynajcie znowu.
Severus zmarszczył czoło.
— Czy sugerujesz, że ty i Draco zaczniecie współpracować? — spytał jedwabiście.
— Współpracujemy — zapewnił Draco. Wymienił spojrzenie z Harrym, a w jego oczach ponownie pojawiły się figlarne błyski. — Czasami — sprostował.
— Chłopcy — odezwała się Narcyza karcąco takim tonem, jakby określenie „chłopcy” dotyczyło też Severusa i Lucjusza. — Rozumiem, że na niektórych takie rozmowy działają relaksująco, ale przypominam, że mamy towarzystwo.
Harry skrzywił się, spoglądając na swoich zszokowanych przyjaciół.
— Działają relaksująco? — powtórzył Ron.
— Ee… tak — zgodził się Harry, czując się nieco lepiej niż wcześniej. — To tylko takie żarty, podobnie jak w twoim domu.
Słysząc takie porównanie, Severus i Malfoyowie otworzyli szeroko oczy, a szczęki Rona i Hermiony opadły.
— Albo nie — zmienił zdanie Harry. Tym razem nie doszło do jakiejś szczególnie złośliwej wymiany zdań, ale zdawał sobie sprawę, że dla kogoś postronnego taka rozmowa nie brzmiała szczególnie przyjaźnie. A Ron i Hermiona z pewnością nie byli przyzwyczajeni do towarzystwa Severusa i Malfoyów.
Remus uśmiechnął się do niego ze zrozumieniem.
— Być może żarty i zniewagi są dzisiaj odrobinę… bardziej złośliwe — powiedział. — Często miałem wrażenie, że mieszkanie tutaj wymaga nieco twardszej skóry niż w innych domach.
Wodząc wzrokiem po ludziach siedzących wokół stołu, Harry musiał się z tym zgodzić. Miły, serdeczny, uprzejmy — nie takich słów użyłby, aby opisać swoją rodzinę, oczywiście poza Remusem. Lucjusz bez ogródek przyznał, że do miłych nie należy.
Dorastając, Harry wymieniał zniewagi z Dudleyem, więc nie przeżył wielkiego szoku, musząc dostosować się do złośliwości na Grimmauld Place. Sarkazm, zjadliwe uśmieszki, szyderstwa na granicy obrazy — wychodziło to poza poziom przyjaznych sprzeczek w Norze. On sam czerpał z nich przyjemność, ale wiedział, że Hermiona uważa je za ordynarne. Ron dorastał wśród złośliwości, lecz również ich nie doceniał, nie tak jak bliźniaki.
W zasadzie nie był pewien, czy przyjaciele kiedykolwiek do końca pojmą jego związek z Draco. Nie musieli go rozumieć, ale Harry obawiał się, że sama akceptacja będzie dla nich trudna. Ich relacja nie była tak… — szukał odpowiedniego słowa — …jasna jak Rona i Hermiony. Czy to oznaczało, że on i Draco mieli mroczne natury?
Potrząsnął głową, aby oczyścić umysł z tych abstrakcyjnych myśli, i zorientował się, że wszyscy na niego patrzą.
— Gotów do nas dołączyć? — Draco wyciągnął rękę.
— Przepraszam — mruknął Harry.
— Spróbujemy od początku? — zasugerował Severus i poczekał, aż Harry przytaknie na zgodę. — Panie Weasley, czy teraz może pan odpowiedzieć na moje pytanie?
Ron przełknął ślinę i zaczął:
— Emm… to był pomysł Hermiony — przyznał. — Ja wcale nie chcę skończyć jak Lockhart, ale ufam Harry’emu. Myślę, że Hermiona denerwuje się bardziej niż ja, bo zależy jej na zdobywaniu nowej wiedzy. Odebranie czegoś, czego się dowiedziała, nie jest dla niej przyjemne. Chciała prowadzić badania nad tym językiem, ale potem nie będzie w stanie tego robić.
— Chodzi o wężomowę? — zapytał Severus.
— Tak — odparła Hermiona, odwracając się do zaskoczonego Harry’ego.
Harry wzruszył ramionami. Zapomniał, że im o tym mówił.
— To godne pożałowania — powiedział Severus. — Próbowałeś pisać w wężomowie?
— Jasne, z powodu nadmiaru wolnego czasu robiłem zapiski w języku, którego nikt poza mną nie potrafi odczytać — zadrwił Harry, ale na widok rozdrażnionego spojrzenia Severusa wywrócił oczami. — Oczywiście, że nie. Ja nawet nie słyszę wężomowy, dla mnie brzmi ona jak angielski. Nie pojmuję, jak możesz oczekiwać, że to zapiszę.
Nieszczególnie go zaskoczyło, że zaraz po tych słowach Severus wezwał Mrużkę i kazał jej przynieść węża, pergamin, atrament i pióro.
Westchnął z rezygnacją i wziął pióro do ręki. Kiedy Mrużka przyprowadziła Rave, wpatrzył się w swoją niebieską przyjaciółkę w poszukiwaniu inspiracji. Nie miał pojęcia, jak się do tego zabrać.
— Czy pan czegośśś potrzebuje? — zasyczała Rave.
Harry prychnął.
— Nie dokładnie. Wezwali cię w nadziei, że mi pomożesssz, ale nie sssądzę, żebyśśś wiedziała, jak zapisssać twój język, a właśnie to ssstaram sssię zrobić — wyjaśnił, dotykając pergaminu. — Uważam, że to śśśmieszne, że wybrali ciebie, ponieważ jesteśśś Krukonką.
Rave prześlizgnęła się po pergaminie, wysuwając język, aby go zbadać.
— Chyba nie zdołam wiele pomóc — wysyczała.
— Ja nawet nie sssłyszę twojego języka, sssłyszę mój — powiedział Harry. — To bez sssensssu.
Spojrzał na pozostałych, przyglądających mu się z fascynacją. Najwyraźniej oni słyszeli wężomowę. Chociaż Ron nie wydawał się szczególnie pod wrażeniem, przysuwając się bliżej do Hermiony.
— Może po prossstu ssspróbuj zapisssać to, co sssłyszysz — zaproponowała Rave.
Zaintrygowany Harry pokręcił głową.
— I to się uda? Będę pisssał w wężomowie?
— Nie wiem — odparła Rave.
Harry zanurzył pióro w atramencie i przyłożył je do pergaminu.
— Mów dalej — syknął. — Powiedz… „Myśśślę, że ten eksssperyment jest bez sssensssu”. Powoli.
Zamknął oczy i skoncentrował się na wężu, pozwalając, aby jego dłoń sama się poruszała. Po zapisaniu zdania uniósł powieki i spojrzał na kartkę. Pismo było przeraźliwie niechlujne, ale potrafił je odczytać.
— Co tu jest napisane? — zapytała z podnieceniem Hermiona.
— A nie jest po angielsku?
Hermiona potrząsnęła głową.
— Takie samo jak Voldemorta. Choć nie tak staranne.
Harry popatrzył na nią z wyrzutem.
— Ale przynajmniej mi się udało.
— Co tu jest napisane? — powtórzyła.
Spuścił wzrok na pergamin.
— „Myślę, że ten eksperyment jest bez sensu”.
— Harry, to wcale nie było bezcelowe — zaprzeczyła Hermiona. — To wielki sukces.
— Jestem zachwycony — odparł Harry z sarkazmem.
— Pomijając twój brak wdzięczności — powiedział Severus — dalsze badania są jak najbardziej możliwe.
Harry zastanowił się, czy Severus i Hermiona zdawali sobie sprawę, jak bardzo są czasami podobni, jednak oczy Remusa także rozbłysły na myśl o odkrywaniu nowej wiedzy. Wiedział już, że został skazany na przyszłe eksperymenty.
— Przykro mi, stary — mruknął Ron ze współczuciem.
Wdzięczny za wsparcie Harry uśmiechnął się smętnie. Przynajmniej nie był jedynym, który nie doceniał tego doniosłego odkrycia.
— Czyli teraz mogę rozpalić ognisko? — zapytał.
— Tak, notatnik może zostać spalony — odparł oschle Severus. — Wolałbym, aby zostało to zrobione tak szybko, jak to możliwe.
— Profesorze? — odezwała się z wahaniem Hermiona.
Severus pytająco uniósł brew.
— Chciałabym, żeby Harry również jak najszybciej rzucił na nas Obliviate. I uważam, że powinien to zrobić tutaj.
Ron jęknął.
— Bałem się, że to powiesz.
— Molly nie powinna widzieć was takich zdezorientowanych — Remus poparł prośbę Hermiony.
— Nie rozumiem — wtrącił się Harry. — Sądziłem, że to będzie bezpieczne.
— I zadbam o to — obiecał Severus. — Jednakże, biorąc pod uwagę stopień modyfikacji pamięci, dezorientacja utrzyma się przez kilka godzin. Będą potrzebowali czasu, aby się przystosować, a my musimy ich obserwować.
— Mogą zostać na noc — zaproponowała Narcyza. — Wielu Ślizgonów wróciło do swoich domów, więc jest wolny pokój.
— Mamy spać razem? — wyrwało się Ronowi, który momentalnie się zaczerwienił.
— Ron! — wykrzyknęła zaszokowana Hermiona.
Harry i Draco zachichotali.
— Tutaj panuje luźniejsza atmosfera niż w Norze — powiedział Harry.
— Takich komentarzy możesz mi oszczędzić — odezwał się Severus zjadliwie, spoglądając z niesmakiem na Rona i Hermionę.
Remus odchrząknął, starając się powstrzymać śmiech.
— To nieco różni się od wizyty w skrzydle szpitalnym w Hogwarcie — wyjaśnił. — Jeśli chcecie zrobić to od razu, dam znać Molly, że zostajecie na noc.
— Tak będzie najlepiej — zgodził się Ron słabym głosem.

cdn
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez pindolino » 14 wrz 2017, o 15:47

Tak się właśnie zastanawiłam, kiedy nadejdzie ten piękny dzień - i proszę. Dzisiaj!
Bardzo Wam dziękuje za tłumaczenie.
Jestem w szoku co do wymazania pamięci o horkruksach, ale zdecydowanie popieram Hermione. Co prawda wtedy sam Harry będzie się borykał z tą wiedzą, ale on jest silny i da rade.
Ten policzek od Hermiony był niesamowity. Czytałam ten fragment z opadniętą szczeną. Ale rozumiem. Dla mnie samej to było zabawne, jednak wiadomo jaka jest Herm.
Czekam na kolejny i jeszcze raz bardzo Wam dziękuje za tłumaczenie.
Do następnego xx
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez Caathy.x1 » 19 wrz 2017, o 07:41

Dziękuję bardzo za kolejny rozdział!
Co do treści, połowę przeczytałam z opadniętą buzią ale w sumie nie dziwię się Hermionie. Wiedza, którą zdobyli by wygrać jest dla nich bardzo niebezpieczna. Reakcja Harry'ego była powalająca a policzek panny Granger zdecydowanie zasłużony. W sumie to myślałam, że przyjaciele Pottera zaakceptowali już fakt o tym z kim mieszka, ale najwyraźniej zaakceptować to jedno a musi minąć sporo czasu na to żeby zachowywali się swobodnie w ich obecności.
Rozdział niesamowity, czekam z niecierpliwością na kolejny.
Pozdrawiam :)
"Głupcy, którzy mają serca na wierzchu,
którzy nie panują nad emocjami,
którzy nurzają się w smutnych wspomnieniach i pozwalają łatwo się sprowokować...
Innymi słowy ludzie słabi...
Nie mają żadnych szans przeciwko Jego mocy..."


Bellatrix Lestrenge
Caathy.x1 Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 7
Dołączył(a): 24 lis 2011, o 15:50

Postprzez MargotX » 20 wrz 2017, o 20:45

Właśnie zobaczyłam, że jest nowy rozdział, a ponieważ jestem między wyjazdami, teraz jedynie: dziękuję, kłaniam się nisko i pozdrawiam. Zedytuję, jak zawsze w takich momentach, post, kiedy tylko przeczytam rozdział, bo jakieś marne ilości czasu mam na nadrobienie kilku czytelniczych zaległości.
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez pindolino » 17 paź 2017, o 20:59

Kiedy kolejny? :((((
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez Kaczalka » 20 paź 2017, o 08:56

Wybaczcie dłuższą przerwę, następny rozdział z pewnością będzie szybciej.
Tym razem bez bety, mam nadzieje, że nie jest bardzo źle :D


Rozdział pięćdziesiąty szósty

Harry spojrzał ze złością na Severusa i Hermionę — najgorszy duet naukowy na tej planecie.
Ponieważ chodziło o jej wspomnienia, Hermiona postanowiła, że będzie towarzyszyć Harry’emu w czasie nauki zaklęć. Severus oczywiście nalegał, żeby byli sami. To był koszmar.
Severus nie raczył odezwać się do panny Wiem-To-Wszystko, Hermiona z kolei wciąż trochę bała się złego śmierciożercy i również nie chciała z nim rozmawiać, jednak oboje mieli wiele do powiedzenia na temat każdego błędu, jaki Harry popełnił. Jeśli miał powtórzyć jakieś istotne informacje, a ośmielił się o czymś zapomnieć, otrzymywał podwójną reprymendę.
Zaczęło się stosunkowo spokojnie, lecz Severus i Hermiona mieli zupełnie inne wyobrażenie na temat tego, jak się powinno nauczać. Złość, jaka początkowo narodziła się między nimi, potem została wyładowana na Harrym.
Remus i Draco stali z boku, obserwując rozwijającą się akcję z chorobliwą fascynacją. Harry obiecał sobie, że się na nich zemści za brak ingerencji. Zwłaszcza Remus mógł coś zrobić. Czy spodziewali się, że Harry przetrwa zderzenie dwóch tak wielkich sił? Ron okazał się mądry, nie chciał nawet przebywać w tym samym pomieszczeniu. Wiedział, co czeka Harry’ego.
— Potter, musisz się skoncentrować — powiedział chłodno Severus. — Z pewnością nie chcesz zmienić swoich przyjaciół w warzywa tylko dlatego, że nie zwracasz uwagi na proste instrukcje.
Harry wydął nozdrza. Miał już dosyć. Odwrócił się na pięcie i podbiegł do drzwi.
— Harry! — wykrzyknęła Hermiona gwałtownie. — Gdzie idziesz? Musisz dobrze nauczyć się tych zaklęć.
Nie trudząc się odpowiedzią, zatrzasnął za sobą drzwi. Nie miał pojęcia, po co w ogóle poszli ćwiczyć do sali treningowej. To było śmieszne.
Skierował się do kuchni, mamrocząc pod nosem przekleństwa i obietnice wymyślnej zemsty.
Słysząc hałas, Ron wychylił głowę z salonu, ale na widok miny przyjaciela szybko się cofnął.
— Nie zabiłeś ich, co? — zapytał, ponownie wysuwając głowę.
— Nie — warknął Harry.
— To dobrze — odparł Ron i zniknął w salonie.
Harry ruszył schodami w dół i wkroczył do kuchni, która okazała się pusta, więc po raz drugi tego ranka wpadł do pracowni eliksirów.
Lucjusz nie był zaskoczony jego najściem i nie wydawał się zajęty jak ostatnim razem. Siedział z Narcyzą na jednej z kanap i przyglądał mu się spokojnie, wyglądając jak ktoś, kto właśnie na niego czekał.
— Znasz te zaklęcia? — wypalił Harry bez ogródek.
— Oczywiście — odparł Lucjusz.
— Nauczysz mnie?
— Uważasz, że twoi instruktorzy są niekompetentni? — spytał Lucjusz niewinnie.
Harry posłał mu tak samo jadowite spojrzenie, jakim obdarzył na odchodnym Severusa i Hermionę.
Lucjusz zmarszczył czoło.
— Nie poszło dobrze, prawda?
— Mogę się uczyć od Severusa. Mogę się uczyć od Hermiony. Ale nie mogę uczyć się od nich obojga na raz — wyburczał Harry. — A Draco i Remus to zdrajcy. Tylko stali i patrzyli, jak tamci mnie krytykują.
Z uśmiechem na ustach Lucjusz zablokował pomieszczenie, żeby nikt im nie przeszkodził, i cierpliwie zaczął go uczyć zaklęć modyfikujących pamięć. Narcyza łagodnie pomagała i zachęcała, co po katastrofie na górze bardzo podniosło Harry’ego na duchu.
Biorąc pod uwagę, że wcześniej przyswoił już część instrukcji Severusa i Hermiony, nie trwało długo, aż wszystko dokładnie zrozumiał.
— Bardzo dobrze — pochwaliła go Narcyza.
Harry uśmiechnął się promiennie i przechylił głowę, przyglądając się Malfoyom z namysłem.
— Wiecie, naprawdę uważam, że będziecie świetnymi nauczycielami — przyznał.
Lucjusz nie zareagował na komplement, ale Narcyza przytaknęła na zgodę.
— Przez lata nasłuchałem się od Severusa zbyt wielu przerażających opowieści, żeby wyczekiwać niecierpliwie tej posady — powiedział Lucjusz.
— Więc uznaję, że to będzie twoja kara — odparł Harry, wzruszając ramionami. — Nadal myślę, że dobrze sobie radzisz. Niczego mniej nie oczekujesz sam od siebie.
Zaskoczony Lucjusz uniósł brew.
— To prawda. Porażka nie wchodzi w rachubę.
Harry zadrżał, zastanawiając się, ile razy Draco powtórzył te same słowa rok temu. Narcyza położyła mu dłoń na ramieniu, lekko uścisnęła i już wiedział, że zrozumiała, mimo że nie wypowiedziała żadnego komentarza.
— Chodź — rzekła i poprowadziła go do drzwi. — Chyba już pora na późny obiad.
Gdy wchodzili do kuchni, wciąż trzymała mu dłoń na ramieniu. Harry docenił ten ochronny i uspokajający gest, gdy wpatrywał się w osoby zgromadzone w pomieszczeniu, a napięcie między nimi stało się nie do wytrzymania.
Severus był ewidentnie wściekły, Draco i Hermiona zagniewani i zmartwieni, oboje z ramionami skrzyżowanymi na piersiach. Między nimi stało puste krzesło, ale Harry nie miał pewności, czy chce je zająć. Ron usiadł między Hermioną i Ginny, lecz odsunął się od swojej dziewczyny. Blaise, Crabbe i Goyle też przyszli, milczący i czujni.
Remus pochylił się ku Wiktorii, która już pałaszowała obiad. Uniósł wzrok i uśmiechnął się do przybyłych.
— Posiłek podany. Czekaliśmy na was.
Narcyza znów uścisnęła Harry’emu ramię i delikatnie popchnęła go w stronę stołu.
Zaczęli jeść, ale napięcie utrzymywało się na maksymalnym poziomie. Harry zapragnął, żeby wróciła reszta Ślizgonów. Z perspektywy czasu uznał tamte posiłki za przyjemne, w odróżnieniu od dzisiejszego, który był torturą.
Jego nadzieje szybko opadły. Obawiał się, że sojusze nie utrzymają się po zakończeniu wojny. Voldemort umarł i stara wrogość już ponownie budziła się do życia.
Zerknął na przyjaciół i zobaczył, że nawet Ron stracił apetyt. Gwałtownie odsunął krzesło. Przebywanie tutaj nie miało sensu.
— Siadaj — rozkazał Severus.
— Po co? Przecież nikt i tak nie je. Oprócz Wiktorii. Może jeśli Ron i Hermiona opuszczą jadalnię, reszta z was będzie cieszyć się posiłkiem. Tak czy owak, ja nie jestem tu potrzebny. — Spojrzał na niewielki kuferek Hermiony spoczywający pod ścianą. — Po prostu chcę to mieć za sobą, oni wrócą do siebie i wszyscy będą zadowoleni — dodał z goryczą.
Severus nagle wstał z krzesła.
— Chodź ze mną — nakazał, pospiesznie wychodząc z kuchni.
Harry ze złością popatrzył na jego plecy i niechętnie podążył za nim do pracowni eliksirów. Severus odwrócił się, by stanąć z nim twarzą w twarz, złowieszczo powiewając szatą.
— Musisz nad sobą panować — oświadczył lodowatym tonem. — Nie będziesz robił ze mnie głupca.
— Ja?! — wykrzyknął Harry z niedowierzaniem. — To ty kłóciłeś się z Hermioną, jak nauczać cholernych zaklęć. Oboje potraktowaliście mnie jak chłopca do bicia. Wciąż się nienawidzicie, a ja stanąłem między wami.
— Panie Potter, nie zamierzam zmuszać się do zabawiania twoich niedojrzałych przyjaciół — wysyczał Severus. W jego oczach zamigotały niebezpieczne błyski. — Wystarczy, że toleruję twoją bezczelność.
Harry poczuł się tak, jakby ponownie dostał w twarz. Wiedział, że Severus się złości, ale nie że jest aż tak rozgniewany. Wystarczająco rozgniewany, aby zwracać się do niego formalnym, lodowatym tonem. Dopiero w tym momencie zorientował się, że w ciągu lata poznał subtelne różnice w jego zachowaniu. Uśmiech prawdziwy, szyderczy, złośliwy. Nie były dokładnymi wskaźnikami temperatury jego nastrojów. A teraz ta temperatura spadła do absolutnego zera.
Severus już od początku był wściekły, a Harry najwidoczniej posunął się o krok za daleko. Czy aż tak daleko, że zostanie odtrącony? Voldemort zniknął, więc Severus nie musiał go już tolerować. Nie był pewien, czy wcześniej zrobił coś tak okropnego — pewnie mówił i robił rzeczy jeszcze gorsze — ale Severus bez wątpienia teraz nie doceniał sytuacji.
Świetnie. Jeśli Severus wymaga ścisłego posłuszeństwa, Harry spróbuje się dostosować. Nie wiedział, czy sobie poradzi, jeśli ich relacje wrócą do tych sprzed wakacji. Nie chciał tego przyznać, ale potrzebował wsparcia Severusa.
— Dobrze, profesorze — powiedział, prostując ramiona. — Mogę wrócić do stołu?
Severus był tak zaskoczony zmianą w jego postawie, że się nie odezwał. Harry uznał jego milczenie za zgodę i poszedł do jadalni. Zignorował ostrożne i zaniepokojone spojrzenia wszystkich zebranych, usiadł i zmusił się do jedzenia. Reszta posiłku przebiegła w atmosferze nie mniej napiętej niż jego początek.
Nikt nie poruszył się, gdy Mrużka zbierała ze stołu brudne talerze.
— Mogę odejść? — zapytał Harry, przerywając ciszę.
— Harry, nie o to mi chodziło — odezwał się Severus ze znużeniem.
Trzymając oczy wbite w obrus, Harry zacisnął zęby. Takie posłuszeństwo nie leżało w jego naturze.
— Mogę odejść? — powtórzył.
— Nie, nie możesz.
Harry westchnął z rezygnacją, poddając się, zanim na dobre zaczął. Posłuszeństwo dla samego posłuszeństwa było dla więźniów… albo śmierciożerców. W jego przypadku się nie sprawdzi.
Odepchnął się od stołu i wstał.
— Wybacz, Severusie — powiedział. — To nie ma sensu. Ja mówię, co myślę, a ty nienawidzisz, kogo chcesz, tak to już jest. Jeśli… — Jeśli jestem jednym z tych, których nienawidzisz, niech tak będzie, dodał w myślach. — Jeśli nie masz nic przeciwko, muszę pomieszać szyki Czarnemu Panu — dokończył na głos. — Znowu.
Zabrał niewielki kufer i aportował się do pracowni eliksirów. Był tam działający kominek, a pomieszczenie zapewniało prywatność. Hermiona i Ron zjawili się minutę później i Harry rzucił zaklęcie wyciszające i ochronne.
Mimo że pracownia była już zabezpieczona, jego przyjaciele milczeli. Odblokował kufer i spojrzał na nich.
Hermiona odchrząknęła.
— Co się stało? — zapytała.
Harry lekceważąco wzruszył ramionami.
— Wkurzyłem Severusa.
— Nie wyglądał na zadowolonego, kiedy zniknąłeś — odparła z wahaniem.
— Nic nowego, prawda? — powiedział Harry, usiłując ukryć rozgoryczenie, ale wiedział, że mu się nie udało.
— Naprawdę ci zależy na tym paskudnym gnojku, co? — stwierdził Ron.
Nie kłopocząc się odpowiedzią, Harry zaczął wykładać z kufra stosy kartek. Na samym spodzie leżał notatnik. Przewrócił kilka stron, nie rejestrując nawet słów. Wydarł przypadkową stronę z głośnym, satysfakcjonujących odgłosem.
— Harry, powinniśmy o tym pomówić. — Hermiona przykucnęła tuż obok.
— O czym? — spytał Harry, wyrywając kolejną stronę.
Hermiona nerwowo oblizała usta.
— Jesteś naprawdę wściekły. Myślę, że też czujesz się zraniony.
— Odpuść, Hermiono — ostrzegł Harry ostro, wydzierając kilka stron naraz.
— Przepraszam — odparła Hermiona z przygnębieniem. — Wiem, że jesteś rozdarty, a ja tylko wszystko pogorszyłam.
— To nie ma znaczenia — odwarknął. — Sam podjąłem decyzję, co będę robił. Powinienem pamiętać, że się nienawidzicie, i nie było dla was łatwo nawet udawać, że się dogadujecie. Nie mam bladego pojęcia, czemu Draco w ogóle poprosił, żebyś tu przyszła.
— Ponieważ się staramy — odparła Hermiona po prostu. — Właśnie z tego powodu — oskarżycielskim gestem wskazała na stertę kartek — że dzisiaj wszystko się kończy. Każdy wie, jak bardzo jesteś z tego powodu nieszczęśliwy, i to nas doprowadza do rozpaczy.
— Więc to moja wina? Oczywiście, że tak.
— Nie! — zaprzeczyła Hermiona. — Twoją winą jest, że się jakoś dogadujemy.
Harry znieruchomiał i wpatrzył się w nią z uwagą. Wydawała się zdezorientowana, rozgniewana i zirytowana własnymi słowami. Zaśmiał się, najpierw tylko lekko wyginając wargi, ale zaraz pełnym głosem. Powoli mina Hermiony także zaczęła się rozpogadzać, aż w końcu przyjaciółka dołączyła do niego i śmiali się tak bardzo, że musieli złapać się jedno drugiego, żeby utrzymać równowagę.
Ron wyglądał na zaszokowanego i lekko zaniepokojonego, co wywołało w nich kolejny atak wesołości, aż zły spływały im po policzkach. Dopiero po dłuższej chwili udało im się uspokoić.
— Potrzebowałem tego — przyznał Harry.
— Ja też — odparła Hermiona i nie patrząc mu w oczy, odsunęła się na miejsce, na którym wcześniej siedziała.
Ron wreszcie się do nich zbliżył, przyglądając im się ostrożnie.
— Czyli to moja wina, że się jakoś dogadujecie, tak? — spytał Harry łagodnie.
Hermiona zachichotała.
— No cóż, tak — zgodziła się. — Trudno uwierzyć, że siedzieliśmy przy tym samym stole. Zrobiliśmy to z twojego powodu.
— To było okropne — oznajmił Ron z grymasem.
— Zgadzam się — potwierdził Harry. — Przepraszam, że musiałem przez to przejść.
— Nie przepraszaj — powiedziała Hermiona, siadając prosto, żeby go dobrze widzieć. — Tak, to było okropne, no i naprawdę nieco przerażające, ale też dobre.
— Czemu? — zapytał Harry. — Czemu dobre? Nienawidzicie się nawzajem i nie powinniście udawać, że się dogadujecie. Przez to wszystko jest jeszcze gorsze.
— Z samego rana nie było tak źle — wyjaśniła Hermiona. — Nigdy nie będziemy współpracować z nimi na takich zasadach jak ty, ale możemy zachować pokojowe stosunki. — Machnęła ręką w stronę notatnika i stosu pergaminów. — Mówiłam ci. Sytuacja pogorszyła się, gdy znów musimy poradzić sobie z Voldemortem. Wszystko będzie lepsze, kiedy tylko się z tym uporamy. Zobaczysz.
Harry chciał jej wierzyć. Nie spodziewał się, że idealnie się dogadają, na to nie było szans, ale szlag go trafiał, gdy musiał dokonywać wyboru pomiędzy swoimi przyjaciółmi. Jak miałby to zrobić, skoro byli dla niego na równi ważni?
Severus i Hermiona postawili go przed takim wyborem i nie zniósł tego dobrze. Oni także. Wszystko się popieprzyło, a oni powrócili do swoich dawnych zachowań.
— Nie jestem pewien, czy Severus mi wybaczy — przyznał. — Nie jest teraz ze mnie zadowolony, a wiesz, jak długo chowa urazę. — Westchnął. — Wiele mi brakuje do idealnego dziecka.
Ron parsknął głośno.
— Snape też nie jest ideałem. Lupin tak, jak najbardziej, ale Snape to cholernie irytujący gnojek.
— Nie pomagasz, Ron — syknęła ze złością Hermiona, Harry jednak uśmiechnął się ze smutkiem.
— Tak, jest irytującym gnojkiem, ale teraz traktuje mnie przyzwoicie — powiedział, lecz zaraz mina mu zrzedła. — Cóż, przeważnie. Znowu, tak jak wcześniej, jestem dla niego panem Potterem.
— Co dokładnie ci powiedział? — zapytała Hermiona.
Harry streścił rozmowę jego i Snape’a. Nie żeby było wiele do opowiadania.
— Och — westchnęła Hermiona. — On wcale nie oczekuje, że zmienisz się w Percy’ego.
Ron zacisnął szczęki, a Harry’ego zaskoczyło, że Hermiona odważyła się wymienić imię jego brata. Hermiona spojrzała na Rona przepraszająco, ale kontynuowała:
— Snape zezłościł się, bo nie okazywałam mu szacunku — wyjaśniła. — I niestety zemścił się na tobie. Myślę, że wszyscy obawiają się ze sobą rozmawiać, żeby nie zmartwić cię bardziej, niż już jesteś. Wiemy, że jeśli będziemy się nawzajem atakować, to cię zasmucimy. Teraz rozumiem, że w efekcie to ty ponosisz ciężar naszej frustracji.
Harry wywrócił oczami.
— Severus niczego się nie obawia. Jeśli się na ciebie wścieka, to daje ci to odczuć.
— A właśnie że się obawia — obstawała przy swoim Hermiona. — Obawia się, jaki wpływ będzie to miało na ciebie. Wie, jak bardzo nie chcesz modyfikować nam pamięci. Chyba złości się na mnie i Rona, że postawiliśmy cię przed taką koniecznością. I Dumbledore też, i Voldemort. Złości się na nas wszystkich. Jeśli w tej chwili ma do kogoś żal, to do Dumbledore’a — ciągnęła. — Głównie dlatego, że powiedział nam o horkruksach. Gdyby tego nie zrobił, zapewne teraz nie musiałbyś wymazywać nam pamięci.
— Mimo to potrzebowałem waszej pomocy — odparł Harry, wpatrując się w leżący przed nim stos kartek.
Niektóre z notatek napisał on sam lub Ron, ale większość pergaminów pokrywało pismo Hermiony. Stabilne, prostolinijne wsparcie Rona pozwoliło im przez to przebrnąć.
— Mam wrażenie, jakbym unieważniał twoje osiągnięcia, jeśli rzucę na was Obliviate — przyznał. — To nie w porządku, że mało kto doceni waszą pracę, szczególnie że i tak niewiele osób o niej wie. I ja mam odebrać te wspomnienia? To niesprawiedliwe. — Zerknął na Rona, ale szybko odwrócił wzrok. — Nie chcę, żebyście potem mieli do mnie pretensje.
— Ja nie będę miał — zapewnił Ron. — Nie mam ochoty na twoją popularność. Może kiedyś, ale już nie. Płacisz wysoką cenę za sławę, której nie pragniesz. No i razem z Hermioną zostaliśmy docenieni przez zakon — dodał z patosem. — Nawet nie wiedzą, co zrobiliśmy, ale i tak podziękowali nam za udział w pokonaniu Vol… Voldemorta. A mama i tata są ze mnie dumni.
Harry był zaskoczony, ale też zadowolony. Taka odrobina radości. Ron nadal miał problem z wypowiedzeniem głośno imienia Voldemorta.
— Utracę tylko to, co złe — dokończył Ron. — Wcale mi to nie przeszkadza.
— Możemy już zacząć? — zapytała Hermiona.
Kiwając głową, Harry rozpalił ogień. Wymienili spojrzenia i podnosząc po jednym pergaminie, po kolei wrzucali je w płomienie. Harry zawahał się, trzymając notatnik w ręce. Odegrał tak ważną rolę, dał mu tak wiele odpowiedzi.
Cisnął go do ognia i przyglądał się, jak płonie. Skończyła się pewna era. Ostatnia pamiątka po Voldemorcie. Harry nawet się nie spodziewał, że widok notatnika zmieniającego się w kupkę popiołu sprawi mu taką przyjemność.
Hermiona rzuciła kilka zaklęć, aby upewnić się, że kartki spłonęły doszczętnie i nikt żadnym sposobem nie zdoła już zlepić ich w całość.
— Koniec — odezwał się Ron.
— To było dosyć oczyszczające — dodała Hermiona. — Wszystko w porządku, Harry?
— Tak — odparł, wzruszając ramionami. — Co się stało z resztą horkruksów? — zapytał nagle.
— Zniszczyliśmy je razem z Ronem — wyjaśniła. — Shacklebolt zabrał je, kiedy sprzątali pole bitwy, i oddał Snape’owi. Potem na jego prośbę wezwał nas do ministerstwa.
Harry’ego zaskoczyły te słowa.
— Odbyło się to w raczej dziwny sposób. W zasadzie Snape o nic nas nie poprosił, po prostu nakazał, żebyśmy zrobili z nimi, co trzeba. Kiedy mu wytłumaczyłam, że nic się z nimi nie robi, polecił je zniszczyć.
— Nauczył nas odpowiednich zaklęć — dopowiedział Ron.
Hermiona kiwnęła głową.
— Kazał nawet Kingsleyowi, żeby zabrał nas z powrotem przez szafkę zniknięć, abyśmy mogli zniszczyć resztki Nagini — dodała i zadrżała gwałtownie. — Ron się tym zajął.
— Nienawidzę węży — oznajmił Ron z mściwą miną.
— Nie wszystkie węże są złe — Harry automatycznie zaczął bronić swoich przyjaciół.
— Ten był zły — odparł Ron stanowczo, na co Harry przytaknął na zgodę.
— A szafki zniknięć? — zapytał.
Ron parsknął z rozbawieniem.
— Kingsley skurczył je i zabrał do Snape’a. Snape oddał je Malfoyowi, a ten przekazał Mrużce. Przyniosła je tutaj i teraz są w twoim kufrze.
Harry zamrugał, starając się przeanalizować te nowiny.
— Są moje?
— Tak — potwierdził Ron.
— No dobrze — mruknął Harry z niedowierzaniem.
— Założę się, że moglibyśmy użyć ich do jakichś niecnych żartów — zaproponował Ron.
— Ronaldzie! — wykrzyknęła Hermiona z oburzeniem.
— No co? — odparł Ron obronnie. — Nie zrobilibyśmy niczego niebezpiecznego.
Hermiona spojrzała na niego groźnie, po czym zaatakowała Harry’ego.
— Nie zgodziłbyś się? — spytała, a gdy Harry uśmiechnął się niewinnie, znowu uniosła głos: — Harry!
Wywrócił oczami.
— Nie zamierzam używać ich w żadnym celu — zadeklarował. A jeśli coś takiego zaplanuje, to z pewnością nie powie o tym przyjaciółce.
Kiedy Hermiona ponownie odwróciła się do Rona, mrugnął do niego znacząco za jej plecami.
— Słyszałeś? Harry jest odpowiedzialny.
— O tak, odpowiedzialny — potwierdził Ron z nieczytelną miną.
Harry wiedział, że długo nie utrzyma kamiennej twarzy, więc pospiesznie zmienił temat.
— Mówiąc o odpowiedzialności, czy wciąż uważacie, że powinienem wymazać wam pamięć?
Hermiona zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czemu nagle chce to zrobić, skoro jeszcze rano był temu tak bardzo przeciwny. Powiedział to, żeby ją zdekoncentrować, jednak zdawała sobie sprawę, że wreszcie jest gotów. Na tyle gotów, na ile kiedykolwiek będzie, i — podobnie jak Ron — pragnął mieć to za sobą.
— Myślisz, że powinniśmy to zrobić tutaj? — odezwał się Ron, szeroko otwierając oczy. — Teraz?
— Hmm. — Hermiona też nie była przekonana. — Jesteś pewien, Harry?
— Dobrze nauczyłem się zaklęć, jeśli o to ci chodzi — zapewnił Harry oschle. — Wciąż mi się to nie podoba, ale tak, jestem gotów. Moralne dylematy to dla mnie nic nowego — dodał, przypominając sobie, co zrobił Peterowi Pettigrew. Wzruszył ramionami. — Jestem gotów, o ile wy też jesteście.
— A nie powinniśmy najpierw powiadomić Snape’a? — spytała nerwowo Hermiona.
— Po tym, jak cię potraktował? — odpowiedział Harry z niedowierzaniem.
— On się po prostu o ciebie martwił — upierała się Hermiona, z trudem przełykając ślinę. — Może powinien czuwać. No wiesz, na wszelki wypadek.
— Nie! — wtrącił się Ron zdecydowanym tonem. — Snape i Lupin będą tam dla niego, ale my ufamy, że Harry sobie poradzi. Możemy to zrobić.
Hermiona powoli skinęła głową i odetchnęła, żeby się uspokoić.
— Dobrze — zgodziła się wreszcie.
— Najpierw ja — zażądał Ron.
Skierowanie różdżki na swojego najlepszego przyjaciela, biorąc na siebie tak wielkie ryzyko., było jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakie zrobił w życiu. Rzucając zaklęcie, obserwował, jak twarz Ron staje się pusta. Hermiona delikatnie nakazał mu, żeby się położył, układając go na boku na kanapie.
Sama usiadła na drugiej kanapie i spojrzała na Harry’ego ze stanowczą miną.
— Teraz ja — poleciła tylko nieznacznie drżącym głosem.
Harry zmusił się do koncentracji. Z postanowieniem, że nie zawiedzie, ponownie rzucił zaklęcie i pomógł Hermionie się położyć.
Spojrzał z góry na dwójkę swoich przyjaciół. Nie miał wątpliwości, że ich nieobecne spojrzenia będą go nawiedzać przez resztę życia.
Zlikwidował zaklęcia ochronne i wszedł do kuchni, gdzie z zaskoczeniem zobaczył siedzących przy stole razem z pozostałymi Freda i George’a. W pomieszczeniu zaległa cisza i wszyscy popatrzyli na niego z napięciem.
Draco wstał.
— Dobrze się czujesz? — zapytał z niepokojem.
Harry tylko skinął głową, bojąc się otworzyć usta.
— Rzuciłeś już zaklęcia? — odezwał się ostro Severus.
Machając ręką za siebie, Harry ponownie przytaknął. Severus, Remus i Narcyza natychmiast podnieśli się z krzeseł i ruszyli do pracowni eliksirów, żeby sprawdzić, co z Ronem i Hermioną. Harry zszedł im z drogi i przyglądał się, jak odchodzą.
— Harry? — Draco wahał się przez sekundę, po czym lekko dotknął jego ramienia, by zwrócić na siebie uwagę.
Przez moment Harry wpatrywał się w niego pustym wzrokiem, zaraz jednak pobiegł do najbliższej toalety. Obiad, zwracany do muszli klozetowa, nie smakował gorzej niż wtedy, gdy go zjadał. Przyszło mu do głowy, że posiłek był skazany na taki los już na starcie.
— Przynajmniej byłeś na to przygotowany — wymamrotał.
Przycisnął czoło do chłodnej porcelany, próbując nie zapomnieć, że jego przyjaciele sami tego zażądali. Już za kilka godzin poczują się lepiej i ich zdrowie wróci do normy.
— Chodź, Harry — powiedział Draco, podciągając go na nogi. — Wcale nie chcesz tu siedzieć.
Automatycznym ruchem Harry spuścił wodę, przemył twarz i przepłukał usta, a potem wpatrzył się w lustro. Jeżeli jego przyjaciele nie odzyskają zdrowia, nigdy więcej nie zdoła spojrzeć na swoje odbicie.
Niespodziewane pukanie do drzwi sprawiło, że aż podskoczył.
— Odejdź! — warknął Draco.
— Otwórz drzwi — rozległ się zdecydowany głos Lucjusza.
— Czasem nienawidzę mojego ojca — mruknął Draco pod nosem.
Harry obrócił głowę i uśmiechnął się lekko.
— Mój bohater. Stara się ochronić mnie przed własnym tatą.
Draco odwzajemnił smutny uśmiech.
— Już dobrze? — zapytał.
— Nie — przyznał szczerze Harry.
— Draco?! — krzyknął Lucjusz, gwałtownie pukając do drzwi.
— Lepiej go wpuść — poradził Harry.
Draco posłuchał i otworzył drzwi. Lucjusz spojrzał najpierw na syna, a potem taksującym wzrokiem zbadał Harry’ego. Podał mu fiolkę.
— To na uspokojenie żołądka — powiedział.
Krzywiąc się, Harry z wdzięcznością wypił eliksir. Uznał, że to przekorne, iż eliksir łagodzący bóle żołądka przy zażywaniu wywołuje mdłości.
— Panna Granger i pan Weasley teraz odpoczywają i czują się dobrze — powiedział Lucjusz. — Zostali przeniesieni do gościnnej sypialni i są nadzorowani przez bliźniaków Weasley i ich siostrę.
Harry z ulgą zamknął oczy. Przerażało go, że zrobił im krzywdę. Lucjusz uprzedził go, więc nie musiał pytać, czy z jego przyjaciółmi wszystko w porządku.
Uniósł powieki.
— Bliźniaki i Ginny wiedzą, co zrobiłem?
— Tak, Severus zdecydował, że trzeba ich poinformować. Tak będzie najlepiej, skoro po przebudzeniu twoi przyjaciele przez dłuższy czas będą się czuli zdezorientowani. Dzięki temu lepiej poradzą sobie, jeśli ktoś postronny zwróci uwagę na ich odmienne zachowanie.
— Szczególnie matka Weasleya — burknął Draco.
— Pani Weasley byłaby bardzo niezadowolona, gdyby wiedziała — przyznał Harry, czując się nieswojo na samą myśl o jej wściekłości. Nie sądził, żeby to zrozumiała.
— Czy… Ginny i bliźniaki…
— Zaakceptowali to — uciął Lucjusz.
Harry z wdzięcznością skinął głową.
— Chodź — rzucił Draco, chwytając go za rękę i wyciągając z łazienki. — Dobrze ci zrobi, jak ich zobaczysz.
Czegokolwiek Harry się spodziewał po wejściu do jadalni, to na pewno nie tego. W osłupieniu gapił się na obecne tam osoby.
— Harry! — wykrzyknął Fred.
— Malfoy! — zawtórował mu George.
— Cieszymy się, że postanowiłeś do nas dołączyć — oznajmił Fred radośnie.
Harry zacisnął powieki, a kiedy na powrót je uniósł, scena przed nim pozostała niezmieniona.
— A gdzie są Crabbe i Goyle? — zapytał.
George popatrzył na zegarek.
— Pięć… Cztery… Trzy… Dwa… Jeden…
I w tym momencie w miejscu, gdzie wcześniej stały dwie wielkie pomarańczowe wiewiórki, pojawili się rośli Ślizgoni.
— Trajkoczące Czekoladki — skwitował z dumą Fred.
— Czemu były pomarańczowe? — spytał Harry.
— Bo Ron lubi ten kolor — odparł George, jakby było to czymś oczywistym.
— No jasne — mruknął Harry cicho.
Spojrzał na Rona, który niemal pokraśniał z dumy. Siedział obok Hermiony, każde na oddzielnej kanapie, i oboje wciąż chichotali z powodu widowiska. Remus uśmiechnął się pobłażliwie, przyglądając im się z fotela stojącego między kanapami.
— Nic im nie jest — powiedział Remus. — Są tylko nieco zdezorientowani — dodał uspokajająco i rozejrzał się po pomieszczeniu. — Ale dobrze zrobiliśmy, nie zostawiając ich tu samych.
Harry skinął głową. Nie wiadomo, co Fred i George mogli zrobić, wykorzystując sytuację. Ron i Hermiona byli teraz podatnymi celami. Miał nadzieję, że nie aż zbyt podatnymi.
Teraz skupił uwagę na Ślizgonach. Crabbe i Goyle z wielkim entuzjazmem dołączyli do Freda i George’a, wybierając słodycze z pudełka trzymanego przez jednego z bliźniaków. Przyglądał się z niedowierzaniem, jak rośli Ślizgoni wpychają do ust różowe smakołyki. Rozkoszowali się nimi przez kilka sekund, po czym na ich miejscu pojawiły się dwie równie różowe świnki.
— Ojej! — wykrzyknęła Hermiona. — Jakie słodkie!
— Mój boże — jęknął Harry, nie do końca wiedząc, co go bardziej przeraziło, pojawienie się świnek czy zachowanie Hermiony.
— Świńskie Ciasteczka — oznajmił George.
— Na cześć naszego drogiego Dudleya — wyjaśnił Fred.
Harry niemo przyglądał im się przez chwilę, a potem roześmiał się głośno. Bardzo chciał mieć możliwość, aby zostawić swojemu kuzynowi kilka takich ciasteczek na Prived Drive, zabawa byłaby przednia.
Fred i George wręcz promienieli. Harry spojrzał na Draco, który uśmiechał się, jakby był z siebie dumny.
— Ty ich tutaj sprowadziłeś, prawda? Żeby mnie rozśmieszyć — zapytał cicho oskarżycielskim tonem.
— Możliwe — odparł Draco, nie do końca przyznając się do winy. — Usiądźmy i cieszmy się pokazem.
Blaise i Ginny zajęli miejsca na skraju kanapy, która, z powodu swojego wielkiego rozmiaru, bez wątpienia została transmutowana z jednego z łóżek. Harry i Draco usiedli na drugim końcu.
— Wszystko dobrze, Harry? — zapytała Ginny.
— W miarę — odparł Harry, spoglądając na Rona i Hermionę. Poczuje się jeszcze lepiej, gdy jego przyjaciele zaczną zachowywać się normalnie.
Po chwili ponownie skupił uwagę na bliźniakach oraz Crabbie i Goyle’u, ponieważ z głośnym pyknięciem świnki na powrót zmieniły się w ludzi.
— I co, nieźle, nie? — zapytał Fred.
Obaj Ślizgoni przytaknęli.
— Co dalej? — zaciekawił się Crabbe.
George z rozczarowaną miną skinął na Draco.
— Malfoy, czemu nie powiedziałeś nam, jacy z nich wspaniali testerzy? — zapytał.
— Teraz trudno o dobrych testerów — dodał Fred.
— Jesteście z siebie dumni? — burknął Harry, zanim Draco zdążył odpowiedzieć. Nie potrafił zrozumieć, jak można cieszyć się rolą widza końcowych testów produktu bliźniaków.
— To zdecydowanie zabawniejsze niż psikusy Pansy — powiedział Goyle.
— Ciekawi nas, jak to się skończy — dodał Crabbe.
— Zróbcie to jeszcze raz! — wykrzyknął rozbawiony Ron.
— Dla Rona i Hermiony to niezła rozrywka — odezwała się oschle Ginny.
— Będą to pamiętać? — spytał Harry z grymasem. — Szczególnie Hermiona nie będzie zbyt szczęśliwa, kiedy się dowie, że piszczała na widok świnek.
— Rano odzyska zdolność spójnego myślenia — powiedział Remus. — I tak, przypomni sobie, co robiła poprzedniego dnia.
— Nie powinniśmy pozwolić im spać? — zapytał Harry. — Myślałem, że muszą odpoczywać.
— Będą w łóżku przez cały dzień — zapewnił Remus. — Ale nie są za bardzo zmęczeni, a eliksir bezsennego snu mógłby tylko zaszkodzić.
Harry niechętnie kiwnął głową, przypominając sobie, że opuścił Hermionę, gdy tylko poczuła się lepiej. Oparł głowę o ramię Draco, przygotowując się na pokaz. Bez wątpienia szykowało się coś bardziej zabawnego, niż niepokojącego.
— Wiesz, Wiktorii bardzo by się to spodobało. Gdzie jest, w pokoju dziecięcym?
— Ponieważ nikt nie miał pewności, co zamierzasz zrobić i jaki będzie tego efekt, więc tak, uznaliśmy, że bezpieczniej będzie ją tam odesłać — wyjaśnił Draco. — Poza tym przyszła pora na jej popołudniową drzemkę. Pewnie zaraz się obudzi.
— Hmm — mruknął Harry. Dziwne, jak udawało mu się śledzić przebieg wydarzeń. Każdy dzień przynosił ten czy inny kryzys. Niezależnie od tego, co się działo dzisiaj, koncentrował się, aż sytuacja kryzysowa minie. Mógł tylko mieć nadzieję, że w końcu wszystko się uspokoi.
— Pójdę po nią — powiedział stanowczo. — Zaraz wracam.
— I dotrzymaj słowa — ostrzegł Draco stanowczym głosem.
— Oczywiście — zapewnił Harry, potwierdzając swoje słowa szybkim pocałunkiem. Dobrze wiedział, że Draco się martwi i w obecnych okolicznościach woli mieć go na oku.
Dochował obietnicy. Zaraz po tym, jak wyjął Wiktorię z łóżeczka, ruszył do kuchni, lecz zatrzymał się w korytarzu.
— Miałem nadzieję, że zapewnię ci normalne dzieciństwo — powiedział do dziewczynki. — Ale nie jestem pewien, czy to możliwe.
Wiktoria włożyła paluszki do ust, a Harry zakrył własna dłonią jej rączkę, przez co dziewczynka zachichotała i spróbowała odsunąć rękę. Harry puścił jej palce.
— Staram się z tobą porozmawiać — złajał ją ze śmiechem.
— Tata — powiedziała Wiktoria, odsuwają się od niego, gdy Harry potrząsnął głową i połaskotał ją włosami.
— Tak, tata — odparł. — Robię wszystko, jak najlepiej potrafię. Ale w moim życiu niewiele jest rzeczy normalnych. Nie przydarzył mi się chyba ani jeden normalny dzień, odkąd ty i twój tata pojawiliście się na moim progu. Do diabła, nie wiem nawet, co znaczy normalne życie. — Zamilkł na chwilę. — Wybacz, Severus miał rację, będę musiał zaczął uważać, co przy tobie mówię. Skoro ja rozumiem nieco z twojego gaworzenia, to i ty rozumiesz moje gadanie.
— Da — powiedziała Wiktoria, wykręcając się z jego objęć.
— No widzisz, wiem, że teraz chcesz, żeby się postawił na ziemi Raczej nie za bardzo mnie słuchałaś, co?
— Da! — powtórzyła Wiktoria głośniej.
— Z pewnością jesteś Malfoyówną — prychnął Harry. — Proszę bardzo, jeszcze chwila. Nie mam pojęcia, czemu przy tobie martwię się, że nie jestem dostatecznie normalny, skoro należysz do tej rodziny. Przecież oni nigdy nie zachowywali się jak zwyczajni ludzie — skwitował.
Wracając do przyjaciół, nawet nie zauważył, jak Narcyza z uśmiechem na ustach w milczeniu obraca głowę w stronę zejścia ze schodów. W salonie przywitały go dwie jasnofioletowe wiewiórki i kupa śmiechu.
— Fioletowe?! — wykrzyknął zdumiony, za to Wiktorii pomysł jak najbardziej się spodobał. Pisnęła z radości i wyciągnęła ramiona, żeby ich dotknąć.
Jedna z wiewiórek, Harry nawet nie ważył się zgadywać która, podeszła na tyle blisko, aby Wiktoria mogła ją pogłaskać. Harry automatycznie, ignorując absurdalność całej sytuacji, upomniał dziewczynkę, aby była delikatna.
— Ja też chcę! — Hermiona wydęła wargi.
— I ja! — zawtórował jej Ron.
Słowo „dziwne” absolutnie nie oddawało groteskowości tego, co się działo w salonie.
— Czekoladki miewają różnorodne opakowania — wyjaśnił Fred, zupełnie nie zwracając uwagi na fakt, że druga wiewiórka podreptała, aby spełnić prośbę Hermiony.
— W zależności od nadzienia, Trajkoczące Czekoladki wywołują różne kolory — kontynuował George.
— I w każdej jest niespodzianka — dokończył Fred.
Harry nie był pewien, czy powinien martwić się tym, że faktycznie zrozumiał wyjaśnienia. Bardziej niepokoiło go dziecinne zachowanie Rona i Hermiony, bo do wygłupów bliźniaków już się przyzwyczaił.
Oddał Draco trzęsące się ze śmiechu prawdziwe dziecko i podszedł do Remusa.
— Dziesięć sekund — ogłosił George i wiewiórki pobiegły na środek pokoju.
Harry zamrugał. Obawiał się, że to nie przywróci Rona i Hermiony do normalności i jego przyjaciele nie przestaną głaskać Crabbe’a i Goyle’a. Wzdrygnął się i obrócił plecami do rozgrywającej się przed nim sceny.
— Czemu to robią? — zapytał.
— Ponieważ cieszy ich dowcipkowanie — odparł beznamiętnie Remus.
— Nie oni — sprostował Harry, wywracając oczami. — Dlaczego Ron i Hermiona zachowują się tak… niedojrzale.
— Modyfikacja pamięci ma to do siebie, że wywołuje powrót do bardziej dziecinnych zachowań — wyjaśnił Remus. — Tym intensywniejszych, im większa była ingerencja we wspomnienia.
— A oni utracili wiele wspomnień — mruknął Harry. — Wiem — dodał po chwili, zanim Remus zdążył go poprawić. — Nie zostały usunięte, tylko skorygowane.
Dostał już wykład na temat różnic. Był to jeden z błędów, dzięki któremu tego ranka udało mu się doprowadzić do białej gorączki Severusa i Hermionę. Uważał, że wyszłoby mu na korzyść, gdyby poświęcili więcej czasu na wyjaśnienia, jakie skutki niosły ze sobą zaklęcia modyfikujące pamięć.
Remus uśmiechnął się ze zrozumieniem i kontynuował temat:
— Ludzki umysł to dziwna rzecz. Badania nad zaklęciami zmieniającymi pamięć wykazały, że umysł wykazuje tendencje do powrotu do prostszych interakcji ze światem zewnętrznym, dostosowując się w ten sposób do nowych parametrów wprowadzonych przez zaklęcia. — Zamilkł na chwilę. — Istnieje coś takiego jak wstępny okres przystosowania, kiedy to umysł może całkowicie zerwać związek ze światem na zewnątrz, i zależy to od mocy zaklęcia. Przetwarzając to, czego doświadcza jako nowe informacje, umysł stopniowo wraca do normy.
Analizując usłyszane słowa, Harry pomyślał, że powinien się czegoś takiego spodziewać. Widział przecież Lockharta, którego wspomnienia zmodyfikowano niemal całkowicie. Z drugiej strony Lockhart zachowywał się jak dziecko jeszcze zanim nastąpiła zmiana pamięci. Na szczęście sytuacja jego przyjaciół nie była aż taka zła, do tego operację wykonano odpowiednimi zaklęciami i nienaruszoną różdżką. Co nie znaczyło, że nie miał powodów do zmartwień.
— Czyli Ron i Hermiona tak się zachowywali, kiedy byli dziećmi? — spytał.
— Najprawdopodobniej — odparł Remus. — Harry, oni dojdą do siebie. Nie masz powodów do zmartwień.
— Jasne, niech będzie — westchnął Harry.
Wrócił do Draco i pozostałych i spróbował się rozluźnić. Fred i George byli w swoim żywiole, jeśli chodziło o rozpraszanie uwagi. Wiktoria bez wątpienia ich pokochała. Albo przynajmniej efekty działania ich wynalazków. Zaśmiewała się na widok parady zwierząt i klaskała z entuzjazmem.
Bliźniaki rozweselali w ten sposób towarzystwo przez kilka godzin. Mrużka podała im kolację w salonie, starając się nie zakłócić zrelaksowanej atmosfery. Posiłek okazał się odwrotnością obiadu, przebiegł przyjemnie i bez zakłóceń.
Harry nigdy nie zamierzał powiedzieć tego Hermionie, ale ciekawie było przyglądać się, jak powoli odzyskuje poczucie rzeczywistości. W jednej chwili chichotała i krzywiła usta w rozbawieniu jak Wiktoria, i zaraz potem rumieniła się, przypominając sobie, że tak się zwykle nie zachowuje.
Godziny mijały i jej rozdrażnienie z powodu zachowania bliźniaków stawało się coraz częściej i wyraźniej widoczne. Za to Ron bez zażenowania cieszył się z żartów w najlepsze. Harry niemal zemdlał z poczucia winy, wiedząc, że tylko on zdaje sobie sprawę, o co tu chodzi.
Draco spojrzał na niego z troską.
— Połóż się — powiedział, unosząc nogę.
Harry wygodnie ułożył głowę na jego kolanach. Zasłużył na to po kolejnym wyczerpującym dniu.
— Może powinniśmy pójść spać — zaproponował Draco.
— Nie mogę. Chcę tu zostać — odparł Harry.
— Nic nie możesz już zrobić — wskazał rozsądnie Draco. — Powoli wracają do normy.
— Wiem, ale… co jeśli obudzą się i nie będą wiedzieli, co się dzieje? Nigdy wcześniej nie zostawali tu na noc… a przynajmniej nie w takich okolicznościach… i nie będą pamiętać, jak się tu znaleźli? Ktoś powinien przy nich czuwać, żeby im przypomnieć.
— A tym kimś powinieneś być ty — odparł oschle Draco.
— Z mojej winy znaleźli się w tej sytuacji — powiedział Harry.
Draco westchnął z rezygnacją.
— No dobrze, więc śpij tutaj.
Harry zamrugał ze zdziwieniem, gdy Fred podszedł do nich na czworakach i siadł przed nimi na podłodze.
— Jeśli dobrze słyszałem, mamy tu nocną imprezę? — zapytał ostrożnie.
— Eee… — Harry nagle przypomniał sobie neonowo jaskrawe piżamy bliźniaków. — To zależy, co na siebie włożycie.
Fred uśmiechnął się szeroko.
— Nie martw się, stary. Mamy coś nowego, na pewno ci się spodoba
— Mam nadzieję, że to nie będzie coś tak okropnego jak ostatnio — warknął Draco.
— Nie są takie jaskrawe i na pewno je polubisz — zapewnił Fred. — Trzymaliśmy je właśnie na taką okazję.
Ginny znienacka pojawiła się obok braci i usiadła tuż przy nich.
— Czyżbyście dyskutowali o piżamach? — zapytała, ziewając szeroko.
— Taa — odparł Harry w zamyśleniu. — Czemu jesteś taka śpiąca? Przecież nie jest zbyt późno. — Narcyza zabrała Wiktorię, żeby położyć ją do łóżka, ale o ile się orientował, było jeszcze dość wcześnie.
— Ostatnio niewiele spałam — przyznała Ginny. — I chyba nikt w zeszłym tygodniu nie spał zbyt dobrze.
— Czemu? — zapytał Harry i natychmiast poczuł na sobie ostre spojrzenia Ginny, Freda i George’a. — Aha — mruknął, zrozumiawszy, że to z jego powodu.
— No właśnie — mruknęła Ginny, wywracając oczami.
— Wybaczcie — bąknął Harry. — Nie miałem na to wielkiego wpływu.
— Jesteś idiotą — powiedział Draco, ale w jego głosie słychać było czułość.
— A czemu teraz jestem idiotą?
— Ponieważ prosisz o wybaczenie za coś, nad czym nie miałeś żadnej kontroli — wyjaśnił Draco.
— Według mnie lepiej niż gadanie wychodzi ci zamartwianie się o Chłopca, Który Przeżył — zripostował Harry.
Draco lekko pacnął go w głowę i Harry podzielił szeroki uśmiech z Ginny i Fredem. Odsunął się, przez ramię zerkając na Draco.
— Wiesz, że jestem szczęśliwy, wiedząc, że się o mnie martwisz? — zapytał, wciąż z uśmiechem na ustach.
— Oczywiście, ty paskudny draniu — odparł Draco, nie mogąc się powstrzymać i odwzajemniając uśmiech. — Cieszę się, że jesteśmy w domu, nawet jeśli nie zgadzasz się, żebyśmy spali w naszym łóżku.
— Ach tak, łóżko. Nie możemy zapomnieć o piżamach — powiedział Fred, wstając. — George, uważam, że nadszedł czas na nalot na kuchnię.
— Będziemy mieli imprezę piżamową? — zapytał George z podnieceniem.
— Tak, fatycznie — odparł Fred. — I to będzie w tym wszystkim najzabawniejsze.
— Harry, masz wyjątkowo dziwacznych przyjaciół — odezwał się Draco.
— Oni są też twoimi przyjaciółmi — zauważył Harry.
Draco skrzywił się.
— Czyli muszę ich tak traktować? — spytał.
— Tak, musisz — odpowiedział Harry z powagą.
— To niech będzie — mruknął Draco.
Ginny zachichotała.
— A ty jesteś najdziwniejszą, ale i najsłodszą osobą, jaką znam — wyznała.
— Słodką? — warknął z oburzeniem Draco.
— Nie masz nic przeciwko byciu dziwnym, ale oburzasz się na określenie słodki? — zapytał Harry, w zdumieniu unosząc brew.
— Tak! — wykrzyknął pewnie Draco.
Ginny zaniosła się śmiechem.
— Co jej zrobiłeś? — zainteresował się Blaise, siadając obok Ginny.
— Chodzi tylko o to, że Draco jest dziwny — wyjaśnił Harry beznamiętnie, wywołując tym kolejny wybuch śmiechu.
— Ale nie słodki — wtrącił Draco.
Blaise potrząsnął głową, wyraźnie dając tym znak, że nie chce znać szczegółów.
— Spędzacie noc tutaj, prawda? — spytał Ginny, która przytaknęła, już nad sobą panując.
— Mama przysłała też moje ubrania, kiedy Lupin poszedł poinformować ją, że Ron i Hermiona spędzą tu noc.
Wszyscy zerknęli na temat ich rozmowy. W pewnym momencie Hermiona dołączyła do Rona na kanapie i teraz rozmawiali cicho. Wydawało się, że ich stan wrócił do normy i Harry był raczej pewien, że starali się pojąć, co robią, i nie mogli tego zrozumieć.
Wiedział, dlaczego Fred, George i Ginny zostali. Nikt nie powiedział tego głośno, ale również obawiali się o Rona i Hermionę.
— Pójdziesz z nimi porozmawiać? — zagadnęła Ginny.
— Powinienem — odparł Harry, ale wcale nie miał na to ochoty.
— No to idź — powiedział Draco, lekko go szturchając. — Mają dostatecznie dużo czasu, żeby to wszystko sobie poukładać.
Harry niechętnie zostawił wygodne miejsce na sofie i podszedł do swoich najlepszych przyjaciół. Hermiona uśmiechnęła się i poklepała miejsce obok siebie, na co Harry zamrugał ze zdziwieniem.
— Myślisz, że się na ciebie gniewamy? — zapytała.
— Może trochę — przyznał. — Ja bym się gniewał na waszym miejscu.
— Wcale się nie gniewamy, stary — zapewnił Ron. — To jest tylko cholernie nietypowe.
— Tak, nietypowe — zgodziła się Hermiona. — Wiem, co się stało, ale równocześnie mam wrażenie, że mnóstwo rzeczy zapomniała mmi umyka. — Przez moment marszczyła czoło, po czym uśmiechnęła się ze smutkiem. — Zapomniałam. Gdyby chodziło o egzamin, odchodziłabym od zmysłów.
Harry i Ron parsknęli śmiechem.
— Hej, wy dwaj, nie ma się z czego śmiać — zaperzyła się Hermiona, ale sama też się roześmiała i pociągnęła Harry’ego za ramię, aby usiadł obok niej.
Harry oparł się o podnóżek kanapy, twarzą do swoich przyjaciół. Przygryzł nerwowo wargę, próbując wymyślić, jak zapytać o to, czego chciał się dowiedzieć.
— Czujecie, że straciliście dużo wspomnień? — odezwał się wreszcie.
Oboje zmarszczyli brwi, jednak sporą chwilę z powagą zastanawiali się nad odpowiedzią.
— Raczej nie — odezwał się wreszcie Ron. — Wydaje mi się, że niektóre wspomnienia są nieco bardziej rozmyte niż inne, ale ja zawsze tak mam.
— Hmm — mruknął Harry. — To bez sensu.
— Pamiętasz każde słowo, jakie wymieniliśmy, każdą naszą rozmowę sprzed lat? — spytała Hermiona.
— Nie, oczywiście że nie.
— My też nie. To wymazanie pamięci jest podobne. Poza tym teraz wiemy, że zapomnieliśmy celowo. Oczywiście ciekawi mnie, o co chodziło — przyznała Hermiona. — Jednak skoro uznaliśmy, że chcemy pozbyć się tych wspomnień, mieliśmy ku temu jakiś powód.
— I to ważny — wtrącił Ron. — Miało to związek z Sam-Wiesz-Kim, prawda?
— Z Voldemortem, tak — potwierdziła Hermiona. — I bez wątpienia wiedza o tym wiązała się z wielkim ryzykiem. Tak jest lepiej.
Harry uśmiechnął się smutno.
— Tak, jest lepiej. Cieszę się, że wszystko z wami w porządku.
Ron prychnął głośno.
— W porządku, niech to szlag. Przez pół dnia zachowywaliśmy się jak debile!
— Nie mogę uwierzyć, że głaskałam Goyle’a pod postacią zwierzęcia — dodała Hermiona, krzywiąc usta.
— Eee… uznaliśmy, że lepiej was rozproszyć, kiedy będziecie dochodzili do siebie — przyznał Harry. — Fred i George postarali się, żebyście mieli zajęcie.
— Rozumiem — powiedziała Hermiona głosem tak żałosnym, jakiego Harry nigdy u niej nie słyszał. — Ale powiedz szczerze, czy musiałam zachowywać się tak idiotycznie?
— Proszę, nie znienawidź mnie za to, co teraz powiem — poprosił Harry. — Jednak przyjemnie było przekonać się, że od czasu do czasu potrafisz się rozluźnić i postępować głupio. Szczególnie po ostatnim roku z przyjemnością widziałem cię taką… rozbawioną.
— Och, Harry — wymamrotała Hermiona. — Nigdy nie przestaniesz się zamartwiać, mam rację? Nadal masz do czynienia z tym, o czym my zapomnieliśmy?
— Nie, z tym już sobie poradziłem — zapewnił Harry.
— Ale wciąż pamiętasz.
Harry westchnął.
— Tak, pamiętam. Ale teraz nie ma to znaczenia. Skończyło się. Wszystko.

cdn
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez MargotX » 24 paź 2017, o 13:27

Nie zdążyłam w końcu rozwinąć komentarza do poprzedniego rozdziału (dość paskudna choroba stępiła chyba całkiem nieźle szare komórki), jednak zbyt wiele bym raczej nie napisała, poza tym, że autorka dość mocno rozciąga ostatnie wydarzenia. A okazało się, że to i tak dopiero było preludium, bo prawdziwy komediodramat (tak, ja tak to w sumie odebrałam, przewracając oczami kilkakrotnie), związany z wymazaniem strategicznych wspomnień Hermionie i Ronaldowi, rozegrał się w aktualnie dodanym parcie.

Nawet nie mogę napisać, że jedynie Harry okazał się tu ponownie królową dramatu, bo Severus i Hermiona z pewnością dołączyli do tego grona. Nie mogę powiedzieć, żeby mnie z lekka nie irytował ten cały kataklizm, jaki przeżywa Harry na myśl o wymazaniu wspomnień swoim przyjaciołom. W końcu to chyba najrozsądniejsze rozwiązanie, choć nie da się ukryć, że to właśnie on, jako jedyny, pozostanie z całym bagażem straszliwej wiedzy i brakiem wsparcia od kogokolwiek. Chodzi tu raczej o dramatyzowanie, jakby co najmniej miał morderstwo popełnić... Jeśli do tego dodamy zachowanie Granger, która na siłę musi uczestniczyć w nauce zaklęcia (a myślałam, że już bardziej namolna i irytująca nie będzie) i kolejne przebłyski nietoperzego "blasku" Severusa - dramat jak malowanie. :oczy:

Całe szczęście, że w końcu udało się tego dokonać, bo cała trójka, plus okazjonalnie kilka innych osób, wystawiła cierpliwość postronnych obserwatorów na dużą próbę. Nie wydaje się, żeby, poza bliźniakami i Ginny, zanosiło się na jakieś przyjazne stosunki gryfońsko-ślizgońskie, ale może przynajmniej nie będą sobie wiecznie skakać do oczu, zobaczymy...
Piękne dzięki za kolejną część, pozdrawiam serdecznie. :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

cron