[Z] [T] Tajemnice

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez stain » 24 maja 2017, o 20:27

:seksi: Kolejny rozdział!
Mimo powszechnego napięcia i strachu, które wkrada się wręcz z każdej strony, rozdział wciąż, dzięki interakcjom Harry'ego i Draco między sobą i z innymi wciąż nie przybiera ciężkiej atmosfery. Jest poważnie, ale tak jak to powiedziała Hermiona, nasi chłopcy skutecznie odciągają naszą uwagę od nadchodzącej walki. :whistle:

Tłumaczenie jak zwykle wspaniałe i nie mogę doczekać się następnego rozdziału! :buzki:
Past the end of this cold winter
Until the spring comes again
Until the flowers bloom again
Stay there a little longer
Stay there
stain Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 18
Dołączył(a): 4 sty 2015, o 22:26
Lokalizacja: somewhere over the rainbow

Postprzez Grim » 26 maja 2017, o 13:02

Drogie Tłumaczki,
To bardziej z racji charakteru i niecierpliwości nie zaglądam tu tak często jak powinnam. Wiem, bo właśnie teraz tłumię irytację dotyczącą nadchodzących wydarzeń. Kiedy byłam młodsza wymyśliłam sobie, że zostanę prezydentem. I jednym z pierwszych ustaw, jakie wprowadzę w życie będzie konieczność publikacji całości opowiadań, żeby nie stresować ludzi.
Choć znam tajemnice i kocham w nich absolutnie wszystko w oryginale, czytanie ich po polsku sprawia, że chcę znać każde nadchodzące słowo. Wykonujecie kawał porządnej roboty. To ciężka praca pomieszana z zatarciem różnić językowych i kalek. Żmudna i naprawdę, naprawdę ciężka. Dziękuję Wam za to serdecznie!
A teraz coś bardziej optymistycznego. Dochodzimy do chwili, kiedy Lordo Voldo idzie na spotkanie ze swoim przeznaczeniem. Lękam się i stracham przed tym co ma nastąpić nieubłaganie. Ostateczna bitwa brzmi tak ostatecznie, że obgryzam paznokcie ze zniecierpliwienia.
Kochane. Czekam na dalsze części.
Ściskam was mocno i życzę Weny
Z uniżeniem
G.
Śmierć stał za pulpitem i studiował mapę. Spojrzał na Morta nieobecnym wzrokiem. NIE SŁYSZAŁEŚ PRZYPADKIEM O ZATOCE MANTE?, zapytał. - Nie, proszę pana. SŁYNNA KATASTROFA MORSKA. - Zdarzyła się tam? ZDARZY, wyjaśnił Śmierć, JEŚLI TYLKO ZNAJDĘ TO PRZEKLĘTE MIEJSCE.
T. Pratchett
Grim Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 12
Dołączył(a): 23 paź 2013, o 13:55
Lokalizacja: Festung Breslau

Postprzez daimon » 28 maja 2017, o 08:44

Obiecałam sobie, że przeczytam. A jeszcze bardziej obiecałam sobie, że skomentuje. Bo praca nad takim tasiemcem i zaparcie, jakie trzeba w nią włożyć napełnia mnie podziwem i czułabym się okropnie nie zostawiając tu swojego komentarza. Wielki szacun, Dziewczyny!

Na początek, co do samego tekstu. To zdecydowanie nie jest mój typ drarry. Chyba po pierwsze się zestarzałam na tyle, że wolę kiedy Harry i Draco są już dorośli. O dzieciakach czyta mi się dużo gorzej. A po drugie, chyba w całej mojej historii drarromani przeczytałam Tajemnice zdecydowanie za późno. Może gdyby to był jeden z moich pierwszych ficków... może wtedy byłoby inaczej. Ale po przeczytaniu tyle cudownych drarry jak Bond, Red Hillsy czy ficki femme... to ma w sobie dla mnie zdecydowanie zbyt dużo naiwności i słodyczy. Jestem co prawda nieuleczalną miłośniczką happy endów, ale wolę napięcie między bohaterami, powoli budowane relacje niż takie mizianie się po kątach od pierwszego wejrzenia. No i absolutnie nie jestem w stanie przełknąć Narcyzy, nie wspominając już o Lucjuszu. Jest to dla mnie taki kosmos, że nie potrafię nad tym przejść do porządku. Dla mnie to jest po prostu absolutnie niemożliwe. Jedyną postacią, która jeszcze jako tako mi się podoba jest Severus. Choć też mam co do niego fluffowe zarzuty, ale on jeszcze najbardziej przypomina siebie samego i jego w miarę tu lubię. Druga rzecz, która mnie zniechęca to dziecinność postępowania. Niby Harry jest taki dorosły i silny ( i to jest fajne!), sam decyduje, staje się liderem - ten pomysł jest ekstra i realizowany nawet sprawnie. Szkoda, że psuje go takie zachowanie jak kłótnie z Draco czy Ronem w najmniej odpowiednich momentach, obściskiwanie się na oczach wszystkich w przeddzień bitwy i wiele innych tak absurdalnych, smarkaczowatych zachowań, które w ogólnym zestawieniu są po prostu dziwaczne. Miałam wrażenie, że przy całej swojej charyzmie i przywódczej sile Harry zachowuje się, jakby się przygotowywał do rozgrywki gry planszowej, a nie bitwy życia i zabicia Voldemorta. Strasznie mnie to raziło. Co w połączeniu z tulącym go Lucjuszem wywoływało napady kaszlu.

Okey, skoro tak narzekam, dlaczego w ogóle czytałam?! Z wielu powodów. Bo jak będąc tak zapaloną drarrystką nie znać drarry, które ukazuje się po polsku? Poza tym, jak już powiedziałam, czytałam też z samego szacunku dla ogromu pracy włożonego w przekład. No i do pewnego momentu liczyłam, że Harry jednak trochę się ogarnie. Im dalej w las, tym bardziej czułam, że już tak nie będzie, niemniej... Kiedy wyzbyłam się już wszelkich oczekiwań wobec zachowań bohaterów, czytało się lepiej. No i fabuła jest ciekawa mimo wszystko. Autorka miała akurat taką wizję i nie mnie z tym dyskutować, niemniej i ona włożyła mnóstwo pracy w napisanie (i doprowadzenie do końca) tego ficka. No a ja jestem akurat w takim momencie życia, że bardzo drarry potrzebowałam. Od ponad dwóch miesięcy czuję się okropnie. Mam paskudne mdłości, problemy ze spaniem i jestem przemęczona. Potrzebowałam jakiejś odskoczni. A kiedy już przełknęłam niedogodności, czytało się świetnie. Wystarczyło pogodzić się z faktem, że to po prostu tego typu opowieść. Ale ostatecznie to nadal drarry i to po polsku! A ja bardzo potrzebowałam czegoś lekkiego i łatwego do czytania, żeby choć na chwilę się oderwać. No i Tajemnice nadały się idealnie. Więc mimo wszystko naprawdę dobrze mi się czytało i pozwalało choć na chwilę zapomnieć, jak bardzo kiepsko się czuję. I za to dziękuję.

A teraz najważniejsza część, czyli Wasza praca, Kochane Tłumaczki. Nie żebym spodziewała się czegoś innego, ale tłumaczenie jest genialne! :serce: Jak już wspominałam, jestem pełna podziwu dla Waszego zdeterminowania i tego, że mimo już mało drarrowych czasów doprowadzacie pracę do końca. Strasznie mnie to cieszy i jestem Wam bardzo wdzięczna. Dzień, kiedy będę musiała przyjąć do wiadomości, że na drarry już kompletnie nic się nie dzieje, będzie dla mnie bardzo smutny. Mimo że na co dzień kompletnie nie mam na to czasu. Rozdziały są przetłumaczone cudnie i z klimatem. I teraz znów pojawiają się szybko. Naprawdę nie wiem, jak Wam dziękować. Nie wiem, co się u mnie będzie działo, ale postaram się naprawdę komentować kolejne rozdziały, żeby dawać znać, że nadal czytam i nieustannie doceniam;) Poza tym prawda jest taka, że gdyby nie Wy, na pewno nigdy nie przeczytałabym Tajemnic. W oryginale z pewnością zniechęciłabym się bardzo szybko. Do czytania po angielsku może mnie zmotywować tylko coś, co szalenie trzyma w napięciu. A w moim obecnym stanie ciała (i ducha) nawet i takiego ficka nie zdołałabym przetrawić. A zatem po raz kolejny DZIĘKUJĘ! W imieniu swoim, a także reszty czytelników (zwłaszcza tych "cichych"), że możemy poznać całą historię.

No i cóż... pozostaje mi czekać na resztę:)

Ściskam Was, Dziewczyny i życzę Weny!
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez myluss84 » 28 maja 2017, o 10:53

Dziekuje i przepraszam za bycie nieaktywnym czytelnikiem. Czasami zwyczajnie nie wiem co mam napisac a jednozdaniowe wypociny zostana zaraz zmackowane wiec bywam cicha. Fic dlugasny jak Moda na Sukces, rownie zagmatwany i wymagajacy pelnego skupienia uwagi i pamieci. Tak szczerze to musialabym zaczac od poczatku by przypomniec sobie niektore wydarzenia. Jestem dumna z Was drogie tlumaczki ze w wirze codziennosci macie czas i checi by robic cos bezinteresownie. Dziekuje wam za wytrwalosc i za to ze dotrzymujecie danego slowa chodz my czytelnicy zwyczajnie was olalismy.
Tlumaczenie jak zawsze czyta sie dobrze, wszystko jest zrozumiale i bardzo merytoryczne.
Tajemnice to takie zawile opowiadanie, postacie przechodza przemiane i zyskuja tym na swojej osobowosci. Uwielbiam tego Severusa, takiego opiekunczego i zarazem sarkastycznego. Draco jest wspanialym chlopakiem, przyjacielem, wsparciem. Boje sie tych ostatnich rozdzialow. 50 czytalam z wielkim przygnebieniem, strachem i zalem. Nie chce by ktos umarl ale losem opowiadania i tak rzadzi autorka... Dziekuje za kazdy wyraz, wers, zdanie, przecinek i kropke. Przepraszam za swoje zle zachowanie. Pozdrawiam i zycze duzo weny
"Był ze mną podczas nieprzespanych nocy, w czasie okresów gniewu i rozpaczy. W trakcie jednego z napadów szału rzuciłem porcelanowym dzbankiem do herbaty ciotecznej babki, który o włos ominął jego głowę. Nie zostawił mnie, mimo moich nieustannych wysiłków, by go do tego zmusić. Poza tym, jest prawdziwym specjalistą w naprawianiu rozbitej porcelany.
Milie mówi, że to właśnie miłość. Myślę, że chyba ma rację".


Anatomia dusz
myluss84 Offline


 
Posty: 15
Dołączył(a): 12 sie 2011, o 21:10

Postprzez slimarwen » 10 cze 2017, o 00:01

Przyznam szczerze, że oszczędzałam rozdziały, by przeczytać je za jednym zamachem, bo to końcówka, a ja strasznie nie lubię przerywania akcji w najlepszym momencie. I cóż spodziewam się niezłej akcji. Teraz widzę błąd w swoim postępowaniu. Zapewniam, że nadal jestem sercem i duszą przy tym tłumaczeniu i z wielkimi nadziejami jak i obawami czekam na (mam taką nadzieję) szczęśliwe zakończenie tej historii.
Nadrobiłam rozdziały do tej pory i po prostu jestem oczarowana Harry'm, jego siłą, motywacjami, jego zdolnościami w nawiązywaniu kontaktów i w zjednywaniu sobie sojuszników. Uwielbiam jego rozmowy z Draco i ich absurdalne kłótnie :D cieszę się, że ujawnienie Severusa jak i przedstawienie Lucjusza i Narcyzy jako sojuszników przebiegła W MIARĘ cywilizowanie i w końcu, W KOŃCU Hermiona i Ron nie są skończonymi dupkami, i nie dyszą wciąż w kark Harry'ego i nie robią mu wyrzutów... denerwowało mnie to strasznie. Teraz szykuję się mentalnie, na nadchodzące starcie i już czuję ten dreszcz emocji. Jestem ciekawa jak autorka przedstawi to wszystko.

Dziękuję pieknie za tłumaczenie, za całość i każdy rozdział z osobna, za betę. Dziękuje i pozdarwiam
slimarwen Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 26
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 22:38

Postprzez pindolino » 18 cze 2017, o 23:50

Prawie miesiąc od poprzedniego. Smutno mi i boje się co się stanie w kolejnym.
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez Kaczalka » 29 cze 2017, o 21:47

Miało być wcześniej, wyszło jak zwykle z powodów takich czy innych, nie będę wymieniać.
Bardzo dziękuję za komentarze, jak widać wystarczy trochę pomarudzić i od razu jest lepiej. Szczególne podziękowania należą się pindolino, Twoje słowa naprawdę dodają chęci do pracy :devil:
Rozdział w całości przetłumaczony przez Lasair.


Rozdział pięćdziesiąty pierwszy

Gdy byli już bezpiecznie otuleni peleryną-niewidką, Harry ścisnął mocno ramię Severusa. Aportowali się. Nie potrafił do końca pokonać dreszczu, który przeszedł mu po plecach, kiedy wylądowali, a w ustach wciąż czuł smak eliksiru przeciwbólowego. Ostre pieczenie czoła sugerowało, że Voldemort jest niedaleko. Owionął go zimny powiew, co oznaczało z kolei, że dementorzy również czają się gdzieś w pobliżu, choć nie był w stanie ich wypatrzyć. Obrócił się w kierunku, w którym jego ból się potęgował, i ujrzał, że śmierciożercy zajęli już miejsca przed swoim panem.
Severus natychmiast, by na razie nie budzić podejrzeń, udał się pomówić z Voldemortem. Miał otrzymać od niego świstoklik, który pozwoli mu przenieść się do Hogwartu i powrócić z armią aurorów, wielosokowanych tak, by Czarny Pan pomyślał, że to Ślizgoni przybyli na inicjację.
Lucjusz pojawił się na tyle szybko, że Harry nawet nie zdążył zorientować się w sytuacji.
— Tam — pokazał. — Między tą grupą drzew.
— Byłeś już tutaj? — zapytał Harry, poruszając się we wskazaną stronę.
— Tak — odparł Lucjusz. — Jesteśmy na terenie posiadłości Malfoyów.
Harry zdecydowanie zabronił sobie rozmyślać nad tą kwestią, mimo że miał nieco czasu. Wcześniej nie wiedział, gdzie Voldemort zdecyduje się odprawić swoją ceremonię, ale miał nadzieję, że Lucjusz będzie znał jej lokalizację.
Musieli sprawnie się uwijać, jednak Harry nie mógł opanować dreszczy. Przeklinał fakt, że Voldemort postanowił zaprosić na inicjację dementorów jako część swojej armii. Po stratach w poprzednim tygodniu niczego innego nie należało się spodziewać, lecz wciąż go to irytowało.
Posunięcie to sprawiło, że tym bardziej musieli się zmierzyć, póki sytuacja się nie pogorszy. Voldemort stawał się coraz bardziej stanowczy, z każdą konfrontacją budując swoje mrowisko, a sprowadzenie na bitwę dementorów zwyczajnie świadczyło o tym, że pomimo strat rośnie w siłę.
Dotarli do grupki drzew, którą wskazał Lucjusz. Poruszali się cicho, choć i tak byli niewidoczni i oddaleni od przeciwników. Harry pospiesznie powiększył szafkę zniknięć i Draco przestąpił przez nią niemal natychmiast, tuż za nim Narcyza.
Harry zauważył, że Draco z zaskoczeniem i bezgłośnie wymawia słowo „dom”. Malfoyowie doskonale znali swoje włości, choć on sam nie widział zabudowań dworu. Potrząsnął głową, starając się odzyskać jasność umysłu. Nie miało większego znaczenia, gdzie się znajdują, byle tylko wszyscy mogli tu dotrzeć.
Przez szafkę zniknięć przeszli Ginny i Fred, a za nimi Blaise i George. Ledwie słyszalnymi szeptami i gestami rąk Lucjusz wytłumaczył im, że powinni zająć pozycje po obu stronach zgromadzenia Voldemorta. Zostaną sparowani pod pelerynami Moody’ego, które co prawda nie były tak dobrze zaczarowane jak ta Harry’ego, ale Fred i George pracowali ciężko, by zamaskować przynajmniej wydobywający się spod nich zapach i dźwięk.
Dwie pary otrzymały ekwipunek przygotowany po to, by siać wśród śmierciożerców zamęt, którego nie zdołają ogarnąć. Ginny i Blaise będą dodatkowymi oczami Freda i George’a, Harry nauczył się już, jak bardzo potrzebna jest taka rola.
Ron, Hermiona i Neville przeszli przez szafkę z determinacją wymalowaną na twarzach. Harry poczuł się dziwnie, że to Neville, a nie on sam, wciska się pod pelerynę z jego najlepszymi przyjaciółmi. Nie będą ukryci zbyt długo, spełnią rolę zabezpieczenia dla Harry’ego i Malfoyów, a potrzebowali peleryny głównie po to, by ustawić się za Voldemortem. Ich silne patronusy zapewnią potrzebną ochronę.
Harry desperacko zapragnął, żeby rzucili je już teraz. Nie obchodziło go, jak dobry był eliksir Severusa, wciąż czuł zimno wkradające się w kości i ponure myśli, dalekie od motywujących. Przestąpił z nogi na nogę, bojąc się ruszyć naprzód.
— Uspokój się — wymamrotał Draco tuż przy jego ustach, obdarzając go szybkim pocałunkiem. — Denerwujesz mnie.
Harry spojrzał na niego i wywnioskował, że Draco dobrze ukrywa swoje zaniepokojenie. Był zdecydowanie spięty, ale godna podziwu maska, którą przybierał, żeby zmierzyć się ze światem, pojawiła się na swoim miejscu. Cholerny dupek był do bitwy ubrany aż za dobrze, ale jeśli ładny strój pomoże mu utrzymać rezon, Harry nie zamierzał tego komentować.
Ich role znowu się odwróciły, bo teraz Harry powoli tracił pewność, a obecność dementorów odbierała mu odwagę. Być może powinien bardziej zadbać o swoją garderobę, pomyślał, i zaraz w wyobraźni wywrócił oczami. Merlinie, musiał ruszyć do akcji, zanim straci przeklęte zmysły. Skup się, Harry, powiedział surowo sam do siebie, a głos w jego głowie brzmiał jak głos Severusa.
Czuł się obnażony, w połowie oczekując, że w każdej chwili zostanie odkryty. Stali w sporej odległości od Voldemorta i jego popleczników, ale słyszał trzaski aportacji, niektóre z nich dość blisko.
Narcyza dotknęła go, zwracając na siebie jego uwagę. Położyła dłoń na obleczonym w pelerynę-niewidkę ramieniu Hermiony, utrzymując w ten sposób fizyczny kontakt z niewidzialnym trio. Remus i Shacklebolt przestąpili przez szafkę zniknięć i wymienili wymamrotane, pospieszne pozdrowienia z Lucjuszem, a potem nałożyli na siebie zaklęcie niewidzialności i ukryli się pod peleryną.
Byli prawie gotowi.
Draco rzucił na siebie zaklęcie maskujące, a potem wcisnął się pod pelerynę obok Harry’ego. Jego jedynym zadaniem było pomagać Harry’emu i go ochraniać. Nie będzie walczył, nie będzie się pokazywał. Peleryna stanowiła jego główną broń, która osłoni ich na tyle, na ile to możliwe. Narcyza i Lucjusz będą za to dla Harry’ego widoczną ochroną. Nie ukryją się pod zaklęciem maskującym.
Harry pomógł z peleryną Narcyzie, która wciąż utrzymywała kontakt z trójką jego przyjaciół. Narcyza będzie się ich trzymać i poprowadzi w kierunku, gdzie mieli zająć pozycje.
Lucjusz wrócił i ponownie przemienił się we fretkę. Harry zacisnął poły swojej peleryny, a zwierzątko przytruchtało, żeby wspiąć mu się na ramię.
Remusa i Kingsleya zostawiono przy szafce zniknięć. Będą koordynować przepływ członków zakonu i uczniów, sprowadzając ich na pole bitwy i ustawiając na wskazanych miejscach.
Harry poczłapał z powrotem na polanę i rozejrzał się dookoła, próbując wyłapać w tym jakikolwiek sens. Piekąca blizna wcale nie pomagała, bo głowa dudniła mu bólem. Ogromną połać zieleni oświetlały pochodnie, ale wcale nie podobało mu się to, co widział. Smugi białej mgły przepływały nad ziemią, co implikowało obecność dementorów. Nieopodal rozciągało się morze czarnych szat, które powiększało się w miarę kolejnych aportacji. Harry przełknął głośno ślinę. Sądził, że jeśli chodzi o pokonywanie śmierciożerców, osiągnęli już jakiś postęp.
Draco pociągnął go za ramię i poprowadził na skraj polany. Harry potrząsnął głową, usiłując opanować szok po widoku tak dużej liczby śmierciożerców. Nie musiał się o to martwić, nie bezpośrednio. Jego problem stanowiła Nagini i Voldemort. A to i tak było wiele.
Nagini pełzła po krawędzi polany za swoim panem, tak jak oczekiwali. I to były właśnie plusy posiadania wewnętrznego informatora. Lucjusz posłał Harry’emu wszystkowiedzące, a może nawet pełne sympatii spojrzenie, kiedy wspominał o tym, że Voldemort zawsze trzyma Nagini blisko siebie, kiedy odprawia rytuały. Severus zwyczajnie zweryfikował, czy nie zmieniło się to od ostatniego roku.
Przy biodrze Harry’ego wisiał nieznajomy ciężar, jakim był miecz Gryffindora. Ustawili się na swoich pozycjach za Voldemortem. Niestety sprawiło to, że znaleźli się również bliżej dementorów. Harry wcale nie zatracił się w swoich najgorszych wspomnieniach, jak to zazwyczaj działo się przy tych potworach, ale chaotyczne skrawki minionych wydarzeń i tak groziły, że nim zawładną.
Cmentarz. Śmierć. Wieża Astronomiczna. Śmierć. Departament Tajemnic. Śmierć. Dolina Godryka. Śmierć.
— Potter! — szepnął karcąco Draco.
Harry zerknął w jego stronę, oddychając szybko. Zapomniał, że przecież nie mogą się zobaczyć, ale ciągle go czuł. Draco mocno uścisnął mu dłoń. Zamknąwszy na chwilę oczy, Harry powoli nabrał powietrza i spróbował uspokoić wściekłe bicie serca. Uniósł powieki, pokiwał głową i wyprostował ramiona. Nie widział Draco, lecz Narcyza odpowiedziała mu krótkim skinieniem. Potem ruszyli naprzód.
Na pewno nie zajęło im to tak długo, jak się wydawało, a wkrótce zajęli miejsca na tyłach polany. Harry, Draco i Narcyza stali twarzą do popleczników Voldemorta, który był odwrócony do nich plecami, i Harry nie pragnął niczego bardziej, niż rzucić w jego stronę klątwę uśmiercającą i na dobre z nim skończyć.
Nagini musiała jednak zginąć jako pierwsza, bo inaczej nic nie pójdzie tak, jak powinno.
Narcyza nakazała, by Hermiona, Ron i Neville się cofnęli. Harry przez chwilę się na nich oglądał. Z tyłu rosło na tyle dużo drzew, by przyjaciele mogli się spokojnie schować, ale martwił się tym, gdzie dokładnie pojawią się dementorzy. Najwyraźniej Voldemort postanowił zanadto nie obarczać swoich popleczników ich obecnością, nie od razu, lecz Harry wiedział, że stwory są coraz bliżej.
Zerknął na Voldemorta, który stał majestatycznie, przyglądając się, jak jego ludzie się pojawiają. Nie formowali małego okręgu, jak to się zdarzyło pod koniec czwartego roku, teraz śmierciożerców było co najmniej stu, a pewnie i więcej, zebranych w wielki niby-okrąg, utworzony przynajmniej z trzech rzędów.
Severus przybył jako jeden z pierwszych, dając żołnierzom jasnej strony czas, by zajęli swoje pozycje. Zwolennikom Voldemorta zajęło dobre kilka minut, by wykonać rozkazy. Czekając i słuchając słów Czarnego Pana, Harry pomyślał, że może być jedynie wdzięczny, iż tym razem nie przywiązano go do nagrobka.
Po ciele Draco przeszedł gwałtowny dreszcz.
— O co chodzi? — wyszeptał Harry. Teoretycznie nie było potrzeby, by mówić przyciszonym głosem, ale czułby się niekomfortowo, gdyby odezwał się głośniej.
Wyczuł, że Draco potrząsa głową, dając tym do zrozumienia, że to mało ważne.
— Tylko Greyback — wymamrotał.
Harry przytaknął ze zrozumieniem, starając się stłumić własny dreszcz. Bez wysiłku potrafił wypatrzeć zgarbionego wilkołaka z pierwszego rzędu. Severus i Remus poinformowali go, że Greyback przyprowadził ze sobą kilku swoich pobratymców. Na grupę członków zakonu spłynęło wtedy poczucie ulgi, że następna pełnia zaczyna się dopiero za dwa tygodnie.
Harry podejrzewał, że śmierciożercy obecni przy śmierci Dumbledore’a stali teraz w pierwszym rzędzie, ale nie miał pewności, bo twarze zasłaniały im białe maski. Był przekonany, że są wśród nich Alecto i Amycus. Zacisnął usta. Zasłużyli sobie na te honorowe miejsca, uczestnicząc w zabójstwie dyrektora.
Na każdego śmierciożercę, którego wyeliminowali, Voldemort przyprowadził kolejnych pięciu. Jego siły od czasów ponownego odrodzenia rozrosły się wręcz dramatycznie. Harry obserwował ich nerwowo, czekając. Wyjął miecz zza pasa i przejechał dłonią po rękojeści, pragnąc, żeby palce nie zdrętwiały my przez chłód przenikający kości.
W końcu Severus postąpił o krok bliżej i ukląkł przed swoim panem. Harry skrzywił się z odrazą.
— To ostatni raz, kiedy jest zmuszony to robić — wymamrotała Narcyza ze zrozumieniem.
Przyglądali się, jak Voldemort wyczarowuje długą linę i transmutuje ją w świstoklik, a potem wręcza Snape’owi. Severus kiwnął głową i zniknął.
— Już prawie pora — powiedział Draco głosem zachrypniętym, ale pobrzmiewającym też jakiegoś rodzaju podziwem.
Całą sytuację otaczała aura absolutnego surrealizmu. Harry wiedział, że kiedy tylko rozpocznie realizację planu, wydarzenia potoczą się błyskawicznie. Niedługo wszystko się skończy, z takim czy innym rezultatem. Musiał wykonać ruch, zanim zrobi to Voldemort. Severus wróci za kilka minut.
— Gotowy?
— Zrób to — wyszeptał Draco.
Patrząc to na Voldemorta, to na Nagini, Harry wydał rozkazy swoim wężom.
— Już czasss — wysyczał.
Lissa potrafiła się kamuflować i łatwo wtopić w otoczenie. Salz mógł po prostu zmieniać lokalizację, wprawiając przeciwnika w zakłopotanie. Harry wysłał ich z zadaniem, mając ogromną nadzieję, że nie przyciągnie zbyt szybko uwagi Voldemorta. Nie był przyzwyczajony do podobnych sytuacji. Wszystko zdawało się tak szczegółowo i przebiegle zaplanowane. Gdyby to zależało od niego, prawdopodobnie od razu rozprawiłby się z Nagini i miał ją z głowy. Długo nie potrafił wypatrzeć własnych węży, więc uważnie przyglądał się Nagini. Salz i Lissa mieli przyprowadzić ją tam, gdzie stał Harry, poza zasięg wzroku Voldemorta, ale nie jego popleczników.
Czekanie okazało się trudne. Nie słyszał żadnego syczenia i miał nadzieję, że Voldemort też go nie słyszy. Czuł, że jest o wiele zbyt blisko niego. Na oko dzieliło ich nie więcej niż dwadzieścia metrów. Z tego położenia on, Draco i Narcyza mieli jednak widok na wszystko.
A i słyszeli też bardzo dużo. Kiedy cała armia Czarnego Pana prócz Severusa zjawiła się na miejscu, Voldemort wygłosił jedno ze swoich wielkich przemówień. Zaczął, wspominając o planach dla dementorów i Ślizgonów, ale szybko przeszedł do swojego standardowego: „Musimy zniszczyć Harry’ego Pottera”, jednocześnie czekając na Snape’a. Nie był zadowolony ze sposobu, w jaki Harry ostatnio pokrzyżował jego plany.
Harry poruszał ramionami, próbując złagodzić nieco napięcie mięśni i otrząsnąć się z przygnębienia wywołanego obecnością dementorów.
— Czy on nigdy nie przestanie o mnie gadać? — wymamrotał sarkastycznie.
— Ma dość niezdrową obsesję na twoim punkcie — zgodziła się Narcyza.
— Ogromny wąż? — przypomniał im Draco przez zaciśnięte zęby, a jego ton jasno insynuował, że oboje są szaleni, skoro dyskutują teraz na podobne tematy.
— Pełznie tutaj — odezwał się Harry. Może i słuchał Voldemorta i komentował jego tyrady, ale równocześnie nie spuszczał oka z Nagini.
Nagini zbliżała się, a jej ogromna głowa chybotała się to w prawo, to w lewo. Wyglądała na zdezorientowaną. Harry mocno zacisnął dłoń na rękojeści miecza. Ostatni horkruks. Przeklęty wąż może i był wielki, ale na pewno nie dorastał do pięt bazyliszkowi. Uda mu się.
Stał w napięciu i czekał. Wszystko, co Hermiona zdołała wyszukać o wężach, przelatywało mu przez głowę. Ich czaszki są dość swobodnie połączone z resztą ciała. Dostać się do mózgu. Przez oczy. Tył głowy. Szczękę. Musiał przebić mózg.
Nagini wciąż znajdowała się jakieś pięć metrów od nich, kiedy nagle pojawił się Severus wraz z grupą przerażonych uczniów. Rzucając okiem w ich kierunku, Harry nie potrafił się nie zastanawiać, jaka część widocznych na ich twarzach emocji była jedynie grą aurorów. Znalezienie się w gromadzie śmierciożerców z pewnością nie należało do wrażeń komfortowych, szczególnie w ciałach, z którymi trenowało się przez krótki okres czasu i nie zdążyło się z nimi na dobre zaznajomić.
Lucjusz zszedł z ramienia Harry’ego na ziemię i przybrał człowieczą postać pod peleryną. Stali niezwykle blisko i byli bardzo stłoczeni, ale dyskomfort nie potrwa zbyt długo.
Harry raczej wyczuł, niż zobaczył, jak Draco podnosi różdżkę i trzyma ją w gotowości.
— Zabij ją — usłyszał.
Zmrużył powieki i spojrzał w kierunku węża, który cały czas się zbliżał. Wcale go nie obchodziło, że zastawiają na niego pułapkę. Nagini nie miała szans. Musiał ją zabić, zanim Voldemort poczyni jakikolwiek ruch.
— Teraz — wysyczał. Słowo rozbrzmiało w mowie węży, ale mimo to Draco odchylił poły peleryny i rzucił zaklęcie unieruchamiające.
Uwaga zebranych natychmiast zwróciła się w ich stronę i Harry wyszedł spod peleryny-niewidki.
— Harry Potterze — syknął Voldemort, unosząc dłoń, by uciszyć swoich popleczników.
Harry ujął w obie dłonie miecz Gryffindora, ostrzem skierowanym w dół, a Narcyza i Lucjusz, wyszedłszy z ukrycia, stanęli po obu jego stronach.
— Narcyzo? Lucjuszu? — Voldemort spojrzał na nich z pełnym nienawiści niedowierzaniem.
— Malfoyowie stoją po stronie Harry’ego Pottera — zadeklarował stanowczo Lucjusz, wywołując tym kolejną falę zaskoczenia i niedowierzania.
W takiej pozycji, z mieczem nad zastygłą w bezruchu głową Nagini, Harry spojrzał na Voldemorta. W tej surrealistycznej chwili wydawało się, że nie tylko wąż się nie porusza, Voldemort również zastygł jak słup soli. Śmierciożercy też znieruchomieli. Aurorzy zakamuflowani jako uczniowie przybrali pozycje do ataku. Lucjusz i Narcyza stali sztywno, każde jakiś metr od niego.
Harry wiedział, że po drugiej stronie Severus jest gotowy na to, by rzucić na Voldemorta zaklęcie antyaportacyjne. Kiedy układali plan, zastanawiał się, czy tego samego zaklęcia użył Dumbledore, by przetrzymać śmierciożerców w ministerstwie. Severus powiedział mu z błyskiem w oku, że jego zaklęcie jest dużo bardziej czarnomagiczne, i będzie o wiele efektywniejsze przeciwko Czarnemu Panu. Zatrzyma go wraz z całą armią.
W tym miejscu wszystkie plany zbiegały się w jednym punkcie. Członkowie zakonu będą czekać na sygnał, żeby wylać się całymi grupami na polanę i zacząć walczyć. Neutralni Ślizgoni i członkowie Armii Dumbledore’a będą gotowi do rzucenia patronusów. Harry nie miał wątpliwości, że Voldemort wezwie dementorów, kiedy tylko zda sobie sprawę z liczebności swoich przeciwników.
Wzrok Voldemorta powędrował do miecza, a Harry uśmiechnął się okrutnie.
— Przepraszam, Tom, nie mam czasu na pogawędki — powiedział. Nie mógł ryzykować i wdać się w werbalną potyczkę.
Zamrożona w czasie scena nagle wybuchła w chaosie. Harry wbił miecz w łeb Nagini i poczuł, jak ostrze zgrzyta po czaszce i ześlizguje się w bok, kontynuując ruch w dół. Tryskającą krew przytłumił gwałtowny błysk światła, eksplodujący z rany, kiedy Harry przekręcił miecz.
Po zabiciu Nagini był jedynie ledwie świadomy, że Lucjusz i Narcyza odsunęli się od niego i postawili tarczę ochronną pomiędzy nimi i śmierciożercami. Błyski czerwieni, purpury i błękitu uderzyły w zaporę i zmieszały z białą poświatą umierającego horkruksa. Harry nie był zaskoczony, że nie ujrzał żadnych zielonych promieni. Voldemort nie chciał go jeszcze zabijać.
Oślepiony upuścił miecz i odsunął się od źródła mocy zawartej w Nagini, na tyle silnej, że mogła zwyczajnie go przewrócić. Niejasno przypomniał sobie niszczenie ochronnej bariery, jaka otaczała czarę Hufflepuffu.
Draco przysunął się w porę, by go złapać i otulić peleryną, a potem wlać w niego eliksir pieprzowy. Gdy Harry starał się odegnać szok, mrugając zaciekle, spłynęła na niego fala wdzięczności za Ślizgonów i ich wiedzę na temat czarnej magii. Własne doświadczenia także pomogły mu przygotować się na skutki zniszczenia Nagini.
— W porządku? — zapytał lakonicznie Draco.
Harry przez chwilę wpatrywał się przed siebie z niedowierzaniem, żałując, że nie może teraz zobaczyć Draco, po czym odsunął się od niego, by zbadać otoczenie.
— Och, boże — westchnął.
Właśnie rozpoczął wojnę. Dosłownie.
Severus przyłączył się do Lucjusza i Narcyzy, i razem pojedynkowali się z Voldemortem niecałe dziesięć metrów od miejsca, w którym stali Draco i Harry. Ich wiedza o czarnej magii dobrze im służyła, dzięki czemu mogli odpierać zaklęcia przeciwnika. Harry nigdy nie widział tak groźnej Narcyzy, a po raz pierwszy miał okazję ujrzeć ją w roli byłej śmierciożerczyni.
Po drugiej stronie polany rozszalała się zbliżająca się z każdą sekundą bitwa. Krzyki, wrzaski, ludzie powalani na ziemię, błyski zaklęć rozświetlających okolicę.
Wzdrygnął się gwałtownie, kiedy dementorzy przemknęli nad polaną, zmierzając ku łatwym ofiarom. Patronusy pognały tuż za nimi. Harry poczuł przepływ magii nad głową, wdzięczny za srebrnego nowofundlanda, teriera i inne zwierzęta, odpędzające dementorów. Nie było mu cieplej na ciele, ale za co poczuł ciepło w duchu na myśl, że jego przyjaciele są gdzieś niedaleko i nic im nie jest, przynajmniej na razie. Nad nimi przepłynęło jeszcze więcej patronusów, walcząc w powietrzu z mrocznymi potworami.
Bliźniaki, Ginny i Blaise najwyraźniej zakasali rękawy, bo teraz patronusom pomagały też fajerwerki, oddzielające grupę dementorów od walki z Voldemortem.
Harry oderwał wzrok od chaosu.
— Masz tę truciznę? — odezwał się.
Draco uniósł fiolkę do góry. Cały czas pod peleryną, Harry wyjął z łba Nagini miecz Gryffindora, który wydał przy tym głośne plaśnięcie. Wyczyścił go i wsadził za pas, a Draco odkorkował buteleczkę z trucizną, którą uwarzyła Hermiona.
Draco zakrztusił się, a oczy ich obu od razu zaszły łzami.
— Pospiesz się — nakazał Harry.
Gdy Draco wylał zawartość fiolki na głowę Nagini, od razu się odsunęli, upewniając się, że peleryna nie dotknie żrącej trucizny. Harry przez kilka sekund obserwował z uwagą węża. Nie wydawało się to konieczne, bo jedynie głowa zaczęła się rozpuszczać, ale robił to dla pewności. Nawet teraz nie był przekonany, czy trucizna okaże się skuteczna, bo nie widział efektów jej działania.
Przestraszył się, kiedy Salz nagle pojawił się na jego nadgarstku. Lissy, która umościła się wokół jego szyi, już się spodziewał.
— Dobra robota — wysyczał.
— Musimy się pospieszyć — wyszeptał Draco. — Kurwa!
Harry uniósł wzrok. Kilku śmierciożerców złamało bariery bliźniaków i włączyli Narcyzę oraz Lucjusza do bitwy. Remus, Kingsley i kilku innych podążyło za nimi. Dziwne było zobaczyć tam Ślizgonów i wiedzieć, że tak naprawdę walczą aurorzy. Bill dołączył do Remusa, by pojedynkować się z Greybackiem. Nagle zza Harry’ego i Draco wystrzeliły trzy czerwone błyski. Dwa z nich chybiły się, ale trzeci trafił nieznanego im śmierciożercę, który padł jak długi na ziemię.
Severus nadal zajmował się Voldemortem, ale powoli tracił siły.
— Daj mi plecak — polecił szorstko Harry. Musiał to zakończyć. Teraz.
Draco zdjął plecak i rzucił go. Harry wciąż nie do końca rozumiał znaczenie poszczególnych przedmiotów, które się w nim znajdowały, ale nie miał zamiaru poddawać w wątpliwość ich wyboru, i to w samym środku bitwy.
— Musimy wejść pomiędzy nich — powiedział Draco.
Harry pokiwał głową. Wciąż nie czuł się najlepiej, więc pozwolił, żeby Draco poprowadził go w stronę potyczki między Voldemortem i jego pozornie najwierniejszym sługą. Po drodze jego uwagę przykuwały inne toczące się pojedynki.
— Narcyzo!
Harry krzyknął, żeby ją ostrzec, ale nie wziął pod uwagę, że Narcyza może go nie usłyszeć. Ujrzał fioletowy promień wycelowany w jej plecy, lecz stał o wiele za daleko, by ruszyć z pomocą. Drgnął z zaskoczenia, kiedy Narcyza została przez kogoś osłonięta. Zerknął w bok i dostrzegł Neville’a, który rzucał już kolejne zaklęcie, aby ją ochronić, a potem Rona i Hermionę przystępujących do ataku. Boże, jego przyjaciele znaleźli się w samym sercu bitwy.
— Longbottom właśnie uratował moją matkę — wydusił z siebie Draco.
Harry przytaknął, patrząc ze zdziwieniem na tę scenę.
— Neville ochroniłby każdą matkę — wymamrotał.
Draco gwałtownie potrząsnął głową, a kosmyki jego włosów połaskotały twarz Harry’ego.
— Chodź, tutaj nie pomożemy. Musisz dostać się do Czarnego Pana — powiedział, popychając Harry’ego do przodu.
Poruszali i wkrótce usłyszeli rozmowę między Voldemortem a Severusem:
— Zaprzestań tych głupawych działań — wysyczał Voldemorta. — Oboje wiemy, że nie jesteś wierny chłopcu.
— Jestem mu wierni od dnia, w którym się urodził — sarknął Snape, stawiając barierę przeciw potężnej klątwie, by zaraz rzucić w odpowiedzi kolejną. Najwyraźniej nie zdołał zablokować ich wszystkich, bo krwawił, a jego lewa ręka wisiała bezwładnie wzdłuż boku.
— Sądziłem, że jesteś świadom znaczenia potęgi — odpowiedział Voldemort lodowatym tonem.
Severus uśmiechnął się obłąkańczo.
— Jestem — zgodził się. — Niestety, nie ty jesteś najpotężniejszy.
— Gdzie jest chłopak?!
— Pojawi się — zapewnił go Snape, rzucając kolejną paskudną klątwę.
Zamknąwszy na chwilę oczy, gotów do walki Harry wyszedł spod peleryny-niewidki. Voldemort wypatrywał go i czekał na jego przybycie, bo potężna bariera ochronna natychmiast zamigotała wokół jego różdżki, oddzielając go od Harry’ego i innych.
Harry aż wybałuszył oczy. Nikt nie przypuszczał, że Voldemort będzie w stanie się od nich odizolować. Mieli plan i byli przygotowani. Wiedzieli, że zmierzą się z najpotężniejszym czarodziejem, jaki chodzi po ziemi, ale i to mieli na uwadze. Niestety nie przewidzieli wszystkiego aż tak dokładnie. Voldemort należał przecież do Ślizgonów.
Harry z przerażeniem przypomniał sobie o klatce feniksa, która uwięziła ich, kiedy Voldemort powrócił po raz pierwszy. Tyle że nie było tam pięknych ptasich pieśni, dodających mu siły. To nie powinno się wydarzyć. I dlatego miał ze sobą różdżkę Draco, żeby uniknąć tego typu sytuacji.
Wzdrygnął się z zaskoczenia, kiedy poczuł dłoń Draco na swoich plecach. Voldemort, wcale o tym nie wiedząc, i jego złapał do klatki.
— Tak, Potter. — Voldemort uśmiechnął się krzywo. — Przygotowałem się na spotkanie z tobą. Obróciłeś moich popleczników przeciwko mnie, ale żaden cię teraz nie uratuje.
Wyprowadzony z równowagi przez utratę kontroli nad sytuacją Harry szeroko otworzył oczy. Widział wściekłe ruchy innych i słyszał krzyki z oddali, ale dźwięki stłumione zostały przez barierę.
Już teraz chrapliwy oddech jeszcze przyspieszył, kiedy Harry zdał sobie sprawę, że nie będą w stanie tej bariery przełamać. I byli na tyle mądrzy, żeby nawet nie próbować. Ogarnęło go mdlące uczucie, że oto siedzi tutaj niczym przeklęty horkruks, ukryty w podziemnej pieczarze. On i Draco zostali uwięzieni i nikt im nie pomoże.
Voldemort zaśmiał się głośno i Harry znowu się na nim skoncentrował. Jednak chwila nieuwagi dużo go kosztowała.
Crucio! — krzyknął Voldemort.
Harry upadł i krzyknął, bo ból przesiąkł do każdej kości w jego ciele. Stracił poczucie czasu, miał wrażenie, że od chwili rzucenia klątwy minęły całe godziny, choć mogły upłynąć jedynie sekundy, nim Draco nie przerwał klątwy peleryną, rozciągając ją między Harry’ego i Voldemorta. Harry nabrał kilka niepewnych oddechów, słuchając i zarazem nienawidząc okrutnego, głośnego śmiechu.
Kiedy wstawał, jednocześnie podnosząc plecak, zaczął w nim narastać gniew. Przyjrzał się Voldemortowi, bawiącemu się różdżką własną i jego, to znaczy Draco, którą najwyraźniej przywołał, kiedy Harry zwijał się pod działaniem Cruciatusa.
— Po prostu nie możemy dopuścić do powtórki z przeszłości — stwierdził Voldemort leniwie, ale przyglądał się Harry’emu podejrzliwie, z pewnością starając się ocenić, czy klątwa w jakiś sposób go podłamała.
Harry miał świadomość, że Voldemort odnosi się do fenomenu dotyczącego połączenia między ich różdżkami, lecz istniała w tym pewna ironia, bo nie zdawał sobie sprawy, że Harry wziął ze sobą nie swoją różdżkę. Miał nadzieję, że Draco się pospieszy i odda mu jego własną. To sprawi, że Draco pozostanie bezbronny, chroniła go jednak peleryna, a Voldemort nie miał pojęcia, że w ogóle tutaj jest.
Czarny Pan patrzył na niego intensywnym wzrokiem, starając się wniknąć w jego umysł. Harry zmrużył oczy, bo blizna bolała go niemiłosiernie. Skupił się na utrzymywaniu barier. Im dłużej Voldemort się na niego patrzył, tym bardziej sfrustrowany się stawał, ponieważ nie mógł dostać się do środka. Harry stał się stosunkowo spokojny. Na tę konfrontację został przygotowany. Nigdy więcej czekania. Jego żyły pompowały teraz adrenalinę. Nawet bez różdżki nie zamierzał przegrać. Pokładał wiarę w to, że Draco znajdzie sposób na wyjście z impasu.
Nagle różdżka Draco wyleciała z dłoni Voldemorta, bo najwyraźniej rozluźnił na niej uścisk, koncentrując się na nieuzbrojonym Harrym, który automatycznie różdżkę złapał. Wiedział, że to pewnie Draco ją przywołał, i uśmiechnął się z triumfem.
— Posiadam moc, o której nie masz bladego pojęcia — oświadczył Harry głosem zachrypłym, ale za to naznaczonym zdecydowaniem.
— Miłość to żadna moc, Potter — wysyczał Voldemorta, bez wątpliwości coraz bardziej zdenerwowany.
Harry wiedział, że Voldemort znał znaczenie cytatu z przepowiedni i wiedział też, jak Dumbledore interpretował moc. Harry powstrzymywał go jakąś nieznaną siłą i Voldemort desperacko pragnął poznać, czym ona jest.
Cruc… — zaczął , ale tym razem Harry był przygotowany.
Skoncentrował się na magii… Interceptum… Zablokował klątwę, zanim Voldemort mógł ją w ogóle dokończyć. Nie zamierzał już pozwolić mu się torturować albo zabijać tych, których kochał.
— Zgoda. To zdecydowanie nie jest powtórka z przeszłości — Harry lodowato odpowiedział na poprzedni komentarz, wymierzając różdżką w Voldemorta. Nie spodziewał się, że sprawy rozegrają się w ten sposób, ale był wdzięczny, że pożyczył różdżkę Draco. — Żadnych bliźniaczych różdżek. Nie masz na celowniku niewinnego dziecka. Nikt nie da ci więcej czasu, by zebrać armię.
Oczy Voldemorta zwęziły się w cienkie szparki.
— Przygotowałeś się, co? — zapytał prześmiewczo.
Harry wykonał gest ramieniem, nie spuszczając przeciwnika z oczu.
— Rozejrzyj się dookoła, Tomie Riddle’u. Myślałeś, że ja i wszyscy, którzy są ze mną, stracimy siły z powodu śmierci Dumbledore’a. Twoi śmierciożercy nie byli przygotowani na obronę i teraz przegrywają z tymi, którzy zebrali się, by walczyć przeciwko nim. Miłość to moc — kontynuował. — Moc, którą wyśmiewałeś i gardziłeś, ale która sprowadziła ich tutaj. Popełniłeś błąd, nie zdając sobie sprawy, że nawet twój najbardziej zaufany poplecznik ma serce.
— Jak obróciłeś Severusa przeciwko mnie? — zażądał odpowiedzi Voldemorta. — A Lucjusza? Narcyzę?
Harry uśmiechnął się z triumfem.
— Szacunkiem, troską, miłością — odpowiedział. — Są o wiele potężniejsze niż strach.
— To śmieszne — syknął Voldemorta.
Harry ponownie wykonał gest ramieniem.
— Ale prawdziwe — odparł. Nie spuszczał oczu z Voldemorta, nawet kiedy wężogłowy potoczył swoim czerwonookim spojrzeniem po otoczeniu.
— Zdobędę więcej sprzymierzeńców, Potter — oświadczył Voldemort chłodno, znowu skupiając się na Harrym. — Nie będziesz w stanie mnie zabić.
Harry wykrzywił usta w uśmiechu, kiedy zobaczył, jak oczy Voldemorta przeskakują od miecza do ciała Nagini. Wiedział, czemu nie został zabity od razu. Czarny Pan musiał dowiedzieć się, jak wiele Harry wiedział o horkruksach, bo było oczywistym, że wiedział sporo.
Niestety Harry również potrzebował czegoś się dowiedzieć, zanim to zakończy.
— Tak, znam prawdę o Nagini — wycedził, potwierdzając podejrzenia przeciwnika.
— To niemożliwe — stwierdził niebezpiecznie Voldemort. Różdżkę miał wycelowaną w stronę Harry’ego, ale nie wypowiadał zaklęcia, przynajmniej jeszcze nie.
— Wiem, że zajęła moje miejsce, kiedy nie mogłeś mnie zabić — wyjaśnił Harry. — I wiem, że desperacko chciałeś miecza, którym ją uśmierciłem. — Obserwował, jak oczy Voldemorta rozszerzają się w prawdziwym przerażeniu.
Rzucając krótkie spojrzenie Salzowi, oplatającemu jego prawy nadgarstek, przeszedł na mowę węży i wysyczał:
— Nie massz żadnego pojęcia o mocy miłośści, bo rozsszczepiłeś sswoją duszę. Sstraciłeś cząsstkę ssiebie, kiedy zmieniłeś Nagini w horkrukssa. A ja ją teraz znisszczyłem.
Voldemort szybko otrząsnął się na tę wieść i zaśmiał głośno. Dźwięk ten podrażnił nerwy Harry’ego.
— Myślisz, że istniał tylko jeden? — zakpił.
Harry posłał mu złowrogi uśmieszek. Przechylił plecak dnem do góry, wyrzucając na ziemię jego zawartość.
— Twoje horkrukssy, Tomie Riddle’u — wysyczał. — Wszysstkie ssześć. Znisszczone. A teraz przysszedł czass, by zrobić to ssamo z ssiódmą częścią twojej dusszy.
— Nie! — wrzasnął z furią Voldemort.
Harry poczuł niewyobrażalną falę ulgi. Miał w sobie odrobinę wątpliwości, o których nie chciał myśleć, nie mówiąc o podzieleniu się nimi z kimkolwiek. Że Voldemort stworzył więcej horkruksów. Teraz mógł to zakończyć.
Wahał się ostatnie pół sekundy, a potem rzucił klątwę, której przeznaczony był, zanim się jeszcze narodził. Wysyczał zaklęcie uśmiercające w mowie węży, chcąc mieć pewność, że Voldemort naprawdę umrze.
Avada Kedavra!
Voldemort był szybszy. Wykrzyczał tę samą klątwę w tym samym języku, jednak nie potrzebował czasu na zastanowienie. Gdy tylko zielony promień wystrzelił z jego różdżki, Draco popchnął Harry’ego na ziemię i obaj zaplątali się w pelerynę-niewidkę.
Zaklęcie uśmiercające rzucone przez Voldemorta dotknęło krawędzi tkaniny, a chwilę później świat Harry’ego i Draco eksplodował krzykiem.

Cdn.
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez Nakurishi » 29 cze 2017, o 23:07

Ah, cholerka. Uwielbiam to opowiadanie i jestem mega ciekawa jak to się skończy. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)
Nakurishi Offline


 
Posty: 2
Dołączył(a): 20 lis 2016, o 16:42

Postprzez pindolino » 2 lip 2017, o 22:59

NIE MOŻNA KOŃCZYĆ W TAKICH MOMENTACH. :diablo:
Poza tym nareszcie moge oddychać. Ostatnie 5 mimut wstrzymywałam oddech.
Nareszcie ostateczne starcie, nie mogę w to uwierzyć. Genialny plan. Chociaż Voldemort też ich zaskoczył. Ciesze się, że nie wybiło to Harry'ego i że Draco z nim był. To mu na pewno dodawało siły.
Nie moge uwierzyć, że tak mało rozdziałów zostało do końca. Nie chce żeby się kończyło :(
Bardzo dziękuje za słowa wstępu. Mam nadzieje, że kolejny będzie trooszkę szybciej, żebym znowu nie musiała czytać 5 ostatnich codziennie. :lol2:
Pozdrawiam i życzę weny!
CZEKAM JUŻ NA KOLEJNY DKZNSKS
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez MargotX » 5 lip 2017, o 22:10

Na pewno mój komentarz będzie całkowicie denny, bo to nie najlepszy tydzień ostatnimi czasy. W weekend bawiłam się na weselu, a teraz dwa pogrzeby. Życie... Trudno mi nawet myśli pozbierać, ale chcę dać znać, że zmobilizowałam się dziś, przeczytałam rozdział i bardzo doceniam kolejny kawał ciężkiej pracy translatorskiej.

Autorka dość mocno uwypukliła reakcję Harry'ego na dementorów i jest to coś, co mnie samą zawsze zastanawia i nieco drażni - przyznaję bez bicia. Dziwne nieco wydaje się, że jedynie Potter tak silnie i takim porażeniem, niemocą i przerażeniem na nich reaguje. W końcu Harry nie jest jedyną osobą, którą spotkało jakieś nieszczęście. W podobnie trudnej sytuacji jest choćby Neville, który też stracił rodziców - żyją co prawda, ale jedynie wegetując, to chyba jeszcze gorsza sytuacja. Nigdzie natomiast nie spotkałam się z wzmianką o jakiejś szczególnie wrażliwej na dementorów reakcji Neville'a. Rozwodzę się tak nad tym, bo w tym rozdziale, mimo patronusów itp. reakcja Harry'ego omal nie zrujnowała wszystkich planów. Dobrze, że był tam Draco i że Harry sam w końcu wziął się w garść, ale Voldemort pewnie nawet do końca nie wiedział, jak potężną bronią przeciw swojej nemezis dysponował. Gdyby był tego całkowicie świadomy, kto wie, jak by cała scena się rozegrała. Końcówka powalająca oczywiście - teraz nic tylko gryźć palce w nadziei, że ta avada została jednak złagodzona przez pelerynę.

Przepraszam. Bredzę coś o tych dementorach, bo nie potrafię się skupić. Dziękuję jedynie bardzo bardzo serdecznie za kolejny przetłumaczony rozdział i pozdrawiam ciepło.
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Yafumi » 5 lip 2017, o 22:15

O MÓJ BORZE!!!
No po prostu skręca mnie w środku z ciekawości co dalej. Co teraz? Czy przeżyją? Czy peleryna wytrzyma? O boże ja chce żeby było pięknie jak w bajce gdzie mamy księcia i księcia i ich małą córeczkę. Swoją drogą trochę mi brak Wiktorii chociaż wiem że na wojnie nie ma miejsca na słodkie niemowlaczki. :)
Obie tłumaczki wykonujecie kawał cudownej roboty. Nic tylko dać wam medal. I kwiaty. Dużo kwiatów. :*
Niecierpliwie czekam na każdy kolejny rozdział, przytupując jak szczeniaczek :P I za każdym razem jak widzę nową część krzyczę z radości, wykonuje dziki taniec szczęścia i zaczynam czytać. XD
Yafumi Offline


 
Posty: 3
Dołączył(a): 20 lip 2012, o 11:09

Postprzez Kaczalka » 19 lip 2017, o 20:25

Rozdział pięćdziesiąty drugi

Harry’ego obudziły ciche głosy, nie potrafił jednak odróżnić poszczególnych słów. Skrzywił się z bólu i otworzył oczy.
— Och, Harry! Dzięki Merlinowi! — krzyknął z ulgą Remus.
— Co się stało? — zapytał Harry, ale odpowiedziała mu cisza. Otworzył szerzej oczy. — Remusie?
Lupin skierował wzrok na czoło Harry’ego i delikatnie odgarnął z niego włosy. Harry ponownie się skrzywił. Nawet tak łagodny dotyk wysłał falę bólu wprost do jego mózgu.
— Wypij to — rozkazała pani Pomfrey, wchodząc w jego ograniczone pole widzenia.
Harry absolutnie nie zamierzał protestować.
— Zamknij oczy i poczekaj kilka minut, aż eliksir zacznie działać.
Chciał kiwnąć głową, ale uznał, że to zły pomysł.
— Tak, proszę pani — mruknął w zamian.
Leżał w milczeniu, zastanawiając się nad ciszą panującą w pokoju. Próbował sobie przypomnieć, co się wydarzyło i czemu został ranny, i dlaczego ponownie znalazł się w łóżku. Kiedy powróciły wspomnienia, gwałtownie poderwał się do góry.
Czyjeś ręce złapały go za głowę, gdy rozbłysnął ból, grożący rozsadzeniem czaszki.
— Panie Potter, musi pan się położyć i odpocząć — powtórzyła z uporem pani Pomfrey.
Harry zamrugał, próbując wyostrzyć obraz szkolnej pielęgniarki.
— Pani Pomfrey? — zapytał w końcu z niedowierzaniem, wreszcie zdając sobie sprawę, że jest w hogwarckim skrzydle szpitalnym, a nie w swoim domu na Grimmauld Place.
— Młody człowieku, leż spokojnie — rozkazała.
Marszcząc czoło z bólu, który wciąż przewiercał mu mózg, Harry z wysiłkiem odwrócił wzrok w stronę Remusa.
— Jesteś cały? — zapytał. — Gdzie Draco? Gdzie Severus? Co się stało z Voldemortem?
Remus obdarzył go lekkim, zmartwionym uśmiechem.
— Czuję się dobrze. To ty potrzebujesz opieki pani Pomfrey. Zrobiłeś to, Harry. Voldemort zniknął na dobre.
Zdezorientowany Harry uzmysłowił sobie, że musiał wypić eliksir bezsennego snu, bo ledwie utrzymywał otwarte oczy.
— Gdzie Draco i Severus? — powtórzył rozpaczliwie. — Gdzie wszyscy pozostali?
— Nic im nie jest — zapewnił Remus, choć wciąż miał zmartwiony wyraz twarzy, co napełniło Harry’ego wątpliwościami. — Kiedy zabiłeś Voldemorta, zerwałeś połączenie, które miał ze swoimi zwolennikami i tobą, dlatego ty i Draco straciliście przytomność — kontynuował Remus.
Harry ledwie już składał myśli, a widok przed jego oczami się rozmywał.
— Ale Draco jest cały?
— Tak, już z nim dobrze — zapewnił Remus. — Wiele osób odniosło obrażenia, ale nikt nie zginął. Jesteś jedyną osobą, która wciąż do siebie nie doszła.
— To dobrze — mruknął Harry, już spokojny, że nikomu nic się nie stało.
Eliksir wreszcie przyniósł ulgę, więc zapadł w sen, zanim zdołał zadać kolejne pytanie.

***

Obudził go tępy ból głowy, tak intensywny, że z gardła wyrwał mu się jęk.
— Harry?
— Nie krzycz — wychrypiał przez zaciśnięte gardło.
Wokół rozległy się szepty, które gwałtownie podrażniły jego nerwy, potem stukot obcasów o posadzkę i moment później ktoś przyciskał mu do ust fiolkę. Przełknął automatycznie pierwszy łyk, zakaszlał, po czym spróbował wypić resztę, co nie było łatwe w pozycji leżącej.
Cisza.
Ból powoli ustępował, więc ostrożnie otworzył oczy. Pani Pomfrey, Ron i Hermiona odetchnęli z ulgą.
— Och, Harry, cieszę się, że wszystko z tobą w porządku — odezwała się Hermiona. Kołysała się na stopach, jak gdyby siłą powstrzymując się od rzucenia mu się w ramiona.
Harry doceniał jej wysiłki, bo czuł się na to zbyt słaby, choć bardzo cieszył go widok przyjaciół.
— Wszystko dobrze? — zapytał cicho, na co Hermiona uśmiechnęła się i przytaknęła. — Gdzie Draco?
Wyraz ulgi i radości, jaki pojawił się na ich twarzach, kiedy zobaczyli, że się obudził, zastąpiło zmartwienie.
— Usiądź, Potter — poleciła pani Pomfrey. Dała trójce Gryfonów chwilę na rozmowę, ale dłużej nie zamierzała czekać. — Możesz napić się odrobiny wody, żeby zwilżyć gardło.
W głowie Harry’ego rozległ się alarm. Usiadł poirytowany.
— Gdzie Draco? — powtórzył.
Hermiona ścisnęła w dłoniach puchar z wodą, podczas gdy pani Pomfrey zajęła się wykonywaniem rutynowych czynności diagnostycznych. Obie zignorowały jego pytanie.
Gdy usiadł, lekko zakręciło mu się w głowie. Napił się zimnej wody, dobrze wiedząc, że niczego się nie dowie, dopóki Pomfrey nie skończy. Jego mózg pracował opornie, kiedy próbował się domyślić, gdzie podziewa się Draco. Mgliście przypomniał sobie wcześniejszą pobudkę i widok Remusa. Cofnął się pamięcią do bitwy.
— Gdzie jest Draco? — spytał, teraz już zdecydowanym tonem.
Ostatnią rzeczą, jaką pamiętał z walki, był rozbrzmiewający w jego uszach krzyk Draco, będący tłem do pozostałych, rozdzierających świadomość wydarzeń tamtej chwili. Remus mówił, że nic się nikomu nie stało, ale gdzie byli? I czy Remus aby nie kłamał?
Ron i Hermiona spojrzeli na panią Pomfrey, która westchnęła z rezygnacją.
— Głowa wciąż będzie go bolała z powodu rozdzielenia i nic na to nie mogę poradzić — powiedziała pielęgniarka. — Jednak podróżna radę poróżować. Pójdę poinformować pozostałych, że się obudził — dodała i zniknęła w swoim gabinecie.
— Rozdzielenie? — odezwał się Harry niepewnie. — Nieważne — dodał zaraz lekceważąco. — Gdzie jest Draco? Jaką podróż? Gdzie on jest?
— Uspokój się i daj nam piętnaście minut, to wszystko ci wyjaśnimy — powiedziała Hermiona.
— Przesłuchują go w ministerstwie, podobnie jak resztę — wyrwało się Ronowi.
— Co?! — wykrzyknął Harry, momentalnie tego żałując. Złapał się za głowę obiema rękami w nadziei, że w ten sposób powstrzyma jej eksplozję. Z zamkniętymi oczami bardziej usłyszał, niż zobaczył, jak Hermiona uderza Rona.
— Przecież on chciałby wiedzieć — bronił się Ron cicho. — Wiesz o tym.
— Ale nie musiałeś tego mówić w taki sposób — wysyczała Hermiona.
Harry postanowił, że gdy tylko będzie pewien, że ich zrani to bardziej niż jego, przyłoży porządnie obojgu swoim najlepszym przyjaciołom.
— Hermiono, zamknij się — warknął. — Ron, wyjaśnij.
Wiedział, że od Rona uzyska informacje szybciej, wiedział też, że zachowuje się jak dupek, ale czuł się paskudnie i musiał wreszcie poznać prawdę.
— Zabiłeś Sam-Wiesz-Kogo — odparł szybko Ron. — Gdy umarł, magiczne więzi zostały przerwane i wszyscy śmierciożercy stracili przytomność, ty też. Trwało to cały dzień, czasem dłużej, jak w przypadku Snape’a, a potem zostali aresztowani. Ty byłeś nieprzytomny przez cztery dni, ponieważ miałeś z Sam-Wiesz-Kim najsilniejszą więź. Przynajmniej Hermiona tak uważa. — Ron wziął głęboki oddech. — Shacklebolt musiał aresztować Malfoyów i Snape’a, ale osobiście nadzoruje ich w celach. Są gotowi do procesu, czekają tylko, aż odzyskasz siły. Shacklebolt mówił, że to tylko formalność, ale proces powinien się odbyć, zanim zostaną zwolnieni. A do tego potrzebne są twoje zeznania.
Harry natychmiast wysłał Draco wiadomość przez bransoletkę, wdzięczny, że wciąż ma ją na nadgarstku.
Draco, wszystko w porządku?
Harry! Obudziłeś się!
Tak. Dobrze się czujesz?
Oczywiście, skarbie. To ty zostałeś ranny.
A Severus? Lucjusz? Narcyza?
Dobrze. Dobrze. Dobrze.
Niedługo do was przyjdę.
A co z tobą?
Boli mnie głowa. Poza tym nic mi nie jest.
Zostań. Odpoczywaj.
Nie. Tęsknię za tobą.
Mnie też cię brakowało.
Przyjdę niedługo.

Po tym, jak Harry powtórzył zapewnienie, Draco przez dłuższą chwilę nie odpisywał.
Bądź ostrożny.
Harry zmarszczył brwi, zastanawiając się, o co chodzi. Odsunął kołdrę.
— Nie możesz — syknęła cicho Hermiona.
— Mam to gdzieś — odwarknął Harry.
— Jej chodzi o to, że cały świat oszalał — wyjaśnił Ron pospiesznie. — Dopadną cię, nim ujdziesz dziesięć kroków.
Harry znieruchomiał, mrużąc oczy w zamyśleniu.
— Mamy na to radę — odezwał się Fred radośnie, wyłaniając się spod peleryny-niewidki.
George natychmiast pojawił się obok niego.
— Wszędzie jej szukałem — mruknął Ron, zerkając na braci.
— Ty miałeś inną — odparł George beztrosko.
— Lupin ją zabrał — powiedział Ron.
George wzruszył ramionami.
— Chronimy tylko własność Harry’ego — wyjaśnił. — Na wypadek, gdyby potrzebował pomocy przy ucieczce ze skrzydła szpitalnego.
— Jak długo tu jesteście? — zapytała Hermiona ze zmarszczonym czołem.
— Wystarczająco — odpowiedział Fred.
Harry postanowił ich zignorować i wstał, mrugając ze złości, gdy ściany pomieszczenia przechyliły się niebezpiecznie. Fred niespodziewanie oparł rękę na jego ramieniu, zmuszając go, by usiadł z powrotem.
— Może my cię ubierzemy? — zaproponował swobodnie George.
— Mamy w tym doświadczenie — dodał bezczelnie Fred.
Harry czuł się zbyt słaby, żeby protestować. Obrzucił ich tylko słabym, drwiącym spojrzeniem i pozwolił, by zdjęli mu szpitalną piżamę. Hermiona pisnęła i odwróciła się, gdy George bez wahania ściągnął mu spodnie. Ron cofnął się o krok i przypatrywał ostrożnie braciom.
— Co się ze mną dzieję, że się na to zgadzam? — zapytał Harry, myśląc, że zbyt wiele wysiłku kosztowałoby go okazanie zakłopotania.
Przywykł już, że ostatnio Draco dosyć często pomagał mu przy przebieraniu, więc mógł mieć gdzieś to, że George zakłada mu czyste bokserki i spodnie. Czuł się oszołomiony, słaby i zbyt nieskoordynowany, aby zrobić to samemu. Uważał, że to niedobry znak.
— Impreza! — wykrzyknął nagle Ron. — Właśnie tam cię ubierali!
Harry skrzywił się boleśnie.
— Czy możemy o tym nie wspominać? — zapytał grzecznie Fred, pomagając Harry’emu z koszulą.
— Przepraszam — mruknął Ron.
— Hermiono? — jęknął Harry błagalnie. Teraz zniósłby nawet drugą odpowiedź, byleby tylko wszystko nabrało sensu.
Przyjaciółka obróciła się w jego stronę, uparcie trzymając wzrok powyżej pasa, tak jakby wciąż był nagi.
— Twoja blizna. Ona znikła — powiedziała.
Dotknął ręką czoła. Zrobił to tak gwałtownie, że Fred, który właśnie zapinał mankiet jego koszuli, został z guzikiem w dłoni. Hermiona wyczarowała małe lustro i przytrzymała je na wprost jego twarzy. Harry, przytrzymując prawą rękę lewą, delikatnie przejechał palcami po gładkiej skórze czoła.
— To była blizna magiczna, nie naturalna — wyjaśniła Hermiona. — McGonagall mówiła mi, że poprosiła Dumbledore’a, żeby ją usunął, gdy jeszcze byłeś dzieckiem, ale uznał, że może okazać się użyteczna. I miał rację. Była dla ciebie bolesna, ale przydatna.
— Ty uważałaś, że zniknie, jeśli Voldemort umrze — powiedział Harry z roztargnieniem, wciąż wpatrzony w swoje odbicie. — Ja jednak… Nie wierzyłem, że tak się stanie. — Oderwał oczy od lustra i spojrzał na przyjaciółkę. — Voldemorta naprawdę nie ma — dodał w nagłym olśnieniu.
Hermiona przytaknęła i ciężko przełknęła ślinę.
— Tak, Harry — zgodziła się nieco nieswoim głosem. — Zrobiłeś to. On odszedł, ale zerwanie połączenia okazało się ekstremalnym wstrząsem dla twojego ciała. — Wyciągnęła rękę, zabrała guzik z dłoni Freda i zaklęciem na powrót przymocowała go do mankietu koszuli. — Pamiętasz nasz czwarty rok? — zapytała.
Harry popatrzył na nią beznamiętnie. Z narastającym zrozumieniem słuchał, jak tłumaczyła, że Mroczne Znaki na przedramionach Snape’a i Karkaroffa stawały się wyraźniejsze, gdy Voldemort zaczął odzyskiwać siły.
— Tak więc, po pierwszym upadku Voldemorta zniknęły, ale technicznie rzecz biorąc, wciąż je mieli. Były po prostu… nieaktywne.
— A teraz połączenie zostało całkowicie przerwane — dopowiedział Harry.
— Tak — potwierdziła Hermiona z ulgą, że ją zrozumiał. — Harry, zrobiłeś to. Voldemort nie przeżył. Zapytałam, a Snape przyznał, że poprzednim razem Mroczny Znak bladł powoli, stawał się coraz jaśniejszy. A teraz znikł całkowicie w momencie śmierci Voldemorta. — Potarła dłonią twarz. — Harry, nikt nie ma pojęcia, czemu przez ostatnie kilka dni byłeś nieprzytomny. Śmierciożercy doszli do siebie znacznie szybciej. Podejrzewali, że ma to związek z twoją więzią z Voldemortem, ale nie zdawali sobie sprawy, jaka jest silna — dodała tonem sugerującym pytanie.
Harry powoli potrząsnął głową.
— Oczywiście wiedzieli o połączeniu, ale nie powiedziałem im, jak powstało — przyznał i cała trójka ostro spojrzała na Freda i George’a.
Bliźniaki bez słowa udały, że zamykają usta na kłódki.
— Harry… — odezwała się Hermiona z wahaniem, najwyraźniej zdecydowana zignorować braci Rona.
— Mów — nakazał Harry, coraz bardziej zniecierpliwiony. Było jasne, że przyjaciółka coś ukrywa.
Hermiona na moment przymknęła oczy, po czym zdecydowanym ruchem sięgnęła po plecak leżący na podłodze.
— Masz, ja tego nie dotknę — oświadczyła i podała plecak Harry’emu.
— Co to jest? — spytał ostrożnie.
— Jeden z twoich węży — odparła Hermiona z drżeniem.
Harry uniósł brew ze zdziwienia, ale sięgnął do plecaka i uśmiechnął się na widok Lissy.
— Czy Salz jest bezpieczny? — zapytał.
Ron obrzucił braci oburzonym spojrzeniem.
— Tak, ci dwaj uratowali twoje cholerne węże.
— Pani Pomfrey wcale nie była zadowolona z pomysłu, żeby pozwolić ci na kontakt z wężami.
Harry uśmiechnął się, na co bliźniaki wyszczerzyły się do niego promiennie.
— Czyli z Lissą wszystko dobrze? — zniecierpliwiła się Hermiona.
— Och, oczywiście — odparł Harry, zastanawiając się, czemu przyjaciółka zachowuje się tak dziwnie.
— Może jej zapytaj? — zasugerowała.
Harry zerknął na Rona pytająco, mając nadzieję, że on wie coś więcej.
— Po prostu pogadaj z tym diabelskim wężem — poradził Ron.
Lissa wyglądała dobrze, ale Harry i tak postanowił to sprawdzić.
Dobrze cię traktowali, kiedy mnie nie było? — wysyczał.
Tak, panie. Chociaszz nie bawiłam sssię z dzieckiem.
Uśmiechając się, Harry potrząsnął głową.
Nie tęssskniłaś za mną, tylko za Wiktorią.
— Lubię sssię z nią bawić, a tylko ty na to pozwalasz
— odsyknęła Lissa.
Cóż, ciessszę się, że wszyssstko z tobą w porządku. Wkrótce zobaczymy Wiktorię, ja też za nią tęsssknię.
Odwrócił wzrok na Hermionę i zdziwił się, widząc na jej twarzy ulgę. Ponownie spojrzała na bliźniaków, ponownie ich zignorowała i skupiła na Harrym.
— Nie byłam pewna, czy wciąż będziesz mógł posługiwać się wężomową — wyjaśniła wreszcie.
— Och — mruknął zaskoczony Harry. Coś takiego nigdy nie przyszłoby mu na myśl. — Chyba szczęście mi dopisało i nadal mogę to robić.
— Szczęście jest chyba zbyt mocnym słowem — skomentowała Hermiona, wpatrując się w Lissę, która teraz owinęła się Harry’emu wokół szyi. Pospiesznie potrząsnęła głową, odganiając ten obraz. — Martwiłam się, kiedy nie obudziłeś się jak pozostali. Malfoy odzyskał przytomność dobę po bitwie. Snape po dwóch, ale też czuje się już dobrze. Ty obudziłeś się po trzech, jednak Remus powiedział, że bardzo cierpiałeś. — Spojrzała na niego poważnie — I nadal cierpisz — przyznała.
— Ale głowa nie grozi mi już eksplozją — mruknął Harry.
Ron prychnął.
— Ekscytujące określenie twojego stanu zdrowia — skomentował.
— Nic lepszego nie mogę zaoferować — odparł Harry, wzruszając ramionami. — Cokolwiek dała mi Pomfrey, przynajmniej trochę pomogło. — Przypomniał sobie diagnozę pielęgniarki. — Czyli chodzi o rozdzielenie. To znaczy, że… co? Doskwiera mi brak tej więzi?
— Tak — potwierdziła Hermiona. — Nie można dla ciebie zrobić nic więcej, bo to wyjątkowa sytuacja.
— Wielka mi nowina — burknął Harry.
Przyjaciółka zignorowała go i kontynuowała wyjaśnienia.
— Voldemort był częścią ciebie od piętnastego miesiąca życia — powiedziała łagodnie. — Ty wiesz o tym od niedawna, ale więź istniała. Nie nosiłeś w sobie kawałka jego duszy… — wyraźnie zadrżała — jednak dzieliłeś część jego magii.
— Ale wciąż ją mam. Przecież używam wężomowy.
Hermiona przytaknęła.
— Racja, ale ja wcześniej nie miałam o tym pojęcia. Kiedy Voldemort umarł, istniała możliwość, że umarła też cała jego magia.
Harry popatrzył na nią z niepokojem.
— On nie wróci, prawda?
— Nie! Nie, nie wróci — potwierdziła Hermiona pospiesznie. — Twoja blizna znikła, a to znaczy, że go nie ma. I już nigdy nie będzie.
— Jesteś pewna?
— Jestem — potwierdziła. — Mówimy o magii, nie o duszy.
— No dobrze — powiedział Harry, próbując uspokoić galopujące tętno. — Więc co to wszystko oznacza? — Zmęczyło go już wałkowanie w kółko tego samego tematu.
— Uważam… Uważam, że to oznacza, że wydobrzejesz — odparła Hermiona, oddychając z drżeniem. — W ciągu kilku dni powinieneś całkowicie wyzdrowieć i nie stracić własnej magii. Myślę, że powrót do równowagi potrwa dłużej, gdyż twoje ciało, umysł i magia muszą dostosować się do nagłego braku cząstki Voldemorta. Byłeś z nim związany mocniej niż ktokolwiek inny. Śmierciożercy nosili jedynie jego znak na przedramieniu, ale ty… No cóż, mogę przypuszczać, że nosiłeś jego znak w głowie.
— I w końcu się go pozbyłem — dodał Harry, analizując kłębiące się w nim myśli i pocierając gładkie czoło.
— Tak — potwierdziła Hermiona z lekkim uśmiechem.
Skierował spojrzenie w dół na George’a, który właśnie wiązał mu trampki.
— W zachowaniu was trzech jest coś niepokojącego — zauważył Ron lekkim tonem.
— To wpływ Draco — odpowiedział Harry bez namysłu. Rozpaczliwie pragnął bliskości Draco i nie chciał, żeby siedział w celi ministerstwa. Raczej nie sądził, by wprawiało go to w miły nastrój i napawało chęcią do przytulania, a taka opcja najbardziej by Harry’emu odpowiadała.
— Pani Pomfrey nie wróciła — zauważył, spoglądając na drzwi do gabinetu pielęgniarki.
— Celowo udaje, że nic nie widzi — wyjaśniła Hermiona. — Jak wszyscy z nas dobrze wie, że zabiorę cię do ministerstwa, chociaż wciąż powinieneś odpoczywać.
Harry zamrugał z zaskoczenia.
— No tak — mruknął.
— Wrzeszcząca Chata będzie najlepszym wyjściem — zaproponował Ron, a reszta mu przytaknęła.
— Eee?.. — stęknął bezmyślnie Harry.
Hermiona nerwowo zagryzła wargę.
— Reporterzy i mnóstwo innych ludzi chciałoby z tobą porozmawiać. Czekają przy bramach i obozują na całym terenie aż do Hogsmeade. Tunel do Wrzeszczącej Chaty to najlepsza droga, nawet z peleryną-niewidką.
— No… dobra — zgodził się Harry, decydując, że nie ma ochoty dowiedzieć się niczego więcej.
Ponownie spróbował wstać i tym razem udało mu się utrzymać na prostych nogach bez większych zawrotów głowy.
— Chodźmy więc — powiedział.

***

Po przybyciu do ministerstwa Harry’ego zaskoczyło, jak wiele osób się tu kręci. Jeszcze bardziej zaskoczył go widok Tonks w atrium. Kogo właściwie pani Pomfrey poinformowała, że się obudził? Poszedł za Tonks długimi korytarzami, wraz z Hermioną, Ronem i bliźniakami, wszyscy ukryci pod peleryną-niewidką. Szybko zrozumiał, że nie ma tyle sił, ile wydawało mu się, że ma po przebudzeniu, i wkrótce przyjaciele musieli go podtrzymywać. Pot spływał mu po czole, a w głowie miał kompletny mętlik.
Wielkie drzwi otwarły się przed nimi, przeszli więc przez nie i zaraz potem Harry zamrugał z oszołomienia i ulgi. Zobaczył Draco, Severusa, Narcyzę i Lucjusza. Już chciał się wyrwać spod peleryny i do nich podbiec, ale Fred i George mu na to nie pozwolili.
— Harry! — krzyknął Draco.
Hary zmrużył oczy z wściekłości.
— Jeszcze raz mnie powstrzymacie i wychodzę — warknął.
Bliźniaki wreszcie go puściły i moment później znalazł się w ramionach Draco.
— Och, na Merlina, Harry, wyglądasz strasznie — wymruczał Draco. — Ale cudownie cię widzieć.
— Po co go tutaj przyprowadziliście? — zapytał cicho Severus. — Bo to jasne, że sam by sobie nie poradził.
— A ty spróbowałbyś go powstrzymać? — odparł spokojnie Fred.
— Albo raczej jakoś mu pomóc? — dodał George.
Z twarzą wtuloną w szyję Draco Harry i tak usłyszał, jak Severus mamrocze coś pod nosem, po czym odzywa się głośniej:
— Draco, połóż go na łóżku.
— Dlaczego Pomfrey nafaszerowała go eliksirami? — zapytał Draco.
Ron głośno parsknął.
— Żeby po bitwie być narażonym na jego wściekłość? Wszyscy wiedzieli, że się wkurzy, że tu jesteś. Właśnie zabił pieprzonego Czarnego Pana, i nie sądzę, by pani Pomfrey zamierzała ryzykować i poić go Eliksirem Bezsennego Snu, kiedy był nieprzytomny, i to więcej niż raz.
— Harry, pisałeś, że nic ci nie jest — zbeształ go delikatnie Draco. Pociągnął go na łóżko, wciąż nie wypuszczając z objęć.
Harry uśmiechnął się, wtulając się w niego mocniej.
— Mmm, czuję się dobrze. Teraz trochę odpocznę, a potem cię stąd zabierzemy.
— Granger — warknął Severus. — Kiedy się obudził?
— Niezbyt dawno, profesorze — przyznała Hermiona. — Harry… Cóż, koniecznie chciał wiedzieć, gdzie podziewa się Malfoy. Jest rozkojarzony, Fred i George musieli go nawet ubrać, ale pani Pomfrey powiedziała, że wszystko z nim w porządku, musi tylko porządnie odpocząć i przyzwyczaić się, że nie jest już związany z Voldemortem. Jak sam pan zauważył, głowa wciąż mocno go boli, tu są leki, które musi zażywać.
Harry, nadal wtulony w Draco, niemal ponownie zasnął, ale usłyszał stukot potrząsanych fiolek.
— O nic nie pytał? — drążył Severus, a Harry oczami wyobraźni widział, jak marszczy brwi ze zdziwienia.
— Profesor Lupin mówił, że wcześniej go poinformował, że nikomu nic się nie stało — odparła Hermiona. — Wytłumaczyłam mu, czemu jest taki chory, jednak nie obchodziło go nic poza spotkaniem z Malfoyem — dodała z drżeniem w głosie.
— Merlinie, ale z ciebie głupek — mruknął Draco, ściskając Harry’ego jeszcze mocniej.
— No cóż, skoro pilnuje go wasza czwórka, nie zdoła zrobić nic poza odpoczywaniem — skwitowała radośnie Tonks. — Wołajcie, jeśli będziecie mnie potrzebować.

***

Harry siedział na krawędzi łóżka z łokciami opartymi o kolana, energicznie pocierając skronie. Był tak zmęczony ciągłym bólem głowy. Draco próbował pomóc, masując mu ramiona.
Obudzili się niedawno, zdążył tylko skorzystać z toalety i zażyć eliksiry, a teraz milczeli.
— Gdzie Lucjusz i Narcyza? — zapytał w końcu Harry. — Myślałem, że też są tu zamknięci.
— Przyszli tylko z wizytą — odparł Severus. — Trzymają ich w następnej celi.
Harry kiwnął głową, nie zważając na to, że ruch wyśle przez jego mózg kolejne fale bólu.
— To miejsce przypomina mi pokój u Dursleyów — powiedział.
Draco parsknął cicho.
— Jest o wiele lepszy — wymamrotał.
— Z wyjątkiem tego, że nie możesz z niego wyjść — zauważył Harry.
Na moment Draco znieruchomiał, ale nic nie powiedział i po chwili znów zaczął go masować.
— Jak się czujesz, Harry? — zapytał cicho Remus.
Harry zerknął najpierw na niego, potem na Severusa, siedzących obok siebie na stojącym naprzeciw, opartym o ścianę łóżku. Nie chciał odsuwać się od Draco, więc tylko wzruszył ramionami. Przynajmniej uszkodzony bark przestał mu dokuczać.
— Ledwie żyję, choć przez ostatnie dni nie robiłem nic, tylko spałem — przyznał szczerze. — Cholernie męczy mnie też ciągły ból głowy. Wiem, że prawdopodobnie powinienem zapytać o milion rzeczy, ale boję się pytać o cokolwiek. Nie jestem nawet w stanie sformułować pytań. — Pokręcił głową ze znużeniem. — Mam problem, mimo że święcie wierzę, że to już koniec. A wszystko dlatego, że to jeszcze nie koniec. Jestem sfrustrowany, bo siedzimy w tej pieprzonej celi, a powinniśmy świętować z resztą czarodziejskiego świata. Nie żebym tak naprawdę lubił świętować — przyznał. — Po prostu chcę normalnie… No dobrze, nie normalnie, bo nic nie jest dla mnie normalne. Ale chociaż spokoju. Spokój byłby cudowny. I ciszy. Chcę wrócić do domu.
— Przecież możesz iść do domu — zauważył Severus.
— Wcale nie. Ty i Draco wciąż tu tkwicie.
Draco objął go i przyciągnął do siebie, tak że Harry położył głowę na jego piersi.
— Jeśli kiedykolwiek będę posądzał cię o samolubstwo, możesz mnie ukarać, jak ci się spodoba — mruknął mu do ucha.
Harry zadrżał.
— Ale ja jestem samolubny — powiedział. — Do cholery, chcę, żebyś wrócił ze mną. Po tym wszystkim, co wydarzyło się tego lata, nie powinieneś siedzieć w pieprzonym ministerstwie! Jak ja nie znoszę tego miejsca.
— Kingsley nie miał wyboru — wyjaśnił Severus. — Mimo że to farsa, aresztowanie było konieczne. Mamy dużo więcej swobody niż inni więźniowie — dodał, patrząc na nich srogo. — Z pewnością nie odwiedzają ich goście.
Harry tylko ponownie wzruszył ramionami.
— Musieliśmy dać się tu zamknąć i przynajmniej udawać, że przestrzegamy prawa — mruknął z goryczą Draco.
Na widok miny Harry’ego Remus uśmiechnął się.
— Trudno było przekonać Draco, żeby tu został, zamiast siedzieć przy tobie w skrzydle szpitalnym — wyjawił. — Zaciekle walczył.
— Nie mieliśmy pojęcia, czy z tego wyjdziesz — odparł Draco ponuro. — Powinienem być z tobą, a nie w jakiejś cholernej celi.
— Jeśli chcesz być z Harrym, a nie tutaj, to musisz postępować zgodnie z procedurami — powiedział Severus.
— Wcześniej nie byłeś taki spokojny — odburknął Draco. — Martwiłeś się tak samo jak ja. Ciągle wysyłałeś wiadomości do Lupina i żądałeś informacji, jak Harry się czuje.
— Teraz jest tutaj — odparł Severus, swobodnie pomijając komentarz Draco. — I gdy tylko będzie w stanie zeznawać, rozpoczniemy proces.
Słysząc to, Draco zesztywniał.
— To się musi stać — dodał uspokajająco Severus. — Mamy spore szanse.
— Nie pozwolę, żeby zamknęli was w Azkabanie — rzucił ostro Harry, próbując opanować zdenerwowanie. — Nawet Lucjusza.
Kąciki ust Severusa wygięły się lekko ku górze w namiastce uśmiechu.
— Kingsley podejrzewa, że wszyscy zostaniemy uniewinnieni, ale twoje zeznanie przyspieszy sprawę — powiedział z rozbawieniem. — Niewielu, jeśli ktokolwiek, sprzeciwiłby się słowom zbawcy, szczególnie że póki co każdy doskonale pamięta pokonanie Czarnego Pana.
— Jestem zbawcą? — zapytał Harry z grymasem.
Draco zachichotał, ale zaraz pocałował Harry’ego w skroń.
— Tak — potwierdził. — Dostałeś awans.
— Awans?! — wykrzyknął Harry i zaraz tego pożałował. Cisza zdecydowanie lepiej mu służyła.
Severus i Remus popatrzyli na niego z niepokojem, ale milczeli. Draco zacisnął szczękę, jednak również zignorował jego wybuch.
— Tak, awansowałeś — powiedział. — Wcześniej wszyscy żyli nadzieją. Teraz okazało się, że mieli rację, kiedy ci zaufali. Będą jedli z ręki i kłaniali się do stóp swojemu zbawicielowi.
Harry obrócił się w ramionach Draco i spojrzał na niego z przerażeniem.
— Żartujesz, prawda? — spytał z nadzieją w głosie.
Wyjątkowo rozbawiony Draco potrząsnął głową.
— Dla nas dobrze się składa — powiedział przeciągle — bo to oznacza, że dzięki tobie czwórka złych śmierciożerców znów stanie się przykładnymi członkami społeczeństwa.
— Ty nie jesteś zły — zaprotestował Harry, marszcząc brwi. — I powinieneś zostać ułaskawiony, bo na to zasługujesz, za to, co zrobiłeś, a nie dzięki protekcji pieprzonego zbawiciela. Skoro uwolnią cię z mojego powodu, znowu będą cię prześladować, jeśli uznają mnie za uosobienie zła.
— Uosobienie zła? — powtórzył Draco z niedowierzaniem. — Ciebie?
— Teraz mogę być cholernym zbawcą, ale nie musi tak zostać na zawsze — odparł Harry. — Upłynie kilka dni, a ktoś zechce, żeby zamknęli mnie w Azkabanie, ponieważ jestem mordercą i stanowię dla innych niebezpieczeństwo. Niektórzy chętnie wyślą mnie do Świętego Munga, bo z pewnością oszalałem, skoro sympatyzuję z czwórką śmierciożerców.
— Harry — wtrącił się Remus — zawsze będziesz miał wielu lojalnych sprzymierzeńców. Tak, są tacy, którzy staną przeciwko tobie, ale z powodu twoich wielkich czynów masz zagwarantowane wsparcie mas. Ponownie dałeś ludziom szansę na normalne życie, a tego się nie zapomina.
Wszyscy unieśli wzrok, gdy otworzyły się ciężkie drzwi celi.
— Śniadanie — oznajmiła radośnie Tonks.
Harry nie zdołał opanować uśmiechu.
— Kiedy zmieniłaś się w skrzata? — zapytał.
— Gdy mój ulubiony młody bohater postanowił zostać więźniem — odparła wesoło i spojrzał na Draco. — I, oczywiście, robię to dla mojego najdroższego kuzyna — dodała i obróciła się w stronę Severusa i Remusa. Położyła tacę ze śniadaniem na łóżku, potrząsnęła głową i oparła ręce na biodrach. — Chociaż muszę się zastanowić, czy zostawić Remusa w więzieniu, żeby tu zgnił. W końcu porzucił mnie dla jakże uroczego Snape’a.
Harry szybko przycisnął dłoń do ust i szeroko otworzył oczy. Draco cicho zachichotał mu do ucha.
— Chyba rozumiem, czemu tak ją lubisz — wyszeptał.
— Teraz wszyscy dowiedzą się o ich związku? — zapytał Harry.
— Tak, a Tonks bezlitośnie drwi z Lupina za każdym razem, kiedy tu przychodzi — odparł Draco. — Okazała się na tyle mądra, żeby nie atakować Severusa, który z równie dużą przyjemnością jak Tonks przygląda się skrępowaniu Lupina.
Przez wciąż szeroko otwarte drzwi do celi wkroczył Kingsley, a tuż za nim pani Pomfrey.
— Kolejna wizyta domowa? — spytał Harry oschle.
Kingsley jedynie się uśmiechnął.
— Gdy tylko cię zbada, będziesz mógł zjeść śniadanie.
Pani Pomfrey rozejrzała się z dezaprobatą po zatłoczonej celi.
— Nie sądzę, panie Potter, żeby w takim stanie pozwolono panu w tym roku kontynuować naukę w Hogwarcie — oświadczyła surowym tonem. — Jeśli kontuzja się utrzyma, zostanie pan w skrzydle szpitalnym tak długo, aż uznam, że nastąpiło całkowite wyleczenie.
— Skąd pani wie, że kontuzja się utrzyma? — zapytał Harry z wyrzutem.
Po tych słowach każda osoba w pomieszczeniu spojrzała na niego znacząco, więc bez dalszych protestów oddał się w ręce szkolnej pielęgniarki. Kiedy skończyła już nim potrząsać i go obmacywać, niechętnie kiwnęła głową Kingsleyowi i wyszła.
Harry przyglądał jej się z rezerwą.
— O co tu chodziło? — zapytał.
— Wbrew sobie uznała, że jesteś w stanie wziąć udział w dzisiejszym procesie — odpowiedział Kingsley.
— Mam brać dzisiaj udział w procesie? — Harry zamrugał ze zdziwienia.
— Dzień dzisiejszy jest tak samo dobry jak każdy inny — odparł Draco. — Ty przynajmniej powiesz na naszą obronę więcej niż ktokolwiek.
— Harry, co wiesz o procedurach sądowych ministerstwa? — zapytał Kingsley.
Harry w zamyśleniu zmarszczył czoło.
— Cóż, nie sądzę, żeby mój proces był typowy. Jestem chyba jedynym człowiekiem, który był przesłuchiwany z powodu użycia magii przez nieletniego — powiedział i wbił wzrok w podłogę, żeby nie widzieć spojrzeń wymienianych nad jego głową. — Byłem świadkiem kilku procesów śmierciożerców, ale… — uniósł wzrok i z rezerwą popatrzył na Kingsleya — …oskarżonych nigdy nie wpuszczano na salę, dopóki nie przesłuchano wszystkich świadków. Byłem tam przez cały czas trwania procesu, ale ich wzywano tylko na ogłoszenie werdyktu. Nie mieli żadnych szans, żeby się bronić.
— Jakim cudem byłeś świadkiem procesów śmierciożerców? — zapytał Remus.
Harry spojrzał ostrożnie na Severusa.
— Myślodsiewnia Dumbledore’a w czwartej klasie — przyznał. — Myślę, że zostawił ją dla mnie celowo.
— I w piątej klasie… — zaczął Severus, ale zaraz zamilkł.
— Tak. Stało się to przez przypadek, a Draco cię powiadomił i… Przepraszam — szepnął z przygnębieniem.
— To już przeszłość — odparł Severus.
— Wasza rozmowa jest bardzo tajemnicza — oderwał się Draco z irytacją. — Nie sądzę, że któryś z was wyjaśni mi, w jakim sposób tamtym razem zostałem w to wplątany?
— Właściwie… — Harry zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie szczegóły — …to było wtedy, gdy odkryłeś Montague’a w szafce zniknięć. Przyszedłeś powiedzieć Severusowi…
— A nasz sławny Harry Potter znalazł się w wielkich kłopotach — dodał Snape oschle.
— Zgadza się — potwierdził Harry i westchnął. Gdyby nie wsadził głowy w myślodsiewnię Severusa, kontynuowałby lekcje oklumencji. Choć wiedział, że tak czy owak lekcje zostałyby przerwane. Po prostu w tym czasie zbiegło się wiele czynników, które doprowadziły do śmierci Syriusza.
— To nie twoja wina — powiedział Severus, domyślając się, gdzie pobiegły myśli Harry’ego.
Harry wzruszył ramionami.
— Wiem. To przez Voldemorta, ale wszyscy mogliśmy dokonać lepszych wyborów.
Severus przytaknął, a Remus spojrzał na nich podejrzliwie. Inni patrzyli w bezradnością w oczach.
— Czy ta rozmowa ma coś wspólnego z procesami śmierciożerców? — odezwała się zaciekawiona Tonks.
Harry pokręcił głową, ale zerknął na Severusa i zapytał:
— Czy ministerstwo wie o zaangażowaniu Narcyzy?
— Raczej nie — odpowiedział Severus. — Dumbledore zawsze uważał, że ministerstwo nie musi wiedzieć wszystkiego.
— Więc czemu będzie miała proces?
— Po prostu za bycie śmierciożerczynią — odparł Kingsley. — Ministerstwo nie ma dowodów na żadne konkretne przestępstwo, o które mogłoby ją oskarżyć. — Spojrzał na Draco. — A Draco jest oskarżony o bycie śmierciożercą, próbę morderstwa i wpuszczenie wrogów do Hogwartu.
— Próbę morderstwa? — Harry zastanowił się, czy wiedzą o Katie i Ronie.
Kingsley zamrugał.
— Dumbledore’a — wyjaśnił, wpatrując się w nich obu podejrzliwie.
— A tak — powiedział Harry i szybko zmienił temat. — A co z Lucjuszem?
— Lucjusz to prawdziwy szczęściarz — przyznał Kingsley. — Miał już proces i wcześniej został skazany za bycie śmierciożercą i atak na ministerstwo. Dzięki temu ma teraz dosyć czyste konto. W czasie najgorszych działań Sami-Wiecie-Kogo odsiadywał wyrok w Azkabanie.
— W takim razie o co go oskarżą?
— Tylko o ucieczkę z więzienia — odparł Kingsley, patrząc na Harry’ego srogo.
Harry uśmiechnął się niewinne.
— Czyli muszę opowiedzieć, jak Scrimgeour go wypuścił i upozorował jego śmierć?
— Jak sądzę, dobrze się składa, że nie będą przesłuchiwać zbawiciela czarodziejskiego świata pod Veritaserum — powiedział Kingsley z grymasem.
Uśmiech Harry’ego zbladł.
— Nikomu nie podadzą Veritaserum, prawda? — zapytał nerwowo.
— Nie — uspokoił go Severus. — Ten eliksir rzadko stosuje się w czasie przesłuchań w ministerstwie, ponieważ najlepiej działa na osoby słabe, które niczego się nie spodziewają.
W zasadzie Harry o tym wiedział. Veritaserum z pewnością nie podawano w czasie jakiegokolwiek procesu, jaki widział. Myśl ta przygnębiła go, bo gdyby stało się inaczej, Syriusz nigdy nie zostałby skazany.
Procesy w ministerstwie pozostawiały wiele do życzenia, wszystko zależało od Wizengamotu i woli ministra. Krótkie przesłuchanie oskarżonych, głosowanie i ogłoszenie wyroku. Harry czuł się takim postępowaniem oburzony, nawet jeśli system działał teraz na jego korzyść.
— Całe ministerstwo to jakiś kiepski żart — mruknął.
— A czemu myślisz, że nie chcę tego zmienić? — zapytał Kingsley z goryczą.
— Cóż, bardzo bym chciał, żebyś został na stanowisku — zapewnił go Harry. — Jesteś przynajmniej uczciwym człowiekiem i postarasz się zrobić coś dobrego.
— Uczciwy? Ja? — zdziwił się Kingsley, marszcząc czoło. — Ktoś, kto ukrywa historię ucieczki z Azkabanu? Kto właśnie poddaje się korupcji przez zbawiciela?
— Wcale nie zmuszam cię do korupcji — wtrącił się Harry ze śmiechem.
— I pomyśleć, że Lucjusz nawet nie musiał udzielać ci lekcji — powiedział spokojnie Severus.
Harry już otworzył usta, żeby się bronić, ale nie miał pojęcia, jak to zrobić.
— Ty, Harry, jesteś mistrzem manipulacji — odezwał się Draco. — Czy się do tego przyznajesz, czy nie.
— Staram się postępować słusznie.
— I właśnie dzięki temu jesteś w stanie osiągnąć więcej niż przeciętny człowiek — powiedział łagodnie Remus.
— Oraz przez fakt, że zabiłeś Czarnego Pana — dodał z uśmiechem Draco.
— Pal licho korupcję, Harry — oświadczyła radośnie Tonks. — Z pewnością jesteś jednym z niewielu skorumpowanych, który chce dobrze dla innych, a nie dla własnych korzyści.
Harry poczuł się niewygodnie skrępowany.
— Nie jestem całkowicie bezinteresowny — przyznał.
— To co chcesz otrzymać w nagrodę za uwolnienie nas od Sami-Wiecie-Kogo? — zapytał niespodziewanie Kingsley.
Zaniepokojony wizją medali i uroczystych przemówień Harry spojrzał na niego z przerażeniem.
— Niczego nie chcę — zapewnił pospiesznie.
— Może swojego chłopaka i rodziny? — zaproponował Kingsley.
— Cóż, oczywiście — potwierdził Harry cicho.
— Jako minister nie będę oponował przeciwko temu, co słuszne i staram się uzyskać dla nich ułaskawienie, na które zasługują. Twoje pragnienia wcale nie są wygórowane. Masz prawo prosić o wiele więcej niż możliwość życia ze swoimi bliskimi, a sprawiedliwości musi stać się zadość.
Harry przygryzł wargę. Oszałamiało go, jak wiele władzy miał nad innymi. To było straszne i szargało mu nerwy, choć nie powstrzymałoby przed próbami ochrony Severusa i Malfoyów. Niemniej nie czuł się z tym dobrze.
Spojrzał na Draco.
— Nie boisz się, że wszystko się pieprzy? Od tego zależy twoja przyszłość.
— Z tobą u boku? Nie, nie boję się ani trochę — odparł poważnie Draco.

***

Idąc korytarzem ministerstwa, z Kingsleyem i Tonks po obu stronach, Harry starał się nie myśleć o dobiegających zewsząd hałasach.
— Jeśli nie zrobimy tego dzisiaj, będziesz musiał czekać do poniedziałku — powiedziała Tonks ze współczuciem.
Harry przytaknął. Nie chciał spędzić weekendu w tymczasowej celi. Z bólem głowy mógłby sobie poradzić, ale ciągłej uwagi, jaką zapewne reszta by na nim skupiała, raczej by nie zniósł.
Sytuacja była… po stokroć nierealna. Porażkę Voldemorta, tym razem prawdziwą, wszyscy mieli na świeżo w pamięci i wiedzieli, że to Harry wygrał. Tym razem nie w sposób bierny, jak wtedy, gdy był dzieckiem, ale własnymi rękami.
Ludzie zatrzymywali się i obserwowali, jak przerażony przechodzi obok. Kobiety na jego widok piszczały, wielu próbowało go dotknąć.
— Merlinie, pomyśleć, że jestem jakimś cholernym dostojnikiem — mruknął z frustracją.
— Dla nich jesteś — odparł Kingsley.
— Mam siedemnaście lat, boli mnie głowa i chcę tylko wrócić do domu i położyć się do łóżka z moim chłopakiem.
— Złamiesz sporo serc, kiedy ta informacja ujrzy światło dzienne — powiedziała złośliwie Tonks, uśmiechając się złowieszczo. — O ile wiem, mój drogi kuzyn zamierza doskonalić swoją umiejętność rzucania klątw.
Harry jęknął.
— Czemu nagle zacząłem się cieszyć, że Crabbe i Goyle wyznaczyli sobie rolę moich ochroniarzy?
Zmarszczył brwi, podchodząc do jednej z wind, gdyż naprawdę zdał sobie sprawę, że nie zapytał, gdzie są Ślizgoni. Jedyne co wiedział, to że wszyscy czują się dobrze, czyli że przeżyli bitwę. Odepchnął te myśli na bok. Na razie był w stanie martwić się tylko jedną sprawą.
Zadrżał, gdy tylko wyszli z windy. Nie był w tym korytarzu od czasu śmierci Syriusza. Uznał, że najlepiej się nad tym nie zastanawiać.
— W porządku? — spytała Tonks.
Przełknął ślinę i kiwnął głową.
— Inni są już na miejscu — dodał Kingsley.
Harry spojrzał na niego niepewnie.
— Remus, Minerwa, Weasleyowie, każdy, kto może i chce zeznawać — wyjaśnił Kingsley.
— Chociaż nie rozumiem, po co są potrzebni, skoro Harry tu jest — skwitowała Tonks.
Kingsley zatrzymał się przed drzwiami.
— Harry, musisz dokładnie wytłumaczyć, co się wydarzyło. Wiesz o tym, prawda?
Harry wzruszył ramionami.
— Tak. Jest tylko kilka rzeczy, o których nie mogę mówić.
— Nie sądzę, żeby to miało znaczenie — odparł Kingsley oschle. — Wysłuchają uważnie każdego twojego słowa.

cdn
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez pindolino » 19 lip 2017, o 21:38

Harry go pokonał. Ciągle to do mnie nie dociera. Nie moge się doczekać szczęśliwego życia wszystkich bohaterów.
Hm mam nadzieje, że obecna "sława" Harry'ego osłabnie. To samo tyczy się jego bólu głowy. Nie podoba mi sie on i teraz tegk się obawiam :(
Trzymam kciuki za szczęśliwe zakończenie!

BARDZO DZIĘKUJE ZA TŁUMACZENIE. JESTEM BAAARDZO WDZIĘCZNA. POZDRAWIAM I DO NASTĘPNEGO XXX
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez MargotX » 20 lip 2017, o 19:01

Hmm, w sumie można było przypuszczać, że nie obejdzie się bez zatrzymania Malfoyów i Severusa. Z jednej strony może to i dobrze, że Harry odzyskał przytomność najpóźniej, bo niewykluczone, że zareagowałby emocjonalnie i cała sprawa nabrałaby zbyt dużego rozgłosu. Z drugiej - dość intrygujący pomysł autorki tekstu, że to Harry, mimo iż jego połączenie z Voldemortem było zupełnie innej natury niż śmierciożerców, cierpiał najdłużej, jako ten najsilniej związany.

W sumie to wcale nie takie głupie, sama dość często zastanawiałam się, dlaczego Rowling zbagatelizowała temat blizny i mrocznych znaków. Może nie zbagatelizowała tak całkiem, ale przeszła nad tymi połączeniami stosunkowo płytko. Za to autorki ficków dość często rozwijają temat, wspominając bądź to o zniknięciu mrocznych znaków i blizny, bądź o odessaniu z magii zwolenników Voldemorta i, niestety, Harry'ego. Przyznaję, że ja sama uważam, że mroczne znaki mogły zniknąć po unicestwieniu Voldiego, podobnie jak blizna Pottera. To dość wiarygodna opcja. Wcześniej się tak nie stało, bo Voldemort, wprawdzie pozbawiony mocy, jednak istniał w jakiejś materialnej formie. Zatem, choć wyblakłe i nieaktywne - połączenia istniały. Tak mi się zebrało na dywagacje w tej kwestii, w odniesieniu do kilkudniowego "odlotu" Harry'ego.
A co do reszty rozdziału - oczywiście jestem jak najbardziej za delikatnym nagięciem zasad, bo przecież przyszywana rodzina Pottera musi odzyskać wolność ;) A już tak poważniej - mam nadzieję, że zasługi Malfoyów są na tyle istotne dla przebiegu wojny, by ich uwolnienie nie stało się jakimś ogromnym wyrzutem sumienia i przekroczeniem prawa.

Pięknie dziękuję za kolejny obszerny rozdział. Jak cudnie wygląda już teraz liczba tych przetłumaczonych części w stosunku do całości - miód na serca nas, czytelników.

Pozdrawiam ciepło i słonecznie, drogie Tłumaczki. :buzki:
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez slimarwen » 28 lip 2017, o 22:15

Loool, ja tu się wstrzymywałam z czytaniem, obawiałam się, że finalna bitwa będzie się toczyć rozdziałami aż do końca i będzie jakiś epilog na umilenie i pocieszenie fanów a tu?! Rach, ciach i po Voldim XD nie będę kłamać, ucieszyło mnie to, bo rozdziałów zostało jeszcze trochę więc liczę na jakąś ładną akcję na zakończenie.
Muszę też przyznać, że ZUPEŁNIE zapomniałam, że Malfoyowie i Sev są... kryminalistami XD tak przywykłam do tego, że są "świtą" i rodziną Harry'ego, że zapomniałam, że oficjalnie byli śmierciożercami. Mam nadzieję, że ich procesy będą tylko formalnością i rzeczywiście Harry jako ZBAWCA (hahaha) będzie miał wpływ na uwolnienie ich.

Dziękuję pięknie za kolejne rozdziały wszystkim którzy się przyczynili do ich przetłumaczenia i poprawienia. Bardzo doceniam Waszą pracę i cieszę się, że tak bardzo dbacie o czytelników :* pozdrawiam bardzo serdecznie i do następnego :*
slimarwen Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 26
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 22:38

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości