[Z] [T] Tajemnice

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Okey » 21 lut 2017, o 17:50

Bardzo się cieszę z nowych rozdziałów! :)
Co zaczęłam dostrzegać, autorka dużą wagę przykłada do emocji postaci. Harry jest tutaj całkiem inny niż w kanonie, bardzo skupia się na swoich odczuciach, reakcjach innych, które są dokładnie ukazywane. Trochę zaczęło mi przeszkadzać takie... koncentrowanie się na tych wszystkich emocjach, rozrabianie ich przez bohaterów na części pierwsze. Niektóre fragmenty są trochę przejaskrawione. Nie wiem, jak to inaczej nazwać. Harry czasami jest bardzo dojrzały, a czasami zachowuje się jak dzieciak.
Co nie znaczy, że nie fick mi się nie podoba. Czytam go od początku i jestem wielką fanką, jednak miejscami mam wrażenie, że autorka za bardzo skupiła się na biednym Harry'm, który wszystko przeżywa sto razy bardziej.
Poza tym lubię Tajemnice za Pottera, który wreszcie myśli i potrafi sobie poradzić sam. Ten fick ma swój urok, charyzmę i każdy rozdział pochłania się od razu. Oprócz tych małych zgrzytów - jest jak zwykle świetnie :) A tłumaczenie oczywiście bez zarzutu :)
Czekam na kolejny rozdział!
Okey
Gdy podróż przekroczy czas i smutek,
na gąbkach lagun zadymi różowym deszczem,
w ten dzień ukryty za brzegiem spojrzenia
znajdę cię na polanie nie przewidzianej przez przestrzeń.

Okey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 25
Dołączył(a): 26 sty 2011, o 18:26
Lokalizacja: Chatka Wiedźmy

Postprzez Victorique_Cervantes » 25 lut 2017, o 15:09

Nie wierzę, że znowu tu jestem :D
"Tajemnice" zaczęłam czytać ładnych parę lat temu, kiedy jeszcze były udostępniane na mirriel, a ja nie umiałam angielskiego. Kompletnie zapomniałam o tym fiku, bo zniknął z forum, a tłumaczenie tak długo trwało, ale ostatnio jakoś wspominałam stare obsesje na punkcie ff i przypomniały mi się "Tajemnice", więc co mi tam, poczytam sobie jeszcze raz!
Po tylu latach trochę inaczej odbieram tego fika, ale wciąż mi się podoba! Ma swoje plusy i minusy, ale bardzo podoba mi się ten konkretny, asertywny i zaradny Harry, mimo że irytuje czasami swoimi dziecinnymi wybuchami. Miło było wrócić do tekstu, którym zachwycałam się pod koniec gimnazjum (!), kiedy obecnie jestem studentką :whistle:
Tym bardziej chciałam gorąco podziękować tłumaczkom i betom, które do tej pory pracowały/pracują przy "Tajemnicach". Odwalacie kawał dobrej roboty i nigdy nie zdołamy wam się odwdzięczyć. Mam nadzieję, że w tym roku uda się doprowadzić tłumaczenie do końca, skoro nie zostało już tak wiele rozdziałów!
Mam też małą prośbę. Czy ktoś ma możliwość podesłania linku do oryginału? Przekopałam chyba cały internet, ale nigdzie nie udało mi się znaleźć. Może ktoś ma przypadkiem wersję oryginalną na komputerze i byłby na tyle miły, żeby podesłać mi na maila? ;)
Victorique_Cervantes Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 3
Dołączył(a): 15 lut 2013, o 10:10

Postprzez stain » 26 lut 2017, o 19:29

Victorique_Cervantes napisał(a):Mam też małą prośbę. Czy ktoś ma możliwość podesłania linku do oryginału? Przekopałam chyba cały internet, ale nigdzie nie udało mi się znaleźć. Może ktoś ma przypadkiem wersję oryginalną na komputerze i byłby na tyle miły, żeby podesłać mi na maila? ;)

Secrets by Vorabiza :buzki:
Past the end of this cold winter
Until the spring comes again
Until the flowers bloom again
Stay there a little longer
Stay there
stain Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 18
Dołączył(a): 4 sty 2015, o 22:26
Lokalizacja: somewhere over the rainbow

Postprzez Victorique_Cervantes » 27 lut 2017, o 10:35

stain napisał(a):Secrets by Vorabiza :buzki:


Niech ci Bóg w dzieciach wynagrodzi! :buzki:
Victorique_Cervantes Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 3
Dołączył(a): 15 lut 2013, o 10:10

Postprzez Kaczalka » 7 mar 2017, o 09:01

Bardzo dziękujemy za komentarze ;)
Rozdział tłumaczony na pół z Lasair.


Rozdział czterdziesty ósmy

Harry stał u szczytu stołu, przyglądając się ludziom zgromadzonym w ogrodzie Weasleyów. Czuł, jak motyle w brzuchu próbują skręcić mu wnętrzności, ale zdecydowanie je stłumił. To nie był czas ani na subtelności, ani na nerwy.
Doskonale zdawał sobie sprawę, jak się dzisiaj prezentuje, bo Draco tak starannie zadbał o jego wygląd. Miał wrażenie, że został wciśnięty w sztywne, nakrochmalone ubrania, jednak dzięki temu, podobnie jak na ślubie Billa i Fleur w szacie z feniksem, przedstawiał sobą obraz wzorcowego czarodzieja. Mimo to, gdy w milczeniu czekał, aż uczestnicy spotkania umilkną, pozostał nieświadomy, jaką siłą i determinacją emanuje jego osoba.
— Dziękuję — powiedział niezbyt głośno, lecz wszyscy zebrani usłyszeli go bez trudu. — Dzisiejsze spotkanie jest niezwykle ważne i dla wielu może też okazać się bardzo trudne. Niełatwo będzie wam zaufać mojej ocenie sytuacji, jednak istotniejsze niż kiedykolwiek jest, abyście to zrobili. Od tego będzie zależało nasze życie.
Po tych słowach wiele osób poruszyło się niespokojnie, popatrzyło na siebie nieufnie albo obdarzyło go spojrzeniami pełnymi lęku.
— Zbieram wszystkich przeciwników Voldemorta, ponieważ w ostatecznej bitwie potrzebna będzie każda pomoc — dodał Harry po chwili.
— Ostatecznej bitwie?!
Okrzyki dobiegły z wielu stron, ale Harry tylko skinął głową i czekał, aż ponownie zapanuje cisza. Ludzie umilkli, gdy zdali sobie sprawę, że otrzymają dalsze informacje, jeśli tylko zechcą spokojnie ich wysłuchać.
Harry'ego zaskoczyło, jak ten mechanizm działał. Lucjusz okazał nieocenioną pomoc, przygotowując go do tego spotkania. Wytłumaczył mu, jak przejąć kontrolę nad tłumem i jak ją utrzymać. Działało idealnie... jak dotąd.
— Ostateczna bitwa rozegra się w sobotę, za trzy dni — powiedział. — Każdy, kto nie chce brać w niej udziału, może teraz odejść. — Odczekał kilka sekund, ale nikt się nie poruszył.— Musicie pamiętać, że pozostając, bierzecie na siebie pewne zobowiązania — dodał, a potem wyjaśnił, że dodatkowe zaklęcia mają na celu zapewnienie, by ich plany pozostały tajemnicą.
Znów odczekał chwilę i ponownie nikt się nie poruszył. McGonagall, Kingsley i Remus szybko rzucili zaklęcia, dzięki którym zebrani nie będą mogli później rozmawiać o tym, co wydarzy się w trakcie dalszej części zebrania.
Harry zauważył, że Moody przygląda mu się z mieszaniną aprobaty i podejrzliwości. Severus tak zabezpieczył dom, by Szalonooki nie widział tego, czego nie powinien. Tonks patrzyła na niego z nieukrywaną ciekawością, pozostali przyglądali mu się z niepokojem.
— Panie Potter, nie wydaje się to panu lekką przesadą? — zapytała jakaś kobieta głosem pełnym lęku.
— Nie — odparł Harry lakonicznie.
— Ale członkowie zakonu ślubowali już poświęcenie i dyskrecję — nie ustępowała czarownica.
— Mimo to nigdy nie mieli do czynienia z tym, o czym ich dzisiaj poinformuję. Dodatkowe zaklęcia są konieczne — powiedział Harry stanowczo.
Wcześniej mieli już do czynienia ze zbiegami z Azkabanu, znali temat szpiegów śmierciożerców, jednak jak dotąd nie musieli stawiać czoła komuś, kto zabił ich przywódcę. Nie musieli zaufać nastolatkowi.
Odetchnął głęboko, zbierając siły.
— Poza nami na to spotkanie przybyło kilka ważnych osób. Bardzo pomogli mi przez ostatnie lato i stanowią istotne ogniwo w planach na najbliższą sobotę.
— Kto to jest? — zapytał ostro Moody.
— Zaraz wam ich przedstawię — zapewnił Harry, odwlekając ten przerażający moment. — I być może proszę o zbyt wiele, ale mam nadzieję, że zdołacie zachować się kulturalnie i zaufacie mi na tyle długo, żeby pozwolić przynajmniej udzielić wyjaśnień, które tak bardzo chcecie usłyszeć. — Zmrużył oczy i spojrzał ostrzegawczo na zebranych. — Nie zapominajcie, że moi goście pomogą nam pokonać Voldemorta. Proponuję, żeby powstrzymać się od rzucania na nich klątw.
— Kim, do cholery, oni są, Harry? — zapytała Tonks.
Harry nie odpowiedział, w zamian unosząc w górę pięć różdżek.
— To ich różdżki. Nie przyszli tutaj, by was skrzywdzić. Są tu, żeby pomóc.
Wszyscy nagle spojrzeli na niego oczami szeroko otwartymi z niepokoju. Harry także poczuł zdenerwowanie, ale zdusił je w zarodku. Kiwnął głową bliźniakom, którzy cierpliwie czekali przy tylnych drzwiach do Nory.
Bill, Charlie, Fred, George i Ron w zasadzie podjęli się roli straży przybocznej Ślizgonów, którzy mocno protestowali, co Harry’ego bardzo rozbawiło, niemniej zgodzili się, bo patrząc praktycznie, Weasleyowie byli szanowanymi członkami zakonu. Co, bez zbędnych słów, jasno pokazywało, że będąc tu, wspierali Ślizgonów, nie bacząc na wcześniejsze konflikty.
Harry rzucił przybyłym tylko krótkie spojrzenie, kiedy wychodzili z domu, po czym ponownie skupił się na zebranych, obserwując reakcje osób stojących przed nim. Wielu z nich natychmiast wyciągnęło różdżki, rozległo się kilka okrzyków, ale nie padły żadne klątwy. Wszyscy przypatrywali się gościom z mieszaniną strachu i zaskoczenia.
Draco i Severus stanęli po obu stronach Harry'ego, Narcyza tuż za Draco, a Lucjusz za Harrym. Remus dołączył do ich grupy i stanął po drugiej stronie Severusa. Blaise zajął miejsce u boku Draco. Weasleyowie otaczali całą gromadkę z różdżkami w pogotowiu.
Dwanaście osób, z Harrym w środku, spokojnie obserwowało zamieszanie, jakie wybuchło wśród zebranych. Harry'ego zarzucono pytaniami, jednak nawet nie próbował na nie odpowiedzieć.
Draco pochylił się w jego stronę.
— Jesteś pewien, że to dobry pomysł?
Harry spojrzał na niego przez ramię.
— Chcą, żeby Voldemort zniknął — odparł cicho. — Szybko zmienią zdanie.
— Jestem skłonny uwierzyć, że właśnie robisz jedną z tych swoich niemożliwych rzeczy — wycedził Lucjusz tuż za nim.
— Miejmy nadzieję — skwitował drwiąco Severus. — W innym wypadku już po nas.
Harry i Draco zachichotali.
Kilka osób zauważyło tę wymianę zdań, mimo że nie byli w stanie nic usłyszeć. Znieruchomieli teraz i z szeroko otwartymi oczami wpatrywali się w nich, zaskoczeni ich przyjacielskimi kontaktami. Atmosfera chyba udzieliła się pozostałym, bo po chwili wszyscy ucichli.
Harry zrobił krok do przodu.
— Ci ludzie są moimi najsilniejszymi sprzymierzeńcami w walce z Voldemortem — powiedział.
— To śmierciożercy — prychnął Moody ze złością.
— Zgadza się — potwierdził Harry. — Czwórka moich gości nosi Mroczny Znak.
Wiele osób zamrugało wściekle, próbując zrozumieć spokojne nastawienie Harry'ego.
— Muszą zostać zatrzymani, Potter… — wywarczał Moody złowieszczo. Stał z różdżką w ręku, gotów użyć jej przy pierwszych oznakach kłopotów.
Harry był pewien, że powstrzymuje go jedynie fakt, że i on trzymał różdżkę w dłoni.
— …zanim ktoś ucierpi — dodała Tonks, również gotowa do działania, rzucając uważne spojrzenia między Harrym a Kingsleyem, który dotąd zachowywał stoicki spokój, ale w końcu przemówił:
— Jeśli każdy ponownie zajmie miejsce, Harry z pewnością przedstawi nam swoich gości — powiedział z całą mocą należnego mu autorytetu. — Każdy, kto zakłóci porządek albo spróbuje ich zranić, zostanie aresztowany.
Po tych słowach zaszokowani zebrani ponownie umilkli. Wtedy Harry uświadomił sobie, jak sprytnie postąpił Lucjusz, ujawniając się w odpowiednim momencie. Skoro minister wspierał jego grupę, innym trudniej było tę decyzję kwestionować. Może nie zatrzyma ich całkowicie, ale na pewno pomogło.
Wreszcie Moody zabrał głos:
— Wiedziałeś o tym i nadal popierasz Pottera? — zapytał.
Kingsley kiwnął głową.
— Tak, wiedziałem i nadal w pełni go popieram. Jako minister zamierzam wyciągnąć konsekwencje wobec każdego, kto zaatakuje Pottera albo jego ludzi. — Jego głęboki głos zdawał się odbijać echem po całym ogrodzie, aż ostatnie stojące osoby powoli ponownie usiadły na swoich miejscach. — Proszę, Harry, przedstaw swoich gości. Wszyscy doskonale wiedzą, kim oni są, ale sądzę, że przyda się krótkie przypomnienie — powiedział.
Harry spojrzał na niego z wdzięcznością. Doskonale zdawał sobie sprawę z podejrzliwości, strachu, gniewu i kompletnej dezorientacji obecnych na spotkaniu. Tonks wciąż była nieufna, ale zaciekawiona, Moody wściekły, jednak posłuszny poleceniom Kingsleya. Zerknął przez ramię na Severusa, bez słów prosząc go, by wystąpił naprzód. Wiszące w powietrzu napięcie nabrało jeszcze na intensywności, gdy Snape spełnił jego prośbę, zwłaszcza że wcześniej położył dłoń na ramieniu Harry’ego. Bez wątpienia skupił również wytężoną uwagę wszystkich.
— Członkowie Zakonu Feniksa, to Severus Snape, mój najpotężniejszy sojusznik w tej wojnie — odezwał się Harry formalnie.
— To nasz wróg!
— On zabił Dumbledore’a!
— Wcale nie jest moim wrogiem — odpowiedział Harry spokojnie. — Ani wrogiem kogokolwiek z was. Tak, zabił Dumbleodre’a, ale zrobił to w okolicznościach, które zaaranżował sam Dumbledore. — Poczekał chwilę, aż wrzawa ucichnie. — Tylko ja wiem dokładnie, co wydarzyło się tamtej nocy. I pozostanę jedyny, ponieważ wyjawienie prawdy naraziłoby na śmierć zbyt dużo osób. Jestem pewien, że wielu z was takie wytłumaczenie nie wystarczy, wiem też, że podważy to wasze zaufanie do mnie.
Severus ścisnął jego ramię w geście otuchy. Harry popatrzył na niego, dziękując mu bez słów, po czym ponownie skupił wzrok na zebranych.
— Profesor Snape nigdy nie zawiódł zaufania jasnej strony — oznajmił. — Nawet po tym strasznym zadaniu, jakie musiał wykonać, kontynuował swoją misję i zbierał przydatne nam informacje. To właśnie on ostrzegał mnie tego lata o każdym ataku. W zeszłą sobotę pomógł mi w bitwie w ministerstwie, a w każdej wolnej chwili trenował mnie do walki.
— To znaczy, że spotykałeś się z nim przez całe lato? — zapytała z niedowierzaniem Tonks.
— Kilka miesięcy przed śmiercią Dumbledore zmienił bariery ochronne na Grimmauld Place tak, żebyśmy ja i Severus mogli tam wejść. Tak więc spotykałem się z nim wcześniej i teraz razem mieszkamy.
— Mieszkasz z Severusem Snape’em?! — wykrzyknęła zaszokowana Tonks.
Harry kiwnął głową i uniósł kąciki ust w uśmiechu.
— Kuchnia to jedno z najlepszych miejsc na spotkania, a biorąc pod uwagę, ile omówiliśmy tam strategii, możesz ten dom nazywać kwaterą główną zakonu. I teraz budynek należy do mnie — wyjaśnił.
— Czyli uważasz, Potter, że Snape’owi można ufać? — zapytał ostro Moody.
— Powierzyłbym mu własne życie — odparł Harry z powagą.
— A co z Malfoyami? — warknął Szalonooki.
Severus cofnął się do tyłu, jeszcze raz ściskając ramię Harry’ego. Czyli początek prezentacji przebiegł pomyślnie. Teraz Harry wezwał Mrużkę, którą wcześniej pouczył, żeby w odpowiedniej chwili zjawiła się razem z Wiktorią.
Wziął dziewczynkę od skrzatki i umieścił sobie na biodrze.
— Pozwólcie, że najpierw przedstawię najmłodszego członka rodziny Malfoyów. Oto Wiktoria Analissa Malfoy — powiedział z dumą.
— Malfoyówna?!
Harry skrzywił się, słysząc okrzyki zaskoczenia, a Wiktoria przytuliła się do niego mocniej i ukryła twarz w jego ramieniu. Spodziewał się takiej reakcji, ale mimo to poczuł niezadowolenie. Uspokajająco pogłaskał plecy dziewczynki i szeptał do niej cicho, zanim zebrane osoby ponownie się nie uspokoiły i usiadły na swoich miejscach.
— Tak, to Malfoyówna. A jej ojcem jest Draco Malfoy — powiedział.
Draco podszedł bliżej i stanął obok niego, wręcz promieniując napięciem. Nie mogąc go uspokoić tak, jakby chciał, Harry po prostu podał mu Wiktorię.
— Idź do tatusia, maleńka.
Draco chętnie przytulił córkę, ale wyraz jego twarzy pozostał niewzruszony.
— Pracowałem z Draco przez większość ostatnich wakacji — Harry ponownie zwrócił się do zebranych. — Przez pewien czas był moim szpiegiem, ale tylko do chwili, gdy byliśmy w stanie zapewnić bezpieczeństwo jemu i jego rodzinie. Potem pomagał mi w wielu zadaniach przeciwko Voldemortowi.
Spojrzał do tyłu na Lucjusza i Narcyzę, zachęcając ich, by wysunęli się do przodu. Mijając go oboje, podobnie jak Severus, uścisnęli jego ramię w geście otuchy i wsparcia.
— Narcyza wyrzekła się służby u Czarnego Pana, jednocześnie dostarczając mi cennych, bardzo potrzebnych informacji. Większość czarodziejów nie zorientowała się, że Malfoyowie zniknęli pod koniec czerwca, Voldemort jednak cały czas ich szuka i do dzisiaj nie ma pojęcia, gdzie przebywają — wyjaśnił Harry. — Co do Lucjusza… no cóż, wszyscy myślą, że nie żyje. — Wzruszył ramionami. — Oczywiście to nieprawda. Był jedyną osobą, która mogła odzyskać cenny artefakt, którego szukałem. Zdecydował, że razem z resztą rodziny stanie u mojego boku i również mi pomagał, szczególnie w ostatniej bitwie w ministerstwie.
Większość członków zakonu gapiła się na nich, oniemiała z powody usłyszanych rewelacji.
— A pan Zabini? — zapytał Kingsley.
— Blaise i kilku innych neutralnych Ślizgonów jest teraz pod moją opieką, ponieważ nie chcą przyłączyć się do Voldemorta — odparł Harry. — Voldemort chce ich oznaczyć w sobotę, a ja nie zamierzam do tego dopuścić. Będą przebywać na Grimmauld Place aż do finałowej bitwy. — Rozłożył szeroko ramiona. — Cała grupa dołączy do mnie, kiedy dojdzie do walki.
— Czyli jesteś przygotowany do tej konfrontacji? — zapytał Moody.
— Prawie. Was też potrzebuję — odpowiedział Hary, patrząc na zebranych. — Mam wielu sojuszników w walce z Voldemortem. Celem dzisiejszego zebrania jest zapewnienie, że naprawdę będę do tej walki przygotowany. Jeśli moich popleczników podzieli gniew i stare uprzedzenia, wszyscy będziemy bardziej narażeni na porażkę. — Potrząsnął głowa. — Nie dopuszczę do tego.
— Oczekujesz, że tak po prostu wybaczymy im zło, jakie uczynili?
— Nie. Proszę tylko o odrobinę zaufania — odparł Harry krótko.
Jego wypowiedź sprawiła, że ludzie zebrani w ogrodzie zaczęli wiercić się nerwowo i patrzyli na niego niezdecydowanie.
— Jak już wcześniej wspomniałem, jestem w pełni świadomy, że w przeszłości dałem wam powody, byście we mnie zwątpili — powiedział Harry stanowczo. — Ale nigdy nie potrzebowałem waszego poparcia tak bardzo jak teraz. Złość, nienawiść do Severusa i Malfoyów, wiara w to, w co chcecie wierzyć, dokładnie to samo czułem jeszcze nie tak dawno temu, więc doskonale was rozumiem. Wiem, że dowiedziałem się o sprawach kompletnie dla was niedostępnych, i że miałem tego lata dużo więcej czasu, aby ich poznać. Bardzo mi na tych ludziach zależy i wasza nienawiść sporo utrudnia, ale w tej chwili najważniejsze jest, byście zaufali, że postępuję słusznie. Od tego zależy nasze życie —powiedział z powagą.
W ogrodzie zaległa kompletna cisza i Harry zastanowił się, czy może ktoś rzucił specjalne zaklęcie wyciszające. Nie docierały do niego z zewnątrz nawet naturalne odgłosy. Spojrzał na Severusa, przypominając sobie nagle, jaką ten człowiek miał paranoję na punkcie bezpieczeństwa, i już wiedział, kto za tym stoi. A może wyręczył go Remus, skoro Harry wciąż miał jego różdżkę.
Severus uniósł pytająco brew, ale Harry potrząsnął głową. To nie było ważne, po prostu zdenerwowała go taka całkowita cisza. Popatrzył na Draco i Wiktorię i uśmiechnął się. Nic dziwnego, że Wiktoria milczała. Draco jakoś zdołał przywołać tu jej ulubioną maskotkę sówkę i teraz uszczęśliwiona dziewczynka zaciskała zęby na jej dziobie, bezpieczna w ramionach tatusia.
Wypuściła dziób sowy z ust i uśmiechnęła się szeroko swoimi czterema ząbkami do Harry’ego, widząc, że na nią patrzy.
— Ta, ta — powiedziała. — Tata — powtórzyła radośnie, gdy tylko Draco na nią spojrzał.
Draco otworzył szeroko oczy.
— Czy ona naprawdę powiedziała…
Równie zaszokowany Harry energicznie pokiwał głową.
— Chyba tak. Brzmiało bardzo podobnie.
— Tata — jeszcze raz powtórzyła Wiktoria, wczepiając paluszki w szatę Harry’ego, który stał dostatecznie blisko.
— Naprawdę to powiedziała — skwitował Draco z szerokim uśmiechem.
— Jakby już nie owinęła was sobie wokół palca — podsumował sarkastycznie Lucjusz.
— Cicho, Lucjuszu — upomniała go Narcyza. — Wiktoria po raz pierwszy wypowiedziała to słowo świadomie, dla nich to wielka chwila.
— A może trzeba wam przypomnieć, że mamy teraz ważne spotkanie? — zadrwił Severus.
— Och, zamknij się — odparł Harry z irytacją, ale oderwał wzrok od Draco i Wiktorii, żeby spojrzeć na zaszokowane miny ludzi siedzących w ogrodzie. — Przepraszam — mruknął do Snape’a ze skruchą.
— Skup się, Harry — polecił Severus cicho.
Harry wywrócił oczami, ale posłuchał i ponownie skoncentrował się na zebranych, uznając, że chwilowe rozproszenie uwagi to w danej sytuacji tylko niewielki kryzys.

***

Pochylając głowę, Harry potarł skronie. W zasadzie prowadzenie spotkania już godzinę temu oddał w ręce Severusa, pozwalając wyjawić te tajemnice, które mogli. Sam słuchał tylko jednym uchem, starając się raczej obserwować reakcje ludzi.
Niektórzy wyglądali na przekonanych, a przynajmniej próbowali przyswoić nowe informacje, marszcząc przy tym czoła w zamyśleniu. Wielu jednak wciąż było rozgniewanych i wystraszonych. Bez wątpienia nie wierzyli w to, co mówił Severus.
Harry nie bardzo wiedział, co robić. W finałowej bitwie potrzebował Draco, Severusa i starszych Malfoyów. Draco stanie u jego boku, gdy będzie musiał pokonać Nagini, zanim zmierzy się z Voldemortem. Wszyscy w tej konfrontacji mają wyznaczone ważne role. Choć nie był pewien, czy zdoła zaryzykować ich życie, jeśli po prostu zrezygnują w przypadku, gdy inni członkowie zakonu ich nie poprą.
Nie żeby miał wielki wybór. Czuł się chory na myśl, że Severus zapewne poszedłby za nim i poświęcił się, nawet gdyby zakon nie zdecydował się im pomóc. Podejrzewał też, że Lucjusz i Narcyza również go nie opuszczą. Będą walczyć, jeśli już nie z innego powodu, to aby chronić swojego syna.
Draco kategorycznie oświadczył, że nie odstąpi Harry’ego na krok. Na Severusie nie zrobiło to wrażenia, bo dobrze wiedział, jak jego wychowanek zachowuje się w sytuacjach kryzysowych. Temat bezpośredniego zaangażowania Draco podczas bitwy stanowił między nimi źródło niezgody, odkąd zaczęli tworzyć plany. Ale doszli do kompromisu. Draco będzie wspierał Harry’ego i dodawał mu otuchy, lecz nie wysunie nosa spod peleryny-niewidki.
Starali się jak mogli, żeby ochronić ich wszystkich przed siłami Voldemorta, mimo że dotąd nie mieli okazji wprowadzić członków zakonu we wszystkie szczegóły. Ludzie wciąż nie byli w stanie pojąć idei przyjęcia pomocy od złych śmierciożerców, a zwłaszcza od Severusa Snape’a.
Szczególnie Tonks zadawała mu wiele pytań. Wydawała się teraz dość pewna jego lojalności, ale Malfoyom rzucała podejrzliwe spojrzenia. Moody strzelał zarzutami jak z karabinu, wręcz promieniując nieufnością i gniewem.
Harry miał ochotę wrzeszczeć z frustracji. Ci ludzie mieli prawo złościć się i wątpić, ale on ich potrzebował. Nie miał pojęcia, jak postąpi, jeśli nie będą z nim współpracowali przynajmniej do chwili, gdy rozpocznie się ostateczna bitwa.
Draco dotknął delikatnie jego nadgarstka, dając mu tym znać, by odsunął dłonie od twarzy. Gdy Harry opuścił ręce i na niego popatrzył, Draco podał mu ukradkiem fiolkę. Harry podziękował mu uśmiechem i wyciągnął korek, aby wypić eliksir.
— Potter, nie! — krzyknął Moody.
Harry gwałtownie uniósł głowę.
— Nie pij tego! — rozkazał Moody.
Wszyscy skupili teraz uwagę na nich i Harry westchnął.
— To tylko środek przeciwbólowy — wyjaśnił.
— Widziałem, że to Malfoy ci go podał. To z pewnością trucizna albo eliksir, dzięki któremu będzie mógł cię kontrolować.
— Albo dzięki któremu pozbędę się bólu głowy — zadrwił Harry i wychylił fiolkę.
Połowa członków zakonu przyglądała mu się z przerażeniem wypisanym na twarzy.
— Harry, jak możesz tak ryzykować? — zapytała Tonks.
Kilka innych osób również zaczęło głośno protestować. W zasadzie, co Harry zaobserwował ze zgrozą, większość siedzących przy stole wrzeszczała.
Westchnął, próbując wskrzesić w sobie gniew, jaki powinien odczuwać, ogarnęło go jednak tylko rozczarowanie, choć sam nie wiedział, czy sobą, czy innymi.
— Jak mniemam, powinna teraz nastąpić mała zmiana planów — powiedział sarkastycznie Severus.
— Wybaczcie — warknął Draco.
Złapał Harry’ego za ramię i bezceremonialnie zaciągnął go do domu, po czym wyszarpnął mu z kieszeni różdżkę i otoczył ich zaklęciem wyciszającym. Nie wiedział tylko, że Severus, korzystając z różdżki Remusa, zaraz je anulował, w zamian przenosząc ich głosy do ogrodu.
— Do diabła! — wyrzucił z siebie Draco ze zdenerwowaniem, tracąc swoje malfoyowskie opanowanie. — Nie pozwolę ci zrezygnować!
— Wcale nie zamierzam! — odkrzyknął Harry. — Ale co mam robić, do jasnej cholery? Severus chyba miał rację, kiedy mówił, że to się nie uda.
Draco prychnął.
— A od kiedy to uważasz, że Severus może mieć rację?
— Ma ją o wiele częściej niż ja. I obaj o tym wiemy — powiedział Harry, uśmiechając się smutno.
— Ale nie ma racji, jeśli chodzi o rzeczy niemożliwe — oznajmił Draco. — W tym ty jesteś ekspertem.
Harry z roztargnieniem potarł obolałe ramię, a Draco objął go i zaczął rozcierać jego napięte barki.
— Może próbowałem dokonać tej jednej niemożliwej rzeczy za dużo.
— Kochany, stałeś się mistrzem w dokonywaniu niemożliwego, zanim się jeszcze urodziłeś — zażartował Draco. — Nieważne, co myśli Severus, ty tam wrócisz i uzyskasz ich zapewnienie, że wesprą cię w sobotniej bitwie.
Harry westchnął ciężko.
— Zapewne w tym właśnie tkwi problem.
— To znaczy? — zapytał Draco.
— Sam pomyśl. Tym razem tak naprawdę wcale nie chcę osiągnąć niemożliwego. Nie chcę, żeby inni walczyli i narażali swoje życie.
Sfrustrowany odsunął się od Draco i zaczął nerwowy spacer, w równym rytmie stukając obcasami po podłodze. Draco oparł się o kontuar i go obserwował.
— To nie w porządku w stosunku do ciebie, Severusa i twoich rodziców, ale jakaś część mnie chce, żeby ludzie nadal się was obawiali, bo jeśli z tym sobie poradzimy, to poradzimy też sobie z realnym zagrożeniem — wyjaśnił.
— Harry, potrzebujesz wszystkich i nie wszystkich zdołasz ochronić — przypomniał mu Draco.
— Kurwa, myślisz, że o tym nie wiem?! — wykrzyknął Harry.
— Ty się boisz — powiedział Draco cicho.
Harry gwałtownie szarpnął głową w stronę ogrodu.
— Nie sądzisz, że są już dostatecznie przerażeni? — odparł z goryczą. — Już o tym rozmawialiśmy. Nie stać mnie na taki luksus, żeby się bać. — Przesunął dłonią po włosach. — I wcale się nie boję. Jestem na siebie wściekły, bo jak idiota uwierzyłem, że mogę sprawić, aby inni zaufali mi na tyle, by zaakceptować pomoc czwórki śmierciożerców.
— Wcześniej dokonywałeś niemożliwego — przypomniał mu Draco cierpko. — Wystarczy zapytać Severusa.
— Można by pomyśleć, że skoro przekonałem Severusa, że niemożliwe jest możliwe, to mogę przekonać każdego? — zapytał Harry gorzko.
— Czy uważasz, że Severusa obchodzi większość z tych ludzi w ogrodzie? — spytał Draco po chwili namysłu.
— Tak, obchodzi — potwierdził Harry, marszcząc brwi i zastanawiając się, jak zmienić temat.
Draco potrząsnął głową z rozdrażnieniem.
— Severus dba o nich tylko teoretycznie. Owszem, ryzykuje dla nich życie, ale tak naprawdę wcale go nie obchodzą. Nie tak jak ciebie, Harry. Dla ciebie są ważni właśnie w ten sposób, każda cholerna osoba… włączając w to śmierciożerców, których odrzucają wszyscy inni.
— Cóż, każdy zasługuje na drugą szansę — odparł Harry na swoją obronę.
— Merlinie, Harry, jeszcze nie rozumiesz? — zapytał Draco. — Nie ma tutaj dzisiaj osoby, która mogłaby to powiedzieć i jednocześnie naprawdę tak myśleć.
— Dumbledore w to wierzył — wyszeptał Harry.
— Tak, wierzył — zgodził się Draco. Jego wyraz twarzy prezentował się o wiele poważniej, niż Harry kiedykolwiek widział. — Nie jestem głupi, Harry. Wiem, że jednym z głównych powodów, dla których wierzysz, iż dałeś mi drugą szansę, jest to, że Dumbledore, wtedy na wieży, też mi ją ofiarował. Ten człowiek umierał, a jednak mi ją zaoferował.
Harry wpatrywał się w niego. Nigdy nie rozmawiali o tym bezpośrednio, ale po wczorajszej wizycie w wieży astronomicznej nie do końca go to zaskoczyło.
— Draco, ja… tak, masz rację — przyznał. — Kiedy pierwszy raz pojawiłeś się u mnie z Wiktorią, nienawidziłem cię i tego, co zrobiłeś — przerwał. — Wiedz, że nadal się z tym nie pogodziłem. — Odetchnął ciężko i zaczął chodzić w kółko, pokazując tym swoje wzburzenie. — Ale byłem tam. Nie masz pojęcia, ile razy słyszałem w myślach, jak mówisz Dumbledore’owi, że nie miałeś innego wyjścia. I Dumbledore’a, kiedy oferuje ci drugą szansę.
— Harry, tak mi przykro — odezwał się Draco z żalem. — Nie rozgrzesza to tego, co zrobiłem, ale usiłowałem chronić rodzinę.
— Boże, Draco, wiem — powiedział Harry. — Ja tylko… dałem ci tę szansę z powodu tego, co stało się tamtej nocy. Próba ratowania ciebie była jedną z ostatnich rzeczy, jaką uczynił w życiu Dumbledore, a ja nie chciałem go zawieść.
Draco złapał go za ramię i powstrzymał od dreptania w kółko.
— Harry, ja nie chciałem o tym rozmawiać, a szczególnie nie teraz, ale musisz zrozumieć, że nie chodzi tylko o to, że Dumbledore dał mi szansę. Ty mi ją dałeś. I ty podjąłeś tę decyzję. To ty wierzysz w ludzi. Ty się o nich troszczysz. Czy na to zasługują, czy nie.
— Ty zasługujesz — powiedział Harry, marszcząc brwi.
— Do diabła, Harry — odezwał się Draco, potrząsając w zrezygnowaniu głową. — Nawaliłem. Wszyscy poza tobą doskonale zdają sobie sprawę, że wcale nie zasłużyłem na drugą szansę. Dlatego się z nimi kłócisz.
— Cóż, nie mają racji — upierał się Harry.
Draco prychnął.
— A wszyscy kłaniają się i słuchają mądrości Harry’ego Pottera — wycedził sardonicznie.
— Co się, do kurwy nędzy, z tobą dzieje? — rzucił Harry. — Miałeś być po mojej stronie.
— Jestem po twojej stronie — zapewnił Draco. — I dzięki Merlinowi, że jestem, bo Czarny Pan nie jest tak wytrwały jak ty w swoich przekonaniach, a to już coś mówi. On nie ma szans na wygraną nawet w piekle.
— Oczywiście, że nie wygra, ale o czym ty, kurwa, mówisz? — zapytał Harry.
Draco zaśmiał się i jego twarz złagodniała.
— Nie rozumiesz, jak wyjątkowy naprawdę jesteś, Harry — powiedział. — Ostatnie dwa miesiące należą do najcięższych w twoim życiu, ale ty to zaakceptowałeś. Byłem z tobą. Obserwowałem cię. Zrobisz wszystko, żeby tylko pomóc, a przez większość czasu nie jesteś tego nawet świadomy. Po prostu to robisz.
— Draco, nie jestem wyjątkowy — odparł Harry, potrząsając głową. — Ja tylko… staram się robić to, co należy.
— A co może być bardziej szlachetne? — zapytał Draco z lekką irytacją. — Albo bardziej nieświadome niż to, że taki właśnie jesteś?
— Czy ty możesz być jeszcze bardziej popieprzony? — zapytał Harry przymilnie.
Draco jęknął i uniósł ręce w geście rezygnacji.
— Dobra, poddaję się — oświadczył. Zamilkł na chwilę. — Ale nadal uważam, że przypominasz Dumbledore’a bardziej, niż myślisz.
Harry wywrócił oczami.
— Nie jestem jak Dumbledore.
— Nie — odparł Draco w zamyśleniu. — Jesteś raczej mieszanką jego i Severusa.
Harry, pełen niedowierzania, zakrztusił się śmiechem.
— Oszalałeś — stwierdził.
Draco posłał mu wyniosłe spojrzenie.
— Z jednej strony tworzysz wokół siebie atmosferę zaufania, tak jak Dumbledore. Zawsze robisz to, co dobre, dajesz ludziom drugą szansę i ocalasz świat. A z drugiej strony, jesteś tak niebezpieczny i opryskliwy jak Severus. — Przerwał na chwilę. — Co do drugiego, naprawdę jestem pod wrażeniem. Coś takiego wydaje się zabierać mnóstwo wysiłku, a tobie przychodzi z łatwością — dodał niewinnie.
— Odczep się, Draco — odpowiedział Harry tonem bardziej rozbawionym, niż rozzłoszczonym.
Draco uśmiechnął się krzywo, a potem dokończył:
— Harry, jesteś tak silnym przywódcą jak Dumbledore, bo inni zdają sobie sprawę, jak bardzo ci zależy. I tak silnym, jak Severus, bo zrobisz wszystko, co potrzeba, by nas ochronić.
— Tak, i tu tkwi problem, prawda? Zrobię wszystko, włączając zakumplowanie się ze złymi śmierciożercami — odparł sarkastycznie Harry. — Jestem pewien, że ci ludzie spisali mnie na straty, tak jak spisali Severusa.
— Prawdopodobnie — zgodził się Draco — ale znasz prawdę, Harry.
— Prawda się tu chyba, kurwa, nie liczy — skwitował Harry. — Byłeś tam. Severus i ja cały wieczór mówiliśmy prawdę, a nie miała ona znaczenia.
— Dla ciebie ma — upierał się Draco. — Widziałem ich i widziałem ciebie. To, jak się poddajesz. Nie obchodzi mnie ani trochę, czy ci wierzą, czy nie. Obchodzi mnie, czy ty w to wierzysz.
— Draco, nie liczy się to, w co wierzę — stwierdził Harry ze zmęczeniem.
— Pieprz się, Potter! — rzucił Draco. — Jeśli przestaniesz wierzyć w ludzi, przegraliśmy. Oni mogą tego nie rozumieć. Ale ja rozumiem.
— Więc co, do cholery, powinienem zrobić?! — krzyknął Harry. — Główną przeszkodą w tej chwili jest to, że wszyscy myślą, że oszalałem albo kontrolują mnie czterej śmierciożercy. Bo tym dla nich jesteście. Nie widzą w was nic, co widzę ja.
— Więc im powiedz — przekonywał. — Spraw, żeby uwierzyli.
— Nie mogę — odparł Harry ze złością. — To osobiste, a oni nigdy by mi nie uwierzyli, nawet gdybym im powiedział. Staliście tam i udawaliście opanowanych i chłodnych tak bardzo, że ledwo dostrzegałem w was ludzi z którymi mieszkam. Kto by mi uwierzył, że jesteś uroczy i romantyczny? Kto by uwierzył, że Narcyza matkuje mi przy każdej okazji? Kto by uwierzył, że Lucjusz tulił mnie, kiedy wypłakiwałem sobie oczy po zabiciu jego szwagierki? Kto uwierzy, że Severus pozwala mi wypłakiwać się w jego ramię? A kto uwierzy, że on płakał na moim?
Harry zamilkł nagle, a szok w oczach Draco odbijał jego własny.
— Kurwa! — krzyknął. Odwrócił się, żeby uderzyć z frustracją w najbliższą ścianę, ale Draco złapał jego ramię. — Puszczaj mnie!
— Nie, bo uszkodzisz sobie drugą rękę.
— Cóż, to się nie będzie, kurwa, liczyło, jeśli Severus dowie się, że ci to wyjawiłem, prawda? — wyrzucił Harry. — Boże, on mnie zabije.
— Nie zabije — sprzeciwił się Draco. — Przestań być taki melodramatyczny. — Zamilkł. — Czy Severus naprawdę wypłakiwał ci się w ramię?
Harry pokiwał głową otoczoną swoimi dłońmi.
— Harry? — zapytał zaniepokojony Draco.
Harry zacisnął palce na włosach.
— Dzisiejszy wieczór dla ciebie obraca się wokół Severusa, prawda? — powiedział Draco pytająco, ale jego ton sugerował, że czuł, jakby zaczynał coś rozumieć. — Nie chodzi o to, że starasz się uzyskać pomoc w czasie bitwy. Niezupełnie. Bo wiesz, że wszyscy się na nią stawią, kiedy tylko powiesz słowo. Chodzi o Severusa.
— Severus nie zasługuje na to, jak go traktują! — eksplodował Harry. — Wypłakiwał mi się w ramię nie w technicznym sensie, ale byłem z nim. To ja widziałem, jak opłakuje Dumbledore’a. Nie rozumieją tego. Nie wiedzą.
— Ale ty wiesz — odezwał się Draco. — Wiesz lepiej niż ktokolwiek inny, prawda, Harry? Dlatego Severus traktuje cię jak syna. Dlatego to wobec ciebie jest najbardziej otwarty. Nie traktuje mnie choć w połowie tak dobrze, a jestem jego chrześniakiem.
Harry gwałtownie pokręcił głową, wcale się nie zgadzając.
— Nie! Ja po prostu wiem, co się tam wydarzyło — wyjaśnił. — Wszyscy go odrzucają, bo zabił Dumbledore’a. Mogą poradzić sobie z byłymi śmierciożercami, ale nie z tym, że zabił ich przywódcę.
— Nie rozumieją tego!
— To ty nie rozumiesz, Draco! — krzyknął Harry. — Jeśli ja nie mogę ich przekonać o niewinności Severusa, to go, kurwa, zawiodę. Zawiodę go tak, jak Dumbledore.
— O czym ty, do diabła, mówisz? — zażądał odpowiedzi Draco.
— Dumbledore zrobił wszystko dla pieprzonego większego dobra — rzucił Harry. — Masz rację, Draco. Jestem taki, jak on — dodał, a w jego głosie czaiło się samopotępienie. — Dumbledore poświęcił Severusa dla większego dobra. Potrzebowaliśmy go jako szpiega i Dumbledore wiedział, że to Snape będzie musiał go zabić. Wiedział, że tak czy siak umrze, a to zabezpieczyło pozycję Severusa. Dumbledore podjął tę decyzję, a Severus się zgodził. — Potrząsnął gniewnie głową. — Znam prawdę na temat tego, co się stało tamtej nocy. Jeśli ujawnię wszystkim najmniejsze szczegóły, większość z nich przestanie winić Severusa. A przynajmniej nie za śmierć Dumbledore’a. Bo będą winić go z setki innych powodów — dodał gorzkim tonem. Wbił spojrzenie w Draco. — Ale nie mogę powiedzieć im, co się wydarzyło… dla większego dobra — dokończył szorstko.
— Sekrety Czarnego Pana — wymamrotał Draco.
— Tak, sekrety Czarnego Pana — powtórzył Harry sardonicznie. — Te sekrety pozwolą mi zabić go w sobotę. Wykonam zadanie, które przydzielił mi Dumbledore. Takie, którego nie wyjaśnię reszcie, bo przypłacę to ich życiem. Veritaserum i myślodsiewnia nie wchodzą w grę. Sam Dumbledore rozkazał mi zatrzymać informacje dla siebie. Rozmawiałem wczoraj z jego cholernym portretem i powiedział mi znowu to samo. Wierzy, że będę w stanie wszystkich przez to przeprowadzić. Jak?! — krzyknął. — Niemożliwe jest przekonać wszystkich, że stoimy po tej samej stronie, bo nie mogę im wszystkiego wyjawić!
— Dobrze, rozumiem — przerwał mu Draco. — Tylko się uspokój.
Harry odetchnął sfrustrowany, opierając się o kredens. Zatoczył koło głową, próbując zniwelować tworzące się w ramionach napięcie.
— Draco, bardzo nie chcę ci tego mówić, ale nie jesteś jednym z tych, których muszę przekonywać.
Draco zaśmiał się. Położył dłonie na blacie kredensu po obu stronach bioder Harry’ego, odcinając mu drogę ucieczki.
— Nie, ale potrzebowałeś przerwy. Bo jak na tę chwilę jesteś gotowy zrezygnować — powiedział. — Albo eksplodować.
— Nie wiedziałem, co robić — wyznał Harry. — I nadal nie wiem. Nic nie osiągnęliśmy, ukrywając się tutaj.
— Owszem, osiągnęliśmy — nie zgodził się Draco.
— Niby co?
— Przypomniałeś sobie o kilku powodach, dla których tak wytrwale walczysz — wyjaśnił Draco. — I że większe dobro oznacza też ratowanie wszystkich, kogo da się uratować, włącznie ze śmierciożercami-przybłędami.
Harry potrząsnął głową, uśmiechając się.
— Śmierciożercy-przybłędy są straszliwie kłopotliwi — stwierdził.
— Ale i tak nas kochasz — zripostował Draco przebiegle.
— Tak, kocham — odpowiedział Harry miękko, zanurzył dłonie we włosach Draco i przyciągnął go do pocałunku. Ten odwzajemniał się przez kilka chwil, a potem niechętnie się odsunął.
— Powinniśmy wracać — westchnął Harry. — Nie wiem, jak długo tu jesteśmy, a kto wie, co się dzieje pod naszą nieobecność.
Draco zmarszczył brwi.
— Jestem zaskoczony, że nikt po nas nie przyszedł — zauważył.
Harry wzruszył ramionami, wcale tym nieprzejęty.
— Jestem pewien, że Severus i Remus wiedzieli, że potrzebuję chwili, by ochłonąć — powiedział. — Chociaż mimo że oni to wiedzą, reszta prawdopodobnie myśli, że ty… do diabła, nie wiem, co sobie myślą. Nie mam pewności, jaką krzywdę w ich głowie mi wyrządziłeś, dając ten eliksir przeciwbólowy.
— Może powinieneś zaznaczyć, że kilku z nich pociąga z tej samej partii, a ich nie potruło — wytknął oschle Draco.
Harry zamrugał.
— Zapomniałem, że większość z nich nie ma pojęcia, że tego lata to ja zaopatrywałem ich w eliksiry uzdrawiające.
— Ty? — prychnął Draco. — Harry, owszem, zaoferowałeś się jako wolontariusz, że uwarzysz eliksiry dla zakonu, ale w ogóle w tym nie pomagałeś.
— Chyba ostatnio nie przypilnowałem, jak się mają zapasy — przyznał Harry, czując się winny. — Myślisz, że Pomfrey będzie potrzebować więcej? Powiedziałaby mi, gdyby jej się kończyły, prawda?
Draco wpatrywał się w niego z niedowierzaniem wypisanym na twarzy.
— Harry, kiedy dojdziesz do wniosku, że nie możesz robić wszystkiego? Pani Pomfrey nic ci nie powiedziała, bo regularnie wysyłaliśmy jej zapasy. Lupin kontroluje, jakie eliksiry są potrzebne. Severus, ojciec i ja je uwarzyliśmy. A mama zapakowała je ze mną i w sobotę wysłała prawie wszystko do ministerstwa.
— Och — odezwał się Harry, absorbując informację. — Muszę im powiedzieć, że to ty byłeś odpowiedzialny za dostawy, nie ja. Nadal wysyłacie je przez Mrużkę?
— Gdzie, do kurwy nędzy, masz głowę? — zapytał Draco. — Oczywiście, że tak. Jak zwykle dostarcza je prosto do Pomfrey. A raczej daję je Mrużce i twojemu cudownemu Zgredkowi, żeby dostarczyli je Pomfrey.
Harry wywrócił oczami na wzmiankę o Zgredku.
— Twój ojciec narzeka na brak służby? — zapytał.
— Niezupełnie — odparł Draco, uśmiechając się krzywo. — Severus napomknął kiedyś o tym, że byłoby lepiej dla nas wszystkich, gdybyśmy zwyczajnie podążyli śladami Zgredka i przyłączyli się do ciebie lata temu. Nie sądzę, żeby ojca cieszył fakt, że skrzat podejmuje lepsze decyzje niż on.
— Och, boże — sapnął Harry, krztusząc się ze śmiechu. — Nie mogę uwierzyć, że twój ojciec nadal ze mną rozmawia.
— Pomyślałem, że to docenisz — odpowiedział Draco, potrząsając głową. — Oczywiście, że nadal z tobą rozmawia. Lepiej być po twojej stronie, ale nadal żywi urazę do Zgredka.
— Nie myślę inaczej — przyznał Harry, starając się kontrolować śmiech.
— No i co, czujesz się lepiej? — zapytał Draco.
— Tak, przywołałeś do porządku moją pewność siebie — stwierdził Harry smutno. — Mój ty bohaterze — dodał dramatycznie i roześmiał, kiedy Draco się skrzywił.
— To ty jesteś bohaterem, nie ja — wytknął. — No to teraz chodź i zachowuj się jak ten bohater.
— Nadal nie wiem, co im powiedzieć.
— Myślę… myślę, że musimy zejść na sytuację osobistą — przyznał Draco. — Harry, wszystko, co powiedzieliśmy tutaj, jest o wiele realniejsze niż suche fakty, które przedstawiliście wcześniej z Severusem.
— Severus wścieka się już dostatecznie, kiedy pokazuję za dużo uczuć — odparł Harry. — Jakoś nie widzę, żeby ucieszył się, kiedy ukażę też jego.
— Cóż, może nie powinieneś mówić im o tym, że ci się wypłakiwał — przyznał Draco. — Nie zabiłby cię, ale jakoś nie mam ochoty oglądać, jak żywcem obdziera cię ze skóry.
Harry prychnął z rozbawieniem.
— Dzięki za ten głos pewności — powiedział sarkastycznie.
— Cholernie dobrze wiesz, że Severus nigdy by cię nie skrzywdził — dodał Draco, uśmiechając się krzywo.
— Tak, przypomnę ci, co powiedziałeś, kiedy za dwa dni wyjdę z treningów z nim cały posiniaczony.
Draco znowu się skrzywił.
— Racja — skonstatował.
— Poza tym — ciągnął Harry — co mam im powiedzieć o tobie?
Draco odetchnął głośno.
— Zapewne powiedzenie im, że przyszedłem do ciebie po pomoc, bo byłem przerażony jak nigdy w życiu, trochę zepsuje mój wizerunek, prawda?
— Hm, prawdopodobnie — potwierdził Harry, starając się nie uśmiechać.
— Nie śmiej się ze mnie, ty dupku — odparł Draco, choć sam lekko się uśmiechał.
— Nie śmiałem się — zaprotestował Harry.
— A powiedzenie im, że zakochałem się w ich bohaterze, pewnie również trochę go zepsuje — dodał Draco.
— Wstydzisz się mnie? — zapytał Harry przedrzeźniającym tonem.
— Wszyscy będą myśleli, że jestem mięczakiem — rzucił Draco.
— Ach, więc siebie się wstydzisz — wywnioskował Harry z rozbawieniem. — Będzie dobrze. Twój wizerunek pełen chłodnej ignorancji i czystego zła może zostać zniszczony na wieki, ale sądzę, że nadal będziesz nieznośnym dupkiem, więc nie powinieneś się zamartwiać.
— Dziękuję, Harry — wycedził Draco.
— Nie ma za co — odpowiedział z radością Harry.
— Chodź — odezwał się Draco, wywracając oczami. — Jeśli zostaniemy tu dłużej, Severus nas obu obedrze ze skóry.
Skradli ostatni pocałunek, po czym w końcu opuścili kuchnię i wrócili do ogrodu. Zatrzymali się gwałtownie, obserwując rozgrywającą się przed nimi scenę. Severus się krzywił. Ale wielu zebranych się uśmiechało. Większość ich przyjaciół i rodziny wyglądała, jakby powstrzymywała śmiech.
— O co chodzi? — zapytał nieufnie Harry.
— O ciebie, ty mój okropny dzieciaku — odpowiedział Severus jedwabiście. — Będziesz warzył wszystkie potrzebne eliksiry do skrzydła szpitalnego przez cały następny rok. I ty również, Draco.
Harry wpatrywał się w niego w szoku i niedowierzaniu.
— A czemu my?! — zaprotestował. — Nie wiemy nawet, czy wrócimy do szkoły — dodał. — Co do całej sytuacji mają eliksiry?
— Może wolisz, żebym obdarł cię ze skóry? — zasugerował Severus.
Oczy Harry’ego niemal wypadły z orbit. Spojrzał na Draco, który miał podobny wyraz twarzy.
— Och, kurwa — wydyszał Draco.
— Co? — zapytał Harry, desperacko mając nadzieję, że Draco nie da mu odpowiedzi, której nie spodziewał się usłyszeć.
— Nie rzuciłem zaklęcia wyciszającego przeciw Severusowi — przyznał Draco.
Harry powoli obrócił głowę.
— Nie śmiałeś… — zaczął mówić do Snape’a.
— Czy wasza dwójka potrafi jeszcze częściej zmieniać nastrój w przeciągu dwudziestu minut? — zapytał z sarkazmem Severus, przedrzeźniając ich wcześniejsze komentarze.
Harry przełknął głośno ślinę, wciąż nadal nie chcąc uwierzyć w to, co słyszy.
Powiódł oczami po zebranych, którzy kiwnięciami głową potwierdzali, że tak, Severus rzeczywiście przełamał zaklęcie wyciszające i tak, wszyscy słyszeli rozmowę Harry’ego i Draco.
— Ale nadal mam twoją różdżkę — zaprotestował Harry.
Remus pomachał dłonią, uśmiechając się.
Harry poczuł ciepło rosnącego zażenowania, co z pewnością okrasiło jego twarz soczystą czerwienią.
— Severusie, ja, umm… cholera — wydyszał, kiedy Snape do niego podchodził. Zamknął oczy, czekając na niechybny moment śmierci.
Który zaczął się pocałunkiem przyciśniętym do czoła. Otworzył oczy i spojrzał na Severusa.
— Pomyślałem, że praktyczna manifestacja mojego oddania byłaby tu na miejscu — wyjaśnił Severus oschle.
— Severusie, wybacz mi — odezwał się Harry żałośnie. — Nie zamierzałem mówić Draco, a nie wiedziałem, że wszyscy mnie słyszą.
— Chodź tutaj, dziecko — przerwał mu Severus, przyciągając Harry’ego i przytulając go. — Nieważne, co się dzieje, nigdy mnie nie zawodzisz — przerwał. — Prawdopodobnie mnie poniżyłeś, ale nie zawiodłeś.
— Poniżyłem? To z siebie zrobiłem głupca — wymamrotał Harry, przyciskając twarz do szat Severusa.
— W rzeczy samej. Tak czy siak, spontaniczne interakcje wydają się dla ciebie potężnym narzędziem komunikacji.
— Co masz na myśli? — zapytał Harry.
— Przestań się chować w moich szatach, to sam zobaczysz — odpowiedział Severus, delikatnie odpychając od siebie Harry’ego. Przystanął, by na czole Draco również złożyć podobny pocałunek, po czym odmaszerował bez słowa do stołu.
Harry spojrzał na zebranych. Severus zaszokował niemal wszystkich, okazując uczucia Harry’emu i Draco. Nawet Remus, Narcyza i Lucjusz się tego nie spodziewali.
Zmarszczywszy brwi, Harry spojrzał na Draco. Czuł się o wiele lepiej, widząc jego zaróżowione z zawstydzenia policzki. Przynajmniej nie on jeden. Draco mrugał zapalczywie, próbując otrząsnąć się z zaskoczenia.
— Severus nie pocałował mnie w czoło, od kiedy zacząłem Hogwart — przyznał.
— A więc to dobrze, prawda? — zapytał Harry, czując jednak niepewność.
Mimo zakłopotania w oczach Draco igrało rozbawienie.
— Tak, Harry, to dobrze. Powiedziałem, że do czasu, kiedy zapadnie noc, wszyscy dowiedzą się, co czuje Harry Potter. Ale nie oczekiwałem, że dowiemy się, co niektórzy czują wobec ciebie. — Ujął dłoń Harry’ego. — Chodź, musisz dokończyć spotkanie.
Harry pozwolił, aby Draco go poprowadził, rozradowany zmianą atmosfery. Stanął u szczytu stołu, po prostu patrząc po zebranych. Co, do diabła, powiedział do Draco o tych nastrojach, co zmieniają się tak szybko? Cokolwiek to było, miało wpływ również na Draco. Wcześniej pokazywał tylko swój chłód, a teraz stał za nim z ramionami swobodnie oplecionymi wokół jego pasa.
— Dumbledore byłby z ciebie dumny, chłopcze — odezwał się Moody swoim ponurym tonem.
Harry znowu się zarumienił, nie wiedząc, co powiedzieć.
McGonagall pokiwała głową z aprobatą. Twarz pani Weasley jaśniała dumą. Narcyza i Remus uśmiechali się ciepło. Lucjusz obdarzył ich suchym, zrezygnowanym wykrzywieniem ust.
— A więc jakie mamy plany na sobotę? — zapytała rześko Tonks.
— Umm, ja… — Harry spojrzał na Severus, mając nadzieję na jakąkolwiek pomoc.
Severus ścisnął palcami nasadę nosa, pokazując tym swoje rozdrażnienie.
— Znasz plany, Harry — odezwał się. — Musisz je tutaj przedstawić, jeśli oczekujesz ich współudziału.
— Wiem — odparł Harry z irytacją. — Tylko…
Draco pocałował go w skroń.
— Spokojnie — wymruczał. — Wszyscy tutaj są po twojej stronie.
Harry powoli nabrał powietrz w płuca, relaksując się w objęciach Draco. Wyglądało na to, że wszystkie osobiste szczegóły, którym pozwolił się wymknąć, podziałały, i stwierdził, że był głupcem, poddając je w wątpliwość. Wystarczy to zaakceptować i działać dalej.
Zaczął mówić do swojej uważnie słuchającej publiczności. Tym razem poszło o wiele lepiej.

Cdn.
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez MargotX » 7 mar 2017, o 18:01

Kolejny świetny rozdział, zdecydowanie jeden z lepszych, spośród dotychczas przetłumaczonych.
Miałam takie luźne skojarzenie z Bez schronienia, bo tam również ukazany jest taki niechciany, a jednak niewątpliwy autorytet Harry'ego. Z jednej strony wcale go nie pragnie i nie do końca sobie z nim radzi, z drugiej zaś - jest to jedyna możliwość przekonania członków zakonu, i nie tylko ich, o swoich racjach, nakłonienia ich do ścisłej współpracy z nastolatkiem.
W tym rozdziale co prawda samo uzyskanie pełnego zaufania i akceptacji przebiegło w dość nieoczekiwany sposób, ale nie da się ukryć, że rozmowa z Draco, jego siła przekonywania była absolutnie niesamowita. Draco wzniósł się na szczyty swojej inteligencji i pewnej przebiegłości, ale zagrał bardzo umiejętnie i właściwie na emocjach Harry'ego, na jego postrzeganiu pewnych rzeczy i osób, na tym, co jest istotą Pottera. Nie zawiódł przy tym jego zaufania.

Za to obydwoje chłopcy odsłonili nieco uczuciowej strony Severusa Snape'a, pokazali jego oblicze, którego chyba nikt poza domownikami Grimmauld Place nie znał. Tyle, że kompletnie nie zdawali sobie z tego sprawy ;) Ale za to manewr Snape'a uwiarygodnił samego Harry'ego, jak i jego plany, decyzje i wybory bardziej, niż kiedykolwiek mógłby liczyć na coś takiego próbując przekonać tłum, co zresztą miało miejsce kilka minut wcześniej, z dość marnym skutkiem...

Anyway, jak dla mnie, świetny rozdział od pierwszego do ostatniego wersu; nie ma tu nic zbędnego, nic za bardzo wymyślnego, a całość czytało się rewelacyjnie. Miałam nawet łzy w oczach...

Kaczalko, Lasair - cóż można napisać poza ogromnym DZIĘKUJĘ!!!
Dzięki Wam pozwoliłam sobie wreszcie mieć nadzieję, że Tajemnice zostaną odsłonięte w całości, i że stanie się to w jakimś realnym czasie.

Pozdrawiam bardzo ciepło. :buzki:
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Marvaid » 18 mar 2017, o 23:47

Nie umiem pisać komentarzy, przyznaję się bez bicia. Dlatego zwlekalam z założeniem tu konta. Ale wreszcie coś mnie tknęło. Pomyślałam, że naprawdę nie zaboli mnie jak coś nabazgrzę, tym bardziej że wy robicie dla nas o wiele więcej. Zacznę od tego, że ogromnie wam dziękuję! Podziwiam was za to, że tlumaczycie ten tekst w zasadzie bezinteresownie, dla nas.
Co do samej treści - uwielbiam Tajemnice. To jedno z najlepszych Drarry, jakie czytałam. Wpadłam na nie w zasadzie przypadkiem, bo szukałam ff o Harrym-przywódcy. Absolutnie się nie zawiodłam. A wszytkie scenki z Sevem wprost pożeram.
Trzymam za was kciuki!

P.S.: Stain - KC za profilowe <3
Marvaid Offline


 
Posty: 1
Dołączył(a): 7 mar 2017, o 17:11

Postprzez Grim » 20 mar 2017, o 07:05

Odwlekałam trochę przeczytanie kilku rozdziałów, żeby cieszyć się dłużej Tajemnicami. Oczywiście po tym jestem bardziej sfrustrowana, bo chcę więcej. Przypadek? Myślę dokładnie tak samo.
Drogie Tłumaczki. Odwalacie kawał naprawdę świetnej roboty. Zarówno ja, jak i przyszłe pokolenia będą Wam wdzięczne za Waszą pracę :)
Lubię Tajemnice, bo wciąż mnie zaskakują. Każdy rozdział daje delikatny zwrot, postacie nie są nudne i przewidywalne, a myśl o Severusie składającym pocałunek na czole Harry'ego zmiękczyła mi kolana.
Życzę Wam czasu, weny i czekam tu na więcej!
Ściskam
G.
Śmierć stał za pulpitem i studiował mapę. Spojrzał na Morta nieobecnym wzrokiem. NIE SŁYSZAŁEŚ PRZYPADKIEM O ZATOCE MANTE?, zapytał. - Nie, proszę pana. SŁYNNA KATASTROFA MORSKA. - Zdarzyła się tam? ZDARZY, wyjaśnił Śmierć, JEŚLI TYLKO ZNAJDĘ TO PRZEKLĘTE MIEJSCE.
T. Pratchett
Grim Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 12
Dołączył(a): 23 paź 2013, o 13:55
Lokalizacja: Festung Breslau

Postprzez Kaczalka » 1 kwi 2017, o 14:15

Za betę bardzo dziękuję Lasair :*

Rozdział czterdziesty dziewiąty

W piątek rano Harry zszedł na śniadanie, zastanawiając się, co ich dzisiaj czeka. Cały tydzień przynosił coraz to nowe stresujące wydarzenia, tak że napięcie nie spadało nawet na moment. Nie miał pojęcia, czemu akurat dziś czuł nad sobą większa presję, ale czuł ją tak czy owak.
Siadając przy stole, starał się odprężyć. Pozostali dyskutowali z ożywieniem i pomyślał, że posiłki na Grimmauld Place przypominają posiłki w Hogwarcie. Towarzystwo Ślizgonów wcale nie różniło się tak bardzo od gryfońskiego, składało się z różnych ludzi, ale tematyka rozmów była niesamowicie podobna. Sytuację można było porównać z pierwszymi dniami każdego nowego roku szkolnego, kiedy wszyscy nadrabiali miesiące nieobecności, dużo plotkowali i, oczywiście, wiele tych plotek kręciło się wokół niego.
Niezbyt uważnie słuchał, jak jego domownicy entuzjastycznie omawiają każde zdarzenie ubiegłego tygodnia, ale wyłączył się, gdy zaczęło go to przytłaczać. Jedna sprawa to próbować radzić sobie ze swoim ciężkim życiem, a zupełnie inna wysłuchiwać tego z czyichś ust. W ich głosach pobrzmiewał strach, podziw i nadzieja, co zarówno go przygnębiało, jak i przerażało.
Skierował swoje myśli ku treningom, ale nie poczuł się przez to lepiej. Dzień wczorajszy spędził na nauce zaklęć obronnych, głównie na stawianiu tarcz, faszerując się eliksirem przeciwbólowym, jakby miał nie doczekać jutra, gdy uświadomił sobie, że jutro może i nadejdzie, ale nie ma żadnej gwarancji, że je przeżyje.
Nie łudził się, że jego ramię wyleczy się przed konfrontacją z Voldemortem. Uodpornił się już na nieuzależniające eliksiry uśmierzające ból, powoli traciły swoją skuteczność, ale nie śmiał poprosić Severusa o coś mocniejszego. Byłoby to jak przyznanie się do porażki.
Właśnie wtedy sam siebie przeraził, pomyślał bowiem, że nie ma znaczenia, czy zażyje silniejszą, uzależniającą miksturę, skoro za kilka dni i tak umrze. Mógł żyć z obolałym ramieniem. Śmierć nie wchodziła w grę.
Śmierć. Pogrzeb Scrimgeoure’a miał się odbyć po południu, bo przełożono go ze względu na inne pogrzeby. Harry wcale nie lubił tego człowieka, ale zginął przecież śmiercią bohatera. O ile w ogóle coś takiego istnieje. Umarł, broniąc ministerstwa, któremu służył. Knot zwiałby, gdzie pieprz rośnie, a Scrimgeour walczył, i to dzielnie.
Harry nie mógł znieść myśli o umieraniu, a wspomnienie byłego ministra magii właśnie do tego go doprowadziło. Rozpaczliwie potrzebował otrząsnąć się z przygnębienia, a udział w pogrzebie z pewnością mu w tym nie pomoże. Nie żeby Severus zamierzał pozwolić mu pokazywać się publicznie.
Z tego co wiedział, Severus oczekiwał jego i Draco ponownie w sali treningowej tuż po śniadaniu. Harry’emu wcale się to nie uśmiechało. Ich nauczyciel wyciskał z niego siódme poty, a wczoraj do samego wieczora ćwiczyli tak intensywnie, że razem z Draco ledwie dowlekli się do łóżka.
Bez wątpienia Severus doskonalił jego umiejętności w konkretnym celu, ale Harry nie miał pojęcia, czym on jest, i niepomiernie go to frustrowało. Chciał powiedzieć Severusowi, że zamierza po prostu ćwiczyć aż do ostatecznej bitwy, ale nie potrafił zmusić się i poinformować go, że rezygnuje. Denerwowało go, że Snape posługuje się takimi samymi metodami, jak podczas nauki oklumencji, co przecież zakończyło się katastrofą. Nie zamierzał powtórzyć swojego błędu. Tak więc, jeśli tylko Severus zamierzał trenować go aż do soboty, niech i tak będzie.
W roztargnieniu rozgrzebywał jajecznicę na swoim talerzu i zastanawiał się, czy ten przysłowiowy ciężar na jego barkach mógł stać się jeszcze cięższy.
— Harry?
Uniósł wzrok, słysząc napięcie w głosie Draco. Ciekawe, jak wyglądał.
— Nic mi nie jest — mruknął. — Idę trenować dalej.
Draco zmarszczył brwi, ale pozwolił mu odejść, dając tym kilka minut samotności na zebranie sił.

***

— Cholera! — zaklął, podnosząc się z podłogi.
— Kiedyś będziemy musieli popracować nad twoim słownictwem — skwitował Severus spokojnie.
— Pieprzone słownictwo to najmniejszy z moich problemów — warknął Harry.
— Rzeczywiście — zgodził się Severus.
— Przecież nawet nie będę się pojedynkował! — wykrzyknął Harry. — Wszystko, co muszę zrobić, to zabić Nagini i Voldemorta. Tylko tyle. Nie będę walczył z żadnym zakichanym śmierciożercą! Więc po co mam się tego uczyć?
Severus spojrzał na niego beznamiętnie, ignorując jego wybuch. Harry potrząsnął głową ze złością i mocno odetchnął przez nos, wpatrując się w sufit. Był wyczerpany, bolało go całe ciało, a ramię pulsowało. Na przeklętym suficie nie znalazł żadnych rozwiązań swoich problemów.
Pokręcił szyją, żeby ją rozciągnąć, i rozmasował kark. Remus, Draco i Lucjusz stali w bezpiecznej odległości. Draco jakoś zdołał wymigać się od nauki tego konkretnego zaklęcia.
— Ile miałeś lat, kiedy je opanowałeś? — zapytał Severusa.
— Wystarczająco dużo. W pierwszej kolejności musisz nauczyć się wyczuwać magię.
Harry zacisnął zęby, zamknął oczy i przytaknął.
— Wielu czarodziejów i czarownic nigdy nie nauczyło się go rzucać — dodał Severus beztrosko.
— Ale ja muszę — sprostował Harry, mając na celu jedynie zyskanie na czasie. Już znał odpowiedź.
— Tak — odparł Severus, przedłużając tę małą przerwę. — Nieważne jak dokładne będą nasze plany, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co się jutro stanie. Miałem nadzieję, że nauczę cię tego zaklęcia na długo przed konfrontacją z Voldemortem. Nie spodziewałem się, że dojdzie do niej tego lata.
— Przykro mi, ale wolę pozbyć się Voldemorta jak najszybciej — odparł Harry sarkastycznie.
Severus nie odpowiedział i Harry zwiesił głowę. Wyładowanie się na Severusie w niczym nie pomagało. Ale, na Merlina, oczekiwał od niego zbyt wiele! A może sam oczekiwał od siebie za dużo? Nie wiedział. Był zły, że nie umiał opanować tego zaklęcia. Severus uważał, że da radę, więc zapewne miał rację.
Jedno zaklęcie. Takie, które mogło pomóc mu bardziej niż jakiekolwiek inne, jeśli ich plany zawiodą. Przypomniał sobie raz jeszcze, jak Severus wyjaśnia zasady jego działania. To zaklęcie blokujące. Technicznie rzecz biorąc, jest tarczą, która przechwytuje klątwę, zanim zacznie działać, stąd jej nazwa — Interceptum. Jak każde zaklęcie niewerbalne wymaga ogromnej koncentracji i tego musisz nauczyć się w pierwszej kolejności. Musisz skumulować swoją magię. Dodatkowa trudność polega na tym, że musisz skupiać się też na magii przeciwnika, ponieważ tego wymaga skuteczne blokowanie jego klątw.
Jakimś sposobem te słowa nic dla niego nie znaczyły. Musiał to sam poczuć. Musiał poczuć magię, ale nie potrafił. Znów tracił czas, koncentrując się na słowach Severusa, wypowiadającego zaklęcia, zamiast na samej magii.
Z zamkniętymi oczami wyobraził sobie noc na hogwarckich błoniach. Snape jakby od niechcenia odbija jego zaklęcia. Wręcz zadrżał na samo wspomnienie, jednak zdołał skupić się na niewerbalnym zaklęciu, jakiego Snape użył, żeby go blokować. Wyobraził to sobie jak coś zupełnie trywialnego. Jego czary nic nie znaczyły dla Snape’a-śmierciożercy.
Właśnie tego musiał się nauczyć. Automatycznie odbijać klątwy, jakie śmierciożercy rzucali w jego kierunku. Nawet kiedy opanowywał go gniew i strach, a adrenalina szalała w żyłach. Emocje. Być może to był klucz.
Pozwolił, by opanowało go wspomnienie tamtej nocy. Chciał poczuć wszystko — ból, wściekłość, frustrację z powodu obezwładniającej niemożności powstrzymania śmierciożercy od ucieczki.
Potarł kciukiem po gładkiej powierzchni różdżki i skoncentrował się na skumulowanej w niej mocy. Najpierw przypomniał sobie, jak łatwo Snape blokował go raz po raz. Przypomniał sobie prawdziwą walkę i prawdziwą konfrontację ich sił.
Kiwnął głową na znak zrozumienia.
Dręt
Z wciąż zamkniętymi oczami, Harry poczuł strumień magii biegnący do niego od Severusa. Pod dodatkową presją adrenaliny, pomyślał o zaklęciu Interceptum.
Wszystko trwał ułamek sekundy, ale zadziałało. Zablokował zaklęcie, zanim zostało do końca wypowiedziane.
Petrifi..
Interceptum.
Snape strzelał zaklęciem po zaklęciu, poruszając się wokół niego w milczeniu. Harry nie otworzył oczu, obracał się tylko w stronę strumieni magii. Nie usłyszał ani słowa, jednak odczuł magię zaklęcia Levicorpus i bez problemu go zablokował. Dokładnie tak samo, jak Severus zrobił tamtej nocy.
Snape wciąż rzucał klątwy, bez słów, bez uprzedzenia.
Cruc
Interceptum.
Harry zablokował zaklęcie, zanim w ogóle zarejestrował, że zostało rzucone. Zaszokowany otworzył oczy. Severus stał spokojnie z różdżką u boku, a na jego twarzy widniał wyraz satysfakcji.
— Rzuciłeś na mnie Cruciatusa?! — zapytał oskarżycielsko Harry.
— Nie, zdołałeś zablokować strumień mojej magii, zanim wypowiedziałem klątwę do końca — odparł Severus. — Samego zaklęcia nie można powstrzymać.
Harry najpierw otworzył usta, po czym je zamknął.
— Zrobiłem to — powiedział ze zdziwieniem.
— Zrobiłeś — zgodził się z nim Severus.
— Byłeś genialny! — wykrzyknął Draco, podchodząc bliżej i, ryzykując gniew Severusa, nagradzając Harry’ego pocałunkiem.
— Wynocha — rozkazał Severus.
Draco przerwał pocałunek, ale nie wypuścił Harry’ego z objęć. Uśmiechnął się do Severusa.
— Uważam, że Harry zasłużył na nagrodę — odparł wyniośle.
Severus spojrzał na niego groźnie, ale zdziałał tylko tyle, że Draco uśmiechnął się jeszcze szerzej.
— Wydaje mi się, że teraz już z nimi nie popracujesz — wycedził Lucjusz z rozbawieniem.
— Zasłużyli na przerwę — poparł go Remus.
Severus skrzywił się, najwyraźniej gotów do protestu.
— Jeszcze jedna próba, żeby upewnić się, że to nie przypadek, a potem mam wolne na resztę dnia — zaproponował Harry.
— Może zrobimy z ciebie prawdziwego Ślizgona — zaśmiał się Draco.
— Dwie próby — zawyrokował Severus, ignorując słowa Draco. — Jedna z Lucjuszem, a druga z Remusem.
Harry wywrócił oczami.
— Niech będzie — zgodził się, bo miało to jakiś sens.
Poza tym, gdy wreszcie zrozumiał istotę stawiania blokady, wcale nie wydawało mu się to takie trudne. Zapewne Severus przeklinałby go aż do ostatecznej bitwy, gdyby nie pojął zasady działania zaklęcia blokującego.
— I chcę, żebyś zrobił to znowu z zamkniętymi oczami — dodał Snape, patrząc na Harry’ego z namysłem.
Harry wzruszył ramionami na zgodę, krzywiąc się z powodu bólu w zranionym stawie.
Bez zwłoki Lucjusz zaczął rzucać na niego zaklęcia. Przemieszczał się po całej sali i miotał klątwami znienacka, próbując wytrącić Harry’ego z rytmu. Harry poczuł, kiedy Remus przyłączył się do treningu i obrócił się, aby odparować jego zaklęcie. Dwaj jego przeciwnicy wciąż go atakowali, nie dając mu ani chwili spokoju. Hary oddychał z wysiłku, aż wreszcie Lucjusz i Remus pozwolili mu na odpoczynek.
— Gdyby naprawdę chcieli cię pokonać, zrobiliby to bez trudu, ale świetnie sobie poradziłeś z dwoma przeciwnikami naraz — oświadczył Severus.
Oddychając ciężko, Harry przytaknął.
— Jak ci się to udało z zamkniętymi oczami? — zapytał Draco tonem pełnym podziwu.
Harry nie odpowiedział, tylko pochylił się i oparł ręce na kolanach. Nieźle go wymęczyli, ale faktycznie poszło mu lepiej, niż gdy walczył z samym tylko Severusem.
— Wyczuwa już samą magię — wyjaśnił Severus. — Nie można jej dostrzec wzrokiem. Jeśli poćwiczy z większym repertuarem zaklęć, przy odrobinie praktyki stanie się niepokonany w pojedynkach.
Harry spojrzał na niego, zaszokowany tak wielkim komplementem. Zaszokowany, że Severus w ogóle go pochwalił.
— Wszystko dlatego, że posiada dodatkową magię Czarnego Pana, prawda? — zapytał Draco, marszcząc brwi z namysłem. — Dlatego zdołał to przyswoić tak szybko, podczas gdy mnie zajęłoby to kilka lat?
— Uważam, że masz rację — odparł Severus.
Harry momentalnie domyślił się, że Severus nigdy nie nauczy Draco tego zaklęcia. Draco miał to szczęście, że nie urodził się jako osoba, która dorównuje Czarnemu Panu. Jemu się to przydarzyło, ale nie sądził, że to powód do dumy.
— Harry zawsze przyswajał zaklęcia szybciej niż inni uczniowie — powiedział Remus.
— Tak czy owak, to nie ma znaczenia — oznajmił Harry. — Jutro wieczorem muszę stoczyć walkę z Voldemortem, więc nieważne, czy się nauczę, czy nie.
— Wcale mi nie przeszkadza, że się nauczysz — odparł Draco, rozumiejąc, co Harry chciał mu przekazać. — Ciekawi mnie tylko, jaką tak naprawdę posiadasz moc.
Harry pokręcił głową z lekkim rozbawieniem.
— Ty i ta twoja fascynacja mocą.
— Draco ma rację — wtrącił się Lucjusz. — Jesteś bardzo silnym młodym człowiekiem i tylko dalsze szkolenie pokaże, jaką tak naprawdę władasz mocą.
Harry ponownie beztrosko wzruszył ramionami i zaraz sam siebie przeklął, czując przeszywający go ból. Próbował niczego po sobie nie pokazać, ale Severus nie dał się oszukać i zaraz zmrużył podejrzliwie oczy.
— Przeżyję — zapewnił Harry, zanim Severus zdążył się odezwać. — Idę wziąć prysznic — dodał, odwrócił się i wyszedł, nie chcąc wysłuchiwać kolejnych uwag o stanie jego ramienia.
Oczywiście Draco poszedł za nim i gderał dalej.
— Co miałeś na myśli, mówiąc, że przeżyjesz? To pieprzone ramię ciągle ci dokucza, tak?
— A czego się spodziewałeś? — zapytał Harry. — Przez ostatnie dwa dni ciągle trenowaliśmy. Boli mnie całe ciało.
— Mnie też — odparł Draco. — I szlag mnie przez to trafia.
— Dasz radę — powiedział Harry stanowczo, wpadając do ich sypialni.
Skierował się prosto do łazienki, po drodze zdejmując buty. Wciąż odwrócony plecami do Draco, gryząc się w język, zdjął podkoszulek i rzucił go na podłogę.
Przeklinał sam siebie, że rano uznał swoje ramię za wyleczone. Założenie podkoszulka najwidoczniej należało do jednej z najgorszych decyzji, jakie ostatnio podjął. Zdecydował, że koszula z guzikami, co pewnie zadowoli Draco, będzie lepszym wyborem na czas walki z Voldemortem.
Draco musnął ustami jego ramię.
— Nie mam pojęcia, jak to robisz — powiedział i kontynuował składanie delikatnych pocałunków wzdłuż jego ramienia i krzywizny szyi. Moment później pocałunki zmieniły się w ssanie.
Harry mimowolnie westchnął. O ileż to było lepsze od kłótni.
Draco dotarł do jego ucha, potem linii szczęki, aż wreszcie trafił na usta. Przez kilka minut obaj zatracili się w namiętnym pocałunku, leniwie splatając ze sobą języki. Ręce Draco spoczęły na zamku jego spodni.
— Draco… — zaczął Harry, ale nagle urwał. Nie miał bladego pojęcia, jak powiedzieć swojemu chłopakowi, że nie czuje się na siłach do zrobienia czegokolwiek. Ku swojemu ogromnemu żalowi.
— Cicho, wiem — odparł Draco. — Pozwól mi się sobą zająć.
Instynkt Harry’ego nakazywał kłócić się, że sam potrafi o siebie zadbać, ale powstrzymał się od dopuszczenia go do głosu. Draco dobrze wiedział, że tak jest, i teraz tylko czekał na pozwolenie, by zamiast prysznica, nalać wody do wanny.
— Kąpiel? — zapytał zdezorientowany Harry. Dotąd jakoś nigdy nie korzystał z wanny, ale cóż, nie miał na to czasu.
— Tak, obu nam przyda się poleżeć w gorącej wodzie.
Harry nie mógł temu zaprzeczyć, choć wciąż wpatrywał się w Draco ze zdziwieniem.
Draco otworzył szafkę wiszącą nad umywalką i wyjął z niej eliksiry uśmierzające ból. Jeden podał Harry’emu, a drugi zostawił dla siebie.
— Magazynujesz je teraz w naszym pokoju? — zapytał Harry z rozbawieniem. Nie zamierzał przyznawać się, że zażywa ich dwa razy więcej, niż Draco zdaje sobie sprawę. Był niemal pewien, że Severus wie, i to mu wystarczyło.
— Trzymam je wszędzie — odparł Draco sucho. — Uczono mnie, żeby zawsze nosić przy sobie chusteczkę. Teraz pilnuję, by nigdzie nie ruszać się bez eliksirów.
Ponownie podszedł do szafki, wyjął z niej kilka butelek i z każdej z nich wylał odrobinę do wanny, która wkrótce wypełniła się pianą, a powietrze aromatyczną parą. Harry przypomniał sobie łazienkę prefektów. Tam kąpiel z pianą wydawała się czymś normalnym, jednak nie miał pewności, czy tak jest i w domu.
— Masz coś przeciwko bąbelkom? — zapytał Draco, najwyraźniej próbując się nie roześmiać. — Jakoś na ich widok mocno zmarszczyłeś czoło — wyjaśnił, gdy Harry spojrzał na niego ze zdumieniem.
Harry już zamierzał wzruszyć ramionami, ale w porę się rozmyślił.
— Nigdy nie brałem kąpieli w domu — przyznał. — Tylko raz w łazience prefektów w Hogwarcie, do tego w towarzystwie Jęczącej Marty i wielkiego jaja.
Draco wygiął brwi aż po linię włosów i przez długie sekundy po prostu patrzył na Harry’ego.
— Cóż, w takim przypadku ja pewnie też niezbyt ufałbym bąbelkom — powiedział w końcu.
Harry posłał mu krzywy uśmiech, po czym ręce Draco znów powędrowały do zamka jego spodni.
— Bez wątpienia to doświadczenie okaże się dużo przyjemniejsze — powiedział i gwałtownie wciągnął powietrze, ponieważ dłonie Draco przesunęły się po jego udach, zdejmując resztę ubrania.
Draco uniósł brew, widząc tuż przed swoim nosem drgającego penisa.
— Jestem obolały i zmęczony, nie martwy — zauważył Harry.
— Do wanny — rozkazał Draco. — To ci z pewnością pomoże.
Hary wykonał polecenie i przyglądał się, jak Draco dodaje do wody różne mikstury. Był eliksir pomagający złagodzić napięte mięśnie. Był środek myjący, dzięki któremu nie musiał używać ani mydła, ani nawet gąbki, wystarczyło jedynie siedzieć i pozwolić magii działać. Ucieszył się, że Draco tylko zerknął na kilka innych butelek, których zawartość zapewne miała coś wspólnego z miękkością jego skóry.
— Jesteś pewien, że można to wszystko mieszać? — zapytał, gdy Draco dołączył do niego w wannie.
— Zawsze tak robię — doparł Draco.
Harry oparł się o jego pierś, desperacko próbując się nie roześmiać.
Draco już zaczął otaczać go ramionami, ale nagle przerwał.
— Nabijasz się ze mnie? — zapytał oskarżycielsko.
— Nie, nie, przepraszam — odpowiedział Harry ze śmiechem. — Po prostu nigdy dotąd nie brałem kąpieli w eliksirach.
— No tak, zapomniałem, kąpałeś się tylko z duchami i jajkami — prychnął Draco. — Kto wpuścił cię do łazienki prefektów?
Harry milczał, myśląc o wydarzeniach w czwartej klasie. Usiadł wygodniej i obaj zanurzyli się w wodzie po szyję, pozwalając miksturze działać cuda.
— Harry?
— Cedrik dał mi hasło, więc mogłem tam wejść na czwartym roku — przyznał Harry.
— Och — mruknął Draco. — Domyśliłem się, że z tym jajkiem to chodzi o czwarty rok, ale… — przerwał.
— W porządku — powiedział Harry. — A samo jajko było raczej koszmarne.
— Podobnie jak Marta — dodał Draco.
Harry zamarł.
— Czyżby ciebie też polubiła? — zadrwił.
— Cóż, ja się nigdy z nią nie kąpałem — odciął się Draco.
Przez następną godzinę po prostu moczyli się w wodzie i rozmawiali, dzieląc się opowieściami ze szkoły i unikając dyskusji o tym, co wydarzy się następnego dnia.
— Czujesz się lepiej? — zapytał wreszcie Draco.
Harry wtulił się w ciepło jego ciała. Ramię wciąż go bolało, lecz w zasadzie było to tylko lekkie pulsowanie. Trochę go zaskoczyło, że ma tak dobre samopoczucie.
— Bark nieco dokucza, ale poza tym jest dobrze — odparł lekko zażenowany i uniósł ręce. — Nawet skóra mi się nie pomarszczyła.
Draco prychnął cicho.
— Oczywiście, że nie. Malfoyowie nie mogą mieć zmarszczek.
— Z jakiego powodu? To magiczna kąpiel? — zdziwił się Harry.
— Jesteśmy czarodziejami — przypomniał mu Draco. — Połóż się, umyję ci włosy.
Harry został poddany cudownej pieszczocie palców Draco, który wymasował mu skórę na całej głowie, ale odmówił rewanżu i sam szybko umył własne włosy.
— Gotów do wyjścia? — zapytał Draco.
— Skoro trzeba — mruknął Harry. Czuł się kompletnie pozbawiony sił i to w zasadzie było miłe. Powrót do realnego świata wcale nie wydawał się miłą perspektywą.
— Jeśli wyjdziesz, będę cię pieprzył — obiecał Draco.
Wzbudziło to zainteresowanie Harry’ego na więcej niż jeden sposób. Draco uśmiechnął się z zadowoleniem.
— Pomyślałem, że jesteś już na to gotowy — powiedział.
Harry nigdy w życiu nie czuł się tak rozpieszczany i kochany. Draco pomógł mu wyjść z wanny i wytarł miękkim ręcznikiem, po czym poprowadził do sypialni, położył na łóżku i pozwolił po prostu cieszyć się chwilą.
Pomimo obietnicy, jaką złożył w łazience, najpierw przywołał buteleczkę oliwki do masażu i dokładnie wymasował każdy centymetr jego skóry. Harry uznał, że się mylił, gdy wcześniej pomyślał, że jest kompletnie pozbawiony sił. Nie był pewien, czy teraz zdołałby się ruszyć, nawet gdyby od tego zależało jego życie. Zaskoczyło go, jak bardzo jasny ma umysł, i zastanowił się, czy w kąpieli albo miksturze do masażu znajdował się jakiś specjalny składnik.
— Śpisz? — zapytał Draco cicho.
Harry posłał mu leniwy uśmiech i uniósł powieki do połowy.
— Ciekawe, czym mnie faszerujesz. Czuję się absolutnie cudownie — wyznał.
Draco uśmiechnął się lekko.
— Nigdy się nie dowiesz — powiedział.
Usadowił się między nogami Harry’ego i przesunął ręce w górę jego ud. Podrażnił kciukami jądra, rozsunął mu lekko nogi i zacisnął dłoń na penisie.
— Gotów na więcej? — zapytał.
Harry z trudem przełknął ślinę i kiwnął głową.
Draco ukląkł nad nim i pochylił się, żeby go pocałować. Ich języki spotkały się i splotły. Harry złapał Draco za biodra, aby połączyć resztę ich ciał, ale jego starania spełzły na niczym.
— Jeszcze nie — mruknął Draco w jego gardło.
— Chcę cię tylko poczuć — poprosił Harry.
Jęknął zarówno z przyjemności, jak i frustracji, kiedy Draco go zignorował. Odchylił głowę na bok, wystawiając szyję na pocałunki, i poddał się pieszczotom. Zacisnął pięści na prześcieradle i przez moment zastanawiał się, czy Draco zamierzał dzisiaj przejąć kontrolę. Najwyraźniej tego potrzebował. Nie pozwalał mu na żaden ruch, tak że Harry nie miał szans, żeby się w czymkolwiek odwzajemnić.
Poddanie się Draco nie przyszło mu jakoś szczególnie trudno. Masaż osiągnął nowy poziom intensywności. Wcześniej dłonie Draco ugniatały jego ciało rytmicznie i jednostajnie, teraz poruszały się jakby przypadkowo, dotykały z uwielbieniem. Opuszki palców zagrały na żebrach, po czym powędrowały do sutków.
Harry odetchnął z przyjemnością, a zaraz potem ze zdziwieniem, bo ręce znalazły się na biodrach. Był badany, testowany, sprawdzano jego reakcje. Nie miał żadnej pewności, jak długo zdoła to wytrzymać.
— Draco, proszę — wysapał.
Draco uśmiechnął się i przeciągnął kciukiem po całej długości jego penisa, a potem pogładził wewnętrzną stronę ud. Nie wiedząc, czy czuć rozczarowanie z powodu zaniedbanej erekcji, czy cieszyć się perspektywą tego, co miało nadejść, Harry szerzej rozsunął nogi.
Niestety, Draco nie skorzystał z tego ewidentnego zaproszenia. Było to wyjątkowo frustrujące, bo w zamian usiadł i po prostu patrzył. Lewą ręką od niechcenia muskał kostkę Harry’ego, ale poza tym w ogóle go nie dotykał.
— Co robisz? — zapytał Harry.
— Próbuję cię zapamiętać.
Harry zamrugał z zaskoczenia.
— Ale po co… — umilkł i tylko wpatrywał się w Draco, a jego zamglony pożądaniem umysł nagle odzyskał nieco przejrzystości myślenia.
Draco wciąż był podniecony, o czym świadczył twardy, uniesiony penis przy brzuchu, ale coś w jego głosie się zmieniło.
— I trochę się uspokoić, zanim coś zrobię — dodał Draco i uśmiechnął się smutno.
Harry oderwał wzrok od jego pachwiny i spojrzał mu w oczy.
— Wszystko w porządku? — zapytał.
Draco kiwnął głową.
— Po prostu muszę… — umilkł nagle. Gwałtownie uciekł spojrzeniem i wykrzywił się z irytacją do pościeli, jak gdyby w jakiś sposób mocno go obraziła.
W powietrzu zawisło ogromne napięcie, a Harry nie miał pojęcia, co Draco zamierzał powiedzieć. Muszę cię pieprzyć? Muszę się z tobą kochać? Muszę przejąć kontrolę? Żadne z powyższych? Wszystkie?
Pamięć. Kontrola. Kawałki układanki wskoczyły na swoje miejsce i Harry zdał sobie sprawę, że Draco był absolutnie przerażony, że to może być ich ostatnia wspólna noc. Sądząc z rozgniewanej miny, wcale mu się nie podobało, że Harry zrozumiał, jak bardzo jest teraz wrażliwy.
Draco nie mógł kontrolować tego, co się wydarzy następnego dnia, ale miał władzę nad tym, co się działo między nimi. Harry poczuł coś na kształt egoistycznej satysfakcji, że to właśnie on został potraktowany w tak szczególny sposób, i Draco zupełnie tego nie wykorzystał. Patrząc na niego, uświadomił sobie, że Draco dostanie to, czego potrzebuje.
— Będziesz mnie kochał? — zapytał ze smutkiem, ale nie był pewien, czy zostanie dobrze zrozumiany, więc sprecyzował: — Wrócisz do tego, co robiłeś wcześniej, i będziesz się ze mną kochał?
Draco gwałtownie zamrugał i z sykiem wciągnął powietrze, ale słowa Harry’ego okazały się właściwe. Nie odezwał się i w milczeniu wziął się do dzieła i Harry każdemu, kto by zapytał, przysiągłby z ręką na sercu, że był to ze strony Draco akt uwielbienia.
Gdy był już przygotowany, ich oczy się spotkały. Harry dostrzegł pragnienie w szarych tęczówkach, ale była tam też i miłość. Zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nie chodziło o seks. Draco wsunął się w niego i teraz tworzyli całość — fizycznie, emocjonalnie i umysłowo. To była ich chwila i nikt nie zdołałby jej im odebrać.
Harry otoczył Draco nogami w pasie i trzymał go mocno. Pragnął, by nigdy nie musiał odchodzić, nieważne jak bardzo wydawało się to nierealne. Draco znieruchomiał, pozwalając im obu zaczerpnąć tchu. Harry ogromnie chciał, żeby zaczął się poruszać, ale jednocześnie by moment ten trwał w nieskończoność. Uśmiechnął się nagle. Musiał zapamiętać to uczucie.
— Bogowie, Harry, jesteś wspaniały — westchnął Draco.
Wciąż uśmiechnięty Harry otworzył oczy, bo dotąd nawet nie zdawał sobie sprawy, że je zamknął, i spojrzał Draco w twarz.
— Nie jestem dziewczyną — powiedział.
Draco mrugnął, ale zaraz w jego oczach pojawiło się zrozumienie. Odwzajemnił uśmiech.
— Ja też nie, a przecież wcześniej też mi mówiłeś, że jestem wspaniały — przypomniał.
Harry wyciągnął rękę, aby odgarnąć mu z oczu kosmyk wilgotnych włosów. Oczu, które były tak jasne od emocji i ciepła. Drugą dłoń położył na skórze na piersi Draco, śliskiej i wilgotnej od potu oraz olejku do masażu, który starł z ciała Harry’ego.
— To dlatego, że jesteś wspaniały — powiedział cicho. Czuł się tak pełen, że mógłby eksplodować, pełen na wiele sposobów, i nie miał pojęcia, jak to wyrazić, nie robiąc z siebie kompletnego głupca. Ale jego ciało nie miało tego problemu.
Wsunął palce we włosy Draco i przyciągnął go do pocałunku. Draco wreszcie zaczął się poruszać. Powoli, delikatnie, kołyszącymi pchnięciami, co doprowadzało Harry’ego do szaleństwa. Pocałunek stał się głodny, zdesperowany, gdy tylko Draco zwiększył tempo.
Harry zbyt długo balansował na granicy wybuchu, wiedział więc, że wytrzyma jeszcze zaledwie kilka sekund. Przerwał pocałunek, aby ostrzec Draco, ale nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Wciągnął do płuc powietrze i jęknął przeciągle, na co Draco wsunął między nich rękę i zacisnął dłoń na jego członku. Uchwyt był mocny, gorący, więc Harry z ulgą wyszedł mu naprzeciw. Draco zmienił rytm, wślizgując się teraz w niego szybciej, gwałtowniej, i Harry już nie zdołał nad sobą zapanować.
— Jesteś wspaniały — powtórzył Draco, oddychając urywanie. — I jesteś mój.
Harry jedynie przytaknął i przyciągnął go do siebie, nie przejmując się, że obaj są spoceni i pokryci lepką spermą.

***

Następnego ranka obudził się późno, z Draco wtulonym w niego na całej długości ciała. Zamknął oczy, przypominając sobie minioną noc. Draco sprawił, że czuł się wyjątkowy w taki sposób, w jaki nie udałoby się to nikomu innemu. Mrużka przyniosła im kolację do pokoju, a potem już nikt im nie przeszkadzał. Mieli cały wieczór dla siebie i tylko dla siebie. Odcięli się od reszty świata.
Nie chciał zastanawiać się nad tym, że mogła to być ich ostatnia wspólna noc. Wiedział, że właśnie to miał Draco na myśli, gdy od czasu do czasu łapał go z tym smutnym wyrazem twarzy. Ale teraz Harry dał mu coś innego, na czym będzie mógł się skupić.
Objął palcami dłoń spoczywającą na jego brzuchu. Zrobi absolutnie wszystko, żeby mieli jakąś wspólną przyszłość. Niestety oznaczało to, że musi wstać z łóżka. Dzisiejszy dzień z pewnością zapowiadał się na bardzo zajęty.
— Nie pozwolę ci odejść — mruknął Draco głosem chrapliwym z rozespania i zacisnął dłoń na ręce Harry’ego.
— W takim razie musisz wstać ze mną — odparł Harry tonem tak lekkim, jak tylko było to możliwe.
— Harry.
— Draco.
Cisza.
— No dobrze — westchnął Draco.

***

Na dole natknęli się na grupę wyjątkowo przygnębionych Ślizgonów. Harry zaciekawił się, czemu wszyscy siedzą w kuchni o dziesiątej rano. Nie pamiętali, że na piętrze jest doskonale wyposażony salon?
Przyjrzał się ich twarzom i zorientował się, że niektóre z dziewczyn płakały. Kilka, w tym Daphne, wciąż nie przestało. Wszyscy wydawali się przestraszeni. A najdziwniejsze było to, że nie okazywali strachu mową ciała, był on widoczny w ich oczach wpatrzonych właśnie w niego.
Harry z trudem opanował dreszcze. To mu dzisiaj nie pomoże.
— Gdzie Severus? — zapytał.
Członkowie grupki skierowali spojrzenia na Zabiniego.
— Wyszedł — odpowiedział Blaise. — Rano został wezwany, wrócił niedługo później. Śmierciożercy mieli spotkanie i wszyscy ze znakiem gdzieś poszli.
— Do diabła, co ten cholerny Voldemort kombinuje? — warknął Harry ze złością.
— Nie wiem — odparł Blaise. — Severus po prostu kazał nam, żebyśmy byli gotowi, kiedy wstaniesz.
Harry spojrzał na Draco.
— Myślałem, że większość z was tu zostanie.
— Ja też — powiedział Draco.
— Czemu nikt nas nie obudził? — zapytał Harry.
— Może dlatego, że później masz zabić Czarnego Pana, więc powinieneś być wypoczęty i w pełnej gotowości — odparł sarkastycznie Blaise.
Harry kiwnął głową na zgodę, ale wcale nie czuł się usatysfakcjonowany odpowiedzią. Poprzez bransoletkę wysłał wiadomość do Severusa, który zrewanżował się w ciągu kilku sekund.
„Co się dzieje?”.
„Przyjdź do Hogwartu. Zabierz Ślizgonów”.
„Bariery?”.
„Zmienione”.
„Apotracja?”.
„Sieć Fiuu zostanie połączona z kominkiem w gabinecie McGonagall…”.
Wymiana informacji została nagle przerwana, prawdopodobnie w momencie, gdy Severus pytał kogoś, kiedy możliwe będzie połączenie przez sieć.
Harry i Draco jednocześnie unieśli głowy, żeby popatrzeć na kominek, a potem na siebie nawzajem. Bransoletka Harry’ego znów się rozgrzała.
„Za 30 minut. Zjedzcie śniadanie”.
Harry gapił się na bransoletkę w kompletnym osłupieniu.
— Skąd wiedział, że jeszcze nie jedliśmy?
— Ponieważ cię zna i domyślił się, że najpierw spróbujesz się dowiedzieć, co się dzieje — odparł drwiąco Draco.
— Ale nadal nie wiem — rzucił poirytowany Harry.
Wciąż wpatrywał się w bransoletkę, na której słowa wiadomości na powrót zmieniły się w imię WIKTORIA. Kilka sekund zajęło mu zorientowanie się, że osoby w pokoju milczą. Rozejrzał się wokół. Lęk w oczach Ślizgonów nie złagodniał ani odrobinę.
To nie mogło się udać. Dzień będzie wystarczająco trudny bez towarzystwa osób sparaliżowanych strachem. Harry w myślał zepchnął na bok swoje obawy. Cokolwiek się wydarzyło, Severus najwyraźniej miał to pod kontrolą, inaczej obudziłby go wcześniej.
— Wygląda na to, że z samego rana czeka nas mała wycieczka krajoznawcza — powiedział radośnie i usiadł przy stole, a Mrużka podała śniadanie jemu i Draco.
— Jaka znowu wycieczka? — zapytał Draco ze zdziwieniem, siadając obok.
— Nigdy nie byłeś na wycieczce krajoznawczej w Hogwarcie, prawda? Ja tylko raz, w mugolskiej szkole, i tematyką była geologia. Chyba czymś zbliżonym były tylko spacery, jakie Hagrid organizował do Zakazanego Lasu.
— Brzmi niezbyt inspirująco — powiedział Draco.
— Potrzebujesz inspiracji? — zapytał Harry i podkradł tosta, który Draco posmarował masłem. Odgryzł kawałek i żuł go w zamyśleniu.
Draco zerknął na niego przez ramię i bez słowa wziął do ręki następnego tosta.
— Hmm, prawdę mówiąc, niewiele świata widziałem. Raz poszliśmy na wycieczkę do zoo i wtedy rozmawiałem z wężem. Węża uwolniłem, a mojego kuzyna zamknąłem w terrarium. Czułem, że to dosyć inspirujące.
Draco spojrzał na niego spokojnie.
— Twój kuzyn zasługuje, żeby go powiesić na jajach, a potem nakarmić nim węże — powiedział.
Harry wykrzywił usta.
— Tak, to inspirujące, ale obawiam się, że stać cię na coś więcej — odparł i nagle usiadł prosto, bo przyszło mu coś do głowy. Spojrzał na Draco roziskrzonym wzrokiem.
— Co? — zapytał Draco ostrożnie.
— Nie życzę sobie tu dzisiaj żadnych plakietek z napisem „Potter cuchnie” — ostrzegł.
Draco niemal się zakrztusił i otworzył szeroko oczy. Harry z uśmiechem podał mu kubek z wodą. Poczuł satysfakcję, że w końcu zaskoczył czymś Ślizgonów.
— Wiesz, Draco — powiedział pogodnie — dzisiaj powinno mi pójść dużo łatwiej niż podczas niektórych z moich wcześniejszych przygód. Ponieważ ty nie jesteś już moim przeciwnikiem.
— Łatwiej?! — wykrztusiła Daphne.
— Oczywiście — odparł Harry z udawanym entuzjazmem. — Bo teraz nie muszę się martwić, że Draco będzie jak wrzód na tyłku i spieprzy moje plany.
— Potter, jesteś pewien, że dobrze się czujesz? — zapytała Daphne z wahaniem.
Harry posłał jej szelmowski uśmieszek, na co Draco zachichotał. Wstał i przybrał pozę, jaką obserwował u Draco od kilku miesięcy.
— Jestem Harrym Potterem — oznajmił wyniosłym tonem. — Chłopcem, Który Przeżył, Wybrańcem… — Spojrzał na Draco. — Kim jeszcze jestem? — zapytał teatralnym szeptem.
— Pieprzonym dupkiem, który ciągle trzęsie gaciami, i nie wie, kiedy zamknąć gębę — odszepnął Draco z rozbawieniem, dobrze wiedząc, dokąd Harry zmierza.
Harry pociągnął nosem.
— Nie pomagasz.
— Może Święty Potter? — zasugerował Blaise.
— O, to jest świetne, dzięki. — Harry ponownie przybrał autorytatywny ton. — Jak mówiłem, jestem Harrym Potterem, niosącym nadzieję i szczęście dla wszystkich. A teraz wykonuję obowiązek, którym mnie obdarzono wbrew mojej woli. — Uśmiechnął się szeroko. — To jak mam to zrobić?
Usiadł, całkiem zadowolony ze śmiechu, który odbił się echem po pokoju. Lęk zniknął z oczu Ślizgonów.
— Spędzałeś zbyt dużo czasu z Gryfonami — oznajmił oschle Draco.
Harry parsknął głośnym śmiechem.
— Ty ostatnio spędziłeś go więcej niż ja — powiedział. — Jak myślisz, czemu ostrzegłem cię, że nie życzę sobie żadnych plakietek?
— Gdybym wiedział, że będziesz chciał dzisiaj doświadczyć próbki mojego geniuszu, poświęciłbym trochę czasu, aby coś naprędce przygotować — odparł Draco z uśmiechem.
— Spędziłeś swój czas znacznie lepiej, bardzo ci za to dziękuję — odparł Harry.
— O tak, wczorajsza noc nie została zmarnowana — zgodził się Draco.
— Nie chcemy słyszeć szczegółów — wtrącił się Blaise.
— Bardzo dobrze, bo wcale nie zamierzaliśmy was wtajemniczać, prawda? — zapytał Harry i złapał spojrzenie Daphne, która kompletnie zaskoczona wsłuchiwała się w tę wymianę zdań.
— Wy… wy robiliście to już wcześniej — powiedziała Daphne w końcu. — Walczyliście z Czarnym Panem. Było inaczej, ale… w pewnym sensie chodzi o to samo.
— Dzisiaj mamy po prostu kolejny dzień z życia Harry’ego Pottera — powiedział Harry poważnie. — „Bierzesz co dobre, bierzesz co złe”* i… — tu popatrzył na Draco — …irytujące, i jakoś sobie z tym radzisz.

*cytat z piosenki z serialu „The Facts of Life”

Cdn.
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez MargotX » 4 kwi 2017, o 12:46

Jakiś taki wyjątkowo krótki wydał mi się ten rozdział i mało "kłótliwy" ;) Ale to żart rzecz jasna, bo naprawdę świetnie się to czytało. Wiadomo, że to ostatnie chwile ciszy przed burzą, zatem autorka świetnie wykorzystała tę przerwę na krótki oddech, w zasadzie w każdej ze scen. Co szczególnie przypadło mi do gustu w tej partii tekstu? O dziwo, scena erotyczna wraz z całą otoczką, która do niej doprowadziła. forabiza to nie Akame czy Femme, zatem w Tajemnicach nie doszukuję się scen seksu, które mogłabym zaliczyć do Top Ten, ale w tym rozdziale było pięknie. W sumie z niewielką ilością anatomicznych szczegółów, z odrobiną nostalgii i żalu, że to może być ostatnia taka noc, ale też z ogromną dozą czułości i miłości. Ha, sama bym chciała, żeby ktoś się tak mną pozajmował w kąpieli, w dodatku skóra się nie zmarszczyła ;) Taaa, Malfoyowie wiedzą, jak dbać o siebie...

Zapowiada się zatem na wielki finał w Hogwarcie, a to doprowadziło do kolejnej świetnej scenki, kiedy Harry stara się rozluźnić atmosferę wśród przerażonych Ślizgonów. Ze wszystkich ludzi Potter! A jednak udaje mu się wprowadzić odrobinę spokoju i opanowania - czegoś, co im wszystkim jest teraz niezbędne.
O ile w niektórych, pozornie o wiele mniej znaczących rozdziałach, ilość testosteronu i nastoletnich hormonów czasem się wręcz uszami wylewała, o tyle tę najbardziej nerwową końcówkę autorka naprawdę umiejętnie rozgrywa, podoba mi się to.

Dziękuję ślicznie za kolejną część, pozdrawiam czysto wiosennie :buzki:
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Caathy.x1 » 21 kwi 2017, o 17:03

Jej! Normalnie dziękuję wszystkim, którzy podjęli trud tłumaczenia tego opowiadania! Dla odświeżenia przeczytałam sobie całe raz jeszcze od początku, więc teraz z niecierpliwością wyczekuję tego co będzie się działo. A będzie się działo na pewno jeszcze wiele, patrząc na to, że jeszcze 13 rozdziałów do przetłumaczenia, a w pięćdziesiątym już mamy decydującą bitwę, której swoją drogą nie mogę się doczekać :shock:
Urywać w takim momencie toż to grzech, ale to każe nam, czytelnikom co chwilę zaglądać na stronę w oczekiwaniu na nowy rozdział :)
Uwielbiam Harry'ego w tym opowiadaniu :seksi: i chcę go więcej.
Weny w dalszym tłumaczeniu!
Dziękuje raz jeszcze i pozdrawiam! :)
"Głupcy, którzy mają serca na wierzchu,
którzy nie panują nad emocjami,
którzy nurzają się w smutnych wspomnieniach i pozwalają łatwo się sprowokować...
Innymi słowy ludzie słabi...
Nie mają żadnych szans przeciwko Jego mocy..."


Bellatrix Lestrenge
Caathy.x1 Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 7
Dołączył(a): 24 lis 2011, o 15:50

Postprzez pindolino » 22 maja 2017, o 15:14

Jestem zdesperowana. Ostatnie dwa rozdziały przeczytałam w ostatnim tygodniu po pięć razy. Tak bardzo wyczekuje na nowy rozdział. Jestem Wam ogromnie wdzięczna za odwalanie takiego kawału roboty. BARDZO WAM DZIĘKUJE ZA TO.
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez Kaczalka » 22 maja 2017, o 19:30

Strasznie się z tym guzdram, ale nawet nie wiecie, jak mi się czasem nie chce. A Wy jakoś tak nie za bardzo zachęcacie :(
Kolejny rozdział tłumaczy Lasair i chyba już kończy, więc będzie szybciej.


Rozdział pięćdziesiąty

Harry wypadł z kominka i spojrzał ze złością na Tonks, która roześmiała się z powodu jego niezdarności. Zaśmiała się jeszcze głośniej, gdy zaraz potem pojawił się Draco i zaczął zaklęciem czyścić z sadzy szatę swoją i Harry’ego.
Harry uśmiechnął się z przymusem.
— Cieszę się, że sprawiłem ci tyle radości.
Tonks bezczelnie wyszczerzyła się jeszcze bardziej, a Harry rozejrzał się po gabinecie i na powitanie kiwnął głową Kingsleyowi.
— Co się dzieje? — zapytał.
— Wszyscy są już w Wielkiej Sali — odparł Kingsley. — Severus wyjaśni, o co chodzi.
Harry zmarszczył brwi z irytacją, odsuwając się na bok, żeby zrobić miejsce dla przybywających Ślizgonów.
— Nie patrz tak na mnie — powiedziała Tonks, wciąż z uśmiechem wskazując na niego palcem. — Nie mam pojęcia, co planuje Severus, jestem tu tylko po to, żeby was odprowadzić.
— Czemu Severus zawsze musi robić tyle problemów? — zapytał Harry retorycznie.
— Jeśli dobrze pamiętam, Snape spytał o to samo w stosunku do ciebie — powiedział Kingsley z rozbawieniem.
— Wiesz, o co tu chodzi? — zapytał Harry.
Kingsley kiwnął głową.
— Tak, ale Severus chce z tobą porozmawiać, zanim cokolwiek zrobimy.
— Innymi słowy, nie będzie to coś, co mi się spodoba — podsumował Harry.
— Cokolwiek to jest, dobrze wiedział, że odrzuciłbyś propozycję kogokolwiek innego — wtrącił się Draco.
Harry tylko skrzywił się, widząc znaczący uśmiech Kingsleya, ale nie zaprzeczył.
— Zyskujesz całkiem niezłą reputację — niemal wyśpiewała Tonks, wyraźnie ciesząc się sytuacją. — Nikt nie chciałby zadzierać z Harrym Potterem.
Harry tylko się w nią wpatrywał, nie mając pojęcia, jak zareagować.
— Zaraz wrócimy — rzucił Draco.
Zdezorientowany Harry patrzył na Kingsleya, który ze zrozumieniem kiwnął głową, po czym razem z Tonks wyprowadził Ślizgonów z gabinetu do Wielkiej Sali.
— Zostawili nas samych w biurze dyrektorki — powiedział z rozbawieniem.
— Dlatego, że ci ufają — odparł cicho Draco. — Harry, reputacja, jaką zdobyłeś, wcale nie jest zła.
Harry przygryzł wargę, zastanawiając się nad tym, co powiedziała Tonks.
— To czemu nagle poczułem się jak jakiś despota?
— Ponieważ nie pozwalasz, żeby ktokolwiek zmienił twoje zdanie, jeśli uważasz, że masz rację — wyjaśnił Draco. — Ale to nie znaczy, że taką osobę tyranizujesz. Nikogo do niczego nie zmuszasz. Wręcz przeciwnie, nie walczysz, żeby ludzi pognębić, ale po to, aby było im lepiej. Walczysz o wolność, sprawiedliwość i inne słuszne rzeczy.
— Draco ma rację, Harry.
Zaskoczeni Draco i Harry odwrócili się i spojrzeli na portret za swoimi plecami.
— Stałeś się prawdziwym przywódcą — powiedział Dumbledore łagodnie. — Wciąż możesz czuć się nieco nieokrzesany i z czasem zapewne nauczysz się cierpliwości, ale i tak dotąd traktowałeś ludzi z życzliwością i respektem, w zamian zyskując ich szacunek. Kochasz z gorliwością i czystością ducha, co pokazuje twoje wnętrze, i wielu ludzi to widzi, a to jest coś, co w tych trudnych czasach spotyka się niezwykle rzadko. Wspaniale sobie radzisz.
— Dziękuję, dyrektorze — odparł Harry cicho.

***

Gargulec przesunął się na bok i Harry razem z Draco wyszli na korytarz. Harry z zaskoczeniem spojrzał na stojących w pobliżu Crabbe’a i Goyle’a.
— Co wy tu jeszcze robicie? — zapytał.
— Minister powiedział, że możemy na ciebie zaczekać — odparł Crabbe.
— Będziemy osłaniać wasze plecy — dodał Goyle.
— To nie tak, że spodziewamy się ataku za każdym zakrętem w zamku — zaprotestował Harry.
Obaj Ślizgoni tylko wzruszyli ramionami.
Harry obrócił się w stronę Draco, nie mając pojęcia, co teraz, do diabła, zrobić.
Draco uśmiechnął się szeroko.
— Po prostu się zgódź — poradził i wyciągnął rękę. — Tak będzie łatwiej.
Harry westchnął z rezygnacją i ruszył korytarzem, z Draco tuż obok oraz Crabbe’em i Goyle’em o krok za nimi.
— Nie jesteśmy żadnymi cholernymi książętami — mruknął Harry pod nosem.
— Ty jesteś — odparł rzeczowo Draco.
— Wcale nie — zaprotestował Harry.
— To na pewno kimś w tym rodzaju — powiedział ugodowo Draco.
Harry wciąż coś mamrotał, póki nie dotarli do głównych schodów. Przerwał i wymienił spojrzenie z Draco. Usłyszeli głosy dochodzące od strony Wielkiej Sali. Było tam dużo więcej osób niż ich Ślizgoni.
Trzymając się za ręce, weszli do środka zupełnie nieprzygotowani na to, co tam zastali. Neutralni Ślizgoni siedzieli przy stole Ravenclawu, inni Ślizgoni przy swoim własnym. Uczniowie z różnych domów razem z Gryfonami, a członkowie zakonu przy stole Puchonów. Przy stole nauczycielskim siedziała grupa z Grimmauld Place oraz McGonagall, Tonks, Kingsley i Moody.
— Draco!
Nagle wszyscy w sali skupili uwagę na nich. Nikt nie powstrzymał Pansy, kiedy zerwała się z miejsca i rzuciła w stronę Draco, dopiero Crabbe i Goyle zagrodzili jej drogę.
— Zjeżdżać, paskudne bydlaki — rzuciła ze złością.
Harry kiwnął głową, więc Ślizgoni posusznie odstąpili na boki. Chciał sprawdzić, co się stanie.
— Och, Draco, tak się cieszę, że cię widzę — zaczęła zawodzić Pansy. — Bardzo się martwiłam, a teraz nas tu zamknęli. To straszne — dodała płaczliwie.
— Przestań, Pansy — warknął Draco.
Harry’ego przeszły ciarki.
— Pieprzyć to — mruknął, zmieniając zdanie. Zobaczył już wystarczająco dużo. — Cieszę się, że to ty musisz się z nią użerać, a nie ja. Idę pogadać z Severusem — oświadczył i odwrócił się, żeby odejść.
— Potter, ani się waż stąd ruszać — znowu wywarczał Draco.
— Jakie milutkie powitanie — powiedział Harry sarkastycznie.
— Potter?! — wykrzyknęła Pansy. — Po co ma tu zostać? — Zmarszczyła brwi, nagle zdając sobie sprawę z czegoś, co umknęło jej uwadze z powodu podekscytowania. — Czemu przyszedłeś razem z nim? — Nagle spojrzała wściekle na Harry’ego. — Draco jest twoim więźniem! — wrzasnęła.
Harry wywrócił oczami.
— Nie, nie jest więźniem — odpowiedział spokojnie i zerknął pytająco na Draco, w odpowiedzi otrzymując kiwnięcie głową. — Jest moim chłopakiem — dodał ze złośliwym uśmieszkiem.
Pansy niemożliwie szeroko otworzyła oczy.
— To prawda — potwierdził Draco.
Przybliżył się do Harry’ego i delikatnie pocałował go w usta. Obaj nie zamierzali nawet na moment odrywać wzroku od Pansy, nie chcąc kusić losu, mimo że mieli Crabbe’a i Goyle’a za ochroniarzy. Jednak niczym nie musieli się martwić, bo Pansy zemdlała.
— No cóż, przynajmniej się zamknęła — skwitował Draco, wpatrując się w swoją niedawną współdomowniczkę. Nie spróbował złagodzić jej upadku, ale i nie wydawało się, żeby jakoś szczególnie ucierpiała.
Pani Pomfrey ruszyła w ich stronę.
— Oczekiwałam po was lepszego zachowania — powiedziała z dezaprobatą.
— Po mnie? — zapytał Draco z niedowierzaniem.
Trzeba przyznać, że Pomfrey zawahała się tylko na sekundę, zanim pochyliła się w stronę Pansy.
— Tak — odparła stanowczo. — Jest pan dobrze wychowany, prawda, panie Malfoy?
Harry parsknął śmiechem, na co pielęgniarka zmierzyła go ostrym spojrzeniem.
— A pan, panie Potter, jest Gryfonem — dodała. — A teraz zmykajcie stąd, wszyscy — rozkazała.
Draco i Harry wymienili spojrzenia, zanim podeszli do pani Pomfrey i Pansy, wciąż leżącej bez życia na podłodze.
— Dołączcie do Blaise’a — polecił Draco Crabbe’owi i Goyle’owi.
Harry niemal osłupiał z niedowierzania, gdy obaj Ślizgoni popatrzyli na niego, aby uzyskać aprobatę. Potarł twarz dłońmi, po czym ze złością machnął ręką, odsyłając ich do stołu Krukonów.
— To cholernie śmieszne, wiesz — wysyczał. — Tak dobrze ich wyszkoliłeś, że nic nie zrobią bez pozwolenia. A teraz wymagają pozwolenia ode mnie.
— Rozmawiałem z nimi — odparł Draco, wyraźnie próbując powstrzymać śmiech. — Chyba po prosu uznali, że jesteś milszy i masz większą władzę.
— Cholera, zaraz cię uduszę — zagroził Harry.
— Niezbyt dobry moment na karanie, skoro mnie potrzebujesz — oznajmił Draco niewinnie. — I chyba zdajesz sobie sprawę, że robisz scenę?
Harry niemal osłupiał ze złości. Złapał Draco za przód szaty i pocałował go, mocno i szybko, a potem odepchnął, tak że Draco niemal upadł.
— Nienawidzę cię — powiedział, odwracając się i ruszając w głąb sali.
— Kochasz mnie — poprawił go Draco.
— To też — zgodził się Harry.
Przechodząc obok stołu Gryfonów, uświadomił sobie, że siedzący przy nim Ron, Hermiona, Ginny i bliźniaki musieli już powiadomić pozostałych o ich związku, bo nikt nie wydawał się szczególnie zaszokowany. W przeciwieństwie do pozostałych Ślizgonów. Gniew, zaskoczenie i poczucie zdrady było obecne na każdej twarzy. I nie wszyscy kierowali spojrzenia na nich, celem stali się także neutralni Ślizgoni. Nott, patrzący na Harry’ego ze złością, wydawał się najbardziej niebezpieczny.
Bacznie obserwowani, dotarli do stołu nauczycielskiego i zajęli miejsca naprzeciwko siebie.
— Czemu są tu członkowie zakonu? — zapytał Harry stanowczym tonem, zanim ktokolwiek zdążył się odezwać.
— Siadaj — nakazał Severus, ignorując go zupełnie.
— Może powiesz mi przynajmniej, dlaczego używamy stołu nauczycielskiego w Wielkiej Sali w charakterze cholernego stołu konferencyjnego? — kontynuował niecierpliwie Harry.
— To najlepsze miejsce, żeby wszystkich upilnować i zadbać o zachowanie spokoju — odparła szybko McGonagall.
— Skonfiskowaliśmy Ślizgonom różdżki — dodał Kingsley.
— Dobrze wiedzieć — mruknął Harry, odwracając się plecami do sali. Wyczuł zaklęcie wyciszające rzucone przez Severusa. Nikt nie mógł ich usłyszeć.
— Dziś rano zostałem wezwany — oświadczył Snape bez ogródek. — Czarny Pan postanowił, że wieczorem przywoła dementorów.
Harry miał ogromną ochotę się wtrącić, ale zdołał się powstrzymać i spokojnie wysłuchał, jak Severus podsumował to, co już wiedzieli, oraz przekazał nowe informacje.
— Jego siły zostały ostatnio znacznie zredukowane. Spodziewa się, że przyprowadzę mu moich Ślizgonów, żeby mógł ich oznaczyć. Rodzice obecnych tu uczniów — wskazał głową w stronę stołu Slytherinu — już wstąpili w jego szeregi. Wszyscy ci, którzy jeszcze żyją i nie siedzą w Azkabanie — dodał w ramach wyjaśnienia.
Harry popatrzył ze współczuciem na Ślizgonów. Wiedział, że większość z nich jest podobna do Draco w przeszłości, pragnęli iść śladem rodziców, nie do końca świadomi, co się tak naprawdę dzieje. Złapał gniewne spojrzenie Notta i jego współczucie się rozwiało.
— Rodzice uczniów, którzy przybyli na Grimmauld Place, nie dołączą do niego — kontynuował Severus. — Czarny Pan zaplanował, że ich zaszantażuje, gdy tylko zabierze im dzieci. Zapewnimy im bezpieczeństwo i na razie odseparujemy. Aurorzy wielosokują się w nich i zajmą ich miejsce u boku Czarnego Pana. Dzisiaj uczniów popilnuje Sinistra, Flitwick, Hagrid i kilka innych osób. — Przerwał na moment i zerknął na Harry’ego. — Zorganizowaliśmy to najlepiej, jak mogliśmy. Teraz trzeba wziąć pod uwagę dementorów. Czarny Pan polecił mi opracowanie eliksiru przeciwdziałającego ich obecności. Kiedy pokazałem mu miksturę, która działa tylko połowicznie, błędnie założyłem, że mimo wszystko ich nie wezwie.
— Masz dostatecznie dużo tego eliksiru dla nas? — zapytała McGonagall
— Tak, mam, ale tylko ograniczoną ilość takiego, który chroni w pełni — odparł spokojnie Severus.
Harry słuchał, gdy Snape wyjaśniał reszcie zasady działania obu eliksirów. Kluczową sprawą było to, że skuteczniejszej mikstury mieli niewiele. Nie spodziewali się, że Voldemort włączy do walki dementorów, zanim eliksir zostanie udoskonalony. Stanowiło to kolejną oznakę, że Voldemort jest zdesperowany i być może powinni to przewidzieć. Teraz było już na to za późno, więc musieli poradzić sobie z kolejnym problemem.
Spojrzał na stół Gryffindoru, zaczynając rozumieć, po co byli tu jego dawni współdomownicy. Wszyscy członkowie Armii Dumbledore’a potrafili rzucić Patronusa. Skubiąc dolną wargę, skierował wzrok na neutralnych Ślizgonów. Założył, że również znają to zaklęcie i dlatego Severus sprowadził ich do Hogwartu. Wiedział, że Severus zebrał już włosy każdego z nich, żeby przygotować eliksir wieloskokowy, a na Grimmauld Place byli bezpieczni. Z jakiego innego powodu znaleźli się w zamku? Chyba że zostali poproszeni o pomoc…
— Severusie — powiedział, przerywając dyskusję na temat, kto dokładnie ma otrzymać eliksir — nie możesz ich dzisiaj stąd odesłać.
— Muszą odpędzić dementorów, żeby inni mogli skupić się na śmierciożercach — odparł Snape głosem spokojnym, ale i napiętym.
— Nie są na to gotowi — zaprotestował Harry, wstając.
— Harry, znasz wszystkich członków swojej grupy, prawda? — zapytał Severus.
— Tak, ale…
— A ja znam pozostałych. Potrzebujemy ich.
— Nie, nie potrzebujemy! — krzyknął Harry. — Mam eliksir.
— Mimo tego dementorzy mogą cię zranić. Nie będziesz w tej bitwie osamotniony — zripostował Severus z szyderczą miną.
Harry splótł dłonie na karku. Nie chciał, żeby jego przyjaciele walczyli. Wystarczy, że będzie tam z rodziną. Przynajmniej byli przygotowani na to, czemu muszą stawić czoła. Większość członków Armii Dumbledore’a nigdy wcześniej nie widziała Voldemorta. Nie musieli oglądać śmierci. Obiecał, że ochroni neutralnych Ślizgonów, a wysyłanie ich na bitwę zdecydowanie się z tym nie wiązało.
— To jest złe — mruknął Harry.
— To wszystko jest złe, Potter — odparł Severus ostro.
Harry’emu wcale nie podobało się, że słyszy swoje własne słowa skierowane do siebie, teraz wolałby skierować je do Draco.
— Oni nie będą walczyć — powiedział Draco. — Powstrzymają dementorów, żeby walczyli inni.
— Nie chciałeś być traktowany jak dziecko — dodał złośliwie Severus.
Harry gwałtownie uniósł głowę i spojrzał na niego z wściekłością.
— Ja, nie oni — powiedział, wskazując na stół Gryfonów. — Nie chcę, żeby przechodzili przez to, co ja. — Drugą ręką wskazał na Ślizgonów. — Obiecałem ich chronić.
— Obiecałeś ochronić ich przed przymusem przyjęcia Mrocznego Znaku — zauważył Draco. — Nie obiecywałeś, że nie będą walczyć.
— Naprawdę uważasz, że twoja Armia Dumbledore’a sobie nie poradzi? — zapytał Severus.
— Tak, poradzi — przyznał Harry ze smutkiem po chwili wahania. — Ale nie powinni tego robić.
— Nikt nie chce ich tam posyłać — wtrącił się łagodnie Remus. — Jednak są potrzebni. Oczywiście każdy dostanie wybór i decyduje, czy chce pomóc, czy nie.
Harry nieco się uspokoił.
— Wybór — powtórzył cicho.
— Masz ochotę na cytrynowego dropsa? — zapytał Severus z kamienną miną.
Harry najpierw przez chwilę wpatrywał się w niego z niedowierzaniem, po czym parsknął śmiechem. Śmiechem nieco histerycznym, ale jednak śmiechem.
— No dobrze — poddał się i usiadł z powrotem. Gdy tylko minął początkowy szok, musiał przyznać, że pomysł miał sens. Nie mogli sobie pozwolić na rezygnacje z dorosłych i świadomych ludzi, którzy chcieli wesprzeć ich w walce.
— Severusie, na pewno jest jakiś inny sposób — powiedziała McGonagall i zaraz mocno zacisnęła usta, spoglądając na uczniów.
— Oczywiście — zgodził się Snape. — W trakcie walki możemy wstrzymać rzucanie Patronusa i mieć nadzieję, że nie dosięgnie nas zaklęcie — dodał sarkastycznie.
Harry odetchnął mocno, przysłuchując się tej wymianie zdań. Zapewne istniały inne metody postępowania, ale teraz mieli problem naglący. Armia Dumbledore’a została wyszkolona. Może nie do bitwy, ale byli gotowi na walkę z dementorami. To zawsze był jego słaby punkt i szkolił się, żeby sobie z tym poradzić.
Wciąż jednak nie miał pewności co do Ślizgonów, mimo że Severus zapewnił, że znają to zaklęcie. W końcu spodziewali się, że zostaną zmuszeni do wstąpienia w szeregi zwolenników Voldemorta, więc tym bardziej powinni się go nauczyć. Nawet gdy zdawało się, że jego uczniowie popierają drugą stronę, Severus chciał mieć pewność, że zdołają ochronić się tak dobrze, jak to tylko możliwe.
— Potter — rzucił Severu ostro, wyrywając go z zamyślenia.
— Co wie Armia Dumbledore’a? — zapytał.
— Nic na temat tego, po co tu są. Podano im tylko podstawowe informacje o mnie i Malfoyach.
Harry prychnął.
— Mógłbyś mnie oświecić, co to za podstawowe informacje?
— To, że pracujemy dla jasnej strony. Więcej nie muszą wiedzieć — odparł Severus.
— I oni w to uwierzyli? — Harry wygiął brew ze zdziwienia.
— Ufają ci, Harry — powiedział łagodnie Remus.
— Ale ja jeszcze z nimi nie rozmawiałem.
— Twoi przyjaciele mówili w twoim imieniu — wyjaśnił Remus z uśmiechem. — Jak sądzę, przemowa Rona w obronie Draco i Severusa okazała się dość przekonująca.
Obie brwi Harry’ego powędrowały gwałtownie w górę. Ron ich bronił? Wymienił spojrzenie z Draco, który chyba podzielał jego zaskoczenie. Obrócili głowy i spojrzeli na stół Gryffindoru.
Członkowie Armii Dumbledore’a z zaciekawieniem obserwowali, co dzieje się przy stole nauczycielskim. Harry odszukał twarz Rona. Przyjaciel wyglądał na zmartwionego, ale zdecydowanego, podobnie jak wiele innych osób.
— Szkoda, że tego nie słyszeliśmy — mruknął Draco, na co Harry skinął głową na zgodę.
— To niesamowite, kto teraz kogo dla ciebie broni, żeby tylko dać innym szansę na przeżycie — wycedził Lucjusz ironicznie.
Harry spojrzał na niego z uśmiechem.
— Och, czy ty też mnie broniłeś, Lucjuszu? — zapytał.
— Byłoby to kłopotliwe, skoro masz tylu innych obrońców — skwitował oschle Lucjusz.
Harry wzruszył ramionami.
— Smutne, że to ja jestem symbolem wszelkiej nadziei. Dla większości ludzi to nie jest sprawa osobista — powiedział.
Wiele osób spojrzało na niego z zaskoczeniem, co uznał za dziwną reakcję jak na tak niewinny komentarz.
— To jest osobiste, Potter — warknął Draco.
— Może przestałbyś zwracać się do mnie po nazwisku? — odwarknął Harry, ale widząc na twarzy Draco wyraz frustracji, pocałował go lekko w usta. — Na twoje szczęście, Malfoy, dobrze wiem, że dla niektórych to jest osobiste — dodał.

***

Harry stanął przed pustą ścianą, podobnie jak robił to wiele razy w przeszłości, z wahaniem lekkim pchnięciem otworzył drzwi i odetchnął z ulgą, widząc członków swojej starej Armii Dumbledore’a. Zajął miejsce na przedzie grupy stłoczonej w pokoju, a Remus wycofał się do tyłu.
Severus i Lucjusz zabrali neutralnych Ślizgonów do innego pomieszczenia, żeby porozmawiać z nimi osobno. Jeśli zdecydują się pomagać dzisiaj wieczorem, Severus odeśle ich tu na szkolenie. McGonagall, Kingsley i inni zajmą się resztą zakonu.
Draco i Harry nie wiedzieli, że resztę dnia spędzą w Hogwarcie, więc plecaki i węże zostawili na Grimmauld Place, i teraz Draco z Blaise’em poszli, aby je zabrać. Przed wyjściem Draco oschle oznajmił, że Harry będzie miał szansę, by zastanowić się nad wątpliwościami co do jego osoby.
Harry był trochę rozczarowany, że nie zobaczy Wiktorii przed bitwą, z drugiej strony jednak cieszył się, że mała będzie bezpieczna w domu i nie stanie jej się żadna krzywda.
Wziął głęboki oddech, aby się uspokoić, i zwrócił się do członków Armii Dumbledore’a.
— Równie dobrze możecie sobie poszukać jakichś poduszek i usiąść na podłodze. Trochę to potrwa.
Zdziwiło go, że zebrali się tu wszyscy poza Mariettą Edgecombe. Dwadzieścia siedem osób. Przyszła nawet Cho. Harry dowiedział się, że dzisiejszego ranka Hermiona z profesor McGonagall podjęły się zadania poinformowania członków Armii Dumbledore’a o zebraniu i sprowadzenia ich do zamku. Rozumiał, że ich rodziców to martwi, ale tylko Ginny, Luna i bracia Creevey nie byli jeszcze pełnoletni. Pozostali podjęli własną decyzję. Seamus uczestniczył tylko w jednym spotkaniu pod koniec piątego roku, ale i tak się zjawił i siedział razem z Deanem i Neville’em.
— Naprawdę spotykasz się z Malfoyem? — zapytał Zachariasz Smith.
— Tak — odparł Harry stanowczo i bez śladu usprawiedliwienia w głosie.
— Ale on jest śmierciożercą! — wykrzyknęła Lavender.
— Wyjątkowo kiepskim — powiedział Harry lekceważąco.
— Próbował mnie zabić — odezwała się cicho Katie tonem nie tyle oskarżycielskim, co pełnym wątpliwości. — Bo to był on, prawda?
Harry się zawahał. Draco faktycznie niemal ją zabił, mimo że nie miał takiego zamiaru. W jakiś sposób traktował tę sytuację inaczej niż przypadek z Ronem. Po zastanowieniu w głębi ducha wydawało mu się to idiotycznie, ale skoro Ron również próbował zabić Draco, to wszystko się jakoś sprawiedliwie wyrównało. Co innego Katie, ona niczego złego nie zrobiła, nie pasowała więc do tego równania.
— Katie, ja… — przerwał i wziął głęboki oddech. Zasłużyła na prawdę, a Draco przecież zgodził się, żeby Harry ją wyznał. — Tak, to był Draco.
Wśród zebranych nie tylko Katie zadrżała na tę bezpośrednią i szczerą odpowiedź.
— Dlaczego? — szepnęła.
— Przez przypadek. Nie chciał cię zabić, tylko… dobrać się do Dumbledore’a — przyznał Harry. Nawet w jego własnych uszach brzmiało to jak kiepska wymówka, ale nie zamierzał teraz wszystkiego tłumaczyć. Nie miał na to czasu.
— To bez sensu — powiedziała Katie głosem silniejszym, ale nieco zdezorientowanym.
— Nigdy nie twierdziłem, że Draco zawsze postępuje sensownie czy podejmuje mądre decyzje — odparł Harry oschle.
— A jakieś mądre kiedyś podjął? — mruknął Justin.
— Tak, wybrał Harry’ego — rzucił Colin.
Kilka osób w pokoju zachichotało na to stwierdzenie. Harry też się uśmiechnął, po czym ponownie skupił uwagę na Katie, która wciąż wydawała się zdezorientowana.
— Ja… ja nie wiem, co ci odpowiedzieć — odezwał się ze smutkiem.
Ron parsknął głośno, zwracając na siebie uwagę wszystkich zebranych.
— Jasna cholera, nienawidzę tego robić — wymamrotał i odetchnął mocno. — Malfoy to gnojek. Wpadł w poważne tarapaty, starając się ocalić siebie i rodzinę, ponieważ Sami-Wiecie-Kto jest sadystycznym szaleńcem. Katie i ja niechcący stanęliśmy mu na drodze. Harry i Dumbledore interweniowali. Malfoy tego lata odkupił swoje winy. Razem z Harrym są teraz parą i niech Merlin broni, żebyś ktoś wszedł między nich. Koniec opowieści. — Zamilkł i jeszcze raz głęboko odetchnął. — No i sugeruję, żebyście szybko sobie z tym poradzili, bo Harry i Malfoy zamierzają dziś wieczorem uratować nasze tyłki. Najlepiej, żeby nie musieli pokazywać swojej ciemnej strony.
Harry gapił się na przyjaciela z niedowierzaniem. Zerknął pytająco na Hermionę, ale ona też była zajęta patrzeniem na Rona. Przyszło mu do głowy, jak bardzo Draco będzie żałował, że tego nie słyszał.
— Czy teraz możemy się dowiedzieć, po co tu jesteśmy? — zapytał zniecierpliwiony Ron.
Harry otworzył usta. I zaraz je zamknął. Spojrzał na Katie, która zdawała się mieć ten sam problem, co on. Niespodziewanie otworzyły się drzwi i wszyscy odwrócili głowy, aby sprawdzić, kto przyszedł. Harry niemal podskoczył, gdy do pokoju weszli Draco i Blaise.
— Mogę się założyć, że skoro jesteś, kim jesteś, rozmawiałeś już z Bell i teraz zna prawdę? — spytał Draco.
Harry bezmyślnie kiwnął głową i jak pozostali zaszokowany przyglądał się, gdy Draco odszukał Katie i wręczył jej piękny bukiet czerwonych i żółtych róż.
— Bardzo przepraszam — odezwał się formalnym tonem.
— To od ciebie — szepnęła Katie w nagłym zrozumieniu.
Choć Harry nie miał pojęcia, o czym myślała, większość dziewcząt otworzyła szeroko oczy, a ich miny wskazywały, że wiedzą, o co chodzi.
Draco zaczerwienił się, ale przytaknął na potwierdzenie. Blaise pochyli się do ucha Harry’ego.
— Draco anonimowo posyłał jej takie same bukiety, kiedy leżała w Świętym Mungu — wyjaśnił. — Podejrzewam, że zapłacił też za leczenie.
Harry nic nie powiedział, tylko się uśmiechnął. Draco był osobą dużo bardziej skomplikowaną, niż którykolwiek Gryfon mógł się domyślać. Z roztargnieniem przyjął plecak przyniesiony przez Blaise’a i spokojnie przysłuchiwał się rozmowie Katie i Draco. Katie miała dobre serce, więc przypuszczał, że w końcu wybaczy Draco, a już na pewno będzie go tolerowała na tyle, aby wspólnie mogli przetrwać ostateczną bitwę.
— A czemu ja nie dostałem kwiatów? — rzucił z rozdrażnieniem Ron. — Do diabła, nikt mnie nawet nie przeprosił.
Draco dotknął łodyżki jednej z róż.
— Mogę? — zapytał Katie.
Kiwnęła głową na zgodę, więc wyjął kwiat z bukietu i podszedł do Rona. Podał mu różę z lekkim ukłonem.
— Przepraszam, Weasley — powiedział. Akcja z kwiatem w zamierzeniu miała być żartobliwa i nieco złośliwa, w końcu chodziło o dwóch odwiecznych wrogów, jednak w głosie Draco pobrzmiewała powaga.
Twarz Rona przybrała barwę purpury.
— Oddaj ten przeklęty kwiatek Katie — warknął.
— Jesteś pewien? — zapytał Draco niewinnie.
— Pieprzony gnojek — mruknął Ron.
— Świetnie — skwitował Draco, odwrócił się i podszedł do Harry’ego. Odłamał łodyżkę róży, szepnął jakieś zaklęcie, dzięki któremu pąk przykleił się do szaty Harry’ego, i pocałował go szybko.
Harry usłyszał rozmarzone westchnienie i wywrócił oczami. Śmierciożerca czy nie, Draco z pewnością potrafiłby oczarować każdą dziewczynę w pokoju. Cholerny Ślizgon.
— Zadowolony? — zapytał oschle.
— Tak — odparł Draco po prostu.
— Czy teraz możemy się dowiedzieć, po co tu jesteśmy? — powtórzył Ron niecierpliwie.
Przygryzając wargę, Harry pomyślał, że to niewłaściwe. Nie chciał prosić tych ludzi, żeby angażowali się w walkę.
Atmosfera w pokoju była napięta. Wiele osób wciąż nerwowo i z wściekłością zerkało na Draco, ale uwagę mieli skupioną na Harrym. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że coś się skończyło i z jakiegoś powodu zostali sprowadzeni do Hogwartu. I rozumieli, że powód ten jest ważniejszy niż ich niechęć do Draco. Obecność Lupina dużo pomogła.
— Musisz z nimi porozmawiać — powiedział Remus. — Nie mamy czasu.
Harry przytaknął niechętnie i zwrócił się do zebranych:
— Jesteście tu, ponieważ potraficie rzucić zaklęcie Patronus, i dlatego, bo mam nadzieję, że zgodzicie się odpędzić dementorów, którzy wezmą dzisiaj udział w bitwie — oznajmił wprost.
Po tym stwierdzeniu pokój wypełnił gwar rozmów. Większość zebranych nie miała nawet pojęcia, co oznacza prawdziwa walka, choć biorąc pod uwagę nietypowe okoliczności, prawdopodobnie zgodzą się wziąć w niej udział.
Minęło kilka minut, aż w końcu wszyscy usiedli, aby wysłuchać, co szykuje się na dzisiejszy wieczór. Harry mówił niewiele o planach własnych oraz przyjaciół, koncentrując się na tym, co będzie musiała zrobić większość członków zakonu. Wytłumaczył, jak dotrą na miejsce i za co będą odpowiedzialni. Szczegółowo opisał działanie szafek zniknięć, które miały odegrać w ich działaniach kluczową rolę.
— Zapanuje chaos i z pewnością nie będzie łatwo — oświadczył ponurym tonem, wspominając bitwę w ministerstwie.
Zebrani patrzyli na niego z powagą, najwyraźniej odsuwając na bok lub zapominając o niechęci do Draco. W porównaniu z Voldemortem, śmierciożercami i dementorami, Draco po prostu nie stanowił wielkiego zagrożenia.
— Na sygnał członkowie zakonu pojawią się, aby walczyć ze śmierciożercami. Pójdziecie za nimi przez szafkę, ale pozostaniecie na obrzeżach pola bitwy, rzucając Patronusy tak, by chroniły pozostałych przed dementorami.
— A co z nami? — zapytała Ginny, wskazując na siebie, Blaise’a i bliźniaków.
— Ty i Blaise nadal będziecie pomagać Fredowi i George’owi. Nie zawracajcie sobie głowy rzucaniem Patronusów, chyba że okaże się to absolutnie konieczne. Osłaniajcie bliźniakom plecy i uważajcie na własne. Tylko tyle.
Ginny zmarszczyła brwi, ale nie zaprotestowała.
— A my? — tym razem odezwała się Hermiona w imieniu swoim i Rona. — Nadal stanowimy twoją rezerwę? Dasz radę walczyć z dementorami? — Po doświadczeniach z trzeciego roku lepiej niż inni wiedziała, jak bardzo Harry jest wrażliwy na ich moc.
— Wy dwoje najlepiej rozumiecie, co muszę zrobić z Nagini — Harry, wzruszając ramionami. — Tak, wciąż potrzebuję was w rezerwie. Jeśli ja i Draco zawiedziemy, będziecie musieli…
— Nie zawiedziemy — warknął Draco przez zaciśnięte zęby.
Uśmiechając się, Harry zaskoczył wszystkich.
— Nie, nie zawiedziemy — zgodził się. — Ale nie zaszkodzi, jeśli Ron i Hermiona zabezpieczą nam plecy.
— Ale co z tymi dementorami? — zapytał Ron. — Ja z Hermioną mamy tylko stać i patrzeć? Muszę coś robić.
— I zrobisz, Ron — uspokoił go Harry. — Wiele się będzie działo, a ja nie zdołam skupić się na wszystkim. Ktoś musi trzymać rękę na pulsie, gdyby coś poszło źle. Z dementorami nie ma żartów. — Spojrzał na pozostałych zebranych. — Dostaniecie eliksir, który wam pomoże.
— Jaki eliksir? — spytała Susan.
— Taki, który złagodzi skutki działania ich mocy, żebyście zachowali czyste umysły.
— Dlaczego my? — tym razem odezwał się Ernie.
— Ponieważ was trenowałem — powiedział spokojnie Harry. — Z pewnością nikt nie jest przygotowany do takiej walki, ale uczyliście się, jak sobie poradzić z dementorami.
— A wszyscy starsi i bardziej doświadczeni czarodzieje potrzebni są do walki ze śmierciożercami — podsumowała Hermiona.
— Dokładnie — zgodził się Harry. — Zrozumcie, wcale nie chcę, żebyście się narażali.
— I o to kłóciłeś się ze Snape’em? — zapytał Ron.
— Tak — przyznał Harry. — Wydaje mi się, że dobrze was wyszkoliłem, ale…
— Snape uważa, że damy radę?! — wykrzyknął Seamus.
— Co wcale nie oznacza, że mu się to podoba — wtrącił Draco ze złośliwym uśmieszkiem.
— To Harry w nas wierzy — powiedziała Ginny.
— I to Harry nam ufa — dodał Dean.
— Czy w nas wierzysz, Harry? — zapytała Angelina.
— Bo wcale na to nie wygląda — zauważyła Alicia.
— Wierzę — zapewnił Harry. — Wiem, że sobie poradzicie. Tylko że… to będzie bardzo niebezpieczne.
— Dla ciebie dużo bardziej — zauważył cicho Neville.
— Cóż, no tak, ale…
— Ja idę — oświadczył Neville.
— Ja też — dodała sennie Luna.
W ślad za nią poszli wszyscy zebrani, swą gotowość do pomocy deklarując i słowami, i zaciętymi wyrazami twarzy.
Harry westchnął z rezygnacją, na co Draco ze złością potrząsnął głową.
— Nie powinieneś być rozczarowany, skoro otrzymujesz wsparcie, którego potrzebujesz — powiedział i wyciągnął rękę.
— Poprowadzę moją rodzinę i przyjaciół do walki, w której mogą zginąć — odparł Harry drżącym głosem. — Wybacz, że się z tego nie cieszę.
Draco nagle odepchnął go od siebie i zaskoczony Harry oparł się plecami o ścianę.
— Nie waż się mówić, a nawet myśleć w ten sposób — warknął Draco. — Dzisiaj odgrywałeś świętego Pottera, dając wszystkim nadzieję, i choćbyś nie wiem jak się tym brzydził, będziesz to robił dalej, ponieważ ludzie cię potrzebują.
Harry oparł głowę o ścianę i przyglądał się, jak Remus wysuwa się na przód sali, z teoretycznym zamiarem skupienia na sobie uwagi zebranych, i poleca im poćwiczenie zaklęcia Patronusa.
— To tak cholernie trudne — szepnął Harry.
— Harry, ja… Ach, pieprzyć to — rzucił Draco z irytacją i pocałował mocno Harry’ego.
Pod wpływem dotyku Harry powoli się rozluźnił, uniósł ręce i wplótł je we włosy Draco, który w zamian położył mu dłonie na biodrach i docisnął go mocniej do ściany.
— Harry! Draco!
— Co?! — odwarknęli obaj równocześnie i oderwali się od siebie, żeby spojrzeć na Remusa.
— Moglibyście nie zapominać, że macie publiczność? — zapytał Remus z westchnieniem. — Publiczność, która nie jest przyzwyczajona do waszego związku.
Obydwaj stanęli tak, żeby widzieć zebranych w pokoju.
— Przywykłem już do takich oniemiałych twarzy — powiedział Draco uprzejmym tonem.
Harry parsknął i odsunął się od niego.
— Chodź, ty głupku, mamy coś do zrobienia.
Draco uniósł brew, ale się uśmiechnął.
— Czujesz się lepiej? — zapytał, na co Harry pokazał mu język.
— Harry oszalał — szepnął Seamus.
— Nie, jest tylko zakochany — zaprzeczył Ron z niesmakiem.
— Na jedno wychodzi, prawda? — skwitował Fred ze śmiechem.
— Hej, może byście się tak zamknęli i popracowali nad Patronusami? — zaproponował poirytowany Harry.
Hermiona odciągnęła go na bok, potrząśnięciem głową wyrażając dezaprobatę z powodu jego niepoważnego zachowania.
— Nie mogę uwierzyć, że całujecie się przed wszystkimi — powiedziała.
— Czemu? Nie widzieli wcześniej całujących się par? — zauważył, uśmiechając się niewinnie. — Codziennie ktoś to robił w miejscach publicznych.
Hermiona skrzywiła się, zapewne przypominając sobie Rona i Lavender. Większość osób zignorowała ich, ponieważ całujące się pary były w Hogwarcie zjawiskiem powszechnym, ale Hermiona zawsze im zazdrościła i denerwowała się za każdym razem, gdy ich widziała.
— Tak, ale żadna z pozostałych par nie jest tobą i Malfoyem. Kiedy wy dwaj coś wspólnie robicie, ludzie zwracają na to uwagę. Myślę, że to jeden ze sposobów na oderwanie myśli od walki — odparła oschle.
— Ja też korzystam, gdy tylko mogę — powiedział Harry, rozglądając się po pokoju.
Członkowie zakonu trenowali, ale też plotkowali na ich temat. Lepsze to, niż żeby przytłaczały ich myśli o nadchodzącej bitwie.
— Właściwie wcale tego nie planowałem — przyznał po kilku sekundach. — Draco po prostu… — przerwał, nie chcąc mówić o swoich obawach i niepewności.
— Ty wspierasz Malfoya, czy Malfoy ciebie? — zapytała Hermiona z zaciekawieniem, zapewne zrozumiawszy, że chodziło tu o coś więcej niż chwilę przyjemności.
Harry zerknął na Draco, który pracował teraz z Fredem i George’em, jeszcze bardziej szokując ludzi w pokoju. Był mądry, że trzymał się z nimi, jeśli Harry’ego nie było w pobliżu, ponieważ sporo osób przyglądało mu się z największą podejrzliwością. Wszyscy dobrze wiedzieli, że z bliźniakami lepiej nie zadzierać.
— Wspieramy się nawzajem — odparł szczerze.
— Jeden drugiemu pomaga się skupić i uspokoić. — Hermiona przechyliła głowę i przyglądała mu się badawczo. — W jakiś sposób się równoważycie.
Harry przytaknął odruchowo, wciąż zerkając na Draco.
— W porządku? — spytała Hermiona z wahaniem.
— Co? — Harry dopiero teraz zwrócił na nią uwagę.
— Po prostu się boję — przyznała Hermiona. — To znaczy, wiem, że się o nas martwisz, ale nie będziemy musieli zbyt wiele robić. Większość z nas rzuci tylko Patronusa i tyle, za to ty… Harry, jestem przerażona.
— Dobrze, że o tym mówisz po tym, jak Draco mnie pocałował — mruknął Harry.
— Wydawało mi się, że to lepsza pora — zgodziła się Hermiona, uśmiechając się lekko. — Jesteś teraz spokojniejszy, mniej sfrustrowany.
Harry pomyślał, że Hermiona, choć wcześniej przyznała, że bardzo się boi, wyjątkowo dobrze ukrywa swój strach. Ciekawe, czy była to jedna z cech Gryfonów.
— Nie mogę uwierzyć, że to mówię — kontynuowała — ale rozumiem, czemu dziś zabierasz ze sobą Malfoya.
— Naprawdę? — zdziwił się Harry. — Sądziłem, że ty i Ron jesteście na mnie wściekli.
Severus wyjawił faktyczne plany bitwy tego wieczoru, kiedy powiedzieli o wszystkim Weasleyom, i to zaraz po tym, jak po kłótni odesłał Harry’ego i Draco do domu. Harry nie musiał patrzeć przyjaciołom w twarz, gdy dowiedzieli się, że to właśnie Draco prawdopodobnie będzie z nim, kiedy dojdzie do konfrontacji z Voldemortem. Nie był na tyle głupi, aby wracać do tego tematu, a do tej pory nikt inny nie wspomniał o tym wprost.
— Na początku trochę byliśmy — przyznała Hermiona. — Przeżyliśmy z tobą już tak wiele, więc cóż, chcieliśmy ci towarzyszyć, gdy zmierzysz się z Voldemortem.
— I będziecie towarzyszyć — powiedział Harry.
— Ale to Malfoy stanie u twojego boku. I to jest w porządku. Bo jeśli zdoła sprawić, że się skoncentrujesz i dasz radę… — Hermiona przerwała, podeszła bliżej i przytuliła go mocno.
— Co ty robisz z moją dziewczyną? — zapytał Ron, kładąc rękę na ramieniu Harry’ego.
Przez chwilę Harry nie odpowiadał. Merlinie, tak bardzo nie chciał, żeby coś przytrafiło się jego przyjaciołom. Z trudem przełknął ślinę, starając się wymyślić coś, co mogłoby rozluźnić atmosferę.
— Daję jej wskazówki, jak ma sobie poradzić ze swoim chłopakiem, kiedy zdecyduje się dać kwiaty komuś innemu — powiedział. — Hermiona mnie pociesza.
Ron przez moment przypatrywał im się z nieczytelną miną, po czym roześmiał się głośno. Hermiona w jego ramionach także zaczęła chichotać, ale zaraz odsunęła się i dotknęła miękkich płatków róży przypiętej do jego szaty.
— Czyżby pod tą maską złośliwego, sarkastycznego człowieka krył się prawdziwy dżentelmen? — zapytała.
Harry zaśmiał się i przytaknął.
— To zarozumiały palant i tyle — skwitował Ron.
— Taki też jest — zgodził się Harry, uśmiechając się jeszcze szerzej.

***

Trenowali rzucanie Patronusa już od co najmniej pół godziny i Harry’emu kilka sekund zajęło, żeby się zorientować, czemu wszyscy nagle zamarli. Obrócił się i zobaczył, jak Severus i Lucjusz wchodzą do pokoju z neutralnymi Ślizgonami. Ruchem ręki Severus nakazał, aby uczniowie ustawili się pod ścianami, co też zrobili bez chwili wahania.
— Co ty robisz? — zapytał zdezorientowany Harry.
— To lekcja — odparł zwięźle Severus. — Obserwujcie.
Z wyrazem skupienia na twarzy zamknął oczy i zaraz potem pomieszczenie wypełniła aura zaklęcia chroniącego inne osoby. Lucjusz szepnął inkantację, zanim jeszcze uczniowie odsunęli się na boki.
Interceptum.
Harry odwrócił się gwałtownie. Zablokował zaklęcie Lucjusza, lecz kiedy już rzucał Levicorpus, poczuł magię Remusa.
— Dręt…
Tym razem zablokował zaklęcie Severusa i zrobił unik przed Petrificusem Remusa. Udało mu się odeprzeć klątwę Lucjusza, ale musiał się obrócić, żeby ominęło go kolejne zaklęcie Snape’a. Zaklęcia atakowały go szybko, a z czasem ich tempo wcale nie malało. Przeciwnicy poruszali się miarowo wokół niego. Severus musnął go zaklęciem żądlącym, ale Harry’emu udało się utrzymać różdżkę, kiedy Remus rzucił szybkie Expelliarmus. I zapłacił za to, nadziewając się na zaklęcie Lucjusza.
Atakujący nie zwolnili tempa, lecz Harry zamknął oczy, ponownie wczuwając się w ich magię, gdy znów rzucali Interceptum szybkimi seriami. Zablokował kolejną klątwę i spróbował podnieść się na nogi.
Nie miał czasu, żeby atakować, mógł się tylko bronić. Napastnicy wciąż atakowali, zbliżając się do niego szybko.
Drętwota!
Harry poczuł magię Draco i otworzył oczy na czas, by zobaczyć, jak Lucjusz obraca się, by zablokować syna. Severus także już w niego celował, więc Harry pospiesznie go powstrzymał. Sekundę później naparł na niego Remus. Obaj kręcili się wokół siebie w kierunku tyłu pokoju, Harry bronił ich, a Draco atakował. Zyskali teraz mocniejszą pozycję, jednak przeciwnicy nadal mieli przewagę liczebną.
Incarcerous! — rozległ się podwójny okrzyk.
Pewności nie miał, ale Harry sądził, że pochodził od Ginny i Blaise’a. Jednak nagle Lucjusz i Remus zostali związani, nie zdając sobie nawet sprawy, jak to się stało. Im pozostał do pokonania tylko Severus.
Teraz potyczka przerodziła się w pojedynek jeden na dwóch, więc Severus przestał się powstrzymywać. Harry i Draco stanęli obok siebie, rzucając zaklęcia i blokując je na zmianę. Niestety Snape był przeciwnikiem dużo bardziej doświadczonym.
— Najpierw obrona, potem atak — mruknął pospiesznie Harry i odskoczył na bok, gdy tylko poczuł magię kolejnej klątwy.
Nagle obaj wykrzyknęli zaklęcia, jednomyślnie przechodząc do ofensywy. Sytuacja się odwróciła i teraz to Severus musiał się bronić. Został oszołomiony w ciągu minuty.
Draco i Harry opadli na kolana, ciężko oddychając i spływając potem. Remus i Lucjusz zostali uwolnieni już wcześniej, czego Harry nie zarejestrował, i teraz Remus spokojnie zajmował się Severusem, który wydawał się wyjątkowo opanowany, biorąc pod uwagę sytuację.
W pokoju panowała cisza. Ślizgoni stali po jednej stronie, członkowie Armii Dumbledore’a po drugiej, a przyjaciele Harry’ego w środku. A Blaise, co Harry nagle sobie uświadomił, był wśród przyjaciół. Wszyscy wpatrywali się w niego, Draco i Severusa, zaszokowani tym, czego byli świadkami.
Harry zmarszczył brwi, starając się pojąć, co Severus miał na celu, organizując tę małą demonstrację. On nigdy nie robił niczego bez powodu.
— Nawet nie mieliśmy dzisiaj w planach pojedynków — powiedział, próbując wyjaśnić motywy Snape’a.
— Tego nie możesz wiedzieć na pewno — odparł Severus ostro. — Trzeba być zawsze przygotowanym. — Zmrużonym spojrzeniem przebiegł po pokoju, sprawiając tym, że wszyscy uczniowie stanęli na baczność. — Mam nadzieję, że teraz nabraliście pewności, iż pan Potter naprawdę jest gotów do dzisiejszej walki.
Harry zdziwił się, gdy zebrani kiwnęli głowami. Czyli Severus postanowił udowodnić, że ich bohater jest wart pokładanego w nim zaufania. Patrząc na otaczających go ludzi z nowej perspektywy, musiał przyznać, że na ich twarzach dostrzega ulgę.
— Dziś nie będzie treningu — kontynuował Snape. — Waszym zadaniem jest rzucić Patronusy i powstrzymać dementorów. Jednakże nie ma absolutnie żadnej gwarancji, że nie weźmiecie udziału w innej walce. Nie musicie jak głupcy rzucać się w środek bitwy, lecz bez wątpienia niektórzy ze śmierciożerców spróbują uciec. Z powodu zaklęć antyaportacyjnych, które umieścimy nad całym terenem, skierują się w waszą stronę. Nie wahajcie się ich powstrzymać. Będą potężnymi przeciwnikami, ale jak zostało udowodnione, można z nimi wygrać… jeśli będziecie współpracować — powiedział z naciskiem. — Pan Potter ma spore umiejętności, ale sam by sobie nie poradził. — Gestem wskazał na Ginny i Blaise’a. — Podstępne działania wyjdą wam na korzyść. Jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy, nie czekajcie, aż będzie za późno, tylko wkroczcie do akcji.
Oddychając powoli, Harry obserwował, jak oczarowani uczniowie wsłuchują się w słowa Severusa. Po zakończeniu pojedynku mieli oczy szeroko otwarte z przerażenia, teraz ich miny także wyrażały strach — strach, ale i zdecydowanie. Mogą, choć nie muszą w pełni rozumieć, na co się szykują, jednak byli w pełni przygotowani do podjęcia świadomej decyzji co do roli, jaką odegrają.
Harry położył się na podłodze na plecach, a Draco poszedł jego śladem. Była to najbardziej intensywna lekcja walki, w jakiej wzięli udział, i musiał chwilę odsapnąć. Pozostali również usiedli, podczas gdy Severus mówił dalej.
— Chcę, żebyście dobrali się w trójki, nie pary. Jak widzieliście, skuteczniej jest, gdy jedna osoba atakuje, druga broni, a trzecia odpowiada za ochronę przed dementorami. Zdaję sobie sprawę z waszych umiejętności — zadrwił. — Wkrótce Lupin i ja pomożemy wam dobrać się w trójki o podobnym poziomie. — Podszedł do Harry’ego i Draco i spojrzał na nich z góry. — Wskażcie osobę, która przyłączy się do Weasleya i Granger.
— Neville — odparł szybko Harry.
Leżący obok Draco parsknął a Severus spojrzał na niego z niesmakiem.
— Lingbottom?! — wykrzyknął Draco, siadając i spoglądając na Harry’ego z niedowierzaniem.
Harry pospiesznie przekręcił się i ponownie pchnął go do pozycji leżącej. Chwilę się siłowali, aż w końcu przyszpilił jego biodra do podłogi. Draco przestał się opierać, po prostu gapił się na Harry’ego tak, jakby uważał go za szaleńca.
— Tak — potwierdził Harry, mrużąc oczy. — Ten sam Longbottom, który tak dzielnie przez lata stawiał czoła tobie i Severusowi. Ten sam Longbottom, który spędził wiele godzin trenując ze mną. Ten sam Longbottom, który nie poddał się w beznadziejnej sytuacji. — Uniósł wzrok. — Prawda, Lucjuszu? — zadrwił.
Lucjusz zmarszczył czoło, przypominając sobie, o co chodzi.
— Tak, wydawał się równie głupi jak ty — zgodził się chłodnym, ale równie drwiącym tonem.
Harry ponownie skierował spojrzenie na Draco, w którego oczach również zabłysło zrozumienie. Wiedział co nieco o wydarzeniach w ministerstwie na piątym roku, podobnie jak wszyscy pozostali, lecz zapomniał, że i Neville był tam obecny. Nie poruszali tego tematu jako zbyt drażliwego, ale teraz Harry zaczął się zastanawiać, czy Lucjusz wprowadził syna w szczegóły.
— To wybór Neville’a, jednak ma prawo przyłączyć się do nas dziś wieczorem — powiedział. — I wiesz co, powinieneś mieć nadzieję, że zechce stać się częścią naszej drużyny, ponieważ będzie uważnie obserwował twoje i moje plecy.
— Czemu Longbottom miałby mnie ochraniać? — zapytał Draco.
— Bo będziesz stał u boku Harry’ego — odparł Neville, wysuwając się powoli z tłumu. Był sztywno wyprostowany, jednak jego wzrok nerwowo wędrował między Draco, Severusem i Lucjuszem.
— Twój Patronus — warknął Severus.
Neville wziął głęboki oddech, na moment przymknął oczy, aby się skoncentrować, po czym rzucił zaklęcie. Z końca jego różdżki wytrysnął wielki, srebrzysty pies.
— Nowofundland — mruknął Severus. — Obronny i opiekuńczy, lojalny, odważny, ale cichy, potężny, choć delikatny.
Harry zamrugał zdziwiony, że Snape dostrzega cechy Patronusa Nevlle’a. Nie posądzał go o to, że zna się na psach, z pewnością w ogóle nie lubił zwierząt.
Neville stał dumny, ze spokojnym już wzrokiem. Bez wahania odwzajemniał pełne uznania spojrzenie swojego byłego nauczyciela eliksirów.
Severus ponownie popatrzył na Harry’ego.
— Chłopiec, Który Przeżył — mruknął.
Harry przytaknął, wiedząc, że Snape nawiązuje do proroctwa. Równie dobrze to Neville mógł znaleźć się na jego miejscu i teraz to on musiałby zmierzyć się z Voldemortem.
— Nie musi walczyć, ale i tak się na to zdecyduje — powiedział.
— Ty nie masz wyboru — odparł Severus ostro.
— Właśnie że mam — rzucił Harry równie ostro, zrywając się z podłogi. — Mogłem uciec i się ukryć, ale będę walczył. Walczył po to, żeby żyć.
Żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje — zacytował Severus prawie niesłyszalnie.
Harry skinął głową. Widział smutek w jego oczach i wiedział, że mu na nim zależy. Podejrzewał, że Severus żałuje, że to nie Neville był Chłopcem, Który Przeżył. Zależało mu na nim, na Harrym Potterze. A teraz się bał i dlatego był taki zły.
Podszedł do niego i mocno go przytulił.
— Nie umrę — obiecał głosem stłumionym przez szaty Severusa.
Snape odwzajemnił uścisk, ale za chwilę gwałtownie się odsunął.
— Przeżyjesz — warknął.
— Tak, profesorze — odparł Harry z determinacją i pewnością.
— Bardzo dobrze. Longbottom, dołącz do Weasleya i Granger — rozkazał Severus.
Uśmiechając się, Harry położył Neville’owi na ustach dwa palce, żeby powstrzymać go od mówienia.
— Za kilka minut wyjaśnię, co będziesz robił — obiecał. — Może stań z Ronem i Hermioną, co?
Neville przytaknął mechanicznie i powoli się od nich odsunął.
— Niemal mi go żal — przyznał swobodnie Draco. — Przynajmniej raz zrozumiałem, o czym rozmawialiście, ale nie wiem, czy ty zrozumiałeś z tego chociaż słowo.
Harry wzruszył ramionami i uśmiechnął się ze smutkiem, jednak nie zdołał powstrzymać grymasu z powodu bólu ramienia. Oczywiście, eliksir przestawał działać, więc kontuzja znowu się odezwała. Draco automatycznym gestem sięgnął do kieszeni i wyjął kolejną fiolkę.
— Powinieneś wziąć coś silniejszego — powiedział Remus z niepokojem.
— Nie, ten wystarczy — odparł Harry, wyciągając fiolkę z palców Draco. Nie chciał zażywać eliksirów uzależniających, nawet przed wieczorną bitwą. Już na samym wstępie przyznałby się do porażki, a tego nie mógł zrobić. Po walce przyjdzie czas na uzdrowienie, kiedy już nie będzie tak często potrzebował środków przeciwbólowych.
Severus przyglądał mu się badawczo, po czym skinął głową na znak wdzięczności i zgody.
Draco przyglądał im się zdezorientowany i uniósł ręce.
— I po raz kolejny nie mam pojęcia, co się właśnie stało — powiedział z wyrzutem. — Jak mam zrozumieć, skoro nic mi nie mówisz?
— Po prostu nie zgadzam się, żeby coś zdobyło władzę nad moim ciałem — wyjaśnił Harry, co nie było całą prawdą, ale na razie wystarczyło, by uspokoić Draco, w którego oczach pojawiły się figlarne iskierki.
— Czy to znaczy, że jak mam zgodę, żeby je zdobyć?
— Dosyć — przerwał im ostro Severus.
Harry uśmiechnął się do Draco, wdzięczny za rozładowanie napięcia, mimo że Severus tego nie doceniał. Draco objął go w pasie i przyglądał się, jak Severus i Remus formują uczniów w grupy.
Wszyscy zapewne czuli się niezmiernie zdziwieni, co łagodziło interakcje, i Harry miał nadzieję, że to się nigdy już nie zmieni. Niemal się cieszył, że musi zabić Voldemorta, bo to ludzie tak zgodnie ze sobą współpracowali. Właśnie tego teraz potrzebował, jednak nie mógł przestać się zastanawiać, co będzie później. Zakładając, że przeżyją.
— Wiesz, Dumbledore byłby z nas dumny — powiedział. — Pracujcie razem. Jedność domów.
Draco spojrzał na niego z ukosa.
— Myślę, że masz rację — przyznał.

***

Harry swobodnie usiadł przy stole nauczycielskim i zaczął kołysać nogami w tę i powrotem. Draco zajął miejsce tuż obok, ale trzymał plecy sztywno wyprostowane.
— Przestań — syknął w pewnym momencie.
— Draco, możemy sobie bezkarnie posiedzieć przy stole nauczycielskim — odparł Harry. — Zamierzam się tym cieszyć — dodał, ale Draco zacisnął dłoń na jego udzie, skutecznie unieruchamiając nogę. — No dobrze, dobrze, nie będę się tym cieszył — poddał się.
Osobiście uważał, że siedzenie przy stole nauczycielskim jest bardziej odpowiednie niż namiętne całowanie Draco na oczach wszystkich, ale był gotów zmienić zdanie. Wcześniej mogli wykraść dla siebie trochę czasu na osobności, teraz jednak stało się to niemożliwe.
Już prawie czas. Zebrani w napięciu oczekiwali, aż Voldemort wezwie swoich śmierciożerców. Severus i Lucjusz stali w gotowości, by odejść. Tylko oni i Harry opuszczą zamek, gdy zapłonie Mroczny Znak, cała reszta przemieści się później przez szafki zniknięć. Jedna z nich znajdowała się właśnie w kieszeni Harry’ego, a druga, powiększona do normalnych rozmiarów, stała przed stołem głównym.
Przemówienia, ostrzeżenia, instrukcje i eliksiry — wszystko to mieli już za sobą.
Harry wiedział, że wiele osób uważało go za zdrowego, ale po całym dzisiejszym dniu wreszcie zrozumiał, dlaczego Dumbledore zachowywał się tak, jakby był stuknięty. W ten sposób przynajmniej odrobinę łagodził stres, jaki odczuwali. Jemu również zdarzały się chwile, gdy nerwy brały górę, ale zwykle zachowywał pozory, czerpiąc z lekcji dzielonych przez starego dyrektora.
Teraz w jego umyśle panował spokój — spokój przed burzą. Draco wręcz odwrotnie, był bliski paniki. Wpatrzył się w palce, wciąż ściskające jego udo, i przypomniał sobie słowa piosenki, którą kiedyś słyszał. Uniósł rękę i zacytował:
Chwyć moją dłoń, damy radę, przysięgam.
Na twarzy Draco pojawił się wyraz zrozumienia, po czym powróciła ponura mina, puścił jednak udo Harry’ego i splótł razem ich palce.
— Żyjąc w pieprzonej modlitwie — mruknął ponuro.
Harry nie miał pojęcia, czemu pamięta słowa tej piosenki, a przynajmniej jej fragmenty. Zacytował jeszcze kilka wersów, tym razem skierowanych do jego domu.
Musimy trzymać się tego, co mamy. Żyjesz, by walczyć, jeśli to wszystko co masz.
Draco zamknął oczy.
— Kurwa, nie jestem gotowy.
Harry oparł głowę o jego ramię i również przymknął oczy, a Draco oparł czoło o jego głowę.
— Ja też się boję — szepnął Harry.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu.
— Damy radę? — zapytał Draco, ściskając jego dłoń.
— Obiecuję — odparł Harry, odwzajemniając uścisk.
— Jesteś cholernym Gryfonem, więc trzymam cię za słowo — ostrzegł Draco.
— Czyli znowu uważasz mnie za Gryfona? — spytał Harry z uśmiechem, żałując, że nie widzi twarzy Draco, ale nie chciał zmieniać pozycji.
— Tak — potwierdził Draco bez wahania. — Głupiego, bezmyślnego Gryfona.
— To jakim cudem mnie chcesz?
— Bo jestem głupim, bezmyślnym Ślizgonem — wyjaśnił Draco z niesmakiem.

cdn
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez pindolino » 24 maja 2017, o 09:17

NARESZCIE.
No nie mogłam się już doczekać. Nie chciałam Cię zaspamować wiadomościami "kiedy kolejny?", bo wiem że to strasznie irytuje i jeszcze bardziej zniechęca do tłumaczenia. Czekałam cierpliwie i się doczekałam. Dziękuje Wam jeszcze raz za ten kawał roboty, przy tym tłumaczeniu *wale pokłony*. Rozdział super, co prawda krótki, ale jednak! Już się ciesze z myślą na kolejny rozdział, co prawda mam nadzieje że będzie szybciej niż ten.
Kocham relacje Harry'ego i Draco. Jestem zdziwiona reakcją Rona w dzisiejszym rozdziale. Tego chyba nikt się nie spodziewał. Wierze całą sobą, że Harry wygra tą wojne i będą mogli żyć szczęśliwie :(
Pozdrawiam serdecznie czekam na kolejny xx
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez MargotX » 24 maja 2017, o 19:18

Tak czysto teoretycznie - myślałam, że już będziemy świadkami potyczki Harry'ego z Voldemortem, no i przede wszystkim - czekałam na totalne zaskoczenie Czarnego Pana, gdyby miał okazję dowiedzieć się o wszystkich ukrytych atutach złotego dziecięcia ;) Tyle, że to wciąż nie tak szybko, jakże by inaczej. Nie, żebym narzekała, bo tak naprawdę to całkiem istotna część planu pokonania Voldemorta. Jakby nie było, chodzi o włączenie uczniów do działań, nazwijmy to wojennych, co, jak można było się spodziewać, spowodowało żywy sprzeciw Harry'ego. Kolejny pokaz heroizmu i brania na siebie wszystkiego. Niestety, jedna osoba, nawet jeśli to Wybraniec, nie jest w stanie przeciwstawić się zarówno Riddle'owi, jak i jego hordom. Zatem ślepe bohaterstwo Pottera nie na wiele się zda. Bardzo dobrze uświadomił to Severus, jemu i wszystkim pozostałym.
Poza tym, tak naprawdę każdy, kto ma do czynienia z agresorem, jest w jakiś sposób świadomy, że brak zaangażowania wcale nie oznacza bezpieczeństwa. Nie robiąc nic, też można zginąć, niestety. Dlatego Harry, jak bardzo szlachetne nie byłyby jego pobudki, nie jest w stanie zagwarantować braku zagrożenia osobom, które pozostałyby z boku.

Świetna scena przeprosin Draco skierowanych do Kati Bell, zresztą tych do Ronalda również. A już końcówka... ;) Wcale nie dziwne, że Draco mógłby oczarować niemal każdą dziewczynę ;)
Oczywiście, interakcje Harry'ego i Draco są swoistą wisienką na torcie i stanowią dla zgromadzonych niezłą odskocznię od dość ciężkiej atmosfery. Urocza końcówka, która jest idealną kwintesencją tego związku. Cały ten rozdział ma niezłą plejadę takich smaczków: potyczka chłopaków z Lucjuszem, Severusem i Remusem, absolutnie nieoczekiwana postawa Rona, patronus Neville'a - sporo tego.

Dziękuję ślicznie za kolejny przetłumaczony rozdział, naprawdę ogromnie doceniam Waszą pracę nad tym tasiemcem i z tego miejsca po raz enty już apeluję do cichych czytelników Tajemnic, żeby zostawili po sobie ślad w postaci komentarza.

Pozdrawiam serdecznie. :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości