[T] [Z] Na zawołanie

tłumaczenie wspólne Aevenien&Kaczalka

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Veldrin » 5 gru 2012, o 17:51

Tak bardzo chciałam skomentować to opowiadanie, a kiedy w końcu usiadłam, gotowa to zrobić, w moim umyśle pojawiła się pustka. Kompletnie nie mam pojęcia co napisać... jednakże jestem uparta, więc i tak coś napiszę, ale jeżeli ten komentarz będzie chaotyczny lub kompletnie niezrozumiały, zażalenia proszę kierować do mojej sekretarki :D
Kanoniczność brzmiała bardzo obiecująca, więc bez zastanowienia przysiadłam przed laptopem kilka dni temu i pochłonęłam te opowiadanie w bodajże dwa dni. W pierwszy dzień trudno było mi się położyć do łóżka, bo tak bardzo chciałam wiedzieć co będzie dalej, lecz zmęczenie w końcu wzięło nade mną górę. Może te opowiadanie nie porwało mnie jakoś szczególnie, ale na pewno czytało mi się je bardzo przyjemnie.
Pomysł z powrotem do Hogwartu po wojnie aby zdać owutemy bardzo mi się podobał. Wyszło to bardzo naturalnie i faktycznie mogłoby to być kontynuacją książek J.K.Rowling. Humor w tym opowiadaniu również mnie zauroczył, był tak lekki i świeży, że parskałam śmiechem za każdym razem gdy tylko na niego napotykałam.

— Powiedz mi — szepnął Ron.
Harry właśnie chciał to zrobić, ale Flitwick pojawił się tuż obok niego.
— Wspaniale, wspaniale, panie Potter! — wykrzyknął piskliwym głosem. — A teraz, jeśli nie ma pan nic przeciwko, proszę zabrać swój bonus i zmykać.
— Tak, profesorze. — Harry rzucił Ronowi przepraszające spojrzenie, zabrał nagrodą — którą rzeczywiście był lizak — i zarzucił torbę na ramię.
Kiedy odwrócił się w stronę wyjścia, usłyszał jak Ron syczy, a Hermiona wzdycha.
— Wątpię, żeby wężomowa zadziałała, Ron.


Myslałam, że spadnę z krzesła jak to przeczytałam :)

— Będę szczęśliwa, mogąc dopaść każdego ucznia i zaciągnąć go tam, gdzie chcesz — zapewniła Ginny.


Wyobraziłam sobie Ginny, czyhającą na korytarzu i napadającą na każdą osobę, który by tylko tamtędy przeszła, a następnie ciągnącą ją za włosy do Harry'ego :D

Gdy otworzyli wielkie drzwi prowadzące na zewnątrz, powitało ich zimno, śnieg i Draco Malfoy. Białe płatki topiły się na jego jasnych, rozwichrzonych włosach, ledwie widoczne wśród bladych kosmyków. Jego policzki były zarumienione, usta czerwone, a groźne spojrzenie nieprzeniknione. Ślizgon zaklął pod nosem i przecisnął się między nimi, prawie przewracając Ginny.
Dziewczyna uniosła brew, wpatrując się w jego plecy z zakłopotaniem.
— Myślę, że zaczął nas lubić.
— Bez wątpienia. Właściwie otarł się o nasze ubrania.
— Brudne ubrania zdrajców krwi.


Padłam, po prostu padłam xD

— Co się stało?
Blaise zmrużył oczy i skrzywił się.
— Och, nie wiem, Potter. Cały ten dym oznacza zapewne, że ktoś utonął — rzucił i minął ich, zmierzając w stronę wyjścia.
— Gdzie idziesz? — wrzasnął za nim Harry.
— Napić się piwa. — Blaise zniknął im z oczu. Jego zachowanie w jakiś dziwny sposób uspokoiło Harry’ego. Blaise ani nie panikował, ani nie śpieszył się zbytnio. To dobry znak. Chociaż nieprzytomny chłopiec już nim nie był.


Uwielbiam Blaise w tym opowiadaniu, chociaż nie pojawia się go w nim zbyt wiele :)

— Zakładanie się nie jest stosowne...
— Tchórz.
— Podaj warunki.


:D

Jest tego o wiele więcej, ale mnóstwo czasu zajęłoby mi szukanie:)
Harry... to Harry. Rządny przygód i odgadywania dziwnych spraw. Cała ta sytuacja Harry kontra Draco jest chyba moja ulubioną wśród innych opowiadań. Wszytko dzieje się tak powoli i naturalnie. Nieufność, chęć wiedzenia co Malfoy knuje (nawet jeżeli nic nie knuje). To oczywiste, że gdy różne dziwne rzeczy dzieją się w zamku, to na początku zamienia się to w troskę o życia ślizgona. Później niezrozumiałe myślenie o nim bez przerwy, co można jeszcze zrzucić na to, że to w końcu Malfoy. Stała czujność. Nie do końca wyjaśnione dotknięcia, spojrzenia, chwile ciszy. To wszystko jest po prostu urocze i zupełnie niewymuszone. Nie ma czegoś takiego, że Harry patrzy nagle na blondyna i myśli sobie "Boże, ależ on ma boski tyłek" ni z gruchy, ni z pietruchy i wybucha szaleńczy romans. Pomalutku, pomalutku zaczyna się zastanawiać czemu się nim tak interesuje, i to naprawdę jest świetne.
Ogólnie pomysł z pokojem życzeń i samo żyjącą magią jest interesujący i niebanalny.
Mogłabym pisać, jeszcze i jeszcze, ale obawiam się, że to co do tej pory napisałam to czysty bełkot, więc nie będę się dalej pogrążać.
Pozdrawiam :)
- Chciałbym z tobą pogadać, Draco.
- To dobrze, bo gdybyś tak od razu chciał się na mnie rzucić i przelecieć pod ścianą, musiałbym stanowczo powiedzieć 'nie'. Nie jestem taki łatwy. - Draco namyślał się chwilę, taksując Harry'ego wzrokiem. - Kłamałem. Jestem łatwy. Możesz mnie przelecieć bez gadania.
Veldrin Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 535
Dołączył(a): 30 lis 2012, o 10:43
Lokalizacja: K-ce

Postprzez AvATar7SeVen » 6 gru 2012, o 21:53

Mam trochę wolnego czasu, który powinienem przeznaczyć na pisanie i właśnie z tego powodu jeszcze raz przeczytałem "Na zawołanie", tym razem w całości po polsku. Postanowiłem skrobnąć jeszcze jeden komentarz, bo "powinienem przeznaczyć czas na pisanie", ale znalazłem sobie wymówkę - nie powiedziałem, co pisać. ;) Tak, plotę bzdury.
Może nie do końca się zgodzę, że opowiadanie zasługuje na miano ósmego tomu, choć akurat nie jest to kwestia fabuły (bo ta bardzo ściśle pasuje do całości, nie da się ukryć), a języka i opisów seksu. Dawno już nie czytałem scen erotycznych, postanowiwszy zawczasu powrócić do dziecięctwa, prostoty, listków figowych, literatury, którą można nazwać czystą albo infantylną, wszystko jedno - nie chodzi o moje motywacje, a o szok, jaki przeżyłem, kiedy po tak długim okresie spotkałem się z błyszczącymi sztywnymi kutasami i pomarszczonymi otworami. Tak jakby moja zniekształcona psychika zaczęła wracać do zdrowia, a ja za jednym machnięciem dłoni (lub przekręceniem strony, jeśli ktoś woli) obróciłem w pył tę mozolnie budowaną równowagę. Kuriozum.
To tak zamiast wstępu.
Napisałem wyżej o ścisłym dopasowaniu do siedmioksiągu Rowling i powtórzę się w tym miejscu. Bardzo mi się to podoba, mówiąc szczerze. Nie wiem dlaczego. Po prostu ciągle spotyka się jakieś alternatywne historie, bo autorów ponosi szalona wyobraźnia (i to jest oczywiście wspaniałe - trzeba dać ujście swojemu obłąkaniu, przynajmniej tak się usprawiedliwiam). A tutaj, tak dla odmiany, wracamy do źródeł. Napiszę teraz mniej więcej, jak to sobie wyobrażam.
Pani kreatorka zatrzymała się w pewnym miejscu podczas czytania siódmego tomu - nie na długo, zaledwie na chwilę bądź dwie. Oczywiście była tak bardzo zaabsorbowana akcją, że nie mogła się nad tym dłużej zastanawiać, więc zrobiła mentalną notkę z zamiarem powrócenia do tego miejsca, w którym znalazła dziurę w misternie skonstruowanym kanonie. Potem oczywiście umarł Voldemort i niesiona falą radości, zapomniała o bożym świecie. Aż pewnego dnia podczas, dajmy na to, zmywania naczyń odnalazła żółtą karteczkę powiewającą nad lewym okiem. Odczytała słowa Rowling o Pokoju Życzeń znikającym w płomieniach i własny dopisek "przerażające". Przypomniała sobie, że trzecia cegła nad tą lekko wyszczerbioną miała małą dziurkę w zaprawie po prawej stronie. Spojrzała przez nią i zobaczyła ścieżkę prowadzącą prosto przed epilog, gdzie na skrzyżowaniu wisiała tabliczka z napisem "Wstęp dla rozgoryczonych". No i tam był taki wielki las, a dalej w przybudówce wisiały maczety. Więc zaczęła karczować las.
Jedna wyjątkowo niekanoniczna rzecz to cała ta sprawa ze świecami. Nie mówię, że mi to nie pasuje - sam mam obsesję na punkcie wyjaśniania wszystkiego, zapinania na ostatni guzik, jak gdybym traktował czytelnika jak skończonego idiotę. Okropieństwo. Ale wracając do tematu, to cechuje wiele fanfików, z czego właśnie zdałem sobie sprawę. No ale Rowling to Rowling, ona ma swój własny, niepodrabialny styl.
Bardzo, ale to bardzo podoba mi się sposób, w jaki została nakreślona sylwetka Harry'ego. Rowling nigdy tak bardzo nie skupiała się na jego psychice, trafnie przeczuwając, że spore grono odbiorców byłoby tym niezbyt zainteresowane. (Da się zauważyć, że uniknęła tego w swojej najnowszej powieści, za co ją bardzo cenię, bo lubię bezwstydnie wdzierać się do cudzych umysłów, nie brudząc przy tym rąk legilimencją). Pan Potter pojawił się w Hogwarcie i ktoś niefortunnie wręczył mu zestaw małego aurora. Cóż. Muszę przyznać, że jego latanie po zamku i przesłuchiwanie znajomych było niezwykle zabawne. Z mojej perspektywy, rzecz jasna. Lavender pewnie by się nie zgodziła. Chyba nikt do tej pory nie zrobił takiego użytku z niesławnej obsesji na punkcie ratowania ludzi. Pojęcie zawsze po prostu przemykało gdzieś ukradkiem, najczęściej w ustach Draco Malfoya, wywarczane lub wysyczane, jeśli kogoś kręci wężomowa. Ten humorystyczny akcent rozjaśnia wszystko, sprawiając, że opowiadanie staje się lekkie jak pierwsze tomy.
Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na Rona i Hermionę, którzy są po prostu wspaniali w tym fiku. Ron mnie rozkłada na łopatki ("Jeden urok, wiele zastosowań"), jest genialny. A Hermiona, idealnie kanoniczna, nic nie traci ze swego wdzięku nastolatki rzucającej gazetą o stół. No i oczywiście to czatowanie na podłodze, które przypomniało mi pakowanie książek przez Hermionę w pokoju Rona. Coś wspaniałego.
Warto było przeczytać jeszcze raz to opowiadanie. Nie pamiętam już, czemu się przed tym wzbraniałem. ;)
My weapon is invisible.
Not for appreciating or envying.
It makes me can do everything.
Happy and free.
They are on my side..
have drawn a painting of me.

Obrazek
AvATar7SeVen Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 40
Dołączył(a): 22 lut 2011, o 20:33
Lokalizacja: Mazowsze

Postprzez AnQa » 10 gru 2012, o 18:21

Moja wypowiedź nie będzie tak kreatywna, ale kilka słów mogę napisać.

Zaznaczam od razu, oceniam tekst jako taki, bez zagłębiania się w jakoś tłumaczenia, z bardzo prostego powodu. Czytałam po angielsku, zatem nie wiem czy było wiernie, czy może czegoś zabrakło. Znając ekipę i poświęcenie dziewczyn, zakładam, że było bardzo dobrze.

Pierwszy mój komentarz dotyczył wrażeń po lekturze może 25-30% tekstu. Oczywiście, jak to mam w zwyczaju, większość z nich zdążyłam zapomnieć. Ale na pewno coś w mojej głowie zostało.

Po przeczytaniu całości, potwierdzam moje własne słowa. Było warto. Bardzo dobrze napisane, z interesującą fabułą i całkiem konkretnym romansem w tle.

Często zdarza się, że intryga jest wymyślana... właściwie nie mam pojęcia w jakim celu. Ciekawa specjalnie nie jest, nie ma też najmniejszego sensu. Ot, tak, dla zabawy wtrącona. Taki zabieg bardzo mnie drażni. Albo piszemy konsekwentnie, albo lepiej dać sobie spokój. W związku z tym bardzo mnie ucieszyło, że tutaj zagadka ma ręce i nogi. Czytelnik chce wiedzieć co, kto i dlaczego. Może rozwiązanie nie jest na miarę Christie, ale daje radę.

Część romansowa ładnie się komponuje, choć końcówka skręca lekko w stronę melodramatu. Niemniej jednak, byłam zadowolona. Nie zbytniego pośpiechu - na szczęście -, jest czas na ewolucję. Relacja Draco-Harry jest dynamiczna i wciągająca. Ja mam słabość do kilku schematów, w przypadku mojej 'grzesznej przyjemności', jaką są romanse M/M, a jednym z nich jest 'enemies to lovers', czyli 'od wrogów do kochanków', w wolnym tłumaczeniu. Zatem chyba nikt nie jest zdziwiony, że drarry do mnie trafia, raz lepiej, a raz gorzej.

Postaci kanoniczne, zgodzę się, chociaż moja pamięć już nie ta, bo minęło kilka lat od ostatniej przygody z serią HP. Muszę jednak przyznać, że wyjątkowo przypadł mi do gustu związek Hermiony i Rona. Znaczy się, że nadal tu był i cieszył generalnie. Miałam okazję kiedyś zajrzeć do tekstu, który, mimo całej swojej świetności, oferował rozpad tej pary. Jakoś mnie to uwierało i nie byłam do końca zadowolona. Ja rozumiem, iż autorzy chcą być oryginalni, ale dla mnie to nie jest najlepszy pomysł.

Co do języka... Cóż, Rowling nie da się podrobić. No, przynajmniej nie kojarzę bym się z tym spotkała. Jednym odpowiadał jej styl, innym nie. Ja akurat należę do tej pierwszej grupy osób, więc jej malowanie słowami, bo w ten sposób to traktuję, było źródłem mojej radości. Prawie niczym telewizja, ale lepsza, bo moja wyobraźnia zawsze się ze mną zgadza :P

Ostatnia sprawa, sceny erotyczne. Hmm... Nie mam pojęcia jak one brzmią po polsku, i chyba nawet nie chcę wiedzieć. Już dawno doszłam do wniosku, że język polski jest problematyczny w tej sferze. Albo brzmi śmieszne, albo wulgarnie. Przy opisach powinno się poprzestać na pocałunkach i każdy będzie zdrowszy. I może to bardziej żart z mojej strony, ale jest to jeden z powodów, dlaczego, o ile mogę, trzymam się wersji angielskich.

Już na samym końcu, dziękuję autorkom tłumaczenia za ich czas i wysiłek. Zapewne sporo osób ominęłaby możliwość przeczytania tego opowiadania, gdyby musieli polegać na własnych zdolnościach językowych. Jest to tytuł warty uwagi i każdy kto czytał HP, a drarry lubi, "Na zawołanie" powinien znać.
'Everyone, no matter how refined, had a stash of porn.' - Mark Vincent
"No One Should Be Alone" by Tinnean
AnQa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 126
Dołączył(a): 10 paź 2012, o 18:48

Postprzez Evolution » 12 gru 2012, o 22:10

Jak dotąd udało mi się przeczytać to opowiadanie dwukrotnie : w trakcie udostępniania poszczególnych rozdziałów - na bieżąco, oraz po raz drugi zaledwie wczoraj. Przepraszam, że pod całym tekstem nie widnieje jak dotąd ani jeden mój komentarz, ale dopiero staram się wyrobić w sobie odruch dziękowania tłumaczom i autorom za ich pracę w postaci pozostawienia po sobie zwięzłej notki.

Opowiadanie, tak jak zaznaczyłyście już na samym początku oraz co potwierdzają komentarze, jest niesamowicie kanoniczne - na tyle, na ile kanoniczne może być Drarry samo w sobie. Mamy tu rządnego wrażeń Harry'ego - dociekliwego Super-Aurora, tchórzliwego, choć w pewien sposób silnego Malfoya, ale również postacie poboczne, które w kanonie nie odgrywały znaczącej roli, a w tej historii wykorzystano ich potencjał. Przyznam, że aż do końca nie podejrzewałam Pokoju Życzeń o całe to zamieszanie, tak na prawdę byłam szczerze zdezorientowana i mogłam jedynie bezczynnie oczekiwać rozwiązania tych pozornie nie związanych ze sobą zagadek. Zupełnie inne wrażenie wywarło na mnie to opowiadanie za pierwszym i drugim razem. Kiedy już wiedziała, na czym polega tajemnica, mogłam spokojnie dopasować do siebie wszystkie elementy układanki, powiązać ze sobą odpowiednie fragmenty.

Podobało mi się, że relacja Harry - Draco rozwijała się powoli, nadawało jej to autentyczności. Poza tym raczej rzadko spotykam się z opowiadaniami, w których to Draco już od początku jest zakochany w Potterze, a to opowiadanie pokazało mi, jak naturalne może to być. Podczas czytania spotkałam się z wieloma ciekawymi cytatami, jednakże po drodze gdzieś mi uciekły, więc przytoczę te dwa, które szczególnie zapadły mi w pamięć :

— Nigdy nie słyszałem czegoś równie głupiego. Przerażający potwór, którego nikt nigdy nie widział, wałęsający się po szkole. Ale nie bójcie się! Ten oto odważny dwunastoletni chłopiec znalazł go i zabił, mimo że nikt tak naprawdę nie widział, co się stało i nie, nie można obejrzeć martwego ciała, ponieważ leży w niezwykle tajemniczej komnacie, której, jak się domyślacie, również nikt nigdy nie widział.


Z tej perspektywy to na prawdę brzmi jak jakiś kiepski żart. Gratuluję Draco porównania tej historii do książek Lockharta. :lol2:

— Załatwione — zgodził się Harry. — Draco i tak je obiad z rodzicami.
— Słyszałaś, Hermiono? — parsknął Ron. — Draco je obiad z rodzicami. Pamiętasz rodziców Draco?
— O tak! — zawtórowała mu Hermiona — Rodzice Draco! Drogi Lucjusz i Narcyza.
— Lucjusz! — wykrzyknął Ron. — Ach! Myślisz, że powinienem zacząć mówić do niego Lucy?

— Matka przysyła ciasto — burknął i do jednej ręki wepchnął Harry’emu paczuszkę, a do drugiej butelkę. — Ojciec przysyła wino.
Ron pojawił się tuż obok i szybko złapał za butelkę.
— Hermiono, Lucy przysyła nam wino! — zawołał.


:hahaha: Hahhaha, w tym momencie leżę i turlam się ze śmiechu. Po prostu uwielbiam ten cytat. Ahh, Lucy..

Jestem Wam na prawdę niezmiernie wdzięczna za tłumaczenie i trud w nie włożony. Nie czytałam oryginału i póki co nie planuję, jednakże w języku polskim czytało mi się dobrze i bez zgrzytów, nie mam żadnych zażaleń. Dziękuję i pozdrawiam. :D
.
Evolution Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 25
Dołączył(a): 16 lut 2012, o 17:00
Lokalizacja: Gdańsk

Postprzez mojitolover » 25 lip 2013, o 04:12

Właśnie skończyłam czytać i nie wiem czy mój komentarz będzie spójny i logiczny ze względu na porę, ale...
Dawno nie czytałam dłuższego fika, który tak bardzo nawiązywałby do kanonu i muszę przyznać, że jest to ciekawa odmiana.
Harry tutaj znowu jest Złotym Chłopcem, który pragnie ratować wszystko i wszystkich, co z jednej strony jest wkurzające, zaś z drugiej takie typowe dla niego i urocze.
Malfoy jest jak zawsze boski. Taki zagubiony, lecz jednocześnie w pewien sposób zdeterminowany. (Nie wiem czy istnieje Malfoy, którego bym nie kochała, ale to mniejsza...)
Podoba mi się, że Ron nie jest tutaj tępym tłukiem, co często zdarza się w drarry (Ale to Malfoy! M-A-L-F-O-Y! itp. itd.).
Dodatkowo podoba mi się kreacja Lavender jako pół-wilkołaka.
No i ogólnie pomysł z Pokojem Życzeń.
Szkoda tylko, że Hogwart zniknął.
No i najbardziej genialny tekst, przy którym prawie umarłam:

— Matka przysyła ciasto — burknął i do jednej ręki wepchnął Harry’emu paczuszkę, a do drugiej butelkę. — Ojciec przysyła wino.
Ron pojawił się tuż obok i szybko złapał za butelkę.
— Hermiono, Lucy przysyła nam wino! — zawołał.

:hahaha:

Ogólnie to dziękuję tłumaczom i pozdrawiam.
Idę spać, moje oczy nie żyją po tych 208 stronach w .pdf.
mojitolover Offline


 
Posty: 3
Dołączył(a): 24 lip 2013, o 15:20

Postprzez Unda » 8 sty 2014, o 02:09

Teraz nie czytuję już drarry. Zresztą, tu na forum coraz mniej się dzieje. Ale ten tekst kocham. I kocha go moja najlepsza przyjaciółka, która ma za tydzień urodziny. Nie dalam jej niczego na swieta, wiec robie teraz prezent swiateczno-urodzinowy i drukuje jej to opowiadanie w formie ksiazki. Jestem na etapie przygotowywania okladki do druku i szukania miejsca, gdzie mi ja wydrukuja bez utraty jakosci kolorow. Srodek jest juz wydrukowany, ulozony, czeka na sklejenie, bo nie mam dosc duzych zaciskow do papieru (stos kartek ma grubosc dwoch centymetrow). Za pare dni bede miala skonczone. Zastanawiam sie, czy tlumaczki i bety chca zerknac na swoja ciezka prace (za ktora my wszyscy jestesmy bardzo wdzieczni) w tej formie. Moglabym zrobic zdjecia :)
Unda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 33
Dołączył(a): 6 lis 2010, o 18:52

Postprzez Aevenien » 8 sty 2014, o 11:09

Ja bym bardzo chętnie zerknęła :D Sama mam Związanych i zbiór opowiadań w formie książki :D
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Unda » 15 sty 2014, o 00:44

Zrobiłam kilka fot. Niestety robione telefonem, wiec jakość fatalna. I w okładce odbijało mi się strasznie światło. Książka jest w twardej oprawie, z zakładką wstążkową, wyglądała świetnie. Dopóki nie zaczęłam zaginać okładki. Wtedy folia, którą zabezpieczałam okładkę złapała w paru miejscach powietrze. Nadal wygląda naprawdę dobrze na żywo, ale mam nauczkę na przyszłość: jak chce twardą oprawę, to lepiej sobie odpuścić tę folię i ryzykować, że okładka się zbrudzi. Do zdjęć dokładam też okładkę, którą dla tego tekstu zrobiłam.

https://imagizer.imageshack.us/v2/735x980q90/543/zp2x.jpg
https://imagizer.imageshack.us/v2/735x551q90/19/qdq5.jpg
https://imagizer.imageshack.us/v2/735x551q90/837/vxlm.jpg
https://imagizer.imageshack.us/v2/1114x788q90/842/9g8h.jpg

Całość ma 353 strony ze spisem treści licząc.
Unda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 33
Dołączył(a): 6 lis 2010, o 18:52

Postprzez Elisheva » 15 sty 2014, o 07:19

O rany, to jest cudowne! Sama chciałabym, żeby ktoś mi coś takiego sprezentował :) Genialna sprawa.
Obrazek
Elisheva Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 497
Dołączył(a): 10 lut 2012, o 11:34

Postprzez Kajj » 16 sty 2014, o 13:29

Fik ogólnie jest cudowny, jednak epilog rozbroił mnie zupełnie swoim ciepłem i, jakby nie patrzeć, obietnicą przyszłości zawartą w ostatnim zdaniu Dracona. Zazwyczaj bywam zołzowata, jednak gdzieś w środku, bardzo, bardzo głęboko w środku siedzi niepoprawna romantyczka, a co za tym idzie - uśmiecham się jak głupek do monitora, starając się nie zwracać uwagi na pełne rozbawienia i politowania spojrzenia współlokatorki. Chyba tylko jedno zakończenie rozczuliło mnie tak jak epilog "Na zawołanie", a co za tym idzie, awansuje on na moją listę "Najflafowniejszych Drarry". Boże, nawet nie chcę wiedzieć jak żałośnie to brzmi. :?

Dziękuję za ten fik. Kajj
Where the fuck are my
COOKIES ???
Kajj Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 11
Dołączył(a): 12 gru 2013, o 19:28

Postprzez Nefin » 7 wrz 2014, o 11:44

W nocy skończyłem czytać i jestem pod wrażeniem. Wychodzi na to, że 'Na zawołanie' awansuje na II miejsce mojej listy ulubionych Drarry :D
Ogromnie zaskoczyło mnie to, że tak dobrze wpasowało się w już istniejącą historię (?) Nie wiem jak to napisać -.- Śmiało można by wziąć ten fik za 8 tom HP :D Podoba mi się, że cała akcja nie kręci się w okół Harrego i Draco. Opowiadanie ma ciekawą fabułę i Drarry jest swego rodzaju idealnym dopełnieniem ;)
Ja nie czytałem, ja wręcz pożerałem kolejne strony, bo chciałem już teraz wiedzieć kto jest tajemniczą postacią w pelerynie, kto stoi za tymi wszystkimi okropnościami. Moment w którym dowiedziałem się, że wszystkiemu winna jest starożytna magia nieźle mnie zaskoczył. Jakoś wcześniej nie połączyłem faktów XD 'Scena' w skrzydle szpitalnym naprawdę mi się podobała. Była taka delikatniejsza i doroślejsza niż te, które miałem okazję czytać wcześniej. W ogóle wątek Harrego i Draco był fajnie poprowadzony. Pierwszy dotyk, oddechy na policzkach<3 Można to było wręcz poczuć :3
...Choinka zniknęła. Kilka ozdób rozbiło się, po innych nie pozostało śladu. Tak samo jak po elfach.
— Żałosne — skomentował Draco, patrząc na bałagan. — W przyszłym roku kupimy prawdziwe drzewko — powiedział i zarumienił się.
W przyszłym roku, pomyślał Harry, czując się nagle dziwnie lekko. I w następnym, i jeszcze następnym. Mieli przed sobą całe życie.


Uwielbiam ten fragment :D Draco mówi o przyszłości, z Harrym xd Gdy to przeczytałem to ogarnęła taka dziwna radość :D
Nefin Offline


 
Posty: 64
Dołączył(a): 6 wrz 2014, o 15:20

Postprzez line-chan » 4 paź 2014, o 21:54

Ależ ja kocham tego fanfica ;-; tyle razy go czytałam i za każdym wzbudzał we mnie tyle emocji... śmiech, lekkość, ale i napięcie, nawet wstrząs, w trakcie sceny pożogi w zamku. Autentycznie się bałam. Jestem przekonana, że jest to zasługa całej waszej trójki, Kaczalki, Aevenien i ich bet. Już dawno zauważyłam kto tłumaczy najlepiej i najlepsze taksty, a ty, Kaczalko, plasujesz się u mnie w ścisłej czołówce ^^ Nie wspominając już o Aevenien.
"Link it to the world
Link it to yourself
Stretch it like a birth squeeze
The love for what you hide
The bitterness inside
Is growing like the New Born
When you've seen,
Too much, too young,
Soulless is everywhere"
line-chan Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 44
Dołączył(a): 9 lis 2013, o 12:30
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Blackie » 6 sty 2015, o 01:22

Drogie dziewczęta! (To oczywiście do miłościwie nam panujących Aev i Kaczalki)
Zacznę od tego, że moja pamięć działa wybiórczo. Tj. czasem zapamiętuję przeczytaną książkę co do ostatka, ale najczęściej po roku-dwóch mój mózg resetuje się, i mogę sięgnąć po większość rzeczy jeszcze raz, odczuwając tę samą przyjemność z czytania. To jest ogólnie bardzo ekonomiczna opcja, bo wystarczy, że nakupię tyle książek, żeby były w ciągłej wymianie i jestem ustawiona do końca życia. (To kłamstwo. I tak ciągle kupuję książki, chociaż jestem biedna, bo studiuję, a książek nie da się ugotować, ale są rodzice, i rodzice mi nie pozwolą umrzeć z głodu, więc kupuję książki, i... No sami rozumiecie.)
Na forum nie byłam już chyba prawie od roku i kiedy wróciłam - zawsze tutaj wracam - postanowiłam ponadrabiać rozmaite teksty, doczytać do końca te, które nie były kiedyś zamknięte i tak dalej. Zupełnie wyleciało mi z głowy, że kiedykolwiek zabrałam się wcześniej za Na zawołanie. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy w środku czytania odkryłam swoje komentarze xD
W każdym razie, opowiadanie czytałam z takimi samymi wypiekami na twarzy jak kiedyś. Powoli rodząca się relacja między chłopakami. Wątpliwości, które się u mnie pojawiły, gdy uświadomiłam sobie jak ma się sprawa z Pokojem Życzeń. Podobnie jak Draco zaczęłam się zastanawiać, czy miłość Harry'ego jest prawdziwa, czy została zmanipulowana przez magię? Bałam się, że jak w wielu innych opowiadaniach Harry jednak wystraszy się uczuć do Draco i wyjdzie na to, że postanowił je wykorzystać tylko jako pretekst by pilnować Malfoya. To by mnie zdruzgotało! Ale na szczęście fabuła podążyła w innym kierunku.
Jest tak wiele rzeczy, które lubię w tym tekście. Realistycznie opisana rodząca się miłość; żaden z bohaterów (ani ich emocje) nie jest przeszarżowany. Jest w tym fiku coś zdecydowanie bardzo... kanonicznego? Rowlingowego? Po prostu czytając czułam się, jakbym wróciła znowu do Hogwartu. I to było wspaniałe uczucie, bo właśnie za to pokochałam serię o Harrym Potterze - że na czas czytania pozwalała mi odpłynąć w świat magii, emocji i przygód. To wszystko tutaj jest, okraszone doskonałymi dialogami, przekomarzaniem się bohaterów i tak dalej. Zachowano charakter postaci drugoplanowych. Ginny nie została tutaj suką! Jakkolwiek znienawidziłam ją po przeczytaniu siódmego tomu i uznałam, że jest nieznośna i już na zawsze będzie na czarnej liście, tak muszę cofnąć tę myśl. Ginny była naprawdę sympatyczną bohaterką, dopóki ktoś (tutaj na ciebie patrzę, JKR) nie zrobił z niej rozmemłanej mamei. Tutaj Ginny jest sobą z krwi i kości i ją uwielbiam. Potrzebujemy takich dziewcząt w naszych drarry.
(PS. Ron nie jest tutaj półgłówkiem, który potrafi z siebie wyartykułować tylko słowa "jedzenie" i "quidditch"!)
Co jeszcze mogę powiedzieć? Strasznie uwielbiam zawiązanie fabuły w tym opowiadaniu. Intryga nie stanowi tylko roli służebnej wobec romansu i drarry, lecz jest w niej prawdziwe mięso. Ten tekst można czytać dla niej samej, nawet, jeśli nie jest się fanem Draco i Harry'ego. A to jest ogromny sukces.
Aev i Kaczalka, odwaliłyście kawał doskonałej roboty! Mój angielski nie jest zły i pewnie dałabym radę ogarnąć ten tekst w oryginale, ale wy uczyniłyście z niego coś więcej, lawirując zgrabnie nad wszelkimi odmętami językowymi i tworząc naprawdę doskonałe tłumaczenie. Nie zawsze da się zastąpić przyjemność czytania w rodzimym języku. Jestem zachwycona i niezwykle wdzięczna za waszą pracę. Uwielbiam was.
:seksi:
Blackie Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 23
Dołączył(a): 27 lis 2011, o 13:48

Poprzednia strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości