[T] [Z] Na zawołanie

tłumaczenie wspólne Aevenien&Kaczalka

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez euphoria » 21 mar 2012, o 17:56

Hm, nieładnie trochu, że narzekam, a potem w pierwszej kolejności nie ma mojego komentarza, ale jestem masakrycznie przeziębiona i wczoraj przy życiu w zasadzie trzymała mnie tylko wieść o aktualizacji. Do niej też dożyłam :)

Robi się coraz ciekawiej, tym bardziej, że zaplątana jest w to polityka, tajemnica, magia i najwyraźniej Draco. Mam dziwne wrażenie, że ktoś się albo posłużył Malfoyem, albo ten jest zmuszony do wykonywania zadań ze względu na szantaż.
Nie wiem co dokładnie mam sobie myśleć, więc tym bardziej się ekscytuję i mam nadzieję, że już niedługo dowiem się całej prawdy.
Rozrzewniły mnie słowa, które przypomniał Harry'emu Draco, o tym, że sam na jego procesie powiedział, że młody Malfoy nie jest mordercą. To jest prawdziwe i tak rzeczywiste, że niemal bolesne.
Tym bardziej ciekawi mnie cała sytuacja.

Bardzo podobają mi się nawiązania do wojny i jej następstw; jak blizny Lavender i zmiany, które zaszły po tym jak większość odniosła jak nie takie to inne rany może mniej widoczne, ale w pewien sposób bardziej dotkliwe.
Podobnie jak rozmowa McGonagall i Harry'ego.

Wiem, że krótko i beznadziejnie, ale zasmarkałam klawiaturę :)

Dziękuję i pozdrawiam
eu
euphoria Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 544
Dołączył(a): 8 lut 2011, o 21:56
Lokalizacja: z obsydianowych tęczówek najmroczniejszego z Czarnych Magów

Postprzez Miss Black » 22 mar 2012, o 22:59

Ej, to było super. Tu jest tyle kanonicznego humoru i ciepła, że aż czuję się rozgrzana od środka. Harry jest kochany, a przypominam, że nie cierpię go od dzieciństwa. To jego "sądzę, że strasznie bym się nudził" zwaliło mnie z nóg. Zupełnie jak "ależ ja jestem wybrańcem" i "kocham magię", gdy w czwartym tomie odkrył czarodziejskie namioty. Poza tym naprawdę wykazuje się rozsądkiem i nie oskarża Malfoya bez podstaw, a nawet mówi samej McGonagall, że należy mu POMÓC! I te Ronowskie "nie, wcale nie masz obsesji"! Bardzo mi się ten tekst podoba, muszę Wam powiedzieć. I jeszcze to zagranie z pudełkami na zaklęciach! No, cudo po prostu. :D Ja to się tym tekstem delektuję, bo to takie w stylu Rowling obłaskawić coś łaskotkami. I ten Ron syczący do wieczka! Jakbym wróciła do domu po bardzo długiej podróży. Strasznie jestem ciekawa jak to się potoczy dalej i stawiam kolejnego fikcyjnego galeona, że Draco już wie, że leci na Pottera, ale wciąż próbuje to wyprzeć ze świadomości. Nie wiem, jak wytrzymam do kolejnego rozdziału!
Weny dziewczyny! Dobra robota. :D
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Akame » 23 mar 2012, o 12:58

Boru, to jest naprawdę bardzo kanoniczne. Od początku wiedziałam, że to Harry wpadnie na to, jak otworzyć pudełko i że Hermiona będzie się dąsać. Ona po prostu ma genetycznie zakodowane - mam być najlepsza - i cokolwiek innego jest ponad to. Bardzo mi się podobało, gdy Flitwick ją usadził. Lubię Granger bardzo, ale czasami... czasami mam ochotę, aby ktoś jej pokazał, że jednak nie jest wszechwiedząca ;)
Jestem zua, że zadzwonił dzwonek i Harry przerwał rozmowę z Draco. Qrde! A może by mu powiedział? Ehh... I dalej wiem, że nic nie wiem.
Zastanawiam się nad tym, kto rzucił klątwę na schody i czy chodziło mu o Malfoya. Najwyraźniej tak. Pytanie, czy to dziecko śmierciożercy, czy może ktoś, komu nie podoba się to, że Draco jest na wolności. Niestety, nijak to się ma do ataku na Krukona, który przecież nigdy nie służył Czarnemu Panu, więc wątpię, aby ta droga była jedyną słuszną i rozwiązania trzeba szukać gdzieś indziej.
Rozmowa z McGonagall naprawdę ciekawa, chociaż i tutaj więcej się nagmatwało niż wyjaśniło.

Niecierpliwie czekam na kolejną część... jeszcze tydzień! =="

Pozdrawiam obydwie tłumaczki i ich bety :*
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez MargotX » 26 mar 2012, o 21:36

Szkoda, że Harry'emu nie udało się jednak porozmawiać z Draconem dłużej, może by zdobył jakieś informacje. Choć z drugiej strony, nie wiadomo, czy starczyłoby mu cierpliwości, bo gdyby rzucił coś bezmyślnie, mogłoby się to zakończyć kolejną spektakularną kłótnią. Miałam mu trochę za złe, że powiedział o wszystkim Minerwie, ale w ostatecznym rozrachunku zachował się naprawdę świetnie. Cieszę się, że nie doprowadził do wyrzucenia Draco z Hogwartu, ale podejrzewam, że dyrektorka nie wyciągnie żadnych informacji z Malfoya. Stawiam raczej na Harry'ego, bo on na pewno nie odpuści, to pewne jak dwa razy dwa, inaczej nie byłby sobą ;) Tu zdecydowanie Potter mi się podoba, jak do tej pory. Zachowuje swoje kanoniczne cechy i na dodatek całkiem niegłupio myśli ;)
Ha, ale miałam radochę, że utarł nosa Hermionie, i to nie za pomocą cudzego podręcznika :whistle:

Zastanawiam się teraz intensywnie czy rzeczywiście to Draco był celem ataku złoczyńcy, czy był inny motyw i jaki. Na odpowiedź pewnie przyjdzie jeszcze nieco poczekać...
Ale za to już niedługo kolejna część :*, na którą się cieszę. Pozdrawiam :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez karmelowa » 30 mar 2012, o 22:36

Ja wiem, że Malfoy jest tchórzem. No wiem, wiem. Ale czy on NAPRAWDĘ musi się non-stop czerwienić?

No.

Całość jednak jest super. Czekam na kolejne rozdziały. Mam nadzieję, że tłumaczenie pójdzie szybko xP


Pozdrawiam
karmelowa
karmelowa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 62
Dołączył(a): 29 sty 2012, o 22:48

Postprzez Bang Bang » 30 mar 2012, o 23:41

Yeah! Zdążyłam przed nowym rozdziałem! Strasznie się cieszę, ponieważ obiecałam sobie komentować każdy odcinek, a mój leń jest okropny i... Ale przejdźmy do właściwej części mojej wypowiedzi. Pod poprzednim rozdziałem wyrażałam nadzieję na to, że Harry wyrósł już ze skłonności do obsesji na punkcie pewnego pana- niestety albo może stety wydoroślał, ale nie aż tak bardzo. I dobrze, bo jeszcze miałoby to negatywny wpływ na Drarry w tym fanfiction! Kocham tutejszego Harry'ego, zachwycam się jego kanonicznością, co jest trochę dziwne, bo w większości książek mnie wkurzał, ale z drugiej strony, jak to mówią:"Doceniasz coś, dopiero po stracie", więc może moje uwielbienie spowodowane jest jakąś dziwną mieszanką tęsknoty za kanonem i sama nie wiem czego. Biedny Tommy, oczywiście w ogóle nie biorę pod uwagę ewentualności, że za tym przerażającym incydentem stoi Draco, ale kurcze... Mam nadzieję, że wyzdrowieje (chociaż, jeśli wierzyć Malfoy'owi, mała wredna menda z niego była). Szkoda, że konfrontacja Harry/Draco nie była trochę dłuższa, ale z drugiej strony bardzo podoba mi się pewien kontrast, tzn. akcja toczy się w miarę szybko, natomiast relacja między głównymi bohaterami rozwija się (dla odmiany) wolno, stopniowo, przez co jest bardziej wiarygodna, bo przecież dawni wrogowie (?) nie rzucą się sobie od razu w ramiona (nie to, żebym miała coś przeciwko xD). Yyy... Znowu mój komentarz jest chaotyczny- ech.

— Powinnam na to wpaść — powiedziała ze smutkiem. — Wiesz, że drzwi do łazienki na czwartym piętrze otwierają się tylko wtedy, kiedy połaskoczesz je w odpowiednim miejscu? Myślałam, że to jakiś żart.
Ron zmarszczył brwi.
— Eee, to jest męska łazienka, Hermiono.
— Tak, cóż. Mimo wszystko. Powinnam otworzyć to pudełko.


Hmmm... Ciekawe, co też Hermiona robiła w męskiej łazience i cóż, za sprytne ucięcie tematu ;> .

— Dobra robota, Harry. Naprawdę jestem z ciebie dumna.
— Ej! — oburzył się Ron. — Nie chwal go za bardzo. Skupił się na tym godle tylko dlatego, że było tam imię Draco, a on ma na jego punkcie obsesję. Znowu.
Hermiona zaśmiała się.
— Masz rację.


Kocham Rona i Hermionę! :D Naprawdę chyba powinnam przystopować z tymi wyznaniami, ale przecież love is all around me.

Auror Potter ma bardzo lotny umysł i ogólnie błyszczy geniuszem (Pudełko! Albo olać pudełko, wewnątrz był lizak! Szkoda, że nie czekolada :(), ale w pewnych momentach i tak ma jakieś zaćmienia, np. nie wziął pod uwagę, że Draco może się w stosunku do niego tak dziwnie zachowywać z trochę innych pobudek. Hmmm... Może dla osoby, która na co dzień nie obcuje ze slaszem, one nie są takie oczywiste, więc Harry jest całkowicie usprawiedliwiony 8-) .

Przepraszam za marną jakość tego komentarza, rozdział genialny i czekam na ciąg dalszy! Pozdrawiam :) .
Combeferre sighed. "When was the last time you got a full night's sleep?"
"I'm a med student," said Joly, rubbing his eyes. "Sleep is surrender. Coffee is strength."
"Work is freedom," said Combeferre drily.
"Right." Joly nodded. "Sometimes, I forget you're a med student, too."

North London is red


Bractwo Bejsbola i Widła :pala:
Bang Bang Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2318
Dołączył(a): 3 paź 2011, o 21:19
Lokalizacja: Emirates Stadium

Postprzez Kaczalka » 31 mar 2012, o 20:42

Ślicznie dziękujemy za wszystkie miłe komentarze i zapraszamy na kolejny rozdział. Wrzucam dzień wcześniej, bo i tak leży gotowy, a straszna tu cisza. Może czytelnicy poczują się choć trochę zmobilizowani ;)

Wielkie buziaki dla Aev i Donnie za betę.



ROZDZIAŁ III

„IRYTUJĄCY” PATROL



Sekretna radość Harry’ego nie trwała długo. Jego nierealny plan złapania błąkającego się po zamku śmierciożercy nie był jedynym problemem, jaki niosła ze sobą rzeczywistość.
W sobotnie popołudnie — wbrew rozsądkowi — wybrał się z Ronem i Hermioną do klasy zaklęć. Panika już opanowała szkołę i obawiał się, że to, co miał zamiar zrobić, tylko ją spotęguje. Jednak z drugiej strony całkiem prawdopodobne, że uczniowie nie popadali w histerię bez powodu, więc, jak twierdziła Hermiona, lepiej dmuchać na zimne.
Wszystko zaczęło się w środę. Demelza Robins, która miała spotkać się po północy ze swoim chłopakiem, Puchonem z szóstej klasy, została zaatakowana przez zamaskowaną i zakapturzoną postać. Na szczęście Demelza została jedynie ogłuszona, ale po tym, jak opowiedziała swoją przygodę, zaczęły się prawdziwe kłopoty. Nagle kilka innych osób również przyznało, że widzieli kogoś w płaszczu i kapturze, wałęsającego się po całym zamku. Dwóch uczniów powiedziało, że dostrzegli go we wtorek po południu w pobliżu miejsca, gdzie zaatakowano Demelzę. W czwartek Jimmy Peaks wyznał, że zobaczył tajemniczą postać na schodach. Tych samych schodach, na których ktoś próbował zamordować Harry’ego Pottera, zaznaczył Jimmy szybko. A potem kolejna Puchonka upierała się, że widziała tę osobę trochę wcześniej, kiedy wracała do swojego pokoju wspólnego, i napastnik nie dość, że wyciągnął różdżkę, by ją przekląć, to jeszcze bez żadnych wątpliwości z jego ust wypływała krew.
W piątek Seamus Finnigan nazwał zamaskowanego osobnika puchońskim wampirem i choć większość uczniów się śmiała, kilku wyglądało na przerażonych.
Tym akurat Harry szczególnie się nie martwił, bo zaczynało brzmieć jak żart, jednak nie zamierzał problemu całkowicie lekceważyć. Hermiona zwróciła uwagę na fakt, iż mimo że jest mało prawdopodobne, by śmierciożerca włamał się do Hogwartu tylko po to, aby czaić się nocami w korytarzach i straszyć Puchonów, to jednak tajemniczą postać widywano najczęściej właśnie w puchońskiej części podziemi i, przy okazji, w pobliżu kuchni. Co było zrozumiałe, gdyż ktoś, kto przebywał w zamku potajemnie, z pewnością musiał jakoś zdobywać pożywienie. I ten pomysł nie przekonywał Harry’ego, ale niestety nie miał innej możliwości odkrycia prawdy poza czatowaniem całą noc w pobliżu wejścia do kuchni. Co go pewnie nie ominie, chociaż McGonagall zorganizowała już patrolowanie zamku przez nauczycieli, uczuliła Argusa Filcha, by miał oko na pokój wspólny Puchonów oraz zleciła skrzatom ustawienie strażników. Oczywiście nie zamierzała ryzykować. Skrytykowała nawet portrety i nakazała im, żeby bardziej uważały, co się dzieje wokół. To jednak chyba nie było najlepszym pomysłem. Od czasu ukończenia wojny portrety zachowywały się wyjątkowo paranoicznie i mroczne postaci widziały wszędzie.
— Cholerna mapa — powiedział Ron, kiedy zbliżali się do klasy zaklęć. Powtarzał to często, a Harry za każdym razem czuł ukłucie smutku. Jego zaufana Mapa Huncwotów, która w obecnej sytuacji byłaby bardziej niż przydatna, najwyraźniej się popsuła. Trudno było ją w ogóle aktywować, a nawet gdy się udało i na pergaminie pojawiał się plan Hogwartu, odwzorowanie okazywało się niekompletne i niedokładne. Zniknęły całe fragmenty zamku, a kropki z nazwiskami uczniów pojawiały się rzadko albo wcale.
Ron zasugerował, że ktoś ją przeklął, skoro w zeszłą niedzielę, kiedy Harry użył jej, aby znaleźć Malfoya po incydencie na schodach, działała całkiem poprawnie.
— Glizdogon wiedział o mapie — oświadczył. — Pewnie powiedział któremuś ze swoich kumpli, a oni zadbali, żebyś nie mógł zobaczyć, jak się włamują do zamku. — Harry jednak nie miał pojęcia, w jaki sposób byłoby to możliwe, skoro mapa cały czas leżała schowana na dnie jego kufra w gryfońskiej wieży. Lub czemu ktoś zamiast zniszczyć lub ukraść, jedynie ją uszkodził. — Można oszaleć! — wykrzyknął Ron, po czym roześmiał się i przyznał, że potrzebują nowej teorii.
Wyjaśnienie Hermiony zabrzmiało bardziej prawdopodobnie. Hogwart uległ poważnym uszkodzeniom. Runęły całe jego fragmenty i trzeba je było odbudować.
— Być może mapa jest zdezorientowana i powinna zostać... uaktualniona.
Jednak z takiego wyjaśnienia Harry również nie był do końca zadowolony, bo nadal nie tłumaczyło, czemu mapa działała dobrze w niedzielę. Chociaż musiał przyznać, że może niczego nie zauważył, bo koncentrował się tylko na kropce z podpisem „Malfoy”. Możliwe, że już wtedy nie działała prawidłowo. Jednak w przeszłości sama doskonale się aktualizowała: zawsze pokazywała bieżący rozkład zamku, biorąc pod uwagę wszystkie pomieszczenia i schody, które w międzyczasie się przemieściły.
— Ale to nie to samo — upierała się Hermiona. — Mapa zna tylko to, o czym wiedzieli Huncwoci. Nie ma pojęcia o zmianach, jakie nastąpiły po wojnie.
W końcu Harry się poddał i zaniósł mapę do profesora Flitwicka, czym go autentycznie zachwycił. Flitwick obiecał, że spróbuje ją naprawić i nikomu o niej nie wspomni, chociaż nadmienił, że prawdopodobnie łatwiej byłoby stworzyć nową mapę niż zreperować uszkodzoną. Oczywiście Harry zdecydowanie wolał swoją starą mapę, jednak z wielką chęcią przyjął to, co mu zaoferowano. Zaproponował Flitwickowi, by porozmawiał z George’em Weasleyem, skoro to on razem z bratem wpadli na to, jak ją uaktywnić. Przez chwilę obawiał się, że profesor poczuje się znieważony sugestią, iż potrzebuje pomocy, ale okazało się, że maleńki nauczyciel przyjął pomysł z wielką radością.
— Obaj bliźniacy byli bardzo utalentowani — powiedział ze smutkiem.
Utrata mapy stanowiła dla Harry’ego cios. Jeszcze nigdy nie czuł się tak ślepy. Liczył na to, że pomoże mu znaleźć Malfoya, co okazało się zadaniem niełatwym, bo Ślizgon notorycznie go unikał. Teraz pozostała mu już tylko jedna możliwość, czyli musi złapać Malfoya, związać go, zaciągnąć w jakieś ustronne miejsce i wyciągnąć z niego wszystko, co wiedział. Myśl okazała się na tyle przyjemna, że Harry rozważał ją przez kilka minut, ale w końcu uznał, że takie postępowanie pasowało właśnie do Malfoya, a on nie chciał zniżać się do jego poziomu. McGonagall przesłuchała go zgodnie z obietnicą, ale Malfoy wyznał jedynie, że Harry go nęka i jeśli nie przestanie, to złoży oficjalną skargę.
Ogólnie rzecz biorąc Harry nie dowiedział się ani nie osiągnął niczego. Tommy Wright nadal przebywał w skrzydle szpitalnym, nie wykazując poprawy nawet po tym, jak uzdrowiciele ze Świętego Munga zaaplikowali mu całą serię eliksirów. Jedyną pociechę stanowiło to, że jego stan również się nie pogorszył, choć pani Pomfrey ciągle powtarzała, że najlepszym lekarstwem dla Tommy’ego byłoby znalezienie osoby, która rzuciła klątwę.
Harry zatrzymał się przed klasą tak nagle, że Hermiona niemal na niego wpadła.
— To okropny pomysł — powiedział żałosnym tonem. — A co, jeśli nie osiągnę niczego poza jeszcze większą paniką?
— Już o tym rozmawialiśmy, Harry — odezwała się Hermiona. — Jeden z uczniów został przeklęty. To nie kaprys, a niezbędny środek ostrożności. Szczerze mówiąc, powinniśmy to zrobić zaraz po powrocie do szkoły. Sam mówiłeś, że walka jeszcze się nie skończyła, skoro śmierciożercy ciągle przebywają na wolności. — Harry spojrzał na nią i jego mina musiała dać jej do zrozumienia, że takie zapewnienia nie wystarczą, bo zaraz dodała: — Nie możesz czekać, aż Flitwick naprawi mapę, bo mapa pomoże tylko tobie.
Harry spojrzał na drzwi do klasy, westchnął i złapał za klamkę. Może nikt nie przyszedł.
Niestety, w środku przebywało tylu uczniów, że zamarł z zaskoczenia i wszedł dopiero, gdy Ron lekko go popchnął. Spojrzał na znajome twarze. Był tu każdy, kto należał kiedyś do Gwardii Dumbledore’a i nadal uczył się w Hogwarcie, z wyjątkiem Zachariasza Smitha, co było do przewidzenia. No i Dennisa Creeveya, któremu rodzice nie pozwolili wrócić po śmierci Colina w bitwie. Ale cała reszta się stawiła, co do tego Harry nie miał wątpliwości. Namówił Hermionę, by użyli zaczarowanych galeonów, zamiast przesyłać informację o spotkaniu sowami lub przekazywać ją ustnie, w duchu mając nadzieję, że nikt nie zauważy aktywności monety, skoro nie było już potrzeby działania w podziemiu. W ten sposób zamierzał zgrabnie zniweczyć plany przyjaciółki. Przyszło mu do głowy, że może jednak Hermiona wysłała każdemu liścik bez jego wiedzy. Pojawiła się nawet Lavender, co świadczyło, że nie unika towarzystwa aż tak desperacko, chociaż, jak zauważył, usiadła z dala od Parvati i jej chłopaka, Anthony’ego Goldsteina. Parvati na szczęście dzisiaj nie płakała, a wręcz przeciwnie, wyglądała na całkiem zadowoloną.
Ron i Hermiona znaleźli parę wolnych krzeseł i dołączyli do reszty uczniów, zostawiając Harry’ego przy biurku nauczycielskim. Zdrajcy, pomyślał Harry ze złością, zmusił się jednak do uśmiechu.
— Dziękuję wam za przybycie — powiedział.
— Chodzi o puchońskiego wampira? — odezwał się Seamus natychmiast, na co cała sala zareagowała śmiechem i pytaniami w stylu: „Czy ktoś został przeklęty?”, „Czy ktoś znowu próbował cię zabić?”, „Czy Sam-Wiesz-Kto powrócił?”.
Ron i Hermiona milczeli, patrząc na niego wyczekująco. Harry skrzywił się, wyciągnął różdżkę i machnął ręką, na co głośny huk przetoczył się echem po klasie. Wszyscy w jednej chwili zamilkli.
Nie przepraszaj, bo znowu zaczną, skarcił się Harry w myślach.
— Przepraszam — powiedział jednak. — Voldemort umarł i już nie wróci. I jestem przekonany, że w Hogwarcie nie ma wampira.
Mówiłam ci, że to nie wampir — powiedziała Susan Bones do Erniego McMillana, jakby słowa Harry’ego przesądzały sprawę. Ron parsknął śmiechem.
— Coś się jednak dzieje — odezwał się Dean Thomas. — Nie wezwałeś nas tutaj, żebyśmy wymienili się przepisami kulinarnymi.
— Uwielbiam wymianę przepisów — dodała Luna. — Chociaż nie miałabym nic przeciwko nauczeniu się, jak wbijać kołki w wampiry.
— Co?! — krzyknęła Lavender niespodziewanie, wyglądając na bardzo zaniepokojoną. Harry wolałby, żeby jej tu nie było. Rozmowa o śmierciożercach i intruzach z pewnością zdenerwuje ją jeszcze bardziej. Zaraz jednak przypomniał sobie, że to Gryfonka. Poradzi sobie, pomyślał.
— Nie będziemy wbijać żadnych kołków — powiedział. — Wampiry mają swoje prawa, pamiętasz? Ale jeśli Dean chce podzielić się z wami przepisem na ciasto, mnie to nie przeszkadza. — Kilka osób się roześmiało, a Dean zrobił w jego stronę krzywą minę. — Jednak masz rację — Harry zwrócił się do Deana. — Coś się dzieje. — Teraz wszyscy patrzyli na niego w milczeniu. — Ktoś rzucił na Tommy’ego Wrighta czarnomagiczną klątwę i najwyraźniej próbował mnie zabić. — Teraz ostrożnie, zdecydował. Nie wspomni nawet o Malfoyu. Sugerowanie dużej grupie uczniów, że Malfoy może mieć z tym coś wspólnego, w niczym nie pomoże. Ktoś mógłby się na nim zemścić, a tego Harry z pewnością sobie nie życzył. Podzielił się wątpliwościami z Ronem i Hermioną, ale nie zamierzał robić tego z innymi. — McGonagall sądzi, że żaden uczeń nie byłby w stanie tego dokonać. Uważamy, że do zamku dostał się śmierciożerca.
Parvati gwałtownie wciągnęła powietrze.
— To gorsze niż wampir — skomentował Neville.
— Racja — zgodził się z nim Harry. — Nie wiemy, jakie są ich zamiary...
— Chcą dopaść ciebie! — wykrzyknął Seamus.
— Być może. Ale Tommy też mógł stanowić ich prawdziwy cel. Jego dziadek jest ważnym członkiem Wizengamotu i wielkim wrogiem śmierciożerców, może w ten sposób chcieli się na nim zemścić. Nie mamy pewności. Wiemy jednak, że skoro ktoś raz dostał się do zamku, potrafi zrobić to ponownie.
— Chyba bardziej podobał mi się pomysł z wymianą przepisów — odezwała się cicho Hanna.
Neville spojrzał na Harry’ego z niepokojem.
— Mówisz poważnie, prawda?
— Tak — potwierdził Harry. — Ale to nie wszystko. — Nie znosił samej myśli, że musi przekazać im coś, co nie było niczym więcej niż plotką, zasłyszaną zeszłej nocy w drodze od Aberfortha Dumbledore’a. — Podobno... Carrowów widziano wczoraj w pobliżu Hogsmeade.
Zapadła ogłuszająca cisza. Wszyscy dobrze pamiętali przerażające rodzeństwo, a ból, jakiego od nich doświadczyli w zeszłym roku, na wielu wciąż sprowadzał koszmary.
— A ją sądziłem, że wszyscy panikują bez powodu — odezwał się Neville wcale nie szeptem.
— To tylko plotka — dodał szybko Harry. Chociaż bardzo niepokojąca. — Pewien czarodziej twierdził, że widział ich oboje, ale ludzie często wymyślają różne historie, kiedy za dużo wypiją. — Po tych słowach niektórzy z uczniów zdawali się mniej bladzi. — A co do panikowania bez powodu... to faktycznie problem. Ludzie nie tyle panikują, co po prostu plotkują. Nikt nie traktuje sprawy serio. W całej tej sytuacji najbardziej zaskoczyło mnie, ile osób spaceruje po Hogwarcie po północy. I to po tym, jak rozeszły się pogłoski, że Voldemort powrócił, żeby mnie dopaść, a wampir na kogoś poluje. Najwyraźniej żadne z tych zagrożeń nie powstrzymało uczniów przed nocnymi wędrówkami.
— Cóż, a wiesz chociaż, czemu tak się dzieje? — zapytała Parvati.
— Ja?
— Wojna się skończyła, stary — powiedział Seamus z uśmiechem. — Miłość wisi w powietrzu.
— Racja. — Czyli uczniowie łażą po zamku, żeby się obściskiwać w ustronnych zakątkach, w których gromadzili się Voldemort, śmierciożercy i wampiry. — Ale niebezpieczeństwo nadal istnieje. Każdy zdaje się myśleć, że kłopoty są już za nami, niestety to nieprawda. Wystarczy spojrzeć na Tommy’ego Wrighta.
— Czyli polujemy na śmierciożerców — wyszczerzył się Neville. — Wchodzę w to.
Wszyscy zebrani mruknęli na zgodę, po czym w klasie rozległy się okrzyki „Ja też!”.
— Nie — sprzeciwił się Harry, choć był zadowolony z takiego entuzjazmu. — Zwołałem was tutaj, żeby poprosić o tropienie uczniów, nie śmierciożerców.
Luna zmarszczyła brwi.
— Brzmi na zadanie o wiele trudniejsze.
Harry nie mógł powstrzymać śmiechu.
— Tak, z pewnością takie będzie.
— Poczekaj! — odezwała się Hanna nerwowo. — O co ci dokładnie chodzi?
— Chodzi mi o to, że musicie mi pomóc utrzymać uczniów w swoich kwaterach po ciszy nocnej. Najwyraźniej teraz prefekci nie biorą swoich obowiązków na poważnie.
— A jak mamy to zrobić?
Neville wyglądał na o wiele mniej odważnego, niż kiedy zasugerował polowanie na śmierciożerców. Harry całkowicie się z nim zgadzał.
— Założyć dodatkowe zabezpieczenia na drzwi do pokoi wspólnych — powiedział. — Sprawdzać dormitoria i liczyć uczniów. Jest nas tu całkiem sporo. Wystarczy mieć oko na współdomowników, musimy tylko pamiętać, ile jest osób na każdym roku. Jeśli podzielimy ich między sobą...
— Czekaj! — powtórzyła Hanna, tym razem nieco histerycznie. — Ale... powiedzmy, że tak zrobimy. Nałożymy zaklęcia, policzymy uczniów, a potem okaże się, że kogoś brakuje. I co wtedy?
— Dołączysz do grupy i pójdziesz ich szukać. — Słowa te sprawiły, że zebrani spojrzeli na niego z niedowierzaniem.
— A gdy ich już znajdziemy? Mamy ich siłą zaciągnąć z powrotem?
— Jeśli zajdzie taka potrzeba.
— Czyli chcesz — zaczął Seamus powoli, jakby mówił do małego dziecka — żebyśmy skradali się po nocach, szukali zakochanych, a potem zaciągali ich do dormitoriów? No niech mnie! Równie dobrze możemy się nazywać Gwardią Strażników Cnoty.
Cała klasa wybuchnęła śmiechem, sam Harry również z trudem zachował powagę.
— Skoro tak wolisz — powiedział. Ginny uniosła rękę. — Tak?
Śmiech powoli zaczął cichnąć.
— Będę szczęśliwa, mogąc dopaść każdego ucznia i zaciągnąć go tam, gdzie chcesz — zapewniła Ginny. — Ale... hmm, sami będziemy wychodzili po ciszy nocnej, co nie jest dozwolone. To znaczy, my nie mamy żadnej władzy. Inni nie będą nas słuchać. Nie jesteśmy prefektami, uznają nas za zwykłych... łobuzów. I złożą na nas skargę.
— Racja! — przyznał Seamus. Wyraźnie nie był zadowolony z planu Harry’ego.
— Wszystko, co wam dzisiaj powiedziałem, McGonagall przekaże jutro prefektom. Omówiłem to z nią. Bardziej rygorystyczne przepisy były jej pomysłem, ja tylko zaproponowałem nas jako dodatkowe zabezpieczenie. — Harry uśmiechnął się.
— A ona się zgodziła? — zapytał Neville w tym samym czasie, gdy Hanna powiedziała:
— Cóż, mogłeś o tym wspomnieć wcześniej. — Wymieniła z Neville’em spojrzenia i uśmiechy.
— Jutro to potwierdzi — zapewnił Harry. — Sądzę, że byłem dość przekonujący.
— Przemyśl to jeszcze raz. — Seamus wciąż wyglądał, jakby miał wątpliwości. Najwyraźniej rola strażnika cnoty wcale mu nie odpowiadała.
— Słuchajcie — powiedział Harry. — Przysporzy nam to kłopotów i nie zyskamy na popularności. Do tego istnieje spora szansa, że człowiek, który przeklął Tommy’ego, wyniósł się już z zamku i nigdy nie wróci. A Carrowowie... kto wie, czy naprawdę byli w Hogsmeade? Ale jeśli istnieje najmniejsze ryzyko, że ucierpi kolejny uczeń? Nie sądzicie, że warto się poświęcić? Ochroniliście Hogwart raz, możecie to zrobić ponownie. Pewnego dnia pozwolimy sobie na odpoczynek, ale jeszcze nie teraz. Wygląda na to, że spoczęliśmy na laurach zbyt szybko.
Anthony Goldstein podniósł rękę i uśmiechnął się do Harry’ego. Parvati spojrzała na niego z niewytłumaczalną irytacją.
— Dostaniemy przywileje prefektów, tak? Jesteśmy teraz nimi oficjalnie? Ja nie widzę w tym niczego złego.
— No tak, ale przecież nie możemy tak po prostu wędrować po zamku i przeklinać przypadkowe osoby — odezwała się Parvati, zanim Harry zdążył odpowiedzieć.
Anthony zaraz zapewnił, że nie to miał na myśli.
— Oczywiście, że nie! — krzyknął Harry. — Dostaniecie pozwolenie, aby przebywać poza pokojami wspólnymi do dwudziestej trzeciej, ale nie w pojedynkę. Musicie mieć partnerów. Będziecie mogli składać raporty na nieposłusznych uczniów, odbierać punkty i karać szlabanami. To daje władzę, ale nie wolno wam używać siły. W razie problemów należy znaleźć profesora, żeby sam się tym zajął.
— Strażnicy cnoty i do tego kapusie — mruknął Seamus.
— Wcale nie musisz do nas dołączać — powiedział Harry ze złością.
— Przecież nie twierdzę, że nie chcę — odpowiedział Seamus szybko. — Po prostu mi się to nie podoba.
— Cóż, mnie też nie. — Harry spojrzał na Anthony’ego. — Proszę, pamiętajcie, że mamy chronić uczniów. Oczywiście, jeśli się zgadzacie. — Gdy nikt się nie odezwał, dodał: — To było pytanie. — Ron i Hermiona unieśli ręce, a reszta poszła w ich ślady. Harry odetchnął z ulgą. — Świetnie! Teraz możemy opracować plan. I Hermiona chciała nałożyć dodatkowe zaklęcie na galeony.
Hermiona pospiesznie wyciągnęła kawałek pergaminu i różdżkę.
— To prawda — powiedziała. — Dajcie mi swoje monety. Zaklęcie sprawi, że będziemy mogli wysyłać wiadomości do konkretnych osób, a nie tylko do całej grupy. Już wyrysowałam schemat, przydzielający nam poszczególnych uczniów. Na przykład ktoś będzie połączony z chłopcami z pierwszego i drugiego roku, a ktoś inny...
— Przepraszam, Hermiono — przerwał jej Neville — ale chciałbym zapytać... — Spojrzał na Harry’ego. — Co z Malfoyem?
Harry zesztywniał.
— To znaczy?
— No cóż, wszyscy widzieli, jak kłócił się z Tommym, a potem...
— Draco Malfoy nie ma z tym nic wspólnego — powiedział Harry stanowczo. Ostatnia rzecz, jakiej potrzebował, to żeby wszyscy zwrócili się przeciwko Malfoyowi i zaczęli go nękać. — Był razem ze mną, kiedy schody się przemieściły. Sam prawie zginął. Co mi przypomniało... — Harry zamierzał zmienić temat tak szybko jak to możliwe. — Musimy chronić również Ślizgonów. Chronić, nie szukać okazji do odebrania punktów.
Z wyjątkiem Luny i Ginny wszyscy z zebranych przebywali w Hogwarcie w celu przygotowania się do owutemów i dlatego nie mogli ani zdobywać, ani tracić punktów, ale to wcale nie znaczyło, że było im obojętne, kto wygra puchar domów.
Kilka osób wyglądało na oburzonych, jakby poczuli się urażeni uwagą Harry’ego, a może byli zawiedzeni? To mogło stanowić problem.
— Ale skąd wiemy, że oni się zgodzą? — zapytała Parvati. — To znaczy, przecież nie ma tu żadnego z nich.
Harry zauważył, że Lavender spojrzała na nią ze złością. Chłopak Parvati, Anthony, również zdawał się niezadowolony z jej troski o Ślizgonów.
— Mają swoich prefektów — przypomniał im Harry. — Musi im to wystarczyć. — Na razie.
Reszta spotkania przebiegła spokojnie. Hermiona zanudziła ich niemal na śmierć swoimi wykresami. Ktoś poskarżył się, że Tommy został przeklęty w biały dzień, a Harry zwrócił uwagę, że z powodu meczu szkoła była wtedy prawie pusta, ale zgodził się, że i w ciągu dnia powinni mieć oko na ewentualnych maruderów.
Pomimo tego, że czuł się zadowolony, iż jego przyjaciele zgodzili się strzec zamku, Harry nie mógł przestać zastanawiać się nad wątpliwościami Seamusa. To było takie niesprawiedliwe, że musieli pozbawić uczniów tej odrobiny szczęścia i nadzorować ich wolny czas, ale wszyscy zachowywali się tak nieostrożnie.
Jak ty kiedyś, przypomniał mu wewnętrzny głosik. Co oczywiście było prawdą, ale sama myśl o pierwszoklasiście próbującym złapać śmierciożercę lub wytropić bazyliszka czy kuszącym los w jakikolwiek inny sposób, napawała go przerażeniem. On na ich miejscu znienawidziłby armię starszych uczniów łażących za nim krok w krok i starających się go powstrzymać. I znienawidziłby ich jeszcze bardziej, gdyby go powstrzymywali przed całowaniem jego dziewczyny.
Ale to nie on podejmował decyzje. Nie był osobą ponoszącą odpowiedzialność, nieważne jak lubił wmawiać sobie, że jest inaczej. Teraz jednak... Wracając, możesz sprawić, by mniej dusz zostało okaleczonych, mniej rodzin rozdartych. Jeśli uważasz, że jest to powód, dla którego warto wrócić, musimy się na razie pożegnać. Tak mu powiedział Dumbledore. Że Harry ma wybór. I Harry go dokonał. Wrócił, pokonał Voldemorta i uratował życie wielu ludziom. Teraz nie mógł przestać. I dlatego wrócił ponownie. To bardzo ważne, by walczyć, by ciągle walczyć, by nie ustawać w walce, bo tylko wtedy zło można powstrzymać, choć nigdy nie da się go całkowicie wyplenić. A Harry miał zamiar właśnie to robić. Gdyby po tym wszystkim, co się wydarzyło, kolejny uczeń Hogwartu stracił życie, równie dobrze mógłby pozostać na stacji King’s Cross.
Godzinę później razem z Ronem i Hermioną szedł w stronę gryfońskiej wieży. Neville pozostawał w tyle, rozmawiając z Hanną, ale zaraz do nich dołączył. Hermiona uśmiechnęła się do niego promiennie, kiedy ich dogonił.
— Ktoś tu wygląda na szczęśliwego.
Neville zakaszlał, zażenowany.
— Tak, no cóż. — I zaraz dodał szeptem: — Ona jest naprawdę niesamowita. Czy wiesz, że kiedyś znalazłem fruwokwiat... z niebieskimi płatkami!... na moim nocnym stoliku? Szukałem takiego od wieków. One są bardzo rzadkie! To Hanna musiała go przysłać. Ona zaprzecza, ale nikomu innemu o tym nie mówiłem. — Zmarszczył brwi, patrząc przed siebie. — Och, jest Lavender. To moja partnerka. Lepiej ją złapię i umówię się na wieczorny patrol. — Zrobił kilka kroków do przodu, ale nagle się zatrzymał. — Harry — powiedział z powagą. — Nie pozwolimy, żeby komukolwiek stała się krzywda.
— Ee... w porządku. Dziękuję.
Neville kiwnął głową, klepnął Harry’ego w plecy i pobiegł.
— Merlinie, ktoś jest tu nadmiernie podekscytowany — skomentowała Hermiona.
Harry przytaknął, patrząc na plecy oddalającego się Neville’a. Miłość naprawdę wisiała w powietrzu.

*

Kilka kolejnych dni upłynęło zaskakująco spokojnie. Carrowowie nie włamali się do zamku, nikt ich ponownie nie widział, nie pojawił się też puchoński wampir. A przynajmniej żadna z plotek o wampirze nie wydawała się szczególnie wiarygodna. Kiedy ktoś twierdził, że dostrzegł w zamku ciemną postać o zakrwawionych ustach, Harry natychmiast go uciszał.
Gwardia Dumbledore’a miała niewielki kłopot z odnajdywaniem wędrujących po nocach uczniów, którzy z kolei nie opierali się, gdy eskortowano ich z powrotem do pokoi wspólnych. Hermiona szybko zauważyła, że mieli więcej szczęścia niż prefekci. Neville okazał się szczególnie zaradny i odnajdował osoby ukryte w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach. Harry czuł się stosunkowo usatysfakcjonowany. Gwardia traktowała sprawę poważnie, a kiedy McGonagall przy niedzielnym obiedzie nakazała wszystkim ostrożność, większość uczniów również.
Jedyny problem stanowili Ślizgoni. Zanim Gwardia Dumbledore’a rozpoczęła pierwsze patrole, wydawali się jak gdyby przygaszeni, ale potem wyraźnie zaczęli celowo sabotować jej pracę. Ślizgońscy prefekci patrolowali korytarze i twierdzili, że nikogo nie widzieli, po czym członkowie Gwardii znajdowali wielu z nich poza pokojem wspólnym po ciszy nocnej. Wracali do siebie bez sprzeciwów, ale kwadrans później te same osoby pojawiały się w innym zakątku zamku, zmuszając tym członków Gwardii, by ponownie odprowadzili ich do lochów.
Co ciekawe, nikt nigdy nie złapał w takiej sytuacji Draco Malfoya. Jeśli Ślizgoni postanowili sprawić Gwardii jak najwięcej problemów, Malfoy w tym nie uczestniczył.
Harry podejrzewał, że także Harper, szukający Slytherinu, nie należy do grupy sabotującej. Gdy tylko doszedł do siebie po wypadku, trzymał się raczej na uboczu. Czasami tylko wydawał się całkowicie zagubiony, patrzył tępo przed siebie i pojawiał się w zupełnie przypadkowych miejscach. Pewnego razu uczniowie znaleźli go w pokoju wspólnym Gryfonów i nikt, nawet on sam, nie potrafił wyjaśnić, jak się tam dostał. Kilka osób uważało, że Harper tylko udaje dezorientację, a tak naprawdę ma zamiar wymordować ich we śnie. Jego rodzice, jak twierdził Seamus, byli przecież mrocznymi czarodziejami i zwolennikami Voldemorta. Harry nie miał pojęcia, czy tkwi w tym jakaś prawda, jednak nawet prefekci Ślizgonów wydawali się zirytowani zachowaniem Harpera i zaczęli zgłaszać jego zniknięcia. Pani Pomfrey poinformowała ich, że jego mózg uległ uszkodzeniu, ale z czasem wszystko wróci do normy.
Slytherin lawinowo tracił punkty, lecz Harry miał nadzieję, że szybko się poddadzą. Przyszedł mu go głowy inny sposób, żeby powstrzymać ich złośliwe zachowanie, jednak bał się o nim wspomnieć.
W czwartek rano śnieg niespodziewanie pokrył hogwarckie błonia, podnosząc każdego na duchu, choć zbliżający się mecz Hufflepuff kontra Raveclaw wielu spędzał sen z powiek. Ktoś rzucił zaklęcie na Jane Bradshaw, puchońską szukającą, i zamienił jej nogi w galaretę. Dziewczyna nadal dochodziła do siebie w skrzydle szpitalnym. Nauczyciele obawiali się, że to omen i mecz skoczy się równie krwawo jak poprzedni.
Hanna rozpłakała się, gdy usłyszała o Jane, twierdząc, że nie udało jej się uchronić Puchonów tak, jak obiecała. Harry i Neville próbowali ją pocieszyć i tłumaczyli, że gdyby chcieli powstrzymać uczniów od przeklinania się nawzajem, musieliby odebrać im różdżki.
Jednak po tym incydencie Harry przyznał, że jeśli śmierciożerca dostałby się do zamku i chciał kogoś przekląć, z łatwością odniósłby sukces. Pocieszał się tylko myślą, że żaden śmierciożerca nie byłby na tyle odważny, by skrzywdzić kogoś w biały dzień, kiedy zamek roi się od innych uczniów i nauczycieli. Z drugiej strony uczniowie mieli ten luksus, że po rzuceniu zaklęcia mogli się wmieszać w tłum.
W piątek wieczorem Harry siedział samotnie na jednym z miękkich foteli przy kominku. Ron i Hermiona poszli uczyć się do biblioteki, co oznaczało, że właśnie gdzieś się całują, bo Ron wyglądał na zbyt wesołego, kiedy mu machał na pożegnanie. Harry skorzystał z okazji, by gapić się bezmyślnie w swoje wypracowanie z eliksirów i użalać się nad swą całkowitą niechęcią do tego przedmiotu. Kiedy drzwi do pokoju wspólnego uchyliły się, uniósł wzrok, licząc, że coś odwróci jego uwagę. Do środka weszła Ginny i uśmiechnęła się na jego widok.
— Nie masz lekcji? — zapytał Harry, kiedy usiadła w fotelu obok.
— Okropny krwotok z nosa — odparła z dramatycznym westchnieniem. — Musiałam biec do skrzydła szpitalnego.
Harry zachichotał. Produkty braci Weasleyów nadal były równie popularne jak użyteczne.
Ginny popatrzyła na jego esej.
— Fuj! Eliksiry. Właśnie z nich uciekłam. — Wstała. — Lepiej pójdę i zrobię coś pożytecznego. Drzemka brzmi całkiem miło.
Harry zagryzł dolną wargę, każąc sam sobie milczeć, i Ginny już się obracała, kiedy się odezwał:
— Zaczekaj! — Ginny spojrzała na niego z pogodną miną. — Ee... ja tylko... — zaczął, ale szybko stracił odwagę. — Pomyślałem, że może moglibyśmy zagrać razem w quidditcha. Strasznie mi się nudzi — powiedział zamiast tego, o co naprawdę chciał zapytać.
Jeśli Ginny była zaskoczona, niczym tego nie okazała.
— Lepiej nie. Będzie problem, jeśli ktoś mnie zobaczy.
— No tak, masz rację.
— Następnym razem. — Uśmiechnęła się i zrobiła krok w stronę schodów.
— Czekaj!
Ginny ponownie się zatrzymała i zagryzła wargę.
— Tak?
— Czy z nami... — Harry wziął się w garść. — Wszystko w porządku?
— Oczywiście, że tak — odparła po chwili wahania.
Harry’emu trudno było jej uwierzyć.
Unikałaś mnie. Od miesięcy. — Starał się, by w jego głosie nie zabrzmiało oskarżenie. Przecież to on wszystko zakończył. Ginny miała prawo go unikać, ale wiedza ta w niczym nie pomagała. Tęsknił za nią. Tęsknił za sposobem, w jaki pocieszała go łagodnymi słowami albo trzepała w ramię i patrzyła ze złością, kiedy zachowywał się jak idiota.
Ginny wsunęła ręce do kieszeni i kopała wykładzinę, bardzo przypominając teraz Rona. Po chwili z westchnieniem z powrotem usiadła w fotelu.
— Między nami wszystko jest w porządku, Harry. Albo będzie. Po prostu... — Spojrzała na niego uważnie. — To koniec, wiem. Już się z tym pogodziłam. Tym razem na dobre. — Ściszyła głos. — Tylko łatwiej mi o tym pamiętać, kiedy przebywam z dala od ciebie.
Żołądek Harry’ego skręcił się w supeł.
— Och... oczywiście. — Chciał wszystko naprawić, ale w przeszłości już próbował i nie zadziałało. Jego związek z Ginny rozpalił się jak płomień, a on sam wiązał z nim tyle nadziei. Ale potem jakimś dziwnym sposobem płomień zgasł. Okazało się, że w gruby koc można się zawinąć, żeby poczuć się miło i bezpiecznie, ale nigdy nie da on wystarczająco dużo ciepła. Nie było ognia, który wywołałby na jego policzkach rumieniec i posłał dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Wmawiał sobie, że to wystarczy, że to lepsze niż nic, ale potem zrozumiał, że Ginny zasłużyła na coś lepszego. Ona także zasłużyła na ogień.
Oczywiście mówienie do Ginny w ten sposób było błędem. Zwłaszcza ta część, gdzie porównywał ją do koca. Podobnie jak kawałek o tym, że zasłużyła na coś lepszego. „Jeśli chcesz ze mną zerwać, Harry, to ze mną zerwij”, powiedziała wtedy. „Ale nie waż się mówić, że to dla mojego dobra. Sama zdecyduję, co jest dla mnie dobre.” Tygodnie po ich zerwaniu okazały się okropne. Teraz przynajmniej z nim rozmawiała i traktowała go uprzejmie, mimo że z rezerwą. Tyle powinno mu wystarczyć. To więcej, niż się spodziewał.
Nagle Ginny uderzyła go w kolano. Tak mocno, że Harry obawiał się, że przetrąciła mu rzepkę. Spojrzał na nią ze zdziwieniem.
— Kurcze, Harry! Ćwiczysz codziennie w lustrze tę minę zbitego psa? No dobrze, chodźmy zagrać.
— Ee, nie trzeba, naprawdę. — Harry potarł kolano. — Pomyślałem... nieważne.
Skrzyżowała ramiona na piersi i tupnęła z irytacją.
— Nie. Sam mnie poprosiłeś, więc teraz zagramy w quidditcha. Możesz stać na bramce, a ja będę rzucała w ciebie kaflem.
— Chyba rzucała do obręczy. Kaflem do obręczy.
— Tak?
Harry skrzywił się i wstał. Ginny wspaniale celowała, więc jeśli skieruje kafel w jego głowę, będzie z nim kiepsko. Co i tak było lepsze niż gapienie się na wypracowanie z eliksirów.
Zabrali peleryny i miotły i wyszli z pokoju wspólnego. Rozmawiali o quidditchu i jutrzejszym meczu, tak że Harry szybko zapomniał o ponurych myślach.
Gdy otworzyli wielkie drzwi prowadzące na zewnątrz, powitało ich zimno, śnieg i Draco Malfoy. Białe płatki topiły się na jego jasnych, rozwichrzonych włosach, ledwie widoczne wśród bladych kosmyków. Jego policzki były zarumienione, usta czerwone, a groźne spojrzenie nieprzeniknione. Ślizgon zaklął pod nosem i przecisnął się między nimi, prawie przewracając Ginny.
Dziewczyna uniosła brew, wpatrując się w jego plecy z zakłopotaniem.
— Myślę, że zaczął nas lubić.
— Bez wątpienia. Właściwie otarł się o nasze ubrania.
— Brudne ubrania zdrajców krwi.
Chichocząc wyszli na chłodne powietrze. Harry nie mógł przestać zastanawiać się, co Malfoy robił na zewnątrz. Oczywiście latał, ale ciekawe, czemu był sam. Chociaż ostatnio często przebywał bez towarzystwa.
Błonia wyglądały pięknie, nieskazitelnie białe i spokojne, z falami nietkniętego śniegu pokrywającego skały i pożółkłą trawę. Wznosząc się na miotle, Harry zapomniał o Malfoyu, przeklętych uczniach i śmierciożercach. Postanowił, że będzie to robił częściej. Z góry wszystko zdawało się mniejsze: zamek, jezioro, jego zmartwienia.
Spędzili całe popołudnie, grając i ścigając się nad boiskiem. Harry’emu udało się nie oberwać kaflem w głowę, ale Ginny strzeliła za dużo goli jak na jego gust, a w pewnej niezręcznej chwili, gdy poskarżył się na zimno, zaproponowała mu użycie koca i uderzyła w pierś tak mocno, że całe powietrze uszło z jego płuc. Jednak kiedy wracali do zamku, wyczerpani i zmarznięci, Ginny wyglądała na szczęśliwą i zrelaksowaną.
Przegapili kolację, lecz Hermiona przywitała ich w pokoju wspólnym kanapkami.
— Poszliśmy do kuchni — wyjaśniła. — A ja skorzystałam z okazji i wypytałam skrzaty, czy nie rzuciło im się w oczy coś dziwnego, na przykład, że ktoś podkrada żywność.
— Myślałam, że puchoński wampir zapadł się pod ziemię — powiedziała Ginny.
— No cóż, sądziłam, że nie zaszkodzi spróbować.
— I? — ponaglił Harry.
— Jeśli nawet, skrzaty niczego nie zauważyły. Ale coś do powiedzenia jednak miały. — Hermiona zagryzła wargę i spojrzała na Rona.
— Och, po prostu to z siebie wyduś.
Harry wstrzymał oddech.
— No... hmm, nie jestem pewna, co to znaczy, ale... oświadczyły, że zwykle mają problem z utrzymaniem czystości w klasach, a zwłaszcza w sali z trofeami, ponieważ Irytek często tam bywa i robi wielki bałagan. Ale ostatnio przestał. Więc ja, to znaczy my, wypytaliśmy kilku uczniów i duchy, i... okazało się, że już od jakiegoś czasu nikt nie widział Irytka. Co w jego przypadku jest nietypowe. Wygląda na to, że... zniknął.
— Irytek? — Harry zmarszczył brwi. — Co chcesz powiedzieć? Że ktoś go porwał? Unicestwił? Nikt nie potrafił się go pozbyć. Nawet Dumbledore.
— Wiem — odparła Hermiona. — Jednak w przypadku, gdy Gwardia patroluje zamek każdego wieczoru, ktoś powinien go zauważyć. Albo inne duchy! Sir Nicolas zawsze miał go na oku, Krwawy Baron również, ale też go nie widzieli.
— To... — Harry nie był pewien, co o tym sądzić. Irytek stanowił nieodłączny element Hogwartu. Był niezniszczalny. Denerwujący i wręcz nie do zniesienia, ale zawsze lojalny w stosunku do szkoły. Walczył razem z nimi w bitwie. — Niepokojące.
— Tak sądzisz? — Ron skrzywił się. — Muszę przyznać, że nigdy go za bardzo nie lubiłem.
— Cóż, jak wszyscy, ale to bez sensu — powiedziała Hermiona. — Mieszkał tutaj od powstania zamku. Jak mógł tak po prostu zniknąć?
— Pewnie się znajdzie — zasugerowała Ginny. — Może ktoś ukradł mu czapkę i jest obrażony.
— Może — powtórzył Harry.
Jednak tej nocy nie mógł zasnąć. Stracili tak wiele znajomych rzeczy. Pokój Życzeń, Mapę Huncwotów, a teraz Irytka. Obrócił się w łóżku i rozmyślał, dopóki nie pogrążył się w niespokojnym śnie.


Koniec rozdziału trzeciego
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez Evey » 31 mar 2012, o 21:34

Czytam tłumaczenie od pierwszego rozdziału, wybaczcie więc, że komentuję tak późno.
Czytając ten tekst, czuję się trochę jak przy książce. Jest napisany w podobny sposób, nie mówiąc już o charakterach postaci. Podoba mi się to, że tekst skupia się na Harrym. Nie chodzi mi o samego Pottera/Malfoya, ale że reszta postaci jest traktowana jakby z oddali, a Harry bardzo wyraźnie wysuwa się na pierwszy plan. Jego pewność odnośnie Draco też jest całkiem całkiem. Akcja rozwija się w ciekawym kierunku, a sam drarrowy motyw chyba bardzo powoli, bo na razie to tylko mini obsesję można zauważyć. Ciekawa jestem tylko, kiedy wreszcie dojdzie do jakiejś konfrontacji. Ostatnio zaczytywałam się w tekstach raczej post-hogwarckich, jako że oferowały sobą większe możliwości rozwoju, ale przyznam, że pomysł na ten fik wydaje się bardzo sensowny i interesujący. Miły odpoczynek od ociekającego seksem Big Dicka ;)
Ostatni rozdział wydał mi się krótki, przeczytałam go szybciutko, ale raczej cierpliwie będę czekać na kolejne przetłumaczone rozdziały.
Hmm, Harry i Ginny, cieszy mnie to, że ten wątek został sprawnie zakończony jeszcze przed początkiem akcji tekstu, a pozostałości po nim są bardzo realistyczne. Trudno mi jak na razie komentować, bo dotychczas nie działo się dużo. Mam nadzieję, że wszystko rozwinie się w jeszcze ciekawszym kierunku.
Czekam więc na kolejne rozdziały i życzę niekończącego się zapału :)
Nasza miłość na pewno wciąż trwała, ale po prostu była bezużyteczna, [...] bezwładna w nas, jałowa jak zbrodnia lub potępienie. Była tylko cierpliwością bez przyszłości i upartym czekaniem.
A. Camus, Dżuma
Evey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 327
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 11:39
Lokalizacja: Kraków

Postprzez Havoc » 31 mar 2012, o 21:55

Grr... a pierwszy raz od wieków naprawdę się wciągnęłam. Nie patrzyłam, ile jeszcze mi zostało, nie czekałam na pojawienie się Malfoya (a przynajmniej udawałam przed sobą, że wcale nie czekam) i nagle... bach, koniec. Co za potworność po prostu. I jeszcze ten moment, kiedy nie byłam pewna, że z Ginny wszystko skończone... Brr.

Wrzucam dzień wcześniej, bo i tak leży gotowy, a straszna tu cisza. Może czytelnicy poczują się choć trochę zmobilizowani

No bez przesady, karmelowa i Bang Bang skomentowały dopiero co; już nie wspominając o wielu innych osobach. Można wręcz powiedzieć, że mamy wyż intelektualny (jak to mawia mój wykładowca od filozofii, kiedy w ogóle zabieramy głos). :)
Obrazek
Havoc Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 308
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 09:18

Postprzez euphoria » 31 mar 2012, o 22:03

Hm, trochę mi się zbierało do tego komentarza, ale to przez przygotowania świąteczne, którym w końcu się poddałam.

Rozdziały w bardzo przyjemny sposób wprowadził pewien rodzaj napięcia, który bardzo lubię. To ta niewiadoma, uczucie, że coś przeoczyłeś i przez to nie rozwiążesz zbyt szybko zagadki. Choć masz wszystkie odpowiedzi przed nosem, bez klucza nie dasz sobie rady.
Z niecierpliwością czekam na zaistnienie drarry tutaj - scena z Ginny utwierdziła mnie, że zdążamy ku dobremu ;P
Bardzo ciekawi mnie co koniec końców stało się z Irytkiem. Rozważyłam już chyba wszystkie możliwości - począwszy od egzorcyzmów, a skończywszy na tym, że duch dostał ciało i jest tajemniczym zagrożeniem.
Czekam niecierpliwie na rozwinięcie się sytuacji i akcji, powstrzymując się ostatkami dobrego wychowania, by nie czytać po angielsku ;P

Dziękuję za kawałek dobrego tekstu ;)

Pozdrawiam
eu
____
Ehem? :mackigreen:
A.


Nie macać! Nie macać! To molestowanie!
;>
Ostatnio edytowano 8 kwi 2012, o 07:36 przez euphoria, łącznie edytowano 1 raz
euphoria Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 544
Dołączył(a): 8 lut 2011, o 21:56
Lokalizacja: z obsydianowych tęczówek najmroczniejszego z Czarnych Magów

Postprzez AvATar7SeVen » 2 kwi 2012, o 18:07

Z reguły tego nie robię, ale byłem tak kjurjus, i to opowiadanie było takie kjurjus, że nie mogłem się powstrzymać i przeczytałem w oryginale do końca. Spokojna głowa, nie będę spojlerował. Chciałem tylko powiedzieć, że rozwiązanie zagadki było bardzo ciekawe i w ogóle bym nie pomyślał, choć niby były pewne... przesłanki. Tak. A że ja lubię przygodówki wszelakie, to mi się podobało.
A dalej postaram się odnosić tylko do przetłumaczonych fragmencików.
Malfoy jest cudownie inny, kanoniczny, to pewien rodzaj świeżości, że mamy małe ad fontes i zerwanie z przedstawieniem go jako marmurowego posągu - we wszelkich możliwych dosłownych i przenośnych znaczeniach. Jest tak słodziutko zagubiony, nieszczęśliwy, trochę się użala nad sobą, no ALE, wycofany, ale przede wszystkim - w swojej drarrowości wrażliwy i delikatny, że można to z początku przegapić, ale ja od razu wiedziałem, co się święci, i wyłapałem wszelkie oznaki zręcznie zaszyte w narracji. 8-)
To, co mi się szczególnie podoba, to ta swojskość i lekkość, która cholernie przypomina mi pierwsze tomy sagi, zresztą nie tylko mi - wyrażenie "ósma część" pasuje tutaj po prostu wyśmienicie. Nic się nie dłuży, i choć opisy same w sobie złem nie są, to myślę, że z moim zasobem słownictwo po angielskiemu bym sobie z nimi nie poradził bez zaglądania do słownika - dlatego tutaj było świetnie. Idealnie trafione. Napisałbym więcej, ale zacznę się odnosić do reszty, a wtedy nie miałbym po co tu przychodzić, a Merlin wie, że przychodzić chcę. :P
Tłumaczenie bardzo dobre, no ale niczego innego się nie spodziewaliśmy :)
My weapon is invisible.
Not for appreciating or envying.
It makes me can do everything.
Happy and free.
They are on my side..
have drawn a painting of me.

Obrazek
AvATar7SeVen Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 40
Dołączył(a): 22 lut 2011, o 20:33
Lokalizacja: Mazowsze

Postprzez ruffe » 3 kwi 2012, o 00:33

Tak cholernie mi się podoba, że muszę się przyznać... Przeczytałam całość po angielsku.
Jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że każdy mój rozpaczliwy komentarz wychwalający geniusz autora i tłumaczek będzie zbyt chaotyczny do przeczytania.

:seksi:
ruffe Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 12
Dołączył(a): 31 sty 2012, o 19:17

Postprzez Elizabeth_Bathory » 4 kwi 2012, o 18:59

Dziś dorobiłam się wena komentarzowego, więc skomentuję i to cudo.

Po pierwsze: Dlaczego ja zauważyłam wasze nowe tłumaczenie dopiero teraz? hęęę? Już wiem. Dlatego, że jestem ślepa. Ale teraz tak serio.

Opowiadanie jest świetne. I nie będę jak w przypadku Związanych czytać oryginału. Nie. Postanowiłam. A czemu? Bo w Waszym wykonaniu to jakoś mi się lepiej czyta. Dobra, wiem, przesadzam z cukrem, ale ja jakoś tak mam dzisiaj (a co, święta idą!). Fabuła bardzo mi się podoba. Bohaterowie są kanoniczni, momentami do bólu. Ale jak to dalej pójdzie to (nie zajrzę, nie zajrzę do oryginału) nie mam pojęcia, a jestem bardzo ciekawa. Przede wszystkim tego jak Potter z Malfoy'em dojdą do olśnienia, tudzież ewentualnie uświadomią sobie pewne fakty. Ale nie będę uprzedzać.
No i jeszcze jedna rzecz: kryminał. Zagadka do rozwiązania z namiętnym romansem w tle. A to jest to co takie tygrysy jak ja lubią najbardziej.
Więc kończę już ten mój naprawdę mało konstruktywny komentarz, który raczej powinien być opatrzony mianem "bełkot nawiedzonej miłośniczki tłumaczeń Aevenien i Kaczalki". Dlatego dziewczyny życzę wam ogromnej ilości Wena, duuuużo cierpliwości i żeby wam zdania same się tłumaczyły. To tyle ode mnie.

P.S. Ale, że dlaczego muszę czekać do 20-go? przecież to za ponad 2 tygodnie??!!
P.P.S. No dobra, wiem, tłumaczenie zajmuje trochę czasu (nie zwracajcie na mnie uwagi...)
Well I was there on the day
They sold the cause for the queen,
And when the lights all went out
We watched our lives on the screen.
I hate the ending myself,
But it started with an alright scene.
Elizabeth_Bathory Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 841
Dołączył(a): 26 lip 2011, o 13:32
Lokalizacja: Toruń

Postprzez moaner » 7 kwi 2012, o 20:37

Po przeczytaniu trzech pierwszych rozdziałów miałam wrażenie, że rzeczywiście czytam ósmy tom. Tak to dotychczas odbieram i to oczywiście proszę wziąć za komplement. Styl jest naprawdę bardzo dobry i mogę jedynie przyklaskiwać tłumaczkom za kawał naprawdę dobrej roboty. Podoba mi się cała ta tajemnica, dziwne zachowanie Dracona, te problemy, które wszak po śmierci Volda powinny zniknąć. Cieszę się, że został ukazany świat po wojnie. Wszyscy sobie przecież wyobrażamy, że to taka utopia, zero problemów i tak dalej. Dlatego tym bardziej przypadł mi do gustu ten tekst, bo widać, że mimo pokonania największego bydlaka w historii bydlaków, Harry nadal musi borykać się z problemami i odgrywać rolę naczelnego herosa. Po przeczytaniu pierwszej części powtarzałam sobie w myślach: ,,Wspomnij w komentarzu o kanoniczności, o kanoniczności, tylko nie zapomnij!" I prawie bym zapomniała. Więc mówię: kocham, gdy bohaterowie pozostają sobą, jeśli autorowi udaje się zachować kanoniczność i nie ma żadnych zgrzytów. Tutaj to wszystko mamy podane na tacy. A te wzmianki o skutkach wojny.. Najbardziej utkwiła mi w pamięci postać Lavender. Jestem nią zaintrygowana i powiem szczerze, że mam nadzieję, iż odegra w tej historii jakąś rolę.
Dziewczyny, gratuluję tłumaczenia i życzę mnóstwa czasu i weny! Pozdrawiam serdecznie. :)
moaner Offline


 
Posty: 27
Dołączył(a): 3 lut 2012, o 15:26

Postprzez Ter » 8 kwi 2012, o 02:19

x
Ostatnio edytowano 31 maja 2015, o 23:21 przez Ter, łącznie edytowano 1 raz
Ter Offline


 
Posty: 645
Dołączył(a): 1 gru 2011, o 20:23

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości