[M] [T] Kiss Me with Fire

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Kaczalka » 1 lis 2010, o 01:20

W zasadzie to opowiadanie było pierwszym, jakie w życiu przetłumaczyłam, ale potem zajęłam się innym i musiało przeleżeć jakiś czas w komputerze. Skoro jednak jest skończone, to wklejam.
Szczerze przyznaję, że zdecydowanie bardziej podobało mi się, kiedy przeczytałam je po angielsku niż w wersji przeze mnie przetłumaczonej. W oryginale jakoś nie raził obecny w nim patos i trochę absurdalne zachowanie Harry’ego, a może po prostu miałam inny nastrój.
Przepraszam, że nie przetłumaczyłam tytułu, ale nic mi nie pasowało. Może ktoś ma jakąś ciekawą propozycję?
Życzę miłej lektury wszystkim, którzy lubią, gdy jest smutno.



Tytuł i link do oryginału: KISS ME WITH FIRE
Autor: Lucilla Darkate
Rating: R
Para: Draco/Harry
Gatunek: romans, angst
Beta: autobeta i pomocni czytelnicy
Zgoda: jest
Kanon: chyba można by się doszukać (pod mikroskopem)



KISS ME WITH FIRE



— To niczego nie zmienia.
Draco podniósł głowę i przebiegł wzrokiem po ciele Harry’ego, który leżał na swoim śpiworze. Śniada skóra błyszczała mu od potu, włosy były w całkowitym nieładzie, rozczochrane wcześniej przez palce Draco, a na brzuchu wciąż widniały ślady niedawnej rozkoszy. Wyglądał seksownie jak diabli i usta Malfoya wykrzywiły się, a oczy pociemniały.
Harry dobrze wiedział, co znaczy to spojrzenie. Informowało: znam cię, ale nie tylko. Nic tak prostego. Mówiło: widziałem cię nagiego, dotykałem cię, całowałem, byłem wewnątrz ciebie, słyszałem, jak krzyczałeś z bólu i sprawiłem, że jęczałeś w ekstazie, obserwowałem, co się z tobą dzieje, kiedy oba te uczucia łączą się w tobie... znam cię.
— To niczego nie zmienia — powtórzył Harry.
Draco zachichotał cicho i potrząsnął głową.
— Co ty nie powiesz, Potter? Myślisz, że tego nie wiem? Za każdym razem chodzi tylko o trochę brudnego seksu. To nic nie znaczy.
— Dokładnie — powiedział Harry, obracając się i podpierając na łokciach.
Draco zapiął ostatni guzik koszuli i podniósł z podłogi płaszcz. Zanim wstał, ujął dłonią podbródek Harry’ego, pochylił się i pocałował go, powoli i głęboko. Wyprostował się dopiero, kiedy poczuł, że Harry zadrżał. Zarzucił na siebie płaszcz i spojrzał w dół.
— Wmawiaj sobie dalej, Potter.
— To... nic nie znaczy — powtórzył Harry szeptem. Zmrużył oczy, patrząc na Malfoya.
— Świetnie. — Draco machnął ręką. Zatrzymał się jeszcze na chwilę przy wyjściu z namiotu i zerknął na Harry’ego przez ramię.
— Następnym razem ty przyjdziesz do mnie.
Oczy Harry’ego zrobiły się okrągłe z zaskoczenia.
— Oszalałeś? Nie mogę. Wiesz, że jeśli mnie złapią, to zabiją.
Draco niedbałym gestem wzruszył ramionami.
— Ryzykowałem przez miesiąc, żeby się z tobą spotykać. Nigdy nie pomyślałeś, że twoi przyjaciele zrobiliby ze mną to samo, gdyby mnie dopadli?
— Oni... nie pozwoliłbym na to.
— Tak? A jak byś ich powstrzymał? Jaki powód byś znalazł, żeby mnie oszczędzili? Sądzisz, że by cię posłuchali?
— Ja... — Harry zawahał się i wbił wzrok w ziemię. — Nie wiem.
Draco czekał, aż powie coś więcej, ale Harry milczał.
— Jeśli to nic nie znaczy... — Draco dodał po chwili. — Jeśli to naprawdę dla ciebie nic nie znaczy, to nie powinno być trudne przestać się ze mną widywać.
Harry podniósł głowę.
— O co ci chodzi?
— O to, że... ja nie wrócę — powiedział Draco cicho. — Nie będę pełzał przed tobą jak jakiś kundel spragniony uwagi, Potter. Mam swoją dumę. Jeżeli mnie chcesz, jeżeli mamy takie same prawa, następnym razem twoja kolej.
Harry otworzył usta, żeby zaprotestować, ale Malfoya już nie było.

***

W bitwie, która miała miejsce dwa tygodnie później, Draco zabił Ginny Weasley. Kiedy Harry spojrzał w jego oczy, stojąc nad jej zimnym ciałem, wiedział, że zaklęcie, które ją uśmierciło, było przeznaczone dla niego.
— Ty padalcu — wysyczał Malfoyowi w twarz.
Draco uśmiechnął się i w drwiącym geście zasalutował różdżką.
— Czy teraz coś dla ciebie znaczę, Cudowny Chłopcze?
— Jesteś cholernym śmierciożercą — warknął Harry, kierując w niego różdżką jak sztyletem.
Draco uniósł brwi, uśmiechając się bez przerwy. Wszędzie wokół nich członkowie Zakonu Feniksa walczyli ze śmierciożercami, oni jednak równie dobrze mogliby stać na tej polanie samotnie. Widzieli tylko siebie.
— Czy kiedykolwiek w to wątpiłeś? — zapytał Draco łagodnie. Odsłonił przedramię, żeby wyeksponować znak na skórze. — Tylko dlatego, że cię pieprzyłem, a tobie się to podobało, miałem stać się dobrym człowiekiem, Potter? Sam powiedziałeś, że to nic nie znaczy.
— Zabiję cię, ty kłamliwy skurwysynu! — krzyknął Harry. Rzucił się na Draco, który jedynie obrócił się na drugą stronę, schodząc mu z drogi, i odskoczył poza jego zasięg.
— Może — powiedział Draco rozbawionym głosem. — A może nie. Jak do tej pory jeszcze ci się to nie udało, prawda?
Harry odgarnął z twarzy włosy i spojrzał na niego tak, jakby spodziewał się, że Draco spłonie tylko pod wpływem jego wzroku. Ale Malfoy skinął tylko głową w stronę różdżki ściśniętej w prawej dłoni Harry’ego, ani na chwilę nie przestając uśmiechać się złośliwie.
— Czyżbyś zapomniał jej użyć?
Harry spojrzał na swoją rękę i wzniósł ją w kierunku Draco. Zaklęcie Niewybaczalne wibrowało gdzieś na końcu jego języka. Zanim jednak zdążył je wypowiedzieć, Malfoy aportował się z cichym odgłosem.

***

Członkowie Zakonu kolejno opłakiwali Ginny Weasley i przeklinali imię Draco Malfoya, a głos Harry’ego był tak samo głośny i zacięty jak pozostałych.
Mimo to północ zastała go klęczącego w namiocie Draco i wciskającego twarz we własne ramię, żeby stłumić krzyki, gdy Draco pieprzył go, trzymając mocno za biodra.
— Nienawidzę cię — wyszeptał Harry w ciemność.
— Wiem — odparł Draco. Wplótł palce we włosy Harry’ego i szarpnął mocno jego głową do tyłu.
— Zabiłem twoją słodką, małą przyjaciółkę — powiedział mu cicho do ucha, napierając na jego ciało. — Zabiłem ją i sprawiło mi to przyjemność.
— D... dlaczego? — wyjęczał Harry, napierając na Draco własnym ciałem.
Malfoy wydał z siebie dźwięk podobny do śmiechu i syku jednocześnie.
— A dlaczego nie?
— Ona nigdy... och, Boże, zrób to znowu... — Kolejne pchnięcie.
— W ten sposób? — Głos Draco był teraz niemal czuły. Jeszcze jedno.
Harry zakwilił.
— Tak...

***

— Ona nigdy nie zrobiła ci niczego złego — odezwał się Harry jakiś czas później. — Czemu nienawidziłeś Ginny?
— Nie nienawidziłem jej, Potter — odparł Draco. — Nie znienawidzę już nikogo więcej. Jestem na to zbyt zmęczony.
— Ale... ale powiedziałeś, że kiedy ją zabijałeś...
— Że sprawiło mi to przyjemność? — Draco skończył za niego. — Bo tak było. Zawsze jest. To dlatego zostałem śmierciożercą a ty Świętym Potterem. Lubię smak krwi. Zanikające bicie czyjegoś serca pod rękami wywołuje we mnie uczucie bliskie erotycznemu a zieleń to mój ulubiony kolor. Nie jestem dobrym człowiekiem, Harry. Nie wiem, co takiego kiedykolwiek zrobiłem, że mógłbyś myśleć inaczej.
Harry westchnął i obrócił się na plecy, wbijając wzrok w sufit namiotu.
— Tak naprawdę nie nienawidzę cię.
Draco prychnął z rozbawieniem.
— Być może. Ale chciałbyś. A to prawie to samo.
Harry obrócił się ponownie, wtulając twarz w krzywiznę szyi Malfoya i wdychając znajomy, ostry zapach.
— Rano nadal będę próbował cię zabić.
Draco uśmiechnął się lekko i przebiegł palcami wzdłuż kręgosłupa Harry’ego.
— Wiem.

***

— Pamiętasz czasy, gdy byliśmy dziećmi? W szkole? Jak bardzo się nienawidziliśmy?
— Tak.
— Nie mieliśmy pojęcia...
— Byliśmy młodzi.
— Mam nadzieję... mam nadzieję, że gdybym wtedy...
— Naprawdę myślisz, że to sprawiłoby jakąś różnicę?
— ...nie wiem.
— Śpij już, Potter. Musisz być wypoczęty, kiedy rano będziesz próbował mnie zabić.
— Draco?...
— Mmm?...
— Dotknij mnie. Nie chcę spać.

***

Harry siedział na nadpalonym pniu z pochyloną głową i rękami wciśniętymi pomiędzy kolana, wpatrując się w poszarpane resztki ciała George’a Weasleya.
— Harry?
Zadrżał i podniósł głowę, spoglądając na Hermionę szklistymi oczami.
— Teraz muszą zabrać ciało — powiedziała tonem pełnym smutku.
Harry odetchną głęboko i kiwnął głową, kiedy wstawał.
— Dla niego tak jest lepiej — odparł po chwili.
Hermiona wyglądała jak ktoś, kto usłyszał coś wyjątkowo obrzydliwego, ale Harry niczego nie zauważył.
— Pragnął tego, odkąd Fred...
— Mimo wszystko to nie jest w porządku — przerwała mu Hermiona ze złością.
Harry westchnął.
— Nie. Ale nie sądzę, żeby cokolwiek było.
Oddalił się od przyjaciółki, która dogoniła go jednak po chwili.
— Złapali kilku śmierciożerców — powiedziała. Harry podniósł brew. To był nieświadomy gest, który przejął od Draco, i w jego przypadku także świetnie się sprawdzał. — Ee... Crabbe’a, McNaira, Malfoya...
— Którego?
Hermiona zawahała się, słysząc ton jego głosu. Harry popatrzył na nią tak ostro, że zaczęła się jąkać.
— Dra... Draco. Draco Malfoy. On...
— Chcę go zobaczyć — Harry nie pozwolił jej skończyć.
— Ale dlaczego? — zapytała, wykręcając nerwowo ręce.
Harry wbił w nią wściekłe spojrzenie.
— A potrzebuję powodu?
— Nie, oczywiście, że nie, ja tylko... zastanawiałam się...
— Chcę go zobaczyć — powtórzył. — Teraz. Zaprowadź mnie do niego.
— Harry?
— Co?
Hermiona odwróciła się w jego stronę i kiedy na nią spojrzał, zobaczył, że jej oczy są zimniejsze niż kiedykolwiek.
— Wykonają na nim egzekucję.
Harry poczuł się tak, jakby cały świat zawirował mu pod stopami.
— Kiedy?
— Jutro. — Przygryzła dolną wargę. — To jest to, na co on zasługuje. Będę patrzeć. Mam nadzieję, że będzie go bolało. Mam nadzieję, że będzie wrzeszczał. Mam nadzieję...
— Zamknij się, do kurwy nędzy — warknął Harry, odcinając napływ jej słów tak skutecznie, jak gdyby uderzył ją w twarz. — Zaprowadź mnie do niego. Teraz.

***

Harry wszedł do namiotu i od razu odszukał go wzrokiem. Malfoy siedział na brudnej podłodze z rękami skutymi grubymi kajdanami i głową spuszczoną i wspartą na przedramionach.
— Draco?
— Cześć, Harry — odpowiedział Malfoy, nawet na niego nie patrząc. — Nie powinieneś tu przychodzić.
— Dlaczego?
— Ponieważ nie chcę, żebyś tu był, idioto — syknął Draco, podnosząc wreszcie wzrok.
— Ron powiedział, że dali ci wybór — odezwał się Harry, podchodząc bliżej.
Z gardła Draco wydobył się krótki, nieprzyjemny dźwięk przypominający śmiech.
— Zakładając, że można to nazwać wyborem.
— Zdecydowałeś się na śmierć — odrzekł Harry stanowczo.
Malfoy zmrużył oczy.
— Nie wciskaj mi tego gówna, Potter. Równie dobrze jak ja wiesz, że gdyby to był prawdziwy wybór pomiędzy życiem a śmiercią, wybrałbym życie.
— Pocałunek... — Harry przeczesał palcami włosy i spojrzał na Draco bezradnie. — Nadal byś żył.
— Aż tak bardzo tego nie pragnę — parsknął Malfoy.
— Są ludzie, którzy twierdzą, że nie uczyniłoby to żadnej różnicy. Że jesteś za bardzo zły, aby posiadać duszę.
Draco tylko popatrzył na niego i nic nie odpowiedział. Tym spojrzeniem „znam cię”, ale Harry po raz pierwszy uświadomił sobie, że to działało w obie strony. Równie dobrze mogło znaczyć „znasz mnie”. Znasz dużo lepiej.
Harry przytaknął i ukrył twarz w dłoniach.
— Będziesz płakał? — zapytał Draco, patrząc na niego z zaciekawieniem.
— Mógłbym — odpowiedział Harry trochę wyzywająco.
Draco potrząsnął głową.
— Pozwól, że powiem ci coś na temat dobra i zła, Harry... Nie ma czegoś takiego. Nie ma dobra i zła. Są tylko przegrani i zwycięzcy. To wszystko. Wygrywasz i możesz obwieścić światu, że twoja strona miała rację, że postępowaliście szlachetnie i uczciwie. Że ja i wszyscy do mnie podobni byli źli i zepsuci do szpiku kości. Jeżeli wygrasz i powiesz to światu, to świat ci uwierzy.
— Nie zgadzam się z tobą — powiedział Harry, ale głos mu trochę drżał.
Draco wzruszył ramionami.
— A powinieneś. Jak myślisz, dlaczego walczymy? Tylko dlatego, żeby wypełniać rozkazy jakiegoś szaleńca? Myślisz, że nie wierzymy w nasze powody tak bardzo, jak wy wierzycie we własne? Twoi sprzymierzeńcy nie są jedynymi, którzy umierają. Straciłem wielu przyjaciół. Zabiłeś nie mniej ludzi, niż ja, Potter. Nie próbuj udawać, że twoje ręce są czyste. Nie przede mną.
Ciągle się trzęsąc, Harry uklęknął przed Draco. Podniósł rękę, jak gdyby chciał dotknąć jego twarzy, ale po chwili opuścił ją z powrotem.
— Nic nie mogę zrobić — szepnął ściśniętym, udręczonym głosem. — Spalą cię jutro, a ja nic nie mogę zrobić. Nie powstrzymam ich i nie będę mógł... nie będę mógł patrzeć.
— Harry?
Harry spojrzał w dół, w chłodne, szare oczy. Czuł, jak w jego własnych zaczyna robić się mokro.
— Tak?
— Boję się ognia. — Głos Draco był bezbarwny.
— Och, Boże. — Harry przyciągnął Draco do siebie i zaczął całować jego powieki, policzki, nos, czoło, usta, szyję, wszystko, czego tylko mógł dosięgnąć. Próbował stworzyć mapę, zapamiętać każdą subtelną, delikatną rysę. — Przepraszam. Tak bardzo mi przykro. Nie mogłem... próbowałem... ale oni nie chcieli słuchać...
— Cicho — uspokoił go Draco. Końcami palców dotknął łez zbierających się w kącikach jego oczu. — Myślę... że za tobą będę tęsknił najbardziej — powiedział szeptem.
— Gdyby... jeśli to wszystko potoczyłoby się inaczej...
— Nie mogło potoczyć się inaczej.
Dolna warga Harry’ego drżała, kiedy ze świstem wypuścił powietrze.
— Dlaczego nie? Wiesz, co się stanie... co oni... co ci jutro zrobią. Jak możesz?...
Draco westchnął i oparł głowę na ramieniu Harry’ego.
— Jeżeli wiedziałbym, że taką cenę przyjdzie mi zapłacić za to, co zrobiłem, niczego bym nie zmienił. Niczego. Zabijałbym, zdradzał, ranił i kochał ciebie, mimo wszystko.
— Nie — zaprotestował Harry cicho. — Nie chcę tego słuchać. Nie możesz mieć wszystkiego.
Wargi Malfoya wykrzywiły się w znaczącym uśmiechu, kiedy odsunął się, żeby spojrzeć na Harry’ego.
— Och, ale miałem to wszystko.
— Nie zniosę tego. Nie dam rady. Nie będę mógł patrzeć, jak cię zabijają. Wiem, że mnie o to poprosisz, ale nie dam rady.
— Proszę. — Draco ujął w dłonie twarz Harry’ego. — Wszyscy, którzy mnie kochali, nie żyją. Nie mam nikogo innego.
— Nie mogę — odparł Harry gwałtownie. — Nie zmuszaj mnie.
— Już to zrobiłem — powiedział Draco, odsuwając się. Starał się wyglądać obojętnie, ale jedyne, co osiągnął, to zmęczenie i smutek.
Przez dłuższy czas siedzieli nieruchomo. Harry wpatrywał się w Draco, jakby chciał wyryć sobie jego postać w pamięci. Draco obserwował maleńkie, żarzące się cząsteczki kurzu, tańczące w świetle wczesnego wieczoru, przesączającym się przez płótno namiotu. — Ogień — jego głos przerwał ciszę. — Dlaczego to musi być ogień?

***

W końcu Draco wymusił na Harrym obietnicę. Żeby tam był i nie czuł do niego nienawiści. Harry jednak wiedział, czego Draco chciał tak naprawdę. Aby stał i obserwował, jak umiera, i każdą cząstką swojej istoty pragnął, aby żył. Potrzebował kogoś, kto widziałby coś więcej niż krew na jego rękach i plamy na duszy. Kogoś, kto krzyczałby z rozpaczy, nie triumfu, kiedy umrze.
— Wiem, że to jest okrutne — powiedział, wycierając łzy z kącików oczu Harry’ego. — Wiem. Ale nadal tego chcę. Potrzebuję.
Harry kiwnął głową w cichym porozumieniu.
— Nie mogę cię uratować — szepnął. — Kurwa mać, powinienem znaleźć sposób, żeby cię uratować!
Draco bez słowa przyciągnął go do siebie i zamknął mu usta pocałunkiem. Powolnym, jak gdyby miał na niego cały czas świata. To Harry zmienił ten uspokajający akt w coś bardziej potrzebującego, coś na granicy desperacji. To Harry pocałował Draco tak, jak całuje się kogoś po raz ostatni.
I rzeczywiście tak miało być.

***

Wyprowadzili go z namiotu na grubym, metalowym łańcuchu.
Słońce już wschodziło, ale jedyną oznaką nadchodzącego dnia było lekkie przejaśnienie na wschodniej linii horyzontu.
— Zaczekaj — powiedział Harry, podchodząc do strażnika i kładąc mu rękę na ramieniu. — Proszę, tylko chwilę.
Mężczyzna skinął głową i oddalił się o kilka kroków. Niewątpliwie każdy, kto ich obserwował, pomyślał to samo, co kilka godzin wcześniej, gdy Harry wrócił wreszcie z namiotu służącego za tymczasowe więzienie. Że powie coś inteligentnego i zjadliwego. Coś przepełnionego złością i nienawiścią. Że będzie chciał przekazać te uczucia Malfoyowi, zanim ten umrze.
— Świta — powiedział Draco. Spojrzenie miał odległe, dziwnie i niepokojąco spokojne. — Nie pamiętam, kiedy ostatnio oglądałem wschód słońca.
— Draco, ja...
Malfoy popatrzył na Harry’ego, krzywiąc wargi w delikatnym, prawie naturalnym uśmiechu. Gdyby nie cień strachu w jego oczach, Harry mógłby dać się oszukać.
— Zrobisz coś dla mnie?
Harry przełknął ślinę i zamknął oczy. Nie chciał płakać. Nie tutaj.
— Tak?
— Obejrzyj wschód słońca, kiedy odejdę. I jeszcze...
— Tak?
— Nie pokazuj im swoich łez. Nie pokazuj słabości.
— Panie Potter — powiedział strażnik, podchodząc do nich. W dłoniach mocno trzymał drugi koniec łańcucha. — Muszę go zabrać. Wszyscy czekają.
Harry rozejrzał się dokoła, patrząc na obserwujące ich, zniecierpliwione twarze, na świdrujące oczy, błyszczące niczym pochodnie, ale puste jak u martwych ptaków.
— Tak, widzę — powiedział cierpko. Zaczerpnął głęboko powietrza i wyprostował ramiona. Draco nie chciał, żeby płakał, więc zrobi to dla niego. — W porządku. Możecie odejść.
— Dziękuję — odpowiedział mężczyzna i szarpnął łańcuchem tak mocno, że Draco się potknął. — Chodź, masz randkę. Nie możemy pozwolić, żebyś się spóźnił.
— Nie, nie możecie — odparł Draco cichym, ociekającym sarkazmem głosem. Kiedy ruszył, rzucił jeszcze Harry’emu ostatnie, powolne spojrzenie i, czy naprawdę?, mrugnął do niego.
Harry patrzył na postać idącą w kierunku wzniesionego w nocy stosu. Okrąg utworzony z powtykanych w ziemię pali z umieszczoną na środku, podwieszoną platformą. Żeby publiczność miała lepszy widok na palące się ciało i dobrze słyszała krzyki, wydobywające się z płonącego gardła. Z niejakim odrętwieniem obserwował, jak Draco został przywiązany kolejnymi łańcuchami do filaru w centrum stosu. Łańcuchy wykonane z żelaza, stali i brązu radośnie migotały światłem odbitym od tysięcy pochodni.
Draco trzymał głowę wysoko podniesioną, oczy skierował na wschód. Może słońce wzejdzie ponad górami, zanim to się skończy. Może... może zdążyłby zobaczyć.
Głośne chrząknięcie stojącego na platformie Alastora Moody’ego odwróciło na chwilę jego uwagę od horyzontu. Stary auror stanął przed nim, wwiercając w zimne, szare oczy Draco swoje jedyne prawdziwe, brązowe oko. Drugie, magiczne, wirowało w czaszce jak opętane.
— Malfoy — odezwał się Moody zachrypniętym głosem. — Sądzę, że powinienem zapytać cię, czy masz coś do powiedzenia. — Draco podniósł brew i wpatrywał się w niego bez słowa. — Chcesz?
— Tak — odparł Draco, wykrzywiając pogardliwie wargi. — Pierdol się.
Moody kiwnął głową i odszedł kilka kroków, kierują twarz w stronę tłumu.
— Draconie Malfoy, jesteś winny śmierci Freda Weasleya, Ginny Weasley, Neville'a Longbottoma, Minerwy McGonagall, Luny Lovegood, Rubeusa Hagrida, Seamusa Finnigana i Lavender Brown.
Draco uśmiechnął się złośliwie.
— Między innymi — powiedział cicho. Widok zaciskającej się w gniewie szczęki aurora sprawił mu przyjemność.
— Mając wybór pomiędzy pocałunkiem dementora i śmiercią, zdecydowałeś się na śmierć — kontynuował Moody.
Przez tłum przebiegła fala szeptów, przepleciona kilkoma głośniejszymi okrzykami. Moody odwrócił twarz od widowni.
— Słyszysz ich, chłopcze? — szepnął do ucha Draco. — Chcą twojej krwi. Jak się czujesz, wiedząc, że twoja śmierć sprawi im tyle radości?
Draco spojrzał staremu aurorowi prosto w oczy. Bał się. Bał się bardzo, ale ukrył dobrze to uczucie i Moody nie zobaczył na jego twarzy niczego poza gniewem i arogancją.
— A jak ty się czujesz, wiedząc, że to nie ma dla mnie żadnego znaczenia? Możesz mnie zabić... a mimo to i tak przegrałeś.
Moody wwiercił w niego wzrok.
— Umrzesz.
— Tak, ale wyznać ci mały sekret, Szalonooki? — spytał Draco z uśmiechem.
— Dlaczego nie? Jeśli chcesz, możesz zmarnować na to swój ostatni oddech.
— Wygrałbyś. — Uśmiech Draco był złośliwy. — Jednak w tym tłumie jest jedna osoba, która będzie po mnie płakać. Jedna osoba. I właśnie dlatego przegrałeś tę wojnę. Już nie żyjesz, ty stary idioto, tylko jeszcze o tym nie wiesz.
Moody cofnął się bez słowa, warcząc z wściekłością. Odwrócił się w stronę stojącego przy pochodni mężczyzny i skinął na niego pokrytą bliznami ręką.
— Spalić go.
Zszedł z platformy, a wzrok Draco powędrował z powrotem do linii horyzontu.

Harry stał na czele tłumu pomiędzy Ronem i Hermioną i patrzył, jak pierwsza pochodnia została przyłożona do stosu. Draco pozornie nie zwracał uwagi na rozpalający się ogień, powoli pełznący do góry, ale Harry obserwował wszystko uważnie i widział, że zadrżał.
— On boi się ognia — powiedział do przyjaciół.
— To dobrze — odparł mściwym głosem Ron. — Mam nadzieję, że jest kurewsko przestraszony.
Harry na chwilę zamknął oczy, powstrzymując łzy, krzyk rozpaczy i pragnienie zaprzeczenia. Sam nie wiedział, skąd brał na to siłę.
— Jest — powiedział do Rona. — Możesz się cieszyć, naprawdę jest... przerażony.
Oboje z Hermioną zerknęli na niego ze zdziwieniem, ale Harry nie zwrócił na to uwagi. Widział tylko Draco. Obserwował, jak ludzie, którzy stracili swoich bliskich, podchodzą z pochodniami do stosu. Mąż Ginny, żona Freda, ojciec Luny...
Harry wyjął różdżkę z rękawa szaty i trzymał ją lekko w prawej dłoni. Patrzył na twarz Draco, tą piękną, zimną, arystokratyczną twarz, z której wciąż nie znikało poczucie wyższości.
— Spójrz na mnie — szepnął. — Spójrz na mnie, Draco.
Ogień już go dosięgał, lizał ubranie i osmalał jasne włosy. Draco w końcu poddał się i krzyknął. Jego szerokie z przerażenia oczy spotkały wzrok Harry’ego poprzez płomienie.
Harry skierował na niego różdżkę, której koniec zapłonął zielenią. Draco dojrzał to i nić zrozumienia przebiegła między nimi. Kiwnął głową.
— Wybacz mi — powiedział cicho Harry. — Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam.
Płomienie sięgnęły jego ubrań i Draco odrzucił do tyłu głowę i wrzasnął z mieszaniny bólu i przerażenia. Harry w końcu znalazł odwagę, żeby wypowiedzieć dwa słowa:
Avada Kedavra.

***

Kiedy słońce wreszcie wzeszło, ze stosu pozostała tylko garstka popiołu i żaru.
Harry stał samotnie na wzgórzu, w jednej ręce trzymając różdżkę, a drugą prawie pieszcząc popiół u swoich stóp.
Obiecał Draco, że obejrzy wschód słońca. Starał się, ale naprawdę nie widział niczego wokół siebie. Nikt na niego nie patrzył, więc wreszcie mógł sobie pozwolić na łzy. Płakał cicho, obserwując, jak słońce maluje niebo na różowo, pomarańczowo, fioletowo, dochodząc wreszcie do czystego błękitu.
Kiedy łkał bezgłośnie, koniec jego różdżki powoli zaczynał zabarwiać się na zielono.

***

...pokonany w tym najlepszym, najjaśniejszym z dni, kiedy tak wiele zależy od jednej duszy, a świat drży, jak gdyby nie mógł dalej istnieć...


KONIEC
Ostatnio edytowano 8 paź 2011, o 15:17 przez Kaczalka, łącznie edytowano 1 raz
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez Salomanka » 1 lis 2010, o 01:21

Drugi komentarz jednego dnia, doprawdy!..

Stwierdzam, że... Uwielbiam Twoje tłumaczenia. Może dobierasz sobie po prostu naprawdę wartościowe teksty albo to Ty nadajesz im tej wyjątkowości, trudno stwierdzić, nigdy żaden fik nie porwał mnie na tyle, bym w oczekiwaniu na dalszy ciąg sięgnęła po oryginał, ale prawdą jest, że tłumaczone przez Ciebie teksty są naprawdę niesamowite.

W fiku podoba mi się to, że różnica między Harrym i Draco jest tak rażąca, że każdy poszedł w swoją stronę, będąc wiernym swoim ideałom, a mimo to nie są w stanie żyć bez siebie, bo to ma tak wielkie znaczenie. I fakt, iż Draco zachowuje się tak dojrzale i świadomie. Ach!
Dziwi mnie zachowanie Hermiony, wydawałoby się, będzie w stanie zrozumieć cierpienie George'a, tymczasem jej złość z powodu jego odejścia wydaje się być aż irracjonalna, śmieszna. I jeszcze jej nienawiść do Malfoya, wyrażona gniewnymi, prostymi słowami. Nie wstrząsnęła mną, ale nie posądzałabym Hermiony o taką pasję. Niewiele w tym fiku odwołań do kanonu, ale to Hermiona jest zawsze oazą spokoju, mądrości, akceptacji... Na pewno nie umiałaby wybaczyć, ale nie oceniałaby pochopnie.
I jeszcze jedno. Dlaczego Harry nie wyczarował świstoklika? xD Cóż prostego nad jeden ruch różdżką, który odesłałby Malfoya z dala od oczekującego go wyroku? No, dobra, może zostały nałożone magiczne blokady... A może Harry wiedział, że naprawdę nie ma innego wyjścia, że skoro nigdy nie mogliby być razem, to jest to ich jedyna szansa, by nie pogrążyć się w sobie wbrew chłodnej logice magicznego świata.
I Harry był tym, który ostatecznie zabił swego kochanka, Śmierciożercę, niosąc ulgę... im obu? Genialne zakończenie.

- Jeżeli wiedziałbym, że taką cenę przyjdzie mi zapłacić za to, co zrobiłem, niczego bym nie zmienił. Niczego. Zabijałbym, zdradzał, ranił i kochał ciebie, mimo wszystko.

I to jest Draco! Ślizgon z krwi i kości, a co ważniejsze, Ślizgon całą duszą! Nie żałuje, nie płacze, nie zmienia zdania, świadomy swoich wyborów i ich konsekwencji. Piękne. Perliście perełkowe

- Ogień - jego głos przerwał ciszę. - Dlaczego to musi być ogień?

Dlaczego? A zaklęcie zamrażające płomienie? Domyślam się, że aurorzy byli sprytniejsi od mugoli i przed spaleniem na stosie zabierali czarodziejowi różdżkę, ale, na różdżkę Merlina, dlaczego?! To aż nazbyt tragiczne. Ogień symbolem namiętności żyjących w Draco... Ech.

- Tak naprawdę nie nienawidzę cię.
Draco prychnął z rozbawieniem.
- Być może. Ale chciałbyś. A to prawie to samo.

To nie jest to samo... Nigdy, nigdy nie będzie to samo.

- Draco Malfoy, jesteś winny śmierci Freda Weasley'a, Ginny Weasley, Neville'a Longbottoma, Minervy McGonagall, Luny Lovegood, Rubeusa Hagrida, Seamusa Finnegana i Lavender Brown.
Draco uśmiechnął się złośliwie.
- Między innymi - powiedział cicho. Widok zaciskającej się w gniewie szczęki Aurora sprawił mu przyjemność.

I znowu Draco, Draco, Draco. Koszmarna wizja, że zabił aż tylu przyjaciół Harry'ego i czerpał z tego satysfakcję. A mimo to, jak można mu nie współczuć, nawet jeśli on sam nie pragnie współczucia? Ach, i ta przyjemność, którą czerpie z upokarzana Moody'ego... Bezcenne.

Draco spojrzał prosto w oczy staremu Aurorowi. Bał się. Bał się bardzo, ale ukrył dobrze to uczucie i Moody nie zobaczył w jego oczach niczego poza gniewem i arogancją.

Jak wyżej. Ideał.

- (...) Ale wyznać ci mały sekret, Szalonooki? - odparł Draco z uśmiechem.
- Dlaczego nie? Jeśli chcesz, możesz zmarnować na to swój ostatni oddech.
- Wygrałbyś - uśmiech Draco był złośliwy. - Ale w tym tłumie jest jedna osoba, która będzie po mnie płakać. Jedna osoba. I właśnie dlatego przegrałeś tą wojnę. Już jesteś martwy, ty stary idioto, tylko jeszcze o tym nie wiesz.

Och, jak on mógł, mój bohater? xD


Cóż mogę dodać... Dziękuję byłoby adekwatnym zakończeniem, więc...
Dziękuję.
Salomanka Offline


 
Posty: 15
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 19:35
Lokalizacja: K-g

Postprzez Aevenien » 1 lis 2010, o 01:22

[autor docelowy - she'sxdangerous.]

Chyba zacznę Was nie lubić. Wybrałaś genialną miniaturkę na tłumaczenie, jest cudna.
Są pewne rodzaje opowiadań, tzw. wyciskacze łez, które mają z kolei swoje rodzaje. Są te negatywne, serialiska i te inne, ale są też takie rzeczy godnej uwagi. I "Kiss me with Fire" należy stanowczo do tych godnych uwagi.
Dlaczego nazwałam to wyciskaczem łez? Ponieważ wycisnęło to ze mnie łzy, tym samym niszcząc mi mój makijaż.
Nie wiele opowiadań ma w sobie tę właściwość, że nie potrafisz opanować łez. Może Ci się kręcić gdzieś tam łezka w oczku, ale żeby Ci łzy płynęły po policzkach - to jest naprawdę rzadka właściwość. "Kiss me with Fire" uzyskało ten efekt, bynajmniej na mnie.
Jestem po prostu wzruszona, aż przesłałam linka dla przyjaciółki, by przeczytała, ponieważ myślę, że jest to godne uwagi.
Miniaturka stanowczo zalicza się do jednych z moich ulubionych, sta-no-wczo.
Jestem po prostu oczarowana.

Brawa dla autorki i tłumaczki!
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Aevenien » 1 lis 2010, o 01:22

[autor docelowy - .Ironia.]

Uwielbiam Twoje tłumaczenia!
Pomimo, że nie popłakałam się, jak pozostali (chociaż zrobiła to moja siostra, gdy jej to czytałam) bardzo, ale to bardzo mi się podobało.

- Jeżeli to nic nie znaczy - Draco powiedział po chwili. - Jeżeli to naprawdę dla ciebie nic nie znaczy, to nie powinno być trudne przestać się ze mną widywać.
Harry podniósł głowę.
- O co ci chodzi?
- To znaczy? ja nie wrócę - powiedział cicho. - Nie będę pełzał przed tobą, jak jakiś kundel spragniony uwagi, Potter. Mam swoją dumę. Jeżeli mnie chcesz, jeżeli mamy takie same prawa, następnym razem twoja kolej.


Pierwszy fragment, który mnie zachwycił. Draco ze swoją dumą, której nie chce stracić, nadawał tej miniaturce... autentyczności. Podobnie jak zachowanie Harry'ego. Jego słowa, że go nienawidzi, ale i tak z nim jest.
Draco zabijający przyjaciół Pottera i, co najważniejsze, nie żałujący tego.


Mimo to, północ zastała go klęczącego w namiocie Draco, wciskającego twarz we własne ramię, żeby stłumić krzyki, gdy Draco pieprzył go, trzymając mocno za biodra.
- Nienawidzę cię - Harry wyszeptał w ciemność.
- Wiem o tym - odpowiedział Draco. Wplótł palce we włosy Harry?ego i szarpnął mocno jego głową do tyłu.



To jest to, o czym mówiłam.

- Że mi się podobało? - Draco skończył za niego. - Bo tak było. Zawsze jest. To dlatego jestem Śmierciożercą, a ty Świętym Potterem. Lubię smak krwi. Zanikające bicie czyjegoś serca pod rękami wywołuje we mnie uczucie bliskie erotycznemu, a moim ulubionym kolorem jest zielony. Nie jestem dobrym człowiekiem, Harry. Nie wiem, co takiego kiedykolwiek zrobiłem, że mógłbyś myśleć inaczej.
Harry westchnął i obrócił się na plecy, wbijając wzrok w sufit namiotu.
- Tak naprawdę nie nienawidzę cię.


I to jest Draco, którego kocham.
Bezwzględny, szczery, bezlitosny i napawający się cierpieniem innych.
I Harry, którego jestem w stanie polubić.

Podobał mi się również fragment ze śmiercią George'a. Przekonanie Harry'ego, że On tego chciał.
I ta bezsilność, gdy dowiedział się, że Draco musi umrzeć.
Potem było już tylko lepiej.

Tu wszystko było cudowne.
Duma Dracona i strach, który potrafił ukryć przed każdym, tylko nie przed Harry'm.
Rozpacz, tęsknota i bezsilna złość Pottera.
I ta ich miłość!.

Gdybym chciała zacytował najlepsze fragmenty, musiałabym wkleić tu całe opowiadanie, więc wybrałam takie moje, najcudowniejsze fragmenty:

- Śpij już, Potter. Musisz być wypoczęty, kiedy rano będziesz próbował mnie zabić.
- Draco??
- Mmm??
- Dotknij mnie. Nie chcę spać.


- A powinieneś. Jak myślisz, dlaczego walczymy? Tylko dlatego, żeby wypełniać rozkazy jakiegoś szaleńca? Myślisz, że nie wierzymy w nasze powody tak bardzo, jak wy wierzycie we własne? Twoi sprzymierzeńcy nie są jedynymi, którzy umierają. Straciłem wielu przyjaciół. Zabiłeś nie mniej ludzi niż ja, Potter. Nie próbuj udawać, że twoje ręce są czyste. Nie przede mną.

I tutaj zgadzam się z Draco w stu procentach. Tak, wiem, ze ta Dobra strona walczyła o sprawiedliwość z kimś okrutnym i bezwzględnym. Ale Draco też miał przecież jakieś powody, które nim kierowały...

- Boję się ognia - głos Draco był bezbarwny.

- Ogień - jego głos przerwał ciszę. - Dlaczego to musi być ogień?

I tutaj, przy tych dwóch fragmentach, muszę przyznać - w oczach zebrały mi się łzy.

I cudowny był motyw ze wschodem słońca. Niby banalny, ale tutaj dobrze przedstawiony.

- Draco Malfoy, jesteś winny śmierci Freda Weasley'a, Ginny Weasley, Neville'a Longbottoma, Minervy McGonagall, Luny Lovegood, Rubeusa Hagrida, Seamusa Finnegana i Lavender Brown.
Draco uśmiechnął się złośliwie.
- Między innymi - powiedział cicho. Widok zaciskającej się w gniewie szczęki Aurora sprawił mu przyjemność.


Draco pozostaje tym, kim był. I ukrywa strach przed Szalonookim. Tak, tak, tak...!

- Jak się czujesz wiedząc, że to nie ma dla mnie żadnego znaczenia? Możesz mnie zabić... a mimo to i tak przegrałeś.
Moody wwiercił w niego wzrok.
- Będziesz martwy.
- Tak, będę. Ale wyznać ci mały sekret, Szalonooki? - odparł Draco z uśmiechem.
- Dlaczego nie? Jeśli chcesz, możesz zmarnować na to swój ostatni oddech.
- Wygrałbyś - uśmiech Draco był złośliwy. - Ale w tym tłumie jest jedna osoba, która będzie po mnie płakać. Jedna osoba. I właśnie dlatego przegrałeś tą wojnę. Już jesteś martwy, ty stary idioto, tylko jeszcze o tym nie wiesz.




- Wybacz mi - powiedział cicho Harry. - Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam.
Płomienie sięgnęły ubrań Draco. Odrzucił do tyłu głowę i krzyknął z mieszaniny bólu i przerażenia. Harry w końcu znalazł odwagę, żeby wypowiedzieć te słowa.
- Avada Kedavra.


I to zakończenie...
Draco bał się ognia.

No i muszę to przyznać!
Teraz, czytając jeszcze raz ten tekst (uprzednio czytałam go kilka dni temu), popłakałam się. W momencie, gdy Draco stwierdził, że boi się ognia, nie wytrzymałam, a potem, gdy mówił, że i tak by nic nie zmienił.
A to jest rzadkość, żebym płakała na opowiadaniach!

Tekst i tłumaczenie genialne.
Miniaturkaa jest teraz jedną z moich ulubionych, jak nie ulubioną.

Tutaj Draco jest taki, jakim go kocham.
Bezlitosny, czerpiący satysfakcję z cierpienia innych, wredny, bezczelny. Ślizgon. A mimo to, wzbudza takie uczucia, jak współczucie!
No, może mu zaczęłam współczuć dopiero, gdy krzyknął na stosie, ale od początku współczułam ich miłości, która i tak nie miała prawa bytu.
Nigdy i nigdzie.

Podobnie jak Salomanka, dziękuje Ci, że przetłumaczyłaś ten tekst!
Dziękuje, dziękuje i jeszcze raz dziękuje!
Mam nadzieje, że jeszcze nie raz spotkam się z Twoimi tłumaczeniami.

Weny, chęci i czasu życzę!
Pozdrawiam jeszcze raz.
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Aevenien » 1 lis 2010, o 01:23

[autor docelowy - Hitsuzen - san]

Podobają mi się Twoje tłumaczenia. A to chyba trafi do jednego z moich ulubionych opowiadań. Było wspaniałe... Brak słów, ale jednak muszę uzasadnić.

Najbardziej mi się podobał ten cytat:

- Wygrałbyś - uśmiech Draco był złośliwy. - Ale w tym tłumie jest jedna osoba, która będzie po mnie płakać. Jedna osoba. I właśnie dlatego przegrałeś tą wojnę. Już jesteś martwy, ty stary idioto, tylko jeszcze o tym nie wiesz.
Moody cofnął się bez słowa, warcząc z wściekłością. Odwrócił się w stronę stojącego przy pochodni mężczyzny i skinął na niego pokrytą bliznami ręką.
- Spalić go.


Taki... realistyczny. Czytając go, słyszałam głos Malfoy'a, jego nienawiść i ból, ironię prosto z serca. Głęboki szept i spojrzenie w oczy... Uczucia prawdziwe. Niesamowite.

- Boję się ognia - głos Draco był bezbarwny.


To z kolei uderzyło we mnie jak grom z jasnego nieba. Może przez ten bezbarwny głos, nie mam pojęcia. Tak mi się ciężko na duszy zrobiło.

Członkowie Zakonu kolejno opłakiwali Ginny Weasley i przeklinali imię Dracona Malfoy?a, a głos Harry?ego był tak samo głośny i zacięty jak pozostałych.
Mimo to, północ zastała go klęczącego w namiocie Draco, wciskającego twarz we własne ramię, żeby stłumić krzyki, gdy Draco pieprzył go, trzymając mocno za biodra.
- Nienawidzę cię - Harry wyszeptał w ciemność.
- Wiem o tym - odpowiedział Draco. Wplótł palce we włosy Harry?ego i szarpnął mocno jego głową do tyłu.
- Zabiłem twoją słodką, małą przyjaciółkę - szepnął mu do ucha, przyciskając się do jego ciała. - Zabiłem ją i podobało mi się to.
- D?laczego? - wyjęczał Harry, napierając na Draco własnym ciałem.
Chłopak wydał z siebie dźwięk, coś pomiędzy śmiechem a sykiem.
- A dlaczego nie?
- Ona nigdy? och, Boże, zrób to znowu? - kolejne pchnięcie.
- W ten sposób? - głos Draco był teraz niemal czuły. Jeszcze jedno.
Harry zakwilił.
- Tak?


Ten cytat był taki, aż za mocny. Mi się podobał, ale niektórych mógł ostro zrazić. Bo, żeby od razu tak po śmierci przyjaciółki iść i pieprzyć się z zabójcą? No, ale cóż, miłość jest okropna... I nie ma granic.

Bardzo mi się podobało, czekam na kolejne twoje tłumaczenia albo (tym bardziej) na twoje własnoręczne twory.

Pozdrawiam,
A.H.
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Aevenien » 1 lis 2010, o 01:24

[autor docelowy - LunnaMiya]

To stanowczo mój ulubiony tekst. W dawaniu konstruktywnych komentarzy niestety nigdy dobra nie byłam, ale przynajmniej spróbuje.
hhh...
Po pierwsze, ta chemia, znaczy, to 'coś' co między nimi było. Walczyli przeciwko sobie a jednak noce spędzali razem. Harry był gotowy zabić Draco a nie chciał pozwolić na jego śmierć z ręki kogoś innego. To według mnie trochę niekonsekwentne w tym fiku. Chociaż z drugiej strony ta sytuacja pomaga zrozumieć to, co ich łączyło.
I ten Potter..

- Ona nigdy? och, Boże, zrób to znowu? - kolejne pchnięcie.
- W ten sposób? - głos Draco był teraz niemal czuły. Jeszcze jedno.

Przy tym zrobiło mi się tak ciepło w sercu. Jednocześnie było to takie nieprawdziwe. Wątpię, żeby prawdziwy Harry tak powiedział.
[pomijając fakt, że w roli seme zawsze wyobrażałam sobie Pottera xD]

Um.. naprawdę nie wiem co jeszcze napisać. Podobało mi się wszystko, żeby naprawdę to oddać, musiałabym wkleić cały tekst i napisać przy każdym zdaniu co czułam.
Czytając to rozryczałam się, ponieważ niewiele tekstów potrafi wywrzeć na mnie taki wpływ- szacunek xD

I jeszcze jedno:
Kiedy łkał bezgłośnie, koniec jego różdżki powoli zaczynał zabarwiać się na zielono.
Przepraszam za moją tępotę, ale czy Harry popełnił samobójstwo? Z tego wynika, że chyba tak ale w myśleniu też nie jestem mistrzem -__-

A co do tytułu myślę, że lepiej brzmi po angielsku ^^

Pozdrawiam o^^o
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Kaczalka » 1 lis 2010, o 01:24

Obiecałam sobie, że jak będzie pięć komentarzy, to napiszę podziękowania.
Jestem bardzo wdzięczna wszystkim, którzy zechcieli poświęcić na to swój czas. Cieszę się tym bardziej, że w najbliższym otoczeniu mało kto podziela moją fascynację drarry. Fajnie nie być odosobnioną w tym, co się lubi. Szczególnie dziękuje Kasi, która prawie zbetowała ten tekst.

?Kiss me...? przeczytałam już wiele miesięcy temu i bardzo mnie wtedy urzekło. Z biegiem czasu mój gust trochę się zmienił, ale pewien sentyment pozostał. Po przeczytaniu wszystkich komentarzy naszła mnie jednak pewna niewesoła refleksja. Kochamy takiego Draco i w niewielkim stopniu zauważamy, jak, w gruncie rzeczy, złym był człowiekiem. Jego postępowanie zasługuje na krytykę, nawet potępienie, a jednak przymykamy na nie oczy. Chyba niezbyt dobrze to o nas, kobietach, świadczy. To kolejne potwierdzenie, że im większy drań, tym bardziej godzien uwagi. Życzę wszystkim, i sobie także, aby ta fascynacja ograniczała się wyłącznie do świata wirtualnego.

Jeszcze kilka słów na temat zakończenia. Dokładnie nie wiem, o co autorce chodziło, ale zgadzam się z LinnaMiyą, że, najprawdopodobniej, Harry postanowił popełnić samobójstwo.

Sama pisać nie zamierzam, czas i chęci pewnie by się znalazły, niestety talentu brak. Ale postaram się, choćby raz na jakiś czas, coś przetłumaczyć. Pięknych, godnych uwagi fików jest tak dużo, niestety możliwości translatorskie jeszcze mam za małe. Ciągle się uczę i może kiedyś tłumaczenie nie będzie zabierać mi tyle czasu i wysiłku. Oby tylko entuzjazmu nie zabrakło.

Pozdrawiam wszystkich gorąco. Kaczalka
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez Aevenien » 1 lis 2010, o 01:25

[autor docelowy - she'sxdangerous.]

Kaczalka napisał(a):
Jeszcze kilka słów na temat zakończenia. Dokładnie nie wiem, o co autorce chodziło, ale zgadzam się z LinnaMiyą, że, najprawdopodobniej, Harry postanowił popełnić samobójstwo.


Sama również tak sądzę. Dopiero teraz, po Twoim poście przeczytałam, że ktoś jeszcze tak sądził, jak ja. Przyznam się, że raczej rzadko czytam opinie innych osób, jeśli nie ja założyłam temat - jest Was zbyt dużo, po prostu. Wolę opierac się na swoich przypuszczeniach.

I moje są takie, jak Kaczalki i LinnyMiy'i. Nie to, że stwierdziłam, tylko po prostu.. Przeczytałam ten tekst chyba z trzy razy, za każdym miałam łzy w oczach - pomińmy. I za każdym miałam to samo wrażenie pod koniec. Wydaję mi się, że właśnie to Harry zamierzał zrobic, samobójstwo. W końcu uśmiercili w dośc okrutny sposób jego... kochanka? ukochanego? przyjaciela? wszystko razem?. Nie mniej jednak, jeśli nasze przypuszczenia są trafne, ciekawe co po samobójstwie byłoby w świecie magicznym. Haos.

Dziękuję raz jeszcze, Kaczalka. Po prostu dziękuję.

PS. Co do Tego o draniu - cóż, masz rację, postępowanie Draco należałoby skrytykowac. Cóż, mnie olśnił ten Draco i amen. Chociaż współczuję Harry'emu, mnóstwo przyjaciół stracił z ręki Draco.
PS2. Trochę nie rozumiem tego, że Harry wciąż tu akcentował, iż nienawidzi Dracona, a przecież każdy dobrze wiedział, że to nie jest prawda - gdyby faktycznie żywił do niego to negatywne uczucie to przecież nie pozwalałby na seks, prawda? Chciał się poczuc lepiej? Sama nie wiem.
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Aevenien » 1 lis 2010, o 01:26

[autor docelowy - Silver S.]

Oh nie. ;(
To 1 z 2 moich ulubionych fanfików. Wczoraj o 2:00 czytałam ten tekst 2 razy pod rząd, tylko że wydrukowany. Jest taki wzruszający. ;( Za 1 razem ryczałam a za 2 powstrzymałam emocje zakładając Malfoy'owską maskę. Jedynie na koniec, już po przeczytaniu pozwoliłam sobie na uśmiech wzruszenia. To naprawdę mój ukochany tekst.
Pozdrawiam.
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez leila » 1 lis 2010, o 01:27

Najwyższy czas zakończyć wreszcie pasożytowanie i zacząć pisać choć kilka zdań pod tekstami, które przeczytałam.

Kaczalko komentowanie zaczynam od Twojego tłumaczenia, bo mam do niego ogromny sentyment. Od dawna już wiedziałam, że jeżeli zacznę pisać cokolwiek na tym forum zacznę właśnie od "Kiss Me with Fire".

Po raz pierwszy przeczytałam tą miniaturkę na przełomie stycznia i lutego. Pamiętam, że byłą brzydka pogoda i mój nastrój chyba jej odpowiadał. Byłam wtedy w tak dziwnym okresie swojego życia, że myślałam, że nie potrafię już płakać. Po przeczytaniu tego tekstu płakałam. Pierwszy raz od dłuższego czasu łzy spływały mi po policzkach. Wtedy właśnie zakochałam się w tym opowiadaniu. W moich oczach awansowało nagle na coś magicznego i niemal mistycznego. "Kupowałam" takiego Dracona i Harrego bez najmniejszych zastrzeżeń.
Dzisiaj wróciłam do Twojego tłumaczenia i przeczytałam je po raz kolejny. Nadal mnie urzeka i mam do niego ogromny sentyment, ale chyba odbieram go nieco inaczej niż przy pierwszym przeczytaniu. Moje emocje dotyczące go chyba troszkę "przeleżały się" i opadły i teraz dostrzegam rzeczy, których nie widziałam wcześniej.
Ten związek był dziwny. Nawet nie wiem co to było. Miłość? Przyjaźń? Przywiązanie? Chora fascynacja? A może zwyczajna potrzeba odnalezienia kogoś bliskiego i przeżycia paru chwil szczęścia w tym chaosie wojny?
Zdecydowanie wolę wersję, że to była miłość, bardzo specyficzna miłość.
I końcówka. Gdyby było inne zakończenie na pewno nie przemawiałoby do czytelników tak bardzo jak to. Tak musiało być, nieunikniona katastrofa bohaterów. Tragiczna tym bardziej, że Harry postawiony był przed bardzo trudnym wyborem - patrzeć biernie jak jego kochanek/ przyjaciel umiera w wielkich mękach czy zabić go ochraniając choć resztki jego godności.
To zielone światło w zakończeniu, które zapowiadało co może być dalej, było jedynym możliwym wyjściem z sytuacji.
Zaintrygował mnie tu jeszcze jeden motyw a mianowicie tło opowiadania. Realia wojny sprawiły, że ludzie stali się tacy a nie inni- bez współczucia, w jakiś dziwny sposób zahartowani na ból i czerpiący satysfakcję z zemsty. Bo przecież w jaki inny sposób można wytłumaczyć rodzaj egzekucji. Ogień i palenie żywcem zamiast zwyczajnej Avady? Straszne.

Co do strony technicznej, czytało się lekko i płynnie. Nie potrafię się skupić na technice, kiedy czytam coś z takim klimatem. Klimatem przez duże K.

Dziękuję za możliwość przeczytania tej miniaturki. Wiem, że może nie powinnam się tutaj tak wyzewnętrzniać i nie na tym polega komentowanie, ale nie wyobrażam sobie, że ten komentarz mógłby wyglądać inaczej.
Tak, zdecydowanie mam ogromny sentyment do tego tekstu, mimo, że nie reaguję już na niego łzami. :)

Pozdrawiam leila
leila Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 15
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 14:52

Postprzez Aevenien » 1 lis 2010, o 01:27

[autor docelowy - Kuma]

Płakałam, jak taka nienormalna. Naprawdę. ^^

Na początku myślałam, że to tylko kolejny nic niewarty Fan Fick Drarrowski, o zwykłym pustym seksie. Jednak z każdym kolejnym akapitem nabierałam przekonania, że jednak jest to coś warte. Wiele warte, szczerze mówiąc. Aż w końcu najnormalniej w świecie zaczęłam płakać, pochłaniając z niecierpliwością każde kolejne zdanie, każde słowo, każdą literkę.
Błędów nie zauważyłam, choć tak naprawdę wcale nie zwracałam na nie uwagi.
Tak mi się spodobało. A kiedy Draco powiedział, że boi się ognia - po prostu zaczęłam szlochać.

Chylę czoła,
Kumm :*:*
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Aevenien » 1 lis 2010, o 01:28

[autor docelowy - RóżowyDementor]

To było pierwsze Drarry jakie przeczytałam i na dodatek było ono po angielsku! Twoje tłumaczenie jest cudowne, po przeczytaniu jego czułam się tak samo jak po przeczytaniu orginału. Z chęcią zabiłabym tego Szalonookiego durnia czy jak mu tam. Myślałam, że zepsuję komputer, kiedy czytałam o tym jak Harry gładził popiół po Draco.
Wielkie brawa :)
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Ptasiek » 1 lis 2010, o 01:28

Kaczalko, właśnie robię 152 przebieżkę po Twoich tłumaczeniach, więc pomyślałam, że przy okazji będę komentować.

KMWF ogromnie mnie porusza, już od pierwszej lektury doceniam jego prostotę i prawdziwość.
Kiedy piszę o prawdziwości, nie chodzi mi o banalną prawdę "miłość nie wybiera". Chodzi mi raczej o tę nieoczywistą prawdę, że nawet najgorszy ze złych może kochać. Może nie miłością romantyczną, może najbardziej popapraną i bolesną, ale może kochać i ktoś może kochać jego. W końcu nawet Hitler miał swoją Evę.

Doceniam również w tym tekście ambiwalencję uczuć, które targają Harrym. Absolutnie urzeka mnie ten fragment:
- Tak naprawdę nie nienawidzę cię.
Draco prychnął z rozbawieniem.
- Być może. Ale chciałbyś. A to prawie to samo.
Harry obrócił się ponownie, wtulając twarz w krzywiznę szyi Malfoya i wdychając znajomy, ostry zapach.
- Rano nadal będę próbował cię zabić.
Draco uśmiechnął się lekko i przebiegł palcami wzdłuż kręgosłupa Harry?ego.
- Wiem.

Owszem, Harry chciałby go nienawidzić i chciałby móc chociaż próbować go zabić. Ale nie może żadnej z tych rzeczy i obaj o tym wiedzą. Zaprzeczanie temu jest jakże charakterystyczne dla Pottera, jednak niczego nie zmienia.

Kiedy czytam ten tekst mam niepokojące wrażenie, jakby autorka pozbierała po całej literaturze wszystkie motywy trudnej i niemożliwej miłości i tutaj je włożyła:
- miłość złego (Malfoy kocha)
- miłość do złego (Malfoy jest kochany, mimo wszystko)
- niemożność dokonania innych wyborów, fatalizm, przeznaczenie
- kaźń bohatera
- zabójstwo dla miłości
- samobójstwo z miłości (przecież to oczywiste nawiązanie do Romea i Julii)
Bez wątpienia, autorka to właśnie zrobiła. Ale jednocześnie przetworzyła wszystko w tak piękny i nieoczywisty sposób, że warto wracać do tego tekstu właśnie ze względu na zagęszczenie w nim tych motywów - żeby sobie co jakiś czas przypominać, jak różne mogą być oblicza miłości.

To świetny tekst, świetnie przetłumaczony, wbrew uporczywym zaprzeczeniom Kaczalki.
Dzięki.
Ptasiek Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 115
Dołączył(a): 4 gru 2011, o 14:33

Postprzez Aevenien » 1 lis 2010, o 01:28

[autor docelowy - Voldemortist]

Raczej nie będę oryginalna mówiąc, że jest to jedno z moich ukochanych opowiadań, prawda? A także jedyna angstowa miniaturka jaka do mnie przemawia. Wszystkie inne wydają mi się albo przesadzone albo zbyt bezsensowne. Złapany i torturowany Potter, jakikolwiek bohater opłakujący swojego ukochanego, Potter wspominający dawne dobre czasy i jak to źle one się nie skończyły. Coś takiego kompletnie do mnie nie przemawia. Ale tutaj. Tutaj emocje aż atakują człowieka. Cały czas coś się dzieje. Nie potrafimy zrozumieć, czemu Harry mimo wszystko dalej spotyka się z Draco. Dlaczego w dzień śmierci swojej przyjaciółki idzie przespać się z jej zabójcą? Jego miłość jest tak silna czy po prostu dzięki temu może zapomnieć o okrótnym świecie, w jakim przyszło mu żyć? Z późniejszych wydarzeń możemy wywnioskować, że jednak go kochał. Ale jak pokręcona ta miłość była...
Mnóstwo zagadek i niedopowiedzeń, które naprawdę działają na człowieka jak idealny wyciskacz łez. Nie wiem, co ten fick w sobie ma, ale jest jedynym oprócz "Trylogii" przy którym płakałam. Mimo że czytam już kolejny raz, dalej nie potrafię wymyślić dla niego konstruktywnego komentarza.
Głębokie ukłony dla autorki i jakże wspaniałej tłumaczki.
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Aevenien » 1 lis 2010, o 01:29

[autor docelowy - Miss_Black]

Jak można czegoś nie cierpieć i kochać jednocześnie? Tak właśnie mam z angstami, a ten powalił na kolana i zdeptał moje biedne serce wielokrotnie.
Draco wygrał tę wojnę! Nie tylko symboliczny pojedynek z Moody'm, ale całość. Pociągnął za sobą jedyną osobę, która mogła ostatecznie pokonać Ciemną Stronę. Za to Potter irytował bezmyślnością! Oczywiście, że mógł coś zrobić. Mógł dać mu truciznę, eliksir, cokolwiek! A on bezczynnie patrzył jak płomienie zaczynają sięgać coraz wyżej i wyżej do ubrań Malfoy'a, tych cudownych włosów Draco i wreszcie skóry. Jak bardzo on musiał być przerażony. Nie cierpię ognia, nie znoszę być poparzona - udusiłabym się własnym paskiem, gdybym miała podobny wyrok. Dobrze, że Potter w ogóle się zreflektował i wypowiedział te dwa magiczne słowa. Zastanawia mnie czy to możliwe, że nikt tego nie zauważył? Przecież tłum był wpatrzony w twarz Malfoy'a - jak mogli to przeoczyć?! I Hermiona, nie wiem w końcu czy ona wiedziała, co się pomiędzy nimi działo czy zachowanie Harry'ego wzięła za wzburzenie spowodowane nienawiścią. I tytuł! Kaczalko, myślę, że nie sposób znaleźć słowa w naszym języku, które oddałyby grę tego tytułu. Zawiera w sobie esencję tekstu - siłę uczucia, tę intensywność, której Potter zaprzeczał i ostatecznie zakończenie historii ich obu. Cudo, jak mówiłam!

Edycja pokomentarzowa: Dobrze, a teraz co ze mną jest nie tak? Czy naprawdę ta porąbana rzeczywistość wokół mnie sprawiła, że absolutnie wszystko przyjmuję jako normalne? Mnie ani odrobinę nie dziwi Hermiona. To oczywiste, że nienawidzi Draco i nawet nie stara się go usprawiedliwić. Boże, pomijając lata ich szkolnych przepychanek i nawarstwiającą się niechęć (pamiętajmy, że ona uczyła się tak zapalczywie właśnie dlatego, że pochodziła z rodziny mugolskiej i z całych sił chciała udowodnić, że jest czarownicą, a Draco, niechybnie wyczuwając jej słabość, krzyczał: szlama, gdy tylko mógł! Każda tolerancja ma swoje granice), on pozabijał niemal wszystkie bliskie jej osoby. To Harry jest tu w stanie ocenić cokolwiek inaczej i szukać dobrych stron, bo tego właśnie mu potrzeba, a jej z kolei odwrotnie - utwierdzać się w tej nienawiści. Przyznaję, że z początku zdziwiło mnie do jak pierwotnych metod oni się posunęli. Potem przypomniałam sobie ostatnie wydarzenia na naszej scenie wybaczania i Jaruzelskiego, którego jest mi szkoda za każdym razem, gdy dumnie się tłumaczy i odpowiada na te wszystkie pytania po raz setny z kolei z uniesioną wysoko głową. A moja babcia na kanapie obok, pamiętając stan wojenny, nie potrafi spokojnie tego oglądać i przeklinając generała, wychodzi wzburzona do kuchni. Myślę, że dopóki czegoś nie przeżyjemy, nie będziemy w stanie ocenić, co tak naprawdę byśmy w tym wypadku zrobili. Możemy to potępiać, albo wręcz przeciwnie bronić, ale nie mamy zielonego pojęcia, co czulibyśmy na ich miejscu.
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Następna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości