[Z] [T] Na zawsze twój

Nieodwracalne powraca w nowej odsłonie

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez euphoria » 23 maja 2012, o 12:40

Hm, ten taniec tak bardzo przypomina mi scenę z Hermioną w namiocie w siódmym tomie, że aż łezka się kręci w oku.
Cały czas czytam - żeby było wiadome. Nie komentuje z braku czasu, a dzisiejszy komentarz sponsoruje nie tyle sam tekst, co coś na co natknęłam się czysto przypadkowo: http://m-dono.livejournal.com/36653.html
:)

Jakoś mnie to roztkliwiło, więc oto prezent dla wszystkich tłumaczek ;P

Jeśli chodzi o sam tekst. Wydaje mi się, że antidotum nie może zadziałać, gdy zaczyna się faktycznie kochać. Cóż bowiem może powstrzymać prawdziwą miłość? Od lat wiadomo, że nie ma nią lekarstwa, a porównywanie jej do imperiusa uważam za jak najbardziej słuszne.
W tym tekście jest coś, co mnie jednocześnie przeraża i fascynuje. Podejrzewamy, że uczucia mają nad nami władzę, ale nie przypuszczamy jak wielką. Wiem, że sytuacja tutaj jest wyolbrzymiona, ale może właśnie przez to tak uderzająca.
Może to nieskładne i skrajnie nie na temat, ale fick ma taki niesamowity klimat, że nie mogę pozbyć się tych dygresji.

Pozdrawiam i dziękuję
euphoria
euphoria Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 544
Dołączył(a): 8 lut 2011, o 21:56
Lokalizacja: z obsydianowych tęczówek najmroczniejszego z Czarnych Magów

Postprzez TEAM DRARRY » 27 maja 2012, o 02:15

Wybaczcie to małe spóźnienie. Bardzo dziękuję za pomoc Lasair, za betę Minamoto, a [b]Kaczalce i zandzie za poprawki [/b]:*
I od siebie dodam, że jest to mój ulubiony rozdział IP i że jest w nim scena, którą uwielbiam i mam nadzieję, że udało mi się oddać to w tłumaczeniu. Miłego czytania!
A.



Rozdział 11: Zderzenie dwóch rzeczywistości


Coś, co serce musi pielęgnować,
miłości, radości i żalu ucząc się,
coś, co pasję zawiera. Lub ginąć
i samo w sobie na popiół spalić się.*



Rennervate. — Chwila ciszy, potem rzucone niecierpliwie: — No dalej, Harry! Nie wypiłeś więcej niż trzy butelki, jak bardzo jesteś pijany?
Plamy światła i ciemności wirowały mu pod zamkniętymi powiekami. Harry odmówił otwarcia oczu. Nie podobał mu się głos, który uporczywie wrzeszczał mu do ucha i zakłócał gęsty, kłębiący się spokój. Usiłował wymamrotać „Idź sobie...”, ale wydobył z siebie jedynie niezrozumiałe burknięcie.
Z niewielkiej odległości dobiegł go oddalający się dźwięk szurania butami, a głos umilkł na jakiś czas. Harry’ego ogarnęła ulga. Starał się zanurzyć ponownie w stan, gdzie uczucia i myśli układały się na ziemi niczym zeschnięte, jesienne liście, gdzie wszystko przechodziło w spokojną nicość.
Niespodziewanie i bez ostrzeżenia jego twarz oblały strugi zimnej wody, sprowadzając go z sykiem do niemiłej, oślepiającej rzeczywistości i wyzwalając ostry ból, przebijający skronie niczym oszczep.
— Aaaaggghhh! — Harry parsknął, otwierając oczy, które natychmiast zalała nadmierna ilość światła. Plamy ciemnej szarości i bielejącego srebra utworzyły przemieszczającą się siatkę. Zamknął powieki i jęknął, przewrócił się na bok i złapał za głowę, starając się odsunąć od zimnej wilgoci, która i tak zdążyła go już zmoczyć. — Aaarrggghhh...
Draco odstawił w połowie pustą butelkę i uniósł brwi w umiarkowanym zaskoczeniu.
— Hej, nigdy nie sądziłem, że to tak dobrze działa. Czytałem o mugolach, którzy to robią, ale zwykle nie zaprzątałem sobie głowy wodą, jeśli można użyć magii. — Zbliżył się do Harry’ego, który skulił się i odsunął, i potrząsnął nim lekko. — Harry, obudź się. Otwórz oczy.
— Co...? — wybełkotał Harry, ledwo rozwierając powieki. — Gdzie... gdzie ja jestem?
— W piekle — stwierdził Draco śmiertelnie poważnie. — Ale masz szczęście, włączyli zaklęcia chłodzące.
— Ugh. Malfoy. To ty. — Alkoholowe zamroczenie zmniejszyło się nieco, dopuszczając strużki logicznych myśli. Harry otworzył lewe oko. — I tak domyśliłem się, że spotkałbym cię w piekle.
Draco podciągnął go do pozycji półsiedzącej. Harry starał się poruszać kończynami, ale nie chciały go słuchać. W końcu poddał się i pozwolił Malfoyowi zrobić to za niego. Po chwilowych zmaganiach i przeklinaniu pod nosem, Draco zdołał podeprzeć go o ścianę.
— Au — jęknął Harry. — Głowa mnie boli.
— Tak, to jest właśnie ta przyjemniejsza część kaca — podkreślił Draco oschle, wręczając mu ręcznik, by wytarł sobie twarz. Przód szat Harry’ego był już przesiąknięty wodą, która spłynęła mu po twarzy i podbródku. — Mniej przyjemna to poczucie winy, przerażenie i wyrzuty sumienia, oczywiście.
— Gdzie jestem? — zapytał ochrypłym głosem Harry. Słowa Draco docierały do niego zniekształcone. — Co tu robię? Co się stało?
— Wychyliłeś prawie trzy butelki nowego, wzmocnionego kremowego, upiłeś się i odleciałeś. — Uniósł do ust Harry’ego butelkę z wodą, tą samą, której użył, by go ocucić. — Albo usiadł na tobie górski troll z nadwagą. Każda z opcji przyniosłaby taki sam efekt.
Harry napił się łapczywie. Zimna woda spływająca w dół gardła sprawiła, że poczuł się lepiej. A przynajmniej stłumiła nadchodzące mdłości. Głowa nadal go bolała, ale wycieńczenie zmalało i w końcu był w stanie otworzyć oczy i zamrugać bez krzywienia się od rażącego światła.
Zerknął na Draco i jego instynktowna ostrożność powróciła.
— A co ty robiłeś tu przez cały czas?
Draco wywrócił oczami.
— Och, ukradłem kilka twoich organów wewnętrznych na sprzedaż, kiedy spałeś. Jedną czy dwie nerki, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.
— Co tu robiłeś? — powtórzył Harry. Nieufność w jego oczach zamigotała i pogłębiła się. Chciał, by Draco przestał być tak niedorzeczny i powiedział mu, co się stało od czasu, kiedy zasnął. — Siedziałeś tu i cały czas na mnie patrzyłeś?
— Mówiłem ci, byłem zajęty wycinaniem twoich organów. Nieźle schodzą na czarnym rynku, dostanę za nie pokaźną sumkę... — Draco uśmiechnął się psotnie i dodał znacząco: — Oczywiście wycinając jeden organ, nie zapomniałem skorzystać z innych.
Harry’emu opadła szczęka, kiedy wpatrywał się w Draco z przerażeniem.
Co?
Malfoy przysunął się bliżej, a jego przebiegły uśmieszek poszerzył się jeszcze bardziej.
— Nie martw się — wymruczał uwodzicielsko. — Dla mnie to było wspaniałe przeżycie. A dla ciebie?
— O mój Boże. — Harry wyrwał ramię z uścisku, a jego twarz zmroził szok i niedowierzanie. — Nie mów mi... nie. My... my tego nie zrobiliśmy.
Draco spoważniał i porzucił sarkastyczny ton głosu.
— Oczywiście, że nie zrobiliśmy, ty idioto. Nie bądź głupi. — Posłał Harry’emu gniewne spojrzenie. — Naprawdę myślałeś, że wykorzystałbym cię, kiedy byłeś nieprzytomny?
— Tak — odparł Harry wyzywająco. Jęknął i potarł dłonią skroń. — Och, do diabła, to jakaś katastrofa... Co zrobiłem?
— Nic, poza tym, że jakieś cztery godziny temu padłeś na podłogę jak martwy. — Draco ponownie popatrzył na Harry’ego ze złością. — Żartowałem, na miłość boską. I tak nic nie mogło się stać, skoro nie funkcjonowałeś w pełni, jeśli wiesz, co mam na myśli.
— Zamknij się, Malfoy. — Harry wciąż wyglądał na nieco sceptycznego. — Więc dlaczego ty nie jesteś pijany, jeśli to nie był jedynie zawiły plan sprawienia, żebym poczuł się rozbity i bezbronny?
— Bo ja wypiłem tylko jedno piwo, dlatego. — Draco kiwnął głową w stronę pustych butelek po kremowym, które leżały porozrzucane na podłodze obok Harry’ego. — Doszedłem do wniosku, że z eliksirem miłosnymi i alkoholem w tle przynajmniej jeden z nas powinien zostać trzeźwy.
Harry uderzył się dłonią w czoło.
— Prawie zapomniałem. Przeklęty eliksir. Ech.
— Taak, mnie raczej trudno zapomnieć. — W głosie Draco zabrzmiała przygaszona gorycz.
Wyraz twarzy Harry’ego złagodniał.
— Nie chciałem powiedzieć tego w ten sposób. — Westchnął i oparł się ponownie o ścianę, starając się zignorować brzęczenie w głowie, brzmiące jakby tuzin tłuczków gonił jednego złotego znicza. — Żałuję, że to nie jest tylko sen, z którego obaj moglibyśmy się obudzić i powiedzieć: „Och, co za okropny koszmar”.
— A co, jeśli to jest sen? — zapytał Draco poważnie, chociaż kąciki jego ust wygięły się ku górze. — No dobrze, Harry, sprawa wygląda tak: w rzeczywistości wcale się nie obudziłeś. Nadal jesteś nieprzytomny po tym, jak spiłeś się wczorajszej nocy, i obaj zostaliśmy uwięzieni w alternatywnym świecie. Jedynym sposobem na powrót do tego prawdziwego jest gorący, dobrowolny seks. Tu i teraz.
— Widzisz, kiedy mówisz takie rzeczy, trudno uwierzyć, że nie zrobiłeś mi nic, gdy byłem nieprzytomny. — Harry posłał mu srogie spojrzenie. — Ale nic nie zrobiłeś, prawda?
Draco zignorował go.
— To właściwie byłaby dobra rzecz, nie uważasz? Potem moglibyśmy wrócić do naszych dawnych stosunków, a ty opowiadałbyś historie o mojej ogromnej, seksualnej sprawności jak jakiś bohater, który zawędrował na koniec świata i z powrotem... „Powrócił z nietkniętą dumną, czego nie dało się powiedzieć o dziewictwie”.
Harry uniósł wzrok ku górze.
— Wiesz co, odwołuję swoje słowa, jesteś całkowicie pijany.
Draco spojrzał na niego przeciągle, niemal smutno.
— Cóż, wszystko wydaje się o wiele prostsze, gdy jesteś zbyt pijany, by o czymkolwiek myśleć. — Wstał i uklęknął tuż obok. — Bardzo boli cię głowa? Rzucić na ciebie zaklęcie przeciwbólowe?
Harry chciał zaprzeczyć, ale od razu się skrzywił.
— Au. — Przytrzymał głowę, żeby uspokoić natarczywe pulsowanie i po chwili podniósł oczy na Draco. — Dobra, jeśli jakieś znasz.
Draco przytaknął i wyciągnął różdżkę.
— W książkach trafiłem na kilka. Jest zaklęcie o nazwie Kacu Zniknij, ale wygląda raczej podejrzanie, tak jakby wymyślił je pijany zielarz. Życzysz sobie?
Harry uśmiechnął się ze zmęczeniem.
— Nie, myślę, że za to podziękuję. Już wystarczająco boli mnie głowa, poradzę sobie bez fasolek wyrastających mi z uszu.
Draco przechylił mu brodę lewą ręką i przyłożył do skroni różdżkę. Jej czubek wbił się lekko w skórę tylko kilka centymetrów od lśniącej blizny w kształcie błyskawicy. Nagle do Harry’ego dotarło, jak bardzo jest w tym momencie bezbronny, całkowicie zdany na łaskę Draco, który musiałby tylko rzucić klątwę zabijającą i w magicznych książkach o historii konieczne byłoby umieszczenie adnotacji na temat daty jego śmierci: Harry James Potter, 1980 — …
Dolorem adime — powiedział Draco cicho.
Harry przymknął oczy i poczuł, jak jego głowę ogarnia przyjemny chłód, niczym spokojny strumień lodu, unicestwiający ból, który promieniował od podstawy jego czaszki, aż zniknął całkowicie i Harry był w stanie poczuć ciepło dłoni Draco na swojej brodzie.
Kiedy otworzył oczy, Draco wpatrywał się w niego z nietypowym dla siebie wyrazem niepokoju na twarzy.
— Harry? — spytał, odsuwając różdżkę. — Zadziałało? — urwał i posłał mu cierpki uśmiech. — Teraz moja kolej, żeby o to pytać.
— Tak — odparł Harry zgodnie z prawdą i również się uśmiechnął. — Zadziałało, już nie mam wrażenia, że pod moją czaszką odbywa się pokaz sztucznych ogni, dzięki.
Draco nic nie odpowiedział, tylko podniósł się i podał mu rękę. Harry’ego uderzyło nagle przytłaczające uczucie déjà vu. Było dokładnie tak, jak kilka godzin wcześniej, kiedy Draco poprosił go do tańca, a on się zgodził. Pijacka mgła w jego głowie już się rozwiała i wszystko wracało do niego, wyraźne jak kryształ. Eliksir Odtruwający. Taniec. Pocałunek.
— W porządku? — spytał znowu Draco, wyrywając go z zadumy. W jego szarych oczach lśniła troska. — Nie zepsułem zaklęcia, prawda?
— Nic mi nie jest — uspokoił go Harry i potrząsnął lekko głową, żeby pomóc wrócić rzeczywistości na pierwszy plan. Sięgnął po dłoń Draco i pozwolił podciągnąć się na nogi. — Nic nie zepsułeś.
— To dobrze. — Draco wyglądał, jakby mu ulżyło i mimo że Harry już stał, nie puścił jego dłoni. — Bo jeśli spieprzyłbym i to, razem z całym tym bagnem z eliksirem miłosnym, to musiałbym rzucić Hogwart i przyjąć tytuł najbardziej pechowego człowieka świata.
Harry zaśmiał się wbrew sobie, czując się trochę dziwnie, kiedy Draco nadal trzymał go za rękę. Wiedział, że powinien się uwolnić, ale jakoś nie mógł się na to zdobyć. Draco jednak zauważył niepokój w jego napiętej postawie i sam go puścił.
— Powinniśmy iść — rzucił, a nieuchwytny ból odbijający się w jego oczach rozwiał się niczym dym zduszonego płomienia. — Dochodzi piąta rano.
— Już prawie świta?— Harry był zdziwiony. Nie mógł uwierzyć, że cała noc minęła tak szybko, ale przecież czas nigdy nie mijał w normalny sposób, kiedy przebywał z Draco. Ciężko było uwierzyć, że więź wywołana eliksirem trwała tylko dwa tygodnie. Godziny zostały ograniczone do momentów, dni wydawały się być tygodniami.
— Tak, już prawie świta. — Kąciki ust Draco uniosły się lekko. — A co, chciałeś pooglądać wschód słońca?
Harry rzucił mu zmęczony uśmiech.
— Czy nie byłoby to strasznie banalne, biorąc pod uwagę naszą sytuację?
— Nie — odparł Draco. — Zachody słońca, to ich romantyzm jest straszliwie przereklamowany — Udało mu się nawet zrobić pogardliwą minę. — Tak serio, jazda w stronę zachodzącego słońca, oglądanie go… i tak w nieskończoność… czy to może być już bardziej niemodne?
— Racja — zgodził się Harry, tłumiąc uśmiech. — Załapałem, że nie lubisz zachodów słońca, romantyzmu albo i jednego, i drugiego.
— Nie o to chodzi. — Draco potrząsnął głową. — Po prostu zachody słońca są strasznie smutne. Piękne, ale jakże ulotne, znikają w blasku chwały i zapada ciemność — urwał. — A wschody słońca też są cudowne, może nie tak dramatyczne i płomienne, jednak po nich wszystko staje się coraz jaśniejsze i… Cóż, to przyjemne uczucie. — Spojrzał na Harry’ego kątem oka. — Nie sądzisz?
Harry słuchał go z niemym podziwem. Nigdy nie pomyślałby, że Draco będzie mówił, nie wspominając już o doznawaniu takiej głębi uczuć i sentymentalności czy nawet optymizmu. Ale przecież nigdy nie znał go tak naprawdę, wcześniej… nie dał sobie na to szansy.
— Nie — powiedział w końcu i zobaczył, jak Draco unosi brwi ze zdziwienia. — Wolę zachody słońca.
— Dlaczego? — Draco przekrzywił głowę z zaciekawieniem i Harry złapał się na myśleniu, że to urocze. Magiczne płomienie w rogu pokoju wydobywały z jasnych włosów Draco srebrne refleksy i rzucały cień na połowę twarz; wglądał zmysłowo i po prostu pięknie.
Harry czuł narastające między nimi napięcie i nagle przeraziło go to na śmierć z powodu, którego nie był w stanie do końca uchwycić. Przypomniał sobie Eliksir Odtruwający i czekanie, aż zacznie wywierać jakiś skutek. I to, że on i Draco naprawdę nie powinni znajdować się razem w takich sytuacjach, które — najwyraźniej — działały dokładnie przeciwnie niż odtrutka.
— Po prostu — odparł, wzruszając lekko ramionami i robiąc mały krok w tył, żeby stworzyć między nimi bezpieczny dystans. — Wydaje mi się, że tu się różnimy.
Draco uśmiechnął się, ale był to nieco sztuczny uśmiech, zabarwiony melancholią.
— Tak, różnimy się — zgodził się i spojrzał prosto na Harry’ego, który jednak nie był do końca w stanie nazwać emocji kryjących się w jego srebrnych oczach.
Pozbierali wszystkie puste butelki, fiolki po składnikach eliksiru i szaty, które leżały na podłodze. Składzik szybko wrócił do swojego pierwotnego stanu, mniej więcej. Draco zgasił magiczne światła i pomieszczenie pogrążyło się w ciemności, rozświetlanej tylko przenikającymi z zewnątrz, słabymi promieniami wschodzącego słońca.
Odwrócił się do Harry’ego, ale nie wykonał żadnego ruchu w stronę drzwi, zamiast tego zrobił jeden krok naprzód, przez co stali teraz bardzo blisko siebie. Harry czekał, wstrzymując oddech i zastanawiając się, czy Draco znowu go pocałuje…
— Dobrze tańczysz, wiesz? — powiedział Draco. W półświetle jego oczy lśniły swoim własnym, intensywnym blaskiem.
— Dzięki — zdołał wykrztusić Harry, nadal zastanawiając się, czemu Draco stoi tak blisko i czując niesamowity, niepokojący żar, chociaż musiał przyznać, że doznanie nie należało do nieprzyjemnych. Był lekko odurzony. Doszedł do wniosku, że zaklęcie przeciwbólowe przestaje działać, a on zaczyna być znowu lekko pijany.
— Osoba, którą zabierzesz na Bal Pożegnalny, będzie miała szczęście — dodał Draco nieprzeniknionym tonem i odsunął się.
Harry zamrugał i po raz kolejny nie wiedział, co powiedzieć. Coraz wyraźniej czuł, że jego zdolności językowe drastycznie się obniżyły i zdecydowanie stwierdził, że przyczyna musi leżeć w stanie lekkiego upojenia alkoholowego, w którym się wciąż znajdował.
— No już. — Draco złapał go delikatnie za nadgarstek i pociągnął w stronę drzwi. — Chodźmy stąd.
Sobotni poranek przedzierał się przez zimowe niebo i na korytarzu było przeraźliwie zimno. Dobrze, że szaty zapewniały im odpowiednią ilość ciepła. Harry zastanawiał się jak to możliwe, że nigdy wcześniej nie zauważył tego chłodu, nie chciał sobie nawet wyobrażać, jak lodowato musiało być w lochach o tej porze roku. Spojrzał na Draco, który sprawiał wrażenie, jakby temperatura nie miała na niego wpływu, może był do niej przyzwyczajony albo przywykł do ukrywania uczuć.
— Odprowadzę cię do dormitorium — powiedział Draco, nie patrząc na niego.
— Nie — zaprotestował Harry automatycznie. — Naprawdę nic mi nie jest.
I dokładnie w tym momencie nastąpił na szczelinę między kamiennymi schodami i o mało nie poleciał do przodu. Draco złapał go za ramię, wykazując się oszałamiającym refleksem, i pomógł mu utrzymać równowagę.
— Jasne — rzucił, unosząc brwi. — Nic ci nie jest, Harry, widzę to doskonale.
— Zamknij się — mruknął zawstydzony Harry. — Przegapiłem stopień, to wszystko.
— Aha. Przegap jeszcze kilka i następną rzeczą, jaką usłyszę jutro rano, będzie wiadomość, że leżysz nieprzytomny w skrzydle szpitalnym. — Draco stanowczo potrząsnął głową. — Odprowadzam cię do Wieży Gryffindora, a jeśli będziesz upierał się, żeby być dupkiem, rzucę na ciebie zaklęcie lewitujące i tyle.
— Dobrze, już dobrze — poddał się Harry. — Coraz bardziej przypominasz panią Pomfrey, wiesz?
— Nie. — Draco skłonił głowę w jego kierunku. Słabe bursztynowe światło świtu padające skośnie przez okna nadało jego twarzy odcień lekkiego błękitu, rozświetlając oczy ciepłą szarością. — Po prostu nie chcę, żeby coś ci się stało, to wszystko.
— Niby co mogłoby mi się stać? — spytał Harry, uśmiechając się cierpko. — Mógłbym zostać rozszarpany na kawałki przez panią Norris, koci postrach Hogwartu?
— Nie, w sumie to myślałem bardziej o czymś w stylu potknięcia o własne nogi i bardzo niedystyngowanym upadku na twarz. — W odpowiedz na miażdżące spojrzenie Harry’ego Draco uśmiechnął się niewinne.
Minęli zakręt i w polu ich widzenia pojawiło się wejście do gryfońskiej wieży. Zatrzymali się i ukryli za filarem, wyglądając zza niego ostrożnie.
— Czy ta gruba kobieta na obrazie śpi? — szepnął Draco, wskazując na Grubą Damę, która chrapała smacznie; było jeszcze za wcześnie, żeby jakikolwiek uczeń zdążył wstać.
— Tak — odszepnął Harry. — Nie widziała cię. Idź już lepiej, bo jeśli kto się pojawi… będziesz się musiał gęsto tłumaczyć.
Draco kiwnął głową bez słowa i już miał się odwrócić, kiedy usłyszał, że Harry woła go lekko podniesionym głosem. Spojrzał na niego natychmiast, a jego twarz przybrała nieczytelny, lekko pytający wyraz. Harry wziął głęboki oddech i westchnął.
— Eliksir Odtruwający zadziała — powiedział w końcu, wkładając w te słowa tyle pewności siebie, ile tylko mógł. Wiedział, że próbuje przekonać tak samo siebie, jak i Draco. — Daj mu trochę czasu.
Draco zrobił krok w do przodu i zatrzymał się. Płomienne srebro w jego oczach było zabarwione smutkiem, chociaż wciąż czaiła się w nim nadzieja. Nadzieja, która zapalała się i gasła jednocześnie za każdym razem, kiedy patrzył na Harry’ego.
— Czas to jedyna rzecz, jaką mam. — Jego głos był niewiarygodnie gorzki. — A my w sumie dosyć daleko już zaszliśmy.
— Jak się teraz czujesz?
Draco zastanowił się przez chwilę .
— Kręci mi się w głowie — odpowiedział.
— Och — zastanowił się Harry. — Czemu? Od gorączki?
— Nie.
— Z brak snu?
— Nie?
— Może od kremowego?
— Nie. — Draco potrząsnął głowę. — Przez ciebie.
I pochylił się do przodu, biorąc w dłonie twarz Harry’ego. Jego dotyk był elektryzujący, a odurzenie wywołane bliskością czymś, czego nie mogła wywołać żadna ilość alkoholu. Harry był pewien, że Draco pocałuje go w usta, więc zamknął oczy i wstrzymał oddech, ale Malfoy w ostatniej chwili delikatnie przechylił mu głowę i musnął wargami jego policzka. Czysta powściągliwość promieniująca z jego palców paliła żywym ogniem, piętnując skórę Harry’ego delikatnym, tęsknym dotykiem.
W końcu Draco odsunął się od niego, zrobił krok do tyłu, niemal wstydliwie spuścił na chwilę wzrok, po czym z powrotem podniósł głowę.
— Dzięki — powiedział cicho.
Harry spojrzał na niego zaskoczony.
— Za co?
— Za próbowanie. — Głos Draco był cichy. — Nie musiałeś.
— Wiem — odparł Harry, dalej lekko zdyszany, i dodał bez zastanowienia: — Ale chciałem.
Zobaczył, jak po twarzy Draco przemknęło zdziwienie, któremu towarzyszyło coś jeszcze, coś o wiele głębszego i bardziej skomplikowanego — ale zanim zdążył rozszyfrować, co to było, Draco popatrzył w bok, odwrócił się gwałtownie, chowając w bladych cieniach i zniknął.

***

Kiedy nadeszła pora śniadania, Harry zwlókł się po schodach do pokoju wspólnego. Upłynęły niecałe trzy godziny od chwili, gdy wszedł po tych samych schodach po rozstaniu z Draco. Był wykończony i miał fatalny humor. Ron i Seamus szli obok niego, rozmawiając o quidditchu, treningu, pracy domowej, Snapie, szlabanie, czymś jeszcze, i Harry szybko przestał za nimi nadążać, pogrążając się we własnych myślach,
Kiedy przeszli przez dziurę w portrecie, przywitał ich grzmot i dźwięk padającego deszczu, bębniącego w zamknięte okna. Rzadko zdarzały się poranne burze, a ta była jeszcze bardziej niezwykła, ponieważ Harry pamiętał, że kiedy Draco odprowadzał do wieży, niebo było czyste i pomimo zimna nie pokrywała go ani jedna chmurka.
Jak szybko wszystko się zmieniało.
Harry poczuł klepnięcie w ramię i tuż obok niego pojawiła się Hermiona.
— Co za paskudny poranek, wygląda jakby lało całą noc — skomentowała i rzuciła mu znaczące spojrzenie. — I chyba nie tylko to działo się przez całą noc.
— Wszystko poszło dobrze, Hermiono. — Harry popatrzył na nią ze zmęczeniem. — Postąpiliśmy zgodnie z twoimi instrukcjami, zrobiliśmy eliksir i Malfoy go wypił.
— Serio? — Hermiona wyglądała na zdziwioną, a chwilę później na jej twarzy pojawiła się nadzieja. — Więc z Malfoyem już wszystko w porządku?
— Jeszcze nie, ale będzie. Dwadzieścia cztery godziny, pamiętasz?
Hermiona jęknęła.
— Harry, to nie jest równoznaczne z „poszło dobrze”, chyba że masz na myśli coś innego. — Spojrzała na niego podejrzliwie. — Co prowadzi do kolejnego pytania: Co dokładnie wydarzyło się zeszłej nocy? I pozwól mi przypomnieć, że wymówkę z zamknięciem w kufrze już wykorzystałeś.
— Nie, nic takiego — odparł Harry ponuro. — Upiłem się.
Oczy Hermiony rozszerzyły się, kiedy złapała go za ramię tak nagle, że Harry podskoczył.
— Upiłeś się! — wysyczała z niedowierzaniem. — Kiedy byłeś z Malfoyem? Co ty sobie myślałeś, Harry! Zrobił ci coś?
— NIE! — zaprzeczył Harry ostro, piorunując ją wzrokiem. — Oczywiście, że nic mi nie zrobił!
— Och, naprawdę. — Hermiona skrzyżowała ramiona, nie wyglądając na przekonaną. — A skąd wiesz? Jestem przekonana, że słyszałeś już wyrażenie „pijany i głupi”, te dwa stany często występują ze sobą w parze.
— Cóż — powiedział Harry, pocierając skronie. — Draco powiedział, że nic nie zrobił.
Hermiona wyglądała, jakby poraził ją piorun.
— No i?
— No i mu uwierzyłem — odparł Harry krótko i spojrzał na nią zdziwiony. — W czym problem?
Przez chwilę wyglądało na to, że Hermiona poczęstuje go długą tyradą, ale potem jakby to przemyślała i zadowoliła się długim, ostrym spojrzeniem.
— Dobrze… — zaczęła wolno cichym i opanowanym tonem, ale przerwał jej Ron, który pojawił się obok nich rześki jak skowronek.
— Co tam? — spytał zaciekawiony ich prywatną rozmową.
— Ron, idź sobie — rzuciła Hermiona z irytacją. W tej chwili musiała wyciągnąć ze skacowanego i małomównego Harry’ego szczegółowe odpowiedzi. — Planujemy twoje przyjęcie urodzinowe.
— Moje przyjęcie urodzinowe? — powtórzył Ron ze zdziwieniem. — Ale moje urodziny są dopiero w marcu.
— Och, znasz ją — wtrącił się Harry, zanim Hermiona zdążyła się odezwać. — Lubi mieć wszystko zaplanowane na zapas. To takie małe dziwactwo, za które ją kochamy.
— W porządku w takim razie — wyszczerzył się Ron i zostawił ich, dołączając się do reszty Gryfonów, którzy zmierzali do Wielkiej Sali na śniadanie. Jednak zanim to zrobił, rzucił jeszcze przez ramię: — Harry, wiesz, w którą stronę katalogu z miotłami wpatrywałem się przez ostatnie kilka dni, prawda?…
Tak naprawdę Harry nie miał zielonego pojęcia, na którą stronę gapił się Ron, albo że w ogóle siedział z nosem w katalogu miotlarskim, a nawet, że wypuszczono już nową edycję katalogu. Był trochę… zajęty.
— Jasne — krzyknął słabo i odwrócił się do Hermiony. — Cholera, muszę teraz podpytać Seamusa, czy wie, o jakiej miotle paplał ostatnio Ron.
Hermiona zmierzyła go wzrokiem i westchnęła.
— Tylko na siebie popatrz — powiedziała, potrząsając głową. — Naprawdę uważam, że zajmujesz się tą sprawą z Malfoyem bardziej niż powinieneś. Wiem, że chcesz mu pomóc — ciągnęła dalej, nie dając dojść mu do głosu — ale nie swoim własnym kosztem. Nie byłeś ostatnio sobą. Nie wyrabiasz się z pracami domowymi, nie interesujesz quidditchem, za mało śpisz i teraz na dodatek się upijasz, i to wszystko z powodu Malfoya. To nie jest tego warte, Harry.
Harry już miał zaprotestować, ale zrezygnował i oparł się o filar, wpatrując się w ściany deszczu uderzającego w okna i czując się kompletnie wycieńczony, zdezorientowany i zagubiony.
— Wiem — rzucił w końcu. — Ale on potrzebuje mojej pomocy, Hermiono.
— I już mu pomogłeś. — Mina Hermiony złagodniała, chociaż na jej twarzy nadal malowały się frustracja i niepokój. — Zrobiłeś wszystko, co mogłeś, a nawet o wiele więcej. Malfoy ma szczęście. Ale istnieją pewne granice i teraz on musi spróbować pomóc sobie sam.
— Jak? — Harry odwrócił się do niej, a w jego oczach błysnął cień skrywanego bólu. — Jak ma sobie pomóc, kiedy jest na granicy utraty swojej tożsamości? Kiedy nie wie, co myśleć albo czuć, albo jak radzić sobie z czymś, czego nawet do końca nie rozumie? — urwał na chwilę. — Nie możemy wymagać od osoby pod wpływem Imperiusa, żeby zachowywała się tak, jak chce… Tak samo, jak nie możemy spodziewać się, że ktoś pod wpływem eliksiru miłosnego będzie w stanie podejmować własne decyzje.
Hermiona nie mówiła nic przez chwilę. Harry westchnął i oderwał się od ściany. Ruszyli oboje korytarzem do Wielkiej Sali, w której zniknęła już reszta uczniów. W końcu Hermiona się odezwała:
— I uważasz, że naprawdę mu pomagasz? — spytała cicho. — Spotykając się z nim każdej nocy. Spędzając z nim czas. Myślisz, że jest mu łatwo, kiedy jest z tobą sam na sam, szczególnie biorąc pod uwagę wpływ eliksiru miłosnego?
— Już nie — poprawił ją Harry. — Eliksir Odtruwający, pamiętasz?
— To nie ma znaczenia, Harry — rzuciła Hermiona z frustracją. — Chodzi o to, że byłeś z nim przez ten cały czas, kiedy znajdował się pod wpływem eliksiru miłosnego. Poza tym, sam powiedziałeś, że odtrutka nie zadziałała, bo potrzebuje na to dwudziestu czterech godzin.
Harry zacisnął zęby i postanowił nie zapominać, jak bystra i spostrzegawcza jest Hermiona. I niepokoiło go coś jeszcze, coś co powiedziała wcześniej — nie było przyjemnie myśleć, że kiedy próbował pomóc Draco, sama jego obecność nieustannie go krzywdziła. Oczywiście, gdzieś podświadomie czuł, że ten eliksir ich połączył i jak przebłyski chemicznie wzbudzonej tęsknoty wypływały na powierzchnię w momentach, gdy Draco go całował… ale…
Harry, czy ty mnie w ogóle słuchasz?
— Hmm? — Harry szybko otrząsnął się z zamyślenia. — Och, przepraszam, co mówiłaś?
Hermiona rzuciła mu pełne cierpliwości spojrzenie.
— Powiedziałam — powtórzyła — że według mnie powinnam teraz sama się tym zająć… Znajdę Malfoya i zapytam go, jak się czuje po Eliksirze Odtruwającym, a potem przekażę ci, co odpowiedział. Ponieważ jest sobota i nie mamy żadnych zajęć po śniadaniu, chcę, żebyś wrócił do dormitorium i trochę się przespał… Zanim spadniesz ze swojej miotły na treningu.
Harry wiedział, że nie ma sensu się kłócić, kiedy Hermiona mówiła takim autorytatywnym tonem, poddał się więc i niechętnie kiwnął głową.
— Dobrze, jak chcesz.
— Och! — Hermiona przewróciła oczami, kiedy dotarli do Wielkiej Sali. — Od początku wiedziałam, że Malfoy będzie źródłem wielu kłopotów i jak widać udało mu się to udowodnić na każdy z możliwych sposobów.
Hermionie nie umknęło to, że gdy tylko weszli do Wielkiej Sali, Harry zerknął na stół Slytherinu, a szczególnie na jedną z siedzących przy nim osób. Szybko złapała go za rękę i pociągnęła do ich własnego stołu.
Malfoy jak zwykle zajął miejsce pomiędzy Crabbe’em i Goyle’em. Wyglądał drobno i mizernie, i to nie tylko dlatego, że po obu stronach miał swoich goryli. Harry zdał sobie sprawę, że Draco pewnie w ogóle nie spał zeszłej nocy.
Czując szarpnięcie przyjaciółki, zmusił się do oderwania wzroku i pozwolił posadzić się przy stole, ale w myślach i przed oczami, za każdym razem, kiedy je zamykał, widział jasne, szare oczy, rozświetlane w ciemności przez palące, ukryte światło promieniujące jakby od środka.

* * *


Po południu Hermiona zaczęła szukać Draco i w końcu znalazła odpowiedni moment, kiedy Ślizgon wracał do lochów.
Klepnęła go w ramię i odchrząknęła głośno. Draco odwrócił się niemal z niecierpliwością, jednak kiedy ją zobaczył, wyglądał na rozczarowanego. Hermiona zastanawiała się, kogo spodziewał się zobaczyć, albo raczej kogo miał nadzieję zobaczyć i domyślenie się tego nie zajęło jej dużo czasu.
— Witaj, Granger — powiedział Draco z uśmiechem, który nie sięgał jego oczu. — Życzysz sobie czegoś na kaszel?
— Nie, ale chciałam z tobą porozmawiać — zaczęła wymownie. — O Harrym.
W wyrazie twarzy Draco coś się nieznacznie zmieniło. Ale potem Ślizgon skinął głową i bez żadnych protestów poszedł za Hermioną do pustej klasy. Zwolnił, kiedy mijał wąski korytarz, w którego cieniach kiedyś całował Harry’ego, szybko jednak odepchnął od siebie te czułe wspomnienia i dogonił Gryfonkę.
Kiedy znaleźli się już w klasie, Hermiona zamknęła za nimi drzwi i zwróciła się do Draco.
— Czemu Harry sam nie przyszedł ze mną porozmawiać? — zapytał Draco, krzyżując ramiona na piersi i rzucając jej nieufne spojrzenie. — Co się stało?
— Nic się nie stało — odparła Hermiona krótko. — Powiedziałam mu, żeby cię nie szukał.
Draco zmrużył oczy.
— Zawsze wiedziałem, że uwielbiasz psuć innym zabawę, Granger — rzucił buntowniczo.
Nie psuję innym zabawy! — zaprotestowała Hermiona gorączkowo, piorunując go wzrokiem. — Robię to dla jego dobra, a jeśli już przy tym jesteśmy, nie podoba mi się, że upijasz go, żeby nie mógł protestować przeciwko niechcianym afektom z twojej strony.
— Ha! — prychnął Draco z pogardą. — Proszę cię, Granger, zeszłej nocy nic Harry’emu nie zrobiłem. Po prostu zasmakowało mu nowe kremowe i wypił za jednym zamachem trzy butelki. Upewniłem się, żeby nie zrobił nic tak głupiego, co mogłoby skrzywdzić go na resztę życia.
— Bardziej boję się, że to ty mógłbyś zrobić coś, co skrzywdzi go na resztę życia — odgryzła się Hermiona, nie przebierając w słowach. — I nie powinieneś w ogóle pozwolić, żeby się upił!
— Tak, tak — rzucił Draco znudzonym tonem. — Proszę, nie krępuj się, nie spałem w ogóle ostatniej nocy, więc twój monolog będzie doskonałą kołysanką.
— Och! — Hermiona położyła ręce na biodrach, czując jak ogarnia ją wściekłość. — Draco Malfoyu, jesteś samolubnym, wstrętnym, irytującym, aroganckim małym dupkiem!
Na chwilę zapadła cisza.
— Zapomniałaś o seksownym, przystojnym i wartym, żeby dla niego umrzeć — dopowiedział Draco w końcu.
Hermiona wyglądała, jakby miała stracić panowanie nas sobą, ale jakoś udało jej się pozbierać.
— Dobra, Malfoy. — W jej oczach błysnęła irytacja. — Obiecałam Harry’emu, że zapytam, jak sobie radzisz, więc mi odpowiedz, żebym mogła już sobie iść.
— Masz nauczkę na przyszłość — odparł Draco ze złośliwym uśmieszkiem. — Zdecydowanie wolę rozmawiać z Harrym bez pośredników.
— Jeśli nie odpowiesz teraz na moje pytanie — poinformowała go Hermiona ze spokojem — zmienię cię w ropuchę i zabiorę do Harry’ego, żebyś mógł przeprowadzić z nim tę ważną rozmowę, chociaż jestem pewna, że wtedy nie będzie miał najmniejszej ochoty na pocałunki.
Draco wyglądał, jakby chciał się roześmiać, jednocześnie jednak będąc zaniepokojonym faktem, że Hermiona mogłaby spełnić swoją groźbę.
— Dobrze — zgodził się w końcu. — Czuję się tak samo, jak przez ostatnie tygodnie. Żadnej zmiany. Więc może ten twój Eliksir Odtruwający działa dopiero po dwudziestu czterech godzinach, jak mówił Harry.
— Posłuchaj — zaczęła Hermiona. — Nigdy nie twierdziłam, że to na pewno zadziała, jasne? Powiedziałam, że to może być wyjściem z tej sytuacji i z pewnością było najlepszym, jeśli nie jedynym planem, jaki mieliśmy.
— W porządku — powiedział Draco beznamiętnie, chociaż w jego głosie dało się słyszeć minimalnie ostrzejszy ton. — Jak widzę, teraz przechodzimy do wygodnych tłumaczeń.
— Wiesz, ty chyba uważasz, że za dużo rzeczy ci się należy — rozzłościła się Hermiona. — Poświęciłam dużo czasu na poszukiwania tego eliksiru i nie jestem ci nic winna, Malfoy.
— Może ty nie — odwarknął Draco. — Ale Harry tak.
Zapadła pełna zaskoczenia cisza.
— Harry? — spytała Hermiona ze zdumieniem. — On nie jest ci nic winien!
— A właśnie, że jest — powiedział Draco ze złością w głosie. Złością, z której istnienia do tej chwili nawet nie zdawał sobie sprawy. Kiedy Harry był z nim, tak łatwo potrafił ukryć ten ból i cierpienie pod oślepiającym odurzeniem jego obecnością tuż obok, a gdy patrzył mu w oczy, wszystkie emocje odpływały jak kłąb znikającej mgły. Wszystkie poza ostrym pragnieniem miłości i jego.
Teraz jednak atak frustracji i bezradności wyzwolił w nim nowo odnaleziony gniew, irracjonalny i szalony, który rozrywał na kawałki opanowanie, zwykle tak dla niego naturalne jak druga skóra — wpojony od dzieciństwa brak okazywania emocji i trzymania się własnej dumy i godności. Ale od tamtego czasu kontrola nad sobą była czymś, z czego zdążył już zrezygnować.
— To jego wina — ciągnął Draco zaciekle — bo to on sprawia, że tak się czuję. Może tego nie chce, ale i tak to robi. I to boli, a ja nie mogę tego pokazać, i chcę mu to powiedzieć, ale on nie zrozumie — urwał, uświadamiając sobie, że właśnie odkrył się akurat przed Hermioną. Jego oczy zamigotały od emocji, kiedy cofnął się i dodał gorzko: — I ty myślałaś, że to Harry’emu jest ciężko, co?
Hermiona patrzyła się na niego zatrwożona, ale kiedy się odezwała, jej głos był twardy i zdeterminowany.
— Tak, uważam, że Harry’emu jest ciężko — powtórzyła stanowczo. — A to, przez co przechodzisz, nie jest jego winą, chociaż zgodzę się, że nie powinniście dłużej spędzać ze sobą czasu. I dlatego właśnie to ja do ciebie przyszłam a nie on.
— Nie mów Harry’emu, co ci powiedziałem — przerwał jej Draco gwałtownie.
— Czemu nie? — Hermiona zmrużyła oczy. — Boisz się, że dowie się, jak naprawdę się czujesz? Bo zabiłoby cię, gdybyś chociaż raz w życiu był szczery w stosunku do kogoś, kogo cokolwiek obchodzisz?
— Nie. — Ton Draco był wyprany z emocji. — Bo sam chcę mu to powiedzieć.
— Nie ma mowy — odparła Hermiona natychmiast, potrząsając głową. — Nie będziesz się już z nim spotykał, Malfoy, koniec i kropka.
— Tylko jeden ostatni raz. — W słowach Draco nie słychać było błagania, tylko przepełnioną smutkiem tęsknotę.
— Nie.
— Odwal się, Granger. Mam prawo z nim porozmawiać.
— O, a to ciekawe! — Hermiona podniosła głos i ujęła się pod boki. — I to niby z jakiej racji? Podaj mi jeden dobry powód.
— Ponieważ on jest właścicielem części mnie, której nie da się zastąpić! — odkrzyknął Draco. — Bo już nigdy nie będę taki sam, z nim czy bez niego, a między nami istnieje więź, która powstała przez coś, czego nie da się wytłumaczyć, a co dopiero zrozumieć. — Zamilkł na chwilę i wziął głęboki oddech. — Proszę, chciałaś powodu, dałem ci trzy i uważam, że nie powinnaś oceniać rzeczy, których nie możesz poczuć, Granger.
Hermiona stała i patrzyła na niego, nie wiedząc, co powiedzieć.
Draco rzucił jej kolejne badawcze spojrzenie, zanim się ponownie odezwał:
— Harry ma trening dzisiaj wieczorem. Powiedz mu, żeby spotkał się ze mną, kiedy skończy.
— Malfoy — zaczęła Hermiona.
Muszę z nim porozmawiać — powiedział Draco, a w jego głosie słychać było szczerość mieszającą się z desperacją. — Ostatni raz.
Hermiona zamierzała ponownie zaprotestować, ale w końcu westchnęła i kiwnęła głową z niechęcią. Coś w oczach Draco ją powstrzymało i sprawiło, że jej mina złagodniała. Coś nowego — sposób, w jaki Malfoy mówił, szczególnie o Harrym. Był w tym ból, było cierpienie… ale i coś jeszcze, coś innego, palącego jak ukryty ogień, intensywnego i beznadziejnie smutnego.
— W porządku — powiedziała. W jej wzroku zalśniła sympatia i zrozumienie, kiedy na niego spojrzała. — Ten jeden ostatni raz i to nie tylko dla dobra Harry’ego.

* * *

Po skończeniu szlabanu wykończony Ron dowlókł się do wieży Gryfonów. Snape kazał mu zeskrobać szlam ze wszystkich stołów w klasie, dopóki nie lśniły czystością z góry do dołu, przez co teraz bolały go ramiona, a palce miał całkiem zdrętwiałe. Skrzywił się, rzucając na łóżko. W dormitorium nie było nikogo, Harry poszedł na trening, a reszta siedziała w pokoju wspólnym. Hermiony natomiast nie widział cały wieczór.
Sprawdził godzinę — było po ósmej, co oznaczało, że trening powinien się już skończyć. Żałował, że nie mógł go oglądać, martwił się tym, jak radziła sobie drużyna w perspektywie nadchodzących meczy, a szczególnie w perspektywie rewanżu ze Ślizgonami. Zawsze chciał być częścią gryfońskiej drużyny, w pewnym stopniu był to i obowiązek, i marzenie, odkąd jego starsi bracia, Charlie, Fred i George w niej grali.
Zaczęło mu się nudzić i nagle wpadł mu do głowy pewien pomysł. Schylił się i sięgnął do szuflady po swoje omnikulary. Wyjął je i przewinął obraz do tyłu — omnikulary zachowywały nagranie ostatniego meczu, na którym się ich używało.
Przewinął akcję do momentu tuż przez zderzeniem i puścił nagranie, oglądając mecz w zwolnionym tempie. Przybliżył postacie Harry’ego i Malfoya, kiedy ścigali się po niebie. Patrzył, jak Harry wykonał oryginalną wariację zwodu Wrońskiego w próbie zgubienia Malfoya w pościgu za zniczem. Widział, jak Malfoy zdaje się wyprzedzać ruch Harry’ego, ale zamiast dać się nabrać, zmienia kierunek na ten, w który Harry skręci. Ron wstrzymał oddech, czekając, aż na siebie wpadną i z fascynacją przyglądał się, jak — co było zdumiewające — Harry w ostatnim momencie zrobił unik, szybciej niż dało się to zauważyć, i obaj szukający uniknęli czołowego zderzenia o zaledwie milimetry, ocierając się szatami, a potem Malfoy nagle spadł ze swojej miotły.
Ron nie mógł uwierzyć własnym oczom, cofnął nagranie i obejrzał je jeszcze raz, i jeszcze raz. Ale jednego mógł być pewien: Harry i Malfoy się nie zderzyli.
Ron odłożył omnikulary, marszcząc brwi. Wcześniej nie wpadł na to, żeby obejrzeć powtórkę meczu, skoro Harry był przekonany, że do wypadku nie doszło. Oczywiście zakładał, że Malfoy zrobił to specjalnie, ale Harry twierdził, że nic takiego się nie stało, więc Ron mu uwierzył i dłużej się nad tym nie myślał. Aż do teraz…
Jeśli się nie zderzyli, zastanawiał się z zakłopotaniem, czemu Harry z taką pewnością twierdził coś innego? Ale zanim zdążył to przeanalizować, usłyszał stukanie w szybę i zobaczył sowę niosącą paczkę. Otworzył okno, żeby ją wpuścić i ptak wleciał do środka z gracją, upuszczając przesyłkę na łóżko Harry’ego, zataczając koło i lądując w otwartej szufladzie, w której Ron trzymał przysmaki dla Świstoświnki. Sowa rozerwała opakowanie i zaczęła łapczywie zjadać jego zawartość.
— Jasne — rzucił Ron, patrząc na to z lekkim niepokojem. — Eee, proszę, częstuj się sama.
Podszedł do łóżka Harry’ego i z ciekawością zbadał paczkę. Kształt i rozmiar wyglądały znajomo, była też doczepiona karteczka. Ron pochylił się i przeczytał:
Dzięki za pelerynę. S.
— Aha — powiedział do siebie, uśmiechając się. — Syriusz w końcu oddał Harry’emu pelerynę-niewidkę. Myślałem, że już nigdy nie będziemy mogli włóczyć się po Hogwarcie w normalny sposób!
Odkładając pelerynę na łóżko, rzucił okiem na sowę, która z powodzeniem rozszarpała opakowanie do końca i rozsypała resztki smakołyku po jego szufladzie. Jęknął i już miał przegonić ptaka, ale nagle zauważył coś na szafce nocnej Harry’ego.
Była to gruba książka nieprzypominająca ich szkolnych podręczników. Przy bliższym przyjrzeniu Ron zauważył na okładce tytuł: „Magia lecznicza”. Zdziwił się, widok czegoś takiego bardziej pasował do Hermiony i jej „lekkiej lektury na dobranoc”. Przyjaciel nigdy nie miał ambicji zostania uzdrowicielem. Kiedy Ron podniósł ciężki wolumin i przekartkował go z zainteresowaniem, spomiędzy stronic wyleciał skrawek pergaminu i spłynął na podłogę.

* * *

Po treningu quidditcha Harry wziął szybki prysznic i zamiast wrócić do swojego dormitorium, przemknął pod osłoną ciemności do Wieży Astronomicznej. Szedł szybko, jego zdenerwowanie nasilało się z każdym cichym krokiem. Czuł się bardzo zaniepokojony i nie bez powodu. Hermiona przekazała mu wiadomość od Draco, który prosił o spotkanie. Harry był zdziwiony, że przyjaciółka się zgodziła i w ogóle przekazała mu wiadomość. Kiedy rozmawiali, sama sprawiała wrażenie zmartwionej.
— On naprawdę chce się z tobą zobaczyć, Harry — poinformowała go powściągliwie. — Twierdził, że to będzie ostatni raz i że musi ci coś powiedzieć.
— Co powiedzieć? — spytał Harry, ale Hermiona jedynie potrząsnęła głową i wzruszyła ramionami.
— Tylko bądź ostrożny — ostrzegła go w zamian. — I panuj nad tym, co robisz albo mówisz, bo prawdopodobnie oddziałuje to na niego bardziej niż myślisz.
Coś takiego w ustach Hermiony brzmiało szczególnie niepokojąco i mimo że przyjaciółka zdała mu dokładną relację z rozmowy, Harry’ego nie opuszczało wrażenie, że zobaczyła w Draco coś jeszcze. Coś, czego nie dało się wyrazić słowami.
Gdy dotarł do składziku, Draco jak zawsze już na niego czekał. Widząc go otulonego peleryną w świetle świec, Harry nie mógł nie zauważyć, jak bezbronnie wyglądał. Jego sylwetka odcinała się w mroku niczym odbicie nocy, która wisiała nad nimi w swojej ponurej krasie.
— Malfoy. — Próba zachowania dystansu poprzez użycie nazwiska Draco była absurdalna, biorąc pod uwagę głębię uczuć zawartych w głosie Harry’ego. — I jak?
— W porządku — odparł Draco szybko.
Harry zamknął drzwi i podszedł do niego.
— Hermiona powiedziała mi, że nie czułeś się… inaczej niż wcześniej. — W tonie Harry’ego zabrzmiała nadzieja. — Dwadzieścia cztery godziny już prawie minęły...
— I nic się nie zmieniło — przerwał mu Draco. Jego słowa zabarwione były bezsilnością i bólem, a w oczach błysnęła jakaś uwięziona emocja. — Czuję się dokładnie tak samo i nic się, kurwa, nie zmieniło.
Harry’ego zbiły z tropu te ostre słowa, a jego zdziwienie szybko zmieniło się w rozdrażnienie. Zagotowała się w nim jego własna frustracja i jedyną logiczną osobą, na której mógł ją rozładować, był Draco.
— Wiesz co? Hermiona miała rację — rzucił, piorunując Malfoya wzrokiem. — Jesteś samolubnym, niewdzięcznym gnojkiem, który troszczy się tylko o siebie.
— Och, więc tak mnie nazwała? — Kąśliwy ton Draco nie zawierał śladu humoru.
— Nie — odparł Harry beznamiętnie. — Ja to zrobiłem.
Draco wyglądał na zaskoczonego. Po jego twarzy przemknął cień nieokreślonej emocji, czegoś, co złamało ostrość rysów i wyciągnęło na powierzchnię nagą prawdę. Co dotknęło Harry’ego o wiele głębiej, niż się spodziewał.
— Jesteś taki jak cała reszta — powiedział w końcu Draco cicho, a jego głos przeciął wiszące między nimi napięcie.
— Jestem? — spytał Harry wyzywająco, krzyżując ramiona na piersi. — Cóż, może coś mi umknęło, ale jakoś nie widzę, żeby cała reszta nastawiała karku, próbując ci pomóc. Nie widzę ani jednej osoby poza mną i Hermioną, która byłaby na tyle szalona, żeby stanąć po twojej stronie w trakcie tego głupiego zamieszania… I zaczynam myśleć, że to jest właśnie głupim zachowaniem.
— Harry — zaczął Draco.
— Czy w ogóle zdajesz sobie sprawę, że ostatnie kilka tygodni nie były dla mnie żadnym piknikiem? Nie mogłem normalnie spać, bo albo czytałem zakurzone książki, które Hermiona przytargała z biblioteki, albo przemykałem się po Hogwarcie, żeby się z tobą spotkać, albo po prostu nie mogłem zasnąć, bo myślałem, co, do cholery, zrobimy, jeśli nic nie zadziała.
— Czy mógłbym tylko…
— Jestem do tyłu z moim życiem i to wszystko przez ciebie, Draco. Mam tony nieodrobionych prac domowych i niedokończonych lektur. Nie mogę normalnie grać w quidditcha, nie mogę się skupić na lekcjach, bo cały czas się na mnie patrzysz i… i Ron... okłamuję go, wymykając się za jego plecami, żeby się z tobą zobaczyć. I zaniedbuję go po prostu dlatego, że nie mogę radzić sobie z tyloma rzeczami na raz. I mam wyrzuty sumienia, rozumiesz? Bo on był dla mnie wtedy, kiedy…
— …cię pocałować?
Harry urwał w pół słowa.
— Co? Co powiedziałeś?
— Słyszałeś mnie.
— Tak, słyszałem. — Harry spojrzał na niego ostro, rozkładając ramiona. — O co ci chodzi, do cholery? Próbuję z tobą poważnie porozmawiać, Malfoy, czy ty mnie w ogóle słuchasz? Czy może potrafisz myśleć tylko o tym jednym?
— Tak. — Głos Draco stał się nagle rozdzierająco cichy. — To wszystko, o czym mogę myśleć. Nie rozumiesz, jak się czuję, i nie obwiniam cię, bo nie jesteś w stanie tego pojąć. Ale krzyczenie na mnie, aż zrobisz się czerwony, chyba nie pomaga żadnemu z nas.
Harry zdał sobie sprawę, że część jego gniewu właśnie zniknęła. Cofnął się o krok, czując się nagle bardzo zmęczony. Zmęczony kłótniami, zmęczony ciągłym wymykaniem się, zmęczony widokiem Draco, który cierpiał tak bardzo, jednocześnie starając się to ukryć.
— Po co w ogóle pytasz? — powiedział w końcu, wzruszając lekko ramionami. — Nawet jeśli się nie zgodzę i tak pewnie to zrobisz.
Na twarzy Draco pojawił się gorzki uśmiech.
— W twoich ustach brzmi to tak, jakbym cię do czegoś zmuszał.
— Powiedzmy, że zwykle mnie zaskakujesz — odparł Harry — więc kwestia mojej zgody czy niezgody nigdy raczej nie miała szansy się pojawić.
— Ostatni raz. — Głos Draco zadrżał z emocji. — To wszystko.
Harry przechylił lekko głowę.
— I niby w jaki sposób nam to pomoże?
— W żaden. — Oczy Draco były ciemne i błyszczące jednocześnie. — Ale nie mam pojęcia, co innego mógłbym zrobić.
— Nie, Draco. — Harry przypomniał sobie, przed czym ostrzegała go Hermiona. — To nie jest dobry pomysł i nie poczujesz się dzięki temu ani trochę lepiej.
— Chcesz wiedzieć, przez co poczuję się lepiej, Harry? — spytał Draco otwarcie, robiąc znaczącą pauzę, zanim dodał: — Myślałem, że do tej pory powinieneś się już zorientować.
— Ale Eliksir Odtruwający…
— Nie działa — przerwał mu Draco. — Cały czas jestem…
— Nie mów tego — szepnął Harry.
— …beznadziejnie w tobie zakochany — skończył Draco i spojrzał mu prosto w oczy. Coś w jego spojrzeniu złagodniało. — Wiem, że próbowałeś mi pomóc, Harry… ale po północy, kiedy miną dwadzieścia cztery godziny, zobaczysz, że nie możemy zrobić nic więcej.
— Czyli… — Harry urwał, wpatrując się w Draco. — Co dokładnie masz na myśli? I o czym chciałeś ze mną porozmawiać?
— Że to koniec — odparł Draco, robiąc krok w stronę Harry’ego, który mimo zaskoczenia nie ruszył się z miejsca. — Że nie ma sposobu, żeby to odkręcić. Po prostu nie ma. A ja nie mogę żyć tak ani chwili dłużej. Spotykanie się z tobą… to tylko wszystko pogarsza — przerwał i zaczerpnął powietrza. — Więc to jest ostatni raz, Harry… i chciałem cię poprosić jeszcze tylko o jedną rzecz.
Nastała długa chwila milczenia wypełniona cichym oczekiwaniem.
— Zgoda — westchnął Harry, zaprzestając prób zrozumienia całej sytuacji. — Biorąc pod uwagę, że do wyboru mam przygniecenie do ściany.
— To dałoby się zorganizować — rzucił Draco z cieniem uśmiechu tańczącym na ustach.
— Niezła próba, Malfoy. — Harry zmrużył oczy. — Ale jeśli twoje ręce znajdą się pod moją koszulą, koniec z tobą, rozumiesz?
— Och, ustalamy zasady?
— Mówię poważnie, Malfoy.
Draco nie zbliżył się, tylko spytał:
— Dlaczego?
— Co dlaczego?
— Dlaczego to robisz? — Spojrzał mu w oczy. — Nigdy wcześniej z własnej woli nie pozwoliłeś mi się pocałować i kiedy to robiłem, zawsze się odsuwałeś. Czemu tym razem się zgadzasz?
Harry zastanowił się przez chwilę.
— Nie wiem — odparł w końcu szczerze. — To jedyna rzecz, jaką mogę ci teraz dać — urwał. — I to wszystko, co mogę ci dać — dodał ze smutkiem.
Cienie załamywały się delikatnie wokół nich. Draco podszedł bliżej, zatrzymując się tuż przed Harrym i położył mu lekko dłoń na ramieniu, ale gdy Harry zesztywniał, szybko ją cofnął.
— Zamknij oczy — powiedział cicho Draco. Stali tuż obok siebie, nie dotykając się, a ich wargi dzieliły zaledwie centymetry.
Harry natychmiast zrobił na odwrót i szeroko otworzył szeroko.
— Czemu? — spytał z podejrzliwością.
— Żebym mógł zdjąć z ciebie ubrania, kiedy nie będziesz patrzył. — Draco uniósł oczy z irytacją. — Dobra, nie zamykaj, jeśli nie chcesz.
I pochylił się, całując Harry’ego czule. Ręce docisnął do boków, tak że stykali się tylko ustami. Harry zmusił się do odprężenia, kiedy wargi Draco znalazły się na jego własnych i zamknął oczy. Jakimś dziwnym sposobem ten pocałunek był inny, jak zupełnie nowe doznanie. Draco całował go już wcześniej, ale nie… nie tak. To nie był pocałunek, to była miłość, akt romantyzmu, który wybiegał daleko poza wszystko, czego Harry doświadczył wcześniej. I to było… było….
Draco oderwał się od niego z zamglonymi oczami, błyszczącymi perłowo w półmroku. Harry spojrzał na niego bez tchu, czując się, jakby wyrwano go ze snu, który dopiero zaczynał śnić. Zamrugał, kiedy wróciło do niego wspomnienie pocałunku i nie wiedział dlaczego, ale miał wrażenie, że właśnie stało się coś wyjątkowego, jakby Draco przelał w ten moment całego siebie, swój strach, zagubienie, pragnienie, bezsilność i miłość, i to obudziło coś w Harrym, coś, co nagle stało się tak oczywiste.
— To smutne, prawda? — powiedział Draco cicho, ale nie odsunął się.
— Co jest smutne? — udało się wykrztusić Harry’emu razem z wydychanym powietrzem.
— Nie wiem. — Draco wzruszył lekko ramionami. — To. Ty i ja. To jest takie…
— Bolesne? — spytał Harry, całym sobą czując ciężar tego słowa.
— Tak… ale również…
— Ostateczne?
— W pewnym sensie… i tak bardzo…
— Doskonałe? — wyszeptał Harry, pokonując dzielącą ich odległość i chwilę później całował Draco.
I tak, to było doskonałością.
Harry złapał Draco za ramiona, obrócił go i popchnęły na ścianę, stanowczo, ale niezbyt mocno… I trzymał go, całując mocno, niemal z desperacją. Przez kilka sekund Draco się nie poruszył, najwyraźniej zbyt zaskoczony, ale potem rozchylił usta, pogłębiając pocałunek i Harry poczuł aksamitne ciepło drugiego języka na swoim własnym.
Nigdy wcześniej nie całował Draco — to zawsze Draco całował jego — i doznanie okazało się zupełnie inne, wykraczające poza jego wyobrażenia. Wargi Draco były miękkie, jego język mokry i gorący, i Harry czuł smak pragnienia, tak długo powstrzymywanego, ale jednocześnie idealnego i właśnie dzięki temu słodkiego jak wino — i Draco odwzajemniał jego pocałunek z całą uwięzioną między nimi pasją i zapałem.
Harry objął go w pasie i poczuł, jak ręce Draco znalazły się najpierw na jego piersi, potem przeniosły na szyję, a drżące palce wplotły się w jego potargane włosy. Gdy Draco jęknął cicho w jego usta, Harry przylgnął do niego mocniej, więżąc go między sobą a ścianą, a jego uścisk był żarliwie zaborczy i nie zostało między nimi nic poza szalonym biciem serc i gorączkowymi pocałunkami, które wymieniali tak, jakby miały być ich ostatnimi albo pierwszymi…
Kiedy w końcu się od siebie oderwali, oboje z trudem łapali powietrze, a w ich oczach odbijało się wzajemne niedowierzanie zmieszane ze zrozumieniem. Dłonie Draco przestały gładzić włosy Harry’ego i opadły na jego ramiona, a Harry poluźnił uścisk, dając im miejsce na zaczerpnięcie oddechu.
Draco zdawał się być wytrącony z równowagi. Zabrał rękę z ramienia Harry’ego i położył ją na własnej piersi, jakby próbując uspokoić jej gwałtowne ruchy. Harry zastanawiał się, czy przez przypadek nie złamał mu kilku żeber, kiedy przycisnął go do ściany.
— Wszystko w porządku? — spytał z niepokojem, nie chcąc się odsuwać. Ciepło promieniujące od Draco było przyjemne i Harry czuł się, jakby wracał do domu, do specjalnego miejsca, które znał od zawsze, ale nigdy wcześniej nie odkrył.
Draco przytaknął krótko.
— Tylko trochę kręci mi się w głowie, to wszystko. I mam małe problemy z oddychaniem.
Harry wahał się przez moment, wreszcie wyrzucił z siebie:
— Draco, myślę, że…
Zanim udało mu się skończyć, klamka poruszyła się i drzwi otworzyły się szeroko. Ich skrzypnięcie spowodowało, że odskoczyli od siebie, odwracając głowy w kierunku hałasu, ale nikogo nie zobaczyli.
— Co to… — zaczął Draco, rozglądając się dookoła. Harry zrobił to samo, nagle zdając sobie sprawę z poruszających się cieni w rogu pomieszczenia.
Usłyszeli szelest, jakby wiatr rozwiewał suche liście i nagle na progu pojawił się Ron, który z oszołomionym i przerażonym wyrazem twarzy ściskając w rękach pelerynę-niewidkę.
— Harry? — spytał z niedowierzaniem, patrząc na Harry’ego i Draco szeroko otwartymi oczami. — Malfoy?


Koniec rozdziału jedenastego





* tłumaczenie własne
When there is a will, there is a way, so don't hope for it. Make it so.
TEAM DRARRY Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 48
Dołączył(a): 14 lut 2012, o 21:08

Postprzez Niebieska Blue » 27 maja 2012, o 11:48

O tak, to zdecydowanie był najlepszy rozdział tego opowiadania - przynajmniej z tego, co już przeczytałam. Fakt, że Harry wreszcie odwzajemnił pocałunek i to rosnące napięcie między nim a Draco... No po prostu człowiek mógłby to czytać i czytać w nieskończoność. Aż tu nagle Ron! Całkowicie mnie to zaskoczyło! Domyśliłam się, rzecz jasna, że coś z Ronem będzie w roli głównej, jednak kiedy Harry i Draco się sobą... zajęli (że tak to ujmę), kompletnie zapomniałam o Ronie i jego dochodzeniu. Świetne, cudowne. Niesamowity zwrot akcji i aż się nie mogę doczekać rozdziału dwunastego. W ogóle ostatnio jak widzę TEAM DRARRY (że dodał nowy post) to już lecę pędzę na złamanie karku, żeby tylko to przeczytać. "Na zawsze twój" jest obecnie jedynym opowiadaniem, na którego kontynuację naprawdę czekam z niecierpliwością.
Tak... no więc kiedy kolejny rozdział? Tydzień, dwa tygodnie? :-)
Niebieska Blue Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 9
Dołączył(a): 5 paź 2011, o 16:11

Postprzez karmelowa » 27 maja 2012, o 14:38

Uwielbiam to opowiadanie. Naprawdę, szczerze je uwielbiam. I już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału. Oby szybko, błagam... Bo nie wytrzymam presji :) Mam nadzieję, że Draco i Harry nie zranią się za mocno w kolejnych rozdziałach i wszystko skończy się dobrze. Pozdrawiam i życzę weny w tłumaczeniu.
karmelowa
karmelowa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 62
Dołączył(a): 29 sty 2012, o 22:48

Postprzez Miris » 27 maja 2012, o 16:45

:splywa:

Harry go pocałował, Harry go pocałował :seksi:. Zdecydowanie jeden z najlepszych rozdziałów. Rozpłynęłam się i wsiąknęłam w dywan po prostu. To jak Harry powoli sobie uświadamiał, że też coś czuje do Draco i w ogóle to wszystko :seksi:. No i w końcu Ron się dowiedział, ciekawa jestem jak zareaguje, chociaż raczej się nie ucieszy. Ciekawe czy antidotum zadziała, ale nawet jeśli, to i tak nic już nie będzie takie samo.
Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :D.

M.
Drarrytozuoaleitakjekocham.
Miris Offline


 
Posty: 323
Dołączył(a): 1 lis 2010, o 19:08
Lokalizacja: Dom

Postprzez pulsująca męskość » 28 maja 2012, o 19:31

Nie mam na to siły, ale polecam jeszcze raz sprawdzić owy rozdział, gdyż obfituje w błędy. Nie tylko literówki. To w dużej mierze odciągnęło mnie od samej fabuły, bo niestety mam na tym punkcie niezłego bzika i ciężko mi się skupić, gdy jakiś zauważę.

Do rzeczy. Głupi spoiler, bo zerknęłam na komentarze, by upewnić się, że tego nie czytałam, chociaż oczywiście mogłam to sprawdzić w każdy inny sposób. No cóż. Moja wina.
W końcu zjawił się Ron. Strasznie długo trwało to zapomnienie o jego postaci, czy też jej brak. W końcu musiało się to wydać. Aczkolwiek jestem zdziwiona, że nie było ani słowa o jakiejś jego domysłach czy zmartwieniach związanych z Harrym. Jakby nie patrzeć są najlepszymi przyjaciółmi, a jeden z nich zachowywał się dość podejrzanie, znikając. Choćby tego wieczoru z alkoholem. No i w końcu Gruba Dama to Gruba Dama. Pewnie zażartowałaby sobie z Harryego przy wszystkich na temat wyjątkowo późno-wczesnego powrotu w sobotę nad ranem. Oczywiście nie są przecież kumplami na wyłączność, ale mimo wszystko został Ron trochę za bardzo odsunięty, co widać dopiero teraz. No i może rudy nie jest jakimś mistrzem dedukcji, ale czegoś zacząłby się domyślać.
W każdym razie... łoł!
No nie, ciągle myślę o tych błędach xD Przepraszam, to trudne bardzo dla mnie.
Trochę jakby... No, może nie z nagła przemiana Harryego, bo coś się w nim kroiło, ale w tym rozdziale jakoś niewiele jego ostatecznych wahań. Ale, ale... Proszę państwa. Wybornie, wybornie. I ten Ron. Też się porobiło...
No w mordę. chciałam sobie przypomnieć KLUCZOWĄ scenę, żeby żarliwie na gorąco coś rzec, ale tam też są błędy xD Przepraszam, że tak w kółko o tym.m
Dopiero teraz robi się gorąco i wcale nie chodzi mi tu o gorący romans. A przynajmniej nie tylko o to.
Jeszcze dwie rzeczy.
Mówiłam już o tym, ale podoba mi się wykorzystanie klasycznego motywu w ten niekomediowy sposób. Chociaż uwielbiam tutaj żarciki Dracona. Jejku. Żebym zdjął ci ubrania, kiedy nie będzie patrzył. Trochę taki Chandler xD
Druga sprawa. Wiele kwestii brzmi strasznie lamersko (czy o tym tez już kiedyś nie mówiłam?), ale jakoś zrzucam to na karb (tak, mówiłam, ale powiem jeszcze raz) tego upojenia miłosnego. Niektóre kwestie bohaterów czy narratora są takie... harlekinowskie. Może nie aż tak tęczowe, ale jednak troszkę zbyt jakieś takie właśnie. Nie jestem pewna, czy słowo słodkie oddaje w pełni myśl moją, no ale jest w tym coś podejrzanie nie takiego. A i tak wcale nie przeszkadza. Może ociupinkę.

Jeszcze raz przepraszam za moją czepliwość.

Z poważaniem
pulsująca męskość
Obrazek
PONIES?!
...
pulsująca męskość Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 23
Dołączył(a): 27 gru 2011, o 15:07
Lokalizacja: Orbita Rozkoszy

Postprzez Elisheva » 28 maja 2012, o 21:14

Tak, ekhm, więc... pozostawiam mój premierowy komentarz, gdyż czytając taką ilość fanfików wreszcie nadchodzi ten czas, kiedy należy pozostawić po sobie jakiś ślad i uhonorować w jakiś sposób autora/tłumacza :D
Pozostawiam go pod tym oto tekstem na życzenie :D Oraz też dlatego, gdyż jest on tego zdecydowanie wart. Na początek może trochę malutkich błędów, które wyłapałam :)

Przez kilka sekund Draco się nie poruszył, najwyraźniej zbyt zaskoczony, ale potem rozchylił usta, pogłębiając pocałunek i Harry pouczył aksamitne ciepło języka, na swoim własnym.


Pouczył = poczuł

Ron podniósł ciężki wolumin i przekartkował go z zainteresowanie, a wtedy z pomiędzy kartek wyleciał skrawek pergaminu i spłynął na podłogę.


zainteresowaniem, spomiędzy

Robię to dla jego dobra, a jeśli już przy tym jesteśmy, nie podoba mi się, że upijanie go, żeby nie mógł protestować przeciwko jakimkolwiek niechcianym afektom z twojej strony


Ja bym napisała tak: "Robię to dla jego dobra, a jeśli już przy tym jesteśmy, nie podoba mi się upijanie go i doprowadzanie do stanu, by nie mógł protestować przeciwko jakimkolwiek niechcianym afektom z twojej strony."

Draco wyglądał jakby chciał się roześmiać, jednocześnie chyba zaniepokojonym faktem, że Hermiona mogłaby spełnić swoją groźbę.


...a jednocześnie na zaniepokojonego faktem, że...

Poświęciłam dużo czasy na poszukiwania tego eliksiru i nie jestem ci nic winna, Malfoy.


czasu

Okej, więcej już nie mogłam wyłapać. Zaroiło się nieco błędów, sugeruję przejrzeć jeszcze raz opowiadanie :) Ale generalnie pozytywnie.
Co do samej treści, bardzo podoba mi się to opowiadanie, jedno z moich ulubionych :D Lubię generalnie takie, w których Draco jest tym, który cierpi i musi prosić o pomoc. Jak wiadomo, nie bardzo za tym przepada, więc musi się powiedzmy wyrzec swojego ego i tej dumy, która czyni go Malfoyem. A Potter, jak to Potter, bohaterski do samego końca, pomaga Draco uporać się z problemem. I uśmierza jego ból.
No i oczywiście kluczowa scena, w której Potter wreszcie całuje Malfoya... całkiem dobrze poprowadzony dialog, podoba mi się Malfoy w tej scenie. Wreszcie szczerość w 100%. A do Harry'ego nareszcie dotarło, co tak naprawdę czuje... nono, jak można się tak długo wzbraniać przed Malfoyem?! Chociaż rozumiem, może po prostu bał się, że po usunięciu skutków eliksiru mogłoby być nieco niezręcznie. Jednak teraz wiadomo już, że uczucie łączące obojga chłopców to coś więcej, nawet od strony Draco. Przez eliksir przebija prawdziwe uczucie.
Ciekawa jestem, jak zareaguje Ron, chociaż prawdopodobnie tak, jak w większości fanfików: wrzaskiem :D
Nie mam chyba już nic więcej do dodania, gdyż niemalże wszystko zostało już powiedziane. :)

Tak więc weny! xD
Obrazek
Elisheva Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 497
Dołączył(a): 10 lut 2012, o 11:34

Postprzez bożo » 28 maja 2012, o 22:31

To opowiadanie jest wspaniałe. Na samym początku nie byłam do niego przekonana, bo myślałam, że będzie ono napisane w sposób dosyć patetyczny i podniosły, za czym raczej nie przepadam, ale potem wyszły na wierzch taka jakby zwyczajność i prostota stylu, które najbardziej do mnie przemawiają.

Postacie są wykreowane w sposób jaki lubię. Draco jest tu taki wyniosły, niedostępny, dumny, ale jednocześnie samotny i wrażliwy, a momentami złamany i bezsilny. Harry ze swoją potrzebą pomagania każdej potrzebującej istocie , nawet Malofy'owi. Ronowaty Ron, który irytuje, ale potem jednak zaskakuje swoja wyrozumiałością, oddaniem i zaufaniem. No i Hermiona. Wszechwiedząca i trochę zarozumiała, ale jak zwykle pomocna i dbająca o sowich przyjaciół. Cały czas jestem pod wrażeniem jej zdolności dedukcji.

Ogólnie za każdym razem kiedy Draco się uzewnętrznia czy całuje Potter'a, który go odtrąca, mam ochotę płakać. Na prawdę czekałam na moment, w którym Harry będzie hm... bardziej przystępny. No i doczekałam się, ale jakoś szału nie było zbytniego. Jak na mój gust jakoś tak za łatwo to poszło. Brakowało mi większej wewnętrznej walki u Harry'ego i niepewności. Co nie zmienia faktu, że i tak się cieszyłam jak małe dziecko, że w końcu coś się dzieje. Oczywiście moment, w którym kończy się rozdział jest wyjątkowo frustrujący, więc po raz kolejny przypomniałam sobie, że mogę przeczytać oryginał. No i pomimo mojego leniwego stworka, który siedzi na mych plecach, i mówi 'daj spokój, poczekaj na tłumaczenie, albo chociaż aż zacznie się sesja' zmobilizowałam się i już wiem wszystko :D. Jenak podejrzewam, że tłumaczenie, jak zwykle zresztą, ujawni mi parę dodatkowych faktów i niuansów ;). Więc życzę weny i czekam na dalszą część tłumaczenia.

Pozdrawiam
Bożo w porzo
bożo Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 13
Dołączył(a): 21 lis 2011, o 20:59
Lokalizacja: Radom

Postprzez Evey » 28 maja 2012, o 22:48

Miris, jak mogłaś! ;)
Harry go pocałował, Harry go pocałował
Dobrze, że trawię spojlery przed zapoznaniem się z treścią :D
Cudowny rozdział. Oczywiście dzięki końcówce. Chyba wciągnęłam się w jego treści, bo kwestie bohaterów nie były dla mnie wcale lamerskie. Biorąc pod uwagę sytuację, w której wylądowali nasi drodzy chłopcy, jednak pasuje rzecz kilka może mdłych romantycznych słów, ale jednak one odzwierciedlają ich uczucia oraz relacje.
Początek jest dość zabawny, biorąc pod uwagę upicie Harry'ego i trochę nieznośne żarciki Dracona. Choć oczywiście niesamowity jest dopiero pocałunek. Świetnie opisany, wszystkie ruchu i gesty, i uczucia. Cieszę się, że Potter wreszcie zrobił ten krok i odnalazł miejsce, gdzie należą jego usta. Zawsze! ;)
Wprowadzenie Rona było potrzebne, żeby nadać tutaj jakiś zwrot akcji oraz zasiać trochę zamieszania, wzbogacić motywy, bo ile można o jednym. I cieszę się, że pojawił się tak "inspirujący" rozdział, który w końcu zapędził mnie do oryginału i przetestowania swoich umiejętności językowych na dość barwnym tekście.
Czekam na kolejne części i dopinguję całemu TD.
Nasza miłość na pewno wciąż trwała, ale po prostu była bezużyteczna, [...] bezwładna w nas, jałowa jak zbrodnia lub potępienie. Była tylko cierpliwością bez przyszłości i upartym czekaniem.
A. Camus, Dżuma
Evey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 327
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 11:39
Lokalizacja: Kraków

Postprzez MargotX » 29 maja 2012, o 19:28

No dobra, przyznaję, pocałunek był słodki i ciepły, ale wcześniej Harry i tak powiedział, że to jedyne, co może dać/ofiarować Draconowi, więc w tej łyżeczce miodu jest i tak odrobina goryczy. Na dodatek wlazł Ron, a to już nie wróży nic przyjemnego, bo Weasley pewnie nieźle sobie poużywa. Nie zdziwiłabym się, gdyby doszło do jakiejś grubszej awantury, ale wolę nie przewidywać za wiele, poczekam na koleją część tłumaczenia ;)

Przyznam, że coraz rzadziej zdarzają się teksty, w których Hermiona nie działa mi na nerwy. Tu też zaczynam mieć dość tego jej matkowania Harry'emu i oceniania, co jest dla niego dobre a co złe. Nie dziwię się jej antypatii w stosunku do Draco, w końcu nie zapracował sobie wcześniej na inny stosunek do jego osoby, ale widzi, co się tak naprawdę dzieje, więc mogłaby nieco odpuścić. Dobrze, że przynajmniej "zezwoliła" chłopakom na ostatnie spotkanie :oczy:

Ponieważ powolutku zbliżamy się do końca, przypuszczam, że antidotum jednak zadziała. Pytanie, na jakim etapie będą wtedy nasi bohaterowie, czy Ron zdoła ich na nowo skłócić, czy też Harry zachowa własne zdanie, a Draco nie wróci do punktu wyjścia? Mam nadzieję, że jednak znaleźli się w już takim miejscu, z którego mogą jedynie iść do przodu.

Czekam na c.d. i pozdrawiam Team Drarry :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Akame » 30 maja 2012, o 00:01

Zastanawiam się, czy antidotum zadziała... Jakoś tak mam wrażenie, że ten pocałunek zmienił wszystko i bardziej to on poskutkuje, niż wszystkie inne eliksiry. Tak jakoś mi się z "Owned" skojarzyło nie wiedzieć czemu, przypomniałam sobie, co tak naprawdę sprawiło, że Draco przestał być niewolnikiem i po tym pocałunku nie mogę się od tego opędzić O.o W każdym bądź razie, Harry wpadł jak śliwka w kompot i raczej już się nie wygrzebie. Czekałam, czekałam i doczekałam się, było mrrraaau xD

Zgadzam się, Hermiona działa mi na nerwy. Wiem, że robi wszystko w dobrej wierze, ale nosz qrde, darowałaby trochę tych pouczeń i opuściła gardę :/ Ja rozumiem jej uczucia, ale niech ona zrozumie nasze ;)

Ron! dżizys! Wiedziałam, że jak dorwał kartkę i pelerynę, to nic dobrego z tego nie wyniknie! Nie mógł wejść pięć minut później? Porozmawialiby, może by doszli do jakichś wniosków, a tak, świeżo po wyjściu z szafy, Harry został przyłapany :/ Mam nadzieję, że z tego nie będzie jakiejś dramy, bo Weasley jest skłonny do pochopnych czynów i gotów wykorzystać sytuację Draco, a tutaj jeszcze 4 rozdziały!! Chyba zjem pazury zanim dowiem się, jak to się dalej potoczy O.o

Dzięki za kolejną część, jesteście naprawdę niesamowite :*
Pozdrawiam.
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Nadia vel Ariana » 13 cze 2012, o 00:16

Można powiedzieć, że rozdział był właściwie w pewnym sensie kluczowy dla akcji tego ficka ;)
Chyba nie musze mówić, jakie zrobił na mnie wrażenie? Powaznie zastanawiam się nad zerknieciem do orginału, czego nigdy nie robię, bo niedługo zeżre mnie już ciekawość.
Wyjątkowo płynnie mi się czyta ten tekst, chociaż miejscami bywa trochę smutny. Sytuację czasami ratuje Ognista i sarkazm, ale to nadal trochę za mało. Całość jest jednak o tyle wciągająca, że nie można się oderwać, po prostu nie. I jeszcze końćzyc w takim momencie? To po prostu dobijające. wiem, że każdego autora by skusiło, ale jedna... uch. Nie znosze czytać po angielsku, wiec mam nadzieję, że tego nie zrobię, ale zaczynam się coraz bardziej bać i niecierpliwić rozwiniecia całej tej dość... hmmm, powiedzmy sobie szczerze, porąbanej sytuacji.
Z irytujacych rzeczy - nie, wcale nie Ron. Nie wiem czemu, chłopak nie działa mi na nerwy, jest w sumie okej. Chociaż nie znamy jeszcze jego reakcji (proszę, Ron, nie zawiedź mnie!). Hermiona - pff, ile moża już tych utyskiwań? Opowiedziałąby jakiś dowcip dla odmiany. No i trochę dziwne jest, że Draco ma tak mało bliskich osób. Dziwne, ale w sumie bardzo prawdobodbne i smutne, jak cała jego postać tutaj, pocąwszy od pragnienia zniknięcia do eliksiru wywołującego niechciane uczucie. A teraz do w spiralę smutków i żalów wpadł Harry, bo jakby nie patrzeć, z naszej strony jego zachowanie w tym rodziale było w końcu wyzwalające i dobre, tak w rzeczywistości, jeśli eliksir nadal działa, to keipsko będzie. Naprawdę kiepsko z chłopakami, nawet jak będzie już po wszystkim.
(Ciekawia jestem, czy w tym ff występują rodzice Malfoya, wątek konfliktów politycznych?)

Pozdrawiam, tak czy inaczej, i życzę weny! Wykonałyście przy tym ff kawał dobrej roboty. Ariana
Nadia vel Ariana Offline


 
Posty: 16
Dołączył(a): 29 maja 2012, o 16:33

Postprzez TEAM DRARRY » 13 cze 2012, o 15:25

Witajcie! Chyba jest coś w twierdzeniu, że ten tekst do najbardziej szczęśliwych nie należy. Ciągle wyskakuje jakieś opóźnienie i śliczny grafik Aev legł w gruzach. Przepraszam więc, a na swoją obronę mam tylko tyle, że czasem naprawdę nie ma się wpływu na okoliczności.
Śledzących oryginał informuję, że w tekście są dwa, jak najbardziej zamierzone, odstępstwa od treści Rhysenn.
Za betę dziękuję Aev i Minamoto.
Kaczalko, bez ciebie byłoby krucho… :*



Rozdział 12: Olśnienie.

„Wielu gra w miłość, ale tylko nieliczni kiedykolwiek poznają wynik”.*


Zdyszana Hermiona wpadła do pokoju wspólnego Gryffindoru. Wzrokiem przeskanowała pomieszczenie, jednak nie odnalazła poszukiwanej osoby.
— Hej, Hermiona — zawołał Seamus z miejsca, które zajmował z Deanem i Neville’em. — Co tam?
— Gdzie Harry? — spytała nagląco. — Wrócił już z treningu quidditcha? Muszę z nim natychmiast porozmawiać!
— To ustaw się w kolejce, Miona. — Seamus przewrócił oczami. — Co wy dziś z tym Harrym? Właśnie był tu Ron i pytał o to samo. Cóż, Harry jeszcze nie wrócił i nie wiemy, gdzie jest. Można by pomyśleć, że jeśli dwójka jego najlepszych przyjaciół nie może go znaleźć, to on naprawdę nie chce być znaleziony.
— Ron też go szukał? — Serce Hermiony zamarło. — A gdzie poszedł?
— A ja wiem… — Seamus wzruszył ramionami, a następnie znacząco się uśmiechnął. — Właściwie się minęliście, ale uważamy, że poszedł na PNW.
— PNW? — powtórzyła Hermiona. — Co to znaczy?
— To znaczy, że idziesz się Pomigdalić Na Wieży — rozwinął skrót Seamus z szelmowskim mrugnięciem. — Wiesz, Ron spytał nas czy Filch po zmroku patroluje zwykle piąte piętro Wieży Astronomicznej, a przecież wszyscy wiemy, że Ron nigdy nie wykreśla samodzielnie swoich map gwiezdnych konstelacji, tylko je po prostu kopiuje z podręcznika.
— Co?! — krzyknęła przerażona Hermiona, po czym bez słowa okręciła się na pięcie i wypadła z pokoju wspólnego.
Zakłopotani Seamus, Dean i Neville wpatrywali się w miejsce, w którym zniknęła.
— Ups… — rzucił ostrożnie Seamus. — Czy ja coś palnąłem?
— Myślisz, że ona i Ron?... — spytał Neville z szeroko otwartymi oczami. — Wydawała się zdenerwowana, kiedy stwierdziliśmy, że Ron mógł pójść się pomyziać.
— Ale przyszła zapytać o Harry’ego, nie o Rona — wtrącił Dean.
— Może obawia się, że Ron poszedł się obmacywać z Harrym? — podpowiedział Seamus z nikczemnym uśmiechem.
— Co?! — Jednogłośnie rzucili Dean i Nevill, po czym Dean lekceważąco pokręcił głową. — Nie ma mowy. Nie Ron i Harry. Serio.
— Zatem Harry i Hermiona? — zasugerował Seamus.
— Teraz się pogubiłem — poskarżył się Neville. — Więc w końcu kto z kim się migdali?
— Jest tylko jeden sposób, by się dowiedzieć — powiedział stanowczo zadowolony Seamus. — Musimy po prostu zobaczyć, kto wróci wyglądając na dokładnie wymiętoszonego.
— A jak wygląda ktoś dokładnie wymiętoszony? — zapytał rozbawiony Dean.
— Och, no wiesz… — odezwał się Seamus autorytatywnym tonem. — Ma wypieki na policzkach, mocno zaczerwienione usta, oczy zamglone pożądaniem, szybki oddech i poczucie winy wypisane na twarzy…
— Hej, a ty skąd wiesz tyle o tym, jak wygląda ktoś, kto właśnie się migdalił? — przerwał mu Dean, unosząc brew.
Seamus posłał mu anielski uśmiech i z nonszalanckim wzruszeniem ramionami wrócił do swojej pracy domowej.

* * *


Hermiona posiadała dar spostrzegawczości, pewną intuicję, która w jej umyśle powodowała ostrzegawcze drgania, wyczuwając czekający za zakrętem problem. Teraz, spiesząc wzdłuż korytarzy, prowadzących do składziku w Wieży Astronomicznej, w jej głowie odbywało się coś w rodzaju ogromnego trzęsienia ziemi.
Niemal potknęła się o stopień, docierając na piąte piętro. Uciążliwa cisza wisząca w powietrzu nie uspokoiła jej lęków, stanowiła jedynie zapowiedź dla nieuchronnie nadchodzących nieprzyjemności. Gdyby tylko mogła dotrzeć na czas, by ostrzec Harry’ego…
Szybko wyszła zza zakrętu i stanęła jak wryta.
Drzwi do składziku były otwarte i stał w nich Ron. Jego sylwetka była sztywna, jakby zamarł zszokowany, a palce zacisnęły się kurczowo na trzymanej w dłoni pelerynie niewidce. Za nim widziała Harry’ego i Draco: ich twarze były zarumienione, a soczysta czerwień warg kontrastowała silnie z bladością skóry, podkreślaną przez światło świec.
— Niech to szlag — skwitowała, niezdolna inaczej skomentować sceny, którą miała przed oczami. To było jak bezsilne oglądanie właśnie rozgrywającej się katastrofy, bez możliwości jej powstrzymania.
Ron odwrócił się, gdy rozbrzmiał za nim wysoki głos Hermiony. Jego oczy otworzyły się jeszcze szerzej, lecz mowa nadal go zawodziła. Nieznośne napięcie wisiało w powietrzu, narastająca cisza zwiastowała nieuchronny wybuch, gdy tylko milczenie dobiegnie końca, jednak nikt nie wydawał się skłonny lub wystarczająco świadomy, by pierwszy rzucić kamień.
W końcu ciszę przerwał drżący głos Harry’ego:
— Ron...
Dźwięk własnego imienia wydobywającego się z ust Harry’ego — z tych ust, które dopiero co... — popchnął Rona do działania. Dłużej nie mógł tego znieść.
— Co tu się, do cholery, dzieje? — wybuchł Ron, wzrokiem wodząc od Harry’ego do Malfoya i z powrotem. — Harry, co robisz tutaj sam na sam z Malfoyem? Co do... — przerwał, a jego twarz przybrała alarmujący kolor purpury. — Czy ktoś mi może wyjaśnić co tu się, kurwa, dzieje?
— Ron! — przerwała mu Hermiona, w jej głosie było słychać zarówno ostrzeżenie, jak i obawę. — Uspokój się i przestań wrzeszczeć, zanim ktoś cię usłyszy i tutaj przyjdzie!
— A czemu nie? — Chłopak odwrócił się do niej. — Tu dzieje się coś złego i sądzę, że ktoś byłby po prostu zachwycony możliwością dostania szlabanu — odwrócił się ponownie i wbił w Draco zimne spojrzenie — skoro dokłada wszelkich starań, by omijać szkolne przepisy.
— Więc chcesz, by Harry też miał kłopoty? — zapytała ostro Hermiona.
— Cóż, wygląda na to, że wszystko robił przez niego — odpowiedział Ron, a jego głos drżał od ledwie kontrolowanej wściekłości.
Zwrócił twarz w stronę Harry’ego. Gniew jakby odrobinę stopniał, zastąpiony przez zbolałą rozpacz i żarliwe niedowierzanie. Ich wzrok skrzyżował się na dłuższy, intensywny moment, ujawniając czyste emocje. Smutne zielone oczy spotkały się z płomiennie niebieskimi i w ciszy, niemo udzieliły odpowiedzi na niewypowiedziane pytanie. Brak zaprzeczenia ze strony Harry’ego był gorzkim potwierdzeniem tego, co Ron wziął za sprytną iluzję: Harry z rękoma oplecionymi wokół talii Malfoya, wpatrujący się w niego z uwielbieniem, którego Ron nigdy u niego nie widział. Nigdy wcześniej Harry nie patrzył tak na nikogo...
W oczach Rona zabłysła udręka, gdy rzucił okiem na Malfoya. Ślizgon milczał z godnością i choć jego spojrzenie było nieprzystępne, Ron dostrzegł przebłysk zwycięskiej arogancji na jego twarzy. Odwrócił się i bez słowa wyszedł, odrzucając dłoń usiłującej go powstrzymać Hermiony. Zbiegł po schodach, uciekając od poniżenia i skręcającego, rozrywającego na strzępy bólu zdrady i poniesionej klęski.
Wszyscy patrzyli za nim, nawet wtedy, gdy pozostały po nim jedynie otwarte drzwi i mroczny korytarz, a dźwięk jego kroków ucichł, ponownie zamykając ich w niewygodnej ciszy.
Hermiona, nadal oszołomiona, wpatrywała się w pozostałych chłopaków. Harry jęknął cicho i zasłonił oczy dłonią, palcami masując skronie.
— Co teraz? — spytała sfrustrowana Hermiona.
— Dlaczego czegoś nie wymyślisz, Granger? — odpowiedział Draco. Dwójka Gryfonów wzdrygnęła się lekko i zwróciła w jego stronę, a on posłał Hermionie blady uśmiech i dodał: — Skoro masz takie dobre pomysły.
Hermiona wyglądała na wściekłą i już otwierała usta, by wypowiedzieć jakąś ciętą ripostę, ale ubiegł ją Harry.
— Draco — powiedział do blondyna niskim, stłumionym głosem, rzucając mu krótkie spojrzenie.
Ku zaskoczeniu Hermiony Draco ucichł i nie odpyskował, a zamiast tego podszedł do dużego, drewnianego kufra (który teraz, gdy o tym pomyślała, wydał jej się dziwnie znajomy) i usiadł na jego wieku. Posłał jej wyzywające spojrzenie a następnie odwrócił się, ale Hermiona zdołała dostrzec, że jego spojrzenie skierowało się ku Harry’emu, który patrzył w dół na własne dłonie, wyglądając na zupełnie udręczonego.
— Co dokładnie się tu wydarzyło? — spytała Hermiona łagodnym, ale stanowczym głosem.
Znużony Harry spojrzał na nią i właśnie miał odpowiedzieć, gdy wciął się Draco:
— Daj mu spokój.
— Zamknij się, Malfoy, nie mówię do ciebie — warknęła, a jej oczy zabłysły, gdy mierzyła go wzrokiem. — Myślę, że spowodowałeś wystarczająco dużo problemów na całe przyszłe stulecie. Prawdopodobnie najgorszą rzeczą, którą mógłbyś zrobić ludzkości, byłoby gdybyś stał się nieśmiertelny, więc spływaj.
Harry uniósł brwi, wpatrując się zaskoczony w Hermionę. Nawet Draco nieznacznie zadrżał, być może w reakcji na błysk gniewu w jej oczach — kiedy widział go po raz ostatni, skończyło się uderzeniem w twarz. Ucichł, gotując się w sobie.
Hermiona wyglądała na ponuro usatysfakcjonowaną i zwróciła się do Harry’ego.
— Co się stało? — powtórzyła. Jej ton złagodniał, gdy dostrzegła głębię udręki i niepewność, płonące w płynnej zieleni jego oczu.
Nastąpiła długa przerwa. Nikt się nie odzywał, zarówno Hermiona jak i Draco wpatrywali się w Harry’ego w niemym oczekiwaniu. Mijały kolejne sekundy, powietrze nadal było wypełnione męczącym napięciem, ale Hermiona cierpliwie czekała, a bystre oczy Draco nawet na chwilę nie odwróciły się od Harry’ego.
W końcu Harry przemówił, a jego głos był pełen zmieszania, jakby był dręczony wielkim dylematem.
— Nie mogę — powiedział cicho, spuszczając głowę i badając wzrokiem wybrane zawijasy kurzu oraz ślady stóp, które były rozsiane po drewnianej podłodze i zrobione oczywiście przez niego i Draco.
Trudno sobie wyobrazić, by te dwa proste słowa, które wydobyły się z jego ust, mogły mieć tak zgodny wpływ na parę stojących przed nim, ale tak bardzo różnych osób.
Hermiona wyglądała na rozczarowaną, a także zmartwioną, choć powstrzymała się przed dalszymi pytaniami, Draco po prostu odwrócił wzrok, aczkolwiek w jego oczach było widać ulotny smutek.
— Nie mogę tego wyjaśnić. — Gdy Harry podniósł głowę, by spojrzeć najpierw na Draco, a później na Hermionę, jego oczy przepełniał ból. — Ja... pójdę już. Naprawdę mi przykro.
Ruszył w kierunku otwartych drzwi. Każdy jego krok był ciężki, jakby miał nogi z ołowiu i niemal drętwy, jak gdyby poruszał się we śnie osadzonym w rzeczywistości. Przechodząc przez próg, odgarnął z oczu niesforną grzywkę, ale głos Draco zmusił go do zatrzymania się.
— Gdzie idziesz? — spytał Ślizgon.
Hermiona zjeżyła się i spiorunowała go wzrokiem.
— Nie twoja sprawa, dokąd idzie — wysyczała.
Harry obejrzał się.
— Spróbuję to naprawić — powiedział żałośnie.
Następnie odwrócił się i wyszedł, a nikt nie powiedział ani słowa, by go powstrzymać. Nic w składziku nie drgnęło, przez chwilę autentyczne skrępowanie unoszące się w powietrzu utrzymywało wszystko w dziwnej równowadze między ciszą a bezruchem. Ale, jak zawsze, Draco pierwszy postanowił to zmienić.
— Co zamierza zrobić, by to naprawić? — spytał.
— Poszedł szukać Rona, przygłupie — odpowiedziała Hermiona, jej cierpliwość się kończyła.
— Może po to, by go udusić? — Głos Draco był niemal pełen nadziei. — Łasice są spokrewnione z kretami, czyż nie? Powinien więc być ostrożny.
— Nie pogrywaj ze mną, Malfoy. — Hermiona podeszła do chłopaka, który nadal siedział na kufrze (teraz przypomniała sobie, jaką dokładnie rolę grał ten przedmiot w całej sytuacji). Położyła dłonie na biodrach i spojrzała na niego gniewnie.
— Nie wiem, co się tu wydarzyło, jednak jest dla mnie wystarczająco jasne, że to wszystko przez ciebie.
Draco podniósł wzrok i Hermiona zobaczyła, że jego oczy ponownie były czyste: nie było w nich widać skrywanego bólu, który aż do tego momentu okrywał całunem burzliwą szarość jego tęczówek. Jego miejsce zajęło wyzwanie, jednak nadal nie było widać złośliwości, zwykle używanej przez niego do powodowania kłopotów. To było dziwne, niemal surrealistyczne: Hermionie wydawało się, że Draco się zmienił, a jednocześnie nie zmienił.
— Co zobaczył Ron? — spytała, kontrolując swój ton.
— Nie wiem — odpowiedział Draco bez wahania. — Nie zamierzam dostać zeza tylko po to, by wyobrazić sobie, co zobaczył Weasley świdrując nas wzrokiem.
Draco Malfoyu! — krzyknęła, nie dbając o to, czy ktoś ją usłyszy. — Powiedz mi dokładnie co tu się wydarzyło, co tak zdenerwowało Rona i jaki jest twój udział w tym całym przeklętym bałaganie. NATYCHMIAST! — Wyciągnęła różdżkę i groźnie wymachiwała nią w stronę Draco. — Chyba, że jesteś zainteresowany powrotem do postaci białej fretki, bo w tym przypadku chętnie służę pomocą.
Draco zamarł i ostrożnie obserwował różdżkę dziewczyny. Nie miał wątpliwości, że będąc prymuską na zaawansowanej transmutacji u McGonagall opanowała zaklęcie, którym Szalonooki Moody zmienił go we fretkę. Posłał jej złowrogie spojrzenie, ale w obliczu młodej, wścieklej i bardzo silnej czarownicy z różdżką w ręku oraz potencjalnie upokarzającym czarem wiszącym nad głową, uległ.
— Oto, co się wydarzyło — powiedział powoli Draco, a jego głos nieco drżał, jakby wracał myślami do wciąż żywych wspomnień. — Harry i ja rozmawialiśmy. Pocałowałem go. I wtedy... — przerwał i zagryzł dolną wargę. — Wtedy Harry oddał pocałunek. I kiedy się odsunął, zaczął coś mówić, ale wtedy wtargnął tu Weasley... Najwidoczniej posiada pelerynę niewidkę, choć nie mam pojęcia, jak tak zubożała rodzina weszła w posiadanie czegoś takiego.
— To peleryna Harry’ego — powiedziała Hermiona przez zaciśnięte zęby. — Słowo więcej o Ronie, a dorobię ci komplet wąsów. Streszczaj się.
Draco buntowniczo spojrzał na wycelowaną w niego różdżkę, ale kontynuował:
— Weasley wszedł, spojrzał na nas i zaczął wrzeszczeć. Harry usiłował go uspokoić, ale nic nie zdziałał, a wtedy ty przyłączyłaś się do imprezy. To wszystko, co mam do powiedzenia.
— Dlaczego? — Hermiona potrząsnęła głową w geście czystej irytacji. — Dlaczego musiałeś go znów pocałować, Malfoy? Mówiłam ci, że spotkanie sam na sam z Harrym to zły pomysł, ale ty uparłeś się, by z nim porozmawiać i patrz, co narobiłeś! — przerwała, jej oczy płonęły. — Czy ty w ogóle dbasz o Harry’ego? Planujesz kiedykolwiek zostawić go w spokoju?
Nastała cisza, powietrze było przesycone wrogością, ale milczenie było równie wymowne. Draco podniósł się, otrzepał dżinsy z kurzu. Był spokojny i niewzruszony jak zawsze, chociaż ręka mu zadrżała, gdy odgarnął wpadające w oczy włosy i beznamiętnie spojrzał na Hermionę.
— Tak — odpowiedział cicho, ale powoli i wyraźnie. — Zrobię to.
— Zrobisz co? — dopytywała Hermiona, ale Draco już zdążył wyminąć ją z gracją, po czym wyszedł i zniknął.

* * *


Harry nigdy nie miał problemu z odszukaniem Rona. Pomijając fakt, że Ron był wysoki i miał płomiennie rude włosy, to z jakiegoś powodu Ron zawsze był obok – ta myśl uderzyła go, powodując wyrzuty sumienia. Uświadomił sobie, że Ron trwał u jego boku nawet w najtrudniejszych chwilach, wspierając go z całych sił.
Na szczęście dla niego, Ron był też przewidywalny. A przynajmniej taką Harry miał nadzieję, pędząc na otwartą przestrzeń boiska do quidditcha. Mroźne zimowe powietrze smagało jego skórę lodowymi igiełkami. Wpatrywanie się w nocne niebo było niczym spoglądanie w ciemną toń jeziora, w głębi której srebrzyście skrzyło się nikłe migotanie gwiazd.
Boisko otaczała dziwna ciemnozielona poświata, jakby ta przestrzeń stanowiła wyspę zamkniętą wśród morza cieni, otoczoną przez majaczące w ciemności wysokie trybuny, przebijające otaczającą ciemność jak wielkie, surowe wieże.
Proszę, Ron, bądź tutaj, żarliwie błagał Harry, gdy biegł w stronę trybun, drżąc z zimna. Musi tu być. Gdzie indziej mógłby pójść?
Jego serce drgnęło, kiedy w otaczającej ciemności dostrzegł na skraju boiska zarys postaci. Blade światło migoczących gwiazd powodowało, że rude włosy Rona wydawały się matowe.
— Ron! — zawołał Harry, przyspieszając z nową siłą. Gdy znalazł się dostatecznie blisko, Ron odwrócił się na dźwięk własnego imienia. Nie powiedział nic, jednak dotkliwy ból emanował od niego niczym ciemno czerwona fala, zabarwiona przez otaczającą go ciemność.
— Mogę to wytłumaczyć! — Harry był zdyszany, gdy zatrzymał się przed nim. — Po prostu przez chwilę mnie posłuchaj, Ron, proszę. Nie chciałem niczego przed tobą ukrywać, musisz mi uwierzyć.
— No, jasne. — Głos Rona był zimny jak lód i bardziej przenikliwy niż dokuczliwy wiatr. — Rozumiem, Harry. Łatwo było, biorąc pod uwagę rodzaj twojego związku z Malfoyem, bez względu na to jakiego rodzaju to relacja, zapomnieć mi o tym powiedzieć. Przecież widuję cię zaledwie codziennie!
— Posłuchaj — Harry spróbował ponownie. — To, co widziałeś przed chwilą nie jest tym, na co wygląda.
Nie jest tym, na co wygląda? — wybuchnął Ron. — Harry, miałeś ręce oplecione wokół jego pasa! Nie dałoby się wcisnąć między was szpilki, ale wyprowadź mnie z błędu, jeśli dopatruje się tam zbyt wiele.
— Ron — powiedział zdesperowany Harry. — Słuchaj, daj mi szansę to wyjaśnić.
— A co tu jest do wyjaśniania? — Ron już niemal krzyczał. Nawet w migotliwym świetle księżyca Harry widział, że twarz przyjaciela wykrzywia gniew i ból. — Dlaczego nagle chcesz prowadzić ze mną dyskusje, skoro wcześniej nie zadbałeś o to, by powiedzieć choć słowo? Dlaczego musiałem dowiedzieć się o tobie i Malfoyu w taki sposób?
Ron wyjął coś z kieszeni i rzucił Harry’emu pod nogi. Harry nie zdążył dostrzec, co to było, nim przedmiot upadł z cichym szelestem na trawę.
Rona coś tknęło.
— Czy Hermiona wiedziała? — spytał nagle. — Bo wydawała się tym zupełnie nieporuszona, była nawet bardziej spokojna niż zwykle. — Jego głos stawał się coraz ostrzejszy. — Powiedziałeś jej? Powiedziałeś?
— Tak — odpowiedział Harry zdławionym głosem. Nigdy wcześniej nie było mu tak ciężko coś z siebie wydusić.
Jeszcze silniejszy szok i ból pojawił się na twarzy Rona, po czym zniknęły, jakby zostały przez niego wchłonięte — chłopak cofnął się o krok i zaśmiał ponuro.
— To świetnie, Harry — powiedział cicho, jego głos niczym nóż przeciął krystaliczne nocne powietrze. — Zatem wszyscy należą do kręgu wtajemniczonych, a ty po prostu wygodnie o mnie zapomniałeś. Za każdym razem gdy wasza dwójka szeptała coś na boku, obgadywaliście mnie za moimi plecami.
— Nie rozmawialiśmy o tobie. — Harry starał się zachować spokój. — Rozmawialiśmy o Malfoyu i o tym, co zrobić z… z tym wielkim problemem, który wspólnie usiłujemy rozwiązać. A powodem, dla którego zdecydowałem się nic ci nie mówić, była chęć chronienia cię. — W myślach Harry przyznał, że główną przyczyną była przesadna skłonność Rona do robienia widowisk, ale głośno dodał po prostu: — Nie chciałem cię w to wciągać.
— Wciągać w co? — zażądał wyjaśnień Ron.
Harry zawahał się, ale później spojrzał na zacięty, ponury wyraz twarzy przyjaciela i zdecydował, że nadszedł czas, aby raz na zawsze to wyjaśnić. Męczyły go ciągłe podchody, sekrety, a przecież wiedział, jak wiele zawdzięcza Ronowi.
I tak Harry wyznał Ronowi prawdę, choć całość brzmiała boleśnie niewiarygodnie. Opowiedział, w jaki sposób on i Draco zostali połączeni przez efekt działania eliksiru miłosnego, który spowodował, że Draco się w nim zakochał. Jak spotykali się regularnie, desperacko ścigając się z czasem, by odwrócić działanie mikstury i jak poprosił Hermionę o pomoc.
— Malfoy ci to wszystko powiedział. — Głos Rona był beznamiętny.
— Tak — potwierdził Harry.
— A ty mu uwierzyłeś? — ostro skwitował Ron, z niedowierzaniem kręcąc głową. — Od kiedy to słowa Malfoya powodują, że tracisz zdrowy rozsądek?
— Ron, nie rozumiesz — powiedział poważnie Harry.
— To prawda, Harry. — Ron skrzyżował ręce na piersi. Jego szczęka była zaciśnięta, oczy pociemniały z gniewu. — Nawet nie zaczynam rozumieć, czemu to robisz, a „Malfoy tak powiedział” to raczej kiepska wymówka.
— Nie próbuję tego usprawiedliwić — powiedział Harry zmęczonym głosem. — Chciałem ci tylko wszystko wytłumaczyć. Jeśli, oczywiście, mnie wysłuchałeś.
— Ależ wysłuchałem. — Głos Rona był surowy i nieustępliwy. — Nawet już cię widziałem, a zobaczyć znaczy uwierzyć. — Wziął głęboki oddech. — Ale zupełnie nie mogę pojąć dlaczego. Dlaczego uwierzyłeś w tak niedorzeczną historię? Dlaczego nie dostrzegasz, że Malfoy chce zniszczyć naszą przyjaźń? I dlaczego zdecydowałeś się stać przy nim, a nie przy mnie?
— On cierpiał, Ron! — zaprotestował zdesperowany Harry. Czuł się zakrzyczany, jakby wszystkie jego słowa trafiały w pustkę, znikając bez echa. — Żył w ciągłym bólu, widziałem to na własne oczy. I na własne oczy zobaczyłem też, że mogę go uleczyć. Może nie był do tej pory prawdomówną osobą, ale o eliksirze miłosnym powiedział prawdę. Jestem tego pewny. Nie ma innego wytłumaczenia...
— A od kiedy to ma dla ciebie jakieś cholerne znaczenie? — odparł Ron. — Nie przypominam sobie żebyś się przejął, gdy Szalonooki Moody zmienił go we fretkę albo gdy, parę lat temu, zarobił od nas paskudną mieszanką klątw w Hogwart Ekspresie. Co się zmieniło?
— Bo... — Nabrzmiały emocjami głos Harry’ego załamał się, nim udało mu się w końcu wykrztusić: — Bo teraz... Może, mimo wszystko, troszczę się o niego.
Nastała martwa cisza. Złowieszczy szum drzew Zakazanego Lasu niósł się na skrzydłach wiatru nawet ze znacznej odległości. Atmosfera na boisku oświetlonym przez błyszczące gwiazdy była wciąż napięta.
— Nie wierzę w to! — wykrzyknął w końcu Ron, po czym odwrócił się i pobiegł w otaczającą ich ciemność, kierując się w stronę szkoły.
Harry nawet nie usiłował go zatrzymać. Przygnębiony usiadł na trawie i oparł głowę na dłoniach. Jego sylwetkę, rysującą się na tle nocy, otaczała aura złowrogiego, bladego światła.
Dość długo tak siedział. Nie wiedział, ile czasu minęło, ale jego ręce i nogi zesztywniały z zimna, zmęczenia i wszystkich innych powodów. Przeciągnął się, by odzyskać czucie i jego palce musnęły coś leżącego w trawie.
To była ta rzecz, którą rzucił Ron. Harry uświadomił sobie, że to zmięty w kulkę kawałek papieru więc podniósł go i wygładził, a wtedy ból uderzył w niego na nowo. Na kartce była wiadomość od Draco, z prośbą o spotkanie na Wieży Astronomicznej: notka, która doprowadziła do tak dramatycznego końca.
Harry wstał z ciężkim westchnieniem, wsuwając kartkę do kieszeni. Udał się w kierunku szkoły, która stała w oddali jasno oświetlona, niczym pogodny punkt orientacyjny w otaczającej ją ciemności, jemu jednak nie przyniosło to ukojenia.

* * *


Gdy Harry zmierzał z powrotem do Wieży Gryffindora, nagle pojawiła się przed nim Hermiona. Była blada jak popiół, choć jej policzki były zaczerwienione jakby właśnie biegła. Kiedy go dostrzegła, jej oczy rozszerzyły się z ulgi i pełnego strachu podekscytowania.
— Harry! — narzekała ponaglająco. — Wszędzie cię szukaliśmy! Posłuchaj, wszystko koszmarnie się skomplikowało, ale przede wszystkim musisz wiedzieć, że...
— Ach, panna Granger. Tak myślałem, że to właśnie pani pierwsza odnajdzie naszą nieuchwytną sławę. — Jedwabisty głos Snape’a przeciął powietrze, nim jego wysoka postać zamajaczyła przed nimi. Oboje wzdrygnęli się, a Hermiona przerwała w połowie zdania. Snape uśmiechnął się gładko i dodał: — W końcu od czego są przyjaciele, nieprawdaż?
Harry cofnął się o krok, wiedział, że coś było nie w porządku. Oszołomiony spojrzał na Hermionę, a ona, w odpowiedzi, bezradnie wzruszyła ramionami.
— Potter, za mną. — Snape chwycił go mocno za ramiona i pchnął z powrotem na schody, kierując się, jak szybko zorientował się Harry, w stronę gabinetu Dumbledore’a.
— Dokąd idziemy? — zapytał Harry, choć doskonale znał odpowiedź. Opierał się nawet będąc popychanym przez Snape’a. — O co chodzi?
— Myślałem, że już wystarczająco dobrze znasz korytarze, by to wiedzieć — powiedział Snape niskim, cichym głosem, który aż kipiał nienawiścią. — Z pewnością zapoznałeś się z tą przeklętą mapą, jak również przyswoiłeś wyrafinowaną umiejętność przemykania się w środku nocy. Zawsze musisz być ponad zasadami.
Harry zamilkł. Odwrócił się, by spojrzeć na zdyszaną Hermionę, która biegła za nimi truchtem, ledwie nadążając za narzucającym tempo Snape’em. Spojrzała na niego żałośnie i potrząsnęła głową, niemo informując, że to nie czas na rozmowy. Ramiona Harry’ego opadły, był zrezygnowany, zmieszany i wyczerpany, i ledwie rejestrował wszystko, co się wokół niego działo.
Dotarli do wejścia do gabinetu Dumbledore’a. Snape wymruczał pod nosem hasło i gargulec odskoczył na bok, by ich przepuścić. Weszli na kamienne, spiralne schody, zatrzymując się przed wypolerowanymi, dębowymi drzwiami. Snape zapukał krótko i weszli do środka, a Harry aż zamarł ze zdumienia, gdy rozejrzał się po okrągłym pomieszczeniu.
Wewnątrz, stojąc przy przeciwległych krańcach biurka, byli już Ron i Draco. Gdy tylko Hermiona wślizgnęła się do gabinetu, Snape zamknął za nimi drzwi. Ponowne znalezienie się w jednym pomieszczeniu z Ronem, Draco i Hermioną było ostatnią rzeczą, której Harry się spodziewał.
Dumbledore wstał z fotela, uważnie przyglądając się Harry’emu. Snape, który stanął za dyrektorem, był dziwnie zadowolony, niczym czający się do skoku kot, czyhający pod mysią norą.
— Witaj, Harry — przywitał się Dumbledore życzliwym tonem, choć jego spojrzenie było zatroskane. — Zdaję sobie sprawę, że to dość późna pora na spotkanie, ale zwrócono naszą uwagę na pewne poważne kwestie i ich rozstrzygnięcie nie może czekać do rana.
Harry spojrzał pytająco na Rona, ale rudzielec nie patrzył na niego — wpatrywał się wrogo w stojącego naprzeciw Draco. Draco natomiast patrzył na Weasleya spokojnie, dorównując mu wrodzoną arogancją. Nienawiść między nimi była niemal namacalna.
— Ron poinformował nas, że stało się coś niestosownego — kontynuował Dumbledore, uważnie studiując reakcję Harry’ego i rejestrując jego zdezorientowane milczenie. — Wniósł pewne oskarżenia, które musisz potwierdzić lub im zaprzeczyć, w obecności nas wszystkich.
— Powiedz nam, Potter — odezwał się nagle Snape, jego głos był cichy, lecz ostry niczym ostrze miecza. — Czy przypominasz sobie byś w ostatnich tygodniach został uraczony eliksirem miłosnym? I odpowiedz wprost: nie ma potrzeby owijania w bawełnę i opowiadania bajek.
Harry, całkowicie oszołomiony, spojrzał na Snape’a.
— C-co? — Zdołał wykrztusić drżącym głosem.
Oczy Snape’a błysnęły złowrogo, ale Dumbledore wtrącił się nim tamten zdążył się odezwać.
— Pytamy o to — Dumbledore pochylił się i spojrzał wprost na Harry’ego — czy pamiętasz byś pił jakąś dziwną miksturę? Dobrze się zastanów, zanim odpowiesz, Harry. Czy pamiętasz zażycie eliksiru miłosnego? Choćby jedno mgliste wspomnienie?
Spojrzenie Harry’ego odruchowo powędrowało na krótką chwilę do Draco ale Ślizgon z premedytacją unikał jego wzroku. Ponownie spojrzał więc na Dumbledore’a i zorientował się, że ten bardzo uważnie mu się przygląda.
— Nie — odpowiedział w końcu niepewnym, drżącym głosem. — Nie pamiętam, bym pił eliksir miłosny. Zupełnie nie pamiętam.
— Widzicie? — wybuchnął nagle Ron i zdumiony Harry odwrócił się do niego. — Profesorze, mówiłem, że... — przerwał w połowie zdania, gdy Dumbledore uciszył go podniesieniem ręki, wskazując, by Ron pozwolił kontynuować Harry’emu.
— Harry. — Dumbledore spojrzał na niego z powagą. — Moje następne pytanie będzie bardzo bezpośrednie, ale chcę, żebyś na nie odpowiedział „tak” lub „nie”, gdy tylko starannie je przemyślisz. Zrozumiałeś? — Harry skinął głową. Dumbledore przerwał na chwilę, po czym, wyglądając niezwykle poważnie, przemówił powoli, ważąc sens i znaczenie każdego słowa: — Czy pamiętasz, by pan Draco Malfoy, młody człowiek stojący po mojej lewej stronie, dał ci eliksir miłosny, który wypiłeś przymusowo bądź dobrowolnie?
— CO? — wyrwał się zaskoczony Harry, nie mogąc się pohamować. Ucichł pospiesznie, choć Dumbledore’a już zaciekawiła jego gwałtowna reakcja. Wziął głęboki oddech, a następnie mocno potrząsnął głową. — Oczywiście, że nie!
— Nie rozumiesz, Harry? — krzyknął Ron. — On namącił ci w głowie! Sprawił, że uwierzyłeś, że zażył eliksir miłosny, podczas gdy tak naprawdę to ty jesteś pod jego wpływem!
— Jak niby miałbym to zrobić? — Nagle, po raz pierwszy, odezwał się Draco. — Jak miałbym sprawić, by uwierzył w cokolwiek? Dzięki mojemu naturalnemu urokowi i sile przekonywania?
— Rzuciłeś na niego jakieś mroczne zaklęcie! — Ron kipiał ze złości. — Nie myśl, że możesz mnie oszukać, Malfoy! Widziałem jak łatwo odparłeś Imperiusa, więc pewnie doskonale wiesz też, jak go rzucać!
— Po Harrym Imperius spływa jak woda po kaczce! — zripostował Draco. — Nie zauważyłeś, Weasley? Tym razem jakie masz na to wytłumaczenie? Uszkodzenie mózgu, po raz kolejny?
— Może zmodyfikowałeś mu później pamięć! — wrzeszczał niezrażony Ron.
— DOŚĆ! — Głos Dumbledore’a przebił się nad zgiełkiem, a Ron i Draco ucichli, choć nadal gotowali się ze złości. Dyrektor popatrzył na nich poważnie: — Panie Weasley, panie Malfoy, muszę wam przypomnieć, że mój gabinet to nie korytarz i krzyczenie na siebie nie jest tu akceptowane. Tutaj problemy rozwiązuje się na tyle polubownie, na ile to możliwe, a jeśli się nie udaje, to jedyną osobą, która może podnieść głos, jestem ja.
— Ależ profesorze Dumbledore — zaprotestował gorliwie Ron. — Musicie mi uwierzyć, kiedy mówię, że Harry ostatnio nie jest sobą. Widuję go codziennie i znam go. Był jakiś... roztargniony, a ja nie wiedziałem dlaczego, aż do dziś, kiedy powiedział mi o eliksirze miłosnym.
— Ale nigdy nie twierdziłem, że to ja jestem pod jego wpływem! — zaoponował Harry.
— Taa... powiedziałeś, że to Malfoy — rzucił lekceważąco Ron. — Nie widzisz, że to śmieszne? Sam przecież byś tego nie mógł wymyślić.
— Być może panna Granger będzie w stanie nas oświecić? — Niespodziewanie zaproponował Dumbledore.
Hermiona podskoczyła lekko na dźwięk swojego imienia. Dyrektor uprzejmie odwrócił się do niej i skinął, by podeszła bliżej i stanęła obok Harry’ego.
— Panno Granger — zapytał spokojnie. — Czy zauważyłaś, by Harry zachowywał się inaczej w ciągu ostatnich dwóch tygodni?
Wszyscy zwrócili oczy na Hermionę, nawet Draco. Dziewczyna nerwowo rozejrzała się dookoła, ale szybko opanowała się i skupiła wzrok na dyrektorze.
— Nie — powiedziała cicho, ale stanowczo. — Nie dostrzegłam nic nietypowego. Był zajęty quidditchem i innymi rzeczami, ale nie zachowywał się dziwnie.
Harry odetchnął z ulgą, a Ron, przerażony, wpatrywał się w Hermionę.
— Cóż, profesorze — powiedział Snape, z wyraźnym niesmakiem patrząc na trójkę Gryfonów. — Najwyraźniej, tak jak się spodziewałem, osiągnęliśmy impas w dyskusji. Potter wydaje się zbyt zdezorientowany, by być wiarygodnym źródłem, ale zaprzecza, że wypił eliksir miłosny. Potwierdził też, że Draco Malfoy, który od początku stanowczo zaprzecza jakiemukolwiek zaangażowaniu w tę historię, nie podał mu eliksiru. Z drugiej strony mamy Weasleya, który jako pierwszy poruszył całą sprawę, informując, że Potter zachowuje się dziwnie, dziwniej niż zwykle. — W głosie Snape’a słychać było ironię. — Aczkolwiek panna Granger się z nim nie zgadza, twierdząc, że nie zauważyła żadnych zmian w jego zachowaniu. — Snape zrobił przerwę, by nadać wypowiedzi dramatyczny efekt. — Myślę, że dzieje się tu coś więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. — Odwrócił się w stronę Dumbledore’a i lekko zniżył głos, choć w ciszy panującej w gabinecie jego sugestia i tak była słyszalna. — Może już czas, by ponownie użyć Veritaserum.
— Tak, Veritaserum jest jakimś wyjściem — powiedział Dumbledore. — Ale wolałbym raczej, żeby strony zainteresowane mówiły z własnej woli. Na ich słowie można polegać. — Spojrzał na Harry’ego. — Więc, ostatecznie, jaka jest twoja decyzja w tej sprawie, Harry? Potrzebujesz czasu do namysłu?
Na kilka uderzeń serca zapanowała kompletna cisza, a potem Harry powiedział:
— To całkowicie oczywiste, profesorze — jego cichy głos wypełniony był determinacją — że Ron jest w błędzie. To jakieś nieporozumienie. Nic takiego się nie stało.
Na słowa Harry’ego Ronowi opadła szczęka, a oczy Draco błysnęły krotko, nim chłopak ponownie opuścił wzrok.
— Być może — powiedział Snape, robiąc krok w przód. Nie chciał odpuścić tak łatwo. — Daleki jestem od tego, by wątpić w słowo Pottera — nazwisko wymówił tonem ostrym jak brzytwa — ale jest on tutaj osobą podejrzaną o bycie pod wpływem eliksiru miłosnego, a jego zeznań nie potwierdza najbliższy przyjaciel. Być może w tym przypadku potrzebna jest dodatkowa weryfikacja, by uzyskać wystarczające zapewnienie, iż rzeczywiście nie dzieje się nic złego.
Nastąpiła długa, pełna zamyślenia przerwa. Dumbledore zmarszczył brwi, wydawał się głęboko nad czymś zastanawiać. W końcu podniósł wzrok na czwórkę skupionych wokół niego uczniów i skupił się na Ronie.
— Ron — zwrócił się bezpośrednio do niego. Również Snape skierował ku rudzielcowi swoje zmrużone oczy. — Dwukrotnie dzisiejszego wieczoru słyszałem, jak wspominasz, że Harry w rzeczywistości powiedział ci, że to Draco był pod wpływem eliksiru miłosnego, a nie on. Czy to prawda?
— Cóż… — Ron się zawahał, robiąc wrażenie przypartego do muru. — Tak, to właśnie słyszałem, ale wiedziałem, że to nie może być prawda...
— Harry — syknęła Hermiona, korzystając z tego, że zarówno Dumbledore, jak i Snape, słuchali Rona. — Harry spojrzał na nią pytająco, a ona kontynuowała naglącym szeptem: — Jest coś, co musisz wiedzieć. Eliksir Odtruwający nie działa.
— Co? — Głos Harry’ego wypełniło przerażone niedowierzanie. — Nie działa?
— Nie! — odpowiedziała ponuro Hermiona. — Nie powinniśmy dodawać kwiatów Sansevieria trifasciata, należało dodać nasiona. Właśnie udało mi się uzyskać dostęp do działu Ksiąg Zakazanych i to sprawdziłam...
— Harry, czy tak powiedziałeś Ronowi? — doszedł go głos dyrektora. Hermiona szybko odsunęła się i niewinnie odchrząknęła, gdy Snape zmierzył ją podejrzliwym spojrzeniem.
— Eee, przepraszam? — Harry bezskutecznie usiłował odepchnąć od siebie niepokojące wieści, które przekazała mu Hermiona. — Nie całkiem rozumiem pytanie, profesorze.
— Spytałem, co dokładnie powiedziałeś Ronowi podczas waszej rozmowy na boisku do quidditcha — powtórzył Dumbledore, obdarzając Harry’ego długim, wnikliwym spojrzeniem, wyraźnie dostrzegając lukę w jego koncentracji. — Czy faktycznie powiedziałeś mu, że Draco Malfoy był pod wpływem eliksiru miłosnego i że wasze częste, sekretne spotkania miały na celu pomoc w jego przezwyciężeniu?
— Tak. — Ramiona Harry’ego opadły w wyrazie klęski. Nie było sensu teraz kłamać.
— A dlaczego tak powiedziałeś? — dopytywał Dumbledore.
— Ponieważ... — Harry zamilkł. To nieustanne wypytywanie zaczynało go drażnić, szczególnie, że nie mógł wyjawić prawdy, by się bronić. Zamiast tego musiał bronić tajemnicy, która za żadne skarby nie mogła zostać ujawniona. Gdyby Dumbledore dowiedział się prawdy, Draco miałby ogromne kłopoty. A gdy rzucił okiem na Draco, bez cienia wątpliwości stwierdził, że nie może do tego dopuścić.
— Wygląda na to, że pan Potter nie jest już tak pewny swojej historii — zauważył zjadliwie Snape. — Może powinniśmy podać w wątpliwość „prawdę” jego wersji, aż zechce wyjaśnić kilka drobnych szczegółów?
— Ja nie kłamię! — Harry spiorunował Snape’a wzrokiem, w jego zielonych oczach płonął ogień.
— Nikt cię o to nie oskarża, Harry — powiedział spokojnie Dumbledore. — Wszystko, o co prosimy, to żebyś wyjawił całą prawdę o tej sprawie, bez stronniczości i uprzedzeń. Wtedy osądzimy to, czego się dowiemy. Więc powiedz: czy Draco Malfoy kiedykolwiek poinformował cię, że jest pod wpływem eliksiru miłosnego? Czy spotykaliście się w tajemnicy, tak jak twierdzi Ron, przytaczając to, co sam mu powiedziałeś?
Ostry szelest szat Snape’a zabrzmiał w ciszy, gdy Mistrz Eliksirów zmienił pozycję, niecierpliwie przytupując nogą.
— Tak, powiedziałem tak, ale nie, nie to miałem na myśli — zaczął Harry chwytając się brzytwy i czując się wyjątkowo głupio. — To nie miało nic wspólnego z eliksirem miłosnym, Ron źle zrozumiał to, co powiedziałem...
— Mam tego dość, dyrektorze — powiedział zdegustowany Snape. — Marnujemy cenny czas, słuchając opowiadających jakieś bezładne nonsensy uczniów, którzy najwyraźniej mają coś do ukrycia albo są zbyt zdezorientowani, żeby zdawać sobie sprawę z tego, co robią. A teraz jeszcze musimy znosić niekończące się rozważania Pottera, dotyczące tego, że przekazane Weasleyowi słowa miały stanowić jakąś sprytną alegorię, którą ten, w swojej bezmyślności, zinterpretował jako diaboliczny spisek z eliksirem miłosnym w roli głównej. Mam już naprawdę dosyć i proponuję podjąć bardziej zdecydowane działania, by rozwiązać tę sprawę raz na zawsze.
Dumbledore westchnął, choć oczywiste było, że on także nie jest zadowolony ze sprzeczności, ujawnionych w ich zeznaniach.
— Tak jak powiedziałem, Veritaserum jest jakimś wyjściem, ale skorzystam z niego dopiero w ostateczności.
— Nie mówiłem o Veritaserum. — Kąciki ust Snape’a uniosły się znacząco. — Istnieje inna, idealna metoda. Wspomnianą trucizną jest eliksir miłosny, którego nie wykryje żadne mroczne zaklęcie, ale jest jeden sposób, który może zadziałać. Tonik Ujawniający. Wykazuje obecność każdej nieznanej mikstury, a jedną z jego właściwości jest to, że w przypadku dodania do niego próbki zawierającej eliksir miłosny zmienia kolor najpierw na niebieski, później na czerwony, by ostatecznie przybrać czarną barwę. To prosty, ale rozstrzygający test.
Zaniepokojony Harry spojrzał na Hermionę. Na jej obliczu widział żal, spowodowany nieuczestniczeniem w zajęciach z zaawansowanych eliksirów. Wyraz twarzy Draco nadal był zacięty, a emocje całkiem nieczytelne. Na Rona Harry nawet nie spojrzał.
Po dłuższej chwili namysłu Dumbledore niechętnie wyraził zgodę na użycie toniku.
— Zatem dobrze, profesorze Snape. Ponieważ dyskusja zabrnęła w ślepy zaułek, nie widzę innego rozwiązania, niż podjęcie konkretnych działań, które potwierdzą lub oczyszczą pana Malfoya z oskarżeń, wniesionych przez pana Weasleya. — Dyrektor na chwilę przerwał i smutnym, ale zdecydowanym wzrokiem popatrzył na Harry’ego znad swoich okularów-połówek. — Harry, ty i Draco pójdziecie z profesorem Snape’em do jego pracowni. Tam profesor pobierze od każdego z was próbkę krwi i zrobi test z użyciem Toniku Ujawniającego. Zobaczymy, co pokażą wyniki.
Harry zamknął oczy i bezradnie zwiesił ramiona. Nie mógł już nic zrobić — decyzja zapadła i nie było sensu protestować, chyba, że chciało się wzbudzić więcej podejrzeń. Ze spuszczoną głową podążył za triumfującym Mistrzem Eliksirów, opuszczającym właśnie gabinet dyrektora, a Draco wyszedł tuż za nim. Zostali nieco w tyle za Snape’em, który, najwyraźniej bardzo chętny do przeprowadzenia testu, który sam tak błyskotliwie zasugerował, przyspieszał z każdym krokiem.
— Jeny, Harry — wymamrotał półgębkiem Draco. — To był twój sposób na poprawę sytuacji? Jeśli tak, to naprawdę nie chcę znaleźć się w pobliżu, gdy ktoś kiedyś ci powie, że możesz pogorszyć sprawę.
— Dobrze wiesz, że byłoby gorzej, gdybym zaczął kłamać — odpowiedział pod nosem sfrustrowany Harry. — Co według ciebie miałem powiedzieć?
— Nie wiem — wysyczał Draco. — Uraczyć ich historią o zaburzeniach psychicznych Weasleya i o tym, że miał jakieś urojenia odkąd, na początku jego kuracji, sowa pożarła jego wszystkie lekarstwa?
— Bardzo śmieszne — wymamrotał smętnie Harry. — Ron nie jest wariatem.
— Nie, nie jest wariatem — zgodził się Draco, a jego oczy zalśniły ponuro. — Jest po prostu chory z nienawiści, a to o wiele gorsze.
Harry nie miał w tej kwestii nic do dodania. Przez kilka chwil szli bez słowa, aż w końcu Harry nie wytrzymał:
— Eliksir Odtruwający nie zadziała — wypalił, nie potrafiąc spojrzeć Draco w oczy. — Hermiona twierdzi, że jeden z dodanych składników nie był właściwy.
Ślizgon stanął jak wryty i powoli odwrócił się w jego kierunku. Wyraz jego twarzy spowodował, że Harry poczuł, jakby miał w żołądku kamienie. Zagryzł wargę i zmusił się, by wytrzymać spojrzenie Draco.
— Coś. Ty. Powiedział? — powiedział ze ściśniętym gardłem, głosem tak pustym i pozbawionym emocji, że Harry’ego aż przeszedł dreszcz.
Gryfon wziął głęboki oddech i bezradnie wzruszył ramionami.
— Przykro mi — powiedział szczerze, i w tej chwili chciał, by istniało cokolwiek, co można by było w tej strasznej sytuacji zrobić, przez wzgląd na Draco. Ale rzeczywistość nie pozostawiała żadnej nadziei.
— To już nie wystarczy, Potter. — Draco potrząsnął głową. W jego szarych oczach można było dostrzec dziwna mieszankę emocji: nie złość, nie rezygnację, bardziej jakby świadomość sytuacji, ustępującą szybko miejsca bolesnej obojętności. Odwrócił się na pięcie i podążył za Snape’em.
Przygnębiony Harry przez dłuższą chwilę wpatrywał się w miejsce, w którym chwilę wcześniej stał Draco, następnie westchnął i zaczął ich gonić, kierując się do pracowni eliksirów.

* * *


Harry spokojnie zniósł pełne pięć minut komentarzy, podczas których Snape pobrał z jego kciuka kilka kropel krwi. Prawdę mówiąc nie było trudno trzymać język za zębami, by nie odpowiedzieć Snape’owi, ponieważ był zbyt zajęty usiłowaniem nawiązania z Draco kontaktu wzrokowego, podczas gdy tamten uparcie patrzył gdzie indziej. Draco pierwszy skończył oddawać krew i wyszedł, nie czekając na Harry’ego.
Aktualnie wszyscy po raz kolejny znajdowali się w gabinecie Dumbledore’a, w cierpieniu znosząc oczekiwanie aż Snape dostarczy wyniki testu. Harry starał się zwalczyć dzikie przerażenie, które zalewało jego myśli, ale dłonie wciąż mu drżały, a serce zaczęło bić jak szalone, gdy tylko usłyszał ciężkie kroki Snape’a, rozlegające się na korytarzu niczym zwiastun nadchodzącej klęski.
— Mam wyniki testu. — Retorycznie poinformował Snape, wchodząc do pomieszczenia i za pomocą swoich łopoczących szat uzyskując tak dramatyczny efekt, jak tylko mógł. Uśmiechnął się nieśpiesznie, a Harry’emu zamarło serce. Wiadomość musiała być zła, skoro Snape był tak zadowolony.
— To bardzo dobrze. — Dumbledore skinął głową. — Proszę, powiedz nam, co wykazał test.
Draco nieruchomo wpatrywał się w podłogę, Ron wydawał się niespokojny i raz po raz spoglądał na Snape’a z nadzieją w oczach, a zdenerwowana Hermiona ze zmartwienia miętosiła w dłoniach swój rozpinany sweter. Harry zamknął oczy: nadszedł moment prawdy.
— Nie ma śladów jakiegokolwiek eliksiru miłosnego — ogłosił Snape. Posłał Ronowi paskudny uśmiech, a następnie skierował swoje nieżyczliwe spojrzenie na Harry’ego, który zamarł w szoku. — Istnieją jednak pozostałości alkoholu w próbce krwi pana Pottera, może mógłby nam wyjaśnić skąd miał alkohol?
Zapanowała cisza. Harry wciąż był zbyt oszołomiony ulgą, by mówić, a Hermiona z wrażenia oniemiała.
— Ode mnie — odezwał się nagle Draco a Harry spojrzał na niego zdziwiony. — Ostatniej nocy był nieco zestresowany, więc dałem mu się napić alkoholowego kremowego, by uspokoił nerwy.
— No, jasne — powiedział Ron, jego głos ociekał sarkazmem. — Jesteś pewny, że nie był zestresowany, bo próbowałeś go zmusić do zrobienia czegoś, czego nie chciał?
— Weasley — warknął Snape, tracąc nad sobą panowanie. — To się robi absurdalnie śmieszne i wyjątkowo nudne! Jeszcze raz obrazisz pana Malfoya w ten sposób, a w każdy weekend przez cały miesiąc będziesz szorował stoły w mojej pracowni. Twoja dzisiejsza działalność w pracowni eliksirów nie była zbyt wydajna, być może będziesz miał okazję udoskonalić swoje umiejętności.
Twarz Rona poczerwieniała ze wstydu i chłopak zamilkł. Tylko osoba o masochistycznych zapędach ośmieliłaby się powiedzieć słowo po groźbie Snape’a.
— Cóż — powiedział poważnie Dumbledore. — Zatem sprawa został wyjaśniona bez cienia wątpliwości, biorąc pod uwagę wyniki testu Toniku Ujawniającego, których nie można sfałszować. Panie Weasley, mylił się pan, wnosząc takie zarzuty i zapiszemy to na rachunek nieporozumienia między tobą, a Harrym. Oczekujemy, że wszystko między sobą wyjaśnicie. — Dyrektor przerwał i spojrzał na Harry’ego, a jego spojrzenie nadal było zamyślone. — Panie Potter i panno Granger, możecie odejść. Choć sugeruję, Harry, byś trzymał się z dala od napojów z procentami, póki jesteś niepełnoletni. Panie Malfoy, chciałbym zamienić z panem słówko na temat przemycania do zamku alkoholu.
Harry wycofał się, mając wrażenie, jakby dryfował we śnie. Co dziwniejsze, nie odczuwał euforii na myśl o tym niespodziewanie korzystnym rozstrzygnięciu. Nawet jeśli przez chwilę triumfował spełnienie swoich nadziei, to teraz nie odczuwał żadnej radości. Spojrzał na Draco, jednak nie pochwycił jego wzroku, za to odwracając się, napotkał spojrzenie Rona. Pustka i krzywda, które tam dojrzał, sprawiły, że poczuł się paskudnie.
— Ron — zawołał niepewnie, ale Ron mijając go tylko zderzył się z nim ramieniem i pomaszerował w ciemny korytarz.
— Nie próbuj z nim teraz rozmawiać — poradziła Hermiona, doganiając go. — Nie chcę być okrutna, Harry, ale myślę, że już wystarczająco go zraniłeś i jesteś ostatnią osobą, którą chce teraz widzieć — przerwała na chwilę. — Nie, może drugą od końca. Myślę, że Malfoy na stałe zajmuje ostatnie miejsce.
— Co tam się, do cholery, wydarzyło? — zapytał cicho Harry. Wszystko wydawało mu się takie ulotne, a myśli i uczucia tańczyły na skraju jego zdolności pojmowania. — Tonik Ujawniający nie wykrył we krwi Draco eliksiru miłosnego, a przecież Eliksir Odtruwający...
Hermiona rozsądnie poprowadziła Harry’ego z dala od biura Dumbledore’a, tak na wypadek gdyby gdzieś za nimi czaił się Snape. Pokonali drogę do Wieży Gryffindora, a gdy znaleźli się w pobliżu portretu Grubej Damy, Hermiona nagle pociągnęła Harry’ego w ciemny kąt.
— Nie jestem pewna, co właściwie się wydarzyło — powiedziała szybko. — I nie potrafię tego wytłumaczyć, ale wiem, gdzie znajdziesz odpowiedź. Miałam przeczucie, że z antidotum coś jest nie w porządku, więc poprosiłam McGonagall o pozwolenie na dostęp do Działu Zakazanego, pod pretekstem chęci wykonania w tym semestrze dodatkowego zadania z zaawansowanej transmutacji. I tam znalazłam zaktualizowaną listę składników Eliksiru Odtruwającego. Stąd wiedziałam, że użyliśmy niewłaściwych składników, jednak było już za późno. — Przerwała i wzięła głęboki oddech, po czym kontynuowała: — Ale znalazłam także coś innego. Gdy byłam w dziale Ksiąg Zakazanych, przeszukałam zbiór pod kątem informacji o eliksirach miłosnych. Zaklęcie wskazało tylko jedną pozycję: skrypt na półce z księgami o czarnej magii, bez tytułu na okładce.
Harry’emu opadła szczęka.
— Czyżby ten sam co...
— Myślę, że tak — przytaknęła Hermiona. — Pamiętam jak mówiłeś, że książka Draco miała zwykłą okładkę, bez tytułu. Więc okazuje się, że przez cały czas mieliśmy ją pod nosem, w dziale Ksiąg Zakazanych! Tyle tylko, że nigdy jej nie szukaliśmy, bo założyliśmy, że skoro kopia Draco była w tak opłakanym stanie, to nie ma innych egzemplarzy.
— Co było w skrypcie? — dopytywał niecierpliwie Harry. — Przeczytałaś stronę o eliksirze miłosnym?
— Nie — odpowiedziała Hermiona. — Nie miałam czasu, by na niego spojrzeć. Wybiegłam stamtąd, żeby poinformować cię o Eliksirze Odtruwającym tak szybko, jak tylko mogłam. Ale książka nadal jest w bibliotece i sądzę, że odpowiedzi, których szukasz, są na kartkach tamtej księgi. Odzyskałeś swoją pelerynę niewidkę, więc możesz tam iść i ich poszukać.
— Jasna cholera! — Rozpaczliwie krzyknął Harry. — Ron ją wziął! Gdzie ona jest?
Hermiona pochyliła się i wyciągnęła schludne zawiniątko z bezpiecznej kryjówki za filarem. Z dumnym uśmiechem podała je Harry’emu i ucieszyła się, widząc radość malującą się na jego twarzy, gdy odzyskał zgubę.
— Ron beztrosko porzucił ją w składziku — wyjaśniła. — W tym całym zamieszaniu nikt nie dostrzegł, że leżała na podłodze, ale wychodziłam ostatnia, więc zabrałam ją ze sobą — przerwała na chwilę. — Teraz musisz się pospieszyć. Snape nie stanowi większego zagrożenia, bo nadal jest w gabinecie Dumbledore’a. Musisz tylko uważać na Filcha. Zapamiętaj: na półce z księgami o czarnej magii. Widziałeś tą książkę wcześniej, więc powinieneś być w stanie ją znaleźć. Tylko bądź ostrożny!
— Dzięki — odparł Harry. Potarł zaczerwienione oczy i przygotował się na kolejną bezsenną noc.

* * *


Minęło sporo czasu, odkąd Harry po raz ostatni znajdował się w dziale Ksiąg Zakazanych. Choć był już uczniem starszej klasy, jego szczególne zaangażowanie w rozgrywki quidditcha (uzupełnione równie niewystarczającą chęcią) zostawiało niewiele czasu na wykonywanie dodatkowo punktowanych zadań, które wiązały się z otrzymaniem w celach badawczych pozwolenia na dostęp do tego działu.
Przemieszczając się pod znajomym okryciem peleryny niewidki, Harry przypomniał sobie pierwszy raz, gdy zakradł się do działu Ksiąg Zakazanych. To było na jego pierwszym roku, a po głowie chodził mu wtedy Nicolas Flamel. Była jakaś dziwna ironia w tym, że po raz kolejny się tu wkradł, choć tym razem jego powody były zupełnie inne.
Przesuwał się spokojnie i bardzo ostrożnie. Z niecierpliwością przejrzał półkę z księgami o czarnej magii. Było na niej zaledwie kilka książek, w porównaniu do rozległych zbiorów dotyczących transmutacji czy lektur nawiązujących do zaklęć. W Hogwarcie najwyraźniej uznano, że w zbyt dużej wiedzy leży niebezpieczeństwo. Założenie okazało się ze wszech miar słuszne, nie było żadnej pewności, że ktoś zdoła się oprzeć mrocznej magii, gdy dowie się o niej zbyt wiele.
Przeszukiwał książki, wytężając wzrok, by dostrzec tytuły. Wreszcie jego spojrzenie padło na cieniutki skrypt z grzbietem pozbawionym jakichkolwiek napisów. Serce mu waliło, gdy trzęsącymi się rękami sięgał do regału. Trzymając książkę w dłoni upewnił się, że to był taki sam skrypt, jaki pokazał mu Draco. Szybko przerzucał strony, poszukując tej z opisem eliksiru miłosnego. Biblioteczny egzemplarz był w dużo lepszym stanie niż ten, którym dysponował Draco i, na szczęście, miał wszystkie strony oraz zupełnie wyraźny druk.
Jednak gdy Harry w końcu odnalazł poszukiwaną stronę, nie wierzył własnym oczom. Prawda docierała do niego powoli, robiąc na nim piorunujące wrażenie.
Lista ingrediencji umieszczona nad znanym mu cytatem: Traicit et fati litora magnus amor. A u dołu karki wiersz, tym razem w całości:
Sztuczne uczucie pozornie prawdziwe,
o mocy ranienia i uzdrawiania.
Gdy kochanie zwrotne stanie się możliwe,
Szyderstwo truciznę z ciała wygania.

Harry wpatrywał się w te cztery wersy. Przeczytał je jeszcze raz. I jeszcze raz. Znaczenie słów zaburzało poczucie rzeczywistości, to było to samo błędne koło i te same niedokładne rymy. I kiedy powtórzył wiersz w myślach tyle razy, że potrafił wyrecytować go z pamięci, Harry przymknął oczy i osunął się po ścianie na podłogę.
Był tak zdeterminowany, by pomóc Draco znaleźć sposób na zniwelowanie efektu działania eliksiru miłosnego, że nigdy nawet nie rozważył możliwości, zgodnie z którą, po jakimś czasie, właśnie on sam nie będzie chciał, by Draco został uwolniony spod wpływu mikstury. Nie, żeby zależało mu, by Draco cierpiał, absolutnie nie, ale dlatego, że potajemnie nie chciał, żeby Draco znowu stał się okropnym, nieznośnym dupkiem, którym niegdyś był.
Harry nie chciał, by Draco odszedł, ponieważ zdążył go poznać, w każdym znaczeniu tego słowa. W myślach ujrzał obraz srebrnych, pozbawionych pogardy oczu, które przywykł oglądać. Widział subtelność rysów twarzy i bladość policzków, niekiedy rumieniących się z pożądania. I doskonałe wargi wygięte w smutnym, ale pięknym uśmiechu…
Ten Draco, z którym pozostawał przez ostatnie tygodnie w bliskim kontakcie, był zupełnie inny od osoby, z którą walczył przez te wszystkie lata. Ten człowiek był do bólu szczery i jednocześnie boleśnie ludzki. Jego uczucia były surowe, żywiołowe i intensywne, a czasami nawet dziko namiętne. I Harry stopniowo dorósł do…
Nie.
Nie mógłbym.
To nie mogło się zdarzyć, pomimo tych kilku ostatnich burzliwych dni…
Przecież Draco nie mógł stać się kimś, w kim się…
…zakochał.

Koniec rozdziału dwunastego




* Many play the game of love; but few ever know the score – tłumaczenie Kaczalki, źródła cytatu nie odnalazłam.
When there is a will, there is a way, so don't hope for it. Make it so.
TEAM DRARRY Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 48
Dołączył(a): 14 lut 2012, o 21:08

Postprzez Niebieska Blue » 13 cze 2012, o 17:47

No to teraz robi się naprawdę ciekawie. Nie mogę liczyć, że prędko pojawi się nowy rozdział, prawda? A szkoda.
Podoba mi się to opowiadanie. Jestem ciekawa, jak rozwinie się wątek z Ronem, bo raczej ciężko będzie Harry'emu się z nim teraz dogadać. No i te dwa ostatnie wersy... Nie, żebym czegoś takiego nie podejrzewała, bo ciągle mi się gdzieś w głowie kołatało, że może jak Harry się zakocha w Draco, to eliksir przestanie działać. Ale teraz widać, że ta mikstura naprawdę jest straszliwa. Najpierw jedno cierpi, a jak przestanie, to zacznie cierpieć drugie. Oczywiście wszyscy wierzymy w to, że Draco będzie czuł coś do Harry'ego nawet bez eliksiru, ale nigdy nie wiadomo, jak to się wszystko potoczy.
Oby był happy end i wszyscy żyli długo i szczęśliwie, bo jak nie to lipa. A nie lubimy lipy. Aczkolwiek trochę mało jest tutaj o całej reszcie świata czarodziejskiego, w tym o rodzicach Malfoya. Będzie to bardziej rozwinięte w następnych rozdziałach? Liczę na to, bo inaczej opowiadanie wydaje się takie niepełne.
Dobra, skomentowałam - czyli lekcje odrobione. To teraz pozostaje mi tylko czekać na rozdział trzynasty.
Oby jak najprędzej.
Niebieska Blue Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 9
Dołączył(a): 5 paź 2011, o 16:11

Postprzez MargotX » 17 cze 2012, o 10:16

No i nie wiem absolutnie, co napisać. Rzucenie garści inwektyw nie załatwi sprawy, a zrobiłam tak sama do siebie, czytając rozdział.
Nie mam słów na opisanie zachowania Weasleya. Pisałam już wcześniej, że tu jest absolutnie zaślepiony nienawiścią i niereformowalny, ale okazał się również nielojalny i zwyczajnie chamski. Może i działał z jakichś tam sobie znanych, dobrych pobudek, jednak swoim działaniem spowodował jedynie nowe komplikacje. Nieprzyjemne przesłuchanie przez dyrektora i Snape'a, badanie krwi itp., to wszystko zdecydowanie nie sprzyja rozwiązaniu całej sytuacji. Do tego klęska z eliksirem odtruwającym, zachowanie Hermiony, aaa, wszystko się totalnie pochrzaniło. :x

Końcówka natomiast powala całkowicie. Nie chcę udawać mądrzejszej niż jestem, ale już tak jakiś czas temu przemknęła mi przez głowę myśl, że może tu o wzajemność chodzi, żeby trucizna przestała działać. Nie zastanawiałam się jednak dłużej nad tym, brałam pod uwagę bardziej dosłowne rozwiązania i czekałam po prostu na rozwój wydarzeń. Dobrze, że na koniec mamy kilka bardzo pozytywnych myśli Harr'ego na temat Draco, bo inaczej ten rozdział pozostawiłby jedynie gorycz na języku.

Dziękuję i pozdrawiam Team Drarry. :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 7 gości