[M] [T] Cena skrzydeł (5/5)

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez moaner » 25 lut 2012, o 17:26

Znasz moją opinię na temat ,,Ceny skrzydeł". Prawdę mówiąc mogłabym wkleić tu po prostu treść mojej wiadomości do Ciebie, ale.. ;) Poza tym, że przekonałaś mnie do historii o nowym pokoleniu (Albus i Scorpius to naprawdę interesujące połączenie!), to niezmiernie podoba mi się sposób, w jaki Harry przeżywa całą tę historię z Draco. Jak bardzo żałuje, że jest już (jego zdaniem) za późno na cokolwiek. I podoba mi się, że zachowano w ,,Cenie skrzydeł" kanoniczność bohaterów. Draco latający na miotłach z Harrym był przecudny!
Ps.
— Ale serio — powiedział Albus. — Trzeba mieć jaja, żeby zrobić coś takiego.

— No cóż, znasz mnie — odparł Scorpius. — Wielkie jak kafle.
Ach, Scorpius. Syn swego ojca. :D
moaner Offline


 
Posty: 27
Dołączył(a): 3 lut 2012, o 15:26

Postprzez Frey » 28 lut 2012, o 12:03

Jestem absolutnie zauroczona. Dawno nie rzuciłam tu komentarza, mam zaległe, które wiszą mi nad głową, ale po lekturze tego tekstu muszę się odezwać. I nie wiem co napisać ;) ... Również nie szukam jakoś specjalnie tekstów z drugim pokoleniem, ale jeśli trafi się, tak jak w tym przypadku przy okazji, to zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno słusznie ich nie szukam.
Bardzo podoba mi się tutaj historia Draco i Harry'ego pokazana w tle. Gdzieś tam wspomnienia, co było kiedyś, a teraz mamy co następuje. Książka natomiast jest dla mnie tym, co by było gdyby... Przerwanym marzeniem, tęsknotą. Tak w ogóle przez chwilę myślałam, że pisze ją Harry. Potem nastąpiło olśnienie.
Podobał mi się pomysł wybierania runy dla syna. Miłość bez żadnego 'ale'. Jakby chciał dać synowi to, co sam stracił.
Teraz mamy wojnę, chłopcy się ukrywają i nie wiedzą co będzie dalej. Ta zapowiedziana przez Autorkę śmierć postaci trochę mnie przeraża. Skoro nie Harry i Draco, to... brrr. Mam nadzieję, że jednak nie. Przecież oni są młodzi, mają przyszłość przed sobą... Oj mam coś złe przeczucia :(
Na początku wiele padło zarzutów co do języka. Ja lubię taki. Wprowadza w stan melancholii i sprawia, że tekst płynie sam. Lubię takie opisy, mówią więcej niż prosto wypowiedziane słowa. Czasem nie musi się nic dziać, żeby zapełnić tekst bogatą treścią. Ale jak wiadomo są różne gusty.
Czekam na ten ostatni rozdział z niecierpliwością i strachem, kto zginie. Szczerze, to mniej by mnie tu przeraziła śmierć Harry'ego czy Draco, niż któregoś z młodych chłopców. To wszystko jest dla nich takie nowe, świeże i jeszcze niewinne, ech :(
No to tyle, kilka słów ode mnie w między czasie. Niech wen i czas będą z Tobą, ku naszej radości :)
Ściskam :*
Frey
Niedokończone teksty bolą przez całe życie
Frey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 274
Dołączył(a): 5 lut 2011, o 11:34
Lokalizacja: 3city

Postprzez myluss84 » 29 lut 2012, o 09:44

Och BOŻE.
Popłakałam się, płacze nadal a w sercu czuje ból.
To nie tak, że jestem "niezdrowa", mamy w kraju jako taki spokój, wystarczy przypomnieć sobie co działo się kilkadziesiąt lat temu, co dzieje się w niektórych państwach na świecie i mam ochotę wrzeszczeć.
Wojna to druga najgorsza rzecz jaka dotyka ludzi (z własnej woli niestety), pierwsza są żywioły, z którymi nie jesteśmy wstanie wygrać, a które są mordercze w skutkach.

Historia piękna, utonęłam w morzu liter i zdań, uczuć i emocji.

Niezaprzeczalnie fantastyczne.

Dziękuje i gratuluje wyboru tłumaczenia i samego tłumaczenia bo jest naprawdę dobre oraz powodzenia życzę.

Luss
"Był ze mną podczas nieprzespanych nocy, w czasie okresów gniewu i rozpaczy. W trakcie jednego z napadów szału rzuciłem porcelanowym dzbankiem do herbaty ciotecznej babki, który o włos ominął jego głowę. Nie zostawił mnie, mimo moich nieustannych wysiłków, by go do tego zmusić. Poza tym, jest prawdziwym specjalistą w naprawianiu rozbitej porcelany.
Milie mówi, że to właśnie miłość. Myślę, że chyba ma rację".


Anatomia dusz
myluss84 Offline


 
Posty: 15
Dołączył(a): 12 sie 2011, o 21:10

Postprzez NewBroomstick » 29 lut 2012, o 17:41

Za pralekturę dziękuję moaner.

* * *

Niepozorna gliniana płytka z runą leży na rozpostartym przed nim pergaminie. Pisarz zanurza pióro w atramencie i zaczyna pisać.

Na zewnątrz noc spada na świat jak drapieżny ptak. Przez siedem lat każdej jesieni spędzał całe dnie w tym pokoju, pisząc opowiastki dla dzieci. To jest ostatni rozdział ostatniej książki. Nie ma pojęcia, co zrobi, gdy go skończy. Nie wybiegał nigdy myślą poza ten moment. Nie wybiegał w przyszłość od tamtego dnia, osiemnaście lat temu, kiedy odwrócił glinianą płytkę, którą wybrał dla syna, i zobaczył cyfry jeden i siedem. Siedemnaście. Mając siedemnaście lat, zdecydował, że lepiej żyć jako niewolnik Voldemorta, niż umrzeć i być wolnym. Mając siedemnaście lat, spowodował, że wszelkie prawa, jakie mógł sobie kiedykolwiek rościć do miłości Harry’ego, sczezły jak owoc ścięty mrozem, nim zdążył dojrzeć.

Jak się okazało, mając siedemnaście lat, nie jest się za młodym na śmierć.

Nie potrafi jednak żałować, że przetrwał. Nie gdy przetrwanie oznaczało, że mógł czuć na języku śmiech Harry’ego i patrzeć, jak gwiazdy zmieniają się w świetlne smugi, kiedy śmigali pod nimi, on i Harry, młodzi, lekkomyślni i wolni. Nie gdy przetrwanie oznaczało, że mógł trzymać w ramionach małego synka i patrzeć, jak wyrasta na młodego mężczyznę, który nawet jeśli umarł przed osiemnastymi urodzinami, przeżył — każdy się z tym zgodzi — żywot wart życia.

Dwa dni wcześniej, pakując się przed zbliżającym się wyjazdem do Ułan Bator, pisarz odkrył wśród rzeczy pudełeczko podobne do tego, w którym przechowywał runę syna, i po kilku próbach z zaklęciami zdołał je otworzyć. Bez zaskoczenia ujrzał w środku glinianą płytkę. Duma, przeczytał i przez dłuższą chwilę zastanawiał się, do kogo mogła należeć. Do niego? Do jego ojca? Do ojca ojca? Jak długo ta zadawana samym sobie klątwa przechodziła z pokolenia na pokolenie? Lecz odwróciwszy płytkę, wiedział od razu. Runa należała do niego. Liczba na odwrocie była zbyt duża. Nikt prócz niego nie mógł być skazany na tak długie życie, bo nikt tak dumny jak on, nie poddałby się dobrowolnie czemuś tak przyziemnemu i miłosiernemu jak śmierć.

Leżący przed nim biały jak śnieg pergamin powoli zapełnia się czarnymi atramentowymi znakami, podczas gdy na zewnątrz czarne gałęzie drzew znikają pod białymi jak pergamin girlandami śniegu. Nadchodzą święta, a z nimi rocznice śmierci jego żony i syna. Nie po raz pierwszy w życiu jest zupełnie sam, a w tym osamotnieniu potrzeba anonimowości zmalała, spadła do rangi absurdu.

Ostatnim zamaszystym pociągnięciem pióra pisarz kładzie na pergaminie swój podpis.


* * *

Harry James Potter siedzi otoczony dziećmi i połowicznie rozpakowanymi prezentami świątecznymi, wpatrując się w nazwisko na obwolucie siódmego i ostatniego tomu Alforda Ocamy’ego. Powoli, z nagle ściśniętym i suchym gardłem, przełyka ślinę i podnosi okładkę.

„Scorpiusowi, z miłością i dumą, oddany ojciec. Spoczywaj w pokoju”.

Bez słowa podaje książkę, otwartą na stronie z dedykacją, młodszemu synowi, którego jedyną i wymowną odpowiedź stanowi przytknięcie do kartki opuszek palców, jak gdyby pod drukiem i papierem tętnił puls, który tylko on może wyczuć. To był rok, na którym położyła się cieniem żałoba. Najpierw Ginny i Hugo. Potem, tuż przed końcem, Hermiona. I, oczywiście, tak jakby oczy Albusa kiedykolwiek pozwoliły mu zapomnieć, ten wdzięczny cichy delikatny chłopiec. Scorpius. Syn Draco. Który zginął, by ocalić jego syna.

W książce Alford i Raph uchodzą z życiem z wojny, która przetoczyła się przez ich świat, nadal tak samo sobie bliscy. To więcej, niż Harry zazwyczaj potrafi sobie wyobrazić, myśląc o sobie i Draco. Ale może to jest prawdziwy cel opowieści: prowadzić nas jak gwiazda we mgle, gdy potykamy się, na wpół ślepi, w ciemności. Pocieszać nas i przypominać, że niezależnie od tego, co się nam czasem wydaje, nie jesteśmy sami.

Sami.

To słowo wpada jak kamień w studnię jego umysłu. Mimo że stracił żonę, ma wciąż dzieci. Draco nie ma nikogo. Wszyscy, których kochał, umarli przed nim. Wszyscy z wyjątkiem Harry’ego. Jeśli w ogóle kiedykolwiek go kochał…

Nagle, nieprzywoływane, wypływa na wierzch wspomnienie. Chłopięcy pokój usiany książkami, butami i zabłoconym ekwipunkiem do quidditcha. Zasłona na jedynym mansardowym okienku naderwana i zrolowana, bo któremuś z nich za bardzo spieszyło się z odsłanianiem. Mapa nieba przypięta do ściany tylko trzema pinezkami, z odwijającym się prawym rogiem, jakby w wysiłku zdystansowania się od jaskrawoniebieskiej tapety. Lampa z przekrzywionym kloszem. Dwa niezasłane łóżka ze skotłowaną pościelą. Kuliste akwarium z jedną złotą rybką, które ktoś (nie oni) wygrał na mugolskim jarmarku. Podręcznik do numerologii na oparciu wyliniałej, zarzuconej ubraniami kanapy upchniętej pod skosem dachu. Na zewnątrz gwiazdy świecą jasno i ostro; na podłogę pada nieziemska poświata i cienie bezlistnych gałęzi. Delikatny nimb wokół księżyca zapowiada szeptem śnieg, mróz zdobi szyby. Nazajutrz jest Wigilia.

Draco siedzi na krześle, plecami do swojego biurka, i ściąga buty. Harry go obserwuje. Nie zamienili słowa, odkąd wyszli ze świątecznego przyjęcia w pokoju Anthony’ego i Seamusa w Trzech Miotłach. Nadal mają na sobie wieńce ze sztucznej jedliny, które Lavender przemocą zarzucała na szyje wszystkim wchodzącym i ciągnąc za nie jak za lejce, zmuszała ich do pocałunku pod jemiołą. Przypomniała tym Harry’emu Cho, wspomnienie Cho przypomniało mu o Ginny, Ginny — o zbliżających się odwiedzinach w Norze, a to z kolei przypomniało mu, że jedyną osobą, z którą rzeczywiście chciałby spędzić ostatnie dni pierwszego roku bez Voldemorta, jest Draco.

„Zamierzasz zapalić lampę, Potter, czy będziemy tak siedzieć po ciemku?”

Inaczej niż przez kilka pierwszych tygodni semestru, głos Draco nie gra już Harry’emu na nerwach. Tak naprawdę — całkiem przeciwnie. W ciągu minionych paru miesięcy Harry zaczął słyszeć w jego szyderstwach nutę humoru i lekkiego drażniącego wyzwania, i zaświtało mu, że Draco częściej niż śmieje się z niego, zaprasza go, by śmiał się z nim. Właściwie niemal we wszystkim, co Draco robił, zaczął dostrzegać zaproszenie. Zaproszenie, by opuścić lekcję obrony przed czarną magią i pójść polatać. Zaproszenie, by transmutować tornister Erniego w świnkę wietnamską. Zaproszenie, by ostatniego słonecznego dnia przed egzaminami kupić butelkę ognistej i pić ją nad jeziorem z papierowych kubków, zamiast powtarzać materiał. Zaproszenie, by znów się śmiać. Zaproszenie, by wybaczyć. Zaproszenie, by żyć w przyszłości, nie w przeszłości, i zaproszenie, by w trzech krokach przemierzyć pokój, chwycić Draco pod brodę i pocałować go — miękko słodko nieustraszenie — w usta. I tak oto ostatnia kreska podziałki na kontinuum od współlokatorów przez przyjaciół do kochanków została nieodwołalnie wymazana.

„Czy to znaczy, że nie będziesz w ferie bzykać Wiewióry?”, szepcze Draco, kiedy Harry’ego zaczynają boleć zgięte plecy i prostuje się, przerywając pocałunek.

„Nigdy nie bzykałem Ginny”, odpowiada bez udziału woli, siadając na łóżku i opierając się o zagłówek, ze zgiętymi kolanami i nogami lekko rozchylonymi w swoim własnym zaproszeniu. Zaproszeniu, które Draco najwyraźniej bez problemu interpretuje prawidłowo, bo nagle jest na łóżku, na czworakach zbliża się do Harry’ego i bezwstydnym płynnym ruchem sadowi się między jego udami.

“To dobrze”, mówi i pochyla się do następnego pocałunku. „Może to nieco niespodziewane, ale robię się naprawdę trudny, kiedy jestem zazdrosny”.

Harry śmieje się w jego usta, ponieważ, cóż, odkrycie, że Draco jest zachłanny, zaborczy i arogancki ponad wszelkie wyobrażenie, nie stanowi najmniejszej niespodzianki. Czując, jak w obliczu tych nie wprost wyrażonych żądań wraca mu odwaga, decyduje się pociągnąć to dalej.

„Może gdybym dostał wcześniej świąteczny prezent… umocniłoby mnie to w postanowieniu”, mówi, pozwalając swoim biodrom wyrwać się naprzód, ku biodrom Draco. Nawet się od własnej śmiałości specjalnie nie rumieni. Nad nim Draco, oblany światłem księżyca, błyska zębami w uśmieszku, ale gdy się odzywa, głos ma zdyszany. „Zdejmuj to okropne swetrzysko”.

Kochają się całą noc. Nie pieprzą się, nie wchodzą w siebie. Jeszcze nie teraz. Harry boi się bólu, nieczystości i potencjalnego zażenowania — i podejrzewa, że Draco też. Co nie znaczy, że boi się go tam dotykać. Bynajmniej. Dotyka Draco wszędzie. Dotyka miękkiej skóry za uszami i między palcami stóp. Przedziałka w jasnych włosach na głowie i łaskotliwych zagłębień pod równie jasnymi włosami u nasady ramion. Cienkiego jak bibuła ciała powiek i odrobinę gadziej skóry na kostkach nóg i łokciach. Ścięgien w karku i szyi, i pod kolanami. Płytkich rowków między żebrami. Drżącego brzucha ze smużkami wilgoci, jakby przepełzł po nim, w górę i w dół, ślimak, pozostawiając mieniące się ślady. I wreszcie gorąca jego członka, nabiegłego krwią i szokująco ciemnego na tle bladości ud, dziwnie bezwłosej skóry moszny i — za nią — ciepłej szczeliny w słodkiej, gładkiej wypukłości pośladków, miękkich i przypominających dojrzałą brzoskwinię. To tam zapuszczają się najczęściej jego dłonie i język, raz po raz, szukając wejścia do jego ciała, dostępu do czegoś, co jest tak esencjonalnie związane z Draco, że kiedy to znajdzie, wszelkie granice przestaną istnieć, a oni wtopią się w siebie jak dwie mugolskie kredki zostawione na kaloryferze. Boże, jak tego pragnie. Tego scalenia. Tego kołyszącego, słaniającego się, zapierającego dech w piersiach złączenia. Za każdym razem, gdy dochodzi, jakimś odległym zakątkiem mózgu uświadamia sobie w na wpół wyartykułowany sposób, że chciałby powstrzymać się od orgazmu, sforsować tę ostateczną granicę przyjemności, żeby owinąć się jak kłąb bluszczu, jak jeden z opalizujących naftowo pierścieni Jowisza, wokół rdzenia Draco. Wokół jego serca. Tak by pewnego dnia, kiedy będą starzy, stwierdzić, że wątki i osnowy ich egzystencji są splecione, jakby byli akwarelą, na którą ktoś przypadkiem wylał filiżankę herbaty. Błękity, zielenie i szarości rozmyte i jeszcze piękniejsze w wymieszaniu.

Ani razu od tamtej nocy — przynajmniej do czerwca, kiedy Draco wreszcie zdołał wbić mu do zakutego łba, że odchodzi i nigdy nie wróci — Harry nie wyobrażał sobie, że będzie myślał o Draco w wieku lat czterdziestu czterech i miał przed oczami obraz kogoś, kogo nikt nie dotyka i nie pieści, nie kocha i nie otacza troską. Kogoś, kto jest sam.

Sam.

Harry zamyka oczy, kiedy ta sylaba odbija się głuchym echem w jego sercu.

Dźwiga się z sofy i podchodzi do kominka. Słyszał, że Draco sprzedał swoją firmę i przenosi się do jakiegoś miasta tak odległego, że gdyby Ziemia była płaska, chwiałoby się na samej jej krawędzi jak galeon na brzegu stołu. Chyba w Mongolii? Harry nie jest pewien, ale nie zdziwiłby się, gdyby to była prawda. Draco zawsze tęsknił do dalekich miejsc. Kiedyś Harry oglądał w mugolskiej telewizji film dokumentalny o żurawiach wędrownych. Ktoś przymocował do ciała jednego z ptaków miniaturową kamerę i po pewnym czasie jakimś cudem ją odzyskał. Nagrany materiał to były właściwie tylko niebieskie i zielone plamy: migawki Ziemi filmowanej z ogromnej wysokości, z największymi nawet miastami obróconymi w nikłe smugi szarości, zasnute dymem fabryk albo rozświetlone w nocy — wtedy przypominały rozgarnięty żar porzuconego ogniska. Co jakiś czas w kadrze migał czubek śnieżnobiałego ptasiego skrzydła — i Harry’emu przypomniał się Draco. Kiedy poszedł później spać, przyśnił mu się ich pokój nad gospodą, tyle że bez stromych skosów poddasza — bez sufitu w ogóle. Tylko niebo, podziurawione gwiazdami. On i Draco leżeli w jednym łóżku, które transmutowali sobie z dwóch tamtej pierwszej nocy, i patrzyli przez gałęzie na niebo, jakby łóżko i cały pokój były żurawim gniazdem. Harry obudził się rano z garścią pełną pierza, jak gdyby próbował schwytać ptaka w locie, i dopiero po chwili oszołomienia zdał sobie sprawę, że musiał w nocy rozerwać poduszkę.

Draco, myśli teraz. Nie musisz już lecieć.

Albo przynajmniej tym razem weź mnie ze sobą.

Uśmiechnąwszy się kolejno do Jamesa, Albusa i Lily, Harry odwraca się i wsadza głowę do paleniska. I wzywa imię, które kilka chwil wcześniej jego palce znalazły wytłoczone na okładce niekwestionowanego bestsellera sezonu, Alforda Ocamy’ego i Insygniów Śmierci.

— Draco Malfoyu — woła w buzujące płomienie. — To ja. Raph.


KONIEC

---
Ebook (mobi) do ściągnięcia
Obrazek


Bonus: inspirowany opowiadaniem malunek Lilithium
Dla zainteresowanych: historia ma dalszy ciąg, Niezagaszony płomień
Ostatnio edytowano 13 gru 2012, o 17:53 przez NewBroomstick, łącznie edytowano 4 razy
This owl will self-destruct in five seconds
NewBroomstick Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 266
Dołączył(a): 6 sie 2011, o 16:33

Postprzez leila » 29 lut 2012, o 20:45

Bardzo, bardzo dziękuję za to tłumaczenie. Kawałek absolutnie dobrego tekstu wieczorem - to jest to :)
Bardzo cieszę się, że nie trafiłam na to opowiadanie wcześniej, bo wiem jak trudno byłoby mi się doczekać kolejnych rozdziałów. Teks całkowicie hipnotyzował, zagarniał dla siebie niepodzielną uwagę, słowa wtapiały mnie w rzeczywistość przedstawioną. I tak w ogromnym skrócie można opisać moje odczucia podczas czytania.
Bardzo podobał mi się pomysł pisania książki i sama książka, która ciągle powracała i dzięki niej możliwe było posuwanie akcji oraz retrospekcje. Swoją drogą wspaniałe retrospekcje. Co jeszcze? Ciekawy jest tytuł, który jak dla mnie nierozłącznie związany jest z runami wybieranymi przy narodzinach dziecka.Każdy wybór pociąga za sobą konsekwencje, ma swoją cenę. Scorpius mógł - mówiąc patetycznie - wznieść się na skrzydłach miłości, być szczęśliwy, odczuwać bliskość i po czasie miłość Ala. Jednak to miało swoją cenę. Nie można mięć wszystkiego. Przecież chłopcy mieli to, co ich ojcowie zaprzepaścili. Chociaż w sumie ich chwile szczęścia też miały swoją cenę ... Rozstanie. Czyżby pesymistyczny morał? Nie można mieć miłości, prawdziwego uczucia, bo trzeba będzie zapłacić za to cenę? A może właśnie za tą garść szczęśliwych chwil można zapłacić każdą cenę? Chyba raczej to drugie.
Bardzo ciekawy jest też pomysł kolejnej wojny w świece czarodziejów. W opowiadaniach o młodym pokoleniu, które czytałam raczej wszystko skupione jest na tym, że kolejnej wojny nie będzie. Poprzednie pokolenia miały swoją możliwość walki, ale oni nie. Tutaj jest inaczej.
Tyle w skrócie o fabule i moich odczuciach. Tłumaczce natomiast należą się ogromne brawa za wspaniałe opisy. Fragmenty o pisaniu księgi są w języku polskim bardzo, bardzo dobre.
Mam nadzieję, że chaos komentarza będzie mi wybaczony. Przecież pod powiekami ciągle czuję łzy. Tak, to zdecydowanie mnie usprawiedliwia ;)
Pozdrawiam serdecznie i jednocześnie bardzo nieśmiało pytam, czy ciąg dalszy historii będzie można przeczytać w języku polskim? :modli:

I tak teraz, jak o tym jeszcze myślę, to zakończenie było dobre prawda? Mimo wszystko.
leila Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 15
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 14:52

Postprzez moaner » 1 mar 2012, o 14:31

Na wstępie dziękuję Ci, NB za niezwykłe tempo tłumaczenia i wklejania nowych części. I gratuluję, bo ten tekst, moim zdaniem, jest bardzo trudny, a Ty przetłumaczyłaś go w taki piękny sposób.. Fantastycznie mi się całość czytało. NB, nie jestem dobra w zgadywaniu co będzie się działo dalej. Zazwyczaj nie trafiam z moimi przypuszczeniami i tak było tym razem. Do głowy by mi nie przyszło, że autorka uśmierci Scorpiusa. Tego Scorpiusa, który oddał życie za Albusa(!) Nie wpadłabym też na takie zakończenie, gdzie Draco zostaje sam, a Harry pchnięty przez smutne okoliczności w końcu postanawia skontaktować się z nim. Piękne, po prostu piękne. Dziękuję Ci z całego serca, NB. :)
moaner Offline


 
Posty: 27
Dołączył(a): 3 lut 2012, o 15:26

Postprzez Alexisus » 1 mar 2012, o 16:26

A ja się popłakałem i bardzo tego nie lubię, ale rozumiem jego decyzje i prawdopodobnie zrobiłbym to samo. Żałuję, że Scorpius umarł, Ginny nie żal mi w ogóle. Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Dziękuję za przetłumaczenie tego tekstu, autorce dziękuję za napisanie tego tekstu - obydwie macie talent i oby więcej, oby więcej, tylko może trochę bardziej weselszych, bym nie zanosił się szlochem za często. A warto nadmienić, że mnie się raczej nie zdarza płacz, trudno go u mnie wywołać tekstem, tym bardziej jest to dobre.
Chciałbym kontynuacje, podejmiesz się tłumaczyć sequel (bo to sequel, tak?)?
Chcesz sprawdzić, jak bardzo jestem męski?
Alexisus Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 219
Dołączył(a): 23 gru 2010, o 02:57
Lokalizacja: Białystok

Postprzez Akame » 1 mar 2012, o 17:45

Szczerze, nie lubię angstów, chyba wszyscy to wiedzą. Nie miało być śmierci głównego bohatera, ale... jakoś od początku wiedziałam, że to będzie Scorpius, albo Albus. Naprawdę starałam się nie popłakać, nie, bo nie i koniec. I co? I siedzę siąkając nosem. Żeby było ciekawiej, masochistycznie przeczytałam sequel. Bardzo żałuję, że również go nie przetłumaczyłaś, bo jest po prostu piękny.
Nie wiem co napisać, opowiadanie wywarło na mnie ogromne wrażenie. Rytuał przed narodzinami Scorpiusa i Draco, tak bardzo ludzki i kochający. W ogóle w pewnym momencie zapomniałam o drarry, a skupiłam się na Albusie i Scorpiusie, bardzo lubię ich razem i chyba przez to, po raz pierwszy pomyślałam, że chyba wolałabym, aby zginął któryś z tych dorosłych facetów, a oni pozostali.
Naprawdę, wybierasz piękne teksty, cudownie tłumaczysz, ale coraz bardziej boję się po nie sięgać i może dlatego czekam do końca, aby zobaczyć tę ostatnią linijkę i zdecydować, czy w ogóle chcę się w to zagłębiać. Tym razem nic mi ona nie dała.

Dziękuję za to tłumaczenie. Było fantastyczne i sama już nie wiem, ile w tym Twojej zasługi, a ile kunsztu autorki. Naprawdę piękne, wzruszające i chwytające za gardło. Cudowne opisy, zakochałam się w nich. Ja po prostu widziałam to pióro, ten cały rytuał pisania książek. Niesamowite, naprawdę wiele opowiadań zyskałoby, gdyby autorki potrafiły oddać chociaż cień tego, co tutaj zostało ukazane w tych opisach. Po prostu napawałam się słowami, porównaniami, przenośniami... Są takie opowieści, przez które po prostu się płynie, a potem dochodzi się do końca i zastanawia, jakim cudem tak szybko. To do nich należy.

Pozdrawiam i życzę weny na przyszłość.
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Ter » 1 mar 2012, o 21:56

.
Ostatnio edytowano 31 maja 2015, o 21:55 przez Ter, łącznie edytowano 1 raz
Ter Offline


 
Posty: 645
Dołączył(a): 1 gru 2011, o 20:23

Postprzez CrazyCry » 2 mar 2012, o 19:09

Jestem pod wrażeniem. Kurczę, to było genialne, aż brak mi słów. No i oczywiście świetnie przetłumaczone, naprawdę podziwiam. Mam nadzieję, że kiedyś na forum pojawi się sequel. Raz, czy dwa zakręciła mi się w oku łezka. Co do opisów miałam mieszane uczucia. Jedni je wychwalali, inni na nie narzekali. Mnie czasami nudziły, a miejscami zachwycały. Szkoda tylko Hermiony na końcu :<.
Wiem, że krótko, ale zawsze warto w kilku zdaniach wyrazić swoją opinię, żeby dać znać autorowi i/lub tłumaczowi, że jego praca została doceniona.
Pozdrawiam i życzę translatorskiego wena :D.
Aerobic -> aerobik
Fanfic -> fanfik
Nie fanfick x.x
Fanpage "Effeminate boys"
CrazyCry Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 361
Dołączył(a): 8 lis 2011, o 09:12
Lokalizacja: Wawa

Postprzez AvATar7SeVen » 2 kwi 2012, o 18:49

Łał. Przeczytałem to dwa dni temu i byłem tak wstrząśnięty, wyprowadzony z równowagi i wszystko, że przez dziesięć minut gapiłem się w okno.

Jest tu poruszonych kilka ważnych problemów i między innymi to właśnie czyni tego jednostrzałowca tak wyjątkowym.

Pierwsza rzecz to to całe zerwanie. Zastanawiam się, jak wiele par kończy w ten sposób jedynie z powodu braku akceptacji. Tutaj co prawda dotknięto trochę innego tematu, ale z uwagi na ich podobieństwo można objąć szerszą tematykę. Czy istnieją jakieś zasady szeroko pojętej przyzwoitości - często będącej jedynie marnym społecznym przyzwoleniem - które warunkują, co wolno drugiemu człowiekowi. Albo jak na niego patrzeć. Draco nie mógł znieść wywieranej na nim presji i trudno się dziwić. Tylko w imię czego? Starych przyzwyczajeń, nawyku nienawiści, który z czasem stał się niemal elementem światopoglądu. Tym gorsze to wszystko, tym bardziej okrutne, że ukryte pod maską zimnej arogancji. Ta "dobra strona" przecież zrobiła nic innego jak postawiła żelazny mur między własną świętością i porządkiem rzeczy a zdrowym rozsądkiem i, do pewnego stopnia, własnymi zasadami. Czyż nie każdy zasługuje na drugą szansę? A jednak i ich nie tak łatwo winić.

Tym, co Harry'ego uczyniło tutaj tak prawdziwym, była ta nutka egoizmu, gdy powiedział, że opuszczenie przez Draco zabije go. Hermiona twierdzi, że to melodramatyczne, a ja polemizowałbym z jej zdaniem. Trudno nie docenić szeregu decyzji osoby, która ostatecznie postanawia podarować swojemu synowi coś, czego sama w końcu nie mogła mieć. Rozumie istotę uczuć tak mocno, że siedemnastka na odwrocie tabliczki nie jest w stanie skłonić go do chwili wahania. Podobnie jest z Harry'm - naprawdę, gdzie tu dramatyzm, jeśli po tylu latach Ginny gdzieś pod skórą czuje, że jej mąż nie należy w całości do niej? I tutaj pojawia się tytuł utworu - to uczucia nas uczłowieczają, czynią nas czymś więcej niż tylko elementem ekosystemu. To my decydujemy o tym, by nadać sens życiu, a jeśli jako ten sens wybieramy szczęście z drugą osobą, to chyba trudno mówić o piękniejszej ofierze. Mimo że cena, jaką przychodzi nam za to płacić, wydaje się być zbyt wysoka.

Tak przynajmniej sądził Draco. Zrezygnował, sądząc, że gra nie jest warta świeczki. Cóż za gorzka pomyłka.

Draco to autor... i główny bohater. Z jednej strony skupia w sobie wielkie możliwości, z drugiej zaś czuje się kompletnie bezsilny. Tworzy historię własnego życia jeszcze raz, na co wskazuje anagram. Dlatego decyduje się na napisanie książki. Jest tak pełen rozpaczy, że poszukuje wszechmocy. Chce zostać kreatorem i mentorem, wskazać ścieżkę. Ale to jest tylko książka, którą większość uzna za - wartościową, być może - beletrystykę. W rzeczywistości Draco nie ma wielkiego pola do popisu, nie może nikogo zmusić do podjęcia prawidłowej decyzji. Dlatego jego władza jest przeraźliwie papierowa. Pisze książkę, bo... na nic więcej go już nie stać. I to pióro, które ma stać się kolejnym atrybutem siły - ale to wszystko iluzja.

To bardzo piękny, bardzo subtelny traktat o naszych własnych decyzjach i ich wpływie na dalsze życie. I ich nieodwracalności. O odpowiedzialności i sile charakteru. O tym, że niejednokrotnie, będąc na szczycie, trudno nam zauważyć szczegóły leżące u samej podstawy.

I jeszcze na koniec dodam, że scena, w której dowiadujemy się o śmierci - przede wszystkim Scorpiusa i Hermiony - jest mocna i wstrząsająca i siłą woli połączoną z moim małym talizmanem powstrzymałem się od płaczu.
I jeszcze raz, zajrzałbym do oryginału, ale tłumaczenie jakkolwiek jest zupełnie perfekcyjne, tłumaczce gratuluję ogromnych, ogromnych umiejętności, wspaniałego kunsztu literackiego i cudownego wyczucia, jestem jej ogromnym fanem jeśli chodzi o technikalia językowe. Po prostu poezja. Padam do stóp za wybór i za jakość.
My weapon is invisible.
Not for appreciating or envying.
It makes me can do everything.
Happy and free.
They are on my side..
have drawn a painting of me.

Obrazek
AvATar7SeVen Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 40
Dołączył(a): 22 lut 2011, o 20:33
Lokalizacja: Mazowsze

Postprzez maua86 » 16 lip 2012, o 20:46

To jest takie... kurcze wzruszyłam się, a to nieczęsto mi sie zdarza. Tekst z różnych perspektyw, który jest jednak całością. Lekkie pióro... Tłumaczenie świetne i czytając to chce się więcej. Dowiedzieć się czy Harremu się udało zastac jeszcze Draco i co z tego wyniknie? Teraz będę miała o czym myśleć przed snem.
" I've been thinking of everything
I used to want to be
I've been thinking of everything
Of me, of you and me

This is the story of my life
These are the lies I have created
This is the story of my life
These are the lies I have created

I'm in the middle of nothing
And it's where I want to be
I'm at the bottom of everything
And I finally start to believe "
maua86 Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 6
Dołączył(a): 13 lip 2012, o 13:28

Postprzez Aribeth » 22 lip 2012, o 21:50

Nie jestem w stanie napisać długiego komentarza, bo siedzę w fotelu i z trudem próbuję nie płakać. Praktycznie rzecz biorąc - niezbyt mi to idzie. Dlatego serio, to będzie tylko kilka słów, które jednak chcę zostawić, by przekazać tłumaczce, jak bardzo jej za te tłumaczenie dziękuję, bo sama bym tego tekstu nigdy nie znalazła w odmętach angielskiego fandomu. A, i pytanie - sequel zamierzasz tłumaczyć czy też jednak niestety nie?


Dobra, co do samego tekstu...
Przeczytałam jeden z komentarzy Aev pod tym tekstem, gdzie pisała o magii w nim obecnej. Ja... cóż, ja jej nie znalazłam, bo jedyne, co się we mnie teraz tłucze, to ogromny, dołujący i przejmujący smutek. Czułam sie tak samo, jak przy czytaniu "Dzieciństwa w pasiakach" czy też "Kamieni na szaniec". Czułam żal, i wściekłość, i rozgoryczenie powodowane bezsilnością. nienawidzę, nienawidzę tego, gdy zabija się najmłodszych i to w tak podły sposób. Nienawidzę, gdy tych, którzy powinni się cieszyć młodością, ulegać burzy hormonów, zakochiwać się, robić głupoty, zmusza się do walki i czynów przekraczających ich zrozumienie czy możliwości, gdy muszą podejmować takie decyzje jak ratowanie życia tej drugiej, ukochanej osobie. Nienawidzę. I dlatego płaczę, serio płaczę na wspomnienie Scorpiusa, który poświecił wszystko, i Albusa, tego, którego oczy jeszcze długo nie zapłoną radością czy wesołością, szczęściem ani pożądaniem. Bo odebrano im... wszystko.
Ba, najpierw tekst wydawał mi się fajny - oho, Draco albo Harry piszą mugolską wersję swego dzieciństwa. potem, im głębiej w lekturę, tym bardziej przypominał mi się "Lektor".
Ale koniec... tak, pod koniec miałam ten sam ucisk gdzieś tam, w środku, jak po lekturze czegokolwiek w zasadzie z czasów wojny i okupacji.
I serio, nawet Ginny mi było szkoda. Nie mówiąc o Hermionie, którą osobiście uwielbiam, i tę we wszelkiego rodzaju ff, i kanoniczną. No i Emma Watson... Ale zbaczam z tematu. O drarry bez drarry się nie wypowiem, bo idę czytać sequel, ale wstrząsneło mną zdanie, w którym Harry podsumowuje samotność Draco.
I szczerze? ja ciągle mam wrażenie, że dla nich w jakiś sposób jest za późno, że oboje są zbyt zranieni, by choćby spróbować wrócić do tego, co utracili jako nastolatkowie. I nie jestem do końca pewna, czy byłoby to w porządku wobec Albusa... Wiem, teoretycznie to nie ma ze sobą nic wspólnego, ale jednak, patrzenie na... siebie i Scorpiusa x lat później w wersji "co by było, gdyby" musiałoby być dla niego ciężkie.

Dobra, dość. Dość tego słowotoku, bo z kilku słów zaraz zrobi się kilkaset.
Jeszcze raz dziękuję i... może doczekam sie sequela po polsku?

Pozdrawiam,
Aribeth
Aribeth Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 296
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 20:48
Lokalizacja: Suwalszczyzna

Postprzez Maddala » 29 lip 2012, o 10:48

Drugi raz czytam to opowiadanie i znowu na ostatnim rozdziale ryczę jak głupia.
Tak, ja wiem, że Autorka napisała, że to jest opowiadanie pełne nadziei i miłości, ale dla mnie jest przede wszystkim jednym z najbardziej smutnych i melancholijnych drarry, jakie znam. Nic na to nie poradzę. Śmierć Scorpiusa budzi we mnie złość i bunt, że tak młody chłopiec, który miał całe życie przed sobą, musiał zginąć. Równie przygnębiająca jest historia miłości Draco i Harry'ego. Choć jednocześnie to byłby dobry temat na osobny, dłuższy fanfic - nie spotkałam się jeszcze z motywem uczniów, którzy po powrocie do Hogwartu, zamieszkują Hogsmeade. Naprawdę dobry pomysł. Równie oryginalny jest pomysł z Draco jako pisarzem i jego książkami, w których wszyscy się zaczytują, a które tak naprawdę opisują to, co zdarzyło się naprawdę. I które są jednocześnie wyrazem ogromnej tęsknoty oraz żalu.
Uwielbiam opisy w tym opowiadaniu, są magiczne, hipnotyzujące i według mnie jeszcze bardziej potęgują smutny nastrój.

Lecę czytać sequel i gratuluję rewelacyjnego tłumaczenia!
Maddala Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 16
Dołączył(a): 12 lis 2010, o 17:04

Postprzez Veldrin » 14 gru 2012, o 00:16

W pełni zgadzam się z Maddalą. Napisała chyba wszystko, co tak naprawdę ja czułam i myślałam o tym opowiadaniu.
Jedno z najlepszych opowiadań jakie czytałam, które na długo, długo, pozostanie w jakiejś cząstce mojego chorego mózgu. Dopiero co przeczytałam sequel i nadal płaczę jak dziecko. Żałoba po "Cenie skrzydeł" już mi trochę przeszła, ale oczywiście musiałam przeczytać "Niezgaszony ogień" i wszystkie rany na sercu otworzyły się ponownie. Mogłabym pisać długo i zawile, ale nie wiem czy ktokolwiek zrozumiałby co miałam do przekazania. Włącznie ze mną. Więc zostawię ten komentarz tak jak jest, i po raz kolejny oddam cichy hołd autorce i tłumaczce tego tekstu.
Dziękuję, za poruszenie we mnie ludzkich uczuć i uświadomienie mi, że nigdy nie jest tak źle, jak mogłoby być.
Pozdrawiam
- Chciałbym z tobą pogadać, Draco.
- To dobrze, bo gdybyś tak od razu chciał się na mnie rzucić i przelecieć pod ścianą, musiałbym stanowczo powiedzieć 'nie'. Nie jestem taki łatwy. - Draco namyślał się chwilę, taksując Harry'ego wzrokiem. - Kłamałem. Jestem łatwy. Możesz mnie przelecieć bez gadania.
Veldrin Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 535
Dołączył(a): 30 lis 2012, o 10:43
Lokalizacja: K-ce

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości