[Z] Iskierka (4/4)

Drarrowy Mikołaj, urodzinowo dla Vol:*

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez daimon » 19 gru 2011, o 16:46

No jak to? *rozgląda się* Gdzie ten drarrowy Mikołaj, hmm? Zwykle utrzymuję, że to dawanie prezentów sprawia największą frajdę, ale w tym wypadku... sama już nie wiem ;) Z wielką radością przeczytałabym świąteczne drarry *marzy* Tymczasem przed Wami prezent, który przygotowałam sama. Tekst jest mocno inspirowany i nie zamierzam się tego wypierać, na pewno część z Was będzie wiedzieć, o czym mówię. Po prostu nie mogłam się powstrzymać… Chodziło to za mną, odkąd wpadłam w świąteczną gorączkę i zaczęłam oglądać świąteczne filmy. Niech zatem to będzie mój skromny sposób życzenia Wam wszystkim drarry Christmas :D

A dedykacja wędruje dziś do Aev. Za to, że jest jaka jest i że zawsze mogę na nią liczyć, mimo że na ogół dzieli nas 700km. No i dlatego, że podobno Mikołaj jeszcze jej nie odwiedził. Ale ja spotkałam go niedawno, kochana Kaś, i kazał mi przekazać Ci świąteczne życzenia:*


(A ponieważ, cóż, mam fioła na punkcie niespodzianek, chciałam, żeby Iskierka również taką była. Dla wszystkich. A zwłaszcza dla Aev, stąd musicie mi wybaczyć brak bety…)

Edit: Za sowę i poprawki na gorąco dziękuję Kasi:*






ISKIERKA





1




30 kwietnia 2000r, Londyn

Potter obudził się, kiedy Draco pośpiesznie wiązał krawat i był prawie gotowy do wyjścia. Fatalne wyczucie czasu. Dwie minuty później i mieliby z głowy całe to bezsensowne pożegnanie, którego teraz już nie unikną.
— Dokąd się wybierasz? — zapytał sennie mężczyzna, mrużąc oczy w próbie dojrzenia czegokolwiek bez okularów. Wyglądał nieprawdopodobnie seksownie, półnagi w atłasowej pościeli, z jeszcze lekko wibrującą wokół niego aurą snu, ale Draco nie miał już na to czasu.
— Wyjeżdżam.
— Jak to wyjeżdżasz?! — Potter usiadł na posłaniu, teraz już całkowicie rozbudzony i przywołał swoje okulary. — Dokąd?
— Do Nowego Jorku.
— Słucham?! Nie mówisz poważnie… — Mężczyzna przyglądał mu się wstrząśnięty, najwyraźniej próbując znaleźć jakieś wskazówki na jego twarzy, że jednak to żart.
— Oczywiście, że mówię poważnie. — Draco starał się mówić spokojnie. Naprawdę nie miał ochoty na dramatyczne sceny rozstania. — Ministerstwo zaoferowało mi posadę brytyjskiego ambasadora w Stanach w ramach wdzięczności za moje wsparcie w czasie wojny. Niestety z powodu ojca nasze nazwisko jest teraz w Londynie niezbyt popularne, jak sam wiesz, stąd pomysł wysłania mnie poza granice kraju. Tam będę mieć czyste konto, dobrą pozycję, wysoką pensję, a przy odrobinie szczęścia zrobię karierę i wyciągnę moją rodzinę z tego bagna, w jakim teraz tkwi.
Potter zbladł.
— Od kiedy o tym wiesz? — zapytał dziwnym głosem.
— Od kilku dni. — Draco wzruszył ramionami. Jakie to miało teraz znaczenie?
— I nic mi nie powiedziałeś… Jednego, pieprzonego słowa!
— Mówię ci teraz.
Teraz! — Potter zaczynał brzmieć odrobinę histerycznie i Draco skrzywił się z niesmakiem. Właśnie dlatego chciał tego uniknąć. — A gdybym się nie obudził na czas? Zostawiłbyś mi liścik? A może po prostu zniknąłbyś bez śladu?!
— Wyjaśniłem ci już, dlaczego muszę i chcę wyjechać. Oczekuję, że to zrozumiesz, kiedy już przestaniesz zachowywać się jak wykorzystana panienka.
— Że to zrozumiem? Może i tak, może i bym zrozumiał, gdybyś powiedział mi wcześniej, gdybyś dał mi czas, żebym się z tym oswoił, gdybyś jakkolwiek uwzględnił nas w swoich planach.
Nas? — Draco uniósł jedną brew, po czym wbił w mężczyznę twarde spojrzenie. — Potter, pozwól sobie coś powiedzieć. Między nami zawsze chodziło tylko o seks. Świetny seks, trzeba przyznać. I mnie też jest przykro, że to się teraz skończy — zrobił nieokreślony ruch ręką w stronę łóżka — ale takie jest życie. Trzeba iść do przodu. Dość jest facetów, na pewno znajdziemy sobie godne zastępstwo. I ty, i ja.
Potter wstał i podszedł do niego bez słowa, zatrzymując się milimetry przed nim, tak, że gdy przemówił, Draco czuł jego oddech na swoich ustach.
— Tylko seks? — zapytał niebezpiecznym tonem, a Draco mimo woli poczuł dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Nie potrafił odpowiedzieć, kiedy te zielone oczy wpatrywały się w niego z taką intensywnością, a magia wibrowała między nimi. Był pewny, że Potter teraz go pocałuje, dziko i namiętnie, sprawiając, że ugną się pod nim kolana, tak jak tylko on jeden potrafił. Że jego pewność się zachwieje. Że zmieni zdanie. Niemal czekał na to, ale nic takiego się nie stało.
— Skoro dla ciebie to takie proste — w zamian Potter wyrzucił z pasją — nie będę ci niczego niepotrzebnie utrudniał. Powodzenia.
Kilka sekund później Draco był już sam w hotelowym pokoju i nie potrafił zrozumieć, skąd wzięło się w nim uczucie przygniatającej pustki. 1

~*~


24 grudnia, 2011, Nowy Jork

Draco usiadł na łóżku i sięgnął po szklaneczkę whisky. Sporo od niego młodszy i bardzo atrakcyjny chłopak właśnie zapinał koszulę w progu łazienki, a on obserwował go z przyjemnością sponad szkła.
— Dzięki za świetną noc — powiedział chłopak. — Jesteś prawdziwym bogiem seksu.
— Było nieźle — przyznał Draco z zadowoleniem. Nawet nie pamiętał jego imienia, ale czy to było ważne? — Może wpadniesz wieczorem?
— Dziś jest Wigilia — zauważył chłopak.
— Tak? — Draco spojrzał zdezorientowany za okno, jakby pogoda mogła mu pomóc umiejscowić się w czasie. Padał śnieg, a zatem chyba święta rzeczywiście się zbliżały. — Możliwe. To jak, przyjdziesz?
— Nie mogę, lecę do rodziców na Florydę.
— Wiesz, jaki będzie dziś tłok w odprawie świstoklikowej?
— Wiem, dlatego zamierzam się aportować.
— Na taką odległość? — Draco uniósł brew.
— Jestem w tym dobry. Tak jak w paru innych rzeczach. — Chłopak uśmiechnął się z błyskiem w oku. — Może innym razem.
— Może — mruknął Draco i spojrzał na zegarek. — Merlinie, jestem spóźniony!
Wstał i skierował się do łazienki, mijając chłopaka i starannie zamykając za sobą drzwi. Miał dziś nadzwyczajne spotkanie zarządu, powinien być w biurze za dziesięć minut.
— Trafisz sam do wyjścia? — rzucił jeszcze przez drzwi i nie czekając na odpowiedź wszedł pod prysznic. Nie mógł sobie teraz pozwolić na rozpraszanie. Nawet tak przyjemne, jak ciało tego dzieciaka.

~*~


— Draco. — W biurze przywitała go Pansy, trzymając w ręce gruby segregator oraz kubek jego ulubionej kawy. — Raporty, o które prosiłeś.
— Jak zawsze przygotowana. — Uśmiechnął się do niej. Była nieocenioną asystentką. Nigdy nie żałował, że zabrał ją ze sobą.
— Mam świetny przykład. — Odwzajemniła uśmiech.
— Chłopcy gotowi?
— W sali konferencyjnej — potwierdziła. — Czekają tylko na ciebie.
Kiedy wszedł, zrozumiał, że bez niego naprawdę niczego by nie postanowili. Nie żeby to była dla niego jakaś nowość, nie bez przyczyny to on od kilku lat był szefem Magicznego Departamentu Finansów na Wall Street. Ale, doprawdy, kolędy i opychanie się pierniczkami? Nazywanie ich chłopcami, choć większość z nich była sporo starsza od niego, stawało się coraz bardziej uzasadniona.
— Stabburn, dowiedziałeś się, kto zaproponował Magic Claudron wyższą cenę za ich akcje?
— Słucham? — Mężczyzna w średnim wieku podskoczył na swoim krześle i ze zmieszaniem poprawił okulary.
— O czym tak dumasz? — zapytał surowo Draco.
— Przepraszam, o dzieciach i Meg, wiesz dziś jest Wigilia, Draco…
— Owszem i to właśnie dziś podpiszemy najlepszą umowę tego roku, która pozwoli ci zabrać dzieci na wymarzone wakacje w przyszłym sezonie. Czy to cię nie interesuje?
— Oczywiście, że interesuje. — Mężczyzna wyprostował się, sygnalizując, że jest gotowy do pracy.
Draco powiódł spojrzeniem po całej sali.
— Wiem, że jest Wigilia, ale musicie wziąć się w garść i sfinalizować razem ze mną tę umowę. Myślicie, że ja mam ochotę dzisiaj tutaj być?!
— Cóż, właściwie… pewnie tak — odparł Stabburn z przewrotnym uśmieszkiem.
Draco również pozwolił sobie na mały uśmiech.
— Może masz rację. Ale już wkrótce wszyscy będziecie mi za to dziękować!

Draco został w biurze do wieczora, sprawdzając wszystkie papiery i przygotowując niezbędne dokumenty. Obserwował jak kolejni pracownicy opuszczali w pośpiechu budynek departamentu, dzwoniąc do swoich rodzin i usiłując utrzymać w jednej ręce wszystkie świąteczne paczki. Pansy stanęła w progu jego gabinetu i zastukała w drzwi.
— Nie wychodzisz? Dochodzi ósma, zaraz zamkną twój ulubiony sklep z sałatkami.
— Tak, właśnie kończę — odparł i widząc, że trzyma coś w ręce, zapytał: — Masz coś dla mnie?
— Owszem. Fiukała pani Oldschool z działu wysyłek Madame Malkin. Powiedziała, że zamówienie zostało wysłane.
— Czyżby moje szaty? — Draco spojrzał na nią zadowolony. Właściwie wszystkie swoje ubrania zamawiał w Londynie. To była jedyna rzecz, która wciąż łączyła go z ojczyzną.
— Na to wygląda.
Pansy wciąż stała w progu.
— Coś jeszcze? — zainteresował się Draco. — Twoja świąteczna premia czeka już na ciebie na twoim koncie.
— Wiem, zdążyłam już nawet wydać jej część. — Uśmiechnęła się nieznacznie.
— Na co? — zapytał z rozbawieniem.
— Takie tam, babskie sprawy. — Machnęła lekceważąco ręką.
— No dobrze, o co więc chodzi?
— Potter.
— Co: Potter? — Zmarszczył brwi.
— Zafiukał w czasie konferencji. Nie chciałam cię denerwować, wolałam poczekać, aż umowa będzie podpisana i wszyscy sobie pójdą.
— Słusznie. Naprawdę zasługujesz na swoją skandalicznie wysoką pensję — pochwalił ją. — Zresztą nie wyobrażam sobie, o czym miałbym z nim rozmawiać.
Pansy spojrzała na niego wymownie. Znała jego przeszłość zbyt dobrze, by mógł ją zbyć.
— Zostawił adres, pod którym się zatrzymał. Może chciałbyś…
— Nie — uciął Draco. — Zostawiłem to wszystko daleko za sobą. Jestem nowym człowiekiem i bardzo mi się podoba to kim i gdzie teraz jestem. Nie ma sensu wracać do przeszłości.
— Gdybyś jednak zmienił zdanie… — Pansy wyciągnęła w jego stronę skrawek pergaminu, na którym zanotowany był adres hotelu.
— Nie zmienię — westchnął, ale dla świętego spokoju wetknął pergamin do swojego terminarza. — Chyba będę się zbierał, bo nie dostanę swojej wigilijnej sałatki — oświadczył z przekąsem, zamykając księgę rachunkową, którą przeglądał. — Nie zapomnij zwołać specjalnego zebrania na pojutrze. Nie mamy czasu do stracenia przed nowym rokiem.
— Nigdy nie zapominam o takich sprawach — zauważyła. — Wesołych świąt, Draco.
— Wesołych świąt, Pansy.

~*~

Nowy Jork o tej porze naprawdę wyglądał pięknie, niemal bajkowo. Draco szedł opustoszałą Pearl Street wśród wirujących leniwie płatków śniegu i myślał, że być może rzeczywiście święta mają w sobie odrobinę magii. On jednak miał ważniejsze sprawy na głowie. Finalizował międzynarodowe umowy, obracał akcjami wpływowych czarodziejskich korporacji, dowodził sztabem ludzi. Naprawdę był kimś. Niczego nie żałował.
Do sklepu Angel wszedł wciąż w radosnej zadumie nad swoimi osiągnięciami i skierował się do lodówki z sałatkami. Właśnie miał podejść do kasy z wybranymi produktami, gdy, jakby dosłownie znikąd, pojawił się tam czarnoskóry mężczyzna w zniszczonej skórzanej kurtce i czapce z daszkiem.
— Hej, Ed. Mam los na loterii. Zwycięski. Odkup go ode mnie za stówę, a nieźle na tym zarobisz — zaproponował, ostentacyjnie żując gumę.
— Nie skupuję losów — odparł sprzedawca.
— Zastanów się, gwarantuję, że jest dobry. Zarobisz na tym drugie tyle.
— To sklep spożywczy, nie lombard — burknął mężczyzna za ladą.
Odpowiedź nie przypadła do gustu właścicielowi losu.
— Może teraz to przemyślisz! — Gwałtownym ruchem przystawił mu różdżkę do gardła. — I jak moja oferta? Nadal nieatrakcyjna?
— Przepraszam, może mógłbym rozwiązać ten problem? — odezwał się Draco, nieoczekiwanie dla samego siebie.
— Trzymaj się z daleka! — warknął napastnik w jego stronę. — Żaden białas nie będzie mi tu zgrywał bohatera.
— Chciałem tylko zaproponować interes, na którym każdy z nas by zarobił — wyjaśnił spokojnie.
— Jedynym, co możesz zarobić to klątwa — odparował mężczyzna, po czym zwrócił się znów do sprzedawcy. — Wyskakuj z kasy, albo…
— Dam ci dwie stówy. Ty dostaniesz to, czego potrzebujesz, a ja sprzedam los tam, gdzie docenią jego wartość i też na tym zarobię. Co ty na to? — Tym razem Draco złożył bardziej konkretną propozycję.
Napastnik spojrzał na niego z nagłym zainteresowaniem, lustrując go od stóp do głów.
— Elegancik jesteś, co?
— Proszę, oto pieniądze — odpowiedział Draco, ignorując uwagę i wręczając mężczyźnie dwa banknoty. Ten podał mu los i nieoczekiwanie wziął go pod ramię.
— Świetnie, Draco. Chodźmy zatem. A ty, Ed, jesteś frajer! Miałeś szansę.
Draco zdążył jeszcze rzucić na ladę należność za swoje sałatki, po czym kompletnie oszołomiony dał się wyprowadzić na ulicę.
— Skąd znasz moje imię? — zapytał podejrzliwie.
— Wszystkich tak nazywam. — Mężczyzna wzruszył ramionami.
Draco? — powtórzył z niedowierzaniem. Nigdy w życiu nie poznał nikogo o takim imieniu. Kim był ten gość?!
— Miło się robiło z tobą interesy — odparł mężczyzna i ruszył przed siebie.
— Hej! — krzyknął za nim Draco. — Hej, poczekaj…
— Coś nie tak?
— Nie, po prostu… Wiesz, nie powinieneś tak wymachiwać różdżką na prawo i lewo. Kiedyś komuś może stać się krzywda, a ty będziesz później tego żałował.
— Chyba nie mówisz poważnie!
— Na pewno można znaleźć jakąś pomoc, stworzyć ci jakieś szanse…
— Czekaj, czy ty właśnie próbujesz mnie uratować?! — Mężczyzna roześmiał się na całe gardło i Draco poczuł się nieswojo. Oto co święta robiły z ludźmi, narażały ich na niepotrzebną śmieszność. — O rany, ten gość myśli, że potrzebuje ratunku!
Każdy czegoś potrzebuje — odparł Draco nieco urażony. Nie lubił, gdy ludzie się z niego śmiali. Kimkolwiek byli.
— Tak? — Mężczyzna nagle spoważniał. — A czego ty potrzebujesz, Draco?
— Ja? — zdziwił się.
— Tak. Przecież powiedziałeś, że każdy czegoś potrzebuje.
— Ja akurat mam już wszystko.
— Łał. To musi być niesamowite, być tobą.
— Widzisz to wszystko nie jest aż takie trudne, jak się wydaje. Ludzie mogą się zmienić, a ciężka praca… — Draco sam nie rozumiał, co w niego wstąpiło.
Mężczyzna znów zaczął się śmiać.
— Coraz bardziej zaczyna mi się to podobać. Tylko pamiętaj, sam jesteś sobie winny. Prosiłeś się o to.
— O co?! — zawołał zdezorientowany Draco za mężczyzną, który właśnie w tej chwili ponownie zaczął odchodzić.
— Wesołych świąt! — Usłyszał jednak tylko w odpowiedzi i został na ulicy sam.

~*~


25 grudnia 2011r, Londyn

Kiedy następnego ranka Draco otworzył oczy, miał wrażenie, jakby wciąż był środek nocy. Nadal był zmęczony, jednak rażące go słońce wskazywało na to, że jest już pełnia dnia. Tylko ten widok za oknem, jakiś dziwny… więc to chyba w dalszym ciągu jednak sen. Właśnie miał się rozejrzeć dookoła, lubił sny, w których miał świadomość, że są tylko snami, kiedy poczuł to. Dziwny ciężar na swoim brzuchu. Kiedy skierował tam spojrzenie, zobaczył czarne, zmierzwione włosy rozrzucone na swojej skórze. Ktoś na nim leżał! Ktoś, kogo nie przypominał sobie, by zabierał do łóżka wczorajszego wieczoru! Spróbował się poruszyć, ale leżący na nim mężczyzna był zbyt ciężki, a on sam znajdował się w niedogodnej pozycji, by go zrzucić.
— Ej, Draco, jeszcze pięć minut. Są święta — mruknął mężczyzna i Draco poczuł, że serce mu przyśpiesza. Znał ten głos!
— Potter? — zapytał z niedowierzaniem. Czyżby jednak wczoraj skorzystał z adresu, który zostawiła mu Pansy, a potem upił się do nieprzytomności i spędził noc z Potterem? To nie miało żadnego sensu. On się nie upijał. Miał klasę.
— Uwielbiam twoje czułe rzucanie nazwiskami w świąteczny poranek. — Potter pocałował go w brzuch i Draco poczuł dziwne mrowienie w dolnych jego partiach. — Ale powinno być Potter-Malfoy gwoli ścisłości.
— Potter-Ma-co?! — zawołał Draco i odruchowo poderwał swoją prawą dłoń do lini wzroku. Na palcu wskazującym, jak gdyby nigdy nic, znajdowała się złota, tradycyjna obrączka. — Salazarze. O, Boże. O, nie. POBRALIŚMY SIĘ?!
Potter zachichotał i uniósł głowę, spoglądając na niego swoimi zielonymi, ogromnymi oczami, które były dokładnie takie, jakimi Draco je zapamiętał.
— Kocham cię, wiesz? — oświadczył z uśmiechem. — Jedenaście lat, a ty wciąż potrafisz sprawić, że czuję się, jakby to był nasz pierwszy wspólny poranek.
Draco, chciał właśnie odpowiedzieć: Potter, co ty pierdolisz, jakie jedenaście lat, do kurwy nędzy?!, ale zamarł z otwartymi ustami, kiedy do pokoju wpadła dwójka dzieci. Rozczochrana brunetka, wypisz wymaluj Potter oraz jasnowłosy, drobniutki chłopczyk, który również kogoś mu przypominał. Bachory z głośnym krzykiem wskoczyły na łóżko.
— Taaaaaaataaaaaaaa!
— Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań…
— Morgano, mamy dzieci?! — jęknął.
Potter ponownie zachichotał, a kiedy materac zaczął rytmicznie podrygiwać, w skutek dzikich podskoków dzieciaków, Draco nagle z wielką wyrazistością poczuł, że zaraz zwymiotuje i zerwał się z pościeli.
— Draco, błagam, zrób mi kawę! — zawołał za nim Potter, z dwójką dzieci skaczącą teraz już po nim w najlepsze. Ale on jeszcze nie oszalał. Nie zamierzał go słuchać. Coś tu było cholernie nie tak, a on miał zamiar się dowiedzieć co to było. Natychmiast.

~*~


Pojechał prosto do Biura Świstoklików i wykupił pierwszy wolny do Nowego Jorku. Godzinę później był już pod swoim apartamentowcem i choć czuł się fatalnie, zaczynał odzyskiwać grunt pod nogami. Zaraz przyjdzie do domu, zrobi sobie gorącą kąpiel, a potem porządnie się wyśpi i wszystko będzie w porządku.
— Boże, Tony, jak dobrze cię widzieć! — przywitał radośnie odźwiernego.
— Przepraszam bardzo, ale wstęp jest tylko dla mieszkańców i gości. — Zatrzymał go mężczyzna.
— Słucham? O czym ty mówisz? — Draco spojrzał na niego jak na wariata.
— Nie przesłyszałeś się, kolego. — Mężczyzna zmierzył go nieprzychylnym spojrzeniem, a Draco w końcu zdał sobie sprawę, że ma nas sobie jakąś domową szatę kiepskiej jakości, jest rozczochrany i generalnie prezentuje się potwornie.
— Tony, wiem, że wyglądam nieco dziwnie, ale to długa historia. W każdym razie to ja, Draco Malfoy, rezydencja wschodnia B, poznajesz mnie przecież?
Tony jednak patrzył na niego, jak na kogoś zupełnie obcego. Na szczęście dla Draco, jego sąsiadka z piętra właśnie wracała z porannego spaceru z psem.
— Pani Campbell, Tony chyba dziś źle się czuje — zagadnął ją. — Niech sobie pani wyobrazi, nie chce mnie wpuścić do środka.
Kobieta spojrzała na niego z konsternacją, a potem odwróciła się do odźwiernego.
— Kim jest ten mężczyzna, Tony? — zapytała nieco przestraszona. Mały chihuahua zawarczał w jego stronę raczej mało przyjaźnie.
— Och, dajcie spokój. Co z wami jest dziś nie tak?! To jakiś świąteczny żart?!
— Uspokój się, młody człowieku, na pewno są otwarte jakieś schroniska dla bezdomnych, w których mógłbyś się zatrzymać. Nie ma potrzeby się awanturować.
— Schroniska?! — wrzasnął Draco, czując się kompletnie wyprowadzonym z równowagi. Nigdy w życiu nikt tak go jeszcze nie obraził. — Oszalałaś, kobieto?! Jestem najbogatszym mężczyzną w tym budynku. Mam największy apartament i zamierzam do niego wejść. Teraz.
— Zaraz wezwę aurorów — zagroził mu Tony, zagradzając mu przejście.
— Aurorów? To ja zaraz ich wezwę. Nie chcecie mnie wpuścić do mojego własnego domu! To jakiś absurd! Pójdę teraz do biura, ale nie myśl, że puszczę ci to płazem. Pożegnaj się z posadą, Anthony.
Niestety sytuacja w biurze okazała się tragicznie podobna. Nikt go nie rozpoznawał, Pansy w ogóle tam nie było, a funkcję szefa, jego funkcję, przejął ten przeciętniak Colin Stabburn. Nie mówiąc już o tym, że jego wydział był praktycznie zamknięty z powodu świąt, co nigdy nie zdarzało się za jego kadencji. To był jakiś koszmar! Nawet nie wiedział, co powinien z sobą teraz począć. Zaczynał mieć obawy, że ktoś potraktował go jakąś paskudną klątwą albo podał jakiś nietypowy eliksir. Powinien zgłosić się do szpitala. Tak, zdecydowanie, właśnie to musi zrobić.
— Witaj, Draco — jego rozmyślania przerwał znajomy głos.
Draco odwrócił się i ku swojemu zaskoczeniu zobaczył mężczyznę od losu. Albo raczej kogoś do niego bardzo podobnego, bo ten zamiast wyświechtanej kurtki i czapki z daszkiem, miał na sobie elegancki garnitur.
— To ty? — zapytał jednak podejrzliwie.
— Oczywiście. — Uśmiechnął się mężczyzna. — I jak podoba ci się dzisiejszy dzień? W sam raz na spacer, prawda?
— Chyba na avadę w plecy — mruknął Draco.
— Słuchaj, wiem, że to dla ciebie bardzo dziwne, może nawet jesteś w szoku, ale przejdź się ze mną, a ja postaram się wszystko wytłumaczyć. W porządku?
Draco przez chwilę starał się to wszystko przeanalizować, ale w końcu stwierdził, że propozycja wysłuchania jakichkolwiek wyjaśnień jest bardzo kusząca. Najwyraźniej czarnoskóry mężczyzna miał coś wspólnego z tym, co przydarzyło mu się dziś rano.
— Co się tu, do diabła, dzieje? — zapytał z większą wrogością niż planował.
— Spokojnie. Oddychaj — poradził mu mężczyzna. — To normalne, że trochę się denerwujesz. Wiele razy widziałem, jak ludzie nawet wymiotowali od tych wszystkich nowości.
— O czym ty, do cholery, mówisz?! Co tu jest grane?! — zawołał Draco, coraz bardziej zdenerwowany.
— Postaraj się tak nie unosić, dobrze? W końcu to ty jesteś za to wszystko odpowiedzialny.
— Ja?! Czyś ty oszalał?!
— Ciszej, ludzie się za nami oglądają.
— Mam gdzieś ludzi! Jak możesz mi wmawiać, że z własnej woli, wywróciłem swoje życie do góry nogami?
Mam wszystko, czego potrzebuję, przypomina ci to coś? Ostrzegałem cię.
— Chcesz powiedzieć, że to wszystko spotyka mnie, bo poczułeś, że się wywyższam? — Draco miał ochotę potraktować mężczyznę jakąś wybitnie paskudną klątwą.
— Oddychaj, Draco.
— Jeszcze chwila i ty nigdy już nie nabierzesz powietrza w płuca — syknął.
— Pamiętaj, co jeszcze wczoraj sam mówiłeś o wymachiwaniu różdżką, Draco — mężczyzna skarcił go niczym małego dzieciaka, po czym dodał już innym tonem: — To, co zrobiłeś wczoraj w sklepie, było dobre. Bardzo. Ktoś był naprawdę pod wrażeniem i…
— Powiedz mi, do kurwy nędzy, co jest tutaj grane! Ale normalnie, po angielsku, bez tego pierdolenia, którego nie rozumiem.
— To jest iskierka, Draco.
— Iskierka?! Iskierka czego?!
— Sam się domyśl. Masz dużo czasu.
— Jak dużo czasu?
— Tyle, ile będzie trzeba. Biorąc pod uwagę twój trudny charakter, to może trochę potrwać.
— To jakiś absurd! Chcę moje życie z powrotem! Ile mam ci zapłacić, co?
Mężczyzna roześmiał się.
— To tak nie działa, przykro mi.
— Każdy ma swoją cenę.
— Musisz sam zrozumieć, o co w tym chodzi.
— Zaraz oszaleję! — Czerwone plamy wściekłości zaczęły tańczyć Draco przed oczami.
— To samo do ciebie przyjdzie. — Mężczyzna nadal był irytująco spokojny.
— Nie mam teraz na to czasu!
— Jak już wspominałem, masz dużo czasu. — Mężczyzna sięgnął do marynarki i wyjął małe zawiniątko. — To dla ciebie.
— Co to jest? — Draco przyjrzał się mu podejrzliwie, ale odwinął paczuszkę w nadziei, że znajdzie w niej coś, co pomoże mu wybrnąć z tej sytuacji. — Dzwoneczek?! Dajesz mi cholerny dzwoneczek?!
— Teraz musisz już iść.
— Nie mam dokąd iść! — wrzasnął sfrustrowany Draco. — Nie zostawisz mnie tak, to wszystko twoja wina! Musisz coś wymyślić i…
Jednak zanim zdążył cokolwiek jeszcze powiedzieć, mężczyzna aportował się z cichym trzaskiem, zostawiając Draco z małym, złotym dzwoneczkiem w dłoni.




1What if — ta piosenka niechaj będzie mottem tego opowiadania. Znalazłam ją przy trzecim odcinku i tam też jest wspomniana, ale pomyślałam, że gdyby ktoś czytał dopiero teraz, może jej sobie od razu posłuchać ;)
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1163
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Aevenien » 19 gru 2011, o 17:17

AWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW! PREZENT!!! DLA MNIE!
DZIĘKUJĘ! :serce: :serce: :serce:

Jak trochę ochłonę obiecuję wydobyć z siebie coś bardziej konstruktywnego :hura2:
Edit: No, ochłonęłam, kinda ;) Co prawda ciut boli mnie mózg, ale postaram się coś napisać w miarę zrozumiałego xD

W ogóle to jeszcze raz ślicznie dziękuje! Cudna niespodzianka i cudny tekst i w ogóle awwww :serce:
30 kwietnia 2000r, Londyn

No ja się cieszę, że taka ładna data jest, ale czemu akurat w ten dzień musieli się rozstać?! Chyba, że jakąś klamerkę na koniec zrobisz, wtedy przeżyję :D
Na początku czytałam i nie wierzyłam, oczywiście wiedziałam, że to tylko kawałek i zaraz będzie lepiej, zresztą nie było aż tak źle, jakieś ciacho brunet to nie przebrzydła ruda wiedźma, ale still. W każdym razie, zdziwiłam się, że Harry go jednak nie zatrzymał, chociaż jakby go zatrzymał to byłoby po fiku nie? XD
Bardzo fajny pomysł z Draco i Wall Street! Wyobrażam go sobie w takich klimatach idealnie. I tak, pracujmy, jakie święta XD Moja uczelnia wyznaję tę samą zasadę ;)
Scena w sklepie - tu się zdziwiłam znowu, ale czułam jakiś przekręt, to jest, że zaraz się coś wydarzy. No i pięknie! Ładny przeskok i mamy:
— Ej, Draco, jeszcze pięć minut.

Moja mantra jak wstaję. Bez słówka Draco niestety XD
Bachory z głośnym krzykiem wskoczyły na łóżko.

Moje ulubione słówko określające dzieci XD

Powiedziałabym, że umieram z ciekawości co dalej, ale nie umieram. Hm, co ja mówię! Umieram dalej, nawet jeszcze bardziej, ale już tylko w 2/4 XD Tak, to ja idę betować ;)

To do usłyszenia w następnej części :serce:
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6215
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez zanda » 19 gru 2011, o 17:49

Druga! Druga!
Ale mi się udało :D

Śliczny prezent dai, Mała to prawdziwa szczęściara.
Ale do rzeczy - ciemna masa ze mnie!! Początkowo nie zorientowałam się w akcji i byłam kompletnie zdezorientowana odejściem Draco, utratą jedenastu lat (przecież to jedenaście straconych lat potencjalnego drarry!), oraz koszmarnie zniesmaczona kuszącym młodym ciałkiem w łóżku Draco. Na szczęście w końcu dotarło do mnie, że to tylko elementy wiążące akcji właściwej i już wyszczerzona czytałam o dzieciakach skaczących po Harrym.
Ale całkowicie i nieodmiennie zauroczył mnie opis 25 grudnia. Jest po prostu cudny - począwszy od Harry'ego śpiącego na Draco, przez obrączkę, aż do maluchów.

Kto wie? Może dzięki tobie jeszcze uda mi się poczuć świąteczny nastrój?
Z niecierpliwością czekam na następną część.
pozdr
zanda
zanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 70
Dołączył(a): 23 mar 2011, o 17:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Kasia » 19 gru 2011, o 18:25

Powinnam się uczyć, powinnam pisać któryś z trzech projektów zaliczeniowych. Powinnam. Ale to jest o wiele lepsze. ;)

Dai, jestem przekonana, że moje zdanie na temat Twojej twórczości znasz. A Twoje teksty okołoświąteczne wprost uwielbiam. I ten tutaj prezent świąteczny nie będzie wyjątkiem.
Intrygujący prolog (i irytujący, bo jak można wybrać wyjazd? w końcu drarry jest o wiele lepsze). Ciekawa akcja, już właściwie nieźle rozkręcona. I o ile zakończenie jest mniej więcej przewidywalne, o tyle nie mam bladego pojęcia, jak będzie wyglądać treść w międzyczasie. Kim jest ten czarnoskóry mężczyzna? I jeśli jest dobry (a na to wygląda), to co by zrobił, gdyby Draco nie zareagował tak, jak to uczynił? I co właściwie Draco ma zrobić z tym alternatywnym światem? I kiedy zamierza grzecznie wrócić do Harry'ego i dzieciaków (w końcu załatwienie powrotego świstoklika chwilę musi zająć)?

Ech, i jak ja mam się zająć projektami? Niedługo mnie zaczną do nich gonić, a ja będę myślami przy tym tekście i alternatywnym świecie Draco i tego mężczyzny. Jej, co Ty kobieto robisz z ludźmi. ;)
Z niecierpliwością czekam na następną część.
"Harry się odprężył. Nie było się w ogóle o co martwić. W końcu Hagrid uwielbiał wredne bestie."

"Mała rada, Ted. Hermiona nie je mięsa, więc jeśli zabierzesz ją do jednej z tych knajp, w których podają steki tak słabo wysmażone, że jeszcze muczą, gdy zaczynasz je kroić, to kompletnie zniweczysz swe szanse dobrania się jej do majtek. "

"Potter, jak można się było spodziewać, okazał się zwolennikiem przytulania (co mogło zostać uznane za dość szczęśliwy zbieg okoliczności, bo Draco był raczej nogą w przytulaniu, za to doskonałą przytulanką)."
Kasia Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 201
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 00:17
Lokalizacja: warszawa

Postprzez Mika26 » 19 gru 2011, o 21:06

To mi coś przypomina. Chociaż do końca nie wiem co :) to syndrom dzwonów tylko nie wiem z jakiego kościoła . Ale opowieść zapowiada się obiecująco . Czekam na ciąg dalszy i chyba muszę nadrobić oglądanie filmów świątecznych .
Mika26 Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 84
Dołączył(a): 3 gru 2010, o 23:44

Postprzez MargotX » 19 gru 2011, o 22:18

Dai, nie masz pojęcia, jak ja uwielbiam takie świąteczne testy :D I cudnie, że prezent dla Aev jest dostępny dla szerokiego grona ;)

Nie wiem dlaczego, ale mam totalne skojarzenie z Opowieścią wigilijną :D , może dlatego, że, obojętnie ile razy bym nie oglądała przeróżne ekranizacje, zawsze w okresie Świąt z przyjemnością do tego wracam. Coś jest w tym tekście takiego, że natychmiast włącza mi się światełko Opowieści wigilijnej No i mam oczywiście nadzieję, że wszystko się dobrze skończy, no, bo jak mogłoby być inaczej, skoro na Draco czeka Harry z dwójką uroczych urwisów ;) Choć sam wstęp mnie nieco przeraził, do tego jeszcze jakieś młode ciacho panoszące się w sypialni Dracona, fee :oczy: No, ale miejmy nadzieję, że to, jak napisała zanda, tylko element wiążący i wszystko wróci na właściwe tory. Urocza opowieść, świetnie wprowadzająca w świąteczny nastrój, który powoli, wreszcie zaczyna mnie ogarniać, szczególnie jak dostałam w prezencie od sąsiadki pierożki z kapustą i grzybami, pracowicie przez nią ulepione :D I do tego magiczne święta z Harrym i Draco, poezja ;)

Dzięki Dai, pozdrawiam i niecierpliwie czekam na c.d. :D
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2065
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Pyara » 19 gru 2011, o 23:56

Jakie to cudne. Może jakoś przeżyję te święta xD oficjalne, zatwierdzone przez prawo drarry ach. SPrawdzian z biologii poczeka, ja chyba sobie jeszcze raz przeczytam.
A ja jestem pewna co do Family man, to MUSI być to xD Czekam z niecierpliwością na cd bo tamta historia w wersji drarry to strzał w 10. Mam dziwne filmowe gusta><'
Pyara Offline


 
Posty: 1
Dołączył(a): 5 gru 2010, o 16:09

Postprzez kleo_patra » 19 gru 2011, o 23:59

Witam!
Piszę, by złożyć uprzejme, acz stanowcze zażalenie. Ale może najpierw wyjaśnię o co chodzi.
Po przeczytaniu tytułu, z przyzwyczajenia od razu przeszłam do tekstu, nie zawracając sobie głowy wstępem. Czytam, czytam, czytam... jeszcze chwilę czytam... czytam... już, już kończę... czytam... no, skończyłam. Przewijam tekst do początku, bo MUSZĘ znaleźć link do oryginału i NATYCHMIAST dowiedzieć się, co będzie dalej, bo NIE WYTRZYMAM, jeśli nie dowiem się jak to się skończy. I co się okazuje? TO jest oryginał! To jest pisane przez Dai.
I teraz może przejdę to zasadniczej treści zażalenia: Dlaczego muszę czekać na dalsze części? Ja chcę teraz! Poskarżę się mamie! I jesteś u pani!

PS. Dobra, tamto u góry, to brednie;] Generalnie oddające moje uczucia (i historię mojego zapoznawania sie z "Isierką") do tego drarry, ale nadal brednie;]. Nie mogę doczekać się następnych części, ale obiecuję czekać w miarę grzeczniexD Test jest naprawdę zaskakujący (no bo Draco, wyjeżdżający sobie od tak, od Pottera, mimo że seks był świetny, to raczej niespodziewanexD) i wciągający, tak więc szkoda, że skończy się po 4 częściach. Nie mniej życzę wena i czasu na wklejanie^^ Pozdrawiam: kleo_patra^______^

PS2. A może będą sequele? ;> Nie wiem co prawda co tu sequelować, ale na upartego zawsze się coś znajdzie :devil: Dobra, nie zawracam już głowy i pozdrawiam jeszcze raz k_pxD
"Przez jedenaście lat mieszkałem w komórce pod schodami, a przez całe nastoletnie życie byłem prześladowany przez szaleńca i jego socjopatycznych zwolenników. Naprawdę uważam, że za tak ciężkie doświadczenia należy mi się w nagrodę obciąganie."
kleo_patra Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 40
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 20:23

Postprzez Evey » 20 gru 2011, o 21:12

Czyżby Draco dostał szczęście? Harry'ego, małżeństwo i dzieci? Faktycznie, jak narazie to chyba zawiązanie kilku faktów do dalszej części ficka. A że nie ma być długi, jestem ciekawa, co będzie następne. Trudno mi teraz powiedzieć cokolwiek więc o tym, co się dzieje czy o samych bohaterach, ale hmm... Niech lepiej Draco doceni Pottera. W końcu święta to odpowiedni czas na miłość : )

Rozdział jest naprawdę kochany, i tak ładnie napisany, i aż się tylko myśli o tym, co będzie dalej. A więc czekam niecierpliwie :)
Nasza miłość na pewno wciąż trwała, ale po prostu była bezużyteczna, [...] bezwładna w nas, jałowa jak zbrodnia lub potępienie. Była tylko cierpliwością bez przyszłości i upartym czekaniem.
A. Camus, Dżuma
Evey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 327
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 11:39
Lokalizacja: Kraków

Postprzez daimon » 21 gru 2011, o 00:37

No dobrze. Pora na część drugą. Która normalnie nie pojawiłaby się tak szybko, siedziałabym i czekała na komentarze jakiś tydzień albo dwa :whistle: Ale ponieważ zbliżają się Święta... To może ja powiem, co mam do powiedzenia i nie będę przynudzać:] Już wspominałam, że prezenty autorskie są zue *mruczy pod nosem cały monolog na ten temat* więc nie będę się powtarzać. Chodzi o to, że po fachowych konsultacjach, wyszło, że może się nada (choć na obronę moich konsultantów dodam, że bazowali tylko li na części pierwszej), więc...

...nieśmiało wręczam dedykację Vol. Nie wiem, czy Ci się spodoba, Kochana, najgorzej jest dawać komuś własny tekst, ale trudno, raz kozie śmierć. Ka jakoś przeżyła, może Tobie też się uda ;) Po terminie i ponownie, ale wciąż szczerze życzę Ci spełnienia marzeń i wszystkiego co naj naj naj (drarrowsze, cherikowe, juliamowe) lepsze. Buziaki:*

Betowała Aev:*


Obrazek




2




Nie miał wyboru, jeśli nie chciał spędzić Bożego Narodzenia na ulicy, musiał wrócić do Londynu. To był jakiś absurd! W jego prawdziwym świecie Malfoy Manor zostało sprzedane, matka przeprowadziła się do Francji, a ojciec siedział w Azkabanie. Jakoś nie uśmiechało mu się sprawdzać, jak jest w tej rzeczywistości. Dlatego skierował swoje kroki do domu, który dzielił z Potterem.
— Zdajesz sobie sprawę, co właściwie zrobiłeś?! — zaatakował go Harry niemal od progu, rzucając mu pełne wzburzenia spojrzenie. — Wychodzisz z domu o ósmej rano w Boże Narodzenie, nie mówisz dokąd ani po co i nie ma cię przez najbliższe parę godzin! Zaalarmowałem wszystkich naszych przyjaciół, nikt nie miał od ciebie żadnych wieści i właśnie zacząłem się zastanawiać nad odwiedzeniem Świętego Munga i zawiadomieniem aurorów. Odchodziłem od zmysłów. Jaki mężczyzna zostawia swoją rodzinę w święta i wychodzi, nikomu nic nie mówiąc?! Kto tak robi, Draco?! — Potter coraz bardziej się rozkręcał.
— Możesz przestać na mnie wrzeszczeć? — zapytał nieprzyjemnym tonem Draco. Nie będzie sobie pozwalał na takie traktowanie.
Potter spojrzał na niego z niedowierzaniem.
— Gdzie byłeś? — zapytał już jednak spokojniej. Lodowate spojrzenie Malfoyów zawsze działało.
— W Nowym Jorku.
— W Stanach?!
— Z tego, co mi wiadomo, właśnie tam znajduje się Nowy Jork.
— Pogięło cię? Dlaczego miałbyś się tam wybrać?
— Bo tam właśnie mieszkam — odparł Draco z coraz większą frustracją.
— Przestań! — Potter rzucił mu wściekłe spojrzenie.
— Nic nie rozumiesz. Obudziłem się tutaj dzisiaj rano. I to jest bardzo dziwne, ponieważ… to nie jest mój dom. To nie są moje dzieci, a ja nie jestem ich ojcem. A ty… ty nie jesteś moim mężem.
— Wiesz co, Draco? Tym razem to nie jest zabawne, bo jestem na ciebie wkurzony. Naprawdę wkurzony.
Draco poczuł, że nie wytrzyma tego ani chwili dłużej. Wyciągnął z kieszeni szaty dzwoneczek i zaczął nim dzwonić. Może ten czarnoskóry diabeł, który go w to wpakował, w końcu zmądrzeje i go stąd zabierze.
Niestety nic się nie stało, poza tym, że Potter zaczął patrzeć na niego, jak na wariata.
— Co to? — Do pokoju wleciała dziewczynka na dziecięcej miotełce i teraz zataczała wokół niego kółko, sięgając jednocześnie po dzwonek. — Fajne. Dzięki, tato.
— To moje — zaprotestował słabo Draco.
— Lily, przeleć się do salonu — poprosił Potter.
— Zabrała mi mój dzwonek! — Draco wbił wściekłe spojrzenie w Pottera. Jego dziecko zabrało mu być może jedyną drogę ucieczki z tego domu wariatów. Powinien jakoś zareagować. Ale Potter z rezygnacją pokręcił tylko głową.
— Wszystko cię ominęło — powiedział z żalem. — Śniadanie, prezenty… Spędziłeś tyle godzin wybierając, a potem czyszcząc i polerując miotłę dla Lily, a nawet nie widziałeś jej miny, gdy ją odpakowała. Przegapiłeś całe święta, Draco…
Potter patrzył na niego z takim wyrzutem, że choć przecież to wszystko nie było jego winą, poczuł się autentycznie głupio.
— Przepraszam, w porządku? — burknął, choć zabrzmiało to bardziej wojowniczo niż pojednawczo.
Potter westchnął ciężko.
— Na szczęście nic się nie stało. Tobie nic nie jest, dzieci też mają się dobrze, to najważniejsze. Nie mamy teraz czasu, trzeba się przygotować na przyjęcie, a ty z całą pewnością musisz się przebrać.
— Przyjęcie? Jakie przyjęcie?! — zawołał.
— Gwiazdkowe przyjęcie u Rona i Hermiony. Jak zawsze, Draco — odparł zmęczonym głosem Potter.
— Nigdzie nie idę! — zaprotestował gorąco. W całym tym nieszczęściu brakowało mu jeszcze Weasleyów!
— Wiesz co? Mam cię gdzieś — warknął Potter, który najwyraźniej stracił cierpliwość. — Zaraz zafiukam do Molly.
— Molly? — powtórzył Draco podejrzliwie.
— Tak, do Molly. Nie musi zabierać dzieciaków do Nory, skoro ty z nimi zostaniesz.
Draco poczuł przypływ paniki na myśl, że musiałby sam zająć się dwójką obcych bachorów.
— Będę gotowy za dziesięć minut — wycedził i ruszył na poszukiwania swojej szafy. Niestety to, co w niej zobaczył, bynajmniej nie ukoiło jego nerwów. Żegnajcie cudownie skrojone szaty od najlepszych krawców Madame Malkin. Żegnaj wspaniała atłasowa bielizno. Żegnaj…
— Salazarze, to okropne — jęknął żałośnie i zorientował się, że ktoś mu się przygląda. Odwrócił głowę i zobaczył Lily wpatrującą się w niego z mieszaniną strachu i ciekawości. Nazywała się Lily… To zapewne po matce Pottera. Urocze. Braciszek powinien nazywać się Lucjusz i szczęśliwa rodzinka w komplecie.
Dziewczynka najwyraźniej przestraszona jego miną, uciekła bez słowa. Po chwili usłyszał tupot jej bosych stóp na schodach.

~*~


Przyjęcie, cóż za niespodzianka, okazało się katastrofą. Na dobry początek poczęstował się szklaneczką whisky, żeby chociaż trochę się rozluźnić. Kiedy jednak upił pierwszy łyk, niemal się udławił, tak bardzo trunek różnił się jakością od tego, co przywykł pijać w zaciszu swojego eleganckiego biura. Następne przyszły mu już jednak nieco łatwiej. Potrzebował alkoholu, a choć ten smakował podle, zawartość procentową miał z pewnością wystarczającą.
Następnie został wmanewrowany w rozmowę z Wiewiórem i jego kumplami na temat sezonowych rozgrywek Quidditcha.
— I w ten sposób Armaty z Chudley zdobędą mistrzostwo, prawda Draco? — zakończył swój przydługi wywód Weasley, spoglądając na niego przyjaźnie, od czego Draco zrobiło się niedobrze.
— Salazarze, oni są do dupy — mruknął zdegustowany i w tym momencie jego trzej rozmówcy zamilkli, wbijając w niego wstrząśnięte spojrzenia. Świetnie. Od początku wiedział, że nie powinien tu przychodzić! Mężczyźni patrzyli na niego wyczekująco, więc dla świętego spokoju musiał coś powiedzieć. — Oczywiście ten sezon jest wyjątkowy — sprostował, co najwyraźniej ich uspokoiło.
Uwolnił się od ich towarzystwa, tylko po to, żeby wpaść w szpony Bliźniaków-Strzeż-Się-Weasley. Draco do dziś miał traumę po tym, jak na piątym roku dolali mu czegoś do kawy, dzięki czemu przez tydzień nie wychodził z dormitorium walcząc z różową trwałą nie tylko na swojej głowie. Samo przebywanie w zasięgu ich wzroku było potencjalnie niebezpieczne.
— I jak tam nowy model Mistrali? — zagadnął go jeden z nich.
— Słucham? — Miał mgliste pojęcie, że mężczyzna pyta go o miotłę wyścigową. Odkąd mieszkał w Stanach, przestał interesować się Quidditchem. Nie dlatego, że znudził mu się ten sport. Po prostu nie miał na to czasu. Zajął się swoją karierą, budowaniem pozycji i zaufania, czasem pracował nawet po czternaście godzin dziennie. W jego nowym życiu nie było miejsca na przyjemności.
— Och, nie musisz robić z tego takiej tajemnicy! Nikomu nie powiemy. Widziałem, jak tuż przed świętami dostałeś transport z Francji. To Mistrale, prawda?
— Cóż, tak — przytaknął Draco dla świętego spokoju, choć nie miał pojęcia, o co chodzi.
— Ja tam w dalszym ciągu wolę Terrale. Są takie lekkie i zwrotne. Nie uważasz, że są lepsze, Draco?
Terrale były produkcji amerykańskiej i przynajmniej o tym Draco coś wiedział. To znaczy przeleciał się na jednym z nich raz czy dwa.
— Rzeczywiście są zwrotne, a przy tym klasyczne — potwierdził.
George spojrzał z satysfakcją na Freda. Albo to Fred spojrzał na George’a. Co za różnica!
Draco zamierzał właśnie poszukać Pottera i wymusić na nim opuszczenie tej żałosnej imprezy, kiedy ktoś na niego wpadł.
— Blaise?! — zawołał ze zdziwieniem. — A co ty tutaj robisz?!
— No już, dobra — prychnął jego dawny przyjaciel. Slazarze nie widział go od jedenastu lat! — Tradycyjny żarcik na temat mojej odrażającej przyjaźni z Ronem zaliczony. — Blaise przewrócił oczami. — Pomyślałby kto, że masz prawo robić mi takie uwagi, żonko Pottera.
— Hej, licz się ze słowami! — warknął Draco, a Blaise jedynie zachichotał w odpowiedzi. Salazarze, Zabini przyjaźnił się z Wiewiórem?!
— Świetnie wyglądasz — zauważył w końcu Draco, chcąc zmienić temat. Przyjaciel prezentował się naprawdę nieźle. Wydawał się wyższy, ale to pewnie dlatego, że najwyraźniej stracił trochę na wadzę i wysmuklał. Włosy też wyglądały jakoś inaczej.
Blaise uśmiechnął się z zadowoleniem, ale zaraz rzucił mu krytyczne spojdzenie.
— Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o tobie. Dobrze się czujesz? — zapytał z troską.
— Ostatnio nienajlepiej — mruknął Draco, co było absolutną prawdą. Daleko mu było do jego szczytowej formy.
— Ostatnio… — Blaise znacząco zwiesił głos. — Jakieś problemy w raju? Bo wiesz, jakbyś potrzebował pocieszenia…
— Dam ci znać — odparł Draco, uśmiechając się z przymusem.
— Zawsze tak mówisz! — prychnął Blaise. — Już dawno pogodziłem się z tym, że nie mam szans z Potterem.
Do domu, Salazarze, jak on chciał wrócić do domu! I to nie tego z dwójką rozwrzeszczanych bachorów…
— Draco, chyba czas na nas. — Potter zmaterializował się u jego boku i Draco miał niejasne przeczucie, że mogło chodzić o Zabiniego, co, mimo całej tej porąbanej sytuacji, wzbudziło w nim iskierkę rozbawienia.

~*~


Draco brał prysznic najdłużej, jak się dało, licząc na to, że gdy skończy, Potter będzie już spał. Nie zawiódł się. Kiedy wyszedł z łazienki Harry oddychał równomiernie, owinięty szczelnie kołdrą. Draco odetchnął z ulgą i najdelikatniej, jak się dało, wsunął się obok niego do łóżka.
Położenie się obok Pottera było dziwne. Po wszystkich tych latach, kiedy starał się o nim nie pamiętać… po wszystkich tych latach, kiedy z powodzeniem o nim zapomniał! Teraz, jak gdyby nigdy nic, znów leżał centymetry od niego, wyraźnie czując jego ciepło, słysząc jego oddech… Wystarczyło tylko sięgnąć i… Czuł się w najwyższej mierze niezręcznie, ale też… sam nie wiedział, jak to określić. Jego serce tłukło się dziko i Draco miał wrażenie, że ten hałas zaraz obudzi Pottera. Mężczyzna jednak w dalszym ciągu oddychał spokojnie, niczego nie świadomy. Po chwili mruknął coś przez sen, poruszył się i przysunął do Draco, jakby wyczuwając w końcu jego obecność i przerzucając rękę przez jego klatkę piersiową. Draco zesztywniał. W przypływie paniki zamknął oczy, próbując pamiętać, że ma oddychać. Po krótkiej walce ze swoją świadomością rozluźnił się. To w gruncie rzeczy nie było złe. Nie było obce. Tak łatwo było sobie przypomnieć… Zasnął szybciej niż oczekiwał.

~*~


Rano obudził go jakiś potworny dźwięk. Otworzył oczy, ale łóżko było, ku jego niewypowiedzianej uldze, puste. Natychmiast sięgnął po drugą poduszkę i nakrył nią głowę.
— O, widzę, że wreszcie się obudziłeś! — Głos Pottera doszedł go z oddali. — Wstawaj, Scorpius płacze.
— Kto? — Draco usiadł na łóżku.
— Nie zgrywaj się, Draco. — Potter przewrócił oczami. — Wiesz, że dziś twoja kolej.
— Kolej na co? — zapytał Draco, mając coraz gorsze przeczucia.
— Jestem już spóźniony. Za dziesięć minut powinienem być w Biurze Aurorów. Zrób śniadanie i zabierz Scorpa do żłobka, a Lily do przedszkola.
— Nadal jesteś aurorem — zauważył Draco.
— Tak i nadal chcę nim być, dlatego zajmij się dziećmi. Scorpiusowi trzeba zmienić pieluchę, nie rób takiej miny, jakbyś miał to zrobić po raz pierwszy w życiu. Nie ze mną te numery.
— Kiedy właśnie ja mam to zrobić po raz pierwszy w życiu! — warknął Draco, ale Pottera już nie było.
Nieszczęśliwy powlókł się wiec do dziecinnego pokoju, kierowany przez coraz bardziej donośny płacz dziecka. Scorpius… gdzieś na dnie świadomości miał przeczucie, że to on wybrał imię dla chłopca wedle rodzinnej tradycji Malfoyów. A właściwie Blacków, gwoli ścisłości. Już prawie miał się uśmiechnąć, gdy nieprzyjemny zapach, panujący w pokoiku cofnął go aż za próg.
— Merlinie, co za fetor!
Chłopiec nadal płakał, a dziewczynka siedziała na łóżku i przyglądała mu się uważnie. Scorpius i Lily. Jego dzieci. Dzieci jego i Pottera. Co za absurd!
W końcu jednak przełamał niechęć i bardzo ostrożnie, jakby obawiając się, że w każdej chwili może oberwać łajnobombą, wszedł do pokoju. Scorpius na jego widok przestał płakać i uśmiechnął się radośnie. Gdyby nie ten okropny smród, Draco może nawet też by się uśmiechnął. Jednak zamiast tego spoglądał złowrogo na białą pieluchę w niebieskie znicze. Nie miał pojęcia, jak się za to zabrać. Lily wciąż obserwowała go ze swojego łóżka z lekko przekrzywioną główką.
No dobrze, raz się żyje. Musi to zrobić i mieć wreszcie za sobą! Dwoma gwałtownymi ruchami odkleił znajdujące się po bokach przylepce i aż krzyknął z przerażenia, gdy potworny zapach zaatakował go ze zdwojoną siłą. Odwrócił z obrzydzeniem głowę, napotykając coraz bardziej zaintrygowane spojrzenie swojej córeczki, która bez słowa wskazała mu plastikowy kosz. Widać tam miał wrzucić to śmierdzące cholerstwo. Ujął je w dwa palce i z największą odrazą wrzucił do pojemnika, wracając wzrokiem do Lily. Dziewczynka, nadal milcząc, wskazała mu opakowanie czystych pieluszek i chusteczki. Z największym trudem dokończył tę skomplikowaną czynność, jaką było przebranie dzieciaka i odetchnął z ulgą. Scorpius zaczął gaworzyć radośnie, wyraźnie zadowolony.
— Nie jesteś moim prawdziwym tatą, prawda? — zapytała tymczasem Lily ze smutkiem.
— Nie, nie jestem. — Draco uśmiechnął się z prawdziwą ulgą. Wreszcie ktoś to zrozumiał! — Mieszkam w Stanach, pracuję na Wall Street i mam luksusowy apartament. To nie jest moje życie. To tylko iskierka — wyrzucił z siebie.
— A gdzie jest mój prawdziwy tata? — Dziewczynka była coraz bardziej zmartwiona.
Draco poczuł się niezręcznie i uświadomił sobie, że nie może w ten sposób rozmawiać z małym dzieckiem.
— Nie wiem. Ale nie martw się. Gdziekolwiek jest, bardzo cię kocha i na pewno wkrótce wróci.
Lily powoli zsunęła się z łóżka i podeszła do niego ostrożnie. Nie spuszczając go z oczu przysunęła sobie małe krzesełko i weszła na nie, wyciągając rączki w jego stronę. Odruchowo pochylił się do niej, a ona dotknęła jego twarzy. Policzków, nosa, włosów. Bardzo delikatnie i bardzo powoli. To było osobliwe, czuć te małe rączki na swojej skórze.
— Niezła robota — oceniła w końcu.
— Czyja?
— Kosmitów — wyjaśniła. — Wyglądasz zupełnie jak on.
— Dzięki — mruknął Draco, a widząc minę małej spróbował zażartować: — A może jednak trochę lepiej, co?
Niestety Lily nie chwyciła jego dowcipu i jej usta wygięły się w podkówkę. Och, nie, tylko nie to!
— Nie będziesz płakać, prawda? — zapytał z obawą. — Zupełnie nie wiem, co robić z płaczącymi dziewczynkami.
Lily zacisnęła wargi, najwyraźniej starając się być dzielna.
— Lubisz w ogóle dzieci? — zapytała cichutko.
— To zależy jakie. Niektóre tak — odparł Draco ostrożnie. Czuł jakby stąpał po cienkim lodzie, który w każdej chwili może się załamać.
— A umiesz robić koktajl czekoladowy? — Lily zapytała już nieco pewniejszym głosem.
— Myślę, że z tym jakoś sobie poradzę. — Uśmiechnął się słabo.
— A obiecasz, że nie porwiesz mnie i Scorpiusa i nie wsadzisz nam do głowy dziwnych rzeczy?
— Oczywiście, że nie. Obiecuję! — Boże, dzieci to mają wyobraźnię!
Dziewczynka westchnęła i kiwnęła głową, wyraźnie usatysfakcjonowana odpowiedzią, po czym uśmiechnęła się do niego szeroko.
— Witaj na ziemi!

~*~


Tylko dzięki wskazówkom Lily udało mu się odprowadzić dzieci w odpowiednie miejsca oraz znaleźć swoją nową pracę. Sklep ze sprzętem do Quidditcha! Co za degradacja. Był zwykłym sprzedawcą! Gdyby Lucjusz nie żył, zapewne przewracałby się teraz w grobie! Chociaż, kiedy wszedł już do środka, z szacunku, z jakim zwracali się do niego inni pracownicy, wywnioskował, że musiał być jednak właścicielem, co przyniosło mu pewną ulgę. A mała kolekcja naprawdę bardzo drogich mioteł nieco poprawiła humor. Przynajmniej było na czym zawiesić oko. No i teraz pytania bliźniaków Weasley nabierały sensu.
Nie bez problemu odnalazł swoje biuro i zaszył się w nim, próbując odreagować ciężki poranek. Jednak wszędobylskie rysunki ich szczęśliwej rodzinki, autorstwa Lily oraz zdjęcie jego i Pottera na honorowym miejscu jakoś nie pomagało. Chociaż, jakby się bliżej przyjrzeć fotografii — Potter usiłował przytulić go do siebie, a on wyrywał się chyba bardziej dla zasady niż z przekonania, usiłując skrzywić się z niesmakiem, co jednak bardziej przypominało uśmiech — naprawdę wyglądali na szczęśliwych. To było dość… niepokojące. Draco nigdy nie pomyślałby, że ich mały romans mógłby się tak skończyć. No dobrze, może raz czy dwa przyszło mu to do głowy, ale wiedział, że to przecież nie ma szans. Że on musi robić swoje, a Potter swoje, że ich drogi są zupełnie różne i że, do diabła, zajebisty seks to nie wszystko!
Potter ze zdjęcia uśmiechał się do niego z czułą pobłażliwością i przeczył jego myślom.

~*~


Wieczorem Draco usadowił się wygodnie na łóżku i z zapamiętaniem przeglądał magiczną prasę specjalistyczną dotyczącą finansów, którą kupił wracając z pracy. Musiał się dowiedzieć, co działo się na Wall Street podczas jego nieobecności i co ten partacz Stabburn wyprawiał z jego departamentem. Potter podszedł do niego zupełnie niepostrzeżenie i wyciągnął mu z rąk gazetę.
— Hej, czytałem! — zaprotestował Draco.
— Dzieci śpią — obwieścił mu w odpowiedzi Potter bardzo zadowolonym głosem.
— A ja korzystam z chwili spokoju — mruknął Draco, usiłując odebrać swoją własność, ale Potter widać nadal miał coś z refleksu szukającego, bo uskoczył na odpowiednią odległość.
— Dzieci śpią, Draco. Wiesz, co to dla nas oznacza? — Odrzucił gazetę za siebie i spojrzał na Draco z wyraźnym zaproszeniem w oczach.
Salazarze, to się dzieje naprawdę , pomyślał Draco i puls mu przyśpieszył. Może i minęło jedenaście lat, ale Potter nadal był cholernie przystojnym gnojkiem. Na dodatek gnojkiem, który…
— Chwila, chwila — zdołał wydyszeć Draco, kiedy Potter usiadł na nim i zaczął całować w szyję. — Może napijemy się najpierw po lampce wina na rozluźnienie, albo…
— To naprawdę… rozkoszne… z twojej… strony… Draco — odparł Potter, nie przestając go całować, dopóki usta nie dotarły aż do jego ucha. — Ale widzisz, jest prawie jedenasta. Za pół godziny będziesz już smacznie spał, a ja jestem napalony — wyszeptał, łaskocząc go swym gorącym oddechem. — Sam rozumiesz, że nie mamy na to czasu.
— Cóż… — Draco nie widział sensu dalej się opierać. W tej chwili zresztą wcale już nie chciał. Jednym sprawnym ruchem przewrócił Pottera i usiadł na nim, odzyskując pełną kontrolę nad sytuacją. W pierwszym odruchu pożądania chciał wpić się w jego usta, szybkim ruchem różdżki pozbawić go ubrania i pieprzyć do nieprzytomności. Jednak zamiast cokolwiek zrobić, wpatrywał się w twarz mężczyzny i to jedno spojrzenie wystarczyło, by zmienić tamten impuls w pragnienie dotyku. Potter nie był klasycznie piękny, choć na swój sposób był naprawdę pociągający. To jednak nie uroda pozbawiła Draco tchu, a świadomość kogo ma przed sobą. Sparaliżowała go myśl, że wciąż tak dokładnie pamięta każdy jego szczegół i rys, a twarz, która powinna być obca, wciąż jest tak dobrze znana. Zieleń oczu, teraz przyciemniona pożądaniem, rozchylone w zaproszeniu usta, małe znamię na prawym policzku, ta idiotyczna blizna w kształcie błyskawicy… I Draco zaczął dotykać. Najpierw nieśmiało, potem coraz pewniej. Pozbył się krępującej jego ruchy koszulki Pottera, przejechał dłońmi po jego klatce i ramionach, obrysował kształt ust, ściągnął mu okulary, zanurzył dłoń we włosach. Wszystko to, co dawno powinno stać się obce, wciąż było tak boleśnie znajome. Jakby rozstali się wczoraj, jakby to jedenaście lat nigdy się nie zdarzyło. Potter oddychał szybko, ale nie protestował, nie ponaglał. Jego dłonie nieśpiesznie powędrowały do ud Draco i gładziły je delikatnie, a oczy spoglądały na niego zapraszająco i z… czymś, co kazało Draco pochylić się w końcu i go pocałować. Długo, powoli i głęboko. Eksplozja doznań w pierwszym momencie wręcz go zamroczyła. Dotyk miękkich ust, odurzający morski zapach wody po goleniu, smak mięty, zmieszany z czymś znanym, ale nieuchwytnym, język, który oplatał jego własny tak zręcznie i śmiało, wkradający się coraz głębiej, wargi, które z każdą chwilą bardziej natarczywie żądały więcej i więcej. Draco jęknął i w następnej chwili poczuł, że oboje nie mają już na sobie ubrań, a skóra pali go we wszystkich miejscach, w których dotykały się ich ciała. Miał wrażenie, że płonie, kiedy dłonie Pottera przesunęły się po jego nagich plecach i zaczęły pieścić pośladki. Był niemal pewny, że dojdzie od samego jego dotyku. Ale on też chciał przecież dotykać. Chciał więcej, chciał wszystko. Pozwolił zjechać swoim ustom niżej, całując podbródek i schodząc na szyję, ani na chwilę nie zatrzymując się w swojej wędrówce w dół, smakując językiem kształt obojczyka, słuchając cichych jęków Harry’ego niczym muzyki, rozkoszując się drżeniem jego ciała, gdy językiem kreślił okręgi wokół jego brodawek i z sykiem wciąganym powietrzem, gdy dotarł jeszcze niżej.
— Och, Draco… — wyrwało się Harry’emu, gdy Draco odnalazł wreszcie jego naprężonego z oczekiwania członka i powoli zaczął otaczać go ustami, ssąc, drażniąc zębami i pieszcząc językiem najwrażliwsze miejsca. Jednocześnie jego palce zagłębiły się między pośladki, ostrożnie rozciągając i szukając strategicznej wypukłości, a Potter wplótł dłonie w jego włosy i nieco spazmatycznie zacisnął na nich palce. — Weź mnie. Teraz! — wychrypiał, a Draco wiedział, że on też nie może dłużej czekać. Jego ciało rozpaczliwie domagało się spełnienia, a jego boleśnie nabrzmiała erekcja błagała o jakikolwiek dotyk.
Podniósł się i uniósł nogi Harry’ego opierając je sobie na ramionach, nie zważając na to, że teraz obaj już drżą. Nie ważne, że to było śmieszne, a może nawet żałosne. Pragnął go, jak nikogo na świecie. Właśnie jego i tylko jego. Zawsze tak było, ale przez tyle lat uparcie starał się o tym zapomnieć.
— Draco! — ponaglił go Harry wciąż tym schrypniętym z pożądania głosem i zacisnął swoje dłonie na jego udach, przyciągając go do siebie.
Draco wsunął się w niego ostrożnie, szepcząc zaklęcie nawilżające i modląc się, by nie doszedł natychmiast, gdy poczuje otaczające go ciepło zaciskających się pierścieni mięśni. Chciał wejść w niego powoli, by sprawić jak najmniej bólu, ale Harry niemal natychmiast zaczął poruszać się pod nim rytmicznie, wyrywając z ust Draco krzyk rozkoszy. To było więcej niż oczekiwał, więcej niż kiedykolwiek doświadczył, więcej niż… Tylko na wpół świadomie opadł niżej i po raz kolejny sięgnął tych ust, które powtarzały teraz jego imię, doprowadzając go na skraj szaleństwa.
Och, Harry…

Kiedy dużo później głowa Pottera spoczywała w zagłębieniu jego ramienia, a mężczyzna oddychał regularnie, Draco wciąż nie mógł zasnąć. Wpatrywał się w ciemność i próbował zrozumieć, co właściwie mu się przytrafiło. I dlaczego.
— Draco…? — wymruczał mu w szyję Harry.
Draco drgnął. Nie spodziewał się, że Potter też jeszcze nie śpi.
— Mhm?
— To był najlepszy, najbardziej niesamowity seks, jaki w życiu mieliśmy.
Draco uśmiechnął się, ciesząc się, że w ciemności nie widać jego twarzy.
— Chyba powinienem się obrazić — odparł, zanurzając twarz we włosy Pottera i wdychając z przyjemnością zapach jego szamponu. — Czyżbym wcześniej cię nie zaspokajał?
— Wręcz przeciwnie — zaprotestował Potter, przyciągając go bliżej, wsuwając nogę między jego uda i obejmując w pasie. — Powinieneś się cieszyć, że wciąż potrafimy się kochać tak, jakby to był nasz pierwszy raz.
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1163
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Japor » 21 gru 2011, o 09:54

Suuuper!!!. Te dwa rozdziały przeczytał jednym tchem i omal się nie płakałam z frustracji widząc, że to na razie tyle ;-), a ta scena łóżkowa po prostu piękna.
Temat opowiadania (jak dla mnie) nowy, bo jeszcze się nie spotkałam z tak ujętą historią Draco i Harrego.
Bardzo mnie ciekawi jak to dalej to się rozwinę, jeśli już Malfoy wróci do swojego "prawdziwego" życia. Czy spodka się z Potterem? a jeśli tak, to jak na to zareaguję Harry?, w końcu rozstali się w nie najlepszych stosunkach (Malfoy zachował się po prostu OKROPNIE!!!!!), a jedenaście lat, też robi swoje. Mam nadzieję, że Draco będzie się jednak musiał trochę napracować aby odzyskać zaufanie i miłość Pottera.

Pozdrawiam!!!!
Japor Offline


 
Posty: 70
Dołączył(a): 28 cze 2011, o 17:32

Postprzez MargotX » 21 gru 2011, o 11:56

Dai, siedzę z opadniętą szczęką, po prostu :?:

Humorzasty Draco, porażka za porażką,jeśli chodzi o jego <nowe czy stare?> życie, próba wyjścia ze wszystkiego z twarzą, to wszystko jest w pewien sposób znajome, choć naprawdę ciekawie, dowcipnie opisane. < hi hi, nie ma to jak pierwsza w życiu zmiana pieluszki :hahaha: > Do tego fantastyczna Lily traktująca Draco jak kosmitę, taaa, dzieci naprawdę mają szósty zmysł :D

Ale taka scena erotyczna w Twoim wykonaniu?! Po prostu, nigdy do tej pory nie zdarzyło mi się przeczytać w żadnym z Twoich tekstów i, szczerze mówiąc, nawet nie pomyślałam, że zdecydujesz się na taki kawałek ;) Tymczasem... to jest po prostu piękne :brawo: delikatne ale gorące, emocjonalne, z odpowiednią dawką uczuć i emocji innych niż nagie pożądanie, bardzo bardzo mi się podoba :D

I tylko strach się bać, kiedy wszystko wróci do normy (?) ;>

Pozdrawiam i dalej (nie)cierpliwie czekam na c.d. :D
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2065
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Ka » 21 gru 2011, o 14:31

dai! Nie wiem, jak to zabrzmi, ale czytając, całkiem zapomniałam, że to Twój tekst, i kiedy skończyłam, i uświadomiłam to sobie ponownie, musiałam zbierać szczękę z podłogi. Przede wszystkim - scena erotyczna! I to, wydaje mi się, cholernie dobra scena erotyczna, taka, że właściwie dopóki Margot o tym nie wspomniała, nie zorientowałam się, co przeczytałam. Bo to było po prostu jakoś tak naturalne w tym momencie, i gęste, ale nie za gęste, i rzeczywiście - emocjonalne. Sytuacja, w której Draco jest z Harrym - tym innym Harrym - po raz pierwszy od jedenastu lat, podczas gdy Harry myśli, że kocha się ze swoim mężem? A jednak nie miałam poczucia niewłaściwości. W jakiś sposób wszystkie zapadki, chociaż na chwilkę, wskoczyły na swoje miejsce. Naprawdę, jestem pod wrażeniem.

Mam też wrażenie, że ten tekst pisze Ci się z łatwością, że po prostu go lubisz, bo nawet kiedy zgrzytam zębami na Draco w Norze, to i tak czyta mi się lekko i szybko.

Bardzo podobało mi się, kiedy Lily poznała, że Draco nie jest jej ojcem, i skonfrontowała go - a później pomogła mu ogarnąć wszystko tego dnia. Myślałby kto, że Harry powinien zauważyć, że coś jest nie tak. Ale Harry jest dorosły i chociaż wie o magii, to i tak wszystko próbuje idiotycznie racjonalizować, nawet jeżeli facet, z którym żyje od jedenastu lat, nagle zaczyna zachowywać się całkiem jak nie on. Może właśnie dlatego, że jednak nie całkiem? W końcu Draco tu i Draco tam muszą mieć całkiem sporo wspólnego.

Ciekawa jestem, jak to działa, i czy Draco trafił po prostu do jednego z wielu alternatywnych światów - a w tym czasie ten drugi Draco miesza w jego własnym, nie mając pojęcia o finansach i tęskniąc za Harrym i dziećmi? Czy to, co się dzieje, tak naprawdę nie ma znaczenia, bo Draco trafi dokładnie tam, gdzie zniknął (i popędzi spotkać Harry'ego), a ta wersja rzeczywistości na powrót przestanie istnieć? Pewnie gdybym oglądała film, o którym mowa, już bym wiedziała - ale wobec tego cieszę się, że nie oglądałam.

I, jej, prawie zazdroszczę Vol! :D To znaczy, zazdrościłabym, gdybym wczoraj nie dostała mojej niespodziewanej miniaturki. ;)
Vol, jeszcze raz wszystkiego najmagiczniejszego.
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez ewa1959 » 21 gru 2011, o 14:31

Opowiadanie ,jest świetne. Bardzo mi się podoba i już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
Widać teraz, jakie puste życie Draco prowadził i może sobie wmawiać, że jest zadowolony i nawet w ,to wierzyć ale wątpię .Może teraz ma szanse się przekonać, jak wyglądałoby jego życie , gdyby podjął
wtedy inną decyzje.A będąc z Harrym i dziećmi ,zrozumie ile stracił. Mała Lili mnie powaliła, jest bystra, zabawna i ma wyobrażnie (kosmici).Scena łóżkowa po prostu rewelacyjna.Mam nadzieje, że Draco uświadomi sobie ,co jest w życiu najważniejsze.Czekam na dalszy ciąg.
Pozdrawiam i życzę dużo weny.
ewa1959 Offline


 
Posty: 42
Dołączył(a): 30 sie 2011, o 14:06

Postprzez Evey » 21 gru 2011, o 15:41

Ej, bo nie nadążę z komentowaniem! No ale jeśli dzięki temu rozdziały mają być częściej, to nic innego nie pozostaje.
Wszystko już się klaruje i dzięki temu coraz bardziej mi się podoba. Hmm ciekawe jest to, że Lily zorientowała się, że coś jest nie tak. Draco chyba potrzebuje jakiegoś pomocnika. Nie dziwię się też reakcji Pottera, kiedy jego mąż mówi mu, że nie wie o co chodzi z ich całym życiem. Nieźle pokręcone. Nie widzę za to Malfoya zajmującego się miotłami, nawet jeśli to sklep z tymi najlepszymi.
Co do końcówki - cud, miód i maliny. Niech Draco przejży na oczy, a wszystko będzie pięknie. Ten seks chyba mu coś uzmysłowił. Mam nadzieję, że jak wróci do swojego wcześniejszego życia - jeśli wróci - od razu pogna do Pottera, wyzna mu miłość i będą żyć długo i szczęśliwie. Jak tu właśnie! :)
Nasza miłość na pewno wciąż trwała, ale po prostu była bezużyteczna, [...] bezwładna w nas, jałowa jak zbrodnia lub potępienie. Była tylko cierpliwością bez przyszłości i upartym czekaniem.
A. Camus, Dżuma
Evey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 327
Dołączył(a): 2 lip 2011, o 11:39
Lokalizacja: Kraków

Następna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości