[Z] [T] Światło pod wodą

chyba nie trzeba mówić nic więcej ;-)

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Aevenien » 6 gru 2010, o 11:40

Przy okazji wklejania ostatniej już części Światła Pod Wodą, chciałam dodać kilka słów od siebie. Jest to najdłuższy fik jaki do tej pory przełożyłam i bardzo się cieszę, że Wam się podobał. Nie wiem czy byłabym w stanie ukończyć pracę nad nim bez zachęty z Waszej strony. Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze.
Mimo że to ja widnieję jako jedyny tłumacz, nad fikiem pracowało wiele osób poddając mi pomysły, pomagając uporządkować niektóre zdania, tak żeby brzmiały po polsku i rozwiewając moje wątpliwości dotyczące poprawnego tłumaczenia niektórych zwrotów. Za to, chciałabym podziękować całemu czatowi, który cierpliwie odpowiadał na moje pytania i znosił narzekania (nie będę wymieniała nikowo, bo każdy miał swój udział w tym procesie twórczym). Na szczególne wyrazy uznania zasługują Mithiana, która zgrzytając zapewne zębami, pomagała rozszyfrować mi kwestie typu „co autorka w tym miejscu mogła mieć na myśli” i Su, która podtrzymywała mnie na duchu i popędzała do szybszego zakończenia pracy (żebym mogła tłumaczyć w końcu coś dla niej :P ).
Opowiadanie to w ogóle nie ukazałoby się na forum, gdyby nie Toroj, która je znalazła i uznała, że jestem najlepszą osobą, jakiej można powierzyć przekład tego wielkiego dzieła. Bez jej pracy, w tekście roiłoby się od błędów i literówek, które zapewne obniżyłyby bardzo wartość literacką utworu. <Kłania się nisko swojej becie>
To tyle. Spotkamy się w następnym fiku:)
NocnaMaraNM






Epilog




Spróbuj powiedzieć to
Nim uwierzysz że
Nie warto mówić kocham
*


Harry otworzył oczy.
Zamrugał, starając się skupić. W oknach izby chorych widać było zachmurzone, poranne niebo. Przez tę szarą zasłonę próbowały przebić się promienie słońca, ale nie zbliżały się nawet do jego łóżka. Czuł się tak, jakby ktoś ucierał jego kości w moździerzu.
Draco siedział na krześle obok. Pochylony, nie odrywał od niego jasnych oczu. Trochę przypominał Harry`emu sępa, który przyczajony na drzewie czeka cierpliwie, aż jego upatrzona ofiara umrze.
Harry przemógł osłabienie i uśmiechnął się do niego, a napięcie, widoczne w postawie Draco, wyraźnie zelżało.
– Draco – powiedział, testując gardło i odkrywając, że działa, tylko jego głos jest nieco schrypnięty. – Co się stało?
– No, nie wiem jak ci to powiedzieć, Harry, ale gdy zabiłeś Voldemorta, dowództwo przejął Peter Pettigrew i śmierciożercy zwyciężyli. Oszczędził nas, ale mamy być jego niewolniczymi sługami zła.
Harry zaśmiał się lekko, chociaż miał straszne przeczucie, że przy okazji popękają mu żebra. Twarz Draco złagodniała, a zmęczenie i gorycz zaczęły z niej znikać, aż w końcu stała się normalna – znajoma i ukochana.
– Jak się czujesz? – zapytał, jak zwykle cedząc słowa, ale jego pozbawiony wrogości czy rozbawienia głos brzmiał niemal słodko.
Harry podciągnął się ostrożnie i z ulgą usiadł, opierając o poduszki.
– Jestem... trochę zaskoczony, że żyję – odparł szczerze. – Jak to możliwe?
– Sądzimy, że to Voldemort cię ocalił. Upadł na ciebie, a miał ze siedem stóp wzrostu i przerośniętą głowę. Jego ciało ochroniło cię przed najgorszym. Mam nadzieję, że szok, wywołany ironią tej sytuacji, cię nie zabije.
Harry tylko uniósł brwi. Nadal sprawdzał czy ma wszystkie kości. Na pewno były połamane i obawiał się, że gdy poruszy się gwałtowniej, ich całkowite uleczenie okaże się złudną iluzją. Jeśli zdołał ujść najgorszemu, to najgorszym musiało być...
Całkowite zmiażdżenie i śmierć.
Tak, przypomniał sobie Harry. Udało mi się.
Dobrze. Musiało się udać.
– Kto... Kto jeszcze zginął? – spytał, obawiając się odpowiedzi.
– Weasleyowi i Granger nic nie jest – zapewnił go Draco natychmiast. – Tak samo jak Lupinowi i Blackowi.
Harry czuł ulgę do momentu, kiedy przypomniał sobie, że tym razem niebezpieczeństwo nie zagrażało tylko ich małej grupce. Tym razem toczyła wojna.
– Kto zginął?
– Parvati Patil i Lavender Brown – odparł Draco bezbarwnie. – Natalie McDonald... Ona i Malcolm Baddock próbowali bronić się wzajemnie. Żadnemu z nich się to nie udało. Nie wiem, kogo z Gryffindoru jeszcze kojarzysz.
– Wymień wszystkich.
Harry pocieszył się gorzko, że będzie to ostatnia lista osób, których nie udało mu się ocalić.
Draco posłusznie zaczął mówić, tonem tak wypranym z emocji, jakby już dawno zdążył nauczyć się tych nazwisk na pamięć. Harry słuchał, wyłapując pomiędzy obcymi znane mu imiona. Imiona osób, których nie zdołał uratować. Uczniów. Członków Zakonu Feniksa.
– Zaraz – przerwał nagle. – Jak to? Zakon Feniksa? Jak oni się tam znaleźli?
– To był cud. Pojawili się w ostatniej chwili, niczym grom z jasnego z nieba – odparł Draco gładko. Widząc sceptyczne spojrzenie Harry`ego, dodał: – Wysłałem wiadomość do Snape’a, z sowiarni, zaraz po tym jak się rozstaliśmy. Ja... Nikt nie mógł się dowiedzieć, gdzie jest. Rzucił specjalne zaklęcie, żeby go nie znaleziono, ale dał mi adres, a ja dałem mu słowo, że nikomu o tym nie powiem. Więc... skłamałem z tym listem, nie pisałem go do matki. I kłamałem też wtedy, gdy mówiłem ci, dlaczego powinniśmy się rozdzielić. To było głupie. Miałeś prawo we mnie zwątpić.
Harry nie zapytał, skąd Draco wie, że miał jakieś podejrzenia co do tego listu. Przypuszczał, że przyjaciel tak samo często zastanawiał się, dlaczego Harry przestał mu ufać, jak często powtarzał sobie w pamięci nazwiska poległych.
– Nie, nie miałem – odrzekł i z zakłopotaniem wyciągnął rękę, by pochwycić dłoń Draco.
Draco odsunął się nieznacznie i wrócił do czytania swojej niewidzialnej listy. Ręka Harry`ego opadła.
Ernie McMillan. Nymphadora Tonks. Millicenta Bulstrode.
– Pansy... Czy...? – zapytał, gdy Draco zrobił przerwę w wymienianiu najwyraźniej niekończącej się listy nazwisk. Nie dokończył zdania. Tyle osób nie żyło, że bał się wypowiedzieć te słowa, jakby przez to mogły stać się prawdą.
– Nic jej nie jest. Będzie wzruszona twoją troską. Chociaż myślę, że nic w tej chwili nie jest w stanie zdetronizować Weasleya z pierwszej lokaty na jej liście Ulubionych Gryfonów. Najwyraźniej nie do końca wyleczono jej jakiś uraz czaszki.
– Rona? Naprawdę? – zdumiał się Harry.
– Spokojnie. Nie sądzę, żeby planowała rozbić związek Weasleya i Granger, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że zastanawiała się ostatnio, czy nie pozwolić swojemu Puchotwardzielowi zrobić sobie dziecka, żeby wymigać się od owutemów.
– Owutemów? – powtórzył Harry zaskoczony. – To jeszcze będziemy mieć owutemy?
Był zbyt zmęczony, by wykrzesać z siebie oburzenie, którego czuł aż nadto.
– Zostajemy przez to w szkole na wakacje – potwierdził Draco. – Granger jest z tego powodu obrzydliwie szczęśliwa. A wszystko przez tego nowego dyrektora.
Harry`ego zaczęła boleć głowa, jakby te informacje waliły głośno w drzwi, żeby dostać się siłą do jego umysłu.
– Kto jest naszym nowym dyrektorem?
Draco uniósł brew.
– Profesor Lupin.
– O – powiedział Harry, a potem dodał z wyraźnym zadowoleniem: – O. To świetnie.
– Wiedziałem, że się ucieszysz. Oczywiście ja uważam, że to skandal. Powinien nim zostać profesor Snape. Ale teraz, gdy Dumbledore nie żyje, przynajmniej będzie mógł dostać posadę nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią.
Harry czuł się tak, jakby w jego głowie ktoś opuszczał i podnosił rolety. Gdy były podniesione, widział spokojną salę w infirmerii; gdy się zatrzaskiwały, tłukło się w nim tylko wspomnienie nocy, gdy Dumbledore...
– A więc wiesz – powiedział powoli.
– Wiem, że nie żyje. Wiem też jak wyczyścić pamięć różdżki, żeby zlikwidować zaklęcia, które nią rzucono. Snape mnie tego nauczył. Taka umiejętność czasem się bardzo przydaje.
Wyjął zza paska różdżkę i podał ją Harryemu. Ten przyjął ją po chwili.
– Wszyscy porwani znajdowali się pod działaniem confundusa – ciągnął Draco. – Nie są do końca pewni, co widzieli. Nikt by ci nie uwierzył. Nigdy nie podejrzewałem... Nie lubiłem go, ale podejrzewałem każdego innego. Zginął z bitwie. Tak właśnie powiemy.
Harry odchrząknął i powiedział przyjacielowi prawdę, bo tylko Draco mógł to zrozumieć.
– Zabiłem go. Musiałem to zrobić.
Draco skinął głową, bez problemu przyjmując do wiadomości to, co innych by odstręczyło. Coś zmąciło jego spokój, ale uczucie to minęło zbyt szybko, by Harry zdołał je rozpoznać.
– Zabiłem ojca – rzekł Draco. – Chciałem to zrobić.
Harry pragnął coś powiedzieć, ale wyrażenie radości z faktu, że Lucjusz nie żyje, nie wydawało się na miejscu, więc milczenie przedłużało się, jakby ktoś naciągał strunę instrumentu, która musiała w końcu pęknąć.
To Draco przerwał ciszę.
– Zabił Goyle`a – kontynuował łamiącym się głosem. – To mnie chciał zabić, ale Goyle mnie osłonił. Nie wiem czemu to zrobił!
– Twój ojciec?
– Goyle! Nie rozumiem tego. Nie żyje przeze mnie, a ja nadal nie mogę zrozumieć, dlaczego to zrobił!
Harry nie był do końca pewien, czy sam to rozumie. A już na pewno nie wiedział, jak to wyjaśnić. Nie w sytuacji, gdy zbolały, skonsternowany Draco patrzył na niego, oczekując odpowiedzi.
– Kochał cię – rzekł w końcu.
Oczy przyjaciela wypełniał żal.
– Ja kochałem mojego ojca – zaczął. – Nie potrafię... Nie wiem jak kochać kogoś innego. On się mną opiekował i uczył, gdy byłem dzieckiem, i myślałem, że... Nie wiem, myślałem, że pokocha mnie, jeśli tylko uda mi się zrobić coś takiego, żeby był ze mnie dumny! Był sukinsynem, gotowym czołgać się i zabijać, żeby dostać to, czego pragnął, i rozumiem teraz, że można z tego powodu zabijać, ale do cholery, nigdy nie pojmę, jak można się czołgać. On nigdy mnie nie kochał, Goyle za mnie zginął, a ja się myliłem.
Harry podniósł się, sprawdzając swoją teorię gwałtownego ruchu i zauważył, że Draco znowu cofa dłoń.
– Teraz rozumiesz więcej.
– Nadal jestem tym, kim jestem. – Draco wyglądał mizernie i żałośnie, jakby się zadręczał i to stosując przy tym najokrutniejsze sposoby; jakby głos ojca nadal brzmiał mu w uszach. – Gdyby nie odszedł, byłbym teraz śmierciożercą. Zostałbym nim, żeby zasłużyć na odrobinę jego aprobaty. Podążyłbym tą drogą, przekonany, że on wie najlepiej, a gdy dostrzegłbym prawdę, byłoby już za późno. Nadal nie wiem, jak to zrobić. Nadal nie znam odpowiednich słów. Mój przyjaciel nie żyje, dlatego że wmawiałem sobie głupie kłamstwa na temat ojca i nie zgładziłem go w pierwszej chwili, gdy go ujrzałem, i nie wiem nawet dlaczego ktokolwiek miałby coś takiego dla mnie robić! – Draco omijał Harry`ego wzrokiem, próbując odzyskać panowanie nad sobą. – Nie zamierzałem ci tu odgrywać dramatu w trzech aktach – dodał po chwili. – Chciałem ci tylko wyjaśnić dlaczego... wiesz. To nie wypali.
Zapadło milczenie. Harry czekał, aż Draco w końcu spojrzy na niego, a potem spiorunował go wzrokiem.
– Dlaczego gadasz takie głupoty? – zapytał.


*

Hermiona, jak co godzinę, przyszła sprawdzić, co z Harrym. Otworzyła drzwi i ujrzała chłopców w trakcie bardzo, bardzo żywej dyskusji. W pierwszej chwili zamierzała ogłuszyć Ślizgona i postawić go w kącie, dopóki nie zrozumie, dlaczego molestowanie inwalidów jest złym pomysłem.
Zaraz jednak cicho zamknęła drzwi i oparła się o nie.
Ron popatrzył na nią, zdumiony.
– Czemu nie wchodzimy?
– Co? A, bo nie. Tak sobie. Chodźmy na spacer! – zaproponowała radośnie.
Ron spojrzał na nią spod oka.
– Chyba wolałbym jednak wejść do środka – stwierdził tonem, który sugerował, że pani Weasley nie wychowała głupka.
– Nie możesz! E... znaczy, Harry się obudził!
– No i? To chyba dobrze. Dogadujemy się zupełnie nieźle, gdy jest przytomny, pamiętasz?
– No dobrze, Ron. Posłuchaj, tylko się nie denerwuj.
– Denerwować się? – zdumiał się Ron. – Nie zamierzam się denerwować. Niby czym? – z każdym słowem mówił coraz głośniej. – Czym miałbym się denerwować?
Hermiona wzięła głęboki wdech.
– Niczym – odparła. – Mnie też się to niezbyt podobało... no, nadal nie jestem pewna, czy mi się to podoba, ale Harry traktuje to bardzo poważnie, no i nie trafił tak źle, jak myślałam na początku. Trochę dziwnie się zachowują, ale wygląda na to, że w ich przypadku to działa, a teraz przynajmniej jestem pewna, że...
– Hermiono, jeśli usiłujesz mi dać do zrozumienia, że odbywa się tam jakaś scena intymna z udziałem Harry`ego, wystarczyło powiedzieć.
Korytarz w skrzydle szpitalnym był zbyt mały, by pomieścić ogrom zdumienia Hermiony. Ron wyglądał na zadowolonego z siebie.
– Domyśliłem się. Nie jestem głupi.
Hermiona nie była w stanie zamknąć ust. Stała przez chwilę, oniemiała.
– Domyśliłeś się?
– No, Harry mówił, że kogoś ma, a potem stało się to dość oczywiste.
– Chy... chyba tak...
– I masz rację – stwierdził Ron beztrosko. – Mogło być gorzej.
– Tak sądzisz? – Hermionie przyszła do głowy straszliwa myśl, że Ron być może brał pod uwagę Snape’a.
– Nie szaleję na punkcie Ślizgonów, ale, cóż, jeśli wybierze się dobrą stronę, to nie ma znaczenia z jakiego się pochodzi domu. Tak czy inaczej, w ostatnich miesiącach Harry prawie cały czas koczował w lochach. – Ron uśmiechnął się do Hermiony przekornie. – No wiesz, nie trzeba geniusza, żeby poskładać to wszystko do kupy.
– Tak... tak, oczywiście – odparła Hermiona i w końcu odzyskała kontrolę nad mięśniami twarzy na tyle, żeby uśmiechnąć się do Rona z uznaniem. – Jesteś bardzo rozsądny. Muszę przyznać, że się tego nie spodziewałam.
Ron podciągnął rękawy swetra, co, jak oceniła, było u niego ekwiwalentem dumnego stroszenia piórek.
– Jestem po prostu tolerancyjny, to wszystko – oznajmił. – Zresztą, właściwie to ją nawet lubię. Musi oczywiście się zaprzyjaźnić z innymi, tymi którzy są jednocześnie przyjaciółmi Harry'ego i Malfoya, żeby go nie denerwować.
Hermiona potrzebowała minuty na przetrawienie jego wypowiedzi.
– Proszę? O czym ty mówisz? Ona? Jaka ona?
Ron zamrugał.
– Pansy Parkinson oczywiście. Przecież jest jedyną dziewczyną w tej grupce Ślizgonów, z którymi Harry się włóczył.
W ciągu dwóch minut Hermionie przyszło do głowy setki stwierdzeń, zaczynających się od słów „To prawda, Ron, ale...”
– Mówisz o mnie, Weasley? – dobiegł ich radosny głos i Hermiona podniosła przerażone oczy na zbliżającą się Pansy.
Szczerze mówiąc, Hermiona wolała jednak Draco. Ten przynajmniej czasem kartkował jakąś książkę i nie nosił tych gorszących spódniczek.
Gdy Hermiona odpędzała Draco Malfoya wizję ubranego w gorszącą spódniczkę, usłyszała jak Pansy wdaje się w najwyraźniej bardzo przyjacielską pogawędkę z jej chłopakiem i przypominała sobie, jak Ron mówił, że lubi Ślizgonkę. Wstrętna latawica.
– Przyniosłam czekoladki – mówiła do Rona Pansy. – I prawie żadnej nie zjadłam. Widziałam jak, um... Weasleyówna z Patil wożą swoich rannych kochasiów wokół jeziora, jakby robiły paradę miłości dla bohaterów wojennych i pomyślałam, że to odpowiednia chwila, żeby nakarmić tego głupolka.
– Wiesz już, że Harry się obudził? – zdziwił się Ron.
– A obudził się? – spytała Pansy i z namysłem spojrzała na drzwi. – No to pewnie są nieco zajęci. Chyba zjem tę resztkę sama.
Otworzyła bombonierkę. Hermiona dostrzegła, ze Ron jest jeszcze bardziej zdezorientowany niż przed chwilą.
A więc Seamus i Dean już wstali. Poza Harrym, odnieśli najcięższe rany. Seamusowi musiały odrosnąć kości w obu nogach, a Dean odleżał dwa dni w łóżku po trafieniu cruciatusem. Ginny była z nim cały ten czas i nawet spała na płaszczu koło jego łóżka.
Może Seamus zdoła jakoś pocieszyć Padmę. Od tamtej pory jest taka cicha...
Hermiona odpędziła myśli o Parvati i skoncentrowała się znów na Deanie i Seamusie. Już chodzili, a Harry był przytomny. To więcej, niż mogli się spodziewać jeszcze tydzień temu.
Zdrowieli. Wszyscy wyzdrowieją.
Pomyślała o wszystkich z tkliwością, nawet o Pansy, która najwyraźniej drażniła się z Ronem, machając mu przed nosem bombonierką.
– On nie chce tych czekoladek – wtrąciła się stanowczo.
– Właśnie – potwierdził Ron, wpatrując się tęsknie w słodycze. – Nawet jednej.
Pansy wyczuła coś w jej tonie.
– Nie martw się – stwierdziła ze złośliwą wesołością, zupełnie tak, jak mówił Draco. – Jestem bardzo szczęśliwa z moim Puchonkiem.
– Zachariaszem Smithem?
Pansy wydobyła kolejną pralinkę.
– Ta, chyba tak.
Myśli Rona, chwilowo rozproszone widokiem czekolady, powróciły na właściwy tor. Hermiona przeczuwała, co nadchodzi.
– Zaraz – powiedział. – Skoro ty jesteś tutaj... – Pansy uśmiechnęła się i uniosła pudełko w geście toastu. – Tak, ale skoro ty jesteś tutaj... To kto tam jest z Harrym?
Hermiona błyskawicznie zastawiła sobą drzwi.
– Nie wchodź tam!
– Wejdź – podpuszczała go Pansy i nagle zrobiła minę, jakby ruszyło ją sumienie. Wyciągnęła ku niemu bombonierkę. – Lepiej zjedz przedtem czekoladkę – dodała życzliwie. – Weź jedną z alkoholem. Mam wrażenie, że ci się to przyda.


*

– Przepraszam? – powiedział Draco z okropną, chłodną kurtuazją.
Harry spojrzał na niego, ale nie mógł znaleźć odpowiednich słów. Był jednak pewien.
– Masz rację, jesteś głupi – stwierdził.
– A ty niepoprawnie romantyczny – zripostował Draco oschle.
– No więc, kochałeś ojca. Większość ludzi kocha swoich ojców. On był draniem, ale ty dokonałeś dobrego wyboru. Nie ma co myśleć, jak mógłbyś postąpić, gdyby sprawy ułożyły się inaczej. To nieważne.
Draco wyglądał, jakby odpowiedź miał na końcu języka, ale nie zdążył jej wyartykułować. Szara sala szpitalna zyskała jeszcze bardziej swojski urok, gdy z zaplecza wyszła pani Pomfrey, niosąca buteleczkę cuchnącej cieczy.
– Gdzie Dean Thomas? Nie może znowu przegapić pory podawania mikstury wzmacniającej – stwierdziła energicznie. Obrzuciła Harry`ego badawczym spojrzeniem i postawiła diagnozę. – Obudziłeś się.
– Eee, tak.
– To dobrze – podsumowała. – Może teraz pan Malfoy pójdzie w końcu do własnego łóżka i trochę się prześpi. Wybaczcie.
Wyszła z komnaty z wyraźnym zamiarem zastosowania wszelkich możliwych środków w celu wzmocnienia Deana. Chłopcy usłyszeli, jak gani jakichś uczniów za szwendanie się po skrzydle szpitalnym, a potem drzwi zamknęły się z hukiem.
– Wpadłem tu tylko po drodze. Właściwie to moje pierwsze odwiedziny – zapewnił Harry`ego Draco, lekko zarumieniony. – Ta kobieta jest szalona. Siedzi całymi dniami na zapleczu, mieszając te syropki, grzańce i inne świństwa... To te opary – dodał z irytacją. – Rozpuszczają jej mózg. Przestań się szczerzyć.
Harry nie przestał. Był to lekki uśmiech, tylko na tyle mógł się zdobyć, wciąż mając w pamięci listę osób, których nie zdołał ocalić, ale powróciło do niego uczucie, które wypełniało go przed tą pełną śmierci nocą – że kiedyś będzie nieprawdopodobnie szczęśliwy.
Teraz będzie miał na to czas, ma na to całe życie. Ten ciągle jeszcze żywy koszmar nie będzie trwał wiecznie. Uda mu się go odpędzić.
Zdał sobie sprawę, że w komnacie było tak szaro także dlatego, że za oknem lewitowały wielkie kamienie. Rozlegały się hałasy, jakby... ktoś nieumiejętnie żonglował blokami granitu.
– Patrz co robisz, Black! – dobiegło zza okna nie dające się z niczym innym pomylić warknięcie Snape’a.
– A kto mówi, że to był wypadek? – zawołał Syriusz tryumfalnie. – Ha, znowu cię trafiłem!
Gdy Harry zrozumiał co tam się dzieje, ogarnęła go ciepła fala radości.
Odnawiano Hogwart. Odbudowywali go.
– Poza tym i tak ktoś musiał tu siedzieć i pilnować, żeby niewinne dzieci nie zgorszyły się przypadkowo widokiem twojej piżamy – oznajmił Draco głosem kogoś, kto wyciąga asa z rękawa. – Wydawało mi się, że wywlokłem z twojej szafy i spaliłem wszystkie takie szmaty, ale nie, Granger przyniosła tutaj to ohydztwo, i oświadczyła, że to twoja ulubiona. Krzyczałem i próbowałem cię od niej uwolnić, ale Granger opacznie zrozumiała moje zamiary.
Harry spojrzał na swój strój, przypominając sobie, jak chował tę piżamę pod poduszkę, żeby ocalić ją przed straszliwym losem. Wydawało się... Merlinie, zdawało się, jakby to było wieki temu.
Ale pewne rzeczy się nie zmieniały.
– Nie odwołasz tego – powiedział ostro. – Nie pozwolę ci na to. Jesteś mój.
Draco wpatrywał się w niego intensywnie.
– Powiedz, że nie muszę ci wyjaśniać, że to, co mówiłem w pociągu, nie było obietnicą małżeństwa. Powiedz, Harry.
– Właściwie to w pociągu nic nie powiedziałeś.
– Nigdy nie mówię. Mówiłem ci. Nie znam tych słów.
– Nieważne. Wiem, co wtedy myślałeś. I wiem, że naprawdę tak czułeś. Różnica polega tylko na tym, że nie zginiemy. Boisz się?
– Widziałeś moją porażkę – powiedział Draco z udawanym, krzywym uśmieszkiem swojego ojca. – To jedyna rzecz, jaką potrafię. Moje porażki są bardzo spektakularne.
– Zaryzykuję.
Draco patrzył, jakby Harry był dziką bestią, która uciekła z klatki.
– Zmienisz zdanie.
Harry zauważył, że Draco nie powiedział, że zmieni swoje.
– Draco Malfoyu, ty głupi matołku. Masz szczęście, że jestem bardziej uparty niż ty.
Złapał za ramę łóżka i podciągnął się, wywołując tym ruchem falę bólu w plecach. Draco zerwał się z krzesła.
– Harry, przestań! – zaprotestował ostro, wyraźnie zaniepokojony. – Musieliśmy wyhodować od nowa niemal każdą twoją kość! Harry, zrobisz sobie krzywdę!
Każda kość w ciele Harry`ego zgadzała się żarliwie z tą opinią. Harry skrzywił się, gdy jego stopy dotknęły podłogi, ale spróbował wstać. Udało się.
Draco spoglądał na niego niepewnie. Harry wyobraził sobie, że przyjaciel musi być rozdarty pomiędzy wypływającym z logiki nakazem, by go nie dotykać, a gwałtownym impulsem, by popchnąć go z powrotem na łóżko.
Niestety, Draco nie ulegał impulsom. Harry zrobił krok w jego kierunku i osłabł nagle pod wpływem bólu i zbudzonych nagle wątpliwości. Był pewien, ale... co, jeśli...?
– Gdzie moje okulary? – zapytał. Gdyby lepiej widział, mógłby się upewnić.
Pewność jednak spłynęła na niego gorącą falą równocześnie ze szczęściem, gdy Draco nagle rzekł zdecydowanie:
– Nie trzeba. Podejdę bliżej.
I podszedł, tak blisko, że Harry poczuł wyraźnie jak oddech więźnie mu w płucach. Uniósł ręce w geście poddania. Znalazły się o milimetry od skóry Harry`ego.
Harry chwycił go w pasie i przyciągnął do siebie gwałtownie. Każdy ruch sprawiał mu nieopisany ból, ale przyciskał dłonie do gorącej skóry pomiędzy spodniami, a koszulką przyjaciela, zaś oddech Draco łaskotał mu policzek. To było warte cierpienia.
– To, że Goyle... to nie twoja wina – zaczął miękko. – To... Merlinie, to straszne, ale to nie twoja wina. Ja także za bardzo komuś ufałem, ale nie przestanę przez to ufać innym. Nie mogę... Ty głupolu, myślałeś, że jesteś jedynym, kto nie potrafi mówić? Wychowałem się w schowku pod schodami, nie mógłbym... Nie chcę nikogo normalnego.
Był przekonany, że Draco unosi brwi, słysząc tak dziwaczny komplement, ale nawet ból osłabł, gdy poczuł, że przyjaciel wolno wypuszcza powietrze i nagle chwyta go mocno za ramiona. Zbyt mocno. Ale Harry`emu to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie.
Draco uniósł ku niemu twarz i dotknął wargami jego ust, inicjując zaskakujący, niespieszny pocałunek. Uścisk Harry’ego stał się bardziej zaborczy – teraz był pewien.
– Jest jeszcze coś – wyszeptał Draco w jego usta. – Jestem odrażający. Jestem zażenowany pewnymi sprawami, które w sobie odkryłem.
– Co się stało? – Pierś Harry`ego wypełniła się ciepłym uczuciem. Jego krew pulsowała pragnieniem, ale był szczęśliwy, stojąc po prostu i obserwując jak Draco szuka odpowiednich słów.
– Ja... Jest coś, co muszę ci... Podoba mi się twój styl ubierania. Podobają mi się nawet twoje wiecznie okropnie rozczochrane włosy. Harry, jestem bardzo chorym człowiekiem.
Harry odchylił się, gdy zdał sobie sprawę, co Draco właśnie mówi.
– Podobam ci się – powiedział i niemal się zaśmiał.
Draco sprawiał wrażenie okropnie zakłopotanego.
– To chyba oczywiste.
– Tak, absolutnie. Jak mogłem być tak ślepy. Przecież to jasne, że „nie odzywaj się do mnie, nie dotykaj mnie, nie patrz na mnie” znaczy „chodź do mnie, pragnę cię”.
Możliwe, że Harry zachichotał przy okazji. Draco robił się coraz bardziej różowy.
– Zamknij się. Wracaj do łóżka – wymamrotał. – Myślałem, że szalejesz na moim punkcie. Gdzie te pochlebstwa? Gdzie uwielbienie? Myślałem, że jestem twoim alabastrowym idolem...
Draco pocałował go znowu – prawdopodobnie, by powstrzymać jego śmiech.
– Nie byłeś, matołku. I nigdy więcej tak do mnie mów – pouczył go Harry.
Draco wykorzystał jego osłabienie, złapał go mocno za ramiona i pchnął na łóżko. Przypadkiem sam też się tam znalazł.
Harry cieszył się, że poduszki pod spodem są tak miękkie, ale jeszcze bardzie radował go fakt, że Draco leży na nim i patrząc na niego z ogromnym zawodem, gmera przy guzikach jego piżamy.
– A przy okazji – zaczął Draco. – Doszedłem do wniosku, że skoro rozpoczął się nowy, letni semestr, wszystkie mecze quidditcha uznamy za niebyłe. A to oznacza, że Ślizgoni nadal walczą o Puchar Quidditcha. Tym razem go zdobędziemy. Zobaczysz.
Góra od piżamy była już rozpięta.
– Jesteś podstępnym oszustem, Malfoy – stwierdził Harry.
Głazy za oknem przestały się unosić i do sali wpadło więcej światła. Prawdopodobnie Lupin zarządził przerwę w pracy, żeby dać burę Snape`owi i Syriuszowi.
Harry oddychał szybko, ale odgarnął włosy Draco, żeby spojrzeć w nieobecną, zdumioną twarz nad nim.
Trudno było mówić wprost, ale chciał podkreślić znaczenie tej chwili.
– Draco – zaczął. – Ja...
– Zamknij się – zbeształ go Draco, a na widok zmarszczonych brwi Harry`ego, roześmiał się i pocałował go znowu, zatrzymując zęby na jego wardze, jakby nie chciał nigdy przestać. Roześmiany, bez tchu, więżąc Harry`ego w pocałunku, popatrzył na niego, a światło zagrało w jego włosach, wydobywając z nich złoty blask.
– Nie teraz, Harry – wymruczał. – Najpierw chcę się nauczyć słów.



KONIEC



* Katarzyna Nosowska „Nadzieja”.
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Akame » 7 gru 2010, o 00:14

I co ja mam napisać? Chyba tylko, po raz setny to, że Światło jest dla mnie swoistym epicentrum drarry.
Przyszłam sceptyczna, aby na własne oczy przekonać się, jak złym pomysłem jest pisanie fanfików z fandomu HP i odeszłam rozkochana w drarry :D
"Światło pod wodą" czytałam tak wiele razy, że już nawet nie pamiętam ile. Jest w tym tekście coś urzekającego, wciągającego i niepowtarzalnego. Chyba w każdym późniejszym szukałam właśnie takiego Draco. Chyba wszyscy szukamy w innych opowiadaniach tego światełkowego Draco. Młodego, zabawnego bałamuta, który dla przyjaciół zrobiłby wszystko. Tego uroczego narcyza, który nienawidzi piegów, uwielbia lizaki o smaku krwi i posiada serce na właściwymi miejscu. Ryzykanta, który lata na stojąco na miotle, będąc pewny swej wprawy i podpuszcza przy tym niedoświadczonego w takich akrobacjach Pottera. Arystokratę, który śpi pod gołym niebem, oraz w klasie eliksirów. Zwykłego chłopaka, który bierze na siebie odpowiedzialność za losy Ślizgonów, stoi obok nich i wspiera w trudnych chwilach. Przeżywa chwile załamania, ale nigdy tego nie okazuje, bo jako przywódca musi być silny i niezłomny. Wariata, który uwielbia dźem z cukrem pudrem i pływa na łódce pomimo lęku przed wodą. No i na koniec... tego Draco, który tańczy jakby świat należał do niego.
Żeby nie było... lubię też tamtego Pottera. Uparty, pomysłowy, z poczuciem humoru. Zawsze potrafił odpowiedzieć Malfoyowi i nie bał się jego kpiny, żartem przyjmując żart, ironią karmiąc ironię.
Trudno było nie polubić też pobocznych bohaterów i to jeden z nielicznych ficków, w którym uwielbiałam Pansy :]
Heh, znowu się rozgadałam.
Podsumowując - Bardzo się cieszę, że widzę tutaj światełko. (Ha! Udało mi się wszystko wyrazić w jednym zdaniu xD) Brawo Aev! I oczywiście dziękujemy tłumaczce za udostępnienie ;]
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Miss Black » 7 gru 2010, o 01:31

To chyba najlepszy mikołajkowy prezent. <rozgląda się nerwowo na boki> Aż się wzruszyłam. Podpisuję się pod wszystkim, co napisała przedmówczyni. Jestem absolutnie zakochana w światełkowym Draco, który jest swoistym wyznacznikiem tej postaci. No, bo wyobrażacie sobie teraz, żeby on nie kochał kawy albo nie miał obsesji na punkcie swoich włosów? Czytałam dzisiaj "Więźnia" i, gdy dotarłyśmy do fragmentu z błotem, przed oczami miałam właśnie ten fragment ze "Światła", co dało mi tylko jeszcze więcej frajdy. Ach, i Akame: "Draco, który tańczy jakby świat należał do niego.", myślę, że on jest święcie przekonany, iż świat należy właśnie do niego ;) Jak sądzisz?
Ale "Światło" kocham jeszcze za kreacje Pansy i Zabiniego, którzy są fenomenalni. Moim ulubionym momentem jest fragment, gdy Pansy wkracza do Wielkiej Sali w zmiętoszonej sukience, wita się z Draco, a potem idzie do Blaise'a i stykają się czołami. Kojarzą mi się wtedy z małymi dziećmi, które nie potrzebują słów, by się porozumieć. Strasznie mnie to rozczula. Maya w ogóle wykreowała tam bardzo charakterystyczne postaci.
I tak ostatnio się zastanawiałam: spójrzcie, ile z nas zaczęło swoją przygodę (nie, wcale nie nałóg :) ) drarry właśnie dzięki "Światłu", wystarczy poczytać dział "Jak to się zaczęło", a ile z tych dziewczyn pisało potem własne drarry czy tłumaczyło? Myślę, że gdyby nie ten przebłysk Mayi fandom byłby dziś o wiele uboższy i choćby za to chwała jej na wieki.
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez annie1995 » 5 sty 2011, o 20:01

to było pierwsze opowiadanie Drarry, jakie przeczytałam. I nie ukrywam, że to głównie dzięki niemu tak mnie to zainteresowało. :)
Ten moment , jak popłynęli na łódce, a Harry pocałował Draco, nie wiedząc, że ten jest gejem, był moim najulubieńszym.
Chcę zaznaczyć, że to jedyne opowiadanie, które wydrukowałam. Lubię do niego wracać :).
Najlepsze !!
Gratuluję NocnejMarze, bo bez niej, nie byłoby mnie tutaj :).
-Zawsze tak wolno dochodzisz, Potter ?
-To zależy od partnera, Malfoy.

D r a c o . , < 3 , ; **
annie1995 Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 10
Dołączył(a): 31 gru 2010, o 17:16
Lokalizacja: Drobin

Postprzez fankayaoi » 29 sty 2011, o 18:42

jestem tutaj już jakiś czas, ale to dopiero pierwszy mój komentarz.
Przeczytałam już kilka opowiadań , Światło ... najbardziej mi się spodobało.
Taki właśnie Draco i Harry taki ... właśnie, jak w tym ff (muszę nauczyć się słów :D )
Pozdrawiam
I gratuluję talentu
fankayaoi Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 18
Dołączył(a): 11 sty 2011, o 21:35

Postprzez kropeczka » 16 wrz 2011, o 20:25

Ojej, właśnie skończyłam czytać Światło. Powiem szczerze, że będąc gdzieś w połowie miałam ochotę rzucić to w cholerę, bo dość mało się działo. Ale jakoś to przeżyłam i było coraz lepiej, przy końcówce powodując poważne problemy z oddychaniem. Światło jest dla mnie (miłośniczki Snarry) pierwszym Drarry i na początku trudno było mi jakoś ten pairing polubić, ale teraz jestem wielką fanką Draco i chcę więcej <3 Świetny fick na początek, już czuję, że wdepnęłam też w Drarry i jakoś będę musiała podzielić moją miłość między Severusa i Draco. Zakończenie jest absolutnie genialne, jedne z najlepszych jakie czytałam. Dziękuję i gratuluję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania i opublikowania tak dobrego opowiadania. Czytanie było czystą przyjemnością.
kropeczka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2
Dołączył(a): 16 wrz 2011, o 19:47

Postprzez BigBang » 23 cze 2012, o 11:37

Na początku wypadałoby się przywitać:) Jako nowa użytkowniczka i początkująca drarrystka stwierdziłam, że zacznę od pierwszego opowiadania Drarry jakie kiedykolwiek przeczytałam, a było to rok może dwa lata temu. Oczywiście od razu zakochałam się w Światełku, ale fandom jakoś mnie nie wciągnął.
Dopóki na konferencji moje snarrystki nie poleciły mi "Ducha" i tego forum. I tak się jakoś okazało, że Drarry jest mi tak bliskie jak Snarry i wpadłam :)

Oczywiście natychmiast postanowiłam jeszcze raz zapoznać się ze Światłem pod wodą, bo okazało się, że pamiętam tylko ogólnie fabułę. Zachęciła mnie do tego też Leniczek, rzucając cytatami.
I tak o to jestem.

Na samym początku myślę, że należą się ukłony, a właściwie pokłony tłumaczce i becie, ponieważ odwaliły wspaniałą robotę. Tekst jest tak niesamowicie wciągający nie tylko ze względu na wydarzenia, ale też na wspaniały przekład przy którym zapominałam, że nie jest to tekst własny.
Natomiast jeśli mowa już tylko o opowiadaniu stało się ono dla mnie takim drarrowym numer jeden, które trzeba znać. Coś jak Herbatka w snarry.

Najpierw zacznę od postaci, które w większości pokochałam, uwielbiałam i czciłam. Ale też takie, które sprawiły, że nóż w kieszeni mi się otwierał.
Na pierwszy ogień idzie Harry. Muszę przyznać, że był tu niezwykle mało irytujący. Zazwyczaj strasznie denerwuje mnie jego "Gryfoństwo", potrzeba ratowania każdej istoty i rozckliwianie się nad swoim biednym losem Złotego Chłopca. Tutaj zauważyłam, że jest to dozowane tak, by nie chciało się wyjąć bejzbola i zlać go po łbie. Mimo, że nadal gdzieś tam jest tym wkurzającym bohaterem okazało się, że naprawdę jest Ślizgonowaty i potrafi postawić na swoim. Przestał być też taką swoistą dupą wołową i wie czego chce. Uwielbiam jego rozmowy z Draco i to, że nie podkula ogona pod mocnym charakterem przyjaciela i sam staje się dość ironiczny, a samego Draco traktuje z pobłażliwym uśmiechem.
Mój kochany Draco to już majstersztyk! Jest tak niesamowicie wspaniały, zabawny, ironiczny i ludzki jakiego nawet nie widziałam u Rowling. Czasem wydaje się być trochę prześmiewczy, ale w zupełności mi to nie przeszkadzało. Jest pokazany z dwóch, a nawet z trzech stron! Jako bezwzględny Ślizgon mający wszystkich i wszystko w nosie. Jakby cały świat zupełnie go nie interesował. Poznajemy go jako przyjaciela Pottera, kiedy to pokazuje nam swoją zabawną/ironiczną stronę. Gdy zachowuje się bardziej niż rozpuszczone, ale nadal niepewne dziecko. Trochę zadufane. A także poznajemy go jako przywódce i lidera. Kogoś do kogo lgną ludzie, bo czują charyzmę i wiedzą, że potrafi on zadbać nie tylko o siebie ale i o nich.
Jeśli mowa o dalsze postacie wielką miłość wzbudził we mnie Ron i Pansy. Chyba dawno nie widziałam tak świetnego Weasley'a i Parkinson. Oboje mimo, że różni ale wzbudzają sympatię i nie da się nie uśmiechnąć nad tym jak trzęsą się nad przyjaciółmi.
Najbardziej irytowała mnie Hermiona i Ginny. Naprawdę nie potrafiłam znieść tej Granger, która wszystko wie najlepiej i która nigdy się nie myli i która ma prawo decydować o uczuciach ludzi i tym jak powinni postępować.
Jednak Ginny była już dla mnie kompletną załamkom i depresją. Szczególnie to jej zauroczenie kimś kto nigdy nie istniał. Bohaterem, Złotym Chłopcem, a nie zwykłym normalnym Harry'ym :pala:
Polubiłam Deana i Seamusa i Nevilla, choć było ich stosunkowo mało nie stali się tylko bezbarwnym tłem dla Drarry.
Lupin, Syriusz i Snape, byli takim smacznym dodatkiem do całości.

Czytając to opowiadanie jeszcze raz trochę inaczej do niego podeszłam. Mogłam skupić się w pełni na treści i nie spieszyć się jak za pierwszym razem, gdzie chciałam już teraz wiedzieć co się wydarzy.
Pomysł ponownego wszczęcia Turnieju Trójmagicznego był bardzo dobry i świetnie zawiązywał akcję. Muszę przyznać, że naprawdę zdziwiłam się gdy to Malfoy znalazł się pod wodą jako skarb Harry'ego. Zdziwiło mnie jeszcze bardziej, że Potter, który cały czas żywił do Draco uczucia łagodnie mówiąc negatywne potrafił tak dorośle podejść do sprawy (no może oprócz wybuchu złości u Dumbledora:).

Uwielbiałam ich spotkania i pomysły Draco na wspólny czas.
Tak samo jak Młodzieżowa Sekcja była strzałem w dziesiątkę i to, że Lupin i Black znaleźli się w Hogwarcie. Zawsze żywiłam bardzo ciepłe uczucia do Remusa.
Cała historia kryminalna, czy porwania uczniów, śmierć Minervy, spotkania u Draco były tak dograne i jednocześnie sprawiające, że chciało się w końcu przeżuć strony by dotrzeć do zakończenia, by dowiedzieć się kto był tym "złym". Nie powiem, że bardzo mnie zaskoczyło to kto był szpiegiem. Właściwie od początku podejrzewałam tę konkretną osobę. Zachowywał się strasznie dziwnie. A przy trzecim zadaniu byłam pewna już stuprocentowo.
I jeszcze ten sen Harry'ego i Komu ufasz? Strasznie niesamowicie przebiegła cała walka i to jak Harry chciał się poświęcić. To jak Draco pokazał jak jest silny i że nie jest już zależny od ojca.
Jeśli mowa o wątku Drarry normalnie mogłabym być trochę rozczarowana i zawiedziona, że było tak mało scen, ale nie jestem!
Autorka doskonale potrafiła pokazać rozwijającą się przyjaźń i zauroczenie Harry'ego, a zaraz potem prawdziwe uczucie. Właściwie do końca nie mogłam rozgryźć co tak naprawdę czuje Draco i kim dla niego jest Potter.
Uwielbiam fakt, że Draco się boi, ale nie robi z tego strasznego problemu.
Nie sądziłam, że tak polubię tą dziwną przyjaźń pomiędzy Ronem, a Pansy. Uwielbiam moment, gdzie poczęstowała go papierosem:) I moment z czekoladą. I jeszcze to że olała Draco i pobiegła do Weasley'a. I na samym końcu wymiana uprzejmości między Severusem i Syriuszem :zab:
No i oczywiście wspaniałe cytaty właściwie wszystkie wypowiedziane głównie przez Draco :

- Wiem, że nie każdy posiada tak perfekcyjną figurę jak ja, ale to skandal. Na pewno są jakieś stowarzyszenia, które...
- Pomogłyby mu się odchudzić? Tak, ale...
- No cóż, niedokładnie o to mi chodziło – skrzywił się Malfoy, oglądając olbrzymie spodnie. – Myślałem raczej o takich, które litościwie pomagają niektórym opuścić ten ziemski padół.


- Harry, dopadli was u podnóża pagórka, a potem ten pajac powiedział im, że masz romans z profesor Trelawney.
- Ale mogło się udać – bronił się Harry.
- Pajac – powtórzył Ron. - Zasługujesz przynajmniej na profesor Sinistrę.


- Eeee... – powiedział. – Jestem... eee... Harry Potter. I nie rozwijam się intelektualnie od dwunastego roku życia. Bardzo lubię... yyy... quidditcha, a tak w ogóle to zło jest złe. A Hermiona jest lepsza w tych wszystkich mózgowych sprawach. Dziękuję za uwagę.
- Tak? Dobrze – prychnął Harry i zaczął cedzić słowa w sposób charakterystyczny dla Ślizgona. – Jestem Draco Malfoy. Jestem wyluzowany, ale koloruję i segreguję alfabetycznie swoje notatki. Jestem też niewiarygodnie wprost opanowany, ale codziennie mam napady złości. Poza tym jestem adonisem, darem zesłanym kobietom przez bogów, ale kelnerka wyraźnie zerka na mojego pięknie opalonego i umięśnionego kolegę. Chyba powinienem darzyć quidditcha większym zainteresowaniem, ale aktualnie popisuję się i udaję, że wcale mi na tym nie zależy, bo jestem także wielkim, okropnym snobem.


- Czy mówiłem już coś w rodzaju „Dzięki Merlinowi, że nic ci jest?” – zapytał Syriusz, pokrywając zakłopotanie szorstkim tonem.
- Nie, ale stwierdziłem, że mniej więcej to masz na myśli mówiąc „Masz, Harry, przynajmniej ty weź nóż”


To magiczny zamek – brnął Harry. – Ma wiele... magicznych drzwi.
- Chcesz mi wmówić, że baraszkowałeś z drzwiami? – spytał Ron rozbawiony. – Bo wiesz, Harry, jesteś moim przyjacielem, więc uwierzę ci na słowo. I zaraz opowiem o tym Deanowi, a potem Hermionie i w końcu cała szkoła się dowie, że Harry Potter gzi się z nieożywionymi obiektami...


– Chyba że to ktoś z nas – ciągnął Draco bezlitośnie. – Nie uważasz za podejrzane, że tylko nasza grupa przetrwała? Przecież nikt w bandzie Czarnego Pana nie przypomniał sobie nagle i nie powiedział: „Czekajcie, chwila, a kto ma tego okularnika, jak mu tam było...?”


– Harry – zaczął Draco zwyczajnym, nieco poirytowanym tonem. – Czemu u diabła się tak wydzierasz, śmierciożercy... Och...
Harry odwrócił się i zobaczył, jak Draco szarzeje na twarzy, uświadamiając sobie sytuację.
– Z drugiej strony – rzekł Draco ostrożnie. – Widzę, że jesteś trochę zajęty. To może lepiej już sobie pójdę.


To tylko kilka z kilkudziesięciu dialogów, które sprawiły, że o mało nie zeszłam ze śmiechu. Brawa dla autorki za tak wspaniałe smaczki i umilenie mi trzech wieczorów w jakim pochłaniałam to opowiadanie.
Trochę się rozpisałam, ale nadal uważam, że nie oddałam wszystkiego co czułam i o czym myślałam podczas zapoznawania się z konkretnymi rozdziałami. dlatego w sumie wolę komentować coś na bieżąco niż pełne skończone opowiadanie, no ale tu już nie miałam wyjścia. Mam nadzieję, że jest on choć trochę składny :whistle:
Jeszcze raz dziękuję tłumaczce, becie i wszystkim osobom, które pracowały nad tym tekstem bym mogła zobaczyć go właśnie w takiej formie.

Pozdrawiam,
BeBe :kawa: :pala:
Obrazek Obrazek Obrazek
BigBang Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2
Dołączył(a): 14 cze 2012, o 14:39

Postprzez Veldrin » 23 sty 2013, o 22:37

Kilkakrotnie natknęłam się na wzmianki o tym opowiadaniu, więc stwierdziłam, że najwyższy czas żebym i ja je przeczytała. Dziewczyny określały "Światło pod wodą" jako klasyk drarry, więc byłam pełna zapału gdy zaczynałam go czytać. Pierwsze co chcę przekazać, to mój pełny podziw dla autorki za fabułę, opisywanie detali a szczególnie za stworzenie świetnych charakterów postaci. Niektóre nie miały zbyt wiele wspólnego z kanonem, ale gdybym nie czytała oryginału Rowling, spokojnie bym na to przystała. Dla mnie najważniejszą postacią był Draco. Jego charakter... po prostu nie wiem od czego zacząć pisząc o nim. Był perfekcyjny. Idealny. Wspaniały. Zakochałam się w nim zanim zdąrzyłam go polubić, jest fantastyczny i z chęcią bym go pożarła. Ale może zacznę od początku, tak chyba będzie mi łatwiej. Kiedy okazało się, że osobą, którą miał uratować Harry był Malfoy, byłam zaskoczona. Niby to drarry, ale nie spodziewałam się tego, tak samo jak nie spodziewałam się, że praktycznie przez całe opowiadanie nic między nimi nie będzie się działo. Pomyślałam sobie, że skoro już zostali przyjaciółmi, to wszystko potoczy się szybko i namiętnie. Jakie było moje zaskoczenie, gdy to co między nimi się działo, rozwijało się wręcz topornie. Na początku byłam zła i niecierpliwa, bo oczekiwałam czegoś zupełnie innego. Może nie od razu seksu ani wyznań miłości, ale chociażby jakiegoś zauroczenia, flirtowania, zalotnych spojrzeń. Nic takiego jednak nie miało miejsca, a ich przyjaźń była niepewna. Denerwowało mnie jak Harry uganiał się za Draco, było to dla mnie takie szczeniackie i niedojrzałe i dziwię się, że już wtedy Malfoy nie zorientował się o co chodzi Harry'emu. On sam mógł nie wiedzieć czemu tak bardzo pragnie bliskości Draco, no ale powiedzmy sobie szczerze - to było przewidywalne i prostackie. Dobra, zostawmy to i przejdźmy dalej. Wszystko to co działo się między Draco i Harrym było powolne i mozolne. Ale właśnie w tym sęk, że to nadawało charakter temu opowiadaniu. Po przemyśleniu sobie wszystkiego stwierdziłam, że to jest naprawdę prawdziwe i realne. Tak właśnie jest kiedy dwie osoby zaczynają się przyjaźnić i nie potrafiłam zrozumieć mojej początkowej irytacji zbyt wolno rozwijającym się romansem. Bo żeby zrodziło się uczucie, trzeba się najpierw przyjaźnić, a żeby się zaprzyjaźnić i sobie zaufać, potrzeba czasu. Więc własnie chyba w tym momencie zrozumiałam, dlaczego to opowiadanie jest określanie mianem klasyka. Całe te opowiadanie było tak realne, że bez trudu potrafiłam się wczuć w każdą scenę i uczucia każdej postaci.

Draco wydawał się znudzony. To rozjuszyło Harry`ego jego bardziej. Gryfon wziął głęboki oddech i wybuchnął.
- Nie wiesz jak to jest, gdy cała szkoła się nad tobą lituje! Gdy wszyscy wiedzą, że zawiodłeś, i że przez ciebie ktoś zginął! Gdy patrzą na ciebie jak na biedną, słabą sierotkę, której nie można w niczym ufać! Gdy wszyscy starają się ciebie chronić i traktują z przesadną troską. Sam widziałeś. Sam wiesz. Każdy wie. I to wszystko... To, że zostałem kapitanem drużyny, to, że biorę udział w Turnieju Trójmagicznym i to, że wszyscy chcą sprawić, żebym czuł się lepiej, a jednak nie pozwalają mi nic robić, bo wiedzą, że tak naprawdę do niczego się nie nadaję! Nienawidzę tego... to nie do zniesienia, to... to...
Harry przerwał, żeby nabrać oddechu.
Powiedziałem to, pomyślał oszołomiony. Powiedziałem to... i teraz Draco już wie...
Draco patrzył na niego szeroko otwartymi oczami.
- Bzdura – odezwał się.
Harry zamrugał.
- Co?
- Dlaczego opowiadasz takie niesamowite bzdury, Potter? – zapytał. – Upadłeś na głowę w dzieciństwie?
- Malfoy, jeśli zaczniesz żartować z moich uczuć...
- Oczywiście, że będę. Tak właśnie robią Malfoyowie. – Draco prawie musiał zrobić zeza, żeby spojrzeć Harry`emu w oczy. – Zamierzam także dowiedzieć się, dlaczego obrażasz moje uszy tymi sentymentalnymi idiotyzmami. Szczerze mówiąc, czuję się napastowany. Przegrałeś i ktoś zginął, masz rację, jesteś beznadziejny. Bo nie pokonałeś Czarnego Pana i całego kręgu Śmierciożerców, sam, w czternastym roku życia. Tak, oczywiście, zawiodłeś wszystkich. Gdyby Longbottom był na twoim miejscu, na pewno uratowałby Diggory`ego, bohatersko sikając w majtki.
- To nie jest śmieszne!
Jednakże brzmiało to bardziej przekonująco, niż „To nie twoja wina, Harry. Nic nie mogłeś zrobić”.
Draco nie zwracał na niego uwagi.
- Dlaczego zostałeś kapitanem drużyny? Na wrota... Masz rację Potter, to nie mogło być nic innego jak szalone współczucie. Naprawdę, powinni raczej dać to stanowisko najlepszemu zawodnikowi, najmłodszemu szukającemu w tym stuleciu... och, czekaj, przecież tak zrobili, czyż nie?! Zaraz mi powiesz, że wygrałeś prawie wszystkie mecze, począwszy od pierwszego roku tylko dlatego, bo pozwalają ci wygrywać. Czy ty w ogóle słuchasz, co sam wygadujesz? Opanuj się!
Ślizgon był wyraźnie zirytowany. Wyglądał tak jakby miał ochotę zdzielić Harry`ego krzesłem.
Nikt nie potrafił być tak okrutny, jak Draco. Nikt nie umiał tak bezlitośnie naśmiewać się z czyichś uczuć. Chłopak zachowywał się teraz jak ten bezduszny, samolubny dupek, którego Harry zawsze pragnął sprać do nieprzytomności i...
Draco miał rację. I to było wspaniałe.
- Wszyscy się o ciebie martwią. Oczywiście, że tak. A czego oczekujesz, skoro łazisz i marudzisz cały czas o swojej Wielkiej Depresji? Mieszkasz z Gryfonami Potter, beznadziejnymi nadgorliwcami, którzy wszystkim chcą zrobić dobrze, zapomniałeś? To zrozumiałe, że starają się być dla ciebie mili. Wątpię jednak, czy całe ich życie kręci się wokół tego, by cię chronić i hołubić, chyba że masz na myśli tego zakochanego w tobie Weasleya i tego koszmarnego Creeveya. A ludzie mówią, że to ja jestem megalomanem. No?
Draco ze świstem wypuścił powietrze.
- Szkoła jest pełna ludzi, którzy mają gdzieś Harry`ego Pottera i jego żałosny kryzys osobowości. Oprzytomniej Potter, uczniowie znikają, nikt nie ma czasu, żeby przejmować się tobą i twoją para...
- Uważaj, Malfoy.
Harry przysunął się tak blisko, że niemal czuł ruch rzęs na swojej twarzy, gdy Draco zamrugał.
- Odsuń się, Potter – syknął Ślizgon, ale nie dokończył zdania. – Na czym skończyłem? A, tak. Burzyłem twoje zamki na piasku. Chronią cię, bo jesteś taki miły i słaby, tak?
Harry nie ująłby tego w ten sposób, ale...
- Tak...
- Oczywiście. To wszystko wyjaśnia. Z jakiego innego powodu mogliby się tak bać o ciebie? Przecież każdy uczeń przynajmniej raz pokrzyżował plany Czarnego Pana. Lupin nie myśli logicznie, więc ot tak powiedział, że nie chce, aby Harry Potter był jednym ze strażników. Bo przecież jesteś ostatnią osobą, którą Śmierciożecy chcieliby zamordować. Bo ty wcale nie stanowisz dla nich idealnej przynęty i na pewno nie zrobiliby wszystkiego, żeby się tu wślizgnąć, gdyby wiedzieli, że samotnie włóczysz się nocą po korytarzach.
Oczy Harry`ego rozszerzyły się ze zdumienia. Coś takiego nigdy nie przyszło mu do głowy.
- Wierzysz w to?
- Właściwie to nie – odparł Draco. – Sam-Wiesz-Kto cię nienawidzi, wszyscy o tym wiemy, ale jeśli mógłby cię porwać, już dawno by to zrobił. Przypuszczam, że jesteś najmniej zagrożoną osobą w szkole. Ale oczywiście rozumiem punkt widzenia Lupina i nie sądzę, żeby ktokolwiek myślał, że potrzebujesz osoby, która trzymałaby cię za rączkę, gdy chodzisz po szkole.
W tym momencie Harry poczuł niewielką ulgę, a przez głowę przemknęła mu nieśmiała myśl, że być może istnieje szansa, niewielka szansa na to, że Draco może mieć rację...
- A Turniej Trójmagiczny? – powiedział, unosząc brodę. – Dali nam te same zadania, tylko dlatego, żeby udało mi się im sprostać, żebym się nie załamał. Jak to wyjaśnisz?
Draco popatrzył na niego z niedowierzaniem.
- Masz szczęście, że nie zostałeś przydzielony do Slytherinu – oznajmił. – Jeśli miałbym słuchać takich bzdur przez sześć lat, nie zdzierżyłbym i zatłukłbym cię twoją własną miotłą.
- Masz jakiś inny pomysł?
Draco odepchnął Harry`ego trochę i pochylił się.
- To dziwne, ale wyobraź sobie, że mam. W dodatku moje wyjaśnienie jest bardziej wiarygodne. Co oczywiście nie jest zaskakujące, biorąc pod uwagę to, że twój pomysł jest szczytem głupoty. Nikt nie organizuje międzynarodowych turniejów tylko po to, żeby jakiś humorzasty uczniak poczuł się lepiej. Robią je po to, żeby skonsolidować cały świat czarodziejski. Nie zauważyłeś, że Beuxbatons został zamknięty, i że trzeci zawodnik pochodzi z jakiejś żałosnej, ostatniej czynnej we Francji szkole? Czy naprawdę uważasz, że jesteś wart aż tyle zachodu?
Harry odpowiedziałby, że tak nie uważa, ale nie był wstanie zrobić nic innego, jak tylko gapić się na Draco z nadzieją, która nagle zaczęła wzbierać w jego sercu.
- Proszszsz, Potter – kontynuował Draco pogardliwym tonem. – Zorganizowali to wszystko, żeby tchnąć nieco ducha w czarodziejski świat. Żeby ludzie mogli oderwać się nieco od rzeczywistości, żeby gazety mogły pisać o czymś innym, niż tylko o kolejnych zniknięciach. I wybacz, ale nie sądzę, żeby ktoś miał czas na wymyślanie nowych zadań. Jest wojna. Poza tym, owszem, jestem pewien, że wszyscy byliby szczęśliwi, gdybyś wygrał. W końcu jesteś Harrym Potterem. To byłby świetny temat dla prasy. Z pewnością jednak nie zaaranżowali tego wszystkiego, żeby ci zrobić przyjemność.
Draco patrzył na Harry`ego, jakby nie mógł uwierzyć, że ktokolwiek może być tak strasznie głupi. Harry był wściekły.
Gwałtownie pchnął Ślizgona na ścianę.
- Jeśli próbujesz mnie pocieszyć, nigdy ci nie wybaczę – wydyszał.
Draco odepchnął go.
- Nigdy nie robię niczego, żeby ludzie czuli się lepiej – odparł obojętnie. – I nigdy nie kłamię, chyba że mi się to opłaca. Daj sobie spokój z tym amatorskim dramatyzmem, Potter i powiedz mi, dlaczego?
Wygładził przód swojej szaty, podszedł do niskiego biureczka Flitwicka i oparł się o nie, w żaden sposób nie okazując, że rozmiar mebla stanowi dla niego jakąś niedogodność.
Harry spojrzał na niego.
- Dlaczego co?
Draco uśmiechnął się irytująco pogodnie.
- Jeśli przez tyle lat wierzyłeś, że inni tak cię postrzegają, jeśli z tego powodu wyglądasz czasem jak zdechła żaba, to dlaczego pozwalasz im w ten sposób myśleć o sobie? Nie jesteś typem uległej osoby. Mnie nie oszukasz. Co ukrywasz?
Harry klapnął ciężko na podłogę.
- Malfoy, nie...
Podciągnął kolana i oparł o nie czoło. Może pomimo wszystko był jeszcze dzieckiem, a Malfoy był tak bezlitosny.
Draco podszedł do niego. Harry usłyszał jak Ślizgon siada naprzeciw niego. Otworzył oczy i napotkał badawczy wzrok przyjaciela.
- Możesz mi powiedzieć – odezwał się Malfoy.
- Po prostu pozwoliłem im wierzyć w to, w co chcieli wierzyć – odparł Harry ostro. – To nic złego. Jeśli chcieli wierzyć, że jestem kimś w rodzaju niewinnego męczennika, to lepiej niż...
- A kim jesteś? – Draco rzucił to pytanie szybko, zimnym i twardym tonem.
W Harrym obudziły się bolesne wspomnienia.
- Jestem... Och, do cholery!
Przypomniał sobie nienawiść, jaką czuł do mordercy swoich rodziców i niewinne, przerażone twarze Rona i Hermiony.
„Przecież Harry nie chce nikogo zabić, prawda, Harry?”
Ślepą nienawiść, którą czuł do Voldemorta, gdy usłyszał o rodzicach Neville’a, a potem, po śmierci Cedrica... wiedział, że nikt nigdy nie powinien dowiedzieć się, co czuł wtedy bohaterski chłopiec. Wiedział, że nikt nie powinien dowidzieć się, że nie jest tak niewinny jak oni, ale... tak bardzo pragnął komuś o tym powiedzieć. Draco.
- Nienawidzę Voldemorta – rzekł Harry wolno, wkładając w każde słowo wszystkie targające nim uczucia. – Nie cierpię. Nienawidzę go bardziej, niż ktokolwiek jest sobie to w stanie wyobrazić, chciałbym go zabić, zrobiłbym to z przyjemnością... a nie powinienem tego czuć!
Pochylił się do przodu, obejmując mocno kolana. Draco nie zawahał się ani na moment.
- Rozumiem – powiedział. – Też go nienawidzę. Ale to nie powód, żebyś nienawidził siebie samego.


Wiem, że to okropnie długi cytat, ale w tym tkwi esencja mojego całego zauroczenia Draco. Potter, który wiecznie użala się nad sobą, uważa, że wszyscy na niego chuchają i dmuchają ze względu na to co osiągnął i czego nie osiągnął został sprowadzony na ziemię przez kilka zdań wypowiedzianych przez swojego nowego przyjaciela. Draco nie żałował go, nie litował się nad nim a to co powiedział było dla mnie tak jasne i oczywiste, że aż zdziwiłam się, czemu nikt inny nigdy nie powiedział tego Harry'emu. Dlaczego to właśnie musiał być Malfoy? Dlaczego to on ściągnał z barków Harry'ego to ogromne brzemię, na które sam się skazał. Przecież miał tylu przyjaciół i nikt nigdy nie wpadł na to, żeby przestać żałować Pottera a dosadnie mu wyłożyć, że nie ma się czym przejmować? W końcu ktoś nie potraktował go jak "Chłopca Który Przeżył", a jak równego sobie. I to naprawdę zakrawa na ironię, że był to akurat Draco a nie na przykład Ron lub Hermiona. W tym momencie potrafię zrozumieć, dlaczego stał się dla Pottera tak ważny. Nie mydlił mu oczu, nie faworyzował go i nie stawiał na piedestał. Dla Draco nie był nikim ważniejszym od jego przyjaciół ze Slytherinu, co okazał mu kilkakrotnie przekładając spotkania z nimi nad ich schadzki. I to właśnie uwielbiam w Draco w tym opowiadaniu. Nie uderzyła mu woda sodowa do głowy tylko dlatego, że Harry zechciał się z nim przyjaźnić. Traktował go tak jak innych, a może momentami może i gorzej. Był dla niego wredny, uszczypliwy i nie zmienił się tylko dlatego, że Potter tego chciał. nadal nazywał Hermione szlamą, a Rona traktował jak robaka. I to właśnie jest prawdziwe. Bo mimo iż przyjaźnił się z Harrym, nie zamierzał zmienić stosunku do jego przyjaciół. Rozpływam się nad ich całą relacją, bo (powtórzę się po raz dwudziesty) jest PRAWDZIWA i NATURALNA! Jeżeli się pokłócili, nie mieli oporów by się prać, gdy byli w zgodzie, nie mieli oporów by pokazywać się razem. Nie podzielali swoich zainteresowań i poglądów tylko dlatego, że zaczęli ze sobą gadać. Żaden z nich nie zamierzał się zmieniać.

Hermiona w tym opowiadaniu była taka, jaka powinna być. Wspierała Harry'ego jak mogła, akceptowała jego znajomość ze Ślizgonem, choć jej się ona nie podobała. Była trochę zazdrosna, ale szczęśliwa, iż w końcu Harry również jest szczęśliwy. Myślała o Draco źle zawsze, nawet gdy on był dla niej czasem miły. Ona również nie zamierzała zmienić się w stosunku do Malfoya tylko dlatego, iż przyjaźnił się Harrym. Była podejrzliwa, ale sprawiedliwa. Nie dawała ponieść się emocją, nawet wtedy, gdy wszyscy oskarżali Draco o to, że jest szpiegiem. Nawet jeżeli Harry w to nie wierzył i próbował wszystkich o tym przekonać, ona miała swój własny rozum, ale gdy zrozumiała, iż się myliła, nie zawahała się tego przyznać. Potrafiła z nim normalnie rozmawiać i współpracować.

Dłoń Hermiony mimowolnie powędrowała do ust, aby stłumić krzyk. Zacisnęła zęby na ręce, patrząc na białą, ściągniętą twarz Draco. Wygląda tak młodo, pomyślała niedorzecznie. Uważała, że jest zły, podły, podstępny, a przecież teraz był tylko dzieckiem, ogłuszonym świadomością, jak bardzo świat może go skrzywdzić.


Ten fragment za każdym razem powoduje ciarki na mojej skórze, ale też ukazuje co Hermiona myśli o Draco. Dla niej jest kimś podłym, ale jest człowiekiem, który też czuje, kocha, nienawidzi, rozpacza. "Wygląda tak młoda, pomyślała niedorzecznie." To jest to, co w niej lubię. Czasami jej myśli są takie dziwne. Patrzy na kogoś i nagle ni stąd ni z owąd nachodzi ją jakaś refleksja. Ja sama mam tak czasami. Gdy się z kimś kłócę, śmieję, lub po prostu rozmawiam, nagle wpadając mi dziwne myśli do głowy. "Jakie on ma ładne oczy", "ta koszulka wygląda na niej naprawdę dobrze", albo coś w stylu "dlaczego ja nie mogę mieć takiego pięknego uśmiechu jak ona". Są to zupełnie nieprawdopodobne myśli, które nagle zalewają mój mózg i odchodzą równie szybko jak się pojawiły. Hermiona dostrzega te wszystkie rzeczy i to sprawia, że uwielbiam ją, mimo iż do samego końca nie przepada za Malfoy'em.

Pansy. Nie wiem jak to jest, ale mimo tego, że jest postacią drugoplanową i tak samo - no dobra, prawie tak samo - wredną jak Malfoy, to ją lubię. Jest wierna i oddana Draco i zrobiłaby dla niego wszystko tak samo jak Ron i Hermiona dla Harry'ego. I to jak Draco jest jej oddany również działa na mnie niesamowicie. Lubię ją również dlatego, że mimo iż jest wyrafinowana i niesamowicie wredna, to potrafi niezobowiązująco żartować z Ronem lub Harrym. Oczywiście dzieje się to tylko wtedy, gdy czegoś chce od nich, ale sam fakt, że potrafi, a nie cały czas rzuca wyzwiskami jak Blaise, stawia ją w dobrym świetle.

Zapomniała się na tyle, że obdarzyła go uśmiechem.
- A potem przestał o tobie mówić. Próbowaliśmy go sprowokować, bo to nie było normalne. Jesteśmy Ślizgonami, lubimy obgadywać kogoś za plecami. Ale on nie chciał. Nie przeszkadzało mu to, ale nie chciał nawet wypowiadać twojego imienia. Nadal jednak, kiedy kto inny o tobie wspomina, on... lekko się uśmiecha.
- O czym ty mówisz, Pansy? – zapytał Harry bardzo cicho, żeby nie zakłócić tej wizji.
- Mówię, że zachowuje się tak, jakbyś się dla niego liczył – wyjaśniła. – Więc mu na tobie zależy, więc...
Przerwała sfrustrowana i uczyniła niewyraźny gest. Wyglądała tak, jakby miała ochotę przywalić pięścią w ścianę.
- Nie lubię cię, Potter – poinformowała go chłodno.
Harry przewrócił oczami.
- Ja też cię nie lubię. I co z tego?
- Hasło do kwater brzmi “królewska kobra” – wyrzuciła z siebie. – Odczekaj kilka godzin. I tym razem nie spieprz tego!
Spojrzała w jego oszołomioną twarz i odeszła.


To jest niesamowite. Dla dobra Draco, potrafi przełamać się i przyjść z własnej woli do wieży Gryffindoru, tylko po to by opieprzyć Pottera, a potem dać mu hasło do ich pokoi. Tu jest ukazana cała jej miłość jaką darzy Draco i nawet jeżeli nienawidzi Pottera, to woli by przebywał z nimi, niż żeby Draco był nieszczęśliwy. Dla niego zrobi wszystko.

Jedynym radosnym akcentem tej nocy był moment, kiedy już wszyscy zebrali się razem, a do wielkiej Sali wpadli Pansy i Zachariasz Smith – oboje spanikowani i niekompletnie ubrani.
Pansy ogarnęła wzrokiem grupkę Ślizgonów, a trwoga zniknęła z jej twarzy, zastąpiona wyrazem rozpaczy. Podeszła szybko do Draco. Harry nawet w takiej chwili poczuł ukłucie zazdrości, gdy zauważył jak bardzo do siebie pasują.
Stała obok Draco bosa, w rozpiętej sukience, która zsuwała się jej z ramion i patrzyła na niego niepewnie, jakby nie wiedziała, czy może pozwolić sobie na publiczne okazanie uczuć. Wyciągnęła rękę, a Draco przygarnął ją do siebie. Zrobił to tak mocno, że na twarzy dziewczyny pojawił się wyraz zdumienia pomieszanego z cierpieniem.
- Nigdy więcej nie rób mi czegoś takiego – powiedział szorstko, odepchnął ją lekko i odwrócił się do reszty Ślizgonów.
Pansy skrzyżowała ramiona, oddychając ciężko. Po chwili podszedł do niej Zabini. Objął ją, pochylił głowę tak, że zetknęli się czołami i uśmiechnął się lekko.


Ta troska... chociaż pokazana po ślizgońsku, wyraża chyba więcej niż tysiąc słów. W tym momencie widać, iż ślizgoni nie są bez serca. Mam ochotę się rozpłakać czytając ten fragment. Niepewność Pansy, która wie, iż doprowadziła Malfoya do utraty zmysłów przez jej nieobecność, ulga Draco, że przynajmniej jego najbliższa przyjaciółka ocalała, ale i wściekłość, że była taka nierozważna. To wszystko widać.

Cofając się, niemal wpadł na Pansy. Zatrzymał się w ostatniej chwili.
Stała przed nim, uśmiechając się zalotnie. Harry zaczął się poważnie bać.
- Cześć Harry – odezwała się kokieteryjnie.
Harry odsunął się trochę, tak na wszelki wypadek.
Przewróciła oczami.
- Och, nie martw się, Potter – stwierdziła znudzonym tonem. – Naprawdę, nie wszyscy umierają z pragnienia, żeby dobrać się do twoich bohaterskich majtek. Nie lecę na okularników. Po prostu... Można by powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
- Ja nazwałbym cię śmiertelnym wrogiem, choćby dlatego, że należysz to takiego a nie innego domu – wtrącił Ron.
Rzuciła mu piorunujące spojrzenie i znowu popatrzyła na Harry’ego ujmująco.
- No dobra, jesteśmy przyjaciółmi – skinął Harry niechętnie.
- Raczej znajomymi, którzy się tolerują – sprostowała Pansy – ale miałam nadzieję, że to powiesz. Bo chciałbym cię prosić o przysługę.
- Zapomnij! – skwitował Ron. – Nie możesz wrabiać Harry’ego w ...
- Czego chcesz, Pansy? – przerwał mu Harry.
Ron popatrzył na niego smutno, tak, jakby Harry sprawił mu wielki zawód
Pansy natomiast uśmiechnęła się i zatrzepotała rzęsami.
- Będę cię za to kochać do końca życia – obiecała dwuznacznie.
- Fajnie – stwierdził Harry. – To czego chcesz?
- Trochę czekolady – odparła szybko. – Słuchaj, Lupin przyłapał mnie z butelką tequili, którą sobie kunsztownie pożyczyłam i z niezrozumiałego powodu posądził mnie także o nielegalną zmianę miejsca drugiej, a Draco powiedział, że ma już za dużo rzeczy na liście i próbowałam wytłumaczyć pani Pomfrey, że to rzecz nieodzowna ze względów medycznych, ale w ogóle nie chciała słuchać!
Harry zrobił współczującą minę.
- Przykro mi, Pansy. Nie dam rady, mam już za długą listę.
Pansy jęknęła żałośnie, a kilka osób odwróciło się, żeby zobaczyć kto wraził jej sztylet w serce. Przypadła do Harry’ego i spojrzała na niego tragicznie.
Harry zrozumiał nagle dlaczego tak wielu Ślizgonów stawało się melodramatycznymi czarnymi charakterami – po prostu dom Slytherina był kuźnią talentów aktorskich.
- Harry! Myślałam, że lubisz ratować ludzi, którzy znajdują się w skrajnie śmiertelnej sytuacji i są o krok od śmierci!
- Akhem – chrząknął Ron.
- Spójrz w swe serce, a na pewno odnajdziesz w nim siłę, aby ocalić niewinną białogłowę... Słuchaj Weasley, mucha ci wpadła do gardła czy co? – zirytowała się Pansy, wypadając z roli.
Ron przestał znacząco pokasływać.
- Ja tylko zwracam uwagę – stwierdził wyniośle – że ja, podobnie jak niektórzy biorący udział w tej konwersacji i w przeciwieństwie do innych obecnych tutaj, też idę do Hogsmeade.
Pansy obdarzyła go promiennym uśmiechem.
- Ach tak... – powiedziała. – No, Weasley, jeśli zrobisz do dla mnie, to... postaram się... lubić cię... powiedzmy, przez tydzień.
Ron zamrugał.
- Proszę? To nie fair...
Teraz Pansy zamrugała.
- Dam ci kasę...
- Nie! – oburzył się Ron. – Mówię, że Harry’emu proponowałaś więcej niż mnie. Typowe, tak właśnie wygląda całe moje życie. Wielkie dzięki, proponuję pomoc, a ty mnie obrażasz...
- Chyba po raz pierwszy w życiu nie starałam się...
- Proponując mi pieniądze...
- Ty zakompleksiony kmiotku...
Harry przenosił wzrok z jednego na drugie, czując się jak widz meczu tenisowego, na którym zawodnicy z szaloną szybkością odbijają piłeczkę.
Pansy zamilkła i podparła się pod boki.
- Ach... Już wiem, o co ci chodzi.
Ron wydawał się udobruchany.
- No, to dobrze. Równe traktowanie jest...
- Jestem gotowa się z tobą przespać – oświadczyła Pansy i skrzywiła się wyraźnie. – No, prawie gotowa.
Harry podskoczył, a Ron wyglądał, jakby zamarzył nagle o umiejętności latania bez miotły. Przerażony zacisnął palce na ramieniu przyjaciela, szukał u niego ochrony i jednocześnie rozejrzał się trwożnie, czy przypadkiem Hermiony nie ma gdzieś w pobliżu.
- Wy, Ślizgoni, jesteście obrzydliwi – syknął, gdy upewnił się, że jego dziewczyna nie skoczy nagle na niego, żeby się okrutnie zemścić. Był bordowy aż po korzonki włosów. Pansy uśmiechała się ironicznie.
- Myślę, że to była bardzo wspaniałomyślna propozycja – zauważyła i westchnęła dramatycznie. – No dobra Weasley, w takim razie, jeśli kupisz mi czekoladę, może będę w stanie cię pokochać... za kilka lat.
- Za kilka lat? – powtórzył Ron.
- Wiesz, muszę nad tym popracować – wzruszyła ramionami.
- Za kilka lat – oświadczył Ron – to mam nadzieję spokojnie żyć w świecie oczyszczonym ze Ślizgonów, a takie, przykro mi to mówić, nierządnice jak ty, będą mieszkać za oceanem.
- Tak, tak, dobrze – prychnęła Pansy. – Więc jeśli kupisz mi czekoladę, to będę cię bardzo kochała zza oceanu. Proszę, Weasley, proooszę!
Jej głos zaczął niepokojąco drżeć.
- No, dobrze – wymamrotał Ron, a Pansy wyjęła zza gorsu rolkę pergaminu i wcisnęła mu ją do ręki.


Pansy rządzi! Tak jak pisałam, kiedy ona czegoś chcę, potrafi być miła nawet dla Harry'ego i Rona, nie tracąc przy tym nic ze swojej uszczypliwości i wyniosłości. Ona jest niesamowita.

- Nie żebym cię lubiła, Potter – ciągnęła, zwracając na niego zimne spojrzenie. – Za bardzo się wtrącasz, mieszasz i pałętasz pod nogami. Wolę już Weasleya. Trzyma się z daleka i przynosi mi czekoladę. Powinieneś brać z niego przykład.
- Niech Merlin broni! – jęknął Draco.
Następnie Pansy zaszokowała wszystkich - objęła Harry’ego tak mocno, że niemal pozbawiła go tchu. To było raczej bolesne doświadczenie.
- Opiekuj się nim – wyszeptała mu znacząco do ucha. – Nie pozwól, żeby mu się coś stało, bo inaczej wyrwę ci atrybuty męskości, wsadzę je do słoika i będę robiła na nich eksperymenty
- Uh – wydusił Harry, przerażony.
Pansy odsunęła się od niego z szerokim, nieszczerym uśmiechem.
- I na siebie też uważaj, Potter. Bo nikt nigdy cię nie zechce przelecieć, jak się nabawisz drugiej szpetnej blizny.
- Fakt – zgodził się Harry.


Troska, troska i jeszcze raz troska. Ah i był jeszcze jeden fragment, ale nie potrafię go teraz znaleźć. Ten, w którym Pansy rozmawiając z Draco, oznajmia mu, że posłała swoich rodziców do diabła po tym, jak kazali jej wybrać jedną ze stron. To również jest niesamowite, że wybrała ślizgona zamiast nich. Postanowiła iść za Draco wszędzie, odciąć się od ciemnej strony, mimo konsekwencji jakie to za sobą niosło. Wyznawała zupełnie inne zasady niż jej rodzice i nie bała się tego powiedzieć. A może i się bała, ale dzięki Draco upewniła się w przekonaniu, że jej decyzja jest słuszna?

Draco Malfoy stał obok Voldemorta i Lestrange`ów. Jego ojciec – Jego ojciec? – był chyba jednym z tych, których eksplozja zbiła z nóg. Wyglądało na to, że syn najwyraźniej obrał jego stronę.
Gdy większość dzieliła się na dwie opozycyjne grupy, zapanowało zamieszanie. Uczniowie z domu Slytherina najwyraźniej doszli do tego samego co ona wniosku, jeśli chodzi o Draco. Leżąc wśród odłamków, poruszali się niespokojnie.
Niektórzy z nich szukali jakiś wskazówek na twarzy Draco, ale ten stał nieruchomo, wpatrując się w ojca. Część Ślizgonów rozpoznała w zakapturzonych czarodziejach członków swoich rodzin.
Moment wahania nie trwał długo, ale w takiej chwili czas płynął wolniej, a każda sekunda miała wielkie znaczenie.
Z podłogi podniosła się jakaś dziewczyna. Ginny rozpoznała jej czarne włosy i twardy wyraz twarzy – Pansy Parkinson.
– Mam to gdzieś – oznajmiła, a Ginny ze zdumieniem zdała sobie sprawę, że to właśnie jej uparty głos słyszała podczas uwięzienia. Pansy spojrzała na Malfoya, na jednego ze śmierciożerców i mówiła dalej. Ginny nie sądziła, że kiedyś usłyszy jak głos dziewczyny się łamie. – Nie chcę...
Umilkła z miną, jakby ostatkiem sił powstrzymywała płacz, ale zaczęła iść, oddalając się od grupki Ślizgonów i przeszła na stronę komnaty, gdzie skupili się Gryfoni, Krukoni i Puchoni.
Potknęła się, podchodząc do nich, ale Ron wysunął się naprzód i nie pozwolił jej upaść. Starszy brat Ginny podtrzymywał Ślizgonkę, dopóki ta nie odzyskała równowagi i nie stanęła pewnie, naprzeciw śmierciożerców.
Reszta Ślizgonów podążyła za nią.
Ci którzy zwlekali, zawahali się ponownie, gdy Draco podniósł wzrok i popatrzył na nich. Ginny ujrzała błysk dumy w jego oczach, gdy dostrzegł gdzie stoi Pansy i zdała sobie sprawę, jak bardzo się omyliła w ocenie sytuacji.


Każdy opacznie odebrał to, gdzie Malfoy stał gdy go ujrzeli, a jednak Pansy nie pobiegła w jego stronę na złamanie karku. Wybrała dobrą stronę, tak naprawdę nie wiedząc, po której stoi Draco, a reszta ślizgonów ruszyła za nią. W tym opowiadaniu jest tak wiele dla mnie wzruszających momentów, że aż dziw, iż przy żadnym się nie rozpłakałam. Decyzja Pansy, duma Draco, gdy zobaczył na którą stronę kierują się jego współdomownicy, gest Rona, gdy Pansy się potknęła ukazujący tylko, jak granic między domami się zatarły, jak lata nienawiści nic nie znaczyły w tym jednym momencie, w którym postanowili walczyć ramię w ramię.

Gdy wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał ten komentarz, nie miałam zamiaru umieszczać w nim tylu cytatów, ale tak się nie da. One wszystkie znaczą dla mnie bardzo wiele i scalały te opowiadanie w przepiękną całość. Bez nich moja wypowiedź, nie miałaby dla mnie sensu, więc mam nadzieję, że mi to wybaczycie.

– Kilka godzin dryfowałem, uczepiony kawałka deski, zanim mnie uratowano – wspomniał Draco mimochodem.
Nawet Voldemort popatrzył na niego, jakby nie wierząc, że chłopak właśnie tę chwilę wybrał na narzekania. Draco nadal wpatrywał się ponad ramieniem Lucjusza w Harry`ego.
Harry ostrożnie posunął się naprzód. Nikt tego nie zauważył.
– Wołałem cię, aż straciłem głos. Pomyślałem... że skoro nie żyjesz, ja także mogę już umrzeć; przeszedłem piekło.
Harry zrobił kolejny krok. Oczy Voldemorta zwęziły się na ułamek sekundy, a potem zwróciły na Lucjusza, który warknął z rozdrażnieniem.
– O co ci chodzi, Draco?
Następny krok i znowu tylko jedna osoba, wpatrująca się w niego spod zmarszczonych brwi, zauważyła ten ruch. I jeszcze jeden.
„Harry, nawet się nie waż!”
Ale ktoś musiał.
„To może ich zabić”.
Na twarzy Draco zapłonęło uczucie, które mogło być miłością, nienawiścią lub wielką ulgą, że w końcu może coś zrobić.
– Idź do diabła, tato – rzucił i uderzył ojca w twarz.
Lucjusz upadł, niemal zbijając Voldemorta z nóg. Draco stał nad ojcem, gotowy do zadania kolejnego ciosu. Śmierciożercy ruszyli w bezładzie w stronę swojego pana.


Draco zawsze uważał się za tchórza, ale ta scena pokazuje kompletnie coś innego. Kochał swojego ojca najbardziej na świecie, a kiedy okazało się, że go okłamał, że kazał mu wierzyć, że nie żyje i zadręczać się okropnymi myślami, po raz pierwszy w życiu sprzeciwił mu się. Przez moment wystraszyłam się, iż Draco zrezygnuję i przyłączy się do smierciożerców, no bo przecież tam był jego ukochany ojciec. Ale Lucjusz nie miał już na niego wpływu, za bardzo zranił swojego syna i sam był sobie winien, że Draco odwrócił się od niego.

Potem wstał i ruszył w stronę Hermiony z uniesioną różdżką. Dziewczyna zamarła, gdy krzyknął:
– Incendio!
Gdy ochłonęła, odwróciła się. Za nią Bellatriks Lestrange zwijała się w płomieniach. Hermiona spojrzała na Draco.
– Uważaj, głupia suko! – warknął. Miał rozciętą w dwóch miejscach wargę, posiniaczoną twarz i bordowe ślady na szyi w miejscu, gdzie ojciec chwycił go, chcąc udusić.
Tym razem to Hermiona poderwała różdżkę i cisnęła w Rudolfusa Lestrange`a drętwotą. Uśmiechnęła się lekko.
– Uważaj, głupi sukinsynu.


Oh, oh, oh, uwielbiam to. Nienawidzą się, ale nie dadzą się zabić nawzajem. To jest tak wspaniale opisane, że po prostu nie znajduję słów aby to składnie skomentować. Tak samo Ron i Pansy. Nie cierpią się, ale walczą ramię w ramię by ochronić młodszych uczniów.

Chłopak wstał, zostawiając na ziemi martwego przyjaciela. Wyraz jego twarzy przypominał jej ten, który niedawno widziała u Harry`ego – była to twarz kogoś, kto przeszedł przez ogień i wyszedł z niego jak zahartowana stal. Nie wyglądał już młodo i nie wyglądał na załamanego.
Tryumf spełzł z pobladłej twarzy Lucjusza. Do Hermiony dotarło, że nie dysponował już energią umożliwiającą rzucenie kolejnej klątwy zabijającej. Nie posiadał magii, nie miał mocy.
Draco sprawiał wrażenie zdesperowanego, nieszczęśliwego, wściekłego i zdecydowanego jednocześnie. Nie zawahał się; nie czuł już ani miłości, ani zlitowania.
– Avada Kedavra! – krzyknął.
Buchnęło zielone światło.
Dopiero gdy Lucjusz padł na ziemię, Hermiona uwierzyła, że Draco naprawdę rzucił Zaklęcie Niewybaczalne. Nie przypuszczała, że własnymi rękoma zabije swojego ojca.
Ale zrobił to i już nigdy nie będzie mógł udawać, że nie było w jego życiu chwili, gdy ponad wszystko chciał jego śmierci.


Tego nie jestem w stanie skomentować. Zwyczajnie brakuje mi słów. Ale wklejam, bo bez tego fragmentu ten komentarz nie miałby sensu.

To całe opowiadanie wprawiało mnie w różne nastroje. W smutek, radość, niedowierzanie, rozczarowanie, euforie. Żałowałam bardzo, że było w nim tak mało scen erotycznych. Miałam nadzieję, że przynajmniej na koniec, wydarzy się między nimi coś więcej, ale teraz rozumiem, że w tym cały urok. Czytelnicy mieli skupić się na relacjach, na charakterach postaci, na przywiązaniu, oddaniu i szacunku do drugiej osoby.
Uwielbiam to opowiadanie i dziękuję, bardzo dziękuję NocnejMarze za przetłumaczenie go i zgodę na publikację na tym forum. Kobieto, jesteś niesamowita. To tłumaczenie jest mistrzowskie!

A na sam koniec... fragmenty, które zwaliły mnie z nóg :D Dosłownie i w przenośni xD

– Chodźcie – ponaglał Rona i Hermionę. – Szybko, na eliksiry. Nie ma czasu na pieprzenie.
Pieprzenie? Chyba zwariował!


Harry ułożył nowy plan. Zabije Malfoya, ukryje jego zwłoki w jeziorze, a potem sprawdzi, czy naprawdę będzie mu go brakowało


- Jeżeli nie działają na nią żadne zaklęcia – odezwał się. – To jak będzie płynęła?
- A jak myślisz? – Harry wziął do ręki wiosła. – Tak samo jak mugolskie łódki, głupku.
Draco był zaskoczony.
- Praca fizyczna? Oszalałeś.
- Weź wiosło, Draco.
- Ja? – zdumiał się Ślizgon i błyskawicznie przybrał bezmyślny wyraz twarzy. – Jak się tym rusza? Co trzeba powiedzieć?


- Wydaje mi się – zaczął i przerwał powstrzymując się przed dodaniem, że „Draco Malfoy, robiący striptiz, nie ma nic wspólnego z jakimś podstępnym planem Voldemorta”.
Rzucił krótkie spojrzenie na swoja miotłę, deliberując czy mógłby przypadkiem uderzyć się nią w głowę tak, aby stracić przytomność.


– Mężczyzna obrzucił zgromadzonych nieodgadnionym spojrzeniem.
W tym momencie Harry był pewien, że profesor zaraz wspomni o konspiracyjnych zebraniach w lochach i ukarze wszystkich tysiącletnim szlabanem.


Uczniowie zaczynali się powoli uspokajać. Nadal byli przerażeni, ale wydawało się, że gotowi są już wysłuchać wyjaśnień. Lupin siedział na podłodze w otoczeniu pięciu jedenastolatków, którzy jednocześnie próbowali wspiąć mu się na kolana. Rozdawał im czekoladę, jakby w zanadrzu ukrywał fabrykę słodyczy. Ostro mówił coś do Syriusza, dopóki ten nie uspokoił się na tyle, że przestał wykrzykiwać zdania w rodzaju „Rozdajcie dzieciom noże!”


- Czy mówiłem już coś w rodzaju „Dzięki Merlinowi, że nic ci jest?” – zapytał Syriusz, pokrywając zakłopotanie szorstkim tonem.
- Nie, ale stwierdziłem, że mniej więcej to masz na myśli mówiąc „Masz, Harry, przynajmniej ty weź nóż” – odparł Harry i uśmiechnął się do niego.


A tak w ogóle! Poczucie humoru autorki jest wspaniałe! Je również uwielbiam :)

Jeszcze raz bardzo dziękuję za napisanie i przetłumaczenie tego opowiadania :D
To faktycznie jest klasyk drarry :D

EDIT:
O mój Boże! zapomniałam wspomnieć o zdradzie Dumbeldora! Byłam tak zafascynowana Draco, że praktycznie zapomniałam o rozwiązaniu zagadki znikania uczniów przez Harry'ego :D
Powiem tak. Podejrzewałam mnóstwo osób, a szczególnie Terry'ego Boota, bo to taki cichy i niepozorny chłopiec. A przy okazji miał romans z Draco. Ale nigdy, przenigdy nie wpadłabym na to, że dyrektor Hogwartu współpracuje z Voldemortem! Never! Nigdy w życiu, choćbym nie wiem jak długo główkowała, nie posądziłabym o takie straszne rzeczy Dumbla. Tak samo jak nie potrafię uwierzyć, że Harry go zabił. Toż to jest takie dziwne. Stary pryk, któremu zamarzyła się nieśmiertelność. Też coś. No i wychodzi na to, że obaj - i Draco i Harry - zabili kogoś, kogo szanowali ponad wszystko, komu ufali bezgranicznie. To raczej cholernie smutne.

Pozdrawiam gorąco ;)
- Chciałbym z tobą pogadać, Draco.
- To dobrze, bo gdybyś tak od razu chciał się na mnie rzucić i przelecieć pod ścianą, musiałbym stanowczo powiedzieć 'nie'. Nie jestem taki łatwy. - Draco namyślał się chwilę, taksując Harry'ego wzrokiem. - Kłamałem. Jestem łatwy. Możesz mnie przelecieć bez gadania.
Veldrin Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 535
Dołączył(a): 30 lis 2012, o 10:43
Lokalizacja: K-ce

Postprzez Draconia Maleficia » 28 sty 2013, o 21:26

Oh, Światełko moje kochane *_* Ostatnio coś właśnie mnie naszło na takie stare teksty, te, które czytałam niemalże u początku swej przygody z drarry. Chyba na starość robię się sentymentalna... :) Uwielbiam tego ficka, za jego niepowtarzalny klimat, i jedynego w swoim rodzaju Draco-kawoholika. Piękne jest tutaj to, że wszystko dzieje się tak powoli, tak...kanonicznie. Wiadomo że zarówno Potter jak i Malfoy, w normalnym życiu nie zaczęliby od wielkiej miłości. Najpierw rodziłaby się przyjaźń, i to nie z gatunku tych łatwych. Przyjaźń naznaczona pięściami, trzaskaniem drzwiami i obrażaniem się na siebie nawzajem. Bardzo podobał mi się motyw z łódką i przełamywaniem strachu. Harry postąpił tutaj tak, jak każda kochająca osoba postąpić powinna. Nie przejść nad czyimś strachem do porządku dziennego, a starać się go pokonać, znaleźć coś, co pomoże go obłaskawić. Aż szkoda mi go było, gdy wszystko się tak rozpirzyło nad tym jeziorem :( Ale wiem że bez tego ten fic byłby mniej zagmatwany i przez to - ciut gorszy. Po prostu wszystko sobie zmierzało w dobrym kierunku, no i w końcu dotarło do celu, nawet jeśli po drodze zahaczyło o jakąś przeszkodę.
Cóż mi pozostaje dodać... Wielbię ten tekst, jest dla mnie (na równi z Blemishem) filarem gatunku drarry. Za każdym razem gdy docieram do ostatniego rozdziału, jęczę "To juuuż?". Ale to tylko powoduje że szybciej wracam przeczytać go od nowa:)

Pozdrawiam:)
Często rozmawiam sama ze sobą, bo potrzebuję rady eksperta.
Draconia Maleficia Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 16
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:56

Postprzez gyniol » 16 lut 2013, o 21:33

Ech.. Moje ukochane Światełko, które czytałam już niezliczenie wiele razy, i nadal będę do niego wracać, a ono dalej będzie mnie rozczulać :oops:
Ten Draco-unikatowy i nie do podrobienia. Jest tak autentyczny, tak świetnie wykreowany, że aż żywy. Jego uzależnienie od kawy, głupie uśmieszki, naiwna wiara w ojca, ale przede wszystkim lojalność wobec ślizgonów i namiętna przyjaźń z Harrym. Chyba właśnie dlatego tak każda z nas to uwielbia, bo nie było "BUM!", które spada na Harry`ego, przez co uświadamia sobie miłość do Darco. A Draco nie czeka z otwartymi ramionami, by go przyjąć.
Autora rozkochiwała nas z Malfoy`u. Powoli ukazując jego cechy, obawy i poglądy. Jego wyćwiczone gesty, pewność siebie, upartość, przywództwo w Slytherinie. Która z nas go nie pokochała? Nie da się. ;) Właśnie dlatego, że to było prawdziwe i realne. Dlatego, że można zobaczyć w Draco fascynację Harrym, ale ten powstrzymuje się, by nie zniszczyć ich przyjaźni. Ja wiele razy tak miałam, że gdy Potter rozstawał się z ślizgonem i rozmyślał w samotności, to myślałam sobie "A co Draco teraz czuje? Co robi?". Tęskniłam za nim tak samo, jak Harry.
A właśnie Harry... nasz głupiutki Harry. Podoba mi się równie mocno, jak kreacja Malfoy`a. Jego dążenie do celu i niezaprzeczalna miłość. Chyba najbardziej ujmuje mnie, że nie było "a co sobie inni pomyślą?" Nie! Harry ma wszystkich gdzieś i bierze to, czego chce! ;)
Hermiona i Ron bardzo kanoniczni. Szczególnie Ron wydawał mi się, jakby wyszedł z książki pani Rowling i przemaszerował do tego opowiadania. "Trujące tutki?" :D Za każdym razem się śmieje. Hermiona opiekuńcza, prowadząca śledztwo na temat nowej relacji. Szczerze, to one bardzo kolorowo obrazowały nam ich zachowanie. Przez co wszystko było jeszcze bogatsze i bardziej "swojskie" :)
Pansy i Zabini - kocham ich! Szczególnie Pansy, ze swoją czekoladą i matczyną miłością.

Nie będę się więcej rozwodzić, bo mogłabym tak pisać w nieskończoność.

Na koniec tylko przytoczę zdanie, które za pierwszym zdaniem niemal rozerwało moją twarz przez wielki uśmiech i powstrzymywany chichot.
„ Myślisz że skrzaty domowe dobierają się w pary biorąc pod uwagę wielkość swoich gałek ocznych?”
" - Z miłością jest jak z kolką nerkową. Dopóki cię nie chwyci atak, nawet sobie nie wyobrażasz, co to takiego. A gdy ci o tym opowiadają, nie wierzysz
- Coś w tym jest - zgodził się wiedźmin
- Ale są i różnoce. Przed kolką nerkową rozsądek nie chroni. Ani jej nie leczy
- Miłość kpi sobie z rozsądku. I w tym jej urok i piękno.
- Głupota raczej"
"Pani Jeziora" A.Sapkowski
gyniol Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 20
Dołączył(a): 4 lis 2012, o 12:56

Postprzez Barba » 5 cze 2013, o 11:09

Mój pierwszy post na forum. Hi ; )

'Światło' pierwszy raz przeczytałam w poprzednie wakacje, jednak do tej pory nie odważyłam się na komentarz. W moim przypadku było tak, że czytałam różne blogowe "opowiadanka" Drarry, które były raczej mało ambitne. Ten tzw. klimat poczułam dopiero, kiedy znalazłam "Światło pod wodą". I wpadłam kompletnie w Drarry. Uwielbiam rozwój akcji, fabułę, język opowiadania. Nigdy podczas czytania nie stwierdziłam, że jest nudne, czy też zbyt długie. A często tak mam.

Dzięki "Światełku" Draco stał się moją ulubioną postacią pośród opowiadań męsko-męskich należących do fandomu. Z kanonem bywa różnie... Wspaniale wykreowany, nie chcę powtarzać opinii innych, ale zgadzam się z nimi, podświadomie takiego Draco poszukuję w wielu innych opowiadaniach. Cóż zrobić, trzeba się z tym pogodzić.

Matko, uwielbiam tą historię. Ich zbliżanie się do siebie, oswajanie ze sobą, z uczuciem...
Nigdy wcześniej nie czytałam żadnego Drarry, które by tak bardzo trzymało mnie w napięciu. :serce:

Na pewno wrócę kolejny raz do opowiadania. Może nawet teraz. ;)

"Światło pod wodą" jest obecnie moim numerem jeden wśród Drarry. :cry:

EDIT:
Po ponownym przeczytaniu zauważyłam, że nie napisałam czegoś dla mnie istotnego. Intryga Dumbledore'a była okropna, brak słów. Ale przyznam, że motyw ten nadał ff świeżości. Uwielbiam Pansy w tym wydaniu, bez niej byłoby mniej ciekawie. Jej sympatia do Rona na zakończenie, hahaha. Szkoda, że Ron nie był tak domyślny co do relacji między Harrym i Draco. Cieszę się, że Hermiona nie wtrącała się zbytnio w te relacje.

Ogólnie pomysł na ff świetny. Wiele powiązanych ze sobą ciekawych wątków daje wspaniałe opowiadanie, w którym wątek Drarry jest tak samo ważny jak cała fabuła.
Ostatnio edytowano 20 cze 2013, o 10:51 przez Barba, łącznie edytowano 1 raz
Barba Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 6
Dołączył(a): 5 cze 2013, o 10:32

Postprzez xnataliaa » 13 cze 2013, o 19:47

Czytałam Światełko kilka razy. Nie wiem, czemu nigdy nie skomentowałam, ale jestem właśnie po kolejnym pochłonięciu tego tekstu i w końcu muszę coś skrobnąć.
Zaczęła się od niego moja przygoda z drarry, jak pewnie wielu tu obecnych. Byłam zachwycona za pierwszym razem, byłam za drugim i pewnie będę tak samo zakochana za milion razy.
Bohaterowie miodzio. Draco jest wspaniały. To jego przewodzenie Ślizgonami, pewność siebie... Wszystkie jego cechy, jego kreacja jest bezbłędna. Jestem w nim zakochana po uszy i, nie ukrywam, to jest dla mnie idealny Draco. Rozklejały mnie te sceny, w których ktoś zauważał słabość i zmęczenie Malfoya. A jak Hermiona w czasie bitwy zauważyła, że Draco przecież jest tylko chłopcem, a Goyle większym, byłam bliska płaczu. Albo i poleciała łezka. Jakoś mnie to kurcze bierze.
Harry również mi się podobał. Hermiona i Ron byli wręcz kanoniczni! A szczególnie ukochałam sobie chyba Pansy, naprawdę uwielbiam ją w tym ficku. W dodatku moment, w którym Ron podtrzymuje Ślizgonkę jest śliczny.
Ale to, co jest dla mnie najpiękniejsze, to oczywiście poznawanie Harry'ego i Draco nawzajem. Żadnej gwałtowności, jedynie wypracowane uczucie. Te wszystkie wzloty i upadki, czyniące "Światło pod wodą" bardziej realistycznymi, bo przecież w życiu również nie jest idealnie.
Nic odkrywczego nie napisałam, ale może chociaż troszkę wyraziłam swoją miłość do tego tekstu. Będę do niego jeszcze powracać na pewno niezliczoną ilość razy i za każdym razem będzie dla mnie tak słodki, jak marmolada z cukrem dla Draco.
- Dobra, dobra - Geralt miał twarz kamienną. - Żarty na bok, jak powiedział król Dezmod, gdy wśród uczty goście nagle zaczęli sinieć i umierać.
xnataliaa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 12
Dołączył(a): 27 lip 2011, o 10:18
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez rehab » 19 cze 2013, o 19:50

TOTALNY KLASYK <3
drugie w kolejności, jeśli chodzi o moje ulubione opowiadania Drarry . najbardziej chyba w tym opowiadaniu zaskoczyła mnie postać starego Albusa, który stanął po stronie Voldzia..cóż, to było baardzo dziwne xD
postać Harry'ego była świetnie wykreowana..i wgl. wszystkie było idealnie, soł nawet już sama nie wiem co mam napisać..
więc po prostu:
– Draco – zaczął. – Ja...
– Zamknij się – zbeształ go Draco, a na widok zmarszczonych brwi Harry`ego, roześmiał się i pocałował go znowu, zatrzymując zęby na jego wardze, jakby nie chciał nigdy przestać. Roześmiany, bez tchu, więżąc Harry`ego w pocałunku, popatrzył na niego, a światło zagrało w jego włosach, wydobywając z nich złoty blask.
– Nie teraz, Harry – wymruczał. – Najpierw chcę się nauczyć słów.

<3
rehab Offline


 
Posty: 4
Dołączył(a): 19 cze 2013, o 19:16

Postprzez Leanne-Shafiq » 23 cze 2013, o 20:00

Światełko było pierwszym drarry jakie przeczytałam. Do tego paringu podchodziłam dość sceptycznie, choć przyjaciółka strasznie zachwalała. Z moim małym problemem wyłączania fików kiedy tylko myślę, że ktoś zachowuje się głupio, przeczytanie go zajęło mi około dwóch tygodni. :whistle: Nie komentowałam wcześniej, ponieważ myślałam, że jeden komentarz nie robi różnicy. Teraz gdy sama zaczęłam pisać zrozumiałam, że obiektywna opinia innych dodaje kopa przy pisaniu i postanowiłam nadrobić niedodane komentarze.
Światełko jest i raczej pozostanie moim ulubionym opowiadaniem. Nie wyobrażam sobie żeby ktoś go nie znał. Uwielbiam tu ślizgonów, choć Blaise strasznie mi działa na nerwy. Pansy jest cudowną przyjaciółką, bo choć nie lubi Harry`ego postanawia iść z nim porozmawiać, żeby jakoś ulżyć Draco, a tu jest tego dobry przykład:
Zapomniała się na tyle, że obdarzyła go uśmiechem.
- A potem przestał o tobie mówić. Próbowaliśmy go sprowokować, bo to nie było normalne. Jesteśmy Ślizgonami, lubimy obgadywać kogoś za plecami. Ale on nie chciał. Nie przeszkadzało mu to, ale nie chciał nawet wypowiadać twojego imienia. Nadal jednak, kiedy kto inny o tobie wspomina, on... lekko się uśmiecha.
- O czym ty mówisz, Pansy? – zapytał Harry bardzo cicho, żeby nie zakłócić tej wizji.
- Mówię, że zachowuje się tak, jakbyś się dla niego liczył – wyjaśniła. – Więc mu na tobie zależy, więc...
Przerwała sfrustrowana i uczyniła niewyraźny gest. Wyglądała tak, jakby miała ochotę przywalić pięścią w ścianę.
- Nie lubię cię, Potter – poinformowała go chłodno.
Harry przewrócił oczami.
- Ja też cię nie lubię. I co z tego?
- Hasło do kwater brzmi “królewska kobra” – wyrzuciła z siebie. – Odczekaj kilka godzin. I tym razem nie spieprz tego!
Spojrzała w jego oszołomioną twarz i odeszła.

Podobały mi się też jej prośby o parę słodyczy, których okazało się potem multum.
Cofając się, niemal wpadł na Pansy. Zatrzymał się w ostatniej chwili.
Stała przed nim, uśmiechając się zalotnie. Harry zaczął się poważnie bać.
- Cześć Harry – odezwała się kokieteryjnie.
Harry odsunął się trochę, tak na wszelki wypadek.
Przewróciła oczami.
- Och, nie martw się, Potter – stwierdziła znudzonym tonem. – Naprawdę, nie wszyscy umierają z pragnienia, żeby dobrać się do twoich bohaterskich majtek. Nie lecę na okularników. Po prostu... Można by powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
- Ja nazwałbym cię śmiertelnym wrogiem, choćby dlatego, że należysz to takiego a nie innego domu – wtrącił Ron.
Rzuciła mu piorunujące spojrzenie i znowu popatrzyła na Harry’ego ujmująco.
- No dobra, jesteśmy przyjaciółmi – skinął Harry niechętnie.
- Raczej znajomymi, którzy się tolerują – sprostowała Pansy – ale miałam nadzieję, że to powiesz. Bo chciałbym cię prosić o przysługę.
- Zapomnij! – skwitował Ron. – Nie możesz wrabiać Harry’ego w ...
- Czego chcesz, Pansy? – przerwał mu Harry.
Ron popatrzył na niego smutno, tak, jakby Harry sprawił mu wielki zawód
Pansy natomiast uśmiechnęła się i zatrzepotała rzęsami.
- Będę cię za to kochać do końca życia – obiecała dwuznacznie.
- Fajnie – stwierdził Harry. – To czego chcesz?
- Trochę czekolady – odparła szybko. – Słuchaj, Lupin przyłapał mnie z butelką tequili, którą sobie kunsztownie pożyczyłam i z niezrozumiałego powodu posądził mnie także o nielegalną zmianę miejsca drugiej, a Draco powiedział, że ma już za dużo rzeczy na liście i próbowałam wytłumaczyć pani Pomfrey, że to rzecz nieodzowna ze względów medycznych, ale w ogóle nie chciała słuchać!
Harry zrobił współczującą minę.
- Przykro mi, Pansy. Nie dam rady, mam już za długą listę.
Pansy jęknęła żałośnie, a kilka osób odwróciło się, żeby zobaczyć kto wraził jej sztylet w serce. Przypadła do Harry’ego i spojrzała na niego tragicznie.
Harry zrozumiał nagle dlaczego tak wielu Ślizgonów stawało się melodramatycznymi czarnymi charakterami – po prostu dom Slytherina był kuźnią talentów aktorskich.
- Harry! Myślałam, że lubisz ratować ludzi, którzy znajdują się w skrajnie śmiertelnej sytuacji i są o krok od śmierci!
- Akhem – chrząknął Ron.
- Spójrz w swe serce, a na pewno odnajdziesz w nim siłę, aby ocalić niewinną białogłowę... Słuchaj Weasley, mucha ci wpadła do gardła czy co? – zirytowała się Pansy, wypadając z roli.
Ron przestał znacząco pokasływać.
- Ja tylko zwracam uwagę – stwierdził wyniośle – że ja, podobnie jak niektórzy biorący udział w tej konwersacji i w przeciwieństwie do innych obecnych tutaj, też idę do Hogsmeade.
Pansy obdarzyła go promiennym uśmiechem.
- Ach tak... – powiedziała. – No, Weasley, jeśli zrobisz do dla mnie, to... postaram się... lubić cię... powiedzmy, przez tydzień.
Ron zamrugał.
- Proszę? To nie fair...
Teraz Pansy zamrugała.
- Dam ci kasę...
- Nie! – oburzył się Ron. – Mówię, że Harry’emu proponowałaś więcej niż mnie. Typowe, tak właśnie wygląda całe moje życie. Wielkie dzięki, proponuję pomoc, a ty mnie obrażasz...
- Chyba po raz pierwszy w życiu nie starałam się...
- Proponując mi pieniądze...
- Ty zakompleksiony kmiotku...
Harry przenosił wzrok z jednego na drugie, czując się jak widz meczu tenisowego, na którym zawodnicy z szaloną szybkością odbijają piłeczkę.
Pansy zamilkła i podparła się pod boki.
- Ach... Już wiem, o co ci chodzi.
Ron wydawał się udobruchany.
- No, to dobrze. Równe traktowanie jest...
- Jestem gotowa się z tobą przespać – oświadczyła Pansy i skrzywiła się wyraźnie. – No, prawie gotowa.
Harry podskoczył, a Ron wyglądał, jakby zamarzył nagle o umiejętności latania bez miotły. Przerażony zacisnął palce na ramieniu przyjaciela, szukał u niego ochrony i jednocześnie rozejrzał się trwożnie, czy przypadkiem Hermiony nie ma gdzieś w pobliżu.
- Wy, Ślizgoni, jesteście obrzydliwi – syknął, gdy upewnił się, że jego dziewczyna nie skoczy nagle na niego, żeby się okrutnie zemścić. Był bordowy aż po korzonki włosów. Pansy uśmiechała się ironicznie.
- Myślę, że to była bardzo wspaniałomyślna propozycja – zauważyła i westchnęła dramatycznie. – No dobra Weasley, w takim razie, jeśli kupisz mi czekoladę, może będę w stanie cię pokochać... za kilka lat.
- Za kilka lat? – powtórzył Ron.
- Wiesz, muszę nad tym popracować – wzruszyła ramionami.
- Za kilka lat – oświadczył Ron – to mam nadzieję spokojnie żyć w świecie oczyszczonym ze Ślizgonów, a takie, przykro mi to mówić, nierządnice jak ty, będą mieszkać za oceanem.
- Tak, tak, dobrze – prychnęła Pansy. – Więc jeśli kupisz mi czekoladę, to będę cię bardzo kochała zza oceanu. Proszę, Weasley, proooszę!
Jej głos zaczął niepokojąco drżeć.
- No, dobrze – wymamrotał Ron, a Pansy wyjęła zza gorsu rolkę pergaminu i wcisnęła mu ją do ręki.

Ale moje srece zawojowała wtedy kiedy zamiast lecieć do Malfoya wybrała dobrą stronę i podeszła do Rona.
Draco Malfoy stał obok Voldemorta i Lestrange`ów. Jego ojciec – Jego ojciec? – był chyba jednym z tych, których eksplozja zbiła z nóg. Wyglądało na to, że syn najwyraźniej obrał jego stronę.
Gdy większość dzieliła się na dwie opozycyjne grupy, zapanowało zamieszanie. Uczniowie z domu Slytherina najwyraźniej doszli do tego samego co ona wniosku, jeśli chodzi o Draco. Leżąc wśród odłamków, poruszali się niespokojnie.
Niektórzy z nich szukali jakiś wskazówek na twarzy Draco, ale ten stał nieruchomo, wpatrując się w ojca. Część Ślizgonów rozpoznała w zakapturzonych czarodziejach członków swoich rodzin.
Moment wahania nie trwał długo, ale w takiej chwili czas płynął wolniej, a każda sekunda miała wielkie znaczenie.
Z podłogi podniosła się jakaś dziewczyna. Ginny rozpoznała jej czarne włosy i twardy wyraz twarzy – Pansy Parkinson.
– Mam to gdzieś – oznajmiła, a Ginny ze zdumieniem zdała sobie sprawę, że to właśnie jej uparty głos słyszała podczas uwięzienia. Pansy spojrzała na Malfoya, na jednego ze śmierciożerców i mówiła dalej. Ginny nie sądziła, że kiedyś usłyszy jak głos dziewczyny się łamie. – Nie chcę...
Umilkła z miną, jakby ostatkiem sił powstrzymywała płacz, ale zaczęła iść, oddalając się od grupki Ślizgonów i przeszła na stronę komnaty, gdzie skupili się Gryfoni, Krukoni i Puchoni.
Potknęła się, podchodząc do nich, ale Ron wysunął się naprzód i nie pozwolił jej upaść. Starszy brat Ginny podtrzymywał Ślizgonkę, dopóki ta nie odzyskała równowagi i nie stanęła pewnie, naprzeciw śmierciożerców.
Reszta Ślizgonów podążyła za nią.
Ci którzy zwlekali, zawahali się ponownie, gdy Draco podniósł wzrok i popatrzył na nich. Ginny ujrzała błysk dumy w jego oczach, gdy dostrzegł gdzie stoi Pansy i zdała sobie sprawę, jak bardzo się omyliła w ocenie sytuacji.

Draco też tu bardzo polubiłam z jego obsesją na punkcie włosów, słodyczy i kawy, szczególnie kawy.Nigdy nie zapomnę tego fragmentu:
W kafejce Draco przez cały czas trzymał swój zakup na kolanach.
Harry wiedział, że tak będzie – przewidział to w momencie, kiedy Ślizgon, jak gdyby wiedziony jakimś tajemniczym podszeptem, zatrzymał się przy jednej z półek sklepowych.
- Co to jest? – zapytał.
- Ekspres do kawy – odparł Harry, pełen złych przeczuć.
- Ekspesdokawy – powtórzył Draco z namysłem. – A co on robi?
- Ostrzegam cię, Draco, jeśli wpadniesz w histerię i zrobisz scenę, zostawię cię tu i wyjdę – zagroził Harry i wyjaśnił do czego służy urządzenie.
- Harry, przecież ty nawet nie lubisz kawy! – zdumiał się Ron, gdy usiedli przy stoliku.
- Zabraniam ci tak szkalować Harry`ego – zakomunikował mu Draco, czule gładząc pudełko. W jego oczach pojawiły się straszliwe, złe błyski.
Harry poruszył się niespokojnie.
- Lubię kawę, naprawdę.
- No, ale jeśli to twoja maszynka – drążył Ron – i ma być w twoim mieszkaniu, dlaczego to Malfoy ją trzyma i... tak dotyka?
Harry nie dziwił się stropionej minie Rona, bo Draco właśnie gruchał coś miłośnie do pudełka.
- Pilnuję go dla Harry`ego. Przy mnie jest bezpieczny. Cały i zdrowy, i pełen słodkich, słodkich niezgłębionych kofeinowych tajemnic.

Przy tym lojalność ślizgonów jest wspaniała, przewyższa nawet tą puchońską. Mogę ich zachwalać razem i każde z osobna, oprócz Blaise, który strasznie działał mi na nerwy.Zaś gryfoni nie spodobali mi się aż tak bardzo jak ich poprzednicy, a szczególnie Harry. Wolę go kiedy nie zachowuje się jak rodowity gryfogłupek (chyba tak się to pisze? ;) ), a bardziej ślizgońsko. Za to bardzo spodobał się mi Ron i Hermonia z tym jej sposobem myślenia:
Dłoń Hermiony mimowolnie powędrowała do ust, aby stłumić krzyk. Zacisnęła zęby na ręce, patrząc na białą, ściągniętą twarz Draco. Wygląda tak młodo, pomyślała niedorzecznie. Uważała, że jest zły, podły, podstępny, a przecież teraz był tylko dzieckiem, ogłuszonym świadomością, jak bardzo świat może go skrzywdzić. A Gregory Goyle, który leżał tuż obok, był tylko dużym chłopcem.

Spodobało mi się też to, że chociaż Draco i Hermiona się nienawidzą nie dadzą się nawzajem zabić:
Potem wstał i ruszył w stronę Hermiony z uniesioną różdżką. Dziewczyna zamarła, gdy krzyknął:
– Incendio!
Gdy ochłonęła, odwróciła się. Za nią Bellatriks Lestrange zwijała się w płomieniach. Hermiona spojrzała na Draco.
– Uważaj, głupia suko! – warknął. Miał rozciętą w dwóch miejscach wargę, posiniaczoną twarz i bordowe ślady na szyi w miejscu, gdzie ojciec chwycił go, chcąc udusić.
Tym razem to Hermiona poderwała różdżkę i cisnęła w Rudolfusa Lestrange`a drętwotą. Uśmiechnęła się lekko.
– Uważaj, głupi sukinsynu.

Syriusz jak zawsze wywoływał uśmiech na moich ustach kiedy tylko się pojawiał. Tu po prostu muszę przytoczyć ten fragment:
- Czy mówiłem już coś w rodzaju „Dzięki Merlinowi, że nic ci jest?” – zapytał Syriusz, pokrywając zakłopotanie szorstkim tonem.
- Nie, ale stwierdziłem, że mniej więcej to masz na myśli mówiąc „Masz, Harry, przynajmniej ty weź nóż”

Prawie zapomniałam o jednym z ważniejszych wątków, czyli o samym szpiegu. Podejrzewałam wszystkich tylko nie Albusa Dumbledora, a on okazał się tak zwanym Peterem Pettigrew. Był po za podejrzeniami każdej osoby. Najlepiej wyjaśniła to autorka w tekscie:
– Ale... jak?
– To proste, Harry.
Faktycznie, to jedyne wyjaśnienie. Nieważne jak dokładnie Harry studiował mapę w poszukiwaniu szpiega, nigdy nie przyszło mu do głowy zastanowić się nad obecnością Dumbledore`a, gdziekolwiek ten się znajdował. Żadnego ucznia nie zaalarmował widok dyrektora, żaden nie podniósł alarmu, gdy Dumbledore wyciągał różdżkę.
W odrętwieniu obracał w myślach szczątki informacji. Lupin mówił, że konsultował się z członkami grona pedagogicznego. Każdy powiedziałby Dumbledore’owi wszystko, co ten chciałby wiedzieć.
Nikomu nie postało nawet w myślach, żeby wpisać nazwisko dyrektora na listę podejrzanych.
Tylko jedna osoba czegoś się domyśliła, tylko jedna... Dlaczego tego nie zauważył? McGonagall nie pobiegła do dyrektora, by podzielić się z nim swoim odkryciem. Poprosiła Harry`ego, żeby sprowadził Lupina i mówiła coś o książce, którą w śnie Harry`ego wybrała Hermiona...
Stara księga, teraz Harry sobie przypominał, że czytali ją w pierwszej klasie. Książka o Nicolasie Flamelu... i jego przyjacielu, Albusie Dumbledore.

Powtarzając to co pisałam na początku Światełko jest po prostu podstawą (przynajmniej według mnie :D ).
Po za tym bije pokłony :poklon: tłumaczce i becie.
P.S.
Przepraszam za ewentualne błędy lub bezsens mojego wywodu. 8-)
Leanne-Shafiq Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 9
Dołączył(a): 22 cze 2013, o 15:36

Postprzez Babi » 25 cze 2013, o 15:30

To ff przeczytałam jakoś w styczniu, ale dopiero teraz założyłam konto na forum. Postanowiłam skomentować Światełko, ponieważ było pierwszym drarry, jakie przeczytałam. Połknęłam je chyba w dwa dni - czytałam w domu, w drodze na siłownię, w poczekalni u dentysty. Pochłonęło mnie całkowicie. To było chyba pierwsze dzieło, które wywołało u mnie takie emocje, śmiałam się nie raz, ale też zdarzało mi się zapłakać. Nigdy wcześniej nie przeżywałam tak żadnej książki ani opowiadania. Światełko jest jednym z moich ulubionych fików, mam do niego bardzo duży sentyment, gdybym go nie przeczytała, to pewnie nie wciągnęłabym się w fandom.
Maya jest niesamowita, wykreowała wspaniałe postaci. Chyba już zawsze będę szukać tego światełkowego Draco, pijącego kawę w litrach i przesadnie dbającego o włosy, ale też lojalnego przyjaciela z ciętym dowcipem. Polubiłam także Pansy, mimo że w książkach niesamowicie działała mi na nerwy. To było urocze, gdy poprosiła Rona o wielkie zakupy. Syriusz był boski, zawsze gdy się pojawiał, wywoływał mój uśmiech. Ron nie okazał się nietolerancyjnym dupkiem, jak to często jest przedstawiany, ani głupkiem, który bez przerwy je. Hermiona była taka, jaka powinna być - dobra przyjaciółka, która może i nie lubi Malfoya, ale nie wtrąca się za bardzo w relacje Harry'ego i Draco. Polubiłam też Lupina, zachował się świetnie, gdy nakrył chłopaków. Harry bardzo mi się podobał, nie był idealnym Złotym Chłopcem ani półgłówkiem, tylko bohaterem z krwi i kości. Coś wspaniałego po prostu.
Opowiadanie ma niesamowity klimat, nawet lepszy niż u Rowling. Autorka ma świetne poczucie humoru. Zaimponowała mi także dbałość o szczegóły, czytając w ogóle nie czułam że coś zostało pominięte, wszystko było jasne.
Nie potrafię się zdobyć na żadną krytykę. Nie dlatego, że Światełko jest dla mnie klasykiem i tak nie można, tylko dlatego, że jak dla mnie nie ma niczego do skrytykowania.
Babi Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 36
Dołączył(a): 21 cze 2013, o 20:35

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 6 gości