[M] Casting

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez silvan » 4 gru 2010, o 23:28

Bardzo stary tekst, o którego popełnieniu dawno już zapomniałam. Pochodzi z równie starego, wygranego pojedynku na Mirriel z moją sis Elleen, której był dedykowany. Dla ciekawskich warunki dostępne tutaj. Pojawia się tu dzięki akcji osławionych :mackigreen: - Z siatką na motyle, bo podobno tekst figuruje na ich liście. A zatem to wydanie tego tekstu, Aev w Twoje Macki:*
Betowała Juana
.


Mackom i wszystkim, którzy chcieli ten tekst zobaczyć u nas.


CASTING

W rolach głównych:


Fred & George Weasley: Ofiary własnego wdzięku. Bohaterowie niezastąpieni.
Autorka: Opętana manią napisania czegoś niekanonicznego. Ważna Żona. Pani w różowym.
oraz
Kandydaci: Lista chroniona przez Ministerstwo Magii. Dział Twórczości Fanfiction.

AKT I

Scena 1


Magiczne Dowcipy Weasleyów. Fred przechadza się po sklepie co jakiś czas wyglądając przez wystawowe okno na Pokątną. George przyrządza na zapleczu eliksir o dziwnym zapachu.

Fred
(konspiracyjnym szeptem)
George…

George

(milczy, zawzięcie mieszając swoją miksturę)

Fred

(lekko zniecierpliwiony)
George!

George

(nie odrywając wzroku od kociołka)
Tak, braciszku?

Fred

(grobowym głosem)
To ona.

George

(bez ciekawości)
Jaka ona?

Fred

(zniecierpliwiony)
Autorka.

George
(zdziwiony)
Joasia? A zarzekała się, że na siódemce skończy!

Fred
(zirytowany)
Nie Joaśka. Kaśka.

George
(upuszczając z brzękiem mieszadło)
Nie mówisz serio.

Fred
(ponuro)
Nie zwykłem żartować w tych sprawach.

George
Idzie tu?

Fred
(jeszcze bardziej ponuro)
A jak myślisz?

George
(z nadzieją)
Nie?

Scena 2


Chwilę później. Nadal Magiczne Dowcipy Weasleyów. Fred stoi za ladą z olśniewającym uśmiechem na twarzy, George wciąż siedzi przy kociołku. Do sklepu wchodzi blondynka w różowym kostiumie.)

Autorka
(słodkim głosem)
Dzień dobry, chłopcy.

George
(na stronie do Freda)

Zajmij ją czymś, a ja postaram się coś wymyślić.

Fred

(mruczy pod nosem)
Łatwo powiedzieć!

(przymilnie do Autorki)
Witamy. Miło znów panią widzieć w Magicznych Dowcipach Weasleyów.

George
(krztusi się)

Fred
Jakiego rodzaju asortyment panią interesuje?

Autorka
(patrząc Fredowi głęboko w oczy)
Wy.

George
(do siebie)
Od razu z grubej rury. Uwielbiam kobietę.
(na stronie do Freda)
Przypomnij mi, dlaczego nie możemy się jej zwyczajnie pozbyć?

Fred

(sycząc do George’a)
Bo jest żoną dyrektora do spraw handlu magicznego?

George
(z nadzieją)
A Zaklęcie Czyrakobulwy? Ostatnio zadziałało...

Fred
(sceptycznie)
Fakt, jest blondynką, ale podejrzewam, że tym razem wzięła to pod uwagę.

Autorka
(podejrzliwie)
O czym szepczecie, chłopcy?

Fred

(usiłując grać na zwłokę)

Zastanawialiśmy się właśnie…

George

…czy przyjmie pani naszą propozycję.

Fred
(nieco zdezorientowany)
Tak, właśnie.

Autorka
(ucieszona)
To cudownie!
A jakaż to propozycja?

Fred
(patrzy wyczekująco na brata)

George
(nie zmieszany)
Postanowiliśmy zorganizować dla pani casting.

Autorka
(zdziwiona)
Casting?

George

(z zapałem)
I będziemy najlepszymi menadżerami, jakich pani kiedykolwiek miała.

Autorka
(z konsternacją)
Ale… Casting… To dobry pomysł?

George

Oczywiście! W końcu jest mój!

Autorka
Właściwie to… Nie rozumiem.

George
(indagując)
Chce pani napisać fan fiction?

Autorka
(rozjaśniając się)
Tak!

Fred
( z błyskiem zrozumienia w oku)
I potrzebuje pani niekanonicznie zachowującego się bohatera?

Autorka

( z entuzjazmem)
Tak!!!

George

(autorytatywnie)
My więc znajdziemy pani niekanonicznie zachowującego się bohatera.

Fred

(wychodząc zza lady i konfidencjonalnie obejmując ramieniem Autorkę)
Organizując pani casting.

Autorka
(rumieniąc się)
Och!

George
(podnosząc się zza kociołka i przechylając się przez ladę)
A nikt nie ma tylu nietypowych znajomości co my.

Fred

(szepcząc Autorce do ucha)
Słowem, nikt nie zrobi tego lepiej od nas.

Autorka
(usiłując uspokoić oddech)
Jesteście cudowni!

Fred i George
(z niezachwianą pewnością)
Wiemy.
AKT II


Kilka godzin później. Uprzątnięte zaplecze Magicznych Dowcipów Weasleyów. W jednym kącie stoi fotel z podejrzanie wyglądającymi, wypalonymi dziurami, w którym siedzi Autorka. Fred i George opierają się o stół w drugim kącie pomieszczenia, trzymając w rękach jakieś notatki. Na środku stoi drewniany taboret.
Scena 1


Fred
(oficjalnie)
Prosimy kandydata numer jeden!

George
(zachęcająco)
Neville, wyjdź zza tej kotary!

Neville
(wychylając się zza zasłonki)
Dzień dobry.

Autorka

(sceptycznie)
On?

Fred
(uspokajająco)
Kobieto! Daj mu szansę! Jego potencjał jest…
(urywa)

George

(dopowiada po chwili milczenia)
… niezgłębiony.
(do Neville’a, wskazując krzesełko)
Neville, usiądź.

Neville
(niepewnie podchodzi na środek i siada na taborecie)

Fred
(zerkając do notatek)
Powiedz nam, dlaczego chciałbyś, by to właśnie o tobie napisano coś niekanonicznego?

Neville
(nieśmiało)
Chciałbym?

Fred
Oczywiście.

George
Każdy by chciał.

Fred

(półgębkiem)
Nie posuwaj się za daleko!

Autorka
(nieco zgorszona)
Tylko bez scen erotycznych. To ma być kategoria PG!

George

(wznosi znacząco oczy ku sufitowi)

Fred

No, dalej Nev, pamiętasz, o czym gadaliśmy przed chwilą? O tym, jak Joaśka niesprawiedliwie cię potraktowała?

Neville
(bez przekonania)
Mhm.

George
(lekko zniecierpliwiony)
Więc?

Fred
(bardziej zniecierpliwiony)
Zrobiła z ciebie ofiarę losu. A ty przecież jesteś odważny.

Neville

(zbity z tropu)
Jestem?

Fred

(łopatologicznie)
Przecież jesteś Gryfonem!

Neville
(niepewnie)
No t-tak.

Autorka
(kategorycznie)
Nie zgadzam się!

George

(niewinnie)
Żeby był Gryfonem?

Autorka

(z uporem)
Nie ma mowy!

Fred

(z lekkim zawodem)
Neville, zawołasz kandydata numer dwa?

Neville

(z ulgą)
To już wszystko?

George
(z westchnieniem)
Na to wygląda.

Scena 2

(Zza kotary wyłania się zgrabna dziewczyna o czarnych włosach.)

Fred
(z uśmiechem)
Cześć, Cho.

George

(szturcha brata, szeptem dodaje)
Miało być profesjonalnie!

(głośno, uśmiechając się do Autorki)
Przed panią kandydatka numer dwa, Cho Chang.

Autorka
(robi niezadowoloną minę)

Cho
(dyga z wdziękiem i siada na krzesełku)
Dzień dobry.

Autorka

(krzywi się)

Fred
Przedstaw nam swój punkt widzenia, Cho.

Cho
(roszczeniowo)

Chcę być blondynką.

George

(kaszle, po czym zwraca się do brata)
Taką wersję ustaliliście?!

Fred

Niezupełnie.

Autorka

(z irytacją)
Nie lubię jej. Nie będę o niej pisać!

Cho
(z determinacją)

Chcę mieć blond włosy i wyjść za Harry’ego!

(głos nie wiadomo skąd)
To niemożliwe!

George

(zirytowany)
A to kto?

Fred
(z westchnieniem)
Marta.

George

(marszcząc brwi)
Marta?

Fred
Jęcząca Marta. Uparła się. Chce…

(ten sam głos)

Sama powiem!

Fred

(kłaniając się w stronę kotary)
Ależ proszę. Tylko się pokaż.

Jęcząca Marta

(wyłania się pomiędzy bliźniakami)

Fred i George
(odskakując z obrzydzeniem)
Aaa!

Autorka
(z oburzeniem)
Mam pisać o niej? Przecież ona nie żyje!

Jęcząca Marta

(na granicy płaczu)
Tylko nie tak obcesowo! Może pani być bardziej uprzejma!

Autorka

(radośnie)
Ha! Ale nie muszę!

Cho

(wyraźnie zdenerwowana brakiem poświęcania jej uwagi)
Dlaczego nie mogę wyjść za Harry’ego?

Jęcząca Marta
(przewracając oczami)
Bo on jest już zajęty!

Cho
(tupiąc nogą)
Nie zgadzam się!

Jęcząca Marta
(płaczliwie)
Chcę być ładna! Tak ładna, jak zawsze byłam mądra.

Cho
(wydaje dźwięki łudząco podobne do tłumionego chichotu)

Jęcząca Marta
(spoglądając na Cho z oburzeniem)
I z czego się śmiejesz? Też byłam Krukonką, czy ci się to podoba, czy nie!

Cho
(autentycznie wstrząśnięta)
Niemożliwe!

Autorka
( przerywa zirytowana, zanim Marta zdąży coś powiedzieć)
Czy możemy podziękować kandydatce numer dwa?

George

(z zakłopotaniem)
Cho, przykro nam…

Cho
(wstając i z furią zbliżając się do fotela)
Tak?! To jeszcze zobaczymy! Będę sławna! I pani będzie żałować, bardzo żałować, że to nie pani o mnie napisała! O!
(opuszcza zaplecze, łopocząc połami szaty)

George
(patrząc znacząco na brata)
Ekhm…

Fred
(obronnie)
No co? To był twój pomysł!

Autorka
(do Marty)
Może innym razem, co?

Jęcząca Marta

(wybucha płaczem)

Fred
(podaje jej chusteczkę)

Jęcząca Marta
(patrząc na Freda ze złością)
Jestem duchem! Nie potrzebuję chusteczek! Buuu... Nikt nigdy nie liczy się z moimi uczuciami! Wszyscy wciąż mnie ranią!
(znika)

Fred, George, Autorka
(oddychają z ulgą)


Scena 3


Fred
(przegląda notatki)

George
Kto następny?

Fred
(zirytowany)
Nie wiem, strasznie nabazgrałeś!

George
(z oburzeniem)
Przecież to ty pisałeś!

Autorka
(z chytrą miną)
Macie kogoś jeszcze, czy mogę zabrać się do pisania o was?

Fred
(gorliwie)
Mamy, mamy!

(głośno)
Kandydaci numer cztery i pięć!

Autorka
(wzdycha rozczarowana)

George
(szeptem do brata)
Dlaczego ona się na nas tak uparła?!

Fred
(drapiąc się po brodzie)
Bo ja wiem?

(po chwili)
Może dlatego, że jesteśmy nieziemsko przystojni?

George
(podchwytując)
I dowcipni!

Fred
(rozkręcając się)
I błyskotliwi!

George
(z rozmarzeniem)
Jedyni w swoim rodzaju…

Fred
(kwaśno)
Tak, tak… Tylko to wcale nie pomaga!

George
(rzeczowo)
Zawsze trzeba znaleźć jakieś plusy w patowej sytuacji. Przynajmniej wiemy, że jesteśmy niezastąpieni.

(w pomieszczeniu zaczyna się robić głośno, dwóch chłopców bije się przy przewróconym taborecie)

Autorka
(przekrzykując hałas)
Co oni tu robią?!

Fred
(z zaciekawieniem)
Wydaje mi się, że się biją.

Autorka
Ale kim oni są?

George
(niemal krzycząc)
Kandydaci numer cztery i pięć!

(bójka robi się coraz bardziej zaciekła)

Fred
(uśmiechając się do notatek z przebłyskiem zrozumienia)
Gregory Goyle i Vincent Crabbe!

Autorka
(z niedowierzaniem)
Chyba nie mówicie poważnie?!

Fred
(urażonym głosem)
My zawsze jesteśmy śmiertelnie poważni!

Vincent
(dusząc Gregory’ego)
Jestem starszy! To ja powinienem usiąść na krześle!

George
(usiłując ignorować Ślizgonów)
Mogłabyś wykorzystać ich potencjał.

Fred
(podniesionym głosem)
Przedstawić prawdziwe oblicze ich głębokiego intelektu…

Gregory
(wyrywając się z uścisku Vincenta i zrzucając go z siebie z furią)
Ale ja jestem mądrzejszy! I dlatego krzesło należy się mnie!

Fred
Pokazać ich niebanalną psychikę…

George
(z niezachwianą powagą)
Niepowtarzalne charaktery…

Vincent
(rycząc jak bawół)
Mądrzejszy?! A kto, głąbie, wpadł na to, żeby tu przyjść?

Gregory
(czerwieniejąc ze złości)
A kto podsłuchał, jak ktoś o tym mówił?!

Vincent
Do tego nie trzeba być mądrym!

Fred i George
(chórem)
DOŚĆ!!!

(Na zapleczu zalega cisza, Vincent i Gregory spoglądają na bliźniaków mrugając powiekami. Autorka obserwuje scenę z żywym zainteresowaniem.)

Fred
(dobitnie)
Zaszła tu pewna pomyłka

Vincent
(mrugając jeszcze bardziej zawzięcie)
Jak to: pomyłka?

George
(do brata)
Właśnie, jak to: pomyłka?

Fred
(wyjaśniająco)
Potrzebujemy jednak kogoś innego.

George
(szeptem przepełnionym zgrozą)
Fred, nie mamy nikogo innego!

Autorka
(z coraz bardziej zadowoloną miną zaczyna szukać pióra w torebce)

Vincent
(awanturniczo)
Ale my chcemy mieć wreszcie jakieś główne role! Chociaż w fan fiction!

George
(nadal szeptem)
Są naszą ostatnią szansą! Nie możemy ich wyrzucić.

Fred
(stanowczo)
Musimy. To absolutna porażka.

George
To nie nasz problem. Chcesz ich zastąpić?

Fred
Nie. Coś wymyślimy.

George
Co?

Fred
Nie wiem. Ale musimy się ich pozbyć. Robią taki jazgot, że nawet ja nie mogę myśleć.

George
(chytrze)
Co powiecie chłopcy na nagrody pocieszenia?

Vincent i Gregory
(spoglądając na niego z zaciekawieniem)

Fred
(podchwytując)
Po dużej paczce słodyczy?

Vincent i Gregory
(robią łakome miny)

George
(kusząco)
Toffi i inne cukierki.

Fred
(przywołując dwie identyczne paczki łakoci)
Smacznego!
(wręcza Ślizgonom słodycze)

Vincent i Gregory
(wychodzą, bijąc się o większą)


AKT III


Chwilę później. Nadal Magiczne Dowcipy Weasleyów. Autorka wciąż siedzi w fotelu, teraz jednak wyraźnie zadowolona. Fred i George zrezygnowani opierają się o stół .

Scena 1


Autorka
(entuzjastycznie)
Uroczo spędziłam czas, chłopcy. Jesteście naprawdę czarujący, że zatroszczyliście się o rozrywkę dla mnie, jednak teraz…

George
(przerażony do brata)
Wymyśliłeś coś?

Fred
(z namysłem)
Wiesz, ona potrzebuje tylko jednego bohatera…

George
(robiąc minę pełną uznania)
Postanowiłeś się poświęcić! Jakie to miłe z twojej strony, braciszku!

Fred
(krzywiąc się)
Miałem raczej na myśli ciebie…

Autorka
(zaczyna coś notować)

George
(zaniepokojony)
Co ona robi?

Fred
(z niesmakiem)
Chyba nie chcę wiedzieć.

George
(ledwo słyszalnie patrząc wymownie na kotarę)
A może by tak…

(Bliźniacy na palcach skradają się w stronę wyjścia. Kiedy już prawie udaje im się wymknąć niepostrzeżenie, w pomieszczeniu obok rozlega się głośny trzask i Autorka podnosi głowę znad notatek. Fred i George przeklinają pod nosem, tymczasem zza kotary wychyla się czarna czupryna Harry’ego)

Harry
(zdyszany)
Zdążyliśmy?!

Autorka
(spogląda na nieoczekiwanego kandydata z dużym zainteresowaniem)

Fred i George
(zaskoczeni)
Harry?!

Harry
(odwracając się za siebie)
Chodź, chyba zdążyliśmy.

Fred
(z niedowierzaniem)
Chyba nie chcesz wystąpić w niekanonicznej roli?

Harry
(wzruszając ramionami)
Przyzwyczaiłem się. I tak ciągle mi to robią. Umieszczają w Slytherinie, łączą ze Snapem… Ale tym razem nie o mnie chodzi.

George
(zdziwiony)
A o kogo?

Harry
(znów zerkając do drugiego pomieszczenia)
Co ty tam jeszcze robisz?!

(głos ze sklepu)
Poprawiam włosy!

Fred
(zaintrygowany)
Haaaarryyyy?

Harry
(uprzejmie)
Tak?

Fred
(z lekkim oszołomieniem)
Kogo ty właściwie ze sobą przyprowadziłeś?

Harry
(rumieniąc się delikatnie)
Zaraz zobaczycie.

(Na zaplecze arystokratycznym krokiem wchodzi Draco Malfoy. Autorka wciąga głośno powietrze i obrzuca go pełnym uznania spojrzeniem. Fred i George wyglądają jakby mieli kłopoty z oddychaniem.)

George
(teatralnie)
Słabo mi…

Fred
(błyskawicznie się opanowując)
Draco Malfoy, kandydat numer sześć.

Autorka
(nie mogąc oderwać oczu od Dracona)
To zaczyna być intrygujące!

George
(na stronie)
Jestem zazdrosny!

Autorka
(konfidencjonalnie)
A więc, co miałabym o tobie napisać, Draco?

Draco
(z wyniosłą miną)
W kanonie zostałem rażąco spłaszczony. Pominięty. Oszukany…

Harry
(szeptem)
Draco, rzeczowo.

Draco
(ignorując Harry’ego)
Chciałbym, aby ktoś wreszcie dostrzegł mój potencjał. Zauważył nieprzeciętną inteligencję, niepospolitą urodę…

Harry
(uśmiechając się z dezaprobatą)
On usiłuje powiedzieć, że chciałby, aby ktoś zauważył, że potrafi być miły, dobry i odważny.

Draco
(z obrzydzeniem)
Potter, zaraz zwymiotuję!

Harry

(niezrażony)
Chce walczyć po jasnej stronie i być moim przyjacielem.

Draco
(z ironią)
Główny cel mojego życia. Być blisko ciebie, Potter.

Harry
(uśmiechając się do Draco z czułością)
Wiem.

Draco
(posyła Harry’emu przeciągłe spojrzenie)

Fred
(histerycznie)
Nie wierzę.

George
(bez przekonania)
Ja jestem tolerancyjny.

Fred
Ale co na to Ginny?

Harry
(uspokajająco)
To był jej pomysł.

Fred i George

(zgorszeni)
Merlinie!

Autorka
(z podnieceniem)
I Morgano też! To wspaniały pomysł i wielki zaszczyt dla mnie…

Draco
(na stronie)
No, ja myślę!

Autorka
(spogląda znacząco na Harry’ego)
Ale to chyba wymaga napisania dwóch niekanonicznych ról?

Harry
(niepewnie)
Eee, mnie ma pani na myśli?

Draco

(pod nosem)
Jak zwykle błyskotliwy.

Harry
(z wyrzutem)
Draco, słyszałem!

Draco

(uśmiechając się ironicznie)
Chwała Salazarowi, chociaż słuch masz dobry.

Harry
(do Autorki)
Hermiona dokładnie przestudiowała wszystko, co napisała o mnie szanowna pani Joanne Kathleen Rowling i doszła do wniosku, że ona sama kończąc swoją serię, wykazała się grubą niekanonicznością, więc…

Draco
(z ironią)
Potter w ten prosty sposób chce powiedzieć, że uczynienie z niego mojego ognistego kochanka, nie wymaga zbytniego naginania kanonu.

(do siebie)

Swoją drogą, to oczywiste, że Potter od pierwszego dnia znajomości ma na moim punkcie obsesję. Każdy uważny czytelnik to zauważy!

Harry

(ze zniecierpliwieniem)
Dziękuję, Draco. Sam bym tego lepiej nie ujął.

Draco
(łaskawie)

Nie ma za co. W końcu nie od dziś wiem, że masz problemy z artykułowaniem myśli.

Harry
(szturcha Draco w bok, po czym z lekkim zawstydzeniem zwraca się do Autorki)
Może jeszcze dodam, że uważam takie poprowadzenie historii za jedyne słuszne zakończenie serii.

Draco

(udając zniecierpliwienie)
Oczywiście, Harry’emu Potterowi wydaje się, że zawsze musi mieć ostatnie słowo.

Harry

(znów patrząc czule na Ślizgona)
Wybacz, ale ktoś musi. To nie ja mam problemy z mówieniem o swoich uczuciach.

Draco

(lekceważąco)
Potter, prossssz…

Autorka

(radośnie)
Zgadzam się!

Fred

(niezdecydowanie)
George, czy to jest ta chwila, kiedy powinienem powiedzieć, że nam się udało?

George

(bezradnie)
Nie jestem pewien.

Autorka
(podchodzi do bliźniaków i zwraca się do nich pouczająco)
To jest ta chwila, kiedy powinniśmy zostawić ich samych.

George

(z obrzydzeniem)
Fuuuj!

Fred

(pomagając Autorce holować brata)
Ja jestem tolerancyjny.


Epilog


Po dobrej chwili. Zaplecze Magicznych Dowcipów Weasleyów. Harry i Draco wreszcie orientują się, że zostali sami.


Harry
(wychylając się za kotarę)
Eeej, ale mamy żyć długo i szczęśliwie!

Draco
(z dwuznacznym uśmiechem)
Nie musi być długo. Wystarczy intensywnie.

Harry

(niepewnie)
Myślisz, że słyszała?

Draco
(z lekceważeniem)
A czy to ważne?

Harry

(buntowniczo)
Dla mnie tak!

Draco
(uwodzicielsko)
Sami sobie z tym poradzimy!

Harry
(zdezorientowany)
Z czym?

Draco
(przyciągając go do siebie)
Ze szczęśliwym zakończeniem, idioto!

I w tym momencie kurtyna opada, ponieważ Autorka wyraźnie życzyła sobie kategorię PG, a to każe spuścić na dalsze wydarzenia zasłonę milczenia. Fred i George, tym razem jednak nieco wstrząśnięci i zmieszani, udali się na szklaneczkę Ognistej Whisky dla kurażu, sama Autorka zaś z zapałem wzięła się do pisania swojej niekanonicznej opowieści. W tym miejscu życzymy jej więc dużo świetlistego wena.

KONIEC
silvan Offline


 

Postprzez Aevenien » 5 gru 2010, o 01:42

Ach, jaka dedykacja! Macki są przeszczęśliwe :D
Uwielbiam ten tekst, a za ten cytat dałabym się pokroić:
Draco
(z ironią)
Potter w ten prosty sposób chce powiedzieć, że uczynienie z niego mojego ognistego kochanka, nie wymaga zbytniego naginania kanonu.

(do siebie)
Swoją drogą, to oczywiste, że Potter od pierwszego dnia znajomości ma na moim punkcie obsesję. Każdy uważny czytelnik to zauważy!

Dokładnie!

Piękny humor, piękny pomysł i świetne wykonanie. Szkoda tylko, że nie ma dalej, ale wszyscy wiemy, co się dalej działo, prawda? :wink:

I jeszcze to:
Harry
(wychylając się za kotarę)
Eeej, ale mamy żyć długo i szczęśliwie!

Draco
(z dwuznacznym uśmiechem)
Nie musi być długo. Wystarczy intensywnie.

Uwielbiam takiego Draco!

Dziękuję pięknie za wklejenie tego tekstu

Pozdrawiam serdecznie
Aev
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Yasna » 8 sie 2012, o 23:45

Rany boskie!!!!!!!!!!!!!!! Umarłam i obudziłam sie w... teatrze!!!! To było przecudowne. W sumie nie wiem nawet co powiedzieć, chyba musze najpierw ochłonąć, bo siedzę z rozdziawioną buzią i tępo wgapiam sie w ekran.
To było totalnie odjechane, świeże i ożywcze. Przedni żart i to opowiedziany perfekcyjnie. Ja naprawdę NIE CZYTAŁAM tego tekstu, on po prostu rozgrywał się przed moimi oczami :D Chyba nie jestem w stanie dodać nic więcej. Po prostu wstaję z miejsca i daję owacje na stojąco.
Omijam stogi siana, by mój słomiany zapał ich nie spopielił. Jakże wiele tracę.....
Yasna Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 39
Dołączył(a): 6 sie 2012, o 19:25
Lokalizacja: najciemniejszy mrok

Postprzez @si@ » 30 sty 2019, o 18:28

:shock: To jest piękne! Wspaniały dramat- widzę to na scenie :devil: :D
Pomimo słodkości scenki drarry mam wrażenie, że bliźniacy ukradli całe show...i nawet mi to nie przeszkadza. Już widziałam tą grozę w ich oczach "co ona o nas napisze?!" ;)
Inne postacie tylko dodały pikanterii: też nie lubię Cho, Vincent i Gregory biegający dookoła krzesła przezabawni, nieporadność Nevila rozczula.

Cudo. Doceniam bardzo pomysł i humor. Świetna robota.
@si@ Offline


 
Posty: 14
Dołączył(a): 24 wrz 2018, o 09:37


Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 2 gości