[NZ] Wewnątrz mnie

1 rozdział- 11.08.14

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Phoenix&Nagini » 4 sie 2014, o 22:59

Pairing: Drarry
Gatunek: romance, angst, drama
Rating: R
Kanon: do Księcia Półkrwi zachowany bez zmian
Beta: SzmaragDrac (prolog), dziękujemy!
Ostrzeżenia: slash, sceny erotyczne, śmierć

PROLOG


Silne ramię obejmuje mnie w pasie, przytrzymując w miejscu. Nie mogę się uwolnić, mimo że napieram z całych sił. Czuję bicie własnego serca w piersiach, przyspieszone i nieregularne, a gardło mam ściśnięte ze strachu. Oni nie mogą mówić poważnie... Nie mogą! Rozpaczliwie modlę się do wszystkich bogów, wszystkich, którzy mogli mnie usłyszeć, żeby to wszystko okazało się tylko snem, koszmarem.
Po chwili poddaję się i przestaję walczyć. Opadam bezradnie w tył, nagle bardzo słaby. Opieram się o pierś trzymającego mnie Severusa i spoglądam wprost w twarz stojącego przede mną Harry'ego. Jest blady, jego zielone oczy są zmęczone, lecz zdeterminowane, zupełnie jak wtedy, gdy stał naprzeciw Czarnego Pana, chwilę przed tą ostateczną walką.
- Harry... Proszę... Nie rób tego. Nie musisz tego robić... Na pewno jest inny sposób! Nie możesz mnie zostawić, nie wiesz, że nikt nigdy nie zostawia Malfoyów?! Poczekaj, aż mój ojciec się o tym dowie... - Próbuję przemówić mu do rozsądku.
Patrzy na mnie przez chwilę w milczeniu, a potem uśmiecha się czule... smutno. Jego prawa dłoń unosi się do mojej twarzy. Przez moment czuję na policzku dotyk jego palców, delikatny jak muśnięcie skrzydła motyla.
- Przykro mi, Draco. Muszę to zrobić. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz... że zrozumiesz, że tak musiało być - odpowiada, robiąc jednocześnie krok w tył. Czuję, jak panika wzbiera mi w piersiach.
- Harry, błagam! - Próbuję jeszcze raz, choć wiem, że to nic nie da. W desperacji odwracam się w stronę wciąż trzymającego mnie mojego ojca chrzestnego. - Severusie, jak możesz na to pozwolić?! To szaleństwo!
Jego twarz, jak zwykle, pozbawiona jest wyrazu, ale ponieważ znam go tak dobrze, po jego oczach poznaję, że jest wzburzony niemal tak samo jak ja. Nie odpowiada na moje pytanie, nawet na mnie nie patrzy. Jego wzrok utkwiony jest w Harrym.
- Rób to, co musisz, Potter - mówi nagle i mam ochotę krzyczeć. Znów próbuję się wyrwać, lecz Severus trzyma mnie mocno. Czy nikt prócz mnie nie widzi, że to, co planują zrobić, jest kompletnie szalone? Przecież musi być inny sposób!
- Harry... - próbuję powiedzieć, lecz to, co opuszcza moje usta, przypomina ochrypnięty szept.
Z bezsilną rozpaczą patrzę, jak mój chłopak podchodzi do drzwi Pokoju Życzeń. Waha się przez chwilę, trzymając rękę nad klamką, ale jednak stanowczym ruchem łapie ją i pociąga ku sobie. Drugą dłonią wyciąga różdżkę i celuje nią w sam środek pomieszczenia. Gdy wypowiada zaklęcie, jego głos jest silny i pewny. Niemal natychmiast rozpętuje się piekło, a mnie zalewa fala przerażenia i wspomnień. Wspomnień z tamtej nocy, gdy to Vinc użył tego zaklęcia. Z nocy, kiedy zginął, a Harry zaryzykował życie, wynosząc mnie z płomieni. Chcę krzyczeć, lecz głos mnie zawodzi. Mogę tylko patrzeć, jak Harry odwraca się z powrotem ku nam, a za jego plecami ogniste bestie przecinają z wrzaskiem powietrze.
Nasze oczy spotykają się znowu.
- Nie martw się, Draco. Wszystko będzie dobrze - mówi tak spokojnie, jakbyśmy siedzieli przy herbacie, rozmawiając o pogodzie. - Ktoś mądry kiedyś powiedział, że dla dobrze zorganizowanego umysłu śmierć jest tylko kolejną wielką przygodą. Chcę, żebyś tak o tym myślał. Pomyśl o tym, jak o mojej kolejnej wielkiej przygodzie. Spotkamy się jeszcze, obiecuję. Słyszysz? Będę na ciebie czekał. - Mówiąc to, uśmiecha się lekko, po czym jego wzrok przenosi się na mojego ojca chrzestnego.
- Dziękuję za wszystko, panie profesorze. Wiem, że zrobił pan, co w było w pańskiej mocy. Żegnajcie - dodaje jeszcze, po czym wchodzi do Pokoju Życzeń.
Jest mi słabo, gdy obserwuję, jak stoi wyprostowany i dumny, a w jego stronę natychmiast rzuca się najbliższa bestia, ognisty wąż. Wielki łeb opada szybko w stronę Harry'ego, otwierając szeroko pysk, gotów połknąć go w całości. Gdzieś w tle słyszę przeraźliwy krzyk i wydaje mi się, że to ja tak krzyczę. To muszę być ja, bo dlaczego inaczej czułbym ból w gardle? Wzrok mi się rozmazuje, bo nie jestem w stanie dłużej wstrzymywać łez, ale mimo to patrzę desperacko, jak Harry znika, połknięty przez śmierć.
Potem nie widzę już nic.
Ostatnio edytowano 14 sie 2014, o 23:33 przez Phoenix&Nagini, łącznie edytowano 5 razy
Phoenix&Nagini Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2
Dołączył(a): 2 sie 2014, o 21:15

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości