[NZ]Cisza i Ogień [14/?]

A co jeśli przekleństwo, staje sie błogosławieństwem?

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez MegamiNamida » 11 gru 2012, o 20:58

Edit.07,03,2018
Tekst był po prawdzie betowany i sprawdzany kilka razy, od czasu pierwszego zamieszczenia, ale nie wykluczam wciąż biegających tam błędów. Był on pisany dawno i wymaga pewnego kredytu zaufania na początek,( zwłaszcza w pierwszych rozdziałach). Publikuje na blogu, a prolog znalazł się tu kilka lat temu, więc niech zostanie. ;)
Dziękuję za uwagę i milkę już. :D



Zapytacie, o czym jest „Cisza i Ogień”?
To opowieść, w której spotkanie Voldemorda z Ministerstwie Magii ma więcej niż tylko jedno następstwo. Bo to, że Czarny Pan powrócił nie jest już do podważenia. To duży problem, do rozwiązania tylko przez jedną osobę, Harryego Pottera. Problem w tym, że nie wszystko chcę współpracować. Harry pewnej nocy okrywa zagadkową przypadłość, która popycha go w mroczny świat chłopca, który do tej pory jedynie zatruwał mu życie. Odtąd borykać się będzie z dylematami i niecodziennymi uczuciami, które na chwilę odwrócą jego uwagę od spraw istotnych.
A w tym wszystkim - Draco, który będzie zmuszony odszukać siebie na nowo.


Paring: Harry Potter/Draco Malfoy (Drarry)
Wydarzenia: Głównie VI tom.
Kanoniczność: Raz jest, raz jej nie ma.
Ostrzeżenia: Sceny erotyczne! Nie wykluczony wulgaryzm i przemoc.


Prolog

„I byle by móc już nie być
Bez bólu, uczucia, nadziei.
I byle by móc już nie być
Lub być martwotą skały.”
Lipali – „Popioły”


Draco Malfoy nie używał słowa „przepraszam”, jak i większości grzecznościowych zwrotów. Nie zabiegał także o uwagę ludzi, to ludzie zabiegali o niego. Znany był ze swojego protekcjonalnego stylu bycia i skłonności do megalomani. Nie można przeoczyć jednej zasadniczej kwestii - nie znosił szlam.
Wiele można było powiedzieć o Draconie Malfoyu, ale jedno można było stwierdzić na pewno. Nie należał on do miłych chłopców, pełnych chęci i zapału do pomagania innym i zbawiania świata. Dlatego ktoś pokroju Harry’ego Pottera drażnił go nade wszystko. Złoty Chłopiec, Wybraniec, najmłodszy szukający w dziejach quiddycha i wiele innych epitetów, jakimi zwykli nazywać Pottera, a które przyprawiały go o mdłości. Draco nie rozumiał jego spoufalania się ze szlamom, ani bzdurnej przyjaźni z Weasleyami. Wszyscy, którymi się otaczał byli nikim w porównaniu z nim, dzieckiem z dumnego rodu Malfoyów. Nie potrafił pojąć, dlaczego w dniu, kiedy zaoferował mu swoją przyjaźń, a może raczej dołączenie do hordy jego pachołków, ten odmówił. Ze swoją manią posiadania, po raz pierwszy czegoś nie dostał i chyba właśnie, dlatego tak bardzo nie lubił Pottera. Chociaż tak naprawdę nigdy się nie zastanawiał czy go lubi, czy nie albo czy nienawiść to dobre słowo dla jego stosunków z Chłopcem – Który - Przeżył. Prowadzenie czegoś na kształt wojny wydawało się po prostu właściwe. Ojciec podburzał w nim to dziwne pragnienie zmierzenia się z Potterem we wszystkim, co robił. Sam sobie musiał teraz przyznać, że było to, co najmniej głupie i infantylne, ale na tamten czas stało się po prostu normą. Postarał się, aby dostać się do ślizgońskiej drużyny quiddych, nie unikając przy tym użycia wpływów ojca. Z zadowoleniem oglądał furie na twarzy Pottera, kiedy mu to zakomunikował. Jednak nie ważne, co robił Potter zawsze był przed nim. Bardziej lubiany, Draco wzbudzał raczej obawy i strach przed nazwiskiem, bardziej rozpoznawany. Czasami zastanawiał się, czy był w świecie czarodziejów ktoś, kto chociaż raz nie słyszał słynnego nazwiska – Harry Potter. Szczerze wątpił. Ze swoją gryfońską odwagą podejmował się rzeczy, które na samą myśl budziły lęk, ale on zbawiał świata nie rzadko przy tym odwiedzając skrzydło szpitalne. Przez pięć lat szczerze nim gardził, wyzywał na pojedynki, przegrywał, wygrywał i tak nieustannie, aż w końcu ich sprzeczki weszły im i wszystkim w Hogwarcie, w krew. Ludzie widząc ich blisko siebie, nawet w tak wielkim pomieszczeniu jak Wielka Sala, spoglądali to na jednego, to na drugiego wyczekując, kiedy któryś z nich wybuchnie. Draco swego czasu słyszał o zakładach prowadzonych przez bliźniaków Weasley, który z nich wygra więcej sprzeczek w ciągu dnia, miesiąca, roku. Zabawna rzecz, ale i niezwykle pożyteczna. Był w centrum uwagi, a to coś, co Malfoyowie uwielbiają.
W ostatnich dniach piątego roku Draco Malfoy dowiedział się, czym jest współczucie, co rzecz jasna przeraziło go na tyle, by powiedzieć coś, co nie powinno nigdy wyjść z jego, czy jakichkolwiek innych ust w obliczu owej sytuacji.
Kiedy Syriusz Black uciekł z Azkabanu, dowiedział się wówczas od ojca, że był on chrzestnym Pottera. Pamięta do dzisiaj, z jaką pogardą Lucjusz mówił mu o zdradzie Blacka. Sam nie wiedział, co wtedy powinien czuć. Właściwe wydawało mu się, podzielać uczucia ojca. Wyśmiewać Pottera za posiadanie zdegenerowanego chrzestnego, który wydał na śmierć swoich przyjaciół. Jednak wiedział, że to, co często wydawało mu się właściwe, wcale takie nie było. Przekonał się o tym na własnej skórze w momencie, gdy Harry uderzając go złamał mu nos, za wygłaszanie właśnie takich, a nie innych teorii. Całe szczęście, że pani Pomfrey zna się na rzeczy, bo tylko dzięki niej nadal posiada swój idealny arystokratyczny nosek.
Nie nowością było, że znalazł w „Proroku” coś o Potterze. Od czasów Turnieju Trójmagicznego często widywał artykuły na jego temat. Mniejsze, większe, ale zawsze jakieś. I tym razem nie był zdziwiony, kiedy takowy zobaczył. „Wybraniec!”, „Syriusz Black nie żyje!”, „Czarny Pan powrócił!”. Nagłówki niemal krzyczały do chłopaka. Jednak nie tekst zrobił na nim największe wrażenie, a zdjęcie. Na tyle duże, że nie dało się go nie zauważyć, ale nie tylko, dlatego Draco zwrócił na nie uwagę. To zupełnie pusty wzrok Harryego sprawił, że nie potrafił oderwać oczu od gazety. Chłopak prowadzony przez Dumbledora poza samym posiadaniem twarzy Pottera, Potterem nie był. Nigdy nie widział tak zimnej, a jednocześnie ściągniętej bólem twarzy u Chłopca – Który -Przeżył. Nagle poczuł, że chce odszukać wśród uczniów Wybrańca, aby upewnić się, że Potter nie wyglądał tak od zawsze, ale wówczas dotarło do niego, że nie widział go przez ostatnie dwa dni.
„Syriusz Black nie żyje!”
Zrozumiał.
I wtedy poczuł, że chciałby powiedzieć Potterowi, że przykro mu z powodu jego straty. A była to tak szalona myśl, że rzucił gazetą po między jedzenie stojące na stole w Wielkiej Sali. Zostawił niedojedzone śniadanie i robiąc niemały hałas wyszedł z pomieszczenia. Jego współbiesiadnicy spojrzeli za nim w zupełnym osłupieniu. Pansy Parkinson, jak zawsze siedząca najbliżej Dracona, spojrzała na porzuconą przez niego gazetę. Nie musiała czytać artykułu, by wyciągnąć własne wnioski, co do powodu złości u Draco.
„Wybraniec!”
Jedynie ten fragment rzucił jej się w oczy.
- Potter znowu zbiera laury.- Skomentowała krótko, podsuwając „Proroka” reszcie ślizgonów, by i oni mogli spojrzeć na nagłówki.
- Coś mi się właśnie wydawało, że nadzwyczaj spokojnie było przez ostatnie dwa dni. – Rzucił Blaise Zabini, do tej pory leniwie rozsmarowując dżem po chlebie. Spojrzał jeszcze na stół Gryfonów, sprawdzając czy Wybraniec zjawił się na śniadaniu, lecz nie widząc burzy rozczochranych włosów, wrócił do swojego tostu. Od rozprawiania się z Potterem był Draco, jego nie interesowało to w żadnym stopniu.
***
Nocą w zamku temperatura powietrza spada, a kamienie są zimniejsze niż podczas dnia. Nie rozsądnie było wybierać się na nocne przechadzki po Hogwarcie, nie tyle ze względu na patrolującego korytarze Flicha, ale głównie z powodu chłodu i ciemności, jakie panują w zamku. Draco nie mógł zasnąć tej nocy, spacerował korytarzami już od dobrej godziny, jego oddech zmieniał się w parę, a stopy miał już wystarczająco zmarznięte, nawet po mimo butów, by skłoniło go to do powrotu do swojego dormitorium. Nie śpieszyło mu się jednak. Jutro uczniowie wrócą do domów, zaczną się wakacje i nawet przyłapanie przez woźnego nie miałoby swoich konsekwencji. Szepnął zaklęcie, by różdżka stworzyła więcej światła, co od razu spotkało się ze sprzeciwem postaci na obrazach. Draco posłał im swój krzywy uśmiech i nic sobie z tego nie robiąc nadal przechadzał się korytarzem. Sam nie wiedział, kiedy znalazł się poza zamkiem. Zanim się zorientował stał już na moście prowadzącym na błonia Hogwartu. Czerwcowe powietrze było dużo cieplejsze od tego w zamku, oparł się o niby okno w ścianie mostu i spojrzał na rozciągający się przed nim Zakazany Las. Mimowolnie zwykle, gdy znajdował się w jego pobliżu przypominał sobie „wycieczkę”, jaką zafundował mu Hagrid w ramach kary, nałożonej przez McGonagal, po tym jak przyłapał Pottera i jego towarzyszy u pół olbrzyma na pierwszym roku. Zadrżał na samą myśl, oglądanie nocą martwych jednorożców nie należało do jego ulubionych zajęć.
Z Zakazanego Lasu przeniósł wzrok na błonia, widział chatkę gajowego, o czym sugerowało światło pobłyskujące z daleka. Zamrugał gwałtownie, zdając sobie sprawę, że ów światło porusza się, brnąc w jego stronę. Rzucił okiem na zamek, nie tylko on nie spał tej nocy, widział w oknach błyskające światełka różdżek.
Zgasił swoją i wrócił do obserwowania poruszającego się po błoniach wędrowca. Był już na tyle blisko, by mógł stwierdzić, że to różdżka jest źródłem światła, jednak w ciemności nie zdołał zobaczyć nic więcej. Powinien pójść stąd jak najszybciej, w obawie przed przyłapaniem po ciszy nocnej, ale nie ruszył się z miejsca nawet o centymetr.
Pogrążony w myślach nawet nie zauważył, kiedy światło, stało się sylwetką, a potem konkretną osobą, szybko mijającą Draco bez słowa. Czując czyjąś obecność odwrócił się, lekko zaskoczony pojawieniem się ów osobnika na moście w tak szybkim tempie. Od razu rozpoznał czarne włosy natychmiastowo potrzebujące grzebienia i parę zielonych oczu za szkłami okrągłych okularów. Pożałował, że od razu stamtąd nie poszedł. Potter spojrzał na niego pustymi oczami, bez cienia emocji, usta miał zaciśnięte w cienką linie. Wyglądał jakby nie spał kilka dni i być może tak było, ale tego nie mógł wiedzieć. Spojrzenie „niepotterowych” oczu sprawiło, że Malfoy chciał jak najszybciej uciec od jego wzroku, gdyż gdzieś w środku czuł to dziwne uczucie współczucia i potrzebę wypowiedzenia tego.
Nie patrz na mnie tymi oczami! Krzyczał w duchu, mimo to na twarzy nadal utrzymywał chłodne opanowanie. Musiał coś zrobić, by zmienić ich wyraz, cokolwiek.
- Jak tam twój ojciec chrzestny Potter, podoba mu się po drugiej stronie? – Uśmiechnął się krzywo, spoglądając na chłopaka wyzywająco. Dopiero po minucie dotarło do niego, co tak właściwie powiedział. Potter chyba potrzebował dokładnie tyle samo czasu, aby otrzeźwieć. Zanim się zorientował przygwoździł go do ściany, przykładając różdżkę do gardła. Draco z uczuciem ulgi zobaczył rodzący się w oczach bruneta gniew.
- Mam cię dość, Malfoy! – Warknął Harry. W jego głowie nagle pojawił się obraz zajęć OPCM, kiedy profesor Moody prezentował im zaklęcie torturujące i zaczął się zastanawiać, czy potrafiłby rzucić, choć jedno z tych zaklęć. „Już nie jestem sobą”, „Jestem taki zły”. Przypomniał sobie nagle rozmowę z Syriuszem w domu Blacków i otrzeźwiał. Co on właściwie zamierzał zrobić? To tylko Malfoy. Uspokajał się w duchu, nadal przyciskając różdżkę do jego gardła. – Nie waż się tego nigdy powtarzać! – Sam zaskoczył się brzmieniem swojego głosu, jakby nie należał do niego i pochodził z części umysłu zupełnie obcej i pogrążonej w mroku.
Draco oglądał twarz Pottera z rosnącym przerażeniem. Chłopak nigdy nie potrafił trzymać emocji z dala od twarzy, więc mógł zobaczyć na niej wszystko. Czuł, że Potter myśli o czymś naprawdę okrutnym. Wystarczyło, że jego różdżka emanowała energią, która zaczęła go męczyć na tyle, że nie potrafił przypomnieć sobie jakiegokolwiek zaklęcia, byleby odepchnąć Pottera.
- P-przestań.– Jęknął, kładąc dłoń na ręce Harry’ego, próbując odciągnąć różdżkę od swojego gardła.
Potter drgnął, zamrugał kilka razy i spojrzał na niego intensywnie zielonymi oczami, jakby obudził się z jakiegoś dziwnego transu. Chyba zdając sobie sprawę, co tak właściwie robi, bo odsunął rękę z różdżką.
Draco uświadomił sobie, że wstrzymał oddech i nagle przypominając sobie o tym, odetchnął głęboko nocnym powietrzem. Twarz Pottera przestała być obojętna, zagościł na niej szok, który szybko przeistoczył się w coś, czego Draco nie potrafił zidentyfikować. Na wąskie wargi bruneta wpłynął szydzący uśmiech, a oczy zabłysły pragnieniem. To było coś nowego, i nim zdołam przyswoić ten nowy wygląd chłopaka, był brutalnie przyciskany do ściany i całowany przez Pottera. W pierwszym odruchu chciał się wyrwać, ale wszystkie siły nagle go opuściły. Poczuł dreszcz, kiedy dłoń Harry’ego zawędrowała pod jego koszulkę i spoczęła na linii kręgosłupa, a język rozchylił mu wargi, po czym bezwstydnie wśliznął się do wnętrza jego ust. W brzuchu czuł trzepot motylich skrzydeł, a policzki zaczęły płonąć, nie wiedział, co się z nim działo. Szok minął i pchany jakąś nieznaną siłą, oddał pocałunek. Objął Pottera i z rękami na karku, przywierając do niego ciasno w szalonym pragnieniu, próbował dogonić chłopaka w pocałunku. Ich języki walczyły przez chwilę o dominację, dopóki Draco nie ustąpił i nie poddał się. Był niezmiernie wdzięczny, że znajdują się na zewnątrz, gdyby nie mógł oddychać zimnym nocnym powietrzem, pewnie już dawno ugięłyby się pod nim kolana.
Jęknął cicho, kiedy Harry rozłączył ich usta i zaczął całować bladą skórę na jego szyi, co jakiś czas używając zębów. Odchylił głowę do tyłu, nagle zdając sobie sprawę, że jego ciało samo reaguje na pieszczoty. Czując gorący oddech bruneta przy swoim uchu, zadrżał. Wiedział, że jeśli coś powie wszystko skończy się równie szybko, jak się zaczęło. W nieznośnym lęku złapał twarz Pottera w dłonie i przyciągnął do pocałunku. Zanim ich usta ponownie przywarły do siebie usłyszał, że Harry szepnął coś pod jego adresem, ale Draco nie potrafił w tamtym momencie skupić się na tyle, by móc z pomiędzy ich przyśpieszonych, chrypliwych oddechów, wydobyć sens wypowiedzianych słów.
Potter pozbawił go koszulki, a jego zimne dłonie zamiast studzić ciało, zostawiały po sobie palące uczucie niezaspokojenia, które doprowadzało Draco do szału. Pocałunki bruneta z każdą następną minutą stawały się coraz bardziej agresywne. Malfoy całował się już nie raz, ale żaden dotychczasowy pocałunek nie wywoływał w jego ciele tylu procesów i nie wypełniał umysłu tyloma myślami.
Kiedy kolano Pottera naparło na jego krocze, zsunął się po ścianie ciągnąc Harry’ego ze sobą. Kamień pod jego plecami był zimny, a piekący ból, jaki poczuł, kiedy usiadł utwierdził go w przypuszczeniu, że zdarł sobie skórę. Nie skupiał się na tym długo, gdyż Harry klęcząc miedzy jego nogami zatoczył koło językiem wokół jego sutka, po czym przygryzł brodawkę. Blondyn jęknął zaciskając dłonie w pięści na bluzie Harry’ego. Dopiero wtedy zorientował się, że chłopak nadal ma ją na sobie. Odsunął głowę Pottera od swojej klatki piersiowej i unikając jego wzroku jak tylko mógł, zdjął z niego niepotrzebny kawałek materiału. Dłońmi poczuł twarde mięśnie, napięte teraz pod pływem podniecenia i zimna. Co mam teraz zrobić? Pomyślał gorączkowo, kiedy przez następną minutę nic się nie działo. Harry zamarł, wpatrując się w niego palącym spojrzeniem. Draco czuł, że chłopak bada każdy skrawek jego ciała, podczas gdy on sam potrafił skupić wzrok jedynie na coraz bardziej drżących mu dłoniach. Nagle zaczął myśleć o ojcu, co by powiedział widząc go takiego – roztrzęsionego, z chaosem myśli pod wpatrującym się w niego Potterem. Wpadł w panikę. Musiał stąd uciec. Gdzie jego różdżka?
Ciepło bijące od ciała Harry’ego budziło w nim poczucie bezpieczeństwa, co zaczęło go przerażać w obecnej chwili. Jest dzieckiem z rodu Malfoyów, nie powinien czuć czegoś takiego. Ojciec przez tyle lat wypierał z niego każdy przejaw głębszego uczucia, a on teraz tak po prostu czuje i jeszcze tyle na raz, że nie potrafi nawet wstać przygniatany ciężarem emocji. Ruszył się niespokojnie.
Harry pewnym gestem dotknął dłonią jego rozpalonego policzka, następnie przejechał palcami po linii żuchwy i chwytając go lekko za podbródek uniósł mu głowę. Ich usta znowu spotkały się w pocałunku, najpierw delikatnym, niczym nieprzypominającym poprzednich – lubieżnych, po chwili stał się namiętniejszy, ale nadal nie było w nim już tej dzikości. Draco poczuł, że coś się zmieniło, uchylił powieki, a kiedy spotkał spojrzenie zielonych tęczówek, zamknął je pośpiesznie. Wszystkie poprzednie myśli odeszły w ciągu sekundy, miały dopiero nadejść potem, dużo bardziej nieznośne, jednak teraz Draco znów miał znajomy chaos w umyśle. Słyszał, jak Potter szepcze zaklęcie wyciszające, poczuł wdzięczność, że zdołał o tym pomyśleć. Potem już tylko czuł, nie słyszał, nie widział – tylko czuł.
Harry nieśpiesznym ruchem masował mu krocze, przez materiał spodni, a on jęczał mu do ust wyginając się pod wpływem jego dotyku. Było to tak upokarzające, że wolał nie odrywać się od warg chłopaka i nie wystawiać się na bezpośrednie spojrzenie zielonych oczu. Jednak, kiedy brakowało im powietrza, a Harry przeszedł z pocałunkami na szyję, jednocześnie będąc już niebezpiecznie blisko wtargnięcia dłonią pod jego bieliznę, nie wiedział jak miał pohamować żenujące westchnienia. Przyłożył sobie dłoń do ust. Jestem Malfoy’em, do cholery. Powtarzał sobie to zdanie w głowie niczym mantrę. Na nic jednak mu to było, bo kiedy zimna dłoń zacisnęła się wokół jego pobudzonej męskości, z jego gardła mimowolnie wydobył się głośny jęk.
Czuł się, jakby wlano w niego jakiś dziwny eliksir, po którym jego ciało zupełnie odłączyło się od umysłu. Oplótł kark Pottera rękoma, przyciągając go ciasno do siebie, oddawał się rozkoszy. Całe poprzednie napięcie kumulowało się teraz w jego podbrzuszu, które z upływem czasu i pieszczot stawało się niemożliwe do wytrzymania. Ciało mu drżało, już nie kontrolował, żadnego swojego ruchu.
-H…-zaczął, ale Potter nagle zaprzestał pieszczot. Otworzył oczy i spojrzał na skupioną twarz Harryego. W głowie mu szumiało od zbliżającego się orgazmu, jeśli chłopak zaraz nie kontynuuje był pewien, że oszaleje. Gdzieś pomiędzy dudniącym sercem, a szumem oddechu usłyszał kroki. Przypomniał sobie w sekundzie, gdzie się znajdują i odruchowo zacieśnił uścisk na karku bruneta. Kimkolwiek był intruz, Draco nie chciał, żeby go takiego widział. W szkłach okularów Pottera dostrzegł swoje odbicie. Policzki miał zaczerwienione, a blond włosy przykleiły mu się do czoła. Wyglądał żałośnie, stwierdził natychmiast.
Harry wyciągnął coś z tylniej kieszeni jeansów i rozłożywszy poskładany w kostkę materiał, nakrył ich nim. Draco nie miał pojęcia, czemu to służyło. Do jego głowy znowu zaczęły wracać poprzednie myśli, ale zanim zagnieździły się na dobre w jego umyśle, brunet kontynuował pieszczoty. Kroki zbliżały się roznosząc echem po okolicy. Serce Draco waliło jak szalone, nie tylko z powodu zbliżenia. Harry wbił się w jego wargi, a całował tak kojąco, jakby chciał uspokoić blondyna. Zamiast tego wywołał w głowie Draco większy chaos. Malfoy spojrzał na zbliżającą się postać, a w zgarbionej postawie rozpoznał woźnego. Filch szedł rozglądając się uważnie po okolicy, brwi miał zmarszczone. On wie. Myślał gorączkowo. Nie zdążył się nad tym zastanowić, gdyż jego ciało zalała nagła fala rozkoszy i z głośnym jękiem, wyginając się w łuk, doszedł w ręce Harry’ego. Podniecenie opuszczało jego ciało, a on otworzywszy oczy nie widział już nikogo, po za wpatrującym się w niego Harry’m. Oparł spocone czoło o ramię chłopaka i nadal oddychając pośpiesznie czekał na koniec. Paraliż, jaki czuł ustępował. Znów czuł pełną kontrole nad swoim ciałem i umysłem.
Co się stało?
Ręce Harry’ego spoczywały gdzieś luźno, kiedy te należącego do Draco nadal obejmowały Pottera.
Co teraz?
Czuł się wykończony.
CO TERAZ?!
Obudził się rano w swoim dormitorium, nie mając pojęcia jak tu trafił. W pierwszej chwili myślał, że to wszystko było tylko mało zabawnym snem, ale kiedy przeglądając się w lustrze, odnalazł na szyi malinkę widział, że to, co zdarzyło się w nocy było prawdą. I jakaś wewnętrzna część w nim samym taka, którą od razu zmiażdżył – cieszyła się, że nie były to tylko sen.

Pozostałe rozdziały (obecnie 12) tu:
https://pocichu-drarry.blogspot.com/
Ostatnio edytowano 8 paź 2019, o 17:42 przez MegamiNamida, łącznie edytowano 10 razy
- Nienawidzę cię Malfoy...
- A ja ciebie nie oceniam.


Obrazek
MegamiNamida Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 5
Dołączył(a): 14 lis 2012, o 18:59
Lokalizacja: Domek z piernika.

Postprzez byarenlight » 12 gru 2012, o 12:24

Nie przeczytam i nie skomentuję tak nieschludnego tekstu. Proszę poprawić błędy.
- Ty byłaś kiedyś nastolatką. Powiedz, jak mam sobie poradzić z Astor?
- Spróbuj z nią porozmawiać.
- Kiedy ostatnio próbowałem, powiedziała, że mnie nienawidzi i przeniosła się do Orlando.
- To teraz masz drugą szansę. Podziel się z nią czymś... Co robiłeś w jej wieku...
- Zabiłem psa sąsiadów.
- Tego lepiej jej nie mów.
byarenlight Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 9 sie 2011, o 20:07
Lokalizacja: względna

Postprzez MegamiNamida » 3 sty 2013, o 22:28

byarenlight napisał(a):Nie przeczytam i nie skomentuję tak nieschludnego tekstu. Proszę poprawić błędy.

Poprawione.
Przepraszam za poprzednią jakoś tekstu.
- Nienawidzę cię Malfoy...
- A ja ciebie nie oceniam.


Obrazek
MegamiNamida Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 5
Dołączył(a): 14 lis 2012, o 18:59
Lokalizacja: Domek z piernika.

Postprzez Veldrin » 6 sty 2013, o 03:03

W gruncie rzeczy nie ma źle. Jak popiszesz jeszcze trochę, to się wyrobisz. Poproś swoją betę o dokładniejsze sprawdzanie tekstu, bo rzuciło mi się w oczy kilka błędów, ale wypiszę je jutro, bo dzisiaj już nie mam siły. Ćwicz, ćwicz i jeszcze raz ćwicz, a nie pożałujesz :)

Pozdrawiam

Ok, już jest jutro, a nawet pojutrze, więc wypiszę to, co moim zdaniem jest źle i nie ma sensu.

Złoty Chłopiec, Wybraniec, najmłodszy szukający w dziejach quidditycha i wiele innych epitetów, jakimi zwykli nazywać Pottera, a które przyprawiały go o mdłości.


Wydaję mi się, że powinno być bez tego y

Wszyscy, którymi się, otaczał byli nikim w porównaniu z nim, dzieckiem z dumnego rodu Malfoyów.


Bez przecinka za którymi się

Postarał się aby dostać się do ślizgońskiej drużyny quidditych, nie unikając przy tym użycia wpływów ojca.


Bez y

spoglądali to na jednego, to na drugiego wyczekując, kiedy, któryś z nich wybuchnie.


Po kiedy nie stawiamy przecinka.

nie tyle ze względu na patrolującego korytarze Flicha (czy te facet kiedyś śpi?),ale głównie z powodu chłodu i ciemności, jakie panują w zamku.


Przecinek powinien pojawić się przed nawiasem.

nawet po mimo butów


Pomimo

ale Malfoy był, Malfoyem.


Bez przecinka

Powinien pójść stąd jak najszybciej, w obawie przed przyłapaniem po ciszy nocnej, ale Malfoy był, Malfoyem. Nie ruszył się z miejsca nawet o centymetr, zachęcony poprawieniem sobie humoru, zastraszeniem jakiegoś ucznia, bądź konfrontacją z nauczycielem.


To zdanie jest dla mnie nielogiczne. Obawia się przyłapania przez nauczyciela, ale równocześnie czuje podekscytowanie na myśl o konfrontacji z nauczycielem?

Pogrążony w myślach nawet nie zauważył, kiedy światło, stało się sylwetką


Bez przecinka po "kiedy światło".

Czując czyjaś obecność odwrócił się


Czyjąś

czy potrafiłby rzucić, choć jedno z tych zaklęć


Bez przecinka.

Chłopak nigdy nie potrafił trzymać emocji zdała od twarzy,


Kompletnie nie rozumiem tego zdania.

-P-przestań- jęknął, kładąc dłoń na ręce Harry’ego próbując odciągnąć różdżkę od swojego gardła.


Jak już, to powinno być i po Harry'ego.

po czym bezwstydnie wśliznął się do wnętrza jego ust.


Moim zdaniem wślizgnął, a nie wśliznął.

a policzki jego zaczęły płonąć,


a jego policzki zaczęły płonąć.

Zanim ich usta ponownie przywarły do siebie usłyszał, że Harry szepnął coś pod jego adresem, ale Draco nie potrafił w tamtym momencie skupić się na tyle, by móc z pomiędzy ich przyśpieszonych, chrypliwych oddechów, wydobyć sens wypowiedzianych słów.


Pierwszy przecinek przed że jest niepotrzebny.

Nie miało być chrapliwych?

teraz pod pływem podniecenia i zimna.


Wpływem

Harry nieśpiesznym ruchem masował mu krocze, przed materiał spodni


Przez

Jednak, kiedy brakowało im powietrza


Bez przecinka!

nie widział jak miał pohamować żenujące westchnienia


Wiedział

Czuł się, jakby wlano w niego jakiś dziwny eliksir


Bez przecinka.

bruneta kontynuował pieszczoty


Brunet

Malfoy spojrzał na zbliżając się postać, w zgarbionej postawie rozpoznał woźnego.


Zbliżającą

Przecinki były naprawdę okropne. I tak nie wypisałam wszystkich, bo nie jestem jakimś humanistą żeby wszystko bezbłędnie wiedzieć, ale widać, że z tym jest największy problem. Literówki się zdarzały, ale to jeszcze nie zbrodnia. Zbrodnią jest to, że mimo iż masz betę, ten tekst ma tyle niedociągnięć. Twój styl i składanie zdań również pozostawia wiele do życzenia, więc kochaniutka bierz się do roboty i poprawiaj to :) Człowiek uczy się na błędach, a im więcej będziesz ćwiczyć, tym szybciej osiągniesz rezultaty.

Trzymaj się ;)
Ostatnio edytowano 7 sty 2013, o 01:16 przez Veldrin, łącznie edytowano 1 raz
- Chciałbym z tobą pogadać, Draco.
- To dobrze, bo gdybyś tak od razu chciał się na mnie rzucić i przelecieć pod ścianą, musiałbym stanowczo powiedzieć 'nie'. Nie jestem taki łatwy. - Draco namyślał się chwilę, taksując Harry'ego wzrokiem. - Kłamałem. Jestem łatwy. Możesz mnie przelecieć bez gadania.
Veldrin Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 535
Dołączył(a): 30 lis 2012, o 10:43
Lokalizacja: K-ce

Postprzez MegamiNamida » 8 paź 2019, o 17:43

Rozdział I

Dzień rozpoczęcia szóstego już roku nauki w Hogwarcie nie należał do przyjemnych dla Draco Malfoya. Podczas trwania uczty w Wielkiej Sali czuł na sobie uważny wzrok Dumbledore’a. Miał wrażenie, że ten obserwuje każdy jego ruch. Albus Dumbledore jest wyjątkowo bystrym człowiekiem i wybitnym czarodziejem, nie bez przyczyny Czarny Pan chce się go pozbyć. Kiedy Draco przystąpił do grona Śmierciożerców Voldemort od razu postanowił sprawdzić, jak Lucjusz wychował swoją latorośl. Zbliżył nieludzką twarz do tej należącej do blondyna i szepnął mu jego pierwsze zadanie.
Draco nigdy nie lubił brzydkich ludzi, to też w obliczu tak bliskiej styczności z czymś, co nawet nie jest człowiekiem, poczuł mdłości, a kiedy dotarł do niego sens słów Voldemorta miał wrażenie, że jego nogi są z waty i na pewno nie utrzymają ciężkiego ciała dłużej niż kolejną sekundę. Sekunda okazała się bardzo długa. Spojrzał na ojca, jego oczy niemal krzyczały „To mój syn!”. Oczy matki również krzyczały, ale w niemym proteście. Spojrzenie Lucjusza wygrało i w tamtym momencie chciał to zrobić, nawet jeśli tylko po to, by w końcu ojciec mógł być z niego dumny. Teraz nie był tego już taki pewny, bo kiedy tylko wszedł do Wielkiej Sali w jego głowie zrodziło się pytanie. Jak? Na to nie umiał sobie odpowiedzieć.
Na domiar złego, był jeszcze jeden problem z jakim się zmagał całe lato i podróż Hogwart Express. Potter, Harry Potter, cudowne dziecko Gryffindoru, Wybraniec. Przez pięć lat nie potrafił znieść jego obecności, co zwykle kończyło się szkodami na ciele i na wszystkim wokoło. W jakimś sensie był to jego nieodłączny element życia, jak oddychanie. Tak, oddychał wojenkami z Potterem, ale ostatniego dnia piątego roku, właściwie nocy, stało się coś, co prawdopodobnie zmieni wszystko. Wojenki będą wojnami? Draco uważał, że powinien teraz znienawidzić Pottera, tak jak jeszcze nigdy go nie nienawidził, ale w rzeczywistości nie czuł nic. Ta pustka drażniła go bardziej niż świadomość, że niejako został wykorzystany i to przez swojego wroga numer jeden.
W pociągu Potter jakby na złość krążył ciągle kogoś szukając, bądź znalazłszy odbywał pogawędki z szukanym. Draco wpadł na niego kilkakrotnie, aż w końcu wyjątkowo wyprowadzony z równowagi, został w swoim przedziale do końca podróży. Wiedział, że objawem bohaterstwa to nie jest, ale zawsze był tchórzem. Miał tego świadomość, nie był przecież Gryfonem, żeby wystawiać się na wszelakie niebezpieczeństwa.
Z ulgą przyjął do wiadomości, że uczta dobiegła końca. Udał się czym prędzej do dormitorium i zasłonił swoje łóżko ciężkimi, zielonymi zasłonami ukrywając się w ten sposób przed ciekawskimi spojrzeniami innych Ślizgonów. Nikt nie śmie mu przeszkodzić. Jeśli ktoś potrzebował prywatności dostawał ją. Takie mieli zasady i Draco w tym momencie był niezmiernie wdzięczny tym, którzy je ustanowili. Z pokoju wspólnego dobiegały odgłosy zapewne czegoś w rodzaju imprezy. Draco zaczął się przez chwilę zastanawiać, co oni świętują. To, że Voldemort powstał, w co wątpił, bo wbrew pozorom nie każdy Ślizgon był zainteresowany przejściem na ciemną stronę. Czy może zwyczajnie nowy rok w Hogwarcie. Draco nie miał zamiaru w niej uczestniczyć. Musiał myśleć intensywnie, jeśli chciał sprostać zadaniu, jakie mu powierzono. Zawieść nie mógł, ponieważ w zwyczajnym ludzkim odruchu chciał żyć.
Wyciągnął rękę przed siebie. W panującej wokół ciemności nie mógł jej zobaczyć, ale wzrok nie był mu potrzebny by wiedzieć, co się na niej znajduje. Czuł gdzie Mroczny Znak ma swój koniec. Każda krawędź zdawała się wypalać skórę piekącym, ostrym bólem. Naciągnął na rękę rękaw koszuli, tak jakby to miało w czymś pomóc. Nie wolno mu było narzekać w żadnym wypadku, bo kiedy takowa myśl przychodziła mu do głowy, widział twarz ojca.
Zamknął oczy. Zacznie od jutra, bo przecież na pewno coś wymyśli.

***
Jutro okazało się niewiele lepsze od dnia poprzedniego. Draco obudził się w podłym humorze. Po wykąpaniu się i starannemu zadbaniu o wygląd, udał się na śniadanie. Nie było mu dane minąć wielu okien, minus zamieszkiwania lochów, ale widok przez te, które minął wystarczył mu aby stwierdzić, że pogoda mimo wczesnego września nie dopisała. Burzowe chmury kłębiły się nad zamkiem, zapowiadając deszcz. Miał nieprzemożną ochotę zabrać swoją miotłę i polatać wokół terenu szkoły, ale natura uparła się popsuć mu szyki. Odrzucił więc tę myśl tak szybko, jak się pojawiła.
W Wielkiej Sali było wyjątkowo tłoczno, zwykle z czasem ilość przychodzących na śniadanie się zmniejsza, ale posiłku pierwszego dnia nowego roku nikt, nigdy nie opuszczał. Tak się przynajmniej wydawało Draco. Miał zwyczaj omiatać pomieszczenia wzrokiem, kiedy tylko do nich wchodził, jakby szukał potencjalnego zagrożenia. I znalazł je. Nie było niespodzianką, że przy stole Gryffindoru. Na domiar złego „niebezpieczeństwo” spoglądało na niego soczyście zielonymi oczami. O czymkolwiek Potter myślał w tym momencie, musiał to robić wyjątkowo intensywnie, stwierdził Draco. Wzrok miał raczej nieobecny, ale nadal uparcie utkwiony w blondynie. Draco nakazał sobie spokój i rzucając mu pełne obrzydzenia spojrzenie i usiadł przy stole Slytherinu, gdzie jego współdomownicy rozsiedli się już wygodnie. Potter odwrócił wzrok i utkwił go w swoim śniadaniu. Podziałało, stwierdził z satysfakcją Draco i sięgnął po tost. Jednak myśli o Harrym nie opuściły jego głowy, zaraz pojawiły się następne. Nie mógł zostawić tego w takim stanie. To, co zrobił mu przeklęty Potter, nie było jedynie złamaną kością jak do tej pory. Kości pod wpływem mikstur leczniczych pani Pomfrey zrastały się w kilka godzin, ale uszkodzona dum nie naprawi się tak szybko. Przełknął kęs śniadanie i utkwiwszy wzrok w dzbanku z herbatą pozwolił myślą płynąć do zdarzeń z tamtej nocy.
- …a ty, co o tym myślisz, Draco? - Malfoy zamrugał dwukrotnie zdając sobie sprawę, że jest szturchany w ramię, przez siedzącą obok Pansy. Spojrzał na dziewczynę, jej czujne spojrzenie utkwione w jego osobie sprawiło, że otrzeźwiał.
- Wybacz nie słuchałem, co mówiłaś? - Zwrócił się do Ślizgonki, wykręcając się lekko w jej stronę. Poczuł, że większość siedzących przy stole wbijała w niego wzrok. Zmarszczył brwi z irytacją.
- Draco, wszystko w porządku, jesteś jakiś nieobecny. - Pansy posłała współbiesiadnikom chłodne spojrzenie, by nie wtykali swoich ślizgońskich nosów tam, gdzie ich nie trzeba i wróciła do obserwowania blondyna.
- Yhmm… - mruknął w odpowiedzi. A kiedy dziewczyna spojrzała na jego lewą rękę, odruchowo pociągnął rękaw koszuli, mimo że Mroczny Znak wcale nie był widoczny i pokręcił przecząco głową na nieme pytanie w jej oczach. No tak, była ważniejsza sprawa niż zaprzątanie sobie głowy myślami o Potterze. Chociaż właściwie to przez cholernego Pottera musiał się teraz zajmować tą sprawą. Gdyby nie jego pieprzona, gryfońska odwaga już dawno byłby martwy, a Czarny Pan wystarczająco silny, by sam rozprawić się z Dumbledore’m. Jednak Chłopiec – Który – Nie – Ma – Zamiaru - Umrzeć nadal nie daje za wygraną i utrudnia życie Draco. To między innymi również przez niego, nigdy nie był doceniany przez ojca, bo Gryfon był lepszym szukającym, bo jego przeklęta, szlamowata przyjaciółka miała lepsze oceny, a gdyby pozwolił się łaskawie zabić nie byłoby jej w Hogwarcie. I w końcu odrzucenie jego ręki w dniu, kiedy się poznali, wybrał durnego Weasleya i tak pierwsze zadanie od ojca zostało nazwane porażką. To przez cholernego Pottera musiał znosić to, co ojciec fundował mu za przypisywanie kolejnym zadaniom miana porażki. A potem tak po prostu miał czelność zbliżyć się do niego, tak jak nigdy nie powinien był, tak jak nikomu do tej pory nie pozwolił. Był kurewsko wściekły także na siebie, bo Potter nawet przez moment nie użył siły, ale on mimo to nie zrobił nic, by mu przeszkodzić i powstrzymać to szaleństwo.
- Draco! - Pensy zirytowana tym, że chłopak znowu jej nie słucha, szturchnęła go ponownie w ramie tyle, że mocniej. - Posłuchasz, co mam ci do powiedzenia? Bo jeśli nie, to odejdź od tego stołu, bo i tak nic nie jesz, a ludzie zaczynają się na ciebie podejrzliwie patrzeć.
Draco spojrzał na porzucony tost, tak naprawdę nie obchodziło go, co myślą o nim w tej chwili Ślizgoni, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie w obecnej sytuacji. Odsunął krzesło i nie zaszczycając nikogo spojrzeniem, wyszedł z Wielkiej Sali. Pozostawiając oburzoną Pansy przy stole. Zamykając drzwi odetchnął z ulgą, ale pozwolił sobie na rozluźnienie jedynie na minutę, bo zaraz drzwi otworzyły i zamknęły się ponownie, a na korytarzu znalazł się nikt inny, jak Chłopiec – Który – Zatruwa – Mu - Życie.
Mierzyli się przez chwilę wzrokiem, poczym Draco odwrócił się na pięcie i ruszył bez słowa w stronę klasy Eliksirów. Pieprzone eliksiry z Gryfonami. Zaklął w myślach, kiedy uzmysłowił sobie, że właśnie tą lekcję będą mieli razem. Nie ucieknie nawet gdyby chciał. Przez chwilę rozważał rzucenie niewybaczalnego na Pottera. Pozbyłby się kłopotu raz na zawsze. Pomijając oczywiście fakt, że zostałby natychmiast wydalony z Hogwartu, a jak do cholery ma zabić dyrektora będąc w Azkabanie? I już zupełnie nie myśląc o tym, że Czarny Pan zapewne zrobiłby mu to samo, co on Potterowi, tyle tylko, że on przed śmiercią mocniej by cierpiał. Przełknął ślinę i skręcił w korytarz prowadzący do jednej z nieużywanych klas. Zatrzymał się, a kiedy się odwrócił zielone tęczówki Pottera świdrowały go od góry do dołu. Zacisnął dłonie, siląc się na spokój.
- Potter - Warknął oschle.
- Malfoy. - Gryfon wyciągnął dłonie z kieszeni i stanął prosto, w dalszym ciągu nie spuszczając wzroku z blondyna. Napięcie wiszące w powietrzu zdawało się wzrastać z każdą kolejną chwilą ciszy. Draco zaczął zdawać sobie sprawę, że jeśli Potter czegoś nie powie w ciągu minuty, rzuci się na niego i zabije. Nie ważne, czy zaklęciem, czy gołymi rękami. Frustracja, jaką odczuwał rodziła nieprzyjemną gulę w gardle niemożliwą do przełknięcia, dlatego nie ufając swojemu głosowi pozostały tylko rękoczyny. Poczuł, jak paznokcie wbijają mu się w skórę przez nadmierne zaciskanie dłoni. Gadaj! Krzyczał wewnętrznie.
Potter zauważył chyba, w jakim stanie jest Draco, bo przełknął ślinę i zaczął mówić najspokojniejszym głosem, jaki potrafił wydobyć ze swojego gardła.
- To, co się stało..ee…tamtej nocy. - Przerwał na chwilę, znowu łykając ślinę. Draco stwierdził, że musiał mieć tak samo sucho w ustach, jak on. - Eee… Zapomnij o tym.
Malfoy przez kolejne sekundy analizował to, co właśnie usłyszał, a kiedy stwierdził, że jego słuch wcale go nie mylił niewiele myśląc uderzył Pottera na tyle mocno, że poczuł nie tylko łamaną się kości w nosie chłopaka, ale także w swojej dłoni. Krew wyciekła niemal od razu, kapiąc na białą koszulę bruneta. Potter nie zrobił nic by się bronić. Trzymał dłoń na złamanym nosie i patrzył pustymi oczami. Znowu one, przeszło przez myśl Draco, znowu ten przeklęty pusty wzrok. Poczuł, jak gdzieś w nim formuję się żal, współczucie i jeszcze większa wściekłość. Uderzył ponownie, a kiedy chłopak upadł na ziemie usiadł na nim okrakiem i zrobił to jeszcze raz, a potem kolejny. Nie czuł bólu w złamanej dłoni, adrenalina pozwalała zapomnieć. Wiedział, że jeżeli Potter go nie powstrzyma naprawdę go zabije, sam nie panował już nad sobą. Uderzając po raz wtóry, przyszło mu do głowy, że na pewno zaraz ktoś tu przyjdzie, bo przecież tylko oni wyszli z Wielkiej Sali. Granger i Weasley uznają to za zły znak i przybiegną jak zawsze, ale mijały kolejne minuty i nikt się nie zjawiał. Twarz Gryfona teraz cała w siniakach, krwiakach i zadrapaniach nie prezentowała się najlepiej, miejscami zaczęła puchnąć. Tyle czasu czekał na to, żeby go wykończyć, a teraz, gdy miał do tego okazję, chciał przestać.
Kiedy jego ręka została zatrzymana mocnym uściskiem na nadgarstku odetchnął z ulgą. Sam mógł w końcu poczuć ból, co sprawiło, że otrzeźwiał i czuł się paradoksalnie dużo lepiej.
- Wystarczy. - Cichy szept, jaki usłyszał od Pottera, pozwolił mu uzmysłowić sobie, że dłoń bruneta zaciskała się teraz na jego nadgarstku.
Twarz Harryego była ściągnięta bólem, kiedy mówił, ale nie przestawał.
- Nie byłem sobą, bo gdyby tak było, nigdy bym cię nie dotknął. – Jego usta wykrzywiły się z odrazą, nawet pomimo bólu.
Warga Draco zadrgała, co nie uszło uwadze bruneta puścił, więc jego rękę, a ta opadła bezwładnie. - Kazałem ci to powstrzymać, ale nie zrobiłeś nic.
Draco nagle zalała fala wspomnień z tamtej nocy. Potter całujący go lubieżnie po szyi, a potem słowa, których nie pamiętał do teraz. „Powstrzymaj mnie, proszę”. Słowa desperacji i strachu po utracie kontroli nad własnym ciałem. Blondyn poczuł, jak traci wszystkie siły, siedząc nadal na chłopaku, nie potrafił się podnieść. Błagał by ktoś w końcu zaczął go szukać.
- Wstań. - Zażądał Harry, sam się jednocześnie podnosząc na łokciach. Kiedy nie nadeszła żadna reakcja ze strony Ślizgona powtórzył, ale Malfoy z twarzą bez wyrazu sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie oddychał, niezdolny do żadnej reakcji. Gdzieś w oddali docierały do nich głosy, widocznie śniadanie dobiegło końca i zaraz ktoś ich znajdzie. Pottera leżącego z opuchniętą twarzą i Malfoya bezwładnie na nim siedzącego. Obrazek niezbyt przyjemny dla nich obojga, a już z pewnością nie będzie przyjemnie, jak znajdzie ich jakiś nauczyciel. Chociaż z drugiej strony, taki widok nie był rzadkością.
- Zejdź ze mnie. - Harry spróbował po raz kolejny, tym razem jednak pomogło. Blondyn podniósł się i podał mu zdrową rękę pomagając wstać. Nawet przez moment nie spojrzał w oczy Harry’emu, wzrok utkwił w podłodze, jakby po pięciu latach kamienie ją wyścielające stały się nagle wyjątkowo interesujące.
Przeklęty Potter. Co Draco miał teraz zrobić, co powiedzieć? „Kazałem ci To powstrzymać, ale nie zrobiłeś nic.„ Słowa bruneta nadal brzmiały mu w uszach. Nie kłamał, a to było najgorsze.
- Zapomnieć? - Rzucił sucho, odczuwając ulgę, że nadal doskonale panuje nad głosem.
- Tak - Usłyszał w odpowiedzi. Przytaknął ruchem głowy, zastanawiając się, jak do cholery ma to zrobić.
- Obaj do Pomfrey, natychmiast. I po minus dziesięć punktów dla każdego! - Oburzony głos profesor McGonagall sprawił, że obaj odwrócili się natychmiast, wykrzywiając twarze w grymasie irytacji.
***
Kiedy dziesięć minut później siedzieli w skrzydle szpitalnym, słuchając narzekań szkolnej pielęgniarki, żaden nie odezwał się ani słowem. Nie było złośliwych uwag, szturchania, czy zawistnych spojrzeń jak zwykle, czysta i zupełna cisza. Pomfrey zmarszczyła brwi widząc zachowanie podopiecznych.
- Pierwszy dzień, a wy tu. - Westchnęła, podając Harry’emu eliksir do wypicia. Chłopak skrzywił się na zapach mikstury, ale posłusznie wypił zawartość fiolki. Zaraz poczuł, że twarz przestaje go boleć i z pewnością opuchlizna schodzi, świadczyło o tym to, że znów mógł otworzyć prawe oko.
- Niech pan zaczeka panie Potter - Poprosiła, kiedy Harry wstał z łóżka. - Pan, panie Malfoy, również zostanie. - Dodała i zabrawszy puste fiolki zniknęła za drzwiami swojego kantorka. Draco poruszył dłonią sprawdzając, czy wszystko z nią już w porządku, a kiedy nie wyczuł bólu pewniej usiadł na łóżku, obok siedzącego niedaleko Pottera. Pielęgniarka wróciła zanim zdążył zastanowić się, jaki jest sens prośby Pomfrey. Usiadła na sąsiednim łóżku twarzą do nich. Draco zauważył, że trzyma w dłoni kolejną fiolkę.
- Zdaje się, że musicie mi o czymś powiedzieć, zanim wezwę tu dyrektora. - Kobieta zmierzyła ich uważnym wzrokiem. Obaj natomiast utkwili je w podłodze. Doprawdy, jaka ona jest interesująca, przeszło przez myśl Draco, jak tak dalej pójdzie pozna najmniejszy szczegół każdego kamienia w zamku.
- Nie rozumiem… - Zaczął Potter, ale Draco nie pozwolił mu skończyć.
- Jesteś idiotą, Potter? – Warknął na chłopaka. Skoro Pomfrey zdawała się coś podejrzewać nie było sensu dalej tego ukrywać. Westchnął i wyprostował się, cokolwiek się działo nie mógł pokazać słabości, co powiedziałby ojciec? Właśnie, Lucjusz, Draco zdał sobie sprawę, że za wszelką cenę nie może dopuścić, by ten dowiedział się o tym hańbiącym zdarzeniu. Nie chciał myśleć, jak Malfoy senior zareagowałby na informację, że jego syn nie dość, że został splugawiony przez wroga numer jeden, to na dodatek nie potrafił tego powstrzymać, mimo że dostał takie polecenie od samego oprawcy.
- Zdaje się, że Potter ma poważne problemy z kontrolowaniem swoich rączek. - Sarkazm niemal wyciekał z słów Malfoya. Pomfley zignorowała jednak jego mowę i uporczywie wbijała wzrok w Pottera.
- Nie wiem… - Zaczął Potter i zamilkł jakby zastanawiał się, co powiedzieć. Draco zauważył, że Harry znów ma nieobecne spojrzenie, a tęczówki pociemniały mu, jak zawsze, gdy nad czymś intensywnie myślał.
- Coś jest nie tak, od kiedy wróciłem z Ministerstwa, po… - Przerwał, zdając sobie najwidoczniej sprawę z obecności Malfoya. Pomfrey kiwnęła głową w geście zrozumienia i raczyła w końcu spojrzeć na Draco.
- Panie Malfoy, zdaje się, że pan Potter został przeklęty bardzo kłopotliwą klątwą - Tu zerknęła na Harry’ego. - Przypuszczam, że znowu doszło miedzy wami do wybuchu emocji i reszta potoczyła się sama. - Wyjaśniła i podała wcześniej przyniesioną fiolkę Harry’emu. - Proszę to wypić, zdejmie zaklęcie. Żałuję jednak, że nie zgłosiliście tego wcześniej.
Chłopcy wpatrywali się w pielęgniarkę z zupełnie pustymi twarzami. Harry’ego widocznie martwiło coś innego, bo zdawał się nie słuchać Pomfrey. Natomiast Draco, który o reputację dbał nade wszystko, zaczął odczuwać niepokój i wściekłość zarazem. Miał ochotę rzucić się na Pottera, chociażby po to, żeby znowu złamać sobie dłoń. Jako karę za swoje beznadziejne postępowanie.
- Może pan już iść. - kiwnęła głową na Draco, jakby na potwierdzenie słów. Blondyn wstał wyraźnie wyprowadzony z równowagi i posłusznie ruszył ku drzwiom. Nie żeby słuchał poleceń Pomfrey, a dlatego, że chciał jak najszybciej stąd uciec. Tak sobie to przynajmniej tłumaczył. Zanim zdążył nacisnąć klamkę, drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wszedł dyrektor. Zza swoich okularów połówek zmierzył Malfoya wzrokiem i ku zdziwieniu chłopaka uśmiechnął się lekko, kładąc mu dłoń na ramieniu. Draco najpierw zastygł w osłupieniu, a kiedy otrząsnął się z szoku bez słowa opuścił salę.

***
Na Eliksiry już nie zdążył. W momencie, kiedy stanął przed drzwiami klasy te się otworzyły i wylał się zza nich tłum Gryfonów i Ślizgonów. Sam nie wiedział, czy w obecnej sytuacji ma się cieszyć ze zmiany stanowiska Snape’a, czy wręcz przeciwnie. Przystanął obok, aby poczekać na Crabbl’a, Goyl’a i resztę Ślizgonów, czuł się zbytnio odkryty, kiedy nie przebywali gdzieś blisko. Prawdopodobnie przyzwyczajenie. Kiedy w końcu zobaczył ich tęgie sylwetki nie było mu dane pójść z nimi.
- Mniemam, że pan Malfoy. - Głos Slughorna, nowego profesora od Eliksirów, pokrzyżował mu plany. Przeklął w myślach, wygląda na to, że nie była mu dana chwila spokoju.
- Owszem. - Potwierdził szorstkim, wymijającym tonem. Stwierdził, że jeśli zniechęci profesora ten da mu upragnioną chwilę wytchnienia. Rozczarował się jednak wielce, kiedy na pomarszczonej twarzy staruszka zakwitł uśmiech i zaprosił go gestem ręki do opustoszałej już klasy. Mężczyzna przyglądał mu się uważnie, jakby czegoś szukał i najpewniej znalazł, bo chwilkę później znów się ożywił.
- Nie podejrzewałem, że będzie pan aż tak podobny do ojca. - Zaczął, siadając wygodnie w fotelu za biurkiem. Draco westchnął wewnętrznie, jeszcze mu brakowało szalonego starca węszącego w rejonie jego rodziny. Wcale nie popadam w paranoję, powtarzał sobie w myśli. Chociaż dziwna obsesja na wyszukiwanie spisków zaczęła go prześladować zaraz po wydaniu rozkazu przez Voldemorta, wcale nie wiązał ją z tym zdarzeniem. Chyba po prostu wolał wmawiać sobie pewne rzeczy, niż uświadamiać, że nie jest z nim dobrze.
- Uczyłem go, biła od niego taka sama duma, jak od ciebie. - Draco dopiero po minucie zorientował się, że Slughorn nadal mówi, zmusił się więc do słuchania jego wywodu nad przeszłymi czasami. Jakoś nie szczególnie chciał słuchać, jak bardzo podobny jest do ojca, zwłaszcza, że jeśli nie pozwoli mu odejść niedługo będą podobni, ale i martwi.
- No, ale nie o tym chciałem z panem pomówić - Uśmiechnął się lekko - Doszły mnie już słuchy o sprzeczce pana oraz pana Pottera - mężczyzna spojrzał gdzieś ponad nim - Harry jak miło, że przyszedłeś - Radosna nutka w głosie profesora sprawiła, że Draco się skrzywił. Potter wszedł do klasy i stanął obok Malfoya, jednak na tyle daleko, by nie wywoływać w blondynie zbędnych emocji. Draco zauważył kątem oka, że chłopak jest znacznie bledszy niż zwykle, ale nie pozwolił sobie nad tym dłużej myśleć.
- Chłopcy, mam nadzieję, że zażegnaliście problem - Tu obaj prychnęli, ale profesor postanowił to widocznie zignorować, bo mówił dalej - Prosiłbym abyście zajrzeli do notatek kolegów. Słyszałem, że obaj macie aspiracje, co do tego przedmiotu, chociaż każdy z innego powodu.
Draco nie bardzo słuchał, co Slughorn miał do powiedzenia, coś o Aurorach, jeśli dobrze słyszał. Potter wydawał się wyjątkowo gadatliwy. Dyskutował z profesorem zaciekle. Zdawali się zapominać o obecności Malfoya, normalnie wyjątkowo by go to obruszyło, ale teraz nie miał do tego głowy. Nie wiedział, ile czasu spędzili w klasie, ale wydawało się to być wiecznością, odchrząknął znacząco widząc, że rozmowa wcale nie skłania się ku końcowi.
- Oh, chłopcy miło się gawędziło, ale musicie iść na lekcję - Westchnął zerkając na klepsydrę stojącą na biurku, która odsypywała leniwie piasek. - Zmykajcie.
Kiedy wyszli z klasy odeszli, ku swojej wielkiej uldze, w zupełnie inne miejsca.
- Nienawidzę cię Malfoy...
- A ja ciebie nie oceniam.


Obrazek
MegamiNamida Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 5
Dołączył(a): 14 lis 2012, o 18:59
Lokalizacja: Domek z piernika.


Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości