[T] [Z] Gość

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Glenka » 25 lip 2018, o 22:53

Rozdział 15


- Draco. - mruknął Harry, chwytając go za kołnierz i przyciągając go bliżej. - Cholera, tęskniłem za tobą...

- Ty…

Potter pocałował go łapczywie, zupełnie tak, jakby wcale nie minął rok czasu. Jego wnętrzności zapłonęły a mózg rozpłynął się kompletnie. Nic nie było tak dobre jak właśnie to.

Draco ukrył twarz w ramieniu Harry'ego i rozkoszował się kontaktem. Za nic nie chciał się teraz odsunąć. Gryfon zatrząsł się - blondyn nie był w stanie powiedzieć czy od śmiechu czy od szlochu. Był mu smutno. Draco chciał więcej. Kontaktu, uprawomocnienia. Chciał złapać Pottera za rękę i zaciągnąć go do swojej sypialni, nie zważając na to czy zauważyliby ich rodzice lub czy wybuchnąłby pożar niszcząc wszystkie te antyczne fotele.

Zamiast tego, odsunął się z trudem.

- Pieprz się. - powiedział, wstając i zatrzaskując za sobą drzwi rezydencji.

***


Wbrew zdrowemu rozsądkowi Draco zdecydował się dołączyć do Armat. I to tyle.

Pierwszy trening wywołał u niego szok. Ścigający nie trafiliby w kafla nawet gdyby obręcze były wielkości domów i byłyby nieudolnie strzeżone przez nieżywą żyrafę. Pałkarze zamykali oczy bezpośrednio przed zamachnięciem się na tłuczka, przez co częściej uderzali swoich kolegów z drużyny niż piłkę. Obrońca ledwo co trzymał się na miotle i sprawiał wrażenie, jakby bardzo się jej bał. Draco nie szukał znicza, w osłupieniu przyglądając się tak żałosnemu treningowi. Złoty błysk sam zwrócił na niego swoją uwagę i łapiąc go niemal wpadł na Burnetta, który wciąż dziko wymachiwał kijem.

- Jasna cholera. - powiedziała Minnick, jedna ze Ścigających, gdy wyhamowała.

- Czy to Harry Pieprzony Potter? - zapytał Snyder, Pałkarz. - Obserwuje nasz trening?

- Malfoy, widzisz go? - zapytał Peterson, Kapitan. - Nie sądzę, żeby przyszedł tu dla nas.

- Hej! Może przyszedł do mnie? - zapytała Jones, zajmująca pozycję Obrońcy, poprawiając swoje włosy.

- Jego nie kręcą takie ptaszynki, Rita. - zachichotał Burnett, odwracając się do Draco. - Tak przynajmniej słyszałem. Byłem rok nad wami w Hogwarcie. Słyszałem te wszystkie plotki. O tym jak się pieprzyliście.

Policzek Draco drgnął.

- Nie mogę cię winić, Malfoy. - nadąsała się Jones. - Ma całkiem słodki tyłek. - dodała, wyciągając szyję, by lepiej się przybyszowi przyjrzeć, powodując tym samym, że policzek blondyna zadrgał mocniej.

Zanim Draco się zorientował o co się tak zezłościł, jego koledzy z drużyny już lądowali, więc nie miał wyjścia i zrobił to samo. Potter uśmiechnął się do niego, wyglądając na niego znużonego.

- Panie Potter, to zaszczyt. - powiedział Peterson natychmiast ściskając jedną dłoń bruneta swoimi dwoma. Dość niezgrabnie. – Dziękujemy za wsparcie. – Ciało Pottera zaczęło się niemal kołysać pod wpływem silnego uścisku. Draco prychnął, na co Harry delikatnie wyrwał swoją dłoń.

- Nie ma za co dziękować. – uśmiechnął się nieszczerze brunet.

- Zapraszamy do przyłączenia się do naszej praktyki. Chętnie przyjmiemy każdą wskazówkę. – powiedział Kapitan, puszczając mu oczko.

Draco aż poczerwieniał z oburzenia.

- Och nie, nie mógłbym. - odpowiedział Potter, gdy Armaty go niemal otoczyły.

- Normalnie nie mogę w to uwierzyć! Harry Potter! - wyszczerzyła się Jones, kładąc mu obie ręce na ramionach.

Harry odchrząknął.

- Właściwie to przyszedłem, żeby porozmawiać z waszym Szukającym.

Drużyna zamilkła i szybko zrobili im miejsca, podczas gdy Draco odwrócił się i zaczął iść w kierunku szafek. Potter podążył za nim.

- Draco...

Blondyn przeszedł przez drzwi ale nie zdążył ich zamknąć - Potter wszedł za nim. Uśmiechnął się szyderczo, jednocześnie robiąc krok w tył.

- Możemy zamienić słowo? – zapytał Harry.

- Dlaczego nie porozmawiasz sobie z Jones? - zapytał rozzłoszczony Draco. - Dobrze się dogadujecie.

Harry zamrugał i zmarszczył brwi, po czym potrząsnął głową.

- Nie, nie. – odpowiedział, ignorując zmianę tematu. - Draco. Voldemorta już nie ma.

Blondyn wzdrygnął się słysząc tą nazwę. Wciąż nie wyplenił z siebie tego nawyku.

Harry uśmiechnął się przepraszająco.

- Chciałem kontynuować to… co zaczęliśmy...

Draco siłą powstrzymywał się od przeklęcia go.

- Czego chcesz? - zapytał chłodno.

- Ciebie.

Blondyn przełknął ciężko ślinę.

- Nie jestem jakimś towarem. Nie możesz sobie mnie od tak wybrać. Szósty rok… był pieprzoną fantazją. Minął rok, Potter. Nie chcę cię rozczarować ale my... – Błysk wspomnienia malutkiego Teddy'ego. Jego pierwsze kroczki. Upadek na podłogę. – My nie…

- W porządku?

- Odwal się!

- Co powiesz na obiad? Na Grimmuald Place... W sobotę. Proszę? - błagał Potter.

- Harry... - zaczął, a potem to zobaczył. Harry lgnął do każdego jego słowa. Z bliska wcale nie był tak pewny siebie jak na trybunach. Potter był wrakiem. Jest uszkodzony. W jego oczach Draco widział tylko ta matowość, którą czasem widywał w swoich wizjach. Gdzie znalazł na tyle energii, by go błagać? - No dobrze, wpadnę. – powiedział z niechętnym współczuciem.

Ulga na twarzy Gryfona była bardzo widoczna. Mężczyzna natychmiast zrobił krok w jego kierunku, ale Draco uniknął próby pocałunku. Brunet zachichotał niezręcznie.

- No to w sobotę. - wyszczerzył się.

- W sobotę. – potwierdził blondyn, łapiąc swoją torbę i wychodząc.

***


Wszystko musiało być perfekcyjne. Harry całą noc spędził na sprzątaniu, żeby rozegnać wrażenie nieczystości tego miejsca.

Znalazł nawet sposób na portret Walburgi Black – była teraz ułagodzona. Być może wydawała się sądzić, że w jej domu może przebywać czystokrwisty potomek Blacków.

Stworkowi kazał przygotować stół ze wszystkimi fantazyjnymi przyborami i przynieść najstarsze wino z piwnic. Na środku stołu Harry ustawił wazon z pojedynczą czerwoną różą z nadzieją, że Draco jej nie znienawidzi. Czy było wystarczająco subtelnie?

Poszedł do salonu i zaczął chodzić w kółko. Zaczął nawet lekko podgryzać swoje paznokcie ale natychmiast przestał, gdy wyobraził sobie Draco, który patrzy na niego z obrzydzeniem. Paznokcie Ślizgona zawsze były starannie wypielęgnowane, więc Harry nie powinien mieć sękatych.

Draco miał też piękne, jasne włosy i…

Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, Gryfon niemal wyskoczył z siebie. Wygładził szybko zielone szaty, które założył - wiedział, że Draco też się spodobają. Biorąc głęboki oddech, otworzył drzwi z nadzieją, że nie wywróci się gdzieś po drodze. Blondyn przecisnął się obok niego z masą papierzysk i zmarszczonym nosem, od razu kierując się do jadalni. Harry zamrugał ogłuszony, po czym poszedł za nim.

- Gdzie jest Teddy? - zapytał nonszalancko blondyn, przyglądając się wszystkiemu z niesmakiem.

- Och, z Andromedą. - odpowiedział zaskoczony. - Tak właściwie to przygotowuję teraz dla niego pokój. Będzie ze mną mieszkał...

- Cztery dni w tygodniu, wiem. - dopowiedział Draco, rzucając pergaminy na stół, gdzieniegdzie niszcząc tym wytworną aranżację.

Harry niemal załamał ręce.

- Co to jest?

- Kontrakty. - wycedził Draco. - Chciałem uporządkować to wszystko zanim... no wiesz.

Harry gapił się na niego - nie miał pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Draco gdy podłapał jego spojrzenie, westchnął cierpiętniczo i kontynuował.

- Mój adwokat będzie chciał spotkać się z tobą i twoim przedstawicielem w dogodnym dla ciebie terminie, jeśli uznasz to za konieczne. Na razie pozwól, że podsumuję. - Draco rozejrzał się raz jeszcze po otoczeniu. - Ten dom na razie może być ale nie na stałe. Jest dość brzydki i stary. Obowiązki rodzicielskie będziemy dzielić po połowie, aczkolwiek wydaje mi się, że masz do tego większy talent - Potter, nie będę zmieniał pieluszek. Nie chcę też żadnych twoich śmiesznych mugolskich wynalazków w mojej przestrzeni życiowej - nie myśl, że mnie do czegoś przekonasz. Nie będę mieszkał w domu, w którym będziesz uważał to za właściwe…

Harry poczuł, że jego głowa zaczyna pękać z oszołomienia. Zamrugał gwałtownie.

- ...seks trzy razy w tygodniu, minimum. I przynajmniej raz w tygodniu będę na dole. Potrzebuję cię do...

- Czekaj, czekaj! - przerwał mu szybko, czując że zaraz pęknie mu głowa. - To jesteśmy w końcu razem?

Brunet podskoczył, gdy wazon eksplodował. Róża opadła bezwładnie na stół. Draco nie poruszył się ale pod grzywką było widać jak jego oczy płoną.

- Jaki masz kurwa z tym problem? - zażądał blondyn.

Harry odruchowo się skulił, czując się tym wszystkim przytłoczony. Czuł się jakby ich role się odwróciły. Ogarnęło go nagłe przerażenie. Od kiedy Draco był tym dominującym?

- Po prostu myślałem, że ja będę musiał skakać wokół ciebie... przez całe tygodnie... albo i dłużej... i ee... nie spodziewałem się...

- Nie jesteśmy już w szkole. - powiedział chłodno Draco. - Sam to powiedziałeś. Czarny Pan nie żyje.

Harry przełknął ślinę walcząc z przerażeniem.

- Tak, oczywiście... ale czy nie możemy pozwolić, żeby to wszystko działo się... naturalnie?

- Nie będę już czekał. - odpowiedział zrezygnowany Draco.

- Nie musisz. - powiedział, czując się jakby serce miało mu zaraz wyskoczyć z piersi. Draco go chciał. Bardzo mocno. Nie spodziewał się jednak, że ten przyjdzie tutaj i wyłoży mu kawę na ławę. - A czy mogę... pocałować cię teraz? Tak na początek?

Blondyn w momencie przybrał zirytowany wyraz twarzy. Nawet odwrócił się w stronę drzwi.

- Kocham cię. - powiedział dobitnie brunet, na co Draco spojrzał na niego, wyglądając na winnego.

Jak na kogoś kto przez większą część roku uchylał się od zobowiązań, Draco zachowywał się teraz bardzo niecierpliwie. Na szczęście, poszedł za Harrym do salonu i usiadł obok niego na kanapie. Potem spiorunował go wzrokiem spod półprzymkniętych powiek i pozwolił się pogładzić po policzku. Gryfon kupił sobie tym odrobinę czasu. Nie minęła jednak dłuższa chwila a znowu zrobił się niespokojny.

- Nie wiem dlaczego jestem taki zdenerwowany. - przyznał Harry, wyciągając ze swoich szat małe pudełko. Przełknął ślinę i zmusił się do spojrzenia w oczy drugiemu mężczyźnie. - Zwiążesz się ze mną?

Draco otworzył szerzej oczy - Harry jeszcze nigdy nie widział go tak zszokowanego. Nie sądził chyba, że brunet będzie lepiej przygotowany od niego. Mimo to, wziął pierścionek i założył go sobie na palec. Chwilę po tym, zdjął ze swojej ręki srebrną opaskę - była to najprawdopodobniej jakaś rodzinna pamiątka i jednak był przygotowany w takim samym stopniu, co Harry. Gdy włożył ją na jego palec, ta przemieniła się w pierścionek.

Draco pocałował go lekko.

- Gotowy?

- Tak. - odpowiedział słabo Harry.

Blondyn posłał mu mały uśmiech i Harry stwierdził, że coś dobrego jednak z tej wojny wyszło. Obaj spletli swoje palce i wymruczeli inkantację, która ich związała.

Harry mówił z pamięci – wiedział, że to zaimponuje Draco. Czuł jak ich magia łączy się ze sobą. Zamknęli oczy i delektowali się tą chwilą.

- Łał. – powiedział brunet, gdy uniósł powieki.

A potem zaczęli się całować. Na początku łagodnie a potem z coraz to większą desperacją. Kurwa, Draco był jego. Blondyn próbował odepchnąć go lekko i zaciągnąć do sypialni ale nie pozwolił mu na to.

- Draco…

- Wiem. – mruknął Ślizgon, wracając na kanapę. Jakąś chwilę później, więź została skonsumowana.

***


Rano, Harry dość szybko się obudził. Zamrugał zdziwiony, uświadamiając sobie, że jest sam. Przez moment obawiał się, że to wszystko było tylko snem ale potem uzmysłowił sobie, że był nagi. Nie miał zwyczaju sypiać nago na Grimmuald Place.

Złapał koc, który zaczął się z niego zsuwać. Czy Draco go porzucił? Gdy spuścił głowę w dół, zauważył że pierścień wciąż był na swoim miejscu. Więc to prawda – związali się.

Draco najwyraźniej był w drugim pokoju, bo właśnie z niego wyszedł ubrany w jego spodenki i podkoszulek. Wyglądał rozkosznie, gdy był taki rozczochrany. Usiadł obok Harry'ego i podał mu jeden z dwóch trzymanych przez siebie kubków. Kawa była cudowna – mógł to stwierdzić a nawet jej jeszcze nie spróbował.

Brunetowi bardzo podobał się sposób, w jaki Draco zachowywał się teraz przy nim. Harry powiercił się przez moment, chcąc zmaksymalizować kontakt skóry ze skórą, po czym usadowił się kładąc głowę na ramieniu blondyna, mentalnie przygotowując się na besztanie. Nos wcisnął jego szyję i nieco go powąchał, na co drugi mężczyzna skulił się odrobinę. Pewnie go połaskotał. Po chwili usłyszał jak Ślizgon wzdycha i odkłada swój kubek na stół.

Draco wyciągnął rękę i bezmyślnie przesunął palcami po jego włosach. Zamknął oczy pozwalając sobie na tę pieszczotę. Był taki szczęśliwy. Po chwili poczuł jak blondyn odsuwa się jakby chciał odejść, więc szybko przybliżył się do niego ale ten tylko zabrał mu z dłoni kubek z chłodną już kawą i odłożył go obok swojego.

Usiadł prosto chcąc coś powiedzieć ale wtedy Draco delikatnie go pocałował, sprawiając że znowu zapadł w ten stan leniwej błogości.

- Kocham cię. - wyszeptał Ślizgon cicho z widoczną ostrożnością.

Gardło Harry'ego zacisnęło się gwałtownie i poczuł, że nie może wydusić z siebie słowa. Zamiast tego, przygryzł wargę i pokiwał słabo głową. Następnie Draco wstał i zostawił go. Brunet osunął się na kanapie, patrząc w sufit i rozmyślając nad tym, jak bardzo zmieniło się jego życie.
Glenka Offline


 
Posty: 25
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez Glenka » 25 lip 2018, o 22:57

Rozdział 16


Kilka dni później, Teddy spędził pierwszy dzień na Grimmuald Place. Draco wszedł do salonu i niemal wypluł herbatę.

- Harry, on nienawidzi tej zabawki!

- Co? - Harry podniósł głowę znad płaczącego na podłodze noworodka, trzymając jaskrawą grzechotkę w dłoni. - Dopiero co ją kupiłem.

- Wiem. Dzięki, Potter. - powiedział Draco, podnosząc Teddy'ego i wychodząc. Chłopczyk zagruchał szczęśliwy, na co Harry patrzył w osłupieniu.

***


W miarę upływu lat udało się im osiedlić w normalności. Obydwu pochłonęła kariera. Po dwudziestce Armaty wypracowały rutynę po grze.

- Wszyscy idą do Glendy... - Minnick powiedziała w szatni, po szczególnie wyczerpującym meczu. To była ich trzecia wygrana z rzędu.

- Ja idę do domu. - uśmiechnął się Burnett, wzruszając ramionami. - Dzisiaj moja kolej robienia kolacji...

- Twoja kolej? Jaki z ciebie domator. - przerwał mu Draco. Wszyscy zachichotali, zaś Burnett skrzywił się. - Nie żeby coś ale nie pokazałeś się w tym sezonie. - zauważył.

- Najwidoczniej nie znajduję przyjemności w zdobywaniu pieniędzy. Też tak kiedyś będziesz miał, Draco. - na odchodne powiedział chłodno Burnett.

- Szczerze w to wątpię. Czyżbyś mnie nie znał, Burnett?

Reszta drużyny zachichotała.

Gdy Armaty pojawiły się u Glendy, temat gotowania zdążył już wycichnąć. Draco uśmiechnął się widząc, że Harry już tam na niego czeka.

- Dobra robota. - brunet odwzajemnił uśmiech a potem zmarszczył brwi. - Jakiś czerwony jesteś.

- Nic mi nie jest. - odpowiedział defensywnie, przyglądając się z rozbawieniem jak Obrońca Sokołów zatacza się będąc coraz to bardziej pijanym i wojowniczym.

- Masz!

Draco omal nie podskoczył, gdy wielka szklanka ognistej whisky została postawiona tuż przed nim. Część trunku zdążyła się wylać.

Blondyn podążył wzrokiem po ramieniu wciąż trzymającym uchwyt i zamrugał zaskoczony, gdy zauważył, że to Weasley postawił mu kufel.

- Dobrze ci poszło. - skomentował zrzędliwie rudzielec. Jego twarz była już zarumieniona od wypitego alkoholu.

Draco owinął palce wokół szkła. To był symbol pokoju.

- Rzeczywiście. - odpowiedział z zadowoleniem, na co Weasley wywrócił oczami i opadł obok nich.

Zamiast pić, blondyn wpatrywał się w kufel. Potter z kolei, pogrążony w rozmowie z Petersonem, z roztargnieniem oplótł rękę wokół jego talii i pogłaskał go po brzuchu.

- Potter! - zawołała Minnick, wskazując na Draco. Chciała, żeby dołączył do niej przy barze. Część drużyny piła tam akurat shoty.

Czując jak ogarnia go panika, natychmiast wstał.

- Ja... Idę do toalety. - powiedział widząc zdezorientowane spojrzenia wszystkich, po czym będąc już w łazience, aportował się do domu.

***


Teddy miał już dwa latka i był już całkiem duży. Harry wciąż zgorzkniale przeżywał niesamowite umiejętności rodzicielskie Draco. Blondyn wiedział czego chłopiec potrzebował, zanim uzmysłowiło sobie to samo dziecko. Co więcej, Teddy o wiele szybciej nauczył się mówić do niego "tata" niż "dada".

Gdy maluch odkrył, że Andromeda będzie mu bardziej potrzebna, przeniósł na nią większą część swojej uwagi. Zupełnie jakby podświadomie czuł, że kobieta rozpieści go i niewątpliwie spróbuje zepsuć. Teddy bardzo polubił czekoladę. Szalenie się nią zajadał się, gdy tylko miał do niej dostęp w rezydencji Potterów.

Malfoyowie uwielbiali chłopca ale nie mogli znieść Draco. Wyraźnie pogardzali zainteresowanie swojego syna Wybrańcem i faktem, że nie przejmował się sprawą potencjalnego spadkobiercy rodu. Draco uważał to za zabawne i nie brał tego do siebie. Najprawdopodobniej to, że szacunek do jego rodu znacznie zmalał po wojnie. Do tego stopnia, że zdecydował się przyjąć nazwisko Harry'ego.

Co do Harry'ego - małżeństwo z nim wcale nie było takie przerażające, jak się spodziewał. Nieustannie się sprzeczali - to jasne - i próbowali się pozabijać od czasu do czasu. Seks z kolei był po prostu genialny. Nie przejmowali się więc walkami.

Oboje radzili sobie coraz lepiej pod względem emocjonalnym. Ilość pojawiających się koszmarów znacznie zmalała.

Naprzemienny smutek i zmęczenie Harry'ego powoli zanikało, pozwalając pojawiać się jego wcześniejszej osobowości. Draco lubił rzucać wtedy sarkastyczne uwagi. Uwielbiał torturować go, żeby Harry czuł, jak ważne jest bronienie się przed tym. I zawsze był gotów na przyjęcie jego wyzwania.

Niespodziewanie, pewnego wieczoru Harry zaciągnął Draco do Nory, gdzie blondyn był wciskany w gigantycznie wielki biust rudowłosej kobiety, po czym spędził cały ten czas próbując niczego nie dotykać. W ramach zemsty zwabił go do łazienki za jadalnią na szybki numerek a potem zabrał mu ubrania. Harry był zmuszony wyjść stamtąd zasłaniając się ręcznikiem. Wszyscy się gapili, zaś Molly Weasley zdążyła na niego nakrzyczeć zanim runęła jaka długa twarzą wprost do jej słynnego tortu, którego Draco nawet nie tknął.

Potter później przekonał Teddy'ego, żeby ten przez tydzień chodził z rudowłosą czupryną i piegami. Nie będąc dłużnym, Draco nauczył chłopca niegrzecznych i zdecydowanie nieodpowiednich dla dziecka rzeczy.

Potem Harry wypytał Goyle'a o szczegóły dotyczące przyjaciół Draco z dzieciństwa i zrobił małe przedstawienie ze skrzatami domowymi w roli głównej. Blondyn wyciągnął go więc do nocnego klubu, gdzie spędzili całą noc ze Ślizgonami i Pansy.

Co więcej, udało mu się przekonać bruneta, żeby zjadł kolację z jego matką, która przez cały ten czas chłodno obserwowała jego zmagania w odróżnieniu właściwego widelca. W odwecie Harry wypieprzył Draco w jego starej sypialni tak, że na sto procent cała rezydencja ich słyszała. To jednak obróciło się przeciwko niemu, gdy następnego dnia Narcyza zmusiła go do przeglądania odpowiednio opisanych czasopism o życiu seksualnym. W międzyczasie kobieta wypiła z Draco herbatkę.

Po sromotnej porażce, kolejnego dnia Harry flirtował z Jones, znienawidzoną przez Draco koleżanką z drużyny. Spekulował czy uda jej się w kolejnym sezonie zdobyć miejsce Szukającej.

A potem Draco zabrał Harry'ego na kolację i powiedział mu, że jest w ciąży.

- Na... Naprawdę? - wyjąkał Gryfon po raz piąty.

- Oczywiście, że nie. - odpowiedział mu, gdy znaleźli się z powrotem na Grimmuald Place.

Szczęka Harry'ego wylądowała na podłodze.

Być może Draco przesadził. Ich następne walki były jednym wielkim rozczarowaniem - Harry poddawał się szybko i stał się dziwnie troskliwy. Przestał nawet odpowiadać na klątwy Draco, które ten rzucał w napadach złości. Blondyn dostawał od niego dosłownie wszystko, czego tylko chciał. O każdej porze dnia i nocy.

Czasami też testował cierpliwość Harry'ego i stawiał mu coraz bardziej absurdalne i niewygodne żądania. Dopiero po tym jak ten pojechał do Egiptu po czekoladowy czajnik, Draco zaczął się naprawdę denerwować. A Harry wcale nie był wkurzony.

***


Była wtedy połowa sezonu Quidditcha, więc pogrążył się w praktykach. Armaty radziły sobie teraz całkiem dobrze i - co zaskakujące - zdobywały coraz więcej fanów. Najwyraźniej ludzie byli romantykami i ciągnęło ich do słabszych. Związek z Wybrańcem też w tym nieco pomógł.

- Unikam Pottera. - powiedział Draco, wychodząc z Fiuu Notta po ostatnim meczu. Tak właściwie to po prostu unikał Glendy ale na jedno wychodziło. - Ostatnio jest wkurzający.

Nott opadł na kanapę razem ze swoją dziewczyną i rzucił mu zdziwione spojrzenie. Kobieta była uzdrowicielką, którą Draco czasem widywał, gdy przychodziło do badań drużyny. I od czasu do czasu, gdy miał potwornego kaca. Lovebad. Loathgood. Lovegood? O właśnie, Pomyluna! Pomyluna uśmiechnęła się do niego wymownie, gdy wcisnął się w miejsce pomiędzy nimi.

Konsternacja Notta zmieniła się w kpiący uśmieszek.

- Och, naprawdę, Potter?

Draco spiorunował go wzrokiem. Jego przyjaciele nigdy nie przywykli do tego, że zmienił nazwisko. Machnięciem różdżki zapalił kilka lampek. Dlaczego siedzą w ciemności? Ze stolika chwycił miskę chipsów i zaczął pakować je garściami do ust.

- Czujecie, że ten gamoń przyniósł mi niedawno kwiaty?

- To straszne. - Nott przewrócił oczami. - I wydaje mi się, że przejąłeś nieco jego maniery.

- No wiem! - powiedział Draco, ignorując drugą część oświadczenia przyjaciela. - Kretyn.

- Może stara się złagodzić to coś, co napędza wasze dysfunkcjonalne małżeństwo?

Ze zmarszczonymi brwiami odwrócił się do Pomyluny, która uśmiechnęła się do niego łagodnie.

- Wiesz, że twoje zachowanie powodowane jest przez gnębiwtryski?

- Co? Że jak? - zapytał wściekle.

- Och! - Pomyluna nagle zamrugała zdziwiona. Na jej twarz uśmiech powrócił po chwili. - Mój błąd. To jednak coś innego.

Draco spiorunował ją wzrokiem - od dawna wiedział, że ta dziewczyna jest dziwaczką. Mimo to, jakoś ją akceptował. Pomyluna zawsze podpisywała jego raporty medyczne, była przydatna.

Kiedy wepchnął do ust kolejną garść chipsów, zdegustowany Nott wstał i ze zmarszczonym nosem strzepał okruszki ze swoich ubrań.

- Wiesz Draco - jak będziesz dalej tak jadł, to wkrótce będziesz zbyt gruby, żeby być Szukającym. - powiedział z nikczemnym uśmiechem.

- Jak śmiesz! - krzyknął blondyn i rzucił w niego ceramiczną miską. Trafił idealnie. Oszołomiony Nott upadł na plecy. Jutro zapewne będzie go boleć głowa.

Pomyluna uśmiechnęła się tajemniczo.

- Czy mogę cię prosić na słówko, Draco? - zapytała i zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, dziewczyna chwyciła go za rękę i pociągnęła do następnego pokoju.

***


Następnego dnia, Harry pomachał mu dłonią przy drzwiach restauracji, uśmiechając się szeroko.

- Tęskniłem wczoraj za tobą. Musiałeś wrócić jak już zasnąłem...

- Nienawidzę cię. - przerwał mu Draco. Harry zamrugał. - Ty gryfoński kawałku gówna, ty pieprzony...

- Draco! - syknął brunet, głową wskazując na rodzinę z dziećmi, która akurat koło nich przechodziła. Rodzice rzucili im pełne wyrzutów spojrzenie.

Blondyn przełknął ślinę.

- Tak sobie żartowałem... - wydukał.

- No dobrze. - westchnął Harry otwierając mu drzwi.

Tym razem spotkali się na szybki lunch w aurorskiej przerwie. Tą dziurę wybrał właśnie Harry. Draco nie mógł nic na to poradzić - jedynie rozglądał się wokół z niesmakiem. Mimo to, próbował być uprzejmym.

Brunet pocałował go w policzek. Draco musiał wręcz oderwać jego dłoń od swojego brzucha, ku jego ogromnej irytacji. Ostrożnie usiadł po drugiej stronie stołu i próbował sobie wmówić, że to wcale nie była wina Harry'ego, że był podniecony. To wina jego przeklętej magii. Gryfon wzruszył ramionami i zaczął oglądać jakiś zwój, jak zwykle będąc pochłoniętym przez pracę. Draco zerknął do menu i starał się nie wzdrygnąć na widok tych wszystkich obrzydliwie brzmiących dań. Nie przełknie tego badziewia.

Być może wyczuwając gorycz Draco, Harry podniósł wzrok. Odłożył swoje zajęcie, uśmiechając się do niego życzliwie.

- Twoja drużyna świetnie się spisuje. Nie mogę uwierzyć, że dotarliście aż do ćwierćfinałów. - powiedział niemal smutno. - Wszyscy są tacy podekscytowani, żeby zobaczyć...

- Harry.

- Ee... Tak?

- Jestem... - Draco przerwał, czerwieniąc się niesamowicie. - Muszę iść.

Chwilę później już go tam nie było.

***


Draco wyszedł z łazienki i znieruchomiał widząc Harry'ego w pustej już szatni. Teddy siedział oparty na jego biodrze. Musiał użyć swojego statusu Wybrańca, żeby go tutaj wpuścili.

- Tata!

Całkowicie bezmyślnie Draco wziął chłopca na ręce.

- Unikasz mnie. - powiedział Harry. Blondyn nie zaprzeczył. - Widziałem, że gra twój rezerwowy. - dodał, wspominając toczoną obecnie rozgrywkę. - Wszystko w porządku? - zapytał z twarzą pełną niepokoju.

- Jedynie się spóźniłem. - odpowiedział, wygładzając swoje szaty do Quidditcha. Wiedział, że nie brzmiał przekonująco i czuł jak na jego czole pojawiają się kropelki potu. - To był naprawdę ciężki sezon. - dodał mając nadzieję, że nie wygląda tak słabo jak się czuje. Z oddali słyszał wiwaty tłumu i starał się ignorować nieokrzesane komentarze spikera.

Nigdzie nie widać Draco Pottera. Może przytłoczyła go presja? W końcu Armaty mierzą się z Puddlemere. Jeśli teraz się poddadzą, może uda im się zdobyć wystarczająco punktów, żeby...

- Nikt cię nie osądzi, jeśli tym razem nie zagrasz.

Draco skrzywił się, kiedy Teddy zaczął naciskać na kąciki jego ust.

- Nic mi nie jest. - powiedział, odpychając ręce chłopczyka. - To nic takiego.

- Jesteś pewien?

Teddy teraz zainteresował się jego włosami. Szarpnął go i Draco objął go mocniej, żeby nieco unieruchomić mu ręce. Dziecko zachichotało rozbawione.

Harry obserwował ich uważnie.

- Zawsze byłeś do niego bardzo przywiązany.

- Raczej za nim tęskniłem.

Brunet uśmiechnął się szeroko.

- Dzięki twoim wizjom.

Draco kiwnął głową.

- Poznałem go zanim jeszcze się urodził. - westchnął. - Czasami naprawdę nienawidzę być tym cholernym jasnowidzem.

Po chwili oddał Teddy'ego Harry'emu i wyszedł z budynku. Słyszał za sobą kroki, które powiedziały mu, że poszli za nim. Gdy wiwaty z trybun stały się głośniejsze, wszystko inne zostało zagłuszone. Strona należąca do Puddlemere ryczała ponuro. Harry stanął na uboczu, gdy Draco wsiadł na miotłę i wzbił się w powietrze. Wtedy dopiero trybuny tak naprawdę wybuchnęły.

Armaty wygrały mecz w samą porę. Jeszcze chwila a puściłby pawia - znów miał mdłości. Gdy jego stopy dotknęły ziemi, został niemal zmiażdżony w uścisku. W dłoni trzymał złotego znicza.

***


Kiedy obudził się następnego dnia, Harry obejmował go w talii. Usiłował się odsunąć ale jedyne co osiągnął to obudzenie drugiego mężczyzny. Harry nie zauważył nawet co robił. Draco został do niego przyciągnięty, świadomie czy nie, przy pomocy magii. Zirytowawszy się, oparł się pokusie rzucenia jakiegoś paskudnego zaklęcia i zamknął oczy, próbując ponownie zasnąć.

Westchnął, gdy poczuł pocałunek na szyi. Harry possał przez moment wrażliwą skórę a potem przeniósł się na ramię i klatkę piersiową. Kierował się w dół, ku żołądkowi blondyna. Gdy dotarł w to miejsce, zatrzymał się. Brzuch Draco nie był już taki płaski jak zazwyczaj. Wyglądał nietypowo - był lekko wypukły. I to nie z powodu choroby. Harry z uśmiechem zasypał to miejsce mokrymi pocałunkami a Draco posmutniał.

- Musimy zobaczyć się z uzdrowicielem. - wymamrotał brunet.

- Dlaczego?

- Wiesz czemu.

Draco skrzywił się i odsunął od siebie ramiona Harry'ego. Czując kolejny przypływ nerwów, powędrował do kuchni i przystąpił do jej dewastowania. Wyrwał zlewozmywak i górą część lodówki. Potem roztrzaskał blat i sprawił, że część stołu eksplodowała. A potem zaklęcie poleciało w meble. Gdy Harry zdecydował się wejść jednak do kuchni, od razu tego pożałował. Opadła mu szczęka. Draco spojrzał na niego wściekle i wyszedł.

***


Lecąc na miotle ledwo uniknął tłuczka. Czuł jak deja vu ściska mu serce. Zagryzł wargę próbując stłumić uśmieszek. Wydawało mu się, że cały tłum krzyczał. Armaty wygrały półfinały. Jeszcze jedna gra i wreszcie będzie...

Coś twardego uderzyło go w głowę. Znicz wyleciał mu z ręki a powieki zaczęły dygotać tak jak wtedy, gdy doznawał kolejnej wizji. Czuł się cięższy. Świat zamazał mu się przed oczami.

Czuł jak powietrze otula go szybciej, jednocześnie odgarniając mu włosy z twarzy. Trawa była coraz bliżej niego, czarodzieje rzucili się naprzód...

A potem poczuł otulającą go magię.

Widział czerń.

O ile to było możliwe, krzyki stały się głośniejsze a on...

Był w ramionach Harry'ego. Fani, drużyna, reporterzy - wszyscy próbowali ich dosięgnąć i wykrzykiwali pytania. Harry nie zwracał na ich uwagi - przepychał się przez nich wszystkich. Gdy znaleźli się za drzwiami, wszystkie odgłosy z boiska ustały. Draco słyszał tylko kroki swojego męża. Potem jakieś szepty. Zarejestrował też białą zasłonę. Harry położył go delikatnie na łóżku.

Nie wiedział ile czasu minęło, zanim ponownie otworzył oczy. Rozejrzał się po pokoju. W punkcie medycznym było tak cicho. Harry siedział na pobliskim krześle, przyglądając mu się w milczeniu.

- Dzięki. - powiedział ochrypłym głosem blondyn. - Złapałeś mnie.

- Nie. - odpowiedział Harry. - Boisko było pod magiczną kontrolą.

- No tak.

Pomimo zawrotów głowy, zdołał usiąść. To był błąd. Jego dłoń poleciała do ust. Brunet szybko podłożył mu miskę.

Draco był jednak zbyt dobrze wychowany, żeby wymiotować przed swoim mężem. Starał się mieć pod kontrolą wymioty, podczas gdy jego żołądek dosłownie wywracał się na drugą stronę. Między nimi zapadła chwila ciszy. Draco ściskał brzuch a Harry nadal go bardzo uważnie obserwował.

- Nic mi nie jest. - mruknął nieprzekonująco, odpychając od siebie ręce bruneta.

- No jasne. - zgodził się z nim Harry. - Przynajmniej oberwałeś tłuczkiem tylko w głowę.

Draco rzucił mu jadowite spojrzenie.

- Wiesz co mam na myśli, prawda? Jesteśmy... jesteśmy...

- W ciąży. - dopowiedział blondyn. - Pomyluna, hm... - przerwał uświadamiając sobie, że może lepiej będzie nie wspominać o swoich wrzaskach, gdy uzdrowiciela na osobności przekazała mu "cudowną" nowinę.

- Tak. - powiedział Harry. - Tak właśnie podejrzewałem.

Draco przyjrzał mu się. Chłopięce cechy bruneta wyblakły przez te lata. Wyglądał bardziej męsko - jego rysy twarzy wyostrzyły się i z pewnością był szczuplejszy dzięki wymaganiom aurorskim. Miał na sobie profesjonalne szaty. Mimo to, od tygodnia nie przeoczył ani jednego treningu Quidditcha lub meczu. Mężczyzna wyraźnie się martwił.

- Chciałem tylko dokończyć sezon. - mruknął beznamiętnie Draco.

- Powinieneś był ze mną o tym porozmawiać.

- Wiem.

Harry wyglądał na zaskoczonego, że blondyn w ogóle przyznał się do jakiejkolwiek popełnionej przez siebie pomyłki. Przez chwilę się na niego po prostu patrzył.

- No tak. Molly.

- Yhym...

- Draco, czy mogę...? - nie czekając na odpowiedź, Harry owinął ramiona wokół Draco i przytulił go mocno. - Niemal czuję jej magię.

- Yhym. - mruknął, opuszczając głowę.

- Jak się czujesz?

- Niesamowicie zirytowany. - odpowiedział szczerze. - Czuję też ulgę. I czasami się martwię... że nigdy więcej jej nie zobaczę.

- Oczywiście, że zobaczysz. Przecież jest teraz z tobą. - Harry cofnął się z wielkim uśmiechem. Jego twarz wręcz promieniała, niemal tak jak tego dnia, gdy w końcu udało mu się schwytać tego drania, Neville'a Longbottoma. - No okej. Zawołam Lunę. - powiedział, po raz kolejny obejmując Draco. Gdy wyszedł, blondyn zmarszczył brwi zastanawiając się, kim u licha jest Luna.
Glenka Offline


 
Posty: 25
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez Glenka » 25 lip 2018, o 23:00

Rozdział 17


Draco zapisał się do Stowarzyszenia Warzycieli, które wcześniej proponowało mu angaż. Stowarzyszenie było aż nazbyt szczęśliwe, mogąc przyjąć jego spóźnioną kandydaturę. Oczywiście, zawczasu opanował wszystkie zaklęcia ochronne - nie mógł sobie pozwolić na żadne niebezpieczeństwo podczas pracy.

W międzyczasie Armaty przegrały Puchar Ligi, o czym trąbił ostatnio nieustannie "Prorok Codzienny", rozgłaszając przy okazji braki w oryginalnym składzie drużyny. Spekulacje w dużej mierze skupiały się na Draco, oskarżając go o przegraną. Opinia publiczna w pełni zgadzała się z redakcją gazety, przez co wszyscy domagali się wyjaśnień co do jego nagłej przerwy. Posunęli się nawet do stwierdzeń, że został przekupiony przez drużynę przeciwną.

Blondyn starał się unikać prasy, choć nie było to już takie łatwe - w ciąży aportacja nie była wskazana. Aktualna miejscówka Stowarzyszenia nie miała podłączenia do sieci Fiuu i właśnie w ten sposób znalazł się tego dnia w czarodziejskiej części Londynu. Idąc, starał się całkowicie zignorować reporterów.

- Panie Potter! Czy to część spisku, który zaważył na wyniku meczu?

- Draco, kochanie. Ile zapłaciły ci Harpie?

- Draco, dlaczego się wycofałeś?

- Nie wycofałem się. - odpowiedział, zanim zdał sobie sprawę, że miał milczeć. W momencie został otoczony ze wszystkich stron. Wiedząc, że już za późno, rzucił im groźne spojrzenie.

- Zrezygnowałeś z finałowego meczu, bo bałeś się zmierzyć z Ginny Weasley? - zapytała Rita Skeeter.

Draco zacisnął zęby.

- Tylko kiedy piekło zamarznie... - powiedział i chwycił się za usta. Aparaty rozbłysły a kamery przybliżyły się do niego. Reporterzy zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego, przez co ich głosy zlały się w jeden wielki, niezrozumiały bełkot. Draco powoli opuścił dłoń, próbując uspokoić swój organizm. Nie znosił mdłości.

Z trudem przepychał się przez tłum, ruszając w kierunku najbliższego sklepu. Użył Fiuu nie kłopotając się nawet pytaniem o pozwolenie. Udał się do rezydencji Malfoyów - dostęp do Grimmuald Place możliwy był tylko i wyłącznie z określonych miejsc. Najchętniej od razu poszedłby do domu ale mdłości wygrały. W ostatniej chwili dobiegł do najbliższej łazienki, po drodze rejestrując tylko zaskoczoną twarz swojej matki.

Po godzinie nieustannej męczarni, usiadł na podłodze, opierając się plecami o ścianę. Takie coś nie przystało w eleganckiej rezydencji Malfoyów. To musiała być kara za coś. Automatycznym ruchem przeczesał dłonią swoje zmierzwione włosy. Nie był przygotowany na coś takiego! To głupie. Potem jego dłoń powędrowała do brzucha, gdzie czuł już pewną wypukłość. Merlinie, to się dzieje naprawdę!

Co jakiś czas jego matka podchodziła do drzwi i pukała. Martwiła się od momentu aż wyskoczył z kominka.

- Draco.

Och, matka nie była sama. Najwidoczniej był z nią Harry. Draco skrzywił się i wstał, potem szybko przepłukał usta i wygładzić szaty. Gdy był już gotowy, otworzył drzwi.

- Co tu robisz? - zapytał, zauważając że Harry wciąż był w aurorskich szatach. Musiał tu wpaść od razu po skończonej pracy.

- Twoja matka powiedziała mi, że przyszedłeś. - odpowiedział brunet, przypatrując mu się oceniająco.

- Och, naprawdę? - Draco przewrócił oczami. - No dobrze, już możesz się odpieprzyć, kochanie. To, że jestem w ciąży nie znaczy, że potrzebuję jakiejś pieprzonej opiekunki i... - oczy blondyna rozszerzyły się gwałtownie. Mężczyzna natychmiast odwrócił się i wrócił do toalety.

- Jesteś dzisiaj w uroczym nastroju. - skomentował Harry, wchodząc do łazienki i zamykając za sobą drzwi.

Draco machnął na niego niegrzecznie dłonią, podczas gdy brunet oparł się o kontuar, czekając aż wymioty ustąpią.

Potem pomógł mu wstać i podał szklankę wody, którą Draco wychłeptał z wdzięcznością. Był wyczerpany. Żałosne.

Harry przybliżył się i wyciągnął ku niemu rękę. Obrzydliwie sentymentalne.

Mimo to, Draco przyjął jego dłoń w obawie, że nie ustoi o własnych siłach i upadnie. Pozwolił też zaprowadzić się do salonu, gdzie aktualnie czekała jego matka. Przez jej codzienną, porcelanową maskę wyraźnie przebijał się niepokój.

Blondyn spiorunował ją wzrokiem, chcąc żeby się nie odzywała.

Harry uśmiechnął się przepraszająco do Narcyzy.

- Nie czujemy się za dobrze... - powiedział, podczas gdy Draco zacisnął zęby. Skurwiel zawsze obracał kota ogonem i mówił o "nas", zupełnie jakby przechodził przez to samo co on. - ...i musimy wrócić do domu. Czy możemy użyć waszego kominka?

- Dlaczego się nie aportujecie? - zapytała podejrzliwie matka, mrużąc przy tym oczy.

Harry jednak nalegał na Fiuu. I chociaż była wiosna, matka rozpaliła ogień bez żadnego dodatkowego komentarza.

Draco był wdzięczny, gdy już przybyli na Grimmuald Place. Wciąż ściskał ramię Harry'ego. Chciał wycofać się do swojego laboratorium ale uniemożliwiła mu to dłoń bruneta, który chwycił go i pociągnął do siebie.

Gdyby mógł, to by się w niego wcisnął. Ostatnimi czasy łaknął czułości. Był niczym jakaś pijawka. Brzemię ciąży...

- Wszystko w porządku? - zapytał Harry.

- To tylko poranne mdłości. - odburknął.

- Już ci przeszło?

- Chyba tak.

Auror pogładził go po plecach.

- Powinniśmy powiedzieć twoim rodzicom.

- Powiemy. - zapewnił go. Kiedyś.

Ogień w kominku zapłonął.

- Harry? Stary, jesteś w domu?

Draco odwrócił się i zobaczył twarz Weasleya.

- Jasne, Ron. Możesz wejść. - powiedział Harry. Blondyn rzucił mu ostre spojrzenie.

Kilka sekund później z kominka wyszli Weasley z Granger. Weasley jakoś dziwnie ją trzymał - wyglądał jakby puszczenie jej ręki oznaczało rychłą śmierć.

Cała czwórka patrzyła na siebie niezręcznie. W końcu, Draco wyrwał się z ramion Harry'ego.

- Więc... - zaczął Weasley.

- Spodziewamy się dziecka. - wypalił brunet, na co blondyn rzucił mu pełne niedowierzania spojrzenie.

- Co? - niemal podskoczył rudzielec, nie wydając się jednak jakoś szczególnie zaskoczony. - My z Hermioną też!

- Serio? Nie do wiary! - wykrzyknął Harry, gestykulując przy tym dziko.

Co do diabła? Draco spojrzał na Granger, która wydawała się zadowolona i wręcz promieniała. Nie czuła się taka chora jak on. W tym właśnie momencie poczuł kolejny przypływ mdłości. Nienawidził tego.

- Wygląda to tak, jakbyśmy to zaplanowali! - powiedział Weasley.

- Czego nie zrobiliśmy! - dodał Harry.

- Będziemy mogli wymieniać się spostrzeżeniami. - uśmiechnęła się Granger.

- Nasz dzieci będą najlepszymi kumplami! - kontynuował Weasley, wycierając oczy chusteczką.

- No chyba nie... - zaczął Draco ale musiał przerwać. Zakrywając usta, pobiegł do najbliższej łazienki.

***


Od czasu katastrofy na Mistrzostwach Świata w 1994r. Europejskie Ministerstwa organizowały doroczne zjazdy aurorów, prawników i przedstawicieli różnych drużyn Quidditcha, w celu omówienia bezpieczeństwa podczas treningów, meczów oraz najnowszych czarów, zapewniających to bezpieczeństwo.

Wśród trzydziestu czarodziejów zebranych wokół olbrzymiego, prostokątnego stołu, Draco reprezentował Armaty. Peterson był akurat na wakacjach w Maroko - miały one trwać do początku kolejnego sezonu. Było to dość ironiczne - był reprezentantem a nie będzie grał tej jesieni. Oczywiście, jeszcze tego nie ogłosił. Miał nadzieję, że uda mu się to odłożyć w czasie - tak długo, jak tylko będzie mógł - między innymi po to, żeby przetrzymać prasę i kolejne plotki. Może też, przy odrobinie szczęścia, udałoby mu się zachować w tajemnicy swój stan.

Jak tylko Minister Spraw Zagranicznych zaczął rozwodzić się nad najnowszymi krokami i urokami, które mogłyby stanowić przeszkodę dla czarnych czarodziejów lub Longbottoma podczas Pucharu Quidditcha, Draco poczuł, że jego powieki opadają. Do rzeczywistości przywrócił go dopiero ostry ból w kostce. Spojrzał wściekle na Wooda, który najwyraźniej nie pogodził się z przegraną swojej drużyny w ćwierćfinałach.

Będąc ponownie rozbudzonym, spróbował skupić się na uwagach nabzdyczonych polityków. Czuł się taki wyczerpany.

Postanowił zjeść krakersa.

Tyle dobrego, że poranne mdłości zaczęły się uspokajać. Martwił się też o utratę wagi ale Pomyluna zapewniała go, że wszystko jest w porządku. Z Mol... Z dzieckiem było okej a Draco miał tylko nieznaczną niedowagę.

Granger oczywiście nie cierpiała na poranne mdłości. Ilekroć ją widział, zawsze promieniała i wyglądała jakby stała w świetle reflektorów. Draco miał ochotę ją zamordować.

W pewnym momencie jego oczy powędrowały do Harry'ego, który siedział po drugiej stronie stołu, wyglądając irytująco profesjonalnie, gdy z uwagą słuchał obecnego mówcy. Draco ostatnio dość go ignorował lub udawał, że się nie znają. Miło go było zobaczyć apetycznie wyglądającego w aurorskich szatach. Było to przyjemną odskocznią od jego domowego wizerunku - wymiętoszonego, nerwowego, apodyktycznego męża. Blondyn zapatrzył się i zapomniał o krakersie, który zdążył już mu się rozmięknąć w ustach. Dlaczego akurat dzisiaj Harry wygląda tak dobrze?

Mężczyzna złapał jego spojrzenie i wyszczerzył się. Draco zaczerwienił się gwałtownie i przełknął szybko ciasteczko, po czym odwrócił wzrok.

Ku wielkiemu zdziwieniu blondyna, w ciągu tych kilku chwil, w których gapił się na swojego męża, spotkanie dobiegło końca i ludzie zaczęli wstawać od stołu.

- Hej. - powiedział Harry, podchodząc do niego. - Wszystko w porządku?

- Hm... tak. - odpowiedział, kładąc mu dłoń na ramieniu.

Ten uśmiechnął się, wyglądając na zachwyconego.

- Świetnie, chcę jeszcze tylko porozmawiać z...

- Musimy iść. - przerwał mu stanowczo i ignorując jego wyraz twarzy, zaczął go ciągnąć do Fiuu.

- A teraz, gdy mamy przerwę, przyjrzymy się wam uważniej. - odezwał się nagle jakiś Albański gbur, rozpychając się w miejscu, w którym stał. - To tylko formalność. Potrzebujemy tego, żeby podpisać ostateczne umowy.

Draco skrzywił się, gdy Harry spojrzał na niego przepraszająco. Grupa ponownie zajęła miejsce. Wiktor Krum zaczął się wiercić w swoim źle skrojonym brązowym garniturze.

- Podnieście swoje różdżki. - powiedział głośniej Percy Weasley, wskazując na masywny zwój leżący na stole. - Wykrzesajcie z siebie iskierkę magii. Każdy z was. To wystarczy.

Trzydzieści różdżek wypuściło z siebie delikatne smugi światła a pergamin rozjaśnił się.

Kiedy światło zgasło, Weasley zmarszczył brwi, uważniej przyglądając się zwojowi.

- To dziwne. Nie zadziałało.

- Co? - oburzył się jakiś hiszpański prawnik. - No entiendo.*

Rudzielec machnął ręką.

- Wygląda na to, że czyjś magiczny podpis jest słabszy a przez to niespójny na tyle, żeby utrzymać kontakt.

- Mówisz, że któreś z nas jest po części charłakiem? - zapytał pewnie Wood.

- Nie, oczywiście, że nie. - odpowiedział Weasley, rzucając Woodowi dziwne spojrzenie. - Jedno z was jest po prostu ciężko chore. - rozejrzał się po sali. - Lub w ciąży.

Wszyscy zamarli w miejscu a niektórzy wyglądali na zniesmaczonych. Draco poczuł, że zatapia się w krześle.

- Kto jest w ciąży? - zażądał Weasley. - Lub umierający?

Każdy poruszył się niespokojnie pod podejrzliwym wzrokiem rudzielca.

- No! Nie wstydzić się. - dodał głośniej.

W pokoju zapanowała kompletna cisza, lecz nie zraziło to mężczyzny.

- Beckins! To ty?

Jakaś młoda czarownica zbladła.

- Co? N... Nie! - prychnęła.

- Patil, to ty, prawda? Widziałem cię wcześniej jak rozmawiałaś z Finch-Fletchleyem!

- Ja?! - zawołała przerażona dziewczyna.

- Krum! Wyglądasz na chorego...

- Ehm. - kaszlnął niezręcznie Harry, nagle wstając. Draco poczuł, że blednie (o ile było to jeszcze możliwe). - Widzicie... ja i Draco... jesteśmy... - Harry urwał, żeby dorzucić na wydechu. - ...umierający.

Wszyscy sapnęli przerażeni. Oliver Wood aż spadł z krzesła.

- To znaczy, ciąża. Jesteśmy w ciąży. - poprawił się szybko auror.

Nie dało się ukryć - wszyscy zgromadzeni w pokoju odetchnęli z ulgą a potem zaczęli uważniej przyglądać się Harry'emu. Draco zsunął się jeszcze bardziej z krzesła, marząc tylko i wyłącznie o tym, żeby ziemia się pod nim otworzyła i pochłonęła go w całości.

***


Przez następnych kilka tygodni w gazetach pojawiały się jedne i te same nagłówki: "HARRY POTTER W CIĄŻY!", "HARRY POTTER W STANIE BŁOGOSŁAWIONYM!".

Towarzyszyły im urocze zdjęcia Harry'ego, który machał na nich niezgrabnie, próbując uciec z obiektywu.

Głupi Potter. Zawsze w świetle reflektorów, pomyślał Draco, rzucając mu jadowite spojrzenie, gdy ten wychodził z kominka.

Tym razem to jednak dobra wiadomość.

- Przyniosłem ci coś. - powiedział Harry, rzucając mu całą górę czekoladowych żab nad tekstami, w które akurat się zagłębiał Draco.

Blondyn przez moment wpatrywał się w czekoladę, po czym roześmiał się i rozejrzał za Teddym. Maluch był wręcz uzależniony od czekolady. Nigdzie go jednak teraz nie było widać. Bez większej chwili namysłu, Draco sięgnął po żaby i niemal połknął kartę Granger. Na szczęście, Harry zdążył go w odpowiednim czasie zatrzymać.

Harry zawsze przynosił mu przekąski. blondyn był w szesnastym tygodniu ciąży i póki co wszystko szło dobrze. Brunet utrzymywał go dobrze odżywionego i dobrze wypieprzonego. Wspierał też jego karierę jako kandydata na Mistrza Eliksirów. Tak naprawdę to Harry upewnił się, że Draco jest zajęty i ma wszystko, czego pragnie i potrzebuje, co sprawiło, że w sumie stał się bardziej niebezpieczny.

- Widać cię już. - powiedział miękko brunet.

Draco wzdrygnął się i podniósł wzrok znad przepisu, który studiował.

- Nie, nie, ja... - zaprzeczył, po czym spojrzał na swój mały brzuszek. Nie było sensu zaprzeczać. Brzuch był widoczny już nawet przez szatę. - Do czego zmierzasz? - zapytał niebezpiecznie.

- Może już czas powiedzieć ludziom. - zaproponował delikatnie Harry, nalewając sobie herbaty. - Zwłaszcza twoim rodzicom.

- Hm. - mruknął blondyn, wpatrując się w swoją książkę. - Lepiej będzie ich po prostu unikać.

Auror zachichotał cicho.

Draco przełknął ślinę. Już próbował powiedzieć rodzicom prawdę ale... koniec końców odkładał to na inny termin.

- Prasa staje się coraz bardziej podejrzliwa. - powiedział Harry.

- Każdy wie, że to co mówią jest gówno warte.

- To nie jest.

Miał rację. Ludzie i tak zauważą.

- Po tym tygodniu. - obiecał Draco. - Pozwól mi tylko to skończyć. - poklepał książkę, na co Harry kiwnął głową.

***


Okazało się, że jednak dopiero po dwóch tygodniach Harry'emu udało się wyciągnąć Draco do rezydencji Malfoyów.

Stali w bawialni, czekając niecierpliwie na rodziców blondyna. Harry zastanawiał się czy nie łatwiej byłoby po prostu wyrzucić to z siebie na początku rozmowy.

I wtedy wszedł Lucjusz.

Patriarcha Malfoyów dopiero niedawno opuścił Azkaban. Plotki głosiły, że za kratkami doszło do ostrych starć pomiędzy nim a Nevillem Longbottomem. Oceniając po wyglądzie, nie Lucjusz wyszedł z nich zwycięsko.

Draco wyglądał jakby bardzo się starał nie zwymiotować na widok swojego ojca. Lucjusz wyglądał naprawdę okropnie. Był nadzwyczajnie chudy - szaty wisiały na nim jak na kościotrupie. Jego oczy zapadły się, tworząc ciemne cienie wokół nich. Twarz miał bardziej kanciastą niż kiedykolwiek a jego ciało pokrywały siniaki.

Lucjusz nie miał żadnego kontaktu z mediami podczas swojej odsiadki. Nie wiedział co się działo w międzyczasie. Nie wiedział nawet, że Harry i Draco są razem.

Mężczyzna spojrzał surowo na swojego syna. Obaj kiwnęli sobie głową i zajęli miejsca. Harry podążył za Draco. Lucjusz rzucił na niego tylko okiem.

- Wyglądasz dobrze, ojcze. - skłamał blondyn, oddychając w sposób w jaki Harry zdefiniowałby kliniczną odrazę. - Hm... Szczupło.

Lucjusz prychnął.

- Widzę, że ty z kolei nie ominąłeś żadnego posiłku.

Harry zmarszczył brwi i przyglądał się jak Draco czerwienieje. Przez krótką chwilę jego oczy błysnęły i wyglądał jakby miał mordercze intencje. Wyglądał jakby chciał trzasnąć swojego ojca - nawet wykonał bliżej nieokreślony ruch ręką.

A potem nagle uszło z niego powietrze. Harry nadal czuł się niespokojnie. Draco odetchnął i przywdział na twarz swoją zwyczajową maskę.

- Tak. Przypuszczam, że przybrałem nieco na wadze. - powiedział lodowato.

W pokoju pojawiła się skrzatka. Ostrożnie położyła na stoliku tacę z herbatą, herbatnikami i kanapkami, ułożonymi w wieżyczkę. Harry nerwowo wepchnął jedną kanapkę do ust.

- Co on tutaj robi? - zapytał Lucjusz, wskazując na bruneta.

Draco nalał sobie herbaty.

- Harry i ja jesteśmy razem. - powiedział nonszalancko, jakby właśnie komentował pogodę.

- Co? - Lucjusz zerwał się na równe nogi. Harry też wstał - pod wpływem impulsu. Draco nadal skupiony był na swojej filiżance, podczas gdy brunet opierał się chęci złapania różdżki.

- Nie bądź taki melodramatyczny, kochanie. - Narcyza podeszła do nich i siadła obok swojego męża. Na twarzy miała kpiący wyraz. - To stare wieści. Ale nie o to chodzi. Powiedz mu, kochanie. - kiwnęła głową na Draco.

Kobieta uśmiechnęła się krzywo. Mimo to, jej uśmiech wydawał się być bardziej psotny niż sadystyczny.

Tak wygląda prawdziwa Ślizgonka, pomyślał Harry.

Draco przełknął głośniej ślinę. W tym momencie ryzykował wydziedziczenie.

- Pobraliśmy się.

- Co takiego? - ryknął Lucjusz. - Gdzie ty miałeś rozum? Żeby się pobrać z tym... z tym... półkrwi zdrajcą! Naprawdę, Draco? Z Harrym Pieprzonym Potterem?! Wydziedziczę cię!

- Dziecko także?

W pokoju zapadła cisza.

- Mówisz o Teddym? - zapytała głucho Narcyza.

- Nie. - odpowiedział Draco. - Nie o nim.

Lucjusz wydał z siebie dławiący dźwięk i opadł na krzesło.

Harry pokiwał głową czując, jak uchodzi z niego całe powietrze.

- Trochę późno o tym wspominamy ale... jesteśmy w ciąży. - powiedział, siadając i chwytając męża za rękę.

Narcyza wydała z siebie dziwaczny, nietypowy pisk i lekko klasnęła w dłonie. Lucjusza nie szło jednak tak łatwo udobruchać.

- Który z was konkretnie? - zapytał, mierząc ich wzrokiem.

- Czy to nie jest oczywiste? - burknął groźnie Draco, nagle czerwieniejąc.

Harry kaszlnął dyplomatycznie.

- My... - zaczął ale blondyn powstrzymał go uniesieniem ręki w górę.

- Ja. - stwierdził, po czym pozwolił, by jego dłoń powędrowała na brzuch.

Rodzice spojrzeli na niego tępo.

- Ty... bierny... - Lucjusz był do tego stopnia wściekły, że nie radził sobie z poprawnym formułowaniem zdania.

Rumieniec Draco pogłębił się.

- To... to nie tak... - wyjąkał Harry, będąc równie czerwonym. - My nie... lubimy etykiet...

- No oczywiście, że nie! - warknął Lucjusz, wstając zamaszyście i odchodząc.

Draco patrzył za nim przerażony. Był zaskoczony, gdy Narcyza go przytuliła. Harry pozwolił sobie na niewielki uśmiech.

- Zauważyłam, że tyjesz, kochanie.

- Dzięki. - odpowiedział drętwo blondyn.

- W którym tygodniu jesteś?

- Nieco ponad cztery miesiące.

- Cztery! Dość długo trzymałeś to w sekrecie.

Draco kiwnął głowę, odwracając zawstydzony wzrok.

- Rozumiem. - kobieta powiedziała ze współczucie, biorąc syna za ręce. Nie minęła chwila, gdy zaczęła się rozwodzić nad butelkami, pieluchami, śpioszkami i porodem. Nawet porodem! Obydwaj starali się nie chichotać za bardzo. To było zbyt dziwaczne.

Brunet położył dłoń na brzuchu Draco i z roztargnieniem pogłaskał go. W międzyczasie Draco kontynuował rozmowę z matką w sposób dość naturalny, choć wydawało się, że chciał rozmawiać o wszystkim, tylko nie o zmianach dotyczących konkretnie jego ciała.

- Moja waga jest już dobra. Mo... Dziecka też. Jest całkowicie zdrowe. Staramy się to kontrolować na bieżąco. - powiedział Ślizgon.

- Znacie już płeć?

- Tak właściwie to tak.

- Och?

- Na razie niech to będzie tajemnica.

Narcyza uśmiechnęła się, wyglądając jakby Draco był czymś niesamowicie uroczym i jakby z trudem powstrzymywała się przed wyściskaniem go.

- Myśleliście o imieniu?

- To też będzie tajemnicą. - powiedział z zażenowaniem blondyn.

Kobieta usiadła na swoim miejscu.

- Cóż, jestem bardzo zaskoczona jak dobrze jesteście przygotowani. - stwierdziła, patrząc uważniej na swojego syna. - Wydajesz się taki szczęśliwy, Draco.

Ten wzruszył ramionami, na co serce Harry'ego zabiło radośniej.

- Jestem szczęśliwy.

***


* "No entiendo" - w języku hiszpańskim "nie rozumiem"
Glenka Offline


 
Posty: 25
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez Glenka » 25 lip 2018, o 23:04

Rozdział 18


Draco wchodząc do domu, przeczesał palcami włosy, odgarniając je z czoła. Po chwili jednak wróciły na swoje miejsce. Wiedział, że są długie, zbyt długie. Harry jednak bardzo je takie lubił.

- Mam nadzieję, że jego włosy nie będą tak potargane jak twoje. - powiedział z roztargnieniem.

Harry wszedł do pokoju, niosąc duże pudło. Położył je przy drzwiach a potem pochylił się i pocałował męża w policzek.

- Wciąż mam nadzieję, że będą rude. - odpowiedział brunet, kładąc dłoń na brzuchu Draco. - Jak mojej mamy.

Gdy blondyn skrzywił się, gdy Harry zaczął głośno rozpakowywać pudło. Draco wiedział, że to była jego zemsta. Kilka dni temu zdarzyło mu się obrazić poważniej Weasleya.

- Taak. - stwierdził niepewnie ze zdecydowanie nieprzekonującym uśmiechem. - Ja też.

Harry uśmiechnął się sarkastycznie i...


Draco sapnął, wracając do rzeczywistości.

- Cholera. - syknął.

- Draco?

- To tylko sen. - odpowiedział, wmawiając to również sobie. To musiał być sen. Dziecko miało być dziewczynką. Luna potwierdziła to w zeszłym tygodniu. To musiała być Molly.

Harry spojrzał na niego uważniej zza swojego magazynu.

- Tylko sen?

To nie mogła być wizja, więc Draco przytaknął stanowczo. Pewnie jak zwykle to były tylko mieszające mu w głowie hormony.

- Nigdy więcej przez to nie będę przechodził. - powiedział, kładąc się na materacu. Dłoń położył na brzuchu i westchnął z goryczą. - Tyję.

- No tak. - odpowiedział Harry, czymś niejasno rozbawiony. Gdy złapał jego wzrok, szybko wrócił do swojej lektury.

- Uważasz, że to zabawne.

- Nie, po prostu myślę, że jesteś słodki.

- Pieprz się, Potter.

Brunet położył magazyn na kolanach i spojrzał na niego z uwagą.

- Masz na myśli... że ty chcesz? - zapytał, przygryzając wargę.

Draco przez chwilę się na niego pogapił.

- Tak. - rzucił buntowniczo. Co za głupie pytanie. Harry zamrugał i odłożył lekturę na bok.

***


Wszystko wydawało się w końcu wracać do normy. Tak przynajmniej wydawało się Harry'emu.

Przez prawie pięć miesięcy Draco stawał się coraz bardziej niepewny. Prawdopodobnie wcale nie pomagał mu fakt, że niemal przez całe dnie był sam - Harry musiał pracować. Czuł się niezadowolony z powodu samotności tego dupka. Wcześniej, by zająć sobie czas, blondyn grał w Quidditcha, potem warzył eliksiry ale teraz wydawał się znudzony.

Co ciekawe, zaczął też zajmować się... twórczym hobby a konkretniej - malowaniem. Malowaniem ścian. Ścian Grimmuald Place. Na czarno. Tym samym dodał jeszcze więcej mroczności temu już i tak przerażającemu mieszkaniu.

Tak więc - zdecydowanie musieli się przeprowadzić. Nic wielkiego. Teddy był już tym przerażony. Harry tak naprawdę też był, choć wcale nie chciał się do tego przyznawać. Co gorsza, Teddy zaczął się adaptować do takiego wnętrza przyjmując formę jaszczurek i innych dziwnych, gigantycznych nocnych zwierząt, które jeszcze bardziej potęgowały poczucie panującej grozy i wszechobecnego horroru. Z tego wszystkiego, Harry nabawił się niemal stanu przedzawałowego.

Po trzecim poranku z rzędu, gdy budził się z przekonaniem, że oślepł, po czym po omacku szukał korytarza i próbował przy tym nie wpadać na rzeczy po drodze, zapalił latarkę, a z jego ust wydobył się przeraźliwy wrzask.

- Stworek cieszy się ze zmian wprowadzonych przez Mistrza Draco, Panie. - powiedział skrzat domowy. Jego wytrzeszczone oczy błyszczały złowieszczo w blasku ognia.

Oczywiście, Stworek musi zachęcać Draco do tego szaleństwa, pomyślał Harry, trzymając się za klatkę piersiową.

- Dlaczego stoisz tak w ciemnościach?

- Stworek chciał zapytać co Mistrzowie życzą sobie na śniadanie.

- Dla mnie nic. Wypiję tylko kawę. Teddy będzie jadł płatki a Draco... no wiesz... - powiedział i wyglądało na to, że tyle Stworkowi starczy. Skrzat znikł z trzaskiem. Najwyraźniej nie ma nic przeciwko nielogicznemu apetytowi Draco.

Z głośnym westchnieniem skierował się do łazienki. Potem wrócił do sypialni. Draco wciąż spał, dlatego zdecydował się na zapalenie tylko paru świec. Następnie podreptał do szafy i wyciągnął z niej aurorski mundur.

A potem stanął jak wryty.

Jego zwyczajowa granatowa szata była teraz jasnożółta. Zdecydował się więc na kolejną szatę. Ta była w kolorze błękitnym. Harry przejrzał całą szafę, szatę po szacie - wszystkie były w jaskrawych kolorach. Wszystkie wyglądały krzykliwie.

Odwrócił się, żeby zobaczyć, że Draco siedział na łóżku z ręką na brzuchu.

- Byłem znudzony. - skomentował blondyn na nieme pytanie Harry'ego.

- Byłeś... znudzony? - powtórzył zakłopotany.

I wtedy stało się coś niepokojącego.

Oczy Draco zabłysły a mężczyzna zaczął się trząść wyglądając jakby był blisko histerii. Harry poczuł się oszołomiony.

- Uwielbiam je. - powiedział stanowczo, szybko ubierając na siebie wybraną na ślepo szatę. Była jasnoróżowa. Rękawy zostały najprawdopodobniej oderwane. Jego ramiona były odkryte.

Draco przestał drżeć a jego oczy przestały być szkliste. Przełknął nerwowo.

- W porządku.

W porządku.

***


Gdy Draco minął próg tych magicznych pięciu miesięcy ciąży, jego zachowanie uległo zmianie. Nie uległo żadnej poprawie a wręcz przeciwnie - jego lęków nie uspokajało nawet dziwaczne hobby. Stał się bardziej nieśmiały, chwiejny i potrzebujący. Harry miał wrażenie, że gdyby na niego kichnął, mężczyzna po prostu by się rozpadł. Draco stał się płaczliwy i nadzwyczajnie przywiązany do Harry'ego. Często prosił go o zupełnie niepotrzebne rzeczy i ogólnie rzecz ujmując o jego obecność. W konsekwencji Harry wracał do domu nawet podczas przerw w pracy - czuł, że musi doglądać męża. Nigdy nawet nie przypuszczał, że Draco może się zrobić taki od kogoś zależny. To takie dziwaczne.

- Ostatniej nocy poszedł za mną nawet do toalety i gapił się, gdy próbowałem się wysikać. - Harry pociągnął łyk soku z dyni. - I nie mogłem. No wiesz, czułem presję.

Ron siedział na jednym z foteli w gniazdku Granger-Weasley. Wyglądał na chorobliwie zafascynowanego, zaś twarz Hermiony przedstawiała jedynie sympatię.

- Ciąża to bardzo emocjonalny czas. - powiedziała kobieta, podgryzając marchewkę. Policzki miała lekko zarumienione, podobnie jak Draco na początku ciąży, zauważył Harry.

- Nabija się z ciebie, stary! - powiedział Ron.

Harry zgodził się z nim w myślach.

- Przechodzi tak wiele zmian, że nie wie, co powinien robić. - stwierdziła Hermiona głosem, z którym nie należało się nie zgadzać.

- Draco chce, żebyś robił z siebie głupka. - kontynuował Ron.

To w sumie brzmiało jak coś, do czego Draco faktycznie był zdolny. Dochodząc do takiego wniosku, zaczął się wiercić niespokojnie w swoich zielonych szatach.

- Bądź cierpliwy. - poprosiła Hermiona.

- Przestań się z nim tak pieprzyć. - powiedział Ron. - Albo on wlezie ci na głowę. Lub co gorsza - przyzwyczaisz się do tego.

Harry zmarszczył brwi w zamyśleniu. To prawda. Miał tendencję do przyzwyczajania się do nowych warunków.

- Och, przestań gadać głupoty! - podskoczyła Hermiona. W jej oczach pojawiły się łzy, które po chwili spłynęły jej po policzkach.

Ron pokiwał głową.

- Widzisz? Hermiona jest twarda.

Przyjaciółkami, mimo wszystko, wydała się Harry'emu rozsądniejsza. W końcu sama była w ciąży.

- Fretka teraz nad tobą góruje i dobrze o tym wiesz. Musisz go ignorować. - kontynuował Ron, na co brunet kiwnął głową. - Poza tym, to pewnie jedna z tych waszych chorych, perwersyjnych gierek!

Harry zaczerwienił się gwałtownie i uniknął lecącego w niego buta. Ron wyraźnie nie zapomniał o tym incydencie w łazience w Norze...

***


Harry czuł, że jego mięśnie mimowolnie się napinają. Lepiej być przygotowanym.

- Harry? - zaczął Draco, stając w przedpokoju.

Brunet nadal czytał magazyn Quidditcha, udając że nie usłyszał męża. Akurat przeglądał stronę, na której zamieszczona została fotografia, na której Draco ostro nurkował.

- Harry? Wydaje mi się, że pod naszym łóżkiem są nargle. - oznajmił blondyn, splatając ze sobą palce i potrząsając nimi lekko.

Auror oparł się pokusie pocieszenia Draco. Zamiast tego dalej przeglądał magazyn, zatrzymując się teraz na stronie poświęconej Puddlemere.

Niczym jak w swojej wyobrażonej wizji, widział jak mężczyzna patrzy na niego pustym wzrokiem, zdając sobie sprawę z bycia ignorowanym a potem mruga załzawionymi oczami, co było i urocze i jednocześnie żałosne. Harry rzucił na niego tylko nerwowe spojrzenie, po czym odwrócił szybko wzrok. Draco przygryzł wargę i wyszedł z pokoju.

Brunet kontynuował ignorowanie niepotrzebnych żądań swojego męża, absolutnie bez najmniejszego skrępowania, przez resztę dnia. Draco przez ten cały czas miał mokre oczy. Harry miał ogromną nadzieję, że ta faza minie szybciej, jeśli nie będzie ingerował. Wiedział, że to najlepsze rozwiązanie.

Tamtej nocy, położył się obok Draco z westchnieniem ulgi. Wyciągnął rękę i Ślizgon natychmiast wczołgał się w jego objęcia. Idealnie. Westchnął ponownie i zamknął oczy, z roztargnieniem obejmując brzuch męża. Obudził się kilka godzin później - nargle próbowały go udusić we śnie.

W ciągu kilku następnych dni, blondyn zajął się przygotowywaniem coraz to bardziej przygnębiających mikstur.

- Eliksir ma sprawić, żeby małżonek znów cię pokocha. - wyjaśnił drżącym głosem. - I sprawia, że użytkownik jest nieco mniej obrzydliwy, ohydny i niepożądany.

Harry w odpowiedzi jedynie pocałował go w policzek.

- Pamiętaj, żeby trzymać gardę. - powiedział wesoło, delikatnie gładząc jego brzuch. Następnie wyszedł do pracy.

Kiedy wrócił do domu wieczorem, Draco nigdzie nie było. Może w końcu poradził sobie z nerwami i wyszedł, pomyślał dumnie Harry. W ciągu ostatnich kilku tygodni, blondyn migał się od opuszczania domu a jak już się na to decydował, to tylko i wyłącznie w jego obecności.

Obszedł cały dom i z przerażeniem zauważył, że zniknęły wszystkie rzeczy Draco. Po panicznym biegu po Grimmuald Place zauważył leżącą na łóżku kartkę. Atrament był miejscami rozmazany - Draco musiał płakać - do tego stopnia, że ledwo co mógł rozczytać pismo. Słowa, które udało mu się rozczytać to "miłość", "tak bardzo", "obrzydliwe", nienawidzisz mnie", "Granger", "pa" i "na zawsze".

Harry niemal dostał ataku serca.

Najpierw wpadł do Andromedy. Błagał ją, żeby zajęła się Teddym przez dodatkowy dzień. Zapytał też czy przypadkiem nie widziała Draco. Kobieta rzuciła mu dziwne spojrzenie i powiedziała, że widziała go ale nie ma najmniejszego pojęcia, gdzie mógł pójść. Harry zapytał ją też o jego stan ale Andromeda odmówiła odpowiedzi. Zamiast tego zamknęła się w swoim salonie, ciągnąć za sobą gapiącego się na nich Teddy'ego.

Postanowił więc odwiedzić Pansy i Blaise'a w ich ulubionym barze tuż przy Ministerstwie, gdzie napotkał kolejne przeszkody. Zamiast mu pomóc, Ślizgoni zwyzywali go. Doszło też do różdżkoczynów. Harry musiał ratować się ucieczką, kiedy Dean Thomas wyrywał niedoszłe narzędzie zbrodni z dłoni Parkinson. Po wszystkim musiał tracić dodatkowo czas na likwidowanie rogu jednorożca wystającego z czoła.

Na końcu odwiedził Malfoy Manor.

Rodzice Draco byli ewidentnie speszeni.

- Nigdy nie widziałam mojego syna w takim stanie. - powiedziała zaniepokojona Narcyza.

- Zachowywał się bardzo chaotycznie. - parsknął Lucjusz. - Nie mógł go uspokoić nawet jego ulubiony skrzat domowy!

Oboje rzucali Harry'emu ponure spojrzenia.

- Próbowaliśmy mu pomóc ale uciekł. Merlin wie, gdzie teraz jest! - powiedziała Narcyza.

- Przysięgam ci Potter, że jeśli go nie znajdziesz to pożegnasz się z klejnotami. - Lucjusz uniósł różdżkę i niemal zaczął krzyczeć jedno z niewybaczalnych. Harry uznał, że to doskonały moment na taktyczny odwrót.

Harry chodził po całym mieście i zbierał informacje od napotkanych po drodze osób.

- Nigdy wcześniej nie widziałem płaczącego Malfoya. To było nieprzyzwoite!

- Wpadł w histerię...

- Niepoczytalny!

- Niepocieszony.

- Miał jakieś urojenia!

- Wyglądał jak smutny mim...

- Zdecydowanie ma depresję.

- Pucołowaty...

- Niczym nowonarodzony hipcio!

- Brzmiał jak Jęcząca Marta!

- Nigdy nie widziałem, żeby ktoś jadł płacząc. Mówił, że potrzebuje kalorii ale nie jestem przekonany czy...

Harry był zdruzgotany.

Zawitał nawet do Luny, która prowadziła ich ciążę. Była Uzdrowicielką Draco.

- Musiałam mu dać eliksir uspokajający. Bełkotał. - powiedziała rzeczowo Luna.

Harry kiwnął jedynie głową z roztargnieniem, gryząc jednocześnie paznokcie i obarczając się winą. O Merlinie, pomyślał. Jego poszukiwania do tej pory zmierzały donikąd. Czy zostało mu tylko mieć nadzieję, że Draco wyjdzie mu na przeciw?

W pełni przygotowany do spędzenia wieczoru na drżeniu z przyjaciółmi, był zaskoczony gdy Hermiona przytuliła go, gdy wyszedł z Fiuu Granger-Weasley. Na twarzy kobiety widoczna była ulga.

- Harry, przyszedłeś!

- Draco jest tutaj? - zapytał natychmiast. To zdecydowanie było ostatnie miejsce, w którym by szukał męża.

Hermiona zaprowadziła go do jadalni, gdzie siedział już dość potężny, ubrany w oficjalne szaty czarodziej w średnim wieku, pochylając się nad stosem dokumentów. W rękach trzymał jeszcze więcej pergaminów. Ron siedział zgarbiony, wyglądając jakby zaraz miał stracić przytomność z nudów, opadając na mahoniowy blat.

- Gdzie jest Draco? - zapytał Harry.

Nieznajomy natychmiast wstał i spojrzał na niego.

- Jestem adwokatem Pana Draco. Nie zobaczy pan mojego klienta bez mojej obecności. Wszystkie dokumenty rozwodowe są już gotowe i wystarczy tylko złożyć podpis. Oczywiście...

- Hermiono, gdzie jest Draco? - Harry zignorował nadętego mężczyznę, wracając do salonu. Czarodziej podążył za nim, wymachując rękoma na lewo i prawo.

- ...majątek zostanie podzielony 90 do 10 na korzyść Pana Draco. Jemu przypadnie Grimmuald Place i pełna opieka nad Edwardem „Teddym" Lupinem...

- Harry! - wtrąciła się Hermiona. - Jest w...

- ...jeśli będzie się Pan temu sprzeciwiał, mamy dowody. Widzi pan, niektórzy mogą potwierdzić, że jest pan spadkobiercą Salazara Slytherina. Co więcej, pan Justin Finch-Fletchley twierdzi, że jest pan...

- ...pokoju gościnnym! Och, Harry, co żeś zrobił?!

Ron głośno chrapnął.

- ...często pijany i wojowniczy. Mówi się o "napadach złości Potterów". Obłąkane i niezrozumiałe zachowanie, ambiwalencja seksualna...

- ZAMKNIJ SIĘ! - wrzasnął Harry.

W pokoju zapanowała cisza a kominek i lampy nagle zgasły. Adwokat schylił głowę, chowając się za trzymanymi w dłoniach dokumentami. Ron obudził się z sapnięciem i rozejrzał się w zakłopotaniu.

Z zirytowanym prychnięciem, Harry wpadł do pokoju gościnnego. Na widok zwiniętego na łóżku Draco, rozluźnił się. Mężczyzna był do niego odwrócony tyłem i ewidentnie pociągał nosem. Próbując uspokoić galopujące serce, obszedł łóżko i usiadł na jego krawędzi.

- Ehm... cześć. - powiedział niepewnie. Draco otworzył oczy i niepewnie usiadł. Jego twarz była cała we łzach. - Tęsknię za tobą. Kocham cię. - kontynuował, po czym sam się rozpłakał. - Proszę, wróć ze mną do domu. - delikatnie wziął rękę Draco i uścisnął ją mocniej.

Blondyn zamrugał i przestał pociągać nosem. Twarz wytarł rękawem i nagle znowu stał się niesamowitą pięknością - nie było po nim kompletnie widać, że płakał.

- W porządku. - mruknął, zabierając dłoń z uścisku Harry'ego. - Weasley, wychodzę! - krzyknął.

- Och, dzięki Bogu! - powiedział głośno Ron.

Oszołomiony Harry podążył za Draco, przechodząc obok rozdrażnionego przyjaciela, szlochającej Hermiony i zagubionego adwokata. Jedną ręką chwycił się za klatkę piersiową a drugą za nadgarstek męża, gdy szli w stronę kominka.

Przez pozostałą część miesiąca Harry stał się pobłażliwym, wchodzącym w tyłek pochlebcą.

I na szczęście, ta przeokropna faza Ślizgona, minęła.

***


Harry siedział w Manor, wiercąc się niespokojnie na swoim miejscu.

- Spójrz na siebie. Obrzydzasz mnie. Jesteś niczym. Mniej niż niczym. Ludzkim śmieciem. Podczłowiekiem. Jesteś poniżej poziomu skrzata domowego. Jesteś gorszy od gumochłona. A nie, tak naprawdę to jesteś gumochłonem. Lepiej trzymaj się z dala od mojego syna. Zobacz, do czego doprowadziłeś, ty mały obrzydliwy robalu. Zniszczyłeś tą rodzinę!

Narcyza chrząknęła cicho.

- Dość surowo powiedziane, Draco.

Twarz Lucjusza zdobiła obojętność ale Harry widział w jego oczach ogniki dzikiej radości.

- Więc mam rozumieć, że nie chcesz więcej herbaty, kochanie? - zapytał sztywno, przywołując czajniczek na stół.

Draco zadarł nos i odwrócił się.

Policzek bruneta drgnął i zacisnął mocniej usta. Nie chwyci przynęty. Blondyn był teraz w jednym ze swoich "uroczych" nastrojów.

Harry rzucił okiem na Teddy'ego, który właśnie skończył trzy lata. Chłopiec niewątpliwie przyzwyczaił się do ciążowych humorków swojego ojca. Podszedł bliżej i położył rączki na brzuchu Draco, po czym zachichotał wesoło, co znaczyło, że dziecko się poruszyło.

- Mały blacisiek lub siościćka. - mruknął, na co Draco się uśmiechnął szeroko.

- Draco, kochanie. Zrobiłeś się już taki duży. - powiedziała Narcyza, przyglądając się uważniej synowi.

Mężczyzna zmarkotniał a jego palce drgnęły nerwowo. Harry wiedział, że powstrzymywał się od skierowania swojej wrogości w jej stronę. Od zawsze był niedorzecznie wrażliwy na temat swojej wagi.

Gdy zaczął się szósty miesiąc ciąży, Draco stał się wiecznie napuszony i bardziej sadystyczny. Dyrygował znużonym Harrym, dając mu naprawdę niewiele czasu na sen. I traktował go jak śmiecia. Brunet miał problem z przeżyciem tego rozemocjonowanego Draco - zwłaszcza podczas popołudni, podczas których niemal zasypiał w pracy na biurku. Zawsze marzył o dużej rodzinie ale dość szybko ustalili, że nie będą mieli więcej dzieci. Teddy i Molly w zupełności im wystarczą.

- Merlinie, Potter! Czy naprawdę zamierzasz tak siedzieć i gapić się na mnie?

Harry podniósł wzrok z Teddy'ego, który wciąż był przyczepiony się brzucha Draco.

- Postaraj się być użytecznym - marnujesz tylko przestrzeń! - kontynuował blondyn. Gryfon wiedział, że tylko i wyłącznie ze względu na publiczność, powstrzymał się od niecenzuralnych słów.

Mimowolnie poczuł, jak rośnie w nim gniew. Wiedział też, że musi się uspokoić.

- Co chcesz, żebym zrobił, kochanie? - zapytał, kładąc na stole filiżankę.

- Te okna są obrzydliwe.

Narcyza spojrzała w kierunku okien - były w takim samym stanie jak wcześniej.

- Na co czekasz? - spytał Draco. - Zrób coś z tym!

Harry był zbulwersowany. Jakimś cudem udało mu się zamknąć usta i policzyć w myślach do dziesięciu. Zamknął przy tym oczy i głęboko wdychał powietrze.

- Oczywiście, kochanie.

Draco wzdrygnął się, gdy usłyszał to jakże pieszczotliwe określenie. Harry wiedział, że jego zachowanie jest w tym momencie agresywne, więc wstał i podniósł rękę, bezróżdżkowo przywołując do siebie szmatkę i płyn do czyszczenia szyb. Następnie podszedł do ogromnych okien i zaczął je pucować.

- Miffy! - zawołał Draco.

Rozległ się głośny trzask i salonie pojawiła się skrzatka. Jej wybałuszone oczy były koloru brązowego.

- Tak, Panie?

- Nadzoruj mojego męża!

- Oczywiście. - odpowiedziała posłusznie, po czym pojawiła się obok Harry'ego. Wymruczał więc coś cicho i szorował szybę dalej, rozmazując bardziej niż czyszcząc nienaganną taflę.

Po pewnym czasie zerknął na Malfoyów. Lucjusz wyglądał jakby mógł wybuchnąć w każdym momencie.

- Jak dziecko? - wycedził.

Harry był oszołomiony. To był pierwszy raz, gdy Lucjusz zainteresował się wciąż rozwijającą się pociechą.

Draco pociągnął nosem.

- W porządku. Jest ciężkie. Zawsze w ruchu. Słabo sypiam i bolą mnie plecy. Czasami też puchną mi kostki, w nocy zaś... - powściągliwość blondyna zniknęła całkowicie, gdy zaczął się rozwodzić nad każdym możliwym dyskomfortem, jaki mógł wymyślić. Jego rodzice automatycznie mu potakiwali a ich oczy robiły się szkliste.

Przynajmniej Lucjusz zaczyna się rozgrzewać do roli dziadka, pomyślał Harry. To wiele znaczyło dla Draco. Może i faktycznie są jakieś pozytywne skutki bycia traktowanym jak chory Buchorożec. Z takimi myślami Harry wciąż kontynuował swoją pracę, zaś Miffy od czasu do czasu mruczała coś z aprobatą lub wydawała z siebie piskliwe rozkazy.
Glenka Offline


 
Posty: 25
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez Glenka » 26 lip 2018, o 10:56

Słowniczek: wężomowa

Rozdział 19


Oczy Draco otworzyły się powoli. Czuł się jakby rozjechał go walec. Był oszołomiony. Nie zajęło mu długo zorientowanie się, że jest w szpitalu. Cholera, pomyślał, gdy jego dłonie automatycznie powędrowały do brzucha. Ku swojemu przerażeniu odkrył, że już nie był w ciąży.

Och kurwa, kurwa.

Zamrugał gwałtownie. Coś musiało się stać z dzieckiem. Jakimś cudem znowu coś zawalił...

- Ojcze?

Zesztywniał słysząc boleśnie znajomy głos. Obrócił głowę w lewo i zobaczył ją.

- Molly. - przywitał się.

Dziewczynka wyszczerzyła zęby i odgarnęła kilka długich pasm włosów ze swojej twarzy.

- Obudziłeś się. - powiedziała, wiercąc się na krześle.

To była Molly, jaką pamiętał. Mogła mieć pięć lat lub być odrobinę starsza. Ściskała dziecięcą miotłę i ubrana była w barwy Hufflepuffu. Jej połamane okulary sklejone były żółtą taśmą izolacyjną. Na klatce piersiowej miała pogrubiony napis "PAŁKARZ". Nie ma więc żadnych pytań co do jej przydziału do Domu w Hogwarcie.

Draco oceniał ją dalej - jej szpiczasty nos, nierówne guziki na szacie, niedbale założony strój. Dziewczynka oparła łokcie na łóżku, przechylając oceniająco głowę na bok.

- Jesteś smutny? - zastanawiała się, bardziej zainteresowana niż niepewna.

- Nie. - odpowiedział głosem pełnym emocji. Jego dłonie poruszyły się same, lecz zanim zdążył ją przyciągnąć do siebie, ktoś podał mu niewielki tobołek.

Draco uniósł wzrok i zobaczył pochylającą się nad nim Lovegood. Wyglądała na kilka lat starszą - a także nieco ładniejszą. Potem blondyn skupił się na tobołku - to wcale nie była jakaś rzecz!

- Jest znacznie cichszy niż Molly. - powiedziała Lovegood na temat maleńkiego, pomarszczonego, ciemnowłosego noworodka tulącego się do niego. - Jak wszystko będzie dobrze to będziesz mógł go zabrać do domu już rano.

- Och... - Kurwa.

Dopiero wtedy Draco zorientował się, że znowu dokonuje inwentaryzacji samego siebie. Jego włosy były dłuższe. Czuł, że sięgają mu łopatek. Czuł się słaby, wyczerpany fizycznie, psychicznie i magicznie. Był w szpitalu razem z Luną, Molly i - oczywiście - dzieckiem Pottera.

To była wizja.

- Gdzie on jest? - zapytał zarozumiale, zastanawiając się mimowolnie czy on i Potter nie rozstali się przypadkiem gdzieś w międzyczasie. Lub pomordowali się. - To... to okropne. - wyjąkał, starając się nie patrzeć na niemowlę. Nie chciał mieć już więcej dzieci. I odmawiał - odmawiał! - przywiązywania się do kolejnej osoby, której nie mógłby spotkać przez następnych kilka lat - jeśli w ogóle.

Lovegood zmarszczyła brwi.

- Draco...

- Obudziłeś się!

Drzwi otworzyły się i wpadł do środka Teddy, wyglądając na bardzo szczęśliwego i zdenerwowanego zarazem. Wyglądał na około dziewięć lub dziesięć lat. Wciąż był nieco niezgrabny - Draco zdążył to ocenić po tym, jak bardzo wpadał na rzeczy znajdujące się po drodze do jego łóżka. Chłopiec pochylił się obok Molly, po czym z wielkim uśmiechem na twarzy, przejechał delikatnie palcem po policzku niemowlęcia.

- Heh... - westchnął cicho. Jego włosy zmieniły kolor - teraz były czarne. Oczy zaś szare. Draco nie mógł na to nic poradzić. Spojrzał w dół i ku swojej frustracji, natychmiastowo się zakochał.

- Nie jesteś już gruby. - powiedziała pogodnie Molly.

- Ee... nie. - odpowiedział, nie odrywając wzroku od noworodka.

- Spałeś od wczoraj. - dodał Teddy.

Usta Draco zadrgały.

- No cóż, posiadanie dzieci jest męczące, Edwardzie.

Teddy zmarszczył nos - najwidoczniej nadal nie lubił, gdy zwracano się do niego pełnym imieniem.

- Mogę go potrzymać? - zapytała Molly.

- E...

- Jeszcze nie teraz, Molly. - powiedział Harry, wchodząc do pokoju. - Niedługo będziesz mogła. Obiecuję. - uśmiechnął się do Lovegood, gdy ta mijała go, wymykając się z sali. Harry postawił jaskrawo-pomarańczowy bukiet kwiatów na stole - obok innych - tuż przed tym, jak dołączył do dzieci przy łóżku. - Armaty przesyłają pozdrowienia. - dodał, pochylając się i skradając z ust Draco, delikatny pocałunek. Blondyn poczuł, że czerwienieje. To nie był Harry, jakiego znał. To była przyszłość - ten Harry był o wiele lepiej zbudowany i bardziej męski. Nie wahając się więc złapał go za kołnierz, chcąc maksymalnie wykorzystać kontakt, czując się jedynie lekko winnym.

Teddy westchnął, zaś Molly jęknęła głośno, zanim Harry odsunął się z rozanielonym wyrazem twarzy. Potem mężczyzna spojrzał na równie czarnowłose niemowlę. Dziecko zamrugało ukazując światu swoje szare oczy - najpiękniejsze oczy jakie kiedykolwiek Draco widział (wydawały się niemal srebrne w tym świetle). Jego wzrok wyglądał jakby był bardzo spostrzegawczy. Po chwili zamknął je i poruszył wargami. Wyglądał jak nieco pucołowaty Harry, z tym wyjątkiem, że jego włosy były gładkie i miękkie.

Draco przygryzł dolną wargę, czując się oszołomiony tym nagłym przytłoczeniem. Harry najprawdopodobniej błędnie zinterpretował wyraz jego twarzy (co było tym razem najkorzystniejszym rozwiązaniem), ponieważ delikatnie zabrał mu dziecko z ramion.

- Chyba czas na zmianę. - stwierdził, niuchając pieluszkę. Potem wziął niemowlę do stolika po drugiej stronie pokoju.

Zachowanie noworodka okazało się dziwnie królewskie - wyglądał na urażonego, gdy Harry zakładał mu pieluszkę w niewłaściwy sposób. Mrugając, brunet poprawił swój błąd i przytulił małego do piersi.

- I gotowe. - uśmiechnął się miękko, wtulając twarz w miękkie włoski. - Syriusz.

- Syriusz? - powtórzył z przerażeniem Draco, zauważając że z powrotem siedzi w salonie Grimmuald Place. Wizja dobiegła końca a on trzymał się za brzuch. Syriusz? Jak jego nieżywy już kuzyn? Ten Syriusz, który znany był z winy, którą nie powinien być obarczony? Na gacie Merlina! Przygryzł wargę.

Harry zatrzymał się, przechodząc obok.

- Dlaczego płaczesz? - zapytał. Teraz to jego twarz wyglądała jakby miał ochotę się rozpłakać. Co za głupek.

- Nie pła... - Draco przerwał i wytarł policzki, żeby przekonać się, że jednak znowu się mazgai. Spróbował wyrzucić z głowy wizję ale skończyło się na tym, że wciąż pojawiała się niczym trzepotający skrzydełkami wokół jego głowy ptaszek. - Pieprzone hormony.

Harry patrzył na niego przez chwilę w milczeniu. Potem usiadł obok niego. W zielonych oczach widać było niewielki płomyk.

- Miałeś wizję. - stwierdził pewnie.

Draco przełknął ślinę.

- Tak sądzę.

- Taka, w której byłeś w stanie kontrolować własne ciało? - dopytywał Harry, miziając go po ramionach. Na pewno czuł jak ten drży. - Trzęsiesz się.

Draco spuścił głowę i pokiwał nią.

- Było aż tak źle?

- Nie, po prostu... - urwał, widząc jak Harry wciąż przyglądał mu się zmartwiony. Pod wpływem impulsu, blondyn objął go, zakopując twarz w jego szatach. To był rzadki pokaz wrażliwości - nie znosił tego, że potem nie mógł się od niego odkleić.

- To była dobra wizja? - zapytał brunet, delikatnie głaszcząc go po plecach.

Nie potrafił się zdecydować.

- Ostatnio masz ich naprawdę dużo.

- To przez tą cholerną ciążę.

- Co takiego widziałeś?

- Opowiem ci potem. - skłamał.

Harry westchnął i pocałował go w czubek głowy.

- Och. - uśmiechnął się. - Mała się rusza. - dodał, trzymając dłoń na brzuchu Draco. W takiej pozycji pozostali jeszcze przez jakiś czas.

***


W siódmym miesiącu Harry w końcu zmusił Draco, żeby ten opuścił dom samodzielnie, bez jego obecności. Wszystkie gazety momentalnie zaczęły się rozpisywać o jego ciąży, co rusz dodając go artykułu zdjęcie zapłakanego blondyna, plątającego się po różnych częściach Londynu.

Harry naprawdę nie lubił, gdy Draco był magicznie wyczerpany po używaniu całodniowego glamour. Poza tym, bezpieczniej było, gdy ludzie widzieli jego stan i nie wpadali na niego, nie przepychali się i nie rzucali nieprzyjemnie mylnych komentarzy na temat jego tuszy. Tydzień wcześniej, Harry niemal padł, gdy jakiś sprzedawca w sklepie dla maluchów, podał Draco duże pudło z podstawowymi przyborami dla dziecka.

I naprawdę lepiej było, żeby ludzie zobaczyli, że Draco jest w ciąży. A dokładniej - że nosi dziecko Harry'ego.

Brunet próbował sobie też wmówić, że wcale nie czerpie przeogromnej satysfakcji z tego że trzyma rękę oplecioną wokół talii Draco, pełniąc rolę osobistego ochroniarza. Czasami też przesuwał dłoń, żeby położyć ją na jakże widocznym teraz brzuchu. Harry szczerzył się i nawet czuł się zmieszany jak nigdy wcześniej - Draco z kolei miał na twarzy apatyczną maskę i cedził słowa, że czuje się wręcz cudownie będąc pukniętym przez Wybrańca i nosząc jego dziecko. Reporterzy zdawali się temu wierzyć, chłonąc jak gąbki każde słowo ale dla Harry'ego jasnym było, że blondyn wręcz ocieka sarkazmem. Mimo to, mężczyzna radził sobie lepiej, niż Harry się spodziewał.

Oczywiście, od czasu do czasu, Draco miewał też swoje mała załamania, które ujawniały jego niepewność. Działo się to w momentach, gdy rumienił się gwałtownie, wiercił się niezgrabnie lub odpowiadał monosylabami - gdy ktoś odważył się mówić, że wygląda "zdrowo" jak na swój stan.

- Jesteś bardzo z siebie zadowolony. - wytknął chłodno blondyn, gdy wrócili do domu. Właśnie rozpakowywał dużą tabliczkę czekolady.

Uśmiech Harry'ego znikł natychmiast.

- Ja? No co ty. - pokręcił agresywnie głową.

Draco wściekle odgryzł kawałek czekolady.

- Słyszałeś Ministra? Nazwał mnie grubasem!

- Kingsley nie nazwał cię grubasem. - zaprzeczył Harry. - Powiedział tylko, że jesteś ogromny.

Oczy Draco rozbłysły się srebrem a brzeg szaty bruneta zaczął się tlić. Z krzykiem zrzucił ją z siebie.

- Nie miał na myśli nic złego! Mówił to w dobrym sensie.

Nie wpłynęło to jakoś lepiej na Draco. Teraz Harry pospiesznie ściągał palącą się koszulę.

- Draco. Jesteś w ciąży. To całkiem rozsądne, pogodzić się z... wyglądem tej części ciała.

- Wyglądem tej części ciała?! - ryknął blondyn.

Harry zdał sobie sprawę, że właśnie przegrał sprawę. Nie wygra przy pomocy tego argumentu. Czuł, jakby poślizgnął się na mydle.

- Muszę lecieć! - krzyknął i praktycznie wleciał do kominka.

Po krótkim przystanku w rezydencji Granger-Weasley, podczas którego pożyczył od Rona strój, Harry odkrył, że krąży bez celu po czarodziejskiej części Londynu. Jego przydługie szaty ciągnęły się po chodniku za nim. Maszerował przed siebie, chcąc dać Draco godzinę lub dwie, żeby ochłonął. Nie kręcił się długo, zanim znalazł się w sklepie zoologicznym.

Na widok sów, jego serce ścisnęło się boleśnie. Często używał sowy Draco, Baltazara, albo tych biurowych. Chodził po sklepie, przyglądając się różnego rodzaju szczurom, kugucharom i psidwakom. Zatrzymał się dopiero na widok węża.

- Hej.

Pyton spojrzał na niego zaskoczony - oczywiście, na tyle zaskoczony, na ile może wyglądać wąż.

- Cześć... - odpowiedział, ostrożnie się przeciągając i ukazując swoją prawdziwą długość.

- Szukam kogo, kto dotrzymałby towarzystwa mojemu mężowi. - powiedział Harry. - Widzisz, będziemy mieli dziecko...

- Dziecko, powiadasz? - zainteresował się wąż.

- Tak, i...

- Gdzie? Kiedy będę mógł to spotkać?

Harry zmarszczył brwi.

- To dziewczynka.

- Chłopcy, dziewczynki, kocham dzieci.

- Hm... - mruknął, nabierając podejrzeń, że wąż to najchętniej schrupałby jego maleństwo.

- Przepraszam, czy mówiłeś właśnie w wężomowie?

Harry uniósł wzrok i zobaczył, że stoi koło niego brązowowłosy czarodziej mniej więcej w jego wieku.

- Przepraszam.

- Też mówię w wężomowie! - powiedział podekscytowany nieznajomy.

- Co? Niemożliwe!

- Prawda! Prawda! - syknął czarodziej.

- To jakieś szaleństwo. - odpowiedział Harry. - Nigdy wcześniej nie spotkałem drugiej osoby... no cóż, poza... - urwał ponuro.

Nieznajomy zmierzył go wzrokiem.

- No to teraz znasz. - powiedział, podając mu rękę. - Jestem Chris. Ty jesteś Harry, Potter, prawda?

Brunet przytaknął głupio. Potem potrząsnął ręką czarodzieja. Miał jasnobrązowe oczy i choć jego kły były odrobinę przydługie, był niezwykle atrakcyjny.

- Może to i trochę spontaniczne ale... nie chciałbyś może napić się kawy? - zapytał Chris.

Zamrugawszy, dopiero wtedy Harry sobie uświadomił, że wciąż do siebie syczą. Kilku klientów, przechodzących obok nich, rzucało im przestraszone spojrzenia. Pyton zaś patrzył na Chrisa z zazdrością.

Harry pomyślał przez chwilę. W sumie nic lepszego do roboty nie miał. Potem zerknął na dłoń, która wciąż była w uścisku czarodzieja i zarumienił się.

- Dlaczego by nie?

Kilka chwil później, obaj siedzieli w całkiem przytulnej kawiarni niedaleko sklepu zoologicznego. Harry był zdumiony, jak łatwo przyszło mu nawiązać kontakt z Chrisem. Na początku rozmawiali o szkole - o Hogwarcie i o Beaxbatons, gdzie uczył się drugi mężczyzna. Harry opowiadał też o swojej pracy jako aurora. Dowiedział się, że szatyn był właścicielem cukierni, której specjałem jest tarta jabłkowa. Potem zeszli na temat ulubionych drużyn Quidditcha.

- Sroki, oczywiście. - powiedział Chris.

- Armaty. - odpowiedział Harry z krzywym uśmiechem.

Szatyn uniósł brew.

- A czy zdobyli puchar w tym stuleciu?

W odpowiedzi wzruszył ramionami.

- Mieli realną szansę w zeszłym sezonie. Przypuszczam, że to moja wina, że im się nie udało. - stwierdził z kaszlnięciem.

Chris rzucił mu dziwne spojrzenie.

- Ich Szukający, Draco, jest moim mężem.

- Och, zamężny. - stwierdził z wymuszonym uśmiechem szatyn.

Harry upił łyk herbaty, czując się dziwnie zawstydzonym.

- Spotkaliśmy się w Hogwarcie. To mój pierwszy i jedyny poważny związek.

Chris zamyślił się przez moment.

- Ten blondyn, tak? Zawsze myślałem, że to nazwisko to jakiś dziwny zbieg okoliczności. Jest czystokrwisty, prawda? Zawsze sprawia wrażenie takiego sztywnego i poprawnego.

Harry prychnął.

- Draco jest totalnym osłem. Jest złośliwy, zasmarkany i nieco brutalny...

- Bije cię? - zapytał zszokowany Chris.

Brunet wzruszył ramionami.

- Czasem palnie, czasem przeklnie.

Chris wydawał się być coraz bardziej zaniepokojony.

- Cóż, ale to nie tak, że ich nie zwracam. Nie robię tego tylko ostatnio...

- Harry...

- Draco jest w ciąży.

Szatyn przyglądał mu się przez moment w milczeniu.

- Bez względu na to... - zaczął delikatnie. - ten związek nie wydaje się być... zdrowy.

- Prawda? - mruknął Harry, spoglądając na swoją herbatę. - Tak naprawdę to w ogóle się nie dogadujemy.

- Wybacz mi zuchwałość ale... dlaczego z nim w ogóle jesteś?

- Ehm... Uznaj, że jestem masochistą...

Chris zmarszczył brwi.

- Nie, naprawdę. Ja... kocham sposób, w jaki... on kocha mnie... - powiedział Harry, gwałtownie czerwieniejąc. - Wątpię, żeby miało to większy sens.

- Uważam, że to dość perwersyjne.

- Nie, ee... Draco jest po prostu wyjątkowy. Tak naprawdę, to jest trochę dziwny. Nigdy nie spotkałem nikogo, kto potrafi kochać z taką wrogością. - uśmiechnął się krzywo. - Może to właśnie jest rodzaj miłości, której pragnę? Draco jest nieumyślnie wspaniały i przeuroczy. Cudowny. Jest też temperamentny. I kocha mnie, mimo że nie ma ku temu powodów. Został wychowany w taki sposób, żeby mną gardzić i to wszystko jest w sumie wbrew jego naturze. To dla niego nawet bolesne ale... kocha mnie... - Harry zupełnie nie zdawał sobie sprawy z sennego wyrazu, jaki pojawił się na jego twarzy. - Nie jesteśmy w żaden sposób zgodni ale udaje nam się. Tak sądzę. I... hm... powinienem już iść. Nie lubię go zostawiać samego na długo. - powiedział, dłonią rysując pokaźny brzuch.

- Tak. - odpowiedział Chris z niezręcznym uśmiechem.

- Dziękuję za herbatę. - powiedział brunet, wstając i kierując się w stronę Fiuu.

- Trzymaj się! - zawołał za nim Chris.

***


Siedząc w fotelu na Grimmuald Place, Draco z roztargnieniem obracał różdżką między palcami.

- ...i przysięgam, gdyby nie to, że... - przerwał nagle i popatrzył na nich z pustą twarzą, za co wszyscy obecni przy nim Ślizgoni rzucili mu pytające spojrzenia. - Maluch kopie. - wyjaśnił lekceważącym tonem a potem wrócił do tematu niekompetencji Harry'ego. - ...stał i gapił się na mnie głupio. No wiem. Nie mam pojęcia dlaczego w ogóle wytrzymuję z tym imbecylem.

Pansy, Blaise, Bullstrode i Goyle siedzieli na kanapach, popijając raz za razem herbatkę. Ich miny były nienaturalnie uprzejme. Warga Pansy zadrżała w niekontrolowanym chichocie, co kobieta zamaskowała przy pomocy kaszlu. Draco spiorunował ją wzrokiem i natychmiast zaczął się przechwalać, że jego stan wynika z tego, że jest po prostu z niezwykle potężnym czarodziejem i z nikim innym... - blondyn był obecnie idealnym połączeniem niepewności i brawury.

Jego przyjaciele potakiwali mu automatycznie. Wszyscy już znali te deklaracje.

- Jesteś naprawdę niesamowity. - powiedział po raz setny Blaise.

- Wiem. - zgodził się z nim Draco. - Jak już mówiłem, potem... Potter.

Harry zamarł, żałując, że został zauważony. Próbował przedrzeć się przez pokój i wejść szybko na górę.

Z westchnieniem odwrócił się do męża. Oczywiście, zawsze był "Potterem" przed jego przyjaciółmi. Ślizgoni wydali z siebie zduszony dźwięk, gdy Draco skinął na niego, by podszedł bliżej. Potem zmarszczył nos i wstał z pewną niezręcznością. Harry udawał, że tego nie zauważył. Draco nie był niezręczny i niezgrabny - był elegancki i pełen wdzięku (tak przynajmniej twierdził).

- Co to jest? - blondyn zapytał wyniosłym tonem.

- To?

- Tak, to. Co to jest, Potter?

- Czy to nie jest oczywiste?

Draco uśmiechnął się drwiąco.

- Kundel. - stwierdził mimowolnie obejmując brzuch rękoma. To był bardzo obronny gest i Harry pomyślał, że bardzo uroczy.

Zastanowił się też, czy Molly wciąż kopie ale powstrzymał się przed osobistym tego sprawdzeniem. Nie będzie tego robił przed przyjaciółmi Draco.

- Szczeniaczek. - poprawił męża, trzymając w ramionach malutkiego, mizernie wyglądającego brązowego pieska.

- Szczeniaczek. - powtórzył Draco z odrazą.

- To prezent. Nienawidzę myśli, że jesteś tutaj sam całymi dniami - Teddy teraz więcej czasu spędza z Andromedą, do czasu pojawienia się dziecka. - wyjaśnił, na co Draco wciąż wpatrywał się w zwierzę. - Był taki smutny i samotny - przypominał mi ciebie. - dodał drżącym głosem.

Blondyn spojrzał na niego jakby postradał zmysły.

- Potter... będziemy mieć dziecko.

Ślizgoni zachichotali.

- A teraz też będziemy mieć psa. - odparł stanowczo brunet.

Oczy Draco rozbłysły i Harry dostrzegł odrzucenie spływające na jego klatkę piersiową. W rzeczywistości, mężczyzna wyglądał jakby bardzo chciał pozbyć się szczeniaka. Był oburzony, apoplektyczny. A potem...

- Dzięki. - powiedział słabo.

Ślizgonom opadły szczęki. Z gardła Goyle'a wydobył się dziwaczny, bulgoczący odgłos.

Harry uśmiechnął się szeroko. Doskonale wiedział, że Draco był łasy na prezenty.

- Och, czyż on nie jest słodki? – zapytał, pomagając blondynowi ułożyć sobie pieska na piersi. - Tak sobie myślałem, że może Teddy będzie chciał go nazwać. Co o tym myślisz?
Glenka Offline


 
Posty: 25
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez Glenka » 26 lip 2018, o 11:02

Rozdział 20


Draco był w ósmym miesiącu ciąży i dzisiaj była pełnia księżyca. Siedząc w salonie, Harry i Draco patrzyli bez wyrazu, jak Teddy biega w kółko, wrzeszcząc na całe gardło. Pies - niewłaściwie nazwany Świnką - latał za nim, próbując dotrzymać mu kroku.

Chłopiec potknął się o dywan i runął jaki długi. Szczeniak momentalnie zaczął po nim skakać i żartobliwie tarmosić jego buzę, odsłaniając tym samym zielone, migoczące włosy Teddy'ego.

Mimo, że nie był wilkołakiem, chłopiec miał tendencję do bycia pobudzonym podczas pełni.

Po kilku minutach gapienia się na leżenie dziecka, Harry otrząsnął się i wstał.

- Kawy. - powiedział, ruszając pospiesznie do kuchni.

Na jego miejscu, Draco zadowoliłby się kieliszkiem wina.

Chwyciwszy się oparcia kanapy, wstał i trącił Teddy'ego stopą. Mały chrząknął, potwierdzając tym samym, że wciąż żyje. Świnka nadal po nim skakała i machała radośnie ogonem.

Blondyn westchnął i odszedł, chcąc uniknąć kolejnej rundy nadpobudliwości dziecka.

***


Harry wszedł do pokoju dziecięcego, popijając łyk z trzymanego w dłoni kubka. Podszedł do kołyski, przy której stał Draco, opierając się o nią rękami i spoglądając w dół.

- Nie mogę znieść tego stworzenia. - mruknął blondyn.

- Teddy'ego? - wyszczerzył się Harry.

Mąż obrzucił go oburzonym spojrzeniem.

- Świni.

- Ma na imię Świnka.

- Nie chcę go tak nazywać.

- Tak właśnie został nazwany. - powiedział Harry.

Draco zmarszczył nos, kiedy do jego nozdrzy wdarł się zapach kawy.

- To niedorzeczne.

- Wiesz, sam masz dziwne imię. Jesteś człowiekiem, będąc smokiem.

Draco przewrócił oczami.

- Teddy też? Metamorfomag mający imię po wypchanym niedźwiadku? Czy to znaczy, że od teraz powinniśmy nazywać cię kociakiem?

Po ciele Harry'ego przepłynął prąd rozkoszy, gdy blondyn podrażnił płatek jego ucha. Przysunął się bliżej, wiedząc że cieszy się zdecydowanie bardziej niż normalna osoba.

- Specs mi starczy. - mruknął.

- Ale kiedy nie masz okularów.

- W takim razie rozumiesz mój punkt widzenia.

- Świnka. - Draco westchnął i skierował swoją uwagę ponownie na łóżeczko. Harry wewnętrznie opłakiwał koniec ich kontaktu fizycznego, podczas gdy Draco wskazywał ręką na mebelek. - Przypuszczam, że już jest skończone.

- Też tak sądzę.

Pokój był dość prosty. Obaj zgodzili się co do kwestii, że Molly potrzebuje ograniczonej stymulacji.

Jest taka jak Teddy podczas pełni księżyca, pomyślał Harry z ironicznym uśmiechem.

Po niebieskich ścianach dryfowały białe chmurki. W łóżeczku leżał dziergany kocyk roboty pani Weasley i pluszowy miś od Pansy.

Draco schylił się i wygładził prześcieradła. Harry zauważył, że ostatnio był coraz mniej agresywny - zamiast tego wyglądał na zdenerwowanego.

Nie będzie miał z tym problemu. Najmniejszego - byleby tylko znowu nie wpadł w tą swoją emocjonalną fazę.

Przyglądał się przez moment jak Draco poprawia kocyk, potem podnosi misia, ogląda go i odkłada na miejsce.

Blondyn spojrzał na niego i zrozumiał, że Harry rozumie. Na jego policzkach pojawił się rumieniec. Draco ewidentnie urządzał gniazdko - to i tak było o wiele lepsze niż obrażanie go przez cały dzień.

- Wczoraj wieczorem nie spałeś dobrze, powinieneś odpocząć. - zasugerował brunet.

Przez chwilę mężczyzna wyglądał jakby wcale nie miał zamiaru się z nim zgodzić ale zamiast tego, zdecydował się odprężyć.

- Mhm. - zgodził się, unikając pocałunku i wychodząc.

Harry został sam w pokoju. Jego oczy powędrowały ku półkom pod ścianą, gdzie umieścili ramkę ze zdjęciem - siebie i Teddy'ego. Na fotografii Harry wyglądał na wyczerpanego a Draco na rozbawionego. Tamtego dnia, zabrał chłopca na mecz ze sobą, żeby ten zobaczył na żywo starcie Armat z drużyną z Vultures - były to jego dwie ulubione drużyny. Mały nie mógł usiedzieć na miejscu z podniecenia, nawet przez minutę. Armaty przegrały, ku jednoczesnej radości i przerażeniu Teddy'ego. Draco jednak nie miał nic przeciwko temu. Wyglądał jakby i tak był wygranym.

Harry był zaskoczony, gdy odkrył, że na półce są też inne zdjęcia - przypuszczał, że reszta wolnej przestrzeni będzie zagospodarowana przez zabawki dziewczynki.

Na szafeczce stało zdjęcie Lucjusza i Narcyzy. Malfoyowie stali obok siebie i ledwo co się ruszali. Brunet uśmiechnął się widząc też zdjęcie swoich rodziców - tańczyli uśmiechnięci w jesiennych płaszczach.

Była też inna para. Na jednej fotografii widniała promienna Nimfadora i bardziej spokojny Remus - uśmiechali się nieśmiało do siebie. To było dokładnie to samo zdjęcie, które w swoim pokoju ma Teddy.

Były też ramki z pojedynczymi osobami. Harry zauważył nieprzystępnego Snape'a, który łypał na wszystko nieufnym okiem i Syriusza, młodego i przystojnego, na którego twarzy malował się złośliwy uśmieszek. Harry chwilę przyglądał się temu zdjęciu, czując jak oczy zaczynają go szczypać a po ciele rozprzestrzenia się ciepło. Nie wiedział skąd Draco wytrzasnął to zdjęcie.

Zamrugawszy, zauważył ten sławny stary podręcznik do eliksirów, stojący w kącie pokoju. Nawet nie przypuszczał, że blondyn trzymał go przez te wszystkie lata. Harry pozwolił, by jego palce błądziły po pozłacanych literach, podczas gdy serce waliło mu jak młotem. Merlinie, jeszcze tylko jeden miesiąc.

Kiedy oparł się o półkę, przypadkowo za mocno ją trącił i jedna z ramek roztrzaskała się na ziemi. Harry zatoczył się z poczucia winy.

- Accio miotła! - powiedział, po czym po chwili już w jego rękach była Błyskawica 2001. Zaczął szaleńczo zamiatać nią podłogę. Jednocześnie zastanawiał się czy nie postawić tutaj kolejnego zdjęcia Teddy'ego. Takiego, na którym chłopiec wciąż jest noworodkiem. Być może to będzie towarzystwo dla małej.

- Co robisz? - warknął Draco.

Harry podniósł wzrok i ujrzał, jak jego mąż stoi w drzwiach pokoju ze skrzyżowanymi rękami.

- Potter, znowu urządzasz sobie gniazdko?

- Ja? Nie. - odpowiedział kręcąc głową. Nawet nie zarejestrował faktu, że używa swojej mega kosztownej miotły do sprzątania.

- Reparo. - Draco wskazał różdżką i ramka z Syriuszem już była naprawiona. Potem znalazła się na swoim miejscu. - Harry, chodź tutaj. Potrzebuję cię... - powiedział blondyn, wyciągając do niego rękę...

Twarz bruneta momentalnie poczerwieniała.

- ...żebyś wymasował mi stopy.

Z przeświadczeniem o porządnym wypucowaniu jutro całej tej półki - był pewien, że widział jakąś smugę na nosie Tonks - wziął Draco za rękę i pozwolił mu się poprowadzić.

***


Pies był nie do zniesienia. Wyglądał jakby pełnił wartę. Po trzecim napadzie szczekania, Draco poczuł, że ostatni raz się kontroluje, zanim coś zdemoluje.

- Już prawie skończyłem. - warknął.

Świnka odskoczyła.

Nie zwracając uwagi na zwierzę, Draco dodał do swojej mikstury trochę much siatkoskrzydłych, dzięki czemu eliksir w kociołku zmienił kolor na żółty, rzucając na jego twarz piękną poświatę.

Gdy usłyszał kroki na górze, zdał sobie sprawę, że Harry wrócił do domu. Chwilę potem kroki zatrzymały się przy zejściu do piwnicy. Drzwi otworzyły się i mężczyzna zszedł na dół.

- Warzysz?

Draco nawet na niego nie spojrzał.

- A co innego mogę robić?

- Och, no wiesz, odpoczywać.

Blondyn zignorował go, skupiając się na eliksirze.

- Więc co tam uwarzyłeś? - zapytał Harry.

- Eliksir Wielosokowy dla twojego departamentu.

- Nie jest tego za dużo.

- Jest skoncentrowany. Zawiera w sobie pięćdziesiąt dawek.

Przez chwilę panowała między nimi cisza.

- Nigdy wcześniej o czymś takim nie słyszałem. - przyznał zaskoczony Harry.

- To wymaga bardzo ostrożnej ręki.

- Niesamowite!

Draco wykonał ostatnie ruchy ręką, po czym wreszcie uniósł głowę. Wtedy też zauważył, że zielone oczy patrzą na niego z podziwem. Harry zwilżył wargi.

- Więc to na dzisiaj?

Blondyn zmarszczył brwi i westchnął.

- Tak. - odpowiedział niechętnie.

- Cudownie. - Harry postawił eliksir w magicznym zastoju, ignorując spojrzenie Draco.

Ślizgon wstał z pewnym wysiłkiem. To wszystko przez zmianę balansu. W momencie Harry był przy nim, z jedną ręką na jego plecach a drugą na brzuchu. Ogromnym brzuchu. Dziewięciomiesięcznym brzuchu.

- Harry. - burknął cicho.

Mężczyzna zamarł.

- Po prostu za tobą tęskniłem. - powiedział, całując go w policzek. Potem pochylił się. - Cześć, Molly. - szepnął do brzucha a następnie cofnął się, pozwalając Draco odejść. Bardzo niechętnie.

Ten rzucił mu ostatni raz wściekłe spojrzenie i podszedł do schodów. Wchodził po nich powoli - dzieciak ważył już chyba tonę. Gdy w końcu dotarł na szczyt, wokół niego owinęły się dłonie Harry'ego. Z zirytowanym westchnieniem, oparł się o niego, przymykając oczy.

- Jak się czujesz? - mruknął brunet do jego szyi.

Draco czuł się dokładnie tak samo jak każdego innego dnia w tym miesiącu. Ogromnie. Czuł się wyczerpany. I zdecydowanie czuł się niekomfortowo. Zamiast odpowiadać, postanowił potrzeć sobie dolną część pleców.

- Nie mogę uwierzyć, że będę przechodzić przez to dwa razy. - wyjęczał.

- Co?

- Co? - zapytał, papugując męża, co tylko pogłębiło jego zirytowany wyraz twarzy.

Rzucając mu podejrzliwe spojrzenie, Harry cofnął się.

- Zacznę gotować obiad. - powiedział, po czym odszedł.

Wzdychając głęboko, Draco udał się do pokoju dziecięcego, rozmyślając nad tym, że wkrótce staną się odpowiedzialni za drugiego człowieka. Tak naprawdę, tęsknił za Molly od bardzo, bardzo dawna. W życiu by się do tego nie przyznał ale nie mógł się doczekać, żeby znowu ją zobaczyć. Bardziej niż chciałby. To beznadziejne.

- Draco, chodź. Ron jest tutaj. - zawołał Harry.

- Zaprosiłeś Weasleya? - zapytał z niesmakiem. - On pierdzi za każdym razem, gdy się tutaj aportuje.

- Nie. Hermiona mnie tak przeklęła, żebym się aportował z takimi właśnie odgłosami i zapachami zgniłego jaja.

Draco uniósł wzrok i zobaczył Weasleya opartego o framugę drzwi. Wyglądał na znużonego. Miał ciemne worki pod oczami.

Spojrzał na niego niepewnie.

- Więc jak tam...?

- Rosie? - twarz Weasleya rozjaśniła się. - Dobrze. Trochę śmierdzi ale nie przeszkadza mi to zbytnio. Jest w domu z Hermioną.

Draco uśmiechnął się drwiąco, słysząc jakże błyskotliwą opinię Weasleya o swojej nowonarodzonej córce. Oczywiście, Granger urodziła idealną rudą istotkę. Dziewczynkę. A Draco był zmuszony do... trzymania... tego plugawego stworzenia. I pomimo tych sprzecznych reakcji, nie mógł powstrzymać się od szlochu i wziął ją na zakładniczkę na całe dwie godziny - dopóki od małej nie zaczął się unosić nieprzyjemny zapach. Nie. Zdecydowanie wtedy powinien z nią być ktoś inny.

- No chodź. - powiedział Weasley.

Draco skrzywił się, obrażony niedawnym nieufnym traktowaniem.

Kiedy weszli do salonu, Draco zbladł widząc, że był tam obecny niemal cały klan Weasleyów. Spróbował się wycofać ale Ron - ten ćwok - stał na straży korytarza, z którego wyszli.

Molly Weasley natychmiast zaczęło się zamartwiać.

- Draco! Dlaczego jeszcze jesteś na nogach? Wyglądasz, jakbyś zaraz miał postawić klocka!

Blondyn zacisnął szczękę czując, jak gwałtownie czerwienieje.

- Proszę! Proszę, nie drażnijcie się z nim! - błagał Harry, wychodząc z kuchni. Rzucił w kierunku Draco przepraszającą minę, podczas gdy ten sztyletował go wzrokiem.

Podszedłszy bliżej, brunet oparł dłoń na dole pleców Draco, prowadząc go na krzesło, ku jego jeszcze większemu rozdrażnieniu. Blondyn odpuścił tylko i wyłącznie dlatego, że nie chciał upubliczniać za bardzo kolejnego pokazu przemocy domowej. Mimo, że nie chciał tego przyznać głośno, ulżyło mu, gdy usiadł. Bolały go już stopy. Zamiast tego, powiercił się nieco. Dłoń Harry'ego zatrzymała się na jego plecach, głaszcząc go delikatnie, pocierając i pocieszając. Co za nadopiekuńczy palant.

Nie był to jeszcze koniec.

Niedługo potem przyjechał Dudley Dursley z ciężarną Pansy. Potem Blaise ramię w ramię z babcią Neville'a Longbottoma. Następnie pojawiła się Bullstrode a krótko po niej Theo z Pomyluną. Nie zabrakło też kilku członków Armat, w tym Petersona, który narzekał na "absolutnie niepotrzebną" przerwę Draco. Przybyli nawet jego rodzice! Obydwoje w prezencie podarowali im dużą butelkę wina.

Było właśnie tak, jak Draco podejrzewał, że będzie. Głupia impreza. Przez cały czas siedział sztywno, odmawiając zaangażowania w jakąkolwiek interakcję.

To jednak nie powstrzymało gości od wręczania mu prezentów, niezręcznych uścisków i niechcianego dotykania. Kiedy Draco kategorycznie odmówił otwierania podarunków, Harry przejął nad tym kontrolę, biorąc na siebie cały ten emocjonalny ciężar tej pomylonej sprawy. Przy rozpakowywaniu opakowań, uśmiechał się do niego uspokajająco.

Dostali nieco jaskrawych ubranek dla dziecka, które Draco zamierzał spalić. Dudley - którego blondyn dość lubił - podarował im jakieś dziwne urządzenie, które nazywa się podobno Playstation. Dostali też mnóstwo zabawek i skomplikowanych świecidełek z nałożonymi na nie zaklęciami ochronnymi.

- To od Hermiony. - Weasley wzruszył ramionami.

Od pani Weasley otrzymali skórzane czapki, rękawiczki i kocyki. Od Pansy dwa zaczarowane zwierciadła, dzięki którym mogli bez przeszkód obserwować dziecko w pokoju. Dostali też apteczkę pierwszej pomocy z kilkoma eliksirami pieprzowymi, które na pewno będą przydatne. I co ciekawe, dostali też myślodsiewnię. To był odpowiedni prezent. Najbardziej odpowiedni ze wszystkich.

Ze stoickim spokojem obejrzał mały Monitor Wrogów*, który dostali od pani Longbottom. W pewnym momencie, zobaczył w nim odbicie jakiejś mrocznej postaci, która wyglądała podejrzanie podobnie do Harry'ego.

Całkowicie zignorował czapki i zaczarowane bransoletki, nie chcąc nawet być dotkniętym przez żadną z tych rzeczy.

W pewnym momencie podszedł do niego Harry i wcisnął mu do ręki małą fiolkę. W środku była srebrzysta, lekko dymiąca się substancja. Wspomnienie.

- To ode mnie. - mruknął brunet tuż nad jego uchem, podczas gdy publiczność wciąż gruchała. Irytujące. - Moje pierwsze spotkanie z małą. - wyszeptał. - Ty zasłużyłeś, żeby spotkać ją pierwszy. - dodał, po czym odsunął się z przepraszającym uśmiechem.

Serce Draco zaczęło walić mu jak młotem, kiedy zaciskał dłoń na fiolce. Pokiwał lekko i odwrócił się, czując jak jest miętoszony przez poczucie winy. Uśmiech Harry'ego złagodniał jeszcze bardziej a potem przeniósł uwagę na Teddy'ego.

Chłopiec popisywał się właśnie swoimi zdolnościami. Był zbyt podekscytowany, żeby się kontrolować. Przydreptał do Draco, mając długie włosy Lucjusza i wieczorny zarost Harry'ego. Wargi Ślizgona zadrgały, gdy przyjmował od małego wypchanego pluszaka.

- Dla dziecka. - zakomunikował Teddy, zmieniając kolor oczu na fioletowy. Zniknął też zarost, zostawiając gładką bródkę.

- Dziękuję ci, Teddy. - odpowiedział cicho Draco. Jego oczy zamigotały, gdy ścisnął mocniej wypchanego smoka. - Jest idealny. - dodał. Molly uwielbiała wypchane zwierzaki. Przypomniał sobie, że będzie je zbierać, więc na pewno doceni... - Och! - sapnął, czując jak wszystkie te nerwy dzisiejszego dnia opadają mu wprost do żołądka. Nagle wszystkie myśli z niego uleciały.

- Jak się czujesz, kochanie? - zapytała z fotela obok Molly Weasley, świdrując go badawczo wzrokiem.

- W porządku. - odpowiedział. Być może odrobinę zbyt ostro.

- Na pewno?

Draco zauważył, że głaskał się po brzuchu. Był też świadomy, że jest nieco zarumieniony. Spojrzał na Teddy'ego, gdy ten akurat biegł w kierunku kuchni, kiedy Harry oznajmił, że nadszedł czas na ciasto. Kiedy maluch potknął się o róg dywanu, Draco automatycznie wyciągnął różdżkę i wiedziony impulsem przetransmutował kawałek podłogi w miękki dywan. Teddy padł na właśnie na niego.

Ten dywan zdecydowanie idzie do kosza, pomyślał, gdy chłopiec zaczął chlipać.

Harry podniósł go.

- Czemu płaczesz? Przecież nic ci nie jest. - powiedział, kładąc Teddy'ego na miękkie. Chłopiec zachichotał a jego włosy stały się czarne.

Wszyscy jednak nie przyglądali się tej scenie - gapili się na Draco.

- Dlaczego używasz magii w tak późnym etapie ciąży? - zapytała Narcyza ze zmarszczonymi brwiami.

- To niebezpieczne, Draco! - zganiła go Jones.

- Coś ty sobie myślał? - naskoczyła na niego Pansy.

Czując buzujące w nim emocje, Draco zacisnął zęby, odpychając od siebie pokusę przeklęcia ich wszystkich.

- Poziom mojej magii jest w porządku. - powiedział chłodno.

- Biedne maleństwo! - powiedziała Ginny Weasley, rzucając Harry'emu współczujące spojrzenie.

- Nic jej nie jest. - odpowiedział Draco, co wywołało grupowe sapnięcie. Nieumyślnie wyjawił płeć dziecka. Zmarszczył brwi ale Harry jedynie się uśmiechnął do niego. Pokój wybuchnął wręcz podnieceniem.

- Och, Harry! - Molly Weasley była już na nogach i ściskała mężczyznę, cała we łzach.

Draco z kolei przyglądał się, jak jego matka dyskretnie przeciera oko.

Ojciec w międzyczasie popijał wino z (samonapełniającego się?) kieliszka. Patrząc na niego, blondyn doszedł do wniosku, że wcale nie jest zadowolony.

To był doskonały czas na ucieczkę. Zwłaszcza, gdy prawdopodobieństwo zostania zgniecionym przez kogoś, drastycznie wzrosło. Złapał się więc pewnie krzesła i zaczął się podnosić.

- Draco, kochanie? - zapytała matka. - Coś nie tak?

- Jest do-och. - zapadł się z powrotem w krzesło, ciężko oddychając. To było mocne.

W pokoju zapadła grobowa cisza.

- Czy nie wspomniałem przypadkiem, że to będzie dziewczynka? - zapytał, próbując się wymigać.

- Draco? - zapytał Harry, zbliżając się do niego. - Wszystko w porządku?

- To mogą być skurcze. - zakomunikowała Molly Weasley. Draco spiorunował ją wzrokiem. - Powinniśmy zabrać go do szpitala.

- Nie. - odpowiedział stanowczo. Przy jego porodzie zdecydowanie nie będzie żadnych Weasleyów! - Nic mi nie jest. - dodał, wstając z pewnym trudem. - Mam jeszcze nieco pracy do wykonania, więc będę... - Cholera. Skulił się z bólu, natychmiast obejmując brzuch. Harry go trzymał.

Gdy minęło, brunet rozejrzał się po zgromadzonych, próbując znaleźć najbardziej nieodpowiednią osobę w takim momencie.

- Ginny, czy możesz zabrać Draco do Munga? Wezmę jego rzeczy i złapię Lunę.

O nie! Absolutnie nie!

Nie zostawiaj mnie!

Ból zaczął się nasilać. Ścisnął Harry'ego mocniej, niemal łamiąc mu żebra i rozrywając śledzionę.

Mężczyzna wyrwał się jednak z jego uścisku. Co za śliski drań!

- Będę tuż za tobą. - powiedział, znikając na górze. Zanim Draco się zorientował, został sponiewierany przez dziewczynę Weasleyów.

***


* „Monitor Wrogów" – z ang. „Foe-Glass" – Urządzenie wyglądem przypominające lustro. Pokazuje wrogów osoby w niego patrzącej. Postacie pojawiają się jako cienie. Im bliżej są właściciela, tym bardziej są jasne i widoczne. Artefakt ten pojawił się w czwartej części "Harry'ego Pottera...". Miał go Barty w swoim gabinecie
Glenka Offline


 
Posty: 25
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez Glenka » 26 lip 2018, o 11:05

Rozdział 21


- Cieszę się, że między wami dobrze się układa. - powiedziała Wiewióra, przeglądając magazyn Quidditcha. - Harry zawsze był takim delikatnym kochankiem.

- Był prawiczkiem, ty kłamliwa babo! - wydusił na jednym tchu Draco, chwytając mocniej cienkie prześcieradło, które go przykrywało.

- Och. Masz rację. - dziewczyna wzruszyła ramionami. - Chyba miałam na myśli Deana.

- Gdzie on jest, do jasnej ciasnej? Gdzie on jest?

- Dean?

Kolejny skurcz. Draco jęknął głośno a ten rudowłosa demonica stłumiła dźwięk poduszką.

- No już, już. - powiedziała, odsuwając się, podczas gdy blondyn z trudem łapał powietrze.

Dziewczyna sadowiąc się wygodniej w fotelu, przerzuciła kolejną stronę.

- Czy to prawda, że dałeś się trafić tylko dlatego, żeby uniknąć starcia ze mną w finale Pucharu Ligi?

- Oczywiście, że nie, ty głupi baranie!

Dziewczyna rzuciła mu niedowierzające spojrzenie.

- Salazarze, gdzie jest Harry?

- Och? Nie powiedziałam ci? Luna go zatrzymała. Mówiła coś o gnębiwtryskach.

- Pieprzone gnębiwtryski. - jęknął Draco, czując kolejną falę skurczów. Ta była boleśniejsza, do tego stopnia, że ciężko mu było oddychać.

- Jestem, jestem! - do pokoju wpadł Harry.

- Harry! - krzyknęła Ginny, wstając natychmiast i rzucając mu się na szyję.

- Och, Ginny. Wielkie dzięki. - odpowiedział mężczyzna, obracając ją dookoła.

- Jestem taka szczęśliwa i podekscytowana! - przyznała kobieta. - Jak bardzo szalone to jest?

- Wiem. To takie przytłaczające.

Draco mocniej przycisnął poduszkę do twarzy, mając nadzieję, że zemdleje.

- Cóż, będę służyć pomocą, o ile będziesz jej potrzebować. Przy okazji, bardzo mi się podoba to, co zrobiłeś w pokoju dziecinnym. - powiedziała, kładąc dłoń na bicepsie Harry'ego.

- Tak? Pomyślałem, że przyda mu się więcej kolorów.

- Och, jest idealnie. Myślę, że...

Draco wydał z siebie kolejny stłumiony jęk. Harry zbladł, nagle przypominając sobie o cierpiącym małżonku i bezceremonialnie odepchnął Ginny na bok, przez co dziewczyna wpadła na jedną z szafek. Dzięki trzem dużym krokom, znalazł się koło łóżka blondyna i z pewnym trudem oderwał poduszkę od jego twarzy.

Potem chwycił jego dłoń.

- Wszytko w porządku, kochanie?

Draco nie zamierzał nawet na to pytanie odpowiadać.

- Zabierz-ją-stąd! - wydusił zamiast tego.

Harry spojrzał na Ginny, która akurat się pozbierała.

- Przepraszam, Gin.

Ruda uśmiechnęła się dość niezręcznie, po czym wyszła z pokoju.

Harry przycisnął usta do dłoni Draco i skupił na nim całą swoją uwagę.

***


- Twoja kolej. - zakomunikował słabo Draco.

Harry pomyślał przez chwilę, bezmyślnie głaszcząc jego nadgarstek.

- Twój najlepszy seks w życiu. Oczywiście, poza tym ze mną. - uśmiechnął się.

- Milly.

Brunet poczuł, że opada mu szczęka.

- Bullstrode?

- Jest... twardą dowódczynią.

- Myślałem, że... - zaczął dukać, szukając drogi ucieczki.

- Wiesz, jestem biseksualny i czasami...

- Ech! Nie kontynuujemy tego! - zaczerwienił się Harry, próbując odegnać od siebie myśl, że Draco i Milly kiedyś się pieprzyli w jakimś schowku. - Twoja kolej. Możesz zapytać mnie o wszystko.

Blondyn poczekał aż skończy się kolejny skurcz. Jego twarz była wykrzywiona z bólu a zęby zaciśnięte.

- Czy zastanawiałeś się kiedyś... - wziął głęboki oddech. - ...jakbyśmy się spiknęli, gdyby... nie dla Molly?

- To ma znaczenie?

- Jestem po prostu ciekawy.

- Jakkolwiek. - odpowiedział Harry, odchylając się na krześle. - Czy to ci przeszkadza?

- Może czasem... - Draco napiął mięśnie, więc brunet znowu go pomiział po plecach. I tak ich rozmowa dobiegła końca. Zmarszczył brwi ze zmartwienia.

Blondyn nie miał zielonego pojęcia ile czasu już minęło od ich przybycia do Świętego Munga. Miał wrażenie, że minęły wieki, odkąd zaczęły się te tortury. Przez nie nienawidził Harry'ego. Tak właściwie, to teraz nienawidził wszystkich i wszystkiego. Nienawidził Luny i tego, że w tym pokoju brak jest jakiejkolwiek prywatności. Nienawidził częstych ingerencji "życzliwych" ludzi i wszystkich tekstów podobnych do "Łał, Harry. Wygląda na to, że BARDZO cierpi."

Harry starał się trzymać wszystko pod kontrolą - uspokajał go, kojąco szeptał i dotykał spoconej głowy. I podtrzymywał tą głupią grę – rozpraszał go.

Czy ich małżeństwo było dobre? Czy im się udało?

Musiał to z siebie wyrzucić.

- Kochamy się. - odpowiedział Harry, wzruszając ramionami.

Draco owinął palce wokół jego dłoni.

- To moja kara. - stwierdził. - Jesteś dla mnie za dobry.

Mężczyzna zamrugał zdziwiony.

- Cóż, to nasze pierwsze dziecko.

- Pró... próbuję ci powiedzieć, że...

- Oddychaj. Oddychaj, Draco.

Próbował. Naprawdę próbował. Zęby miał zaciśnięte mocno, dopóki fala bólu nie minęła. Gdy otworzył oczy, Harry zagryzał wargę i domyślił się, że jego oczy musiały lśnić srebrem.

- Draco... Musisz się uspokoić...

Blondyn wpatrywał się w ścianę ale nie widział jej.

Twarz mężczyzny była pusta. Wyraźnie się czemuś przypatrywał. Harry momentalnie się napiął i odwrócił szybko, żeby stawić czoła niebezpieczeństwu.

Niczego tam nie było. A przynajmniej jeszcze nie. Dopiero po chwili widać było, jak ktoś materializował się powoli - nie aportował - ale stopniowo pojawiał się. Magia wokół tej postaci wirowała.

- Stop! - Harry bezradnie upomniał Draco. Potem wyciągnął różdżkę i przygotował się, celując jej końcem w tą dziwną osobę. - Draco, przestań! - zawołał w panice.

Gdy proces formowania dobiegł końca, przed nimi pojawił się młody ciemnowłosy człowiek o szarych oczach. Miał na sobie eleganckie czarne szaty. Wyglądał całkiem znajomo ale Harry nie potrafił sobie przypomnieć, gdzie się spotkali. Młody czarodziej też był najwyraźniej dość oszołomiony, wnioskując po wyrazie jego twarzy.

Dopiero, gdy zobaczył Harry'ego, uspokoił się odrobinę.

- Mówiłeś, że to właśnie może się stać.

Auror nie opuścił różdżki nawet na sekundę.

- Kim jesteś? - zażądał.

- Och, tylko przyjacielem. No wiesz, z przyszłości. - odpowiedział nieznajomy z ewidentnie nieszczerym uśmiechem. Po chwili jego wzrok przesunął się na Draco. - Och, wszystko w porządku?

- Trzymaj się od niego z daleka! - zawołał Harry.

Kompletnie go ignorując, tajemniczy mężczyzna podszedł do cierpiącego blondyna i odgarnął mu grzywkę z czoła.

- Molly, prawda? - zapytał z widocznym współczuciem. Harry poczuł przepływający w powietrzu strumień magii, który sprawił, że Draco zamknął oczy a napięcie zniknęło z jego czoła. - Wiecznie uparty dzieciak.

- Co... co mu robisz? - wyjąkał Harry.

- Odejmuję nieco bólu.

Po krótkiej chwili, oczy Draco otworzyły się. Mężczyzna podniósł wzrok i złapał spojrzenie nieznajomego.

- Syriusz. - stwierdził.

- Nie. Draco, to nie jest... - przerwał Harry, przełykając gwałtownie ślinę. - Musisz odesłać go z powrotem.

- W porządku. - odpowiedział Syriusz. - Potrafię latać sam.

- Po... potrafisz?

Czarodziej wyszczerzył zęby.

- Też jestem jasnowidzem. - odpowiedział, odwracając się do Draco. - Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej. - dodał, po czym zdematerializował się o wiele płynniej, niż przybył tutaj. Harry za to wciąż stał tak samo zamrożony w miejscu jak wcześniej. Jedyną różnicą był fakt, że dłoń trzymająca różdżkę nieco się trzęsła.

***


Po tym jak Luna odebrała dziewczynkę, dzięki jakimś niewyjaśnionym zbiegom okoliczności, to Ginny Weasley jako pierwsza dostała ją do potrzymania. Draco nie wiedział nawet jakim cudem dostała się znowu do jego pokoju. Gdyby miał różdżkę w zasięgu ręki, kobieta bez wątpienia leżałaby na podłodze w kałuży krwi. Zabiłby ją. Natychmiast i bez chwili wahania. Zamiast tego, mógł jedynie obserwować jak Harry delikatnie odbiera jej niemowlę i wkłada małą w jego ramiona.

Dopiero wtedy blondyn mógł przyjrzeć się swojej córeczce. To było takie dziwaczne, pomyślał. Molly wyglądała na spuchniętą i była równie czerwona co mały troll. Płakała tak przeraźliwie, że miał wrażenie, że uszy zaraz mu zaczną krwawić. A jednak, mimo to, trzymał ją w objęciach, czując jak wzrok zaczyna mu się rozmazywać.

- Jest cudowna. - mruknął cicho Harry. Jego wesołość i zdumienie ustąpiły miejsca niepewności. - Czy... czy porozmawiamy o... hm... Syriuszu?

- Być może. - skłamał smutno Draco. Wiedział też, że nie wytrzyma dłużej. Musi się zdrzemnąć.

Pozwolił, żeby jego powieki opadły - w międzyczasie słyszał, jak do pokoju pakują się ludzie - wybrał sobie idealny moment na drzemkę. Harry delikatnie wyjął mu dziecko z ramion i Draco odpłynął.

***


Gdy się obudził, dziecko płakało.

W pokoju byli jego rodzice - matka delikatnie kołysała małą. Najwidoczniej jej ciche uspokajające pomruki nie przynosiły rezultatu.

Ojciec wcale nie wyglądał na tak oburzonego, jak Draco przypuszczał, że będzie. W rzeczywistości, jego reakcja na niemowlę była raczej łagodna, niemal neutralna.

W fotelu obok łóżka spał Harry. Nogi miał wyprostowane, ręce skrzyżowane a podbródek spoczywał na jego klatce piersiowej.

- Matko. - odezwał się Draco, czując się żałośnie i potrzebująco. Nienawidził tego, że wciąż był taki bezbronny. Na szczęście, nikt tego nie wykorzystywał.

Narcyza natychmiast podeszła do łóżka i podała mu dziecko. Trzymał małą już wcześniej ale dopiero teraz zalała go fala ulgi. Z czułością pogłaskał cienkie, blond włosy. Jej oczy były już zielone. Takie piękne.

Dziecko krzyknęło na niego niegrzecznie - Harry nawet nie drgnął. Molly wydała potem z siebie dźwięk, który Draco zaklasyfikowało jako "co?". Gdy się uspokoiła, spojrzała na niego tak intensywnie, że miał wrażenie, że jest podziwiany. Widział ten wzrok już wcześniej. Mała gapiła się na niego w ten sposób przez dłuższy okres czasu.

- Może rozpoznawać bicie twojego serca. - zasugerowała matka.

Może dziwnie jej było sugerować, że poznaje nie tylko bicie jego serca ale także jego jako całość?

- Ma na imię Molly. - powiedział pewnie.

Rodzice spojrzeli na niego oszołomieni. Zapewne uważali to za potworną deklarację.

- Molly? - niegodnie skrzeknął Lucjusz.

- Nie postępuj pospiesznie, Draco. Jesteś teraz zestresowany. - powiedziała szybko matka.

Draco zignorował ich.

- Chciałem... chciałem nazwać ją po kimś żywym. - usłyszał swój głos, co było dziwne, bo tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiał. - Po kimś ważnym w życiu Harry'ego. Po Molly Weasley. Ona traktuje Harry'ego jak syna a Weasleyowie byli jego pierwszą prawdziwą rodziną...

- To... cudowne imię. - uspokoiła go matka, choć wypowiedziała te słowa dość zduszonym głosem.

Ojciec jednak wciąż wyglądał, jakby został spoliczkowany. Chwycił swoją laskę tak mocno, że aż pobielały mu kostki. Wyglądał jakby rozważał uderzenie nią Draco.

Gdy zamrugał, okazało się, że Harry jest już na nogach i przygląda się tej scenie ze skrzyżowanymi rękami - jego twarz była całkowicie nieczytelna.

- Zostawimy cię teraz, żebyś odpoczął. - powiedziała matka, niemal wywlekając siłą ojca z pokoju.

Nawet kiedy jego rodzice wyszli, Harry nie poruszył się. Zamiast tego, błyszczały mu oczy. Potem kaszlnął.

- Hm...

Draco złapał go za koszulę i wciągnął na łóżko, tak by nie ścisnąć za bardzo noworodka.

- A gdzie jest Teddy?

- Był tutaj, kiedy spałeś. Teraz jest z Ronem i Hermioną.

Draco mruknął cicho. Harry pochylił się, żeby ukraść mu szybki pocałunek ale blondyn przedłużył go, przy okazji skubiąc wargę mężczyzny.

- Kocham cię. - powiedział Ślizgon. Gdy się odrobinę cofnął, zauważył że Harry jest cały czerwony. Drań.

- Też cię kocham. - odpowiedział gorliwie.

- Och, i Potter?

- Tak?

- Nie zmieniam pieluszek. - zakomunikował Draco, przekazując małą mężowi.
Glenka Offline


 
Posty: 25
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez Glenka » 26 lip 2018, o 11:07

Epilog


Wspomnienia Molly z myślodsiewni.


Bogin.


- Nie mogę uwierzyć, że tak długo zabieraliśmy się do obejrzenia tych wspomnień. - stwierdził dwudziestosiedmioletni Draco, z roztargnieniem przeczesując włosy palcami. Znów te przyciął i wciąż nie przyzwyczaił się do wrażenia, że jego kark jest tak odsłonięty.

- No cóż, byliśmy nieco rozkojarzeni. - powiedział Harry, kiwając głową na ciemnowłose niemowlę przypięte w nosidełku do jego piersi. - Poza tym, to wcale nie było aż takie naglące. Molly już wróciła, teraz jest w domu od miesięcy i na pewno nigdzie się już nie wybiera.

Draco przygryzł wargę.

- Dlaczego chcesz wziąć dziecko ze sobą? - zapytał, rzucając mężowi groźne spojrzenie.

- Mimsy wciąż jest na wakacjach. - odpowiedział mężczyzna, wzruszając ramionami. - Poza tym, w myślodsiewni nic nie dzieje się naprawdę.

- Robisz to całkowicie źle! Daj mi go! - Draco chwycił butelkę i obaj zaczęli się przekomarzać, czemu dziecko przyglądało się jakby z zaniepokojeniem - zdecydowanie było zbyt uważnie.

- Denerwujesz małego!

- Cóż, potrafi spojrzeć oceniająco. - powiedział blondyn, na co Syriusz zapłakał z oburzeniem.

Koniec końców, cała trójka znalazła się w pierwszym wspomnieniu Molly.

- Hogwart? - zapytał Harry, rozglądając się wokół. Dziewczynka aktualnie maszerowała sobie po korytarzach, bez żadnego nadzoru. A przynajmniej tak im się wydawało.

- To nie ma sensu. Przecież ktoś był zauważył, że była w szkole. - skomentował Draco, widząc jak mała wchodzi do czegoś, co wyglądało jak dormitorium Slytherinu. Mógłby przysiąc, że wyglądało niemal tak samo jak podczas jego szkolnych lat.

Na podłodze leżała rozciągnięta postać. Wyglądała na bezkształtną. Skręcała się pod dziwnymi kątami, próbując przybrać odpowiedni kształt.

- Bogin. - powiedział głucho Harry.

Draco wciągnął głośniej powietrze, gdy stworzenie w końcu się uformowało. Okrążyło Molly, odwracając się plecami do mężczyzn, przez co nie mogli zobaczyć, co kryje się pod szerokim czarnym ubraniem.

- Tata? - zapytała dziewczynka z szeroko otwartymi oczami. Na jej twarzy zagościł niezdecydowany uśmiech. - Wróciłeś! Tęskniłam za tobą!

- Molly. - odezwał się bogin głosem Harry'ego. Był jednak słaby, jakby nie mógł zaczerpnąć tchu. - Oberwałem jakąś klątwą w pracy. - postać zadrżała.

Harry i Draco wpatrywali się w to z przerażeniem.

- Och nie... - mruknął cicho brunet. Pragnął chronić dziewczynkę. To było jednak tylko wspomnienie, pozostałość po tym, co już się wydarzyło.

- Nie ma na to lekarstwa. - kontynuował bogin, wciąż chowając się przed wzrokiem intruzów. Zatoczył się do przodu, próbując zrobić krok i Molly cofnęła się nerwowo.

Dolna warga Draco drgnęła. Hormony wciąż się nie uspokoiły, pomyślał, łapiąc Harry'ego za rękę. Miał wrażenie, że właśnie przygląda się czemuś, co być może byłoby podobne do jego bogina. Praca aurora jest niebezpieczna. Taka sytuacja nie jest niemożliwa.

- Ciężko mi o tym mówić... - kontynuował słabo bogin. - ...ale jestem... jestem teraz purpurowy... - postać opuściła kaptur, odsłaniając Harry'ego Pottera, takiego samego co oryginał, z wyjątkiem zmienionego koloru skóry.

- Co?! - przeraziła się dziewczynka.

- Niestety, taki już zostanę. - bogin wzruszył ramionami. - A teraz... przytul tatusia.

- Nie! Trzymaj się ode mnie z daleka! - Molly zaczęła uciekać, krzycząc co sił w płucach. Jej rodzice wpatrywali się bezmyślnie w tą scenę. Bogin biegał za blondynką, trzymając ręce szeroko rozłożone, gestem prosząc o przytulenie.

Dopiero po dłuższej chwili, Draco zebrał swoją szczękę z podłogi. Odchrząknął.

- Molly nienawidzi purpurowego. - wyjaśnił, puszczając rękę męża. - Molly, kochanie! Uspokój się!

Podniesiony głos wyrwał Harry'ego z zadumy.

- To absolutnie niedorzeczne! Jak to ma być dla nas w ogóle pomocne? - zapytał, patrząc jak Molly zaczyna łapać na oślep książki, pióra i okazjonalnie jakieś pootwierane listy i rzucać nimi w upartego bogina.

- Szczerze mówiąc, wziąłem od niej tylko te wspomnienia, które mogłem uzyskać. - odpowiedział Draco, przyglądając się z pewną fascynacją, jak purpurowy Harry zaczyna płakać. - Ma pięć lat. Myślałeś, że to będzie coś lepszego?

- Ty draniu. - podsumował Harry, przygryzając wargę i celując różdżką w bogina. - Riddikulus! - zawołał. Zaklęcie zostało wchłonięte w scenę, tworząc lekki powiew wiatru. - Jak możemy przejść do kolejnego wspomnienia? - dodał ponuro, przyglądając się jak bogin wciąż niestrudzenie biegał za jego córką.

- Wszystko, co możemy teraz zrobić, to czekać... - odpowiedział Draco i jakby na potwierdzenie tych słów, świat rozmył się a przed ich oczami pojawiła się następna scena.

***


Mugolska bójka.


- Czy to ja i Hermiona? - zapytał zszokowany Harry. Obecnie znajdowali się w mało używanym korytarzu w Hogwarcie. - Wyglądamy jak nastolatki.

- To nie ma najmniejszego sensu. - przyznał Draco ze zmarszczonymi brwiami. - No chyba, że Molly podróżowała w czasie.

Obaj wymienili ostrożne spojrzenia.

Ta scena była pełna biegających wokół dzieciaków. Nastoletnia Hermiona stała w kręgu uczniów ze skrzyżowanymi rękami i niezwykle surowym wyrazem twarzy. Naprzeciwko niej stał nastoletni Harry, podskakując w miejscu i wymierzając ciosy raz za razem w niewidzialnego przeciwnika.

Uczniowie szeptali między sobą z podekscytowania. Z każdą chwilą, przychodziła grupka nowych obserwatorów.

- Co tu się dzieje? - zapytał jakiś grubszy chłopiec.

- Potter i Granger toczą pojedynek w mugolskim stylu!

- Bez różdżek! Na pięści!

- Łał! Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem!

Zaciskając dłonie, Hermiona podeszła szybkim krokiem do swojego przyjaciela i pięści poszły w ruch. Dziewczyna była silna ale Harry był szybszy. Po krótkiej wymianie ciosów, Hermiona zdecydowała się cofnąć, przyciskając dłoń do opuchniętego oka.

Draco wytrzeszczał oczy, przyglądając się temu przedstawieniu. Dorosły Harry skulił się mimowolnie i zasłonił oczy niemowlęciu.

Dwójka nastolatków znowu do siebie doskoczyła - Hermiona złapała Harry'ego za czoło i zaczęła go od siebie odciągać, zaś ten miotał się, wywijając za krótkimi rękami w jej kierunku. Gryfonka kopnęła przyjaciela a potem uderzyła prosto w twarz. Z nosa chłopaka trysnęła krew.

Gdzieś w tłumie do uszu mężczyzn dobiegły odgłosy wymiotowania - to był Teodor Nott.

- Na Merlina! Co za barbarzyństwo! - zawołał przerażony Ernie Macmillan.

Nastoletni Harry kopnął Hermionę w jej atrybuty kobiece, przez co dziewczyna upadła na kolana z okrzykiem bólu. Brunet zaczął odprawiać jakieś dziwne tańce zwycięskie na co tłum zareagował entuzjastycznie. Potem podniósł głowę przyjaciółki za włosy, dostając od tłumu jeszcze więcej oklasków.

Część uczniów krzyczała głośno, żeby Gryfonka wstała.

- Dalej! Dalej, ciociu! - wrzeszczała Molly, wywijając dziko pięściami z miejsca, gdzie stała, wbita pomiędzy jakichś pierwszoroczniaków.

- Potter! Co to, do jasnej cholery, jest?! - zażądał Draco.

Auror zaczerwienił się gwałtownie.

- Hm... czasem nam się zdarzało... no wiesz, oboje dorastaliśmy wśród mugoli, więc... to takie nostalgiczne.

- Nostalgiczne? - powtórzył zdumiony blondyn, patrząc na Harry'ego, jakby właśnie zdał sobie sprawę, jak bardzo szalony jest jego mąż. - Oddaj mi moje dziecko. - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. Obaj mężczyźni zaczęli się sprzeczać, walcząc o prawa nad dzieckiem. Syriusz natychmiast zaczął ich upominać, słodką, niemowlęcą paplaniną.

W międzyczasie, nastoletni Harry skręcał się teraz na ziemi, podczas gdy Hermiona agresywnie tupała po jego lewej kostce, która już zdążyła się stać ciemnofioletowa. Była też wygięta pod dziwnym kątem.

- Poddaję się! Poddaję się! - skrzeknął brunet.

Gryfonka zatrzymała się i spojrzała na przyjaciela zamyślona. A potem po raz ostatni go kopnęła, zostawiając kostkę jeszcze bardziej okaleczoną i powodując, że chłopak pisnął z bólu. Następnie wskoczyła szybko w tłum. Jęcząc cicho, nastoletni Harry oparł się łokciami o podłogę.

Scena rozmyła się, zostawiając uczniów ze zdumieniami na twarzach i z kałużami wymiocin u stóp.

***


Serum prawdy.


- Przestań! - zawołał Harry, osłaniając opiekuńczo Syriusza, ledwo rejestrując fakt, że scena uległa zmianie na znacznie mniej chaotyczną. - Nic mu nie jest. Mi też nic nie jest. Już tak nie robimy, to było przejściowe! Okej?

Draco zrezygnował z wysiłków, żeby oderwać Syriusza od klatki piersiowej męża ale zamiast tego rzucił mu miażdżące spojrzenie. Harry doskonale wiedział, że ta rozmowa się jeszcze nie skończyła.

Przełknął ciężko ślinę i dołączył do męża, przyglądając się jak nastoletni Draco szedł korytarzami szkoły, rozglądając się, wyglądając niemal paranoidalnie. Wyraźnie kierował się do biblioteki.

- Czekaj! Czekaj! - wołał ktoś za nim, biegnąc w jego kierunku. - Jesteś Draco, prawda? - zapytał Colin Creevey, przekrzywiając głowę, przez co jego blond loki wyglądały jakby zaczęły żyć własnym życiem.

- Draconis. - oznajmił nastoletni blondyn, krzywiąc się niemiłosiernie. Wyglądał jakby był nieco skrępowany ale także bardzo rozdrażniony.

- Och. No to cześć, Draconis. - powiedział Colin, nieco zaskoczony tym formalnym powitaniem. - Zobacz tylko, kogo znalazłem. - oznajmił, odwracając się lekko, żeby zaprezentować mu uśmiechnięte dziecko, przyczepione do jego pleców.

- Molly. - odpowiedział sucho Ślizgon, wyglądając na nieco przerażonego, odsunął się nieznacznie.

Colin natychmiast znowu go dopadł.

- Poczekaj! Chciałem... chciałem ci pokazać zdjęcie, które zrobiłem tobie i Harry'emu! - powiedział, z dumą wyciągając plik fotografii, wielkości kart do gier. Wszystkie przedstawiały - pod różnymi kątami - ten słynny pocałunek w Skrzydle Szpitalnym. - Co o nich myślisz?

- Są cudowne. - odpowiedział automatycznie Draco, odwracając się i odmaszerowując.

Colin zamrugał i poczerwieniał.

- Och! Chcesz kopie?

- Jasne. - odpowiedział nastoletni Draco bez chwili wahania.

- Super. Zaraz się tym zajmę. Te są dla mnie... no wiesz, do pracy. Hej, a masz coś nic przeciwko temu, żebym przeprowadził z tobą wywiad?

- Tak.

- Super. - powtórzył Colin, nie wyczuwając nuty sarkazmu w głosie Ślizgona. - Jakie są twoje plany zawodowe?

- Chcę zostać w domu i wychowywać dzieci Pottera. - powiedział Draco.

Na nieszczęście dla nastolatków, byli już blisko wejścia do Wielkiej Sali. Po tak dużym korytarzu, głos niósł się łatwo. Blondyn zamarł a wraz z nim wszyscy ludzie w pobliżu. Każdy się gapił. Profesor McGonagall wytrzeszczyła oczy, gwałtownie czerwieniejąc. Snape upuścił stos taszczonych przez siebie książek. Mężczyzna wyglądał jakby walczył z mdłościami.

Nastoletni Draco wydał z siebie spóźniony, niezręczny chichot, który wcale nie zmniejszył niezręczności i poczucia dziwaczności tej sytuacji. Gdy to zauważył, zamilkł a potem odwrócił się na pięcie i uciekł.

Colin zaś, rzucił się w pogoń za nim.

Dorośli czarodzieje także się gapili. W końcu, nie mogąc wytrzymać, Harry wybuchnął donośnym śmiechem.

- Zamknij się. - odezwał się natychmiast dorosły Draco, czując jak jego policzki robią się czerwone. - To oczywiste, że byłem pod wpływem jakiegoś eliksiru. - powiedział obronnie, krzyżując ramiona, podczas gdy Syriusz gruchał do niego pocieszająco.

- Jaki tak naprawdę jest Harry? - wołał Colin, biegnąc za nastoletnim blondynem.

- Jest bardzo miły. - odpowiedział Ślizgon, głosem zabarwionym paniką. - I przystojny!

- A dlaczego biegniesz? - wydyszał Colin.

- Szukam miejsca, w którym mógłbym się schować. - zakomunikował nastoletni Draco, znikając za rogiem.

Gryfon pochylił się i oparł dłonie na kolanach, z trudem łapiąc oddech. Potem zmarszczył lekko brwi i spojrzał na Molly.

- Nie! Biegnij szybciej! - zawołała dziewczynka, ściskając go mocniej za szyję.

Dorośli czarodzieje przez moment przyglądali się, jak Colin bezowocnie próbuje oderwać od siebie małą. Dwudziestosiedmioletni Draco zarumienił się, zręcznie unikając zadowolonego z siebie spojrzenia Harry'ego.

- No cóż, to nie miało najmniejszego sensu. - burknął blondyn.

- Och, więc jestem bardzo miły i przystojny? - uśmiechnął się złośliwie Harry.

- Zamknij się.

- Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś, że chciałeś zostać w domu i wychowywać nasze dzieci? - parsknął brunet.

- To było zanim zobaczyłem twojego fiuta.

Zadowolenie Harry'ego nieco opadło.

Teraz obydwaj patrzyli na siebie uważnie, zaczynając krążyć wokół siebie niczym zwierzęta, przygotowujące się do skoku.

Syriusz spojrzał na nich z wyrzutem w momencie, w którym wspomnienie rozmyło się.

KONIEC
Glenka Offline


 
Posty: 25
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez Glenka » 26 lip 2018, o 11:11

I jeszcze oneshotowy sequel : )

Gość II


- Ehm... to jest... - wydukał Draco, przeglądając wróżbę Daisy Dursley. - Przewidziałaś, że zostaniesz zjedzona przez pannę Nott przed końcem roku?

- Och. - skomentowała Elara Nott, podczas gdy Dursley rzuciła jej zjadliwe spojrzenie.

Draco siłą woli powstrzymał się od całkowitej destrukcji wróżby Daisy. Wszystkie przepowiednie jego uczniów były złe, niewłaściwe ale nie mógł ich za to winić. Sam był jasnowidzem i nie potrafił odnaleźć odrobiny sensu w programie nauczania Wróżbiarstwa w Hogwarcie. Jasnowidzenie było rzadką umiejętnością, więc jak można wymagać tego od całej klasy?

W wieku trzydziestu czterech lat, Draco zmęczył się monotonią Quidditcha i zdecydował się zostać nauczycielem. Zgłosił swoją kandydaturę na stanowisko przed wojną zajmowane przez Snape'a - a nawet był gotów zostać instruktorem Quidditcha - ale McGonagall uznała, że nadaje się do czegoś znacznie bardziej wartościowego (dla niej) - i tak właśnie został profesorem Wróżbiarstwa.

Ponieważ ledwo wiedział, co on tutaj do cholery robi, uznał, że ta cała sprawa nie ma najmniejszego sensu. Liście herbaty przecież cały czas wyglądają jak rozmoczone liście a on mógł prognozować pogodę patrząc na chmury a nie w kryształowe kule.

Tak więc, spróbował wyjaśnić.

- Silne emocje mogą być katalizatorem dla wizji. - stwierdził z przekąsem, mając wielką nadzieje, że brzmi to profesjonalnie i wystarczy. Przecież nie będzie się zwierzał.

Richard Wood uniósł dłoń.

- Mówimy o jakich emocjach?

- To nie twój cholerny interes! - warknął.

W sali zapadła cisza. Uczniowie gapili się na niego zszokowani.

- Hm, miałem na myśli... - odchrząknął. To za bardzo zbliżyło się do jego spraw osobistych, z których spowiadać się nie chciał. - Te zmiany... mają różnorakie podłoże emocjonalne... - powiedział bezradnie, napinając mięśnie. - Czasami... są to romantyczne uczucia, czasami opierają się też na prostych warunkach, które zmieniają stan emocjonalny. Mogą to być też hormony a czynniki środowiskowe mogą służyć za czynniki wyzwalające: ludzie, miejsca - wszystko, co ma znaczenie dla jednostki.

Uczniowie zaczęli między sobą szeptać, jakby nie mogąc uwierzyć w taką rolę emocji. Szybko się jednak opanowali i wtedy czyjaś dłoń wystrzeliła w powietrze.

Draco kiwnął głową.

- Tak?

- Dlaczego zrezygnował Pan z Armat? - zapytała twardo Rose Weasley.

- Czy naprawdę jest pan mężem Harry'ego Pottera? - zapytał inny uczeń, niepewnym tonem.

- Co robić, gdy gargulki pokazują swój tyłek?

- Koniec zajęć! - przerwał im Draco.

Uczniowie zamknęli usta.

- Panie profesorze! - Weasley znowu podniosła rękę. - Zostało nam jeszcze czterdzieści minut zajęć...

- Koniec! - wrzasnął, powodując, że wszyscy spakowali swoje rzeczy i zaczęli tłoczyć się ku wyjściu z sali - na niższy poziom zamku prowadziła drabina w dół. Niektórzy w pośpiechu pospadywali z jej szczytu ale Draco był zbyt rozdrażniony, żeby się tym przejmować. Zamiast tego, zatrzasnął klapę, czym skrzywdził nieco palce Pranava Patila, po czym westchnął ciężko i wrócił do swojego biurka.

Nalał sobie herbaty i natychmiast opróżnił całą filiżankę. Zignorował przy tym liście, które zostały na dnie i przypominały wyglądem penisa. Potem potarł skronie. Nauczanie tych bachorów to było nie lada wyzwanie - cholernie ciężka praca. Postukał niecierpliwie stopą w podłogę i zdecydował się nalać sobie kolejnej filiżanki. Potem jego oczy skierowały się ku kryształowej kuli leżącej po prawej stronie biurka. Spróbował się na niej skupić wystarczająco mocno, żeby przewidzieć czy przykładowo straci palec w przeciągu pięciu dni.

Mężczyzna westchnął ponownie.

To było całkowicie bezużyteczne. Jego wysiłki, żeby się rozproszyć potęgowały jednie poczucie zaniepokojenia. Od miesięcy nie widział na oczy Harry'ego a teraz miał się zjawić i posłużyć jako gościnny wykładowca na zajęciach Obrony przed Czarną Magią siódmego rocznika.

Uniósł twarz znad kryształowej kuli, gdy zadzwonił dzwonek. Potem opróżnił trzecią filiżankę herbaty i wstał spokojnie, wygładzając szaty.

Kiedy wszedł do Wielkiej Sali, zauważył że Rita Skeeter wpatrywała się w niego z zachwytem, jakby spodziewała się, że zaraz wciągnie go w jakąś jakże bardzo pouczającą rozmowę, którą będzie potem mogła odpowiednio zredagować i opublikować w jednym ze swoich pamiętników. Stanowisko nauczyciela Historii Magii przejął Bint, gdy Binns w końcu zdał sobie sprawę z tego, że już od dawna nie żyje, dzięki uprzejmości i delikatnych subtelności Krukonów. Przestarzały duch przeniósł się do lepszego świata w oszałamiająco majestatyczny sposób - zaczął migotać, potem wspaniale błyszczeć a potem zniknął. W dzisiejszych czasach na zajęciach Historii Magii, uczniowie poznawali szczegóły eskapad Pani Minister Magii H. Granger-Weasley, jej romanse z wampirami w międzyczasie oraz mało znaną karierę Toma Riddle'a jako tancerza liturgicznego.

Draco usiadł na swoim zwyczajowym miejscu, raczej w ponurym nastroju, wciąż nigdzie nie widząc Harry'ego. Uczniowie wciąż wtłaczali się do Sali, część już była pochłonięta jedzeniem posiłku. Nowy Duch Hufflepuffu - Fenrir Greyback - warczał na nich groźnie. Próbował też zmiażdżyć jednego ze swoich pierwszorocznych, który tylko wzdrygnął się i odsunął od niego.

Po przeciwnej stronie stołu siedział instruktor Quidditcha - Aidan Lynch - który zawsze mrugał bardzo powoli - jednym okiem na raz. Czarodziej próbował nabić ziemniaka widelcem ale spudłował - minął go zaledwie o kilka cali. Draco wzdrygnął się i odwrócił od niego wzrok.

Flitwick był już taki sędziwy i tak dziwnie ożywiony, że wyglądał jak czyjaś marionetka. Od niego też odwrócił wzrok i postarał się zignorować wytrwałego i radosnego profesora Zaklęć, który zawsze rozmawiał entuzjastycznie, wywijając przy tym małymi rączkami.

I wtedy oczy Draco zamigotały.

- Tęskniłem za tobą. - powiedział Harry, uśmiechając się i ściskając jego dłoń pod stołem.

Mrugając, blondyn zerknął na podwójne drzwi, które po sekundzie otworzyły się i do Wielkiej Sali - w końcu - wszedł Harry.

Uczniowie wyciągali szyję, próbując dostrzec tego słynnego aurora z niezwykłą blizną na czole. Zewsząd rozległy się szmery i szepty.

Oczy Harry'ego przemknęły szybko po stołach Domów i jego brwi zmarszczyły się z lekkim rozczarowaniem. Potem skierował wzrok na stół nauczycielski i jego twarz wyraźnie się rozjaśniła. Podszedł do niego, przeciskając się pomiędzy innymi wykładowcami, wymieniając pospieszne pozdrowienia i uściski ręki.

- Pani prof... Minerwo. Miło mi cię znowu widzieć. - powiedział brunet, obejmując jej dłoń oburącz i rzucając jej znaczące spojrzenie.

W końcu udało mu się dotrzeć do pustego miejsca obok Draco. Zwykle to krzesło było zarezerwowane dla Goyle'a ale ten był świadom dzisiejszego dnia, że lepiej będzie dla niego, jak zje obiad w schowku na miotły na czwartym piętrze.

Auror usiadł obok i mruknął cicho:

- Tęskniłem za tobą. - uśmiechnął się i ścisnął jego dłoń pod stołem. Potem pochylił się i pocałował go dość niechlujnie, ignorując nagłe sapnięcia dookoła. Dziewczęta wierciły się na swoich miejscach, chłopcy gapili się na nich, zaś McGonagall chrząkała na nich agresywnie.

Gdy w końcu się od siebie odsunęli, Harry wydawał się rozbawiony, zaś twarz Draco pozostała niewzruszona.

- Gdzie są dzieci? - zapytał brunet.

- Kogo to obchodzi?

- Draco! - zganił go.

Mężczyzna westchnął.

- Naprawdę, Harry? Tutaj, nie jesteśmy ich rodzicami a nauczycielami. My z pewnością nie mieliśmy żadnych opiekunek, gdy uczyliśmy się w Hogwarcie. Masz pojęcie jak niewygodne by to było?

Brunet skrzywił się i Draco poczuł ukłucie żalu - najwidoczniej Harry nie potrafił zobaczyć takiego scenariusza tak, jak on.

- Więc po prostu ich ignorujesz? - zapytał delikatnie auror.

- Tak, raczej tak. - odpowiedział bezwstydnie.

Harry rzucił mu paskudne spojrzenie, więc postanowił zmienić temat.

- Jak tam Syriusz? - zapytał (jak mu się wydawało) nonszalancko.

- Dobrze. Przesyła ci pozdrowienia. - odpowiedział Harry, posyłając mu pełne hipokryzji spojrzenie.

Draco mruknął coś niewyraźnego i wrócił do jedzenia, starając się nie wyglądać na bardzo rozczarowanego. Wbrew powszechnej polityce Hogwartu było sprowadzanie do niego dzieci poniżej 11stego roku życia. Twierdzono, że to zbyt niebezpieczne. Bzdury.

Uśmiechając się lekko, Harry sięgnął do kieszeni i wyjął mugolskie urządzenie komunikacyjne.

- Mam dla ciebie wiadomość od niego. Rzuciłem na niego kilka zaklęć. Powinno działać przez jakąś chwilę. - stwierdził, klikając jeden z guzików. Potem podał je Draco, który odebrał go z pewną dozą ostrożności.

Na małym ekranie był Syriusz - choć tak naprawdę to nie był on. Harry nazywał to coś "nagraniem".

- Cześć, ojcze. - wymamrotał siedmiolatek. Jego włosy miały przedziałek równo na środku głowy, przez co rozchodziły się na dwie strony. - Tęsknię za tobą. - chłopiec przygryzł wargę, wyglądając na zawstydzonego. Spuścił spojrzenie na stół, nieco się wiercąc na swoim miejscu. - Hm... ale nie martw się. Mam się całkiem dobrze. Tata mnie karmi i w ogóle. I... ee... dużo się uczę. Matematyki i takie tam. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że Teddy jakoś się zachowuje. I że Molly nie zachowuje się źle. Bardzo doceniam ten zestaw szachów, który mi przysłałeś. Wieże są całkiem...

Draco wydał z siebie przesadne ziewnięcie.

- Serio? - zapytał go z niedowierzaniem Harry.

W odpowiedzi uśmiechnął się ponuro.

- Niemal zapomniałem jaki potrafi być drobiazgowy.

- Och, teraz to ma chyba jakąś złą passę.

Draco uniósł brwi.

- No poważnie. Jednej nocy włożył ręczniki do szuflady ze sztućcami i na odwrót. Mógłbym przysiąc, że zrobił to celowo. Pilnuję go.

Blondyn ponownie skupił się na nagraniu.

- Naciśnij "off" żeby obejrzeć następne. - dodał Harry, biorąc do ręki bułkę.

- Sprawdź potem korytarz na trzecim piętrze. Molly uwielbia tam wpychać Teddy'ego.

Harry ponownie ścisnął jego dłoń wolną ręką, powodując, że blondyn uniósł wzrok.

- Do zobaczenia dziś wieczorem. - mruknął, uśmiechając się zmysłowo.

Draco spuścił wzrok na telefon komórkowy. Jego policzki były czerwone.

Zadowolony Harry zaś wstał i wyszedł z Sali.

***


- A to właśnie jest malutki Buchorożec. - powiedział Bill Weasley, wskazując na różowoskórego, przypominającego połączenie świni i chomika, nosorożca, który przypałętał się w okolice chaty.

Klasa będąca na zajęciach Opieki nad Magicznymi Stworzeniami, przyglądała się uważnie. Krukoni zaciekle robili notatki, zaś Puchoni trzęśli się ze strachu. Maluch ziewnął.

- Ich mięso jest uważane za przysmak w niektórych kulturach... - Bill zamilkł, gdy jego wzrok stał się nieostry a jego usta otworzyły się nieco szerzej, bardziej ukazując kły. Mężczyzna oblizał usta i wyraźnie zaczął się ślinić. - Są znane z tego, że są grube... całkiem soczyste... jędrne...

Zgromadzeni w pobliżu uczniowie zaczęli mruczeć do siebie ale nie miało to większego znaczenia dla prawdziwego smaku Buchorożca. Harry uśmiechnął się z zakłopotaniem, widząc tą scenę.

- Przepraszam, Bill. - przerwał nauczycielowi, obejmując ramieniem Teddy'ego. Zmierzwił włosy nastolatka, na co ten uśmiechnął się z zakłopotaniem a jego włosy zmieniły się z granatowego na czarne - to było urocze, jak jego włosy reagowały na jego emocje.

Bill zamrugał, wyrwany z głębokiej zadumy.

- Och, nie martw się, Harry. Dobrze cię widzieć. Klaso, to Harry Potter.

Szepty stały się głośniejsze i bardziej podekscytowane. Uczniowie całkowicie oderwali się od omawianego malucha, całą swoją uwagę skupiając na aurorze.

- Harry ma duże doświadczenie z magicznymi stworzeniami, prawda? - zapytał profesor.

- Ehm, chyba tak. - odpowiedział nieśmiało. - Zwłaszcza z testralami i hipogryfami...

- Czy to prawda, że umie pan rozmawiać z wężami? - zapytał odważnie jeden Krukon.

Harry pokiwał głową.

- Słyszałem, że ma pan doświadczenie w oswajaniu smoków. Czy to prawda?

- Można tak powiedzieć. Tak czy inaczej, naprawdę nie chciałem wam przeszkadzać. Chciałem tylko zobaczyć się z synem, zanim znowu będę musiał lecieć. - wyjaśnił, klepiąc Teddy'ego po plecach.

- Jesteś synem Harry'ego Pottera?! - wykrzyknął zaskoczony Puchon.

Harry zamrugał.

To miała być tajemnica?

Włosy Teddy'ego zrobiły się różowe. W rzeczywistości, wściekle różowe. Tak właściwie to zaczął się chyba kamuflować, próbując przybrać wygląd tej świnki, którą dzisiaj omawiali na zajęciach. Harry byłby tym zaniepokojony, gdyby nie wiedział, że chłopiec jest metamorfomagiem.

Teddy pospiesznie oderwał się od bruneta, po czym potknął się o własne nogi i runął jaki długi na trawę, bez krztyny jakiejkolwiek godności. Harry wypuścił z siebie ciche świśnięcie i subtelnie cofnął się. Więc chłopiec wciąż był niezgrabny...

Od razu, gdy się odsunął, nastolatka otoczyła grupa przyjaciół. Zanim Harry się ewakuował, rzucił jeszcze jedno, ostatnie spojrzenie na syna. Puchon był właśnie pochłaniany i najprawdopodobniej przy okazji deptany, przez swój cały szósty rocznik.

***


Tego wieczoru, Harry przyszedł do kwater Draco.

- Mówiłem ci. - stwierdził blondyn.

- Nie wiedziałem, że to tajemnica. - odpowiedział, wciąż nieco zaniepokojony faktem, że Teddy ukrył wszystkie swoje powiązania z nim.

Draco przewrócił oczami.

- I nadal nie udało mi się złapać Molly. - dodał brunet, coraz bardziej zmartwiony.

- Bez wątpienia się przed tobą chowa.

Harry spojrzał na niego gniewnie.

- Jak możesz być taki nonszalancki w tej sprawie?

- Przepraszam. - westchnął Draco, opierając się o biurko. - Dla mnie pewnikiem jest, że są blisko. - przerwało mu pukanie do drzwi. - O właśnie.

Kiedy blondyn otworzył, Harry akurat ściągał jeden ze swoich butów. Jego oczy zarejestrowały tylko jakąś jasną smugę i wrzask "Tato!", zanim został zaatakowany. Upadł na podłogę, podczas gdy na nim usiadła szczupła blondynka, przytulając się mocno do jego piersi.

- Molly. - sapnął, widząc Draco stojącego nad nimi z uśmiechem.

Dziewczynka odsunęła się, by spojrzeć na niego. Jej szmaragdowe oczy były równie jasne, co zawsze a kolano wbijała w jego lewą nerkę.

Ale było warto.

Molly uśmiechnęła się i poprawiła swoje okulary.

- Tęskniłam za tobą!

Harry usiadł.

- Też za tobą tęskniłem. - powiedział, łapiąc ją w niedźwiedzi uścisk.

- Jak tam Syriusz? - zapytała dziewczynka.

- Poprawny jak zawsze. A teraz, pozwól mi na ciebie spojrzeć. - Harry wstał i przytrzymał córkę na wyciągnięcie ręki, że się jej uważniej przyjrzeć.

W wieku trzynastu lat nadal była mała i rozczochrana. Miała długie włosy, których kilka skołtunionych pasemek zwisało jej luźno w okolicach twarzy. Jak zwykle, miała na sobie okrągłe okulary i niechlujnie zawiązany ślizgoński krawat. Poza ogólnym zmiętoszeniem, była zaskakująco śliczną dziewczyną.

- Nadal prześladujesz swojego starszego brata? - zażartował Harry.

- Och, tato! - Molly uderzyła go figlarnie, co wcale nie zmniejszyło poczucia bolesności. Mężczyzna zatoczył się lekko do tyłu, trzymając się za bok. - Dobrze wiesz, że to Teddy zawsze zaczyna!

Jeśli miał być szczery, to w życiu nie widział, by to Puchon zaczynał jakikolwiek spór.

- Nie takie rzeczy słyszałem.

Molly odwróciła się, rzucając podejrzliwe spojrzenie Draco. Ten uniósł ręce w geście absolutnej niewinności i kapitulacji.

- Jak twoje stopnie? - zapytał brunet.

Dziewczynka odwróciła się do niego.

- Teddy'ego też pytałeś o oceny?

- Oczywiście. - skłamał. Odkąd pamiętał, Teddy zawsze był najlepszym uczniem w swojej klasie.

Molly skrzyżowała ramiona.

- Lubię Obronę.

- To jej najlepszy przedmiot. - zapewnił go Draco. - Eliksiry także.

Harry poczuł, że jego klatka piersiowa zaraz zostanie rozerwana z dumy.

- A co do Wróżbiarstwa, to nie ma do niego za grosz cierpliwości. Weź Numerologię zamiast tego. - kontynuował Draco, wymieniając szybkie spojrzenie z Harrym.

- To nie ma sensu! - jęknęła Ślizgonka.

- I może się bardziej postarać na Mugoloznawstwie. - dodał Draco.

Harry prychnął. O ironio.

Zwrócił tym uwagę na siebie jasnych oczu.

- Kiedy znów cię zobaczę? - dopytywała się Molly.

- Na Boże Narodzenie. Tak sądzę.

Córka ścisnęła go mocniej, przez co skrzywił się niemiłosiernie, gdy niemal usłyszał jak kruszą mu się żebra. Nie wiedział, skąd mała wzięła tyle siły i że może być taka "gwałtowna" nawet w kwestii swoich uczuć.

- Molly. Jest prawie cisza nocna. - przypomniał dziewczynce Draco.

- Nieee! - jęknęła w proteście, zgniatając Harry'ego jeszcze mocniej.

- Mówię poważnie. - warknął nauczyciel, przechodząc ze swojego łagodnego tonu na ten bardziej szorstki.

Molly sapnęła i przez kilka kolejnych sekund wcisnęła się w aurora, wyglądając jakby chciała przejąć jego ciało, duszę i młodość. Lub coś w tym guście. Gdy w końcu się odsunęła, wyglądała na przygnębiona.

- Pa, tato. - wymamrotała.

- Zobaczymy się wkrótce. - powiedział Harry, głaszcząc jej włosy.

Przygryzając wargę, Ślizgonka odwróciła się i ostentacyjnie ignorując Draco, opuściła jego kwatery, zatrzaskując za sobą niesamowicie mocno drzwi.

Blondyn oparł się o przeciwległą ścianę, skrzyżował ramiona i uśmiechnął się leniwie.

- Jest dobrą aktorką.

- Ciekawe, po kim to ma.

Draco przewrócił oczami.

- Teraz przyjdzie moja kolej, żeby za tobą potęsknić. - zauważył.

Harry zwilżył wargi.

- Och, oczywiście. - odpowiedział z ciemniejącymi oczami. - Mamy czas do rana.

- Więc lepiej dobrze go wykorzystaj.

Brunet odetchnął głęboko i przyjrzał się mężowi. Potem podszedł do niego, złapał jego ręce i umieścił je na swoim tyłku. Draco prychnął i wtedy Harry go pocałował, przyciskając mocniej do ściany. Kradł mu pocałunek za pocałunkiem.

Blondyn sięgnął do jego włosów i wyjął mu różdżkę zza ucha.

- Nox. - wyszeptał.

KONIEC



Mimo wszystko liczyłabym na jakąś opinię ; )
Glenka Offline


 
Posty: 25
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez maxiii » 27 lip 2018, o 21:25

Wielkie dzięki za to opowiadanie. Wspaniale się czytało. Pozdrawiam
maxiii Offline


 
Posty: 1
Dołączył(a): 15 mar 2018, o 07:55

Postprzez Dorka2002 » 28 lip 2018, o 10:45

Na początek, tekst świetny i naprawdę cieszę się, że go wybrałaś. W sprawach technicznych to gdzieś widziałam literówkę, ale nie pamiętam gdzie więc to nie jest zbyt istotne XD. Całość czyta się sprawnie i przyjemnie. Ogólnie dobra robota i bardzi mi się podobało ❤❤❤
Dorka2002 Offline


 
Posty: 2
Dołączył(a): 22 gru 2017, o 18:27

Poprzednia strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 1 gość