[T] Gość

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Glenka » 8 cze 2018, o 20:16

Witam. To pierwsza moja próba tłumaczeniowa dłuższego tekstu i długo ze sobą walczyłam, żeby ją opublikować. Proszę bez krępacji wytykać bezlitośnie wszystkie błędy - będę je traktować jako nauki na przyszłość. Oczywiście, zachęcam też do wyrażania pozytywnych opinii. Nie przedłużając - zapraszam :)

Tytuł: "The Guest" - Gość
Link do oryginału: https://archiveofourown.org/works/13851 ... s/31860894
Autor: BummedOutWriter
Tłumacz: Glenka
Gatunek: Romans
Pairing: HP / DM
Rating: M
Zgoda na tłumaczenie: jest
Ostrzeżenia: Time-Travel, Nieco wulgaryzmów, Mpreg
Kanon: występują pewne nieścisłości ale raczej nie rzucają się jakoś mega w oczy

Rozdział 1


Kiedy jego dłoń zacisnęła się na zniczu, był tak blisko ziemi, że musiał zeskoczyć z miotły, by uniknąć kolizji. Leżąc, uniósł znicza w górę na co tłum wybuchnął dzikim aplauzem. Skrzydełka drgały nieustannie, gdy kamery błyskały ze wszystkich stron, niemal go oślepiając. Stanął na nogi i czuł się tak, jakby wciąż nie wylądował.
Z oddali dobiegły go pytania, które go otrzeźwiły. Dziennikarze krzyczeli za barykadami wokół boiska.
- Gdzie jest twój mąż? Dlaczego opuścił kolejny mecz?
- Czy pogłoski o rozwodzie są prawdziwe?
- Draco, Draco, tutaj!
- Czy to prawda, że planujcie kolejne dziecko?
Rozległ się gwizdek, po czym jego drużyna też wylądowała. Zanim do niego doszli, skierował się do szatni, chcąc uniknąć odpowiedzi na natrętne pytania. Gdy już wszedł do środka, oparł się o ścianę, czując niewielkie zawroty głowy. Nigdy nie znudzi się wygrywaniem. Nawet plotki nie mogły go teraz wytrącić z równowagi.
I dopiero wtedy pozwolił sobie na prawdziwy uśmiech. Zrobił to - w końcu wygrał mistrzostwo.
Rozległ się znajomy trzask i Draco podniósł wzrok, by zobaczyć szczerzącą się postać, ściągającą z głowy aurorski kaptur. Dwudziestosześcioletni Harry, przejechał palcami po swoich rozczochranych włosach.
- Świetnie zakończyłeś sezon. - roześmiał się brunet.
Draco uspokoił się nieco, zanim zapytał.
- Oglądałeś mecz?
- Wymknąłem się wcześniej z pracy. - przyznał smutno Harry. - Wpadłem tylko na kilka ostatnich minut ale Merlinie, byłeś...
Draco nie pozwolił mu skończyć. Podszedł do niego szybko i pocałował namiętnie, popychając go na przeciwległą ścianę. Oboje zatopili się w uścisku aż Harry zachichotał. Draco odsunął się od niego, lekko zawstydzony, na co drugi mężczyzna uśmiechnął się nieśmiało.
- Przepraszam. Po prostu... uwielbiam cię takiego widzieć.
Blondyn kiwnął głową.
- Ee.. Muszę odebrać Molly. - dodał przepraszająco Harry.
- W porządku. Do zobaczenia w domu.
Harry wyszczerzył się a jego oczy wypełniły się niegodziwością, na co Draco lekko podskoczył w miejscu.
- Do zobaczenia w domu. - powtórzył auror a Draco przełknął ślinę.
Harry zniknął i wtedy właśnie do szatni wkroczyła jego drużyna. Draco został zmiażdżony w grupowym uścisku.
- Świetna gra, Draco.
- Niesamowity chwyt!
Gdy w końcu go uwolnili, mężczyzna natychmiast przystąpił do przebierania się.
- No to co tam słychać w najnowszych plotkach? - spytał go Peterson, kapitan zespołu, opadając na ławki, podczas gdy reszta skierowała się do swoich szafek.
- Tym razem moje małżeństwo z Wybrańcem jest zagrożone. - przewrócił oczami.
- Bywały gorsze.
- Jak ostatnio.
- Ale wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć, prawda? - zapytał Peterson z oczami lśniącymi ciekawością. - O waszych problemach...
- Nie mamy żadnych.
- ...lub o rozwodzie...
- Którego nie bierzemy.
- ...nie mówiąc już o kolejnym dziecku...
- Zdumiewa mnie, jak sprzeczne są ze sobą te fakty. Chcesz jeszcze się zapytać o te rzekome siniaki, jakie regularnie ma na sobie Harry od zbyt ostrego seksu? - parsknął.
Peterson skrzywił się.
- O to akurat niezbyt.
- Doceniam twoją szczerą troskę. - zaszczebiotał wesoło Draco, wcale nie mając tego na myśli. – Ale łaskawie skieruj ją na kogoś innego.
- Dobra, rozumiem. – odpowiedział Peterson, krzyżując ramiona i robiąc krok w tył.
- Draco! - zawołała Trin, nowy Obrońca drużyny, podchodząc do niego bliżej. - Jedziemy świętować do Glendy. Idziesz z nami?
- Nie mogę, obiecałem Molly... - powiedział, choć tak naprawdę niczego jej nie obiecywał. Wiedział jednak, że taka kombinacja słów zostanie dobrze odebrana przez kobietę.
- Och, oczywiście. - odpowiedziała a jej oczy błyszczały zrozumieniem. - Powinieneś świętować z rodziną.
- Ano. - zgodził się Draco, zamykając swoją torbę. Zanim się teleportował do domu, pomachał jeszcze wszystkim z szatni.
Odetchnął z ulgą, kiedy pojawił się w domu. Zostawiwszy swoją torbę w przedpokoju, wszedł do kuchni, gdzie przy stole siedziała pięcioletnia dziewczynka, studiując uważnie pierwszą stronę gazetę. Draco podszedł do niej i zabrał jej "Proroka Codziennego" - razem z Harrym woleli, by ich córka nie była wystawiona na żadne negatywne pomówienia. Spojrzał na niego - była to edycja wieczorna a Molly oglądała błyszczącymi oczami moment złapania przez niego znicza. Nagłówek brzmiał: „ARMATY Z CHUDLEY WYGRYWAJĄ MISTRZOSTWA PIERWSZY RAZ OD DZIESIĘCIU LAT!". Fotograf doskonale to uchwycił.
Nie mogąc powstrzymać uśmiechu, odłożył gazetę na stół.
- Molly. - przywitał się.
Dziewczynka podniosła głowę, przez co włosy opadły jej na ramiona. Uśmiechnęła się do niego szeroko, wyglądając jakby zaraz miała zacząć piszczeć a potem opanowała się.
- Witaj, ojcze. - odpowiedziała grzecznie. W jej szmaragdowych oczach wręcz błyszczały gwiazdy.
- Draco, to ty? - Do kuchni wszedł Harry, mając na obie różowy fartuszek. Usta Draco drgnęły z rozbawienia.
Harry Potter. Chłopiec, Który Przeżył. Czempion czarodziejskiego świata. Pogromca Czarnego Pana. Zbawiciel. I ten różowy fartuch.
- Kolacja za godzinę. - powiedział. - Deser o dziesiątej. - dodał, puszczając Draco oczko. Dziesiąta była godziną, o której Molly chodziła spać i wydawała się zauważyć tę niejasność w harmonogramie. Na jej twarzy pojawił się grymas.
Draco nie mógł się powstrzymać od wyszczerzenia się, gdy dziewczynka powróciła do poprzedniego zajęcia. Morderczy sezon Quidditcha dobiegł końca i mieli w końcu czas, by nadrobić zaległości. Pochylił się i pocałował dziewczynkę w czubek głowy.
- Będę na dole. - powiedział, wychodząc z salonu.
W piwnicy Draco urządził sobie prywatne laboratorium eliksirów. Nie było wielkie, zaś eliksiry jego hobby, odskocznię dla zabicia czasu. Gdy nie było sezonu i treningów, lubił sobie poeksperymentować z miksturami. Bez nich by oszalał.
Usiadł przy stole, gdzie stał eliksir, który zaczął tydzień temu. Jego celem było uśmierzenie bólu. Może to pomoże na bolące ramię. Wyjął fiolkę z magicznego zastoju i zaczął się przygotowywać do warzenia. Z tego wszystkiego, nawet nie zauważył, że nie zamknął drzwi do swojego laboratorium. Po godzinie skrupulatnego warzenia, usłyszał na schodach lekkie kroki.
- Ojcze, obiad!
Twarz Draco pociemniała z irytacji.
- Molly, przecież wiesz, że nie powinnaś...
Na schodach rozległ się cichy krzyk - dziewczynka potknęła się. Draco instynktownie szarpnął rękami, by przelewitować ją bezpiecznie na ziemię przy pomocy magii bezróżdżkowej i strącił przy tym jeden ze stojących niedaleko eliksirów. Pomieszczenie wypełnił purpurowy dym. Draco z ciężkim westchnieniem wstał i skierował się ku schodom. Gdy tylko przekroczył próg, zamrugał zdezorientowany.
Dziewczynki nie było.

***


Dziesięć lat wcześniej, szesnastoletni Harry Potter zatrzymał się w połowie drogi do zamku.
- W porządku, stary? - zapytał go Ron. - Zapomniałeś czegoś?
Hermiona spojrzała na niego uważnie.
- Harry?
- Nie, po prostu... - Harry naprawdę nie wiedział jak wyjaśnić to dziwne uczucie. Nagle poczuł się... zaniepokojony. Jakby powinien był być w ogóle gdzieś indziej. - Muszę iść. - powiedział, po czym odwrócił się i pobiegł w stronę Hogsmeade.
- Harry!
Za sobą słyszał nawoływania Rona i Hermiony, którzy gonili go. Wiedział jednak, że nie mógł zwolnić. I tak czuł się już spóźniony. Musiał się tam dostać najszybciej jak to tylko było możliwe, zanim stanie się coś złego. Porzucił plecak, który go spowalniał i gnał przed siebie, popychając jakichś pierwszoroczniaków i nawet profesorów, którzy stawali mu na drodze. Wiedział, że najprawdopodobniej padł ofiarą jakiejś klątwy i powinien z nią walczyć. Nic jednak nie mogło oderwać jego myśli od celu tego szaleńczego biegu.
Upadł na kolana i porwał w ramiona jakieś dziecko, będąc zdziwionym po co mu ono w ogóle. Co dziwniejsze, uścisk został odwzajemniony. Gdy dziewczynka podniosła głowę, Harry zobaczył duże, zielone oczy, identyczne jak jego własne.
- Tata? - zapytała.
Wpatrywał się tępo w dziecko, podczas gdy Hermiona z Ronem w końcu do niego dobiegli. Ledwo co łapali oddech.
- Kim jesteś? - zapytał, odsuwając ją od siebie i zauważając piękne, potargane blond włosy. Nie mogła mieć więcej niż pięć lat.
- To ja, tato. - powiedziała, marszcząc brwi. - Molly. - burknęła urażona.
Dosłownie kilkanaście minut później siedzieli już w gabinecie Dyrektora, który całą swoją uwagę skupił na dziecku.
- To zaklęcie. - powiedział stanowczo Dumbledore. - Nieszkodliwe. Jest dość powszechne wśród rodziców z dziećmi - tworzy więzy rodzinne pomiędzy stronami. Harry, w pewnej chwili poczułeś, że musisz być przy niej, prawda? Poczułeś, że nie jest tam, gdzie powinna być. - Czarodziej wykonał nad siedzącym na kolanach Harry'ego dzieckiem skomplikowany ruch różdżką. - Wygląda na to, że nałożona na nią została więcej niż jedna więź. Gdy tylko będzie miała jakieś kłopoty, zaalarmuje najbliższego dorosłego.
- To nie ma sensu. - powiedział Harry. - Dlaczego ona jest w ogóle ze mną związana?
Molly podniosła na niego wzrok.
- Coś nie tak, tato? - zapytała. - Jesteś na mnie zły?
Harry zamrugał lekko zdezorientowany.
- Nie, skarbie, po prostu... - przerwał, gdy zobaczył, że dziewczyna przyciska do piersi gazetę. - Mogę to zobaczyć?
Molly potrząsnęła głową w odmowie.
- Dlaczego nie?
- Bo to moje, tato! - pisnęła, rzucając się do ucieczki. Harry złapał ją za ramię i rzucił bezradne spojrzenie na swoich przyjaciół. Ron wydawał się być tym rozbawiony, podczas gdy Hermiona unosiła wysoko brwi.
- Molly, może uda nam się dojść do porozumienia? - zapytał dobrodusznie Dyrektor. - Pozwolisz nam zobaczyć gazetę? Oddamy ci ją za minutę.
Dziewczynka zawahała się, po czym wręczyła mu nieśmiało papier.
- Och. - powiedział Dumbledore, oglądając gazetę.
Gryfoni pochylili się do przodu.
- To "Prorok". - powiedział Ron.
Na okładce był znajomy blondyn o rozwichrzonych włosach, rozciągnięty na trawie, oddychający ciężko i trzymający w wyciągniętej dłoni złotego znicza. Wyglądał jak nigdy dotąd, jego włosy były dłuższe i cudownie roztrzepane a jego pomarańczowa szata powiewała na wietrze. Draco wyglądał na starszego o przynajmniej kilka lat. Wyglądał na zmęczonego (o czym świadczyły niewielkie cienie pod oczami) i jednocześnie bardzo szczęśliwego. Harry zamrugał zdekoncentrowany - właśnie ocenił go jako przystojnego. Szybko jednak postanowił odsunąć od siebie tę myśl.
- Draco Malfoy. - mruknęła zdumiona Hermiona.
- Armaty z Chudley! - przeraził się Ron.
Molly założyła ręce na biodra, wyglądając nagle na bardzo zadowoloną z siebie.
- Spójrzcie na datę. - zasugerował Dumbledore. Harry zrobił to. 2006? 2006?! - Tak jak podejrzewałem, ta gazeta pochodzi z przyszłości, podobnie jak i Molly.
Słowa Dyrektora sprawiły, że w głowie Harry'ego zaczęło szumieć. Rok 2006. Dziesięć lat. Za dziesięć lat… będzie miał Molly. Jego oczy powędrowały do dziewczynki. Była słodka i ze zdziwieniem zauważył, że już ją uwielbia.
- Jesteś moją córką. - stwierdził głupio.
- No oczywiście, że tak. - powiedziała, wyglądając na zranioną.
Harry zaczerwienił się, czując się bardzo niepewnie. Ron i Hermiona wydawali się równie zaskoczeni. W głowie Gryfona przestawiły się trybiki i pomyślał o drugiej więzi, którą miało dziecko.
- Kim jest twoja matka?
- Harry. - ostrzegł go Dumbledore.
Chłopiec kiwnął głową. Przyszłość była niekonsekwentna. Im mniej wiedział tym lepiej było dla niego. Mimo to, nie mógł się powstrzymać przed zażądaniem innej informacji.
- A czy… czy mogę zobaczyć tę gazetę?
Dumbledore uśmiechnął się do niego.
- Przykro mi Harry. To byłoby wysoce nierozsądne. Wiedza na temat przyszłości powinna być ograniczona. O ile dobrze rozumiem, posiadanie rodziny jest twoim największym pragnieniem, prawda? – zapytał widząc przygnębiony wyraz twarzy Gryfona.
Harry pokiwał głową.
- Zgadza się.
Czarodziej zwinął gazetę i Harry poczuł się urażony faktem, że jedyne co udało mu się zobaczyć, było przebłyskiem zawodowej kariery Dracona Malfoya. Spojrzał na Rona, który uśmiechnął się do niego i wzruszył ramionami. Dumbledore wsunął gazetę w swoje szaty.
- Zatrzymam to, przynajmniej do...
- TO MOJE! - ryknęła Molly, rzucając się na Dyrektora z małymi piąstkami, drapiąc go i ciągnąc za brodę. Okulary Dumbledore'a roztrzaskały się na podłodze a mężczyzna niemal się przewrócił, zaskoczony atakiem.
Pierwszy obudził się Ron. Podbiegł do dziewczynki i próbował ją bezskuteczne odciągnąć.
- Harry, zrób coś! - krzyknęła Hermiona.
Harry zaś patrzył na to wszystko z szeroko otwartymi ustami.
- Molly, dziecko. - powiedział w końcu Dumbledore. - Dam ci twoją gazetę.
Dziewczynka natychmiast przestała się szarpać.
- Obiecujesz? - zapytała podejrzliwie.
- Oczywiście, dziecko.
Molly skinęła zwycięsko głową i pozwoliła odciągnąć się Ronowi. Ten wziął ją na ręce i oparł na swoim biodrze, wyglądając jak typowa matka.
- Jesteś rozpuszczona, to pewne. - powiedział, dysząc ciężko.
Harry zarumienił się wściekle.
- Musisz popracować nad swoimi umiejętnościami rodzicielskimi, stary. - dodał Ron.
- Eee... racja. - wydukał zażenowany.
Dumbledore rzucił zaklęcie i już na nosie miał naprawione okulary.
- Przepraszam cię bardzo, Molly. Nie powinienem był zabierać twojej gazety. Widzę, że jest dla ciebie bardzo ważna.
Dziewczynka pokiwała gwałtownie głową, rzucając mu władcze spojrzenie.
- Proszę ale nie pokazuj jej nikomu innemu. - powiedział dobrodusznie, wręczając jej gazetę. Molly całkowicie go zignorowała – ku zdziwieniu Harry'ego - z radością wlepiła wzrok w zdjęcie Malfoya.
Glenka Offline


 
Posty: 5
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez Glenka » 10 cze 2018, o 13:57

Rozdział 2


Ron przeżywał wewnętrzny konflikt. Jego ukochane Armaty w końcu wygrały Mistrzostwa Świata w Quidditcha ale przyczynił się do tego Draco Malfoy.
- Macie jakiś pomysł, kto może być matką? - zapytała Hermiona, przyglądając się Molly. Leżeli na trawie nad jeziorem.
- Kto ma takie blond włosy? - zapytał Ron.
- Lavender?
Ron skrzywił się.
- Nie jest naturalną blondynką.
- I jak? Coś zadziałało? - zapytał Harry, zsiadając z miotły. - Tym razem leciałem aż do Wieży Astronomicznej. - Już trzeci raz próbował zwabić tutaj matkę Molly przy pomocy tej dziwnej więzi. Hermiona rozejrzała się wokoło ale nikogo nie było. Myślicie, że powinienem lecieć dalej? Nad Lasem…
- Może ona nie chodzi do Hogwartu. - powiedział w nagłym olśnieniu Ron. – Wiele dziewczyn chodzi do Durmstrangu.
- Jest jeszcze jedna opcja, Harry. - powiedziała Hermiona. – Dumbledore powiedział, że Molly ma stworzonych takich więzi. Nie myślicie, że może mieć także ze mną lub z Ronem?
Twarz Harry'ego rozjaśniła się.
- Masz rację!
Molly rzuciła im wszystkim wątpiące spojrzenie.
- Czyli po prostu wszyscy polecimy. – stwierdził.
- Chcesz ją tutaj porzucić samą? - zapytała oburzona Hermiona.
Molly spojrzała na nich zaniepokojona.
- Tylko na chwilę... - odpowiedział brunet z rosnącym poczuciem winy.
- Chcecie zwabić tutaj jakąś niewinną dziewczynę?
- Nie mów tak, Miona. To brzmi jak strasznie…
- Taki właśnie teraz jesteś, Harry. – zachichotał Ron.
- Harry, musisz przerwać tą obsesję na punkcie przyszłej żony. Nie będę brała już w tym udziału. Dlaczego nie chcesz się dowiedzieć czegoś więcej o swojej przyszłej córce? Na miłość boską, przecież ona tutaj siedzi! - powiedziała stanowczo Hermiona.
- Ona ma rację, stary. - odchrząknął nerwowo Ron. - Zachowujesz się trochę jak dzieciak.
- No wiem... - mruknął Harry. - Tylko...
- Ojcze! - zapłakała Molly.
Harry natychmiast się do niej odwrócił i dopiero wtedy zauważył, że nie mówiła do niego. Dziewczynka skoczyła na równe nogi i popędziła biegiem ku grupie zbliżających się Ślizgonów, po czym niemal wskoczyła w ramiona Dracona Malfoya. Ten złapał ją z wyrazem kompletnego zaskoczenia i dopiero wtedy Harry uświadomił sobie jak ta dwójka jest do siebie podobna.
- Tęskniłam za tobą, ojcze. - zaszczebiotała Molly, przytulając się do niego. - Tata jest wredny. - poskarżyła mu się.
Harry stał jak słup soli, gapiąc się na tą scenę bezmyślnie. Miał wrażenie, że oszaleje.
Ron walnął się w czoło.
- O nie! - jęknął.
- To nie ma sensu... - zaczął Harry. - Dlaczego ona nazywa Malfoya...
- Harry. - jego bełkot przerwała Hermiona. - Molly nazywa go ojcem, ponieważ wydaje się, że nim faktycznie jest. Potężni czarodzieje mogą... nosić dzieci, Harry. To znaczy, że za kilka lat...
Draco Malfoy go puknie...

Harry nie mógł w to uwierzyć. Ledwo zarejestrował fakt, że przyjaciele wciągnęli go do zamku.
- To mysi być… jakaś pomyłka...
- Wygląda na to, że nie jest. - powiedział Dumbledore, patrząc na nich zaniepokojony. Machnął różdżką, dokładnie sprawdzając magiczne powiązania. Zadrapania na jego ciele z powodu ataku szału dziewczynki zniknęły a sam Dyrektor namiętnie ssał cytrynowego dropsa. Harry zauważył, jednak że nie zaproponował cukierków pozostałym. - Molly ma bardzo silną więź z panem Malfoyem.
Malfoy, podobnie jak Harry, siedział na krześle z pustą twarzą.
- Ojcze, coś nie w porządku? - zaszczebiotała dziewczynka, szarpiąc jego szaty.
Malfoy spojrzał w dół i ku zaskoczeniu Harry'ego, uśmiechnął się do niej lekko.
- Nic... Molly? Czuję się dobrze...
Harry przewrócił oczami i parsknął zirytowany. Molly ewidentnie faworyzowała Ślizgona. Cudownie.
- Nadal uważam, że to jakaś pomyłka. - powiedział stanowczo, patrząc jak Malfoy obserwuje dziewczynkę. Wydawał się być zakłopotany ale nie niezadowolony. Jego oczy powędrowały na jej lekko spiczasty nos.
- Szukałam cię, ojcze. Tata oszalał! Powiedział, że mnie porzuci! - poskarżyła się Molly.
- NIEPRAWDA! - Harry skoczył na równe nogi ale usiadł szybko, gdy wszyscy zgromili go wzrokiem. Malfoy zaś wydawał się nieco rozbawiony. Harry nigdy wcześniej nie widział, żeby blondyn wyglądał tak delikatnie.
- Dobrze wiesz, że żaden z nas nigdy by tego nie zrobił. - powiedział miękko Malfoy do dziecka. Harry poruszył się niespokojnie na swoim krześle.
Dziewczynka uśmiechnęła się nieco złośliwie.
- Wiem.
Malfoy po chwili podniósł głowę i popatrzył uważnie na Dumbledore'a.
- To jaki jest plan? Jak wyślemy ją... do domu? I nie będziemy o tym… myśleć? - zaczął pytać pewnie ale pod koniec jego głos zrobił się bełkotliwy.
- Obawiam się, że może to być poza naszym zasięgiem. - odpowiedział Dyrektor. - Nie wiemy co takiego spowodowało taki obrót wydarzeń. Nie znam przeciwzaklęcia. Wydaje mi się, że musimy po prostu poczekać i polegać na waszych przyszłych jaźniach. Nie wiem ile może potrwać zanim znajdą odpowiednie rozwiązanie - może kilka dni a może nawet tygodni.

- Draco? - zapytał Blaise, kiedy usiadł obok niego na kanapie w Pokoju Wspólnym Ślizgonów.
- To twoja dziewczyna? - parsknęła śmiechem Pansy.
- Przyszła córka. - odpowiedział stanowczo, leniwie przerzucając stronę w podręczniku. Molly siedziała obok, opierając się o jego bok. Unosiła się nad kartkami, mrużąc oczy nad tekstem, przez co Draco co chwilę odgarniał jej włosy z własnego pola widzenia. - Myślałaś o strzyżeniu? - mruknął z irytacją.
- To nie działa. - odpowiedziała lekceważąco dziewczynka.
- Hm. - mruknął uświadamiając sobie, że najprawdopodobniej odziedziczyła to po Potterze.
- Przyszła córka? - powtórzył po chwili osłupienia Blaise, strzelając oczami to w niego to w małą.
- Z kim? - zapytała natychmiast Pansy.
Draco zacisnął zęby.
- To jest Molly. W przyszłości będzie moją córką. Moją i ee.. - powiedział.
- Pottera? - zapytała Pansy, przyglądając się zielonym oczom dziecka.
- Co? - zapytała Molly.
- Żartujesz? Pottera?!
- Co, co? - zapytała Molly.
Między nimi zapadła chwila ciszy. Policzki Draco zabarwiły się na czerwono.
- Potter. - powtórzyła Pansy. - Molly Potter?
- No co? - zapytała zirytowana dziewczynka.
- Wziąłeś jego nazwisko? - parsknęła Parkinson, na co Blaise wybuchnął głośnym śmiechem.
- Zamknij się. - warknął Draco. - Oczywiście, że nie... Nikt nie powiedział, że jesteśmy małżeństwem... Z pewnością byliśmy pod wpływem jednorazowego upojenia alkoholowego i bez wątpienia to Potter nosił dziecko. - powiedział, w myślach czując się winnym.
- Całkiem ciekawy wniosek.
- To się nazywa dedukcja, Zabini.
Draco powoli czuł się osaczany. Nie było to komfortowe uczucie.
- Co tam masz? - zapytała Pansy, klękając obok dziecka.
- Och, ciociu Pansy! To tylko… - zapiszczała dziewczynka, z wahaniem odsłaniając swoją gazetę. Ślizgoni wydali z siebie zaskoczone sapnięcie.
- Zostałem zawodowym graczem Quidditcha? - zamrugał zaskoczony Draco, wzdrygając się widząc pomarańczowy strój.
- Jesteś seksowny jak cholera! - pochwaliła go Pansy.
- Armaty? - Bullstrode parsknęła śmiechem.
- Poczekaj! Wygrali Puchar Ligii! - powiedział ze zdziwieniem Crabbe.
- Ej, dajcie mi też zobaczyć. - powiedział jakiś Ślizgon. Molly przyciągnęła gazetę do siebie. Nikt jej nie dotknął widząc zimne spojrzenie Draco.
- To mój ojciec… - powiedziała blondynka, patrząc na zdjęcie z dumą. Po chwili zamrugała, po czym spojrzała podejrzliwie na Draco, jakby podejrzewając, że jest jakimś oszustem.
Draco z trudem powstrzymał zadowolenie pojawiające się na jego twarzy. Jego przyszłość wcale nie pisała się tak źle. Oczywiście, Armaty były średnim wyborem dla profesjonalnego gracza ale wygląda na to, że znacznie się poprawiły w przyszłości. Oczywiście, przygoda z Potterem była zbrodnią samą w sobie ale przynajmniej wynikło z niej coś dobrego. Molly zdawała się go uwielbiać - a przynajmniej jego przyszłe wcielenie. Zastanawiał się czy Potter w przyszłości będzie próbował ich rozdzielić. Nie pozwoli na to temu aroganckiemu dupkowi.
- Czy mogę ją zobaczyć na moment, Molly? - zapytał ciekawy, sięgając po gazetę ale dziewczynka trzymała ją w silnym uścisku.

Wszyscy wydawali się lubić Molly za jej słodycz. Wszyscy szli za nią, gruchali i obiecywali prezenty. Przez ciągle otaczający ich tłum, Draco ledwo zauważył, kiedy Molly mu się wymknęła.
- Wujku, wujku! - powiedziała dziewczynka, szarpiąc za szaty Rona, gdy grupa Ślizgonów stanęła naprzeciwko ugrupowania Pottera.
- Och, czy to nie Potter? - zadrwił Draco, wiedząc, że jest obserwowany przez innych.
- Uważaj, Malfoy. - odpowiedział zimno Gryfon, podnosząc Molly i sadzając ją sobie na biodrze.
- Jestem zaskoczony, że pokazujesz się publicznie, biorąc pod uwagę okoliczności.
- A jakie to okoliczności?
- Nie chcę być niegrzeczny ale... to ty byłeś na dole.
Szczęka Potter opadła a Granger poczerwieniała gwałtownie i zakryła małej uszy.
- Nie miałem pojęcia, Potter, że tak bardzo cię do mnie ciągnie i że przez te wszystkie sprzeczki z tarzaniem się mają na celu rozładowanie twojego napięcia seksualnego.
Ślizgoni ryknęli śmiechem.
- Po prostu chciałeś, żebym cię zdominował, prawda? Merlinie, ty frajerze.
Potter stał przed nim cały czerwony, po czym odwrócił wzrok. Nie było ucieczki przed upokorzeniem.
- Ja… ja… - Gryfon zaczął się trząść.
- Nie mogłeś się doczekać, prawda? I uchlać mnie, Potter? – zaszydził oskarżycielskim tonem.
Wyglądało na to, że Potter nie był w stanie znieść więcej słownych bluzgów. Po chwili odwrócił się szybko i wypadł z Wielkiej Sali z Molly na rękach. Weasley i Granger przez chwilę gapili się na niego, po czym pospieszyli za Potterem. Ślizgoni wciąż rechotali.
W tym całym zamieszaniu, Molly nawet nie zauważyła, że rozstała się ze swoim ukochanym "Prorokiem". Draco capnął go i zdecydował się go przeczytać dopiero w pustym miejscu. Schował się za zbroją i z trzęsącymi się z oczekiwania rękoma, zaczął wertować stronę za stroną. Poza Quidditchem nie spodziewał się dowiedzieć o sobie zbyt wiele w nadchodzących latach.
"10 rocznica klęski Czarnego Pana!", głosił jeden nagłówek.
Draco poczuł się oszołomiony.
"Harry Potter dostrzeżony na Finale Pucharu Ligii!".
Temu artykułowi towarzyszyło zdjęcie Gryfona. Wyglądał inaczej niż teraz. Draco poczuł dreszcz - Potter go prześladuje! Mężczyzna swoimi zielonymi oczami (bez okularów) obserwował graczy, mając na sobie aurorski płaszcz oraz włosy bardziej roztrzepane niż zwykle. Jego szczęka wydawała się być silniejsza, twarz bardziej szorstka - wyglądał potężniej. Był delikatnie umięśniony i wyższy niż teraz. Blondyn nawet nie zauważył, że po prostu się gapił na tą fotografię. Dorosły Potter był... Merlinie!
"Draco Potter w ciąży?", sprawiło, że zbladł. "Potterowie spodziewają się drugiego dziecka?". Pojawił się tam też krótki wywiad na ten temat.
"Nie mam pojęcia co drużyna zrobi bez niego. - stwierdza anonimowe źródło, bliskie Armatom z Chudley. - Draco jest najlepszym kandydatem do reprezentacji Anglii na Mistrzostwach Świata w przyszłym roku. Na lato nie zatrudnił żadnego trenera. Może faktycznie nie będzie grał w przyszłym sezonie."
"Dobrze się dogadują. - mówi Diane Fletcher. - Ostatnio coraz bardziej! Harry pojawił się nawet na meczu Draco. Plotki o rzekomym rozwodzie są jakimś nonsensem. Po prostu obaj mają napięty harmonogram. Wystarczy przyjrzeć się uważniej jak ta dwójka na siebie patrzy!"
"Jeśli Draco faktycznie jest w ciąży to bardzo nieodpowiedzialne z jego strony to, że wciąż lata. - mówi Sora Seddwick, jego największy fan. - W pewnym momencie Draco wyglądał jakby miał spaść z miotły, a potem podczas trzeciej godziny ledwo uniknął tłuczka! A to jego lądowanie! Merlinie, jest lekkomyślny! Na miejscu Harry'ego nigdy bym go z domu nie wypuścił!"
"Och, tak. Draco jest okropnie blady, prawda? A ostatnio też bardzo nerwowy. - mówi Norman Motts, częsty klient w ulubionej restauracji Harry'ego. - Zasługują na szczęście. Mam nadzieję, że dziecko urodzi się zdrowe."

Draco zmiął gazetę i z trudem przełknął żółć, którą już poczuł w gardle. Wszystkie te wywiady sugerowały, że to on nosił w sobie dziecko. A wcześniej jeszcze nosił Molly. Poczuł, że blednie.
- Malfoy?
Szybko wepchnął gazetę w swoje szaty i spojrzał w górę na Pottera, który przyglądał mu się podejrzliwie.
- Chcesz powtórki, Potter? – warknął.
- Po prostu… Nie widziałem cię na obiedzie...
Żołądek Draco podskoczył nerwowo. Po tym wszystkim co właśnie zafundował Potterowi, ten jeszcze przychodzi tutaj i się o niego martwi. Zachowuje się tak jakby te wszystkie obelgi były zupełnie nieistotne.
Potter zaczął się wiercić w miejscu pod intensywnym spojrzeniem Draco.
- Chciałem się też zapytać... czy Molly spędza noc w Wieży Gryffindoru? Chciałbym ją oprowadzić. Naprawdę lubi Rona. - powiedział Potter i dopiero wtedy Draco zauważył, że wcale nie jest sam. Za nim stali Granger i Weasley. Molly chichotała.
Draco uśmiechnął się drwiąco.
- Podoba jej się Weasley. - powiedział myśląc, że trzeba będzie to zmienić.
Potter zmarszczył brwi.
- No cóż, to nie jest takie zaskakujące skoro nazywa się po jego mamie.
Draco poczuł, że opada mu szczęka. Potter przyglądał mu się przez moment.
- No to jak z tym spaniem? - zapytał w końcu.
Ślizgon poczuł, że nie może nic powiedzieć. Jego gardło było ściśnięte. Potter zmusił go do ślubu, zmusił go do przyjęcia swojego nazwiska, potem go zdominował przez co zaszedł w ciążę, a potem nazwał ich córkę po matce Weasleya?
Granger obserwowała ich uważnie. Draco czuł, że czerwienieje ze złości.
Nie zastanawiając się za dużo, wystrzelił do przodu ręką, uderzając Pottera i powalając go na ziemię. Po sekundzie już oboje walczyli.
- Ojciec i tata walczą! - zaśmiała się Molly, klaskając w dłonie, zupełnie jakby obserwowała swój ulubiony występ.
- Normalnie cię zabiję! - syknął Draco, próbując udusić Pottera. Zanim jednak zdążył to zrobić, czyjeś ręce chwyciły go od tyłu i odciągnęły od niego.
Glenka Offline


 
Posty: 5
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez MargotX » 14 cze 2018, o 11:15

Po pierwsze: ogromnie miło widzieć, że moje ukochane forum jeszcze nie umarło całkowicie i znalazła się osoba, która coś publikuje. Przyznam szczerze, że po zakończeniu Tajemnic liczyłam się z tym, że już nie będę miała zupełnie na co czekać, biorąc pod uwagę moje preferencje czytelnicze.

Po drugie: kilka słów na temat samego tekstu. To faktycznie będzie jedynie skrawek komentarza, bo, jak na razie, zupełnie mnie on nie przekonuje. Niby ma zadatki, ale... Jest podróż w czasie, jest bardzo interesujący i raczej nie oklepany motyw dziecka, które "wpada" w szkolne lata swoich ojców, a tam okazuje się, że związek jest ostatnią rzeczą, która łączyć by mogła Harry'ego i Draco. Narracja prowadzona w dwóch przedziałach czasowych, co powinno być dodatkowym atutem i w sumie w jakiś sposób jest.
A jednak czegoś tej opowieści brakuje, w moim odbiorze przynajmniej. Nie ma błysku, opowiadanie nie porywa. Nie wiem nawet, czy to kwestia tłumaczenia, ale raczej nie. Wydaje się po prostu, że z oryginału nie dało się wiele więcej wycisnąć, zatem autorka po prostu nie wykorzystała do końca potencjału opowieści. Nadmieniam, że nie jestem być może całkowicie bezstronna z tym komentarzem, bo na tekst trafiłam na ffnet, gdzie przeleciałam wzrokiem nieco więcej rozdziałów, ale odpuściłam sobie czytanie. Poczekam do końca i chciałabym ujrzeć całość tutaj, na forum drarry, bo łatwiej wizualnie wygląda tłumaczenie. Przepraszam zatem za brak dalszych komentarzy, postaram się wrzucić jakieś spostrzeżenia po lekturze całości, bo jako osoba spragniona nowych drarry jak kania deszczu, chciałabym dać jednak szansę tłumaczeniu. Może też przydałoby się jeszcze zerknąć na to, co już przetłumaczone i coś poprawić, wycyzelować. Dobry tłumacz jest w stanie wiele wydobyć nawet z przeciętnego materiału. :)

Mam nadzieję, że ktoś się jeszcze odezwie i może cieplej potraktuje sam tekst; ja na razie doceniam głównie Twoje chęci i zaangażowanie, jak również samą tematykę. Życzę weny i pozdrawiam :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2060
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Glenka » 14 cze 2018, o 13:17

MargotX - dziękuję za komentarz :D To forum też jest jednym z moich ulubionych. Drugim jest Mirriel ale usycham, czekając już wieki na przepustkę do Zakazanego Lasu. Z drugiej strony czasem żałuję, że nie można tutaj wstawiać tekstów niezwiązanych z tematyką drarry. W zanadrzu mam kilka tekstów, które jeszcze przetłumaczę - jedne komediowe, inne bardziej poważne. Liczę, że któryś z tamtych podejdzie Ci bardziej :D

Nie przedłużając:

Rozdział 3


Mając dwadzieścia sześć lat, Draco wciąż był smukły i elegancki, mając na sobie czarne szaty. Jego gładkie blond włosy zaczynały się lekko kręcić za uszami i wpadać mu zabłąkanymi pasmami do oczu. Był wieczór. Był zmęczony a jego radość z wygranej została zastąpiona zaniepokojeniem związanym ze zniknięciem córki. Nikt nie widział jak jego opanowanie zaczyna znikać, tylko Harry.
Draco był zmęczony. Z przyzwyczajenia jego dłoń skierowała się ku różdżce.
- Bez różdżki. - powiedział Snape, pojawiając się na portrecie.
Obojętny wyraz twarzy Draco wykrzywił się i posłał swojemu ojcu chrzestnemu lodowate spojrzenie. Miał ochotę podrzeć ten cholerny portret na kawałki.
- On ma rację... - powiedział Harry.
- Spróbuj jeszcze raz. - przerwał mu Snape.
Kiwnął głową i spróbował się zrelaksować. Byli w Hogwarcie, w biurze Dyrektora. Oczywiście, McGonagall też tam była. Ron stał w pobliżu dla moralnego wsparcia. Hermiona siedziała na krześle. Pojawił się nawet Minister, chociaż na godzinę a potem wyszedł, spiesząc się na jakieś ważne spotkanie. Z większego portretu, Dumbledore przyglądał się im z ponurą miną, niepokojąc tym samym Harry'ego. Obok niego, Snape wykrzywiał wargi, nie mogąc sobie odmówić przypomnienia swoim byłym uczniom jakie nieszczęście ich spotkało.
Harry ze skrzyżowanymi rękami opierał się o ścianę najdalszą Draco. Niecierpliwie bębnił palcami o biceps, przygryzając wargę i obserwując w napięciu.
Draco zamknął oczy i wyciągnął ręce. Zamigotało światło a okna zadrżały, budząc Fawkesa ale nie wydarzyło się nic więcej.
- Jasna cholera. - syknął, łapiąc się za głowę. - To nie działa, może to ta mikstura...
- Eliksir nie jest istotny. - powiedział Snape, unikając w swoim tonie szyderstwa. Może nawet i on zauważył, jak pokonany wydaje się być jego chrześniak. – Omawialiśmy to już trzy razy. To nie była wina eliksiru. Zrobiła to twoja magia.
Draco skulił się na tą uwagę.
- Musisz się odprężyć, Draco. - powiedziała delikatnie McGonagall. - W obecnym stanie niczego nie osiągniesz.
- Próbowałem! Nie mogę powtórzyć zaklęcia! Merlinie, a co jeśli...
- Nie zabiłeś jej! - przerwał mu Harry.
- Ale nie czuję już więzi! - powiedział rozdygotany, patrząc swojemu mężowi prosto w oczy.
- Draco, rozmawialiśmy już o tym. - powiedział współczująco Dumbledore. – Niemal niemożliwością jest zabicie kogoś przy pomocy magii bezróżdżkowej. Bardziej prawdopodobne jest, że wysłałeś ją do innego wymiaru...
- Co wcale nie jest lepsze…
- Nie mów tak! – krzyknął Harry, natychmiastowo obniżając temperaturę w pomieszczeniu. Nie rozluźniając ramion, zrobił krok do przodu. - Po prostu ją zgubiłeś, Draco. Nie zabiłeś jej, więc przestań tak mówić. - powiedział zdecydowanie.
Obaj mężczyźni natychmiast sięgnęli po różdżki, wyglądając jak szykujący się do walki przeciwnicy. Gdy patrzyli tak na siebie nawzajem, powietrze wokół nich robiło się coraz to chłodniejsze. Gdy Draco zaczął się trząść, Harry zrozumiał, że to odpowiedni czas na uspokojenie.
A potem poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
- Już późno. - wtrąciła się Hermiona. - Wszyscy jesteśmy wyczerpani. Odpocznijmy do rana. Jutro wszystko naprawimy.
W biurze zapadła cisza. Temperatura dopiero po chwili wróciła do normy. Kiedy Draco opuścił różdżkę i wyszedł, Harry ukrył twarz w dłoniach.
- Harry. – odezwała się Hermiona, wciąż trzymając dłoń na jego ramieniu. Po chwili Ron podszedł do niego i objął go jedną ręką.
- Nic mi nie jest. – powiedział, przesuwając dłońmi po twarzy. – Muszę… iść sprawdzić, co z nim. – dodał, zmuszając się do uśmiechu i wychodząc, czując na plecach zmartwione spojrzenia przyjaciół.
Skierował się do kwatery nauczycielskiej, którą przygotowała dla nich McGonagall. Nie był w ogóle pewny czy uda mu się jakkolwiek odpocząć. Godzina była już raczej ranna i nie sądził, że byłby w stanie spokojnie zasnąć póki Molly wciąż będzie zaginiona.
To Draco potrzebował odpoczynku. Zwłaszcza, jeśli będzie musiał powtórzyć tamto zaklęcie, które spowodowało zniknięcie ich córki. Harry wsunął rękę do kieszeni i wymacał szklaną fiolkę, którą dał mu wcześniej Slughorn.
Kiedy dotarł do przydzielonej im kwatery zobaczył, że Draco osunął się na biurko i ukrył twarz w ramionach. Zdecydował się usiąść na łóżku.
- Nie jest źle. – stwierdził miękko, przyciskając dłonie mocniej do materaca. – Jeśli się już zestarzejemy i będziemy chcieli zostać nauczycielami, będziemy wiedzieć, że jest tu całkiem przyzwoicie.
Draco nawet się nie poruszył. Harry wstał i podszedł do niego, po czym położył mi dłoń na łopatce a potem przemieścił ją na kark.
- Draco?
Nie dostał odpowiedzi. Z westchnieniem, owinął wokół niego ręce i na wpół-ciągnąć i wpół-niosąc, przytaszczył go do łóżka. Draco ugiął lekko kolana i popatrzył w sufit. Jego wzrok był pusty.
- Trzymaj. – powiedział Harry, oferując mu eliksir ale mężczyzna zignorował go.
Z cichym westchnieniem, Harry odłożył fiolkę na szafkę nocną a następnie usiadł obok męża i posadził go na swoich kolanach. Zaczął obdarzać głowę blondyna leniwymi pocałunkami, potem przenosząc się na jego ramię. Potem pochylił się i pocałował go w usta. Namiętniej.
Serce Harry'ego zabiło mocniej, gdy mężczyzna odpowiedział na pocałunek. Objął go mocniej, pozwalając na większy kontakt a następnie przeniósł swoje usta na gładką szyję, delikatnie ją podgryzając. Skóra Draco była wrażliwa i szybko reagowała śladami.
Harry nie wiedział czy robią to ze złości czy żeby na chwilę uciec od rzeczywistości ale już po chwili obaj się rozbierali i zostawiał siniaki na biodrach Draco.
Kiedy ich oczy się spotkały, Harry dostrzegł w nich pożądanie i winę.
- Kocham cię. – wymamrotał, całując męża zanim ten zdążył zaprotestować. Draco wsunął dłoń w jego włosy, podczas gdy Harry, przy pomocy różdżki, zgasił w pokoju światło.

Dziesięć lat wcześniej, dwójka nastolatków wciąż była trzymana z daleka od siebie.
- Ojciec i tata wdali się w bójkę! - powiedziała podekscytowana Molly. - A potem się nawet nie pocałowali!
Pansy wybuchnęła śmiechem, zaś Harry i Draco zaczerwienili się gwałtownie. Wszyscy zaczęli chichotać a Ślizgon nagle poczuł mdłości.
- Ale… Ale dlaczego nie rzucali zaklęciami? - narzekała Molly, ciągnąc Hermionę za szatę.
- Odpieprz się, Potter! - warknął Draco, podczas gdy Crabbe i Goyle go trzymali. Harry'emu pomagał Ron i Seamus.
- Ojciec powiedział brzydkie słowo! - podskoczyła Molly. - Ojciec powiedział odpie...
Hermiona szybko zakryła jej usta.

- Słyszałem, że doszło między nimi do starcia przed Wielką Salą!
- Tak, Malfoy powiedział, że chce pieprzyć się z Potterem na korytarzu!
- Nie, zerwali ze sobą. Malfoy nie odebrał tego dobrze.
- A nie słyszałeś, że Malfoy jest wilą? Potter uległ jego urokowi!
- Nie! Przecież Potter jest w ciąży! Ta dziewczynka jest ich przyszłą córką. Nazywa się Amethyst Xanthia Dragonheart Potter-Malfoy.
Złote Trio uciekło z Wielkiej Sali razem z Molly do pustej klasy. Hermiona nałożyła na drzwi zaklęcie blokujące.
Harry chrząknął, gdy Ron popchnął go w kierunku biurka.
- Słuchajcie, naprawdę nie wiem co mu odbiło. Rozmawialiśmy o Molly a on po prostu się na mnie rzucił.
- Dlaczego w ogóle do niego poszedłeś? - zapytał Ron a Hermiona stanęła obok niego z wciąż uczepioną jej szaty dziewczynką.
- No... chciałem wiedzieć co z Molly. - powiedział lekko zarumieniony, na co Ron z Hermioną wymienili sceptyczne spojrzenia.
- Niech się trochę uspokoi, stary. - powiedział rudzielec. - Malfoy jest głupkiem. I ewidentnie mu nie zależy.
- Cóż, no na pewno będzie. - powiedział wyzywająco Harry, od razu żałując swoich słów. Czerwień na jego policzkach pogłębiła się.
Hermiona spojrzała na niego ze zdumieniem.
- Harry, nie wiedziałam, że jesteś gejem. - powiedziała, wyczarowując Molly kartkę i kilka kredek.
- No ja też nie. - powiedział, nagle czując się zmęczonym. - Istnienie Molly chyba mnie uświadomiło. I teraz serio, czuję się takim prawdziwym gejem. – Harry zacisnął usta, tak naprawdę nie wiedząc dlaczego tak chętnie wyjawia przyjaciołom swoje tajemnice.
- Stary, i tak po prostu z tym wyskakujesz? – zapytał Ron patrząc na Harry'ego tak, że ten miał ochotę zapaść się w krzesło, na którym siedział. – Co ty mówisz w ogóle? A czy... on ci się podoba?
- Jest całkiem całkiem, prawda? – zapytał zachęcająco Hermiona.
Twarz Rona spochmurniała, kiedy spojrzał zaniepokojony na Gryfonkę.
- Nie mam pojęcia, stary. To wszystko jest pogmatwane. Powinienem być, prawda? - zapytał z bijącym sercem. Upewnił się, że nie palnie przypadkiem, że dostrzegł coś ujmującego w tym, że Malfoy spróbował go udusić. - Nigdy wcześniej o nim tak nie myślałem, chociaż nie czułem się zbyt komfortowo w pobliżu czarownic. – Skinął głową w kierunku Hermiony. - Nawet z Ginny. Ale Malfoy... To głupek... I… Nie mogę go znieść. A może po prostu… Podoba mi się pomysł prawdziwej rodziny. To może być to. I lubię Molly.
Dziewczynka podniosła głowę i uśmiechnęła się do niego promiennie. Zanim ktokolwiek zareagował, podbiegła do niego.
- Wiesz o tym, prawda? - zapytał, gdy usadowiła się na jego kolanach. - Moje przyszłe ja z pewnością ci to mówi, prawda?
Molly przechyliła główkę i przybrała zamyślony wyraz twarzy.
- Jesteś innym tatą.
Harry uśmiechnął się do niej.
- Jesteś mądra.
- A dlaczego nosisz okulary? - spytała ciekawa.
- A… Normalnie ich nie noszę? – zapytał, sadzając ją na biurku przed sobą.
Dziewczynka pokręciła głową, po czym zdjęła okulary z jego nosa.
- Ojciec mówił, że wyglądasz w nich jak nerd.
Harry poczuł, że drgają mu wargi. Kolejna ciekawostka z przyszłości.
- Więc ja i twój ojciec... dużo ze sobą rozmawiamy? - zapytał ostrożnie, zakładając z powrotem okulary na nos. Chciał też zapytać czy dużo się całują - nie zapomniał o wcześniejszej wzmiance Molly.
Dziewczynka pokiwała gwałtownie głową.
- Wiesz co? Ojciec ma rację. Wyglądasz teraz jak nerd! – skrytykowała go.
Harry powstrzymał się od uderzenia głową w blat stołu.
- Nie ma wątpliwości, kto jest twoim ulubionym rodzicem. - mruknął pod nosem.
- Ojciec. - powiedziała mała bez wahania.
Całej trójce opadły szczęki.
- Jak możesz.. to znaczy, dlaczego? Czy Mal... Ojciec jest milszy ode mnie?
- Och nie, ojciec jest wredny. - powiedziała ponuro.
- A czy jest koło ciebie częściej niż ja?
- Ojciec jest zawsze zajęty. - Molly zmarszczyła brwi.
- A czy daje ci prezenty?
- Prezenty są wspólne. - powiedziała dziewczynka, wyciągając z kieszeni kredkę i próbując pokolorować rękaw szaty Harry'ego.
Gryfon zabrał jej materiał.
- Więc dlaczego?
- No nie wiem. - Molly wzruszyła ramionami, zaczynając w zamian malować po biurku.
Harry spojrzał przerażony na przyjaciół, którzy mieli dokładnie taką samą minę jak on i wzruszyli ramionami zupełnie jakby mówili „my też nie wiemy".

Siedząc w Pokoju Wspólnym Slytherinu Draco wciąż wytrzeszczał oczy. Pojawienie się Molly doprowadziło do kilku (najprawdopodobniej logicznych) wniosków odnośnie jego przyszłości i natury jego związku z Potterem.
Przez cały ten czas po prostu uważał, że stało się i tyle.
Ale nie. Najwyraźniej z własnej woli weźmie z nim ślub, przyjmie jego nazwisko i urodzi ich cholerne dziecko.
Co z nim było do diabła nie tak?
- W porządku, Malfoy? - zadrwił Nott.
- W porządku. - warknął, zamykając podręcznik do Transmutacji i idąc do swojego dormitorium. Miał już dość tych spojrzeń i chichotów. Myślał, że chociaż jego współdomownicy mu tego oszczędzą ale jednak nie.
Siedząc na swoim łóżku, wyciągnął zmiętego "Proroka Codziennego". Wziął głęboki wdech, myśląc o tym, że większość z tych rzeczy pewnie jest pomówieniami i plotkami (śmieciami!) i większość z nich może zostać obalona przez chociażby Weasleyów. Wygładził gazetę na swoim udzie. Z niemałym dyskomfortem zmusił się, żeby ją otworzyć. Starał się nie zagłębiać w artykuły, tylko przelatywał wzrokiem hasła.
"Auror Potter regeneruje siły po urazach nabytych podczas ostatniej misji" - więc Potter jednak naprawdę został aurorem. To miało sens. W pamięci Draco szybko pojawiło się zdjęcie Pottera. Spróbował szybko wyrzucić je z głowy.
"Pamięci tym, którzy polegli podczas drugiej wojny". Na widok nazwiska Vincenta Crabbe'a na liście ofiar poczuł, że wytrzeszcza oczy a potem próbuje to zamaskować, gdy jego dwaj przyjaciele weszli do dormitorium i zaczęli szykować się do snu. Szybko przejrzał wzrokiem listę, żeby dowiedzieć się kogo jeszcze będzie opłakiwać ale była ona tak długa, że wkrótce zrozumiał, jak daremny to wysiłek.
On sam przeżyje wojnę a Potter pokona Czarnego Pana.
Draco przez długi czas trenował, żeby na jego twarzy zawsze widniała obojętna maska ale teraz nie był w stanie jej utrzymać, choćby bardzo tego chciał. W jego głowie kłębiło się masę myśli.
"Harry Potter dostrzeżony z podejrzanym siniakiem na szyi. Auror twierdzi, że to wynik jego kolejnej bitwy z mrocznym czarodziejem." Nie. Nie! Tego akurat Draco nie chciał czytać. Szybko przewrócił stronę, mrucząc pod nosem. Gdy podniósł wzrok zobaczył, że teraz do dormitorium wchodzą Blaise i Nott. Szybko zasłonił więc kotary swojego łóżka, z nieufnością podchodząc do obecności swoich współdomowników.
"Granger-Weasley na czele Ministerstwa Magii". Zmarszczył nos. Chyba jednak faktycznie ziściły się jego wszystkie koszmary. Pomyśleć, że jego dzieci będą dorastały w świecie, w którym rządzi zmutowana Wiem-To-Wszystko.
"W poszukiwaniu ciąży Draco Pottera". Ślizgon zakrztusił się. Obrazy jego przyszłego ja zdobiły kolejne strony gazety. Widział siebie wchodzącego do Gringotta i na spacer z... kotem? Widział siebie i Molly. Siebie i Pottera. Na jednym zdjęciu był w mugolskiej koszulce i wiedział, że należała ona do Pottera. Ten stał obok niego z ręką na jego talii, przyciągając go do siebie bliżej, żeby... Blondyn niemal się udławił.
Czasem Draco z przyszłości zauważał fotografa i rzucał mu miażdżące spojrzenie. Przeważnie jednak wydawał się nieświadomy zdjęć. Fotografie zazwyczaj starały się uwidaczniać jego brzuch – to śmieszne – był szczupły tak jak zawsze. Co prawda, raz czy dwa razy widział zdjęcie, na którym jego szaty były dziwnie pomarszczone lub odrobinę rozciągnięte ale to zdecydowanie dlatego, że był w ruchu.
Na jednej fotografii wyglądał bardzo… bezbronnie – stał przed dużym domem mając na sobie ciemnozieloną szatę i nietypowo rozczochrane włosy. Najwidoczniej była wczesna pora i był zmęczony. Na rękach trzymał małego, czarnego, puchatego kotka, którego Draco opisałby jako „nieprzyjemnego".
Z jakiegoś dziwnego powodu, Ślizgon spuścił wzrok na brzuch swojego przyszłego ja analizując go. Przechylił głowę i zaczął spekulować przyglądając się guzikom i fałdkom materiału szaty, próbując wychwycić jakiekolwiek wybrzuszenie. Otrzeźwiał dopiero po trzech minutach i uświadomił sobie czym się przed momentem zajmował – że zrównał się poziomem z plotkarską i wścibską gospodynią domową… Zamrugał wściekle rzucając jeszcze jedno spojrzenie na zdjęcie i zobaczył, że jego przyszłe ja patrzy wprost w obiektyw aparatu, pokazując reporterowi środkowy palec.
Draco zarumienił się i z irytacją przewrócił stronę, gdzie poczuł się niemal oślepiony zdjęciami przyszłego siebie. Jego oczom ukazała się fotografia, na której Potter siedział razem z nim w Brews & Stews – dzielili pocałunek. Obaj byli uśmiechnięci i zdecydowanie wyglądali na szczęśliwych. Na ten widok jego gazeta stanęła w płomieniach. Draco krzyknął i odsunął od siebie papier. Następnie zrzucił spalone kawałki na ziemię obok łóżka. Nie był szczególnie biegły w magii bezróżdżkowej i używał jej zwykle pod wpływem impulsu. No cóż, to koniec, pomyślał jadowicie. Z łóżek obok słyszał chrapanie Goyla i cichy jęk Blaise'a podczas snu. Draco opadł na swoje, zakładając ręce pod głowę i starając się uspokoić.
Przygryzł wargę i zaczął się nad tym wszystkim zastanawiać. On… i Potter. Och, Merlinie, mógł po prostu zginąć.
Naprawdę był z Potterem. Chyba wolałby umrzeć.
Nie. Zamorduje go. Co więcej, Potter nigdy się nie dowie co się będzie działo między nimi w przyszłości. Nie będzie wiedział o pieprzonym małżeństwie, kocie czy pieprzonym domu. A co najważniejsze, nie będzie wiedział, że to Draco nosił Molly.
I być może uda mu się wykorzystać nabytą właśnie wiedzę, żeby uniknąć tego całego bałaganu. No przecież nie mógł układać sobie przyszłości z Potterem. Nie mógł nawet znieść myśli o takiej możliwości.
Z drugiej strony – mieli córkę. To był jedyny element przyszłości, którego by nie chciał zmienić.
Draco zmarszczył brwi. Wciąż nie mógł rozgryźć jakim cudem w ciągu jakichś pięciu lat jego wrogość z stosunku do Pottera zmaleje i ich uczucia będą kompletnie odwrotne niż teraz. Bez wątpienia będzie na to miała wpływ wojna.
Nagle w ciemnościach rozległ się jakiś dziwny dźwięk. Draco usiadł, odsłonił lekko zasłonę i zaczął nasłuchiwać.
- Blaise?
- Blaise? - odpowiedział mu urażony głos, na co Draco momentalnie zesztywniał.
- Potter?
- Ciii.
Draco został niemal odepchnięty na bok, gdy niewidzialna osoba wlazła mu na łóżko. Potem Potter pojawił się znikąd zrzucając z siebie dziwny, połyskujący srebrny płaszcz. Ślizgon był zbyt oszołomiony, żeby wszystko to przetworzyć. Gryfon zasłonił zasłony jego łóżka, co otrzeźwiło nieco blondyna.
- Trzymaj się ode mnie z dala, Potter!
Ten spojrzał na niego z zakłopotaniem.
- Malfoy. - przywitał się, wyciągając różdżkę na co Draco od razu się spiął, oczekując niemal zaklęcia wyciszającego. Potter wyszczerzył zęby. - Powiedziała, że za tobą tęskni. – stwierdził gorzko.
Dopiero wtedy blondyn zauważył w jego ramionach śpiącą dziewczynkę. Potter mruknął zaklęcie i znikąd pojawiło się koło nich niewielkie łóżeczko. Dźwięk, który temu towarzyszył albo nikogo nie obudził albo sprawił, że wszyscy udawali, że wciąż śpią. Draco rozluźnił się odrobinę.
- Przepraszam. - powiedział nagle Potter ale jasne było, że nie wie za co przeprasza. Z jakiegoś powodu Draco poczuł się zirytowany. Gryfon najwidoczniej próbował go do siebie przywiązać już teraz ale Ślizgon obiecał sobie, że nie pozwoli, by ten się do niego dobrał. Gdy wciąż się na niego tylko patrzył, Potter westchnął i zaczął zachwycać się Molly. - Możesz w to uwierzyć? – zapytał cicho. - Pobraliśmy się!
- Kto powiedział, że się pobraliśmy? - zapytał defensywnie, wiedząc jednak, że drugi chłopak ma całkowitą rację.
- Założyłem to. - Potter wzruszył ramionami.
- Radziłbym ci, żebyś nie wybiegał w swoich oczekiwaniach. - powiedział zimo Draco.
- Co jest z tobą nie tak? - zapytał prosto Potter. Molly we śnie poruszyła się cicho i mruknęła, zwracając na siebie uwagę obu chłopców. - Dlaczego ona mnie nie lubi? - burknął.
Draco powstrzymał się przed przewróceniem oczami.
- Lubi cię.
- Jesteś szalony.
- Po prostu lubi się nad tobą znęcać. - powiedział Draco.
- Co? Dlaczego?
- To zabawne. - odpowiedział.
Harry prychnął.
- Wygląda mi na Ślizgonkę.
Draco nie mógł powstrzymać ciepła, które nagle rozlało się w jego klatce piersiowej.
- Mhm… - Blondyn nie mógł powstrzymać rozchodzącego się po jego ciele ciepła. Uśmiechnął się odrobinę. - Myślę, że po prostu możesz nie przypominać przyszłego siebie. Może to ja jestem bardziej podobny do siebie z przyszłości. - powiedział, mając w głowie obraz Pottera na jego meczu i całującego go. Jego pewny siebie uśmiech. Obecny Potter był niczym w stosunku do przyszłego siebie.
- Dlaczego tak sądzisz? - Gryfon zmrużył oczy.
- Ee, tak po prostu. Czy istnieje powód, dla którego nadal tu jesteś? - zapytał wyniośle.
Potter nieco spochmurniał.
- Powiedziała mi, że woli ciebie ode mnie.
Draco poczuł kolejny przypływ dumy.
- Chyba jestem gównianym tatą. - mruknął Potter.
- Wydaje mi się, że Molly i ja mamy po prostu bardziej wyjątkową więź. – stwierdził.
- Dlaczego?
Draco nie odpowiedział. Nie wiedział nawet dlaczego wypaplał już aż tyle. Próbował zachować bezpieczną odległość od Pottera ale z pewnym zdziwieniem zauważył, że sam przysunął się bliżej Molly, dotykając jej twarzy. Gryfon przez moment mu się przyglądał, po czym przysunął się bliżej. Draco natychmiast napiął mięśnie.
- Dlaczego się mnie boisz? - zapytał zakłopotany brunet.
- Dlaczego, u licha, miałbym się ciebie obawiać, Potter? – zapytał, zmuszając się do rozluźnienia.
Harry eksperymentalnie wyciągnął dłoń i z uśmiechem na twarz dotknął jego ramiona. Blondyn zmusił się, żeby nawet nie drgnąć. Twarz Gryfona przybrała nieco zrzędliwy wyraz twarzy. Chłopiec wyglądał teraz na zamyślonego. W roztargnieniu, pogładził go lekko – chłodne palce delikatnie przesuwały się po odsłoniętej skórze.
- No to… Do zobaczenia później… Draco. – powiedział Potter powodując, że Ślizgona zalała fala ciepła. To jakieś nielogiczne.
Po chwili Potter wziął dziewczynkę na ręce, nałożył na siebie i Molly ten migoczący płaszcz i natychmiast zniknął.
Glenka Offline


 
Posty: 5
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez Glenka » 18 cze 2018, o 09:19

Rozdział 4


Dwudziestosześcioletni Harry podrapał się po szyi, czując pierwsze objawy podniecenia. Nie daj się ponieść, pomyślał z przekąsem.
Przez chwilę wpatrywał się w wysoki sufit, próbując rozkoszować się tym, co zostało mu z wcześniejszego zadowolenia. Zgodnie z jego oczekiwaniami, zmniejszyło się zostawiając po sobie uczucie zimna w żołądku, którego nie da się jakoś załagodzić. Odwrócił głowę w lewo i zobaczył, że jego męża nie ma już w łóżku. Gdy usiadł, dostrzegł go przy biurku po drugiej stronie pokoju.
Hogwart nadal nieco go niepokoił. Niektóre widoki sprawiały, że przechodził go dreszcz i przywoływał niektóre ze wspomnień - i te najszczęśliwsze i te najgorsze. Zastanawiał się czy Draco czuje się tutaj tak samo. Harry miał nadzieję, że pewnego dnia obaj znowu pokochają to miejsce.
Z cichym westchnieniem wstał i podszedł do biurka. Draco miał na sobie tylko bokserki - siedział z twarzą ukrytą w ramionach. Nie wiedział jak długo mógł już tam być. Zapomniałem, jakie długie są jego włosy, pomyślał Harry, podziwiając luźne loki zwisające swobodnie i okalające mu twarz. Z roztargnieniem pogładził plecy mężczyzny, wyczuwając lekkie drżenie.
- Płaczesz? - zapytał nieco oszołomiony.
Harry'ego uderzyła myśl, że Draco wyglądał jakby stracił nadzieję. Odpychając swój niepokój, znowu go pogłaskał. Starał się nie myśleć o tej innej rzeczywistości, ciągłej nieobecności ich córki oraz braku jakiegokolwiek postępu w jej poszukiwaniach.
Harry pochylił się, obejmując mężczyznę od tyłu, opierając się o jego kark. Przymknął oczy, czując ciepło jego ciała i zapach.
Przez chwilę Draco się nie ruszał, po czym położył dłoń na jego ramieniu, prostując się. Policzki mężczyzny były suche.
- Nie płaczę. - mruknął nieprzekonująco. Pospiesznie przetarł oczy. Harry nigdy nie widział go tak wrażliwego. Draco skrzywił się widząc jego czujne spojrzenie. - Nic ci na to nie poradzę, to moja cholerna córka. - powiedział, odwracając głowę. - I wierz mi lub nie ale zależy mi na niej. - dodał, wstając i przepychając się obok niego, pospiesznie zaczął narzucać na siebie ubranie.
- Wiem. - odpowiedział prosto. - Nie mam do ciebie żadnych pretensji. Odzyskamy ją, obiecuję ci. Po prostu proszę cię o odrobinę nadziei.
Draco przytaknął gwałtownie i zaczął zapinać swoją koszulę. Z jakiegoś powodu Harry był zmartwiony – Draco. To magia Draco odesłała Molly. Podszedł do niego i otoczył ramionami jego talię, opierając się o jego plecy klatką piersiową. Dłonie wsunął pod koszulę, z namysłem głaskając jego płaski brzuch.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Już idziemy. - powiedział Draco, odsuwając się od Harry'ego. Mężczyzna obserwował przez moment blondyna, po czym sam zaczął się ubierać.
Dwadzieścia minut później znowu znajdowali się w gabinecie Dyrektorki. Dzisiaj Draco nie prezentował się nienagannie. Jego włosy nie były starannie uczesane i widać po nim było poczucie winy i frustrację. Głowę miał zwieszoną i wyglądał też na dużo bledszego niż zwykle. Jego drżenie zdradzało niepokój.
Harry przygryzł wargę i przeszedł przez pokój, stając niedaleko. McGonagall podała blondynowi eliksir pieprzowy, który ten po obejrzeniu wypił. Brunet patrzył jak Draco wymienia jeszcze kilka zdań z Minervą i już po chwili przestaje drżeć. Blondyn z roztargnieniem przeczesał włosy i spojrzał na Harry'ego. Auror uśmiechnął się do niego zachęcająco, na co Draco przyjął poważny wyraz twarzy. Z szat wyciągnął różdżkę i ustawił się w odpowiednim miejscu. Gdy portret Snape'a kiwnął głową, blondyn zamknął oczy i uniósł ręce.

Nastoletni Draco przemierzał korytarz z Molly trzymającą się jego szat. Uznał to za dziwny zwyczaj, lecz kiedy jej nie pozwolił, dziewczynka zaczęła wpadać na wszystko po kolei. Obawy Draco wzrosły w bibliotece, gdzie zauważył, że Molly mrużyła oczy patrząc w jego podręcznik. Wcześniej przypisywał to braku znajomości liter ale teraz, gdy obserwował ją i Pottera pochylającego się nad pergaminami z Weasleyem, zrozumiał że była to wina wzroku.
Posadził dziewczynkę na stole.
- Ile palców trzymam w górze? - zapytał unosząc dwa palce.
- Sześć. - odpowiedziała Molly.
Szczęka Draco opadła w dół i spiorunował Pottera wzrokiem. Ten, zauważając jego spojrzenie, podszedł do nich, marszcząc brwi.
- Myślę, że potrzebujesz okularów. Chyba masz to po mnie. - powiedział, zdejmując swoje i podając je jej. - Masz, zobacz te.
Draco patrzył z przerażeniem, jak Molly zakłada okulary na nos.
- I jak? Dobrze widzisz? - zapytał Potter.
Molly zamrugała kilka razy z zakłopotaniem a potem jej twarz rozjaśniła się.
- Wszystko jest takie piękne! – zaszczebiotała szczęśliwa, po czym zerknęła na urażoną twarz Draco. - Wyglądam jak nerd? - zapytała, pochylając głowę w dół.
Potter z niewyjaśnionych powodów skrzywił się, rzucając dziwne spojrzenie Draco. Ślizgon przez chwilę milczał, przyglądając się dziecku. Był niezadowolony, że jego córka ma problemy ze wzrokiem ale z drugiej strony wyglądała… słodko z tymi okularami.
- Nie, Molly. Wyglądasz fajnie. - powiedział zwięźle i z rozchodzącym się po ciele ciepłem, zauważył że twarz dziewczynki natychmiast się rozjaśniła.
Potter także wyglądał na zadowolonego. Wyszczerzył zęby i odwrócił się, po czym jęknął głośno. Cudownie, teraz on na wszystko wpadał.
Słysząc parsknięcia, odgłosy uderzeń i głośne sapnięcia dochodzące zza regałów z książkami, Draco zniecierpliwił się. Bezceremonialnie posadził Molly na stoliku obok Granger i Weasleya ignorując ich głośne „ej!", po czym podążył za Potterem.
Gryfon mrużył oczy przeglądając jakieś detektywistyczne teksty, gdy chwycił go za ramię i przygwoździł do jednego z regału. Ten sapnął i machnął niezgrabnie ręką i Draco zrozumiał, że nie rozpoznaje go. Westchnął ciężko, uwalniając jego ręce z uścisku.
- Kto tam? – zapytał Potter.
Draco nie fatygował się odpowiedzią – wyciągnął swoją różdżkę i stuknął nią w czoło bruneta, sprawiając że zielone oczy rozszerzyły się w szoku.

Nagle wszystko stało się wyraźniejsze. I żywsze. Zamrugał zaskoczony, wpatrując się w błękitne plamki w oczach Draco.
- Wow! Jak ty...
- Zaklęcie ezoteryczne. - powiedział nonszalancko blondyn. - Istniała tylko maleńka szansa, że cię oślepię.
- Dzięki. - powiedział ponuro.
– Zrobiłem to, żeby oszczędzić sobie widoku ciebie, obijającego się jak jakaś niezdara. – stwierdził jakby od niechcenia Draco, podnosząc z ziemi kilka książek, które upadły podczas całej tej akcji.
Harry wziął głęboki oddech starając się przyzwyczaić do nowych widoków. Opanowanie zajęło mu chwilę.
Draco nie był łatwy w obyciu. Co więcej, wyglądał inaczej dzięki poprawie wzroku. Harry zauważył, że jego rzęsy są wyraźniejsze, usta bardziej różowe i delikatniejsze.
- Gdzie poznałeś to zaklęcie? - zapytał z roztargnieniem, obserwując jak Draco podnosi zawstydzony wzrok a na jego policzkach pojawia się delikatny rumieniec, którego Harry mógłby nie zauważyć mając na nosie stare okulary. I nagle spłynęło na niego olśnienie. - Nauczyłeś się go dla mnie? - zapytał nerwowo. - Hm, inwestujesz... w... naszą przyszłość?
Oczy Draco rozszerzyły się w szoku i wyglądały teraz na bardziej srebrne niż szare.
- Mam gdzieś twoją zdolność widzenia ale jak zostaniesz pożarty przez testrala, Molly będzie smutno. Nie inwestuję w nic, co nie jest nią. W przeciwnym razie z przyjemnością bym obserwował jak próbujesz skończyć swoją edukację na ślepo i odrzucają twoją kandydaturę na aurora.
Harry zamrugał.
- O czym ty mó...
- Czy wiesz jak trudno jest pokonać mrocznych czarodziejów będąc ślepym jak nietoperz? - kontynuował Draco, podchodząc bliżej. – Miałeś odwagę przekazać swój defekt Molly, trolu. Może powinienem był zostawić cię ślepego? Zainwestować w ten sposób w nowy porządek świata? Nie miałbyś pracy ani dziecka. Mielibyśmy ciemne wieki a twoje życie pewnie skończyłoby się w jakimś rowie.
Harry spojrzał na niego dziwnie.
- Draco, ale wiesz, że mógłbym kupić sobie po prostu nowe okulary?
- Które na pewno byłoby słabe i kompletnie pozbawione stylu. - zadrwił Ślizgon. - Łamią ci się za każdym razem, gdy ktoś na ciebie kichnie. Czy naprawdę chcesz, żeby przyszłość czarodziejskiego świata była zależna od tego, że czy spadną ci okulary na polu bitwy? Jedynym powodem, dla którego nie naprawię wzroku Molly jest to, że nie wygląda źle w okularach.
- Czyli bez nich wyglądam lepiej? - zapytał mile połechtany.
- No raczej. Masz przecież pieprzone szmaragdowe oczy, Potter. - parsknął Draco.
Między nimi zapadła niezręczna cisza. Ślizgon uświadomił sobie co powiedział i przymknął zirytowany oczy, na co Gryfon się zarumienił.
- Więc wolisz mnie bez nich. - podsumował zadowolony Harry.

Oczy Pottera pociemniały, gdy zrobił krok do przodu, zmniejszając między nimi dystans. Jakieś dziwne uczucie spłynęło mu do dolnej części brzucha. Dystans między nimi zmniejszył się znacząco. A Potter najwidoczniej wciąż nie uświadomił sobie jak drapieżnie teraz wygląda.
Pod wpływem impulsu, Draco skierował różdżkę na jego klatkę piersiową. Gryfon zamrugał zdezorientowany, tracąc swój wcześniejszy seksapil.
Draco przełknął ślinę.
- Ostrożnie, Potter. - ostrzegł go, widząc jak Granger podchodzi do nich.
- Cieszę się, że się dogadujecie. - uśmiechnęła się porozumiewawczo.
- Nie dogadujemy się. - odpowiedzieli jednocześnie, rozchodząc się w przeciwnych kierunkach.
W ciągu następnego dnia, Draco ignorował Pottera. Uznał, że to będzie najzdrowsze dla jego zdrowia psychicznego.
Wieczorem, razem z Blaisem i Pansy, pisali czterdziestocentymetrowy esej na Eliksiry. Co trzydzieści sekund jednak coś rozpraszało uwagę Draco. Molly biegała i krzyczała w trakcie zabawy, od czasu do czasu zatrzymując się, by pogapić się na nich zza rażąco okrągłych okularów Pottera. Nawet Blaise zaczął się wiercić na swoim krześle.
Draco z trudem powstrzymał jęk, gdy Molly znowu zaczęła buczeć. Zdecydowanie była zbyt energiczna.
- Pozwolisz? - zapytała Pansy, posyłając mu paskudne spojrzenie.
- Na co? - uśmiechnął się drwiąco.
Molly podbiegła do nich, trzymając palec pod nosem.
- A, a, apsik! - kichnęła i zachichotała.
- Chcemy na spokojnie odrobić pracę domową. - powiedział Blaise.
- To dziecko a nie zwierzątko. Nie mogę tak po prostu wystawić jej na zewnątrz. - powiedział Draco.
- To zrób coś innego. - odpowiedziała Pansy. - Jesteś jej rodzicem. Czy nie powinieneś jej wychowywać, bawić się z nią lub ubierać przyzwoicie?
Draco rzucił spojrzenie na coś, co stanowiło prowizoryczną szafę Molly. Wypełniona była jakimiś szatami dla pierwszoroczniaków (osobiście je wybierał - groźbami), w których dziewczynka i tak niemal pływała. Wyglądała też na bardziej rozczochraną niż wcześniej. Tak naprawdę to przypominała wyzwolonego skrzata domowego. To wina pieprzonego Pottera. Oczywiście, to jego geny stworzyły Molly tak pozbawioną ciała. Mimo to, lubił ją. Bardzo.
- Posłuchaj, Pansy. Nie jestem jej rodzicem a przynajmniej jeszcze nie. I jako tako jestem odpowiedzialny...
- Apsik! - kichnęła Molly. Kanapa, na której siedzieli obróciła się i Draco uderzył plecami o ścianę. Wszystkie notatki i zwoje leżały porozrzucane. Jęknąwszy, podniósł się i spojrzał na przyjaciół, którzy leżeli obok niego. Pansy spróbowała wstać ale zadrżała i upadła.
Po chwili oszołomienia potężnym pokazem przypadkowej magii, udało mu się stanąć chwiejnie na nogach. Nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego. Molly stała tam gdzie wcześniej, pocierając palcem nos. Chwiejnie wstał, pocierając dłonią bolące ramię. Nie jestem do tego stworzony, pomyślał przedzierając się przez tłum równie oszołomionych Ślizgonów.
- Jesteś przeziębiona? - zapytał a gdy Molly wzruszyła ramionami, poprawił jej okulary. Nawet nie wiedząc czemu, podniósł ją. Dziewczynka automatycznie obwinęła ręce i nogi wokół jego torsu. Dłonią sprawdził jej czoło ale nie miała gorączki. Westchnął, uświadomiwszy sobie, że nieświadomie ją rozpieszczał.
Draco obrócił się i zobaczył, że Pansy i Blaise siedząc gapiąc się na niego. Tak naprawdę przyglądał mu się cały Pokój Wspólny.
Zarumienił się nieznacznie i postawił małą na ziemi.
- Ee, jakoś to załatwię. - powiedział i złapał Molly za rękę, wyprowadzając ją z wężowiska.
Po drodze poczuł dziwny impuls zaprowadzenia jej do skrzydła szpitalnego. To było śmieszne. To mogło być tylko przeziębienie. Starał się skupić ponownie na niedokończonym zadaniu z eliksirów. Im dłużej z nią był, tym bardziej pogłębiała się ich więź. Rodzinna więź. Nie było to niepokojące ale... było wygodne.
Wiedział w jaki korytarz skręcić. Przydupasy Pottera okazywały się być od czasu do czasu przydatne. Byli całkiem kompetentnymi opiekunami. W ciągu ostatnich kilku dni Draco zaczął niemal zabiegać o ich czas.
Granger i Weasleya znalazł w korytarzu portretów, przyklejonych do siebie. Dyrektorzy z poprzednich lat przyglądali im się z przerażeniem. Zakrywając oczy Molly, odchrząknął, by zwrócić na siebie ich uwagę.
Obydwoje natychmiast się od siebie odsunęli, cali czerwoni.
- Musicie popilnować Molly. - powiedział, szykując się do odmaszerowania. - Może być lekko przeziębiona...
- Pięćdziesiąt galeonów.
Draco zamarł w miejscu, spoglądając na Weasleya.
- Od Pottera nie żądasz pieniędzy. - powiedział.
- Nie jesteś Potterem. - odpowiedział Weasley. - Och, czekaj. Tak właściwie to chyba jesteś. - dodał rudzielec, chwytając się za brzuch i wybuchając śmiechem. Molly zaśmiała się za jego przykładem, choć tak naprawdę nie wiedziała dokładnie z czego się chichota.
Draco rzucił mu wściekłe spojrzenie, mając nadzieje, że nie wygląda na za bardzo zaniepokojonego.
- Co za różnica, Molly też jest jego córką. - powiedział przez zęby.
- Och, to robi sporą różnicę. - stwierdził Weasley. – Ale to ty prosisz nas o przysługę. Wciskasz córkę najlepszemu kumplowi jej ojca. Jak już powiedziałem, mój czas jest cenny.
- Och, bo na pewno jesteś bardzo zajęty. - prychnął Draco na co Gryfoni zarumienili się.
- Zazdrosny, Malfoy? - zapytał agresywnie Weasley.
- O nią? - zadrwił, głową kiwając na Granger.
- O, no proszę. - zaszydził Weasley. - Nigdy wcześniej nie widziałem cię z nikim tak na poważnie.
Draco zacisnął zęby i postanowił zmienić taktykę.
- Molly, chciałabyś zostać z wujkiem Ronem i ciocią Hermioną? - zapytał słodko, wewnętrznie krwawiąc na myśl o "wujku Ronie" i "cioci Hermionie". Zadrżał mimowolnie. Mówiąc to, popchnął delikatnie dziewczynkę w ich kierunku. Wiedział, że Gryfoni od tak nie odrzucą tak słodkiego dziecka.
Molly jednak zaparła się nogami i odwróciła do niego, mrugając niewinnie.
- Ojcze, chcę zostać z tobą!
No to plan legł w gruzach. Niemal poczuł jak skręca mu się serce. Nie miał innego wyjścia – musiał się wycofać.
- No dobrze. - warknął, czując się całkowicie pokonanym przez urocze spojrzenie Molly.
- Tak! - mała podskoczyła a Draco poczuł się wyczerpany posiadaniem dziecka. Czyj to był właściwie pomysł? Dopiero po chwili zauważył, że Molly już nie podskakuje, tylko coś mu tłumaczy. - ...a we wtorkowe wieczory ojciec gotuje a tata uczy mnie latać!
Weasley parsknął a Draco zbladł. To był chyba największy problem. Wszystkie anegdoty dziecka obrazowały ich cudowną, sielankową przyszłość życia domowego.
- Dziś wieczorem będziemy się uczyć. - powiedział stanowczo, powodując, że Molly zmarszczyła brwi.
- Nie złość się na nią. - powiedział nerwowo Weasley.
Granger głośno westchnęła.
- Dlaczego po prostu nie spotkasz się z Harrym? Chodzi o bliskość. - powiedziała Gryfonka. - Ten świat całkowicie zmienił jej rutynę. Sama podróż w przeszłość jest dla niej trudna a teraz musi sobie jeszcze poradzić z separacją rodziców.
- Separacja oznacza, że było się razem. My nie byliśmy. - odpowiedział szybko.
- Ona tego nie wie!
Draco zacisnął usta.
- Harry jest teraz nad jeziorem i chętnie zaopiekuje się małą. Wystarczy do niego podejść. - dodała miękko Granger.
- Chodź, Molly. Pouczymy się trochę. - powiedział, biorąc dziewczynkę za rękę i odciągając ją od Gryfonów.

Ostatnio życie Draco polegało na ciągłym strachu, że się przywiązuje. Z drugiej strony ta ewentualność zapewne nie spodobałaby się jej prawdziwym rodzicom. Wciąż miał w głowie te wszystkie zdjęcia z gazety.
Myślenie o takich rzeczach było oznaką obłąkania. Czy Molly zasługiwała na największy wysiłek, żeby zapewnić jej egzystencję? Potter wydawał się dość chętny. Draco wzdrygnął się.
Dlaczego myślał o ich przyszłych osobach jako o oddzielnych bytach? Przecież to byli oni – jedynie starsi i mądrzejsi. A to oznaczało, że najbardziej produktywne decyzje, które Draco mógłby podjąć, prawdopodobnie miały podążać tropem jego przyszłej jaźni...
- Tata! - zawołała Molly, gdy pojawił się Potter.
Gryfon od razu ją przytulił.
- Cześć, kochanie. - powiedział, całując jej włosy.
Draco starał się ignorować dziwny ból w sercu. Potter ją kochał. Od kiedy tak dobrze się dogadują?
- Ron i Hermiona zaproponowali, że wezmą Molly jutro na mecz. - stwierdził Potter.
- Co? - Draco poczuł narastającą złość.
- Myślę też, że musimy się dogadać. - powiedział Potter, najprawdopodobniej cytując Granger. - Ze względu na Molly.
Draco prychnął. Cokolwiek chcesz, Potter. Był pewien, że Molly była zirytowana bliskością ich przyszłych pokoleń. Postąpię całkowicie odwrotnie, pomyślał z zadowoleniem.
Dziewczynka zareagowała natychmiast. Chwyciła dłoń Draco, po czym wzięła dłoń Pottera, stając się łącznikiem między nimi. Potter wyglądał na niesamowicie dumnego a Draco mimo wszystko, poczuł się mile połechtany. Gryfon z wielką chęcią przejął inicjatywę i pociągnął ich do jednej z klas. Draco był tak sparaliżowany, że po prostu poszedł za nimi.

Snape gapił się na nich zza swojego biurka, gdy weszli na zajęcia.
- Ee, przyszła córka. - wyjaśnił krótko Draco.
- Pochodzi z przyszłości. - powiedział rozczulająco Potter.
- Zostałem poinformowany. - powiedział Snape, przypatrując się dziecku. Swoje spojrzenie dłużej utrzymał na zielonych oczach i okularach dziewczynki. Draco też musiał przyznać, że stawała się podobna do Pottera z dnia na dzień. W końcu Snape spojrzał na blondyna z dezaprobatą, jakby była to jego wina.
Draco posłał mu wściekłe spojrzenie.
- Nie chcę rozbijać tak szczęśliwej rodziny ale będzie pan dzisiaj pracował z panną Potter, panie Malfoy. Nie ufam na tyle naszemu Wybrańcowi, żeby pozwalać mu zajmować się jednocześnie eliksirem i dzieckiem. Najlepiej będzie jak ta dwójka będzie od siebie oddzielona.
Potter skrzywił się i puścił dłoń Molly, zaś Draco zamknął z irytacji oczy.
- Chodź. – mruknął, lekko ciągnąć dziewczynkę do swojego stanowiska. Potter patrzył za nimi tęsknie.
Wykonywał większą część pracy. Molly siedziała obok, zachowując się zaskakująco dobrze i uważnie, jakby robiła to już wcześniej. Draco spodziewał się, że dziewczynka będzie biegać i powodować wszechobecny chaos, więc był mile zaskoczony.
- Coś nie tak? - zapytał ją, zaskakując sam siebie.
Molly wydęła swoją dolną wargę w iście potterowskim stylu.
- Nie chcę cię rozpraszać.
- Ten eliksir jest na tyle prosty, że mógłbym go zrobić we śnie. - powiedział pewnie.
Dziewczynka uśmiechnęła się, wyglądając na zmartwioną.
- Dobrze się czujesz? - zapytał, próbując zdusić w sobie chęć ponownego zbadania jej czoła.
Molly entuzjastycznie pokiwała głową ale ewidentnie coś było nie tak.
- Więc o co chodzi?
Dziewczynka zawahała się, po czym spojrzała dyskretnie na Pottera, który stał nieco dalej.
- Jesteś zły na tatę? - zapytała.
- Ee, oczywiście, że nie. - powiedział zaskoczony, zmuszając się do uśmiechu. - Oboje jesteśmy teraz trochę zajęci ale… nie jestem zły.
Molly pokręciła się niepewnie na swoim krześle, patrząc na niego podejrzliwie.
- Wkrótce porobimy coś razem. - obiecał z nadzieją, że ją tu uspokoi. Nie mylił się. Mała uśmiechnęła się do niego radośnie.
- A mogę ci zadać jeszcze jedno pytanie? - zapytała cicho, patrząc na Snape'a, który spacerował po klasie, co rusz odejmując punkty Gryfonom.
Draco zamrugał, uświadomiwszy sobie, że Molly zachowywała się dziwnie w stosunku do niego. Wiedział jednak, że musiała go spotkać przynajmniej raz czy dwa razy. Przecież była z przyszłości a Snape końcu jest jego ojcem chrzestnym. Pokiwał więc głową.
Dziewczynka przytuliła się do niego, na co spiął się nieco, po czym stanęła na palcach i zbliżyła się ustami do jego ucha.
- Dlaczego wujek Snape wyszedł ze swojego portretu? - wyszeptała nerwowo.
- Ehm… - Draco wydukał, po czym westchnął i schował głowę w ramionach.
Glenka Offline


 
Posty: 5
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29

Postprzez Glenka » 18 cze 2018, o 09:23

Rozdział 5


- Potrzebujesz pieluszek, Potter?
Gryfon spojrzał w górę, gdzie spadały na niego pieluszki, smoczki i śliniaki.
- No wiesz, dla dziecka. - dodała Pansy, głaskając się sugestywnie po brzuchu.
Wszyscy wokoło wybuchnęli śmiechem - nawet Granger i Weasley nie mogli się powstrzymać.
- Weź też trochę dla siebie. - dodał Blaise, widząc oczywiste umęczenie Pottera.
Stół Slytherinu gruchnął śmiechem. Draco nie parsknął zdając sobie sprawę, że przy okazji przyjaciele wyśmiewają też jego.
- Co to do cholery było? - warknął, gdy podeszli do stołu Slytherinu.
- Po prostu dobrze się bawię. - odpowiedziała Pansy. - Ty też powinieneś.
Draco pokręcił w rozdrażnieniu głową.
- On jest ojcem Molly - tym drugim ojcem. Dlaczego zrobiłaś coś takiego?
- Myśl o wielkim Harrym Potterze pod tobą jest zbyt zabawna. - przyznał Blaise.
- Idealny Potter - obrońca czarodziejskiego świata i cudowna, świecąca przykładem matka. - powiedziała pompatycznie Pansy.
Draco rzucił jej gniewne spojrzenie.
- Nie ma nic złego w... Przecież potrzeba potężnego czarodzieja, żeby...
- Wiesz, Draco. - wtrąciła się Pansy. - Jestem pod wrażeniem. Pomyśleć, że to ty zdominujesz naszego Wybrańca. Jak to jest wiedzieć, że on dla ciebie padnie na kolana?
Twarz Draco pociemniała. Poczuł się głęboko zirytowany myślami o ich przyszłych seks pozycjach. Teraz przeklinał się, że sam to zaczął.
- Wolałbym nie rozmawiać o pozycjach seksualnych przy śniadaniu. – wycedził, nabijając sobie ziemniaka na widelec.
- To może przy obiedzie. - wymruczała Pansy, kładąc swoją dłoń na jego.
- Albo przy drinku. - stwierdził jedwabiście Blaise, zmysłowo głaszcząc jego policzek.
Draco spojrzał na nich z uniesioną głową. Był z nimi pojedynczo. Ale razem? Proponowali mu trójkąt?
- Serio? - zapytał z niedowierzaniem.
- Nie zamierzam kłamać. Ta cała sprawa z Potterem zwiększyła twój seksapil. - powiedział Blaise.
Draco upił łyk herbaty, rozważając propozycję.
- Nie mam nic przeciwko drinkom. - powiedział, patrząc na przyjaciół. - W końcu będziemy świętować nasze zwycięstwo w Quidditcha.
Na twarzy całej trójki pojawiły się złośliwe uśmiechy.
Jedyną przewidywalną przeszkodą będzie Molly.

- Harry, wszystko okej? - zapytała Hermiona, pozbywając się części pieluszek.
Harry jednak prawie nie zwracał na nią uwagi. Był zbyt zajęty gapieniem się na stół Slytherinu, gdzie Zabini dyskretnie kładzie Draco dłoń na udzie a Parskinson pochyla się, by szepnąć mu coś do ucha.
Ślizgońscy zboczeńcy, pomyślał, wyobrażając sobie, że wbija widelec głęboko w ich śledziony.
Już wcześniej widział te subtelności między nimi. Przelotnie. Okazjonalnie. Teraz jednak było inaczej – obchodziło go to. Czy nie wiedzieli, że Draco jest zobowiązany do czegoś innego?
- W porządku, stary? Nie wyglądasz za dobrze. - powiedział Ron.
Harry rzucił okiem na przyjaciela. Zawsze był przekonany, że swoją przyszłość ułoży sobie z Ginny, choćby z przekonania lub wygody. Czuł z nią silną więź, podobnie jak z resztą Weasleyów ale nagle to wszystko się zmieniło. Możliwe, że od incydentu w bibliotece…
Draco oderwał się w końcu od swoich Ślizgońskich przyjaciół, nie bez lekkiego uśmiechu. Szybko zastąpiwszy go swoim zwyczajowym wyrazem twarzy, podszedł do Molly i wziął ją na ręce bezceremonialnie, niczym szmacianą lalkę. Potem beznamiętnie wyszedł z Wielkiej Sali.
Harry skoczył na równe nogi i ruszył za nimi. Ron też wstał ale Hermiona chwyciła go za ramię.
- Pozwól mu! - syknęła.
Gryfon dogonił Draco na schodach.

- Potter. - wypluł zirytowany Draco, stawiając Molly na ziemi.
- Myślałem... - zaczął Potter, przedtem zwilżając suche wargi..
Dziewczynka patrzyła na nich uważnie. Wyglądała tak, jakby próbowała rozszyfrować czy zaczną walczyć czy nie.
- Naprawdę? Jestem zdumiony. - zadrwił Draco, czując się obrażony pewnością siebie Pottera. Każde ich spotkanie zdawało się robić z tego bruneta, tego przyszłego – nabywał jego cechy. Wydawał się bardziej seksualny i zaborczy. Ten Potter patrzył jednak teraz na niego swobodnie. Czy Draco dał mu do zrozumienia, że w ogóle może mu się tak przyglądać?
W końcu, pod wpływem jego ostrego spojrzenia, odwrócił wzrok.
- Będziemy mieć dziecko, Draco... Ee, za pięć lat... Więc… Lepiej zacznij mówić teraz. - wydukał nieelegancko.
- Dlaczego?
- Ponieważ nawet się nie znamy ani nawet ze sobą nie jesteśmy! Nawet nie wiedziałem, że jestem gejem!
Grupa mijających ich piątoklasistów wybuchnęła gromkim śmiechem, co podkusiło Pottera, żeby podszedł bliżej.
- Dlaczego jesteś taki nerwowy? - zapytał.
Draco szybko się opanował.
- Kto powiedział, że to - wskazał palcem na ich improwizowaną rodzinę - zaczyna się tutaj? Skąd wiesz, że nie zacznie się za jakieś cztery lata w pracy lub na jakimś spotkaniu?
Potter spojrzał na niego uważnie, po czym jeszcze bardziej się przybliżył.
- To już się zaczęło.
- Potter. - mruknął ostrzegawczo Draco, sięgając do różdżki.
- Niee! - jęknęła Molly, bezskutecznie próbując ich rozdzielić.
Draco poczuł się osaczony. Potter coraz bardziej na niego naciskał. Po chwili wahania wyciągnął rękę i przesunął nią po jego ramieniu.
- Czy to jest takie złe? - zapytał nerwowo brunet. Kiedy palce Pottera przesunęły się, by pogłaskać jego gardło, Draco niemal opuścił powieki. Jego mózg zanurzył się w tym dotyku. Nie chciał się go pozbywać.
- Wszyscy wiedzą, że lubisz się pochylać. - powiedział Draco, by podkopać odwagę Gryfona.
- Temat twojej seksualności nie jest otwarty.
- To, że nie ogłaszam się, nie znaczy, że jestem zakłopotany. - powiedział twardo, kładąc rękę na biodrze Pottera. Ten poczerwieniał ale nie odpowiedział. Zamiast tego podjął jego wyzwanie i pozwolił działać swoim palcom. Przejechał nimi obrysowując linię szczęki Draco, który miał wrażenie, że tonie w zadowoleniu pod wpływem tych zielonych oczu. Potter był... asertywny. To on podejmował pierwszy krok, nadając wszystkiemu kształt. Był bardziej dominującą stroną.
- Jesteś wrażliwy... - mruknął nieco rozbawiony Potter.
Tak właściwie to nie. Po prostu teraz jest inaczej, pomyślał Draco.
Potter przyciągnął go bliżej, przejeżdżając mu dłonią po kręgosłupie. Ślizgon nie protestował, tylko chwycił go za szaty, próbując nie drżeć. Było mu tak dobrze, tak wygodnie. Tak właśnie powinno być. Ich czoła się dotknęły, ich nosy delikatnie muskały. Draco czuł ciepło oddechu Pottera na swoich ustach. To wyrwało go z mgły i zamrugał gwałtownie próbując wytłumaczyć sam sobie dlaczego do diabła topił się w ramionach Gryfona.
Potter wcale nie był tym przerażony. Zamiast tego miał na twarzy bardzo zadowolony z siebie wyraz.
- Postęp. - mruknął.
- Odwal się. - powiedział defensywnie Draco. Odepchnął go i szybkim krokiem pomaszerował w stronę Lochów.
Dlaczego był tak bezbronny wobec Pottera? Ze wszystkich ludzi na świecie! Nie przypominało to żadnych innych schadzek jakie miał za sobą. Sfrustrowany spojrzał na wybrzuszenie w swoich spodniach. Gwałtownym ruchem otworzył drzwi do łazienki i wściekle zatrzasnął je za sobą.

W Pokoju Wspólnym niemal odpłynął. Zrzucił winę na euforię poorgazmową. Niemal się uśmiechnął rozpromieniony do jakiejś grupy trzeciorocznych zanim przywdział zwyczajowy wyraz twarzy. Zdecydował, że najlepiej będzie się udać do dormitorium, by odpędzić od siebie myśli o Potterze. Zwłaszcza o tym przyszłym. Tamten był mniej odrażający.
Draco wzdrygnął się, gdy uświadomił sobie, że niemal żałował, że zniszczył tą gazetę. Już miał się zwinął w kłębek na swoim łóżku, gdy usłyszał, jak otwierają się drzwi.
- Gdzie twój mały pomocnik?
Podniósł głowę, by spojrzeć na Blaise'a i Pansy.
- Z ojcem. - burknął Draco.
Brwi Ślizgonki uniosły się.
- Tym drugim. – mruknął, przechodząc przez pokój i wyciągając szaty do Quidditcha.
- Nie masz na myśli matki? - parsknęła śmiechem Pansy.
- Nie. - odpowiedział markotnie. Przyjaciele zamrugali zdezorientowani. - Byłem na dole... gdy poczęła się Molly. - powiedział ponuro.
- A to drań. - powiedział Blaise z pustym wyrazem twarzy.
Pansy parsknęła.
- Przepraszam ale wiesz... chodzi o Pottera!
Draco zacisnął szczękę.
- No i ty jesteś bardziej asertywny. - dodała.
- Nie byłbym taki tego pewien. - zauważył Blaise. - Potter zazwyczaj jest pasywny ale jak się uprze to wychodzi z niego intensywna asertywność.
- Draco jest z pewnością bardziej zuchwały!
- To nie to samo, Pansy.
Draco zacisnął wargi.
- Cudownie słyszeć jak się przekomarzacie. To głupie i obraźliwe. - syknął, przebiegając się.
Blaise i Pansy patrzyli na niego, jakby właśnie wyhodował sobie drugą, równie arystokratyczną, czystokrwistą i jasnowłosą głowę.
- Obrażony Draco? – pisnęła dziewczyna, wycierając udawaną łzę z oka.
- Słowa, o których myślałem, że nigdy ich nie usłyszę. – dodał Blaise.
Wściekły Draco dalej narzucał na siebie części odzieży.
- Ty to wszystko zacząłeś. - wypomniała mu Parkinson.
- Bo to go bolało! Mnie nie! - powiedział. – To naprawdę wielce zabawne!
- Więc po kiego się złościsz? - zapytała głośno Pansy. – O Pottera?
- Oczywiście, że o Pottera! - splunął Draco. - Ten palant wskoczy na mnie! – obejrzał swoją nienaganną sylwetkę w wielkim lustrze. - Oznakuje mnie! Nie tak dyskretnie jak malinka - przez niego będę gruby! - powiedział myśląc jak nieważne to jest, gdy w grę wchodziła Molly. Tak bardzo nienawidził myśli o przybraniu na wadze, rzucaniu Quidditcha i rodzeniu. Magiczne lustro wyraźnie go dopingowało. Przywołał swoją miotłę i rzucił wyniosłe spojrzenie swoim zdezorientowanym przyjaciołom. - Wychodzę! - krzyknął beznamiętnie.
W Pokoju Wspólnym spotkał się z Crabbem i Goylem. Razem wyszli z zamku.
Będąc już w drodze dostrzegł jakieś długowłose zwierzątko. Przez chwilę pomyślał, że maluch ucieka ale potem zdał sobie z czegoś sprawę. Stanął jak wryty, gdy uświadomił sobie, że to jest zwierzę jego przyszłego ja. Te same wielkie oczy i krzywy ogon. Kot wyprostował się i zmierzył go spojrzeniem. Stojący za Draco Crabbe i Goyle gapili się na niego zdezorientowani.
Draco ruszył, czując się zdeterminowanym by ominąć to stworzenie. Jego goryle wzruszyli ramionami i poszli za nim. Po kilku metrach odwrócił się i zobaczył, że kot go śledzi.
Nagle postanowił jednak go złapać. A potem oskórować. Tak żeby udowodnić, że przyszłość jest plastyczna i można ją zmienić. Zaczął się ostrożnie do niego skradać, wyglądając na gotowego do skoku. Chciał go zawołać ale nie wiedział jak się nazywał.
- Hej, Omen? - spróbował, gdy kot zaczął się wycofywać. - Pyłku? Smołku? Panie Black*?
Kot zatrzymał się, reagując na "Pana Blacka". Wtedy właśnie głośnym aplauzem wybuchły trybuny za nim.
- Malfoy, co ty do diabła robisz? - doskoczył do niego Urquhart.
- Nic. - odpowiedział szybko, podchodząc do pozostałych Ślizgonów. Dołączył do nich jako ostatni.
- Cieszę się, że cię widzę, Malfoy. Słyszałem, że Potter przed tobą klęka. - powiedział kapitan, na co reszta drużyny zachichotała. - Użyj siebie. Rozprosz go. - zadrwił Urquhart.
Podczas gdy Urquhart zaczął rozwodzić się nad głupotą Gryfońskiej drużyny, Draco pozwolił sobie pobłądzić jeszcze myślami. Czy przyszłość jest nieuchronna? Czuje się jakby tracił kontrolę nad całym swoim życiem – jakby był coraz to mocniej ciągnięty w stronę, która w konsekwencji da mu Molly.
Gdy się ocknął, zauważył że trybuny są już całkowicie wypełnione, głównie czerwienią i zielenią. Tłumy uczniów dyskutowały z wielkim podnieceniem. Urquhart właśnie opisywał Pottera jako paskudnego, cuchnącego krasnoludka. Nastolatek, którego właśnie obgadywali zbliżał się w ich stronę. Reszta Gryfońskiej drużyny maszerowała za nim.
- Urquhart. – przywitał się grzecznie Potter.
- Potter. – odpowiedział Ślizgon.
- Podajcie sobie ręce. - powiedziała pani Hooch, podchodząc do nich. Kapitanie zrobili to z ociąganiem. - Na miotły. Trzy. Dwa...
Draco wystrzelił w powietrze, czując powiew wiatru we włosach. Zmrużył oczy. Nie przegra po raz kolejny. Nie z Potterem. Rozejrzał się ale znicza nigdzie nie było widać. Zauważył za to Pottera. Chłopak latał nad obręczami Ślizgonów. Zdecydował się do niego podlecieć.
- No cześć. - powiedział ironicznie. - Wcześniej udało ci się odegrać całkiem ładny występ. Prawie pomyślałem, że jesteś poważny.
- Byłem poważny, Malfoy.
Wrócili do nazwisk? Uśmiechnął się złośliwie.
- Ty też byłeś. - wytknął mu Potter, balansując na miotle. - To chyba nie najlepszy moment, żeby dyskutować o naszym związku, prawda?
- Związku? - powtórzył z niesmakiem Ślizgon. Zielone oczy zwróciły się ku niemu i aż sapnął na tą falę buntowniczości. - Potter, wyglądasz jak... nikczemny krasnoludek. A pachniesz jak – mięta – mdła marchewka. Twoja blizna z kolei jest po prostu paskudna.
Potter poczerwieniał i Draco wiedział już, że brunet trzyma swoje nerwy już na włosku.
- A co z Molly? - zapytał z napięciem.
Blondyn przygryzł wargę.
- Molly można stworzyć bez zbędnego dramatu, najlepiej z workiem na głowie. – powiedział.
Gryfon spojrzał na niego z furią. Blondyn przełknął ślinę – może to jednak nie była wrogość? Furię i podniecenie łatwo pomylić. Potter w pewnym momencie skręcił gwałtownie.
- Masz jakiś problem, Potter? – zaszydził, lecąc za nim i jednocześnie wypatrując znicza.
- Naprawdę chcesz zmienić naszą przyszłość? – zapytał Gryfon.
- Mamy w ogóle coś do zmiany? Pracuję na ślepo. Nie wiem jak potoczą się sprawy. - odpowiedział drwiąco, na co Potter rzucił mu wściekłe spojrzenie. - Chociaż, jeśli chcesz być moją dziwką... - oblizał wargi, ciesząc się jak drugi chłopiec oblał się rumieńcem. - To jestem pewien, że można coś zorganizować.
Wtedy wzrok Gryfona przemieścił się - zerknął szybko na coś za ramieniem Draco. Gdy przeleciał obok niego, Ślizgon nie zawahał się. Ruszyli w jednym tempie - znicz unosił się kilka metrów nad resztą gry.
Draco zmrużył oczy, gdy uderzyły w niego promienie słońca i nie przejął się, gdy przed oczami pojawiły mu się małe, czarne plamki. Obaj wyciągnęli rękę, lecz do blondyn chwycił piłkę. Serce waliło mu jak młotem.
I wtedy Potter popchnął go mocno, tak mocno, że Draco musiał się wysilić, by utrzymać się na miotle. Coś twardego przeleciało mu koło głowy, zostawiając po sobie kłujące uczucie w okolicy ucha. Tym torem przeleciał tłuczek, delikatnie go raniąc. Gryfon przyjął na siebie uderzenie - siła pchnięcia sprawiła, że szybko spadał ku ziemi. Blondyn poczuł się oszołomiony absurdem całej tej sytuacji. Gra dobiegła końca, tłum wiwatował, powszechne podniecenie zmieniło się w zamieszanie a Potter spadał z miotły, szybując w kierunku boiska.
Odzyskując przytomność umysłu, Draco skierował swoją miotłę w dół, lecąc ku niemu, podczas gdy wszyscy wstrzymali oddech. Po drodze wypuścił znicza, by ścisnąć trzonek miotły obiema rękami. Serce waliło mu w piersi, widząc, jak szybko zbliża się do ziemi.
Wyciągnął rękę, próbując złapać Pottera za szaty. Dotknął jej, lecz chybił. Nie miał jak wyhamować - niemal zsunął się z miotły, gdy czubkiem uderzył o grunt. Zanim się rozbił przed oczami miał tylko czerwone szaty. Do jego uszu dobiegł okropny chrzęst.
Jeśli tłum zareagował, Draco go nie usłyszał. W uszach miał jedynie łomot swojego serca. Jakimś cudem pozbierał się i wstał, tocząc się do wykrzywionej sylwetki Pottera, starając się patrzeć wszędzie, tylko nie na Gryfona.

Nad zamkiem zbierały się ciemne chmury.
Draco krążył niespokojnie po dormitorium, starając się skupić na Molly. Dopiero po fakcie zdał sobie sprawę, że dziewczynka najprawdopodobniej była świadkiem całej tej sytuacji. W tej chwili była z Granger i Weasleyem a Draco naprawdę nie miał głowy do pocieszania. Najlepiej będzie jak oni się nią zajmą dopóki Potter nie wydobrzeje.
Wtedy… wyglądał na martwego.
Draco nie pamiętał dokładnie co stało się po gwizdku kończącym mecz. Wiedział tylko, że Potter leżał, krwawił i był śmiertelnie blady. W głowie miał cały czas obraz tego, jak zakrwawione ramię bruneta odpada, gdy ten był transportowany do zamku.
Quidditch jest niebezpieczny, pomyślał. Molly nie będzie go oglądać - nawet jeśli sam będzie grał zawodowo.
Do rzeczywistości wrócił dopiero słysząc pukanie do drzwi a rozmyślania przerwała mu ręka, która chwyciła go za szaty i wywlekła z Lochów. Zanim zdążył się zorientować co się dzieje, stał z Pansy przed skrzydłem szpitalnym. Dziewczyna popchnęła go do przodu. Draco jeszcze nigdy się tak nie denerwował.
- A co jeśli Potter nie żyje? - zapytał ze ściśniętym żołądkiem.
- Urządzimy imprezę. - odpowiedziała beznamiętnie przyjaciółka.
Co jeśli Potter naprawdę nie żyje? Lub jest trwale ranny? Ma przetrącony kręgosłup? Co jeśli nie będzie już w stanie grać w Quidditcha lub zostać aurorem? Co jeśli nic z ich przyszłości się nigdy nie wydarzy? Draco przez cały czas z niego drwił i nękał go... nawet podczas meczu. Był niemal pewien, że nie tak wygląda ich przyszłe życie.
Nie chcąc się z tym teraz mierzyć, zaczął się wycofywać.
- Tu jesteś. - powiedziała Madam Pomfrey, widząc go. - Gdzie byłeś? Rodzina cię potrzebuje.
Te słowa sprawiły, że poczuł się bardzo nieswojo. Rodziną określał członków chłodnego, surowego dworu. Nie Pottera.
- On nie jest…
- Wejdź. - powiedziała Pomfrey, zanim zdążył cokolwiek zrobić. - Na co czekasz? Chodź.
Z jakiegoś powodu jego nogi podążyły za szkolną pielęgniarką. Przy łóżku Pottera siedzieli jego przyjaciele. Granger płakała. Gdy go zobaczyli, natychmiast wstali. Weasley zmarszczył brwi.
- Poczekamy na zewnątrz. - powiedzieli i wyszli, trzymając się za ręce.
Potter leżał nieprzytomny na łóżku. Był wyraźnie blady ale już nie krwawił. Jego kończyny wyglądały, jakby były przymocowane dodatkowymi stawami. U jego boku leżała uczepiona Molly. Miała zamknięte oczy i głęboko oddychała, trzymając głowę na jego ramieniu. Potter wyglądał na żywego – to mu zdecydowanie wystarczało. Draco wypuścił oddech - nawet nie wiedział, że go wstrzymywał.
Będąc nieco rozdrażniony faktem, że Granger i Weasley uznali, że potrzebny jest im czas we dwójkę, z roztargnieniem zbliżył się do łóżka. Wyciągnął dłoń i dopiero wtedy zobaczył jak bardzo mu drży. Ostrożnie dotknął jego ramienia.
Twarz Pottera stężała, po czym brunet lekko otworzył oczy.
- Jesteś tu. - jęknął słabo i ku przerażeniu Draco, siadł na łóżku, posyłając mu ten sam delikatny uśmiech co zawsze w kierunku Molly. - Chciałem ci podziękować.
- Nic nie zrobiłem. - powiedział szczerze Draco, nie uważając, żeby ta nieudana próba złapania go cokolwiek zdziałała. Tak właściwie, to jeszcze cię sabotowałem…
Potter spojrzał na niego uważnie.
- Spadłem z ponad stu stóp. Nie powinienem był tego przeżyć. - przerwał na moment, zerkając na śpiącą Molly. - Dumbledore powiedział, że tuż przed tym jak się rozbiłem, ktoś rzucił na mnie zaklęcie ochronne - bardzo silne i oparte na więzi rodzinnej.
Draco gapił się na niego, nieświadomy do powiedzenia czegokolwiek.
- To byłeś ty. – zaśmiał się miękko Potter, widząc jego dekoncentrację.
Ślizgon wciąż milczał.
- Magia bezróżdżkowa. – mruknął.
- To niesamowite!
- Przypadkowa magia. Nie mam nad tym żadnej kontroli. - westchnął przeciągle. – I jestem w niej naprawdę kiepski.
- Draco, uratowałeś mi życie.
Blondyn poczuł jak rośnie mu gula w gardle.
- Niestety. - wycedził. - Gdybym miał możliwość logicznego myślenia, nie zrobiłbym tego.
Potter rzucił mu długie spojrzenie i zmarszczył brwi. Wtedy obudziła się Molly. Na jej twarzy pojawił się zmartwiony wyraz i przysunęła się do Gryfona, który objął ją ramieniem i pocałował w czubek głowy. Draco poczuł, że to prywatna chwila i powinien wyjść - był jednak zbyt oszołomiony. Pod czujnym okiem Pottera był całkowicie zdemaskowany.
- To było fantastyczne zagranie z mojej strony. - kontynuował Draco. - Nie tylko ochroniłem przeciwnika, kiedy przegrał grę ale też zleciałem z miotły. Czy Blaise nie miał racji mówiąc, że złapałbyś tego znicza, gdyby nie ten tłuczek? Żałosne… To niedorzeczne, zwłaszcza, że nie jesteśmy raz... - przerwał, bo przypomniał sobie, że Molly ich słuchała. - Powinieneś był pozwolić, żeby ten tłuczek mnie trafił.
- Nie mogłem. - odpowiedział Potter, schylając głowę. - Wtedy ty byś spadł.
- Złapalibyście mnie. - stwierdził z goryczą Draco, na co Potter spojrzał na niego zaskoczony. - Teraz to ma jakiś sens, dlaczego to ja zostałem zawodowym graczem. Dla ciebie latanie stanowi nadzwyczajne zagrożenie bezpieczeństwa.
Potter westchnął.
- Czy to był twój piąty upadek? A może szósty? Zawsze też równie dobrze możesz przyspieszyć swoją śmierć wybierając się na wycieczkę do Lasu bez różdżki, jeśli chcesz tak szybko zginąć.
Gryfon zaczerwienił się.
- Można by pomyśleć, że ci na tym zależy.
- Zaufaj mi – nie zależy. – parsknął Ślizgon.
Molly uśmiechnęła się wyniośle. Draco wątpił, by zrozumiała wiele z tej rozmowy ale czuła, że w jakiś sposób kpił z Pottera. Najwyraźniej bawiło ją to.
- Wątpię, żebyś nie nabawił się jakichś uszkodzeń mózgu, Potter. Powiedz mi, czy to one odpowiadają za twój brak balansu na miotle? A może twoje opłakane umiejętności w warzeniu eliksirów? Lub niezdolność do okiełznania włosów?
Potter zacisnął pięści i poczerwieniał jeszcze bardziej. Jego gniew wydawał się duży i Draco miał wrażenie, że Gryfon zaraz po prostu wybuchnie.
Ale nie przed Molly. To by zrujnowało jego wizerunek. Ich wizerunek. Draco przygotował się mentalnie na uderzenie. Zniszczenie tej ich całej popapranej rodziny.
- Następnym razem, jak zobaczysz zbliżającego się tłuczka, zostaw go Pałkarzom. Wiem, że zawiłości ról Quidditcha obciążają twój mały mózg, więc pozwól, że ci to wytłumaczę. Szukający, w przeciwieństwie do twoich obłąkanych przekonań, nie używają swoich ciał do osłaniania przeciwników ani nie skaczą z miotły na skutek wygranej przeciwnika. Jedynym celem Szukającego jest...
Potter pochylił się ku niemu i lekko go pocałował. Powieki Draco opadły powoli. Usta Pottera były ostrożne, skrupulatne i delikatne. W niczym nie przypominało to pocałunków z Pansy czy Blaisem. Robił to źle, uświadomił sobie Draco. Kiedy się od siebie oderwali, Potter spojrzał na niego łagodnie i oparł się swoim czołem o jego. Molly przyglądała się im z kwaśną miną. A potem Potter znowu go pocałował.
Z paranoidalnym przekonaniem, że Gryfon spadnie z łóżka, Draco usiadł na jego krawędzi i złapał go za koszulę. Potter był okrutny. Zdeprawowany. Sadystyczny. Co gorsza, Draco to bardzo odpowiadało. Całował go namiętniej, dopóki Potter nie wydał z siebie niegodnego pomruku. Perfekcyjnie.
Draco zastanawiał się czy właśnie taki byłby ich związek. Potter nieustannie namawiał go do pójścia w głąb tego emocjonalnego szaleństwa. Jakkolwiek by nie próbował się przeciwstawiać, nie mógł.
Przerwał im błysk jasnego światła. Odsunęli się od siebie zaczerwienieni. Z powodu pożądania i zażenowania, Draco nie chciał podnieść głowy.
- Harry! Harry! Czy to twój chłopak, Harry? To Draco Malfoy, prawda? Prawda? To drugi tata Molly, prawda? Twój przyszły mąż? - pytał jakiś mały Gryfon z wielkimi oczami.
Potter przez chwilę milczał, gapiąc się na chłopca.
- Tak. - powiedział potem, przenosząc spojrzenie na Draco.
Czy to była ta część, w której też się zgadzał? Na to wszystko? Naprawdę nie wiedział.
Odsunął się i wstał z łóżka, starając się nie widzieć kontemplacyjnej ekspresji Pottera i dąsów Molly. Odwracając się stanął twarzą w twarz z Collinem Creeveyem i jego słynnym aparatem w ręku a robiąc kolejnych kilka kroków z Granger, Weasleyem, całą drużyną Gryffindoru i sporą częścią szóstego czerwono-złotego rocznika. Wszyscy mieli na twarzy wypieki, część odwracała zażenowana wzrok a część usiłowała stłumić chichot.
Pomimo wielkich rumieńców, Draco przywdział na twarz obojętną maskę Malfoya, żeby wyjść chociaż stąd z odrobiną godności, po czym przepchnął się przez tłum i uciekł.

* - „Panie Black" – w tekście było „Black". Uznałam, że nie należy tego tłumaczyć. Dlaczego? Wyjdzie w praniu w kolejnych rozdziałach ;)
Glenka Offline


 
Posty: 5
Dołączył(a): 29 sty 2018, o 20:29


Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości