[Z] [T] Tajemnice

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Grim » 9 lut 2018, o 11:32

Łooo. Nowych dużo rozdziałów!
Cóż. Umieram ponieważ nieodwracalność procesu jakim jest tłumaczenie jest coraz bardziej nieodwracalna. Jedna część cieszy się z tłumaczeń, druga chciałaby to odwlec w czasie, żeby dłużej cieszyć się z pojawiania nowych rozdziałów.
Kochana tłumaczko, jestem Ci bardzo wdzięczna za to co czynisz i co uczyniłaś do tej pory. Jak zwykle jestem zachwycona związkiem Draco i Harry 'ego. Ich swoboda przebywania razem jest rozczulajaca. Układ Remus i Severus również ogrzewa moje serce.
Czyżby wielki finał miał miejsce na imprezie?
Ściskam mocno
G.
Śmierć stał za pulpitem i studiował mapę. Spojrzał na Morta nieobecnym wzrokiem. NIE SŁYSZAŁEŚ PRZYPADKIEM O ZATOCE MANTE?, zapytał. - Nie, proszę pana. SŁYNNA KATASTROFA MORSKA. - Zdarzyła się tam? ZDARZY, wyjaśnił Śmierć, JEŚLI TYLKO ZNAJDĘ TO PRZEKLĘTE MIEJSCE.
T. Pratchett
Grim Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 12
Dołączył(a): 23 paź 2013, o 13:55
Lokalizacja: Festung Breslau

Postprzez MargotX » 11 lut 2018, o 22:20

Harry i jego reakcje... Jak zwykle przewidywalny w chwilach, kiedy uwaga jest na nim skupiona, kiedy ktoś publicznie wychwala jego zasługi etc. A jednak znalazł się moment, kiedy Potter sam poczuł satysfakcję i radość - chwila, kiedy dwoje jego przybranych ojców okazało swoją dumę z jego osiągnięć. To zresztą jest świetna scena i bardzo mi się podoba, podobnie jak konkluzja, do której doszedł Harry, kojarząc tak bardzo widoczne u Draco pragnienie akceptacji rodziców ze swoimi odczuciami w tej kwestii. To chyba faktycznie pozwoliło mu lepiej zrozumieć układy rodzinne Malfoyów.

Lekka, odprężająca zabawa w grę, czyli quidditch w wolnym wydaniu i nieźle zapowiadający się wieczór. Tylko czemu, do jasnej avady, Harry zawsze musi mieć problem w tym, żeby nie mieć problemu? ;) Chodzi mi rzecz jasna o marudzenie w kwestii tańca. Tępy gryfoński upór uwydatnia się u Pottera, o dziwo, w chwilach większego rozluźnienia. W kwestiach poważnych łatwiej z nim dyskutować czy nagiąć jego wolę. Jeden, zwykły (no, może nie tak do końca) taniec, urasta do rangi problemu wagi nadludzkiej. Ale faktycznie, Potter z tej opowieści jest w tańcu kompletnym fajtłapą xD Aż strach się bać zapowiadanej imprezy w tym mniej formalnym wydaniu, ale może nikt się zbyt mocno nie skompromituje...

Obsuwa czasowa z komentarzem już chyba jest znakiem firmowym mojej przygody z ostatnimi rozdziałami, przykro mi z tego powodu po raz kolejny. Przeogromne podziękowania i słowa uznania, Kaczalko. Jesteś absolutną boginią, brnąc wytrwale i naprawdę w szybkim tempie do końca. Z jednej strony, będzie to jakieś wytchnienie, że ten tasiemiec zostanie dokończony i uwolnisz się od niego, a my, czytelnicy, w kocu poznamy opowieść od A do Z. Z drugiej zaś - jak w przypadku każdego tak długiego tekstu, pewnie po jakimś czasie pojawi się nostalgia, że już wszystkie tajemnice zostały odkryte. Póki co, mamy jeszcze dwa rozdziały, na które czekam z utęsknieniem. Pozdrawiam bardzo serdecznie. :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2060
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez pindolino » 18 lut 2018, o 22:25

Przyznaje się bez bicia, że miałam tak masakryczny semestr na uczelni, że zapomniałam o moim Drarry'm. Nie wiem co ja sobie myślałam. Nie jednak wiem. Ja nie myślałam. WYBACZ MI.
Po zobaczeniu, który rozdział już dodałaś przeraziłam się. Jestem w szoku, że zostały tylko DWA ROZDZIAŁY do końca! Jak to? Jedyny plus to jest taki, że będę mogła przeczytać od deski do deski.
W sumie nie mam pojęcia co napisać.
Dziękuje Ci za to tłumaczenie.
Anasz Drarry widze, że ma się fantastycznie i wierze, że będzie tak już do końca.
Pozdrawiam serdecznie ♡
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez Kaczalka » 24 lut 2018, o 10:37

Bardzo dziękuję za komentarze i zapraszam na rozdział przedostatni. Niestety, znów bez bety, a wierszyk sprawił mi sporo problemów i na pewno mógłby być lepszy, ale ja jestem w takich rzeczach wyjątkowo kiepska.


Rozdział sześćdziesiąty pierwszy

— Aaaa — westchnął przeciągle Ron. — To mi się podoba.
Rozłożony obok niego na trawie Harry nie mógł się z nim nie zgodzić. Cała młodzież przeniosła się na boisko do quidditcha i większość z nich wciąż tańczyła. Tyle że nie walca.
Tak naprawdę dali sobie spokój z wszelkimi formalnościami. Zdjęli szaty i przebrali się w coś wygodniejszego, sporo dziewcząt zrezygnowało nawet z butów, co poskutkowało wielką ulgą na ich twarzach, gdy tylko zsunęły je ze stóp.
Harry ubrał czarne dżinsy i, na prośbę Draco, przezroczystą czarną koszulę, którą miał na sobie na swojej imprezie urodzinowej. To również Draco nakazał mu ubrać dżinsy. Na marginesie, jego chłopak wciąż się nie pojawił, i Harry zastanawiał się, czy nie knuje, jak tu wywinąć się z danej wcześniej obietnicy.
Fred i George dobrali się do zapasów alkoholu i teraz radośnie — ku wielkiej dezaprobacie Hermiony — serwowali im poncz z ogromnych misek. Jednak Hermiona zawarła z nimi układ i przyrzekła, że nie będzie gderała, jeśli przynajmniej jedna porcja ponczu nie będzie zawierała alkoholu. Obiecali jej to, a potem Fred poprosił ją od tańca. Zgodziła się, po drodze rzucając Ronowi zrezygnowane spojrzenie.
— Nie masz nic przeciwko? — zapytał Harry.
Ron wzruszył ramionami.
— Nie, ona nawet nie lubi Freda, za to lubi tańczyć, a ja nie potrafię — odparł, biorąc spory łyk ponczu.
— Pij tak dalej, a zapomnisz, że nie potrafisz — skomentował Harry.
— Być może — zgodził się Ron.
Harry spojrzał na Crabbe’a i Goyle’a siedzących tuż obok.
— Wy też nie lubicie tańczyć? — zapytał.
— Crabbe lubi — powiedział Goyle. — Ale nie ma z kim.
— Możesz poprosić Hermionę — zaproponował wielkodusznie Ron, machając szklanką w stronę tańczących par.
Spoglądając na niego podejrzliwie, Harry zastanowił się, czy przyjaciel czasem nie zaczął pić już wcześniej. Może bliźniakom udało się przemycić butelkę do Wielkiej Sali.
— Nie chcę sprawiać żadnych kłopotów — zadeklarował Crabbe.
Ron i Harry popatrzyli na niego z niedowierzaniem.
— Przynajmniej nie dzisiaj — uściślił Crabbe z szerokim uśmiechem.
— Nie zamierzasz podkraść mi dziewczyny, co? — spytał Ron.
Crabbe skrzywił się i pokręcił głową.
— To dobrze. — Ron ponownie się odprężył. — No to tańczmy. Bawmy się. To impreza. Stańmy na rękach.
— Co?! — wykrzyknął Harry ze śmiechem. — Po co chcesz stawać na rękach?
Ron wzruszył ramionami.
— Wydaje się to dobrym pomysłem. Dzisiaj wszystko jest trochę do góry nogami. Gdybyśmy stanęli na głowach, może wyglądałoby normalnie.
— Wiesz, to na tyle głupie, że prawie ma sens — skomentował Harry. — Przetestujemy tę teorię?
Nie czekając na odpowiedź, podniósł się z ziemi i stanął na rękach. Wytrzymał tak kilka sekund, po czym się przewrócił.
— Nie pomaga — oznajmił. — Wszyscy nadal zachowują się jak szaleńcy i świetnie się ze sobą dogadują.
— Jak to zrobiłeś? — zaciekawił się Ron, wstał i też spróbował, ale od razu zwalił się na trawę.
Crabbe, Goyle i Harry zaśmiali się głośno, co nie zniechęciło Rona do kolejnej próby, również zakończonej spektakularną porażką.
— Pokaż mi jeszcze raz — rozkazał Ron.
Powstrzymując śmiech, Harry ponownie stanął na rękach i zanim upadł, zrobił kilka „kroków”.
— Co ty wyprawiasz? — rozległ się niespodziewanie przeciągły głos Draco.
Leżący płasko na plecach Harry przez kilka sekund tylko się w niego wpatrywał.
— Słodki Merlinie — westchnął wreszcie.
Draco miał na sobie dżinsy i obcisłą czarną koszulę. Żadnych ozdobnych szat, drogich spodni i jedwabnych koszul. Zwykłe ubranie, jeszcze bardziej seksowne z powodu swojej prostoty.
— Jak rozumiem, podoba ci się — skomentował oschle Draco.
Spoglądając mu w oczy, Harry pojął, że Draco wcale nie był tego pewien, i przez to czuł się niewygodnie.
— Och, zdecydowanie mi się podoba — potwierdził Harry, dotykając nogawki jego spodni.
Byłby absolutnie szczęśliwy, mogąc je zdjąć, ale nie chciał marnować takiego widoku. Kto wie, kiedy ponownie zdoła namówić Draco, aby tak się ubrał.
— Chcesz do nas dołączyć? — zapytał.
Draco popatrzył na niego sceptycznie.
— A co robicie?
— Nic, tylko rozmawiamy.
— Wydawało mi się, że próbowaliście chodzić na rękach — powiedział Draco.
Harry milczał, czując się jak idiota, lecz zaraz szczęka mu opadł, bo Draco zgrabnie stanął na rekach, zrobił kilka „kroków”, po czym wrócił do pozycji stojącej.
— Podejrzewam, że to umiejętność, której nabyliście z nudów, spędzając zbyt dużo czasu samotnie w swoim pokoju — powiedział Draco ironicznie. — A to mi mówi, że tak samo nudne będzie siedzeniu tutaj z tymi trzema symbolami inteligentnej rozmowy.
— Ej! — zaperzył się Ron, ale chyba nie mógł zdecydować, czy został obrażony, czy nie.
— Wcale się nie nudziłem. Zrelaksowałem się — wyjaśnił Harry znacząco.
— Nieważne — odparł Draco. — Daj spokój. Idziemy tańczyć.
— O nie. Skończyłem z tańcem.
— Spodoba ci się jeszcze bardziej — zapewnił Draco głosem, który wiele obiecywał.
— Draco — wyjęczał Harry. — Cieszy cię, gdy wyglądam jak głupek?
Ron, Crabbe i Goyle wydali zdławione odgłosy, przez co Harry ponownie przemyślał swoje słowa. Draco, wyraźnie urażony, spiorunował wzrokiem wszystkich trzech.
— Chciałem tylko zatańczyć, wy cholerne gnojki — rzucił, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł.
— Ech, do diabła — mruknął Harry i poderwał się z ziemi. — Draco, poczekaj!
Draco zatrzymał się, ale nie odwrócił. Harry stanął przed nim.
— Przepraszam. Już w porządku? — zapytał.
— Nie, nic nie jest w porządku — odparł Draco zimnym tonem. — Nie musisz być dobry we wszystkim.
Harry zadrżał.
— Myślałem, że znasz mnie lepiej — szepnął.
Draco tylko zmierzył go gniewnym spojrzeniem i odszedł bez słowa.
Harry stał w miejscu jak idiota, nie mając najmniejszego pojęcia co zrobić, żeby Draco się na niego nie wściekał. Patrzył, jak Draco wyciąga George’a do tańca, a George, choć wyraźnie zdziwiony, idzie za nim bez oporu.
Czy pokłócili się z powodu tańca? Harry nie sądził, że o to chodziło, nie wiedział jednak, o co. Może o wybór towarzystwa? A może o to, że nieumyślnie oskarżył Draco, że chce zrobić z niego głupca? Że nie chciał ulegać jego zachciankom?
Westchnął. I tyle na temat wieczoru bez kłótni. Jeśli miał być szczery, poczuł się mocno zraniony zarzutem, jakoby musiał być lepszy od innych. Był dobry w quidditchu, cała reszta to tylko szum wokół cholernego Wybrańca. Naprawdę myślał, że Draco tego nie kupuje. Do diabła, wiedział, że nie.
Najwyraźniej jednak wszystko spieprzył i go zezłościł. Nie znosił, gdy Draco robił się taki oschły.
— Cześć, Harry — powiedziała Cho, pojawiając się nagle obok niego.
— Cześć, Cho — odparł apatycznie. — Dobrze się bawisz?
— Bawiłabym się lepiej, gdybyś ze mną zatańczył.
— Nie — odpowiedział szorstko, na co Cho zamrugała ze zdziwienia. Z frustracją przeczesał włosy palcami. — Wybacz, ale nie chcę tańczyć.
Cho spojrzała na niego z urazą i pospiesznie odeszła. Harry uśmiechnął się szyderczo do jej pleców. Nie wiedział, czemu w ogóle się tym przejmował. Cholerne dziewczyny, nigdy ich nie zrozumie. I cholerny Malfoy. Jego też nigdy nie zrozumie.
Wizja upicia się zaczęła mu się wydawać całkiem przyjemna. Podszedł do stołu i nalał sobie szklaneczkę ponczu, ale go nie tknął. Wpatrywał się w czerwoną ciecz, nagle zwątpiwszy, czy to dobry pomysł. Ustalenie, czym zezłościł Draco, będzie wymagało sporo wysiłku. Miał ochotę rzucić szklanką, jednak delikatnie ją odstawił.
Wrócił do Rona, Crabbe’a i Goyle’a i parsknął z gorzkim rozbawieniem, gdy zobaczył, że Crabbe sobie poszedł. Opadł na trawę, położył się na brzuchu i oparł głowę na przedramionach.
— Coś się stało? — spytał Ron tonem nietypowo współczującym, biorąc pod uwagę, że wciąż nie lubił Draco.
— Nie wiem — odparł Harry głucho. — Chyba jestem beznadziejny w związkach, bo według mnie wszystko jest w porządku.
— Draco się boi — wtrącił Goyle.
— Co?! — wykrzyknął Ron. — Harry’ego?
— Że straci Harry’ego — wyjaśnił Goyle.
— Cóż, ma świetny sposób na pokazanie, że chce go zatrzymać — warknął Ron. — Popatrz na niego. Tańczy sobie z moim bratem i nie wygląda na zbyt zdenerwowanego kłótnią z Harrym.
Harry nie spojrzał. Wolałby, żeby Draco się martwił. Domyślał się, że tuż obok zapowiada się na ostrą sprzeczkę i musiał trzymać rękę na pulsie.
— To tylko poza — prychnął Goyle. — Próbuje udowodnić, że potrafi dopasować się do tych głupców.
— Głupców — powtórzył Ron. — Co daje ci prawo nazywania kogokolwiek głupcem?
— Słuchaj, rudzielcu, wiem więcej o tym, co się dzieje, niż ty — powiedział Goyle.
Harry jęknął. Zapowiadało się coraz gorzej.
— No to mów — rzucił stanowczo Ron.
— Czemu mam ci mówić?
— Bo ja też chcę się dowiedzieć — wtrącił cicho Harry. — Co zrobiłem źle?
Ron i Goyle spojrzeli na niego z zaskoczeniem, jakby zapomnieli o jego istnieniu. Po raz ostatni popatrzyli na siebie ponuro i podjęli usilną próbę, aby się uspokoić.
— Nic nie zrobiłeś — przyznał Goyle, wzruszając ramionami. — I w tym problem.
— Jak coś takiego może być problemem?! — wykrzyknął Ron.
— Zamknij się, Weasley — powiedział Goyle niemal uprzejmie, brzmiąc przez to jeszcze bardziej niebezpiecznie. — Potter pewnie chce się dowiedzieć, nawet jeśli ty nie chcesz.
Ron zerknął na Harry’ego i nie odezwał się już słowem. Goyle odczekał chwilę i kontynuował:
— Draco przez cały czas musiał wysłuchiwać, jaki to jesteś doskonały. Przynajmniej kilka razy ostrzegano go, żeby trzymał się od ciebie z daleka.
— Kto go ostrzegał? — zapytał Harry, zarówno zły, jak i zdezorientowany. — Wszyscy tutaj są naszymi sojusznikami.
Twoimi sojusznikami, nie Draco — podkreślił Goyle. — Starał się to ignorować, ale chyba ma już dosyć.
— No i co? Harry przyznał im rację, kiedy nie chciał z nim zatańczyć? — zapytał Ron.
Goyle wzruszył ramionami.
— Tak sądzę.
Harry ukrył twarz między ramionami. Miał już powyżej uszu ludzi, którzy wciąż gadali o tych wszystkich wspaniałych czynach, jakich rzekomo dokonał. Zamieniali go w boga i powoli separowali od Draco. Najpierw te obraźliwe listy, a teraz to. Nie chciał być w ich oczach perfekcyjny i pragnął tylko, żeby się zamknęli. Lub przynajmniej trzymali z dala od Draco.
— To tylko kwestia czasu, zanim mnie zostawi, prawda? — wymamrotał.
— Dlaczego miałby cię zostawić? — zdziwił się Ron. — Jesteś tym cholernym Zbawicielem, którego wszyscy chcą, ale to on cię ma.
— Ponieważ wie, że wcale nie jestem cholernym Zbawicielem — odparł Harry stanowczo, opierając brodę na dłoniach, żeby widzieć swoich przyjaciół. — Jestem tylko Harrym Potterem z mnóstwem problemów. Nie warto próbować walczyć z całym pieprzonym czarodziejskim światem.
Goyle prychnął.
— Nie pozwoliłeś, żeby ci to uderzyło do głowy, co? — zapytał.
— Większość społeczeństwa chwali moje osiągnięcia i mówi mi, jaki jestem wspaniały — powiedział Harry. — Ale nie jest mi z tym łatwo. Wciąż staram się pogodzić z myślą, że popełniłem morderstwo. Stałem się ojcem w wieku siedemnastu lat. Moja… adoptowana rodzina, czy jakkolwiek ją nazwać… Nadal próbuję się do nich dopasować. Moje życie to jeden wielki bałagan. Powiedz mi, co tak naprawdę mogę zaoferować Draco — dodał z goryczą.
— On cię kocha — odparł Goyle cicho. — Ciężko pracuje, aby odnaleźć się w tym tłumie. Dla ciebie.
— I co dostaje w zamian? — prychnął Harry. — Groźby. Chłopaka, który nie chce z nim tańczyć. Ach, do diabła. On myśli, że się go wstydzę, tak?
Ron i Goyle wymienili spojrzenia bez słowa, a Harry ukrył twarz w ramionach. Czasami naprawdę nienawidził swojego życia. Nie znosił bycia sławnym. Nie znosił, że każdy chce decydować, co jest dla niego najlepsze. Nie znosił, że nie miał pojęcia, jak pomóc Draco. Nie znosił tego, że nienawidził tańczyć.
— To co mam zrobić, żeby było lepiej? — spytał z rezygnacją. — Nie jestem pewien, czy dam radę uspokoić wszystkich ludzi, którzy mu wygrażali, ale chyba mogę spróbować.
— Pytasz tych dwóch o radę? — odezwał się Draco pogardliwie.
Harry gwałtownie uniósł głowę.
— Powinieneś mnie odszukać, wiesz? — kontynuował Draco, siadając obok.
— Ee… tak? — wydukał Harry. — Ale nie wiedziałem, o co chodzi, dopóki Goyle mi nie wyjaśnił. W naszej kłótni wcale nie chodziło o taniec, prawda?
Draco z irytacją pokręcił głową.
— Harry, jesteś beznadziejny — powiedział.
— Przepraszam — odparł Harry bezradnie. — Nie miałem pojęcia, że wszyscy tak źle cię traktują. Jestem pieprzonym Zbawicielem, więc nikt nic mi nie mówi. Dlaczego nie powiedziałeś, co się dzieje?
— A co miałem powiedzieć? Że nikt nie może znieść myśli, że jestem z ich bohaterem, i byciem ze mną robisz z siebie głupca?
Harry skrzywił się. Nic dziwnego, że swoją bezmyślną uwagą zdenerwował Draco.
— Po raz pierwszy musieliśmy tak naprawdę wejść w interakcje społeczne z innymi ludźmi — kontynuował Draco. — A ty ślepo wierzyłeś, że wszystko pójdzie idealnie. Że zostanę zaakceptowany. — Ponownie pokręcił głową. — Nie wiem, czy to dla mnie obraźliwe, czy nie. Bo ty, mimo swojej ślepoty, wciąż mnie akceptujesz i traktujesz tak samo jak zawsze.
— Czemu miałbym cię traktować inaczej? — spytał zdezorientowany Harry.
Draco przyglądał mu się z namysłem przez długie sekundy, po czym skupił uwagę na jego plecach. Przejechał palcem najpierw po kręgosłupie, a potem zaczął kreślić jakiś przypadkowy wzór. Jednak Harry szybko zorientował się, że wzór wcale nie jest przypadkowy, Draco obrysowywał kształt wytatuowanego węża.
— Poprosiłem, żebyś dziś wieczór ubrał tę koszulę, ale tak szczerze, wcale nie wierzyłem, że to zrobisz — wyznał Draco.
— Bo przypomina mi, jak byłem przebrany za dziewczynę — odparł Harry oschle.
— Nie dlatego ją wybrałem — powiedział Draco, choć uśmiechnął się lekko na wspomnienie tamtej imprezy. — Pomyślałem, że będziesz się wstydził pokazać publicznie tatuaż.
— A czemu miałbym się wstydzić? Tak, zdaję sobie sprawę, że niektórzy uważają mnie za dziwaka, ale mnie się podoba — odparł Harry i zamilkł na chwilę, uświadamiając sobie, o co tu chodziło. — Testowałeś mnie.
Draco nie przestał kreślić palcem wzoru na jego plecach, ale wyraźnie zesztywniał z niewygody.
— I co, zdałem? — zapytał Harry stanowczo.
— Na piątkę — przyznał Draco cicho . —Zapewne nie powinienem ci tego robić, ale…
— … Ale trudno jest być ze mną, skoro wszyscy traktują cię przez to źle — dokończył Harry i westchnął.
Draco wzruszył ramionami na znak zgody.
— Zezłościłem się na ciebie, bo zapomniałem, że nie grasz według zasad narzuconych przez innych ludzi. Zapomniałem, że nie masz cholernego pojęcia o swoim wizerunku. A ja jestem już tak bardzo zmęczony tym, że wciąż ktoś mi przypomina, jak mało wart jestem w porównaniu z tobą.
— Wcale nie zasłużyłem na swoją reputację — burknął Harry. — I nie raz sobie to boleśnie uświadamiałem.
Przez długą chwilę panowała cisza, przerwana wreszcie śmiechem Draco, Crabbe’a i Goyle’a. Harry tylko się w nich wpatrywał, nie wiedząc, co ich tak rozbawiło.
— To jeden ze sposobów, żeby spojrzeć na to z dystansu — powiedział Draco, kręcąc głową.
— Jesteś teraz swoim najgorszym wrogiem, Harry — odezwał się Ron. — Nawet ty nie możesz sprostać swojej reputacji.
— Wcale nie chcę sprostać swojej reputacji — zripostował Harry.
— Cieszę się — powiedział Draco.
— Czyli między nami wszystko w porządku? — zapytał Harry z nadzieją.
Draco przytaknął, ale wydawał się poirytowany.
— Nie powinienem pozwolić, żeby mnie zranili — przyznał.
— Kto to zrobił?
— Nikt, kto ma znaczenie. Dla mnie czy dla ciebie.
Harry zmarszczył brwi, ale nie drążył tematu. Draco starał się odpuścić, więc on mógł zrobić to samo. Nie chciał się dłużej kłócić i ulżyło mu, że napięcie zelżało. Ręka Draco głaskała go po plecach. Zupełnie odruchowo i bardzo relaksująco.
Cisza trwała dugo, aż wreszcie przerwał ją Ron:
— Jak możecie tak szybko skończyć kłótnię? Hermiona nie odzywa się do mnie przez kilka dni albo nawet tygodni po tym, jak się posprzeczamy.
— Bo żaden z nas nie jest dziewczyną? — zasugerował Harry i zaśmiał się, widząc niezadowoloną minę przyjaciela.
— Albo dlatego, że Harry nie zachowuje się według tych samych zasad co wszyscy inni — dodał Draco i zamyślił się na chwilę. — Powinniśmy napisać własny Kodeks Zasad Dobrego Zachowania.
Harry spojrzał na niego z ukosa.
— Dlaczego? — zapytał przeciągle.
— Gdzie są klony? — odpowiedział pytaniem Draco. — Oni mogliby pomóc. Granger też. Założę się, że nawet na imprezie ma przy sobie pergamin, pióro i atrament. Goyle, idź po nich — rozkazał.
— Draco! — wykrzyknął Harry. — Goyle nie jest domowym skrzatem i w ogóle o czym ty gadasz? — Zwykle nie miał problemu z nadążaniem za zmianami w nastroju swojego chłopaka, ale teraz poczuł się zdezorientowany.
Draco przesunął się tak, żeby szybko pocałować go w usta, i wstał.
— Zaraz wracam — rzucił i już go nie było.
Harry przyglądał się, jak odchodzi, próbując zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Już się pogodzili, a mimo to niczego z tego nie pojmował. Czy w zamian nie powinni teraz uprawiać relaksującego seksu? Jeden mały, taki na odczepnego pocałunek nie był szczególnie satysfakcjonujący.
— Merlinie, Harry, wyglądasz, jakbyś chciał go pożreć z ubraniem — skomentował Ron, wyraźnie zniesmaczony.
— Mmm, dobry pomysł — odparł Harry, podnosząc się z ziemi.
Zignorował parsknięcia Rona i zdławiony śmiech Goyle’a, i skupił wzrok na Draco, który wyglądał bardzo smakowicie. Zamierzał zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby w przyszłości jego chłopak częściej ubierał się w mugolskie spodnie.
Wcisnął się między tańczących Draco i George’a, i wsunął ręce w tylne kieszenie spodnie Draco, przyciągając go do siebie.
— Wybacz, George — powiedział przez ramię. — Nie wiem, jakie mieliście plany, ale właśnie je zmieniam. — Uśmiechnął się do Draco. — Chyba że masz coś przeciwko.
— Nie mam nic przeciwko — wymruczał Draco z iskrami w oczach.
Podobnie jak wcześniej Harry zignorował Rona i Goyle’a, tak samo teraz zignorował chichot George’a i przyciągnął Draco jeszcze bliżej. Niechętnie wysunął dłonie z kieszeni jego dżinsów i złapał go za rękę.
— Harry, masz na myśli coś konkretnego? — zapytał zaciekawiony Draco.
— Sądzę, że pod trybunami Ślizgonów nikt nam nie przeszkodzi — odparł Harry. — Wątpię, żeby ktokolwiek tam poszedł, ale nawet gdyby ktokolwiek spróbował, poczęstuję go kilkoma miłymi klątwami, których nauczył mnie twój ojciec.
Draco zachichotał.
— Nie żebym miał coś przeciwko, ale co ci się stało?
— Mam nadzieję, że ty. Albo na odwrót, nie jestem wybredny. Właśnie się pokłóciliśmy, więc teraz powinniśmy uprawiać seks.
— Zasada numer jeden w Kodeksie Manier Harry’ego: po kłótni seks na zgodę — zażartował Draco.
— Mnie to odpowiada — odparł Harry, wślizgując się pod trybuny.
Draco oparł się o jedną z ławek, a w tym czasie Harry rzucił kilka zaklęć wyciszających. Jego różdżka opadła na ziemię z bezwładnej ręki i teraz mógł tylko patrzeć na Draco.
— Podoba ci się, co? — zapytał Draco, przesuwając dłonią po swoim ubraniu.
Przełykając ślinę, Harry przytaknął. Bardzo pociągał go Draco w tym wydaniu: swobodny, zrelaksowany, z opiętymi na tyłku mugolskimi dżinsami.
Podszedł do niego bliżej i przesunął dłońmi po jego udach, a potem w górę, aż wplątał palce we włosy i przyciągnął go do pocałunku.
Natychmiast pogłębił pocałunek i wsunął język w usta Draco, przyciskając do siebie ich ciała. Uwielbiał całować Draco i mógłby robić to całymi dniami. Kochał sposób, w jaki ich języki ocierały się o siebie, a wargi naciskały jedne na drugie.
Usta Harry’ego po całym popołudniu latania były spierzchnięte, za to Draco wciąż miękkie. Och, i takie uległe. Draco pozwoli, by to Harry dominował. Czasami sam wolał dominować, ale nie dzisiaj.
Harry nie był pewien, czy Draco potrzebuje jakiejś formy zapewnienia, czy może był w nastroju, by oddać przewodzenie. Tak czy owak, z radością się dostosował. Uwielbiał zadowalać Draco.
Wciąż się całowali, jednak uwaga Harry’ego została rozproszona. Szarpnął lekko pasmo jedwabistych włosów i usłyszał cichy jęk. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo Draco lubił, gdy bawił się jego włosami. Tak samo jak on lubił się nimi bawić.
I wiedział, że Draco nie pozwoliłby na to nikomu innemu. Wygląd wiele dla niego znaczył, a jednak nigdy nie narzekał, gdy Harry niszczył mu fryzurę. Po wszystkim bez słowa po prostu ją wygładzał i tyle.
Wciąż wiele musieli nauczyć się o sobie nawzajem i Harry z niecierpliwością oczekiwał każdego doświadczenia. Teraz skupił się na szyi Draco, znając już jej najwrażliwsze miejsca i przewidując reakcję.
— Harry — wyjęczał Draco, dłonią na karku lekko przytrzymując jego głowę na miejscu.
— Mój — wymruczał Harry i jeszcze mocniej wessał się w delikatną skórę gardła. Pozostawił na niej swój ślad, a wszyscy, którym się to nie podobało, mogli się pieprzyć.
Draco odruchowo zacieśnił uchwyt na jego karku.
— Zaborczy drań z ciebie, co? — zapytał.
Harry delikatnie liznął malinkę, po czym odsunął się, żeby podziwiać swoje dzieło.
— Lubisz, kiedy jestem zaborczy — powiedział, jednocześnie uświadamiając sobie, jakie te słowa są prawdziwe. Zwłaszcza teraz, gdy tak wielu ludzi było przeciwnych ich związkowi, Draco musiał być pewien, że należy do niego. Ponownie zaczął go zachłannie całować, tak żeby nie pozostało żadnych wątpliwości, jak bardzo go pragnie.
Spróbował wsunąć dłonie w tylne kieszenie jego spodni i Draco odchylił biodra od belki, żeby mu na to pozwolić. Dzięki temu ich uwięzione w spodniach erekcje otarły się o siebie mocniej.
— Kurwa — syknął Harry, przerywając pocałunek.
Dżinsy były wygodne i seksowne, ale teraz stały się nieprzyjemnie ciasne, więc chciał je jak najszybciej zdjąć. Jeszcze raz uścisnął pośladek Draco i wysunął dłonie z kieszeni, wyjątkowo przytulnych, jednak wolał skupić się na zamku z przodu dżinsów. Draco już zdołał uporać się z własnymi spodniami i osunąć je do kolan.
Harry jęknął, gdy palce Draco owinęły się wokół jego penisa. A jeszcze bardziej ucieszyło go, gdy po chwili Draco wydał z siebie całkiem podobny odgłos.
— Masz zamiar mnie pieprzyć? — zapytał Draco, powoli przesuwając dłonią po erekcji Harry’ego.
— Nie, jeśli dalej będziesz tak robił — wystękał Harry.
Draco uśmiechnął się złośliwe i odsunął dłoń.
Harry zmrużył oczy i uważnie mu się przyglądał, lekko przesuwając kciukiem po główce penisa, jednocześnie delikatnie uciskając podstawę. Szare oczy ukryły się za trzepoczącymi rzęsami. Z jakichś niewyjaśnionych powodów Draco był bardziej podniecony niż on. Harry to uwielbiał.
— I co, kręci cię robienie tego na terytorium Ślizgonów? — zapytał.
W odpowiedzi otrzymał jedynie przeciągły jęk.
— O tak, to prawda — ciągnął, bardzo chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o swoim małym odkryciu. — Podoba ci się pomysł pieprzenia się właśnie tutaj. Założę się, że miałeś na ten temat mnóstwo fantazji. Czy kiedy siedziałeś na trybunach, wyobrażałeś sobie, jak to jest, gdy wymykasz się podczas meczu, a ktoś ci obciąga?
Penis w jego ręce nagle zesztywniał. Draco otworzył szeroko oczy, a Harry powoli oblizał usta i obserwował, jaką to wywoła reakcję.
— I co mam z tobą zrobić? Chcesz, żebym ci obciągnął?
— Proszę — wymamrotał Draco.
Harry’ego zaskoczył ten błagalny ton, ale bardzo chciał spełnić prośbę, opadł więc na kolana. Draco pospiesznie zsunął z bioder i ud bieliznę, po czym, zupełnie odsłonięty, oparł ręce na belce za sobą.
— Jasna, pieprzona cholera — westchnął Harry. Nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji. To było seksowne, ekscytujące i całkowicie wbrew zasadom.
— Proszę — powtórzył Draco bezwstydnie.
Harry nie zamierzał odmawiać. Złapał za podstawę penisa Draco i przesunął językiem po główce, smakując słoną wydzielinę. Spojrzał na Draco spod opuszczonych powiek, chcąc zobaczyć jego reakcję. Ujrzał twarz wykrzywioną z rozkoszy i oczy pełne pragnienia. Oczy błagające równie wyraziście jak wcześniej usta.
Decydując, że nie będzie się drażnił, nie tym razem, wziął penisa Draco do ust i ssał zachłannie, uwielbiając jego smak i ciężar na języku, choć wzrok wciąż miał utkwiony w jego twarzy. Skrzywił się, gdy Draco gwałtownie odchylił głowę i uderzył nią o belkę, ale chyba się tym nie przejął, bo jego biodra szarpnęły do przodu w niemej prośbie o więcej.
Harry starał się jak najlepiej, zaciskając wargi i kreatywnie wykorzystując język. Nie potrafił wziąć go tak głęboko, jak Draco, ale użył ręki, aby zniwelować różnicę.
Drugą rękę zacisnął delikatnie na jego jądrach. Opuścił na chwilę penisa, wziął je do ust i lekko possał.
— Och, kurwa — stęknął Draco. — Jak dobrze. Nie przestawaj.
Harry nie zamierzał. Wrócił do penisa, ale wcześniej dwa swoje palce mocno poślinił.
— Tak, proszę — sapnął Draco, próbując szerzej rozsunąć nogi, aby ułatwić mu dostęp. Zadanie nie należało do prostych, biorąc pod uwagę, że wciąż miał na sobie spodnie.
Unosząc wzrok, Harry zdał sobie sprawę, że Draco znowu go obserwuje. Łagodnie potarł jego wejście i wsunął palec do środka. Draco mocno przygryzł wargę, co oznaczało, że jest blisko, więc Harry przesunął językiem po żyle na spodzie penisa, jednocześnie ssąc energicznie i wciskając palec głębiej.
Draco zacisnął powieki, jęknął przeciągle i wytrysnął. Harry przełknął bez wahania i skierował rękę ku własnej erekcji. Masturbował się, nie spuszczając wzroku z twarzy Draco.
Draco otworzył oczy i spotkał jego spojrzenie.
— Dojdziesz dla mnie? — zapytał, oddychając gwałtownie.
Harry już niczego więcej nie potrzebował.
Wciąż drżąc z powodu zaskakującej siły orgazmu, upadł do tyłu i rozciągnął się na trawie. Uspokajając oddech, popatrzył na Draco. Jego chłopak wyglądał wyjątkowo niechlujnie. Ale też na wyjątkowo zadowolonego.
— Chyba chciałbym usłyszeć więcej o twoich fantazjach. Seks pod ślizgońskimi trybunami nie jest zbyt wyszukany, ale założę się, że masz kilka zwariowanych pomysłów, które przychodziły ci do głowy przez ostatnie lata — powiedział Harry.
Draco zebrał siły, by odepchnąć się od belki i zaczął porządkować swoje ubranie.
— Nie będziesz myślał, że to mało wyszukane, gdy zrobimy to podczas prawdziwego meczu.
Harry uniósł brew.
— Co?
— Nie chciałbym, żeby twoje życie stało się nudne — powiedział Draco z uśmiechem. — Zamierzasz wstać czy zostajesz?
Narzekając pod nosem, że musi się ruszyć, Harry stanął i ogarnął nieco ubrania. Sięgnął po różdżkę, schował ją do tylnej kieszeni, po czym obaj wyślizgnęli się z kryjówki.
Pod ich nieobecność ktoś rozpalił na środku boiska magiczne ognisko. Muzyka wciąż grała, ale w gęstniejącym mroku wszyscy zajęli miejsca wokół ognia.
Po drodze do pozostałych Draco złapał za butelkę Ognistej, ukrytą przy nodze jednego ze stołów.
— Planujesz się upić? — zapytał Harry.
— A czemu nie? Dziś w nocy mieliśmy być nieodpowiedzialni. Znasz na to lepszy sposób?
Hary spojrzał na butelkę ostrożnie.
— Pamiętam, jak ostatnio się upiłem — powiedział.
— Ja też — wycedził Draco. — Mieliśmy potem fantastyczny seks. Już się nie mogę doczekać późniejszego pieprzenia.
Śmiejąc się, Harry trącił go łokciem.
— Wiesz, że jestem za niski, żeby pieprzyć się pod ścianą, nawet gdybyśmy mieli jakąś ścianę pod ręką.
— Poradzimy sobie — zapewnił Draco. — Prawdopodobnie i tak by się nie udało, gdybyśmy byli pijani.
— Dużo o tym myślałeś, co?
— A czy jest coś, o czym powinienem myśleć poza seksem? — zapytał Draco, wyginając brew.
Harry uśmiechnął się i wziął go za rękę.
— Nie, nie ma.
— Obaj wyglądacie na zadowolonych — skomentował Blaise, kiedy podeszli do ogniska i usiedli obok niego i Ginny.
— I to bardzo — odparł Draco. Otworzył whisky i napił się prosto z butelki.
Jak udało mu się nie skrzywić, Harry nie miał pojęcia, bo kiedy przejął Ognistą i sam się napił, nie potrafił powstrzymać grymasu z powodu palącego uczucia w przełyku.
— Gdzie są klony? — zapytał Draco, rozglądając się po małych grupkach skupionych wokół ogniska.
Ginny potrząsnęła głową.
— Myślę, że klony są gdzieś z Angeliną i Alicją — odpowiedziała.
— Z dziewczynami? — prychnął Draco. — Bardzo się na nich zawiodłem. — Ostentacyjnie zignorował Blaise’a i Ginny, którzy na te słowa wywrócili oczami, i wziął kolejny łyk whisky. — Byłem pewien, że mi pomogą, ale muszę poradzić sobie inaczej.
Chichocząc pod nosem, Harry rozciągnął się na trawie i ułożył głowę na jego kolanach. Aż podskoczył, gdy Draco nagle krzyknął:
— Granger!
— Czego od niej chcesz, Malfoy? — warknął wyjątkowo niezadowolony Ron.
— Potrzebuję pergaminu i atramentu — odparł Draco.
— Czemu myślisz, że Hermiona ma je przy sobie?
Wszyscy wokół parsknęli śmiechem. Zarumieniona Hermiona pojawiła się w polu widzenia Harry’ego kilka sekund później.
— Po co ci torba, Hermiono? — zdziwił się Ron. — Jesteśmy na imprezie.
— Przydaje się, prawda? — odpowiedziała i usiadła przy nogach Harry’ego. — Cześć — przywitała się.
Uśmiechając się do niej, Harry szturchnął ją kolanem.
— Nieprawda — zaprotestował Ron, opadając obok niej. — To tylko Malfoy czegoś potrzebuje.
— Ale po co? — spytała Ginny.
Wszyscy z zaciekawieniem spojrzeli na Draco.
— Musze napisać Kodeks Zasad dla Harry’ego — odparł Draco, jakby miało to jakiś sens.
— Ciągle o tym myślisz? — odezwał się Harry.
— Oczywiście — wycedził Draco. — Genialne obciąganie nie zniszczy genialnych planów.
Harry przyłożył dłonie do twarzy, dochodząc do wniosku, że lepiej będzie trzymać usta zamknięte. Pomimo dźwięku chichotów Hermiona odważyła się zapytać, o co chodzi z Kodeksem Zasad.
— Harry przestrzega swoich własnych zasad — odparł Draco. — Myślę, że najwyższy czas, żeby je spisał.
Ron prychnął głośno.
— Jaki w tym sens? Zasada numer jeden Harry’ego polega na ignorowaniu zasad — zauważył.
Harry przesunął rękę za głowę, uniósł się i uśmiechnął do przyjaciela. Nawet Hermiona się zaśmiała.
— Kto wiedział, że Weasley może być zabawny? — wtrącił Blaise żartobliwie.
— Ma swoje dobre chwile — powiedziała Ginny, posyłając bratu wyzywające spojrzenie. Poszła śladem Harry’ego, położyła głowę na kolanach Blaise’a i umościła się wygodnie.
Draco napił się Ognistej Whisky.
— Obawiam się, że Weasley znów ma rację — przyznał. — A seks na zgodę po kłótni będzie drugą zasadą.
Harry nie był pewien, czy sceptyczna mina Rona tyczy się przyznania mu racji, czy drugiej zasady, ale i tak była śmieszna.
Machnął na Crabbe’a i Goyle’a, żeby dołączyli do ich grupy.
— Zasada numer trzy — powiedział Draco. — Przygarniać bezdomnych.
— I co z nimi robić? — zapytał Ron.
— Oczywiście to, co się robi ze wszystkimi bezdomnymi — odezwała się Hermiona z kamienną miną. — Znaleźć im dom.
— Och — mruknął Ron, wywołując tym u Harry’ego, Ginny i Blaise’a wybuch śmiechu.
Crabbe i Goyle nie mieli pojęcia, nad czym Draco i Hermiona debatują z taką uwagą. Hermiona w końcu wyciągnęła pergamin, atrament i pióro, aby spisać zasady.
— Naprawdę to zrobisz? — spytał Harry.
— Pewnie — wycedził Draco. — Może dla ciebie nie ma to znaczenia, ale reszta z nas potrzebuje twojego Kodeksu Zasad, żebyśmy mogli za tobą nadążyć. Czasem o nich zapominamy.
— Przydałby się na początku wakacji — mruknął Ron.
— Dokładnie — zgodził się Draco. — Ale teraz też się przyda. Fakt, że Harry zabił Czarnego Pana, nie oznacza, że nie będzie szukał kłopotów.
— I to jest zasada numer cztery — wtrąciła Hermina. — Szukać kłopotów w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach.
— Ale ja ich wcale nie szukam! — wykrzyknął Harry. — Tego lata to Draco pojawił się u Dursleyów. Nie kazałem mu tam przychodzić!
— Czyli twierdzisz, że imię Draco to Kłopot? — zapytał niewinnie Blaise.
— To jego drugie imię — odparł Harry z udawaną powagą.
— Cóż, to wyjaśnia, czemu go lubisz — skomentował Ron, wywołując tym kolejną falę śmiechu.
— Dzięki, Harry — wycedził sardonicznie Draco.
— Nie ma za co — opowiedział Harry z uśmiechem. — Wiesz, że cię kocham.
— Tak, jesteś bardzo przekonujący w tej kwestii — odparł Draco oschle, ale jego palce powędrowały do włosów Harry’ego i przeczesały grube pasma.
— W Kodeksie Zasad Malfoyów najwyraźniej istnieje punkt, że nigdy nie wolno obrażać sojuszników — odezwał się Blaise. — A w Kodeksie Pottera? Obrażać wszystkich po równo.
— Nauczył się tego od Severusa — powiedział Draco.
— To najlepszy sposób na przetrwanie w naszym domu — zaprotestował Harry.
— To nie ma nic do rzeczy — odparł Draco lekceważąco.
— Och, przyszła mi do głowy kolejna zasada — wtrąciła Hermiona. — Jeśli coś jest niemożliwe, znaleźć sposób, żeby stało się możliwe.
— Ten punkt powinien znaleźć się w pierwszej dziesiątce — zgodził się Draco. — I jeszcze to: jeśli nie podoba ci się, co mówią ludzie, zignoruj ich.
— To nie jest żadna zasada — zaprzeczył Harry.
— W taki sposób żyjesz, więc prawie się nadaje — odparł Draco. — A teraz cisza i pozwólcie nam pracować.
Harry wziął od Draco butelkę i napił się porządnie, uznając, że chyba nie jest dostatecznie otumaniony alkoholem, żeby brać udział w tej dyskusji. Czując się wyjątkowo dobrze, po prostu się zrelaksował i słuchał, jak jego przyjaciele bawią się, spisując zupełnie przypadkową w jego opinii listę zasad.
Ich grupa powoli się powiększała. Dołączyli do niech Neville i Luna, Dean i Seamus, Daphne, Lavender i bliźniaczki Patil. Tworzyli już całkiem spore zgromadzenie, gdy powietrze rozświetliły pierwsze fajerwerki.
Hermiona szybko zgasiła magiczne ognisko i zapaliła pochodnie wokół boiska.
— Chyba już wiemy, co teraz robią klony — zażartował Draco.
Harry nie za bardzo orientował się, gdzie są bliźniaki, ale z pewnością ciężko pracowali. Reszta obecnych na imprezie zebrała się przed zamkiem, a Fred i George prawdopodobnie znajdowali się gdzieś pomiędzy nimi a boiskiem, kiedy odpalili swoje produkty. Wielu fajerwerków Harry nie rozpoznawał, uznał więc, że to nowe kreacje.
Pokaz okazał się naprawdę spektakularny. Sztuczne ognie były ogromne, pełne dźwięków, światła i kolorów. Wiatraczki wirujące w powietrzu. Petardy szybujące wysoko w niebo, zanim wybuchły. Kalejdoskopy, najpierw tworzące zwarte koło, które po chwili rozszerzało się i tworzyło inny wzór.
— To cudowne. — Harry’emu aż zaparło dech w piersi.
— Przeszli samych siebie — zgodził się Ron.
Pojawiły się fajerwerki o konkretnym kształcie i znaczeniu, przypominające Harry’emu mugolskie neony. Gryfy, smoki, węże. Powszechną wesołość wywołały duże kanarki i różowe wiewiórki.
Nagle śmiech ucichł, gdy do widowni dotarło, że fajerwerki tworzą słowa. Początkowo były poważne, wywołują ochy i achy u dziewcząt, zapewne dlatego, że towarzyszyły im świecące kwiaty.
WOLNOŚĆ. UROCZYSTOŚĆ. ŻYCIE, MIŁOŚĆ I ŚMIECH.
Harry patrzył z rosnącym przerażeniem, gdy wiadomości się zmieniały:
HARRY POTTER
ZABIŁ CZARNEGO PANA, NIECH ZDYCHA STARY KASTRAT
TERAZ MU DZIĘKUJEMY, ŻE OCALIŁ ŚWIAT
SŁUCHA SŁÓW UZNANIA, STRACH GO PARALIŻUJE
„NIE ZROBIŁEM TEGO SAM”, POWIEDZIAŁ NAM DZISIAJ CZULE
A W MYŚLACH CHCIAŁ DODAĆ: „ZOSTAWCIE MNIE”
WIELCE SIĘ LUBUJE W SZARYM KOLORZE
ZNAMY GO Z TEGO, ŻE PRZYGARNIANIA BEZDOMNYCH
A JEGO WŁOSY CZĘSTO SĄ ZMIERZWIONE
ALE WSZYSCY I TAK GO UWIELBIAMY
I W TYM MIEJSCU SZCZERZE ZAPEWNIAMY
ŻE TERAZ MOŻESZ SIĘ BAWIĆ, KOCHANY!
Jasny deszcz fajerwerków przerwał makabryczny wierszyk, a moment później pojawił się napis:
HARRY KOCHA DRACO
Jaskrawymi, czerwonymi literami, otoczony błyszczącymi serduszkami.
Na domiar wszystkiego Harry nagle wylądował na trawie, bo Draco zaczął śmiać się tak mocno, że musiał zgiąć się wpół. Słysząc podobny śmiech wszędzie wokół, przetoczył się na brzuch i ukrył twarz w dłoniach. Minie jeszcze wiele, wiele dni, zanim zdoła uporać się z traumą po dzisiejszej nocy.
Przez co najmniej kilka następnych minut rozważał różne pomysły na zemstę na bliźniakach, zanim ktokolwiek zorientuje się w jego planach.
— Harry, dobrze się czujesz? — zapytała Hermiona.
Zachichotała, gdy Harry uniósł głowę, żeby na nią spojrzeć, ale zaraz bardzo się starała zachować poważną minę. Nie udało jej się, więc bez słowa podała mu butelkę Ognistej
Harry jęknął z rezygnacją. Jeśli Hermiona oferowała mu alkohol, to naprawdę sytuacja przedstawiała się tak źle, jak myślał, i to wcale nie był makabryczny sen.
— To gorsze niż wierszyk Ginny na Walentynki — mruknął, siadając i biorąc od Hermiony butelkę.
I natychmiast pożałował swoich słów, bo jego przyjaciele zaczęli recytować wspomniany wiersz. Ginny zacytowała pierwszą linijkę, potem dołączyło do niej kilka następnych osób, a ostatni wers wykrzyczała już każda z otaczających go osób:
Ma oczy zielone jak pikle z ropuchy
Jego włosy są czarne jak tablica.
O, gdyby moim został, bohater mych snów,
służyłabym mu jak diablica.
*
Kiedy wszyscy znów wybuchli śmiechem, Harry ostro pociągnął z butelki.
— Nienawidzę was — oznajmił, a w odpowiedzi otrzymał kolejną porcję śmiechu.
— Ale mnie kochasz — powiedział Draco. Łzy spływały mu po policzkach. — Tak tu jest napisane — dodał, wskazując na niebo.
Harry przekręcił głowę, by spojrzeć. Faktycznie, słowa wciąż błyszczały jaskrawo na ciemnym tle. Wrócił wzrokiem do Draco i podejrzliwie zmrużył oczy.
— Nie miałeś z tym nic wspólnego, prawda?
— Nie, ale uważam, że to całkiem fajne — odparł Draco wesoło.
— Pewnie — mruknął Harry oschle, kręcąc głową z rezygnacją. — Zawsze lubiłeś mnie upokarzać.
Draco odebrał od niego butelkę, napił się i odłożył ją na bok. Przekręcił się i niemal położył na Harrym, opierając ciężar ciała na łokciach. Przez kilka sekund całował go leniwie, po czym się odsunął.
— Chcesz coś wiedzieć? — zapytał.
— Co? — odpowiedział Harry z wahaniem.
— Mógłbym żyć bez tej czerwieni i cholernych serduszek, ale uważam, że pomysł, aby ogłosić wszem i wobec, że mnie kochasz, jest genialny. Tak się składa, że też cię kocham, więc wszystko idealnie pasuje.
— Draco, jesteś pijany? — zapytał Harry.
— Nie, jasne że nie — odparł Draco z oburzeniem, po czym zmarszczył brwi w zamyśleniu. — Może trochę — przyznał.
Harry uśmiechnął się z rozbawieniem. Draco musiał być naprawdę pijany, skoro przyznał, że podobają mu się śmieszne wyznania wypisane na niebie. Tym sposobem dał mu nieco amunicji na czas, kiedy z pewnością wypomni mu ten cholerny idiotyczny wierszyk.
— To co robimy, chłopaki?
Mrużąc oczy, Harry uniósł wzrok i popatrzył na Freda i George’a.
— Gramy w chowanego — odpowiedział. — Nieważne, gdzie się schowacie, znajdę was, kiedy najmniej się będziecie tego spodziewać.
Obaj uśmiechnęli się do niego, najwyraźniej wcale nieprzestraszeni.
— Podobało ci się widowisko? — spytał niewinnie Fred.
Draco przekręcił się na bok i uśmiechnął do bliźniaków radośnie.
— Nie sądzę, żeby Harry je docenił, ale mnie podobało się bardzo — powiedział.
— Większość pokazu była naprawdę cudowna — przyznał Harry. — Tylko niektóre fragmenty jakoś mi się nie spodobały — dodał oschle.
— Musieliśmy to pokazać — przyznał George bez wahania. — A ten ostatni pokaz? To świetny sposób na reklamę naszej najnowszej linii fajerwerków.
— Mnóstwo ludzi szuka sposobów, aby pokazać swoim bliskim, na kim im zależy — dodał Fred. — Pomyśl o tych wszystkich osobach, które szukają specjalnego sposobu na oświadczyny.
Harry wywrócił oczami, uświadamiając sobie, że prawdopodobnie powinien spodziewać się z ich strony jakiegoś figla, skoro przez cały dzień zachowywali się w miarę grzecznie. I zapewne nie po raz pierwszy po prostu skorzystali z okazji, aby wypromować swoje produkty.
Wszyscy pogratulowali bliźniakom pokazu sztucznych ogni i powoli dyskusje zboczyły na inne tematy. Harry poczuł ulgę, kiedy przestał być tematem rozmowy. Przenigdy nie zamierzał stać się główną atrakcją tej imprezy.
Mieli się bawić i tylko o to chodziło. Spędzili na boisku jeszcze kilka godzin, niemal aż do świtu. Muzyka i śmiech. Przyjaciele i zabawa. Nie przeszło to bez bólu, ale i tak będzie to dzień, który Harry zapamięta do końca życia.


* tłumaczenie za Polkowskim


cdn
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 555
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez MargotX » 10 mar 2018, o 21:41

Wygląda na to, że Harry zdecydowanie łatwiej radził sobie z nawiązywaniem relacji i kolejno związku z Draco w czasie wojennym, kiedy to nie musiał się jakoś specjalnie afiszować, wręcz przeciwnie. Poza tym, nie było wtedy konfliktu interesów w tej kwestii między nim i Draco, bo Malfoy również musiał jak najdłużej chronić swoją prywatność. Teraz sytuacja jest z jednej strony nieco komiczna, z drugiej - momentami odrobinę irytująca. Draco uwielbia być w tzw. świetle jupiterów, ale przez wiele osób jest postrzegany jako persona non grata u boku Harry'ego. Potter z kolei, najchętniej wlazłby do mysiej dziury by uniknąć popularności i szumu wokół siebie, a zdaje sobie również sprawę, że jego publiczne wsparcie dla Draco i pokazanie wszystkim, jak ważny jest dla niego, to coś, co powinien zrobić. I jak tu pogodzić te sprzeczne interesy? ;) Miejmy nadzieję, że jakoś się to uda naszej dwójce i kiedy pierwsza fala niezdrowej sensacji minie, będą mogli spokojnie wrócić do Hogwartu i pożyć normalnym życiem nastolatków.

Chyba bym się pocięła tępym nożem, gdybym nie zdążyła podziękować za kolejny, przedostatni już! rozdział, zanim pojawi się końcowa odsłona. Udało się jednak wrzucić kilka słów i mam nadzieję, że ktoś jeszcze doceni Twoją tytaniczną pracę ZANIM zakończysz tłumaczenie "Tajemnic". To naprawdę jest wręcz niewyobrażalne, że kolejny kolos, skazany już niemal na klęskę, doczeka się ostatniej kropki. Kaczalko, nie powtórzę już po raz enty wytartych zwrotów, powiem jedynie: dziękuję. :serce:
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2060
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Kaczalka » 3 kwi 2018, o 10:03

Ufff, koniec. Nie będę pisać, jak bardzo się cieszę, że podołałam i mam to za sobą ;)


Rozdział sześćdziesiąty drugi

— Wiktorio! — wykrzyknął Harry z irytacją.
Dziewczynka zignorowała go i posłała na podłogę kolejną fontannę wody.
Harry przykucnął z rezygnacją. Przynajmniej udało mu się ją umyć, włącznie z włosami.
Spojrzał na siebie. Może nie był czysty, ale z pewnością kompletnie mokry.
— Wyglądasz, jakbyś wytaplał się w wannie — wycedził Draco, oparty w swobodnej pozie o framugę drzwi.
Harry spojrzał na niego drwiąco przez ramię.
— Wiedziałeś, że tak się stanie — odpowiedział. — To ty kupiłeś jej tą nową… — Machnął dłonią w stronę wanny. — Czymkolwiek jest to cholerstwo, które wszędzie rozlewa wodę.
— To się nazywa wieloryb — podpowiedział Draco pomocnie.
— Wiem, że to wieloryb — odparł Harry, żałując, że Draco nie stoi na tyle blisko, aby mógł go trzepnąć. — Ale jakoś trudno mi traktować to jako zabawkę. Zabawki nie są takie prawdziwe. Nie tryskają niespodziewanie wodą, bo akurat wynurzyły się na powierzchnię i chcą zaczerpnąć powietrza!
— To nie moja wina, że jesteś słabo wykształcony w kwestii magicznych zabawek — zripostował Draco.
— Wiktorio, myślę, że twój tatuś powinien tu podejść, żebyśmy mogli nauczyć go czegoś o wielorybach — powiedział Harry lekkim tonem.
— Plum! — odparła Wiktoria, podnosząc zabawkę z wody i ponownie opryskując Harry’ego.
Harry prychnął, Wiktoria zachichotała, a Draco roześmiał się głośno, stojąc bezpiecznie przy drzwiach.
— No dobra, koniec — oświadczył Harry. — Zarówno kąpieli, jak i zabawy.
Wyjął dziewczynkę z wanny, owinął puszystym ręcznikiem i przekazał w ręce Draco.
— Możesz ją ubrać, ja wychodzę.
Idąc po schodach, wciąż słyszał śmiech Draco. Wytarł się, założył spodnie od piżamy i wrócił do pokoju dziecięcego, gdzie tym razem to on przystanął oparty o framugę drzwi. Przyglądał się, jak Draco kołysał Wiktorię, czytając jej bajeczkę. Dziewczynką już zasypiała i Draco wkrótce położył ją do łóżeczka.
— Dzisiaj poszło szybko — zauważył Harry.
Draco wzruszył ramionami.
— Miała pracowity dzień — odpowiedział. — Myślę, że urodziny się udały, mimo że zrobiliśmy je trochę wcześniej.
Harry parsknął.
— Z pewnością ma wystarczająco dużo nowych zabawek i ubrań, żeby przetrwać kolejny rok.
— Wydaje się, że bardzo podoba jej się nowa zabawka do kąpieli — odparł Draco niewinnie.
— Naucz mnie zaklęcia, które wyłącza to cholerstwo — zażądał Harry. — Na pewno je znasz.
— Być może.
Draco uśmiechnął się, co według Harry’ego oznaczało przyznanie się, ale zaraz naszła go inna myśl.
— Uważasz, że będzie miała problem z przystosowaniem się do życia w Hogwarcie? — zapytał, patrząc na spokojnie śpiącą Wiktorię. — W końcu to nasz ostatni wieczór tutaj.
— Da sobie radę — uspokoił go Draco. — Przecież przystosowała się do twoich krewnych, prawda?
Harry zamrugał, próbując sobie to przypomnieć. Miał wrażenie, że od tamtego czasu minęło całe życie, a on był tak zajęty, że teraz wszystko zdawało się rozmazane.
— Będzie dobrze — zapewnił Draco, kiedy Harry nic nie odpowiedział. — To my będziemy mieli problem z przystosowaniem — dodał z żalem.
Wzdychając, Harry mógł się z nim tylko zgodzić.
— Żadnych ponurych myśli — nakazał Draco. — Już słyszę, jak formują je w twojej głowie.
— Słyszysz je? — odparł Harry, wyginając brew.
— Tak, jasne — zapewnił Draco z dumą. — Z czasem stałem się ekspertem w rozpoznawaniu twojej miny pod tytułem „naszły mnie ponure myśli”.
Harry potrząsnął głową z irytacją, ale zrobiło mu się przyjemnie, że Draco tak dobrze go znał. Ostatnio przychodziło mu do głowy sporo depresyjnych myśli i zastanawiał się, jak sobie poradzi bez Draco. Ale jego chłopak nie pozwalał, by zbyt długo się zadręczał.
— Chodź — powiedział Draco, łapiąc go za rękę i ściskając uspokajająco. — Zobaczymy, co robią inni.
— Czemu jesteś już w piżamie? — zapytał zaciekawiony Remus, gdy weszli do salonu. — A może jestem zbyt ciekawski? — dodał ostrożnie, widząc krzywą minę Harry’ego.
Draco zaśmiał się głośno.
— Musiałem się przebrać, a ponieważ niedługo pójdę spać, ubranie piżamy wydawało się sensowne — odpowiedział Harry logicznie.
— Ależ z ciebie idealny Ślizgon — skomentował Lucjusz z rozbawieniem. — Zauważyliście, jak zgrabnie odpowiedział na pytanie, a jednocześnie nie wspomniał o powodzie, dla którego musiał ubrać piżamę?
Wywracając oczami, Harry opadł na kanapę i ułożył stopy na stoliku do kawy. Draco usiadł obok niego i wyjaśnił wszystkim wypadek z wielorybem.
— Miło mi, że Wiktoria ciszy się z prezentów — powiedziała Narcyza.
— Musimy koniecznie dopilnować, żeby nie zapomnieć spakować wieloryba — dodał Draco, czym zarobił klapsa od Harry’ego.
— Wszyscy są już spakowani? — zapytał Severus, jawnie sugerując, że pozytywna odpowiedź jak najbardziej leży w ich interesie.
Crabbe i Goyle skinęli głowami, Blaise’a nie było, ponieważ na te kilka ostatnich dni wakacji postanowił pojechać do mamy. Harry’emu nie chciało się odpowiadać.
Draco zerknął na niego znacząco, zanim się odezwał:
— Tak, obaj jesteśmy już spakowani. Zostało tylko kilka rzeczy, które dopakuję rano — wyjaśnił.
Harry spojrzał na niego z zaskoczeniem.
— Już się spakowałem?
— Tak — odpowiedział Draco. — Podczas gdy ty byłeś zajęty walką z wielorybem, ja skończyłem pakowanie naszych kufrów.
— O, dzięki. Nienawidzę tego robić.
— Zauważyłem — odparł oschle Draco.
— Rano zabierzemy wasze rzeczy do Hogwartu — powiedziała Narcyza. — Wiem, że na ostatni rok w szkole chcecie pojechać pociągiem, ale nie ma sensu, żebyście obciążali się bagażami.
— Tak czy owak, mamy zbyt wiele kufrów, żeby je zabrać do pociągu — powiedział Draco.
— Mamy? — spytał Harry z powątpiewaniem.
— W jednym są książki i przybory szkolne, w drugim ubrania, a w trzecim cała reszta — wyjaśnił Draco. — Same rzeczy twoich zwierzaków zajmą pół kufra.
— Na pewno nie aż tyle — zaprotestował Harry.
— Nie mogę ich spakować do jutrzejszego ranka, ale sama żerdź Fawkesa, nawet pomniejszona, zajmie sporo miejsca. Nie mamy terrarium dla węży, więc będziemy je musieli przenieść na sobie. Jednak zapasy ich karmy i jedzenie dla ptaków są już spakowane.
— Super, że tak to wszystko ogarnąłeś — powiedział Harry, robiąc krzywą minę.
— No pewnie — prychnął Draco. — Gdyby to zależało od ciebie, nigdy nie dotarlibyśmy na czas na stację.
— Bardzo się cieszę, że wybraliście pociąg — powiedział Remus. — To integralna część podróży do Hogwartu.
— Jakoś tak nie wydało mi się w porządku, żeby się aportować albo przenieść siecią Fiuu — przyznał Harry. — Poza tym Draco jako prefekt naczelny powinien pojechać pociągiem.
— Zastanawiałem się, ilu pierwszaków zdołam w tym roku przerazić — wymamrotał Draco.
Harry wywrócił oczami.
— Samą swoją obecnością przerazisz nie tylko pierwszorocznych — powiedział. — Ale odkąd masz Wiktorię, wydajesz się mniej straszny.
— Czyli dobrze się składa, że nie będzie z nami przez cały czas — odparł Draco z uśmiechem.
Harry odwzajemnił uśmiech i spojrzał na Crabbe’a i Goyle’a.
— Nie chcę widzieć, jak wy dwaj pomagacie mu terroryzować innych uczniów — oznajmił, kiwając im palcem.
— Będziemy zajęci chronieniem ciebie — zapewnił Crabbe, szczerząc się szeroko.
Poddając się, Harry uniósł ręce do góry, ale także się uśmiechnął, ciesząc się radością osób zebranych w pokoju.
— Czuję ulgę, że jutro Wiktorii nie będzie z wami — powiedziała Narcyza, kręcąc głową.
— Tak, ja też — przyznał Harry. — Wątpię, czy pozwolono by nam zabrać ją do pociągu, do tego nie mamy pojęcia, czego się spodziewać, więc lepiej, żeby jej tam nie było.
— Ze mną w Hogwarcie będzie bezpieczniejsza — zgodziła się Narcyza. — Mrużka przygotowała już dla niej dziecięcy pokój, więc będzie się tam dobrze czuła. Czeka ją wystarczająco dużo emocji, gdy jutro wieczorem weźmie udział w uczcie powitalnej.
— Usiądzie ze mną? — zapytał Harry, zerkając na Draco. — Przy stole Gryfonów?
— Tak — odparł Draco z grymasem. — Ale nie dlatego, że mi się to podoba, tylko nie jestem pewien, czy wśród Ślizgonów nic jej nie zagrozi.
— To dziwne, że rozdzielimy się akurat w Wielkiej Sali na oczach wszystkich — zasmucił się Harry.
Draco wzruszył ramionami, również z tego niezadowolony.
— Wkrótce przywykniemy do nowego trybu życia i będzie nam łatwiej — uspokoił ich Remus.
Ludzie wokół kontynuowali dyskusję na temat przyszłego roku, Harry jednak wrócił myślami do poprzedniego tygodnia. W zasadzie było cudownie. Uśmiechnął się lekko, przypominając sobie obietnicę Draco o seksie, quidditchu i spaniu. I dotrzymał słowa. Część o śnie stała się nieco kłopotliwa, ponieważ Draco wymusił na Severusie, by mu co nieco wyjawił, i sprawa skończyła się spotkaniem z panią Pomfrey.
Teraz rytm snu i koszmarów Harry’ego był dokładnie monitorowany w celu zapobieżenia pogłębienia się problemu. Severus wcale nie ucieszył się, gdy pani Pomfrey zdecydowała, by kontrolować także i jego sen. Była jednak na tyle sprytna, że nie poinformowała o tym wcześniej pacjentów, tylko przekazała polecenia Draco i Remusowi. Obaj zapewnili ją, że jeśli tylko zdarzy się coś niepokojącego, zaraz się o tym dowie.
W drugiej połowie tygodnia nie grali już tak dużo w quidditcha, chcąc przed rozpoczęciem zajęć spędzić więcej czasu z rodzinami. Harry i Draco zabierali swoich bliskich ze sobą, więc rozłąka nie będzie dla nich dotkliwa, jednak mimo to Harry uwielbiał długie godziny zabaw z Wiktorią.
Sporo czasu spędzał też sam na sam z Draco. Seks był genialny i sporo trenowali, ale nie tylko. Dużo ze sobą rozmawiali, o wszystkim. Poza horkruksami nie było tematów tabu. Mówienie o niektórych rzeczach nie było łatwe, jednak nie omijali ich całkowicie.
Harry stał się bardziej pewny siebie w swoim związku, Draco bez wątpienia również. Nadchodzący rok nie zapowiadał się na łatwy, lecz obaj byli przygotowani, by stawić mu czoła.
Draco otoczył go ramieniem i przyciągnął bliżej.
— W porządku? — zapytał cicho.
— Tak — odparł Harry, zdając sobie sprawę, że naprawdę tak myśli.

***

— Sto lat, Wiktorio!
— Zdmuchnij świeczkę — powiedział zachęcająco Harry.
Dzień wcześniej już to przećwiczyli, więc teraz Wiktoria wciągnęła powietrze, wydęła policzki i dmuchnęła lekko w kierunku świeczki. Harry nie był pewien kto, ale ktoś rzucił zaklęcie gaszące płomień, mimo to klaskał i cieszył się razem z jubilatką.
Narcyza podała kawałek różowego tortu najpierw Wiktorii, a potem obdzieliła resztę. Dziwnie było jeść ciasto zaraz po śniadaniu, ale cóż, było pyszne.
— Czy to dziecko nie miało już wczoraj przyjęcia? — burknął Severus.
— To dzisiaj tak naprawdę wypadają jej urodziny — wyjaśniła łagodnie Narcyza. — O czym bardzo dobrze wiesz. Przygotowaliśmy tylko tort, a Draco ma dla niej jeden prezent. Potem możemy skończyć przygotowania do wyjazdu do Hogwartu.
Zaskoczony Harry spojrzał na Draco. O niczym nie miał pojęcia. Nie umknęła mu nachmurzona mina Severusa. Jego bez wątpienia to nie zdziwiło, cokolwiek to było.
— Czy wczoraj nie daliśmy jej wszystkich prezentów? — zapytał.
— Większość — odpowiedział Draco. — Ale skoro to dziś ma urodziny, też musi coś dostać.
— Co to jest? — chciał wiedzieć Harry.
— Zobaczysz — odparł Draco z uśmiechem na ustach, nie zamierzając nic więcej wyjawić.
Widząc, że Draco nie ustąpi, Harry posłusznie zjadł swój kawałek tortu, ciesząc się nim tak samo, jak Wiktoria swoją porcją, jednak w odróżnieniu od niej, włożył go do ust. Dziewczynka miała różowy lukier rozsmarowany dosłownie wszędzie.
Draco zniknął na górze, a Harry zajął się myciem, pomagając sobie przy tym odpowiednimi zaklęciami. Teraz nie mieli czasu na kąpiel.
Uszczęśliwiona dziewczynka siedziała mu na kolanach i klaskała, kiedy Draco wrócił.
Harry spojrzał na niego z niedowierzaniem. Zamrugał. Spojrzał raz jeszcze takim wzrokiem, że Draco zaczął się śmiać.
— Czy ty właśnie głaskasz kociaka? — zapytał zaszokowany.
— Tak, a ty pewnie sądziłeś, że nawet nie mam pojęcia, jak to się robi? — odparł Draco.
Zerkając na Crabbe’a i Goyle’a, Harry przypomniał sobie rozmowę o małych kotkach i pieskach. Ponownie popatrzył na Draco, lecz wciąż szokowało go, że bardziej dziwi go jego chłopak pieszczący kota, niż gdyby kopnął szczeniaka.
Draco podszedł bliżej i przykucnął przed nim i Wiktorią. Dziewczynka zapiszczała z radości, a Harry automatycznie przypomniał jej, aby była delikatna, kiedy Draco położył jej kotka na kolanach.
Harry spojrzał na białą kupkę puchu o zielonych oczach i różowym nosku.
— To jest jej prezent urodzinowy? — zapytał.
Draco przytaknął i uśmiechnął się do córki.
— Podoba jej się — powiedział.
— Oczywiście, że tak — zgodził się Harry. — To urocze, rozkoszne, puchate zwierzątko. Jednak kiedy ostatnio sprawdzałem, nie lubiłeś uroczych, puchatych zwierzątek.
— Racja — zgodził się Draco. — Ale ty lubisz, więc możesz jej pomów w zajmowaniu się kotem.
— Draco! — wykrzyknął Harry. — A co, jeśli ja nie chcę się nim zajmować?
— To nie musisz — odparł Draco niedbale. — Zawsze mogę do oddać.
Harry’emu wcale nie spodobał się ton jego głosu.
— Komu go oddasz? — spytał podejrzliwie.
— Klony znalazły go kilka tygodni temu na Nokturnie — wyjaśnił Draco lekceważąco. — Prawdopodobnie uciekł przed kimś, kto zamierzał użyć go jako składników do eliksirów.
— Nie mówisz poważnie! — ponownie wykrzyknął przerażony Harry.
Draco patrzył na niego spokojnie. Harry znów spojrzał na puchatą kulkę, nie do końca pewien, czy jego chłopak nie wymyślił całej historii. Jednak wynik byłby taki sam bez względu na to, czy kłamał, czy mówił prawdę. Mieli kota.
— Chcesz mi powiedzieć, że moi przyjaciele zbierają teraz dla mnie przybłędy? — zapytał z rezygnacją.
— Niestety tak — zaśmiał się Draco. — Ale muszę przyznać, że pomysł wcale nie wydaje mi się taki zły. Wciąż nie podoba mi się, że Wiktoria bawi się z jadowitymi wężami.
— Wiktoria nie przestanie bawić się z Lissą — ostrzegł Harry. — Są praktycznie najlepszymi przyjaciółkami.
— Wiem — powiedział Draco, wywracając oczami. — Ale z puszystym kotkiem może się bawić nawet wtedy, kiedy ciebie nie ma w pobliżu.
W tym punkcie Harry był gotów się zgodzić. Uśmiechnął się, obserwując Wiktorię. Kociak wydawał się zadowolony, po prostu leżąc sobie, gdy ktoś go głaskał. Wiktoria miała zaledwie rok, ale już całkiem dobrze umiała obchodzić się ze zwierzętami. Z pewnością znacznie lepiej niż jej ojciec. Chociaż Draco zasługiwał na pochwałę za to, że zachęcał córkę, aby troszczyła się o inne żywe stworzenia.
— No dobrze, Wiktorio — odezwał się Harry, przyciągając uwagę dziewczynki. — Jak nazwiemy twojego kotka?
— Dokładnie tego było nam trzeba — powiedział szorstko Severus. — Plugawego kota.
— Plum! — zapiszczała Wiktoria.
Harry wpatrywał się w nią przez chwilę, potem spojrzał na Severusa i w końcu na Draco. Obaj wybuchli śmiechem.
— Myślę, że dostaliście odpowiedź — mruknął Remus, chichocząc na widok zaskoczenia na twarzy Severusa.
— A ja uważam, że to znak, abyście zaczęli uważać na to, co mówicie — dodała Narcyza ostrzegawczo, choć również była rozbawiona.
Harry i Draco przytaknęli, wciąż się śmiejąc.
— Czyli jakie imię Severus i Wiktoria wybrali? — zapytał Harry. — Plum?
— Plum! — powtórzyła Wiktoria.
— Na to wygląda — skomentował Draco.
— Sądzę, że tym słowem określa kąpiel, i dlatego je wybrała — zdecydował Harry.
— Plum? — spytała Wiktoria, patrząc na niego z nadzieją w szeroko otwartych oczach.
Draco znów zaczął się śmiać.
— Nie, teraz nie będzie kąpieli — odparł Harry ze smutkiem.
— Przypomina mi to, że mamy jeszcze wieloryba, którego trzeba spakować — powiedział Draco i wstał, uśmiechając się znacząco do Harry’ego.
— Wy chłopcy lepiej się pospieszcie — wtrącił Lucjusz. — Do wyjazdu nie zostało już wiele czasu.
— I nie wrócicie tutaj, jeśli czegoś zapomnicie — ostrzegł Severus.
— Poza wielorybem i magiczną menażerią Harry’ego wszystko mamy już spakowane — zapewnił Draco.
Harry spojrzał na kociaka.
— Nie jest magiczny, prawda? — zapytał.
— Nie sądzę — odparł Draco. — Ale to wciąż część twojej zwierzęcej kolekcji.
— Jest prezentem urodzinowym dla Wiktorii — zaprotestował Harry. — Ja nie miałem z tym nic wspólnego.
— Później to sobie wyjaśnicie — przerwała im Narcyza, zabierając Wiktorię z kolan Harry’ego. — Ja się nią zajmę, a wy spakujcie zwierzęta i przygotujcie się do wyjazdu.
Harry przytulił kotka do piersi, pieszcząc jego miękkie futerko i słuchając cichego mruczenia.
— Co mam z nim zrobić? — spytał ponownie.
— Na górze jest kosz — poinformował go Draco. — Jedzie z nami pociągiem, ponieważ mama nie chce zajmować się żadnym zwierzakiem, a Mrużka będzie zbyt zajęta, żeby ją obarczać dodatkowym obowiązkiem. Musisz posłać Hawkesa do Hogwartu, żerdź mam już spakowaną. Nie wiem, co z Hedwigą. Zwykle zabierałeś ją do pociągu, prawda?
— Tak, ale wydaje mi się, że jeśli zechce, to sama poleci do zamku — odparł Harry i spojrzał z grymasem na kociaka. — Nie jestem pewien, jak zareaguje na obecność Plum.
— Przedstawiłem ich sobie, ale Herdwiga nie zareagowała zbyt przyjaźnie — przyznał Draco.
— Koty, węże i ptaki — powiedział Harry. — Czy to nie są naturalni wrogowie?
— Nawet wrogowie mogą nauczyć się dogadywać — mruknął Draco, pochylił się i pocałował Harry’ego. — A niektórzy mogą nauczyć się czego więcej, niż tolerować się nawzajem.

***

— Harry! — wrzasnął Draco.
— Już idę! — odkrzyknął Harry, zbiegając po schodach. Wpadł do przedpokoju w środek czekającej na niego grupy. — Musiałem jeszcze odesłać Hedwigę — wyjaśnił.
— Myślałem, że zrobiłeś to dwadzieścia minut temu — zauważył Draco.
Harry wzruszył ramionami, nie chcąc powiedzieć, że przez całe te dwadzieścia minut rozmawiał z Hedwigą. Wciąż nie miał pewności, czy mu do końca wybaczyła, ale była nastawiona dużo bardziej pozytywnie niż wcześniej. Mimo to wolała polecieć do Hogwartu, niż jechać z nimi pociągiem. Za co wcale jej nie winił.
Draco wpatrywał się w niego ze zrozumieniem. Wyciągnął rękę, pozwalając dwóm wężom przenieść się na Harry’ego. Rozmawiali o tym wcześniej, więc Lissa i Gryf już na niego czekały. Uszczęśliwione wpełzły pod rękaw i owinęły się wokół ramienia. Salz i Rafe zostali z Draco.
— Przynajmniej masz na sobie szatę — powiedział Draco.
Harry zerknął na siebie, czując się zabawnie w szkolnym ubraniu w domu. Nie zabierali ze sobą kufrów i dlatego musieli przebrać się przed wyjściem. Draco wydawał się z tego powodu dumny, lecz miało to zapewne więcej wspólnego z błyszczącą na jego piersi plakietką naczelnego prefekta niż z czymkolwiek innym.
— Czy ludzie się nie zdziwią, gdy będziemy paradować w szatach? — zapytał Harry.
— Nie będziesz paradował, tylko się aportujesz — burknął Severus.
— Co? — zdziwił się Harry. — Twierdzisz, że możemy aportować się na King’s Cross?
— Oczywiście, że możemy — odparł Draco, wywracając oczami z powodu jego ignorancji. — Aportujemy się bezpośrednio na peron dziewięć i trzy czwarte.
— To dlaczego wcześniej nikt nigdy ze mną tego nie robił? Po co ochroniarze i pracownicy ministerstwa jeżdżą samochodami i… i ryzykowali życie Syriusza w drodze na stację — dodał Harry cicho.
Remus i Severus wymienili spojrzenia.
— Po co to całe zamieszanie? — pytał dalej Harry.
— Albus Dumbledore dokonał pewnych wyborów, których być może nikt z nas nie rozumie — odpowiedział mu w końcu Severus. — Chodźcie, na nas czas.
— Jedziesz z nami? — zapytał Harry, po raz kolejny zaskoczony.
Zdziwił go też wyraz twarzy Remusa, który usilnie starał się stłumić śmiech. Nie radził sobie zbyt dobrze, a jego oczy błyskały rozbawieniem. Jednak mina Severusa pozostała obojętna i niczego nie zdradzała.
— Nie musisz z nami jechać, prawda? Skoro możemy się aportować?
— Zwyczajem jest, aby rodzice odprowadzali swoje dzieci na dworzec — wtrącił się Lucjusz.
Harry wpatrywał się w niego oniemiały.
— Rodzice? — powtórzył bezmyślnie.
— Zwyczajem jest też, że Potter potrzebuje eskorty, która pilnuje, żeby nie pakował się w kłopoty — dodał łagodnie Severus. — A ponieważ nie ma pod ręką innych członków zakonu, zadanie to przypadło mnie i Remusowi.
Mrugając powoli, Harry wciąż się w niego wpatrywał. Rozmowa, którą właśnie odbyli, sprawiła, że wypowiedź Severusa zabrzmiała rażąco nieważnie. Ktoś zawsze odprowadzał go na stację, jednak nigdy na sam peron. Możliwość aportacji bezpośredniej eliminowała konieczność eskorty.
Draco otoczył go w pasie ramionami.
— Gotowy? — spytał nonszalancko.
Harry spojrzał na niego, uśmiechnął się lekko i skinął głową. W tym roku miał rodziców, którzy go odprowadzą. I nieważne, że oficjalnie nie byli jego rodzicami ani że zobaczy idopiero na peronie.
Aportacja na stację okazała się zaskakująco łatwa, więc znów zaczął się zastanawiać, czemu w przeszłości robiono z tym tak wiele zamieszania. Z drugiej strony w tym roku trzymał w rekach tylko koszyk z kotkiem i nie musiał martwić się kufrem. Tylko takie wyjaśnienie miało jakikolwiek sens.
Kiedy wyszli ze strefy aportacji na peron momentalnie zapomniał o wszelkich dylematach. Narcyza została jeszcze z Wiktorią na Grimmauld Place, nie wiedząc, jakie czeka ich powitanie, ale Crabbe i Goyle stanęli po obu stronach Harry’ego, a Draco, Severus i Lucjusz tuż za nimi.
— Cóż, wygląda to jakoś inaczej — zauważył Draco sarkastycznie.
Harry rozejrzał się po peronie. Ludzie obserwowali go ze strachem, złością lub podziwem. A Draco Malfoy patrzył na nich wilkiem.
— Mnie się wydaje normalne — odparł Harry oschle.
— Ludzie często zamierają w twoje obecności, co? — zapytał Draco.
— Czasem się zdarzało, ale chyba nigdy na dworcu — przyznał Harry.
— Już ty dobrze wiesz, jak zrobić wielkie wejście — powiedział Blaise, podchodząc do nich.
— Nigdy tego nawet nie próbowałem — odparł Harry, wzruszając ramionami.
Draco i Blaise unieśli brwi z niedowierzaniem.
— Tylko ty mogłeś coś takiego powiedzieć — rzucił Draco.
— Ale to prawda — zapewnił Harry. — Wcale nie chcę mieć wielkiego wejścia. Tak się po prostu dzieje. Weasleyów jeszcze nie ma? — spytał Blaise’a, zmieniając temat.
— Ja ich nie wiedziałem. Ale przybyłem wcześniej, żeby zobaczyć, jak inni zareagują na wasze pojawienie się.
Harry rozłożył szeroko ręce.
— Szok, dezaprobata, podziw, przerażenie. Która reakcja najbardziej cię interesuje? — spytał Harry ironicznie. — Wybieraj. — Zmrużył oczy na widok Pansy i Notta. — Acha, i do listy możesz dodać nienawiść.
— Już próbowali wyciągnąć ode mnie informacje — przyznał Blaise, podążając za jego wzrokiem. — I muszę zgodzić się z twoim wrażeniem. Oni sądzą, że Draco tylko udaje twojego przyjaciela.
— Mówili coś konkretnego? — wtrącił się Draco ostro.
— Oczywiście, że nie — odparł Blaise. — Pansy to głupia zdzira, ale Nott jest zbyt sprytny, żeby cokolwiek wyjawić i odkryć swoje karty.
— Nie wystarczająco sprytny — mruknął Harry.
— Niejasne wrażenie nic nam nie daje — zauważył Blaise. — I Nott o tym wie.
— Będzie uważnie obserwowany — wtrącił się Severus. — A teraz czas wsiadać do pociągu.
Harry obrócił się, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie ma na twarzy głupkowaty uśmiech, jednak nie mógł się powstrzymać. Później będą martwić się o Notta i Pansy, teraz miał rodziców, którzy odprowadzali go do szkoły.
Przytulił Remusa z ulgą, że właściwie wcale się nie żegnają. Był szczęśliwy, że wreszcie ma okazję spędzić z nim więcej czasu i nie chciał tak szybko tego tracić.
— Zobaczymy się Hogwarcie — uspokoił go Remus i Harry puścił go niechętnie.
Na oczach wszystkich uczniów nie ośmielił się uściskać Severusa. Nie miał ochoty dostać szlabanu, zanim rozpoczęła się właściwa nauka. A raczej kolejnych szlabanów, bo już musiał warzyć eliksiry dla skrzydła szpitalnego.
— Co? — zapytał ostrożnie, gdy zauważył, że Draco przygląda mu się niecierpliwie.
— Właśnie czekałem, by sprawdzić, czy faktycznie pragniesz śmierci — wyjaśnił Draco przeciągle.
Harry z wahaniem wzruszył ramionami.
— Nie, raczej nie — przyznał.
— Czy muszę przypominać, że tutaj nie jestem twoim profesorem? — zapytał Severus.
Czyżby to oznaczało, że Harry jednak mógł go uściskać? Profesora Snape’a — zdecydowanie nie, nawet Severus był w tych sprawach wyjątkowo drażliwy. W tej chwili, w zwykłej szkolnej szacie i ze stoickim wyrazem twarzy wcale nie wyglądał na przystępnego.
Ale kiedy Severus uniósł brew, Harry uśmiechnął się, podszedł bliżej i mocno go przytulił.
— Dziękuję — szepnął.
— I ja dziękuję — mruknął Severus.
Być może i on potrzebował potwierdzenia ich związku.
Na peronie rozległo się głośne westchnienie. Harry obrócił głowę, żeby zobaczyć, co się stało, i na widok idiotycznych min uczniów i ich rodziców podzielił się złośliwym uśmieszkiem z Draco, Blaise’em, Crabbe’em i Goyle’em.
— Właśnie takiej reakcji oczekiwałem — oznajmił Blaise.
— Powinniśmy przynieść trochę popcornu — wycedził Draco.
Harry parsknął śmiechem. W najśmielszych snach nie spodziewał się, że przy powrocie do szkoły poczuje się tak lekko.
— Severusie, z wiekiem łagodniejesz — zadrwił Lucjusz.
— Wziąłem pod uwagę takie ryzyko i uznałem, że nie zaszkodzi to mojej reputacji — odpowiedział oschle Severus.
Spojrzawszy przez ramię, Harry uśmiechnął się do niego.
— Wszyscy wiedzą, że nadal jesteś podłym draniem — potwierdził.
— Bo faktycznie jest — dodał Draco, przezornie odsuwając się od Severusa.
— Harry! — rozległ się okrzyk jego przyjaciół.
— Zaraz wracam — powiedział Harry, na co Draco przytaknął i skorzystał z okazji, żeby porozmawiać z ojcem.
Hermiona najpierw przytuliła go mocno, po czym odchyliła głowę i przyjrzała mu się z uwagą.
— Wyglądasz na wyjątkowo szczęśliwego — zauważyła.
— Bo jestem — udało mu się odpowiedzieć, zanim wszyscy Weasleyowie po kolei wciągnęli go w ramiona.
— Co to jest? — zapytał Ron.
Harry zerknął na koszyk, którego nie wypuszczał z ręki, od kiedy przybył na stację.
— Eee… to Plum — odparł z wahaniem.
— Co za Plum? — ciągnął zaciekawiony Ron.
— Plum to imię — wyjaśnił Harry, unosząc wieko koszyka, aby pokazać puchatą kulkę w środku.
— To mały kot?! — wykrzyknął Ron.
— Och, jaki uroczy — zapiszczała Ginny, sięgając ręką do koszyka. — I jaki on męski — dodał ironicznie.
Harry spojrzał na nią ze złością i opuścił wieczko na jej przedramię. Ginny uśmiechnęła się do niego bez cienia skruchy.
— Chyba Blaise na ciebie czeka — wycedził Harry.
— Wiesz, że się ode mnie nie odpędzisz — odparła Ginny. — Będziesz musiał spędzać z nami czas, kiedy Malfoy zajmie się obowiązkami głównego prefekta.
— Skąd wziąłeś tego kota? — zaciekawiła się Hermiona, zaglądając do koszyka.
— Draco podarował ją Wiktorii na urodziny — odparł Harry, na co przyjaciele spojrzeli na niego z niedowierzaniem. — Później wam wszystko wyjaśnię.
W powietrzu rozległ się ostrzegawczy, głośny gwizd pociągu.
— Ten rok musicie spędzić z dala od kłopotów — zapowiedziała ostrzegawczo pani Weasley.
— Bardzo się postaramy — odparli wszyscy chórem, czym wywołali tylko jej głębokie westchnie rezygnacji.
— Po prostu się postarajcie, kochani — powiedziała Molly. — A teraz się pospieszcie. Pociąg zaraz odjedzie.
— Do zobaczenia później — rzucił Harry Ronowi i Hermionie, wiedząc, że mają obowiązki prefektów. Chciał złapać Draco, zanim jego chłopaka zajmą te same obowiązki. — Chodź, Ginny — dodał, łapiąc za jeden z uchwytów jej kufra. — Blaise jest z Draco.
Obrócił się i prawie wpadł na Goyle’a. Zaskoczony zamrugał na niego i Crabbe’a. Rozejrzał się wokół. Zapewne nie bez powodu nikt inny do niego nie podszedł. Obaj Ślizgoni poważnie potraktowali swoje obowiązki.
— Wezmę twój bagaż — powiedział Goyle i nie zawracając sobie głowy czekaniem na pozwolenie, odebrał kufer z rąk Ginny i Harry’ego.
Harry mruknął coś bezradnie.
— Dziękuję, Goyle — powiedziała Ginny uprzejmie. — Pospiesz się, Harry — dodała.
Otrząsając się szybko, Harry utorował sobie drogę przez tłum rodziców i młodszego rodzeństwa, zdając sobie sprawę, że większość uczniów Hogwartu była już w pociągu. Zatrzymał się tuż obok Draco.
— Jak zwykle spóźniony — zauważył szyderczo Severus.
— Ale zdążyłem, prawda? — zaprotestował Harry. — I chyba mamy jeszcze dwie minuty, zanim pociąg ruszy.
— A skąd to wiesz? — zapytał Draco. — Zawsze się tak spóźniasz?
— Eee, często — przyznał Harry, słysząc, jak Ginny chichocze tuż za nim.
Rzucił okiem za siebie. Ginny i Blaise wsiadali już do pociągu, a Crabbe i Goyle podążali ich śladem.
— Chodźmy — pogonił go Draco.
— Uważajcie na siebie — ostrzegł Severus.
Harry kiwnął głową, pomachał Remusowi i uśmiechnął się ironicznie do Lucjusza.
— Harry! — wrzasnął Draco. — Jeśli się nie pospieszysz, ten cholerny pociąg nam ucieknie.
— Już idę! — krzyknął Harry. — Przecież jeszcze nie odjechał, prawda? — Dogonił Draco, złapał go za rękę i pocałował szybko. — Już jestem — wysapał.
Przez moment obaj tylko stali, wpatrując się w pociąg.
— Nie mogę uwierzyć, że naprawdę wracam — powiedział Draco.
— Wszystko będzie dobrze — zapewnił Harry cicho, dobrze wierząc, że Draco jest bardzo zdenerwowany, a on wcale mu nie pomógł, niemal się spóźniając.
Draco spojrzał na niego z ukosa i uśmiechnął się lekko.
— To po prostu początek nowej przygody, prawda? — zapytał.
— Pokonaliśmy Czarnego Pana — odparł Harry, wzruszając ramionami. — To jakoś sobie poradzimy z rokiem w Hogwarcie.
Pociąg wydał ostatni ostrzegawczy gwizd i jego koła zaczęły się powoli poruszać.
Wymieniając uśmiechy, Harry i Draco ruszyli w stronę schodów. Draco wskoczył na pierwszy stopień i złapał za koszyk Plum, żeby pomóc Harry’emu. Gdy pociąg przyspieszył, spojrzeli na Severusa, Remusa i Lucjusza, którzy wciąż stali na peronie.
Harry im pomachał.
— Do zobaczenia w Hogwarcie! — zawołał.

KONIEC
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 555
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez pindolino » 3 kwi 2018, o 21:37

Nie moge uwierzyć, że to koniec. I wszystko im sie udało i są szczęśliwi i miejmy nadzieje, mają święty spokój.
Nawet nie wiem co mam napisać. Ugh.
BARDZO BARDZO BARDZO dziękuje za czas, który poświęciłaś aby dokończyć to tłumaczenie. Naprawdę jestem wdzięczna. To cudowne tłumaczenie i z pewnością będę do niego jeszcze często wracała.
Jestem spełniona faktem jak cudowne jest zakończenie.
Pozdrawiam ♡
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez MargotX » 5 kwi 2018, o 18:56

Nie.Do.Wiary. "Tajemnice" doczekały się ostatniej kropki. :hura2: Niby już od jakiegoś czasu było to oczywiste, kiedy tłumaczenie wzięła na swoje barki bogini drarry vel Kaczalka :serce: , ale tak czy owak - zobaczyć słowo "koniec" na kolejnym tasiemcu - bezcenne.
Ostatni rozdział dostosował się atmosferą do faktu, że wszystkie przygody, kataklizmy i heroiczne boje wreszcie się zakończyły i przez najbliższe miesiące prawdopodobnie największym problemem Harry'ego będzie zepsucie eliksiru. Tak przynajmniej zakłada optymistyczna wersja, bo, jak wiadomo, do Hogwartu wracają też osoby, które chętnie wyrównałyby osobiste porachunki z Malfoyem czy Potterem. To już jednak inna bajka...

Żadne kwieciste zdania nie wyrażą więcej niż: DZIĘKUJĘ BARDZO. Słowa podzięki dla wszystkich osób, które przyczyniły się do przetłumaczenia tego opowiadania, bo w końcu to sześćdziesiąt dwa całkiem długie rozdziały. Szczególna wdzięczność dla Kaczalki, która zmagała się z ze sporą liczbą końcowych rozdziałów całkiem samotnie, bo to chyba najtrudniejsza rzecz i trudno utrzymać motywację do takiej pracy przez cały czas.

Jestem przeszczęśliwa. Uwielbiam Was :D
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2060
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez euphoria » 6 kwi 2018, o 16:15

Wiem, że to będzie nieregulaminowy komentarz - ale już wiem co robię w ten weekend. Pozwolę sobie to skomentować zbiorczo. Dobra robota, kobiety!
euphoria Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 544
Dołączył(a): 8 lut 2011, o 21:56
Lokalizacja: z obsydianowych tęczówek najmroczniejszego z Czarnych Magów

Postprzez janinka » 15 kwi 2018, o 14:23

Wszystkim zaangażowanym w tłumaczenie i betowanie tego tekstu serdecznie DZIĘKUJĘ. Wiem, ile pracy i czasu trzeba poświęcić, żeby przetłumaczyć tak długi tekst. A Wam, mimo wielu zawirowań losu to się udało. Gratuluję. Kocham Was :seksi:
Tekstu nie będę komentowała, bo w zasadzie nie wiem, co mogę tu napisać. Po prostu podobało mi się to opowiadanie, na tyle, że najpierw przeczytałam je po angielsku. Dopiero potem trafiłam tu. Może dzięki temu nie tuptałam niecierpliwie za nowym rozdziałem, ale z uśmiechem obserwowałam Wasze postępy i coraz mniejszą liczbę rozdziałów do końca. Jeszcze raz Wam dziękuję :)
janinka Offline


 
Posty: 7
Dołączył(a): 24 sty 2011, o 15:18

Poprzednia strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości