[Z] [T] Tajemnice

Teksty poświęcone parze Harry/Draco.

Postprzez Kaczalka » 11 lis 2017, o 18:27

Jak obiecałam, kolejny rozdział jest szybciej. Bez bety i tak będzie do końca, więc wszystkich, którzy mają czas wypisać błędy, proszę o pmki.
MargotX, wiernej komentatorce, bardzo dziękuję za te kilka słów. Cieszy, że komuś jednak się chce ;)

Rozdział pięćdziesiąty siódmy

Leżąc na boku, z Draco wtulonym w jego plecy, Harry powoli budził się z powodu czyichś głosów. Potrzebował kilku sekund, aby sobie przypomnieć, że wszyscy spędzili noc w jednym pokoju. Ron i Hermiona nie mieli nic przeciwko, a wcześniejszy wieczór okazał się nawet dość zabawny. Siedzieli do późna, ubrani tylko w piżamy, jedli słodycze, pili piwo kremowe i rozmawiali. Dobrze się bawił, ale był tak zmęczony, że z trudem zachowywał przytomność. Chyba zasnął jako pierwszy, bo nie pamiętał nawet, jak trafił do łóżka.
Z zamkniętymi oczami przysłuchiwał się, co mówią przyjaciele.
— Wyglądają słodko, prawda? — To z pewności był głos Hermiony.
— Słodko? — A to bez wątpienia Rona.
— No cóż, Malfoy zdecydowanie twierdzi, że nie są słodcy — wtrąciła rozsądnym tonem Ginny. — Ale to słowo doskonale ich opisuje.
— Tak naprawdę Ginny uważa, że są seksowni — dodał oschle Blaise Zabini.
— Seksowni?! — wykrzyknął Ron, dublując myśli Harry'ego. — Ginny, co ci odbiło? Przecież to Harry i Malfoy. — Zamilkł na chwilę. — A ty nie jesteś czasem jej chłopakiem?
— I jako jej chłopak mam być ślepy?
— Ale nie jesteś gejem!
— I jako hetero mam być ślepy?
Harry poczuł, jak Draco trzęsie się, tłumiąc śmiech. Wreszcie Blaise chyba zdecydował się ulitować nad Ronem.
— Umiem docenić piękno. A tych dwóch razem wygląda bardzo pięknie.
— I seksownie — pisnęła Ginny.
— Pięknie? — powtórzył Ron z oburzeniem, ignorując wypowiedź Ginny. — Jesteś pewien?
— Och, na Merlina, Ron! Nawet ty powinieneś to dostrzec.
— A jeśli nie dostrzegam?
— Nie zapowiada się, żeby wkrótce sobie poszli, co? — zapytał Draco.
— Raczej nie — odparł Harry.
W pokoju zapadła cisza.
— Przynajmniej się zamknęli — mruknął sennie Draco.
— Wielkie dzięki, chłopaki — Fred i George głośno wyrazili swoją aprobatę.
Harry nie mógł wyjść z podziwu, jakim cudem udawało im się powiedzieć jednocześnie to samo, mimo że znajdowali się w innych częściach sypialni.
— Nie ma za co — odparł mimo to.
Milczenie trwało całą minutę, Harry policzył sekundy w myślach.
— Hej, a wy nie zamierzacie podnieść się z łóżka? — zapytał Ron z wyrzutem.
— A kto mówi, że już coś nam się nie podniosło? — odparł Draco przeciągle.
— Wcale nie… — Ron urwał gwałtownie.
Harry usłyszał stłumiony śmiech i nagły wdech, zapewne Hermiony.
— Draco, musiałeś im mówić? — spytał.
— Wy tak na poważnie?! — wykrzyknął Ron. — Och, Merlinie — dodał ciszej. — Nie musiałem o tym wiedzieć.
— Tak, tak, na poważnie. I dobrze by było, żebyś dał nam kilka minut — powiedział Draco.
Harry doskonale wiedział, że Draco wcale nie był twardy, jak to sugerował. Może wcześniej, kiedy się obudzili, ale na pewno nie teraz. I on też nie, skoro wszyscy przyjaciele właśnie się na nich gapili.
— Draco, przestań go drażnić — poprosił. — Już nie pośpimy, nawet jeśli Ron zemdleje z wrażenia.
— Nie znasz się na żartach — zarzucił mu Draco z udawaną pretensją.
— Przypomnę ci to, jak będziemy rano sami — odparł Harry.
Wcale go nie zaskoczyło, że Draco wreszcie obrócił się i przeturlał go na plecy. Teraz mógł mu spojrzeć prosto w oczy.
— Dzień dobry, kochanie — powiedział Harry z bezczelnym uśmiechem.
— Gnojek — odparł Draco i uciszył go pocałunkiem.
— Jakie to słodkie — skomentowała Ginny.
Draco momentalnie się od niego odsunął i obaj usiedli.
— Czas na kolejny dzień — oznajmił. — Choć zwykle przesłuchania nie zaczynają się przed śniadaniem.
— To nie pierwszy raz, kiedy nie jesteś na to odpowiednio ubrany — przypomniał uśmiechnięty Blaise.
Harry kiwnął głową na potwierdzenie.
— Ale za to Draco po raz pierwszy jest w piżamie.
— Skoro zaczynamy dzień od przesłuchań w łóżku, to co będzie dalej? — zapytał Draco.
— Nie wiem. — Harry wzruszył ramionami. — Przy odrobinie szczęścia mamy wolne, ale obaj wiemy, jak to jest w moim przypadku. Bez wątpienia wszyscy zarzucą mnie pytaniami, więc nie mam szans odpocząć. Jak zwykle.
Fred i George wstali i dołączyli do pozostałych, zgromadzonych w nogach łóżka, które udostępniono Harry'emu i Draco na tę noc.
Draco skrzywił się.
— Chciałbym móc zapomnieć, w co jesteś ubrany — wyburczał.
W świetle dnia Harry wciąż uważał, że piżamy bliźniaków są zbyt nasycone kolorami. Chociaż, w czym mieli rację, wcale nie jaskrawymi. Miały nieco ciemniejszy od ślizgońskiego odcień zieleni, przyozdobiony srebrnymi zniczami. Co najciekawsze, znicze wciąż się poruszały.
— Harry, znowu się gapisz — zauważył Draco.
— Trudno oderwać od nich oczy — wyjaśnił Harry, uświadamiając sobie, że te cholerne srebrne piłeczki znów go omamiły. — To moja praca jako szukającego.
— Jeśli spróbujesz je łapać, to znaczy, że masz problem — ostrzegł Draco.
Słowa te sprawiły, że Harry oprzytomniał.
— Przepraszam — powiedział nieśmiało i zaczerwienił się, słysząc śmiech przyjaciół.
— Gdybyśmy tylko wiedzieli, że tak cię zafascynuje… — zaczął George.
— …dalibyśmy ją Malfoyowi wcześniej — skończył Fred.
— Niestety nie uznaliśmy jej za afrodyzjak — dodał George.
W tym momencie nawet Draco się roześmiał.
Harry opadł na łóżko i zakrył głowę poduszką, ale Draco zaraz wyrwał mu ją z rąk.
— Mówiłem ci ostatnio, że cię nienawidzę? — zapytał.
— Dzisiaj jeszcze nie — zauważył wyszczerzony Draco.
— Och, no to nadrabiam. Nienawidzę cię.
— Ja też cię nienawidzę — odparł Draco czule.
— Jesteście obrzydliwi — skomentował Ron.
Ginny uderzyła go w ramię.
— Wcale nie. Są słodcy. Już to mówiłam.
Harry ponownie usiadł, na wypadek gdyby musiał powstrzymać Draco.
Czemu wszyscy się tak na nas patrzycie? — spytał.
— A jaki jest według ciebie powód, dla którego mielibyśmy zaryzykować i wyjść stąd sami na spotkanie ze Snape’em? — odparowała Ginny.
— A co on może wam zrobić? — zapytał Harry. — Zjeść z wami śniadanie?
W odpowiedzi żołądek Rona zaburczał.
— Słyszycie? Idźcie jeść — powiedział Harry. — Crabbe i Goyle na pewno są już w kuchni.
— Harry, oni nawet ciebie nie ochronią przed Snape'em, nie wspominając o ochronieniu nas — zauważyła beznamiętnie Hermiona.
Draco zachichotał.
— Z Severusem Harry sam sobie poradzi — zauważył.
— Może i zmodyfikowałeś nasze wspomnienia, ale i tak nie zapomnimy o katastrofie, jaką była wczorajsza kolacja — oznajmił Ron.
— Cholera — mruknął Harry. Spróbował skupić się na Ronie i Hermionie i odepchnąć w głąb umysłu inne zmartwienia.
— Nie mów mi, że zapomniałeś — powiedziała Hermiona z niedowierzaniem.
— Walczę z nim codziennie — odparł Harry defensywnie. — Tak, tak, prawie zapomniałem, że wczorajszy dzień był gorszy niż inne. — Skrzywił się. — Albo wszystko wraca do normy, tak jak było wcześniej. Cholera — powtórzył. — Też nie chcę tam iść.
Draco wywrócił oczami.
— Jesteś dzielnym Gryfonem, pamiętasz? — Zepchnął Harry'ego z łóżka. — Chodź, w naszym pokoju mamy prysznic.

***

Szybko wykapali się i ubrali, tak że po dwudziestu minutach byli gotowi na kolejne spotkanie z pozostałymi.
— Nie mogę uwierzyć, że większość z was jest zbyt przerażona, żeby iść na śniadanie bez Harry'ego — gderał Draco. Spojrzał na Ginny i Blaise'a, który oplatał ręką jej talię. — Z takim towarzystwem ty] na pewno przeżyjesz — dodał sarkastycznie.
— To się nazywa grzeczność, Malfoy — odpyskowała Ginny. — Czekałam na resztę.
— Czy właśnie to teraz robimy? — zapytał zaskoczony Fred.
— Myśleliśmy, że po prostu stoimy tu, żeby trochę się zabawić — powiedział George.
Harry jęknął.
— Na śniadanie nie podajemy popcornu.
— Och, Harry — rozżalił się George. — Malfoy się nie mylił. Absolutnie nie masz poczucia humoru.
— Naprawdę stałem się taki nudny? — zagadnął Harry, choć tylko retoryczne. Dobrze wiedział, że otrzymałby odpowiedź twierdzącą.
— Wcale nie uważamy, że jesteś nudny — zaprotestował George.
— Wywołujesz więcej emocji, niż ktokolwiek inny — dodał Fred.
— Ale to nie zawsze jest zabawne — wyjaśnił George. — Ostatnio bywałeś zbyt poważny i trzeba temu zaradzić.
— A co jeśli Harry inaczej niż wy rozumie pojęcie dobrej zabawy? — zaciekawiła się Hermiona. Zabrzmiało to jak pytanie, ale tylko ledwie. Najwyraźniej uważała, że Harry'ego absolutnie nie bawi to co bliźniaków.
— Na pewno tak samo — zapewnił Fred. — Tylko że Harry jest wystarczająco inteligentny, żeby ci się do tego nie przyznać. Jesteś nieczułą, apodyktyczną zabójczynią dobrego humoru.
— Nigdy nie było lepszego prefekta niż Hermiona — oświadczył Fred z dumą.
Ron i Harry wymienili spojrzenia, starając się nie roześmiać, na wypadek gdyby Hermiona nie mogła zdecydować, czy się obrazić czy nie.
Wreszcie całym tłumem weszli do kuchni i zajmując miejsca, chóralnie powiedzieli "dzień dobry". Harry zerknął z wahaniem na Severusa i w odpowiedzi na swoje powitanie otrzymał słaby, lecz drwiący uśmiech. Sam uśmiechnął się szeroko, ciesząc się, że najwyraźniej Severus wybaczył mu fiasko wczorajszego dnia. Dzisiejszego ranka wszystko wyglądało lepiej, opuściły go nawet wyrzuty sumienia z powodu tego, co zrobił Ronowi i Hermionie.
— I jak się dziś czujecie? — zapytała Narcyza.
Hermiona zamrugała, zaskoczona troską w jej głosie.
— Bardzo dobrze, dziękuję — odparła uprzejmie. — Nie jest tak źle, jak się obawiałam.
— Byłoby dużo gorzej, gdybyś była mniej kompetentną czarownicą — odpowiedziała Narcyza ze zrozumieniem.
Zdumiony Harry słuchał, jak obie zaczęły omawiać wady i zalety zaklęć modyfikujących pamięć. Wkrótce do rozmowy dołączył się Remus.
— Wszystko, czego mnie matka uczyła, teraz traci znaczenie — mrukną mu Draco do ucha. — To twoja wina, wiesz?
Harry nie był pewien, co odpowiedzieć. Na szczęście Draco nie wyglądał na zdenerwowanego, wydawał się raczej rozbawiony. Przyjemnie i dziwnie było słuchać, jak kobieta, która zawsze twierdziła, że nienawidzi mugolaków, teraz kulturalnie rozmawia z Hermioną.
— Wszystkich zasad nie odrzuciła — odszepnął Harry szybko, przysuwając się bliżej do ucha Draco. — Wciąż ma te swoje cholerne maniery. One są ważniejsze od wszystkiego innego.
Draco roześmiał się, pocałował Harry'ego w policzek i wrócił do śniadania. Podsłuchujący ich Severus pokręcił głową z rezygnacją, na co Harry wyszczerzył się szeroko i zabrał za jedzenie.
— Ta ta! — wykrzyknęła Wiktoria, żeby zwrócić na siebie ich uwagę. Siedziała po drugiej stronie stołu, bo jakoś tak się złożyło, że to znowu Remusowi powierzono zadanie, by ją nakarmić, choć w czasie posiłków i tak zajmowało się nią wiele osób.
— Tak, Wiktorio? — odezwał się Draco przeciągle, marszcząc pytająco brwi.
Harry wywrócił oczami na tak oficjalne zachowanie.
— Hej, Pączusiu — powiedział radośnie. — Dobre śniadanko?
— Na na — odparła Wiktoria, machając pulchną piąstką pełną zgniecionego banana.
— Jesteś dumna, że wykiwałaś Remusa i schowałaś trochę banana, co? — zapytał z szerokim uśmiechem.
W odpowiedzi Wiktoria również się uśmiechnęła i wepchnęła do ust i piąstkę, i jej zawartość.
— Jest Malfoyówną — skomentowała Narcyza, patrząc na Harry’ego. — Wie, co lubi, a wkrótce bez wątpienia powie nam, jeśli istnieje coś, czego nie lubi.
Harry spojrzał na Narcyzę podejrzliwie. Czyżby słyszała, co mówił do Wiktorii dzień wcześniej?
— No cóż, nie ma obaw, jeśli nie będzie lubić normalnych rzeczy, prawda? — spytał.
— Nie, nie ma obaw — odparła Narcyza pogodnie.
Uśmiechając się smutno, Harry poczuł się zakłopotany, że jednak go słyszała.
— Dziękuję — powiedział.
— Nie ma za co, Harry — odparła Narcyza.
— Merlinie, ty z każdym gadasz o jakichś tajemnicach! — wykrzyknął Draco z rozdrażnieniem.
— To jeden z wielu moich talentów — zażartował Harry, zmuszając się do wesołego tonu.
— Ale nie ten talent u ciebie lubię — mruknął Draco ponuro.
Harry uniósł pytająco brew.
— A jaki lubisz? — zapytał.
Draco uśmiechną się lubieżnie.
— O nie — przerwał im zdecydowanie Severus. — Tego nie zamierzam słuchać.
— Chciałem tylko powiedzieć, że Harry ma niesamowity talent do drażnienia swoich profesorów — wyjaśnił Draco niewinnie.
— Imponujące, że i ty go podzielasz — zadrwił Snape.
— Boję się nawet sobie wyobrazić, jak wyglądałyby dzisiaj twoje lekcje — odezwał się Remus.
— Tych dwóch od tej chwili będzie zachowywać się jak najbardziej poprawnie — ostrzegł Severus.
— Oczywiście, profesorze — odparli chórem, jednak Harry pomyślał, że Severus chyba nie wie, że jego mordercze spojrzenie nie działa już tak jak kiedyś.
Popatrzył na przyjaciół i musiał zweryfikować swoje zdanie. Na nich wciąż to spojrzenie skutecznie działało. Ron, Hermiona i Ginny nie wydawali się pewni, co Severus może zrobić. Fred i George radośnie chrupali bekon. Harry zastanowił się, czy smakował tak samo dobrze jak popcorn, uznał jednak, że chyba nie.
— Zamierzasz jeść? — zapytał Rona.
— Jasne — odparł Ron, spoglądając na swój talerz tak, jakby widział go po raz pierwszy.
— Wracając do tematu szkoły, ma ktoś jakiś pomysł, która dziewczyna i chłopak zostaną w tym roku prefektami? — spytał Blaise.
Hermiona gwałtownie uniosła głowę. Harry obojętnie wsunął do ust kawałek bekonu.
— Pewnie Harry i Hermiona — odparła Ginny.
— Ja nie — zaprotestował Harry. — Nie chcę tej funkcji.
— A czemu? — zapytała Hermiona, oburzona samą myślą, że można odrzucić taką propozycję.
— Nie miałbym wtedy czasu na seks — wyjaśnił Harry nonszalancko.
— Harry, to zaszczyt — upomniała go Hermiona.
— Zaszczytów mam dosyć, dzięki.
— Ja kiedyś chciałem być prefektem, ale już mi przeszło — wtrącił się Ron.
— Za dużo pracy, Roniaczku? — zagadnął Fred.
— Albo za dużo dodatkowych okazji na słuchanie, jak Hermiona recytuje wszystkie zasady, jakich nie powinno się łamać? — dołożył George.
Ron skrzywił się, ale nie skomentował słów braci, rzucił tylko niepewne spojrzenie Hermionie. Harry wiedział, że bliźniacy mieli rację w obu przypadkach, Hermiona chyba także zdawała sobie z tego sprawę, bo również milczała.
— Ja z pewnością bym nie chciał — powiedział Blaise. — Zgadzam się całkowicie, że to za dużo pracy.
— Co się z wami dzieje, dzieciaki? — zapytał przeciągle Lucjusz. — Kiedyś pozycja głównego prefekta była bardzo pożądana.
— Nie chcę mówić za Rona i Blaise’a, ale sam uważam, że po wojnie ta funkcja nie będzie już tak ciekawa — wyjaśnił Harry. — Wiąże się z odpowiedzialnością, a ja jestem cholernie zmęczony tą odpowiedzialnością, jaka teraz na mnie ciąży.
— Ja chciałem być prefektem, ale zaprzepaściłem swoje szanse — powiedział Draco z goryczą.
Harry’emu zrobiło się smutno. Wiedział, jak bardzo Draco kochał prestiż, jednak nie potrafił jakoś bardzo mu współczuć.
— No cóż, reszta z nas jest raczej zadowolona, że nim nie zostaniesz — rzucił kpiąco.
— Dzięki, dobrze wiedzieć, że mam w tobie wsparcie.
— Ależ masz we mnie wsparcie — zaprotestował Harry. — To nie ma nic wspólnego z ubiegłym rokiem. Po prostu nie jestem zachwycony pomysłem, że lider Brygady Inkwizycyjnej będzie głównym prefektem. Merlinie, Draco! Możemy przezwyciężyć to, co się stało zeszłej wiosny. Tego lata zrobiłeś już bardzo dużo, żeby zapłacić za swoje wcześniejsze błędy. Ale czy masz choć pojęcie, jak wiele pracy trzeba, żeby zrekompensować to, co się działo na piątym roku? — dodał, nieświadomie pocierając kciukiem słabo widoczne blizny na ręce.
— To nie było takie straszne — sprzeciwił się Draco. — Albo było? — spytał, patrząc na Harry’ego z niedowierzaniem.
— Draco, bardziej wkurzam się na to, że poparłeś Umbridge, niż że poszedłeś za Voldemortem — oświadczył Harry.
— Ale czemu? — zapytał zdezorientowany Draco. — Przecież nie była taka zła jak Czarny Pan.
— Prawie taka — odparł Harry ponuro.
— Czy my o czymś nie wiemy? — odezwał się Severus podejrzliwie.
Harry popatrzył najpierw na niego, a potem wokół stołu. Hermiona i Weasleyowie przyglądali mu się ze współczuciem, a wszyscy pozostali z ostrożną ciekawością i niepokojem.
— Cóż, jak się wydaje, trafiliśmy na wyjątkowo trudny temat — zażartował.
— Harry — warknął ostrzegawczo Severus.
Wywracając oczami, Harry odsunął od siebie talerz ze śniadaniem i wyciągnął do Draco prawą rękę.
— Co tu widzisz? — spytał.
Draco obrzucił rękę sprośnym spojrzeniem, zaraz jednak delikatnie ujął jego dłoń w swoją.
— Wygląda jak blizna o dziwnym wzorze.
— Wyblakły napis — odpowiedział Harry. — Musisz się bliżej przyjrzeć, żeby go odczytać.
— Odczytać? — wymamrotał zdziwiony Draco, ale otrzymał już wskazówkę, aby słabo widoczne linie nabrały sensu. Uniósł wzrok na Harry’ego. — Nie będę opowiadać kłamstw.
— Wyryte na mojej skórze krwawym piórem — wyjaśnił Harry. — Dzięki uprzejmości Umbridge.
— Czemu nikomu o tym nie powiedziałeś? — zapytał surowo Severus..
— A niby komu miałem powiedzieć? — odgryzł się Harry. — Dumbledore na piątym roku nawet na mnie nie patrzył, McGonagall powtarzała, żebym się nie wychylał i trzymał gębę na kłódkę, a ty byłeś okrutnym draniem i pewnie dostałbym za to jeszcze więcej szlabanów. Zawsze myślałeś, że cię okłamuję. Jakim cudem miałbyś mi wtedy uwierzyć?
— Ty głupi dzieciaku — odezwał się Snape.
— Dlaczego? — zapytał Harry. — Starasz się powiedzieć mi, że Dumbledore nie miał rąk związanych przez ministerstwo?
Severus ścisnął palcami nasadę nosa.
— Znalazłby jakiś sposób, żeby ją powstrzymać.
Harry prychnął.
— Tak, pewnie zamieniłby szlabany z nią na szlabany z tobą, a to byłoby o wiele lepsze — odparł z sarkazmem.
— Uparcie odmawiałeś posłuszeństwa — skomentował Severus wszystkowiedzącym tonem, ignorując ostatnią wypowiedź Harry’ego.
— Z pewnością nie zamierzałem dopuścić, żeby ta ropucha dopięła swego — zgodził się Harry. — W pewien sposób była gorsza niż Voldemort. On zawsze pozostawał znanym złem. Umbridge fizycznie przebywała w Hogwarcie, torturowała studentów i przeciągała ich na swoją stronę bez ich świadomej zgody. Zamiast śmierciożerców miała Brygadę Inkwizytorów, która wszystkich terroryzowała.
— Oczywiście ty byłeś tego świadomy — rzucił Draco sucho.
Harry wzruszył ramionami.
— Ty też rzucałeś mi kłody pod nogi, ale nie, wcale się ciebie nie bałem — przyznał.
— A więc wierzysz czy nie, że Draco spisałby się dobrze na pozycji lidera? — zapytał Severus. — Powiedziałeś, że teraz go wspierasz, ale ta dyskusja każe mi sądzić inaczej.
Harry zerknął na Draco, czując, że temat schodzi na bardziej osobisty niż to dla niego wygodne. Przywołano lęki i występki Draco, nie jego własne, a nie uważał, by w porządku było rozmawiać o nich przed wszystkimi.
Severus nie pozwoliłby, żeby Harry nie odpowiedział, więc Draco wpatrywał się w niego oczekująco.
— Tak, wspieram Draco — odezwał się, koncentrując uwagę na Severusie. — Sądzę, że Draco w końcu nauczył się, co znaczy być ofiarą tortur i nadużycia władzy. Dorósł, tak jak my wszyscy, i sądzę, że byłby wspaniałym przywódcą. Surowym i wymagającym, ale wykonałby o wiele lepszą robotę, niż zrobiłby to w przeszłości.
— Ale ze względu na jego przeszłość… — naprowadził go Severus.
— Ale ze względu na jego przeszłość ma wiele przeszkód do pokonania — dokończył Harry. — Gdyby został Prefektem Naczelnym, nikt by go nie respektował. Nikt nie poprosiłby go o pomoc. Po zdobyciu takiej pozycji wszyscy żywiliby do niego urazę, bo przez tyle lat był po prostu dupkiem.
— Nie będę opowiadać kłamstw, w rzeczy samej — wymamrotał Draco. — Po prostu mówisz, jak jest, prawda, Harry?
Harry westchnął
— Wybacz.
Draco potrząsnął głową, bez słów przekazując mu, żeby sobie odpuścił. Harry pozwolił trwać ciszy przez chwilę, bo akurat wszyscy jedli śniadanie. Nie potrafił jednak znieść towarzyszącego jej napięcia.
— Cóż, niezły zabójca nastroju — zagaił przyjaźnie.
— A wcześniej miałeś lepszy? — zapytał uprzejmie, choć wyzywająco Fred.
— Och, tak — odpowiedział Harry z udawaną wesołością. — Musiałbyś być na wczorajszym obiedzie. Jestem dość zaskoczony, że nie słyszałeś tej martwej ciszy u siebie na Pokątnej.
Draco pozwolił sobie na rozbawione prychnięcie, a Ginny zawtórowała mu cichym chichotem. Nie minęła chwila, a wszyscy już się śmiali, rozładowując napięcie. Nawet Wiktoria wyłapała zmianę nastroju i zaczęła klaskać z podekscytowaniem.
— O wiele lepiej — powiedział z aprobatą Remus.
— Tak jest przyjemniej — zgodziła się Narcyza.
— To co, możemy kontynuować temat szkoły? Albo zmienić go na inny? — zapytał Harry z bezczelnym uśmiechem na twarzy.
— Jestem ciekawa, kiedy otrzymamy nasze listy — odezwała się Hermina.
Ron jęknął.
— Musiałeś dać jej wybór, co?
— Wybacz, stary — odpowiedział nieskruszony Harry. — Czy sądzisz, że Hermiona zorientowała się już, że je śniadanie ze swoimi profesorami?
Ron i Hermiona jednocześnie zamrugali ze zdziwienia.
Harry uśmiechnął się ironicznie.
— Biorę to za „nie”.
— Za… zapomniałam — przyznała z goryczą Hermiona. — Jak mogłam zapomnieć?
— Poznaj profesora Malfoya, nauczyciela eliksirów — powiedział Harry, wskazując ręką na Lucjusza, a potem na Narcyzę. — Oraz profesorkę transmutacji, panią Malfoy. — Teraz posłał złośliwy uśmieszek w stronę Severusa. — A to, jak mniemam, znany i kochany przez wszystkich, wspaniały profesor Snape, powracający na stanowisko nauczyciela obrony przed czarną magią
— Panie Potter — zaczął Snape jedwabiście — jestem pewien, że już pierwszego dnia szkoły zrobisz coś, co zagwarantuje ci szlaban.
— Zapewne — zgodził się Harry, zaraz jednak jego uwagę rozproszył śmiech bliźniaków.
Obrócił głowę, żeby spojrzeć na Rona. Jego przyjaciel wydawał się kompletnie przerażony.
— Kto go tak przestraszył? — zapytał Harry.
— Ty — odparła oschle Hermiona, sama wyglądając niepewnie. — Raczej wątpię, że to będzie przyjemny rok dla Gryfonów.
— Tak, wiem — przyznał Harry z grymasem.
— Będziemy sprawiedliwi — zapewniła Narcyza.
Harry zapatrzył się na nią z niedowierzanie.
— Poznałaś profesora Snape’a? — zapytał. — Tak, znasz Severusa, ale czy znasz profesora Snape’a?
— To ta sama osoba — wycedził Draco z wyraźnym rozbawieniem.
— Nieprawda — zaprzeczył stanowczo Harry. — Wciąż nie potrafię pogodzić Księcia ze Snape’em. Z Severusem tak, ale ze Snape’em absolutnie nie.
— Skończyliście mówić o mnie? — spytał zjadliwie Severus.
— Nie, ale jeśli chcesz, możemy znowu obgadywać cię za plecami — zaproponował Harry i momentalnie się zaczerwienił, co uzmysłowiło mu, że Severus wciąż potrafi go przestraszyć. — Albo lepiej nie — dodał pojednawczo, jednak już moment później jego przekorna natura wzięła górę i rzucił: — Przecież ty też nie raz mi to robiłeś.
Sapnięcia, jakie rozległy się wokół stołu, nie dodawały otuchy, ale Harry mężnie zniósł spojrzenie Severusa, które nie było aż tak lodowate, jak poprzedniego dnia, co dodało mu pewności siebie.
— Mógłbyś się zamknąć, zanim on zdecyduje się cię zabić? — wysyczał Draco.
— Nie, Harry ma rację — powiedział niespodziewanie Severus.
— I pan to przyznaje?! — wykrzyknął Draco z niedowierzaniem, otwierając szeroko oczy i zamykając usta tak gwałtownie, że stuknęły zęby.
— Zdajesz sobie sprawę, Draco, że zaistniały okoliczności, które złagodziły stosunki między mną a Harrym? — zapytał Snape spokojnie.
Draco przytaknął, a Severus przeniósł swoje przeszywające spojrzenie z powrotem na Harry’ego.
— Wolę, abyś to, co masz do powiedzenia, powiedział mi wprost. A ja postaram się zrobić tak samo.
Harry podążył za przykładem Draco i po prostu kiwnął głową. Przekroczył granice już wystarczająco mocno.
Po minucie ciszy Fred zadał pytanie:
— Czy ktokolwiek tutaj zamierza jeść?
— Czasem to spore wyzwanie — skwitował oschle Draco.
Ponownie zaległa cisza, ale już bardziej komfortowa, ponieważ wszyscy skoncentrowali się na posiłku, w razie potrzeby rzucając na potrawy zaklęcia chłodzące lub ogrzewające.
Harry poczekał, aż każdy skoczy, i dopiero wtedy ponownie się odezwał:
— To co mam dzisiaj robić?
— Ach, nasz codzienny rytuał — rzucił Draco z drwiącą uprzejmością. — Czułbym się paskudnie, mogąc przez jakiś czas poleżeć w łóżku.
— Zamknij się — warknął Harry, spoglądając wyczekująco na Severusa i mając desperacką nadzieję, że dziś dadzą mu odpocząć.
— Jest kilka rzeczy, które musimy omówić — odparł Snape.
— To znaczy? — zapytał Harry, wzdychając z rezygnacją.
— W sobotę w Hogwarcie odbędzie się uroczystość — wyjaśnił Severus, czym zwrócił uwagę wszystkich obecnych. — Zaproszeni są też inni goście, choć to święto osób uczestniczących w bitwie. A że wielu z tych ludzi to przyjaciele państwa Weasleyów, będziemy też celebrować ślub ich najstarszego syna.
— W pewnym sensie to ja przerwałem im przyjęcie — przyznał Harry.
— Tak? — mruknął z sarkazmem Lucjusz. — A mnie się wydawało, że to wina Czarnego Pana.
— No cóż, racja — zgodził się Harry. — I cieszę się, że dostaną drugą szansę.
— To coś znacznie ważniejsze niż przyjęcie — sprostował oschle Severus. — To święto z okazji klęski Czarnego Pana dla tych z was, którzy nie mogli świętować z resztą czarodziejskiego świata, ponieważ wciąż walczyli z reperkusjami wojennymi.
Przez chwilę trwała cisza, podczas której wszyscy przetwarzali usłyszane wiadomości, a uczniowie wymieniali uśmiechy.
— Uwielbiamy dobre imprezy — oznajmili bliźniacy z podejrzanymi minami.
— Bez wątpienia — przyznał Severus z grymasem. — Poproszono mnie, bym zapytał, czy jesteście zainteresowani zorganizowaniem pokazu sztucznych ogni.
— Oczywiście! — wykrzyknęli obaj jednocześni.
— Przekażę wiadomość o waszej zgodzie — powiedział Severus, nie do końca ukrywając szyderstwo w głosie.
Harry wymienił uśmiech z Draco, już nie mogąc doczekać się uroczystości.
— Jest jeszcze jeden temat, który musimy omówić — oznajmił Severus, szybko sięgając do kieszeni szaty, z której wyciągnął kilka kopert.
— Nasze listy z Hogwartu? — zdziwił się Harry.
Severus przytaknął i rozdał koperty. Harry otworzył swoją, przeczytał wiadomość i przebiegł wzrokiem listę potrzebnych akcesoriów. Treść listu wydawała się podobna do poprzednich i nie było w niej wzmianki o egzaminach z zeszłego roku ani żadnych innych.
Nie zaskoczyło go, gdy Hermiona zaczęła piszczeć z podekscytowania. Spojrzał na nią z uśmiechem.
— Prefekt Naczelny? — zapytał, już pewien odpowiedzi, a Hermiona przytaknęła, uśmiechając się radośnie.— Gratuluję. Zasłużyłaś sobie.
Hermiona zaczerwieniła się, a gdy inni również zaczęli składać gratulacje, jej podekscytowanie stało się niemal namacalne.
Harry zwrócił uwagę na Draco, który wciąż wpatrywał się w zamkniętą kopertę.
— Otworzysz ją? — spytał cicho.
— Nie sądziłem, że w tym roku w ogóle dostanę zaproszenie do Hogwartu — wymruczał Draco.
Harry objął go ręką w pasie.
— Wiesz, zasłużyłeś na to, by wrócić z resztą z nas — zapewnił.
— Naprawdę? — odparł Draco ze słyszalnym śladem goryczy w głosie. — Nikt nie będzie z tego zadowolony.
— Ja będę.
Draco zerknął na niego z ukosa.
— Czemu? — spytał, a w jego oczach pojawił się cień uśmiechu.
— Z kim bym się kłócił, gdyby ciebie zabrakło? — odpowiedział pytaniem Harry.
— Jasne — wycedził Draco z ironicznym grymasem. — Beze mnie twoje życie stałoby się nudne.
— Po prostu przeczytaj list, głupku — polecił Harry radośnie i Draco wreszcie otworzył kopertę.
Po wyjęciu listu obaj szeroko otworzyli oczy na widok plakietki Naczelnego Prefekta, która wypadła z koperty. Przez moment patrzyli na siebie w zdumieniu.
— To niemożliwe — jęknął Draco.
— Oczywiście, że możliwe — zapewnił Harry, stopniowo uświadamiając sobie, że wokół zapadła cisza.
Pospiesznie obrócił głowę w stronę Severusa, mając nadzieję na wyjaśnienia.
— Severusie? — odezwał się Draco. — Co to znaczy? — Pełnym wahania gestem uniósł plakietkę.
— To nie jest pomyłka — powiedział Severus. — Wczoraj dyrektorka McGonagall spotkała się z głowami czterech domów. I tak, będę kontynuował funkcję opiekuna Ślizgonów, a profesor Sinistra podejmie obowiązki szefa domu Gryfonów, przynajmniej na razie — dodał, uprzedzając kolejne pytania. — Po długiej debacie ustalono, że powinieneś mieć zaszczyt pełnienia obowiązków Naczelnego Prefekta.
Draco powoli spojrzał na Rona, wyraźnie zdumionego obrotem wydarzeń, a wzrok Harry’ego podążył jego śladem.
— A co z Weasleyem? — Draco zwrócił się do Severusa, ale wciąż patrzył na Rona. — Zasługuje na to bardziej niż ja.
Oczy Rona rozwarły się szeroko. Dobrze wiedział, podobnie jak Harry, ile kosztowało Draco wypowiedzenie tych słów. Harry pocieszająco ujął pod stołem dłoń swojego chłopaka, a Draco odpowiedział niemal bolesnym uściskiem.
— Najwidoczniej profesor McGonagall miała rację, twierdząc, że pan Weasley nie będzie już zainteresowany tym stanowiskiem — wyjaśnił Severus. — Najciekawszy w tym wszystkim wydaje mi się fakt, że pominąłeś Harry’ego, a wspomniałeś o panu Weasleyu.
Draco pospiesznie odwrócił wzrok na Harry’ego.
— Wcale nie myślałem… — Wziął głęboki oddech. — Oczywiście, że Harry na to zasługuje.
— Ale ja nie chcę — rzucił szybko Harry.
— Biorąc pod uwagę twoją automatyczną reakcję, Draco jest tego w pełni świadomy — powiedział Snape, wyginając kąciki ust. — Ku zaskoczeniu pozostałych trzech głów domów, ja i Minerwa również uważaliśmy, że nie docenisz tego stanowiska.
— Ale czemu ja? — zapytał Draco cicho, delikatnie kładąc odznakę na stole. Jego druga dłoń ścisnęła rękę Harry’ego jeszcze mocniej. — Nie jestem godny tego stanowiska.
— Pomijając inne cechy, jakie powinni posiadać prefekci, przy ich wyborze bierze się pod uwagę, jakie mają wyniki w nauce, jakie posiadają predyspozycje przywódcze oraz ich umiejętność skutecznego egzekwowania przestrzegania przepisów — odparł Severus. — A ty spełniasz te kryteria.
— Na wypadek, gdyby pan zapomniał — wycedził sztywno Draco — w zeszłym roku bardzo opuściłem się w nauce, do tego już uzgodniliśmy, że nigdy więcej nie zdołam nikomu przewodzić. Nie mogę skutecznie egzekwować przepisów ani komukolwiek pomagać, skoro nie potraktują mnie poważnie i będą mieć do mnie o coś żal.
Severus zmrużył oczy.
— Twoje wyniki ostatnich egzaminów okazały się zupełnie satysfakcjonujące, w przeszłości byłeś prefektem, a na wypadek, gdybyś to ty zapomniał, masz wsparcie najbardziej wpływowej osoby w szkole — oznajmił, dzięki czemu Harry wreszcie zrozumiał cel pytań Severusa. — Pomimo wcześniejszego sprzeciwu Harry’ego, uczniowie będą go słuchać i podążą jego śladem.
— Czyli chcesz powiedzieć, że tak naprawdę to Harry jest prefektem, a ja tylko otrzymałem tytuł? — sprostował Draco.
— Wcale nie to miałem na myśli — zaprzeczył Severus.
— Ale twoje słowa do tego się sprowadzają. I wszyscy tak pomyślą. Że zostałem prefektem, bo jestem jego chłopakiem.
Harry już miał zaprotestować, ale Severus powstrzymał go ostrzegawczym spojrzeniem.
— Nie otrzymałeś nominacji, bo jesteś w związku z Harrym — powiedział Severus. — Prawdą jednak jest, że wzięto pod uwagę poparcie, na jakie możesz liczyć ze strony Harry’ego. Ja i profesor McGonagall szczerze wierzymy, że zasłużyłeś na to stanowisko, jednak sam wiesz, że to niewiele znaczy. Dobrze wypełniając swoje obowiązki, będziesz teraz musiał udowodnić innym uczniom, że otrzymałeś je uczciwie. Jak już wspomniał Harry, będzie to wymagało od ciebie ciężkiej pracy, determinacji i wytrwałości. — Severus przerwał, jakby się zawahał, a jego spojrzenie na moment przeniosło się na Harry’ego. — Początek roku z pewnością okaże się trudny — kontynuował. — Jednak masz wsparcie naszego bohatera. Nie wątpię, że jasno da wszystkim do zrozumienia, że należy cię szanować na tym stanowisku.
Przez twarz Draco przemknął ślad wesołości.
— O tak, Merlin nie pozwoli uczniom zrobić czegoś, co zdenerwuje Zbawiciela — skwitował Severus oschle, właściwie interpretując minę Draco.
Harry uśmiechnął się z zakłopotaniem, niektórzy z zebranych w salonie cicho zachichotali.
— Panno Granger? — przerwał ciszę Severus.
Hermiona zadrżała i automatycznie wyprostowała ramiona.
— Tak, profesorze? — zapytała.
— Przy wyporze Naczelnych Prefektów jednym z naszych największych problemów był dylemat, czy będą oni zdolni wspólnie przewodzić uczniom — wyjaśnił Severus. — Czy potrafi pani współpracować z panem Malfoyem?
Oczy Hermiony skierowały się na Harry’ego, potem na Draco, znów na Harry’ego, aż w końcu spoczęły na Severusie.
— A pan, panie Malfoy? — Severus niemal wywarczał to pytanie.
Draco, podobnie jak wcześniej Hermiona, spojrzał na Harry’ego, potem na nią, i wrócił do Harry’ego.
— Oczywiście, profesorze — zapewnił.
— Był jeszcze jeden decydujący czynnik, który mimo ekstremalnych i nietypowych okoliczności przekonał innych szefów domów, żeby wybrali ciebie na Naczelnego Prefekta. Domyśla się pan, o co chodziło, panie Malfoy? — spytał Severus.
Draco zmarszczył czoło, ale nic nie przyszło mu do głowy. Próbował tego nie okazywać, jednak najwyraźniej wybór na prefekta zakłócił jego zdolność racjonalnego myślenia. Był zdenerwowany i nie myślał jasno.
Harry przyglądał mu się z czułością, a jego usta wykrzywiły się w lekkim uśmiechu, gdy przypomniał sobie pierwsze śniadanie z neutralnymi Ślizgonami. Bez względu na to, czy Draco zdawał sobie sprawę z tego czy nie, był w stanie przewodzić uczniom i z pewnością zrobi to inaczej niż w przeszłości.
— Panie Potter, pana mina świadczy, że wie pan, o jaki decydujący czynnik chodziło —powiedział Severus. — Zechciałby pan oświecić pana Malfoya?
— Nie ma nikogo lepszego, kto mógłby zrozumieć i pomóc Ślizgonom — odparł pospiesznie Harry, na co Draco ze zdziwienia szeroko otworzył oczy. — Wybierając Draco i Hermionę, wybraliście dwójkę bohaterów wojennych, którzy mogą skutecznie dotrzeć do wszystkich uczniów — wyjaśnił. — Dom Slytherina będzie teraz bardziej podzielony niż kiedykolwiek wcześniej. Gdybyście wybrali mnie albo Rona, czy kogoś z Ravenclawu albo Hafflepuffu,
dotarlibyście tylko do trzech czwartych całego grona studentów.
Severus z zadowoleniem pokiwał głową.
— Rozumie pan to, panie Malfoy? — zapytał Severus.
— Tak, profesorze — odparł Draco.
— Jest pan gotów zaakceptować swoją nominację?
— Nie zawiodę pana, profesorze — zapewnił Draco uroczyście.
Severus ponownie pokiwał głową z zadowoleniem.
— Wierzę — odparł po prostu.
— Harry, wszystko w porządku? — zaniepokoił się Draco.
Harry zaprzeczył ruchem głowy, na co Draco zesztywniał.
— Skróci to mój czas na drzemki — wyjaśnił nadąsany Harry. — Wiesz, miałem konkretny powód, żeby nie chcieć zostać prefektem. A teraz będziesz spędzał połowę swojego wolnego czasu z Hermioną.
Na twarzy Draco powoli rozkwitł uśmiech. Prawdziwy uśmiech, pełen wdzięczności.
— Obiecuję, że ci to wynagrodzę — zadeklarował.
— Tak lepiej — odparł Harry niby poważnie, ale nie mógł powstrzymać uśmiechu. — Uścisnął pod stołem dłoń Draco, ciesząc się, że jego chłopak wreszcie rozluźnił śmiertelny uchwt. — Gratuluję.
— Jestem z ciebie bardzo dumna — powiedziała Narcyza. Jej oczy podejrzanie błyszczały.
— Ja też ci gratuluję, synu — dodał z dumą Lucjusz.
— Dziękuję — bąknął Draco.
Jak na kogoś, kto zwykle nie pokazywał uczuć, jego twarz teraz wręcz pałała wielością emocji, zmieniających się jedna po drugiej. Wydawał się bliższy rozklejeni, niż kiedykolwiek pozwalał sobie w obecności innych, i nikt nie wątpił, ile to dla niego znaczy.
— Hej — odezwał się Harry cicho.
Draco spojrzał na niego bezradnie, więc Harry pochylił się i pocałował go. Nie zdziwił się, gdy Draco natychmiast pogłębił pocałunek, traktując go jak emocjonalne uwolnienie. Minutę później znów wyglądał na spokojniejszego i opanowanego, choć jego włosy stały się bardziej rozczochrane po tym, jak Harry zmierzwił je palcami.
— Kolejne gratulacje możecie składać sobie prywatnie — zadrwił Severus, ale poza tym nie powiedział nic, aby ich powstrzymać.
Harry wiedział, że Severus rozumie, co czuje Draco, niezależnie od tego czy aprobował metody, jakimi Harry pomagał mu odzyskać równowagę. Milczał, nie zamierzając wstydzić się, że pocałował ukochaną osobę.
— Jak oni to robią? — zapytała Ginny.
— Nie wiem — odparła Hermiona.
— Co robią? — wtrącił się Ron. — Tylko się ślinią. Chociaż masz rację, sam się zastanawiam, czemu nie boją się całować na oczach nauczycieli i rodziców.
— To było coś więcej niż całowanie, Ron — skarciła go Hermiona.
— Bez względu na definicję, w Hogwarcie nie pozwolę im na publiczne okazywanie uczuć — ostrzegł Severus. — Draco jako Prefekt Naczelny będzie musiał świecić przykładem.
Wyraźnie nie był zachwycony ich zachowaniem, jednak Remus i Narcyza uśmiechnęli się ciepło. Remus spojrzał na Ginny i Hermionę.
— To imponujące, jak się nawzajem uzupełniają, prawda?
Dziewczyny przytaknęły, a Narcyza odpowiedziała Ronowi:
— Draco i Harry są dorośli, panie Weasley. Nie do nas należy kontrolowanie ich poczynań.
Lucjusz wyglądał, jakby absolutnie nie zgadzał się z tym stwierdzeniem, ale w milczeniu słuchał wypowiedzi żony.
— Jako matka bardzo się cieszę, że Draco znalazł kogoś, kto tak głęboko się o niego troszczy. W tych okolicznościach byłoby zrozumiałe, gdyby Harry chciał utrzymać ich związek w tajemnicy.
Harry bez zastanowienia wydał z siebie odgłos protestu, czym zwrócił na siebie uwagę wszystkich zebranych. Narcyza uśmiechnęła się pobłażliwie.
— Swoim zachowaniem Harry jasno dał do zrozumienia, że bardzo mu zależy na moim synu — kontynuowała. — Jeśli Draco potrzebuje wsparcia lub czegokolwiek, Harry nie wstydzi się mu tego zaoferować, bez względu na to, kto jest świadkiem, nawet jeśli to nauczyciele czy rodzice.
— A Draco traktuje Harry’ego w ten sam sposób — dodał Remus. — Ich związek jest otwarty i uczciwy, co powinno się podziwiać.
Hary spojrzał na Draco, który uśmiechnął się ironicznie.
— Nie zdawałeś sobie sprawy, że oni tyle rozmyślają na nasz temat, co?
— Nie, nie w ten sposób — bąknął Harry. — Ja tylko…
— Po prostu kochasz go i nie obchodzi cię, co inni o tym sądzą — dopowiedział Remus.
Harry wzruszył ramionami. Czasem zastanawiał się, co inni o nich myślą, ale Remus miał rację, tak naprawdę nie przywiązywał do tego większej wagi. Jednak zaczynał się czuć niepewnie, ponieważ po sposobie, w jaki przyjaciele o nich mówili, wywnioskował, że nie zachowywał się jak większość ludzi. Czy coś robił źle? Czy powinien bardziej przejmować się, jak ich postrzegają? Czy Draco byłby szczęśliwszy, gdyby byli bardziej dyskretni?
Draco lekko pocałował go w usta.
— Przestań to już roztrząsać — rozkazał.
— Tak, jasne — bąknął Harry, postanawiając, że rozważy problem później. — W każdym razie zamiast rozmawiać o nas powinniśmy świętować nominacje na nowych Prefektów Naczelnych.
— Malfoy naprawdę będzie prefektem? — zapytał Ron.
— Tak, więc w tym roku lepiej na siebie uważaj — ostrzegł go Draco ze złośliwym uśmieszkiem.
Ron zamrugał.
— Harry, mamy kłopoty, co?
Draco i Hermiona wymienili pierwsze naprawdę przyjacielskie spojrzenie, oboje podekscytowani nadchodzący rokiem szkolnym, a Harry’ego jakoś wcale nie zaskoczyły ich konspiracyjne miny.
— Tak, myślę, że tak — odpowiedział Ronowi.

cdn
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 555
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez pindolino » 12 lis 2017, o 05:37

Kocham to. Kocham to bardzo. Tęskniłam za tą sielanką Draco i Harry'ego. Za ich wspieraniem sie bez względu na wszystko, miłością którą nawet ja do cholery czuje jak to czytam i to naprawdę robi wrażenie, jak genialnie jest to napisane, co na najwżniejsze przetłumaczone. Dlatego w tym momencie bardzoo Wam dziękuje za włożoną prace aby to przełożyć na język polski.
Ah Ron, Ron , Ron. Albo jest wkurwiający albo zabawny - nie ma nic pomiędzy poważnie. Tyle rozdziałów, a on nadal nie może się przyzwyczaić do związku Drarry'ego. Mam nadzieje, że nadejdzie dzień w którym ten człowiek się w końcu ogarnie.
Wierzyłam do konca, że Malfoy zostanie Prefektem t a k! Jednak to prawda, że bedzie miał dużo do roboty. Ale to Malfoy, z Harrym za chłopaka poradzi sobie ze wszystkim. Wierze w niego.
Zastanawiam się co się jeszcze wydarzy w ciągu tych 5 kolejnych rozdziałów. Mam nadzieje, że bedzie dużo Drarry'ego bo oni razem to otp życia.
Pozdrawiam i czekam na kolejny! xx
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez MargotX » 17 lis 2017, o 22:50

Dziękuję, Kaczalko :buzki:
Chcieć, to się chce, bo jak można by zostawić tę wspaniałą, a tak niedocenioną ostatnio pracę bez kilku słów chociażby. Problem jedynie w tym, że już kolejny rozdział powitałam z gorączką i wściekłym szczekaniem (eee, kaszlem, chciałam powiedzieć xD), a to dość skutecznie opróżnia komórki mózgowe i odbiera ogólne chęci do czegokolwiek.
Kolejny, wcale nie detal, to fakt, że chyba coraz trudniej pozbierać jakieś sensowne spostrzeżenia teraz, kiedy jakoś trzeba przebrnąć przez takie przejściowe rozdziały, a przynajmniej ja tak je postrzegam. Mamy już za sobą wcześniejsze emocje towarzyszące pierwszym interakcjom Harry'ego i Draco, mozolne przygotowania do ostatecznej rozgrywki z Voldemortem, kluczenie Pottera między Privet Drive, Grimmauld Place a Norą, ostateczne, spektakularne BUM z popcornem - czyli odkrycie sezonu przed szerszą publicznością ;). Wszystkie bitwy, tragedie większe i mniejsze też już się rozegrały, a teraz w sumie, o ironio, atmosfera wydaje się momentami bardziej napięta i zdecydowanie mniej przyjemna niż w tych pozornie krytycznych chwilach i, niestety, zwalę to wszystko bezczelnie na obecność Hermiony i Ronalda. Bliźniacy, czy nawet Ginewra, potrafili w jakiś lżejszy sposób współegzystować z całą plejadą zupełnie szokujących postaci, które pojawiły się na nowo w życiu Pottera.

W momencie, kiedy nad głowami wszystkich nie ciąży już najistotniejszy, łączący ich cel, wszystkie wcześniejsze animozje, uszczypliwości i wyraźny brak wspólnego mianownika dają się chwilami we znaki. Tak ja odbieram jakieś ostatnie trzy lub cztery rozdziały i zapewne nie wykazuję się obiektywizmem w tej ocenie. Na pewno coś jest w stwierdzeniu bliźniaków, że Hermiona jest zabójczynią dobrego humoru, choć Ronald jej na pewno nie ustępuję, tyle, że pod innym kątem. Stwierdzam, że staję się coraz bardziej złośliwa i wredna w odbiorze zachowań Granger i Weasleya. Tego ostatniego niespecjalnie lubiłam już w kanonie, obrzydł mi całkowicie w IŚ, a epilog już mi całkiem zabił tę postać. Z upływem czasu i pod wpływem sporej ilości przeczytanych fanfików - mam wręcz alergię na Weasleya, a i Granger irytuje mnie znacznie częściej niż kiedyś. Starzeję się :(

Ale, ale, Harry w tym rozdziale irytował mnie chwilami równie mocno, naginając do krawędzi ledwo co osiągnięte porozumienie z Severusem Snape'em. O ile doskonale rozumiem rozgoryczenie, z jakim wspominał o postawie Draco wobec Umbridge i zabił skutecznie nastrój tym razem on, o tyle zastanawiam się, dlaczego tak wrednie nagina chwilami cierpliwość mistrza eliksirów, która zbyt wielka nie jest. Widać, że Potter naprawdę nie potrafi już też przeżyć spokojnie i na luzie nawet kilku godzin, musi po prostu mieć z kim walczyć, nawet słownie. Nagryzmoliłam właśnie jakieś oderwane spostrzeżenia i właściwie sama nie wiem, dlaczego mi się na to zebrało ;) skoro mogłam spokojnie odnieść się jedynie do wyboru prefektów naczelnych na nowy rok w Hogwarcie. Jak by nie patrzeć, wybór Draco na jednego z ich wydaje się naprawdę trafiony. Właśnie z tego jednego, jedynego powodu, o którym wspomniał Harry - szansy, jaką daje jego osoba na zjednoczenie i wsparcie Ślizgonów. Jeśli dodamy do tego fakt, że, mimo wszystko, Draco jest w stanie dogadać się i współpracować z Hermioną, drugim prefektem, wydaje się, że wybór taki jest oczywisty, co wcale taką oczywistością nie będzie dla wielu.

Ogromne dzięki za kolejny przetłumaczony rozdział. Wydaje się, że następne mogą znów być bardziej obfitujące w "atrakcje" wszelakie. Pozdrawiam serdecznie. :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2059
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez slimarwen » 29 lis 2017, o 20:08

Nie ma człowieka chwilę a już nowe rozdziały. Wybaczcie, ze ostatnio nie piszę komentarzy, życie daje w kość, ale nadal kibicuję tłumaczeniu tego opowiadania i na pewno nadrobię rozdziały. Pozdrawiam mocno :*
slimarwen Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 24
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 22:38

Postprzez pindolino » 9 gru 2017, o 20:09

Zaraz miesiąc minie. Można się spodziewać nowego rozdziału?
Pozdrawiam
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez Kaczalka » 9 gru 2017, o 23:21

Pindolino, Ty marudo, chyba masz jakiś szósty zmysł, bo zawsze jak poganiasz, to ja kończę rozdział ;D
Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję.
Bez bety.


Rozdział pięćdziesiąty ósmy

— To co robimy? — zapytał Draco. — Idziemy na Pokątną, żeby kupić rzeczy do szkoły?
— Nie, dzisiaj to niemożliwe — powiedział Severus. — Profesorowie Hogwartu muszą stawić się na spotkaniu kadry, aby omówić problemy związane ze zbliżającym się semestrem.
Harry jęknął, gdy to sobie uświadomił.
— Wracasz do zamku.
Severus uniósł brew.
— Czy jest jakiś szczególny powód, dla którego stwierdzasz oczywistość? — zapytał.
Harry zerknął na drzwi do pracowni eliksirów.
— Musimy to wszystko przenosić? — zamarudził.
— Ach — odparł Severus ze zrozumieniem, głosem niepozbawionym rozbawienia. — Nie, nie musimy. Po prostu w przeszłości tylko tam moje materiały były bezpieczne.
— To dobrze — mruknął Harry z ulgą.
— Jednakże — kontynuował Severus — sporo rzeczy zarówno ja, jak i Lucjusz, będziemy musieli mieć pod ręką.
— W porządku — powiedział Harry. — Ale tym razem Draco pomaga.
— Czemu mam pomagać? — zaprotestował Draco.
— Bo poprzednio leżałeś w łóżku, podczas gdy ja odwalałem całą robotę.
— Byłem ranny i krwawiłem, ty dupku — odparował Draco. — I skąd miałem wiedzieć, że wymykałeś się na spotkania akurat z Severusem?
— Nic mnie to nie obchodzi. Wiesz, ile on ma książek? Dużo. Nawet jeśli zabierzemy do Hogwartu tylko połowę, godziny zajmie, żaby je spakować, a potem rozpakować.
— Harry, zdajesz sobie sprawę, że Severus wcale nie prosił cię o pomoc? — spytał Draco.
Harry zamrugał.
— Cóż, no tak… Ale ktoś musi mu pomóc. Teraz przynajmniej nie będziemy przeprowadzać się w środku nocy i nie musimy się przekradać.
— Przekradałeś się do Hogwartu ze Snape’em?! — wykrzyknęła Hermiona.
— Ee… tak — przyznał Harry. — Przecież potrzebowaliśmy sprzętu do sporządzania eliksirów, prawda?
— Oczywiście — zgodziła się Hermiona bez przekonania.
— Z dnia na dzień coraz bardziej cię podziwiam, stary — przyznał Fred, a George na zgodę skinął głową.
Harry zerknął ostrożnie na Severusa.
— Czy ja właśnie wpakowałem nas w kłopoty? — zapytał.
— W kłopoty nie — odparł oschle Snape. — Już w lecie poinformowałem McGonagall o naszej wyprawie do zamku. Ale czy chcę mieć coś wspólnego z twoim niewyparzonym językiem? Odpowiedź również brzmi: nie.
— Wybacz — bąknął Harry nieśmiało.
— Odpracujesz to, pomagając mi przenieść rzeczy do Hogwartu — oznajmił Severus już dużo łagodniej.
— Widzisz? — Harry zwrócił się do Draco. — Wiedziałem, że tak się to skończy.
— Ale nie musiałbyś, gdyby… — Draco przerwał i potrząsnął głową z rezygnacją. — Dobrze, ja też pomogę — westchnął.
Harry uśmiechnął się z zadowoleniem.
— Wiedziałem — oznajmił radośnie.
— Jesteś wrzodem na tyłku — powiedział Draco z irytacją.
— Ale i tak mnie kochasz — wyszczerzył się Harry.
— Na twoje szczęście — odparł Draco, podnosząc odznakę Głównego Prefekta. — Przenoszenie pakunków to nie mój pomysł na świętowanie.
— Ja też mogłabym pomóc — zaproponowała nieśmiało Hermiona. — Najpierw muszę porozmawiać z rodzicami, ale to nie potrwa długo.
— Jasne, dzięki — mruknął Draco, nie okazując szczególnej wdzięczności. Był zajęty wpatrywaniem się ze złością w Harry’ego za to, że go w to wciągnął. — Reszta z was też może, pójdzie szybciej.
— Ajjj, jakie to słodkie — zagruchał Fred. — Widzisz to, George? Już razem współpracują i rzucają rozkazami.
Do Draco dotarły słowa Freda i teraz z uwagą spojrzał na Hermionę, która z niesmakiem pokręciła głową na komentarz bliźniaka, ale i tak się uśmiechnęła.
— Miło będzie pracować z kimś, kto jest zmotywowany — oznajmiła.
Draco odwzajemnił uśmiech.
— Myślę, że sobie poradzimy — powiedział i zwrócił się do Severusa. — To kiedy zaczynamy?
Harry próbował stłumić chichot na widok miny ich mistrza eliksirów. Po raz pierwszy wydawało się, że zaskoczyło go, co się tutaj dzieje.
— Jak mniemam, to lekcja, którą warto zapamiętać — wtrącił się Lucjusz. — Jeśli musimy coś zrobić, trzeba w to zaangażować Harry’ego.
— Rzeczywiście — zgodził się Severus.
Harry już nie powstrzymywał śmiechu.
— To dziwne, że jestem zaskoczony, pomimo wszystkiego, co widziałem tego lata — powiedział Snape, wstając od stołu. — Kto chce pomóc, niech idzie za mną — polecił. — Pracując wspólnie, uporamy się z przeprowadzką do południa i reszta dnia zostanie wam na odpoczynek.
— Ja też musze pomagać? — stęknął Ron.
— Tak — odpowiedzieli zgodnie Harry i Hermiona.
— Ale nie zgłosiłem się na ochotnika — zaprotestował Ron, podnosząc się z krzesła.
— Poza Harrym nikt tego nie zrobił — powiedział Draco. — To twój przyjaciel, powinieneś go powstrzymać.
Ron popatrzył na niego z niedowierzanie.
— A ty jesteś w stanie go powstrzymać, jeśli coś sobie postanowi? Przyjaźnię się z nim od sześciu lat i już się nauczyłem, żeby nawet nie próbować.
— Może i masz rację, Weasley — przyznał Draco.
— Czy ty właśnie przyznałeś mi rację? — zapytał Ron.
— Nie przyzwyczajaj się — odparł Draco szyderczo.
Harry musiał się uśmiechnąć. Dokładnie to samo Draco powiedział, zanim zaczęli się przyjaźnić. Może istniała nadzieja, że on i Ron kiedyś się polubią.
— Wiem, o czym myślisz — szepnął Draco, mrużąc oczy. — Nie ma mowy. To Weasley.
Pochylając się do jego ucha, Harry odszepnął:
— Nie było też mowy, żebyśmy z wrogów stali się kochankami. — Czując, że Draco zadrżał, jeszcze raz się uśmiechnął i w wyśmienitym humorze ruszył do pracowni eliksirów. — Severus nie lubi czekać — rzucił wyniośle przez ramię.

***

Po sutym obiedzie przygotowanym przez skrzaty, po cały przedpołudniu pomagania profesorom, zapracowali sobie na pozwolenie na spędzenie reszty dnia na boisku quidditcha. Taka nagroda jakoś nie zrobiła wrażenia na Hermionie, ale Severus zgodził się, by pożyczyła od niego kilka książek, co ją wyraźnie zachwyciło, i rozsiadła się z lekturą obok trybun, czytając i doglądając Wiktorii.
Harry czuł niesamowitą radość, po tak długiej przerwie ponownie wzbijając się w powietrze. Przez chwilę przyglądał się, jak Draco zabiera córkę na jej pierwszą przejażdżkę na miotle nisko nad ziemią. Widać było, że oboje świetnie się bawią, jednak Hermiona obserwowała ich z paniką na twarzy. Uspokoiła się dopiero, gdy dziewczynka ponownie znalazła się bezpiecznie na ziemi, a reszta zajęła się meczem. Nie mieli równej liczby zawodników w drużynach, skoro Hermiona odmówiła udziału w grze, jednak nikt się tym specjalnie nie przejął.
Kolejne kilka dni spędzili podobnie. Pomaganie nauczycielom rano zapewniało im możliwość przebywania przez resztę dnia na terenie Hogwartu. Jeśli chodzi o Harry’ego, nie mógł marzyć o lepszych wakacjach. Spędzał sporo godzin z przyjaciółmi, grał w quidditcha, mógł przebywać na otwartej przestrzeni i miał więcej czasu dla Draco i Wiktorii. Nawet praca do południa nie wydawała mu się taka zła, choć bez wątpienia pozostali mieli co do tego wątpliwości. Sam Harry nie był pewien, czy wiedziałby, co ze sobą zrobić, gdyby nie miał obowiązków.
W czwartek usiadł w cieniu razem z Hermioną i obserwował, jak inni śmigają w powietrzu. Nakarmił Wiktorię, przebrał ją i ułożył do popołudniowej drzemki.
— Wiesz, jestem naprawdę zaskoczona — powiedziała Hermiona z namysłem chwilę potem. — Lucjusz Malfoy nie ma nic przeciwko, że jego syn i Harry Potter są razem?
— Tak, ale muszę mieć dziecko — odparł Harry z roztargnieniem.
— Co powiedziałeś? — zapytała Hermiona.
— Muszę mieć dziecko — powtórzył Harry, wciąż skupiony na przyjaciołach unoszących się w powietrzu, i gotów się do nich przyłączyć. — A raczej, to Draco musi.
Nie zauważył, jak Hermiona przymknęła oczy, modląc się o cierpliwość i zrozumienie. Dotarło do niego jednak, że przyjaciółka nie odpowiedziała, zanim nie rzuciła wokół Wiktorii zaklęcia wyciszającego.
— Harry Jamesie Potterze, o czym ty mówisz?! — niemal wykrzyczała.
Co Harry’ego zaskoczyło, ale zreflektował się, gdy tylko zrozumiał, o co pytała. Zdziwienie zmieniło się w rezygnację. To nie była rozmowa, jaką chciał z nią przeprowadzić. Ani z kimkolwiek innym.
— Draco potrzebuje spadkobiercy, aby przedłużyć ród Malfoyów — wyjaśnił.
— Ma Wiktorię — powiedziała Hermiona z dezaprobatą w głosie i zmarszczonym czołem, co nie zapowiadało niczego dobrego.
— Ale to dziewczynka — odparł Harry. Musiał Hermionie przyznać, że połapała się szybciej niż on. Nie potrzebowała od niego nawet szczegółowych tłumaczeń.
Spokojnie pozwoli, żeby sobie trochę pokrzyczała, a sam ponownie skupił uwagę na graczach. Co jakiś czas wydawał z siebie dźwięki aprobaty lub dezaprobaty, w zależności od sytuacji. Hermiona chyba nie zwracała uwagi, czy robi to we właściwych momentach, ale wreszcie skończyła tyradę i skoncentrowała się na nim.
— Harry, czemu się w coś takiego wplątałeś? — spytała, przyglądając mu się intensywnie.
Uznał, że nadszedł czas, aby ponownie skupić się na rozmowie. Zresztą pytanie nie należało do trudnych.
— Ponieważ go kocham — odpowiedział.
— To żadna wymówka do dyskryminacji — niemal warknęła Hermiona. — Mogę ci odpuścić w sprawie Mrużki, ale tego już za wiele.
I znowu zaczęła trajkotać, więc Harry przez kilka minut mógł spokojnie przyglądać się graczom.
Mecz, mimo że zaimprowizowany, nieźle wszystkich rozruszał. Gracze rzucili Harry’emu i Hermionie jedno spojrzenie, po czym jednomyślnie rozpoczęli kolejną rozgrywkę.
Tchórze, pomyślał Harry z rozbawieniem.
— Czemu się tym nie przejmujesz? — zapytała wreszcie Hermiona, wyglądając, jakby zaraz miała się rozpłakać.
Harry nie miał pewności, czy to z frustracji, czy z prawdziwego niepokoju o jego przyszłość.
— Przejmuję się — przyznał. — Już o tym z Draco rozmawiałem.
— Och — bąknęła Hermiona, przez chwilę z zaskoczenia mrugając jak sowa wciąż iskrzącymi oczami.
— Hermiono, w tej kwestii naprawdę się z nim nie zgadzam. To dyskryminujące wobec kobiet. Ale jednocześnie szanuję to, że tak wysoko ceni swoje nazwisko. Zawsze o tym wiedziałem — przyznał i przeszedł do trudniejszej części. — Tak czy owak, wymyślę jakiś sposób, żeby dać Draco męskiego potomka. To dla niego bardzo ważne.
— Harry — zaczęła gniewnie Hermiona — a co jest ważne dla ciebie?
— Ważna jest rodzina — powiedział cicho. — Co nie wyklucza posiadania syna.
Hermiona zastanowiła się nad jego odpowiedzią, głęboko marszcząc czoło.
— A co z Wiktorią? Ona nie ma żadnych praw?
— Będzie miała takie same prawa jak jej przyszły brat. Prawo do tych samych przywilejów, dostęp do tych samych pieniędzy i wszystkiego, czego zapragnie w życiu, w tym prawo do przyjęcia nazwiska męża po ślubie. Jedyne, czego nie będzie miała, do prawa do tytułu spadkobiercy rodu Malfoyów.
— Dużo o tym myślałeś — skwitowała Hermiona tonem, który wcale nie świadczył, że się poddała, zrozumiała jednak, że Harry nie zachowuje się jak kompletny ślepiec.
Uśmiechnął się lekko.
— Tak. Wiedziałem, że nie ominie mnie podobna rozmowa — przyznał.
Ku własnemu zaskoczeniu Hermiona roześmiała się, choć dźwięk ten zabrzmiał nieco rozpaczliwie.
— Harry, przecież ty nie możesz mieć dziecka — zauważyła rozsądnie.
Oczywiście, dla niego to właśnie stanowiło prawdziwy problem.
— Lucjusz powiedział, że jestem zaradny i z pewnością znajdę jakieś wyjście — powiedział, na co Hermiona wykrzywiła usta w grymasie. — Przecież nie muszę się spieszyć. To znaczy, mamy dopiero po siedemnaście lat i przed nami jeszcze rok szkoły.
— Ale wy już macie dziecko — przypomniała mu twardo.
Harry uśmiechnął się ponownie.
— Tak, mamy — potwierdził cicho, spoglądając na Wiktorię i odgarniając jej z czoła kosmyk włosów, który zawędrował tam z podmuchem delikatnego wiatru.
Coś w wyrazie twarzy Hermiony wyraźnie się zmieniło. Harry nie potrafił tego określić, ale nie miał wątpliwości.
— Co? — zapytał.
— Właśnie coś sobie uzmysłowiłam — wyjaśniła. — Z tobą i Malfoyem jako rodzicami, ta dziewczynka niczego więcej w życiu nie musi pragnąć, materialnie, mentalnie czy emocjonalnie. Miłość, akceptację, rodzinę, wszystko to już ma. Wy dwaj jesteście zbyt uparci, żeby jej czegoś zabrakło.
Harry lekko wygiął usta i przytaknął na zgodę.
— Ale zdałam sobie także sprawę z czegoś innego — ciągnęła Hermiona. — To głupie, że akurat tobie zarzucam dyskryminację. Może co do Malfoya w pewnych kwestiach byłoby to słuszne, ale nie względem ciebie.
— Zrozumiałaś, co? — zapytał łagodnym tonem.
Hermiona ze smutkiem skinęła głową.
— Absolutnie nie zgodziłeś się na dyskryminację czterech śmierciożerców, więc nie będziesz czegoś takiego tolerował wobec swojej córki. — Spojrzała na niego badawczo. — Uważam, że Wiktoria dorośnie, ucząc się tolerancji. Tak samo jak jej przyszły brat. Będziesz ich wychowywał równo. Zaryzykuję stwierdzenie, że zanim osiągną wiek na przejęcie tytułu, przestanie to stanowić taki problem.
— Cii — szepnął Harry z psotnym uśmiechem. — Draco jeszcze o tym nie wie.
Hermiona roześmiała się otwarcie.
— Och, Harry, cieszę się, że masz rodzinę.
— Ja też — odparł cicho.
— No to — zaczęła Hermiona energicznie, co świadczyło, że jej postawa zmieniła się diametralnie — co musimy zrobić, żeby dać ci spadkobiercę rodu Malfoyów?
Harry spojrzał na nią z niepokojem. Czy to ta sama dziewczyna, która zaledwie chwilę temu atakowała go właśnie z tego powodu?
— Tego właśnie potrzebujesz, prawda? — zapytała beztrosko. — Chłopca, który uzupełni twoją rodzinę.
— Ee… no tak — potwierdził zaszokowany.
— Oczywiście żaden z was nie może zajść w ciążę — dodała i przerwała, zastanawiając się przez chwilę. — Chociaż żyjemy w świecie magii, więc nic nie jest wykluczone.
— Jestem facetem! — wykrzyknął Harry, naprawdę spanikowany.
— Zauważyłam — odparł Hermiona oschle. — I zauważyłam także, że mimo zniewieściałych manier, Malfoy również jest mężczyzną.
Harry zachichotał, odrobinę się relaksując.
— I przestań się martwić. Wątpię, czy nawet z pomocą magii mężczyźni mogliby zajść w ciążę — dodała Hermiona.
Na moment Harry poczuł ulgę.
— Ciekawe, czy ktoś może zajść w ciążę, jeśli zostanie wielosokowany w kobietę — zastanowiła się Hermiona na głos.
Panika wróciła.
— Nie jestem dziewczyną! — ponownie wykrzyknął. — Powiedziałem już Draco, że nie wymienię moich narządów na coś bardziej odpowiedniego do zapewnienia mu spadkobiercy.
Hermiona otworzyła szeroko oczy.
— No… cóż. Jak widzę, wy dwaj przeprowadzacie interesujące dyskusje.
Harry spojrzał na nią ze złością. Odchrząknęła i kontynuowała:
— Tak, raczej nie byłoby wskazane długotrwałe zażywanie eliksiru wieloskokowego, aby podtrzymać ciążę. Nawet jeśli wiemy, że człowiek może żyć w tym stanie przez wiele miesięcy.
— Tak sądzisz? — spytał Harry z sarkazmem.
Teraz to Hermiona spojrzała na niego gniewnie, ale zaraz przeszła na tryb „rozwiązywania problemów”.
— Adopcja to zawsze jakaś opcja — powiedziała i zaraz wykrzywiła twarz w grymasie. — Chociaż nie chcę nawet zgadywać, jak długo trwałoby przekonywanie Malfoya, biorąc pod uwagę problem z czystością krwi.
Niestety, Harry musiał się z nią zgodzić. Uważał, że może Draco w przyszłości zaakceptuje adoptowane dziecko, ale nigdy nie przyzna im statusu spadkobiercy. Był wdzięczny, że Hermiona postanowiła nie rozwodzić się nad tym tematem.
— Zapewne oczywistym wyjściem z sytuacji byłoby, gdyby Draco zapłodnił kolejną kobietę — powiedziała czysto praktycznym tonem. — Tak właśnie było z Wiktorią.
Harry zacisnął szczękę, a Hermiona popatrzyła na niego z uwagą.
— Są sposoby na zapłodnienie bez uprawiania seksu — poinformowała go.
Zamrugał ze zdziwienia.
— Są? — zapytał.
Przyjaciółka udzieliła mu szczegółowych informacji, czym są matki zastępcze i na czym polega sztuczne zapłodnienie. Z tym pomysłem mógł się zgodzić, choć nie mieli pojęcia, gdzie znaleźć chętną kobietę. Na szczęście nie musieli jej szukać już teraz.
Gdyby nie fakt, że chciał przedstawić Lucjuszowi jakieś rozwiązania, w ogóle nie zaprzątałby sobie tym głowy. Sądził, że ma cały rok szkoły, aby coś wymyślić. Zanim Lucjusz sam coś zaplanuje. A ponieważ Wiktoria była właśnie rezultatem jego genialnych planów, Harry nie zamierzał dawać mu w tej kwestii jakiejkolwiek swobody.
Hermiona wydawała się zdeterminowana, by przedstawić mu jak najwięcej opcji, i to natychmiast, a Harry nie zamierzał protestować. Draco z pewnością doceni możliwość wyboru.
— Zastanawiam się, czy dzięki magii można by zmieszać wasze DNA — mówiła Hermiona.
Harry wpatrywał się w nią pustym wzrokiem, wytłumaczyła mu więc, że w takim przypadku dziecko miałoby tylko ich geny, a nie matki zastępczej i Draco.
— Byłoby dzieckiem z krwi Pottera i Malfoya — powiedziała cicho.
— Miałoby moją krew? — zapytał Harry ze zdziwieniem.
— Nie zdawałam sobie sprawy, że chciałbyś mieć własnego dziedzica.
— Bo nie chcę — odparł Harry i faktycznie nigdy o tym nie myślał. Ale skoro jest ostatnim Potterem, to może powinien? W tej chwili niewiele go to jednak obchodziło.
— Draco i ja moglibyśmy mieć dziecko stworzone przez nas obu? — dopytywał.
— Och, Harry — westchnęła Hermiona. — Nie chciałam dawać ci nadziei. Nie wiem, czy to nawet realne. Widziałam, jak traktujesz Wiktorię, więc nie przyszło mi do głowy, że ci na tym zależy.
— Bo nie zależy — zaprotestował energicznie. — Nie obchodzi mnie, czy Wiktoria to moja krew.
— Wiem, wiem. Po dzieciństwie spędzonym u Dursleyów wcale mnie to nie dziwi — zgodziła się. — Zadbasz, by ta dziewczynka zawsze czuła się kimś wyjątkowym. Ale to nie znaczy, że nie chciałbyś mieć synka o jasnozielonych oczach i srebrzystych włosach.
Oczy Harry’ego rozszerzyły się w zachwycie.
— Wy dwaj stworzylibyście razem piękne dzieci — powiedziała Hermiona łagodnie. — Jednak nie sądzę, że to możliwe w mugolskie świecie. Przynajmniej jeszcze nie. Nie wiem też, czy jest możliwe nawet dla czarodziejów.
— No cóż, trzeba to sprawdzić. Może istnieje jakiś eliksir czy coś.
Hermiona pokręciła głową z niedowierzaniem.
— Kiedy zacząłeś szukać rozwiązań wszelkich problemów w eliksirach? — zapytała oschle.
— Spróbuj pomieszkać z Draco, Severusem i Lucjuszem, to sama zobaczysz — odparł.
— Nie, nie, dziękuję — powiedziała Hermiona z grymasem, na co Harry się roześmiał.
— Nie było tak źle. Remus i Narcyza równoważyli napięcia.
— Harry, jestem pewna, że ty i ci ludzie to najbardziej dysfunkcyjna rodzina, jaką znam — oznajmiła Hermiona, ale twarz miała pogodną.
— Bez wątpienia — przyznał, zaraz jednak coś rozproszyło jego myśli.
Spojrzał w górę, wszyscy wciąż grali w quidditcha. Podniósł się i chwycił miotłę.
— Zaraz wrócę — rzucił i poleciał w stronę zamku, zanim Hermiona zdążyła się odezwać. Wiedział, że potem zażąda od niego wyjaśnień, a on nie potrafił jej ich udzielić.
Dziennikarze wciąż czatowali przed bramą, poleciał więc okrężną drogą w stronę Wrzeszczącej Chaty, wylądował i aportował się na Privet Drive, wciąż zastanawiając się, co wyprawia.
Wolnym krokiem ruszył w kierunku domu, w którym mieszkał przez tyle lat. To była jego dysfunkcyjna rodzina.
Mąż, żona, dziecko. Typowy, społecznie akceptowany układ. Związani z nim poprzez krew, technicznie stanowili jego rodzinę.
Ale nigdy nie czuł się wśród nich jak w rodzinie.
Stanął na podjeździe i patrzył na budynek przed sobą. To nigdy nie był jego prawdziwy dom. Jak na ironię, stał się jego namiastką dopiero wtedy, gdy zamieszkał w nim Draco z Wiktorią i Narcyzą. Przebywali tu przez sześć dni i tylko te sześć dni w ciągu szesnastu lat kojarzyło się Harry’emu z rodzinnym życiem.
Upewniając się w swoim postanowieniu, ruszył do drzwi i zapukał. Czuł się niedorzecznie, ale teraz nie miał prawa tak po prostu wejść do środka. Jeśli kiedykolwiek miał.
— Witaj, ciociu — powiedział cicho, gdy Petunia otworzyła drzwi.
Wpatrywała się w niego ze zdumieniem przez kilka sekund, po czym gniewnie zacisnęła usta.
— Co ty tu robisz? — zapytała. — Miałeś nigdy nie wracać.
— Nie zamierzam zostać — odparł. — Ja… Pomyślałem, że powinnaś wiedzieć, że Voldemort nie żyje. Pewnie nikt inny by cię nie poinformował. Wojna się skończyła, a… śmierć twojej siostry została pomszczona.
Petunia na moment zamknęła oczy, ale zaraz je otworzyła i otaksowała go wzrokiem.
— Przeżyłeś. A co z twoim… przyjacielem?
Harry zamrugał z zaskoczenia.
— Draco też przeżył. W zasadzie uratował mi życie.
Ostro skinęła głową, lecz zaraz jej twarz złagodniała.
— Dasz sobie radę? — spytała.
Harry przełknął z powrotem gorzką odpowiedź, którą już miał na końcu języka, i przytaknął.
— Dziękuję — powiedział i tym razem to ona była zaskoczona. — Wiem, że nigdy nie było to przyjemne dla żadnego z nas, ale przynajmniej mnie ochroniłaś. A szczególnie dziękuję za ostatnie lato i moje rzeczy.
Patrzyła na niego przez długie sekundy.
— Żegnaj, Harry — powiedziała wreszcie, weszła do domu i zamknęła za sobą drzwi.
— Żegnaj, ciociu Petunio — odparł Harry, gdy jej już dawno nie było.

***

Harry przeszedł między nagrobkami, zastanawiając się, co tu robi. Być może nie wiedział dokładnie, co chce powiedzieć ciotce, ale przynajmniej wybrał się do niej celowo. Wizyty na cmentarzu w ogóle nie planował, lecz tuż przed aportacją właśnie takiego wyboru dokonał.
Dotarł do nagrobków rodziców i Syriusza, i przez chwilę się w nie wpatrywał. James i Lily Potter i Syriusz Black. Rodzina.
Tęsknił za nimi.
— Voldemorta już nie ma — szepnął. — Może Remus był tutaj i wam powiedział. Nie wiem.
Poprzysiągł pomścić ich śmierć i dotrzymał obietnicy. Ofiara jego matki nie została zmarnowana. Jego ojciec i Syriusz także poświęcili życie, starając się go ochronić.
— Przykro mi — znów szepnął. — Przykro mi, że musieliście umrzeć, ale chyba rozumiem.
Tak bardzo złościł się, że Syriusz poszedł do ministerstwa. Że był taki głupi i zaryzykował własnym życiem. Uświadomił sobie jednak, że zrobiłby to samo dla Wiktorii. I każdego ze swoich przyjaciół. Dla Syriusza. Po prostu miał szczęście, że przeżył.
— Jestem pewien, że nie bylibyście zadowoleni z niektórych moich wyborów — powiedział. — Ale teraz mogę żyć samodzielnie i myślę, że bylibyście z tego zadowoleni. Dlatego umarliście, prawda? Żebym ja mógł żyć? — Zamierzał starać się z całych sił, aby ich nie zawieść. — Dziękuję — powiedział jeszcze i odszedł.

***

Wylądował przed głównym wejściem do zamku. Wciąż trzymając miotłę w ręce, zastanowił się, czy nie powinien wrócić na boisko. Zapewne przyjaciele niepokoili się, gdzie jest, ale skoro Draco nie wysłał mu wiadomości przez bransoletkę, raczej się zbytnio o niego nie martwił. Z drugiej strony, chyba nie wiedział, że Harry opuścił teren Hogwartu. Prawdopodobnie inni uznali, że poszedł porozmawiać z nauczycielami, a nikt z nich nie chciał zostać zaangażowany w kolejną pracę.
Ruszył do zamku z zamiarem odszukania Remusa. W środku holu zatrzymał się, skręcił do lochów i zapukał do drzwi biura Severusa.
Severus wyszedł i na jego widok zmrużył oczy.
— Coś się stało? — zapytał.
— Nie, nie — odparł Harry szybko, ponownie nie wiedząc, po co właściwie tutaj przyszedł. — Ee… jest tu Remus? — zapytał.
Severus bez słowa otworzył szerzej drzwi i nakazał mu wejść do środka. Harry podążył za nim do jego prywatnej kwatery i zatrzymał się na progu.
— Przeszkadzam w czymś?
— Właśnie rozmawialiśmy o nadchodzącym roku szkolnym — wyjaśnił mu Remus. — Wejdź.
Pomieszczenie wyglądało na… przytulne. Severus wrócił na swoje miejsce an kanapie obok Remusa, a Harry’emu wskazał jeden z foteli.
— Napijesz się herbaty? — zapytał Remus.
Harry potrząsnął głową. Usiadł, ale wciąż miał wrażenie, jakby w czymś im przeszkodził.
— Jesteście razem szczęśliwi? — rzucił niespodziewanie dla samego siebie i od razu się skrzywił. — Przepraszam, to nie moja sprawa, prawda?
— Nie, nie twoja — zgodził się Severus.
Czując się okropnie rozczarowany, Harry przytaknął.
— Czy istnieje jakiś szczególny powód, dla którego nie możemy mu powiedzieć, że jesteśmy zadowoleni z naszego związku? — spytał Remus jakby od niechcenia, upijając łyk swojej herbaty.
Severus zawahał się.
— Być może odpowiedziałem zbyt pospiesznie — przyznał.
— Czyli jesteście szczęśliwi? — Harry zaryzykował powtórzenie pytania.
— Mimo że nie afiszujemy się z naszym związkiem tak jak ty, jesteśmy… szczęśliwi — Severus wyborem słów dał wyraz swojemu zniesmaczeniu.
Remus próbował ukryć uśmiech za filiżanką, Harry nie miał jednak takich skrupułów. Podejrzewał, że samo ujawnienie jego związku osobom postronnym zostanie uznane za afiszowanie się.
Severus spojrzał na nich z irytacją, ale nie zaprotestował, gdy Remus położył dłoń na jego ręce. Na zgodę splótł swoje długie palce z palcami Remusa. Harry zrozumiał, że to wielki przywilej, iż może być tego świadkiem.
— Dlaczego przyszedłeś, Harry? — zapytał Severus. — Nie powinieneś być na zewnątrz i razem z innymi wykonywać w powietrzu te głupie akrobacje?
— Ee… — zaczął Harry, ale umilkł.
Nie miał pojęcia, czemu tu jest. Po wizycie na cmentarzu musiał zobaczyć się z Remusem. Dziś po południu w zasadzie zamknął dwa rozdziały swojego życia. Sprawiło to, że poczuł się bardzo bezbronny, choć nie chciał tego głośno przyznać.
Jednakże spotkanie z Remusem i Severusem podziałało na niego raczej uspokajająco. Utracił szansę na poznanie swoich rodziców i ojca chrzestnego, już nie pozna ich cech, ani tych dobrych, ani złych, jednak tym dwóm udało się przetrwać wiele trudnych lat. Miał nadzieję, iż to oznacza, że zastępczych rodziców nie straci.
— Będę mógł was tu odwiedzać, kiedy rozpocznie się rok szkolny? — spytał.
Severus uniósł brew.
— Czemu uważasz, że Remus tutaj zamieszka?
Harry zamrugał.
— A nie zamieszka?
— Tak, zamieszkam — odparł Remus stanowczo, ignorując Severusa. — I oczywiście, że będziesz mógł nas odwiedzać. Właśnie tego się spodziewałem. Przyznaję, że będę tęsknił za wspólnymi posiłkami, szczególnie tymi na Grimmauld Place.
— Tak, ja też — zgodził się Harry cicho. — Wcale nie chcę, żebyście wrócili do roli moich nauczycieli. Podobał mi na nasz układ w czasie wakacji.
— Harry — zaczął spokojnie Severus — w Hogwarcie konieczne są bardziej formalne zachowania, niż przywykłeś w lecie. Na lekcjach będę twoim profesorem, ale Remus ma rację, zawsze możesz odwiedzać… — rzucił Remusowi zakłopotane spojrzenie — …nasze mieszkanie.
Harry uśmiechnął się szeroko, gdy Remus popatrzył na Severusa niewinnie. Nie miał pojęcia, jak Lupinowi udało się przedrzeć przez mur wokół Severusa, ale cieszył się, że im wyszło.
— Cholerni Gryfoni — mruknął Severus, kręcąc głową z rezygnacją. — Wywracacie moje życie do góry nogami.
— I za to właśnie nas kochasz — odparł swobodnie Remus.
Harry szeroko otwarł oczy, zaszokowany, że Severus przytaknął na zgodę.
Remus zachichotał, rozbawiony zaskoczeniem Harry’ego.
— Będziemy tu zawsze, gdy będziesz nas potrzebował — zapewnił szczerze.
— Dziękuję — powiedział Harry i uśmiechnął się z wdzięcznością.
Severus odchrząknął na znak, że pora zmienić temat. Najwyraźniej uznał, że spędzili już wystarczająco dużo czasu, dyskutując na sentymentalne tematy.
— Skoro już tu jesteś — odezwał się — muszę cię poinformować, że jutro idziemy na Pokątną. Gotów na zakupy?
— Będzie aż tak źle? — zapytał Harry.
— Ulica Pokątna będzie bardzo zatłoczona, bo ludzie czują się na niej bezpiecznie — wyjaśnił Remus. — No i to pora na szkolne zakupy.
— A każdy będzie bardzo ciekawy, jak się miewa ich zbawiciel — ostrzegł Severus.
— Cudownie — mruknął Harry.
— To prawda — zgodził się Severus. — Przy odrobinie szczęścia odstraszy ich twoje towarzystwo.
— Dlatego nalegaliście, żeby iść z nami? — zapytał Harry, ale nie czekał na odpowiedź. — Niespodziewane zysku z przyjaźni ze Ślizgonami — zażartował.
Zaczął się śmiać, ale Severus tylko skrzywił się, wchodząc w rolę gburowatego mistrza eliksirów.
— Jeśli nie istnieją inne problemy, które chciałbyś omówić, ty paskudny bachorze, to chyba powinieneś wrócić do swoich przyjaciół — burknął złośliwie Severus.
— Tak, jasne — odparł Harry, wypełniony ciepłem i radością.
Wrócił na boisko do quidditcha, wskakując na miotłę zaraz za bramą zamku. Wypatrzył Draco i podleciał do niego.
— Gdzie byłeś? — zapytał Draco, przyglądając mu się podejrzliwie.
Dryfowali w powietrzu, podczas gdy Harry wyjaśniał, co robił. Nie dziwił się, że jego chłopak złościł się, że nie polecieli razem, ale już po chwili gniew mu przeszedł. Rozmawiali o wszystkim i Draco bez wysiłku wyciągnął od niego szczegóły.
— Czemu nie powiedziałeś Lupinowi, gdzie byłeś? — zapytał.
Harry wzruszył ramionami.
— Mówienie o moich rodzicach przy Severusie… To niezbyt wygodne — wyjaśnił. — I tak szczerze, nie mam pojęcia, czemu mówię to tobie.
— Ponieważ komuś musisz powiedzieć — odparł Draco wprost.
— Zapewne masz rację — skwitował Harry ze smutnym uśmiechem.
— A o czym rozmawiałeś wcześniej z Granger? — Draco zmienił temat, kiedy robili pętlę wokół słupków bramki.
— Ee… o rodzeniu dzieci.
Draco popatrzył na niego pytająco, unosząc brew w wyrazie zdumienia. Harry zachichotał na widok jego miny i streścił najważniejsze kwestie poruszone przez Hermionę. Zanim skończył, twarz Draco pokazywała prawdziwy szok.
— Mówisz poważnie — bąknął.
— No cóż, nie wiem, czy to naprawdę możliwe, żeby połączyć nasze DNA, czy jak się to nazywa, ale tak, Hermiona coś takiego zasugerowała — powiedział Harry, gestykulując energicznie. — A sprawa z matką zastępczą to nic niezwykłego.
— Nie, nie o to mi chodziło — przerwał mu Draco. — Poważnie myślisz o dziecku, żeby zadowolić mojego ojca.
Harry skrzywił się.
— Wcale nie. Mówię poważnie, ale wcale nie chodzi mi o zadowalanie twojego ojca. Zrobię to, żeby uszczęśliwić ciebie. A na jego akceptacji zależy mi tylko dlatego, że to dla ciebie ważne.
Na twarzy Draco ulga i wdzięczność walczyły o dominację.
— Gryzie cię to, co? — zapytała Harry. — Ten problem z dziedziczeniem.
— Harry, jesteś facetem… — zaczął Draco.
— To już ustaliliśmy — przerwał mu Harry. — Upewniłem się, że Hermiona też jest tego świadoma.
Draco posłał mu tajemnicze spojrzenie i kontynuował:
— Jesteś facetem — powtórzył — i nie sądziłem, że jest coś, co moglibyśmy zrobić. Nie chciałbym uprawiać seksu z jakąś przypadkową dziewczyną, żebyś ty mnie z tego powodu zostawił — przyznał cicho.
— Rozumiem. A zrobiłbyś to?
Draco nie odpowiedział, tylko odwrócił głowę.
— Dobrze wiedzieć, że posiadanie spadkobiercy jest ważniejsze ode mnie — mruknął Harry.
— Harry, to nie w porządku. Oczywiście, że nie jest ważniejsze, ale… Sądziłem, że wszystkie te sugestie oznaczają, że wiesz, ile to dla mnie znaczy.
— Jasne — westchnął Harry. — A skoro rozmawiamy szczerze, to brałem pod uwagę możliwość, że prześpisz się z jakąś dziewczyną. Nie jestem szczególnie dumny, że się do tego przyznaję, a jeśli powiesz Hermionie, to cię zabiję, ale bym ci pozwolił.
— Pozwoliłbyś — powtórzył Draco — i mnie nie zostawił.
— Nie byłbym z tego zadowolony — warknął Harry z irytacją. — Ale właśnie dzięki temu masz Wiktorię, prawda? Seks z dziewczyną oznacza dzieci. Ja chcę więcej dzieci, ty potrzebujesz spadkobiercy, więc równanie jest proste. Wynik: seks z kobietą. Wiem o tym równie dobrze jak ty.
— Ale jesteś na mnie zły, bo zrozumiałem to równanie wcześniej od ciebie.
— Myślałem, że możemy przynajmniej spróbować znaleźć inne rozwiązanie — bąknął Harry.
— Harry, przepraszam. Powinienem ci zaufać, że zdołasz rozwiązać problem niemożliwy do rozwiązania.
Harry wzruszył ramionami, wciąż czując się zawiedziony.
— Nie wiem, czemu się o to kłócimy. Mówimy o posiadaniu większej liczby dzieci, a nie możemy zająć się nawet tym jednym, które już mamy.
— Nieprawda! — wykrzyknął Draco.
— A kto opiekuje się Wiktorią?
— My — oznajmił Draco pospiesznie.
— I Mrużka, i twoja mama, i Remus — wyliczył Harry. Spuścił wzrok na ziemię, zanim kontynuował: — I moi przyjaciele. Od samego początku nie byłem za nią tak naprawdę odpowiedzialny. Od kiedy związałem się z Mrużką, opiekowałem się Wiktorią tylko wtedy, kiedy było to dla mnie wygodne.
Draco pokonał dystans między ich miotłami i pacnął go w głowę.
— Za co? — jęknął Harry.
— Nie przypominam sobie ani jednego razu, kiedy wygodnie ci było opiekować się Wiktorią. Większość twojego czasu zajmował ten drobny problem, zwany Czarnym Panem — powiedział z sarkazmem.
Harry popatrzył na niego ze złością.
— Mimo to nie jest normalne, żeby dziecko wychowywało tak wielu różnych ludzi. Powinniśmy zajmować się nią codziennie.
— I kto to mówi? — zapytał Draco, wyraźnie zdumiony. — Chodzi mi o to, że jak najbardziej rozumiem, że nie chcesz, żeby to Mrużka cały czas się nią zajmowała. Ludzkie interakcje i te sprawy. Ale czy to źle, że ma towarzystwo osób, które ją kochają?
— Cóż, zgadzam się, jednak nie poświęcamy jej wystarczająco dużo uwagi. Bawimy się z nią, robimy fajne rzeczy, ale kiedy ostatnio zmieniłeś jej pieluchę?
— No… dawno — przyznał Draco. — To obrzydliwe!
Harry wywrócił oczami.
— Tak, ale to część opieki nad dzieckiem. Mrużka czuwa w nocy i wstaje z Wiktorią rano, twoja mama wieczorem kładzie ją do łóżka. A skoro teraz wszystko się zmieniło, to sytuacja powinna się uspokoić… — powiedział.
Draco spojrzał na niego z niedowierzaniem.
— Uspokoić? — powtórzył. — Cholera, po zabiciu Czarnego Pana nie jesteś w śpiączce dopiero od czterech dni. Tylko tyle, chyba że doliczysz zeszły piątek. Przez większość dnia wtedy nie spałeś, ale byłeś zajęty ratowaniem mnie przed Azkabanem. W poniedziałek miałeś na głowie inny problem. Czyli upłynęły całe trzy dni. Trzy dni, kiedy bardzo potrzebowałeś odpoczynku, jednak nalegałeś, żeby pomóc w przygotowaniu sal lekcyjnych i przy innych sprawach. A Wiktoria była z nami przez większość czasu. Zmieniałeś jej pieluchy, kąpaliśmy ją i raz położyliśmy do łóżka. Jemy z nią posiłki i śpimy w nocy. Do diabła, Harry! — wykrzyknął. — Nie widzę niczego złego w tym, że przynajmniej część tych obowiązków przejmuje ktoś inny. Nie martwię się o córkę, tylko o ciebie.
— Ale ze mną wszystko w porządku — zaprotestował Harry.
— Wcale nie — zaprzeczył Draco stanowczo. — Musisz przestać przejmować się Wiktorią, pomagać nauczycielom i ciągle coś robić. Powinieneś przystopować. Nawet teraz ciągle jesteśmy w ruchu.
— Przecież latamy — zauważył Harry.
— O tak — zadrwił Draco. — Latanie to nie ruch, co? Chciałbym tylko, żebyś na chwilę przestał zamartwiać się o innych i skupił na własnych potrzebach.
— A czego ja potrzebuję?
— Odrobiny czasu bez pieprzonych obowiązków — powiedział Draco bez ogródek. — Może wtedy przypomnisz sobie, że jesteś nastolatkiem, tak jak reszta z nas. Merlinie, przesadzasz nawet wtedy, kiedy się relaksujesz, a potem padasz wyczerpany na łóżko i śpisz jak kamień. Ja też uwielbiam quidditcha i latanie, ale ty robisz z tego sport ekstremalny.
— Jasne, nie ma sprawy — mruknął Harry, kierując miotłę w stronę ziemi.
Wylądował na środku boiska i położył się na plecach na trawie. Draco podążył jego śladem.
— Co ci się dzieje? — zapytał cicho.
— Nic — odparł Harry. — Ale obawiam się, że jeśli nie będę zajęty, wszystkie nocne koszmary powrócą. Przez większość lata nie musiałem sobie z nimi radzić.
— To dlatego, że miałeś z nimi do czynienia w ciągu dnia — prychnął Draco.
— Racja — zgodził się Harry. — Kiedy jestem wyczerpany, lepiej śpię. Kiedy nie mam się czym zająć… noce są okropne. Nie spałem, kiedy po raz pierwszy pojawiłeś się u Dursleyów, Bo miałem koszmar. A co zrobiłem tego lata? Zapracowałem na mnóstwo powodów do kolejnych koszmarów.
— Wiem coś o koszmarach — powiedział Draco łagodnie. — Ale potrafisz je powstrzymać. Kiedy nocowałem w celi ministerstwa, też nie mogłem spać.
— Uważasz, że spanie razem pomaga? — zapytał zaskoczony Harry. — Myślałem, że nie mam zbyt wielu koszmarów, bo jestem wyczerpany.
— Tylko podejrzewałem, że to pomaga, ale przetestowałem teorię w zeszłym tygodniu — odparł Draco. — W tym roku nie spałem w oddzielnych pokojach.
— Przepraszam, że mnie tam nie było.
— Tak, no cóż. Chciałem do ciebie przyjść, ale mi nie pozwolili — mruknął Draco z goryczą. Pokręcił głową, jakby odganiając złe myśli. Wyciągnął się na trawie obok Harry’ego i położył głowę na jego brzuchu. — Nie jesteś przyzwyczajony, że masz kogoś, na kim można polegać, prawda? — zapytał.
— Nie — odparł Harry szczerze. Odwiedziny u ciotki Petunii dzisiejszego popołudnia przypomniały mu o tym z pełną siłą.
Wplótł dłoń we włosy Draco i przeczesał palcami ich jedwabiste pasma. Czynność ta podziałała na niego kojąco, fizycznie upewniała, że Draco tu jest. Że przeżył wojnę, a teraz są razem. Mrugając oczami wpatrzonymi w niebo zastanawiał się, czy właśnie dlatego Draco ciągle bawił się swoimi włosami, szczególnie w ciągu ostatnich kilku dni.
— Możesz, wiesz? — odezwał się Draco cicho. — Możesz na mnie polegać. Jeśli nie będę w stanie ci pomóc, mamy wiele innych możliwości. Dotyczy to też problemu ze snem. Znamy najlepszego na świecie mistrza eliksirów, a pani Pomfrey też jest dobra w swoim fachu. — Przerwał na chwilę. — Zrelaksuj się, Harry. To nic złego — dodał czule.
— Próbowałem — odparł Harry. — Ostatnio nie było z nami tak źle, co?
— Nie, nie było — przyznał Draco. — I nie sądzę, że inni cokolwiek zauważyli. Tylko ja widziałem, jak padasz na łóżko bez sił. I podobnie było przez całe wakacje, i tak powinno być.
— Wiesz, że podjąłeś ten problem w niezbyt dobrym czasie? Jutro idziemy na Pokątną, a w sobotę odbędzie się uroczystość — przypomniał Harry.
Draco jęknął.
— No dobra. To zrelaksujesz się w przyszłym tygodniu.

cdn.
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 555
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez pindolino » 12 gru 2017, o 12:08

Co tu dużo mówić, posiadam ten szósty zmysł, ale ciiii. Hej, ja nie poganiam tylko przypominam, że jedna wierna fanka tego tłumaczenia tutaj czeka na kolejny rozdział, bo jej się tęskni za życiem Drarry'ego :D
Odnośnie samego rozdziału to wow. Ja, czytajac to wszystko co Harry zrobił przez te kilka dni jestem padnięta chociaż sama mam mnóstwo zajęć w tygodniu, bo tu studia, a w weekendy praca po 10h. Ale on to już przesada i Draco powinien go przypiąć do łóżka niech ten człowiek odpocznie tak jak powinien. "- No dobra. To zrelaksujesz się w przyszłym tygodniu." autentycznie parsknęłam śmiechem :")
Jestem dziwna, ale absolutnie fascynują mnie magiczne sposoby zachodzenia w ciąże. Oczywiście, ja sama jestem świadoma tego: " Są sposoby na zapłodnienie bez uprawiania seksu — poinformowała go.
Zamrugał ze zdziwienia.
— Są? — zapytał." jednak widze, że on sam nie bardzo. Dobrze, że mają Hermione, bo oj ciężko by było. Zastanawim się co w tej kwestii wymyślą ostatecznie i oczywiście mam nadzieje,że zostanie to opisane bo już tylko (!!) 4 (słownie: cztery) rozdziały do końca. :O Szybko to minęło odkąd znalazłam to genialne tłumaczenie. W sumie to smutne, że Draco uprawiałby seks z kobietą dla potomka. Ciekawe czy by mu o tym powiedział wtedy. Hmm. Mam ndzieje, że wpadną na genialny pomysł i może nie bedzie musiał tego robić, bo dla Harry'ego to bedzie mega dziwne. Wierze w zapłodnienie bez seksu i pokładam nadzieje w wyparciu DNA surogatki. Same geny Drarr'ego -tożto dziecko będzie piękne!
Jak czytam mam pełno komentarzy, a jak przychodzi do zostawienia go to mam pustke w głowie. Szanuje wattpada za możliwość komentowania każdego zdania obok. Tutaj też by się to przydało hahaha
Wracając do naszych bohaterów.
Sev i Remus to taki dziwny związek, no nie wiem. Jakoś.... - nawet nie potrafie tego opisać.
Wątpie w wielką przyjaźń pomiędzy Ronem, a Draco, bo no nie, nie da hahaha Ale no od nienawiści do miłości droga krótka jak widać w przypadku Drarry'ego. Ciesze się że są razem. Aż żałuje że w HP nie kończą ze sobą bo to jest OTP życia.
Chyba same bzdety popisałam wiec DZIĘKUJE za rozdział.
Ściskam bardzo mocno i prosze się szykować na kolejne poganianie w styczniu hehe
Pozdrawiam xx
pindolino Offline


 
Posty: 19
Dołączył(a): 18 mar 2016, o 21:14

Postprzez QuestraGep » 13 gru 2017, o 19:25

A cóż to moje piękne oczy widzą, tajemnice wróciły!
Zaczęłam powoli zjadać sobie to opowiadanie tak dawno temu i niestety porzuciłam je (musicie mi wybaczyć, byłam młoda, głupia, a czytanie po angielsku mnie bolało). Teraz do niego wróciłam z myślą, że skoro już oswoiłam się z czytaniem oryginałów to sobie przypomnę także ten tekst, czytając go od początku. Widze jednak, że prawdopodobnie nie będzie potrzeby sięgania po wyżej wspomniany oryginał i będe mogła doczytać całość w ojczystym języku (dzięki uprzejmości tłumaczki, za co dziękuję). No nic, zamykam się już i wracam na ,,stare śmieci". Odezwę się za jakiś czas. ♥
,, - Zaś wtedy, gdy pociąg dopłynie do portu...
- Chwila, pociąg?
- Oj, no to dojedzie."

LOVE YOURSELF: HER
QuestraGep Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 8
Dołączył(a): 16 kwi 2014, o 11:48
Lokalizacja: Wrocław

Postprzez MargotX » 18 gru 2017, o 21:31

Znów obsuwa czasowa z komentarzem, chyba już tak zostanie ;) Tym bardziej, że w końcu i ja straciłam cierpliwość do Malfoyów, a to niesłychane, prawda? Jak jednak jej nie stracić, jeśli prawo dziedziczenia jest u nich surowsze niż to w brytyjskiej rodzinie królewskiej, gdzie w końcu kobieta jest królową. Taaa, zapomniałam, to mugole, a Malfoyowie to inna bajka. Ale wkurzające jest i tak, że Draco, mimo iż ma córkę i jest do tego oczywistym gejem, ma też obowiązek spłodzić męskiego spadkobiercę. Jeszcze bardziej irytująca wydaje się jednak postawa samego Draco, który jest zdecydowany zrobić wszystko, by tę powinność wypełnić. Nawet kosztem zdrady, bo przecież ewentualny seks z dziewczyną byłby zdradą, nawet jeśli jedynie w celach prokreacyjnych (fuj, samo słowo okropne ;) )
Dziwaczne to wszystko, choć wydaje się, że Hermiona może jakoś pomóc, by wilk był syty i owca cała (swoją drogą, postawa Harry'ego niesamowita - sama nie wiem czy podziwiać, czy puknąć w głowę jednego i drugiego, z Lucjuszem do spółki).

Och, i Harry oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie szukał sobie problemów, teraz, gdy wreszcie miałby szansę choć na krótki relaks. Tyle, że on się tego relaksu po prostu boi, kojarząc go dość jednoznacznie z powracającymi koszmarami.
Dobra sugestia z tą wzajemną ochroną przed koszmarami, prawdopodobnie Draco ma rację. Mam nadzieję, że Harry pozwoli się o tym przekonać.

Pięknie dziękuję, pozdrawiam już świątecznie :buzki:
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2059
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Kaczalka » 1 sty 2018, o 15:17

Rozdział pięćdziesiąty dziewiąty

Na ulicy Pokątnej panował kompletny chaos. Harry nigdy nie widział tu aż takiego tłoku. Gdziekolwiek spojrzał, było pełno ludzi. Właściciele sklepów znów zaczęli pracować. Słyszał, że sklep Ollivandera został ponownie otwarty, choć nie wiedział, kto w nim sprzedaje, bo właściciela wciąż nie odnaleziono. Lodziarnia Fortescue’e działała pełną parą, a mężczyzna, który obsługiwał stoliki na zewnątrz, z pewnością musiał być krewnym Floriana, właściciela tego przybytku.
Cała ulica ponownie wręcz rozkwitała.
— Musimy przedrzeć się przez ten tłum? — zapytał Harry z niedowierzaniem, kiedy stanęli w alejce za Dziurawym Kotłem. Sądząc po poziomie hałasu dobiegającego z wewnątrz, biznes znów przeżywał boom. A znaleźli się tutaj dlatego, że Severus postanowił aportować ich wprost do niewielkiego zaułka.
Draco uniósł brodę, a na jego twarzy pojawił się wyniosły uśmieszek.
— Będą musieli po prostu zrobić dla nas przejście — oświadczył.
Harry jęknął. Nie miał pojęcia, co było lepsze: bycie kochanym czy znienawidzonym przez społeczeństwo. Ale co do jednego miał pewność: takiego nastawienia Draco nie chciał znosić przez cały dzień.
— Jeśli zamierzasz dzisiaj odgrywać arystokratycznego dupka, nie idę z tobą na zakupy — oświadczył.
Draco spojrzał na niego z ukosa.
— Jeżeli nie pokażę, że się ich nie boję, uznają mnie za słabeusza — zripostował.
— Od kiedy nie okazujesz strachu, to wyglądasz, jakbyś próbował udowodnić, że jesteś paskudnym śmierciożercą — podsumował go Harry. — Bo jeśli to jest twoją intencją, robisz cholernie dobrą robotę.
Draco zerknął przez ramię Harry’ego na swoich rodziców. Odwracając głowę, Harry podążył za jego wzrokiem i jęknął. Mina Lucjusza była wręcz lustrzanym odbiciem miny Draco, a Narcyzie bez wątpienia nie podobał się zapach ulicy Pokątnej.
— O nie — oświadczył Harry. — Nie zamierzam zbyt często tu z wami przychodzić.
— A ja myślałem, że nas wspierasz — warknął Draco.
— Oczywiście, wspieram prawdziwych Malfoyów — odparł Harry. — Ale nie mam pojęcia, kim ty jesteś. Za to mam świetne pojęcie, jak wygląda postawa „jestem lepszy niż wszyscy inni”. I jeśli tylko spróbujesz mi powiedzieć, że jesteś lepszy niż wszyscy inni, to zrobię ci krzywdę.
Draco zamknął usta, już gotowe na kolejną zniewagę.
— Dzięki za nic, Potter — zadrwił.
— Nie ma za co — burknął Harry z irytacją, widząc ból w oczach Draco. — No dobrze — poddał się. — Może uda nam się kupić rzeczy potrzebne do szkoły, a ty poterroryzujesz sobie niewinnych ludzi.
Obrócił się na pięcie i ruszył w głąb ulicy. Draco zajął miejsce po jednej jego stronie, Blaise po drugiej, a Crabbe i Goyle ich flankowali. Czworo dorosłych szło z tyłu, uważnie wypatrując zagrożeń.
Harry zerknął na Draco z ukosa. Jego chłopak nie uśmiechał się już wyniośle i nie wyglądał, jakby chciał zabić każdego na swojej drodze. Chłodna arogancja obecna na jego twarzy nie była czymś, co Harry szczególnie lubił, ale mógł z tym żyć. Właściwie to podziwiał jego spokój i opanowanie, choć w głębi duszy sądził, że Draco tak naprawdę bardzo się denerwuje.
— Z tą miną jesteś całkiem seksowny — szepnął.
Zdziwiony Draco uniósł brew i wykrzywił wargi w uśmieszku. O tak, uznał Harry, zdecydowanie seksowny.
Nagły wrzask sprawił, że obrócił głowę w stronę jego źródła. Szybko zrozumiał, że to Draco jest powodem krzyków, a raczej Draco i reszta jego towarzyszy. Gdy ludzie dostrzegli, że Harry Potter jest wśród nich, zaczęli piszczeć histerycznie jego imię.
— Idziemy — warknął Draco.
Ruszyli szybkim krokiem wzdłuż Pokątnej, ale nowina już ich wyprzedziła. Harry’ego wcześniej zirytowała postawa Draco, a teraz uznał, że wcale nie czuje się wygodnie, gdy przechodnie ustępowali im miejsca. Szło się łatwiej, ale wciąż mu się to nie podobało.
— Harry! Draco! — dobiegł ich okrzyk Freda.
Z zaskoczenia Harry zmarszczył czoło. Najwidoczniej okoliczności wymusiły, aby Fred użył imienia Draco zamiast nazwiska.
Ze sklepu bliźniaków wysunęła się Hermiona i więcej rudzielców.
— Słyszeliśmy, że nadchodzicie — oznajmił radośnie George, kiedy się zbliżyli.
— Skoro powiedzieliśmy, że się tu wszyscy spotkamy, to chyba żadna niespodzianka — odparł Harry oschle.
— Wyglądasz bardzo groźnie — zażartowała Ginny, przytulając się do boku Blaise’a.
— Harry dał mi pozwolenie na terroryzowanie tłumu — prychnął Draco.
— I wykonałeś świetną robotę! — wykrzyknął Fred.
— O tak, chyba ani jedna osoba nie próbowała zdobyć autografu Harry’ego — zgodził się z nim George.
Harry spojrzał na obserwujących ich, wciąż przybywających ludzi. Faktycznie, wielu z nich chyba miało ochotę do niego podejść, ale nikt się nie odważył.
— Czy oni nie wiedzą, że nie sam wygrałem wojnę? — zapytał z ciekawością i obrócił się w stronę przyjaciół. — Bardzo wam przeszkadzali?
— Kilka osób próbowało z nami porozmawiać — przyznał Ron z grymasem.
— Jest po prostu zdenerwowany, bo jakaś staruszka w ramach podziękowania pocałowała go w policzek — wyjaśniła Ginny, szczerząc zęby.
— To było obrzydliwe — mruknął Ron, przesuwając palcami po twarzy, jakby wciąż czuł na niej całusa. — Przypominała babkę cioteczną Tessy.
Harry uśmiechnął się szeroko, gdy cała czwórka Weasleyów wzdrygnęła się. Zrobiło mu się lżej na duszy. Ronowi nie zaszkodzi, że posmakował odrobinę sławy.
— Sklep świetnie prosperuje — oznajmił George. — Niestety z powodu wakacji z tobą nie mieliśmy na niego zbyt wiele czasu.
— Nie zdawałem sobie sprawy, że macie tu tyle roboty — przyznał Harry. — Czemu pozwoliliście sobie na odpoczynek?
— A czemu nie? — zapytał Fred. — Handel zapowiada się świetnie, więc przez kilka tygodni będziemy mogli płacić za dodatkową pomoc.
— Niedługo wrócicie do Hogwartu, a my do pracy. — George wzruszył ramionami.
Harry zdał sobie sprawę, że będzie tęsknił za ich towarzystwem.
— Możemy w weekendy organizować jakieś spotkania w Hogsmeade — szepnął mu Draco do ucha, najwyraźniej odczytując jego myśli.
— Możemy — szepnął mu Fred do drugiego ucha.
Harry pisnął i przytulił się do Draco, bo nie miał pojęcia, że Fred stoi tak blisko, po czym skrzywił się na widok jego wyszczerzonej gęby i chichotu reszty swoich przyjaciół. Draco automatycznie owinął rękę wokół jego pasa, przyciągając go jeszcze bliżej i dając znak swojego wsparcia.
— Myślałem, że miałeś mnie chronić — powiedział Harry cicho.
— Mhm — mruknął Draco niezobowiązująco, opierając brodę na jego ramieniu.
Rozmyślając nad tym, co się właśnie wydarzyło, Harry uznał, że powinien podziękować Fredowi za pomoc w zrelaksowaniu Draco. Fred mrugnął do niego porozumiewawczo, co świadczyło, że zrobił to celowo.
Po chwili za rudymi głowami ukazały się postacie ich rodziców.
— Kazałam wam zostać w środku — powiedziała surowo Molly Weasley.
— Sądziliśmy, że Snape, Lupin i Malfoyowie to dostateczne zabezpieczenie — odparł Fred niewinnie.
— Nie wspominając o Harrym, Draco, Blaisie, Crabbie i Goyle’u — dodał George.
Pani Weasley wyraźnie się speszyła.
— Witaj, Harry, kochanie — powiedziała. Chyba nie wiedziała, co zrobić z rękami, bo nie zamierzała przytulać go, skoro stał w ramionach Draco.
— Dzień dobry, pani Weasley — odparł. — Była pani u Gringotta?
— Tak. Okropne tam zamieszanie — wyjaśniła. — Wygląda na to, że wszyscy czują się już bezpiecznie i właśnie dzisiaj chcą zrobić zakupy. Ludzie znów mają wiele spraw do załatwienia w banku i ustawiły się strasznie długie kolejki.
Harry westchnął z ulgą, że od ostatniej wizyty u Gringotta wciąż pozostało mu sporo galeonów.
— To kto gdzie idzie? — zmieniła temat Hermiona.
— Muszę zabrać Harry’ego do pani Malkin — oznajmił Draco.
— Co? — zdziwił się Harry i spojrzał na Draco. Pierwszy raz o czymś takim słyszał. — Mamy mnóstwo szat.
— Ale nie szkolnych.
Z pewnością w czeluściach szaf mieli też szkolne szaty. A może nie? Mina Draco jasno na to wskazywała.
— A może sam pójdziesz po szaty, a ja skoczę po podręczniki? — zasugerował Harry.
— Przecież musisz je przymierzyć — zaprotestował Draco.
— Wcześniej kupiłeś mi ubrania beze mnie — przypomniał mu Harry. — Nie chcę tam iść.
— A może kupisz książki, a potem się spotkamy? — zasugerował Draco. — Ja wszystko wybiorę, ty tylko przymierzysz.
— Lepszej oferty nie otrzymasz — wtrącił się Blaise z uśmiechem.
— Świetnie — mruknął Harry z rezygnacją.
Blaise i Ginny poszli z Malfoyami, choć Molly i Artur nie wydawali się z tego zadowoleni. Severus skorzystał z obecności dodatkowych dorosłych i postanowił odwiedzić sklepy na Norkturnie, aby zdobyć składniki do eliksirów. Bliźniaki wolały wrócić do swojego sklepu, niż oglądać książki, więc reszta bez nich ruszyła w kierunku Esów i Floresów.
Zanim się rozdzielili, ku zaskoczeniu Harry’ego Lucjusz wsunął mu do kieszeni woreczek z monetami i nakazał kupić podręczniki dla wszystkich czterech Ślizgonów. Draco i Blaise przekazali mu swoje listy, a Crabbe i Goyle mieli pójść z nim, ale Harry nagle uświadomił sobie, że raczej nie mają własnych pieniędzy, skoro zostali odcięci od swoich rodzin.
Po chwili znów został zaskoczony, ponieważ Ron i Hermiona odsunęli się i pozwolili rosłym Ślizgonom iść obok niego.
— Oni lepiej cię ochronią — wyjaśniła Hermiona, zanim zdążył zapytać.
— Tak, kto chciałby zadzierać z Crabbe’em i Goyle’em — dodał Ron, unosząc kciuk w ich stronę.
— Czuję się mały — mruknął Harry, co Ślizgoni skwitowali uśmiechem.
— To dlatego, że jesteś niski, Potter — powiedział Crabbe.
Hermiona zachichotała.
— Są od ciebie o dobrą głowę wyżsi — zauważyła.
— Zawsze byłem niski jak na swój wiek, nawet kiedy dorastałem. Wszyscy wydawali mi się dwa razy więksi — burknął. — Spójrz na Rona, jest prawie tak wysoki jak oni. A ty prawie tak wysoka jak ja — uświadomił sobie nagle. — Powinnaś być dużo niższa.
— Powinnam być niska? — powtórzyła Hermiona z rozbawieniem.
— Tak, bo jesteś dziewczyną — wyjaśnił Harry i przez jakiś czas gderał na temat wzrostu, ignorując gapiących się na nich ludzi.
Skoro pilnowali go dwaj Ślizgoni i przyjaciele, tłum wokół wydawał się mniejszy.
— To dlatego jesteś z Malfoyem? — zapytał Ron, posyłając mu niewinny uśmiech. — Bo nie będzie miało znaczenia, że jesteś od niego niższy?
— Ej! — wykrzyknął oburzony Harry.
— Powinienem mu teraz przywalić? — zainteresował się Crabbe, ale jednocześnie wykrzywił usta w uśmiechu.
Wszyscy wciąż się do nich przyzwyczajali, ale nawet Ron zrozumiał, że to żart. Choć błysk wątpliwości na sekundę zagościł w jego oczach.
— Uderz mnie, to cię przeklnę — zrewanżował się.
— Brzmi jak wyzwanie — skwitował Goyle, pokazując cały garnitur zębów.
— Harry, uspokój swoje psy stróżujące — mruknął Ron ponuro.
Harry wywrócił oczami.
— To nie psy stróżujące. Są uczniami, tak jak my.
— Nie, jesteśmy psami stróżującymi — nie zgodził się z nim Crabbe. — A każdemu, kto sprawi kłopoty, powyrywamy nogi z tyłka — zagroził i pyknął kostka, odsyłając napierający tłum na bezpieczną odległość.
— Ee… czy możemy postarać się ograniczyć przemoc do minimum? — poprosił Harry.
— Jeśli nalegasz — odparł Goyle.
— Nalegam — powiedział Harry z westchnieniem.
Wreszcie dotarli do sklepu. W każdym jego kącie kręcili się uczniowie i każdy z nich zatrzymał się, gdy dostrzegł grupę stojącą w drzwiach. Nikt się nie poruszył, dopóki nie pojawiła się młoda dziewczyna. Harry’ego zdziwiło, że skierowała pytające spojrzenie na Crabbe’a, a on skinął jej głową.
Dziewczyna wyprostowała się, gdy stanęła twarzą w twarz z Harrym.
— Chciałam podziękować — powiedziała.
— Ee… nie ma za co — bąknął Harry.
— Jeśli jest coś, co mogę dla ciebie zrobić, daj znać — dodała.
Harry uniósł brew ze zdziwieniem. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i odeszła.
— Ślizgońska polityka — mruknął Crabbe, zanim Harry zdążył ponownie się odezwać, i pochylił tak, by nikt inny ich nie usłyszał. — Wyjaśnię ci później.
Lepiej to zrób, pomyślał Harry. Nie był przygotowany na zajmowanie się ślizgońską polityką, ale skoro tylko mu podziękowała, to nie było źle, prawda? Hermiona chyba rozpoznała dziewczynę i wciąż w zamyśleniu patrzyła w kierunku, w którym zniknęła.
Pokręciła lekceważąco głową.
— Chodźmy po książki, dobrze? — odezwała się energicznie i ruszył w głąb sklepu.
Ron wzruszył ramionami i podążył za nią, pani Weasley także poszła po sprawunki dla Ginny.
— Nie ma sprawy — westchnął Harry.
Niedługo później miał już w rekach pięć książek. Przeglądając po kolei półki, wybierał kolejne i przekazywał je Crabbe’owi i Goyle’owi. Trzy podręczniki do eliksirów, po pięć do transmutacji, obrony i zaklęć. Dwie do numerologii. Jedna do starożytnych runów. Zerkając ukradkiem na Crabbe’a, dołożył do stosu jeszcze dwie do wróżbiarstwa.
— To lekkie — mruknął Crabbe, wzruszając ramionami tak, że niemal zwalił połowę stosu.
Harry tylko mruknął i poszedł dalej. Wokół ciągle rozlegały się szepty, ale nikt się do nich nie zbliżał, więc mógł je zignorować.
Kiedy mieli już wszystko, Harry zapłacił i wreszcie opuścili księgarnię, pozostawiając za sobą szemrzących ludzi.
— Cóż, to było zabawne — powiedział Harry sarkastycznie. — Gdzie jest Hermiona? — zapytał Remusa i pana Weasleya, którzy pilnowali go przed wejściem do sklepu.
— Wciąż w środku — odparł Remus. — Zapewne nie oparła się urokowi książek, co było do przewidzenia.
— Racja — przyznał Harry. Sam spieszył się, aby wyjść jak najszybciej, i pomimo jej miłości do książek sądził, że zrobi to przed nią, w końcu miała do kupienia tylko pięć podręczników.
Zerknął z zaciekawieniem na ciężkie torby, które trzymali Crabbe i Goyle. Odebrali je od ekspedienta i nie pozwolili mu nieść nawet jego własnej. Remus zasugerował, aby je pomniejszyć, i rzucił szybkie zaklęcie, tak że z wielu pakunków zrobił się tylko jeden. Harry wiedział, że wciąż jest ciężki, ale Goyle nie narzekał.
Pan Weasley z Remusem zaplanowali, że wszyscy spotkają się w lodziarni za godzinę, i teraz poprowadził ich w stronę sklepu pani Malkin.
Jak się wydawało, na Pokątnej tłum zgęstniał. Zbliżało się południe i Harry dostrzegał coraz więcej uczniów. Wielu omijało go z daleka, ale niektórzy pomachali mu na powitanie.
— Cześć, Harry — powiedziały jednocześnie Padma i Parvati z uśmiechem i poszły w innym kierunku.
Ku ich wielkiemu zaskoczeniu, nawet skinęły głowami Crabbe’owi i Goyle’owi. Harry ucieszył się, że jednak nie wszyscy będą go unikać i najwidoczniej nie wszyscy będą unikać jego ochroniarzy.
— Hej, Harry! — krzyknął Seamus.
Harry obrócił się i rozejrzał nerwowo. W jego kierunku zmierzał Finnigan razem z Deanem Thomasem.
— To nie wygląda dobrze — powiedział Dean, choć minę miał pogodną.
— Ron i Hermiona zdecydowanie się zmienili — zgodził się Seamus z głupawym uśmieszkiem.
Harry wywrócił oczami, ale poczuł ulgę.
— Nadal są w Esach i Floresach — wyjaśnił. — A ja mam się spotkać z Draco u pani Malkin.
— I dlatego podkradłeś mu strażników? — spytał Dean z zaciekawieniem. Prawdopodobnie był w szkole jedyną osobą wyższą od Ślizgonów i z pewnością ich rozmiary go nie onieśmielały.
— Draco jest teraz z Blaise’em i Ginny — odparł Harry ostrożnie. Ginny nie była tematem łatwym do poruszania przy Deanie.
Dean zmarszczył brwi.
— Z Zabinim wszystko w porządku?
— Tak, to fajny facet — powiedział Harry, na co Dean tylko przytaknął.
— To super! — wykrzyknął Seamus. — Pora ruszać dalej. Spotkamy się w Hogwarcie, Harry. — Zamilkł i spojrzał na Crabbe’a i Goyle’a. — I z wami też się pewnie spotkam — dodał wesoło.
— Miejcie na niego oko — dołożył oschle Dean.
Harry nie odezwał się, ale jego ochroniarze z powagą kiwnęli głowami. Gryfoni odeszli, chichocząc do siebie, a Harry zaczął zastanawiać się, czy Seamus aby nie oberwał jakimś zaklęciem rozweselającym. W duchu życzył Deanowi, żeby szczęśliwie udało mu się opanować entuzjazm przyjaciela.
— Harry — ponaglił go cicho Remus.
— Już idę.
Jakoś specjalnie nie spieszyło mu się do sklepu z szatami, z drugiej jednak strony nie miał ochoty mierzyć się z tłumem ludzi, którzy zbliżali się do niego z zachwytem wypisanym na twarzach.
Być może to nie był najlepszy pomysł, aby oddzielić się od reszty, pomyślał, wymieniając spojrzenie ze zdenerwowanym Remusem. Do tej pory wszyscy zachowywali dystans, ale najwidoczniej dwóch krzepkich Ślizgonów i wilkołak nie stanowili dostatecznej ochrony.
— Harry Potterze! Jestem ci taka wdzięczna!
Oszołomiony Harry popatrzył na czarownicę, która nagle się przed nim pojawiła. Do tej pory nikt jeszcze nie odważył się opuścić szeregu widowni i podejść bliżej. Kobieta wciąż coś paplała, aż Remus namówił ją, aby odeszła.
Kobieta niestety ruszyła lawinę. Ponieważ nic jej się nie stało, dodała odwagi pozostałym i reszta gapiów podeszła, żeby osobiście podziękować mu za uwolnienie czarodziejskiego świata od Voldemorta.
Co dziwne, nikt nawet nie zauważył, że nie wypowiedział ani słowa, po prostu gadali swoje. Harry nie chciał być niegrzeczny, ale irytacja powoli w nim narastała i zamieniała się w niepokój tym większy, im tłum bardziej napierał.
— Dosyć! — ryknął Goyle, ściągając tym uwagę na siebie, jednocześnie razem z Crabbe’em wyrywając Harry’ego z objęć tłumu.
— Odsunąć się! — warknął Crabbe.
Ludzie zaczęli się cofać.
— Okażcie trochę szacunku — odezwał się Remus, robiąc krok do przodu. — Harry bardzo docenia waszą wdzięczność i podziękowania, ale chciałby kontynuować zakupy.
Harry zamrugał, gdy sobie uświadomił, że Remus w pewnym momencie wyciągnął różdżkę, choć jego ręka wciąż luźno zwisała u boku.
— Mamy tylko kilka pytań — powiedział ktoś i nowa grupka ruszyła w ich stronę.
Dopiero po chwili zorientowali się, że to reporterzy, którzy prawdopodobnie śledzili ich ruchy, odkąd tylko pojawili się na Pokątnej.
— Harry nie odpowie dziś na żadne pytania — oznajmił Remus.
Mówił dalej, próbując ich przekonać, aby zrezygnowali, ale dziennikarze nie zamierzali wypuścić z rąk swojej ofiary. Wciąż wykrzykiwali coś jeden przez drugiego.
— Chodźmy, Potter — mruknął Crabbe, wciąż lekko ściskając jego ramię.
— Jasne — burknął Harry i pozwolił się poprowadzić, jednak niektóre z pytań zwróciły jego uwagę.
— Panie Potter! Co powiedziałby pan rodzicom, którzy nie chcą w tym roku posyłać dzieci do Hogwartu? Jak radzi pan sobie z faktem, że teraz to pan wprowadza do szkoły śmierciożerców?
Gwałtownym ruchem Harry wyrwał się swoim ochroniarzom, wrócił do reporterów i gapiów, i stanął przed tłumem.
— Harry — syknął ostrzegawczo Remus, ale został zignorowany.
— Wracam do Hogwartu w towarzystwie bohaterów — oświadczył. — Draco Malfoya, który uratował mi życie. Narcyzy i Lucjusza Malfoyów, którzy odwrócili się od ciemnej strony i Voldemorta. Severusa Snape’a, który przez lata narażał się dla nas wszystkich. Jestem dumny, że tacy ludzie będą uczyli w szkole. — Przebiegł wzrokiem po zebranych i zmierzył się z ich spojrzeniami. — Co powiedziałbym rodzicom? Powiedziałbym, że pozwolą Voldemortowi wygrać, jeśli dopuszczą, by strach i uprzedzenia wciąż kierowały ich zachowaniem. Jeśli zostawią dzieci w domach, to ich dzieci przegrają.
— Ale czy Hogwart jest bezpieczny? — dociekał jeden z dziennikarzy.
W oczach Harry’ego pojawił się niebezpieczny błysk i reporter cofnął się o krok.
— W tym roku zamek będzie bezpieczniejszy niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich lat. Nie wróciłbym tam, gdybym uważał inaczej. Dyrektorka McGonagall nie otworzyłaby szkoły, gdyby uważała inaczej. — Przerwał na kilka sekund. — Chcecie usłyszeć o Voldemorcie? — zapytał nagle.
Grupa przed nim wyraźnie się przestraszyła, lecz mimo to ludzie entuzjastycznie pokiwali głowami. Pióra czekały w gotowości, by zapisać każde jego słowo.
Harry zdał sobie sprawę, że spodziewają się usłyszeć szczegóły z ostatniej bitwy, ale on nie o tym zamierzał mówić. Mimo że niczego nie planował.
— Voldemort był czarodziejem osieroconym zaraz po urodzeniu — rozpoczął, od razu wszystkich zaskakując. — Nazywał się Tom Riddle i już w młodym wieku nauczył się nienawiści.
Pokrótce opisał życie Voldemorta, zachwycając tym publiczność. Nie wiedzieli nawet, jak Voldemort naprawdę się nazywał, nie wspominając o innych sprawach, które im ujawnił.
Znów przebiegł wzrokiem po tłumie.
— Co powiedziałbym rodzicom i wszystkim innym? Przestańcie szerzyć uprzedzenia i nienawiść, bo to one nas niszczą. Voldemort rządził strachem i przemocą, i świetnie mu to wychodziło. A ja właśnie z tym walczyłem, więc nie będę tolerował uprzedzeń w żadnej postaci — oznajmił, z lekką tylko groźbą w głosie. — Ten rok będzie rokiem odbudowy czarodziejskiej społeczności i mam nadzieję, że stanie się ona miejscem, w którym z dumą spędzę życie i wychowam moje dzieci. Miejscem, w którym ludzie traktują innych z szacunkiem.
Odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie, a ludzie rozstąpili się przed nim w milczeniu. Niestety zakończenie jednej konfrontacji oznaczało, że musi stawić czoła kolejnej.
— Ich wcale nie obchodzi, co mówisz, Potter.
Harry rozpoznał głos Pansy i obrócił się szybko, wyciągając różdżkę. Obcych ludzi mógł osądzać łagodnie, ale Parkinson stanowiła prawdziwe zagrożenie. Szczególnie w towarzystwie Millicenty i Notta.
— Co tu robicie? — zapytał Nott drwiąco Crabbe’a i Goyle’a.
— Trzymamy się lepszego towarzystwa — doparł Crabbe beznamiętnie.
Harry zachichotał, widząc, jak twarze trójki stojących przed nim Ślizgonów pokrywają się wyjątkowo brzydką purpurą.
— Zdrajcy — wysyczał Nott ze złością.
— Odpieprz się, Nott — warknął Harry. — To nie ich problem, że są mądrzejsi od ciebie.
— Mądrzejsi? Oni? — parsknęła wściekle Millicenta.
— Nie zauważyliście, że stanęli po stronie zwycięzców? — zapytał Harry drwiąco i spojrzał na Pansy z wyższością. — To ja wygrałem wszystko, prawda?
— Co zrobiłeś Draco?! — wykrzyknęła.
— Nic mu nie zrobiłem — odparł Harry spokojnie. — Być może Draco po prostu nie widział nic atrakcyjnego w takiej zgorzkniałej jędzy.
Pansy momentalnie wysunęła różdżkę z rękawa i uniosła ją do góry. Harry nie rozpoznał zaklęcia, które rzuciła, ale zablokował je bez trudu, zanim w pełni się uformowało.
Nott uderzył Pansy w rękę.
— Nie tutaj — wysyczał, jednocześnie patrząc podejrzliwie na Harry’ego, Crabbe’a i Goyle’a. Zapewne zauważył, że zaklęcie Pansy nie zostało ukończone, a znając swoich współdomowników, nie mogło mu umknąć, że nawet nie ruszyli się, aby pomóc Harry’emu.
— Nie próbowałbym ponownie — ostrzegł Harry.
— Uważaj na siebie, Potter — zadrwił Nott. — Nikt nie chciałby, żeby ich zbawiciel został dźgnięty nożem. — Rzucił ostatnie spojrzenie Crabbe’owi i Goyle’owi, i odszedł, a Millicenta i Pansy za nim.
— Nie zamierzamy dźgnąć cię w plecy — burknął Goyle.
Harry wzruszył ramionami i schował różdżkę do kieszeni, wciąż patrząc na odchodzących Ślizgonów.
— Wiem — zapewnił. — Oni pewnie myślą, że właśnie to planuje Draco. Nie rozumieją, czemu ze mną jest.
— Draco na ciebie czeka — przypomniał łagodnie Remus.
Harry obrócił się, zaskoczony jego widokiem. Zapomniał o nim podczas konfrontacji ze Ślizgonami. Rozejrzał się wokół, uświadamiając sobie, że znów znalazł się w środku tłumu, tym razem jednak ludzie zachowali dystans i tylko ostrożnie go obserwowali.
Westchnął i ruszył, wcale nie zdziwiony, że robiono mu przejście. Kupił książki i teraz chciał tylko wrócić do domu. Wkroczył do sklepu pani Malkin z nadzieją, że Draco będzie już gotowy.
— Kurwa, gdzie byłeś? — zapytał gniewnie Draco.
— Zajęty upewnianiem się, że mam sprzymierzeńców, wrogów i kapryśną publiczność — doparł Harry z ironią. — Teraz idę do domu.
— O czym ty mówisz? Jeszcze nigdzie nie idziesz.
— Co się stało, Harry? — spytała cicho Narcyza, prowadząc go na tył sklepu, gdzie miał przymierzyć szaty.
Harry westchnął z rezygnacją. Jeśli Narcyza była w to zamieszana, nie miał szans się stąd wydostać, zanim nie zrobi tego, co chciała.
— Witam, panie Potter — odezwała się właścicielka sklepu i kazała mu wejść na jeden ze stołków.
Odwzajemnił jej uśmiech ze smutkiem, mając nadzieję, że wizyta Malfoyów była dla niej przyjemniejsza niż ostatnim razem. W sklepie poza nimi nie było nikogo, co wcale go nie zdziwiło. Ludzie zapewne obawiali się tu wejść przy takim towarzystwie.
Crabbe i Goyle odsunęli Blaise’a i Ginny na bok. Lucjusz widział ich i słyszał, ale pozostał przy drzwiach, obserwując tłum na zewnątrz. Podszedł bliżej Harry’ego, a Narcyza rozmawiała z panią Malkin, podczas gdy krawcowa pobierała miarę.
Draco stał przed Harrym z rękami skrzyżowanymi na piersi, niecierpliwie czekając na wyjaśnienia.
— Kto to był? — Harry skierował pytanie do Crabbe’a i Goyle’a.
Od razu zrozumieli, o kogo chodzi.
— Emma Dobbs — odpowiedział Crabbe, na co Draco i Blaise unieśli brwi. — Będzie na czwartym roku.
— Co z nią? — nie wytrzymał Draco.
— Zadeklarowała lojalność wobec Harry’ego — wyjaśnił Goyle. — W środku Esów i Floresów, żeby wszyscy słyszeli.
— Kiedy to zrobiła? — zaciekawił się Harry.
— Kiedy powiedziała, żebyś dał znać, jeśli będzie mogła coś dla ciebie zrobić — wytłumaczył Crabbe, choć Harry’ego to nie przekonało. Słyszał jej słowa, ale nie pojął ich znaczenia.
Draco i Blaise wymienili spojrzenia.
— Dzięki temu zyskałeś poparcie uczniów z młodszych klas — powiedział Blaise do Draco.
Draco z namysłem skinął głową, a Harry rozłożył ramiona zgodnie z poleceniem krawcowej.
— Draco, wyjaśnisz to głupiemu Gryfonowi, prawda? — zapytał. — Ona ma jakąś władzę nad młodszymi uczniami?
— To naturalny przywódca — odparł Draco. — W zeszłym roku niezbyt ją lubiłem.
Blaise, Crabbe i Goyle parsknęli z niedowierzaniem.
— No dobrze, nienawidziłem tej okropnej małej dziewuchy — przyznał Draco.
— Język — upomniała go Narcyza, a Harry spojrzał na nią z zaskoczeniem. — Nie obraża się swoich sojuszników — dodała Narcyza spokojnie.
— Oczywiście — mruknął Harry. — Musiałem to pominąć w trakcie czytania instrukcji na temat dobrego zachowania.
Pomieszczenie wypełniło się śmiechem.
— Harry, szczerze wątpię, czy kiedykolwiek choć widziałeś książkę o zasadach dobrego zachowania, nie wspominając o jej przeczytaniu — wycedził Draco.
— Pewnie i tak nie zawierałaby Kodeksu Manier Malfoyów — odciął się Harry.
— Racja — zgodził się Draco.
— No to wyjaśnij, o co chodzi z tą małą… — Harry zerknął na Narcyzę — …słodką Ślizgonką — dodał z fałszywym uśmiechem. — A w zasadzie to jest całkiem urocza.
Draco zmrużył oczy.
— Lepiej żebyś słowa urocza użył w takim samym znaczeniu, jak się mówi o zwierzątkach — ostrzegł.
Harry popatrzył na niego z niedowierzaniem.
— Ona ma czternaście lat. I jest dziewczyną.
— Ja też jestem dziewczyną — przypomniała mu niewinnie Ginny.
— Nie pomagasz — syknął Harry i obrócił się tak, jak pokierowała nim pani Malkin. — Możemy po prostu wrócić do tematu, czemu ona jest dla ciebie ważna? — zwrócił się do Draco ostro.
Draco z wdzięcznością skinął głową.
— W zeszłym roku sprawiła mi wiele problemów — zaczął. — Miała dużą władzę nad młodszymi rocznikami, a mnie nienawidziła. Zapewne nadal tak jest. Ale skoro zadeklarowała lojalność wobec ciebie, tym samym oddała w moje ręce władzę w domu Slytherina. A to oznacza, że będziemy musieli walczyć tylko ze starszymi uczniami. Niektórzy mogą sprawiać kłopoty, a część z nich jest naprawdę niebezpieczna. Nie są szczęśliwi z powodu mojej zdrady, a ciebie nigdy nie lubili.
Harry wymienił szybkie spojrzenie z Crabbe’em i Goyle’e, tak żeby nikt nie widział.
— No tak — przyznał. — Założę się, że jestem na szczycie listy wrogów Notta. I Pansy.
— Widziałeś ich? — zapytał Draco.
— Tak, ale niewiele się stało. W pobliżu było zbyt wielu ludzi. Pansy chciała mnie przekląć, ale Nott ją odciągnął. Powiedział „nie teraz”, czyli spróbują później — wyjaśnił Harry, wywracając oczami.
Draco nie wyglądał na zadowolonego z tych nowin i nerwowo spacerował po pomieszczeniu, podczas gdy Harry narzucił na ramiona nową szatę, aby pani Malkin mogła zmierzyć jej długość.
— Nie znoszę ci tego mówić, ale to nie jest coś, o co się martwię — odezwał się Harry.
Draco szybko uniósł głowę i spojrzał mu w oczy.
— Jest coś jeszcze? — spytał niebezpiecznie niskim głosem.
— Nie mam pewności, ale Nott ostrzegł, żebym pilnował swoich pleców, a Pansy chyba ciągle uważa, że napoiłem cię eliksirem miłosnym. Jakby sądzili, że przez cały czas wykorzystywaliście mnie, aby ocalić własne skóry, a teraz planujecie zniszczyć.
— Nie wierzysz w to? — Draco uniósł wysoko brwi.
— Oczywiście, że nie. I może oni też nie. To tylko takie wrażenie.
— A wy? — Draco zwrócił się do swoich współdomowników. — Znacie ich lepiej niż Harry. Także mieliście takie wrażenie?
— Tak — odpowiedział Crabbe. — Millicenta też tam była. Nott od razu zapytał, czemu jesteśmy z Potterem. Tak jakby próbował sprawdzić, czy naprawdę go popieramy.
Harry zachichotał.
— Crabbe był świetny.
Crabbe i Goyle wyszczerzyli się szeroko.
— Trzymamy się lepszego towarzystwa — zacytował Crabbe sam siebie.
— Teraz nawet Draco to lepsze towarzystwo — dodał Goyle.
Harry parsknął śmiechem na widok oburzonej miny swojego chłopaka i ucieszył się, że obaj rośli Ślizgoni nie wyglądali na skruszonych. Mówili świętą prawdę.
— Chyba zostałem obrażony — burknął Draco.
— Być może — zgodził się Harry i szybko spoważniał. — Jednak ci, których faktycznie obrażono, to Nott, Pansy i Millicenta. Nie przyjęli tego dobrze.
— Harry — wtrącił się Lucjusz, podchodząc do nich bliżej. — Czemu cię to niepokoi?
— Bo myślę, że spróbują narobić Draco kłopotów i rozgadają, że się ze mną spotyka. Podejrzewam, że jest wiele osób, które podzielają zdanie Notta i Pansy, ale boję się, co ta dwójka może wykombinować. Chcą się na mnie zemścić, to nic nowego — skwitował Harry lekceważąco, czym wywołał lekkie zdziwienie słuchaczy. — Jednak chyba woleliby przeciągnąć go na swoją stronę.
— Oni nie mają swojej strony — mruknął Draco.
Harry wzruszył ramionami.
— Oczywiście, że mają — sprzeciwił się. — To zła, okrutna, wstrętna strona Ślizgonów, w przeciwieństwie do przebiegłej, irytującej i manipulującej strony Ślizgonów.
Ginny za nim zachichotała i sam Harry też uśmiechnął się do Draco.
— Nie uważasz, że w tym roku dom Slytherina zostanie podzielony? — zapytał.
— Zapewne tak — zgodził się Draco, kręcąc głową.
— Będziemy musieli bardzo uważnie ich obserwować — ostrzegł Lucjusz. — Niestety, bez wątpienia znajdą wsparcie. — Spojrzał z uwagą na Harry’ego. — Będziesz musiał uważać na swoje plecy.
Harry ponownie wzruszył ramionami.
— Podobnie jak co roku, prawda? — powiedział. — Ale jak na ironię, tym razem mogę liczyć na poparcie Ślizgonów bardziej niż kogokolwiek innego. Nie wiem, jak na to zareaguje reszta szkoły. Jeśli im się nie spodoba, to cóż, już się przyzwyczaiłem.
— Miałem nadzieję, że po odejściu Czarnego Pana będzie lepiej — mruknął Draco ze zrozumieniem.
Harry tylko mu przytaknął.
— Może pan zejść, panie Potter — odezwała się cicho pani Malkin.
— Już koniec? — zapytał zdziwiony.
Pani Malkin uśmiechnęła się ciepło.
— Tak — potwierdziła. — Przygotowania dotyczące pańskiej garderoby zostały już poczynione przez panią Malfoy.
— Och — westchnął Harry, wciąż stojąc na taborecie, więc Draco podał mu rękę, którą Harry automatycznie złapał, zanim jeszcze Draco się odezwał.
— Możesz zejść z piedestału — wycedził.
— Dupek — zripostował Harry, krzywiąc się.
— Niedługo musimy spotkać się z resztą — przypomniał Remus, sprawdzając godzinę.
— Nie chcę iść — odparł Harry, wciąż z kwaśną miną.
Ale oczywiście poszedł, przez całą drogę do cukierni wysłuchując marudzenia Draco.
Ron i Hermiona już na nich czekali, a Fred i George w jakiś sposób zastąpili panią i pana Weasleyów. Harry usiadł naprzeciwko nich, a Draco obok niego.
— Myślisz, że tutaj zdołasz utrzymać się z dala od kłopotów? — zapytał Lucjusz. — Jeśli tak, to sami skończymy twoje zakupy.
— To nie moja wina — burknął Harry, na co Lucjusz tylko uniósł brew. — Świetnie, spróbuję. Mam przy sobie paskudnych Ślizgonów, którzy wszystkich odstraszą.
— Wrócimy niebawem i spodziewam się, że wciąż tu będziesz — ostrzegł Lucjusz, po czym wyszedł razem z Narcyzą i Remusem.
Harry patrzył za nimi, uświadamiając sobie, jaką stanowią dziwną grupę ludzi robiących razem zakupy, jednak zaraz zorientował się, że prawdopodobnie wkrótce się rozdzielą. Doszedł do wniosku, że powinni raczej powierzyć to zadanie Narcyzie, która w jakiś magiczny sposób uwinęłaby się z tym w dwadzieścia minut.
— Nie mam pojęcia, czemu się uparli, żebym tu został — odezwał się marudnie.
— Bo to twój wolny dzień — warknął Draco. — Jesteśmy teraz twoimi cholernymi przyjaciółmi, więc się zrelaksuj, dobrze?
Harry popatrzył na niego z niedowierzaniem.
— Jasne, zrelaksuj się — powiedział, uderzając się w czoło. — Czemu o tym nie pomyślałem?
— Co się stało? — Hermiona wtrąciła się z wahaniem, przyglądając im się ostrożnie.
— Nie, nic, tylko zaatakował mnie tłum, grożono mi, a potem zdjęto miarę na szaty — odparł Harry niby pogodnie. — Przyjemny dzień, prawda?
Fred i George zaczęli się dławić swoimi lodami.
— Bardzo przyjemny, stary — zgodził się George. — Chcesz loda?
— Przyniesiemy — zaproponowała pospiesznie Ginny, ciągnąc Blaise’a do wnętrza kawiarni, a Crabbe i Goyle na końcu stołu odsunęli swoje krzesła.
— Och, Harry — skomentowała Hermiona ze smutkiem. — Naprawdę tłum cię zaatakował?
— Tak, ale cokolwiek masz do powiedzenia na ten temat, już to usłyszałem od Draco — wyburczał Harry. — Ostrzeż mnie, jeśli spróbuje wyciągnąć różdżkę.
— Nikogo nie przekląłem — wtrącił się Draco.
— Nie mówię, że to zrobiłeś — warknął Harry. — Ale groziłeś.
— Jak możesz ich bronić? — spytał Draco.
— Bo tak naprawdę nie zrobili nic złego! — wykrzyknął Harry.
— Zaatakowali cię — zripostował Draco.
— Ale nic mi nie jest. Nikt nawet nie uścisnął mi dłoni, bo Crabbe i Goyle im nie pozwolili. Było ich zbyt wielu i stali zbyt blisko, ale mnie nie skrzywdzili. — Harry bardzo się zezłościł, że musiał bronić ludzi, których wcale bronić nie chciał. — Po prostu nie znoszę całej tej uwagi — wyjaśnił. — Jestem pewien, że zdjęcia twoje i moje pojawią się w całym jutrzejszym „Proroku”.
— Tak, i to właśnie jest twój obecny wizerunek publiczny — zadrwił Draco.
Harry uznał, że lepiej nie wspominać, że Draco zapomniał o swojej wyluzowanej postawie i teraz nie prezentował sobą takiego publicznego wizerunku, na jaki miał nadzieję dzisiejszego ranka. On sam niczego nie starał się prezentować, próbował tylko zrobić zakupy.
Z głośnym stuknięciem oparł czoło o blat stołu. Był pewien, że opinia publiczna potraktuje go jak kompletnego wariata, gdy tylko „Prorok” opisze jego dzisiejsze zachowanie.
Nie miało najmniejszego znaczenia, że zachowywał się tak samo jak każdy inny nastolatek robiący zakupy na Pokątnej. Dokuczanie, drwiny, dowcipy i drobne sprzeczki, konfrontacje z byłymi dziewczynami i najwidoczniej rodzące się nowe szkolne łobuziaki, spotkania z przyjaciółmi i przytulanki z chłopakami. Oczywiście Harry dodał do tego czynniki takie jak polityka Slytherinu, wielbiącą go publiczność i fakt, że jego chłopak był znienawidzony przez większość tego samego społeczeństwa.
Postępował jak nastolatek, kiedy większość czarodziejskiego świata chciała, żeby był ich bohaterem. A on nie potrafił, nieważne jak się starał. Nie umiał sobie nawet wyobrazić zachowania takiego jak Lockhart, służącego jedynie powiększaniu grona wielbicieli. W rzeczywistości wytrwał tak długo tylko dzięki temu, że ze wszystkich sił usiłował ignorować poświęcaną mu uwagę.
Wizyta na Pokątnej niecałe dwa tygodnie po zabiciu Czarnego Pana? Największy błąd, jaki mógł sobie wyobrazić. Wciąż zdumiewała go popularność utrzymująca się po tylu latach od zniknięcia Voldemorta po raz pierwszy. Czy naprawdę oszukiwał się, że ludzie będą szanowali jego prywatność zaledwie kilka dni po ostatecznym pokonaniu Czarnego Pana?
Palce Draco zawędrowały na jego głowę i wplotły się we włosy, więc Harry nie miał ochoty się ruszyć, ale Ginny i Blaise właśnie wrócili z lodami. Cóż, dla lodów warto było zrezygnować z pieszczoty.
— Jak udało wam się kupić je tak szybko? — zapytał, gdy ustawiali duże puchary przed nim, Draco, Crabbe’em i Goyle’em. Choć sam starał się to ignorować, personel kawiarni był bardzo zajęty, a kolejka ciągnęła się jak nigdy.
— Jesteśmy bohaterami wojennymi i przyjaciółmi Harry’ego Pottera — odpowiedział Blaise, siadając obok Ginny z własnymi lodami.
— Nie jestem pewna, co tego gościa bardziej ekscytowało — dodała Ginny. — Najpierw nalegał, że sam nas obsłuży, ale z jakiegoś powodu zaczął opowiadać historie o średniowiecznych zaklęciach jego ojca.
— Bo Florian był jego ojcem — wyjaśnił Harry, przyglądając się mężczyźnie krzątającemu się po sklepie. — Wydawało mi się, że wyglądają podobnie.
— Chcesz nam powiedzieć, że nawet nie słyszałeś tego człowieka, a i tak rozumiesz jego obłęd? — zapytał Draco, z niedowierzaniem unosząc brew.
Wsuwając do ust łyżeczkę lodów, Harry wzruszył ramionami.
— To nie obłęd — powiedział. — Przed trzecim rokiem spędziłem tu dużo czasu, pracując nad wakacyjnymi pracami domowymi. Jego ojciec dawał mi darmowe desery i opowiadał o średniowiecznych zaklęciach, które mogły przydać się przy jednym z moich esejów. Wiedziałem, że jego syn też o ty wie.
— Odnaleźli go? — spytał Ron, wyskrobując z pucharka resztkę karmelowej polewy.
Nie tylko Harry zauważył, że oczy wszystkich przy stole przesuwają się na Draco, jednak Draco milczał, skupiony na swoich lodach. Temat ten nie pojawił się wcześniej w ich rozmowach, ale Harry podejrzewał, że jego chłopak coś o tym wiedział. Było jednak zbyt późno, aby coś zrobić dla ofiar.
— Żaden z zaginionych nie został odnaleziony — odezwała się Hermiona po chwili niezręcznej ciszy. — Wydaje mi się, że ministerstwo ma nadzieję na ujawnienie informacji o nich podczas procesów śmierciożerców.
— Kiedy się zaczynają? — zapytał Harry, nagle zaniepokojony. — Czy Severus lub któryś z Malfoyów będą zeznawali?
— Już się zaczęły — odparła Hermiona.
Harry popatrzył na nią ze zdziwieniem.
— Kiedy? — zapytał Harry. Sam nic nie słyszał, ale przyjaciółka jak zwykle stanowiła bogate źródło informacji.
Draco spojrzał na niego z ukosa.
— W zeszły piątek — wycedził. — Byłeś głównym świadkiem.
— Nie miałem na myśli ciebie — zirytował się Harry. — Chodziło mi o prawdziwych śmierciożerców.
— Harry, Malfoy ma rację — powiedziała Hermiona. — Bez wątpienia był to najważniejszy ze wszystkich procesów śmierciożerców. Ale odpowiadając na twoje pytanie, w ministerstwie wiele się dzieje. Sądzę, że kolejne procesy odbędą się dopiero za kilka tygodni. I Snape będzie świadkiem w większości z nich — dopowiedziała, zanim Harry zdążył zapytać. — A Lupin musi znaleźć zastępstwa na swoje lekcje, kiedy będzie przesiadywał w ministerstwie. Myślę, że w przyszłym tygodniu obaj spędzą sporo czasu z Shackleboltem na przygotowaniach do rozpraw.
Hary nie miał pojęcia, skąd Hermiona to wiedziała, skoro do niego nie dotarły żadne informacje. Zapewne miała jakieś inne źródło niż Severus.
— Musisz zeznawać? — zwrócił się do Draco.
— Nie. Podejrzewam, że moich rodziców to nie ominie, ale moja obecność nie będzie konieczna. Jeśli już nigdy nie zobaczę żadnego z nich, to umrę ze szczęścia.
Harry z niepokojem zmarszczył brwi. Miał nadzieję, że kiedyś Draco opowie mu, co się stało tego lata, gdy został oznaczony. I co dokładnie wydarzyło się, gdy wrócił do Voldemorta po tym, jak nieudało mu się zabić Dumbledore’a. Wiedział tylko, że przez większość czasu Draco ukrywał się przed śmierciożercami w swoim pokoju.
Ten okres bez wątpienia był dla Draco nieprzyjemny, więc Harry nie naciskał, aby mu o nim opowiadał. Niektóre tematy i dla niego były trudne, dlatego rozumiał jego niechęć. On i Draco zostali skrzywdzenia na wiele sposobów, ale teraz mieli czas na uzdrowienie. Przetrwali tyle, to przetrwają wszystko, co ich jeszcze czeka. Nawet wyprawę do lodziarni z setkami oczu obserwujących każdy ich ruch.
— Cóż, dobrze, że nie będziesz w to zaangażowany — powiedział lekkim tonem. — Obiecałeś mi, że się zrelaksujemy.
— Naprawdę? — spytał Draco z podejrzanym uśmieszkiem.
— Co będziemy robić w przyszłym tygodniu? — przerwał im Ron z autentycznym zaciekawieniem.
— Harry i ja będziemy uprawiać seks, grać w quidditcha, uprawiać seks i spać — wycedził Draco. — Mam kontynuować, czy już rozpoznajesz wzór?
Hermiona zarumieniała się, Ron wyglądał na zaniepokojonego, a reszta ich przyjaciół parsknęła śmiechem.
— To może ja skończę pomagać nauczycielom, co? — spytała Ginny z nadzieją.
— O tak — odparł jej Draco stanowczo, zawczasu grożąc Harry’emu łyżką. — A ty będziesz się dobrze zachowywał!
— Pomaganie profesorom nie było złe — zauważył Harry.
— Nie, nie było — poparła go Hermiona. — Myślę, że szczególnie Snape’owi pomoc się przydała. W przyszłym tygodniu nie będzie miał zbyt wiele czasu, żeby przygotować się na nadchodzący rok szkolny.
— A gdzie on jest? — zaciekawiła się Ginny. — Nie powinien już wrócić?
— Obserwuje nas z drugiej strony ulicy — odparł niedbałym tonem Draco, czym sprawił, że wszyscy skierowali wzrok za okno.
Harry’ego wcale to nie zaskoczyło. Prawdopodobnie Severus pilnował ich z ukrycia przez cały czas.
— To trochę przerażające — skwitował Ron, wzdrygając się.
— Czemu? — zapytał Harry. — Kiedy gdzieś wychodziłem, zawsze ktoś nas pilnował.
— Ale nie Snape — zauważył Ron. — Czemu to nie Tonks albo ktokolwiek inny?
— Tonks pewnie też gdzieś tu jest — powiedział Harry, zerkając na klientów cukierni. — Severus martwił się, jak nam dzisiaj pójdzie, i nie sądzę, żeby polegał tylko na sobie i Malfoyach, skoro tylu ludzi mogłoby zakłócić nam zakupy. Sądziłem, że jest przewrażliwiony, ale nie miałem racji.
— Dobrze, że nie zabrałeś Wiktorii — wtrąciła Hermiona.
— Nie przypuszczałem, że będzie aż tak źle, ale nawet ja zdawałem sobie sprawę, że taka uwaga ją przytłoczy — przyznał Harry i zmrużył oczy, wpatrując się w drobną czarownicę siedząca kilka stolików dalej.
Kobieta, której towarzyszył ktoś, kogo Harry nie znał, ale z pewnością był w to zamieszany, w odpowiedzi na jego spojrzenie zmarszczyła nos.
— To chyba Tonks — powiedział, a czarownica uśmiechnęła się szeroko.
— Jasna cholera — mruknął Ron. — Miałem nadzieję, że mama i tata nam ufają, a oni cały czas nas obserwują.
— Po tym, co się wydarzyło w zeszłym roku, nie można ich winić — odparł Harry.
— Ale przecież nie wiedzieli, że uciekliśmy — zripostował Ron.
— Twój tata wiedział — wyjaśnił Harry, wzruszając ramionami. — Powiedziałem mu, ale i tak wcześniej wiedział.
— Powiedziałeś mu?! — wykrzyknął Ron.
Harry zerknął na Draco, który przysłuchiwał im się z zainteresowaniem.
— Eee, no tak. Chciałem, żeby dostrzegł, co robi Draco, ale nie uwierzył mi bardziej niż ty czy Hermiona.
Ron z trudem wciągnął powietrze do płuc.
— Właśnie dlatego ci zaufałem i teraz siedzisz przy jednym stoliku z Draco cholernym Malfoyem.
— No proszę, nie ma większego dowodu zaufania niż siedzieć z kimś przy jednym stoliku. Teraz siedzę przy jednym stoliku z tobą. I zastanawiam się, czy warto.
Harry gwałtownie przyciągną Draco do siebie i pocałował go. Ich usta były zimne od lodów, ale szybko się rozgrzały. Harry przebiegł językiem po wargach Draco, kosztując smak toffi i mieszając go z karmelem, który wciąż czuł. Od razu uznał, że to przyjemne połączenie.
— Nie warto? — zapytał, kiedy odsunęli się od siebie, aby zaczerpnąć powietrza.
Draco zmrużył oczy przepełnione pożądaniem.
— Sądzę, że wytrzymam towarzystwo Weasleyów — zdecydował.
Z zadowolonym uśmieszkiem Harry zanurzył łyżeczkę w jego pucharku.
— Spodobał mi się smak toffi — wyjaśnił, widząc zmarszczone czoło Draco.
Wszyscy skwitowali to śmiechem, nawet Ron.
— Jesteście niepoprawni — zawyrokowała Hermiona, kręcąc głową z mieszaniną irytacji i rozbawienia.
— O co ci chodzi? — spytał Draco, bezczelnie podkradając trochę jej lodów.
— Zdajecie sobie sprawę, że jutro pojawicie się na pierwszej stronie „Proroka”?
Harry zamrugał.
— Cóż, myślę, że mogliby tam zamieścić gorsze zdjęcia — odparł, ciesząc się, że nie przykładał zbyt wielkiej wagi, co o nim pisze prasa.
— Jeśli tak, będę musiał oprawić je w ramki — wtrącił Draco. — A inni niech zazdroszczą, że Harry jest mój.
— Oprawić? — jęknął Harry w proteście.
— A czemu nie? — zapytał Draco. — Świetnie razem wyglądamy.
— No tak, stary — odezwał się Ron. — Przynajmniej zdecydowałeś się związać z kimś, kto nie boi się popularności.

cdn.
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 555
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez MargotX » 15 sty 2018, o 13:56

Haniebnie długo nie zareagowałam na kolejny rozdział, za który po raz kolejny głębokie ukłony, Kaczalko. Na usprawiedliwienie dodam, że tym razem zrobiłam sobie na ponad dwa tygodnie "urlop" od fanfiction. Świadomie, ponieważ od kilku lat niemal nie czytam nic innego. Okazało się, że ani nie wchłonęłam w tym czasie jakiejś ambitnej literatury, ani nie zabrałam się za angielski, :oczy: zatem wracam skruszona.

Cóż, jeśli ktoś by oczekiwał, że Harry uwolni się, wraz ze śmiercią Voldemorta, od swojej misji i roli wybawcy, że zacznie od razu być beztroskim i zwyczajnym nastolatkiem, to ten rozdział pozbawiłby go już raczej całkowicie złudzeń. Trudno się zresztą dziwić, bo zanim wszystko wróci do normalności, wydarzy się zapewne jeszcze sporo niemiłych i niechcianych incydentów.

Tak naprawdę, z całego rozdziału najbardziej ubawiła mnie scenka wymiany zdań Ronalda z ochroniarzami, w których wcielili się Crabbe i Goyle. Wypadła lekko i rozluźniła atmosferę. Kolejna zresztą, już ze sklepu madame Malkin, też posłużyła odprężająco po raczej niemiłym incydencie z Pansy, Milicentą i Nottem.
Całe szczęście, że Harry ma wokół siebie osoby, które przynajmniej częściowo dbają o to, aby się zrelaksował i odrobinę wyluzował.

Dziękuję ślicznie za to, że bardzo konsekwentnie realizujesz cel dokończenia przekładu Tajemnic, droga Tłumaczko. Życzę w Nowym Roku wszystkiego najlepszego i zauroczenia nas być może jeszcze choćby jakimś krótszym tłumaczeniem ciekawego drarry. :serce:
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2059
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Unda » 20 sty 2018, o 00:14

Wróciłam po 6? 7 latach? Nie wiem, co mnie podkusiło. Myślałam, że etap drarry - choć wiązały się z nim piękne wspomnienia beztroskiej młodości i czasu na głupstwa - mam już dawno za sobą. Ale wchodzę, patrzę... I widzę, że pojawia się jakieś tłumaczenie. Rozdziały dodawane w miarę regularnie, do końca zostały już tylko trzy... Myślę sobie: spora szansa, że ten tekst pojawi się na forum w całości (nienawidzę niedokończonych opowiadań). A jeśli nawet nie, to przecież już w przeszłości zdarzyło mi się na innym forum i trochę innej tematyce kończyć opowiadanie, które poprzednia tłumaczka zawiesiła na czas wieczny. Tu chyba nie będzie jednak potrzeby.
Kaczalko, chylę głowę. Robisz kawał dobrej roboty. I przed poprzednimi tłumaczkami (i betami) też chylę :) (chociaż znalazlo się jeszcze trochę literówek, ale ja mam fizia na punkcie błędów i jestem na nie mocno wyczulona)
Bardzo Wam dziękuję za możliwość zapoznania się z tym opowiadaniem. Na początku mnie może nie kupiło (ale obecnie rzadko się zdarza, że jakiś tekst jest w stanie przekonać mnie do siebie od razu), ale im dalej - tym lepiej.
Gdy opowiadanie nieuchronnie zbliżało się do ostatecznej bitwy, zastanawiałam się, czy Voldemort czasem nie przeżyje i nie będzie "drugiego podejścia" do zabicia go, skoro zostało jeszcze tyle rozdziałów do końca. Oczywiście od razu zaczęłam się martwić, co stanie się ze Snapem i jak jasna strona poradzi sobie bez szpiega w szeregach Voldemorta. No ale! Lord Voldemort nie żyje! Harry'emu się udało :) Przyznam, że był moment grozy, gdy myślałam, że Draco został trafiony Avadą, bo próbował zasłonić Harry'ego. To byłoby straszne. Złamałoby mi serce.
No dobra, Voldemort zabity. No to co będzie w tych kolejnych rozdziałach? O czym można jeszcze pisać? Przez chwilę bałam się, że będzie to rozwlekła końcówka autorki, która nie potrafi pożegnać się ze swoim dziełem. I stało się coś dziwnego. Bo te ostatnie rozdziały wcale nie są "rozwlekłą końcówką". Są podsumowaniem, owszem. Ale są CIEKAWE! Chłopaki wracają do Hogwatu, tam, gdzie jest ich miejsce, tam gdzie wszystko się zaczęło. Niby tak wiele rzeczy się zmieniło, a oni wracają do tej samej szkoły, do starego dobrego Hogwartu, gdzie nadal naucza Snape, gdzie prefekci robią porządek z młodszymi uczniami i gdzie są koledzy i koleżanki Harry'ego i kilka ślizgońskich łajz, które będą próbowały uprzykrzać mu życie.
Jeszcze co do bohaterów.
Malfo jest obłędny. I śliczny. Taki, jakiego go kocham.
Harry z tymi jego rozterkami...
Bliźniaki, Remus, Ginny... Jak dla mnie - książkowi. I to jest zdecydowanie zaleta.
Crabbe i Goyle - wreszcie mają choć minimum osobowości, a nie robią tylko za tło dla Malfoy'a.
Za mało Rona i Hermiony. To NAJLEPSI PRZYJACIELE Harry'ego. Jak może ich być aż tak mało?

Snape... cóż. Pasował do tego opowiadania, ale nigdy nie uwierzę, że Stary Nietoperz mógłby się tak dać przytulać i być taki... ludzki. Lucjusza i Narcyzy takich ugrzecznionych też nie kupuję. Mogłabym zrozumieć, że Narcyza - ze względu na swojego syna i wnuczkę - zaakceptowałaby Harry'ego i z czasem może go nawet polubiła. Ale nie pojmuję, jakim cudem ona jest miła dla przyjaciół Harry'ego. Ej, no! Malfoyowie byli przecież śmierciożercami! Skądś się wzięli na służbie u Czarnego Pana. A nie uwierzę, że akurat oni zrobili to ze strachu (no, poza Draco oczywiście, bo to tchórzliwa fretka ;) ). Musieli mieć fizia na punkcie czystości krwi i innych honorowych bzdur. Musieli być koszmarnie uprzedzeni wobec mugolaków i zdrajców krwi. A takich uprzedzeń, takiej nienawiści nie da się tak łatwo pozbyć, bo ktoś oferuje pomoc albo jest czyimś przyjacielem.

No i Wiktoria. Nie przepadam za dziećmi, ale to wydawało się wyjątkowo grzeczne. No i jej zabawy z wężem! W ogóle wąż jako taki... mini-opiekun <3

Może "Tajemnice" nie znajdą się w pierwszej dziesiątce ulubionych drarry, ale poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko, więc nic dziwnego. Natomiast opowiadanie jest milutkie i zdecydowanie zagrzeje miejsce w moim serduchu :)

Dobra, dobra, nie rozpisuję się bardziej.

Kaczalko, dużo chęci do dalszego tłumaczenia.

I... chciałabym, żeby to forum dostało kolejną szansę. Żeby ludzie znowu zeszli się tutaj, żeby czytać i publikować opowiadania. Czy jakieś forum z ff z HP (niekoniecznie drarry) jeszcze działa? Znaczy: takie, na którym byłby jednak stały ruch? Kto wie? Może "Tajemnice" to dobry początek, by wrócić do tego magicznego świata? :) Chciałabym :)


(Za wszelkie literówki przepraszam. Piszę z telefonu.)
Ostatnio edytowano 27 sty 2018, o 07:39 przez Unda, łącznie edytowano 5 razy
Unda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 30
Dołączył(a): 6 lis 2010, o 18:52

Postprzez Dorka2002 » 20 sty 2018, o 22:57

Opowiadanie świetne, rozdział wspaniały i nie mogę się doczekać następnego. Draco i Harry jako na zmiane słodko-kwaśna para. Te sprzeczki wplecione pomiądzy czułości. Ogólnie uwielbiam wszystko co ma w sobie mojego zabawnego ślizgona.

Komentarz nic nie wnoszący, ponieważ naprawdę nie wiem co można by tu poprawić (i nie jestem mistrzynią pisania konstruktywnych komentarzy). Służyć ma on bardziej okazaniu wdzięczności i uznania.

Motywacji życzę
Dorka2002 Offline


 
Posty: 1
Dołączył(a): 22 gru 2017, o 18:27

Postprzez Kaczalka » 27 sty 2018, o 09:51

Dziękuję za komentarze :)
Rozdział ponownie bez bety.


Rozdział sześćdziesiąty

Po aportowaniu się do bram Hogwartu Harry zachował pełną gotowość, jednak ku jego zaskoczeniu nie czekali na nich żadni reporterzy. Na straży stało kilku aurorów, którzy tylko uprzejmie kiwnęli im głowami, nie mówiąc ani słowa.
Nie było jeszcze nawet dziesiątej rano, a obchody z okazji święta i wszystkie uroczystości miały się rozpocząć dopiero wieczorem, nie rozumiał więc, czemu musiał mieć na sobie formalne szaty. Wczorajszego popołudnia odkrył, że są przygotowane, choć sam wolałby ubrać się swobodnie, niemniej na wszelki wypadek wyjął też z szafy nowe szkolne szaty.
Draco udało się namówić go na elegancki ubiór tylko dlatego, że obiecał, że wieczorem będzie mógł przebrać się w dżinsy. Dzięki temu Harry był gotów iść na kompromis i nie zamierzał pozwolić mu wycofać się z obietnicy. Na razie jednak wyglądali jak porządni, dobrze ubrani czarodzieje spacerujący po terenie Hogwartu.
— Jesteśmy prawie na miejscu — powiedział Harry. — Możesz mi teraz zdradzić, co tu robimy?
Draco z namysłem przechylił głowę.
— Nie, nie sądzę — odparł.
Harry spojrzał na niego ponuro. Właśnie miał na sobie wyjściowe szaty. Na cokolwiek się szykowało, nie będzie to dla niego przyjemne. Szczególnie że nikt nawet nie napomknął, o co chodziło. A Draco właśnie potwierdził, że wiedział.
— Zrelaksuj się, Harry — powiedział, uspokajająco ściskając jego rękę.
— Zaczynam nienawidzić tego słowa — odparł Harry. — Nie mam pojęcia, co może być relaksującego w pójściu gdzieś w zupełnie nieznanym celu.
— Moja wina — wycedził Draco. — Myślałem, że rzucanie się w nieznane to twój znak firmowy.
Harry tylko spojrzał na niego ze złością, czym wywołał jego śmiech.
Weszli do Wielkiej Sali i stanęli tuż za drzwiami, podczas gdy Harry próbował zrozumieć, co się tu dzieje. Wesele? Pogrzeb?
Stoły zostały przesunięte na boki, a krzesła ustawiono w rzędy. Wszyscy, którzy brali udział w ostatniej bitwie, odświętnie ubrani, siedzieli z przodu sali. Widział też sporo obcych osób, zapewne członków ich rodzin. Kilkoro z nich Harry rozpoznał, w tym babcię Neville’a i rodziców Hermiony.
Kiedy zostali zauważeni, w pomieszczeniu zaległa cisza i Draco poprowadził Harry’ego do pierwszego rzędu. Bardzo wielu ludzi przyglądało mu się z wyraźnym rozbawieniem.
— Teraz możesz wyjaśnić, co się dzieje? — wysyczał w ucho Draco.
Draco nie miał szansy odpowiedzieć, gdyż McGonagall właśnie wstała, aby wygłosić przemowę, najwyraźniej czekając tylko na ich przybycie.
— Witam was wszystkich w Hogwarcie — powiedziała. — Niezmiernie się cieszę, że tu jestem, ponieważ mam okazję wyrazić słowa wdzięczności tym, dzięki którym stało się to możliwe.
Harry automatycznie zaczął się podnosić, bo wreszcie zdał sobie sprawę, o co tu chodzi. Nie zamierzał brać w tym udziału, jednak Draco i pozostali najwyraźniej przewidzieli jego reakcję. Rozległy się śmiechy, gdy Draco ponownie pociągnął go na krzesło.
— Czemu mnie tu przyprowadziłeś? — wywarczał Harry.
— Bo zasługujesz na uznanie — odparł Draco. — Podobnie jak wielu innych — dodał znacząco. — Chyba nie chcesz ich tego pozbawić?
Harry popatrzył na niego ze złością.
— Nie, oczywiście że nie — przyznał. Draco z pewnością wiedział, jak grać na jego poczuciu winy.
— W takim razie zostań i okaż trochę szacunku.
— Czy nasz niechętny bohater zgodził się zostać, panie Malfoy? — zapytała McGonagall.
Draco przytaknął stanowczo, a Harry zapragnął zniknąć. Ale skoro nie było to możliwe, zaczerwienił się z zażenowania, a przez salę przetoczyła się kolejna fala śmiechu.
Wszyscy brali udział w intrydze, żeby go tu ściągnąć. I pomimo że uważał, że zasługują na szacunek, sam nie chciał go doświadczać. Prawdę mówiąc, chętnie brałby udział w uroczystościach, gdyby tylko nie musiał wysłuchiwać historii o swoich bohaterskich czynach. Czego rzecz jasna właśnie słuchał, bo McGonagall chwaliła teraz jego osiągnięcia.
Harry usilnie starał się skupić uwagę. Poczuł ulgę, gdy zaczęła wspominać o zasługach innych osób. Skoncentrował się, gdy wyliczała osiągnięcia Severusa podczas wojny. Snape zasługiwał na duże większe uznanie niż on. A fakt, że jego czyny zostały obwieszczone publicznie, oznaczał krok ku zmianom na lepsze.
Zakon, aurorzy, Armia Dumbledore’a, Ślizgoni, Malfoyowie, Ron i Hermiona — nikogo nie pominięto na liście wojennych bohaterów.
— Harry Potterze i Severusie Snape, można was prosić o podejście? — zapytała McGonagall uroczystym tonem.
Harry nie chciał się ruszać. Spojrzał błagalnie na Draco, jakby oczekując z jego strony cudu, jednak jego chłopak przyglądał mu się z dumą, zachęcając, by wystąpił naprzód. Dumą? Od kiedy Draco był z niego dumny z takiego powodu? Zwykle publiczne uznanie irytowało go tak samo jak Harry’ego.
Zrezygnowany stanął obok Severusa. Dołączył do nich Kingsley i zajął miejsce przy boku McGonagall. Harry zerknął na Severusa, ale na twarzy mistrza eliksirów gościł spokój, nie pokazywała żadnych emocji.
— Mam wielki zaszczyt ogłosić, że minister magii oznacza każdego z was Orderem Merlina Pierwszej Klasy — oznajmił Kingsley głosem pełnym powagi.
Harry wpatrywał się przed siebie, podczas gdy Kingsley przypinał order najpierw do jego szaty, a potem Severusa. Ledwie zarejestrował błysk flesza. Dostał Order Merlina? Popatrzył na Severusa i wreszcie poczuł ogromny przypływ dumy. Osiągnął to, co osiągnął, ale udało mu się tego dokonać wyłącznie dzięki jego pomocy. Cieszył się, że stoi tu razem z Severusem, który wreszcie otrzymał odznaczenie, na jakie od tak dawna zasługiwał.
Na szczęście nie zostali poproszeni o przemowy.
Rozdano więcej medali — Ordery Merlina Drugiej i Trzeciej Klasy przyznano wszystkim biorącym udział w ostatniej bitwie. Draco, Remus, Ron i Hermiona, Ginny i Blaise, Fred i George, Lucjusz i Narcyza — każdy, kto znalazł się w centrum wojennych wydarzeń razem z nim i Severusem, dostał Order Drugiej Klasy. Harry’emu przyszło do głowy, że to lekceważące, ale jego przyjaciele wydawali się szczęśliwi. Choć słowo „szczęśliwi” było sporym niedopowiedzeniem. Ron wyglądał, jakby zamierzał latać bez miotły, Hermiona i Ginny były wniebowzięte, a Fred i George dla kontrastu jak gdyby zaniemówili i z uroczystymi minami przyjęli odznaczenia.
Spojrzenie Remusa, przepełnione uczuciem, którego nie dało się całkowicie ukryć, błądziło po Severusie. Draco, Blaise, Narcyza i Lucjusz przyjęli nagrody z powagą, choć później Draco okazał zaskoczenie.
Tonks po drodze po medal potknęła się o schody, ku wielkiemu rozbawieniu widowni. Harry patrzył z radością, jak każdy z członków Armii Dumbledore’a i neutralni Ślizgoni zostają wywołani. Nie mógłby być bardziej dumny z Neville’a, Crabbe’a i Goyle’a.
Po rozdaniu orderów przyszła kolej na przemowę Kingsle’a, który wyraził, jak wiele im wszystkim zawdzięcza. Harry już myślał, że to koniec, ale się mylił:
— Chciałbym przyznać jeszcze jedną nagrodę — oznajmił Kingsley.
Zaszokowany Harry patrzył, jak Kingsley wyciąga pergamin i odczytuje fragment spowiedzi Petera Pettigrew, wyszczególniając jego złe uczynki w stosunku do Potterów i Syriusza. Nie miał bladego pojęcia, kiedy Severus przekazał dokument Kingsleyowi. Uczciwie przyznając, zapomniał o przeklętym pergaminie, na którym Pettigrew złożył zeznania. A teraz Kingsley informował urzeczoną publiczność, że Syriusz Black został oczyszczony z wszelkich zarzutów i pośmiertnie odznaczony Orderem Merlina.
Harry nie wiedział, co o tym myśleć, ale bez protestu przyjął medal w imieniu swojego ojca chrzestnego. Złościł się, że imię Syriusza nie zostało oczyszczone, kiedy jeszcze żył. Syriusz powinien być tu z nimi i sam odebrać nagrodę. Ale jednocześnie Harry bardzo się cieszył, że prawda wreszcie wyszła na jaw.
McGonagall przemówiła ponownie, wspominając tych wszystkich, którzy na wojnie stracili życie. Do czasu, aż skończyła, Harry był już kłębkiem nerwów. Myślał o swoich rodzicach, Syriuszu, Severusie i Remusie, o każdym jako oddzielnej jednostce i ludziach ze sobą powiązanych. O Cedricu i, oczywiście, Dumbledorze.
Wziął kilka głębokich oddechów, próbując uspokoić mętlik w głowie.
Gdy uroczystość dobiegła końca, poczuł ulgę; w sali popłynęło tyle łez, że mogłyby zatopić zamek. Pocałował Draco i pogratulował mu, ale potem Draco poszedł do swoich rodziców, a jego porwali przyjaciele. Przytulali go, klepali po plecach, ściskali dłoń, pani Weasley chyba starała się go udusić. Nie był pewien, czy Hagrid zamierza go zmiażdżyć, czy utopić.
W chwili olśnienia zrozumiał, że lepiej być tym, kto sam gratuluje, niż przyjmować gratulacje. Ponownie dołączył do Hermiony, która znów przedstawiła mu swoich rodziców. Uznał za ironiczne, że Ron i Hermiona nawet nie pamiętali, za co otrzymali odznaczenia. Wydawało się jednak, że mało ich to obchodzi, bo przecież pomogli mu dużo bardziej niż tylko z horkruksami.
Luna cały czas rozmawiała z ojcem, ale przystanęła, żeby go uściskać.
— Dziękuję, Harry — powiedziała.
— Nic nie zrobiłem — zaprzeczył. — To ja powinienem podziękować tobie i twojemu tacie.
Luna przechyliła głowę.
— Nie, wcale nie — odparła. — Jesteś moim przyjacielem. To czyni cię tym bardziej wyjątkowym — dodała i odeszła razem z ojcem.
Zdezorientowany Harry przyglądał im się przez chwilę, po czym wzruszył ramionami i uznał, że lepiej poszukać towarzystwa osób rozsądnych — takich, które nie pozwolą, by całe to zamieszanie uderzyło im do głowy.
Podchodząc do Remusa i Severusa, próbował zdecydować, co im powiedzieć. Pogratulować? Podziękować? Żadne słowa nie były w stanie wyrazić głębi tego, co czuł. Remus miał oczy zaczerwienione, ale suche, za to Severus trzymał się sztywno jak zawsze, starannie ukrywają targające nim emocje.
— Harry, wszystko w porządku?.
Pytanie uświadomiło Harry’emu, że wciąż stoi w milczeniu. Pospiesznie objął Remusa i mocno do siebie przytulił. Nie, nic nie było w porządku. Był kompletnie roztrzęsiony, ale nie chciał tego pokazywać publicznie. Choć każdy, kto go lepiej znał, dostrzegał, co się dzieje w jego wnętrzu.
Niepewna dłoń na jego ramieniu sprawiła, że uniósł wzrok ponad ramieniem Remusa i spojrzał na swojego byłego nauczyciela.
— Jestem z ciebie dumny — powiedział Severus.
Harry zamrugał w szoku.
— Ja też — szepnął mu Remus do ucha. Pocałował go w czubek głowy i delikatnie popchnął w stronę Snape’a.
Nie będąc w stanie się odezwać, nawet gdyby wiedział, co powiedzieć, Harry przytulił się do Severusa. Jego adoptowani rodzice nie mieścili się w żadnych tradycyjnych normach, ani legalnych, ani formalnych, ale należeli do niego, niezależnie od wszelkich okoliczności. Miał ich teraz i nie zamierzał pozwolić, aby kiedykolwiek ich zabrakło.
I, o Merlinie, jakie to niesamowite uczucie, kiedy rodzice są z ciebie dumni. Wszędzie wokół rodziny ściskały i gratulowały uczniom, i Harry wreszcie mógł to nimi dzielić. Rozumiał, czemu Draco tak szybko poszedł dołączyć do swojej mamy i taty.
Wreszcie naprawdę do niego dotarło, czemu Draco zawsze tak usilnie starał się ich zadowolić. Jeśli wywoływało to takie same odczucia jak te, jakich teraz sam doświadczał, to nie było się czemu dziwić.
— Potter, mniesz moje szaty — odezwał się po minucie Severus szorstkim głosem.
Harry uśmiechnął się lekko, próbując odnaleźć w sobie spokój.
— Mówisz jak Malfoy — odparł.
— To Narcyza wymusiła na mnie taki ubiór — przyznał Severus z kwaśną miną.
Czyli Harry nie był jedyną osobą, którą zmuszono do włożenia czegoś, czego nie chciał. Odsunął się, wygładzając zmarszczki na miękkiej, aksamitnej szacie Severusa. Oczywiście była czarna, ale delikatna tkanina jakimś cudem łagodziła kolor. Intensywnie srebrne wykończenia i hafty wokół mankietów i kołnierzyka dodawały jej elegancji, której zdecydowanie brakowało w zwyczajowych strojach Severusa.
Przechylając głowę z zaciekawieniem, Harry przyjrzał mu się uważniej. Severus wciąż był chudy, ale jego skóra wyglądała zdecydowanie zdrowiej niż przez ostatnie lata. Włosy nadal opadały na twarz, jednak zostały na tę okazję świeżo umyte, były lśniące i miękkie. Severus naprawdę prezentował się całkiem nieźle.
— Narcyza dokonała dobrego wyboru, wyglądasz bardzo atrakcyjnie — oznajmił Harry.
— Prawda? — zgodził się z nim Remus, w którego głosie pobrzmiewała duma i szczęście.
Harry musiał szeroko otworzyć oczy. Czyżby Severus się rumienił? Tak, Remus szeptał mu coś do ucha, a policzki Severusa pokrywały się czerwienią. Bez wątpienia później Remus zapłaci za to, co powiedział, bo mimo żenującego rumieńca twarz mistrza eliksirów nie straciła drapieżnego wyrazu. Remus jednak wydawał się bardzo z siebie zadowolony.
Z uśmiechem na ustach Harry zrobił krok w tył.
— Chyba pójdę poszukać Draco. Zostawiam was samych — oświadczył.
Oczy Severusa zmrużyły się niebezpiecznie, lecz Remus śmiał się, gdy Harry pospiesznie odchodził. Słysząc ten dźwięk niewątpliwej radości, Harry także poczuł się znacznie lżej.
Zanim znalazł Draco, wpadł na Neville’a i jego babcię.
— Zawsze twierdziłam, że nas zadziwisz, Harry Potterze — powiedziała starsza pani. — Masz więcej kręgosłupa niż ci wszyscy bezwartościowi urzędnicy ministerstwa razem wzięci.
Harry uprzejmie przytaknął.
— Mam nadzieję, że jest pani dumna z Neville’a — odparł. — Bo ja ze szczerego serca gratuluję mu odwagi i uważam za zaszczyt mieć go jako jednego ze swoich najbliższych przyjaciół.
— Czyżbyś mnie krytykował, chłopcze?
— Nie, nie, tylko stwierdzam fakt — wyjaśnił Harry szybko.
— Hmm, najpierw Minerwa, a teraz ty — mruknęła starsza pani. — Oboje wiecie, że jestem bardzo dumna ze swojego wnuka.
Spojrzenie, jakim obdarzyła Neville’a, rzeczywiście potwierdzało jej słowa. Neville zmieszał się, ale uśmiechnął szeroko. Harry miał szczerą nadzieję, że gdy prawda w pełni dotrze do jego babci, przyjaciel nie będzie musiał dłużej żyć w jego cieniu.
Rozmawiali jeszcze kilka minut, po czym Harry poszedł dalej.
— Nie spieszyłbym się tak na twoim miejscu — odezwał się Fred, nagle pojawiając się przy jego boku.
Momentalnie z drugiej strony dołączył do nich George.
— To okropne — zgodził się z bratem.
— Co jest okropne? — spytał zdezorientowany Harry. Wszyscy wydawali się raczej szczęśliwi, mimo że łzy wciąż lały się strumieniami.
— Percy — rzucił jeden z bliźniaków ze sporą dawką wstrętu w głosie.
— Percy? — zdziwił się Harry. Już wcześniej widział Percy’ego gdzieś na uboczu, ale zakładał, że znalazł się tu w oficjalnym charakterze. W końcu ordery przyznawało ministerstwo.
Wreszcie dostrzegł grupę rudzielców i z zaskoczeniem przyglądał się, jak pani Weasley obejmuje Percy’ego. Nawet z miejsca, w którym stał, mógł widzieć radość na jej twarzy. Pan Weasley uśmiechał się, jednak reszta rodziny obserwowała całą scenę nieco z boku. Twarze Billa i Charliego nie pokazywały żadnych emocji, za to Ginny i Ron niezbyt udanie ukrywali odrazę.
— Co się stało? — zapytał Harry.
Fred westchnął dramatycznie.
— Nasz najdroższy Percy odkrył, jak bardzo pobłądził — wyjaśnił. — I błagał rodzinę o przebaczenie.
— W końcu doszedł do wniosku, że to on plami nasze nazwisko — uzupełnił George.
— Jako jedyny z nas bez Orderu Merlina — dodał Fred.
— Pewnie padłby na kolana, żebyśmy pomogli mu dostać lepszą posadę w ministerstwie — kontynuował George.
— Według was wciąż jestem niezrównoważony i agresywny, czy może sądzicie, że Percy uważa mnie za porządnego gościa, z którym Ron może się teraz zbratać? — zastanawiał się Harry na głos.
Niespodziewanie ramiona Draco oplotły go w pasie, przez co Harry na moment zesztywniał, zaraz jednak się rozluźnił.
— Och, zdecydowanie jesteś niezrównoważony i agresywny — wycedził Draco. — I nie powinieneś bratać się z tamtym Weasleyem.
— A co z tymi Weasleyami? — zapytał Harry ze śmiechem , na co Fred i George osunęli się na kolana i bez słowa wbili w niego błagalne spojrzenia. — Mogę ich zatrzymać?
— Skoro nalegasz — odparł Draco, wywracając oczy ku sufitowi.
Bracia wstali i wyszczerzyli się szeroko.
— Teraz jesteśmy zwycięzcami — szepnął teatralnie Fred. — Malfoy jest z nas dumny.
— Albo to, albo czuję jakąś dziwną potrzebę obcowania z osobami niezrównoważonymi — skomentował Draco oschle, wywołując tym kolejne chichoty.
— Gdzie jest reszta naszej niezrównoważonej grupy? — spytał Harry. Nieco go zaskoczyło, że bliźniaki i Draco wcześniej tak łatwo znaleźli go w tym tłumie.
Draco wysunął się do przodu, tak żeby mogli na siebie spojrzeć.
— Chcesz powiedzieć, że nie zdawałeś sobie sprawy, że Crabbe i Goyle przez cały czas trzymali się dziesięć kroków za tobą?
Harry zerknął przez ramię Draco. Po chwili wreszcie dostrzegł Ślizgonów i pomachał im.
Draco pokręcił głową z dezaprobatą.
— Harry, to niebezpieczne. Nawet nie wiesz, że ktoś cię śledzi.
— Ludzie zawsze mnie śledzą — zaprotestował Harry. — Co mam na to poradzić?
W oczach Draco pojawił się brzydki, podstępny błysk.
— Nie, nie będziemy przeklinać ludzi — oświadczył Harry stanowczo.
Draco uśmiechnął się drwiąco.
— Dobrze że Crabbe i Goyle pilnują twoich pleców.
Do Harry’ego dotarło, że Draco wcale nie zgodził się, by nikogo nie przeklinać. Zmrużył oczy.
— Zauważyłeś może, że podczas dzisiejszego spotkania wszyscy są nastawieni przyjaźnie? — zapytał.
— Nie, nie zauważyłem — odparł Draco beznamiętnie. — Zauważyłem za to, że ty jesteś zbyt ufny.
Harry stanął na wprost Draco i pocałował go w usta.
— Gdy ufam ludziom, kończy się to niespodziewaną, cudowną nagrodą — powiedział i ucieszył się, że jego słowa zostały nagrodzone leniwym uśmiechem i przytaknięciem na zgodę.
— Właśnie podają obiad — zauważył Goyle.
Harry ze śmiechem oparł głowę o ramię Draco. Gryfoni, Ślizgoni, nieważne. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zadba, żeby nie przegapić posiłków.
Wyszli z sali razem ze wszystkimi. Na tę specjalną okazje skrzaty przygotowały piknik. Harry już wiele razy jadał na zewnątrz, ale nigdy aż tak formalnie. Co było dziwne i zabawne.
I całkiem w stylu Dumbledore’a. Harry popatrzył podejrzliwie na McGonagall, zastanawiając się, czy właśnie dlatego zdecydowała się urządzić rozdanie orderów w zaciszu zamku, ale szybko porzucił te myśli, postanawiając cieszyć się jedzeniem.
Większość zebranych siedziała z rodzinami, podobnie jak Harry. Jego rodzina była po prostu nieco bardziej eklektyczna niż pozostałych, a teraz dołączył do niej także Crabbe i Goyle. A Wiktoria wyglądała wręcz uroczo w swojej różowej plisowanej sukience i białych bucikach.
Dziewczynce nie brakowało uwagi i zdobywała serce każdego, kto ją poznał. Obiad jadła z nimi, ale pani Weasley już zaproponowała, że zajmie się nią popołudniu. Ku zdziwieniu Harry’ego Draco zgodził się bez słowa. A nawet więcej, namówił ją, aby zaopiekowała się małą aż do jutrzejszego ranka.
W zasadzie wcale nie musiał jej namawiać. Wystarczyło tylko, że od niechcenia zasugerował, że Harry potrzebuje jednego dnia bez obowiązków, i pani Weasley zgłosiła się na ochotnika.
— Po co to zrobiłeś? — zapytał Harry.
— Żebyśmy choć raz mogli zachowywać się jak nieodpowiedzialni smarkacze — odparł Draco.
— Eee, w porządku — zgodził się Harry. — Ale czemu pani Weasley? Nie mam nic przeciwko — dodał szybko. — Tylko nie sądziłem, że ją wybierzesz.
— Bo jeśli Wiktoria będzie z nią, ty nie będziesz się martwił — wyjaśnił Draco. Spojrzał ostrzegawczo na Harry’ego ponad czubkiem głowy córki. — Nie będziesz się dzisiaj o nic martwił — podkreślił stanowczo. — Żadnych trosk, odpowiedzialności i walki.
Harry przez chwilę rozważał jego słowa.
— To co mam robić z wolnym czasem? — zapytał bezczelnym tonem.
Draco parsknął ze śmiechem.
— Będziesz miał miłą odmianę.
Po obiedzie zaskakująco duża liczba gości przeniosła się na boisko. Przy tak pięknej letniej pogodzie nikomu nie spieszyło się do domu. Harry nie miał pewności, czy to Remus zmusił Severusa, czy może Severus dobrowolnie zgodził się spędzić czas na świeżym powietrzu, ale obaj usiedli na trybunach. Niektórzy ludzie, tak jak rodzice Hermiony, nigdy nie widzieli meczu quidditcha, więc mieli okazję przeżyć nowe doświadczenie.
Nie brakowało chętnych, aby uformować kilka drużyn. Zaraz po zmianie szat oficjalnych na stroje go gry bez problemu odtworzyli ich stary zespół. Fred i George od razu zawłaszczyli sobie Harry’ego, Katie, Alicia i Angelina miały wrócić na pozycje ścigających, a Ron obrońcy i w ten sposób powstała drużyna o niemal identycznym składzie jak w przeszłości. Poza Ronem razem ćwiczyli kiedyś przez niezliczone godziny.
Fred i George rzucili wyzwanie, któremu nikt nie zdołałby sprostać. I mieli rację. Mniej więcej. Początkowo grali uczciwie, bez problemu pokonując naprędce utworzone zespoły. Potem rozgrywka zmieniła się w komiczną wolną amerykankę i wszyscy grali przeciwko Gryfonom. Harry nagle musiał rywalizować z trójką innych szukających: Draco, Charliem i Cho. Ginny, Dean i Zachariasz byli ścigającymi z różnych domów, ale wciągnęli do gry Blaise’a, Seamusa i każdego, kogo zdołali. Crabbe i Goyle byli jedynymi pałkarzami w drużynie przeciwnej, ale połączyli siły z dwójką obrońców, Billem i Fleur, którzy mieli za zadanie strzec bramek.
Był to najbardziej szalony, najzabawniejszy mecz, w jakim Harry kiedykolwiek brał udział — w jakim ktokolwiek z nich kiedykolwiek brał udział. McGonagall ponownie przekazała obowiązki komentatorskie Lunie, której styl wypowiedzi idealnie dopasował się do stylu gry. Sprawiła, że wszyscy, w tym i zawodnicy, zrywali boki ze śmiechu.
Spędzili w powietrzu większość popołudnia, aż McGonagall przerwała Lunie i ogłosiła porę wieczornej uczty i zasugerowała graczom, by się odświeżyli.
Wzięli szybki prysznic, na powrót ubrali formalne szaty i całą grupą wrócili do zamku. Wciąż się śmiejąc, weszli do Wielkiej Sali, ale zatrzymali się na progu, wpadając jeden na drugiego. Stłoczeni w drzwiach wpatrywali się w wystój pomieszczenia.
Podekscytowany meczem Harry zapomniał, że dzisiejsza uroczystość miała być także ślubem Billa i Fleur.
— Och, jak pięknie — westchnęła Hermiona.
Wielką Salę, całą w bieli i złocie, udekorowano elegancko motywami letnich kwiatów. Wyglądała trochę podobnie jak w dniu balu bożonarodzeniowego. Niewielkie stoliki, pokryte wręcz oślepiająco białymi obrusami, rozstawiono w całym pomieszczeniu. Największy, najpiękniejszy tort, jaki Harry kiedykolwiek widział, umieszczono z przodu sali.
— Ee… czy potem będą tańce? — spytał, wędrując wzrokiem po otoczeniu i przetwarzając w głowie to, na co patrzył.
— Oczywiście — wycedził Draco, a cała grupa zachichotała z powodu jego konsternacji.
— I nikt nie pomyślał, żeby mi powiedzieć?
— A przyszedłbyś, gdybyśmy ci powiedzieli? — zripostował Draco. — No właśnie — dodał, nie słysząc odpowiedzi.
— Przyszedłbym — zaprotestował Harry, ale już za późno. — Przecież wcale nie muszę tańczyć.
— Ależ oczywiście, że musisz — zaprzeczył Draco.
— To dla twojego dobra — oznajmiła surowo Hermiona, lecz ewidentnie próbowała powstrzymać się od śmiechu.
Rozglądając się wokół, Harry uświadomił sobie, że wszyscy zachowują się podobnie, jedynie Ron patrzył na niego ze zrozumieniem i współczuciem.
— Wybacz, stary — przeprosił. — Ja też muszę zatańczyć.
— Czemu mnie nie ostrzegłeś?
Ron zerknął nerwowo na Hermionę, a potem na Draco.
— Umm, no bo jakoś tak lubię wszystkie części swojego ciała i chciałbym, żeby pozostały na swoim miejscu — wybąkał.
Hermiona i Draco wyglądali na zadowolonych z siebie i w końcu parsknęli śmiechem. Harry westchnął z rezygnacją.
Ron zarzucił mu rękę na ramię i lekko pchnął do przodu.
— Chodźmy jeść, co? — zaproponował.
— Jasne — mruknął Harry. — Jedzenie rozwiązuje wszelkie problemy.
— To lepsze niż taniec z pustym żołądkiem — odparł Ron rozsądnie.
— Jak to rozumiesz? — zapytał Harry z niedowierzaniem, kiedy już ruszyli do stolików.
Kontynuowali dyskusję na temat jedzenia i tańca, aż znaleźli swoje miejsca, jednak już po chwili centralnym tematem na powrót stał się quidditcha. Co dziwne, to Hermiona go poruszyła.
— Malfoy — zaczęła — czy jako prefekt naczelny nie uważasz, że uczniowie powinno mieć więcej zabawy?
— Nie wiem, czy w ten sam sposób rozumiemy pojęcie „zabawa” — wycedził Draco, jednak Hermiona skupiła już na sobie jego uwagę.
Harry i Ron wymienili spojrzenie, które sprawiło, że Hermiona spojrzała na wszystkich trzech z irytacją.
— Tylko dlatego, że zwykle quidditch mało mnie interesuje, nie oznacza, że nie wiem, jak się bawić — oświadczyła. — Mogę się dobrze bawić podczas gry, jeśli muszę. Partnerowałam Harry’emu zeszłego lata, prawda?
Harry z Ronem spojrzeli na Ginny.
— Och, no naprawdę — prychnęła Hermiona. — Wiem, że nie wnosiłam nic do samej gry. Harry jest wystarczająco dobry, żeby pokonać was obu. Chodzi o to, że dobrze się bawiliśmy, jak dzisiaj.
— Co sugerujesz? — zapytał zaciekawiony Harry.
— Że zrobimy to ponownie — odparła, jakby było to czymś oczywistym. — Może zagramy wszyscy razem raz w miesiącu. Bez podziału na domy, bez prawdziwej rywalizacji. Dzisiaj nawet nie wsiadłam na miotłę, a i tak było fajnie. Więc co o tym sądzisz, Malfoy? Moglibyśmy zorganizować mecz dla całej szkoły?
Harry doskonale zdawał sobie sprawę, że Hermiona sama by sobie poradziła, i ucieszył się, że włączyła w planowanie Draco, tak aby była to ich pierwsza wspólna decyzja jako głównych prefektów. W duchu obiecał sobie, że zrobi dla swojej przyjaciółki coś wyjątkowego, bo wiedział, ile ją to kosztowało wysiłku. Naprawdę nie mógł wymarzyć sobie lepszych przyjaciół.
— Uważam, że to świetny pomysł — przyznał Draco. — Po dzisiejszym dniu McGonagall na pewno się zgodzi, no i to dobry sposób, żeby zbratać Ślizgonów z resztą uczniów.
Hermiona rozpromieniła się, na co Draco westchnął.
— Nie sądziłem, że dożyję dnia, w którym Malfoy zgadza się w czymś z Hermioną —odezwał się Ron. — Zwłaszcza w kwestii quidditcha.
— Ja też nie — mruknął Draco.
— Och, przywykniecie — zripostowała Hermiona. — A teraz potrzebujemy planu.
Kolacja upłynęła im na entuzjastycznej dyskusji. Każdy miał jakieś pomysły i wszyscy zdziwili się na widok swoich pustych talerzy.
Wkrótce McGonagall poprosiła zebranych o uwagę. Wzniesiono toasty za szczęście Billa i Fleur, podano tort i już niebawem zrobiono miejsce na parkiecie. Bill i Fleur poszli na pierwszy ogień. Wirowali w tańcu i promienieli szczęściem.
Harry spojrzał na Hermionę i Ginny.
— Pasują do siebie — wyraził głośno swoją obserwację.
Dziewczyny westchnęły jednocześnie.
— Tak — zgodziły się, też jednocześnie.
Hermiona przechyliła głowę, przyglądając się jemu i Draco.
— Rok temu powiedziałaby, że wy dwaj to okropny pomysł. Ale też do siebie pasujecie.
Harry uśmiechnął się, lecz zaraz spoważniał.
— I będziemy świetnie wyglądać razem na parkiecie — wycedził Draco. — Mogę cię prosić do tańca? — zapytał formalnie.
— Nie — odparł Harry zrozpaczonym tonem. — Wiesz, że nie umiem tańczyć.
— Ja poprowadzę. Będzie dobrze.
— Ile razy mam powtarzać, że nie jestem cholerną dziewczyną — warknął Harry.
Draco wyciągnął rękę.
— Zaufaj mi — poprosił.
— Och, do diabła.
Harry dobrze wiedział, że Draco nie pogrywał z nim uczciwie. Nie miał pojęcia, czemu musi z nim tańczyć, żeby udowodnić swoje zaufanie, ale i tak złapał go za rękę i poszedł za nim na parkiet.
— To tylko walc — powiedział Draco. — Nic skomplikowanego.
— Draco — jęknął Harry. — Naprawdę nie chcę tego robić. Przeze mnie obaj będziemy wyglądali ja idioci.
— Nie, nie pozwolę na to. Teraz połóż dłoń na moim ramieniu.
Harry niechętnie wykonał polecenie, po czym musnął kciukiem kawałek skóry ponad kołnierzykiem Draco. Zaraz potem poczuł mocniejszy uścisk jego rąk w pasie. Może nie będzie tak źle, pomyślał.
— Czemu nalegałeś, żebyśmy zatańczyli? — zapytał zaciekawiony.
— Bo lubię tańczyć. I lubię trzymać cię w ramionach.
— Przeklęty ślizgoński manipulant — mruknął Harry, gdy zaczęli się poruszać.
Draco nie zaprzeczył oskarżeniu, tylko uśmiechnął się lekko. Dobrze wiedział, co powiedzieć, żeby stopić jego upór, i najwyraźniej wiedział, jak się poruszać po parkiecie. Harry wkrótce odkrył, że jego chłopak miał rację, i łatwo było podążać jego śladem. Tańczyli dosyć płynnie i dopóki Draco nie włączył bardziej skomplikowanych kroków, Harry’emu wydawało się, że przeżyje to doświadczenie.
— Rozluźnij się — szepnął Draco. — Wciąż jesteś sztywny, dlatego nie czerpiesz z tego przyjemności. Patrz na mnie, nie na nasze stopy.
— Och — westchnął Harry, spoglądając mu w oczy. — Ty za to masz dużo przyjemności.
Draco przyciągnął go bliżej siebie.
— Tak — przyznał. — Jak mówiłem, lubię cię obejmować. Dotykać. Poruszać się z tobą we wspólnym rytmie.
Kiedy Draco tak szeptał — niskim, uwodzicielskim głosem — Harry pozwoliłby mu zrobić wszystko, na co tylko miał ochotę. Gdy tak tańczyli, Draco składał różne obietnice, nie wypowiadając nawet jednego słowa.
— Możemy wam przerwać? — rozległ się nagle głos Billa.
Harry zamrugał, powracając do realnego świata.
— Ee… ja… — Jego dezorientacja jeszcze wzrosła, gdy Fleur odciągnęła Draco, zostawiając go samego z Billem.
— Mogę? — Bill wyciągnął rękę.
— Ee… — bąknął Harry ponownie. — Czy to nie będzie niezręczne? — zapytał, przybierając odpowiednią pozycję do tańca.
— Minutę temu, kiedy tańczyłeś z innym facetem, wcale nie wyglądałeś niezręcznie — zauważył Bill. — Tak naprawdę wyglądaliście niesamowicie. Zaszokowaliście wiele osób i prawdopodobnie sporo z nich wciąż nie akceptuje waszego związku, ale nie sądzę, aby ktokolwiek tutaj miał wątpliwości, że szczerze wam na sobie zależy.
— Nie zdawałem sobie sprawy, że robimy widowisko — bąknął Harry. Rozejrzał się i zauważył, że ludzie obserwują jego taniec z panem młodym. Uśmiechnął się jednak lekko, gdy zobaczył Draco i Fleur. Oni najwyraźniej świetnie się bawili.
— Jesteśmy w tym tak samo kiepscy, co? — zapytał. Wcześniej Bill i Fleur nie wykonywali nawet w połowie tak skomplikowanych kroków jak teraz Fleur z Draco.
Śmiejąc się, Bill kiwnął głową.
— Tak, ale Fleur chyba nie ma nic przeciwko temu, co robi twój chłopak.
Harry spojrzał Billowi w oczy.
— Świetnie, że ci się udało — powiedział, trochę zmieszany. — Wiem, że nie wszyscy byli co do tego zgodni, ale… cóż, ja się cieszę, że jesteście szczęśliwi.
— Chyba doszedłeś do takich samych wniosków jak ja — odparł Bill. — Jeśli kogoś kochasz, to nieważne, co myślą inni.
Patrząc na Draco i Fleur, Harry musiał się z tym zgodzić. Nie zawsze było łatwo, ale nie zamierzał zrezygnować z Draco dla nikogo.
— Harry, wiem, że nie zależy ci na podziękowaniach, ale ja i Fleur zawdzięczamy ci bardzo dużo.
Zerkając na niego z grymasem, Harry zmylił krok, przez co obaj się potknęli. Bill tylko się uśmiechnął, a Harry niechętnie odwdzięczył się tym samym.
— Jak już mówiłem — kontynuował Bill — wiem, że nie zależy ci na podziękowaniach, ale próbowałem wymyślić, co mógłbym dla ciebie zrobić.
— Niczego nie chcę — zaprotestował Harry.
— Wreszcie postanowiłem urządzić tobie i twojemu partnerowi prawdziwą imprezę — ciągnął Bill, kompletnie ignorując jego słowa.
— Prawdziwą imprezę? — powtórzył Harry, mimo woli zaciekawiony.
— Tak, taką, na której nie ma dorosłych, można się upić i głupio zachowywać — wyjaśnił Bill. — Głośna muzyka, mocne trunki, wygłupy i zabawa. Tak powinny robić nastolatki. — Rozejrzał się po sali. — Uważam, że spodoba ci się to bardziej niż sztywny bal dla zgredów.
Harry nie mógł się z tym nie zgodzić. Podobał mu się taniec z Draco, ale bal wciąż nie wydawał mu się najlepszym pomysłem na dobrą zabawę.
— Uzgodniłem to już z McGonagall — powiedział Bill. — Boisko do quidditcha jest twoje na całą noc. Rób, na co ci przyjdzie ochota. Czarodziejska sieć bezprzewodowa jest podłączona, w schowku na miotły schowałem alkohol, a skrzaty na pewno przygotowały stoły z najróżniejszymi przekąskami.
Z wrażenia Harry nagle zamarł, a że Bill wciąż się poruszał, obaj upadli na podłogę. Zgodnie zamrugali ze zdumienia.
— Nienawidzę tańczyć — skomentował Harry.
— I bez wątpienia wolisz moją propozycję — odparł Bill, już krztusząc się ze śmiechu.

cdn
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 555
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez Potomkini_Salazara » 27 sty 2018, o 15:49

Zajebiście niesamowity rozdział. Severus rumieniący się To co prostu SZOK. Draco i Harry jak zwykle uroczy. Czekam na kolejny rozdział. Nie mogę uwierzyć, że zostały tylko dwie części i koniec.
Potomkini_Salazara Offline


 
Posty: 9
Dołączył(a): 3 sty 2018, o 19:32

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Drarry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości