Czerwony Płomień

4/35+epilog

Postprzez Akame » 19 gru 2011, o 01:35

Ok... wklejam opowiadanie. Nie bić, nie przeklinać, nie... a w sumie śmiać się można, bo opowieść napisana została lata temu, więc najwyższych lotów raczej nie jest :oczy: Mnie do głowy by nie przyszło, aby tutaj zamieszczać, ale Macki są wielkie i cóż... mackowały, mackowały, aż zmackowały :?
Co by tu jeszcze... problem z imionami. Miejsce akcji to Japonia, więc pewnie tym, którzy jednak się przemogą i zaczną czytać, mogą się mylić. Nic nie poradzę, pisane w czasach wielkiej fascynacji dżapańcami, nie żeby mi minęło xD Każdy bohater miał swoją fotkę, więc mogę je wstawić, jeżeli by to miało komuś ułatwić życie, lub chciał zobaczyć, skąd czerpałam inspirację ;) Opowiadanie nie należy do żadnego fandomu, jest po prostu moje.To chyba tyle... (Aev, nadal mam wątpliwości! W co Ty mnie wkręciłaś...)

autor: Akame
beta: Aubrey, ostatnio dorwała się jeszcze Aev, która powalczyła z zapisem dialogów, które wtedy mnie nie obowiązywały ;)
rating: +18
Ostrzeżenia: Eee... chyba tylko tyle, że włazi się w to na własną rękę :whistle:



26 sierpnia 2008

Czerwony Płomień


— Nie zmieni pan zdania? — Dwudziestojednoletni chłopak siedział w głębokim, skórzanym fotelu i wpatrywał się w stojącego pod oknem mężczyznę.

— Nie mogę, naprawdę mi przykro. — Starszy, dystyngowany dyrektor jednej z najlepszych uczelni wpatrywał się w niego z zakłopotaniem.

— Zdaje pan sobie sprawę, że wielu uczniów zalega z czesnym i, jak do tej pory, nie stosowaliście aż tak drastycznych środków... — Shirenai skrzywił się z niesmakiem.

— To naprawdę nie zależy ode mnie.

— Oczywiście, że nie, mój ojciec ma dużą siłę perswazji — prychnął Shirenai coraz bardziej zły.

— Może… może gdybyś spróbował się z nim dogadać… Sam nie wiem. — Dyrektor rozłożył bezradnie ręce. — Pójdź na jakieś ustępstwa?

— Jakie ustępstwa ma pan na myśli? — zakpił. — Mam zmienić orientację dla niego, czy może od razu dać się wykastrować?

— A twoja matka?

— Niech pan przestanie. — Shirenai roześmiał się zimno. — Szanowna mamusia siedzi właśnie w Paryżu na jakimś pokazie mody i udaje wiecznie młodą, opędzając się od adoratorów. Wie pan równie dobrze jak ja, że nie odważyłaby się sprzeciwić ojcu, bojąc się odcięcia od funduszy.

— Nawet nie próbujesz…

— A pan próbuje? Wyrzuca się mnie z uczelni pół roku przed ukończeniem. Tłumaczy pan nieudolnie, że to przez nieopłacone czesne, a jak proszę o przesunięcie terminu o kilka dni, starannie unika pan tematu. Ja naprawdę staram się zrozumieć, ale szlag mnie trafia, że wszystko skupia się wokół mojego starego, a wy boicie się, że cofnie swoją kasę i przestanie was dofinansowywać. Nie nazwę tego „dobroczynnością”, gdyż w tym przypadku to po prostu kolejny krok w kierunku kariery politycznej i obydwaj aż za dobrze zdajemy sobie z tego sprawę.

— Dobrze… — Mężczyzna spojrzał na chłopaka. — Pójdę ci na rękę… Nazywaj to jak chcesz… Jeżeli jesteś w stanie sam dokończyć naukę… to potem dopuszczę cię do egzaminów końcowych. Na pewno masz kolegów, którzy podzielą się z tobą notatkami. Zaliczysz… masz dyplom w ręku.

— I nie boi się pan konsekwencji? — Shirenai spojrzał na niego zaskoczony.

— Boję się. Może jestem materialistą, ale zależy mi na tej szkole, a twój ojciec jest hojny. Byłeś jednak jednym z moich najlepszych uczniów, jesteś zdolny, inteligentny, uparty i masz zadatki na świetnego adwokata.

— Cóż, muszę się tym zadowolić. — Shirenai podniósł się z fotela i ruszył w kierunku drzwi, salutując w progu. — Zatem do zobaczenia na egzaminach. Zaliczę je, może pan być tego pewien — dodał, uśmiechając się lekko i wychodząc.

— Wiem, że zaliczysz. — Starszy człowiek usiadł ciężko za biurkiem. Nie mógł zrozumieć postępowania Ichiro seniora. Był świetnym kandydatem na premiera, jego kariera polityczna rozwijała się w błyskawicznym tempie, a jednak… Czy człowiek, który traktuje swojego syna jak odmieńca, był tym, którego chciał w rządzie? Wątpliwe… Niemniej sponsorował on wiele inwestycji w szkole i mimo że z ciężkim sercem, dyrektor nie potrafił mu się sprzeciwić.

***


— Mogę wiedzieć, co ty do cholery wyprawiasz? — Młody, ciemnowłosy mężczyzna przyglądał mu się z irytacją.

— A nie widać? Pakuję się. — Shirenai wrzucił do walizki kolejną koszulę, nie przejmując się jej złożeniem.

— Odwaliło ci? Znowu strugasz fochy?

— Wybacz Jiro, ale nie mam ochoty na rozmowy.

— Jesteśmy razem prawie rok… Może powinienem wiedzieć wcześniej o tym, że właśnie zostałem olany? — Stanął za nim i przesunął dłonią po jego plecach. — Weź przestań, to że wywalili…

— Myślisz, że to o to chodzi? — Shirenai odwrócił się gwałtownie i cofnął, uciekając przed natarczywymi rękami kochanka. Jiro Yano miał na niego zdecydowanie zbyt duży wpływ, a jego dotyk sprawiał, że stawał się uległy i pozwalał mu na wiele… zbyt wiele. — Mówisz, że jesteśmy ze sobą prawie rok i tutaj się mylisz… To ja jestem z tobą, a ty?

— Znowu do tego wracasz? — Jiro skrzywił się i usiadł na łóżku, odtrącając leżące na nim rzeczy . — Jesteśmy mężczyznami, ślubu nie braliśmy.

— Różnimy się, Ji… Ty lubisz zabawę, ja potrzebuję czegoś innego, nie zadowala mnie fakt, że traktujesz mnie jak zabawkę.

— Kocham cię. — Prawie wrzasnął Jiro.

— Kochasz mój tyłek, tak samo jak i tyłki połowy chłopaków z nocnych klubów. — Shi parsknął śmiechem, choć bynajmniej nie było mu wesoło.

— Wiesz, że to nieprawda, to nie z nimi mieszkam… Shirenai… nie odchodź. — Jiro wstał i podszedł do niego, obejmując go w pasie. — Obiecuję, że to się zmieni, wiesz, że dla mnie tylko ty się liczysz. — Wtulił nos w jego szyję.

— Daj spokój. — Shi przymknął oczy, wdychając zapach kochanka.

— Nie, dopóki nie zapomnisz o wyprowadzce. Mówiłem już, że cię kocham? — Jiro wsunął dłonie pod jego koszulę. Shirenai z westchnieniem odsunął się lekko, pozwalając mu na dotyk i odwzajemniając namiętny pocałunek.

***


Mały, sportowy samochód zatrzymał się pod ładnie wyremontowaną kamieniczką zadaszoną tradycyjnym japońskim dachem. Młodzieniec o włosach w kolorze oksydowanego srebra wysiadł i posłał kierowcy pocałunek na pożegnanie. Przerzucił kurtkę przez ramię i pchnął bramkę ogrodzenia, szukając w kieszeni kluczy.

— Shirenai! — krzyknął cicho, widząc siedzącego na schodach chłopaka i leżącą obok walizkę. — Miałeś być wieczorem, długo czekasz?

— Jakieś pół godziny. — Shi podniósł się i uściskał przyjaciela.

— Co cię zatrzymało?

— Jiro. — Uśmiechnął się pod nosem.

— Znowu dałeś dupy i mu uległeś! — warknął ze złością Shuji. — Obiecywałeś, że już nie pozwolisz mu się dotknąć.

— Obiecanki cacanki, wiesz jak jest — westchnął Shi, biorąc bagaż i wchodząc do środka, kiedy Shuji otworzył drzwi.

— Rozgość się, sypialnia po lewej jest do twojej dyspozycji. To i tak cud, że go zostawiłeś.

— Mówił, że mnie kocha…

— Zawsze to mówi, a potem idzie do klubu i wyrywa kolejne mięso. — Skrzywił się chłopak, rzucając klucze na stolik. — A co z uczelnią?

— Dyrektor zgodził się, żebym przystąpił do egzaminów końcowych, o ile znajdę naiwnego, który podzieli się ze mną notatkami z nadchodzącego semestru.

— Właśnie go znalazłeś. — Shuji mrugnął wesoło. — O ile pasują ci nauki kogoś, kto studiuje zaocznie.

— Wiesz, że ratujesz mi życie? Nie wiem, jak ci się odwdzięczę. — Ichiro usiadł na kanapie, wyciągając nogi przed siebie.

— Daj spokój, ile się znamy? Już w podstawówce nie raz ratowałeś mi tyłek, o liceum nie wspomnę, teraz czas na mnie.

— Taa, a kiedy będziesz sławny i bogaty…

— Pojedziemy w podróż dookoła świata, będziemy się obijać, pić drinki z palemkami i wyrywać tylko najlepsze kąski. Kasa rządzi światem, a ja jestem kimś, komu jest ona niezbędna do życia.

— Jesteś wstrętnym materialistą — burknął Shirenai, uśmiechając się przy tym ciepło.

— Jestem, a ty jesteś synalkiem bogatego sukinsyna, który właśnie cię od niej odciął i zablokował ci wszystkie karty. — Taguchi spoważniał i przysiadł na ławie naprzeciw przyjaciela. — Jesteś pewien, że chcesz podjąć tę pracę?

— A co, uważasz, że sobie nie poradzę?

— Nie… Jesteś inteligentny, masz eleganckie maniery wyssane z mlekiem matki…

— Moja matka nigdy nie karmiła mnie piersią, to mogłoby przynieść poważny uszczerbek jej idealnemu biustowi i niech tak zostanie. — Shi zamachał rękami w geście udanego przerażenia.

— Pewnie dlatego jesteś gejem i nie umiesz docenić kobiecych walorów. — Popielate kosmyki opadły na czoło gospodarza. — Wiesz, że nie o to chodzi, po prostu… tam trzeba być jednocześnie uległym, jak i stanowczym. Nie raz trafi się bogaty dupek, który będzie miał różne zachcianki, musisz wiedzieć, którym możesz ulec, a które odrzucić i to tak, aby go nie urazić, bo palant musi wrócić. Dumę często trzeba umieć sobie wsadzić do kieszeni.

— Jak wiele razy przychodziłem do ciebie do pracy i płaciłem za twoje towarzystwo, chociaż mogłem je mieć za darmo? Jestem dobrym obserwatorem.

— Nie wolałbyś wziąć roboty w jakimś sklepie czy hotelu?

— Lubię pieniądze, jestem przyzwyczajony do pewnych standardów, nie zamierzam się ich wyrzec na rzecz nędznej klitki trzy na trzy, z piecem kaflowym, muszę mieć więc odpowiednie zarobki. Chyba, że nie pasuje ci praca ze mną… Jeśli tak, to mów od razu, klubów jest wiele. — Shi zawiesił znacząco głos.

— Walnę cię, przysięgam, cieszę się jak wariat, że razem będziemy zarywać nocki. — Shuji podszedł i klepnął go w plecy. — Będzie wesoło, po prostu chciałem cię uprzedzić, w co się pakujesz.

— Dzięki, prawie się wzruszyłem i nie, nie żartuję — dodał Shirenai, widząc urażoną minę przyjaciela. — To co… idziemy spać, a jutro zaczynam nowe życie. — Przeciągnął się i podniósł z kanapy. — Zmiatam do siebie, jeszcze muszę się rozpakować. — Chwycił walizkę i ruszył w stronę pokoju. — Dobranoc.

— Raczej dzień dobry — mruknął Taguchi, patrząc na szarzejące niebo i machnąwszy ręką, skierował się do łazienki.

***


Klub „Akai Honou” był jednym z najlepszych lokali tego typu w Gizie, dzielnicy potocznie zwanej „Zakątkiem czerwonych latarni”. Jeżeli ktoś chciał zacząć pracę jako host, Tokio było jego rajem. To tutaj najznamienitsi i najbogatsi ludzie spędzali wolny czas, wynajmując młode dziewczęta bądź chłopców do towarzystwa. Bycie hostem było swego rodzaju wyróżnieniem. Pracownicy tej branży musieli być nie tylko urodziwi, ale także inteligentni i obyci. Dlatego był to Eden studentów i młodych ludzi, którzy szczycili się inteligencją, elokwencją i nieprzeciętną aparycją. Shirenai Ichiro, ubrany w czarną koszulę, której mankiety i podłużny, lekko stojący kołnierz haftowane były połyskliwą nicią w tym samym kolorze, oraz jedwabne spodnie miękko układające się na biodrach, stał właśnie przed swym nowym pracodawcą.

— Ten Ichiro? Syn Takedy? — spytała na oko czterdziestoletnia brunetka, ubrana w tradycyjne kimono.

— Niestety ten sam. — Uśmiechnął się uprzejmie, usiłując nie zgrzytnąć zębami.

— Rozumiem… — Postukała w blat karminowym paznokciem. — Widzę, że wspominanie tatusia ci nie w smak. — Najwyraźniej była spostrzegawcza. — Nie będziemy go więc mieszać do pracy. Cóż, Shuji pewnie wytłumaczył ci, o co chodzi. Normalnie przyjmuję tylko osoby, które miały już styczność z tego typu pracą, jednakże twój przyjaciel zachwalał cię i typował jako kandydata do pierwszej dziesiątki hostów. Zrobię więc wyjątek i zatrudnię cię na okres próbny. — Zamyśliła się chwilę, po czym sięgnęła do złotej papierośnicy i wyjęła z niej cienkiego, długiego papierosa, uśmiechając się z zadowoleniem, kiedy Shi od razu podał jej ogień. — To nie był test, ale zareagowałeś błyskawicznie, cóż… Czego innego mogłam się spodziewać po chłopaku z tak znakomitej rodziny. — Zaciągnęła się dymem. — Przejdźmy do konkretów. Co noc odwiedzają nas szanowni klienci, wybierają oni hosta, który będzie na ten czas dotrzymywał im towarzystwa. Od ciebie zależy, na ile im pozwolisz. Ja nie płacę za sypianie z klientami, chcesz dorobić na boku, twoja sprawa, to nie „Hotel Miłości”. Twoim obowiązkiem jest dowcipna i inteligentna rozmowa, odpalanie papierosów, podawanie drinków i ogólne dbanie o dobro i wygodę klienta. Jeżeli się spodobasz, możesz być zapraszany przez nich na różnego rodzaju przyjęcia i bankiety, za nadgodziny płacą z własnej kieszeni. Wypłata jest zróżnicowana; w zależności od tego, ile razy zostaniesz wybrany i na jakim miejscu się znajdziesz pod koniec miesiąca. Wynajęcie hosta na całą noc to koszt dwudziestu tysięcy jenów, ja zabieram pięć, nie trudno więc policzyć, że najlepsi z was mają bardzo wysokie zarobki. O ubiór troszczysz się sam, jednakże dostaniesz od nas komplet strojów, niektórzy klienci mają wymagania… Cóż, to chyba wszystko. Praca jest w godzinach od dwudziestej do czwartej rano, za wynajem nie odpowiadamy, wtedy pracujesz do momentu, kiedy nie zostaniesz odprawiony. Osoba, której towarzyszysz w tym czasie, podbija twój karnet, żeby było wiadomo, ile czasu jej poświęciłeś. Chciałbyś o coś zapytać?

— Tak, co z mieszkaniem? Czy zapewniacie je swoim pracownikom?

— Oczywiście, możesz mieszkać w pokojach dla hostów, jednak większość woli poszukać czegoś na własną rękę, nasz pensjonat to jednak nie to samo co prywatne gniazdko. — Podniosła się z fotela i przyjrzała mu krytycznie. — Podobasz mi się, ubranie też dobrane idealnie, mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracowało. — Wyciągnęła dłoń. — Witam w Akai Honou.

— Dziękuję. — Odwzajemnił uścisk. — Mam nadzieję, że spełnię pani oczekiwania. — Ukłonił się i skierował do drzwi.

— A jeszcze jedno — zawołała, kiedy kładł już dłoń na klamce. — Chcesz pracować w damskiej czy męskiej części lokalu?

— Nie bardzo rozumiem. — Spojrzał na nią zaskoczony.

— Jesteś homo czy hetero? — Machnęła niecierpliwie ręką.

— Jestem gejem — mruknął lekko urażony.

— Nie denerwuj się, po prostu chcę wiedzieć gdzie cię przydzielić. — Uśmiechnęła się łagodnie, a Shirenai zrozumiał w tym momencie, dlaczego tę kobiete nazywano Cesarzową Gizy. Miała klasę.

***


— No i? — Shuji doskoczył do niego, jak tylko wychylił głowę z gabinetu Hikaru Toyamy.

— Przyjęła mnie, mam się zgłosić do czerwono-żółtej sali.

— Aaa, to do facetów, czyli będziemy pracować razem, suuuuper — zawył uszczęśliwiony. — Masz się przebrać?

— Nie, podobno wyglądam idealnie. — Shi parsknął śmiechem.

— No, spróbowałaby powiedzieć coś innego. — Taguchi zmierzył go spojrzeniem. Shirenai prezentował się naprawdę dobrze. Czarne, niemal antracytowe włosy ścięte były ręką fachowca, a długa, postrzępiona grzywka rzucała cień na ciemne, prawie granatowe oczy otoczone długimi rzęsami. Pociągła twarz i wąskie, acz wyraziste usta niejednemu już dostarczyły materiału na fantazje. Dłonie miał szczupłe, o długich, smukłych palcach. Jak na Japończyka był też dość wysoki, prawie metr osiemdziesiąt wzrostu wyróżniało go z tłumu. Zgrabna, aczkolwiek wysportowana sylwetka, płaski brzuch, lekko umięśnione ramiona — Kurcze, popadam w kompleksy — zachichotał.

— Spadaj, wszystkie laski oglądają się za tobą, nie marudź. — Shi objął przyjaciela ramieniem i pociągnął w stronę baru w sali o żółtych ścianach i czerwonych sofach, ukrytych w zacienionych lożach.

— Laski mnie nie interesują. — mrugnął Shuji. — Czyli co mówiłeś? Jiro jest wolny?

— A co, reflektujesz?

— Wiesz… Zawsze mi się podobał, ale nie chciałem wchodzić ci w drogę…

— Naprawdę zdecydowałbyś się na bycie z kimś takim? — Zaskoczony Shirenai poczuł lekkie ukłucie, kiedy pomyślał o swoim byłym chłopaku, który mógłby wylądować w objęciach Taguchiego.

— Nie myślę o uczuciu, a przelotnej znajomości… Chyba, że masz coś przeciwko.

— Raczej nie… — zawahał się chwilę. — Nie, skończyłem z nim definitywnie.

— No i świetnie… A, musisz poszukać sobie protektora. — Widząc zdziwione spojrzenie przyjaciela, zamówił sok i usiadł obok niego na wysokim stołku barowym. — Protektor to ktoś, kto ma pierwszeństwo w wynajmie, w dodatku im bogatszy i wyżej postawiony tym lepiej. To on wprowadzi cię w kręgi swoich znajomych, a im ma ich więcej, tym masz lepsze wzięcie, co oczywiście wiąże się z większą ilością kasy.

— A ty masz kogoś?

— Taaa. — Shuji skrzywił się lekko. — Murata Ichida.

— Ten finansista? — Shi rzucił mu pełne zdumienia spojrzenie. — Ale on ma…

— Prawie sześćdziesiąt lat? Wiem, przecież z nim nie sypiam, za to dzięki jego zaproszeniom na bankiety mam lepsze koneksje, poznałem wielu wpływowych ludzi.

— Rozumiem. Kogo mi polecasz?

— Hmm… najlepiej, żeby to był ktoś z łatwym charakterem… Czekaj, niedawno odszedł od nas nasz numer jeden, jego protektor jest wolny, jakbyś się przy nim zakręcił to… — umilkł nagle, wpatrując się w drzwi. — O cholera…

2.

— Co jest? — Shirenai spojrzał na niego badawczo.

— Nie, nic… Wiesz, pomyślałem, że skoro jesteś zielony w tej branży i na początku będziesz pracował jako pomocnik, wezmę cię pod swoje anielskie skrzydła. — Shuji uśmiechnął się lekko.

— Raczej błoniaste jak u nietoperza — parsknął Shi. — Nie zmieniaj tematu, możesz być moim przewodnikiem, ale najpierw powiedz mi, kim byli goście, którzy przed chwilą zajęli górną lożę.

— Obrażasz mnie, jestem jak anioł miłosierdzia, nawet dzielę z tobą wspólny dach. — Chłopak westchnął cierpiętniczo. — Na razie nie powinno cię interesować kto to, na pewno nigdy nie będziesz musiał usługiwać przy tej loży, a teraz… — Jego słowa przerwał odziany w szkarłat mężczyzna, który pochylił się i szepnął mu coś do ucha, wskazując jeden z balkonów. — Teraz, mój drogi Shirenai, pójdziesz ze mną. Jestem proszony do towarzystwa. — Odstawił sok i podniósł się z krzesła, a po chwili wspinali się już po schodach i zbliżali do ukrytego za malowaną w pawie ścianą stolika. — Pan Odo. — Shuji uśmiechnął się radośnie do siedzącego tam mężczyzny, który wyglądał na jakieś czterdzieści lat. — Jak miło nam pana gościć, dawno nie odwiedzał pan naszego skromnego przybytku.

— Interesy. — Krótko ostrzyżony klient, o lekko zaokrąglonej twarzy spojrzał na młodzieńca z wyraźnym zadowoleniem. — Na pewno nawet nie zauważyłeś mojego braku.

— Jak może pan tak mówić, inteligentni i tak wspaniali goście jak pan, to rzadkość. — Taguchi paplał radośnie, a Shirenai stojący obok niego prawie do bólu przygryzł wargę, usiłując się nie roześmiać. Jeżeli i on miał prawić ludziom takie nonsensy, to powinien zacząć pisać pamiętnik i uwieczniać w nim wszystkie swoje kłamstwa, byłaby to całkiem interesująca lektura. — Pan pozwoli, że przedstawię mojego towarzysza, to nasz najnowszy pracownik, więc proszę być wyrozumiałym, pierwszy wieczór dla każdego jest trudny. — Shuji popchnął lekko przyjaciela do przodu, a Ichiro nie pozostało nic innego, jak uśmiechnąć się i ukłonić.

— Shirenai — przedstawił się krótko. — To zaszczyt pana poznać. — Czy na pewno ten przymilny i układny głos należy do niego? Naprawdę… cóż za maskarada, może powinien zmienić kierunek na aktorstwo?

— Słodki — mruknął mężczyzna, a w Shi coś się zagotowało… Słodki? Że niby on? Normalnie za coś takiego dałby już kretynowi w zęby…

— Mam nadzieję, że uda nam się umilić panu wieczór. — Uśmiechnął się na przekór swym myślom i usiadł po lewej stronie klienta. Shuji już nalewał wino do kryształowej lampki, więc on sam podał mężczyźnie papierośnicę. Wieczór upływał spokojnie, Odo okazał się inteligentnym kretynem, ot paradoks. Pracował w branży obuwniczej i był właścicielem kilku firm. Jedyne, o czym potrafił mówić, to jego praca, zyski i wspaniała żona. Akurat, skoro była taka rewelacyjna, to co on robił pomiędzy dwoma o połowę od siebie młodszymi facetami? W dodatku cały czas ręka mężczyzny wędrowała na kolano Shirenai, który uśmiechał się debilnie i poklepywał go po niej, udając że nie zauważa sugestii, chociaż ślepy by się o nią potknął. Kilka butelek później, Shunji został wezwany do innego klienta i Ichiro chcąc, nie chcąc sam musiał zabawiać gościa.

— Tak sobie pomyślałem… Może odwiedziłbyś mnie w moim domku letniskowym? — Głos mężczyzny był z lekka bełkotliwy — To całkiem niedaleko.

— Bardzo miło z pana strony, ale jestem zmuszony odmówić, niestety nie przewidziałem tak wspaniałego towarzystwa i rano czeka na mnie proza życia. — Shi uśmiechnął się z udawanym smutkiem. Akurat, już lecę, zabijam się na zakręcie, ty stary capie, pomyślał ironicznie. — Jednakże bardzo dziękuję za zaproszenie.

— Może innym razem. — Odo machnął ręką w nieokreślonym kierunku.

— Możliwe, chociaż lepiej nie, nie chciałbym nadużywać pańskiej gościnności, a poza tym… — zwiesił znacząco głos. — Zbyt dużo słodyczy w końcu się nudzi, a ja nie chciałbym być takim cukierkiem. — Mrugnął wesoło.

— Jesteś rozkoszny. — Mężczyzna zarechotał rubasznie, a Shirenai poczuł podziw dla samego siebie, że nie trzasnął go w tę zapijaczoną gębę.

— Odprowadzę pana do samochodu. — Podniósł się i wyciągnął dłoń, na której mężczyzna podparł się całą swą dosyć dużą wagą. Ostrożnie sprowadził go ze schodów, mijając przy okazji kilka ukrytych w cieniu stolików. Na dworze pożegnał się uprzejmie, zapewniany, iż jeszcze się spotkają i z radością patrzył za odjeżdżającym samochodem. Jedno było pewne, praca hosta bardziej pasowała aktorowi i wytrawnemu kłamcy… Niestety nie był aktorem. Spojrzał na elektroniczny zegarek wbudowany w jedną ze ścian. Dochodziła druga, jeszcze dwie godziny i będzie wolny. Wchodząc na salę, poprawił włosy, krzywiąc się z niesmakiem. Odo był dziwakiem, najprawdopodobniej biseksualnym typkiem, który w domu hodował sobie żonkę na użytek publiczny. Nie lubił takich ludzi. Idąc w kierunku baru, na powrót przybrał minę zadowolonego z siebie i ze swej pracy człowieka. Miał nadzieję, że nikt go już nie poprosi o towarzystwo, jak na pierwszy dzień pracy miał dosyć wrażeń.

***


— Nudzi mi się, zamówmy kogoś do stolika. — Młody, blondwłosy chłopak przeciągnął się na krześle i od niechcenia trącił palcem talerz z ostrygami.

— Nie chce mi się, jestem zmęczony, po prostu posiedźmy. — Jego towarzysz bawił się pudełkiem papierosów, bezmyślnie wpatrując się w jeden punkt parkietu.

— To po co tu przyszliśmy? Odpocząć zawsze można w domu.

— Yao Ming, jesteś strasznie marudnym facetem — westchnął Ueda i dolał sobie wina.

— Jako twój przyjaciel…

— Odkąd to niby jesteś moim przyjacielem? — warknął, unosząc kieliszek do ust.

— Od jakichś trzech lat?

— Jesteś dobrym kumplem moich pieniędzy, jakbym nagle stał się biedny, przylepiłbyś się do kogoś innego. — Kezio odstawił wino i roześmiał się ponuro. — No dobra, jesteś lojalny… Co powiesz na to, żebyś to ty dzisiaj płacił? — Widząc przerażenie malujące się na twarzy Chińczyka, machnął ręką uspokajająco. — Nie bój się, zapłacę, ale nie pieprz więcej o przyjaźni.

— Nie rozumiem, jak ktoś taki jak ty może wychowywać dwójkę dzieci. — Yao wyraźnie się rozluźnił.

— Mają guwernantki. — Kezio wzruszył ramionami. Nie żeby nie kochał bliźniaków, ale ojcem raczej był marnym i dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Odwiedzał je, przywoził prezenty i… tyle. Jak to kiedyś określił jego kuzyn, hodował nową generację, która w przyszłości miała po nim przejąć interesy. W dalekiej przyszłości, bo jak na razie to jego ojciec wszystkim jeszcze zarządzał i całe szczęście, gdyż on sam nie kwapił się do podjęcia tej było nie było brudnej roboty. Nie to żeby był święty, o nie… Miał na sumieniu wiele, może nawet zbyt wiele, ale wolał błogie lenistwo, niż użeranie się z podwładnymi.

— Zawsze zastanawiało mnie jak doszło do tego, że dorobiłeś się tych brzdąców… Nie sądziłem, że lecisz na panienki. — Chińczyk odrzucił długie włosy na plecy i spojrzał na niego z zaciekawieniem. — Nigdy nie mówisz o ich matce.

— Ona nie żyje, koniec i kropka.

— Wiesz, że nie o to mi chodzi…

— Facet, miałem siedemnaście lat i byłem totalnie zalany — parsknął śmiechem. — Swoją drogą to ironia losu, jeden raz z kobietą i nawet tego dobrze nie pamiętam. Właściwie… może to i lepiej. — Wzdrygnął się teatralnie.

— Lepiej, że nie pamiętasz, czy lepiej, że nie żyje? Właściwie ten wypadek był ci na rękę.

— Czy ty mi, kurwa, insynuujesz, że miałem coś wspólnego z jej śmiercią? — Spojrzał na niego groźnie. — Miałem się z nią ożenić, debilu. — Widząc zdumienie na twarzy Minga, sięgnął po papierosa i odpalił go czarną zapalniczką. — To by było dużo prostsze, wolne małżeństwo. Ona zajęłaby się dziećmi, ja miałbym kogo ciągnąć na te cholerne bankiety. Ona puszczałaby się z facetami…

— I ty też — parsknął Yao.

— Idealny związek, nie sądzisz? No… ale życie jest paskudne, zamiast się puszczać ze swoimi ochroniarzami, puściła się wolno z przepaści, masakrując przy tym barierkę. — Wzruszył ramionami. — Wredna suka, spaprała mi całkiem niezłe plany życiowe.

— Jesteś zimnym draniem. — Chińczyk pokręcił głową w geście przygany.

— I dobrze mi z tym.

— Masz dziś wyjątkowo wredny nastrój, nie bzykałeś się ostatnio? Stary wziął cię na rozmowę, a może któryś z właścicieli lokali ośmielił się nie zapłacić haraczu?

— Nic z tych rzeczy, po prostu jestem zmęczony, już mówiłem.

— A swoją drogą, Hikaru Toyama musi wam nieźle płacić. — Rozejrzał się dookoła. — Ten przybytek dla żądnych wrażeń to chyba najbardziej dochodowe miejsce w Gizie.

— Rozczaruję cię, ona nie płaci. — Ueda uśmiechnął się lekko.

— Żartujesz!

— Nie, jest pod naszą ochroną, stary ma do niej słabość, chyba jeszcze z czasów, kiedy sama była hostessą. Na swój sposób ją szanuje, nigdy mu nie uległa, a przynajmniej nie po to, by osiągnąć jakiś zysk. Przez jakiś czas byli razem, potem on się ożenił z podstawioną przez dziadka dziewczyną, a ona… cóż, poznała tego swojego robotnika i wyszła za niego.

— Za zwykłego robociarza. — Yao cmoknął z niesmakiem. — Żeby to chociaż był ktoś wpływowy.

— Ona sama jest bardziej wpływowa niż niejeden polityk. — Kezio odgarnął ręką włosy opadające mu na twarz. — Poza tym dzięki temu szacunek ludzi tylko wzrósł, wyszła za mąż z miłości, nie dla pieniędzy, otworzyła Akai Honou i została cesarzową Gizy.

— Sprytne. — Yao przeciągnął się po raz kolejny i odsunął krzesło — Wybacz, dochodzi druga, muszę spadać. Odkąd przyleciałem z Hongkongu, nie spałem ani minuty, ledwo patrzę na oczy. Zobaczymy się jutro.

— Jasne, spadaj. — Kezio machnął ręką, jakby odganiał natrętną muchę. — Jak będę się nudził i potrzebował towarzystwa to zadzwonię.

— Jak zawsze miły — parsknął Ming i zbiegł po schodach. Po chwili jego jasne włosy ukazały się w drzwiach wyjściowych.

***


Mężczyzna siedzący przy stoliku, wodził po sali znudzonym spojrzeniem, a jego wzrok nie skupiał się na niczym szczególnym, do momentu, kiedy nie minął go wysoki chłopak, podtrzymujący zataczającego się klienta. Pewnie nie zwróciłby na nich uwagi, gdyby nie rozśmieszyła go cała sytuacja. Facet był dość niski, ale za to przysadzisty i musiał swoje ważyć. Host natomiast był raczej szczupłej budowy, nie, nie chudy, ale smukły, cóż… wyglądali komicznie. Trudno było ocenić cokolwiek innego, gdyż widział tylko ich plecy. Stracił zainteresowanie, kiedy zniknęli w drzwiach wyjściowych, ot kolejna kurwa, której nie przeszkadza z kim się puszcza, byleby zarobić trochę kasy. Wyciągnął papierosa i zapalił go w momencie, gdy drzwi ponownie się otworzyły. A jednak chłopak wrócił i tym razem mógł mu się lepiej przyjrzeć. Wydawało mu się, że ma interesujące rysy, o ile cokolwiek mógł zauważyć z tak daleka i to w przydymionym świetle. Na twarzy idącego chłopaka wykwitł zniesmaczony uśmieszek, jakby ktoś przyprawił go o obrzydzenie. O ile Kezio dobrze zgadywał, młodzieniec właśnie rozmyślał o swoim byłym kliencie, jednak po chwili na jego oblicze wpłynęła maska zwykłej uprzejmości. Intrygujące… Skinął ręką w stronę mijającego go kelnera i szepnął mu coś na ucho, a ten po chwili skierował się w kierunku baru.

***


— Dobry wieczór. — Na oko dwudziestoletni chłopak skłonił się przed nim i uśmiechnął uprzejmie. — Jestem Shrenai, mam nadzieję, że dobrze się pan bawi? — przedstawił się i usiadł na miękkim obiciu narożnika. — Wina?

— Nie, dzięki — mruknął Kezio, przyglądając mu się uważnie. Przystojny… Cholernie przystojny! Największą uwagę zwracały jego oczy, były ciemne, prawie granatowe. Oczy koloru topazu… otoczone gęstą firanką rzęs, lekko podwiniętych ku górze. Otrząsnął się i powrócił na ziemię. Nie przybył tu, aby tonąć w czyichś ślepiach, nawet kiedy przypominały one morze w czasie sztormu. — Pierwszy raz cię tu widzę — mruknął niezobowiązująco.

— Bo to mój pierwszy dzień pracy. — Z ust chłopaka nie schodził uśmiech. — Tym bardziej miło mi zaczynać w tak miłym…

— Daruj sobie — burknął Ueda. — Nie jestem grubaśnym klientem, któremu wystarczy, że poprawisz słodkie androny, a on zamówi najdroższe wino, bądź szampana, czym zasili budżet lokalu.

— Nie chciałem być niegrzeczny. — Shi udał zmieszanie, które jednak nie sięgnęło topazu. Morze pozostało wzburzone i niebezpieczne, mówiło, że Shirenai najchętniej wsadziłby mu w tyłek kij od szczotki i kazał się wypchać szczeciną.

— Kezio — przedstawił się nagle, wyciągając do niego rękę. — Keizo Ueda. — Zero reakcji na nazwisko, chłopak nawet nie drgnął, jedynie morze pociemniało, jakby zwiastując huragan. — Powiedz mi… co nie spodobało ci się w poprzednim gościu? — zapytał znienacka .

— Słucham? — A więc zaskoczył go, nie spodziewał się takiego pytania.

— Widziałem wyraz twojej twarzy, kiedy wracałeś, wyglądało to tak, jakbyś zaraz miał się porzygać, albo jakbyś żałował, że nie wepchnąłeś go pod samochód zamiast do niego.

— To nie tak… Pan Odo…

— A więc to był on… Infantylny drobnomieszczanin, oszukujący sam siebie. — Keizo parsknął śmiechem. — Wmawia wszystkim, że ma cudowną żonę, a patrzy tylko, jak wleźć w portki naiwnych chłopaczków.

— Oślizgły gad — mruknął Shirenai i zaraz lekko pobladł. — Przepraszam, nie chciałem tego…

— Ależ chciałeś, właśnie to o nim myślisz. — Kezio roześmiał się, teraz już wesoło. — Bądź szczery, wiesz, nie wziąłem cię tu, żebyś mi usługiwał, jeszcze umiem sobie nalać alkoholu i odpalić papierosa.

— Więc po co? — zapytał Shi lekko skołowany. Jak na pierwszy dzień pracy, trafił na kłopotliwe towarzystwo. Shuji nie wytłumaczył mu jeszcze wszystkiego, nie bardzo wiedział, jak zachować się w sytuacji, w której klient nie żąda grzeczności, uśmiechów, obsługi…

— Mam ochotę pogadać, ja nie znam ciebie, ty nie znasz mnie, bez lizania sobie dup, bez strachu, że ktoś się obrazi… Mam dosyć jak na jeden dzień. — Ueda oparł się o zagłówek i spojrzał na niego spod zmrużonych powiek. — Wiec jak, Shi… Wyskoczysz dla mnie ze skórki hosta i staniesz się sobą?
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Aevenien » 19 gru 2011, o 01:44

Awwwwwww, cudnie! Bardzo się cieszę, że wkleiłaś :D Będę sobie mogła spokojnie pokomentować rozdziałami, bo do całości trochę trudniej coś napisać. No i ile komci, na pewno nazbierasz dużo weny na nowe drarry :D Albo jakiś mały sequelik do Płomienia ;)
Ale do rzeczy. Za Japonią jakoś nie przepadam, nie dość, że oni niscy to jeszcze blondynów nie ma. Ale zawędrowałam kiedyś na Twojego bloga, noc była, uczyć się powinnam to kliknęłam i zaczęłam czytać. No i wsiąkłam oczywiście, bo jakże by inaczej.
Uwielbiam Twój styl, co doskonale potwierdza fakt, że czytałam opowiadanie o Japończykach, których imion nie potrafiłam zapamiętać i cały czas mi się mylili XD (Teraz nie dość, że mi się nie mylą, to jeszcze umiem ich imiona napisać! *dumna*)
Ups, zaraz zaczęłabym spojlerować. W każdym razie, Shi kocham już miłością wielką, mimo, że nie jest blondynem ;) Ale studiuje prawo! No, praktycznie rzecz biorąc właśnie go wylali, ale i tak, prawnik >3333 I jego przyjaciel też prawnik. Jezu, czytam opowiadanie o japońskich prawnikach XDD
— Tak sobie pomyślałem… Może odwiedziłbyś mnie w moim domku letniskowym? — Głos mężczyzny był z lekka bełkotliwy — To całkiem niedaleko.
— Bardzo miło z pana strony, ale jestem zmuszony odmówić, niestety nie przewidziałem tak wspaniałego towarzystwa i rano czeka na mnie proza życia. — Shi uśmiechnął się z udawanym smutkiem. Akurat, już lecę, zabijam się na zakręcie, ty stary capie, pomyślał ironicznie. — Jednakże bardzo dziękuję za zaproszenie.

Wizja Shi na zakręcie mnie zabiła :D
Nie wiem, co jeszcze napisać, w sumie to sam początek, a ja zaraz palnę jakimś spojlerem ;)
Ach, zapomniałabym o Kezio! Gangster, to mi się podoba. Zawsze lubiłam wszystkie mafijne wątki.
Okej, kończę i idę zmackować ludzi do czytania :mackigreen:
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Ka » 19 gru 2011, o 12:30

Ekhem... To ja może tak. Wyjątek z maila do dai:
Pocieszę Cię: nie jesteś jedyna, ja też nie czytałam "Czerwonego Płomienia", i póki co raczej nie zamierzam. Mam jakiś milion innych planów, a japońska mafia nie brzmi dla mnie zachęcająco.

Wyjątek z maila do Aev:
Płomień... no, może kiedyś, teraz mam inne rzeczy do czytania.

No właśnie. Nie mam pojęcia, jak to się stało, że jednak kliknęłam w ten temat, jakoś tak rzuciłam okiem na pierwsze parę linijek i... już widzę, że, wbrew moim zapewnieniom, będę czytać. Rzeczywiście tematyka jest dla mnie nieskończenie odległa ale po prostu czyta się szybko i ciekawie, i chociaż tekst rzeczywiście jest trochę szorstki i widać, że to stare opowiadanie, to widać też Akamowy styl, który znamy i kochamy. Momentami to jest nawet zabawne, kiedy czytam, że na przykład "Shi przymknął oczy, wdychając zapach kochanka." Jestem prawie pewna, że w RH pojawiło się to zdanie słowo w słowo, i to chyba nawet nie raz. ;) Ale absolutnie mi to nie przeszkadza.
Właściwie już jestem spóźniona, więc powiem jeszcze tylko, że podoba mi się zasygnalizowany wątek ojca Shirenai. A dyrektor okazał się naprawdę w porządku, prawda? Cesarzowa jest świetna, to naprawdę babka z klasą, a już scena z papierosem była osom!

Także, Akame, bardzo się cieszę, że wklejasz. Myślę, że oszczędzimy baty na kolejny tekst, który nam zaserwujesz. ;)
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez Miss Black » 19 gru 2011, o 12:50

Łiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii! :dance: A-ha! A-ha! A-ha! :splywa: Nie wierzę. :zacieszacz:

No, powiem szczerze, że nigdy nawet nie śniłam, że to znajdzie się w moim najukochańszym miejscu w sieci. I, och! Wreszcie mam pretekst, by przeczytać to raz jeszcze. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. :D

Edit:

— Wiec jak, Shi… Wyskoczysz dla mnie ze skórki hosta i staniesz się sobą?


Kocham! Ja wiem, że mój komentarz nie wnosi zbyt wiele treści, ale jakże by mógł, kiedy ja tu się gotuję z ekscytacji. Nie mam bladego pojęcia, co ma w sobie to opowiadanie, bo przecież ja fanką Japonii nigdy nie byłam, w samych imionach się gubię nieustannie, ale uwielbiam Twoich bohaterów! No, może nie każdego jednego osobiście, ale uwielbiam sposób, w jaki ich kreujesz. Nie mogę się doczekać reakcji szanownego ojczulka. Czy Wy również czerpiecie niesamowitą satysfakcję z takich momentów konfrontacji między ojcem a synem? :D Chociaż to się chyba tyczy wszystkich relacji opartych na władzy. W każdym razie, ja zwykle niecierpliwie wyczekuję takich scen - podobnie było w "Bondzie". Ach, i kocham tę atmosferę wyższych sfer! Ten dreszczyk wglądu za kulisy, którego przecież zwykle nie mamy. Ot, choćby nasza Cesarzowa Gizy - ktoś, kto nieoficjalnie pociąga za sznurki, ma w sobie klasę i jeszcze gdzieś tam w tle słyszymy o jej osobistych perypetiach - cudo.

Jeszcze raz dzięki, Akame!
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez MargotX » 19 gru 2011, o 21:43

Akame, nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę, że Płomień ujrzał światło dzienne właśnie tu, na moim ukochanym forum :D :hura2:

Nawet ostatnio stwierdziłam, że czas najwyższy go sobie odświeżyć i jest, na zawołanie :D

Nie napiszę w tej chwili niczego sensownego o samym tekście, muszę go na nowo dorwać i poczytać. Co najzabawniejsze, próbowano mnie już nawet tu zachęcić do anime czy mangi, obejrzałam, doceniłam, ale nie złapałam bakcyla. Natomiast ta opowieść kupiła mnie od pierwszej linijki tekstu i kiedy się zakończyła, bardzo żałowałam. Mogłabym czytać jeszcze długo...

Edit:
A tak właściwie, to jest Keizo czy Kezio ? :D Bo w tekście jest tak i tak. Mam nadzieję, że jednak Keizo, brzmi ładniej, no i ja od pierwszego czytania pamiętam go jako Keizo ;)
Ostatnio edytowano 19 gru 2011, o 22:40 przez MargotX, łącznie edytowano 1 raz
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez daimon » 19 gru 2011, o 22:25

Aaaaaaa Akame, bardzo, bardzo się cieszę! Naprawdę :dance: Czerwony Płomień zdecydowanie zasługuje na to, by się tu znaleźć! :seksi: I nie marudź, widzisz jaki entuzjazm wywołałaś wśród swoich fanów?! 8-) Czyż nie było warto? :D Nawet Ka się zjawiła, mimo cytatów z mejli, które zamieściła, hehehe. Ja też nie jestem entuzjastką Japonii (brak blondynów :lol2: *jedość z Aev*) i przenigdy nie pomyślałabym, że yakuza będzie w moim klimacie, ale jest. TAK, jest, zdecydowanie... Keizo :serce: No. A poza tym jest odwieczna, dla mnie już mityczna więź między lekarzami i prawnikami, czyli po prostu wszystko-wszystko, na dodatek w moim ukochanym akamowym stylu i klimacie.

— Może… może gdybyś spróbował się z nim dogadać… Sam nie wiem. — Dyrektor rozłożył bezradnie ręce. — Pójdź na jakieś ustępstwa?

— Jakie ustępstwa ma pan na myśli? — zakpił. — Mam zmienić orientację dla niego, czy może od razu dać się wykastrować?

:hahaha: Shi jest naprawdę niezły. Wrrrr.

Natomiast Jiro znielubiłam od pierwszego wejrzenia, ale mniemam, że takie właśnie było założenie. I tak, tak, tak, mnie też myliły się imiona na początku straszliwie, ale potem... Teraz już wszystko pamiętam i wiem, kto jest kto, jak się go pisze i jak wygląda. To się nazywa postęp. Ha. Drarry kształci, o! (Ja wiem, że to pokrętna logika, bo toż to nie drarry, ale jest na naszym forum w końcu, a poza tym gdyby nie drarry, nie znałabym Akame :whistle: )

O, i jest już Ming! Przynajmniej jakiś blondyn! :whistle: Lubię go. Nie tylko z powodu koloru włosów.

— Mam ochotę pogadać, ja nie znam ciebie, ty nie znasz mnie, bez lizania sobie dup, bez strachu, że ktoś się obrazi… Mam dosyć jak na jeden dzień. — Ueda oparł się o zagłówek i spojrzał na niego spod zmrużonych powiek. — Wiec jak, Shi… Wyskoczysz dla mnie ze skórki hosta i staniesz się sobą?

Mrrru.

Czyli że co? Mam czytać jeszcze raz? Tak teraz? Pewnie, że będę! A co, warto!


Buziaki
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Akame » 5 sty 2012, o 23:48

Boru, nie sądziłam, że tyle osób to będzie czytać O.o Nie żebym narzekała, dziękuję Wam bardzo za komentarze :* Przyznaję, że Wasze zdanie jest dla mnie bardzo ważne :) Kolejne dwie części lądują.
Betowały - Aubrey i Aev :*


3

Czarnowłosy chłopak przewrócił się na łóżku, zrzucając połowę kołdry na podłogę i leniwie przesunął stopą po satynie, rozkoszując się jej chłodem i śliskością. Odwrócił głowę w bok i sięgnął po leżącego na stoliku pilota. Po chwili sypialnię wypełniły ciche dźwięki muzyki. Słońce stało już wysoko, a on nadal leżał, wpatrując się w jeden punkt sufitu. Wczorajszy wieczór, a właściwie dzisiejsza noc minęła bez większych problemów, no chyba, że policzyć namolnego capa, którego ręce do tej pory czuł na swym kolanie, chociaż stał pod prysznicem ponad godzinę, aż Shuji zapytał, czy obrał sobie za cel utopienie się w brodziku.

Keizo… Tutaj pojawiły się schody i Shirenai mógł tylko podziękować właścicielce lokalu, która pojawiła się przy ich stoliku, jakby wiedziona szóstym zmysłem i za pozwoleniem Uedy przysiadła się, ratując go od totalnego blamażu. „Bądź sobą”… Co to za wymagania? Że niby mógł mu powiedzieć, żeby się na niego nie gapił? Bez skrępowania wyciągnąć papierosa i samemu zapalić, olewając częstowanie go? A może zupełnie coś innego? Nie, zdecydowanie wolał już, jak goście nie odbiegali od standardów, przynajmniej wiedział czego się trzymać.

— Shirenai, obudziłeś się? — Drzwi do pokoju uchyliły się, a w powstałej szparze pojawiła się głowa Shujiego.

— Taa, jakieś piętnaście minut temu. — Shi usiadł, przeciągając się, a kołdra zsunęła się na jego biodra, odsłaniając ładnie rzeźbiony tors.

— Gdybyś nie był moim przyjacielem, mógłbyś mieć kłopoty — westchnął chłopak i wszedł do środka, niosąc w dłoniach dwa kubki z parującą kawą.

— Nie mów, że mój widok odebrał ci dech w piersiach, a ciśnienie spłynęło między twoje zgrabne uda, stawiając na baczność…

— Nie kończ — parsknął śmiechem Taguchi. — Moje ciśnienie jest w porządku, nie rzucam się na braci.

— Nie jesteśmy spokrewnieni. — Shi spojrzał na niego z udanym wyrzutem, biorąc kubek gorącego napoju, którego aromat już zdołał roznieść się po całym pokoju i mile połechtać jego nos.

— Wybacz… Widziałem cię sikającego z mostu, jak miałeś siedem lat, pamiętam, jak uparłeś się wleźć na stodołę mojego dziadka, a potem wrzeszczałeś, że zostaniesz Robinem, bo Batman jest zbyt spasiony. Przed oczami wciąż mam cudowny widok, jak wbiegasz z gołym tyłkiem do salonu rodziców, akurat w momencie, kiedy postanowili wrócić wcześniej z wycieczki z ciocią Mezu. Jej wrzaski niosły się przez całą okolicę.

— Ej, no miało ich nie być. — Shirenai poczerwieniał lekko na wspomnienie swej wpadki, którą przeżył w wieku siedemnastu lat i wyrazu twarzy starej ciotki. — Poza tym groziłeś mi, trzymając w ręku węża!

— To był zwyczajny, niegroźny wąż ogrodowy, mierzył całe dwadzieścia centymetrów i chyba nawet nie miał zębów. — Shuji usiadł na łóżku, podciągając pod siebie nogi i popijając kawę śmiał się bez skrępowania.

— Wrzuciłeś mi go przez okno do łazienki! Akurat brałem prysznic!

— Wyślizgnął mi się… jak to wąż. — Taguchi nadal chichotał bez opamiętania. — Ale to i tak nic… Nie zapomnę twego wyrazu twarzy, jak po raz pierwszy poszliśmy zwiedzać gejowskie bary.

— Nie wiem, co nas podkusiło, żeby zacząć od najgorszych spelunek. — Teraz i Shi dołączył do wspominek.

— No, ja tego na pewno nie wymyśliłem, wszystkie dziwne pomysły rodziły się pod tą twoją czarną czupryną.

— Już w progu dorwał cię ten gej w skórzanych spodniach, z czapką policjanta na głowie.

— Mój przynajmniej miał tyłek schowany, ten z którym ty tańczyłeś, miał wycięte dziury i świecił gołymi pośladkami… W dodatku to różowe boa… — Chłopak odstawił kubek, nie chcąc rozlać napoju.

— To boa było straszne, piórka wchodziły mi do oczu, prawie oślepłem… Nigdy więcej tam nie poszliśmy. — Shi oparł głowę o poduszkę, zwijając się ze śmiechu. — I to nasze przerażenie, kiedy zwiewaliśmy stamtąd przez okno w kiblu.

— Piękne czasy. Dlatego też nie mógłbym się w tobie zakochać, za dużo razem przeżyliśmy. — Shuji położył się i srebrne włosy rozsypały się na prześcieradle.

— Fakt… Poza tym Tokio mogłoby nie przeżyć takiego kataklizmu jak nasz związek. — Shirenai powoli przestawał się śmiać, teraz leżał już tylko i oddychał szybko, jak po długim biegu. — Shuji… Powiedz mi, facet o imieniu Keizo, mówi ci to coś?

— A o co chodzi? — Chłopak od razu spoważniał.

— Zaprosił mnie wczoraj do stolika.

— I?

— I nic, przerwała nam Hikaru. Przysiadła się, a po chwili odprawiła mnie, mówiąc, że jak na pierwszy dzień, siedzę już za długo i powinienem iść do domu odpocząć.

— Heh, cesarzowa zawsze czujna. — Taguchi uśmiechnął się delikatnie, po czym spojrzał na niego uważnie. — Nie zadawaj się z nim. Wiem, że nie możesz odmówić, kiedy zaprasza cię do stolika, ale nie umawiaj się z nim na żadne wypady.

— Nie mam takiego zamiaru.

— Więc dlaczego o niego pytasz?

— Ot tak, po prostu.

— Shirenai… Ty nigdy nie pytasz ot tak. — Stalowe oczy zwęziły się lekko. — Zero bankietów, wycieczek i wspólnych kolacji poza lokalem, zapamiętaj to.

— Kim on jest? — Teraz Ichiro był już naprawdę zaintrygowany. Powaga w głosie przyjaciela była wręcz namacalna, a jego niepokój bardzo widoczny.

— To yakuza…

— Co?! — Shi podniósł się i zaskoczony spojrzał na przyjaciela. — Jak to yakuza?

— Normalnie, tak samo jak wielu innych.

— O nie, nie mydl mi oczu, wcale nie tak samo… To sam Ueda, prawda? Od razu wiedziałem, że skądś znam to nazwisko, ale nie miałem pojęcia… O cholera!

— No… może nie sam, to jego syn. — Teraz i Shuji podniósł się i usiadł. — Jeżeli chciałbyś znaleźć naprawdę ogromną organizację przestępczą w Tokio, to Ueda będą na jej czele. To nie jakiś tam pośledni gang. Ściągają haracze od lokali w całym mieście, mają pod swoją opieką szereg kasyn, zarówno tokijskich, jak i tych z Kyoto czy Osaki. Inne gangi nie mogą się z nimi równać. Satori Ueda to właściciel kilku wielkich korporacji, a tajemnicą poliszynela jest to, gdzie piorą brudne pieniądze.

— Słyszałem o nich, ojciec nieraz wściekał się, że jakaś ustawa nie przeszła, bo zablokował ją sam Satori, chociaż nawet nie jest w rządzie. — Shi umilkł i sięgnął po kubek z ostygłą kawą. A więc Keizo to następca… Kiedyś to on zatrzęsie fundamentami Tokio, a jego przeciwnicy odwiedzą dno rzeki, ubrani w betonowe buciki. Intrygujące.

— Dobra, nie wiem jak ty, ale ja mam ochotę coś zjeść. — Shuji wstał z łóżka. — Idę zamówić chińskie żarcie, tobie też?

— Chińszczyzna na śniadanie… Odżywiasz się, widzę, według własnych przepisów.

— Właściwie… może być i obiadem, dochodzi druga. — Chłopak wzruszył ramionami. — A potem muszę się trochę pouczyć, przyjdź do salonu, dam ci notatki.

— Jasne, tylko wezmę prysznic. — Shirenai wstał i owinięty prześcieradłem ruszył w kierunku łazienki.


***



— Panie Keizo… Niech pan poczeka… Zapłacę, na pewno zapłacę. — Starszy mężczyzna, właściciel jednego z podrzędnych lokali, klęczał na ziemi pomiędzy dwoma gorylami i błagalnie wręcz wpatrywał się w siedzącego na jego własnym fotelu młodzieńca.

— Ryuza… Wolno mi tak do ciebie mówić, prawda? — Keizo pochylił się, podpierając dłonią podbródek. Na widok lekkiego skinienia głową uśmiechnął się łagodnie — Dziękuję, a więc Ryuza… miałeś nam zapłacić już dwa tygodnie temu, mój ojciec jest zaniepokojony twoją opieszałością. Bardzo go zawiodłeś.

— Mieliśmy marny utarg…

— Naprawdę? — Uśmiech chłopaka był bardzo zwodniczy. — Wiesz, ty chyba nie zdajesz sobie sprawy, że my bardzo uważnie obserwujemy ludzi, których mamy pod ochroną… No powiedz, chciałbyś abyśmy pozostawili cię bez opieki?

— N-nie. — Mężczyzna potrząsnął w panice głową.

— Tak myślałem. W Tokio istnieje tyle złych gangów, które tylko czekają aby przejąć w swoje ręce pozostawiony przez nas interes. Pomyśl tylko… Co by się stało, gdyby te głodne krwi sępy zaczęły krążyć nad tym lokalem?

— Jutro… Jutro wszystko zapłacę, każę przygotować pieniądze. Dzisiaj już nie dam rady, banki są zamknięte. — Ryuza pochylił się nisko, dotykając czołem podłogi. — Proszę o wybaczenie.

— Wstań i przestań odkurzać podłogę włosami. — Keizo machnął delikatnie ręką, a dwóch osiłków chwyciło mężczyznę pod pachy i postawiło na nogi. — Cieszę się, że jesteś rozsądnym człowiekiem, przekażę ojcu twoje pozdrowienia i przeprosiny. — Podniósł się z fotela i wyminął kiwającego głową mężczyznę. — Jutro o piętnastej mój człowiek przyjdzie po pieniądze, nie spóźnij się, Ryuza — dodał, otwierając drzwi, a za nim podążyło dwóch ochroniarzy. — I tak się, moi drodzy, załatwia interesy — mruknął, wychodząc przed lokal. — No, nie krzywcie się tak, marna satysfakcja z obicia gęby facetowi, który nawet nie potrafi się porządnie obronić — westchnął, widząc zawiedzione miny mężczyzn. — Musicie się nauczyć, że dyplomacją można zajść o wiele dalej niż przemocą, chociaż… nie przeczę, czasami i ta jest niezbędna. — Wsiadł do samochodu i z leżącej na siedzeniu teczki wyjął jakiś dokument. — Tutaj jest adres jednego z właścicieli kasyn. Ten pan nie reaguje na naszą łagodną perswazję. Pojedziecie tam i… pozostawiam wam wolną rękę, jednakże chciałbym jeszcze móc z nim kiedyś porozmawiać — dodał z naciskiem. — Macie go przekonać, a nie zabić. Czy wyrażam się dostatecznie jasno?

— Oczywiście — mruknął jeden ze stojących na chodniku mężczyzn, odbierając od niego dane.

— Mam nadzieję, że to pomoże, jeśli nie… znajdźcie mi wszystko o jego rodzinie. — Zamknął okno i skinął na kierowcę. — Zawieź mnie do domu, Hang, jestem zmęczony, a wieczorem czeka mnie jeszcze to cholerne spotkanie z ojcem.


***



— Naprawdę? Jest pan niesamowicie błyskotliwym człowiekiem. — Shirenai roześmiał się, dolewając do kieliszka kolejnemu z swych klientów. Tak, dziś naprawdę dobrze się bawił. Dyrektor jednego z banków okazał się inteligentnym, dowcipnym i naprawdę przyjemnym rozmówcą, który ani razu go nie dotknął, ani nie czynił mu żadnych aluzji. — I co na to pański wspólnik?

— Wyszedł jak niepyszny, a potem bardzo szybko opuścił Japonię, jak twierdzili jego znajomi, nagle zapragnął pooddychać świeżym powietrzem kanadyjskich lasów. — Mężczyzna roześmiał się i podniósł kieliszek do ust.— To koniec historii.

— Imponujące. — Ichiro skinął głową naprawdę rozbawiony.

— Prawda? Niekiedy sam siebie zadziwiam. — Sono Towa oparł się o narożnik i zakręcił kieliszkiem. — Robi się późno, niedługo będę musiał się zbierać, niestety rano muszę być w pracy na ważnym zebraniu. Cóż, Shirenai, pozostaje mi podziękować ci za twoje towarzystwo. Pani Hikaru miała nosa, zatrudniając cię tutaj.

— Dziękuję, ale chyba nie zasłużyłem na pochwały, to pan zabawiał mnie, zamiast ja pana. — Ichiro pokręcił głową. — Mam szczerą nadzieję, że następnym razem też spotka mnie zaszczyt usługiwania przy pańskim stoliku.

— Możesz na to liczyć, chłopcze. — Mężczyzna wstał i wsunął mu w kieszeń koszuli suty napiwek. — Rezerwuj czas na słuchanie moich historyjek. — Mrugnął rozbawiony i opuścił lokal.


***



— I jak ci poszło? — Shuji, który właśnie siedział przy barze, powitał go z uśmiechem.

— Świetnie, to naprawdę sympatyczny gość. — Shi z zadowoleniem usiadł na barowym stołku, rozglądając się dyskretnie po sali.

— Tak, szkoda, że jest zajęty, mógłby być świetnym promotorem.

— Zajęty?

— Taa, Oguri jest jego ulubionym hostem. Owszem, pan Towa czasami zaprasza innych, zwłaszcza, kiedy go nie ma, ale to rzadkość.

— Faktycznie szkoda — mruknął Ichiro. — Porozglądam się za tym, o którym wspominałeś, może z nim się uda. — Zamówił sok, wpatrując się w wejście.

— Czekasz na kogoś? — Shuji podążył wzrokiem za jego spojrzeniem.

— Nie… Dlaczego pytasz? — Shi upił łyk, nie odwracając głowy.

— Bo gapisz się na te drzwi, jakbyś oczekiwał cudu.

— Wcale nie, po prostu patrzę, na wypadek gdyby przyszedł ktoś nowy.

— Ktoś szczególny? — Taguchi uniósł brew.

—Uch, co ty mi imputujesz?! Jestem nowy, tak? Obserwuję klientów, to normalne — sapnął lekko zirytowany.

— Taa jasne. — Shuji podniósł się z krzesła. — Idę do siódmego stolika, a ty… Mam nadzieję, że to przejściowa fascynacja, tak dla twojego dobra.

— Że co? Niby kim? — Shirenai wreszcie oderwał wzrok od drzwi zaskoczony, lecz przyjaciela już nie było.


4.


„Kandydat na adwokata musi ukończyć wyższe studia prawnicze, odbyć aplikację adwokacką — praktykę w adwokaturze oraz zdać egzamin adwokacki. Osoby posiadające tytuł naukowy profesora lub stopień naukowy doktora habilitowanego w dziedzinie prawa są zwolnione z konieczności odbycia aplikacji i zdawania egzaminu adwokackiego.” — Shirenai westchnął i zakrył twarz książką.

— Co jest? — Shuji podniósł głowę znad notatek — Zasypiasz?

— Nie… — Głos Shi był stłumiony. — Właśnie doszedłem do wniosku, że zanim zostanę prawdziwym adwokatem, osiągnę wiek przejściowy, wypadną mi włosy, a wory pod oczami staną się moim znakiem rozpoznawczym.

— Przesadzasz. — Shuji przygryzł koniec ołówka, wpatrując się w kartki. Przed nim piętrzyły się tomy książek traktujących o najbardziej zagmatwanych sprawach sądowych. — Posłuchaj tego — zachichotał nagle. — „Chiny. Kilka miesięcy temu mężczyzna wystąpił do sądu o pozwolenie na nazwanie swojego dziecka "@". Sąd odmówił, uzasadniając, iż według chińskiego prawa imiona nadawane dzieciom muszą mieć swoje odpowiedniki w języku mandaryńskim. Jak więc po mandaryńsku jest "@"?”

— Jaja sobie ze mnie robisz? — Shi zrzucił książkę z twarzy i wyprostował się na łóżku.

— Chciałbym, sam zobacz. — Taguchi obrócił się na krześle i nie przejmując się zwijającym za nim dywanem, podjechał wraz ze stołkiem do łóżka, podając przyjacielowi jeden z opasłych tomów. — Masz, niewierny, czytaj i dopuść do siebie światło — mruknął nadal rozbawiony.

— Ehh… — Ichiro westchnął, biorąc do ręki tomiszcze i kartkując je szybko. — „Senator z Nebraski, Ernie Chambers, pozwał do sądu... Boga. Za co? Chambers twierdzi, że Bóg ponosi odpowiedzialność za "przerażające powodzie, skandaliczne trzęsienia ziemi, straszliwe huragany, potworne tornada, okrutne klęski głodu, dewastujące susze, ludobójcze wojny". A skoro jest wszechobecny — może stawić się w sądzie.” — przeczytał i zerknął podejrzliwie na okładkę. — Co to jest? Podręcznik „Jak doprowadzić studenta prawa do załamania nerwowego?”

— Nie, to „Najdziwniejsze rozprawy sądowe”. Jak to mówi nasz wykładowca „Zawsze zwarty i gotowy, stała czujność!”

— A ja myślałem, że to życie hosta jest do dupy. — Shi położył książkę na łóżku i wstał, poprawiając lekko zmiętą koszulę. — Jeżeli kiedyś zjawi się u mnie petent, żądający abym reprezentował go w tak kretyńskiej sprawie… to mnie będą sądzić za morderstwo w afekcie — mruknął, idąc w stronę łazienki.

— Będę cię bronić do ostatniej kropli mej błękitnej krwi! — Shuji przybrał poważny wyraz twarzy, unosząc dłoń jak do przysięgi.

— Ty nie masz błękitnej krwi, ale przyjmuję propozycję.

— Tego nie wiesz, może mój praprzodek pochodził z dynastii Ming i był władcą?

— Wtedy byłbyś Chińczykiem, nosił wygoloną głowę z warkoczem na karku i wydawał dziwne odgłosy. — Shirenai wychynął z łazienki, uśmiechając się złośliwie.

— Mówiłem władcą, a nie mnichem z klasztoru Shaolin. — Wzruszył ramionami chłopak. — Czepiasz się szczegółów, zazdrosny o moje szlachetne pochodzenie.

— Dobra, władco, podnieś swój wielkopański zadek i podaj mi ubranie, za godzinę mamy być w klubie. — Shi nie wydał się przejmować tym, że właśnie zdegradował potomka Mingów do roli służącego.

— Twoja ignorancja rani me serce — parsknął Taguchi, zostawiając wieszak z ubraniami na drzwiach łazienki.


***



— To zdecydowanie nie jest mój dzień. — Shirenai, który właśnie odprowadził klienta do drzwi, usiadł przy barze i odpalił papierosa.

— Mówisz to codziennie od jakichś trzech tygodni, żadna nowość. — Kato, chłopak pracujący jako barman, uśmiechnął się lekko i podsunął mu sok z lodem.

— Dzięki. — Shi odwrócił się, rozglądając po sali. — Widzę, że Shuji ma dzisiaj wzięcie. — Srebrna głowa przyjaciela pochylała się właśnie nad butelką wina, które serwował swemu klientowi.

— Niedługo może zostać numerem jeden. — Barman odstawił szklankę i sięgnął po kolejną, by wytrzeć ją białą ściereczką.

— Wow, nie wiem czy się cieszyć, czy smucić, wtedy stanie się nie do wytrzymania.

— Uważaj, bo uwierzę, że ci to przeszkadza. — Chłopak puścił do niego oko. — Poza tym, pracujesz tu niecały miesiąc, a sam już jesteś na szóstym miejscu, nie mając nawet promotora.

— Po prostu nie można mi się oprzeć. — Ichiro przesadnym gestem przeciągnął po włosach w geście autoironii, a widząc kiwającego na niego kelnera, podniósł się z krzesła. — Kto powiedział, że życie hosta to sielanka? Muszę iść, praca czeka, jak wrócę, zrobisz mi kawę. — Pomachał Kato i ruszył za kelnerem w stronę górnych lóż. Mrok panujący przy osłoniętym parawanem stoliku nie od razu pozwolił mu rozpoznać siedzącego przy drinku mężczyznę.

— Może pan odejść. — Czterdziestosześcioletni, nobliwie wyglądający polityk odprawił niecierpliwie chłopaka, który towarzyszył Shi. — A ty siadaj!

— Co ty tutaj robisz?! — Shirenai usiadł za stolikiem, wbijając wzrok w przeciwległą ścianę.

— A jak myślisz? — Błękitne oczy spojrzały na niego z pogardą.

Tak, jednak najzimniejszy wzrok mają niebieskoocy, spojrzenie mężczyzny przywodziło na myśl dwa sople lodu. Długie, czarne rzęsy podwijały się lekko na końcach, dając złudzenie łagodności. Prosty nos, pełne usta, w tej chwili zaciśnięte w oczekiwaniu na odpowiedź. Czarne włosy opadały na ramiona. Cóż… tyle o tym, że charakter człowiek ma wypisany na twarzy.

Takeda Ichiro wyglądał jak spełnienie marzeń każdej kobiety, zresztą nie tylko kobiety… Wiek nie odcisnął na nim swego piętna, nie posiadał zmarszczek, zero oznak siwienia, wysportowany, wysoki i smukły. Delikatne dłonie, długie nogi, miękki, wręcz jedwabisty głos. Czasami mówią, że wiek dodaje urody, w takim razie ojciec Shirenai podpisał cyrograf z diabłem. Jeżeli w tej chwili z którejś sąsiednich lóż udałoby się podejrzeć ich dyskretnie, to chłopak założyłby się o swoją tygodniówkę, że takiego klienta pozazdrościłaby mu większość hostów.

— Ja nie myślę, byłeś łaskaw zauważyć to przy naszym ostatnim spotkaniu — mruknął. — Napijesz się czegoś? — Złośliwie podał mu ogień i niech się krzywi, w końcu był w pracy prawda?

— Przestań! — Starszy Ichiro odsunął się gwałtownie. — Przynosisz wstyd naszej rodzinie.

— Ach, tak, coś o tym wspominałeś. — Shi oparł się wygodnie o zagłówek i spojrzał na ojca ironicznie. — Jak to szło? „Ty głupi pedale, powinni cię leczyć, gdybyś nie był do mnie tak podobny… W naszej rodzinie nigdy nie było umysłowo chorych! Sprowadzasz na nas hańbę!” A potem był długi wykład… chyba, wybacz, nie słuchałem zbyt uważnie.

— Powiedz mi. — Mężczyzna spojrzał na niego wściekle. — Czy ty musisz wszystko robić przeciwko mnie? Najpierw gejostwo, a teraz praca w takim klubie?

— Masz rację, zostałem homo, bo cię nie lubię. — Shi upił łyk soku i skrzywił się lekko.

— W tej chwili masz zostawić tę pracę i wrócić do domu. Przemyślałem wszystko. — Takeda strzepnął popiół do popielniczki z czerwonego szkła. — Zaaranżujemy małżeństwo, z moimi pieniędzmi i koneksjami nie powinno to stanowić problemu. Ożenisz się, spłodzisz potomka jak na mężczyznę przystało, a potem rób, co chcesz. Kobiety są jednakowe, dasz im kasę i dziecko, a przestaniesz być im potrzebny do szczęścia. Wtedy… — odchrząknął lekko. — Zawsze możesz znaleźć sobie kogoś. Oczywiście nie mówię tu o afiszowaniu się swoimi skłonnościami, ale cichy kochanek… — Spojrzał na syna wyczekująco.

— Dziękuję, to naprawdę uprzejme z twojej strony, że poświęciłeś mi tyle uwagi. Prawie się wzruszyłem. Cóż, nie skorzystam z propozycji.

— Oszalałeś?! To dla ciebie szansa, chcesz być adwokatem, żona i dziecko dodadzą ci wiarygodności!

— A tobie poparcia politycznego, dobry synek, piękna żona, słodki wnuczek. Idealna rodzina, przykład dla społeczeństwa. — Spojrzał na niego z pogardą. — I jak ty sobie to wyobrażasz? Zamknę oczy i zrobię dziecko, bo w końcu dziura od dziury nie różni się za bardzo?

— Nie bądź wulgarny!

— A potem… — Shirenai sprawiał wrażenie, że nie usłyszał — spieprzę życie jakiejś naiwnej lasce, zostawiając ją z tym dzieckiem, spotykając się z nią od czasu do czasu na okazjonalnych obiadkach i przynosząc prezenty. Na święta przyjedziemy do was i będziemy grać szczęśliwą rodzinę. W międzyczasie ona kogoś pozna i ułoży sobie życie na boku, a ja będę miał wreszcie czyste sumienie.

— Kiedy ty to mówisz, brzmi jak…

— A gdzie miejsce na uczucie?

— Słucham?

— Uczucie. Miłość, czy jak to zwą ludzie twego pokroju, chemia?

— Nie bądź śmieszny, jesteś gejem — prychnął z niesmakiem Takeda.

— Czyli ja nie potrafię kochać?

— Nie… tak… to znaczy, gej to gej, wy wszystko widzicie przez pryzmat seksu.

— Wyjdź stąd. — Głos Shi był cichy i wyprany z emocji.

— Nie bądź śmieszny, robię to dla twojego dobra.

— Wyjdź… albo wezwę obsługę, wyprowadzą cię głównym wyjściem, a jutro prasa będzie miała o czym pisać. Sławny polityk, kandydat na premiera, opuścił lokal dla homoseksualistów w towarzystwie ochroniarzy. Naprawdę tego chcesz?

— Nie ośmieliłbyś się…

— Uwierz mi. — Shirenai podniósł się, stając tyłem do parawanu. — Nie chcesz się przekonać.

— Jestem twoim ojcem. — Takeda również wstał i zmrużył niebezpiecznie oczy.

— Rodziców się niestety nie wybiera.

— Dzieci niestety też nie, bo już dawno trafiłbyś do reklamacji.

— Wiem. — Shi wzruszył ramionami.

— Pomyśl o swojej matce…

— Proszę cię, nie rozśmieszaj mnie, mamuśka pewnie teraz jest gdzieś na Majorce, wydając twoje pieniądze i woli się nie przyznawać, że ma syna w moim wieku. — Po minie mężczyzny wiedział, że trafił w sedno. — Idź już.

— Ostatni raz cię proszę, chodź ze mną.

— Wyjdź!

— Shirenai…

— Syn prosił, aby pan wyszedł. — Parawan odsunął się lekko, cichy głos przerwał starszemu Ichiro w pół słowa. — Sądzę, że kłótnia w takim miejscu nie jest pana celem. — Wysoki młodzieniec oparł się lekko o filar i mierzył Takedę ironicznym spojrzeniem.

— Ty! — Polityk spojrzał na niego zaskoczony i lekko zmieszany. Co ktoś taki robi w tym miejscu? Mógłby zaoponować, kazać mu wyjść, ale nie było go stać na sprzeciwianie się synowi Satoriego. Poznał go od razu, widział go nieraz u boku ojca na różnych bankietach. Chyba nie było polityka, który nie znałby rodziny Ueda.

— Ja. — Uśmiechnął się lekko Ueda, jednak oczy nadal pozostały zimne. — Miło, że odwiedziłeś syna w pracy, ale chyba już czas na ciebie. Tak jak powiedział Shi, dziennikarze to hieny, gdyby się dowiedzieli, że bywasz w takich miejscach… — zawiesił znacząco głos, a Takeda bez trudu wyczuł zawoalowaną groźbę.

— Tak, na mnie pora, przemyśl to, Shirenai — mruknął jeszcze i wymijając chłopaka, zniknął w bocznym wyjściu, które łączyło się z salą dla hostess.

W loży zapanowało milczenie, Shi usiadł na sofie, podpierając brodę na splecionych dłoniach. Stojący w przejściu mężczyzna tylko zaciągnął szczelniej parawan, odcinając zakątek od świata zewnętrznego. Skinął na kelnera i zamówiwszy butelkę Chivas Regal, zajął miejsce naprzeciw niego.

— Powinieneś zamówić innego hosta. — Shi podniósł na niego dziwnie spokojny wzrok. — Nie będę dziś dobrym towarzyszem.

— Lubię wyzwania. — Keizo rozlał alkohol do pękatych szklanek z rżniętego kryształu i odprawił ręką kelnera, zaciągając za nim na powrót parawan.

— Chcesz mnie upić? — Shi uniósł tumbler w geście toastu i wypił, krzywiąc się lekko.

— Czasami dobrze utopić smutki.

— A kto powiedział, że jestem smutny? — Ichiro wbrew swoim słowom nalał sobie kolejną porcję alkoholu. — Ile słyszałeś?

— Wystarczająco.

— Lubisz podsłuchiwać?

— Powiedzmy, że przechodziłem i zastanowiło mnie, kto straszy klienta dziennikarzami — uśmiechnął się lekko — Ostatnio nie mówiłeś, że jesteś synem Takedy.

— Ostatnio rozmowę przerwała nam Hikaru, poza tym nie chwalę się tatusiem w pracy. — Shirenai odpalił papierosa i zaciągnął się głęboko. — Zresztą… ty też nie piałeś na temat swojego sławnego ojca.

— Widzę, że odrobiłeś zadanie domowe. — Keizo wychylił szklankę w kierunku bruneta i wypił bursztynowy płyn bez mrugnięcia okiem.

— Lubię wiedzieć kim są moi klienci, to ułatwia rozmowę.

— A o czym rozmawiałbyś ze mną? — Ueda przekrzywił głowę, przyglądając się mu z zainteresowaniem.

— Na pewno nie o haraczach i wymuszeniach, yakuza mnie nie kręci — odparł szczerze chłopak.

— Proszę, proszę, odważni jesteśmy. — Mężczyzna błysnął zębami w cynicznym uśmiechu. — Wiesz, że za takie słowa mógłbym zafundować ci spotkanie z moimi pracownikami?
— I po co? — Shirenai zmrużył oczy. — Nie mam pieniędzy, ojciec by ci pewnie tylko dopłacił za moje zniknięcie, żaden pożytek.

— Może masz rację. — Keizo wzruszył ramionami. — Ale… jesteś przystojny, w burdelu daliby mi za ciebie niezłą kasę, chociaż do tej pory nie zajmowałem się handlem żywym towarem.

— Wątpię, abyś specjalnie dla mnie miał nagle zacząć. — Shi pokręcił głową. — Nie zaprzeczasz… Nie denerwuje cię, gdy ktoś rzuca ci prosto w oczy czym się zajmujesz? — Ciekawość błysnęła topazem.

— A czym się zajmuję? Wbrew pozorom chodzę od czasu do czasu na spotkania zarządów całkiem legalnych firm.

— Po co przychodzisz do takich lokali? — Shi opróżnił kolejny tumbler.

Czuł się zupełnie wyprany z emocji, jakby rozmowa z ojcem wcale nie miała miejsca, jakby nie raniła, nie odzierała z resztek złudzeń. To aż dziwne… zastanowił się chwilę nad swoją reakcją, a właściwie jej brakiem. Powinno mi być przykro, w końcu rodzice zazwyczaj wspierają swoje dzieci. Cóż… nie jest, może się przyzwyczaiłem? A może faktycznie alkohol potrafi rozpuścić żale… przynajmniej na pewien czas…

— Nie słuchasz mnie. — Keizo spojrzał na niego z lekkim wyrzutem.

— Słucham… To co mówiłeś?

— No właśnie — parsknął śmiechem Ueda.

— Dobrze, zamyśliłem się, możesz powtórzyć?

— Pomijasz pierwszą zasadę dobrego hosta, klient na pierwszym miejscu, poświęcasz mu całą swą uwagę.

— Mówiłem, że dzisiaj nie jestem dobrym towarzyszem. — Przeciągnął się i oparł nogę o stojący z boku stoliczek z wysoką lampką. — Sam jesteś sobie winien.

— Racja, mówiłeś — zgodził się łaskawie Keizo. — A odpowiadając na twoje pytanie, lubię od czasu do czasu, jak ktoś mi usługuje, poza tym Hikaru zatrudnia najlepsze towary, jestem smakoszem.

— Ja ci nie usługuję…

— Rutyna czasem nudzi, jesteś ciekawą odskocznią. — Udea upił łyk alkoholu, przyglądając się z rozbawieniem lekko zamglonym oczom chłopaka.

— Jak królik doświadczalny. — Shi sięgnął po kolejnego papierosa. — Naprawdę, jestem pod wrażeniem, że doceniasz moje wewnętrzne walory.

— Zewnętrzne też doceniam. — Keizo bez skrępowania powiódł wzrokiem po jego ciele, od rozwichrzonych teraz włosów, przez tors widoczny w rozcięciu koszuli, kończąc na długiej nodze opartej o stolik. — Pójdziesz ze mną…

— Nie sypiam z klientami!

— Na przyjęcie promocyjne. — dokończył spokojnie Ueda.
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Frey » 11 sty 2012, o 13:17

*przeciera oczy* Płomień! *patrzy rozanielona*
Dopiero znalazłam, jeszcze nie czytałam zremasterowanej wersji, zaraz wrzucę na uszy ;) Jak odsłucham, to na pewno rzucę słowem. Do dzisiaj pamiętam to szczęście, gdy znalazłam Twój blog i odkryłam Sama Wiesz Co :devil: *pobiegła zapalić świeczkę na ołtarzyku*
A tak właściwie, to jest Keizo czy Kezio ?

Nie mylić z Kaziem :hahaha: Tak zdecydowanie był Keizo.
Widzę, że odkopujesz swoje stare teksty i słusznie. Tak, tak SasuNaru też czeka ^^ Poza tym, że poczytałabym nowe, spod Twoich palców :whistle:
Póki co pozdrawiam i życzę wena, na cokolwiek :D
Ściskam :*
Niedokończone teksty bolą przez całe życie
Frey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 274
Dołączył(a): 5 lut 2011, o 11:34
Lokalizacja: 3city

Postprzez Aevenien » 11 sty 2012, o 13:38

Awww, moja miłość do Płomienia się powiększa i całe szczęście, że betuję, bo mam doskonałą wymówkę, żeby spokojnie przeczytać sobie trzeci, a nawet czwarty raz całość :D

I oczywiście, że Keizo jest, to moja pomyłka, już poprawiłam! Kazio, jeny, teraz będzie mnie to straszyć XD

Podobała mi się scena z ojcem, a szczególnie jak Ueda się wtrącił :D Strasznie lubię też przyjaźń Shi z Shuji i dialogi cudne. Uśmiałam się na "Najdziwniejszych rozprawach sądowych", za to wcale nie śmiałam się przy:
— Właśnie doszedłem do wniosku, że zanim zostanę prawdziwym adwokatem, osiągnę wiek przejściowy, wypadną mi włosy, a wory pod oczami staną się moim znakiem rozpoznawczym.

Aaaa, mnie też to czeka!

I ulubiony fragment tego odcinka:
— Pójdziesz ze mną…
— Nie sypiam z klientami!
— Na przyjęcie promocyjne. — dokończył spokojnie Ueda.

:lol2: Głodnemu chleb na myśli, co?

Cudnie, Akame! Ja też mam nadzieję, że napiszesz nam jeszcze nie jedno drarry i niejeden inny tekst. Co mi przypomniało, że najwyższy czas zabrać się za elfy.
Niekończącej się weny!
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez MargotX » 25 sty 2012, o 18:46

No i znów brak mi weny, choć obiecałam pisać coś z sensem :P

Płomień czyta się tak fantastycznie, że człowiek naprawdę nie zastanawia się ani nad psychologią postaci ani nad kolejnymi scenami, tylko płynie przez tekst. Ja też bardzo lubię moment rozmowy z Shi z ojcem i wtrącenie się Uedy, taaa, pan polityk musiał nieco spuścić z tonu, choć Keizo zaledwie "sugerował" mu odwrót ;)
Co by nie mówić, yakuza jest tu kapitalny, pomijając jego profesję czy też może o niej zapominając. Na szczęście, scenka z wymuszaniem haraczu nie była zbyt drastyczna i można tak delikatnie pominąć rzeczywisty "zawód" Keizo. Natomiast jako osoba, jest zdecydowanie interesujący i zapewne nieraz stworzy z Shirenai mieszankę wybuchową ;)
Do tego dowcipny, umiarkowanie złośliwy, ale zdecydowanie dbający o przyjaciela Shuji - ich dialogi są momentami przezabawne, czasami przesycone ironią, ale z ogromną dawką sympatii. Dodając Twój niesamowity talent do snucia opowieści, to się po prostu połyka jednym tchem i czeka na więcej :D

To jest naprawdę świetne, Akame, dzięki i pozdrawiam Ciebie i bety :D
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Havoc » 24 kwi 2012, o 15:48

Niech to. Byłam pewna, że przede mną jeszcze połowa lektury, a tu... koniec strony 1 z 1. :?
Interesuję się kulturą japońską (a raczej interesowałam, bo dzisiaj zostały tylko mangi, które wciąż czytam), ale nigdy nie kręcili mnie Japończycy (no dobra, pomijając krótki etap, na którym odkryłam ostrzejszy j-rock), więc nie do końca rozumiem, dlaczego bohaterowie muszą nimi być. Za to zaczynam rozumieć, dlaczego niektórzy stosują powtórzenia imion w swoich opowiadaniach. Jest zwyczajnie trudno zapamiętać naraz imiona i nazwiska kilku postaci, zwłaszcza gdy są obco brzmiące. Wolałabym już notoryczne Shi* lub Shirenai. A poza tym tak jak w Siewcy wiatru irytowały mnie kobaltowe loki, tak tutaj oczy koloru topazu, prawie granatowe i wreszcie antracytowe tęczówki. Takie opisy kojarzą mi się nieodmiennie z blogaskami i zagubionymi córkami Voldemorta, które musiały mieć zawsze czerwone albo fioletowe oczy. Ale dość o tym, co mi nie przypadło do gustu, bo jeszcze wszyscy odniosą wrażenie, że Czerwony Płomień w ogóle mi się nie podoba, co nie jest prawdą.
Od zawsze uwielbiam, gdy przynajmniej jeden bohater jest złośliwy, sarkastyczny, a najlepiej jeszcze dowcipny. Póki co czuję się aż nadto usatysfakcjonowana, bo obaj mają niewyparzone języki, więc z pewnością dostarczą mi sporo rozrywki swoimi dalszymi utarczkami. No i mimo wszystko yakuza będzie dość ciekawym elementem, bo jeżeli akcja ma się toczyć wokół synów sławnych panów, to albo jeden wejdzie w jej szeregi, albo drugi z niej wyjdzie. No, chyba że znajdą jakiś kompromis. Kurczę, aż przypomina mi się jedna z kilku manhw, jakie zdarzyło mi się czytać. Tytuł to bodajże Totally Captivated. To było jedyne yaoi z yakuzą, które zdarzyło mi się czytać. *łezka w oku*
A teraz zasadnicze pytanie: kiedy będzie ciąg dalszy? (Albo czy ktoś mógłby mi to wysłać? :D)

Ach, zapomniałabym. W pierwszym (drugim?) rozdziale wciąż przewija się Kezio. Już się zastanawiałam, co to za imię, bo nie brzmi zbyt japońsko. XD

* Śmiercionośna czwórka? ;P
Obrazek
Havoc Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 308
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 09:18

Postprzez Elizabeth_Bathory » 17 sty 2013, o 12:22

Ja czytam to po raz pierwszy, pierwszy raz to widzę i jestem absolutnie i bezgranicznie zakochana. Kocham, kocham, kocham. Tu nie będzie nic konstruktywnego, ale ja już chcę wiedzieć co będzie dalej. Czy Shi pójdzie z Uedą na bankiet? I jak to się dalej rozwinie? Ja tu widzę slash... :sexi:

Akame... Wstaw niedługo ciąg dalszy, bo oszaleję;)

pozdrawiam
Well I was there on the day
They sold the cause for the queen,
And when the lights all went out
We watched our lives on the screen.
I hate the ending myself,
But it started with an alright scene.
Elizabeth_Bathory Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 841
Dołączył(a): 26 lip 2011, o 13:32
Lokalizacja: Toruń


Powrót do Twórczość wszelaka

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość