[M] Przegrany zakład

Mourinho/Guardiola, +15

Postprzez Kuma » 8 paź 2011, o 00:20

Autor: Kuma
Beta: Amanda
Paring: Jose Mourinho/Pepe Guardiola
Rating: +15

Takie tam... ^^'


Przegrany zakład



Wszystkim puściły nerwy. Faul Marcelo był niczym alarm – zarówno dla Katalończyków, jak i Królewskich. Nie ważne, jakie pozycje w tej chwili zajmowali – ludzie na boisku, ławce rezerwowych, trener, piłkarz, asystent trenera, czy ktokolwiek inny – wszyscy ruszyli na boisko, wręcz zagrzewając innych do walki, która zdawała się wisieć w powietrzu. Oszałamiał ich huk kibiców – cały stadion, prawie sto tysięcy ludzi, wrzeszczało, klaskało, jednym słowem: robiło wszystko, by spotęgować hałas.
Mourinho utrzymywał bezpieczną odległość od przepychających i krzyczących na siebie ludzi, obserwując ich tylko z zażenowaniem. Po drugiej stronie, Guardiola zachowywał się zupełnie podobnie. Jak zwykle, w swojej zwyczajowej pozie – stał z rękami opartymi beztrosko na biodrach, a jego twarz wręcz stężała od myśli. Jose zastanawiał się, czy choć jedna z nich dotyczyła tego, co będzie działo się tuż po skończonym meczu. Wiedział, że przegrał i nic już tego nie zmieni. Zdawał sobie sprawę również z tego, że nie przegrał jedynie meczu, ale i przeklęty zakład. Och, Pep na jego miejscu, na pewno, najnormalniej w świecie, wycofałby się ze wszystkiego. Cipa. Ale nie on – tym bardziej, że zapowiadało się na znakomitą zabawę.
Guardiola podchwycił zamyślone spojrzenie Mourinho i nagle wręcz uderzył go fakt, że całkowicie, w całym tym meczowym szale, zapomniał o ich zakładzie. Uśmiechnął się do siebie tryumfalnie, pilnując, by nie uszło to uwadze Jose. I rzeczywiście – nie uszło, bo Mourinho prychnął, kręcąc głową i odwrócił się. Prawda jednak była taka, że pomimo satysfakcji z wygranego zakładu, a także meczu (lub z przegranego zakładu – w przypadku Jose – i ciekawości, co będzie dalej), nie zdawali sobie do końca sprawy, o co się założyli…
Kiedy zagwizdał ostatni dzwonek i wrzawa na stadionie jeszcze się zwiększyła, choć wydawało się to wręcz niemożliwe, Guardiola podszedł do Mourinho i podał mu dłoń. Uśmieszek nie schodził z jego twarzy.
- Ty obciągasz, Jose.
- To się jeszcze okaże.

* * *


Mogłoby się wydawać, że gracze Barcelony nigdy nie opuszczą swojej szatni. Przez chwilę Mourinho zastanawia się nawet, czy Guardiola nie wykorzysta okazji i nie ucieknie, schowany gdzieś w ich niskim tłumie. Kiedy wreszcie się uspokaja, a na wszyscy jego asystenci się rozchodzą, kiedy na stadionie zostają jedynie pojedynczy kibice, Jose wsuwa się do szatni przeciwnika i, ze swoistą ulgą, dostrza Pepego, siedzącego z komórką na jednej z ławek.
- Proszę, proszę – odzywa się, gdy zauważa Mourinho. – Kogo my tu mamy?
- Myślałeś, że nie przyjdę? – śmieje się Jose, zamykając za sobą drzwi.
- W zamku jest klucz – rzuca niedbale Pep, jak gdyby znalazł się w całkowicie normalnej dla siebie, wręcz codziennej sytuacji. – Tak. No wiesz, gorycz porażki – i to na dwóch frontach. Mogłeś się załamać…
- Mieliście więcej szczęścia, to tyle – odpowiada, wzruszając ramionami, i chowa ręce do kieszeni.
Przez chwilę nic nie mówią, a Guardiola, z nogą założoną na nogę, kontynuuje zajmowanie się komórką.
- Informujesz wszystkich, że w najbliższym czasie będziesz niedostępny? – Mourinho podnosi jedną brew i uśmiecha się, zaciskając wargi.
- Coś w tym stylu. – Pep odwzajemnia gest i odkłada komórkę na bok. Rozprostowuje nogi, opiera dłonie po obu stronach ławki i przygląda się Jose prawie spode łba. Mourinho musi przyznać, że mężczyzna wygląda naprawdę dobrze, w białej koszuli z krótkim rękawem, obcisłych spodniach, eleganckich butach i w tym swoim zwyczajowym krawacie. Uśmiecha się do siebie i swoich myśli, które zarysowują mu się w głowie.
- To co, Jose? Do dzieła! – śmieje się Pep i porusza na boki nogami.
- Tak po prostu? Bez… gry wstępnej? – Mourinho robi kilka kroków do przodu, nie wyjmując rąk z kieszeni. Nie zamierza się spieszyć. A już na pewno nie zamierza grać tak, jak mu każe Guardiola.
- Och, no proszę cię – wzdycha ze znudzeniem Pep – nie mam na to czasu. – Wstaje, zabiera komórkę i podchodzi do swojej torby. – Przegrałeś, pogódź się z tym. Bądź mężczyzną. Wypełnij zakład i…
Dłoń Mourinho na jego ustach nie pozwala mu dokończyć.
- Posłuchaj mnie, Pep – mówi Jose prosto do jego ucha. – Mecz wygrałeś dzięki szczęściu, to fakt. Ale tutaj… - uderza palcem w pierś mężczyzny – tutaj to ja dyktuję warunki. – Jego dłoń zsuwa się po krawacie. – Zrozumiałeś?
- Oszalałeś. – Wyswobadza się z jego uścisku i odwraca przodem do niego. – Nie umiesz pogodzić się z przegraną, co? – Tym razem cios jest silniejszy i bardziej zaskakujący, bo dłoń Mourinho zaciska się na jego kroczu. Przez chwilę Pep nie może wydusić z siebie słowa. W zasadzie – żadnego dźwięku.
- Miało być z grą wstępną, czyż nie? – Mourinho uśmiecha się bezczelnie i popycha go na szafkę.
Huk, z jakim o nią uderzają i hałas, jaki wydają blaszane drzwiczki, rozchodzą się echem po szatni. Na twarzy Guardioli maluje się szok. Czysty szok, że Mourinho jest zdolny do czegoś takiego.
- Zdziwiony, Pep? – Pyta, a jego twarz zawisa dosłownie kilka centymetrów nad twarzą Guardioli.
Ten jednak nie odpowiada, nie mając pojęcia, jaka odpowiedź byłaby najlepsza. W zasadzie podejrzewa, że żadna. Nie myśląc dłużej i uznając, że nie ma nic do stracenia, wychyla się i całuje Jose. Prosto w usta. Nie zamyka oczu. Pocałunek nie trwa dłużej, niż kilka sekund. Kiedy się odsuwa, wyraz twarzy Mourinho pozostaje niezmieniony.
- Widzę, że załapałeś – uśmiecha się drwiąco.
Jego wargi lądują na wargach Pepa. Wpija się w nie, ssie. Zwilża je językiem. Wsuwa się między nie, brutalnie torując sobie drogę. Guardiola stawia opór. Nie pozwala mu wejść do środka. Próbuje się odwrócić, ale Jose chwyta jego biodra, zadając mu tym niemal ból, i przyciąga je do siebie jednym, gwałtownym ruchem. Pep wydaje oburzony dźwięk i Mourinho sprytnie wsuwa język w jego usta. Ich oczy są wpatrzone w siebie nawzajem. Tak zupełnie blisko. Patrzą na siebie, obserwują, nie ufając sobie na tyle, by móc poddać się drugiemu, zupełnie bezwiedne, na ślepo.
- Pep, daj już spokój. Otwórz te usta szerzej i pracuj językiem. Nie udawaj, że ci się to nie podoba – warczy Jose wprost w jego usta. – Nie zachowuj się jak jakaś cnotka – Guardiola marszczy brwi i chwyta obiema dłońmi koszulkę na piersiach Mourinho.
- Nie jestem żadną cnotką – syczy oburzony i wpija się w jego wargi. Jose wydaje zadowolony pomruk i pozwala Guardioli wsunąć język do swoich ust, penetrować je z zapamiętaniem tak długo, jak mu się to żywnie podoba. Jego niedokładnie ogolony zarost drażni skórę, zęby uderzające o zęby wywołują ból, ale Mourinho nie zamierza przestać. Pep również. Guardiola porusza powoli biodrami i Jose uśmiecha się do siebie, jednak nie odwzajemnia tego gestu. Przyszpila mężczyznę do szafki, która znowu wydaje ten okropny, blaszany odgłos, i przenosi dłonie z bioder Guardioli na szafkę nad jego ramionami. Pep odrywa się od jego ust, oddychając nieco ciężej, i patrzy na niego ze zdziwieniem. Może nawet z tęsknotą – za jego dłońmi na swoich biodrach? To jest właśnie to, na co czekał Jose.
- No, dlaczego przestałeś? – uśmiecha się perwersyjnie i nachyla nad Guardiolą. Gryzie go w skórę pod uchem, na tyle mocno, by mężczyzna to poczuł, żeby go to zabolało. Na tyle mocno, by zostawić po sobie ślad. Pep syczy i spogląda na niego oburzony. Mourinho ma ochotę się roześmiać na ten widok – oburzony Guardiola, niczym chłopiec, lądujący w ostateczności pod nim. Urocze.
Tym razem to Pep chwyta go za biodra i przyciąga do siebie – tak gwałtownie, że aż boleśnie, przez obijające się o siebie kości. Zaczyna całować go po szyi, na zmianę ssąc i liżąc jego spoconą skórę, nie przestając jednocześnie poruszać powoli biodrami. Mourinho odchyla głowę, dając mężczyźnie dostęp do większej strefy swojej szyi. Ten jednak wydaje się być tym nie do końca zadowolony.
- Ściągaj to – syczy, odsuwając się od niego.
- Słucham? – prycha rozbawiony Jose.
- Ściągaj to – powtarza z mocą Guardiola i chwyta jego koszulkę. Podciąga ją, a Mourinho postanawia nie pozostać biernym i podnosi ręce, pozwalając Pepemu ściągnąć ją całkowicie. Jego dłonie wracają na szafkę, natomiast ręce Guardioli na jego biodra. Za to jego usta obierają sobie inne strefy, daleko wychodzące poza obszar szyi. Przejeżdża językiem wzdłuż mostka, wywołuje ból i ciche syknięcie, niby przypadkowo szarpiąc za włoski na jego klatce piersiowej. Zaczyna ssać jeden z sutków, co jakiś czas go przygryzając. Jego biodra poruszają się już rytmicznie. Mourinho uśmiecha się i zdecydowanym ruchem odpycha od siebie Guardiolę. Chwyta jego krawat i przejeżdża wzdłuż całej jego długości, zatrzymując dłoń przy pasku spodni. Pep bacznie mu się przygląda, próbując odczytać każdą emocję, widoczną na twarzy drugiego mężczyzny. Jose wsuwa dłoń pod pasek i Guardiola automatycznie prostuje się i napręża.
- No no, szybko – cmoka Mourinho, wsuwając rękę głębiej.
Guardiola kładzie dłoń w miejscu, w którym, pod materiałem spodni, znajduje się dłoń mężczyzny i zmusza ją do rytmiczniejszych ruchów. Mourinho poddaje się temu i przez chwilę ich dłonie, jedna na drugiej, poruszają się w równym rytmie. Pep odchyla głowę, rozchylając wargi. Jednak Jose nie zamierza dłużej dawać mu tej przyjemności i niespodziewanie wysuwa dłoń, posyłając Guardioli bezczelny.
- Bawisz się mną – warczy Pep.
- Nie, skąd – wzrusza ramionami Mourinho i miażdży usta mężczyzny w kolejnym pocałunku. Pep znowu chwyta go za biodra, wymuszając na nim, by zaczął nimi poruszać. By ich biodra obijały się o siebie. Ocierały się. Guardiola jęczy cicho w usta Jose, kiedy ten przyspiesza ruchy. Jest gwałtowny, wręcz brutalny. Palce mężczyzny wbijają mu się w skórę, gdy próbuje siłą go opanować. Pocałunki przeradzają się, pomiędzy jednym pchnięciem a drugim. Pomiędzy jednym pchnięciem a drugim, pocałunki przeradzają się w chaotyczne gryzienie, ssanie i lizanie. W pewnym momencie Mourinho uspokaja ruchy i przenosi jedną dłoń na krocze Guardioli, masując je powolnymi, przeciągłymi ruchami. Guardiola dostosowuje się do nich, a szafka za jego plecami wydaje rytmiczne, blaszane odgłosy za każdym ruchem. Mourinho przestaje całować go w usta. Przenosi się na jego szyję. Rozpina koszulę, niemal wyrywając niektóre guziki, jednak krawat pozostaje nietknięty. Kiedy dochodzi do spodni, Pep aż drży, a jego dłonie błądzą po barkach i ramionach Mourinho, nie bardzo wiedząc, gdzie ma je podziać. Jose schyla się, klęka, chwyta za krawat Pepa i ciągnie go za sobą. Guardiola jest taki chętny. Taki podniecony. Kładzie dłoń na jego klatce piersiowej i popycha Mourinho na posadzkę, uśmiechając się dziko. Znowu zaczyna ssać jego sutki, całować jego brzuch i podbrzusze, jednocześnie rozpinając mu spodnie. Przygryza skórę, a Mourinho, nawet, jeśli bardzo chce, nie może powstrzymać przeciągłego mruknięcia. Spodnie zostają spuszczone do samych kostek. Jose skopuje je razem z butami. Kiedy Guardiola całuje jego nabrzmiałego penisa przez materiał bielizny, Mourinho aż wstrzymuje oddech. Spogląda w dół, a kąciki ust Pepa drgają w nieznośnym grymasie. Ściąga je powoli, niemal boleśnie powoli, by już po chwili zacząć ssać główkę, wylizywać ją językiem, a później brać go całego do ust. Dłoń Jose spoczywa na głowie Guardioli, kierując nią. Przyciska ją do siebie, nie pozwalając mężczyźnie się uwolnić. Wygina ciało, czując zbliżającą się rozkosz. Guardiola przyspiesza ruchy. Jego język jest szybki i… taki mokry, taki śliski. Kiedy jego końcówka trąca główkę penisa Jose, ten dochodzi, wprost w usta Pepa. Wydaje się, że to trwa minutami. Zsuwa dłoń na policzek Guardioli, a ten podciąga się na jego brzuch i całuje go w usta z łobuzerskim uśmiechem.
- Pep… - mówi Jose powoli. – Chyba nie dosłyszałem, jak mówiłeś… kto miał obciągać?
Uśmiech schodzi z twarzy Guardioli, kiedy dochodzi do niego sens jego słów.
everytime you see rainbow, god is having gay sex.
Obrazek

PS.
Obrazek
Kuma Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 417
Dołączył(a): 6 gru 2010, o 11:45
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Amanda » 1 maja 2012, o 08:41

Więcej! Ja chcę więcej! To było.... matko, genialne, wiesz?

Dziękuję za dedykacje. Cieszę się, że mogłam posłużyć za obiekt wenotwórczy jakkolwiek przedmiotowo to brzmi.

Już nigdy nie spojrzę na nich tak samo jak kiedyś, nigdy. Co nie zmienia fakt, że to napięcie widać, nie? Doskonale widać, szczególnie kiedy tak jak ja ma się tendencje do dostrzegania wszędzie par slashowych, a w piłce tego przecież tyle...

Niby nic takiego, niby zakład czyli motyw jakich wiele, ale kiedy para taka to nawet scena pod prysznicem nabierałaby innego wydźwięku. Genialnie udało ci się uchwycić manipulatorską naturę Jose i coś takiego miękkiego w Pepie, co nie odstępuje go nawet kiedy wrzeszczy i próbuje być bardzo, bardzo męski.
Zresztą między nimi iskrzy więc w jakąkolwiek sytuację by ich nie wmanewrować wyjdzie z tego seks. I zrobiłaś coś bardzo, bardzo złego. Pobudziłaś moją wyobraźnie, pewnie nie na tyle, by samej coś napisać, mam ostatnio lenia, ale na tyle, by sobie wymyślać sceny w jakich jeszcze można ich umieścić razem.
I jestem ciekawa jak nisko opadłby szczęki zawodnikom obu drużyn gdyby przypadkiem, któryś przechodził obok szatni i usłyszał co tam się dzieje. Taaaak, to mogłoby być ciekawe.

I czy tylko mnie się wydaje czy ten komentarz nie ma wielkiego sensu? XD
Musisz mi wybaczyć, jestem pod absolutnym wpływem tekstu i nie myślę do końca jasno XD
Obrazek
Amanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 564
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 13:37
Lokalizacja: laptop w pewnej wsi


Powrót do Twórczość wszelaka

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość