[NZ] [R] Szczerość na śniadanie (11/?)

Proste, klasyczne szkolne drarry z Malfoyem takim, jakiego lubimy :)

Teksty porzucone.

Postprzez T.M.R. » 21 lut 2012, o 22:32

OK! Stwierdziłam, że siedzenie w ukryciu to zuo. Z tego też powodu postanowiłam zacząć komentowanie tekstów, które są dla mnie jakoś szczególnie ważne. Potem uznałam, że bez sensu komentować teksty zakończone, więc zacznę od pisania, że jestem, czytam i czekam na nowy rozdział, w ff, które się piszą. Uprzedzam, że będę wyrzucać z siebie różne myśli, które przyjdą mi do głowy i nie radzę doszukiwać się w tym jakiś logicznych powiązań. To tak tytułem wstępu :)

Cieszę się, że zaczęłaś pisać ten tekst. Lubię wchodzić tutaj ze świadomością, że może będzie jakiś nowy fanfik, bo jeszcze jakiś czas temu wszystkie się pokończyły, więc myślę, że już najwyższy czas na zaczęcie nowych, świeżutkich, na których rozdziały będziemy wyczekiwać. Nie mam nic do tego, że nowe części są dodawane stosunkowo szybko. Też lubię to tempo, nie ma szans zapomnieć, co było w poprzednim rozdziale :D Chociaż to oczywiście nie jedyny plus. Staram się przekazać, że o ile nowe wątki będą się rozwijać w dobrym tempie [nie za wolno, nie za szybko] i nic nie będzie się wlekło latami, to, jak dla mnie, rozdziały możesz dodawać nawet codziennie :oops:
Podoba mi się Twoje nastawienie do pisania, jak i do Forumowiczów jako grupa odbiorców. Podoba mi się, że korzystasz z rad forumowiczek i, jak widać zresztą, wychodzi Ci to na dobre.

Teraz treść: nie wiem, ile jest sensu w komentowaniu pierwszych rozdziałów, bo A) nie mam dla Ciebie żadnych złotych rad; B) myślę, że już to, co mnie uwierało w pierwszych rozdziałach ff zostało zmienione, więc nie widzę powodów, żeby się do tego odnosić :) Historia zaczyna się w sumie dosyć typowo, ale co można nowego napisać o powrocie do szkoły? Czytaliśmy już o takich powrotach setki razy i to jest tylko wprowadzenie, także rozumiem. Z tego, co pamiętam Trio podczas wakacji/jakiegoś wolnego od szkoły zabijało śmierciożerców. Dla mnie to obeszło się jakimś mniejszym echem, ot, byli gdzieś, zabili złych ludzi i koniec pieśni. Tło jest. Zawsze jednak wyobrażałam sobie Trójcę, która nie radzi sobie tak łatwo z koniecznością zabijania innych. Miałam wrażenie, jakby ten wątek był trochę za bardzo spłycony.

Niektóre teksty Draco mnie rozwaliły xD Ogólnie jego postać. Mam nadzieję, że stopniowo będziesz ją zgłębiać, dodawać nowych cech charakteru, żeby był po prostu żywy.
– Skoro masz czas aby je tak codziennie układać, raczej nie pozostaje ci go wiele na podboje. Poza tym, co byś zrobił gdyby ktoś ci zepsuł fryzurę podczas namiętnej nocy?
- Nie potrzebuję niczyich łap na mojej idealnej głowie – skwitował Malfoy. – O ile wiem, narządy płciowe znajdują się gdzie indziej.
- I gdzie tu namiętność?
- A co ty o tym możesz wiedzieć, Potter?
- Zdziwiłbyś się – skwitował krótko Harry, po czym zamilkł, gdy zauważył, że dusza część uczniów zaczęła przysłuchiwać się ich rozmowie. Zarumienił się lekko i odwrócił od Malfoya, który tylko się roześmiał.


To jest genialne! Takie publiczne docinanie sobie, które ma w sobie jakieś drugie dno i dążenie do zatriumfowania nad rozmówcą. Padłam XD
Dalej. Cieszę się, że Draco od razu nie zgodził się na pomoc Harry'emu przy GD, bo to byłoby zdecydowanie niekanoniczne. Podoba mi się pomysł ze spotkaniami rano. Wyobrażam sobie dumnego Malfoya, otoczonego tym swoim malfoyowskim blaskiem, smarującego bułkę masłem, haha! Można było się spodziewać, że Draco uzna kiełbasę za plebejską. Swoją drogą uwielbiam, kiedy używa tego słowa. Gdziekolwiek. Po prostu wywyższanie się w ten sposób czyni Draco bardziej... kanonicznym? Takie zawsze miałam o nim wyobrażenie. Oczywiście zanim drarry nie wzięło moich wyobrażeń, przeżuło i wypluło w kawałkach. Oczywiście :D Fajny pomysł z mówieniem sobie czegoś szczerego. W sumie prosta rzecz, a cieszy :) Gdzieś czytałam już ff, w którym był ten motyw, ale tytułu nie pamiętam.
Czwarty rozdział - toniemy w dialogach. Dalej. Pijackie pogawędki, taak. Tu trochę nadprogramowej prawdy uleciało z ust chłopców.
O, to mi się podoba:
Nie do końca wiedział, czy jego informacje są prawdziwe, ale wydawało mu się, że chyba nie lubił się ani z tymi ustami, ani z ich właścicielem i chyba nie powinien też czuć mrowienia w żołądku, kiedy to robiły.

Biedny Harry, jak mógł nie lubić się z ustami Draco? Niedorzeczne :)
W sumie można by snuć tu jakieś podejrzenia, dlaczego [pomimo alkoholu oczywiście] Draco go pocałował (haha, gdyby Harry był trzeźwy musiałaby to być strasznie niezręczna sytuacja xD).

Uwielbiam też ten fragment, kiedy Draco epicko sprowadza Harry'ego na ziemię, mówi tak, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem, a Potter głupi, bo tego nie ogarnął.
- Nie bądź głupi, Potter. – Malfoy skrzywił się brzydko. Jeden z niesfornych kosmyków opadł mu na czoło. – Każdy ma w tych czasach jakieś swoje uzależnienie. Nie ma ludzi bez piętna wojny w sobie. W twoim i moim przypadku to jest proste. Pijemy. Najzwyczajniej w świecie chlamy Ognistą Whisky, wmawiając innym, że to lubimy. Do tego walczymy. Ta twoja Granger i Weasley sami dla siebie stanowią narkotyki. Jeden bez drugiego nie potrafi przeżyć godziny. Tak jak ty lub ja bez walki albo picia. Nauczyciele obsesyjnie zadają nam prace domowe, żeby móc coś sprawdzać. Jeżeli tego nie robią, wariują. Podejrzewam, że nie obchodzi ich nawet, czy cokolwiek z tego wyciągamy. Po prostu pragną sprawdzać wiedzę innych. Pansy natomiast się przebiera. Non-stop szuka nowych ciuchów i rozmawia o nich z tymi swoimi głupimi przyjaciółkami. Pod mundurkiem codziennie ma dziesiątki kombinacji. Oczywiście, twierdzi, że to jej nowa pasja. A ja oczywiście mówię, że jej wierzę. Blasie i Nott pieprzą się jak króliki. Gdziekolwiek i z kimkolwiek. Kiedykolwiek. Ostatnio widziałem Zabiniego, wymykającego się o drugiej w nocy. Zawsze był rozpustny, ale teraz to już istne szaleństwo. Potter. Wszyscy. Jesteśmy. Pijakami i narkomanami.

W sumie miał rację. Każdy szuka sobie jakiegoś punktu zaczepnego. Żeby tylko nie oszaleć. A Draco i Harrrryyyy będą mieliii siebie :seksi: łiiii
Najnowszy rozdział: Draaaco. Jej, zawsze mi jest żal chłopaka, kiedy ma jakiekolwiek styczności z tym śmierciożerczym światkiem. Dla mnie on, nie wiem, może się to wydać dziwne, ale kojarzy się tak jasno, czysto. Z całą tą swoją ślizgońską otoczką. BREDZĘ :D
Rozdział OK, trochę omijania się, uciekania. Ale to daje mi nadzieję, że w następnym rozdziale zadzieje się coś konkretnego pomiędzy nimi... Oby!

Podsumowując: nie planuję już męczyć nikogo tak długimi komentarzami pod tym opowiadaniem, chciałam tylko podsumować. Szczerze to i tak wyszło mi dość zwięźle.
Mam ogromną nadzieję, że jesteś przekonana do tego ff, że nie zmęczysz się nim i go nie porzucisz, że nie skończą Ci się pomysły, motywacja, wena, czas, chęci itp. itp., bo więcej [NZ] po prostu nie zniosę! :diablo:
Jeżeli miałabym coś doradzić, to: ja na Twoim miejscu poszukałabym bety. Bo z tego, co się orientuje, to jej nie masz. Myślę, że beta to ogólnie świetna idea. Zawsze ktoś nawrzeszczy jak jest źle, zmotywuje.

Cokolwiek miałam napisać, a zapomniałam, postaram się napisać pod następnymi rozdziałami.
Dziękuję za dotychczasowe rozdziały.
Weny.

C.
there once was a boy named Harry,
who constantly conquered death,
but in one final duel between good and bad,
he may take his final breath...
     Paint. HP in 99 seconds
T.M.R. Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 9
Dołączył(a): 15 sie 2011, o 17:02

Postprzez myluss84 » 22 lut 2012, o 11:38

Pierwszy mój koment tu chyba. Na początku trochę mnie to odrzuciło, nie potrafiłam się przemóc i czytać kolejnych rozdziałów. Teraz jestem po pełnej lekturze i moja ciekawość osiągnęła stopień najwyższy.
Relacje miedzy chłopakami są tak złożone i pokręcone,ze sama się zbytnio nie orientuje w tym wszystkim.
Haryy jest zbyt delikatny jak dla mnie, w sumie taki kanoniczny jakby nie patrzeć, ale odrobina silniejszego usposobienia by go nie zabiła. Draco to cały ON, wysublimowany, arystokratyczny i taki nieprzewidywalny. Jego reakcje mnie zaskakują i za razem wydaja się być na miejscu.
Jakiejś wielkiej miłości tu nie widzę.
Wspólne upijanie świadomości jest dość nieodpowiedzialne, a co gdyby podczas tych libacji nastąpiła jakaś akcja ze strony Voldemorta? Impertynenckie bachory.
Opowiadanie jest w porządku, z kolejnymi rozdziałami ciekawsze i bardziej wciągające.
Duży plus to częstotliwość z jaka wrzucasz kolejne chapy.
Ciekawość mnie zżera wiec cierpliwie czekam na dalsze losy Hogwarckich uczniów.
Dziękuje
Luss
"Był ze mną podczas nieprzespanych nocy, w czasie okresów gniewu i rozpaczy. W trakcie jednego z napadów szału rzuciłem porcelanowym dzbankiem do herbaty ciotecznej babki, który o włos ominął jego głowę. Nie zostawił mnie, mimo moich nieustannych wysiłków, by go do tego zmusić. Poza tym, jest prawdziwym specjalistą w naprawianiu rozbitej porcelany.
Milie mówi, że to właśnie miłość. Myślę, że chyba ma rację".


Anatomia dusz
myluss84 Offline


 
Posty: 15
Dołączył(a): 12 sie 2011, o 21:10

Postprzez karmelowa » 24 lut 2012, o 11:15

Rozdział 8


***


Harry dostał kawałkiem naczynia prosto w głowę i upadł na podłogę. Malfoy również oberwał i tak samo jak on znalazł się na ziemi, krzycząc wniebogłosy. Mikstura, którą stworzył Potter paliła ich skórę, która zzieleniała i pękała. Wszyscy wrzeszczeli, a on sam czuł, że na dodatek chyba zaraz zemdleje. Intuicja go nie myliła. Już chwilę później leżał nieprzytomny na zimnej podłodze lochu, a profesor Amster biegła mu na ratunek.
Gryfon obudził się parę godzin później. Po wszechogarniającej bieli poznał, że znajduje się w Skrzydle Szpitalnym i z tego, co udało mu się zarejestrować, raczej nie był sam. Nie miał pewności, bo jego łóżko zostało zasłonięte parawanem.
- Panie Potter, czy już się pan obudził? – Pielęgniarka pojawiła się przy jego łóżku, trzymając w dłoni wielki kubek.
- Jak widać…
- Proszę to wypić. Nie podam panu lusterka, bo jak na razie wygląda pan naprawdę okropnie. Tak samo zresztą jak pan Malfoy i dwoje innych uczniów. Do jutra na pewno wam przejdzie.
- Dziękuję – mruknął Harry, upijając łyk kwaśnego eliksiru.
- Nie ma za co. Naprawdę nie wiem, co wam strzeliło do głowy z tą miksturą. Czy wy podczas tych swoich kłótni już naprawdę nie patrzycie, co wkładacie do kociołka?
- Nie rozumiem…
- No chyba to oczywiste. Bo jak mniemam, to był wypadek spowodowany waszym zaangażowaniem w kłótnię, zamiast w uważne czytanie podręcznika?
- Tak, pani Pomfrey – zgodził się szybko chłopak. – Przepraszam.
- Ach, to nie mnie powinieneś przepraszać, chłopcze. W każdym razie, dobranoc, panie Potter.
- Dobranoc – odpowiedział odruchowo Harry, nie wiedząc, dlaczego miałby zasypiać, skoro dopiero co się obudził. Kiedy jednak tylko skończył pić miksturę, którą dostał od pielęgniarki, niemalże padł.
Kiedy ponownie się obudził, był już środek nocy. Słyszał jęki kogoś blisko. Skupiając się, wywnioskował, że to chyba Malfoy. Uśmiechnął się złośliwie i cicho wstał z łóżka. Kiedy wyszedł zza swojego parawanu dostrzegł jeszcze tylko jeden. Najwyraźniej on i Draco byli najbardziej poszkodowani. Korzystając z okazji, zakradł się do łóżka Malfoya i brutalnie złapał go za lewe przedramię. Efekt był natychmiastowy. Blondyn błyskawicznie otworzył oczy, a jeszcze zanim to zrobił, przycisnął różdżkę do gardła Harry’ego.
- Miło, że wreszcie mnie nie ignorujesz, Malfoy – wysyczał chłopak przez zaciśnięte zęby. Blondyn opuścił różdżkę, ale on nadal trzymał go za rękę. Przez chwilę wpatrywali się sobie w oczy.
- Wiem. Już go widziałem – mruknął Harry, podwijając rękaw Ślizgona. – Wtedy. Na wieży Astronomicznej. Byłem tam, gdy miałeś zabić Dumbledore’a. Widziałem nie tylko Mroczny Znak, ale również twoje wahanie, Malfoy. Widziałem twój strach.
- Bredzisz.
- Nie udawaj. I nie rób ze mnie głupca. Dlaczego mnie unikasz?
- A co? Zakochałeś się, Potter? – warknął Ślizgon, a jego spojrzenie nabrało lodowatej ostrości. – Nie przypominam sobie, żebyśmy się przyjaźnili. Chyba mogę się do ciebie nie odzywać i nie ponosić za to żadnych konsekwencji.
- Miałeś być wierny Gwardii.
- Miałem być wierny Zakonowi. I jestem. – Jego usta zacisnęły się na chwilę w wąską linię. – Chyba o tym wiesz, co Potter? Słuchałeś. Wtedy, kiedy szedłem na spotkanie. Siedziałeś za wierzbą jak jakiś cholerny gnom i uprawiałeś te swoje gryfońskie sztuczki. Lubisz wtrącać się w nieswoje sprawy, nie?
- Byłem tam przypadkiem – wyjaśnił sucho Harry.
- Tak. I kompletnie przypadkiem założyłeś pelerynę niewidkę, słuchałeś każdego słowa jakie wtedy padło i zastanawiałeś się, gdzie się podziałem, zamiast jeść śniadanie. Nie patrz tak. Pansy nie jest taka tempa, na jaką wygląda.
- Malfoy. To nie jest powód do ignorowania mnie. Czy Voldemort kazał ci mnie zabić? Powiedz. – Harry jeszcze mocniej ścisnął przedramię blondyna. W oczach chłopaka na chwilę zalśnił strach, gdy usłyszał to imię, ale nie odpowiedział od razu.
- Dobrze wiesz, że sam chce to zrobić – syknął w końcu. – Mam swoje powody. Nie będę ci się spowiadał. Jeżeli tak bardzo za mną tęsknisz, dobrze. Dalej będę ci pomagał w prowadzeniu tej twojej Gwardii. Ale koniec z porannym pieprzeniem szczerości i śniadankami.
- Niech będzie.

Pierwsze spotkanie odbyło się już następnego wieczoru. Pojawili się wszyscy. Pansy również. Ćwiczyli nowe zaklęcia tarczy, a kiedy wszyscy mniej więcej opanowali ten temat, Harry znowu postanowił się pojedynkować.
- Cokolwiek byśmy nie robili, to najlepszy sposób aby nauczyć się obrony – mówił. – To właśnie podczas pojedynków uczymy się refleksu oraz umiejętności odczytywania zamiarów wroga. Musimy być szybcy i opanowani. Nie ma miejsca na wahanie, strach czy litość. Pamiętajcie, Śmierciożerca nigdy się nad wami nie zlituje. – Jego słowa zawisły w powietrzu, a kilkoro obecnych mimowolnie spojrzało na Malfoy’a. On jednak stał dumnie i nawet nie mrugnął pod ciężarem niemych oskarżeń i podejrzeń.
- Pansy, walcz z Potterem – rozkazał krótko, a sam podszedł do Hermiony. Obie dziewczyny bez słowa zaakceptowały jego decyzję, choć pewnie z kompletnie różnych powodów.
Pojedynek z Parkinson był całkiem ciekawy. Ślizgonka naprawdę wiele się nauczyła, również w ciągu trwania zajęć Gwardii Dumbledore’a, a jej natura pomagała stosowaniu się do wszystkiego, co powiedział niedawno Harry. Była szybka, bezwzględna i non-stop analizowała ruchy przeciwnika. Pod koniec walki Potter był już naprawdę zmęczony. Kiedy właśnie miał zamiar rzucić swoje ukochane Expelliarmus, na miejsce dziewczyny wpadł Malfoy, uprzednio pokonując Hermionę.
- Nigdy nie wiesz, z kim będziesz walczyć, Potter – syknął tylko. Pansy uśmiechnęła się do niego z ironią i poszła się napić, a sam Ślizgon błyskawicznie rzucił Immobilus. Harry ledwo uniknął zaklęcia, a sam usiłował trafić chłopaka drętwotą. Zaczęła się kolejna wymiana szybkim zaklęć, a Malfoy nie oszczędzał go ani trochę. Harry kilkakrotnie ledwo uniknął sectusempry i sam również nie bał się jej używać. Oboje potrafili, albo wręcz chcieli zadać sobie ból i nie przeszkadzało im nawet to, że zajęcia praktycznie się skończyły. Hermiona pomogła wszystkim wyjść tak, aby nikt ich nie zauważył, a potem krótko się z nim pożegnała i sama również poszła. Oni jednak walczyli dalej. Gdy Pansy też opuściła Pokój Życzeń, byli już na skraju wyczerpania. Nie walczyli jednak ze sobą już tak długo, że nadal przerzucali się, teraz nieudolnymi, zaklęciami do czasu, kiedy Malfoy w końcu opadł na kolana. Sekundę po nim Harry grzmotnął tyłkiem o ziemię. Nie minęło wiele czasu, kiedy obaj po prostu położyli się na podłodze. Ślizgon na brzuchu, Gryfon na plecach.
- Na brodę Merlina… - wyjęczał Harry. – Jeżeli taki ma być mój koniec, ja się nie piszę.
- Sugerujesz, że zanim ktoś cię zabije, zdechniesz ze zmęczenia? – sprecyzował blondyn, podnosząc się wreszcie. Chwiejnym krokiem dotarł do zielonej kanapy i z cichym zachwytem zapadł się w jej miękkość.
- Nie wykluczam tej opcji –zgodził się Harry, zazdroszcząc Ślizgonowi mebla. Sam nie miał siły nawet ruszyć palcem u stopy.
- No to się mylisz – stwierdził z ironią Malfoy i rzucił na niego Petrificus Totalus. Zaraz jednak odwołał zaklęcie, śmiejąc się obrzydliwie. – Widzisz, Potter? Znowu przegrałeś.
- To było nie fair.
- Śmierciożercy nie grają fair, kretynie.
- Ty nie jesteś taki jak oni – mruknął Gryfon, wreszcie się podnosząc. Doczłapał do kanapy i usiadł obok chłopaka.
- Nie powtarzaj głupot po Pansy, dobrze? – warknął Malfoy. Kiedy się w sobie pozbierał, wstał i wyszedł nie mówiąc już ani słowa. Harry przez chwilę patrzył za nim, jakby łudząc się, że chłopak wróci i zgodzi się z nim. Ślizgon jednak nie przyszedł.

Boże narodzenie nadeszło szybciej niż ktokolwiek się spodziewał. Wszyscy byli tak zajęci swoimi sprawami, że kiedy wreszcie nadszedł poranek balu, Harry był niemalże zdziwiony, że to już. Spokojnie wstał, umył się i ubrał. Od jakiegoś czasu chodzili razem z Hermioną na wczesne śniadania. On, bo nie mógł spać, a Granger po prostu była rannym ptaszkiem.
- Twoje spotkanie z Seamus’em aktualne? – spytała Hermiona, kiedy usiedli przy stole Gryffindoru. Chłopak tylko kiwnął głową i uśmiechnął się. – Wiesz… Mam do ciebie dziwną prośbę.
- Proś, o co chcesz, Hermi – zachęcił ją Harry, szukając wzrokiem jakiejś ciekawej sałatki.
- Bo widzisz… To wyjście to… Właściwie pierwsza nasza taka prawdziwa randka z Ronem. Zastanawiałam się, czy może pomógłbyś mi wybrać sukienkę, co?
- O matko… Ty nie wiesz, w co się ubrać? Ty?
- Oj, odczep się. Ja nie mogę mieć takich prozaicznych problemów? – Dziewczyna nerwowo zgarnęła niesforny kosmyk włosów za ucho.
- I dlaczego prosisz mnie, a nie Ginny? Nie jestem pewien, czy znam się na modzie…
- No i właśnie o to mi chodzi, Harry. Jesteś najlepszym przyjacielem Rona i wiesz, co jemu się podoba. A właśnie na tym mi zależy. Ginny spojrzy na to zbyt profesjonalnie. Okiem znawcy, a nie chłopaka. Potrzebna mi opinia kogoś, kto ma podobny gust do Rona.
- Skoro tak to przedstawiasz… Chętnie ci pomogę. Nie obiecuję ci doskonałej opinii, ale… Zrobię co mogę – zgodził się Gryfon i nałożył sobie sałatki z grillowanym kurczakiem. Na twarzy jego przyjaciółki pojawił się delikatny rumieniec, kiedy cicho dziękowała. Kilka minut później dołączył do nich Ron.
- Czy wy jesteście kompletnie nienormalni? – spytał na powitanie i ciężko opadł obok Hermiony. – Dlaczego wstajecie coraz wcześniej? Przecież to jest chore…
- Po prostu korzystamy z życia, Ron. Nie to, co niektórzy lenie – odpowiedziała spokojnie Hermiona, poprawiając koszulę rudzielcowi.
- To nie tak… Wy zwyczajnie nie doceniacie sztuki spania.
- Sztuki? – prychnął Harry.
- Ależ oczywiście. Myślicie, że to tak łatwo spać po kilkanaście godzin, co? O nie. Wcale nie.
- Na brodę Merlina – jęknęła Hermiona, a po chwili cała trójka się roześmiała. Skończyli śniadanie w miłej i sielskiej atmosferze, a potem poszli na lekcje, które wyjątkowo minęły im całkiem szybko i nawet dość przyjemnie. Wieczorem pozostało jedynie jakoś spławić Rona, w czym pomógł Seamus, aby Harry i Hermiona mogli spokojnie zająć się szukaniem odpowiedniego stroju.

- A ta? – spytała Granger, wychodząc zza parawanu. Znajdowali się w dormitorium dziewczyn, na co wyjątkowo pozwoliła. Reszta Gryfonek poszła do Pokoju Wspólnego, zachęcona gderaniem Ginny o jakimś nowym muzyku.
- No nie wiem… - zwątpił Harry, przyglądając się różowej sukience do połowy łydki. Była właściwie całkiem ładna… - Chyba raczej nie. Załóż czerwoną.
- A nie uważasz, że to takie oklepane? Gryffindor ciągle chodzi w szkarłacie.
- Bo to ładny kolor – stwierdził chłopak z uśmiechem. – No zakładaj i nie marudź.
- Skoro tak mówisz… - Już po chwili Hermiona pokazała się w sukience przed kolano. Dekolt w serek i delikatne, zwiewne rękawki. Do tego dość gruba tasiemka w talii zawiązana w kokardkę. Kreacja była dopasowana na górze, a od pasa się rozszerzała. Harry uniósł oba kciuki do góry.
- To jest zdecydowanie to – zarządził. – Wyglądasz świetnie. Czerwień jest zdecydowanie przeznaczona dla Gryfonów. Załóż jeszcze te kolczyki, które dostałaś od rodziców i będzie super.
- Tak myślisz? – spytała cicho dziewczyna, przeglądając się w lustrze. Na stopach lśniły czarne szpilki z czerwonymi spodami. – A co z włosami?
- Po prostu je rozpuść – bez wahania powiedział chłopak. – Użyj tylko jakiegoś zaklęcia lekko wygładzającego i już. Przecież to jest właśnie twój atut, Hermi. Burza fal na głowie. Nie ma sensu, żebyś je spinała.
- No dobra. Skoro tak mówisz… Zgadzam się. Dzięki, Harry. – Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. – A ty jak się ubierasz?
- Normalnie, a jak niby? Przecież nie idę na randkę, nie?
Mina jego najlepszej przyjaciółki była kompletnie nieodgadniona. Hermiona milczała przez dobrą minutę, po czym uznała, że teraz jego kolej na przebranie się i wygoniła go z dormitorium. Chłopak potulnie poszedł do siebie, umył się i bez wahania założył czarne proste dżinsy, szkarłatną koszulę oraz długą czarną szatę. Różdżkę schował do prawej kieszeni dżinsów, gdzie wszył sobie mały uchwyt z materiału. Jeszcze tylko poudawał, że czesze włosy, poprawił okulary i był gotowy. Zanim jednak udało mu się wyjść z dormitorium, rzucił się na niego zdesperowany Ron.
- Harry, gdzie moja szata?! Harry!
- Eee… W kufrze?
- Nie ta! Nie ta obrzydliwa! Ta nowa! Od Freda i George’a. Kupili mi ją bo wiedzieli, że mamy bal i…
- A nie leży na łóżku? – Potter wskazał na ciemny materiał.
- Och. Tak. Dobrze. Harry… Czekaj chwilę. – Chłopak błyskawicznie założył na siebie nieco wygniecione czekoladowe spodnie, kremową koszulę i zarzucił szatę w kolorze podobnym do spodni. Przy szyi widniała delikatna złota zapinka. – Jak wyglądam?
- Hmm… Naprawdę dobrze, wiesz? – niemal zdziwił się Gryfon. – Myślę, że dawno tak dobrze nie wyglądałeś. Hermiona będzie zadowolona.
- Ale ja… - Na twarzy rudzielca pojawił się wielki rumieniec. – Dzięki, stary.
Z Pokoju Wspólnego wyszli we trójkę. Seamus umówił się z Harrym już na miejscu. Kiedy weszli do Wielkiej Sali, nie umieli powstrzymać delikatnych uśmiechów. Podłoga została oprószona magicznym śniegiem. Sztuczne niebo pełne było lśniących gwiazd, które delikatnie oświetlały idealnie białe okrągłe stoliczki i ławy. Tam, gdzie zazwyczaj znajdował się stół kadry nauczycielskiej dumnie wznosiła się scena. Czwórka czarodziei w nieokreślonym wieku stroiło gitary, rozciągało się i przestawiało sprzęt. Blisko wejścia stały dwa podłużne stoły, na których piętrzyły się góry przekąsek oraz napoi. Wielka Sala była wypełniona szepczącymi i podekscytowanymi uczniami, którzy z utęsknieniem czekali na początek zabawy.
- Cześć, Harry. – Seamus podszedł do nich szybkim krokiem. Miał na sobie białą koszulę, ciemne spodnie i oczywiście szatę czarodzieja. Wyglądał bardzo klasycznie, ale ładnie. Piaskowe włosy były teraz nieco dłuższe niż w pierwszej klasie i łagodnie opadały mu na czoło.
- O, hej. Ładnie to wszystko przystroili, nie? – przywitał się Harry, wskazując na ogromną choinkę w jednym z rogów Wielkiej Sali. Białe bombki były subtelną dekoracją, a na samym czubku delikatnie lśniła gwiazdka.
- No, postarali się Zresztą, ty też się nieźle prezentujesz – stwierdził chłopak, podchodząc bliżej. Harry nie zdążył zastanowić się nad tym komplementem, bo McGonagall właśnie zabrała głos. Krótko się przywitała, poleciła wszystkim aby ostrożnie degustowali poncz i rozpoczęła zabawę. Zespół zaczął grać klasyczny powitalny utwór i co odważniejsze pary wyszły na parkiet. Gryfon z uczuciem żalu zauważył, że niestety nie ma wśród nich Hagrida. Przymknął na chwilę oczy i poprosił w duchu los aby wszystko było z nim dobrze. Zastanawiał się, czy gajowy znowu wyruszył do swoich kuzynów… Do olbrzymów i czy jest bezpieczny.
- Napijesz się? – Z rozmyślań wyrwał go Seamus, trzymający w wyciągniętej dłoni szklankę z ponczem. Harry nawet nie wiedział, kiedy chłopak zdążył się oddalić.
- Całkiem niezły – stwierdził, kiedy spróbował. Czuć było intensywny smak owoców. Przez chwilę oboje w ciszy pili ze swoich szklanek, ale to nie była w żadnym razie niezręczna cisza. Hermiona zmusiła Rona do tańca, więc zostali we dwoje.
- Widziałeś gdzieś Ginny? – spytał po chwili Potter.
- Nie, a co? Podobno nie jesteście razem…
- Bo nie jesteśmy – zgodził się z nim chłopak. – Ale przecież nadal się przyjaźnimy, nie?
- No tak. Tak sobie myślałem… Zatańczymy?
- My? Razem? – Harry spojrzał uważnie na kolegę. Seamus delikatnie się zaczerwienił, ale nie odwrócił wzroku. Jego niebieskie oczy uważnie czekały na reakcję Gryfona.
- No, ten taniec co za chwilę będzie to taki ogólny taniec… Najpierw wszyscy w kółku, potem w parach, a potem znowu w kółku i pary się zmieniają. Nie pamiętam jak to się nazywa, ale jest fajne.
- Ach, no dobra. – Potter dopił swój poncz, a kiedy pierwsza nuta nowej piosenki rozbrzmiała, ruszył razem z Seamus’em na parkiet. Złapał go lewą ręką za dłoń, a po jego prawej stronie pojawiła się Luna. Uśmiechnęła się do niego w swój leniwy sposób. Zaczęli powoli iść w lewo. Muzyka stawała się coraz szybsza, aż w końcu wszyscy skakali i krzyczeli w kluczowym momencie. Kręcili się tak jakieś pół minuty. Potem muzyka na nowo zwolniła, a wszyscy utworzyli pary. Seamus i Harry nie byli jedynymi chłopcami, którzy tańczyli ze sobą. Finnigan wyciągnął prawą rękę do góry. Potter zrobił to samo, widząc jak pozostałe pary tańczą. Przez chwilę kręcili się razem wokół własnej osi, a potem zmienili dłonie.
- I co? Śmieszne, nie? – zaśmiał się Seamus, wracając do ogólnego koła. Znowu wszyscy skakali, tym razem jeszcze szybciej, a potem wirowali. Tak zamroczeni mieli złapać osobę, która będzie ich kolejną parą. Harry wylądował z Hermioną u boku. Uśmiechnął się do niej, gdy złączyli prawe dłonie. Do znanego już kroku dołączył jeszcze nowy. Zaraz po zakończeniu delikatnych obrotów, chłopak złapał przyjaciółkę obiema dłońmi w pasie i podniósł ją. Zakręcił się, po czym postawił ją delikatnie na ziemi. Była to figura taka jak podczas Balu Gwiazdkowego w czwartej klasie.
- Nieźle ci idzie – pochwaliła go Granger, śmiejąc się. Znowu wszyscy stworzyli jedno koło i skakali jeszcze szybciej niż poprzednio. Potem wirowali i łączyli się w pary. Tym razem Potter zacisnął dłoń na czyimś szczupłym, aczkolwiek mocnym nadgarstku. Uspokoił oddech i spojrzał, że osobą, którą złapał był nie kto inny, tylko Draco Malfoy. Ślizgon uśmiechnął się z ironią i podniósł prawą dłoń. Kiedy jego szczupłe palce dotknęły nieco większych i bardziej niezgrabnych rąk Harry’ego, chłopak poczuł dziwne drżenie. Pomyślał, że to chyba delikatny przepływ magii pomiędzy dwoma rywalami.
- No, no, no… Harry Potter na swojej pierwszej randce z Seamus’em – zakpił Ślizgon, unosząc lekko kąciki ust. Miał na sobie ciemne spodnie, zieloną koszulę i czarną szatę przeplataną srebrnymi ornamentami. Harry mimowolnie pomyślał, że musiała być naprawdę bardzo droga.
- Nie jestem na randce – warknął, ale niezbyt przekonująco, bo właśnie w tej chwili Malfoy złapał go w pasie i niemalże bez wysiłku uniósł do góry. Gryfon był tak zszokowany, że nie wiedział nawet, czy pamięta jak się oddycha. Uczucie, które pojawiło się w jego brzuchu było bardzo dziwne, bardzo niepokojące i przeszyło całe jego ciało.
- Jasne. A niby co to ma być? Spotkanie towarzyskie? Nie rób z siebie idioty, Potter. To najzwyklejsza randka na świecie. I ciesz się, że jesteś czarodziejem, bo w naszym świecie geje to nic dziwnego ani zdrożnego.
- Ale ja wcale… - Teraz Malfoy zakręcił nim dwa szybkie kółka i już nie złapał, pozwalając aby chłopak prawie stracił równowagę. Ponownie wszyscy ujęli się za ręce, skakali, a potem szukali nowej pary. Seamus bardzo się starał i udało mu się znowu wyłowić Harry’ego.

***

Pokornie proszę o komentarze :)
karmelowa
karmelowa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 62
Dołączył(a): 29 sty 2012, o 22:48

Postprzez Andieee » 24 lut 2012, o 20:07

Czytam całe opowiadanie od początku, ale niestety nie pamiętam już za bardzo, co działo się wcześniej więc nie mogę się odnieść do całości. Mogę za to skomentować ten rozdział.
Fragment, w którym Harry i Malfoy zostali oblani substancją stworzoną przez Harry'ego, a potem wylądowali w szpitalu, był jak dla mnie zdecydowanie za krótki i za mało rozbudowany. Za to bardzo rozbawił mnie ten, gdzie Harry doradzał Hermionie, co do wyboru kreacji - w życiu bym nie uznała Harry'ego za kogoś zorientowanego w tych sprawach, a już z pewnością nie podejrzewałabym go o to, że może też doradzać Hermionie dobór dodatków i uczesania :D
Na samym balu może się jeszcze wydarzyć coś ciekawego w kolejnym rozdziale(na co liczę), jednak tutaj znowu rozwaliło mnie, gdy wyobraziłam sobie jak Draco podosi Harry'ego w tańcu do góry. Po prostu nie wydaje mi się, by facet tańczył z drugim w ten sposób ;)
Czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam i życzę weny :)
Andieee Offline


 
Posty: 5
Dołączył(a): 3 paź 2011, o 19:13

Postprzez ruffe » 24 lut 2012, o 20:48

Po pierwsze: TĘPA, nie 'tempa'!
Po drugie, uważam, że autentycznie coraz lepiej piszesz i coraz ciekawiej. Malfoy nie może być zbyt miły i nie może się zamienić w taką 'kluskę', którą łatwo manipulować. Jakaś wizja ich razem tańczących na balu wydała mi się... niezręczna; i nie za bardzo mi się podobała, ale Twój pomysł na lekcję eliksirów i wysadzenie kociołka było strzałem w 10. Strasznie mi się podobało! Szkoda, że tego nie rozwinęłaś bo ta sytuacja mogła się potoczyć na wiele fajnych sposobów. Uwielbiam taki charakter jaki Malfoy prezentował ignorując bezradnego Harrego.
Podsumowując ogromny plus za ten rozdział i ten poprzedni! :)
ruffe Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 12
Dołączył(a): 31 sty 2012, o 19:17

Postprzez CrazyCry » 24 lut 2012, o 22:19

Ja dzisiaj krótko.
"Zrobię co mogę" - raczej 'Zrobię, co będę mógł', żeby wykluczyć czasowniki w dwóch różnych czasach.
"Gryffindor ciągle chodzi w szkarłacie." - Gryffindor to już od dawna nie żyje, może raczej Gryfoni :P?
Ta scena z Harrym doradzającym Hermionie w kwestii ubioru dość niekanonincza, nie przekonała mnie.
Gratuluję postępów. Pozdrawiam i życzę weny na kolejny rozdział :).
Aerobic -> aerobik
Fanfic -> fanfik
Nie fanfick x.x
Fanpage "Effeminate boys"
CrazyCry Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 361
Dołączył(a): 8 lis 2011, o 09:12
Lokalizacja: Wawa

Postprzez Alexisus » 28 lut 2012, o 08:35

W zasadzie to opowiadanie lubię i ciekaw jestem dalszego ciągu. Szczerze ciekaw, nie mam większych zastrzeżeń co do treści i tak dalej - trochę wprowadzasz niekanonicznego oddechu, że się tak wyrażę, do ich historii, ale jednak nie mam Ci tego za złe, bo po prostu tworzysz coś swojego, a powieść Rowlling jest tylko takim podłożem. Niemniej jednak, ja lubię wrednego Malfoya, ale lubię też, gdy pod tą maską kryje się zwykły nastolatek, naznaczony problemami większymi, niż on sam w swoim wieku znieść powinien. Bardzo mi wtedy mnie przypomina i to może stąd ta sympatia.
Niemniej jednak to, co zmusiło mnie do napisania komentarza, jest ciągłe się ich domaganie. Wiesz, pragnąłbym zauważyć, że tu dziewczęta (głównie) naprawdę się szalenie udzielają, komentują praktycznie każdą wrzuconą treść; ja jestem tylko cichym obserwatorem, czytającym sobie w zaciszu swego łóżka najczęściej i nie wychylającym się z swoim "a" i "be" - proste, że gorsi nie powinni pouczać lepszych. Niemniej jednak to wygląda dla mnie tak, jakbyś pisała tylko dla komentarzy, a nie dla wewnętrznej przyjemności. Oczywiście, każdy pisarz chce obiektywnych opinii, pochwał i tak dalej, ale nie musi tego zaznaczać raz po raz pod każdym rozdziałem, bo serio, humor mi się psuje, jak napotkam TE słowa. Wiesz, jestem tylko smętnym użytkownikiem, dlatego też podziwiam, że miałaś odwagę wrzucić tu coś swojego, bo bywa, że dziewczyny są bardzo surowe w swoich ocenach, ale jednak, taka moja malutka prośba - czy się do niej ustosunkujesz, czy nie, to już Twoja sprawa - proszę Cię, nie pisz, że prosisz o komentarze non stop. Wiadomo, że o nie prosisz, właśnie po to tutaj wklejasz tekst, prawda? No właśnie. Darujmy sobie oczywistości.

Weny życzę, ale nie mojej, bo moja jest już na wykończeniu i brak jej inspiracji;
Alexisus.
Chcesz sprawdzić, jak bardzo jestem męski?
Alexisus Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 219
Dołączył(a): 23 gru 2010, o 02:57
Lokalizacja: Białystok

Postprzez karmelowa » 28 lut 2012, o 12:19

Pomyślałam, że mimo wszystko, odpowiem tutaj (wiem, wiem... nie powinnam).

Nie uważam, żeby w prośbie o komentarze było coś złego. Zawsze umieszczam to samo zdanie pod każdym swoim tekstem od dobrych kilku lat i jeszcze nikomu to nigdy nie przeszkadzało. Nie piszę dla opinii innych, tylko dla siebie. Myślę jednak, że miło jest przypomnieć komentującym, że ich słowo się liczy (bo przecież tak właśnie jest).

Pozdrawiam
karmelowa
karmelowa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 62
Dołączył(a): 29 sty 2012, o 22:48

Postprzez karmelowa » 28 lut 2012, o 12:46

Rozdział 9



***

Fajnie było, nie? – rzuciła Hermiona, kiedy we czwórkę opadli na jedną z ławek. Zaraz obok nich pojawiła się Ginny, Luna i Neville. Wszyscy byli zarumienieni i delikatnie zdyszani.
- Fajnie – zgodził się Harry, szczerząc się jak głupi. Właściwie, dobrze się bawił. Po tym jak Malfoy skomentował jednoznacznie jego wyjście z Seamus’em już się nad tym nie zastanawiał. Po prostu zatracił się w tańcu. A potem w kolejnym i kolejnym.
- Ponczu? – zaproponował blondyn i nie czekając na odpowiedź, wstał. Zaraz potem wrócił z dwoma szklankami i wręczył jedną partnerowi. – To co? Pójdziemy na tą czekoladę z rumem?
- Możemy iść. Chętnie trochę posiedzę.
- No to chodź. – Seamus poprowadził go na błonia. Nie musieli iść długo, aby zauważyć pierwszy namiot. Nie wyglądał na spory, ale Harry nie dał się zwieść. Doskonale pamiętał marnie wyglądające namiociki, które okazywały się naprawdę spore w środku. Szli w stronę drugiego, trochę mniejszego. Był buro-szary i nie wyglądał zachęcająco, ale tłumy ludzi, którzy do niego wchodzili, wskazywali, że jednak warto tam wejść. Kiedy obaj znaleźli się w środku, poczuli przyjemne ciepło i cudowny zapach gorącej czekolady. Namiot mieścił jakieś trzydzieści czteroosobowych drewnianych stoliczków. Na każdym paliła się prosta świeca innego koloru, przyjemnie ogrzewając atmosferę. Na samym końcu namiotu był bar, za którym stał sympatycznie wyglądający, choć nieco pulchny, młodzieniec. Rude włosy wpadały mu do oczu, a policzki oprószone piegami były zaczerwienione od ciągłego uśmiechu. Ruszał się dość szybko, jak na swoje gabaryty i chętnie przyjmował zamówienia od każdego, nawet od niemiło wyglądających Ślizgonów. Wprowadzał tak przyjemny nastrój, że właściwie każdy w namiocie wydawał się być zadowolony.
- To może ty wybierzesz stolik, a ja pójdę zamówić czekoladę, dobrze? – zaproponował Seamus. Harry jedynie kiwnął głową i jeszcze raz rozejrzał się wokół, szukając najbardziej zachęcającego stoliczka. Kiedy jego wzrok spoczął na sympatycznej parze młodych Puchonów, postanowił, że usiądzie za nimi. Było to miejsce oddalone nieco od całego zgiełku i podobało mu się. Świeca była kremowa, a ogień przybrał delikatny, smakowicie wyglądający kolor czekolady.
Harry usiadł przodem do baru, a ubranie przewiesił na oparciu krzesła. Przyglądał się jak Seamus z szerokim uśmiechem mówi coś do puszystego barmana, a ten równie wesoło przekazuje zamówienie dalej. Potem chłopak stał chwilę obok innych czekających, aż nadeszła jego kolej i dostał dwa wielkie, czerwone kubki. Szybko odnalazł wzrokiem Pottera i już po chwili kładł tuż przed nim, parujące cudo.
- Smacznego – rzucił tylko i zatopił łyżeczkę w puszystej bitej śmietanie. Harry’emu aż ślinka pociekła na ten widok i błyskawicznie zajął się własną łyżką.
Przez chwilę oboje byli zajęci jedynie degustowaniem specjału.
- I jak ci się tu podoba? – odezwał się wreszcie blondyn. Na twarzy, jak zawsze, gościł mu wesoły grymas.
- Naprawdę pyszna – przyznał Harry, upijając łyk napoju. Czekolada była bardzo gęsta, bardzo kremowa i naprawdę cudownie rozpływała się w ustach. Gryfon był nią tak zauroczony, że wszystkie jego zmartwienia jakby uciekły.
- Cieszę się. Miałem nadzieję, że ci się spodoba – mruknął Seamus, delikatnie zniżając głos do przyjemnego szeptu. – Kiedy byłem mały mama zabierała mnie do tej kawiarni w Londynie. Firma ma naprawdę sporo oddziałów, ale angielskie podobno są najlepsze ze wszystkich.
- Chyba się z nimi zgodzę. Nie wyobrażam sobie lepszej czekolady. W ogóle… Mówiłeś, że jest z rumem, a ja wcale go nie czuję.
- Ach, bo to jest właśnie ich tajemnica. Tu jest naprawdę sporo alkoholu. Nie wiem, jak oni to robią, ale rum poczujesz dopiero w połowie kubka.
- Ciekawe… - Harry wbił wzrok w naczynie. Widział jedynie cudowną, gęstą czekoladę. Coś kompletnie niewinnego, ale po lekkim kołowaniu w głowie zrozumiał, że to jedynie pozory.
- Właściwie to… Dlaczego mnie zaprosiłeś? – spytał w końcu. Długo się nad tym zastanawiał, a po drobnych insynuacjach Malfoy’a oraz Hermiony, zaczął już poważnie myśleć nad tym, czy to rzeczywiście nie była randka. Po krótkich kontemplacjach, stwierdził, że nie ma nic przeciwko gejom, ale Seamus nie był raczej jego wymarzoną drugą połówką. Lubił go, to jasne, ale nie wierzył, że może ich połączyć coś więcej. Właściwie, nie myślał o miłości. Nie wierzył w to, że przeżyje wojnę i wolał się nie angażować.
- Słyszałem, że nie masz nic przeciwko chłopcom – odpowiedział rzeczowo blondyn. Niemalże nie dało się wyczuć zdenerwowania w jego głosie. – Poza tym, przyjąłeś moją bransoletkę i pomyślałem, że możemy spróbować. No wiesz…
- Wiem. Właściwie to nie za bardzo mam ochotę na związek – wyznał Harry. – Chyba się do tego nie nadaję. W sumie, sam już nie wiem.
- W takim razie, może pozostawmy te rozważania na kiedy indziej i po prostu spróbujmy spędzić miły wieczór. Co ty na to?
- Cóż… Czemu nie?
- No to, za nasz wieczór. – Seamus wzniósł do góry kubek i znowu się uśmiechnął. Był to kompletnie prosty i szczery uśmiech. Gryfon był bardzo prostolinijny i jego mimika również taka była. Harry zawsze to lubił, bo wiedział, że może ufać koledze, ale w tej chwili poczuł delikatną nutkę irytacji. Może dlatego, że spędził z nim już sporo czasu? Albo to jednak rum uderzył mu do głowy i miał jakieś irracjonalne myśli.
- Za nasz wieczór. – Również podniósł swój kubek i już po chwili oboje znowu rozkoszowali się cudownym, aksamitnym doznaniem.

Kiedy wyszli z namiotu, było już naprawdę późno. Poza tą pierwszą, sporej wielkości czekoladą, wypili jeszcze kilka piw kremowych i po szklance mocnego Przysmaku Merlina. Harry nie był pewny, co do składu tego ostatniego, ale było to coś słodkiego, przyjemnie pachnącego i dobrego, więc uznał, że było również warte wypicia.
Seamus miał trochę słabszą głowę od niego, więc opierał się na nim i co jakiś czas mylił nogi. Potter ledwo go podtrzymywał, ale właściwie, szło mu to całkiem nieźle. Najgorsze było wejście po schodach, do zamku, ale potem wrócili do Wielkiej Sali, bo zabawa miała trwać do rana. Muzycy rozszaleli się na dobre, grając rocka, a uczniowie tańczyli razem z nauczycielami. Wszyscy mieli wesołe miny i bawili się równie dobrze. Seamus roześmiał się głośno i spróbował zatańczyć, co skończyło się głośnym upadkiem. Harry jakoś się podniósł i pomógł również wstać jemu, a potem posadził go na jednej z białych ławek i obiecał szybki powrót. Poszedł w poszukiwaniu soku dyniowego oraz Hermiony. Chciał poprosił przyjaciółkę o szybki czar trzeźwiący. On sam był w stanie wesołości, ale Seamus mógł nieco otrzeźwić swój umysł.
- Widziałaś gdzieś Hermionę? – spytał, gdy spotkał się z Ginny przy stole z napojami. Rudowłosa pokręciła tylko głową, cmoknęła go szybko w policzek i zniknęła w tłumie, kompletnie się nie odzywając. Gdy zadał to samo pytanie Lunie, ta zakręciła się tylko wokół własnej osi i zamruczała coś na temat nargli i swoich butów. Nie było to właściwie dziwne zachowanie w jej przypadku, ale zignorowała pytanie Harry’ego, co oznaczało, że chyba nie jest w stanie na nie odpowiedzieć.
- Trzymaj. – Potter wcisnął koledze sok i opadł obok na ławkę. – Nie mogę nigdzie znaleźć Hermiony.
- Pewnie… Pewnie jest z Ronem – całkiem logicznie stwierdził blondyn i upił łyk.
- Możesz mieć rację…
- Na pewno… Mam… Rację. – Głowa opadła mu na chwilę, ale zaraz ją podniósł. – To była ich pierwsza… Poważna randka, więc wiesz.
- Co wiem?
- No WIESZ.
- Nie wiem. – Harry zmrużył oczy, usiłując wypatrzeć przyjaciółkę w tłumie.
- Seeeeks – odpowiedział wreszcie Seamus, zyskując tym uwagę Pottera.
- O Merlinie… O Jezu… Nie. Najświętsza Tiaro Przydziału, nie rób mi tego – zawył Gryfon nieszczęśliwie. – Nie chcę ich sobie wyobrażać w takiej sytuacji. To moi przyjaciele!
- No i co z tego? My też… My też jesteśmy przyjaciółmi. Prawda? Prawda, Harry?
- Eee… Tak.
- No i widzisz – wymruczał Seamus, po czym delikatnie zbliżył się do twarzy bruneta. Jego pełne usta musnęły wargi Harry’ego, który odskoczył gwałtownie. Seamus jednak jakby tego nie zauważył, bo podsunął się bliżej i położył prawą dłoń na jego lewym udzie. Powoli przesuwał rękę ku górze, jednocześnie wpijając się w wargi Harry’ego, który był coraz bardziej zszokowany i… Niezadowolony.
- Seamus… Seamus – spróbował opanować chłopaka między wymuszonymi pocałunkami. – Seamus, przestań. Ja nie chcę.
- Och, Harry… Nie bądź taki. Przecież wiem, że ci się podobam – odpowiedział blondyn. Ponowił natarcie na udo i usta Gryfona, ignorując jego delikatne próby uwolnienia się. Harry nie chciał ranić kolegi. Wiedział, że ten jest upity i pewnie następnego dnia będzie się wstydził tego, co robi. Próbował jakoś spokojnie i łagodnie wywinąć się z jego objęć, aby potem spokojnie nawiać, ale Seamus był silniejszy niż na to wyglądał. Już miał zacząć nieco bardziej agresywną ofensywę, kiedy ktoś mocno złapał go za prawy nadgarstek i szarpnął z całej siły. Harry został wyciągnięty, pijany Gryfon upadł twarzą na ławkę, a napastnik w tempie błyskawicy wywlókł jeszcze bardziej zszokowanego Pottera z Wielkiej Sali. Był tak szybki i stanowczy, że właściwie nikt nie zauważył ich zniknięcia, mimo że kilkoro uczniów była skrzętnie zajętych obserwowaniem miłosnej sceny z udziałem Wybrańca.
- Ty cholerny, tchórzliwy, irytujący Gryfonie – mamrotał porywacz, ciągnąc zszokowanego chłopaka. – Ty upierdliwy, durny, łatwowierny dupku… Ty beznadziejnie opętany wizją ratowania świata masochisto… Ty idioto, ty kretynie, ty debilu… Na brodę Merlina, jak ja nienawidzę być miły… - Gadający do siebie psychopata wrzucił Harry’ego do czegoś, co musiało być pokojem, a po dłuższej kontemplacji, chyba opuszczoną klasą. Panowała w niej kompletna, nieprzenikniona ciemność, nie licząc delikatnego światła spod szpary w drzwiach. Napastnik zamknął za sobą drzwi, również na klucz, po czym przygwoździł Pottera do ściany. Chłopak poczuł przyjemny aromat pomarańczy, a chwilę później zmarznięte, wąskie wargi na swoich ustach.
- Malfoy – jęknął cicho Harry, ale nie było dane powiedzieć mu nic więcej. Przynajmniej, nie w tym momencie. Ślizgon naparł na niego jeszcze mocniej, przyciskając go miednicą, a pocałunek stał się bardziej gwałtowny. Korzystając z tego, że Gryfon otworzył usta, chłopak wsunął w nie ciepły język. Szczupła dłoń przeniosła się ze ściany na prawe biodro Harry’ego i mocno je ścisnęła. Brunet był pewien, że następnego dnia zobaczy tam siniaki. Jednak to nie była chwila, w której mógłby się nad tym zastanawiać, ponieważ usta Draco były tak zachęcająco brutalne, że musiał im się poddać. Nie było w tym pocałunku nic z delikatności Seamusa, ale ku zdziwieniu Pottera, właśnie to tak bardzo mu się podobało. Ta sucha namiętność, niepodszyta zbędnymi amorami. Ta gwałtowność i emocjonalność ruchów. W działaniach Ślizgona nie było nic sztucznego. On się nie zastanawiał, nie interesował się tym, co Harry pomyśli. Po prostu robił to, co w tej chwili chciał robić. Nie obchodziła go ani kultura, ani ogólnie przyjęte zwyczaje. Było to niebezpiecznie szczere.
- My chyba nie powinniśmy – wyszeptał z trudem Potter, ciężko dysząc. Dopiero teraz dotarł do niego paradoks całej sytuacji. Przecież oni się nienawidzili. Od początku szkoły rywalizowali ze sobą w drastycznie niezdrowy sposób. Mieli zupełnie inne wartości moralne i dążyli do czego innego. Nie widzieli w sobie nawet kandydatów na przyjaciół. Co prawda, teraz to się nieco zmieniło… Obaj dojrzeli i pojęli, że na świecie nie wszystko jest tylko czarne lub tylko białe. Występuje w nim wiele innych barw, jak na przykład zielony czy czerwony. Oraz setki szarości. To nie był jednak powód do tego, aby całować się w zamkniętej klasie…
- Nie, Potter – zgodził się Malfoy, wgryzając się w szyję Harry’ego. Chłopak poczuł jak dreszcz przeszywa całe jego ciało i pozostawia po sobie przyjemne echo pieszczoty. Zacisnął opuchnięte wargi i złapał Ślizgona za koszulę na piersi. On tymczasem zadziwiająco delikatnie i brutalnie jednocześnie skubał płatek jego ucha. Gryfon czuł gorący oddech na skórze. Czuł również ostry zapach alkoholu.
- Malfoy, ty jesteś pijany – spróbował znowu bronić swoich przekonań. Otworzył oczy, dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, że były zamknięte i spotkał się z lśniącą szarością. Nieśmiała łuna światła dochodząca spod szpary pod drzwiami wystarczyła. Oczy Ślizgona stały się dostatecznie widoczne aby sparaliżować Harry’ego.
- No i co, kurwa, z tego? – wysyczał ich właściciel. – Masz z tym jakiś problem, Potter?
- Eee…
- Tak właśnie myślałem. – Ślizgon ponownie wpił się w jego usta. Tym razem w ruch weszły zęby. Na przemian podgryzał i lizał wargi chłopaka, doprowadzając go tym do drżenia. Długie palce z wytrwałością rozpinały guziki szaty. Kiedy dostały się do koszuli, wpełzły pod nią. Po chwili Harry poczuł ostre paznokcie na kręgosłupie. Wyprężył się, uderzając miednicą w ciało blondyna. Poczuł erekcję tamtego i spłonął gorącym rumieńcem. Cieszył się, że Malfoy nie może tego zobaczyć.
- No, no, Potter – szepnął z uznaniem blondyn, łapiąc go za krocze. Harry poczuł, że policzki mu płoną. – Widzę, że jednak natura ci nie poskąpiła. – Kiedy jego spodnie zostały brutalnie sprowadzone do szmaty, leżącej na podłodze, zakwilił cicho. A gdy zimne na zewnątrz, ale gorące w środku usta objęły jego męskość, pisnął i to całkiem głośno. Nie wiedział, kiedy Draco znalazł się pomiędzy jego nogami. Nie wiedział też, kiedy on sam rzucił proste zaklęcie kończące, uwalniając platynowe kosmyki spod wpływu magicznego lakieru i wplótł palce w miękkość włosów Malfoy’a. Czuł jedynie coraz większe podniecenie, gorąco, zimno, rozkoszny ból i rozkosz samą w sobie, gdy Ślizgon czarował - Harry był tego pewien - jego erekcję.
- Ja zaraz… - zaczął, ale nie udało mu się skończyć, bo spełnienie nadeszło jeszcze szybciej niż się spodziewał. Fakt, że Malfoy użył Lumos, zarejestrował dopiero wtedy, kiedy usłyszał subtelny odgłos połykania i chwilę odpoczął. Dopiero wtedy otworzył powieki i spotkał się z niemożliwie ironicznym uśmieszkiem swojego, chyba, wroga.
- Jesteś ohydnie żałosny – stwierdził złośliwie blondyn i podniósł się. Zanim jednak wyszedł, pocałował go jeszcze raz. Mocno, głęboko i z wrażeniem obietnicy. Potem poprawił włosy i już go nie było.

Gdy tylko Harry doprowadził się do względnego porządku, wydostał się z opuszczonej klasy i niemalże pobiegł do wieży Gryffindoru. Wpadł do Pokoju Wspólnego jak burza i zderzył się z Ronem. Oboje lekko się zakołysali.
- Stary, co tak pędzisz? – zdziwił się rudzielec. Potter bez słowa opadł na kanapę obok Hermiony i sięgnął po szklankę z sokiem dyniowym. Nie wiedział do kogo należała, ale wypił całą zawartość za jednym zamachem.
- Widzę, że było… Ciekawie – stwierdziła Hermiona, uśmiechając się. Była najbardziej trzeźwa z całej ich trójki.
- Można tak powiedzieć – zgodził się Harry, rumieniąc się mocno. Wiedział, że jego włosy są jeszcze w większym nieładzie niż zwykle. Wiedział też, że jest bardzo czerwony i chyba również spocony. Pogniecione ubranie i źle założona szata mówiły wiele o tym, co przed chwilą zaszło.
- Gdzie w takim razie jest Seamus? – zapytał Ron, rozglądając się. Wyciągnął ze wspólnego barku Gryfonów kolejny dzbanek soku i postawił go przed przyjacielem.
- Cóż… Eee… Nie wiem. – Chłopak wlał w siebie kolejne pół litra płynu. Cały czas czuł smak ust Malfoy’a, a sok dyniowy kompletnie mu w tym nie pomagał. Właściwie, to chyba było nawet gorzej.
- Jak to, nie wiesz? – Weasley usiadł w fotelu naprzeciwko. – To z kim ty… Z kim ty tak?
Chyba nie z moją siostrą…?
- Nie! – odpowiedział szybko Harry. – Nie z Ginny… Ja. Nieważne. Dobranoc. – Wstał, wypił resztkę soku i szybko wycofał się w bezpieczną strefę, jaką było dormitorium. Nie przejmując się zbytnio, zdjął szatę wyjściową, buty i spodnie, po czym po prostu rzucił się na łóżko. Nie minęło nawet pięć minut, a on już spał.

Obudził się wyjątkowo późno. Nie męczyły go żadne koszmary. Właściwie, nie pamiętał dokładnie, co takiego mu się śniło. Wiedział tylko, że na pewno był tam Malfoy, jego usta i jego dłonie, a sam Harry był naprawdę zadowolony z poczynań Ślizgona. Był to jednak o wiele lepszy sen od tych, które nawiedzały go zazwyczaj. Mimo, że wprowadził go prawie w stan przedzawałowy i nie mógł nawet spokojnie zdjąć skarpetek, wolał to niż budzenie się z krzykiem.
- Nie śpisz, Harry? – usłyszał cichy głos Rona.
- Nie. Idę się umyć.
- No dobra… Obudź mnie, jak skończysz. Gdybym zasnął… - I zaraz znowu rozległo się znajome chrapanie. Harry roześmiał się cicho, uporał się ze skarpetkami i wszedł do łazienki. Ciepły prysznic to było właśnie to, czego potrzebował.
Stojąc pod strumieniem orzeźwiającej wody, wreszcie spokojnie mógł przemyśleć wszystko, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru. Dopiero teraz dotarła do niego kompletna absurdalność incydentu z Malfoy’em. Wtedy też był zszokowany, ale teraz to już było kompletne zdziwienie. Harry nie mógł zrozumieć, dlaczego Ślizgon zabrał go od Seamusa i dlaczego on sam w ogóle na to pozwolił. Nie rozumiał też, czemu dotyk Draco był dla niego czymś tak intensywnym. Nawet teraz, kiedy miał na sobie mydliny, czuł szczupłe dłonie na biodrze. Siniaki wskazywały dokładnie miejsca, gdzie był dotykany. Na szyi również miał ślad po zębach chłopaka. Były to niezaprzeczalne dowody, że nie wymyślił sobie schadzki z Malfoyem.
- Na brodę Merlina – jęknął Harry, zamykając oczy. Kompletnie nie docierało do niego, dlaczego to wszystko się stało. Dlaczego, do jasnej cholery, Ślizgon wepchnął go do pustej klasy i najzwyczajniej w świecie pocałował? Czemu robił to tak naturalnie? Czemu wiedział, że Potter się na to zgodzi i… Dlaczego, kurwa, on się zgodził?! Dlaczego nie odepchnął blondyna? Dlaczego nie uderzył go, nie nakrzyczał na niego, nie obraził? Dlaczego po prostu stał pod ścianą, jak niewinna panienka i przyjmował pieszczoty Malfoya z taką chęcią i czymś na kształt radości?
- Zwariowałem – stwierdził w końcu Harry, wychodząc spod prysznica. Gapił się w magiczne lustro, jakby ono mogło mu w jakiś sposób pomóc, ale niestety nie do tego służyło. Na dodatek, chłopak był bez okularów i nie widział za dobrze. Właściwie, to prawie NIC nie widział.
- Wyglądasz całkiem nieźle – odezwało się lustro. – Tylko te siniaki… Zdecydowanie powinieneś coś z nimi zrobić.
- Pewnie tak – zgodził się z lustrem Harry, ale postanowił pozwolić siniakom trwać na skórze. Wytarł się, założył ciemne dżinsy i białą koszulkę, spodziewając się swetra od mamy Rona. Wyszedł z łazienki, ale zaraz wrócił się do niej, opętany jakimś dziwnym impulsem. Sięgnął do swojej szafki i wyciągnął z niej jedyne perfumy, jakie posiadał. Był to prezent na urodziny od Ginny.
- Czemu nie? – mruknął do siebie i psiknął się za uszami oraz na nadgarstkach. Owinięty przyjemnym aromatem cynamonu i jabłka wyszedł, już bardziej zadowolony. Nie był pewien, czy jest to odpowiedni zapach dla mężczyzny, ale czuł się z nim całkiem dobrze, co chyba oznaczało, że może być.
- Co ty tak długo siedziałeś w tej łazience? – zdziwił się Ron, całkiem rozbudzony. Neville już pojechał do babci na święta. Dean i Seamus byli pewnie na wczesnym śniadaniu. Zwykle jechali do domów dopiero, gdy zdążyli się porządnie najeść.
- Musiałem się… wyszorować – stwierdził po prostu Harry. – Wczoraj wieczorem już nie miałem na to siły.
- Powiesz mi w końcu z kim tak zaszalałeś?
- Wiesz… To chyba nie jest najlepszy pomysł.
- Jak chcesz – mruknął Ron i sam poszedł do łazienki.
- Poczekam w Pokoju Wspólnym!- krzyknął za nim Harry i zszedł na dół. Hermiona już tam była, trzymając na kolanach małe pudełeczko. Jej usta wygięły się w szerokim uśmiechu.
- Patrz, co dostałam od Rona. – Wetknęła mu w dłonie złoty łańcuszek z delikatnym serduszkiem, które subtelnie biło. – Ciekawe, skąd miał na to pieniądze… Mam nadzieję, że to nie był dla niego problem. Jak myślisz?
- Podobno ostatnio pomagał Fredowi i George’owi tworzyć jakieś zwariowane wynalazki. Może podzielili się z nim zyskiem – zaproponował taką wersję Harry, uśmiechając się w duchu. Sam pożyczył pieniądze przyjacielowi, kiedy ten zwierzył mu się ze swoich świątecznych planów.
- Pewnie tak – zgodziła się jednak bez oporów Hermiona. Nie chciała czuć się winna, więc kiedy Potter podał jej takie wyjaśnienie, była zadowolona. Od razu założyła łańcuszek.
- Pasuje ci – stwierdził Harry. – Czemu prezenty są tutaj? Do tej pory skrzaty zawsze kładły je w nogach łóżka.
- Nie wiem, ale tak jest fajniej. Pod choinką… - Uśmiechnęła się szeroko, a Harry podszedł do drzewka, żeby odnaleźć własne paczki.

***

Biorąc pod uwagę, że mam słuchać sugestii innych... No.
karmelowa
karmelowa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 62
Dołączył(a): 29 sty 2012, o 22:48

Postprzez CrazyCry » 29 lut 2012, o 19:20

Fajny rozdział :). Ciekawa jestem, co Harry dostanie na święta, i jak będzie wyglądało jego kolejne spotkanie z Malfoyem :3.
jego wzrok spoczął na sympatycznej parze młodych Puchonów

Puchoni to uczniowie Hogwartu, a więc młodzież w wieku 11-17 lat. Uważam, że słowo młodzi jest zbędne xd.
Chciał poprosił przyjaciółkę

poprosić
psiknął się za uszami oraz na nadgarstkach

Tak po babsku xD?
Neville już pojechał do babci na święta. Dean i Seamus byli pewnie na wczesnym śniadaniu. Zwykle jechali do domów dopiero, gdy zdążyli się porządnie najeść.

Uczniowie wyjeżdżali na ferie świąteczne pociągiem, wszyscy o tej samej porze.
Pozdrawiam i życzę weny :D .
Aerobic -> aerobik
Fanfic -> fanfik
Nie fanfick x.x
Fanpage "Effeminate boys"
CrazyCry Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 361
Dołączył(a): 8 lis 2011, o 09:12
Lokalizacja: Wawa

Postprzez Draciss » 2 mar 2012, o 20:11

Rany, rany... Tak jakoś ostatnio rzadko zaglądam na forum, ale tytuł i dopisek pod opowiadaniem przyciagnęły moją uwagę. I tak właśnie sobie siedziałam aż dobrnęłam do końca. Może krótko. Nie będę komentować przecież każdego rozdziału :) Masz bardzo przyjemny styl pisania. Łatwy w odbiorze i zrozumieniu. Ciesze się, ze wzięłaś się za Drarry bo Dramione nie zamierzam tknąć, wybacz ^^"
Na początku akcja gnała na łeb na szyję, ale potem wyrównałaś tępo. Z rozdziału na rozdział piszesz coraz lepiej. Widać wskazówki komentujących Ci służą :)
Co do jednej - nie zgadzam się. Moim zdaniem masz prawo prosić o komentarze :]
W tym rozdziale ostro pojechałaś. Zwłaszcza przy scenie w zamkniętej klasie. Upity Draco robiący **** Harry'emu - odważne ale i dobre :3
W ogóle cały ten watek mi się podobał. Malfoy niby taki upity, a cholernie zdecydowany w tym co robi.

Postaram się wchodzić na forum częściej i komentować. Bo warto!
Weny i czasu życzę :3
- Draco.?
- Mhm?
- Dlaczego masz poduszkę na głowie?
- Bo nie mogę oderwać od ciebie wzroku w żaden inny sposób...
Draciss Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 80
Dołączył(a): 26 sty 2011, o 15:51
Lokalizacja: Ruda Śląska :)

Postprzez T.M.R. » 3 mar 2012, o 00:34

Dopiero teraz się dorwałam do komputera, żeby wygodnie usiąść, skupić się i coś wymyślić. Do rzeczy. Zacznę od ósmego rozdziału.
– Mam swoje powody. Nie będę ci się spowiadał. Jeżeli tak bardzo za mną tęsknisz, dobrze. Dalej będę ci pomagał w prowadzeniu tej twojej Gwardii. Ale koniec z porannym pieprzeniem szczerości i śniadankami.

Oj, Draco, co on taki nerwowy, spokojnie. Wydaje mi się, że chłopak przechodzi fazę "Wyparcia" XD

A nie uważasz, że to takie oklepane? Gryffindor ciągle chodzi w szkarłacie.
- Bo to ładny kolor – stwierdził chłopak z uśmiechem. – No zakładaj i nie marudź.

Cały Harry. Lubię tego Harry'ego. Taka odpowiedź do niego pasuje. Żadnych zbędnych dialogów, Harry nigdy nie był typem myśliciela. Szkarłat to ładny kolor. I tyle.

- To nie tak… Wy zwyczajnie nie doceniacie sztuki spania.
- Sztuki? – prychnął Harry.
- Ależ oczywiście. Myślicie, że to tak łatwo spać po kilkanaście godzin, co? O nie. Wcale nie.

To mnie zabiło xD Jestem po stronie Rona, taak, spanie to naprawdę sztuka i w sumie to chyba jedyna SZTUKA, w której jestem dobra. Cóż... budujące XD

Dobra, lecę dalej, bo coś mi nie idzie komentowanie dzisiaj. Może dlatego, że już się wypisałam na wypracowaniu z polskiego. W piątek. Wieczorem, oł je :D
Seamus.... Merlinie. Chyba średnio wypada się upić na pierwszej randce/spotkaniu, prawda? <facepalm> Nie wiem, czy dobrze ogarnęłam. Myślał, że poszedł na randkę z Chłopcem, Który Przeżył, dostał od niego kosza [no co, Harry powiedział, że nie ma ochoty na związek, prawda?], upił się, potem zaczął obłapiać Harry'ego, Draco go uratował niczym książę na białym koniu, a potem... Kurcze, spodziewałam się, że on go ochrzani, powie coś, nawrzeszczy, COKOLWIEK, a tu się okazuje, że młody Malfoy jest tak samo "trzeźwy" jak Seamus, a do tego ma w sumie całkiem podobne zamiary do tych Seamusowych... ciekawe, ciekawe.
Akcja była szybka, ale płynna. Tak mi się wydaje. Nie skakałaś po łebkach, a ja już nie mogę się doczekać dziesiątego rozdziału.
Jeżeli coś zrozumiałaś, Droga Autorko, gratuluję :)
Dziękuję za 9. rozdział, bo był naprawdę wciągający!

C.
there once was a boy named Harry,
who constantly conquered death,
but in one final duel between good and bad,
he may take his final breath...
     Paint. HP in 99 seconds
T.M.R. Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 9
Dołączył(a): 15 sie 2011, o 17:02

Postprzez karmelowa » 4 mar 2012, o 17:34

Kolejny rozdział. Mam szczerą nadzieję, że się spodoba.

Rozdział 10


***


Harry wziął najpierw paczkę, w której na pewno znajdował się prezent od pani Weasley. Od razu ją odpakował, odkrył ładny szkarłatny sweter ze złotym H na piersi. Założył go, a potem dopiero zabrał się za podarunki od reszty przyjaciół. Od Rona dostał album z najlepszymi miotłami i szczegóły budowy każdej z nich. Hermiona dała mu coś, co wyglądało jak…
- Koszula? Naprawdę kupiłaś mi koszulę?
- A co? Myślisz, że zawsze będę ci dawać książki? Ładnie ci w koszulach, a nie masz ich zbyt wiele, więc pomyślałam, że to dobry pomysł. Namówiłam na to również Ginny. Ode mnie jest ta czarna, a od niej niebieska. Podobają ci się?
- Ładne. – Harry pomacał przyjemny materiał. – Naprawdę mi dobrze w takich ubraniach?
- Zdecydowanie.
- Co to? – Ron właśnie zszedł po schodach. Na sobie miał już matczyny sweter. Najwidoczniej, pani Weasley zadbała o to, aby go nie przeoczył pod choinką.
- Koszule – mruknął Potter, zaglądając do kolejnych paczek. Nawet Hagridowi udało się dostarczyć mu pudełko ciasteczek, co sprawiło mu ogromną radość. Oznaczało to, że gajowemu nic nie jest.
Ostatnia paczka była bardzo mała. Kiedy Harry ją otworzył, zobaczył kolejną bransoletkę od Seamusa.

Na śniadaniu było o połowę uczniów mniej. Niektórzy jedli w pośpiechu, aby zaraz potem wstać i wrócić do domu na święta. Spokojnie jadła jedynie garstka osób. Ron nie jechał w tym roku na święta, bo Zakon zgodnie uznał, że najbezpieczniej jednak będzie w szkole. Hermiona również została.
- Harry! - Seamus pojawił się za plecami chłopaka tak nagle, że ten prawie się zakrztusił.
- Seamus…
- Już jadę, ale chciałem się upewnić, czy podoba ci się prezent.
- Bardzo. – Potter wyciągnął rękę, na której zawiązał bransoletkę. Na twarzy blondyna wykwitł szeroki uśmiech. Zdawał się nie pamiętać o tym, co próbował zrobić poprzedniego wieczoru na balu, a Harry nie miał zamiaru mu o tym przypominać.
- No to teraz mogę jechać. Do zobaczenia za tydzień!
- No pa.
- Harry… Kiedy zamierzasz mu powiedzieć? – spytała Hermiona, kiedy zostali we trójkę.
- Co powiedzieć…?
- To, że nie masz zamiaru z nim być.
- Ale… Skąd ty w ogóle wiesz, czego nie chcę? – Harry wbił widelec w kawałek kiełbasy. Ron pojednawczo milczał, wyjątkowo spokojnie jedząc tosty z dżemem, ale Gryfonka wbijała ostre spojrzenie w profil przyjaciela.
- Przecież wszyscy wiemy, że poprzedniego wieczoru uciekłeś do kogoś innego. Nie wiem, kto to był, a ty nie chcesz powiedzieć, ale to nieważne. Ważne jest to, że biedny Seamus myśli o tobie dość poważnie.
- Może wcale nie? Może dla niego to zwykła zabawa, co? – bronił się Harry.
- Jasne. I dla zabawy robi dla ciebie najlepsze bransoletki, jakie potrafi. Dla zabawy tak się stara. Daj spokój. Wszyscy Gryfoni już wiedzą, że on ma poważne zamiary w stosunku do ciebie.
- Hermi… Daj mi spokój…
- Jak chcesz. – Dziewczyna odwróciła się. – Ale jeżeli potem nie będziesz mógł spokojnie spać, obarczony tym, co przez ciebie on przejdzie…
- Hermi! – wtrącił się Ron. – Wyluzuj wreszcie. Harry wie, co robi. Prawda, Harry?
- Tak. Myślę, że wiem – mruknął, czując jak policzki mu się czerwienią. Prawda była taka, że kompletnie nie wiedział, co robi. Nie wiedział, co ma począć z Seamus’em, jak mu wytłumaczyć, że nie ma zamiaru z nim być, jak sobie samemu wytłumaczyć, dlaczego ciągle myśli o ustach Malfoy’a… Nie wiedział nic.

Po śniadaniu postanowił iść do Pokoju Życzeń i trochę poćwiczyć na kukłach. Umówił się z Ronem i Hermioną, że spotkają się na obiedzie, a potem pójdą razem na czekoladę do jednego z namiotów.
Kiedy wszedł do środka, pomieszczenie było dość małe. Po środku stała jedna samotna kukła, a w kącie był kominek oraz kanapa. Harry ćwiczył wszystkie zaklęcia, jakie tylko przyszły mu go głowy. Kiedy był już niemalże cały mokry od potu, postanowił wreszcie odpocząć. Opadł na kanapę i chyba zasnął, bo kiedy następnym razem otworzył oczy, miał przed sobą bladą, piegowatą twarz Malfoya. Podskoczył do góry, przygryzł sobie wargę, a na koniec pisnął cicho.
- Mnie też jest miło cię widzieć, Potter – stwierdził z ironią Draco, nie odsuwając się nawet o milimetr. – Zastanawiałem się właśnie, czy nawet podczas ferii będziesz ćwiczył. Widzę, że tak.
- Czemu nie wróciłeś do domu?
- Bo moja matka jest w tej chwili kompletnie bezużyteczna – odpowiedział sucho Ślizgon. – Jej mąż leży sobie martwy pod ziemią, więc ona snuje się po domu jak widmo ze szklaneczką rumu w dłoni i tylko pije. Nie widzę powodu, dla którego miałbym się snuć razem z nią.
- Przykro mi – szepnął Harry, czując oddech Malfoya, na swoim nosie.
- Nie. Wcale nie jest ci przykro, Potter – warknął chłopak. – Zabiłeś mojego ojca z pełną premedytacją i pewnie nawet radością. To był Śmierciożerca. Ktoś zły. Nie zastanawiałeś się nad tym, czy ktokolwiek po nim zapłacze, bo cię to nie obchodzi. Nie obchodzą cię rodziny twoich wrogów. Mkniesz po trupach do celu. Jak najprawdziwszy Ślizgon.
- Ja… - Słowa blondyna zmroziły go do szpiku kości. Znowu przypomniał sobie tiarę i jej pierwszą sugestię tego, gdzie miał trafić… Malfoy mówił spokojnie i chłodno, ale dotykało to Harry’ego bardziej niż krzyki lub płacz.
- Nie przepraszaj. Musiałeś to zrobić, tak samo jak ja musiałem ci na to pozwolić. Tak było trzeba. Ojciec byłby ze mnie dumny, jeśli chodzi o samodyscyplinę.
- Ja…
- Milcz, Potter. Nie chcę twojej litości. Zabiłeś. Ja posłałem na śmierć. Nigdy sobie tego nie wybaczę i nigdy nie wybaczę tego tobie, ale nie było wyboru. Ktoś musi wygrać tę wojnę i musisz być to ty.
- Dlaczego? Dlaczego po tym wszystkim…. Dlaczego jesteś po mojej stronie?
- Bo ty masz szansę wygrać– stwierdził z irytacją Draco, nadal nad nim wisząc. Harry przełknął ślinę. – Bo ja chcę ŻYĆ, a nie wegetować. Chcę kiedyś założyć rodzinę, spłodzić godnego siebie dziedzica i po prostu żyć. Jeżeli Voldemort wygra, nie będę miał na to szansy. Zawsze będę tylko cholernym niewolnikiem, a to mi się wcale nie podoba. Ojciec nie miał racji. Czarny Pan nie chce dać nam wolności. On pragnie władzy i nawet jeśli wybije wszystkie szlamy i Mugoli, nadal będzie pragnął kimś pomiatać. Następni w kolejności jesteśmy my. A jeśli czarodziej tego chce, może dbać o czystą krew swego rodu na własną rękę.
- Po co mi to wszystko mówisz, Malfoy? – spytał Harry, nie mogąc już znieść tego przeszywającego szarego spojrzenia.
- Bo ty słuchasz, Potter. To jest naprawdę zadziwiające, ale ty słuchasz. Nie udajesz. Obchodzi cię to, co powiem, mimo że mnie nienawidzisz. Nie wiem, czy to wynika z twojej chorej natury i potrzeby pomagania wszystkim istotom na ziemi, ale odpowiada mi to. Lubię, gdy ktoś uważa, kiedy mówię.
- Skąd wiesz, że mnie to w ogóle obchodzi?
- Nie wiem. A obchodzi?
- Ja…
- Jesteś taki głupi, Potter. – Chłopak roześmiał się zimno. – Taki głupi, taki naiwny, tak cholernie irytujący. Tak obrzydliwie dobry. Zawsze mnie to w tobie wkurzało.
- A jednak tutaj jesteś – zauważył Harry cicho.
- Jestem – zgodził się Malfoy, przysuwając się jeszcze bliżej Harry’ego. Jego usta były tuż nad wargami Gryfona, drażniąc je delikatnie. – Bo po dłuższym przemyśleniu sprawy, to jest właściwie… Całkiem pociągające. – Pocałował go. Znów. I znowu był to pocałunek „bo ja tego chcę”. Malfoy nie zastanawiał się nad konsekwencjami. Nie brał pod uwagę uczuć, ani pragnień Harry’ego. Myślał tylko o sobie i swojej egoistycznej pobudce. To było kompletnie samolubne i pozbawione empatii. Ale Harry to wiedział. A Malfoy wiedział, że on wie. Całe ciało Pottera niemalże płonęło, gdy te wąskie usta złączyły się z jego. Serce biło mu w oszałamiającym tempie, a ręce same powędrowały na plecy Ślizgona i wciągnęły go sobie na kolana. Blondyn był przyjemnie ciężki. Wszędzie, gdzie dotykał Harry’ego, zostawiał po sobie cudowne ciepło. Całował mocno i brutalnie. Tak, że aż zapierało dech w piersi.
- Malfoy… Chodź ze mną na czekoladę – wymruczał Harry, kiedy chłopak na chwilę się od niego odsunął. Szare oczy lśniły czystym pożądaniem.
- Po cholerę? Nie myślisz chyba, że mam ochotę na randkowanie z tobą? To nie dla mnie, Potter. Ja zdobywam, pieprzę i odchodzę. Chyba o tym wiesz?
- Wiem – zgodził się Gryfon. Każdy w zamku znał strategię Draco. On nigdy nie był w związku dłużej niż dwa tygodnie i zawsze opierało się to jedynie na seksie. Nikt nie wymagał jednak od niego więcej. – Ale może ta irytująca rzecz również ci się spodoba? Skoro możesz ze mną chlać whisky, dlaczego nie zechcesz napić się czekolady?
- Na Merlina, Potter… Czy bez tego nie będę miał nawet szansy na seks z tobą?
- A czy ktoś ci powiedział, że w ogóle masz jakiekolwiek szanse? Nie jestem jakąś głupią dupą, która da ci się przelecieć.
- Nie pieprz głupot. Obaj wiemy, że pragniesz tego tak samo jak ja. Picie już ci nie wystarcza. Walka również nie. Pragniesz czegoś, co pomoże ci zapomnieć. Dotychczasowe narkotyki nie wystarczają, więc szukasz dalej. I znajdujesz. Znajdujesz ucieczkę w moim ciele, Potter. Wiesz, że możesz sobie na to pozwolić, bo ja też tego chcę i nie wymyślę sobie głupot o związku. Możesz się leczyć i mieć mnie gdzieś jednocześnie. A kiedy jedno z nas umrze, drugie nie zapłacze. Poza tym… Nikt nie mówił, że nie dam się przelecieć tobie. Nie uważam tego za żadną zniewagę. Seks to seks. Zapewnij mi orgazm, a będę zadowolony. Nie interesuje mnie sposób, w jaki do tego dojdziesz.
- Potrzebuję czegoś więcej – nagle przyznał Harry. Zdziwił się, że jest w stanie powiedzieć coś takiego Malfoyowi, ale w tej chwili w tych szarych oczach nie żarzyła się jedynie nienawiść i zimno. Miał w sobie coś tak szczerego, że Gryfon również odwzajemnił się prawdą. – Nie chcę tylko seksu. I nie dam ci się przelecieć. Nikt nigdy tego nie zrobił i niech tak zostanie.
- Merlinie… - Blondyn zaczął się wiercić na kolanach chłopaka. Kiedy usłyszał cichy jęk, przestał i uśmiechnął się z zadowoleniem. – Lepiej, żebyś pieprzył jak cholerny bóg, bo inaczej będę tego żałował. Mój żal, to twoja śmierć. Pójdę z tobą na tą durną czekoladę, jeśli tak bardzo tego potrzebujesz.
- Potrzebuję.
- A co powiesz, gdy cały Hogwart zobaczy cię ze mną na randce?
- To nie będzie randka, tylko spotkanie. Ci którzy mnie interesują, wiedzą że spędzam z tobą dużo czasu aby ćwiczyć i rozmawiać o Gwardii. Czekolada to tylko kolejna prozaiczna rzecz, która pomoże mi z tobą wytrzymać.
- Niech będzie. Tylko się we mnie przypadkiem nie zakochuj. A… jeszcze jedno. Spotkamy się na miejscu. I lepiej zmień ten wstrętny sweter, bo wyglądasz w nim fatalnie.
- Zdejmę. Ale przecież to nie jest randka.
- Nie jest. – Malfoy zszedł z kolan Harry’ego. – Ale jeśli nie założysz czegoś ładniejszego, nie będę się do ciebie odzywał.

Idąc do namiotu, Potter był roztrzęsiony jak galareta. Nie mógł skupić myśli na niczym, prócz pocałunków Malfoya. Nienawidził się za to, co właśnie miał zamiar zrobić i z całej siły starał się powstrzymać, ale nie mógł. Jego nogi najpierw same zaprowadziły go do wieży, potem jego usta powiedziały przyjaciołom, że zobaczą się jednak później, a później znów jego ciało kazało mu iść na miejsce spotkania, nie uwzględniając jego zdania. No i Harry szedł, szybko i pewnie, ale nie mogąc powstrzymać drżenia. Założył niebieską koszulę od Ginny, mimowolnie przypominając sobie, że w pewnych ulotnych chwilach oczy Draco robią się właśnie takie… Nie był pewien, dlaczego, ale wiedział, że tak jest.
W namiocie było prawie kompletnie pusto. Niewiele uczniów zostało w Hogwarcie na święta. Przy jednym ze stoliczków siedziały dwie Puchonki z pierwszego roku, a przy jeszcze innym samotna Krukonka. Draco wybrał stoliczek najbardziej oddalony od ludzi. Zielona świeca delikatnie oświetlała jego bladą cerę, a dłonie spoczywały na blacie. Harry poczuł silną potrzebę ucieczki i już był w trakcie obracania się do wyjścia, kiedy stalowe oczy go zauważyły. Przełknął ślinę i drewnianym krokiem zbliżył się do Malfoya. Co ja robię? Na Merlina… Co ja wyprawiam? Czy ja naprawdę jestem na czymś w rodzaju randki z Draco Malfoyem i na dodatek zgodziłem się na seks z nim? Przecież ja nigdy nie kochałem się z chłopakiem! Ba! W ogóle z nikim się nie kochałem, bo ta głupia Puchonka chyba się nie liczy…
- Co tak długo, Potter? Nie lubię czekać.
- Wiem. Przepraszam – mruknął Harry. Dłonie mu się pociły. – Na co masz ochotę?
- Nie mam pojęcia. Nie pijam gorącej czekolady. Wybierz, co chcesz. Przyjmijmy, że ci ufam. Chciałeś zaufania, to masz.
- No… No dobrze. To zaraz wracam.

Harry podszedł do baru i uśmiechnął się nieśmiało do rudzielca za ladą. Czuł na sobie uważne spojrzenie Malfoya, ale usiłował je zignorować. Dłonie mu drżały, więc włożył je do kieszeni.
- Poproszę czekoladę z rumem – mruknął.
- Już się robi. – Mężczyzna wyszczerzył się wesoło i zaraz przekazał zamówienie dalej. Potter spokojnie czekał, a kiedy dwa wielkie czerwone kubki pojawiły się tuż przed jego nosem, wziął je niepewnie i wrócił do stolika. Usiadł, zdjął kurtkę, odłożył ją na oparcie krzesła i zamilkł. Wpatrywał się w ciepły płyn, nie wiedząc, co ma zrobić lub powiedzieć. To spotkanie było czymś innym. Przenosiło znajomość jego i Draco na kompletnie inny poziom. Fakt, że razem się upijali był niezaprzeczalny, ale wspólne wyjście na czekoladę okazało się czymś bardzo odmiennym. Harry kompletnie nie wiedział, co ma powiedzieć, a Malfoy wcale mu tego nie ułatwiał. Po prostu wziął swój kubek i skosztował czekolady. Nie skomentował jej. Nie pokazał po sobie, czy mu smakuje, ale pił dalej. Światło świecy delikatnie oświetlało jego bladą cerę, szare oczy tajemniczo lśniły, a pojedynczy kosmyk włosów opadał mu na czoło. Plecy chłopaka były idealnie proste, a czarna koszula nonszalancko rozpięta do połowy. Piegi wesoło tańczyły na alabastrowej skórze, sprawiając, że Draco nie wyglądał wcale tak zimno. Harry’ego wreszcie olśniło.
- Dlaczego ich już nie maskujesz, Malfoy? – spytał nagle. Ślizgon posłał mu pytające spojrzenie. – Piegi. Widzę je. Są na twoim nosie, a ty wcale ich nie ukrywasz.
- Twoje wypowiedzi są istną rozkoszą dla mych uszu – sarknął Draco i uśmiechnął się złośliwie. – Jeżeli ktoś ci się kiedyś spodoba, pamiętaj, żeby milczeć. To pomoże.
- Malfoy.
- O Merlinie… Co cię to interesuje, Potter? To chyba moja sprawa, nie uważasz? Nie ma nic wspólnego z Gwardią, z Zakonem, ani z naszym przyszłym namiętnym seksem, więc nie rozumiem, dlaczego pytasz.
- Eee… - Harry zaczerwienił się, słysząc ostatnią uwagę. – Ja…
- Och już dobrze – zgodził się wspaniałomyślnie Draco. – Skoro nie umiesz żyć bez tej wiedzy, wytłumaczę ci to. Niestety zaklęcie, którego używam, ma pewną wadę. Ono nie do końca maskuje piegi… Po prostu sprawia, że ludzie trudniej je zauważają. Tobie udało się je zobaczyć, więc już zawsze będziesz je widział. Wstrętne, obrzydliwe, irytujące kropki na mojej idealnej cerze. Nie wiem, dlaczego magia jest tak bezużyteczna. Jak można lewitować, a nie móc usunąć sobie cholernych piegów? – warknął Malfoy wściekle. Harry zachichotał, widząc ten mały wybuch, dość szczerej, złości. Ślizgon nie ubierał jej w ironię i zimno, tylko zwyczajnie wybuchł. Po ludzku. Kiedy skończył się pieklić na niedostatki w magii, zauważył wreszcie rozbawienie Gryfona. To sprawiło, że w jego oczach zalśniła jeszcze bardziej widoczna złość.
- Malfoy, nie stresuj się tak – rzucił, rozbawiony Harry. – Pomyśleć, że zwykle zachowujesz idealne zimny spokój, a kiedy rozmowa schodzi na twoje piegi, jesteś tak strasznie wściekły.
- Nie denerwuj mnie, Potter. – Malfoy ścisnął kubek tak mocno, że kostki zbielały mu jeszcze bardziej. – Nienawidzę piegów. Jako arystokrata nie powinienem ich mieć. Piegi są dla takich jak Weasley.
- Jaki ty jesteś pusty – stwierdził, nadal wesoło, Gryfon. – Cały czas tylko myślisz o swoim wyglądzie. Poza tym, nie powinieneś się aż tak denerwować. Wyglądasz z nimi naprawdę uroczo – dodał i uśmiechnął się trochę szczerze i trochę złośliwie. Mina Malfoya była jednak bezcenna. Ślizgon zamarł z kubkiem w połowie drogi do ust. Wpatrywał się w Pottera tak intensywnie, jakby widział go po raz pierwszy w życiu. Milczał i wydawał się nie mieć żadnej odpowiedzi na to, co powiedział Harry. Po prostu gapił się na niego w kompletnym szoku przez dobrą minutę. Dopiero wtedy się otrząsnął i przybrał na twarz ironiczny uśmieszek.
- Głupi jesteś, Potter – stwierdził sucho, ale Harry znowu po prostu się roześmiał. Sam nie wiedział, co go tak bawi. Nie rozumiał, jakim cudem, do tej pory diabelnie irytująca, ironia… Teraz po prostu wprawia go w dobry humor. Po tych kilku miesiącach spędzonych z Malfoyem, zrozumiał, że jest w nim coś więcej od czystego lodu. Dostrzegł coś, czego sam nie umiał określić, co sprawiało, że całkiem lubił te spotkania. Przerażało go to trochę, ale postanowił, że nie ma sensu się nad tym dłużej zastanawiać. Przynajmniej na razie.
- Smakuje ci? – spytał niespodziewanie.
- Całkiem dobra – mruknął Malfoy obojętnie, ale Harry zauważył, że chłopak wypił już ponad połowę kubka.
- Naprawdę ci smakuje – stwierdził ze zdziwieniem – Patrzcie państwo… Wielki arystokrata Dracon Malfoy lubuje się w prostackiej czekoladzie z rumem.
- Uważasz, że nie mogę lubić rzeczy normalnych? – prychnął Draco. – Jestem szlachetnym czarodziejem, nie lodową rzeźbą.
- Po twoim zachowaniu można wyciągnąć nieco inne wnioski.
- Ja po prostu mam maniery, Potter. Wiem, że nie masz pojęcia, co to takiego. A teraz, skoro już się pobawiliśmy, tak jak chciałeś, mogę wrócić do siebie? Chyba mam dosyć spełniania twoich chorych potrzeb na dzisiaj.
- Nie wypiłeś…
- Nie muszę. Skoro nie masz nic przeciwko, oddalę się teraz. – Draco powoli się podniósł, ubrał i wyszedł dumnym krokiem, zostawiając Harry’ego samemu sobie. Chłopak poczuł małe, niemalże niedostrzegalne, ukłucie żalu, ale szybko się z nim uporał, zanurzając usta w czekoladzie. Nie spieszył się. Pił spokojnie, najpierw swoją porcję, a potem resztę po Malfoyu.

- Hagrid wrócił! – Hermiona niemal rzuciła się na niego, kiedy wszedł do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Dziewczyna uśmiechała się szeroko, zresztą tak samo jak Ron. Trzymała w dłoni niewielki skrawek pergaminu, na którym gajowy napisał list.
- To dobrze. – Chłopak poczuł przyjemne ciepło, rozpływające się po całym jego ciele. To ulga, zrozumiał po chwili. – Napisał coś jeszcze?
- Tak. Prosi, żebyśmy dzisiaj nie przychodzili, bo jest bardzo zmęczony, ale jutro zaprasza nas na herbatkę.
- Merlinie, jak dobrze… - Harry usiadł w fotelu przy kominku. – Już zaczynałem się martwić.
- Ja też. – Hermiona opadła naprzeciwko. – Gdzie ty właściwie byłeś?
- To znaczy?
- Mieliśmy się spotkać, pamiętasz? Co cię zatrzymało?
- Malfoy – sprecyzował krótko Potter. Uznał, że nie ma najmniejszego sensu kryć tego przed przyjaciółmi, bo i tak by się dowiedzieli. Kilkoro uczniów widziało ich razem, a znając plotkarskie umiejętności czarownic, jutro wszyscy pozostali uczniowie obecni w zamku będą wiedzieć, że Harry spędził trochę czasu z Malfoy’em.
- Jak to? Po co? – Ron przysiadł się do Hermiony. Dziewczyna zarumieniła się lekko, gdy zetknęli się ramionami.
- Rozmawialiśmy.
- Rozmawialiście? – prychnął rudzielec, marszcząc brwi. – Czy ty aby na pewno nie spędzasz z nim za dużo czasu?
- Dajcie spokój – mruknął Harry. – Najpierw Hermi marudzi, że nie ćwiczę, a teraz ty mówisz, że spędzam z nim za dużo czasu.
- Ćwiczenia to jedno, a spędzanie czasu to drugie. – Mina Rona wyraźnie pokazywała, że chłopak jest niezadowolony.
- Przecież muszę z nim trochę rozmawiać, prawda? Muszę wiedzieć o nim trochę więcej, niż do tej pory. Jeżeli mam mu zaufać…
- Ale kto powiedział, że masz mu ufać? – przerwał rozdrażniony Ron. Hermiona jedynie przyglądała się im w skupieniu. – Przecież to Malfoy!
- No i właśnie o to chodzi – bronił się Potter. – Właśnie dlatego muszę z nim spędzić trochę czasu! Jeżeli kiedykolwiek będzie bronił moich pleców, muszę wiedzieć, że mogę mu ufać, do cholery!
- Dobrze, już dobrze… - mruknął Ron. – Po prostu jakoś mi się to nie podoba. Spędzasz z nim więcej czasu, niż z nami. Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz zagraliśmy w szachy.
- Teraz przecież możemy zagrać, prawda?
- W sumie… Zagrajmy – zgodził się Weasley. Na twarzy Hermiony pojawił się lekki uśmiech, a chłopcy zajęli się rozkładaniem szachów. Jakiś czas temu Harry’emu udało się zdobyć własny zestaw, więc nie miał problemów z figurami. Czasami miały jakieś obiekcje, co do jego decyzji, ale i tak było lepiej niż kiedyś, gdy Potter musiał używać cudzych pionów.
- O co gramy? – spytał i zignorował krzywy grymas przyjaciółki.
- Piwo kremowe? – zaproponował Ron i już po chwili zaczęli grać. Oboje byli całkiem nieźli, więc spędzili nad szachami dobre dwie godziny. W tym czasie Hermiona czytała książkę i starała się ignorować agresywne zachowanie szachów.
- Ha! Wygrałem! – krzyknął z satysfakcją Weasley. – Wisisz mi piwo, stary.
- Jasne. – Harry uśmiechnął się szeroko.

***

EDIT: Tak. Malfoy naprawdę MA piegi. Jeżeli nie pamiętacie, zerknijcie do pierwszej części książki. Tam, gdzie Harry poznaje Malfoya. Na Pokątnej :) Jak można o tym zapomnieć?! Przecież to takie słodkie :D

Cóż. Nadal pokornie proszę o komentarze.
Ostatnio edytowano 6 mar 2012, o 12:26 przez karmelowa, łącznie edytowano 1 raz
karmelowa
karmelowa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 62
Dołączył(a): 29 sty 2012, o 22:48

Postprzez T.M.R. » 4 mar 2012, o 20:17

O, jakiś płomyczek szczęścia podczas tego nudnego weekendu. Dzięki! Wchodzę dzisiaj od rana i aktualizuję Forum [noł lajf xD], a ostatni post z wczorajszego popołudnia. Tym bardziej miło, że mamy nowy rozdział Szczerości :)
Harry dostał koszulę. Mh, plus dziesięć punktów do atrakcyjności! Koszule są boskie no i świetnie prezentują się przy nich te hogwarckie krawaty, haha, puściłam wodzę fantazji. Dobra, Harry nie dostał koszuli do mundurka, co nie zmienia faktu, że na pewno będzie się lepiej prezentował.
- Ładne. – Harry pomacał przyjemny materiał. – Naprawdę mi dobrze w takich ubraniach?

Jakoś mi ten wyraz nie pasuje. Brzmi trochę dziwnie, chociaż nie ufałabym tutaj swojej opinii, bo mam obsesje na punkcie brzmienia niektórych słów i mogę to odbierać inaczej :D Wiesz, pomacał. Trochę grubiańsko. Kojarzy mi się z jakimś zboczeńcem, który dopadł swoją ofiarę XD Chociaż może Złoty Chłopiec ma jakieś odchyły i traktuje tak ciuchy? haha, albo po prostu jest CHŁOPCEM i nie rozumie, że ubrania trzeba szanować, a nie je macać?

Seamus. Ha, widocznie niczego nie pamięta. Albo udaje? W każdym razie przyszedł, poszedł, nikt się nie zmartwił [oprócz Hermiony, ale to raczej normalne]. Tyle. W sumie Harry chyba powiedział mu, że nie ma co liczyć na coś poważniejszego, więc nie rozumiem, dlaczego nie powiedział o tym Hermionie, żeby dała mu spokój, bo już to załatwił.

Scena w Pokoju Życzeń. Moim zdaniem potoczyła się za szybko. Wydaje mi się, że Draco przy (powiedzmy, że) zwykłej rozmowie nie zaczynał bombardować Harry’ego tekstami o jego ojcu. Mam na myśli… to raczej poważny temat. Brakowało mi płynnego przejścia, o, może tak to ujmę. A zaraz potem… Draco przyznał, że Harry go słucha. I to było naprawdę fajne i miłe, ale potem on go pocałował i znowu się zgubiłam, bo poczułam się jak rzucona na głęboką wodę i nie jestem pewna, czy to dobrze. Wiesz, w jednej sekundzie Draco się wkurza za zamordowanie ojca, potem się całują, ha, potem Harry proponuje czekoladę. I myślę sobie, że tak płynnie przeszli z etapu „nienawidzę cię” do etapu „całuje mnie i w sumie nie jest to aż takie wielkie halo, jakie powinno być” że to aż szokujące.
Cała scena od czekolady jest genialna, malfoyowska i potterowska zarazem i ją uwielbiam. Nie wydaje mi się, żeby Draco był jakoś specjalnie nieszczery w stosunku do Harry’ego. IMHO powiedział to, co myślał w tym momencie. W TYM MOMENCIE. Nie mówię, że kiedyś… może… coś… :lol2:
Nie wspominając od świetnym podsumowaniu. Padłam.
- Nie jest. – Malfoy zszedł z kolan Harry’ego. – Ale jeśli nie założysz czegoś ładniejszego, nie będę się do ciebie odzywał.


Harry nazywający KOGOKOLWIEK głupią PUCHONKĄ?! No way. Nie wyobrażam sobie tego.
Draco i piegi. Draco i piegi w jednym ciągu myślowym. Draco i piegi w jednym zdaniu. DRACO I PIEGI NA JEDNEJ TWARZY? Łał. Jak odważnym trzeba być, żeby udekorować szlachetną skórę Malfoya piegami? :shock:

Tobie udało się je zobaczyć, więc już zawsze będziesz je widział. Wstrętne, obrzydliwe, irytujące kropki na mojej idealnej cerze. Nie wiem, dlaczego magia jest tak bezużyteczna. Jak można lewitować, a nie móc usunąć sobie cholernych piegów?

Harry skazany na Piegowatego Draco Malfoya. Pierwsze zdanie zabrzmiało jak wyrok XD Chłopiec, Który Zobaczył.

- Uważasz, że nie mogę lubić rzeczy normalnych? – prychnął Draco. – Jestem szlachetnym czarodziejem, nie lodową rzeźbą.

O, to dobre. Dostrzegam w tej wypowiedzi Drugie Dno :)

Jak już jesteśmy przy cytowaniu:
Pił spokojnie, najpierw swoją porcję, a potem resztę po Malfoyu.

Awww! Mała rzecz, a cieszy. Słodkie. Uwielbiam takie drobiazgi.

Podsumowując: do tej pory największym plusem tego opowiadania jest Draco [mówiłam to już chyba XD] i naprawdę miło się czyta. Chciałabym poznać go ze strony chłopaka, DRACO, nie jakiegoś tam arystokraty czy „lodowej rzeźby”. IMO właśnie to zdanie z lodową rzeźbą to jakieś wprowadzenie. Pierwsze kroki ku poznaniu jego prawdziwej osobowości. Mam tylko nadzieję, że ten proces będzie czymś fajnym i bogatym w niespodzianki.

Pozdrawiam!

C.
there once was a boy named Harry,
who constantly conquered death,
but in one final duel between good and bad,
he may take his final breath...
     Paint. HP in 99 seconds
T.M.R. Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 9
Dołączył(a): 15 sie 2011, o 17:02

Postprzez Draciss » 6 mar 2012, o 18:29

No to ja niestety nie zdołam natworzyć tyle co T.M.R. :) (Szacun dla Ciebie!)

Ostatnio postanowiłam, że będę komentować to co czytam, więc proszę bardzo :3
Rozdział według mnie nieco chaotyczny. Njpierw Seamus, potem pokój życzeń, wybuch Malfoya, pocałunek, czekolada. Niby były jako-takie płynne przejścia, ale za szybko to wszystko jak dla mnie ^^" I jedno co mi niezbyt odpowiada - Harry już dobrze wie, że będzie uprawiał seks z Draco. Takie to... Po prostu chciałabym, żeby dążyli do tego, nie wiedząc o TYM xD Tyle ze złych stron rozdziału. Teraz te na plus.
Po prostu urocze sceny. Ta przy której Draco otwarcie przyznał, że lubi to i owo w Harrym. Podoba mu się to, ze ten go słucha. Scena przy czekoladzie po prostu genialna *.* Esencja Draco i Harry'ego w pigułce. :)
Jak zwykle mamy też przystępny styl pisania, który wciąga. Błędów nawet nie szukam. Wiem, że nawet jeśli są to ich nie znajdę :3
Podsumowujac - po prostu mechate, wciągające i ciekawe. :)

Nie spieszył się. Pił spokojnie, najpierw swoją porcję, a potem resztę po Malfoyu.

Para-pa-pa-pa! I'm lovin' it!

Weny i czasu życzę. Z niecierpliwością czekam na dalsze części!
- Draco.?
- Mhm?
- Dlaczego masz poduszkę na głowie?
- Bo nie mogę oderwać od ciebie wzroku w żaden inny sposób...
Draciss Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 80
Dołączył(a): 26 sty 2011, o 15:51
Lokalizacja: Ruda Śląska :)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Lochy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron