[NZ] [R] Szczerość na śniadanie (11/?)

Proste, klasyczne szkolne drarry z Malfoyem takim, jakiego lubimy :)

Teksty porzucone.

Postprzez karmelowa » 27 mar 2012, o 07:26

Wklejam nowy rozdział. Miałam co do niego opory (dlatego tak długo mnie tu nie było), ale uznałam "dlaczego nie?". Niech już to wszystko idzie w tym kierunku, w którym chce iść. Mam przed sobą jeszcze wiele innych opowiadań, w których mogę postąpić inaczej.

Pozdrawiam i zapraszam do czytania.

***


Harry wstał koło dziesiątej, obudził Rona i kazał mu ruszyć tyłek. Oboje zeszli na późne śniadanie, gdzie czekała na nich Hermiona. Nie tracąc czasu, szybko i bez słowa zjedli śniadanie i pobiegli do chatki gajowego.
- Hagrid! – krzyknęli wszyscy naraz, gdy tylko ujrzeli znajome oblicze pół-olbrzyma. Rubeus uśmiechnął się do nich szeroko, zaprosił ich gestem do środka i obiecał, że zaraz poda herbatę. Na stoliczku już stał talerz z ciastkami.
- Gdzie byłeś? – spytał bez owijania w bawełnę Potter.
- Nie mogę powiedzieć. Sami wiecie – mruknął w odpowiedzi, ale widząc ich miny mruknął coś o kuzynostwie. – W każdym razie, jest dobrze. Naprawdę jest całkiem nieźle.
- Wiesz coś o Śmierciożercach? – Hermiona wbiła w niego uważne spojrzenie.
- Zaszyli się gdzieś. Nie słyszałem o nich od bardzo dawna. Nie wiem, co kombinują, ale wolałbym nie doczekać finału.
- Ja chyba też – przyznała cicho dziewczyna. – Dobre ciastka. Czy ty się na pewno z nikim nie spotykasz?
- Właśnie. Coś jest nie tak. Czeszesz się. Znowu – stwierdził uważnie Harry. Hagrid zaczerwienił się jak burak i nie zaszczycił ich odpowiedzą, ale oni już swoje wiedzieli. Postanowili nie męczyć go za bardzo i zajęli się nieco przyjemniejszymi i zwykłymi tematami. Śmiali się z Kła, słuchali ciekawych historii o dziwnych stworzeniach, wspominali dobre czasy i starali się nie myśleć o niczym, co wzbudziłoby ukrywany strach.

Ferie mijały bardzo szybko. Zanim się obejrzeli został już tylko jeden wieczór. Siedzieli we trójkę w Pokoju Wspólnym i grali w karty. Hermiona cudem dała się do tego przekonać, ale kiedy już się zgodziła, całkiem nieźle się bawiła. Pozostali uczniowie już wrócili i w większości zajmowali się odsypianiem.
Przez cały ten czas Harry nie widział się z Malfoyem, nie licząc oczywiście śniadań. Czuł się z tym całkiem dobrze, choć momentami było mu z tym dziwnie. Starał się jednak nie upijać samotnie w Pokoju Życzeń, jak to miał ostatnio w zwyczaju i skupił się na spędzaniu czasu z przyjaciółmi.
- Znowu przegrałam – mruknęła z niezadowoleniem Granger. Ron zachichotał, ale zaraz potem pocałował ją krótko. Od kilku dni robił to już bez zaczerwieniania się jak dorodny pomidor i Harry naprawdę się cieszył. Widział, że związek rudzielca i Hermiony zaczyna zmierzać w coraz lepszym kierunku, a on z całego serca życzył im szczęścia.
- Najwidoczniej, nie można być geniuszem we wszystkim – stwierdził Ron, ciesząc się z własnej wygranej.
- Najwidoczniej – zgodziła się Herm. – Gdyby tak było, ty powinieneś dostawać również dobre oceny.
- Zgadzam się. – Harry się zaśmiał.
- Ale ty też!
- Ja jestem geniuszem w magii praktycznej – stwierdził spokojnie brunet i wszyscy się roześmiali.
- O nie! Harry, masz dzisiaj dyżur z Malfoy’em – przypomniała mu dziewczyna. Prawie kompletnie o tym zapomniał. Ostatni raz patrolował korytarze z Ronem i znudzili się tak bardzo, że rozegrali małą partyjkę szachów na schodach. Potem był ktoś inny; nie wiedział, kto.
- No dobrze, zbieram się. – Wstał, szybko założył szatę i wyszedł, żegnając się jeszcze po drodze z przyjaciółmi. Nie był pewien, gdzie właściwie powinien oczekiwać Malfoy’a. Najpierw poszedł pod gabinet dyrektorki i czekał tam jakieś dziesięć minut, ale chłopak się nie pojawił, więc po prostu zaczął sam krążyć po korytarzach. Nie spodziewał się niczego niebezpiecznego, ani ciekawego. Spokojnym krokiem chodził po zamku, obserwując miejsca najbardziej nadające się do romantycznych schadzek. Pomyślał, że właściwie mógłby używać mapy Huncwotów, ale to byłoby chyba mniej zabawne. Co prawda, na wszelki wypadek, trzymał ją w kieszeni spodni, ale nie czuł potrzeby, żeby ją wyciągnąć.
- Nudno – mruknął sam do siebie, schodząc do lochów. – Może trafią mi się jacyś niesforni Ślizgoni. – Nie lubił tej części szkoły i skrycie współczuł uczniom, którzy musieli tu mieszkać. Nie mogli nawet patrzeć na gwiazdy, gdy kładli się spać. Humorów to miejsce raczej też nie poprawiało.
Nadzieje na odnalezienie jakiegoś nicponia spełzły na niczym. Harry wrócił na górę, kierując się w stronę kuchni. Pomyślał, że właściwie może coś zjeść, skoro już tak chodzi bez celu. Był już prawie przy obrazie z miską owoców, gdy ktoś szarpnął go mocno za szatę i wciągnął w ciemny kąt. Po srebrnych włosach prześlizgnęło się nieśmiałe światło i tylko dzięki temu Harry wiedział, że to Malfoy. Ślizgon przygwoździł go do ściany i wpił się w jego usta, nie mówiąc słowa.
- Szukałem cię – jęknął Gryfon, odsuwając go nieco od siebie. – Gdzie ty byłeś?
- Nieważne – odpowiedział Malfoy, głosem, którego Harry jeszcze nigdy nie słyszał. Było w nim coś rozpaczliwego, smutnego. Nie brakowało w nim oczywiście ironii, ale emocje również się pojawiły. Chciał przyjrzeć się wyrazowi twarzy Ślizgona, jednak było ciemno i nie mógł dostrzec wyraźnie nic poza szarymi oczami.
- Malfoy, co ty sobie wyobrażasz? Mieliśmy patrolować zamek razem.
- No i jesteśmy teraz razem, nieprawdaż? – syknął blondyn, na nowo dopadając jego ust. Pocałunek był jeszcze bardziej rozpaczliwy od jego głosu. Smukłe dłonie bez wahania powędrowały pod ubranie Gryfona, odnajdując gładkie plecy. Harry wzdrygnął się z zimna, ale przyciągnął chłopaka jeszcze bliżej, zatracając się.
- Potter… - Draco ścisnął jego pośladki i skubnął usta zębami. – Potter, pieprz mnie.
- Ja…
- Potter, teraz ja czegoś potrzebuję – uciął mu Ślizgon, zrywając z niego spodnie.
- Malfoy, ja…
- Potter, do cholery – warknął, wbijając paznokcie w ciepłą skórę. – Pieprz mnie, bo inaczej ja to zrobię z tobą.
- Ale tu… Ja… - Harry nie wiedział, jak niby ma się do tego zabrać, skoro stoją ukryci na korytarzu. Jakoś sobie tego nie wyobrażał.
- Ty, ty, ty… Potter. Nie denerwuj mnie. – Malfoy niemalże rzucił się na ziemię i wziął do ust erekcję Gryfona. Chłopak znowu poczuł jego cudowne usta i ledwo powstrzymał się od jęknięcia. Ślizgon był tak niesamowity, że wystarczyła chwila, aby zapomniał o całym bożym świecie. Nie protestując więcej, pozwolił mu się pieścić. Gdy już prawie dochodził, chłopak przerwał. Wstał, spojrzał mu wyzywająco w oczy – tak się przynajmniej Harry’emu wydawało – i jednym ruchem różdżki pozbawił się własnych spodni. Koszulę zostawił.
- Weź mnie, Potter – warknął sucho, wypinając się w jego stronę. Gryfon zastanawiał się od czego właściwie ma zacząć. Wyobrażał sobie, że powinien chyba go całować. Po całym ciele… Dopiero potem zająć się tematem głównym, ale zanim zdążył choćby musnąć wargami skórę Malfoy’a, ten szepnął zaklęcie zabezpieczające i jeszcze jakieś, którego Harry nie znał. Potem oparł się o ścianę.
- Malfoy… Nie sądzisz, że ja powinienem jeszcze…
- Potter – syknął ze złością blondyn. Gryfon postanowił dostosować się do jego życzenia. Podszedł bliżej, delikatnie ujął aksamitne pośladki i naprawdę bardzo powoli wsunął pierwszy, ośliniony palec we wnętrze Ślizgona.
- Potter! – znowu warknął chłopak. – Ile jeszcze mam czekać? Pieprz mnie, albo znajdę sobie kogoś bardziej chętnego, psia jego mać!
- Już… - Harry niepewnie wszedł w Malfoy’a, czując się z tym kompletnie nie na miejscu, ale kiedy cudowne ciepło i ciasnota zamknęły się na jego męskości, przestał się zastanawiać. Odczekał chwilę, uspokoił oddech i słuchając rozkazów blondyna, pchał dokładnie w takim tempie, jakiego potrzebował Ślizgon. Jedną ręką objął go w talii, drugą zajął się erekcją chłopaka i pieprzył go tak mocno i tak szybko jak mógł. Draco jęczał bezwstydnie, podniecając go tym głosem tak mocno, że ledwo się powstrzymywał od dojścia. Sam tylko cicho jęczał, wstydząc się własnych reakcji.
- Mocniej – jęknął po raz któryś blondyn, coraz bardziej się wypinając. Harry spełnił jego życzenie, czując, że zaraz zwariuje. Nie mógł nawet ogarnąć wszystkich uczuć, które w nim buzowały. Czuł ciepło ciała blondyna, chłód zamku, oszałamiającą ciasnotę, a jego uszy non-stop były atakowane idealnym głosem Draco. W ostatnich chwilach niemalże mechanicznie poruszał ręką na erekcji chłopaka, skupiając się jedynie na własnych emocjach i wszechogarniającemu szczęściu, które na chwilę go pochłonęło.
- Merlinie – szepnął, przylegając do mokrej od potu koszuli Ślizgona. W tej samej chwili blondyn właśnie doszedł z ostentacyjnym jęknięciem.
- Nieźle, jak na pierwszy raz – skwitował sucho poczynania Harry’ego i już chciał się odsunąć, ale ten mu nie pozwolił. Mocno przyciskał policzek do pleców chłopaka. Czuł jego serce i nie potrafił się cofnąć. Naprawdę bardzo chciał to zrobić, ale najzwyczajniej w świecie nie mógł. Coś kazało mu mocno przytulać się do tego, o głowę wyższego, Ślizgona i nie umiał się przeciwstawić.
- Potter, ja nie jestem misiem – warknął blondyn. – Odsuń się, bo posądzę cię o molestowanie, do cholery. Mieliśmy się pieprzyć, a nie przytulać.
- Mieliśmy sobie pomagać – mruknął w odpowiedzi Harry, ale odsunął się. Oboje wyczyścili się zaklęciami i w ciszy ubrali.
- Pomagać? – Brwi chłopaka powędrowały do góry. A przynajmniej tak się wydawało Gryfonowi, bo nie mógł tego dokładnie zobaczyć. Zauważył jednak, że włosy Ślizgona swobodnie opadały na czoło.
- Przecież to wszystko… To jest właśnie to. Pomagamy sobie w przetrwaniu własnych koszmarów, prawda?
- Niby tak – zgodził się blondyn bez emocji. – I jaki to ma związek z twoim dziwnym zachowaniem?
- Chciałem ci pomóc – odpowiedział cicho Harry, dopiero teraz rozumiejąc. Ta rozpacz w głosie Ślizgona… To dziwne zachowanie, które kompletnie go zaskoczyło… Coś musiało się stać i seks z nim miał być pocieszeniem. Ale ponieważ Potter był wzorowym Gryfonem, wierzył w siłę zwykłego uścisku.
- Nie potrzebuję twojej litości – syknął blondyn i odszedł bez słowa. Harry uznał patrol za zakończony.

Na śniadaniu Gryfon nie mógł przestać myśleć o tym, co się wczoraj zdarzyło. Wieczorem, a właściwie w nocy, był już tak zmęczony, że nie miał siły na analizowanie sytuacji i dopiero gdy wstał, dotarło do niego co zrobił. To był jego pierwszy raz. Pierwszy raz z chłopakiem. Nie tak to sobie wyobrażał, kiedy już uznał, że właściwie mógłby to kiedyś zrobić. Seks z dziewczyną mu nie wyszedł. Zrobił to z dziewczyną, która głupio za nim latała, zauroczona Wybrańcem. Właściwie ją wykorzystał, ale czuł się wtedy bardzo samotny i nieszczęśliwy. Nie było to nic, co mógłby wspominać z radością. Cały akt był dla niego kompletnie wyprany z uczuć i właściwie niemal obrzydliwy. Postanowił wtedy o tym zapomnieć i wierzył, że kolejny seks okaże się niesamowitym przeżyciem w ramionach ukochanej lub ukochanego. Miał nadzieję, że wreszcie będzie uprawiał miłość. Chciał to pamiętać i cieszyć się z tego wspomnienia, a co on zrobił? Pozwolił opętać się Malfoyowi. Zapomniał o swoich marzeniach i jego pierwszy raz z mężczyzną miał miejsce na zimnym korytarzu Hogwartu. Nie było długiej, ekscytującej gry wstępnej i romantycznych zapewnień o miłości. Nie był to nawet człowiek, z którym był w związku. Ba! To nawet nie był kolega. On po prostu pieprzył Ślizgona. Uciekał od problemów i pomagał uciec jemu, ale to wszystko. Tylko, jeżeli tak właśnie było, to dlaczego po wszystkim Ślizgon jednak dał się przytulić? Nie odepchnął go. Owszem, kazał mu się odczepić, ale nie było w tym wcale tak wiele agresji, ile powinno być. Przez krótki moment Harry wierzył nawet, że on również potrzebował tej chwili zwyczajnej czułości. No i… Potter wcale nie czuł, że ten seks był błędem. Było mu tym dobrze. Niebezpiecznie dobrze. Dlaczego?
- Harry, podasz mi talerz z jajecznicą? – poprosiła Ginny, przerywając mu rozmyślania. Uśmiechnął się do niej i bez słowa podał to, o co prosiła.
- Znowu jesteś w swoim świecie – stwierdziła leniwie Luna. Neville spojrzał na nią dziwnie.
- Odezwała się – mruknął cicho, ale spojrzał na Harry’ego. – O czym tak intensywnie myślisz?
- A może o kim? – zaryzykował Seamus.
- O nikim – odpowiedział Potter, a kiedy zobaczył minę Ginny, dodał szybko: o niczym!
- Co robiliście w ferie? – spytała nagle Hermiona. Uwaga wszystkich skupiła się teraz na niej. Harry odetchnął w duchu i zerknął w stronę stołu Slitherinu. Malfoy siedział na swoim miejscu i spokojnie rozmawiał z Pansy. Dziewczyna wyglądała na zmęczoną, ale właściwie zadowoloną. Jej humor odbijał się na Draco, który nawet momentami się uśmiechał. Mimo wszystko, nadal grał. Harry widział, że jego ruchy są lekko wymuszone, a oczy nie są tak wyraziste jak zawsze. Przeraził go fakt, że tak dobrze odczytywał Ślizgona, choć z drugiej strony poczuł się dumny.



Tej nocy Harry obudził się z wyraźnym uczuciem rozkazu. Czuł, że MUSI natychmiast wstać i znaleźć się w Pokoju Wspólnym Ślizgonów. Nie wiedział, skąd ta nagła myśl, ale zazwyczaj jego intuicja go nie zawodziła.
Kompletnie rozbudzony zarzucił na siebie pelerynę niewidkę, wziął mapę Huncwotów i różdżkę, założył trampki po czym niemalże wybiegł z wieży Gryffindoru. Gruba Dama nawet za bardzo się nie zdziwiła, że ktoś niewidzialny wychodzi, przyzwyczajona już do takich incydentów. Wymamrotała jedynie pod nosem jakieś przekleństwo, ale Potter był za bardzo zajętym szybkim stawianiem kroków. Ciesząc się, że schody były mu pomocne, szybko znalazł się w lochach. Co jakiś czas zerkał na mapę, sprawdzając, gdzie znajdują się prefekci lub nauczyciele.
Im bliżej był celu, tym mocniej czuł, że musi się tam znaleźć. Stawiał stopy coraz szybciej, niemalże w czystej panice. W głowie miał jedynie swój cel i nie potrafił nawet myśleć o czymś innym, a co dopiero stanąć lub się cofnąć. Korzystając z wiedzy, którą udało mu się zdobyć w drugiej klasie, nie miał problemów z odnalezieniem wejścia do Pokoju Wspólnego Slitherinu. Problem pojawił się, gdy nie wiedział, jakiego hasła użyć. Stał przed kamienną ścianą, co jakiś czas wypowiadając prawdopodobne słowa dostępu, ale nic nie działało.
- Jasna cholera – zaklął w końcu i wbił uważne spojrzenie w ścianę. Zastanawiał się przez chwilę i kiedy stwierdził, że właściwie, nie ma nic do stracenia, odezwał się w języku węży. Powiedział tylko Wpuść mnie, ale zadziałało. Merlinie niech będą dzięki, że Salazar był wężousty.
Gdy wchodził do prostokątnego pomieszczenia, nie miał najmniejszego pojęcia, co może tam zastać. Na kanapie, tuż przy bogato zdobionym kominku, leżało ciało. Harry nie widział dokładnie, ale spodziewał się, kogo może tam ujrzeć. Ostrożnie podszedł bliżej i dotknął nadgarstka Pansy Parkinson. Na szczęście, wyczuł delikatny puls. Dziewczyna krwawiła z wielu ran, a na jej policzku widniał napis wyryty w skórze.
- Zdrajczyni – przeczytał cicho Potter, odgarniając mokry kosmyk ciemnych włosów ze spoconego czoła Ślizgonki. Wziął kilka głębokich oddechów, nie wiedząc, co właściwie powinien teraz zrobić. Dziewczyna była bliska śmierci, tego był pewien, ale nie wiedział jak zareagować. Czy ona chciałaby znaleźć się w skrzydle szpitalnym? Czy ona w ogóle MOŻE się tam znaleźć w takim stanie? Kto jej to zrobił?
- Pansy – wyszeptał zdesperowany chłopak i nagle zauważył delikatne drgnienie powiek. Zaraz potem Ślizgonka uchyliła usta.
- Wody – wyszeptała, nie pytając kim jest osoba obok niej. Była chyba pewna, że w tym pomieszczeniu nigdy nikt jej nie skrzywdzi.
- Masz. – Harry wyczarował wodę prosto do ust dziewczyny. – To ja, Potter. Wiem, że to się może wydawać bardzo podejrzane… To że tu jestem, ale jestem. Nie pozwolę ci umrzeć, Pansy.
- Jak… szlachetnie – wymamrotała dziewczyna, nadal nie otwierając oczu. – Trzeci kamień od dołu, piąty od prawej, od kominka. Tam jest… skrytka, Potter. Wyciągnij z niej małą buteleczkę… zieloną.
- Już… Już wyciągam – mruknął chłopak, błyskawicznie doskakując do wskazanego miejsca. Puknął w kamień różdżką, a po chwili ściana zniknęła, odkrywając sporą szafeczkę. Znalazł buteleczkę, o którą prosiła Pansy.
- Co mam z nią zrobić? Musisz ją wypić czy…?
- Tak – przerwała mu Pansy. Jej głos był coraz cichszy i Harry właściwie zgadywał, co mówi. – Szybko.
- Ok. Pij, Pansy. – Podsunął jej pod usta buteleczkę i pozwolił, aby całość spłynęła do gardła. Dziewczyna zadrżała na całym ciele, jęknęła cicho i wpadła w jakieś dziwne konwulsje, na które Harry nie umiał nic poradzić. Patrzył tylko na nią, modląc się o to, żeby wszystko skończyło się dobrze. Nie żywił do niej żadnych ciepłych uczuć, ale nie miał zamiaru tracić nikogo z Gwardii Dumbledora. Chciał chronić ich wszystkich. Niektórych nie tylko ze względów osobistych, ale z czysto praktycznych pobudek. Ktoś, kto potrafi się bronić, może się przydać podczas ostatecznej bitwy.
Harry usłyszał cichy trzask aportacji. Okrył się szczelnie peleryną i zobaczył jak w pokoju pojawia się skrzat, trzymający za dłoń Dracona Malfoya. Chłopak cały drżał. Gestem odwołał skrzata i w tempie błyskawicy znalazł się przy Pansy. Ślizgonka już spokojnie oddychała; chyba zapadła w sen, ale sam Malfoy wyglądał przerażająco. Czarna szata była mokra od potu, tak samo jak jego blada twarz. Płakał bezwstydnie, kiedy przytulił twarz do ciała przyjaciółki.
- Pansy… jak dobrze. Pansy… ty głupia, krowo. – Pocałował ją delikatnie w czubek głowy. Harry stał zszokowany, nie wiedząc co ze sobą zrobić i jak zareagować. Bał się ruszyć, żeby Malfoy go nie usłyszał i nie chciał się też ujawniać. Więc dalej stał i obserwował delikatne ruchy chłopaka, kiedy ten badał Parkinson. Sprawdzał najważniejsze miejsca, aż w końcu odetchnął głęboko. Kiedy wstał i czarem zaczął przenosić dziewczynę w stronę dormitorium dziewczyn, Harry wymknął się z Pokoju Wspólnego Slitherinu.

Pansy nie pojawiła się na śniadaniu. Harry przez cały czas obserwował stół Ślizgonów, aby przypadkiem nie ominąć jej przybycia. Hermiona rozmawiała o czymś z Ronem, Ginny usiłowała do niego dotrzeć, ale on był zajęty czym innym. Kontemplował minę Malfoya, który wyglądał całkiem normalnie. Zimny wyraz twarzy, dystyngowane ruchy i aura spokoju. Jednak coś w jego lekko zaciśniętych ustach i cieniach pod oczami mówiło Harry’emu, że Draco prawdopodobnie nie przespał ani minuty.
- O boże… - Cichy jęk Hermiony obudził go z transu. Spojrzał na przyjaciółkę, która zaraz rzuciła mu Proroka.
- Koniec ciszy przed burzą – mruknął tylko Harry, widząc najnowsze wiadomości. Zabito trzech Mugoli oraz jednego Czarodzieja. Mroczny Znak pojawił się nad Londynem.
- Czas na deszcz – szepnęła w odpowiedzi Hermiona i załamała ramiona. Potter podniósł wzrok na Wielką Salę. Patrzył na przerażone spojrzenia uczniów, gdy czytali to, co on sam przed sekundą. Im starsze osoby, tym większy strach malował się na ich twarzach. Oni już wiedzieli, co to oznacza. Jak jeden mąż, wszyscy zmienili wesołe głosy w złowróżbne szepty i odłożyli sztućce na bok. Jedną z niewielu spokojnych osób był właśnie Malfoy, który dalej spokojnie jadł swoje śniadanie i nawet nie spojrzał w gazetę. Bo on już wiedział. Wiedział o tym, co zdarzyło się w nocy.
- Proszę wszystkich o uwagę. – McGonagall odezwała się silnym głosem. – Jak widzę, wszyscy już przeczytali Proroka. Niestety, zaczęło się. Spokój trwał już wystarczająco długo i nie możemy udawać, że się tego nie spodziewaliśmy. Ci, którzy pragną wrócić do domów, nie będą zatrzymywani. Jutro oraz pojutrze odjadą ostatnie pociągi, które mogą was zabrać do Londynu. Kiedy już będziemy w ostatecznym składzie, porozmawiamy poważniej. A teraz, proszę się rozejść na lekcje.
- Co teraz? – spytał Ron, wstając z miejsca. – Co teraz zrobimy?
- Nie wiem. Nie chcę tak tu siedzieć i sterczeć jak ostatni idiota – warknął wściekły Harry. – Ale na razie nie mamy wyboru. Ćwiczymy. Jeszcze intensywniej niż dotychczas. Bez litości dla samych siebie. Na razie tylko tyle.

Parkinson pojawiła się na eliksirach. Jak gdyby nigdy nic, weszła do sali. Nie wyglądała nawet na zmęczoną. Zachowywała prostą sylwetkę i chłodny wyraz twarzy. Harry zaczął się zastanawiać, czy aktorstwo nie było jednym z wymogów w Slitherinie.
- Zajmiemy się dzisiaj eliksirem, który leczy rany cięte – powiedziała krótko profesor Amster i podała im numer strony w podręczniku. – Nikt stąd nie wyjdzie, dopóki się tego nie nauczycie. Wszyscy. Bez wyjątku.
- Tak jest – odpowiedział ktoś mechanicznie i wszyscy zaczęli pracę. Tym razem każdy sam wybierał sobie parę. Czarownica chciała uzyskać dobre efekty. Nie było czasu na zajmowanie się integracją między domami. Harry był w parze z Luną. Od razu po przeczytaniu przepisu zajął się krojeniem pazura nietoperza.
- Zostaniesz, Harry? - spytała szeptem blondynka.
- Nie wiem – przyznał szczerze. – Nie mam pojęcia, co teraz zrobić.
- Jestem z tobą. – Uśmiechnęła się lekko. – Nie zostawimy cię tutaj samego.
- Nie wiem, czy się cieszę – mruknął Potter. Z jednej strony, był zadowolony, z drugiej… Bał się o swoich przyjaciół i nie chciał ich tracić.
- Nie masz nic do gadania, Harry – stwierdziła po prostu Luna, dość żywo jak na nią. Pozostało mu jedynie się uśmiechnąć.

***

Pokornie proszę o komentarze.

Obiecuję, że będzie coraz lepiej. Przynajmniej mam taką nadzieję.
karmelowa
karmelowa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 62
Dołączył(a): 29 sty 2012, o 22:48

Postprzez T.M.R. » 27 mar 2012, o 20:33

Aa, tak się cieszę, że dodałaś nowy rozdział! :) Już się martwiłam, że to koniec. Skomentuję jutro albo jak najszybciej się da, ale dzisiaj padam z nóg, chociaż jest dopiero 21 [!]!
there once was a boy named Harry,
who constantly conquered death,
but in one final duel between good and bad,
he may take his final breath...
     Paint. HP in 99 seconds
T.M.R. Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 9
Dołączył(a): 15 sie 2011, o 17:02

Postprzez ruffe » 27 mar 2012, o 22:13

krótko coś... :P
Pisze się SLYTHERIN, Nie Slitherin, błagam^^
Mimo iż ogolnie jestem nastawiona bardzo pozytwnie do tego opowiadania to ten rozdzial podobal mi sie tak srednio.
Za duzo nieistotnych wydarzeń i za malo Draco:D
Czekam na kolejne i życzę weny:)
ruffe Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 12
Dołączył(a): 31 sty 2012, o 19:17

Postprzez yamna » 28 mar 2012, o 03:20

Prawdopodobnie to opowiadanie czytam z czystego masochizmu albo z dogłębnego braku Drarry. W każdym razie o ile poprzednie rozdziały były takie sobie - nic nowego, trzeszczało jak zdarta płyta, a utarte schematy w średnim wykonaniu nie zachęcały - to jednak ten rozdział był tragedią. Nie wiadomo skąd i po co zachowanie Draco, zupełne pozbycie się przezeń dumy i szukanie pocieszenia AKURAT u Pottera, tak, tak, już wierzę. Ba, widzę to wewnętrznym okiem jakoby Sybilla. W dodatku scena seksu, której nie da się ogarnąć, tu obciąga pomijając spodnie, tam się wypina bez odwracania, a wszystko nudne jak flaki z olejem. A na koniec Potter i jego wróżby, widzę że i jemu Sybilla się udzieliła. Jak zobaczę osobę krwawiącą na ulicy też zacznę się zastanawiać, czy dzwonić po karetkę, bo może persona sobie tego nie życzy. Wszystko okraszone Sliterinem. Moje wewnętrzne oko mówi mi, żeby resztę komentarza sobie darować, a intuicja, żeby więcej tu nie wchodzić.

Pozdrawiam serdecznie
i przypominam, że 1 kwietnia to za kilka dni
Yamna
Z mackami się nie zadziera.
Mózg w trakcie rehabilitacji, przepraszam bardzo!
yamna Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 58
Dołączył(a): 16 mar 2011, o 00:55

Postprzez Nessa » 28 mar 2012, o 12:36

Hm, hm, hm... Ten komentarz nie będzie długi, więc musisz mi wybaczyć.
Mam mieszane uczucia. Sposób w jaki rozwinęła się relacja Harrry'ego i Draco nie przypadł mi do gustu. Jednak wolę, gdy wszystko dzieje się powoli, a nie tak błyskawicznie. Gdy wszystko toczy się tak szybko, zaczyna mi brakować w tym jakiegoś prawdopodobieństwa psychologicznego. Co prawda, tłumaczysz pobudki, które kierują chłopakami, ale nie bardzo je kupuję. Jednak to twój ff.
Co do plusów, widać, że zaczęłaś pracować nad opisami. Jest ich znacznie więcej niż z początku. To się chwali.
Co jeszcze mogę rzec... nie zniechęcaj się. Pisz i pracuj nad sobą dalej, bo warto, a efekty już widać.

Pozdrawiam i czekam na więcej
Nessa
Nessa Offline


 
Posty: 53
Dołączył(a): 10 lis 2010, o 00:28

Postprzez Akame » 28 mar 2012, o 19:42

No cóż, przyznaję, że podczytuję to opowiadanie i zastanawiam się po cichu, w jakim kierunku się rozwinie. Na razie mam wrażenie delikatnego chaosu i niezorganizowania wśród bohaterów. Niemniej do tej pory się nie wychylałam, bo szczerze, ni tu chwalić, ni ganić. Nie było źle, ale nie zwaliło mnie z nóg. Znam jednak Twoje inne opowiadania, więc wiem, że potrafisz zaskoczyć. Czytam też, jakoś tak porównując, jak zmienia Ci się warsztat, oczywiście na plus.

Ten rozdział skłonił mnie do wychylenia się z pozycji cichego czytelnika, gdyż zaskoczył mnie zupełnie. Jakoś tak odniosłam wrażenie, że nie miałaś pomysłu jak popchnąć akcję między nimi do przodu i... wylądowali biedni w korytarzu. Scena była... brutalnie mówiąc, daremna. Zupełnie nie pasująca do ich wcześniejszej relacji. Dziwna, to mało powiedziane. Miałam wrażenie, że z tym seksem to wyskoczyli jak Filip z konopi, zupełnie bez większej przyczyny.

Poza tym... przeczytaj ten rozdział jeszcze raz.
Harry wstał koło dziesiątej, obudził Rona i kazał mu ruszyć tyłek. Oboje zeszli na późne śniadanie, gdzie czekała na nich Hermiona. Nie tracąc czasu, szybko i bez słowa zjedli śniadanie i pobiegli do chatki gajowego.

Zeszli na późne śniadanie. Skoro Ron i Harry, to wiadomo, że obydwaj. I obydwaj, nie oboje.
Zeszli na śniadanie, zjedli śniadanie - powtórzenie cokolwiek niezgrabne.
- Hagrid! – krzyknęli wszyscy naraz

Domowe przedszkole. Przyznaję, że się wzdrygnęłam.
- Gdzie byłeś? – spytał bez owijania w bawełnę Potter.

- Gdzie byłeś? - zapytał bez zbytnich wstępów Harry. - owijać w bawełnę to raczej mógł Hagrid wykręcając się od odpowiedzi. "owijać w bawełnę - mówić w sposób niejasny, nieprecyzyjny, unikać powiedzenia czegoś wprost"
Nie wiem, co kombinują, ale wolałbym nie doczekać finału.

Rany, wolałby zginąć wcześniej??
- Ja chyba też – przyznała cicho dziewczyna.

Zbiorowe samobójstwo??
"Nie wiem co kombinują i wolałbym się nigdy nie dowiedzieć. - chyba byłoby jaśniej.
starali się nie myśleć o niczym, co wzbudziłoby ukrywany strach.

Ten wzbudzony, ukrywany strach, strasznie zgrzyta przy czytaniu. Dziwne określenie.

Nie będę wypisywać dalej, ale oddaj to do bety i przeklej, bo serio, szkoda opowiadania paprać tym rozdziałem. Naprawdę naprzeciw pozostałych, ten jest po prostu kiepski.

Pozdrawiam i życzę weny i mobilizacji do pisania.
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez karmelowa » 28 kwi 2012, o 22:43

O matko... Nigdy wcześniej tego nie robiłam i czuję się głęboko zawiedziona własną osobą, ale uznałam, że po prostu MUSZĘ. Przeczytałam właśnie poprzednie rozdziały "Szczerości na śniadanie" i z żalem przyznaję, że są złe. Najzwyczajniej w świecie - złe. Nie zadowala mnie sposób w jaki je napisałam oraz sama treść (która, przyznajmy, nie jest zbyt wiele warta). Nie chcę wyjść na osobę, która nie potrafi skończyć tego, co zaczęła, bo tak wcale nie jest (mam za sobą naprawdę wiele zakończonych opowiadań), jednak zdecydowałam przerwać pisanie "Szczerości na śniadanie". Nie oznacza to oczywiście, że uważam całą tą "zabawę" za stracony czas. Wręcz przeciwnie - dzięki naprawdę cennym radom udało mi się nieco powrócić do formy pisarskiej i mam nadzieję, że będzie już w miarę dobrze, a potem coraz lepiej.

Postanowiłam spokojnie na nowo przeczytać wszystkie części "Harry'ego Pottera" i dopiero potem zacząć pisać pewną historię, która powolutku kiełkuje mi w głowie. Usiądę do tego spokojnie i z namysłem. Nie chcę znowu czytać rozdziałów własnego tworu (tak jak dzisiaj) i załamywać się nad poziomem własnego pisarstwa. To jest niestety bardzo bolesne... Widzieć coś, co się samemu stworzyło i być kompletnie zawiedzionym. Nie chcę tak dalej.

Proszę, nie piętnujcie mnie jako osoby niekompetentnej i niezdecydowanej. Po prostu uznałam, że tak trzeba. Tak będzie lepiej dla mnie i mojego sumienia.

Obiecuję, że kolejne opowiadanie, które tutaj zamieszczę, będzie już na lepszym poziomie merytorycznym oraz stylistycznym, a czytanie go sprawi Wam radość. Jednocześnie, dalej będę czytać i komentować to, co jest na drarry.pl

Proszę również o wsparcie :)

Pozdrawiam wszystkich.

PS- Wiem, że nie powinnam wklejać tu nic innego niż opowiadanie, ale nie mogę przestać pisać i nie powiedzieć, dlaczego.
karmelowa
karmelowa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 62
Dołączył(a): 29 sty 2012, o 22:48

Postprzez Macy » 5 maja 2012, o 11:19

Jestem wysoce niepocieszona z powodu Twojej rezygnacji, karmelowa, i żądam - tak! ŻĄDAM - kontynuacji! Nie możesz tego tak zostawić! Nie w tym momencie, kiedy między Harry'm i Draco coś zaczyna się dziać, cholibka. Owszem, tekst do najlepiej napisanych nie należy, ale patrząc na dotychczasowe rozdziały, z każdą częścią było coraz lepiej. Twój styl poprawiał się, robiłaś coraz mniej błędów. To się sprytnie nazywa postępem i NIE WOLNO przerywać tego procesu pod żadnym pozorem!
Historia wciąga, może dlatego że tak naprawdę ciężko przewidzieć, jak to wszystko się potoczy. Jedyną pewną rzeczą był romans między chłopakami, choć i to nie nastąpiło zbyt szybko. Fabuła jest ciekawa, podoba mi się niemal każde wykorzystane przez Ciebie rozwiązanie, a zatrudnienie jakiejś dobrej bety zrobiłoby opowiadaniu jeszcze lepiej.
Nie przerywaj pisania, proszę Cię! Wciągnęłam się i nie wyobrażam sobie teraz nie wiedzieć, jak historia potoczy się dalej. Zrób sobie przerwę, popraw poprzednie części pod względem ortografii, interpunkcji i stylistyki, zastanów się nad kontynuacją, ale na Merlina nie rezygnuj!
Życzę Ci dużo Weny do kontynuacji i pozdrawiam,
M.
Vita brevis, ars longa, occasio praeceps, experimentum periculosum, iudicium difficile.
Macy Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 9
Dołączył(a): 4 paź 2011, o 16:14
Lokalizacja: Szczecin/Koszalin

Postprzez T.M.R. » 5 maja 2012, o 15:49

Taaak, zgadzam się z Macy w 100%! Było coraz lepiej i moim zdaniem nie ma co marnować pracy, którą włożyłaś w ten tekst. OK, rozumiem. Możesz potrzebować czasu, żeby to wszystko na nowo poukładać sobie w głowie. Jednak myślę, że jesteś w stosunku do siebie ZA BARDZO krytyczna. Sprawiasz wrażenie, jakbyś uważała SNŚ za kompletną pomyłkę, a to wcale nie jest prawda. Jeżeli by tak było, to na pewno ktoś by Cię poinformował :) Mam rozumieć, że już raczej nie bierzesz pod uwagę kontynuacji? Ja byłabym za... Oczywiście jak już czułabyś się na siłach. Ale trudno, to Twoja decyzja.
Wciąż trzymam za Ciebie kciuki.
No i naturalnie czekam na jakiś nowy tekst Twojego autorstwa (nawet jeżeli miałoby to trochę potrwać...)

C.
there once was a boy named Harry,
who constantly conquered death,
but in one final duel between good and bad,
he may take his final breath...
     Paint. HP in 99 seconds
T.M.R. Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 9
Dołączył(a): 15 sie 2011, o 17:02

Postprzez yamna » 5 maja 2012, o 20:46

A ja uważam, że to dobry pomysł. Nie ma co dalej brnąć w opowiadanie, które się nie podoba - nic, że nie podoba się mi - ale jeśli się nie podoba autorce to myślę, że już sama automatycznie jest dość mocno zdemotywowana do kontynuowania swojej pracy. A doświadczenie warto zachować, bo one nie znikną i styl/interpunkcja/metodyka tworzenia pracy etc. się nie pogorszy. Za to nie neguję tego, że kolejne opowiadanie może być dużo lepsze, ba, nawet genialne. Dlatego, jeśli się pojawi to na pewno je przeczytam.

Przepraszam za offtop.
Z mackami się nie zadziera.
Mózg w trakcie rehabilitacji, przepraszam bardzo!
yamna Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 58
Dołączył(a): 16 mar 2011, o 00:55

Poprzednia strona

Powrót do Lochy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron