Lodziarnia

[M][PG13]

Teksty porzucone.

Postprzez MilkyAnon14 » 17 cze 2011, o 00:27

Witam.
Chciałabym zaznaczyć, iż nie jestem z Waszego fandomu, drodzy fani Drarry, a tekst, który publikuję, był napisany po to, by zrobić niezwykła przyjemność przyjaciółce. Zamieszczam go ot tak - zastanawiają mnie opinie prawdziwych "wyjadaczy". Tekst niebetowany, podzielony na dwie części.

Na początku parę słów od Autorki. Kanon jak najbardziej zachwiany. Z książką wspólne są imiona i czarodziejski świat. Postaci to piękne ooc, z których jestem dumna. Ich relacje i przeszłość to mój wymysł. Wulgaryzmy, oczywiście, pojawiają się, lecz ich użycie nie jest nachalne. Silny wpływ http://www.324kcal.blogspot.com. Zakaz rozpowszechniania opowiadania bez mojej zgody. Zapraszam.

Lodziarnia cz. I


Lodziarnia przy ulicy Pokątnej z zewnątrz nie wyróżniała się niczym szczególnym. Mieściła się między sklepem z używanymi, czarodziejskimi sz(m)atami, a magiczną rzeźnią, która robiła najlepsze szynki z gryfów w calusieńkiej Anglii. Przechodzień na pewno miałby dylemat, do którego miejsca się udać. A jednak lodziarnia „Dracon” okazała się być ulubionym miejscem Harry'ego. Z początku przychodził tam sporadycznie. Kiedy uroczy okularnik przekroczył próg tego miejsca po raz pierwszy, jego oczy pochłonął mrok. Taka właśnie była aura tego miejsca. Czarne ściany idealnie komponowały się z czernią stolików, krzeseł i stołów. Pierwszą myślą było „Harry, spierdalaj!”. Harry wiedział, że nie może oprzeć się swojemu sowiemu dajmonowi, który, niestety, zawsze miał rację. Szedł cały czas w głąb, a kiedy dotarł do lady, rozchylił lekko usta, przypatrując się tabliczkom z nazwami lodów. Ropusze lody nie zachęcały i Harry miał wielką nadzieję, że zawdzięczają swą nazwę tylko przez kolor. Podniósł wzrok. Nikogo. Rozejrzał się. Pod oknem siedział tylko jakiś łysy człowiek o nienaturalnie bladej twarzy i płaskim nosie, popijający niezbyt apetycznie wyglądający napój. Ciszę przerwały nagle czyjeś kroki. Nasz bohater dobrze wiedział, że ktoś zza lady mu się przypatruje. Uniósł głowę. Ujrzał Go. Harry ulotnił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Nie trzeba było długo czekać, aż brunet złoży kolejną wizytę w lodziarni. Za każdym razem, kiedy do niej przychodził, uparcie studiował nazwy lodów, chociaż jego wzrok co chwila lustrował sylwetkę sprzedawcy. Harry nie mógł pozbyć się wrażenia, że skądś go zna. Jego twarz była idealna. Przynajmniej taki ideał piękna widział Potter. Pociągła, blada twarz, jasne blond włosy, zaczesane ręką, której niedbałe ruchy sprawiały, że kilka kosmyków upadało na czoło mężczyzny. Brunet lubił też jego oczy. Oczy podłego skurwysyna podniecały go. Zawsze, kiedy w nie spojrzał, wiedział, że nie wyjdzie z tego miejsca, dopóki nie kupi przynajmniej dwóch gałek lodów. Nic dziwnego, że ludzie wracali tu znowu. Byli przekonani, że jeśli tego nie zrobią, sprzedawca naśle na nich bandę swoich przydupasów. Harry nie dlatego tu wracał. Poświęcał swój czas, pieniądze (których i tak zbyt wiele nie miał) oraz sylwetkę dla tych oczu. I zwinnych dłoni, które nakładały lody najpiękniej na świecie.

Skończyła się zima. Codzienne wizyty w „Draconie” nie były już tak uciążliwe. To wszystko zaczęło się gdzieś w listopadzie. Sporadyczne odwiedziny lodziarni przerodziły się w codzienność. Harry robił wszystko, aby się tam pojawić. Nieraz uciekał z lekcji lub kłamał. Tylko po to, by się
z nim spotkać. By usłyszeć „Rusz tym pustym łbem i zamów coś, Potter. Chyba nie chcesz, by twoja czaszka posłużyła jako pucharek do lodów?”. Wkurwiał go. Ten cały kurewsko przystojny sprzedawca i jego suche żarty, z których śmiali się jego głupi klienci. Ciągle zastanawiał się, czemu właściwie to robi? Skoro tak bardzo nienawidzi tego miejsca, to po co tam w ogóle się zjawia? Nie dopuszczał do siebie myśli, że to wszystko przez chorą fascynację. Kurwa mać, po tylu miesiącach nie wiedział nawet, z kim codziennie się drażni. Zastanawiał się, w jaki sposób zdobyć imię tego przystojniaka... „Może po prostu go spytaj?” Sowa jak zwykle dorzuciła swoje pięć groszy. Niemożliwe, aby to zrobił! Poza tym był pewien, że i tak nie dostanie odpowiedzi. „Albo spójrz na jego fartuch? Nie sądzisz, że tam powinna być plakietka z jego imieniem?” Harry uznał to za debilny pomysł i ruszył w stronę lodziarni, aby go zrealizować.

Kiedy Potter mijał kolejną wystawę sklepową, ktoś z tłumu wpadł na niego, upadając.
- Uważaj, jak leziesz, kurwa!
Na ziemi leżała ruda dziewczyna, a kilka metrów dalej wylądowała klatka, którą niosła. Harry
z łatwością rozpoznał, z kim ma do czynienia. Jego była. Pierwsza i jedyna dziewczyna, która była na tyle głupia, by wejść z butami w jego życie i wmówić mu, że ją kocha. Ginny. Ich związek trwał rok. Brunetowi na początku to wszystko bardzo się podobało. Nareszcie ktoś się nim zainteresował. Hormony buzowały a ręce Harry'ego zaczynały być bardzo niespokojne. Ginny równała się nowe doznania. Potter mógł teraz stwierdzić, że ich związek zaczął opierać się na seksie. Nie mieli
o czym rozmawiać. Zawsze przerywał krępującą ciszę, całując ją. Kiedy za dużo mówiła, robił to samo. W końcu zaczęła go irytować jej nijakość. Wykrzyczał wszystko, co o niej myślał. Dziewczyna była głupiutka i cholernie zakochana. Któregoś dnia przyszła do niego i oznajmiła, że właśnie dostał to, czego chciał. Tak, Ginny stała się rasowym metalem. Zaczęła słuchać Linkin Park. Ogoliła połowę głowy a następnie przestała myć włosy. Swoje powyciągane swetry zamieniła na ciuchy w kolorze czarnym i czarnym, wyrzuciła wszystkie buty, które nosiła, zastępując je czymś, co miało przypominać glany. Dodatki swoją drogą, ważniejsze jest to, jak zmieniło się jej zachowanie. Początki były niewinne. Bekanie przy stole, przeklinanie, męski chód. Dziewczyna nie zamierzała na tym poprzestać! Najpierw pojawiła się agresja, a potem Ginny zapisała się do czarodziejskiego stowarzyszenia „Kotożercy”. Chyba nie trzeba tłumaczyć, co takiego robiła. Mugole najczęściej tylko palili koty. Cieniasy. Za takich uważała ich metalowa rudzielka. Ona koty jadła a jej obiad właśnie siedział w klatce oddalonej od niej o kilka metrów.
- Ginny? - Potter wydał się zdumiony. - Chodź, pomogę ci wstać.
- Zabieraj łapę! Sama dam sobie radę – powiedziała, podnosząc się. Podeszła do klatki, chwyciła ją i stwierdziła – Żywy. To dobrze. Wiesz, Harry, przyjemniejszą czynnością od jedzenia kota jest zabijanie go.
Brunet otworzył usta. Naprawdę bardzo się cieszył, że od niej odszedł. Miał nawet nadzieję, że dziewczyna porzuci swój nowy wizerunek, kiedy tylko się z nią rozstanie. Nic z tych rzeczy. Ginny jako metalówa czuła się jak ryba w wodzie.
- Mogłabyś przestać? To, co robisz, jest nieludzkie i ohydne. Koty to nasi przyjaciele, a nie...
- Tak? To dlaczego sprzedają mięso z gryfów? Och, Harry, przecież gryfy to nasi przyjaciele! Chyba nie zapomniałeś, jak bardzo przyjaźniłeś się z jednym z nich?
Harry przełknął ślinę. Teraz nie miał już żadnych argumentów. Musiał jak najszybciej skończyć tę rozmowę, która do niczego nie prowadziła.
- Wybacz, Ginny, ale spieszę się. Do zobaczenia – machnął ręką i ruszył przed siebie. Jego myśli powędrowały w stronę naprawdę uzdolnionych dłoni, lecz zostały przerwane przez krzyk z oddali.
- A tak poza tym, słyszałam, że zwiewasz z lekcji! To naprawdę bardzo złe z twojej strony, Potter!
Potter, Potter... Czy ludzie naprawdę zapomnieli, jak ma na imię?!

Podniósł głowę. Dracon. Nareszcie na miejscu. Otworzył drzwi, a mroczny gong oznajmij przybycie nowego klienta. Lodziarnia świeciła pustkami. Harry powoli podszedł do lady, spoglądając w szare, tak bardzo przez niego pożądane oczy. Nie trzeba było długo czekać, aby brunet poczuł się zmieszany i tradycyjnie przeszedł do studiowania tabliczek z nazwami lodów.
- Co z ciebie taka niezdecydowana ciotka, Potter?
Okularnik przeniósł powoli wzrok na twarz sprzedawcy, na której malował się ironiczny uśmiech.
- Jestem Harry – powiedział, jego zdaniem, stanowczo.
- Wszyscy o tym wiemy, idioto. Teraz dowiedzą się też, że jesteś ciotą.
- Tego nie powiedziałem – zmarszczył brwi. Czuł, że wizyta w tym lokalu zajmie mu więcej czasu niż zazwyczaj.
Sprzedawca zaśmiał się lekko. Och, rozmowy z Potterem dostarczały mu wiele rozrywki.
- Nie zaprzeczyłeś, co jest równoznaczne z potwierdzeniem. Z resztą, panie Harry Potter, chyba nie myślisz, że dałem się nabrać na to, że lody naszej rodzinnej firmy smakują ci tak bardzo, że wracasz tu codziennie?
- C-co? - Harry był podirytowany tą rozmową. Co ten skurwiel sugerował? Poczuł, jak pocą mu się dłonie a tętno przyspiesza. Przecież te lody były naprawdę świetne! To po prostu jedno z dziwnych uzależnień. Bo człowiek może uzależnić się od wszystkiego, czemu więc nie od tego? Lody... Lody były cudowne! A jeszcze cudowniejsza była osoba, która je nakładała...
- Przecież widzę, że na mnie lecisz.
Cisza. Harry nerwowo podniósł wzrok z podłogi na twarz sprzedawcy, którego mina mówiła „Mam cię”.
- Ja na ciebie!? Co ty możesz wiedzieć... - Spojrzenie na fartuch. Poszukiwanie plakietki
z imieniem. Misja wykonana. – Draco – dokończył.
- Nie żartuj. Nie wiedziałeś nawet, z kim codziennie rozmawiasz? - Blondyn uniósł brew. - Nic dziwnego, skoro bardziej zajęty byłeś gapieniem się na mają twarz.
Harry był na granicy wytrzymałości. Ten cały Draco doprowadzał go do szaleństwa. To była forma masochizmu. Czuł wściekłość, a jednocześnie chciał, by to trwało. Czyżby ich chora gra dopiero miała się zacząć?
Brunet nie mógł pohamować agresji. Jednym szybkim ruchem chwycił obiekt swojej wściekłości za koszulkę. Mógłby się na niego rzucić, gdyby nie ta jebana lada.
-Pierdolisz! - Słowa, które wypłynęły z ust Harry'ego, nie zabrzmiały zbyt stanowczo
i przekonująco.
- Dopiero za chwilę, Potter.
Blondyn, wykorzystując chwilowe zahamowanie w procesach myślowych niezbyt ogarniętego okularnika, pocałował go. Mocno i namiętnie. Harry poluzował uścisk na koszuli Draco. To było nierealne. Wcześniej nazwał go ciotą, a teraz się do niego klei?
- Cóż za idealne wyczucie czasu. Właśnie miałem zamykać – Draco oderwał się na chwilę od ust bruneta. Jeden ruch różdżką wystarczył, aby na drzwiach pojawiła się tabliczka z napisem „CLOSED”.
Sprzedawca pociągnął Harry'ego do drzwiczek, które właśnie miały być furtką do nowych doznań. Potter z łatwością przeszedł przez nie, likwidując wcześniejszy dystans między nim a blondynem.
Teraz słowa nie były potrzebne. Nareszcie mogli dać upust żądzom, które skrywali przez ostatnie miesiące. Draco nie opierał się, kiedy brunet zaczął go całować. Czuł, że jeśli nic nie zrobi,
za chwilę zostanie zdominowany przez tego głupawo uśmiechającego się chłopaka o oczach koloru... ropuszych lodów. To naprawdę piękne tęczówki – pomyślał i za chwilę zganił się za taką myśl. Liczyło się tylko to, co działo się w tej chwili. A właśnie teraz Potter drżącymi rękoma wykonywał chaotyczne ruchy po plecach blondyna. Za chwilę jednak został przyciśnięty do ściany. Draco bardzo szybko pozbawił go szkolnego mundurka.
- Pfff. – Blondyn wydał z siebie dźwięk przepełniony ironią. – Hogwart? Ja już dawno zrezygnowałem z tej śmiesznej instytucji.
Trzeba wiedzieć, że Draco Malfoy i jego rodzina do grzecznych nie należeli. Posiadali sieć lodziarni, które były pralnią brudnych pieniędzy. Przez te lokale przechodziła masa nielegalnego towaru. Wszystko zaczęło się w Hogwarcie. Rodzina Malfoyów dostarczała Snape'owi wszystko, czego potrzebował. Aby nie wzbudzać podejrzeń, regularnie zaopatrywano szkołę w lody domowej roboty. Draco dobrze zapamiętał dzień, w którym Dumbledore posmakował ich rodzinnego przysmaku. Widział, jak wykrzywił tę swoją starą, pomarszczoną twarz w grymasie niezadowolenia. Wtedy młody Malfoy przysięgnął sobie, że poświęci się rodzinnemu biznesowi. Miał nadzieję, że kiedy jego ojciec umrze, on przejmie całą firmę.
Brunet nie był zbyt zainteresowany ciągnięciem tego tematu. Na Merlina! Chyba nie będą teraz ucinać sobie pogaduszek? Przejdźmy do konkretów!
MilkyAnon14 Offline


 
Posty: 4
Dołączył(a): 17 cze 2011, o 00:08

Postprzez MilkyAnon14 » 17 cze 2011, o 21:03

Witam.
Grzeczny apelik.
Dziękuję za dostarczenie mi ogromnej porcji rozrywki. Kolacja smakuje przy tym przewybornie. Drugiej części nie będzie, dziewczynki. Trochę więcej dystansu do siebie i Waszych Drarrów.
Pozdrawiam.
MilkyAnon14 Offline


 
Posty: 4
Dołączył(a): 17 cze 2011, o 00:08


Powrót do Lochy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość