[NZ] Otchłań (18/30)

angst, przygodowe, psychologiczne, tajemnica, alternatywa VII tomu

Teksty porzucone.

Postprzez Fantomeciara » 11 maja 2015, o 22:13

Tak, teraz brzmi bardziej ludzko :) chociaż do wcześniejszej wersji nie miałam zastrzeżeń. Draco przeżył takie piekło, że odcięty palec był niczym na tle tego, czego doświadczył. Ta myśl była okrutna, więc w sumie dobrze, że trochę zmieniłaś.
Fantomeciara Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 5
Dołączył(a): 16 lis 2014, o 18:41
Lokalizacja: Kraków

Postprzez Madzia » 12 maja 2015, o 14:56

Na samym już wstępie przepraszam, że pisz dopiero teraz, ale miałam problemy z komputerem. Te wirusy ;) W każdym razie wszystko już dobrze. Bardzo dobry rozdział. Draco robi się taki bardziej... Nie wiem jak to powiedzieć... Wygadany? Bardzo dobrze go stworzyłaś. Błędów nie znalazłam, ale to potwornie wciąga ;) Jedyne co mogę Ci zarzucić to brak wątku drarry. Szkoda, że nie wiesz kiedy pojawi się nowy rozdział. Poczekam, nawet długo. To ff jest zbyt fajne żeby je porzucić :)
Madzia Offline


 
Posty: 9
Dołączył(a): 3 sty 2015, o 18:42
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez SzmaragDrac » 14 maja 2015, o 13:13

Przepraszam, że tak późno, ale zawaliła mnie nauka i akcja komentatorska. Ale jestem i nadrabiam zaległości! :)

Podoba mi się ten rozdział Niby nie ma tu zbyt wiele akcji, którą można śledzić z zapartym tchem, ale przede wszystkim mamy informacje o NARCYZIE, a dodatkowo ciekawą rozmowę Dracona i McGonagall. Zaczyna się raczej szokująco - Draco upuszcza sobie krew. Nie znoszę Pansy, naprawdę jej nie znoszę, ale w tej scenie jej zachowanie wydaje mi się bardzo odpowiednie i bliskie mnie. Chyba bym podobnie zareagowała na jej miejscu. Obserwowanie przyjaciela, który sam siebie kaleczy, musi być naprawdę trudne. A on jeszcze na pytanie "Co robisz?" odpowiada "Nie chcesz wiedzieć". Mnie by to zabolało. Ale Pansy mimo to drąży temat i wciąż zadaje pytania. I w tym momencie kończy się moje rozumienie tej postaci. Jak mówiłam, nie lubię jej, więc zirytowało mnie nieco to, że nie może zrozumieć, iż Draco nie chce jej odpowiedzieć. Ja wiem, że ta scena miała pokazać to, jak bardzo Malfoy jest teraz wyobcowany, ale nie zmienia to faktu, że nie pałam do tej dziewczyny ciepłymi uczuciami.
Zapach krwi od dziecka wywoływał w nim mdłości, ale teraz wszystko spotęgowało się nie do wytrzymania.
Nie rozumiem takich ludzi. Krew wcale nie pachnie tak źle.

Uch, lekcja eliksirów jest nieco... przerażająca. A raczej fakt, że Draco odkroił sobie palec (no dobra, tylko kawałeczek, no ale!). Brr. Dziwi mnie nieco to, że nawet się nie skrzywił - w końcu już wcześniej stwierdzono, że zapach krwi wywołuje w nim mdłości. A on prezentuje postawę stoickiego spokoju i najzwyczajniej w świecie pyta Slughorna, czy mógłby mu pomóc. Nie jest to oczywiście zarzut wobec Twojego kreowania Dracona, wręcz przeciwnie. Tworzysz ciekawą, wielopłaszczyznową postać, o której czytelnik chce dowiedzieć się jak najwięcej.
Miał nadzieję, że wylewność nie była cechą wrodzoną rudych. Drugiej rundy podobnych wrażeń by nie przetrwał.
Mimo wszystko jednak Twój Draco ma sporo wspólnego z Draconem kanonicznym ;)

Dodatkowo interesująco kreujesz Slughorna. W Twoim opowiadaniu widać, że jest Ślizgonem (u Rowling czasami tego brakowało - miejscami nawet wydawało mi się, że bardziej pasuje do Hufflepuffu niż do Slytherinu). Pamiętam, jak objął Dracona tylko po to, by sprawdzić, czy jego skóra jest ciepła czy zimna - mógł dzięki temu dowiedzieć się, czy Draco opuszczał pokój. I w tym odcinku też widać, że nie bez powodu jest Ślizgonem. Szybka reakcja, świetne zaklęcie, a wszystko bez żadnego zawahania.

Z jednej strony rozumiem zachowanie Dracona w rozmowie ze Snape'em, a z drugiej nie. Bo ja wiem, że on tak samo czeka na informacje o Narcyzie jak ja, że świat mu się zawalił przez wakacje, że rumuńskie lochy, że tortury. A z drugiej strony wypada jednak okazać szacunek starszym. I to jeszcze profesorom w szkole (pomińmy milczeniem fakt, że szacunek to ostatnie, co ja mogłabym okazać Snape'owi, a jeśli miałabym mu coś Pokazać, to zapewne środkowy palec). W klasie, na eliksirach, zachował się nadzwyczaj spokojnie, choć przecież ucięcie sobie kawałka palca to nie bagatela, szczególnie dla osoby, którą mdli od zapachu krwi, a tutaj nie umie powstrzymać swoich emocji. Wiem, wiem, że chodzi o zaginioną matkę, o której Draco dostaje skąpe informacje. Sama bym się wkurzyła na jego miejscu.
– Ona nie żyje, prawda?

– Nie sądzę – odparł Snape smutno, a Draco zdenerwował się jeszcze bardziej, bo to nie była odpowiedź, jakiej oczekiwał.

– Wiedziałeś, że opuściła Manor kilka godzin po śmierci mojego ojca? – zaatakował z innej strony. – Nie broniła się i sama zdjęła bariery ochronne. Dlaczego?
O, tutaj na przykład. Niby nic wielkiego, niby Draco wcale nie krzyczy ani nic takiego, ale jednak to nie są słowa, które można skierować do nauczyciela. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Snape dla Dracona jest kimś więcej, ale... Jak mówiłam - trzeba okazać szacunek. Nie jest to absolutnie zarzut wobec Dracona - jak wspomniałam wyżej, on w Twoim opowiadaniu jest postacią o wielu płaszczyznach i wielu "twarzach", że tak to ujmę. Ciekawisz zatem czytelnika, stosując taki zabieg.

Rozmowa z McGonagall natomiast to już całkiem inna kwestia. Tutaj Draco zachowuje się jak małe dziecko. Krzyczy na dyrektorkę, oskarża ją, przeklina, mówi na ty. Jak mówiłam, rozumiem, że trudno mu jest z tym, że nie dostaje żadnych informacji o Narcyzie, ale wypadałoby się opanować. Nie lubię go w tej scenie. Mam ochotę strzelić mu w pysk nawet.
– Prosiłabym, byś nie przeklinał w mojej obecności.

– Prosiłbym, by pani niczego więcej przede mną nie ukrywała.
O, za te słowa na pewno zasługuje na to, żeby go strzelić.
Draco jest ciekawą postacią i pokazujesz nam w tej scenie, że może wywoływać w czytelniku skrajne emocje. To zaleta Twojego opowiadania. To, ze mówię, iż mam ochotę mu coś zrobić, wcale nie znaczy, że mi się nie podoba. Bo podoba. Tylko w zupełnie inny sposób niż inne sceny (;

Brakuje mi Pottera. twój Potter jest tak cudowny, że kocham go miliard razy bardziej niż Dracona, naprawdę. Pojawił się raptem dwa razy, raz na lekcji eliksirów, a drugi kiedy Draco myśli, że to on powiedział mu prawdę o Manor. Mam nadzieję, że w przyszłych odcinkach będzie go więcej!

I z tego miejsca chciałabym Ci bardzo podziękować za miłą współpracę jako beta. Cieszę się, że moje rady były dla Ciebie przydatne. Życzę powodzenia z nową betą ;)

Pozdrawiam!
Drac
Zaglądam tu rzadko, częściej można mnie złapać na Forum Mirriel pod tym samym nickiem.
Moje ao3.
SzmaragDrac Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 723
Dołączył(a): 26 mar 2014, o 16:10

Postprzez Aevenien » 5 lip 2015, o 15:19

cdn - problemy techniczne :(
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Zorda » 8 lip 2015, o 20:20

Proszę nie zepsuj tego dużą dawką słodyczy, nagłym przyśpieszeniem akcji i zakończeniem typu: żyli długo i szczęśliwie, a wszystkie problemy i dolegliwości w magiczny sposób znikły, jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Według mnie zawsze najtrudniejszy jest pierwszy drarrowy :3 krok, bo zwykle wychodzi on nienaturalnie i wymuszenie, ale to jeszcze przed Tobą.
Przepraszam za te kilka pierwszych zdań, ale po prostu musiam je napisać, bo trzymam za Ciebie i Twojego ff kciuki.
A teraz właściwy komentarz:
Dziewczyno! Ten ff zapowiada się genialnie. Jeżeli dobrze rozegrasz dalszą część to jestem pewna, że czeka Cię sława! :P w drarrowym świecie ofc. Czyta mi się to przyjemnie (błędów stylistycznych, gramatycznych itp. Ci nie wytknę, bo się na tym nie znam :) ), akacja nie jest wymuszona i sztuczna, no może to z Ginny troszeczkę mi zgrzyta, ale tak naprawdę nie wiem do końca co się stało przez te dwa miesiące w lochach.
Podoba mi się też ta tajemniczość, te retrospekcje, logiczność (postacie nie wybierają okrężnych dróg do rozwiązania problemu). Kurczę jest w tym coś mrocznego, tajemniczego, odrobinkę przerażającego, czyli podsumowując Zorda Cię i Twojego fika uwielbia <3
Drac Twoje komentarze są przecudowne, nie wiem do końca, dlaczego, ale takie są :D jedyne jakie czytam :P

Mam nadzieję, że jeżeli ktoś to przeczyta to zrozumie chociaż połowę...
Miłość to miłość, jest niesamowita, byle bez nadmiaru słodyczy.
Zorda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 9
Dołączył(a): 7 gru 2014, o 00:39

Postprzez Fantomeciara » 13 lip 2015, o 13:15

Kurcze, dwa rozdziały w ekspresowym czasie, planujesz utrzymać takie tempo? :D
Uwielbiam to opowiadanie,Twój styl pisania, powolnie toczącą się akcję, charaktery postaci, prowadzenie fabuły, lubię nawet Vioricę, chcociaż zazwyczaj krzywo patrzyłam na nowych bohaterów.
Końcówka ostatniego rozdziału daje jasno do zrozumienia, że będzie się działo :) To dobrze, bo ostatnio było nawet zbyt spokojnie. Pewnie to tylko kwestia niecierpliwego czekania na nowy rozdział i oczekiwania na jakieś wielkie BUM, zazdroszczę tym, którzy trafią na Twoje opowiadanie, kiedy będzie już ukończone i będą mogli zarwać noc by je przeczytać w całości.
Pansy została zgwałcona? Taka reakcja na dotyk od razu budzi takie przypuszczenia, jeżeli tak, to być może zabiła osobę, która jej to zrobiła.
Co do Dean'a nie mam pojęcia, ale raczej nie miał nic wspólnego z Greengrass.
I McGonagall. Czyżby wpadła do niej w odwiedziny Viorica?
Pozdrawiam! :)
Fantomeciara Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 5
Dołączył(a): 16 lis 2014, o 18:41
Lokalizacja: Kraków

Postprzez SzmaragDrac » 14 lip 2015, o 16:54

Zorda napisał(a):Drac Twoje komentarze są przecudowne, nie wiem do końca, dlaczego, ale takie są :D jedyne jakie czytam :P
Am mniam-mniam, dziękuję! :D To niesamowicie miłe!


ROZDZIAŁ 11

Bardzo ładny ten rozdział. Taki zgrabny, dobrze napisany, czyta się z zainteresowaniem i takim pytaniem w myśli: "Hm, a co się stanie dalej...?".

Wreszcie pojawił się POTTER :serce: I to w jakiej scenie! To trzymanie się za ręce niby nie jest jeszcze typowo drarrowe, ale już zapowiada, że coś między nimi się będzie działo! <3 I uwielbiam czytać ich rozmowy w Twoim fiku, są naturalne, kanoniczne, ale nie takie szczenięce jak czasem u Rowling. Widać, że obaj choć po części dorośli i zmienili swój stosunek do drugiego z nich. A przynajmniej jeśli chodzi o Harry'ego, bo Draco czasem wydaje mi się wciąż taki dziecinny. Nie to zarzut, wręcz przeciwnie - pokazujesz, że jest człowiekiem i nie zamienił się w kamienną bryłę, co chyba chce wszystkim udowodnić. Mam nadzieję, że Potter szybko pokaże mu, że uczucia nie są wcale złe ^^
Dopiero wtedy Potter podniósł na niego wzrok i było w nim coś nieokreślonego, obcego, zupełnie innego od wcześniejszej lekkości. Kiwnął głową i zabrał dłoń z okładki księgi. Wyglądał tak, jakby chciał jeszcze o coś zapytać, ale w końcu tylko uśmiechnął się słabo i odszedł bez słowa, chowając się w labiryncie wysokich, zapełnionych książkami półek. Draco przeniósł wzrok na okładkę księgi, na której pozostał odcisk dłoni Pottera, jednak wystarczyła tylko chwila, by on także zniknął.
Niesamowicie podoba mi się w tym fragmencie Potter. Niby odchodzi, niby prawie wcale go nie ma, ale to jego spojrzenie jest niesamowite. W dodatku bardzo ładnie (niemal impresjonistycznie!) opisujesz znikający odcisk jego dłoni na książce, przez co sam Harry wydaje się... hm, jak to ująć... bardziej intrygujący. W ogóle Potter jest intrygujący, no!

Opis sceny między Draconem a Vioricą jak zawsze jest bardzo profesjonalny, ale ten profesjonalizm jej nie zabija. Jest napisana bardzo poprawnie, interesująco. Viorica nie przestaje ciekawić, mimo że znamy ją już od jakiegoś czasu. Jej zachowanie przywodzi na myśl jakieś dzikie zwierzę, ale dostrzegam też podobieństwo między nią a Amy Dyer z ITF. Nie jest jakoś baaardzo podobna, ale jest w niej coś, co przywodzi mi na myśl Amy.
– Wiesz, że i bez nich mogłabym cię zabić na jakieś pięć sposobów? – zapytała lekko.

– W tym stanie? – Zmierzył ją oceniającym spojrzeniem. – Góra na trzy. Poza tym wiem, że tego nie zrobisz.
Ciekawy dialog ;P

Oczywiście przypałętał się mój ukochany Potter <3 To jest aż niewyobrażalne, jak ja go mocno kocham w Drarry. Kanoniczny nie wywołuje we mnie aż takich emocji, ale w Drarry...! A jeszcze w takim Drarry... Jego postawa wobec Viorici jest ciekawa, ale też zastanawiająca. Okej, Harry ma dług wobec Dracona za uratowanie Ginny, ale Viorica jest poszukiwana przez Ministerstwo. Z Twojego Harry'ego nie jest jednak taki szlachetny Gryfon, jakby się mogło wydawać ^^ I za to go lubię.

Chodziło o to, że Viorica, mogąc coś wykorzystać na swoją korzyść, zrobiłaby to bez wahania, natomiast Potter miał sumienie.
Każdy ma sumienie, tlyko nie każdy go słucha. ALe posiadanie a słuchanie sumienia to różnica.

Nie wiedział, ile czasu tak spędził, ale wkrótce brudna zieleń zaczęła nabierać coraz więcej złota i czerwieni, a powierzchnia jeziora migotała nieprzerwanie, jakby rzucała wyzwanie impresjonistom.
IMPRESJONIZM <3

Ale w scenie, kiedy Potter przynosi Draconowi dyptam, znowu sięgasz ku jego gryfońskości. ale w zasadzie podoba mi się jego postawa w tym momencie, bo pokazujesz, że Harry nie tylko spłaca dług wobec Dracona, więc dla niego chce być miły, ale także troszczy się o Vioricę, z którą przecież prawie nic go nie łączy.

– Nie przeżyjesz tej wojny – powiedział w końcu. – A wiesz dlaczego? Nie dlatego, że brak ci umiejętności, a dlatego, że jesteś, kurwa, głupi.
A może trochę milej? Gdyby nie ten głupi Potter, to nie miałbyś z kim przeprowadzić czarnomagicznego rytuału. Poza tym skąd Potter miał wiedzieć, że Viorica nie jest człowiekiem?
Ale się domyślił, mój Potter mądry, ach :3 A ostatnio na zlocie zostałam wyśmiana, jak powiedziałam, że jest inteligentny! :D

Nie lubię Pansy. Nie lubię, nie znoszę, nienawidzę nawet. Jest głupia i wtrąca się w sprawy, które jej nie dotyczą. Po kiego zachciało jej się obserwować Dracona? Nie przyszło jej do głowy, że każdy chce mieć trochę prywatności? Małpa. W żadnym opowiadaniu jej nie lubię, ale w Twoim jakoś szczególnie.


ROZDZIAŁ 12

Nie znoszę Pansy. Wkurza mnie tym, że "szpieguje" Dracona. Okej, ja rozumiem, że ona się o niego martwi, ale chyba każdy zasługuje na prywatność, prawda? Nie dziwię się Draconowi, że miał ochotę:
na przykład spuścić spodnie i obciągnąć sobie dłonią, wpatrując się z uśmiechem w drzwi.


Następnie wychodził, a na końcu mokrego korytarza czekał na niego Potter. Dracona zawsze bawiło to, jak dobrze Potter wyglądał stojąc na szczątkach gryzoni i niedbale muskając Błyskawicę palcami. Zdawał się władać otaczającym go mrokiem i wilgotnym powietrzem, skraplającym się nad jego brwiami i ustami. Wyglądał też wtedy wyjątkowo tajemniczo i Draco zastanawiał się, jak duży wpływ odgrywała tu magia wsączona w mury przez samego Slytherina.
Mniam, Potter <3 I to nie jest żaden wpływ Slytherina, to jego osobisty urok, trust me ^^

No i znowu w tym rozdziale jest mało Pottera ;( Co prawda pojawia się na początku, kiedy pyta Dracona o jego magię, ale potem tylko przemyka jak cień, obserwowany oczami Malfoya. Oczywiście wiem, że w późniejszych rozdziałach na pewno będzie go więcej, w końcu to Drarry, ale moje serce krwawi boleśnie, że tu go nie ma... ;( Tęsknię za Potterem badassem - jemu taka kreacja naprawdę bardzo pasuje, szczególnie w Twoim opowiadaniu. Piszesz go bardzo dobrze, interesująco ( i zachwycająco, a przynajmniej mnie on zachwyca, ale nie od dziś wiadomo, że jestem w nim zakochana :D) i w taki sposób, że aż człowiekowi chce się czytać dalej! Ciekawa jestem, jak Potter będzie zachowywał się w relacji Harry-Draco i w jaki sposób oni się ze sobą spikną. Jako że to już prawie połowa opowiadania, mam nadzieję, że niedługo dojdzie do czegoś spod znaku "Drarry"!

Scena, kiedy Draco czesze włosy Viorici, jest bardzo dobra. Wydaje mi się taka impresjonistyczna, a - jak niektórym może wiadomo - ja kocham impresjonizm. No i podoba mi się nawiązanie do tego, że Draco czesał włosy swojej matce. W ogóle ich relacja (Dracona i Narcyzy) w tym fanfiku jest naprawdę genialna, bo niby nie było żadnej sceny z udziałem tych dwojga, a jednak wciaż nie wiadomo, co się stało z Narcyzą, a Draco cały czas jej szuka i próbuje zdobyć o niej nowe informacje. Widać, że mu na niej zależy, i w zasadzie nic dziwnego.
– Jak wiele jesteś w stanie ofiarować za tę informację? – spytała, a jej zimny, mocny uścisk nie poluźnił się nawet na chwilę.

– Wszystko – odparł bez wahania. Wiedział, że Viorica rozważy jego propozycję, kiedy nadejdzie odpowiedni czas.
Ten cytat świetnie to ilustruje.

Wooooah, pomysł z tą misą i poszukiwaniem kogoś, kto jest mordercą, to dopiero coś! Poza tym szalenie przypadł mi do gustu Luca Constantin - jest w nim coś przyciągającego uwagę i coś, co każe się nam nim chwilkę zastanowić. No i zaszokowałaś mnie tym, że Dean jest mordercą. Aż nie wiem, czego spodziewać się dalej.

No i oczywiście głupia Pansy! Nie znoszę jej (powtaaaarzasz się, Drac) i wkurza mnie ona jak mało kto. A jeszcze jak się wyrwaaaała z tym, że wszystko powie! Trochę zaciekawiła mnie tymi słowami:
– Pani dyrektor – zwróciła się do niej Pansy płaczliwym tonem. – Niech pani nie pozwoli im mnie zabrać! Błagam! Powiem pani prawdę, tylko proszę, niech oni mnie nie dotykają... – Głos jej się załamał, oddychała szybko i płytko i wyglądała, jakby zaraz miała dostać jakiegoś ataku.
bo skąd jej się wziął ten wstręt do dotyku, ale ogólnie nic nie jest w stanie sprawić, że ją polubię. I ta scena z jej udziałem też.

To nie może skończyć się dobrze, pomyślał.
Cóż, wiem, że lubisz happy endy, lilyan, ale coraz częściej nachodzi mnie właśnie takie wrażenie w stosunku do tego opowiadania. To nie może skończyć się dobrze...


Pozdrawiam <3
Drac
Ostatnio edytowano 14 sie 2015, o 14:49 przez SzmaragDrac, łącznie edytowano 1 raz
Zaglądam tu rzadko, częściej można mnie złapać na Forum Mirriel pod tym samym nickiem.
Moje ao3.
SzmaragDrac Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 723
Dołączył(a): 26 mar 2014, o 16:10

Postprzez HoldenCaulfield » 30 lip 2015, o 03:12

Wszyscy lubią komentarze, więc jestem. Po to.

Sięgnęłam po Otchłań (...do otchłani, tak mnie wciąga), gdy zobaczyłam, że nadal piszesz i wklejasz kolejne rozdziały. To daje mi nadzieję. Jednak ktoś coś pisze i działa w temacie, chwała ci za to.
Twój styl jest bardzo książkowy, jeśli ktokolwiek mnie zrozumie. Pięknie budujesz fabułę, jest dużo niewiadomych, dużo zaskoczeń, dużo emocji, przez co wszystko jest dynamiczne, nawet bez wielkich wydarzeń. Jest spójnie. Nie dostrzegłam nadmiaru patosu, no chyba, że ja po prostu lubię patos. Czyta się ciebie tak przyjemnie, że naprawdę ciężko się oderwać. I jestem w opozycji - lubię twoje krótkie akapity.
Ten fik jest mroczny. Jest bardzo, bardzo ludzki. Jest cielesny. Czuję każdy ból, każdą żółć, każde mdłości, każdy smród, wszystko to, o czym piszesz. To mnie zaskoczyło, bo większość osób unika pisania o takich rzeczach, przynajmniej tak mi się wydaje. A ja lubię tę ludzką stronę człowieka.
Draco jako główny bohater - jestem w niebie. Draco prawie pokonany - to boli. To po prostu boli. Dziękuję za to, że nie stracił swojej godności, mimo wszystkich upokorzeń potrafi coś głośno powiedzieć i podnieść się na nogi. Choć z drugiej strony, gdy pomyśli się, ile stracił i co przeżył, zaczyna mnie ściskać w gardle, na szczęście nie na tyle, by stracić nadzieję na to, że kiedyś będzie żył szczęśliwiej.
Potter jest i trochę potterowaty, i nie jest taki wcale. Nadal jest Gryfonem, ale widać, że zmądrzał. Dojrzał. Nie ocenia wszystkiego z taką łatwością, stara się więcej myśleć. To dobrze, bo często w drarry jest tym głupszym, a ja za tym naprawdę nie przepadam.
Uwielbiam fakt, który zauważyłam. Oni oboje są w tym fiku dosyć ciepli, tak ich odbieram; tak jakby w każdym z nich niebezpieczeństwo wyzwoliło wrażliwość. Patrzą na siebie i starają się siebie zrozumieć. Nie są tak głupio porywczy, by drzeć koty o byle głupotę, podchodzą do siebie z dystansem, ale bez ustanku, zupełnie jakby już wiedzieli, jak bardzo stali się do siebie podobni i jak bardzo mogą sobie pomóc, rozmawiać o tym, czego inni nie zrozumieją. To dwóch chłopaków, którzy mocno oberwali po tyłkach, no. Porozumienie bez słów.
Ale jedną z rzeczy, która najbardziej mi się podoba, jest to, że postarałaś się przedstawić dwie strony. Dwie strony aurorów - walka ze złem i niesłychane okrucieństwo. Dwie strony śmierciożerców - ludzi mordujących pozornie bez skrupułów, którym tak naprawdę najbardziej zależy na rodzinie. I tak dalej, z każdym, prawie każdą grupą. Świetne to jest. Jak w Gwiezdnych Wojnach, gdzie Jedi też popełnili wielkie błędy i byli ślepi na inne punkty widzenia.

Jakimś cudem napisałam więcej, niż myślałam, że potrafię. Z tego miejsca gratuluję pomysłu na twórczość i wytrwałości. Ja nigdy nie zaczęłam pisać, a każdy mój pomysł wydaje mi się głupi już po jednym dniu. Więc postanowiłam zostać lepszym czytelnikiem niż pisarzem. Na tym polu chcę osiągnąć wielki sukces.
Pisz dalej, zapewniam cię, że masz dla kogo pisać. Przykro mi, że nie zaczęłam komentować wcześniej, ale bałam się sięgnąć po to opowiadanie. Poangstowa trauma.
Emotka, żeby było widać, że jestem zadowolona: ;)

(aha, i jeszcze jedna rzecz: stwierdziłam, że przeczytałabym twoje opowiadanie nawet, gdyby ci się odechciało umieszczać w nim wątek drarry; to wiele znaczy!)
push the sky away
HoldenCaulfield Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 12
Dołączył(a): 5 mar 2015, o 05:49
Lokalizacja: Kosmos

Postprzez SzmaragDrac » 31 lip 2015, o 12:30

lilyan napisał(a):Drac, niespodzianka dla Ciebie w środku.
Takich niespodzianek mogłabym dostawać jak najwięcej <3 Kocham tego Pottera, no <3 Kocham go tak mocno, że sobie nawet tego nie wyobrażasz <3 Jest postawa w tym rozdziale rozłożyła mnie na łopatki, on jest tak cholernie genialny, że to aż boli <3 Jeszcze trochę, a zakocham się w nim bardziej niż w Simonie z ITF (albo nawet i w Jamesie, chociaż do tego to trochę dalej jest xD).

Ten rozdział aż kipi emocjami. Napisałaś go bezbłędnie (no, prócz tych paru przecinków xD), po prostu idealnie i oszałamiająco. UWIERZYŁAM, że Viorica go zdradziła! To było po prostu OSZAŁAMIAJĄCE! I już w myślach jej złorzeczyłam, że co za larwa, że ja ją zdążyłam już nawet polubić, wczułam się w emocje Dracona w tym momencie, a tu nagle... O Merlinie, to była gra. Pieprzony test. I w sumie - może nie powinnam tego mówić, no ale - w sumie wolałabym, żeby Viorica rzeczywiście go zdradziła. Taki wątek byłby nieoczekiwanym zwrotem akcji i to takim zwrotem, że czytelnikom stanęłyby serca, wierz mi. Mnie stanęło. Ale ruszyło dalej, kiedy dowiedziałam się, że to tylko test, ale za to biło jakoś tak słabo, nierówno, z rozczarowaniem. Aghr, gdyby go zdradziła! Ale nie jest to zarzut wobec Ciebie, bo wiem, że masz już obmyśloną całą dalszą fabułę, ale raczej taki okrzyk moich własnych preferencji. Merlinie, o, to byłoby genialne! Viorica jest nieprzewidywalna, dzika, nieokiełznana, nonkonformistyczna... To by do niej pasowało!
Jedynym, o czym mógł myśleć, były chwile, kiedy szeptali między sobą słowa otuchy otoczeni zimnem lochu, jej chłodne palce na jego karku i sercu, gdy trząsł się po każdym rytuale, czarne włosy, które czesał jeszcze kilka godzin temu.
No właśnie! Idealne podsumowanie!
Ale za to DRACO ODZYSKAŁ MOC <3 Ha, wreszcie ma moc! Teraz akcja będzie mogła się rozwijać dalej i masz większe pole do popisu!

W ogóle kocham Cię za pomysł z barierą. Bo dzięki temu potem wyszła ta akcja z Potterem <3 Mą dię, me serce zaraz eksploduje z tej miłości (a już i tak nierówno bije! :D). Ten Potter to twardy facet, który wie, co robić (tylko po co on przez to okno tyle wyglądał? Co on tam widział?), i który chce pomóc. Tutaj jego gryfońskość nie jest pokazana jako bezmyślna brawura, ale jako przemyślane działanie, pełne troski, ale i zdecydowania.
Potter kiwnął głową, po czym wolną ręką włożył mu do jego dłoni swoją różdżkę i zamknął wokół niej palce Dracona. Draco obserwował go w niemym szoku, nie mogąc uwierzyć, że Potter właśnie dał mu własną różdżkę.

– No dalej – szepnął Potter zdenerwowanym głosem i ścisnął trzymającą różdżkę dłoń Dracona ponownie, jakby chciał mu dodać siły. – Dasz radę.
Merlinie, to jest DOSKONAŁE. Po prostu doskonałe. Ten Potter sprawia, że rozpływają mi się wszystkie wnętrzności, a serce bije jeszcze bardziej nieregularnie i och... Och. Och. :serce:

Jestem SZALENIE ciekawa, jak to się dalej potoczy. I jeszcze bardziej szalenie ciekawa, jaka scena będzie pierwszą sceną drarrową!

RYSUNEK <3 Twój Draco mnie powala <3 Jego rysy twarzy są przepiękne i nie wiem, jakim cudem stworzyłaś coś tak idealnego <3

Kochanie, mnóstwa weny! Tworzysz arcydzieło!
Drac
Zaglądam tu rzadko, częściej można mnie złapać na Forum Mirriel pod tym samym nickiem.
Moje ao3.
SzmaragDrac Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 723
Dołączył(a): 26 mar 2014, o 16:10

Postprzez Elisheva » 4 sie 2015, o 13:57

Wow. Być może było to spowodowane po części wyczerpaniem kilkunastogodzinną podróżą, które pogłębiło to uczucie, ale strasznie wkręciłam się w ten rozdział podczas czytania i nie mogłam się od niego oderwać.

Zapamiętałam z lektury szczególnie to, że dwa razy dałam się złapać: po raz pierwszy, kiedy Viorica ukazała swoją zdradziecką twarz i po raz drugi, gdy okazało się, że próbowała jedynie pomóc Draco odzyskać moc. Za to masz ogromnego plusa - że udało ci się zaskoczyć czytelnika (lub może tylko mnie, o ja naiwna). Viorica jest taką super-babką, silną psychicznie, po prostu nie do zdarcia. Jednak musisz pokazać w późniejszych częściach jej ludzkie oblicze, jakąś słabość - w końcu jest... dobra, nie jest człowiekiem, ale nie jest też robotem. Nawet wampiry muszą mieć jakąś ludzką stronę, a ludzka strona oznacza niedoskonałość. Pomyśl o tym proszę, wtedy twoja postać stanie się wielowymiarowa, nieprzewidywalna, a przez to... ciekawa. Jednak zgadzam się - pokazałaś to jej przyjemne oblicze, gdy zaskoczyłaś nas po raz drugi, ale czekam na jakąś ułomność, namiętność, coś, co jest w stanie wybić ją z rytmu superwomenki. Liczę się przy tym z faktem, że zapewne masz zaplanowaną całą - albo przynajmniej część - dalszej historii, więc moje swobodne sugestie mogą sobie pozostać tylko sugestiami. I tak kocham to, co robisz :)

Cały rozdział jest jak dla mnie chyba... najlepszy, a przynajmniej najlepszy z tych nowszych. Pamiętam, że te przepełnione mistycyzmem i zagadką początki ogromnie mi się podobały, więc ciężko powiedzieć. Tutaj mamy zwrot akcji, ucieczkę Viorici i wreszcie niesamowitego Pottera, o którym rozpisywała się już Drac :D Strasznie mnie ciekawi, jak poprowadzisz ich romans i zgaduję, że nie będzie to nic banalnego.
Hm... i co stało się w takim razie z Pansy? Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Mam jedną radę: pisz powoli, z zastanowieniem, wczuwaj się i nie spiesz - pośpiech to największy wróg tego opowiadania. Język był bardzo ładny i dopracowany - niewiele musiałam poprawiać. Oby tak dalej.

Cóż mogę rzec - chcę tylko, abyś utrzymała taki poziom, jak w tym rozdziale. I, ach, sama wielbię akcję, dlatego ona w połączeniu z twoją fantazją i stylem byłaby spełnieniem moich marzeń.

Niech ci wena lekką będzie.
Kuro
Obrazek
Elisheva Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 497
Dołączył(a): 10 lut 2012, o 11:34

Postprzez SzmaragDrac » 20 sie 2015, o 12:58

AWWWWWLKDSHFJHFJHFDLKASJFJFHFFSDFSJUFHSUFHSAWWWWWWWWWW, POTTER <3 Chyba niedługo mi serce pęknie od nadmiaru mojej miłości do niego <3 W tym rozdziale Harry jest tak niesamowicie genialny, że aż boję się, co będzie dalej - wtedy to już na bank serce mi trzaśnie. Co oczywiście nie znaczy, że masz przystopować, NO WAY, pisz go dalej tak, żeby był taki bossssssssssski!

Ale po kolei (ja sobie muszę najpierw popiszczeć nad Potterem, dopiero potem staję się merytoryczna :3).
Scena rozmowy między Potterem a Draconem w skrzydle szpitalnym bardzo mi się podoba. Poprzedzające ją przemyślenia Malfoya też są niezłe i widać, że pisałaś je uważnie i z wyczuciem - są bardzo draconowate, ale i świetnie wkomponowują się w to, co stało się wcześniej. Uporządkowałaś cała wiedzę, jaką już zdążyłaś nam przekazać (że Viorica udawała Pansy, że uciekła, że nie wiadomo, gdzie teraz jest itp.), a jednocześnie pozwoliłaś Draconowi na to by mógł sobie wszystko przemyśleć i dojść do tego, jak teraz ma się zachowywać w świetle nowych informacji, które wyszły na wierzch. No a potem przychodzi Potter, a Drac (Draco pewnie też, ale tym razem chodzi mi o mnie XD) się rozpływa w miłości i ciepełku, i uwielbieniu, i w ogóle... Tym bardziej że Draco jeszcze przed chwilą o nim rozmyślał. O, aż sobie zacytują, a co:
Potter... Cóż, Potter rzucił Sectumsemprę. Intencjonalnie. Mając pełną świadomość, jaki czar rzuca i co on powoduje. To już nie był nie do końca nieumyślny atak, jaki miał miejsce w łazience i którego ofiarą padł Draco. Dopiero po miesiącach Snape wyjawił mu prawdę. Nie zmieniło to jednak nastawienia Dracona do Pottera, chociaż patrząc na to z perspektywy, z której patrzył teraz, wiedział, że tamtej nocy Potter postąpił jak niemyślący, impulsywny idiota – czyli jak zawsze – a teraz jak zimnokrwisty morderca. Nie było możliwości, by nie zdawał sobie sprawy, że jeśli trafi Vioricę, jest ogromna szansa na to, że ją zabije. A mimo wszystko nie rzucił zaklęcia wiążącego, paraliżującego czy głupiej Drętwoty. Viorica wtedy nie miała nawet przy sobie różdżki, znajdowała się w znacznej odległości od Pottera, więc nie stanowiła natychmiastowego zagrożenia, które wyłączyłoby mu mózg. Konkluzja była jasna – Potter po prostu chciał rzucić Sectumsemprę i zrobił to. Bez wyrzutów sumienia.
Naprawdę prześliczne podsumowanie i jestem pełna podziwu dla Pottera - okazał się twardym badassem, co w nim kocham! Lekko zdziwiło mnie tylko to, że chciał zabić Vioricę (nie było żadnego Snejpa w pobliżu, który mógłby ją uratować tak jak Dracona rok wcześniej). Przychodził do niej do Komnaty Tajemnic, bywał tam razem z Draconem, nawet czasem zamienił z nią słowo czy dwa... Aż tak mocno zabolała go świadomość, że zdradziła Dracona? Czyżby więc zaczął coś do niego czuć? Ha, ostatnia scena na to wyraźnie wskazuje, ale o tym potem ;D

Jak mówiłam, ich rozmowa w skrzydle jest naprawdę ciekawa. Zresztą praktycznie każda rozmowa Dracona i Pottera (Mą Dię, to imię i nazwisko tak genialne ze sobą grają, o wiele lepiej niż Malfoy i Harry!) jest genialna i czyta się ją z zainteresowaniem - nie tylko w Twoim opowiadaniu, ale także w każdym innym (chyba że autorka jest przeciwniczką slahsu, co jest dla mnie niepojęte, i pisze opowiadanie tak, że cały czas się żrą ze sobą, jak tylko się spotkają :<).
– Bo mogę cię poczuć – odparł błogo Draco. Potter zamarł. – To znaczy, no wiesz, twoją magię. Mogę poczuć twoją magię. Znowu! – Draco nie potrafił zapanować nad ekscytacją w głosie i w sumie miał to gdzieś. Odzyskał magię, do cholery. Miał prawo się z tego cieszyć.
Awww, to "Bo mogę cię poczuć" jest takie śliczne i takie piękne, i takie wspaniałe, i jeszcze ten błogi ton Dracona! Potter aż zamarł z wrażenia, a późniejsze słowa Dracona to już w ogóle idylla <3 Niby się tłumaczy, niby coś tam mówi, ale kij z tym, wiadomo, o co mu chodziło, ha! :D (dobra, wiem, szukam Drarry tam, gdzie go nie ma - znaczy są aluzje, ale stricte Drarry nie ma - ale to nieważne, jestem Drarrystką!).
– Skoro nie spodziewałeś się zastać mnie przytomnym – zaczął, przyglądając się uważnie twarzy Pottera – to dlaczego, u diabła, tu przyszedłeś? Miałeś ochotę pooglądać mnie we śnie?

– Tak, Malfoy. Skradłeś moje serce w chwili, w której ujrzałem twoją spiczastą brodę u madame Malkin – odparł Potter tak ironicznym tonem, że Draco ledwie powstrzymał cisnący mu się na usta uśmiech. Ale dał radę. Nie było szans, by Potter wygrał w jego grę.

– Powinienem się domyślić po tym, jak na mnie patrzysz – powiedział, mrugając oczami w parodii flirtu.
I tym oto sposobem Potter uniknął odpowiedzi na pytanie Dracona... Spryciul jeden! Oczywiście przyszedł sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku, ale skoro zobaczył, że ten nie śpi, jeszcze bardziej się ucieszył, bo mógł z nim porozmawiać! Mą Dię, w tym rozdziale jest pełno takiego ukrytego slashu drarrowego, ale wspaniale! ;D

No i nie zapomniałaś o tym, jaki tak naprawdę jest Draco, ahaha, nie!
Potter naprawdę powinien nauczyć się czaru wyciszającego, jeśli chciał cokolwiek osiągnąć jako szpieg. Doprawdy, Peleryna–niewidka marnowała się w jego rękach.
– Wycisz kroki! – wyszeptał przez zaciśnięte zęby Draco, mając nadzieję, że Potter go usłyszy i jest w stanie rzucić niewerbalne zaklęcie.
("peleryna-niewidka" małą literą) Oczywiście musiał być nieco zgryźliwy, ale to akurat takie bardzo małe zgryźliwości, wybaczam mu ^^ No i fakt, że okaząło się, że Potter POTRAFI rzucić niewerbalne zaklęcie, czyni tę sytuację jeszcze lepszą. Mój Potter taki zdolny, ach! :kocham:
– Potter? – zapytał Draco, rozglądając się wokół. Kiedy nie dostał odpowiedzi, skupił się na wyczuciu słabej wiązki magii, której także nie było w powietrzu, co oznaczało, że Potter musiał już opuścić skrzydło szpitalne.

Draco przyłożył głowę do poduszki, wiedząc, że nie ma szans na to, by zasnął.
Bo bez Pottera nie zaśnie, Borze Zielony, jakie to słodkie :3

Och, nie znoszę Pansy, wiesz o tym doskonale, ale w tym rozdziale jest ona całkiem znośna (w głównej mierze dzięki temu, że wyjeżdża xD). Ich rozmowa przebiega całkiem okej i nie mam się do czego przyczepić (a zazwyczaj szukam w Pansy czegoś, do czego mogę się przeczepić). Ich rozmowa jest interesująca, a dziewczyna wreszcie zachowuje się normalnie. Znaczy ja wiem, że wcześniej też była okej, ale nie dla mnie. Po prostu. A tutaj jest do zaakceptowania i zapominam o mojej niechęci do niej. Może to przez fakt, że je rodzice nie żyją...
Ale nie ukrywam, że cieszę się, że wyjeżdża. Podejrzewam, że jest zakochana w Draconie, więc mogłaby narobić kłopotów w relacji Potter-Malfoy, jaka się nam tu pysznie rozwinie (jestem pewna, że pysznie!). Nie dziwię się, że namawiała Dracona do wyjazdu, i nie dziwię się też, że on się nie zgodził. Ale taka scena była potrzebna, żeby to wszystko domknąć. Bardzo potrzebna.

I TERAZ JEST SCENA, W KTÓREJ POTTER POKAZUJE JAJA, ACH, JAK CUDOWNIE <3 Fakt, że się postawił Charliemu, jest nieziemski, cudowny, wspaniały, uderzający w me serce, niesamowity, oszałamiający, powalający, zdumiewający, fascynujący, zniewalający, nadzwyczajny i po prostu genialny <3 O, proszę bardzo, oto dowód:
– Skoro tak ważne jest dla ciebie wzajemne zaufanie – ciągnął dalej Potter, nie spuszczając wciąż sztucznie niewinnego wzroku z Weasleya – nie będziesz miał problemu, bym zadał ci te same pytania, które zamierzasz zadać Malfoyowi?
– Czyli ty, Charlie, nie masz nic do ukrycia? – Niewinny ton głosu i lekki uśmiech Pottera musiał podziałać na Weasleya jak kubeł zimnej wody. Jego prawa powieka zaczęła niebezpiecznie drżeć i Draco obawiał się, że Potter przekroczył granicę, której nie powinien.
– Albo pozwolisz mi przesłuchać Malfoya na moich warunkach, albo to ty go przesłuchasz, a następnie ja przesłucham ciebie w obecności wszystkich zgromadzonych tu osób, włączając w to twoją rodzinę – odparł Potter lodowatym tonem i nagle przed oczami Dracona stał ten sam człowiek, który rzucił bez skrupułów Sectumsemprę. – Chyba nie boisz się kilku pytań, na które będziesz musiał odpowiedzieć pod wpływem veritaserum, skoro nie masz nic do ukrycia, prawda?
W tych kawałeczkach Potter po prostu wymiata. No wymiata. Potter rules!!!

Jestem w ogóle pełna podziwu dla tego, że Potter sprzeciwił się Weasleyowi. To w końcu rodzina jego przyjaciela, jakby nie było. No i Potter wie że Draco nie jest taki do końca kryształowy, dlaczego więc nie mógłby skorzystać z okazji i go wkopać w kłopoty? W tych kawałkach znów wychodzą na wierzch te drarrowe aluzje - Potter chyba powoli zaczyna coś czuć do Dracona, mmmhm ^^ A jeszcze fakt, że nie robi do niego maślanych oczu i nie czerwieni się jak prawiczek, ale jest twardy i ratuje mu tyłek - ach, bosssko! Lubię, jak Potter jest "mężczyzną" w Drarry. I Draco też - nie znoszę, jak z któregokolwiek z nich robi się takiego niewinnego podlotka i chodzącą definicję stereotypowego geja. To w końcu faceci, no!

Pytania, jakie Potter zadaje Draconowi, są genialne. Oczyszczają go ze wszelkich zarzutów i nie pozostawiają możliwości ukarania go za to zabójstwo. Zastanawia mnie tylko to, że Potter tak bezpośrednio przechodzi do pytań typu:
– Czy zrobiłeś to w czyjejś obronie?
– Czy mogłeś zignorować tę osobę?
– Czy uratowanie jej przysporzyło ci jakiś korzyści?
Ktoś, kto uważniej słuchałby całego przesłuchania (a wszyscy tam uważnie słuchali!), mógłby dojść do wniosku, że Harry doskonale wie, w jakich okolicznościach Draco zabił człowieka. Te pytania są dosyć bezpośrednie i dotyczą wąskiego zakresu informacji. Potter wciąż pyta, czy Draco mógł tego nie robić, czy to było bezinteresowne, czy żałuje, że pomógł. Dla nas - czytelników - od razu widać, że chce mu uratować tyłek, ale nie zapominajmy, że w tym pokoju było wielu przeszkolonych w przesłuchaniach osób. Niczego się nie domyśliły? Nie brały pod uwagę, że Potter wie, jak i kiedy Draco zabił tego człowieka, dlatego chce sam go przesłuchać? Zapewne tak, stąd groźba, że Potter przesłucha Charliego... Hm, tu nasuwa się kolejne pytanie - czy Charlie ma coś do ukrycia, a Potter o tym wie? Być może. Pewnie wyjaśni się to w kolejnych rozdziałach ;P

– Skłam – powiedział Potter do Dracona, zapewne chcąc się upewnić, że eliksir przestał działać.

Draco skierował wzrok na Billa Weasleya, który przyglądał mu się z podejrzliwością godną jego młodszych braci i bez zastanowienia rzucił:
– Przespałem się z twoją żoną.
Aggghr, to było straszne. To znaczy to, że Draco przespał się z Fleur. Ale mam nadzieję, że od tej pory będzie sypiał tylko z Potterem ^^ Chociaż, znając Ciebie, lilyan, możesz po drodze do związku wpakować ich w jakieś kłopoty i wcale nie musi być tak kolorowo... Ale na razie pozwól mi cieszyć się tą wizją wierności xD

Kolejna scena jest nieco zastanawiająca, ale w zasadzie tylko trochę. Zdziwiłam się, że wszyscy ludzie tak szybko zaufali Draconowi i pozwolili mu uczestniczyć w spotkaniu. Okej, był szpiegiem Zakonu, ale jeszcze przed chwilą podejrzewali go o jakieś okrutne morderstwo! Gdyby nie Potter... Ale, ale - muszę się ogarnąć, bo znowu zacznę się nad nim zachwycać, no ale co ja poradzę, że on jest tutaj taki genialny, taki genialny...

– Nie ma ciała, nie ma trupa – odparł niemal śpiewnym tonem Constantin, a na jego usta powrócił firmowy uśmieszek.
Cóż, może to i prawda, co powiedział, ale w takim razie Viorica musi się teraz strzec, bo Constantin nie uważa jej za zmarłą... Ciekawa jestem, jak dalej poprowadzisz jej wątek, bo wiem, że na pewno tego tak nie zostawisz. Masz już obmyśloną cała fabułę ;D

– Do tego, że do Hogwartu nie może sobie ot tak wejść ktoś obcy – wyjaśnił Lupin. Przekręcił się z powrotem do reszty zebranych i wyglądał tak, jakby właśnie prowadził jedną ze swoich lekcji. – Nowi uczniowie dostają się do Hogwartu poprzez jezioro, bo tam bariery są najbardziej płynne, a więc magia zamku szybciej się do nich przyzwyczaja. Podczas wizyty delegacji z Beauxbatons i Durmstrangu, bariery zostały na kilka godzin spłycone, żeby Hogwart mógł się dostosować także do nich.
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale to bardzo dobre wytłumaczenie. Widać, że myślisz o wszystkim, pisząc to opowiadanie, i chwała Ci za to!

Hmm, jestem bardzo ciekawa, o czym rozmawiał Charlie i Constantin, kiedy obaj wyszli z pokoju. Mój spaczony slashem umysł widzi tu jakieś aluzje, ale zapewne to tylko błędne teorie... Mimo wszystko jestem ciekawa, ta rozmowa musiała być naprawdę interesująca. Dowiemy się później, o czym mówili? (;

I OSTATNIA SCENA, KTÓRA SPRAWIA, ŻE SIĘ ROZPŁYWAM, OCH MERDE, TO TAKIE ŚLICZNE... To już jest aluzja drarrowa pełną parą! Aż przeczytałam sobie dziś tę scenę jeszcze raz (bo cały rozdział czytałam wczoraj)! Zanim zapomnę - ta ukryta spiżarnia i oni dwaj tam to iście sprytny plan, aż szkoda, że nie rozwinął się jakoś dalej ^^ Ale - hę hę - będzie Drarry! Będzie jak nic, muahaha <3 Więc może go nie być tutaj - grunt, że będzie potem :3
Mały drobiazg:
Nie słyszał wyciszonych już kroków Pottera, kiedy ten przemierzył kuchnię i stanął po jego lewej stronie, przyglądając mu się z rezerwą.
Och, Potter stanął po lewej stronie Dracona! Genialnie, też wolę być po lewej stronie człowieka, jak z nim idę, więc tym lepiej mogę się wczuć teraz w Pottera ^^
– Strach obleciał? – zakpił.

– Chciałbyś – odparł dziarsko Potter, po czym ruszył w dół schodów, nie oglądając się na Dracona.
Cudowne! Cudowne, cudowne, cudowne! Piękna aluzja do kanonu ^.^
– Harry Potter, Chłopiec, Który Zafascynował Się Cyrylicą – zakpił Draco, za co otrzymał kuksańca w bok.
Ahahaha, uwielbiam Pottera, ale ten komentarz Dracona jest powalający XD [/quote]– To wino ma prawie siedemdziesiąt lat! – warknął Draco, wyrywając mu butelkę z rąk. – Chcesz pić siedemdziesięcioletnie wino prosto z gwinta? Miejże trochę ogłady! – Potter podniósł dłonie w obronnym geście, ale Draco zawahał się na moment, patrząc na etykietę. – W sumie to wino rosyjskie, a nie francuskie. – Wzruszył ramionami i pociągnął łyk prosto z butelki.[/quote] Tortalnie nie znam się na winach i nawet wina nie lubię (ja w ogóle za alkoholem nie przepadam jakoś), ale tutaj Draco jest wspaniały, naprawdę. Zachwycałam się przez cały rozdział nad Potterem (i nic dziwnego, jest oszałamiający!), ale wiedz, lilyan, że doceniam też Twoją kreację Dracona! Twój Draco jest naprawdę dobry, ma sporo wspólnego z kanonem, ale jest bardziej dojrzały. Owszem, czasami mam ochotę trzasnąć mu w zęby, o czym wspominam gdzieniegdzie w komentarzach, ale nie wątp, że go nie lubię! Lubię i to bardzo!

Doprawdy nie rozumiem zafascynowania paleniem, sama nigdy nie mam zamiaru tego robić, ale za to doskonale rozumiem zafascynowanie palącymi facetami. A raczej tym, jak oni wyglądają i jak się zachowują z papierosem. I ojej, tutaj palący Potter jest po prostu szczytem marzeń, ta scena to kwintesencja całości, po prostu wisienka na torcie - a nawet polewa czekoladowa z wisienką na szczycie! <3 I oczywiście mogłabym tu napisać cały elaborat, dłuższy niż poprzednia część komentarza, na temat tego cudownego Pottera i fantastycznego Dracona, który wyrywa u papierosa i wkłada go sobie do ust - A! NA! TYM! PAPIEROSIE! PRZED! CHWILĄ! BYŁY! USTA! POTTERA! - ale daruję sobie jęki i piski, bo w końcu trzeba się upoważnić... spoważnieć znaczy XD
Co oczywiście nie znaczy, że nie zamierzam nic napisać na temat tej sceny! Zamierzam! Jest genialna i to zapowiedź pełnowymiarowego Drarry, więc nie powstrzymam się przed dodaniem paru groszy <3 Uwielbiam ten kawałek, bo już widać, że Potter jest zainteresowany Draconem, co widać o tu:
– Nic – odparł Potter oblizując usta i odwrócił wzrok.
Szkoda tylko, że jeszcze Draco nie wykazuje żadnej inicjatywy, ale mam nadzieję, że szybko się to zmieni!
My? – Draco rzucił mu zaskoczone spojrzenie. – Twoja rola już się skończyła.

– Nic się nie skończyło – odparł Potter tonem, w którym pobrzmiewał zarówno smutek jak i zrezygnowanie.

Popiół z papierosa spadł na szatę Dracona zanim zdążył go strzepnąć, wypalając małą, okrągłą dziurę. Potter miał rację. Nic się nie skończyło.
Ten cytat jest śliczny i genialnie pasuje na koniec tego rozdziału. Dobrze, że wraz z ucieczką Viorici obaj nie stwierdzili "No, Dracze/Potty, fajnie było, ale się skończyło, si ju nara". Choć oczywiście wiaodmo było, że tak się to nie skończy, przecież musi tu jeszcze piękne, soczyste Drarry zajść! :D


lilyan, złotko Ty moje, to jest prześliczny rozdział <3 Morza weny Ci życzę w pisaniu kolejnych (a szczególnie kolejnego, ale ja nic nie mówię! ;D).
Drac
Zaglądam tu rzadko, częściej można mnie złapać na Forum Mirriel pod tym samym nickiem.
Moje ao3.
SzmaragDrac Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 723
Dołączył(a): 26 mar 2014, o 16:10

Postprzez Elisheva » 22 sie 2015, o 11:01

Wchodzisz chyba w najlepszy czas dla tego opowiadania (wena? skutek treningu?), bo idzie ci coraz lepiej. Rozdział długi - to świetnie - wiele domkniętych wątków - na przykład ten z Pansy. Zresztą świetna była jej reakcja na śmierć rodziców, taka chłodna, jakby przepełniała ją rezygnacja i całkowita rozpacz - taka, która nie pozwala już na łzy i pozostaje tylko obojętność. Ładne.
Dobre przemyślenia Dracona na samym początku, które wiele wyjaśniają i "zbierają do kupy" całą wiedzę, którą już mamy. No cóż, Draco wyzdrowiał, czekało go przesłuchanie. I tutaj wkracza nieśmiertelny Potter - rzucający z zimną krwią Sectumsemprę, stawiający na swoim... no i przesłuchanie, które poprowadziłaś pięknie, jednak rzeczywiście Drac zauważyła ważną rzecz - taka determinacja Pottera, by przesłuchać Draco samodzielnie, może być podejrzana dla postronnych. Ja bym na przykład pomyślała, że współpracuje z nim jakoś i chce ukryć zbrodnię, oczyścić jego imię. A te tłumaczenia kierowane do Weasleya - że może on też ma coś, o czym by nie chciał mówić - przysporzyłyby jeszcze więcej podejrzeń. No bo w takim razie na pewno Potter wie, że Malfoy coś ukrywa, dlaczego w innym razie miałby to robić? W przyszłym rozdziale, żeby to wyprostować, powinnaś napisać scenę, gdzie Weasley napada na Pottera i chce z niego wyciągnąć, co wie. Bo jest pewne, że wie. Tak jak wszyscy zgromadzeni. Musieliby być tępi, żeby się nie domyślić, a na pewno żaden z nich nie jest. Więc moim zdaniem: zdają sobie sprawę, że Potter wie i nie chce, żeby prawdziwe wydarzenia zostały ujawnione, ale najważniejsze zarzuty zostały oddalone - Draco jest po ich stronie i nie zabił nikogo dla przyjemności - więc nie drążą tematu. Do tego na pewno ten, kto by się wychylił, musiałby sam odpowiadać pod veritaserum, a z pewnością nikt by tego nie chciał. Więc sprawa w sumie trzyma się kupy, jednak nie możesz udawać, że nikt się nie domyślił, bo wtedy będzie to poważna nieścisłość w fabule. Wierzę w ciebie, że wybrniesz :D

Cała scena w piwnicy - bajeczna :D I ta tajemnica na samym początku, te schody i ta myśl: o kurde, na pewno znajdą jakąś tajną komnatę rytualną Blacków, nie wiem, skarb może, a tu proszę, psikus. Piwnica z winami. Kto by pomyślał. Świetnie zaskakujesz czytelnika takimi smaczkami.
Na końcu modliłam się, żeby coś się między nimi tam wydarzyło, i nawet cię o to prosiłam :D, ale jednak stwierdziłam, że to dobre posunięcie. I Potter oblizujący usta, patrząc na Dracona, wystarczył. I papierosy. Kocham papierosy :) Draco na pewno musiał wyglądać jak Kurt na tych plakatach z gitarą. Nie dziwię się Potterowi. Szkoda tylko, że pewnie nie miał na sobie skórzanej kurtki. I cała rozmowa - cyrylica pomylona z elfickim (lol), wino z gwinta - bo w końcu rosyjskie, a nie francuskie. Wspaniałość. Podoba mi się niezmiernie. Poza tym coraz lepiej idzie ci strona stylistyczna, gramatyczna, przecinki. Gratulacje.

Nie mogę doczekać się kolejnej części. I co pokaże Viorica, gdzie się spotkają, jak. Pisz pisz pisz.

Drac, nie widziałam chyba w życiu dłuższego komentarza, niż twój :D
Obrazek
Elisheva Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 497
Dołączył(a): 10 lut 2012, o 11:34

Postprzez HoldenCaulfield » 5 wrz 2015, o 10:14

Zrobiło mi się bardzo, bardzo przykro przez śmierć Snape'a. Doceniam tę postać głównie dzięki tonom fanfiction, jakie wchłonęłam. Negatywne odczucia względem Vioriki lekko stopniały, gdy dowiedziałam się, że ona przy nim była, gdy umierał, niemniej jednak uważam, że Draco miał prawo zobaczyć Severusa chociaż na chwilę przed śmiercią. A teraz Draco pojedzie szukać matki i teraz zaczynam się znowu o niego martwić. Odzyskał magię, co mnie ekscytuje, ale ja się o niego zwyczajnie boję.
Scena z napojem wyskokowym produkcji bliźniaków, których uwielbiam niezależnie od tekstu, jest porażająco urocza, chociaż jakimś dziwnym zrządzeniem losu najbardziej spodobał mi się Harry ukryty za zasłoną. Bardzo sprytnie, Harry, ale drarrowy zmysł Draco od razu cię odnalazł. I oby zawsze cię znajdywał. Ty mały głupku. To mówię z czułością.
O prawie pocałunku nie wspominam nic, bo z wyżyn podniecenia czytaniem spadłam w otchłań rozczarowania. Halo, Draco, Harry. Wy chcecie to zrobić. Nie, że jeden chce. Oboje chcecie. Nie udawajcie, ja wiem wszystko. Lubicie się trochę bardziej.
Ten fik to przykład mistrzowskiego budowania napięcia. Gdybyś zdecydowała się nie kończyć go, musiałabym dokończyć je sama, w swojej głowie. Bardzo, bardzo lubię to czytać. Kiedy czasem mam zrobić coś w domu, przypomina mi się ten fik i o nim myślę. To nigdy wcześniej mi się nie zdarzało.
Pozdrawiam ciepło, chociaż jest mi bardzo zimno.
push the sky away
HoldenCaulfield Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 12
Dołączył(a): 5 mar 2015, o 05:49
Lokalizacja: Kosmos

Postprzez Zorda » 11 paź 2015, o 16:27

Otchłanio gdzie jesteś moja droga? Wróć do mnie. Czekam na Ciebie tyle czasu...
Wybacz, ale mam doła i nie jestem w stanie napisać nic bardziej konstruktywnego.
Przeczytałam najnowszy rozdział jak tylko się ukazał i od tego momentu czekam i usycham z tęsknoty :P
W tym ff jest tyle napięcia, tajemnic, mroku (czyli tego co najbardziej kocham)! Mam wrażenie, że wybuchnę od tego.
Przepraszam za okropne głupoty, które tu wypisałam. Mam nadzieję, że zmotywuje Cię to chociaż odrobinkę.
Miłość to miłość, jest niesamowita, byle bez nadmiaru słodyczy.
Zorda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 9
Dołączył(a): 7 gru 2014, o 00:39

Postprzez HoldenCaulfield » 17 paź 2015, o 16:58

Ja też czekam!
push the sky away
HoldenCaulfield Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 12
Dołączył(a): 5 mar 2015, o 05:49
Lokalizacja: Kosmos

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Lochy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron