Drarrofeta świąteczna

wydanie trzecie

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez Ka » 8 lut 2012, o 23:05

Gdybym miała jakiekolwiek wątpliwości, że to Twój odcinek, Teo na wstępie mnie ich pozbawił. ;) W jednym akapicie bezlitośnie podsumował całą naszą zawiłą fabułę. Podoba mi się, taki cichociemny i ślizgoński, chociaż nie jestem przekonana, czy wplatanie kolejnego wątku na trzy odcinki przed zakończeniem to dobry pomysł. Ale kto wie, może Niel jakoś fajnie to wykorzysta. Swoją drogą, bardzo fajna narracja w tym fragmenciku. Na przykład to:
Któż inny pozwoliłby sobie pokazać się w towarzystwie ubrany w pretensjonalne, jaskrawe szaty? W zaciszu własnych komnat, owszem, można, ale tak publicznie? Tak bezczelnie?
Tak publicznie? Tak bezczelnie? Piękne. Aczkolwiek nigdy nie zauważyłam, żeby dyrektor nie miał gustu. Nie dam głowy, ale wydaje mi się, że nosił bardzo czarodziejskie szaty, wymyślne i kolorowe (przynajmniej fioletowe pamiętam) - ale nie pretensjonalne! W moim wyobrażeniu prezentował się zawsze jak prawdziwy mag (pomijając ten okropny beret, w który przystroili go w trzecim filmie). Grindelwald ubiera się niegustownie za nich obu! ;)
I końcóweczka:
Teodor Nott był Ślizgonem do szpiku kości — takiej okazji nie mógł zmarnować. Wykorzysta ją do ostatniej kropli, wydusi z niej wszystko, przeżuje i jeszcze raz skorzysta. I wszystko w ramach solidarności domowej.
Niech żyje integracja!
Ach, jak mi się podoba, jak w tegorocznej fecie integracja nabiera bardzo złowieszczego wydźwięku, a Ślizgonów po prostu nie da się nie kochać.

Świetnie, że poprowadziłaś wątek Draco, który wreszcie decyduje się, czego chce, chociaż wcale nie ułatwia mu to życia. ;) I nie mogę się powstrzymać:
A teraz chciał czegoś najbardziej na świecie — bardziej niż smoka, którego wymarzył sobie na (...) urodziny
AWWWWWWWWW. Mam kompletnego świra na punkcie połączenia Draco ze smokami. A w tym momencie przed oczami stanął mi mały, nadąsany Draco, wyglądający jak trochę młodsza wersja Toma z pierwszego filmu, który chce smoka, i to nie pluszowego ani żadnego takiego, tylko fajowego, pełnowymiarowego smoka, chce smoka i już! I przez lata uparcie nie wyrasta ze swojego życzenia, i bezlitośnie zamęcza nim rodziców. I nawet później, już dorosły, nadal trochę marzy sobie o smoku. A kiedy mówi, że chce czegoś bardziej niż smoka, to naprawdę dużo znaczy!

Urzekający opis gryfońskich poranków, ze wszystkimi uczniami uciekającymi z pola rażenia perfektów. Kolejny wątek, który pięknie pociągnęłaś: Ron i Hermiona, którzy muszą jakoś poukładać sprawy między sobą, a przede wszystkim właśnie Hermiona, która bardzo się stara.
Ach, i taki drobiazg:
— Tak, Harry, Malfoy nadal się na ciebie gapi.
Totalnie przewidywalne i standardowe, ale i tak uśmiecham się od ucha do ucha. :D

Ron w tej fecie jest świetny (ostatnio Ron w ogóle jest jedną z moich ulubionych postaci *łypie w stronę Mackostwora*), ale w tym odcinku... po prostu, łał. Moment, w którym Ron stwierdza, że właściwie nie wie, dlaczego chce się spotkać z Pansy, ale wcale mu to nie przeszkadza: chce, więc to zrobi. To jest takie... bardzo, bardzo proste, i całkiem Ronowe. Nie zastanawia się, nie rozpatruje wszystkiego milion razy, jak Hermiona, po prostu robi to, na co ma ochotę. Życie naprawdę byłoby prostsze, gdyby więcej ludzi miało takie podejcie. Bardzo, bardzo mi się podoba.

A scena w dormitorium zabiła mnie na amen. Już w tym momencie padłam:
— Ron, ja i Malfoy. Razem. — Harry nie dawał za wygraną, ciągle nie wierząc, że to się dzieje. — Razem. Jak para.
— Tak, Harry, łapię, ty i Malfoy — para.
Ale nie, nie wystarczyło, musiałaś mnie dobić! Harry musiał dopytywać, a Ron musiał być... OMG, no, ta scena jest idealna! Załatwiłaś problem coming outu przed Ronem, i to w taki sposób, że lepiej chyba się nie dało, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak mało czasu to końca. Harry, który się dopytuje i chce koniecznie uzyskać jakąś reakcję. Ron, który jest idealnie akceptujący i anielsko cierpliwy, ale, hej, bez szczegółów, kumplu. No i jeszcze to:
Słuchaj, Harry, z kryzysem orientacji seksualnej lepiej poradzi sobie Hermiona. To ona jest naszym mózgiem. Moja wrażliwość mieści się w łyżeczce od kawy, pamiętasz?
Całkiem jakby bohaterowie wiedzieli, że są w opowiadaniu i naśmiewali się z samych siebie. A jako wisienka na torcie - rozważania na temat ubrania i stwierdzenie, że Pansy przecież nie może wiedzieć, że niebieski sweter jest od Hermiony, więc nie będzie jej to przeszkadzało.

No właśnie, i znowu Pansy/Ron. Bardzo fajnie pokazane, jak obojgu im zależy, każde się denerwuje i każde radzi sobie na swój sposób.
Weasley nie był brzydki, miał duże, szerokie dłonie — Pansy miała na tym punkcie kompletnego fioła — i ładny uśmiech, który stopiłby czekoladę. No i co ważniejsze — ktoś, kto tak kochał jeść, nie mógł być zły.
Nagle zza wejścia wyskoczył pierwszoroczniak, którego wysłała na przeszpiegi.
Fioł na punkcie dłoni - bardzobardzo lubię takie szczegóły, zwłaszcza kiedy mogę się z nimi utożsamiać, a dobre, męskie dłonie, to jest to. ;) Wzmianka o czekoladzie, chociaż nie w kontekście jedzenia, to takie pasujące do Pansy. Stwierdzenie, że ktoś, kto tak kochał jeść, nie mógł być zły. Ach! Przepraszam, wiem, że właściwie to w połowie tylko powtarzam odcinek, ale po prostu operujesz takimi bardzo prostymi motywami, które nie wymagają opisywania czy interpretacji, a trafiają w samo sedno i są idealne dla takiego lekkiego, zabawnego opowiadania. Ten pierwszoroczniak na końcu! Proste, ślizgońskie, absurdalne, cudowne. :D

Końcówka podobała mi się troszeczkę mniej, ale to dlatego, że relacja Harry/Draco była dotychczas tak dziwaczna i pogrzana, że teraz nie potrafię wyobrazić sobie, że po prostu zaczynają się całować. Mam nadzieję, że w następnym odcinku się jakoś przemogę. ;) No i jestem bezgranicznie rozczarowana, że nie było quidditcha na śniegu, jakkolwiek idiotyczny był to pomysł. To Miodowe Królestwo jest już taaakie wykorzystane, jakby wszyscy nie mieli nic lepszego do roboty, tylko biegać do Miodowego. Akurat Harry'ego i Draco chętniej bym zobaczyła w Trzech Miotłach, na wpół nieoficjalnie, na wpół intymnie, gdzieś za jakąś choinką. xD

Ale jemioła porozrzucana po zamku jest urocza. To takie w stylu bliźniaków, rzucić na cholerną jemiołę zaklęcie antypocałunkowe.

Bardzo mi się podobało. Nie chcę zapeszać, ale tegoroczna feta idzie naprawdę fantastycznie. I jaka szkoda, że to już koniec, chyba będzie mi jej brakowało. ;) Pozdrawiam i idę głosować. A na koniec pozwolę sobie na jeszcze jeden cytacik:
jak przystało na prawdziwego bohatera Harry musiał zmierzyć się ze swoim smokiem
Wspominałam już, że mam słabość do smoków, prawda? :serce:
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez MargotX » 9 lut 2012, o 20:24

Niech zacznie się uwodzenie, mruknęła do siebie. Salazarze, w co ja się pakuję?

Och, jak ja uwielbiam Pansy w tej fecie :D Generalnie lubię ją na ogół, ale tu jest niesamowita, z tą przeogromną miłością do czekolady <ponad dwadzieścia czekoladek jedynie w oczekiwaniu na randkę :lol2: >, z niesamowitymi komentarzami i przemyśleniami.
I do tego jeszcze zdecydowanie fajny Ron, brawo Nerejdo, najmłodszy Weasley jako wspierający przyjaciel, nie homofob, to wcale nie tak częsta opcja, a tu, rozmowa z Harrym i do tego jeszcze przypomnienie o zabukowaniu wspólnego sylwestra z Malfoyem - boskie :D
I cała relacja z Pansy - miodzio po prostu...

Też trochę zaskoczył mnie Nott, no, ale mam nadzieję, że autorki rozprawią się z nim szybko, nie pozwolą mu za bardzo namieszać i wpadną na jakiś ślizgoński pomysł, jak wydusić z Teo wszystko ;)

A teraz chciał czegoś najbardziej na świecie — bardziej niż smoka, którego wymarzył sobie na (...) urodziny

Zgadzam się co do joty z Ka :D Draco i smok mogą dla mnie istnieć niemal w jednym słowie, tak szczególnie, jak Akame w RH napisała, że pięknie by wyglądał w otoczeniu klejnotów i płomieni, ta wizja przypadła mi do gustu ;)

No i końcowy akapit:
Malfoy wyglądał na wzburzonego. Rzucał podejrzliwe spojrzenia naokoło, nie wiedząc kogo przekląć za przerwanie w takim momencie. Potter zamierzał go pocałować — i ktoś, kto mu przeszkodził, zapłaci mu za to! Gdyby Harry zrobił pierwszy krok, mógłby grać niewinną ofiarę, a przez jakieś diabelstwo wszystko się poplątało.

No, ja się nie dziwię, że Draco był taki wzburzony, ja też jestem 8-) A tak się pięknie zapowiadało... No, ale nie tracę nadziei, że jednak nadrobią ten stracony moment.

Bardzo mi się podobało, kolejna fantastyczna część za nami. Dziękuję i pozdrawiam :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Aratanooniel » 12 lut 2012, o 21:09

Ekspresowo sprawdzała Morwena ;*

Odcinek siedemnasty, w którym okazuje się, że pomysły stryjecznych dziadków są warte rozważenia oraz, że raz bohater na zawsze pozostaje bohaterem


W momencie gdy Draco zdał sobie sprawę, jak dokładnie Weasley ma sprawdzać działanie jemioły, było już za późno, by zamknąć oczy. Na szczęście podejrzenia Pansy okazały się słuszne i Malfoyowi oszczędzono widoku piegowatego rudzielca całującego dziewczynę, z której ręki czerpał czekoladę. Potter nie wyglądał na tak wstrząśniętego jak Draco się czuł, a ta dwójka wariatów wpatrywała się w siebie i serdecznie się śmiała. Świat się kończył, Romeo i Julia, Merlinie interweniuj! Zupełnie bez udziału woli popatrzył na Pottera. Uśmiechał się, drań! Oczy tak jakoś mu błyszczały, policzki miał nieco zarumienione i wyglądał naprawdę nieźle.
- Myślę, że trzeba pokazać braciom Weasley, że nie bardzo podoba się nam ich pomysł - powiedział. Draco przytaknął, wciąż zajęty powtarzaniem "Ukatrupię".
- Tak, Malfoy, jak widzę jesteśmy zgodni w kwestii małej zemsty - wtrącił się do rozmowy Weasley, łapiąc Pansy za rękę. - Nie macie gdzieś u siebie jakichś ciekawych artefaktów?
- Oni muszą tu gdzieś być! Cisza. Nic nie mówcie. Bądźcie za kwadrans pod Wielką Salą! - zakomenderował Potter i ruszył w stronę wieży Gryffindoru. Draco już miał rzucić jakąś uwagę na temat tego, kto tutaj wydaje rozkazy, ale Harry odwrócił się właśnie i rzucił przez ramię:
- Mam nadzieję, że w Hogsmeade nie ma tych kulek, Malfoy.
I już go nie było.
- Macie pojęcie, co on właściwie chce zrobić? - rzucił pytanie w przestrzeń, jakby zaprzeczając, że odpowiedź go interesuje. Podniósł kilka kulek z podłogi. Wyglądały na zwyczajną jemiołę. Postarał się przypomnieć sobie, co wie o tej roślinie.
- Myślę, że dowiesz się za jakiś kwadrans pod Wielką Salą - odparła Pansy i wyciągnęła do niego rękę nieskażoną jeszcze przez dotyk Weasleya. - Chodźmy, musimy wymyślić jakiś plan, wątpię, by Potter go miał.

***

- Potter! Potter!
Harry ledwo wyhamował, słysząc cichy głos dochodzący z niszy obok obrazu Giruka Grubego. Przez chwilę miał ochotę nie zatrzymywać się i biec dalej, by dopełnić zemsty. W porę przypomniał sobie jednak, że jest bohaterem i Wybrańcem, więc nie może ignorować wołania - może ktoś potrzebuje pomocy? Westchnął głęboko i zajrzał w niszę. Zobaczył uśmiechniętą twarz Teodora Notta. Chłopak nie wyglądał, jakby potrzebował pomocy. O nie. Wyglądał jak kot, który właśnie napił się śmietanki. Albo raczej jak wąż, który wie, że ta mała myszka przed nim jest całkowicie bezbronna.
- Potter! - powtórzył. Harry wyprostował ramiona i popatrzył na niego hardo.
- Nott - odparł. - Potrzebujesz czegoś?
- Och, nie... Spaceruję tylko po szkole, która, moment... jak to szło? Ach, tak. Jest dla ciebie wspaniałym miejscem pełnym przyjaciół, gdzie spędziłeś najlepsze lata swojego życia i znalazłeś tego je... - nie dokończył. Harry popisał się gryfońską odwagą i dał mu w zęby. Rzucił szybko okiem na Notta, żeby upewnić się, że nie ma on przy sobie żadnych problematycznych pergaminów. Ruszył biegiem w stronę dormitorium, postanawiając, że w jednym czasie można mścić się tylko na jednej osobie.


***


Draco czuł się co najmniej dziwnie, będąc w jakikolwiek sposób połączonym z Weasleyem. Nawet jeśli funkcję łącznika pełniła Pansy.
- Może naślemy na nich mamę? - podsunął pomysł Ron.
- Weasley! Może i wyjec jest upokarzający. Ale to tylko wtedy gdy masz dwanaście lat i otrzymujesz pocztę w Wielkiej Sali. Gdy dostaną list od twojej matki w swoim sklepie, mogą go z łatwością zignorować/po prostu olać.
- Czekolada - mruknęła Pansy.
- Czekolada? - powtórzył Draco. - Chcesz użyć czekolady? Według ciebie właśnie to jest okrutna zemsta ? Za to, co oni zrobili? Smoła! Smoła, a nie czekolada! - Był bliski wybuchu za każdym razem, gdy przypomniał sobie, czemu zapobiegły głupie pomysły bliźniaków Weasley.
- Draco, cukiereczku. To my zjemy czekoladę, tak? Na poprawę myślenia.
- Niektórym to nic nie pomoże - burknął. - I nie mów do mnie "cukiereczku".
Jako że ręka Pansy wciąż była kurczowo zaciśnięta na jego nadgarstku, postanowił towarzyszyć Julii do lochów Capuletich.

***


Teodor Nott nie był przyzwyczajony do mugolskich technik bitewnych. Uważał zaklęcia za o wiele czystsze. Może poza tym, które wypruwało wnętrzności, a które było ulubionym jego stryjecznego dziadka. Potter najwyraźniej też nie był mistrzem pojedynków na pięści. Najwyraźniej nie mógł się zdecydować, gdzie dokładnie chce go uderzyć. Dlatego Teo przemykał właśnie od niszy do niszy, zakrywając dolną część twarzy i nos, z którego sączyła się krew. Był przy znajomej ścianie, gdy okazało się, że nie może poprawnie wypowiedzieć hasła. Cóż robić? Rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś pierwszaka.
Na swoje nieszczęście nie zauważył, że za jego plecami stał Draco Malfoy (we własnej osobie, plus dwie osoby z punktu widzenia Teo całkowicie zbędne).
- Witaj, Nott - mruknął Draco.
- O, Teo. Komu zalazłeś za skórę? - zainteresowała się Pansy.
- Nie wasz interes! - starał się starannie artykułować głoski, jednak nie wyszło mu to najlepiej.

***


To zdradziecki wąż! Podły zaskroniec! I pomyśleć, że chciał go pocałować! Harry siedział w swoim dormitorium i przeglądał zawartość kufra. Zastanawiał się, czy zemsta na bliźniakach ma sens. Przecież w ostatecznym rozrachunku cnotliwe kulki uratowały mu skórę! Nie wiadomo, jakim jadem dysponuje ten pyton, grzechotnik, ta... ta kobra! 
Wyszło szydło z worka! Oliwa sprawiedliwa wypłynęła przez usta Notta!
- Ślizgoński dupek! - wymruczał do trzymanych w ręku skarpetek, nie wiedząc, kogo dokładnie ma na myśli. - Wypaplać takie szczegóły!
Wreszcie znalazł flakonik zawinięty w purpurowe skarpetki. Postanowił zastanowić się, na kim użyje eliksiru, w drodze pod Wielką Salę

***


Pansy, nie chcąc zostawiać Weasleya na zbyt długo pod litą ścianą pilnującą wejścia do ślizgońskich pokojów, wyniosła tyle czekolady, ile zdołała. Nie była jednak skłonna się nią dzielić. W drodze na umówione miejsce spotkania Draco zastanawiał się, czemu nie zsynchronizowali zegarków i podkradał Pansy czekoladowe skarabeusze, gdy ona rzucała rudemu przeciągłe spojrzenia. No doprawdy, mogliby się skupić na zemście!
Pod wielką Salą o tej porze było całkiem cicho. Potter stał samotnie, pocierając kostki prawej dłoni o wnętrze lewej. Miał wyraz mordu w oczach, co dobrze wróżyło ich akcji.
- Malfoy! - warknął na ich widok.
- Czekoladkę? - wyszeptała słabo Pansy, kobieca intuicja podpowiadała jej, że szykuje się rzeź. I na razie nie ucierpi nikt nazwiskiem Weasley. Chyba że Ron postanowi się wmieszać.
- Harry! Nie zgadniesz, kto chodzi z podbitym nosem! Zaraz. Czemu pobiłeś Notta? - zapytał lekko Ron.
- Pobiłeś Notta? - zdziwił się Draco. Przecież to było niewykonalne w tak krótkim czasie. Jeśli Potter zamierzał go w końcu pocałować, a potem to regularnie powtarzać, powinien bardziej o siebie dbać.
- Powiedziałeś Nottowi? - wrzasnął Harry w tym samym czasie. Zbliżał się powoli do Draco, jednak nie wyglądał, jakby chciał go pocałować. Poza tym nawet on nie mógłby być na tyle głupi. Te kulki były rozrzucone również tutaj.
- Nie rozmawiał z nim dziś! - powiedziała Pansy, nieco nerwowym gestem wciskając między nich bombonierkę.
- O czym niby miałbym rozmawiać z Nottem? - zapytał, przesuwając się nieco do tyłu do czasu, aż pod plecami wyczuł ścianę. Potter podążał za nim, a Pansy nie ruszała bombonierki z jej posterunku. Malfoy pomyślał, że robi się nieco niebezpiecznie.
- Walnąłem Notta, bo zacytował moje... moje... odpowiedzi

***


Odkąd Draco skończył sześć lat, przed snem wspominał ważniejsze wydarzenia mijającego dnia. Ze szczególnym uwzględnieniem sukcesów. Tego dnia miał o czym rozmyślać.
Po całej aferze z Potterem Pansy pozwoliła im zjeść po jednym nadziewanym czekoladą motylu z jej bombonierki. Draco postanowił zapamiętać na przyszłość, że po każdej kłótni z Potterem (jeśli w końcu pozbędą się tych kulek i ich relacja ruszy do przodu) może wyciągnąć od niej co lepsze smakołyki. Warto było się też dowiedzieć, że Potter również ma słabość do czekolady. Draco poświęcił kilka minut na wspominanie jego miny pełnej zachwytu, gdy motyl połaskotał go po podniebieniu. 
Rozmyślania przerwał mu Nott wchodzący do dormitorium. Doprawdy! Czy on myślał, że jak położy się spać pół godziny później, uniknie konfrontacji z Malfoyem?
- Nott! - powiedział Draco spokojnie. 
- Malfoy - zapiszczał całkiem nie po ślizgońsku. Draco wstał, narzucił na ramiona jedwabny szlafrok i podszedł do Teodora.
- Teraz mnie posłuchaj. Oddasz mi te pergaminy, ponieważ się one wybitnie osobiste. 
- Malfoy, czy ty się słyszysz? - Najwyraźniej Nott odnalazł zaginioną butę. Wciąż jednak nieco seplenił po bliskim spotkaniu z pięścią Pottera.
- Och, słyszę się, oczywiście. - Draco przymknął oczy drapieżnie i postukał palcem wskazującym swoją górną wargę. - Więc powiedz mi, podstępny chłopcze, co chciałeś zyskać, kradnąc te papiery?
Nott milczał z zaciętą miną.
- Co było dla ciebie tak ważne, że posunąłeś się do tak niehonorowego czynu, jakim jest kradzież? Doprawdy, jak pospolicie, Nott. - Draco prawie wypluł jego nazwisko.
- Ja przynajmniej nie prowadzam się, że szlamami i zdrajcami krwi, Malfoy!
- Chciałeś zachwiać moją pozycją? Miałeś nadzieję, że to tobiepomoże? Teraz posłuchaj mnie uważnie. Oddasz mi pergaminy. Oddasz mi wszystkie kopie, które zrobiłeś. Pozwolisz mi sprawdzić twoją różdżkę, abym wiedział, jak wiele zdołałeś skopiować. A ja raz jeszcze zastanowię się nad podarowaniem ci pawiego jaja z naszego dworu. To uczciwa wymiana, Nott, nie uważasz?
- Jeśli myślisz, że tak łatwo pozwolę ci...
- Dobrze, Teo. Dwa jaja, tak? Dwa jajka, którymi będziesz mógł się opiekować zamiast knuć całymi dniami.
Teo Nott przytaknął. Wyciągnął różdżkę z kieszeni szaty i podał ją Malfoyowi. Może i wypruwanie wnętrzności nie jest zbyt czyste, ale inne pomysły stryjecznego dziadka były warte uwagi. Jak ten, by zawsze mieć przy sobie dwie różdżki. To jeszcze nie koniec!
Draco położył się z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. A jutro. Jutro w Hogwarcie pojawią się bliźniacy Weasley, zwabieni listem ich młodszego braciszka. Eliksir Gaduły, bazujący na Veritaserum był ich własnym wynalazkiem. A jednak Draco nieco go udoskonalił. Już jutro bliźniacy Weasley dobrowolnie i z uśmiechem na ustach opowiedzą każdemu, kto będzie chciał słuchać, wszystkie swoje mroczne tajemnice. A później? Potter wspominał, że jemiołę rozrzucono tylko w Hogwarcie...


A w 18...
Niech się nie gniewa szczęście, że biorę je jak swoje.
Szymborska

Puella Bella
Aratanooniel Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 36
Dołączył(a): 13 cze 2011, o 15:27

Postprzez Miss Black » 18 lut 2012, o 19:26

Tekst niezbetowany, bo Aev szlaja się gdzieś w ten mróz, a ja muszę już iść, bowiem za godzinę zaczyna się przedpremierowy pokaz filmu z najlepszym aktorem naszych czasów. 8-)

Odcinek osiemnasty, w którym powraca sprawa różowej sukienki, balu, białych kulek, znikającego bimbru, pałętająch się po zamku bliźniaków zagłady, szaleństwa Dumbledore'a, romansu ślizgońsko-gryfońskiego szeroko rozumianego, przebiegłości Teo, zemsty wszystkich na wszystkich, czekoladolizmu Pansy i wszystkich innych wątków, które niedokończone są. Och, nie pojawia się Zgredek, ale ufam, że wybaczycie tę drobną wpadkę. ;)
Enjoy!


Minerwa McGonagall miała się za osobę spokojną i opanowaną, ale każdy poczułby się lekko wytrącony z równowagi, gdyby tuż nad ranem został wyrwany ze snu przez samego Severusa Snape'a, który w dodatku nie mógł ustać o własnych siłach i mamrotał coś o szaleństwie Dumbledore'a i Gindelwaldzie biegającym po szkole, rwąc sobie włosy z głowy. Doprawdy! Zapewne znów pracował nad jakimś eliksirem dla Sam-Wiesz-Kogo. A prosiła go, by nauczył się nowego zaklęcia transmutującego rybę w maseczkę higieniczną.
— Severusie — Minerwa ucięła jego paplaninę surowym tonem, ale nie mogła powstrzymać zimnego dreszczu, który przemknął jej przez kręgosłup, gdy ich najlepszy szpieg spojrzał na nią bezradnie.
— Uspokój się, proszę — powiedziała, podając mu fiolkę z eliksirem, której zawartość połknął łapczywie, najwyraźniej rozpoznając własne pismo na etykietce.
— A teraz powoli opowiedz mi, co się stało.
Snape spojrzał na nią podejrzliwie, co nieco uspokoiło Minerwę.
— Może to, co teraz powiem, wyda ci się niedorzeczne — zaczął Snape wciąż lekko nieswoim głosem — ale zapewniam cię, Minerwo, że sam sprawdziłem tę informację. Co gorsza, miałem wątpliwą przyjemność przekonać się o jej wiarygodności na własne oczy.
Tu zamilkł, jakby zbierając siły na to, z czym przyszło mu się zmierzyć. Minerwa czekała cierpliwie.
— Dwa dni temu w Sali Wejściowej wpadłem na Albusa, który bez pardonu poinformował mnie, że zaprosił na święta Gellerta Grindelwalda. — Minerwa wciągnęła haust powietrza, a Snape spojrzał na nią, jakby na powrót zauważając obecność kobiety w pomieszczeniu. — Tak, do Hogwartu. Są tu już od paru ładnych dni. — Uniósł rękę na znak, by mu nie przerywano. — Co gorsza, Albus zgubił gdzieś Gellerta, gdy ten udał się do kuchni, by umieścić tam wiadra z bułgarskim bimbrem, który nawiasem mówiąc, również gdzieś przepadł.
— Merlinie miej nas w opiece! — Minerwa usiadła ciężko na fotelu, opierając trzęsące się dłonie o kolana. — Całe szczęście zdążyłam usunąć ten alkohol, zanim dzieci się nim zainteresowały. Biedne skrzaty upiły się samymi oparami! Ale czegoś nie rozumiem. Uparcie powtarzały, że alkohol przyniosła jakaś Madame.
Snape uśmiechnął się przeraźliwie, czym niemal doprowadził Minerwę do zawału.
— Widzisz, tu zaczyna się najciekawsza część tej opowieści — kontynuował dziwnie zadowolonym z siebie, spokojnym głosem. — Albus był na tyle przytomny, że uznał, iż Grindelwald powinien uczynić swoją obecność w zamku mniej oczywistą, więc najpotężniejszy czarnoksiężnik naszych czasów, zaraz po Czarnym Panie, PARADUJE PO HOGWARCIE W PERUCE I DAMSKIEJ SZACIE ZUPEŁNIE NIESTRZEŻONY! — wykrzyczał Snape, poczym usiadł gwałtownie na pobliskiej kanapie, chwytając się za głowę.
Minerwa była tak wytrącona z równowagi, że pierwszy raz w życiu nie wiedziała, jak się zachować. Severus Snape nie był człowiekiem, którego można było pocieszająco poklepać po plecach. A i sytuacja wymagała czegoś zdecydowanie mocniejszego. Wstała i udała się w kierunku barku, gdy nagle doszło do niej ciche:
— To mogłem być ja.
Odwróciła się w stronę Snape'a, który teraz wpatrywał się w nią niewidzącym wzrokiem.
— To mogłem być ja. Gdyby nie Albus, ja mógłbym być na miejscu Grindelwalda. Kto wie, co lata bez jakiejkolwiek aktywności intelektualnej zrobiłyby z moim mózgiem. Kilka miesięcy w Azkabanie i to mógłbym być ja.
Gdy Severus zaczął się kołysać, patrząc tępo na przeciwległą ścianę i mamrocząc pod nosem jakieś przerażające rzeczy, Minerwa uznała, że najwyższy czas zacząć działać. Energicznym krokiem podeszła do kominka, rzucając odrobinę proszku fiuu do paleniska.
— Skrzydło Szpitalne.
Po chwili wśród zielonych płomieni ukazała się twarz szkolnej pielęgniarki.
— Poppy, wybacz porę, ale potrzebuję cię tu natychmiast. Severus ma jakiś atak...
— Postcruciatusowy? Myślałam, że dziś...
— Nie. — Minerwa zmarszczyła brwi, rzucając szybkie spojrzenie na Snape'a, który teraz śmiał się jak potępieniec. — Chyba jest w szoku.
— Już idę.

***

Za oknem świtało, gdy Minerwa zamknęła za sobą drzwi Skrzydła Szpitalnego. Dobrą godzinę zajęło im nakłonienie Snape'a do wzięcia Eliksiru Bezsennego Snu. Zawsze był fatalnym pacjentem, ale teraz pobił samego siebie na głowę. Minerwa westchnęła ciężko, opierając się o kamienną ścianę. Bolała ją głowa po nieprzespanej nocy, a przecież trzeba było jeszcze dopiąć przygotowania do dzisiejszego balu na ostatni guzik. Och. I oczywiście znaleźć Albusa i Grindelwalda, zanim uczniowie go zauważą. Madame. Też coś! Chociaż, gdy teraz o tym pomyślała, dziwnym jej się wydało, że żadne z dzieci niczego nie zgłosiło. Może nie mają do niej zaufania? Tyle razy całkiem niesłusznie zignorowała ostrzeżenia Harry'ego i jego przyjaciół. Pokręciła głową ze zrezygnowaniem. Już miała ruszać w kierunku gabinetu dyrektora, gdy nagle usłyszała znajomy głos.
— Albusie! — krzyknęła równocześnie uradowana i przerażona, że go widzi. Co właściwie powinna mu powiedzieć? Na Merlina, toż to Albus Dumbledore! Dowódca Zakonu Feniksa i dyrektor samego Hogwartu. Który właśnie przerwał rozmowę z bliźniakami Weasley i uśmiechnął się na jej widok. Och, Godryku!
— Moja droga! Właśnie ustalam z panami Weasley i Weasley — tu mrugnął do nich znacząco — ostatnie szczegóły dzisiejszego pokazu. To będzie niezapomniana noc! — Iskierki zamigotały w jego niebieskich oczach, ale zaraz spoważniał, gdy przyjrzał się Minerwie. — Wybacz, kochana, że zostawiłem Cię samą z przygotowaniami. Domyślam się, że Severus nie wrócił jeszcze z Hogsmeade? Mówiłem panom Weasley, jeszcze przed wyjazdem, że zapewne zaszyje się tam do końca przerwy świątecznej. Ten nasz Severus. Niezbyt towarzyski.
Dumbledore uśmiechnął się pogodnie, a Minerwie serce stanęło na chwilę. Coś tu się bardzo nie zgadzało.
— Albusie, kiedy wróciłeś z Bułgarii? — Nie potrafiła opanować lekkiego drżenia głosu.
— Och nie, moja droga. Byłem w Kopenhadze. Skąd ten pomysł? — spytał Dumbledore, marszcząc srebrne brwi.
Fred przełknął ślinę, a George rzucił mu szybkie spojrzenie, którego znaczenia mniej wprawne oko nie miało najmniejszej szansy wychwycić, jednakże Minerwa McGonagall miała to szczęście w nieszczęściu, że całymi latami widywała w swoim gabinecie dokładnie to spojrzenie na obliczu George'a Weasleya, a oznaczało ono ni mniej, ni więcej: WINNY. Spojrzała w kierunku Skrzydła Szpitalnego i krew się w niej zagotowała.
— Wy! — syknęła, mrużąc oczy i wyciągając oskarżycielski palec w ich kierunku. — Nie mam bladego pojęcia, jak tego dokonaliście, ale macie mi natychmiast powiedzieć, gdzie jest Grindelwald!
— Gellert? — spytał miękko Albus.
Fred spojrzał na George'a już przestraszony nie na żarty. Najwyraźniej nie oczekiwał takiego obrotu zdarzeń.
— Natychmiast! — krzyknęła Minerwa.
— Pani profesor — zaczął George. — My...
— Tak, wy! Słucham. — Minerwa chyba nigdy w życiu nie była na nich tak wściekła. Poczuła, jak Albus poruszył się niespokojnie tuż obok niej.
— ...nigdy nie sprowadziliśmy Grindelwalda do Hogwartu — dokończył Fred.
— To miał być tylko głupi...
— ...genialny — wtrącił Fred.
— Nie pogarszaj sytuacji, idioto — warknął George, ale po chwili kontynuował już miękko. — Głupi dowcip, który miał być swego rodzaju podziękowaniem dla profesora Snape'a za lata...
— ...dekady upokarzania Gryfonów na jego lekcjach — zakończył twardo Fred, patrząc jednak niepewnie na McGonagall. Och, nie będą z nią pogrywać w ten sposób. Przerabiała to milion razy!
— I sądziliście, że umocnienie go w wierze, iż jedyny czarodziej, którego wciąż boi się Sam—Wiesz—Kto postradał zmysły będzie najlepszym sposobem rekompensaty? Co wyście sobie myśleli?! — Minerwie zjeżyły się włosy na karku. Albus spojrzał na nich, jakby wreszcie pojął, co się tu wydarzyło, a potem zwrócił się w kierunku drzwi Skrzydła Szpitalnego, przy których jeszcze nie tak dawno stała McGonagall.
— Minerwo, czy z Severusem wszystko w porządku? — spytał delikatnie.
— Myślę, że dojdzie do siebie. Trochę to nim wstrząsnęło — przyznała. — A teraz podzielicie się z nami tajemnicą, jak właściwie zdołaliście przekonać profesora Snape'a, że ta farsa to prawda.
George spojrzał niepewnie na Freda, a ten kiwnął głową.
— Użyliśmy Eliksiru Wielosokowego. Zdobycie pana włosa, profesorze, nie stanowiło najmniejszego problemu. — Fred spojrzał przepraszająco na dyrektora. — Potem wystarczyło tylko odrobinę gry aktorskiej i...
— ...wystarczająco szokująca wiadomość.
— Jak, na Merlina, zdobyliście włos Gellerta? Jak rozumiem, jego Severus również widział — powiedział Albus wyraźnie zaintrygowany sztuczką. Minerwa miała czasem ochotę po prostu zdzielić go po głowie. Mężczyźni!
— To też było proste. Nikt nie widział Grindelwalda od lat. Wystarczył włos równie... wiekowego mężczyzny, a peruka, makijaż i sukienka tylko ułatwiły sprawę.
— Sukienka!? — wykrzyknął zaskoczony Dumbledore.
— Och, musieliśmy jakoś zaszokować profesora — tu George zerknął w kierunku McGonagall — Snape'a.
— Sukienka — zachichotał Albus. Minerwa z trudem powstrzymała się od prychnięcia. — Myślę, że Gellert nie byłby zachwycony.
— Severus jest w szoku. — Minerwa spojrzała karcąco na Dumbledore'a. — To naprawdę nie jest czas na żarty.
— Tak, masz rację, moja droga. Przepraszam — powiedział Albus i przyjrzał się uważanie chłopcom. — Myślę, panowie, że jednak powinniście jakoś zrekompensować Severusowi i pani profesor stres, na jaki zostali przez was narażeni. Jak uważasz, Minerwo?
— Zgadzam się w zupełności. Co więcej, mam już pewien pomysł. — McGonagall spojrzała na bliźniaków z małym uśmiechem na ustach, który sprawił, że skurczyli się w sobie. — Sądzę, że najuczciwiej będzie, jeśli to z waszych ust profesor Snape usłyszy, jak naprawdę sprawy się mają. Dzisiaj. Gdy tylko obudzi się po dawce Eliksiru Bezsennego Snu, który musiałyśmy mu podać. Co ty na to, Albusie?
Fred i George spojrzeli po sobie z czystą trwogą wymalowaną na twarzach. Czasem zazdrościła Severusowi, że umiał tak dyscyplinować uczniów. Albus uśmiechnął się, a ogniki znów migotały w tych błękitnych oczach.
— Myślę, że to doskonałe zadośćuczynienie. Tylko postarajcie się, proszę, przeżyć. — Mrugnął do nich i podał Minerwie ramię. — Sądzę, moja droga, że my musimy wrócić do naszych obowiązków. Bal sam się nie zorganizuje!
Już mieli odejść, gdy Dumbledore przystanął i ponownie zwrócił się do bliźniaków Weasley:
— Pamiętajcie, że obiecaliście mi pokaz fajerwerków dziś o północy! Musicie być w formie, by móc go przygotować. Ach, i w międzyczasie zróbcie porządek z resztą swoich projektów — dorzucił dyrektor, wskazując podbródkiem podłogę usłaną pączkami jemioły. — Mamy tu dziś bal! — wykrzyknął wesoło i wraz z McGonagall udał w kierunku swojego gabinetu.

***

Harry postanowił odłożyć plan zamordowania bliźniaków na później. Już pal licho ich głupie dowcipy w Wielkiej Sali, powiedz: NIE! swojemu wewnętrznemu homofobowi, cymbały, ale kulki z jemioły, które uniemożliwiają pocałunek? Idiotyzm! W dodatku sprzeczny z tradycją. Harry nie był w stanie pojąć, co właściwie chodziło bliźniakom po głowie, gdy to wymyślali. Na swoje usprawiedliwienie mógł jedynie powiedzieć, że prawdopodobnie sam Merlin nie ma bladego pojęcia, co roi się w ich postrzelonych łepetynach. Ale tyle o nich. Czas najwyższy zająć się Draco. Harry zebrał się w sobie, poprawił swój najlepszy sweter po Dudleyu, czemu właściwie nie kupił sobie jeszcze własnych ciuchów?, strzepał okruszki z wytartych sztruksów i zdecydowanym krokiem ruszył ku wyjściu z pokoju wspólnego.
— Harry! — Najwyraźniej bogowie nie sprzyjali jego związkowi z Draco. Westchnął ciężko i odwrócił się.
— Tak, Ron?
— Idziesz do lochów? — spytał Ron konspiracyjnym szeptem, rozbudzając tym ciekawość połowy Gryfonów, która już zdążyła wrócić ze śniadania. Ginny szczerzyła się do niego jak głupia, co przypomniało mu, że musi dopisać ją na swoją listę tuż obok bliźniaków, a Hermiona patrzyła jakoś smutno na Rona. Merlinie, czy to wszystko musi być tak skomplikowane? Nie wystarczy, że los pokarał go Voldemortem siedzącym mu na ogonie od czternastego miesiąca życia? Harry spojrzał z powrotem na piegowatą twarz swojego przyjaciela, który radośnie się do niego uśmiechał.
— Tak, ale trochę się spieszę.
— Nic się nie martw, stary. Pogadamy po drodze. Wysłałem list bliźniakom wczoraj wieczorem, ale chyba nie dotarł.
— Jak to? — spytał lekko zdziwiony Harry, otwierając portret Grubej Damy.
— Witaj, kochanieńki — zaświergotała w kierunku Rona. Harry uniósł brwi zaskoczony, ale postanowił to zignorować i szybkim krokiem ruszył w stronę lochów, ponownie rzucając przez ramię:
— Jak to?
Ron wzruszył ramionami, marszcząc nos i zrównał z nim krok.
— Świstoświnka najpierw w ogóle nie chciała wziąć listu, co właściwie jest mocno w jej stylu, a potem zrobiła kółko nad zamkiem i po dziesięciu minutach wróciła bez koperty.
— Może ją zgubiła? — zdziwił się Harry.
— Pewnie tak. Ale, wiesz, w zasadzie to nie problem. Fred i George organizują dzisiejszy bal. Te ich wielkie fajerwerki, o których cały czas gadają. — Ron bardzo starał się pokazać, że nie interesuje go to w najmniejszym stopniu, ale Harry widział, że aż gotuje się z ekscytacji na myśl o pokazie. W końcu to sztuczne ognie w wydaniu bliźniaków! Harry zachichotał, przypominając sobie minę Umbridge. — Będą musieli pojawić się w Hogwarcie jeszcze przed wieczorem.
Harry kiwnął głową i spojrzał na Rona z ukosa.
— Zaprosiłeś już Pansy?
Ron pokręcił głową.
— Nie, ale umówiliśmy się o pierwszej w Miodowym Królestwie. — Ron wyszczerzył się jak głupi. — Pozwolę jej zmówić największy deser czekoladowy, jaki tam mają, przez żołądek do serca, jak mówi mama, i dopiero wtedy spróbuję szczęścia. Wiesz, jaka ona...
Ron urwał, gdy ich uszu doszedł głuchy łomot.
— Skrzydło Szpitalne! — rzucił Harry i popędzili w tamtym kierunku.
— Co oni tam robią? — krzyknął Ron, gdy tym razem huk przeszedł przez cały korytarz. — Przemeblowanie?
Harry już miał otwierać wielkie dębowe drzwi, gdy usłyszeli:
— Wy sparszywiałe, obmierzłe, plugawe, nieodpowiedzialne...Gdzie, na Salazara, jest moja przeklęta różdżka?! POPPY!
Harry spojrzał na Rona. Wściekły Snape był niebezpieczny dla otoczenia.
— Wchodzimy? — rzucił Ron, chwytając za klamkę.
Harry skinął głową i już mieli wkroczyć, gdy zaskoczył ich drugi głos.
— Pani Pomfrey wyszła. To...
— ...miał był tylko taki dowcip.
— Dowcip? — syknął Snape tak cicho, że Harry i Ron ledwie go usłyszeli. Spojrzeli po sobie i parsknęli cichym śmiechem. Zdaje się, że ktoś ich wyręczy w zemście. Nagle odskoczyli od drzwi, gdy rozległ się kolejny huk. — Zdajecie sobie sprawę, wy bezmózgie kreatury, czym groziłoby upublicznienie wiadomości o Grindelwaldzie przebywającym w Hogwarcie na życzenie samego Albusa Dumbledore'a?!
— Co?! — syknął Ron. Harry nakazał mu gestem, by był cicho. Zupełnie o tym zapomniał! Jak mógł zapomnieć...
— Stąd przebranie — wyjąkał Fred.
— Damskie fatałaszki?! — wykrzyknął Snape, poczym rozległ się kolejny łomot.
— No, tak! — Harry walnął się otwartą dłonią w czoło. — Fred i George! Dumbledore nie zwariował!
— O czym ty, do diabła, mówisz? — Ron miał minę, jakby Harry właśnie zjadł swoją własną skarpetkę. A Harry miał ochotę tańczyć z ulgi i radości jednocześnie.
— Później ci wyjaśnię. Chodźmy stąd, zanim Snape zdecyduje się wysadzić całe skrzydło, lub co grosza, nas tu przyłapie.
Ran wytrzeszczył oczy i skinął głową, ruszając w stronę lochów. Harry wyszczerzył się sam do siebie, potrząsnął burzą swoich rozczochranych włosów i podążył za Ronem. Musi coś z tym zrobić, Draco nie może odciągać go od ratowania świata. Nawet jeśli światu zagrażają jedynie bliźniacy Weasley. Harry nagle spoważniał. Albo bliźniacy Weasley.

***

Przejście do pokoju wspólnego Ślizgonów otworzyła im Pansy. Spojrzała na Rona krytycznym wzrokiem, ale uśmiechnęła się lekko na widok jego zakłopotania, poczym przeniosła wzrok na Harry'ego i krzyknęła:
— Draco, skarbie! Potter najwyraźniej zasmakował w... Ognistej Teo. Będziesz łaskaw go obsłużyć?
Draco pojawił się tuż obok niej niemal błyskawicznie z żądzą mordu wymalowaną na twarzy. Za ich plecami przeszła salwa śmiechu.
— Zamilcz kobieto! — syknął przez zęby. — Jeśli ci życie miłe, bo nie ręczę...
— Zjadłeś mój marcepan — ucięła krótko Pansy, zadzierając dumnie podbródek.
— Nie wiedziałem, że był twój — westchnął zirytowany Draco, jakby powtarzał to po raz osiemdziesiąty dzisiejszego ranka.
— Powleczony siedemdziesięciosześcio procentową czekoladą marcepan z Lubeki? — Pansy spojrzała na niego powątpiewająco. — Wujek Niederegger przysyła mi go na każde święta, od pierwszego roku, a ty go bezwstydnie skonsumowałeś! Powiedz, Draco, dziecku też zabrałbyś ostatniego lizaka?
Draco wyglądał jakby zaraz miał zacząć walić głową we framugę. Harry na wszelki wypadek położył tam dłoń na wysokości czoła Draco.
Pansy spojrzała na Rona, a potem uśmiechnęła się słodko do Draco.
— Całe szczęście, na świecie są jeszcze mężczyźni, którzy potrafią zachować się honorowo — powiedziała Pansy, biorąc Rona pod ramię. — Prawdziwi mężczyźni, którzy wiedzą, jak zadowolić kobietę.
Ron poczerwieniał aż po cebulki włosów, patrząc z wyższością na Ślizgona, a Harry mógłby przysiąc, że Draco poszła para z uszu. Pansy uśmiechnęła się do Rona.
— Chodźmy do Miodowego Królestwa — powiedziała, ale po chwili przystanęła i zwróciła się do Draco: — Ach, a Teo ma dodatkową różdżkę, wiedziałeś?
I już ich nie było. No, pięknie! Teraz on będzie musiał wszystko to posklejać do kupy. Draco stał tam, mordując wzrokiem przestrzeń, jakby zupełnie zapomniał o Harrym.
— Może chciałbyś się stąd wyrwać? Ee...pogadać. — Ślizgon spojrzał na niego pytająco. — Wiesz, gdzieś poza Hogwartem.
I wtedy Draco uśmiechnął się do niego pierwszy raz tego dnia.

***

Draco odkrył, że lubił jadać obiady z Potterem. Już wtedy w Trzech Miotłach naszła go taka myśl, ale teraz utwierdził się tylko w tym przekonaniu. Potter był dla niego wielką niewiadomą. Z jednej strony potrafił go doprowadzić do białej gorączki jednym tylko słowem, a z drugiej jego obecność wpływała na Draco jakoś tak... kojąco. Głupi obiad w knajpie o co najmniej niskim standardzie i już sprawa z Teo nie wydawała mu się tak nagląca, a przytyki Pansy warte jego nerwów. Śmiali się z jakiegoś głupiego dowcipu, który właśnie skończył opowiadać, gdy Potter nagle spoważniał i spojrzał na niego:
— Draco, pójdziesz ze mną na bal?


A w odcinku tysiąc dwieście sześćdziesiątym... Ekhem, 19-tym...
Ostatnio edytowano 22 lut 2012, o 15:29 przez Miss Black, łącznie edytowano 2 razy
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Ka » 18 lut 2012, o 22:13

Miss Black, moja droga, ubóstwiam Cię. Naprawdę jesteś Borem, zwłaszcza jeżeli chodzi o zbieranie wszystkiego do kupy, chociaż i styl, i bohaterowie, i humor też są świetne. Ale przede wszystkim cudnie nawiązujesz do poprzednich odcinków, ciągniesz dalej i wiążesz razem wszystkie wątki. Już Twój poprzedni rozdział był taki, ale ten robi większe wrażenie, bo jest tuż przed końcem, i bo wiem, jakie to było wyzwanie. Jeszcze dwa dni temu wydawało mi się, że to jakieś szaleństwo, a teraz jakimś cudem nagle siedzę przed monitorem i dochodzę do wniosku, że... to wszystko wcale nie jest takie skomplikowane! ;)

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki rozwiązałaś sprawę Grindewalda, przy okazji robiąc z Albusa zdecydowanie mniejszego wariata, z bliźniaków zdecydowanie cwańszych huncwotów, rozwiązując sprawę zemsty Harry'ego... A do tego wplotłaś McGonnagal, która już wcześniej miała swój udział w fecie i wygląda tu bardzo na miejscu.

Do tego bal zbliża się wielkimi krokami, drarry idzie w dobrym kierunku, i naprawdę czuć, że zbliżamy się do końca.

Już tytuł mnie urzekł, feta była cudna, a ankieta to taka wisienka na torcie. To takie oczko do nas wszystkich, i jeszcze jedno przypomnienie, że to już koniec... i wiadomo, że teraz Akame ma wolną rękę, i już nie mogę się doczekać, co dla nas wymyśli. :)

A teraz cytaty, bo oczywiście muszę pocytować.
powiedziała, podając mu fiolkę z eliksirem, której zawartość połknął łapczywie, najwyraźniej rozpoznając własne pismo na etykietce.
Urooocze. Ale przecież mogłaby coś tam przelać, prawda? ;) Chociaż myślę, że Sev ufa Minerwie, nie ufałby tylko ewentualnemu innemu warzycielowi. Tak czy inaczej, Severus z załamaniem nerwowym jest przesympatyczny (*uchyla się przed straszną klątwą*), a że doprawiłaś go wieloma zachowaniami, które tak fajnie do niego pasują, to efekt jest świetny. I jakoś od razu przypomina mi się chory Sev z Krukoniady.
Albus był na tyle przytomny, że uznał, iż Grindelwald powinien uczynić swoją obecność w zamku mniej oczywistą
:whistle:
Tyle razy całkiem niesłusznie zignorowała ostrzeżenia Harry'ego i jego przyjaciół.
No cóż. 8-)
— Gellert? — spytał miękko Albus.
Aw. Wiesz, co mi się jeszcze podoba? Że to przecież Ty sama wprowadziłaś Gellerta, a teraz w taki ładny sposób kończysz jego wątek.
Ach, i w międzyczasie zróbcie porządek z resztą swoich projektów — dorzucił dyrektor, wskazując podbródkiem podłogę usłaną pączkami jemioły. — Mamy tu dziś bal!
Ależ to jest klimatyczne, ach! No i kolejny wątek zakończony, jednym zdaniem!
ale kulki z jemioły, które uniemożliwiają pocałunek? Idiotyzm! W dodatku sprzeczny z tradycją.
:lol2: Oburzony Harry jest rozbrajający. Sprzeczny z tradycją, doprawdy!
Harry zebrał się w sobie, poprawił swój najlepszy sweter po Dudleyu, czemu właściwie nie kupił sobie jeszcze własnych ciuchów?, strzepał okruszki z wytartych sztruksów i zdecydowanym krokiem ruszył ku wyjściu z pokoju wspólnego.
Po pierwsze: awww dla Harry'ego, który ubiera się dla Draco, a po drugie - ha, dobre pytanie!
— Skrzydło Szpitalne! — rzucił Harry i popędzili w tamtym kierunku.
— Co oni tam robią? — krzyknął Ron, gdy tym razem huk przeszedł przez cały korytarz. — Przemeblowanie?
*zgon*
Musi coś z tym zrobić, Draco nie może odciągać go od ratowania świata. Nawet jeśli światu zagrażają jedynie bliźniacy Weasley. Nagle Harry spoważniał. Albo bliźniacy Weasley.
Jak to się wszystko ładnie trzyma kupy. Ten Harry z wrodzoną uczciwością i kompleksem bohatera też jest całkiem spójny przez całą fetę, i chyba nigdy nie zaczął mnie irytować, chociaż zwykle jestem uczulona na Harry'ego, który biega za Draco. Może to dlatego, że Draco równie uparcie biega za nim. I że Harry momentami potrafi zachować się jak na faceta przystało.
Draco wyglądał jakby zaraz miał zacząć walić głową we framugę. Harry na wszelki wypadek położył tam dłoń na wysokości czoła Draco.
Jak się troooszczy...!
Ach, a Teo ma dodatkową różdżkę, wiedziałeś?
Pansy jest przegenialna! To był przytyk, ale przecież jednocześnie cenna wiadomość! Co za ślizgońska przyjaciółka! Wydaje mi się, że w tej fecie wspólnie udało się nam wszystkim wykreować naprawdę fantastyczną, spójną Pansy. Wszystko, co Pansy mówi, tak świetnie pasuje do tej postaci, jest zabawne, przebiegłe, troskliwe, kochane i takie po prostu, um, czekoladowe. :D I kocham marcepan!
I wtedy Draco uśmiechnął się do niego pierwszy raz tego dnia.
:serce:
— Draco, pójdziesz ze mną na bal?
:splywa:

Ekhem, tak, znowu popisałam się sztuką komentowania. ;) Ach, do diabła z tym! W każdym razie wiesz, że bardzo, bardzo mi się podoba, jestem zachwycona tym odcinkiem, a jeszcze bardziej - spójnością fety i tym, że... udało nam się, prawda? Naprawdę nie spodziewałam się, że wyjdzie nam coś tak fajnego. Może i jest to absurdalne i głupiutkie, ale jest też oryginalne, ciekawe, zabawne, ciepłe, kochane i po prostu cudowne, a niektórzy bohaterowie naprawdę zasługują na medal. Jakie to miłe, że wszyscy potrafimy się tak zgrać i stworzyć coś tak świetnego.

I jeszcze raz powiem, że bardzo podoba mi się Twoje pisanie, poczucie humoru, ogromny szacunek do pozostałych autorów (i czytelników), styl... naprawdę jestem pod wrażeniem. Ściskam Cię ciepło i, cóż, lecę się pakować. Boru, nie cierpię pakowania. :oczy:
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez Bang Bang » 19 lut 2012, o 01:14

Wolę nawet nie sprawdzać, kiedy ostatni raz komentowałam fetę. Naprawdę moje lenistwo jest straszne i nie mam dla siebie żadnego sensownego usprawiedliwienia :sciana: . Ad rem! MB, dzięki Tobie znów zaczęłam mieć nadzieję, że jakimś cudem uda się zakończyć tę drarrofetę i nie przekształci się ona w kolejną Modę na sukces. Naprawdę biję pokłony, bo wybrnęłaś z tego wszystkiego w sposób niezwykle zgrabny i zabawny. You are my god! :poklon: Tak wpatruję się teraz w ten monitor i nie mogę wyjść z podziwu... Wow! Minerwa idealnie nadaje się do roli osoby, które ogarnie całe to szaleństwo, bo chociaż Albus nie okazał się aż takim wariatem, to mimo wszystko ona i tak pozostanie bardziej odpowiedzialna, rozsądniejsza oraz trzeźwo myśląca. Snape na skraju załamania nerwowego! :hahaha: A właściwie to chyba już się w nim pogrążył, ale dzięki ci Merlinie, McGonagall zachowała się jak prawdziwa Superwoman i go uratowała! Biedaczek, jestem bardzo, bardzo złym człowiekiem, że się śmieję z jego nieszczęścia :lol2:. Bliźniakom faktycznie należy się bardzo dotkliwa zemsta za wszystkie ich przewinienia, a kto jak kto, ale chyba lepszego mściciela od wściekłego Severusa się w Hogwarcie nie znajdzie :twisted: . No i Drarry, mało go trochę w tym odcinku było, ale to w sumie dobrze, rozwiązały się inne wątki (no prawie wszystkie) i teraz na reszcie Harry i Draco będą mogli mieć swoje pięć minut. Nie wiem, nie wiem, co jeszcze dodać, zdolność komentowania jakoś mnie opuściła, ale jesteś geniuszem! Naprawdę! A cały ten odcinek był totalnie, absolutnie, nieziemsko, wielce, potężnie, ostatecznie fantastyczny! I och! Ka, podebrała wszystkie najlepsze cytaty, więc ja się ograniczę jedynie do:

— Jak, na Merlina, zdobyliście włos Gellerta? Jak rozumiem, jego Severus również widział — powiedział Albus wyraźnie zaintrygowany sztuczką. Minerwa miała czasem ochotę po prostu zdzielić go po głowie. Mężczyźni!


W tym momencie całkowicie solidaryzuję się z Minerwą, naprawdę podziwiam jej samokontrolę :lol2:. Boru, gdyby nie ona to Hogwart czekałby marny los! xp

I tak, Draco, powiedz: Tak! *zaklina*. Totally awesome (bo jak się powtarzać to chociaż w innym języku)! MB, kocham Cię po prostu! :serce:
Combeferre sighed. "When was the last time you got a full night's sleep?"
"I'm a med student," said Joly, rubbing his eyes. "Sleep is surrender. Coffee is strength."
"Work is freedom," said Combeferre drily.
"Right." Joly nodded. "Sometimes, I forget you're a med student, too."

North London is red


Bractwo Bejsbola i Widła :pala:
Bang Bang Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2318
Dołączył(a): 3 paź 2011, o 21:19
Lokalizacja: Emirates Stadium

Postprzez Voldemortist » 21 lut 2012, o 17:39

Zgodnie z życzeniem dostaniesz moje zachwyty na papie... eee, w internecie. Nie będzie o składny komentarz, ale przynajmniej moje reakcje zachowają się dla potomności. Enjoy!
Pewnie będę cytować praktycznie to samo, co Ka, ale sod it. Te momenty są tak genialne, że jeszcze dziesięć następnych osób mogłoby je powtórzyć.
— Uspokój się, proszę — powiedziała, podając mu fiolkę z eliksirem, której zawartość połknął łapczywie, najwyraźniej rozpoznając własne pismo na etykietce.

To taaaakie w jego stylu! Mówiłam Ci już, siostro ma, że tworzysz genialnego Seva, ale jako że chcesz mieć wszystko na piśmie, to pozwól, że znów to zrobię. xD Ale naprawdę! Gdy czytam go w Twojej wersji, to automatycznie staje mi przed oczami Snape z kanonu wymieszany z tym z Serii. A wiesz, że w moich ustach to olbrzymi komplement. Ty potrafisz tak go napisać, że nawet jak przez cały akapit powie tylko trzy słowa, to aż promieniuje on sevowością. Jestem z Ciebie dumna.
Snape spojrzał na nią podejrzliwie, co nieco uspokoiło Minerwę.

Aww. Widzisz!? Tu nic nie musiał mówić.
Hmm, tak sobie jednak myślę, że z Albusem musi być chociaż trochę coś nie tak, skoro jeden z jego najbardziej zaufanych ludzi od razu uwierzył, że Dumbledore zaprosił do zamku swego, bądź co bądź lekko niezrównoważonego, faceta. Powinnaś się cieszyć. Nawet gdy postanowiłaś nie robić z niego wariata, i tak udało Ci się napisać go w lekko kontrowersyjny sposób.
Snape uśmiechnął się przeraźliwie, czym niemal doprowadził Minerwę do zawału.

Again.
— Gellert? — spytał miękko Albus.

:splywa: No czy muszę to komentować?
Albus spojrzał na nich, jakby wreszcie pojął, co się tu wydarzyło, a potem zwrócił się w kierunku drzwi Skrzydła Szpitalnego, przy których jeszcze nie tak dawno stała McGonagall.
— Minerwo, czy z Severusem wszystko w porządku? — spytał delikatnie.

Zawsze uważałam, że urocze jest to, jak Albus się martwi o Severusa. Jakby po prostu świadomy tego, przez co Snape musiał przejść w przeszłości, teraz starał się oszczędzić mu różnych trosk. To takie… miłe.
— Jak, na Merlina, zdobyliście włos Gellerta? Jak rozumiem, jego Severus również widział — powiedział Albus wyraźnie zaintrygowany sztuczką. Minerwa miała czasem ochotę po prostu zdzielić go po głowie. Mężczyźni!

No i skończyło się rumako… eee, martwienie. :D
McGonagall spojrzała na bliźniaków z małym uśmiechem na ustach, który sprawił, że skurczyli się w sobie. — Sądzę, że najuczciwiej będzie, jeśli to z waszych ust profesor Snape usłyszy, jak naprawdę sprawy się mają. Dzisiaj. Gdy tylko obudzi się po dawce Eliksiru Bezsennego Snu, który musiałyśmy mu podać.

xD Jestem pod wrażeniem pomysłowości. Niby taka prosta kara, ale my śmiertelnicy, którzy znają temperamencik Snape’a, wiemy, że w tej sytuacji jest wręcz idealna.
Fred i George spojrzeli po sobie z czystą trwogą wymalowaną na twarzach. Czasem zazdrościła Severusowi, że umiał tak dyscyplinować uczniów.

:lol2:
Harry zebrał się w sobie, poprawił swój najlepszy sweter po Dudleyu, czemu właściwie nie kupił sobie jeszcze własnych ciuchów?, strzepał okruszki z wytartych sztruksów i zdecydowanym krokiem ruszył ku wyjściu z pokoju wspólnego.

Ugh, musiałaś to zrobić, co? Wiem, że powinnam być wdzięczna, że ostatecznie nie dałaś mu tego odblaskowo pomarańczowego swetra, ale to, co mu zostawiłaś i tak mnie boli. Szczególnie te sztruksy. Tu już w ogóle mam traumę. Dranie popsuły mi pół scen w Serii. Musiałam je pozamieniać w swojej wersji na dżinsy… Ehem, ale nie no, nie wierzę, że mógł się spodobać Draco, gdy latał w takich ciuchach po Hogwarcie. To nieprawdopodobne i obrzydliwe. :P
— Idziesz do lochów? — spytał Ron konspiracyjnym szeptem, rozbudzając tym ciekawość połowy Gryfonów, która już zdążyła wrócić ze śniadania.

Wiesz co ? Cofam to, co powiedziałam o twoim Sevie. A właściwie to poszerzam swoją opinię. Ty po prostu wszystkich bohaterów potrafisz napisać tak, że już po ich pierwszych słowach można poznać kim są i przy okazji umrzeć ze śmiechu. Padam do nóżek i znów postanawiam sobie trochę bardziej Cię pomęczyć, żebyś w końcu zaczęła pisać coś własnego.
Ron urwał, gdy ich uszu doszedł głuchy łomot.
— Skrzydło Szpitalne! — rzucił Harry i popędzili w tamtym kierunku.

No tak, to takie w ich stylu. Nie mogą z lekkim zainteresowaniem udać się w kierunku Skrzydła Szpitalnego, by sprawdzić, co to za dźwięk. Nieee, oni muszą rzucić się na łeb na szyję, bo, a nuż, świat potrzebuje ratunku. Normalka.

Tyrady Seva cytować nie będę, bo musiałabym przekleić całą, ale wiedź, że jest wspaniała. I jeszcze to rzucanie meblami. Słodkie.
— No, tak! — Harry walnął się otwartą dłonią w czoło. — Fred i George! Dumbledore nie zwariował!

I tym sposobem zamknęłaś kolejne dziesięć wątków. Naprawdę nie wiem, jak udało Ci się to zrobić, ale wyszło po mistrzowsku. Gratulacje once more.
Chodźmy stąd, zanim Snape zdecyduje się wysadzić całe skrzydło, lub co grosza, nas tu przyłapie.

Awww, nawiązanie do samego filmu. Uwielbiam, gdy Hermiona robi to swoje „lub, co gorsza, nas WYLEJĄ”. Na Harrym jak widać też zrobiło wrażenie. xD
— Zjadłeś mój marcepan — ucięła krótko Pansy, zadzierając dumnie podbródek.

I wszystko jasne. Nie wiem, jak Draco mógł być taki nierozsądny. Spodziewałabym się takiej wpadki po Ronie, ale z pewnością nie po nim. Powinien był przez te wszystkie lata nauczyć się, że zanim zje coś, co zawiera w sobie czekoladę, a nie jest wiadome, do kogo należy, powinien się trzy razy zastanowić, czy aby na pewno nie jest to słodycz Pansy. Jak ten chłopak przetrwał?
Powiedz, Draco, dziecku też zabrałbyś ostatniego lizaka?

No a teraz do Światełka! Kocham Cię, siostro.
Draco wyglądał jakby zaraz miał zacząć walić głową we framugę. Harry na wszelki wypadek położył tam dłoń na wysokości czoła Draco.

Ach, to taka odpowiedź na trzymanie przez Draco głowy Harry’ego na swoich kolanach, prawda? Piękne jest to nasze drarry, w którym nawet raz się jeszcze nie pocałowali, a i tak widać, jak im na sobie zależy.
— Całe szczęście, na świecie są jeszcze mężczyźni, którzy potrafią zachować się honorowo — powiedziała Pansy, biorąc Rona pod ramię.

Porównać Draco do Rona i to jeszcze stawiając tego drugiego w korzystniejszym światle. Świat się kończy, mówię wam.
I wtedy Draco uśmiechnął się do niego pierwszy raz tego dnia.

No i znowu nie muszę nawet nic komentować.

A na sam koniec oczywiście nie mogłabym nie wstawić:
— Draco, pójdziesz ze mną na bal?

Jestem dumna z Harry’ego. Niby już kiedyś zebrał się na odwagę, żeby zaprosić kogoś na bal, ale to była Cho, na niej mu nie zależało. Brawo, że zdołał wyksztusić to właśnie do Draco.
"Krawiec, jeden z pierwszych krawców, Polak, wysilił się i prawdziwie zadziwiającym sposobem jestem zgrabny - ale te trzewiki, te mnie zabijają, a bez nich ani się pokazać."
~Juliusz Słowacki
Voldemortist Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 440
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:56
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez MargotX » 22 lut 2012, o 21:43

Mam do skomentowania 2 odcinki, więc zaklepuję miejsce na razie, bo się nie mogę zebrać, ale odrobię te zaległości ;) No ok, to słów kilka.
Odcinek 17:
Dwie rzeczy szalenie mi się spodobały: Harry dający w zęby Nottowi i Draco grożący bliźniakom smołą. Bardzo zabawne wplecenie elementów, które doskonale znamy z mugolskiego świata. Perfidny Nott z dwiema różdżkami, to już zdecydowanie igranie z naszą cierpliwością, no bo ile może jeszcze być przeszkód na drodze do drarry? ;) Miejmy nadzieję, że szybciutko zostanie spacyfikowany. :whistle: Czekoladoholizm szerzy się po Hogwarcie w postępie geometrycznym, czemu zresztą nie ma się co dziwić, w końcu niewiele jest osób, którym nie sprawia przyjemności ta kremowa perfekcja na języku. Dalej nie wiemy, jak potoczą się główne wątki. Pozostaje więc czekać i liczyć na nieograniczoną fantazję dwóch ostatnich autorek fety. :D

Odcinek 18:
MB, pomysł rozwikłania wątku Grindelwalda – genialny, a zachowanie Minewry – no po prostu ślizgońskie do szpiku kości. Zobowiązać bliźniaków Weasley, aby sami wyjaśnili Severusowi, kim naprawdę jest Gellert… taaa, nie na darmo Albus wspomina o przeżyciu, można mieć obawy. ;) Może to i dobrze, że Harry zmienił priorytety i odsunął w czasie swoją zemstę na bliźniakach. Z jednej strony, niech wreszcie zajmie się najistotniejszymi sprawami, z drugiej zaś, hi hi, nie wiadomo czy będzie jeszcze na kim się mścić, kiedy Snape ich już przetrawi. :lol2:
No i ja też nie wiem, czemu Potter nie kupił sobie jeszcze własnych ciuchów, w końcu nie musiał ich zabierać na wakacje do Dursleyów. Ratowanie świata to jedno, ale noszenie szmat, w które można się czterokrotnie zawinąć, to już zdecydowanie nie przystoi, szczególnie, kiedy już odkryje się swojego wewnętrznego geja. Łiiii i wreszcie coś się ruszyło :dance: Chłopaki zjedli obiad, zrelaksowali się i… czekamy na słodki drarrowo-fetowy finisz.

Dziękuję i pozdrawiam autorki :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Akame » 23 lut 2012, o 22:16

Ostatnia część prześwietnej i pełnej niespodzianek drarrofety opowiada o tym, jak to autorka nie miała weny, pomysłu i w ogóle pisała szczękając zębami. A pośród tego kolejny wybryk Weasleyów. Fajerwerki, których główni bohaterowie nie dostrzegli, bo tak i pokój życzeń, który jak zwykle spełnia swoją rolę. Uff ;P


— Draco, pójdziesz ze mną na bal? — Pytanie Pottera po raz kolejny zajęło myśli Draco. Właściwie od czasu, gdy Harry je zadał, nie opuszczało jego głowy, przetaczając się tam i z powrotem, gdzieś pomiędzy wizją zielonych oczu, czarnych włosów i okularów, w których odbijało się światło. Szlag!

— Draco! — Podskoczył, przyciskając do siebie zieloną szatę, wyjętą przed chwilą z czeluści ogromnej szafy.

— Pansy, czy ktoś ci mówił, że zachodzenie czarodzieja od tyłu i wrzeszczenie mu do ucha jest niebezpieczne i może się skończyć radosną wizytą na oddziale Lockharta? — syknął, omiatając dziewczynę nieprzychylnym spojrzeniem.

— Już się boję, spójrz jak drżę — prychnęła i popatrzyła na niego z politowaniem. — Do balu zostało niecałe pół godziny, a jedyne, co osiągnąłeś, to opróżnienie swojej szafy ze wszystkiego, co w niej było. Blaise mnie przysłał, wydawał się zdesperowany. — Podeszła bliżej i jednym ruchem wyrwała mu z ręki szatę. — Strasznie pretensjonalna — oceniła, pogardliwie rzucając ją na stos innych. — Zielona? Już bardziej oczywisty nie możesz być? Może jeszcze wąż dookoła szyi albo boa ze strusich piór?

— Nie rozumiem, o co ci chodzi. — Draco cofnął się, zaplatając ręce na piersi w obronnym geście. — Do tej pory ci się podobała.

— Do tej pory nie umawiałeś się na randkę z Potterem.

— To nie randka! Po prostu zaprosił mnie na bal! — W jego głosie zadźwięczało oburzenie.

— I oczywiście zmusiłeś go do błagania, zanim łaskawie się zgodziłeś? — W oczach Pansy błysnęła kpina.

— Jakbyś tam była — przytaknął, milczeniem pomijając fakt, że w momencie gdy Potter zadał pytanie, jego usta wyrzuciły z siebie słonecznie radosne „tak”, zanim mózg zdążył zareagować.

— Jasne. — Pokręciła z politowaniem głową, po czym spod stosu ubrań wyciągnęła prostą szatę w kolorze grafitu, której mankiety i lamówka kaptura połyskiwały smolistą czernią haftu. — Ta — warknęła, wciskając mu ją w ręce.

— Jesteś pewna? — Draco zbadał dłonią fakturę materiału.

— Zaufaj mi. Potterowi zaparują okulary na twój widok. — Uśmiechnęła się, poprawiając lśniącą kolię zdobiącą jej głęboki dekolt. — I nie nakładaj żelu! Sama zajmę się twoją fryzurą! — krzyknęła, zanim zniknął w łazience.


***


Hermiona i Ginny po raz ostatni krytycznie przyjrzały się Harry’emu, po czym zgodnie skinęły głowami z zadowoleniem.

— Wyglądasz obłędnie — zawyrokowała Hermiona.

— Jak rasowy gej — przytaknęła Ginny, z oczami płonącymi dziwnym uniesieniem.

— Co? — Harry spojrzał na nie spłoszony. — Nie chcę wyglądać jak gej! I co to w ogóle za określenie?!

— Harry, Ginny po prostu chodziło o to, że jeżeli facet wygląda na tyle seksownie i gorąco, że masz ochotę zjeść go pod najbliższą ścianą, wytłaczając w niej jego sylwetkę, to znak, że albo już ma kobietę, albo lubi chłopców i na spełnienie swych namiętnych fantazji nie masz najmniejszych szans.

— Jednym słowem, jest równie dostępny, jak ci faceci z plakatu Zabiniego. Cudowne tyłki, które możesz polizać niczym cukierka przez papierek.

— Ginny! — Harry zaczerwienił się. Spojrzał zaszokowany na koleżanki. Czy one naprawdę zawsze były tak perwersyjne, czy może ostatnio coś się zmieniło, a on to przegapił, będąc zbyt zajęty osobą Malfoya?

— Och, proszę cię. — Weasleyówna usunęła mu z rąk wyjściową szatę, kręcąc głową. — Nic z tego, Harry, żadnych szat, idziesz tak, jak stoisz. A jeżeli masz ochotę wreszcie zaliczyć gorącą randkę z Draco, to zapomnij o byciu rozsądnym. Idź na żywioł! Pamiętaj, kolejnego balu noworocznego w tej szkole i w tym towarzystwie już nie będzie, to ostatnia okazja. Złap go, zanim za kilka miesięcy dadzą ci pergamin z napisem „Koniec wczasów” i wykopią z Hogwartu.

— Nie wierzę, że to mówię, ale one mają rację. Złap Malfoya za ten jego chudy tyłek, póki masz czas. — Ron pakował właśnie do kieszeni szat pudełko czekoladowych baryłek z nadzieniem bazującym na ognistej whisky Ogdena. — Idziemy? Bal zaczyna się o dziewiętnastej trzydzieści dziewięć, czyli za piętnaście minut, a ja muszę jeszcze zejść po Pansy do lochów.

— Idźcie, dogonię was za chwilę. — Zdenerwowany Harry przyglądał się jak wychodzą, po czym sięgnął do kufra, by wydobyć z niego „Sekret”. Lepiej było mieć książkę przy sobie, niż zostawić ją w niestrzeżonej sypialni. Po ostatnich wydarzeniach czuł się pewniej, mając dowód swych oczywistych zainteresowań zmniejszony i bezpiecznie ukryty we własnej kieszeni.


***


Sala balowa powoli wypełniała się nadchodzącymi zewsząd uczniami. Jako, że na dzisiejszy wieczór nikt nie ustalił obowiązkowych strojów, tworzyła się prawdziwa rewia mody. Podziwiać można było wszystko – od zwyczajnych wyjściowych szat, przez wyszukane suknie balowe, kończąc na typowo karnawałowych przebraniach, przedstawiających postacie z różnych baśni. Harry zamrugał, gdy pomiędzy Pansy ubraną w długą, kremową suknię, a Ronem w nowej eleganckiej szacie, przecisnął się ogromny, pierzasty kogut, ciągnąc za sobą kołyszącą się na boki kokoszkę. Na coś takiego nie było innego wytłumaczenia, poza jednym słowem – Puchoni. Zapatrzył się na mijającą go wampirzycę, której podarta suknia więcej odkrywała, niż zakrywała, i podskoczył z cichym okrzykiem, czując jak ktoś wbija mu różdżkę pod żebro.

— Co, do chole… — zamilkł oszołomiony, wpatrując się w stojącego przed nim Malfoya. O Merlinie, o Morgano, o potępiony na wieki Mordredzie! A żeby was tak do jednego wora, a wór do jeziora! — Malfoy, coś ty zrobił z włosami… — wyjąkał w osłupieniu. — Obciąłeś?

Włosy na prawej skroni Draco były krótko wycieniowane, za to druga strona opadała długą grzywką sięgającą podbródka. Nadawało mu to nieco drapieżnego wyglądu, co pogłębiało tylko spojrzenie szarych oczu, okolonych smoliście czarnymi rzęsami, nieziemsko kontrastującymi z platynowymi kosmykami. Czy Malfoy zawsze tak wyglądał? Harry powiódł spojrzeniem wzdłuż sięgającej kostek szaty, przylegającej do ciała Draco jak druga skóra. Jej boki były rozcięte do wysokości bioder, a widoczne w nich spodnie uszyte były z równie połyskliwego materiału, jak zdobiąca szatę lamówka. Harry miał wrażenie, że chłopak skrzy się od platynowych włosów, po odziane w skórzane buty stopy. Zacisnął pięści, aby powstrzymać odruch dotknięcia go. Niemal czuł, jak kolejne strony „Sekretu” zapełniają się jego marzeniami.

— Obciąłem? — Draco prychnął zdegustowany. — Chyba oszalałeś. To czar, który Pansy wynalazła w którymś z tych babskich magazynów muzycznych. Ostatnio szaleje za zespołem Drapieżcy i chyba na nich się wzorowała. Dopóki mogę to zlikwidować prostym finite incantatem, jestem spokojny.

— Szkoda. — Powiedział Harry, po czym zaklął bezgłośnie. Ten jego niewyparzony język.

— Szkoda? Potter, nie mów, że podobam ci się w nowej fryzurze. — Draco przysunął się bliżej.

— Chciałbyś. — Harry wreszcie otrząsnął się z szoku i jego spojrzenie nabrało ostrości. — Po prostu jestem zaskoczony.

— Tak sobie tłumacz. — Draco uśmiechnął się zwycięsko, widząc, jak Potter usiłuje prychnąć, a nie bardzo mu to wychodzi. — No dobrze, będę miły i powiem ci, że dziś wyglądasz jak człowiek. Czy to jedwabna koszula? — Malfoy przesunął dłonią po ramieniu Pottera z uznaniem i Harry doszedł do wniosku, że Ginny sprawiając mu garderobę na dzisiejsze przyjęcie, całkowicie wymazała swoje winy. Zwłaszcza, gdy w oczach Draco pojawił się zdecydowanie pozytywny blask.

— Wchodzimy? — Pansy wybrała sobie ten moment, aby im przerwać. — Dumbel już zakończył swoją dropsową przemowę.

— Chyba musimy. — Harry nerwowo poprawił kołnierzyk koszuli, wkraczając do sali u boku Malfoya. W duchu podziękował Hermionie za czar gładkości, który rzuciła na jego włosy, które na tę jedną noc wreszcie leżały porządnie. Był pewien, że w innym przypadku zjeżyłby się na dźwięk szeptów, które rozległy się na widok Wybrańca, stojącego ramię z ramię ze Ślizgonem. Na szczęście, w tym momencie zabrzmiały pierwsze dźwięki muzyki i większość osób pomknęła w kierunku środka komnaty. — Mam nadzieję, że ty nie tańczysz. — Spojrzał z przestrachem na Draco.

— Z tobą? Nie ma szans, moje stopy są zbyt cenne. — Malfoy skierował się w stronę zastawionych stołów, chwytając po drodze szklankę z ponczem z lewitującej pomiędzy uczniami tacy. — Nie mam pojęcia, kto szkolił Weasleyów w magii domowej, ale te tace zdecydowanie za wysoko latają — mruknął, upijając łyk. — Młodsi uczniowie będą musieli podskakiwać, aby dostać się do napoi.

— Nie wszystkie. — Harry wzruszył ramionami, pokazując mu inne, szybujące o wiele bliżej podłogi. — Może są dostosowane do wzrostu?

— Pomysłowe. — Draco kiwnął głową, po raz kolejny unosząc szklankę do ust. — Niezłe. Coś odmiennego od soku dyniowego jest mile widziane. Więc, Potter, jak ci służy moja książka? — zapytał znienacka.

— Eee… — Harry automatycznie dotknął ręką kieszeni, co nie umknęło uwadze Malfoya. — Czytam. Mam nadzieję, że skończyłeś z tymi wszystkimi pomysłami, co do jej spłacenia? — Spojrzał na niego czujnie. Zaschło mu w gardle, więc również sięgnął po szklankę z sokiem. Miał przyjemny, egzotyczny smak. Draco miał rację, miła odmiana po soku dyniowym, jakkolwiek bardzo go lubił.

— Nie martw się tym teraz. — Malfoy był dziś w wyjątkowo ugodowym nastroju. — Jestem zaskoczony, jak wszyscy dobrze się bawią. — Zmienił temat. — Snape musiał naprawdę wystraszyć te dwie kopie, że nie wymyśliły nic głupiego. Harry wierzył, że zemsta Nietoperza była na tyle wyrafinowana, że on nie musiał na razie wprowadzać swojej w życie.

— To prawda. — Harry rozejrzał się zaskoczony po komnacie. Wokół nich panował gwar, ale do tej pory nic się nie wydarzyło. Żadnego wybuchu, wyrastających nagle oślich uszu, piór, ani ogonów. To było co najmniej dziwne i zupełnie niepodobne do bliźniaków. Z boku sali Hermiona śmiała się do jakiegoś wysokiego Krukona, najwyraźniej dobrze się bawiąc. Harry zamrugał rozbawiony, widząc gwałtownie czerwieniejącego Rona, którego Pansy pocałowała w policzek w podzięce za alkoholowe baryłki z mlecznej czekolady. I kto by pomyślał, że Weasley i Parkinson tak dobrze się dogadają. Ślizgoni i Gryfoni… a nadal żadnego bum. Niewiarygodne. Odwrócił się, zauważając, że Draco oddalił się od niego i rozmawia w kącie z Nottem. Nagle ktoś z tyłu wpadł na Malfoya, który potrącił trzymaną przez Ślizgona szklankę z sokiem. Na szczęście zawartość się nie wylała. A szkoda, bo Nott miał dziś na sobie idealnie białą szatę. Po chwili z zaskoczeniem stwierdził, że Malfoy opuszcza salę w towarzystwie tego idioty. Westchnął i usiadł w kącie na jednym z wolnych stołków. No, to tyle z dobrej zabawy. Jego partner właśnie go olał, nie mówiąc w dodatku ani słowa. Mógł się tego spodziewać po Malfoyu.

— Potter. Draco kazał ci przekazać, abyś się stąd nie ruszał. — Podniósł głowę, patrząc na stojącego obok niego Zabiniego. Do czarnych, skórzanych spodni Blaise założył także czarny podkoszulek, którego przód zdobił świecący jak pochodnia napis Kinky. Na jego ramieniu wisiał Dennis, w bliźniaczej koszulce z hasłem Pretty Kitty, najwyraźniej urzeczony swym partnerem.

— Dokąd poszedł? — Harry wreszcie otrząsnął się z szoku na tyle, aby wyartykułować kilka słów.

— Najwyraźniej Nott wypił wraz z sokiem kilka kropel eliksiru Gaduły. — Blaise uśmiechnął się z zadowoleniem. — Oczywiście nie mam pojęcia, skąd on się tam wziął. W każdym razie, Draco poszedł skonfiskować jakieś kopie i drugą różdżkę. Niestety nic więcej nie wiem. — W jego głosie zadźwięczało rozczarowanie.

— A ja wręcz przeciwnie. — Harry zacisnął usta. Cholerny Nott! Najwyraźniej nauczka, jaką dostał, nie była zbyt skuteczna. Miał nadzieję, że Draco poradzi sobie i skonfiskuje wszystkie obciążające ich dowody. Wstał, przeprosił Zabiniego i Dennisa i ruszył w głąb sali, aby porozmawiać z Ronem, który stał pod ścianą, obserwując tańczącą z Seamusem Pansy. Najwyraźniej Gryfoni stanowili dla Ślizgonki atrakcję wieczoru.

Zabawa rozkręciła się na dobre. Koło Harry’ego w szalonych pląsach przefrunął Fred, trzymając dziko przebierającego nogami George’a. Potter roześmiał się, gdy ten puścił do niego oczko. Ze zdumieniem stwierdził, że jednak dobrze się bawi. Draco wyglądał fantastycznie i był dziś naprawdę miły, Nott najprawdopodobniej zostanie zupełnie unieszkodliwiony, książka wreszcie była jego. Czego chcieć więcej? W momencie, gdy poczuł się zupełnie rozluźniony, a jego oczy spotkały się z szarymi tęczówkami powracającego do komnaty Malfoya, z sufitu zaczął spływać srebrny brokat, a przez salę przetoczył się ogłuszający pisk. Ze zdumieniem stwierdził, że oczy Draco zwężają się, gdy pierwszy pył osiadł na jego włosach, sprawiając, że zalśniły. Komnata nagle pociemniała, a płonące dotąd nad ich głowami świece przygasły, ustawiając się w krąg na jej środku. Harry mrugnął kilka razy, gdy srebrny pył opadł na jego ramiona i w tym samym momencie poczuł, jak nogi same zaczynają prowadzić go w kierunku oświetlonej części sali.

— Panie i panowie, chłopcy i dziewczęta! Oto moment, który okaże się kulminacją tego wieczoru! — Z przerażeniem uświadomił sobie, że słyszy podekscytowany głos George’a, a może to był Fred? Nie interesowało go to teraz. — Oto zostaliście obsypani Gwiezdnym Pyłem Kupidyna, który zaprowadzi was do waszego wybranka lub wybranki! Jeżeli tylko wasze uczucie jest odwzajemniane, magia zadziała i staniecie twarzą w twarz z osobą, o której śnicie! Moc pyłu nie działa na uczucie jednostronne, więc wy, wszyscy wzdychający potajemnie, nie obawiajcie się zdemaskowania. Niech Nowy Rok rozpocznie się eksplozją waszych serc! — zakończył patetycznie.

Mógł się domyślić! Powinien był się domyślić, że te dwa chodzące kataklizmy coś wymyślą! Harry złapał się jednej z kolumn, gotowy do wbicia w nią zębów, aby tylko nie znaleźć się na środku sali wraz z innymi ofiarami. To było gorsze niż Imperius, zupełnie nie potrafił się temu oprzeć. Wokół panowało ogromne zamieszanie. Profesorowie biegali, rzucając zaklęcia, aby tylko zlikwidować moc działania migoczącego przekleństwa, uczniowie czepiali się wszystkiego, czego mogli i tylko niektóre pary spokojnie zmierzały na miejsce swego przeznaczenia. Harry mocniej przycisnął się do kolumny, czując jak jego palce stopniowo ześlizgują się z gładkiego marmuru. Dobry Merlinie, ratuj! Nie mógł przecież dać tak się zdemaskować! Co Malfoy pomyśli, kiedy nagle stanie przed nim, obnażając zupełnie swoje uczucia?! Wyśmieje go! Będzie mógł z niego kpić do końca życia! A on nie będzie mógł niczego zrobić, bo Malfoy… bo… Wciągnął gwałtownie powietrze, widząc, jak śmiertelnie blady Draco rezygnuje z upokarzającej walki i z dumnie podniesioną głową i zaciśniętymi ustami daje się poprowadzić mocy srebrnego pyłu na środek komnaty. Widział w jego oczach przerażenie, że został tak odkryty, tkwiąc samotnie pośród coraz większego tłumu szczęśliwych par. Potoczył wzrokiem po twarzach stojących w kręgu osób. Nikt nie wyglądał na zranionego, przeciwnie, niektórzy wyglądali na oszołomionych, a jednak naprawdę zadowolonych. „Tylko odwzajemnione uczucie”. No tak, czar odkrywał tylko uczucia tych, którzy… Wciągnął głęboko powietrze i puścił kolumnę. Stopy automatycznie poniosły go ku zgromadzeniu uczniów. Potrącając niektórych, powoli zbliżał się do środka, nie spuszczając wzroku z twarzy Draco, na której wraz z napływającym zrozumieniem, pojawił się również naprawdę uroczy rumieniec. Stając przed nim, Harry był pewien, że…

— Jeszcze nigdy nie wyglądałeś tak pięknie — szepnął, po czym zacisnął gwałtownie usta, prawie odgryzając sobie język. — Nie powiedziałem tego!

— Owszem, powiedziałeś. — Draco wyglądał już na mniej spłoszonego niż kilka sekund wcześniej, jakby wpadka Harry’ego podniosła go na duchu.

— Zabiję bliźniaków! — Harry jęknął, gdy wraz z pojawieniem się ostatniej pary, rozbrzmiała jakaś ckliwie romantyczna muzyka, zmuszając ich do tańca. Z rezygnacją zbliżył się do Draco, pozwalając poprowadzić się w rytm ballady. — To najbardziej popaprany wieczór w moim życiu.

— Co ty nie powiesz, Potter. — Harry prawie usłyszał, jak Malfoy wywraca oczami, jednak nie podniósł głowy, za bardzo zajęty wdychaniem jego nad wyraz podniecającego zapachu. Właściwie dlaczego do tej pory nie zauważył, że Malfoy tak fantastycznie pachnie? — Ze wszystkich kretyńskich pomysłów tych idiotów, ten jest najbardziej powalony. A ten stary Trzmiel wygląda jak zboczony dyrygent swojego ukochanego chórku! — Potter wreszcie podniósł głowę, podążając za spojrzeniem Draco i z jękiem dostrzegł stojącego na krześle Dumbledore’a, który jaśniał niczym cholerna supernowa!

— On nie jest nienormalny — jęknął, wreszcie przyjmując do wiadomości, że z głową jego ukochanego dyrektora jest coś bardzo, ale to bardzo nie tak.

— Cud, że nie stoi w tym przeklętym kole i nie kiwa się, patrząc czule na swoje pudełko dropsów. — Grzywka Draco zasłoniła mu twarz, gdy wściekle potrząsnął głową. — Potter, wiesz, że musimy porozmawiać? — spytał ciszej.

— Nie tutaj. — Harry z rozdrażnieniem stwierdził, że Ron nadal stoi pod ścianą, machając mu zaciekle wraz z Pansy. No cóż, ten przynajmniej jeszcze nie doszedł do takiego momentu, w którym musiałby tkwić w tym pieprzonym łańcuszku miłosnym. Miłosnym… Przełknął gwałtownie ślinę, wpatrując się z uporem w ramię Malfoya.

— U mnie w dormitorium. — Jasna grzywka Draco poruszyła się, gdy ten pochylił głowę w kierunku ucha Harry’ego, owiewając je ciepłym oddechem.

— Nie, znam lepsze miejsce. — To miała być poważna dyskusja, nie miał ochoty, aby ktokolwiek mu przerwał.

— Gdzie? — Malfoy spojrzał na niego podejrzliwie. — Nie idę do wieży Gryfonów — zastrzegł.

— Nie wygłupiaj się, tam na pewno czeka już obława. — Harry westchnął żałośnie.

Wraz z końcem melodii Harry poczuł, że odzyskuje władzę nad swoim ciałem. Nie przejmując się otaczającymi ich ludźmi, chwycił Draco za rękaw szaty i pociągnął w stronę wyjścia.

— Później, Ron — rzucił przyjacielowi, widząc, że ten spieszy w jego kierunku. Weasley najwyraźniej zrozumiał przesłanie, gdyż zatrzymał się w miejscu wraz z Pansy i odprowadził ich wzrokiem do drzwi. Harry pomyślał, że Ron wyglądał na lekko zdezorientowanego całą tą sytuacją.


***


— Potter, przyszedłeś tutaj spacerować? — Draco westchnął, widząc jak Harry po raz trzeci zawraca, najwyraźniej nie mogąc się zdecydować, w którą stronę chce iść. — Bo jeżeli tak, to… — urwał, widząc wyłaniające się ze ściany drzwi. — A nich mnie hipogryf kopnie. Znalazłeś Pokój Życzeń!

— Kilka lat temu. — Harry wzruszył ramionami, wchodząc do środka, po czym cofnął się, usiłując wypchnąć idącego za nim Draco. — Nie, jeszcze raz, nie o to mi chodziło!

— No przestań, Potter. Pokaż, jakie miałeś życzenie. — Draco zaparł się nogami i zamiast wyjść, prześlizgnął się obok Harry’ego, wpadając do komnaty. Przez chwilę panowała cisza, po czym w półmroku zabrzmiał lekko zduszony głos Malfoya. — No, no, kto by pomyślał. — Komnata była wiernym odzwierciedleniem jego własnej sypialni w dormitorium, w której ostatnio gościł Pottera. Gryfon musiał być dobrym obserwatorem, gdyż poza tym, że łóżko wyglądało na o wiele większe, a na ścianie widniało ogromne okno z widokiem na błonia, wszystko było identyczne. — Nie wiem, czy jesteś perwersyjny, czy mało wyrafinowany. Ja bym wymyślił coś bardziej wytwornego.

— Malfoy! — warknięcie Pottera sprawiło, że Draco roześmiał się głośno po raz pierwszy od momentu, gdy ten cholerny brokat zaczął sypać mu się na głowę. Merlinie! Wreszcie był sam na sam z Harrym. Nie było tutaj niczego wybuchającego, nikt nie mógł ich odnaleźć i im przeszkodzić, a poza tym… Gryfon najwyraźniej coś do niego czuł, skoro znalazł się pod działaniem czaru Weasleyów. — Zupełnie nie rozumiem, co cię tak bawi.

— Cała ta sytuacja jest zabawna. — Draco usiadł na łóżku, odchylając się do tyłu i opierając na łokciach. Jego włosy, wciąż obsypane brokatem, zamigotały w świetlne świec, wyrywając z piersi Pottera słabe westchnienie. — Odkąd podstępnie przywłaszczyłeś sobie mój „Sekret”, spotykają mnie same dziwne rzeczy. Jem z tobą obiad, chodzę na zakupy, jemiołowe kulki wybuchają mi w twarz, ratuję pijane skrzaty… Mam dalej wymieniać?

— Mogłeś to przerwać, jeżeli ci się nie podobało. To był twój pomysł, abym spełnił twoje trzy życzenia. — Harry wskazał na niego oskarżycielsko palcem.

— Owszem, a ty poddawałeś się temu bez większych oporów. — Draco w tej chwili wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie.

— Zmusiłeś mnie!

— Naprawdę, Harry? — Uśmiechnął się, gdy Gryfon zadrżał lekko, słysząc w jego ustach swoje imię. — Czym cię zmuszałem? Rzuciłem na ciebie jakiś czar? Szantażowałem cię czymś?

— No, nie, ale… no… — Harry z zakłopotaniem potrząsnął głową, jednak jego włosy pozostały na swoim miejscu.

— Chodź tutaj. — Draco zamruczał z przyjemności, gdy Potter, jakby przyciągany niewidzialną nicią, zbliżył się i usiadł obok niego na łóżku. — Naprawdę tak bardzo nie podoba ci się to, co się stało?

— Tak! Nie… Po prostu, ty i ja, to takie… Niedorzeczne!

— Niedorzeczne? — Malfoy spojrzał na niego, czując się dziwnie zraniony. Musiało się to odbić na jego twarzy, gdyż Harry szybko dodał.

— Niepokojące po prostu.

— I bardzo ci z tym źle? — Draco pochylił się ku niemu, a długa grzywka zasłoniła jego twarz. Ukrył uśmiech, gdy Harry odruchowo uniósł rękę, by założyć mu kosmyk za ucho.

— Cholera — sapnął, przesuwając miękkie pasmo pomiędzy palcami. — Nie, nie jest mi źle — przyznał nagle. — Po prostu jestem zaskoczony tym, co się stało.

— Nie ty jeden.

— I co teraz? — W oczach Harry’ego pojawiła się bezradność.

— Teraz… — Draco przysunął się jeszcze bliżej, po czym zaklął cicho i wyciągnął różdżkę. — Te twoje włosy, wolę jednak ich pierwotną wersję. Finite incantatem!

W tej samej chwili wydarzyły się jednocześnie dwie rzeczy. Włosy Pottera w jednym momencie wróciły do poprzedniego stanu, a z jego kieszeni wysunęła się normalnych rozmiarów książka. Z hukiem upadła na podłogę i otworzyła się. Obydwaj pochylili się, aby ją podnieść i ich spojrzenia zatrzymały się na zdobiącym kartki obrazku.

— Kurwa! — Potter wyciągnął rękę, chcąc ją złapać, jednak Draco był szybszy. Złapał „Sekret”, szybko przerzucając strony i umykając przed zdesperowanymi rękami Gryfona, który z obłędem wypisanym na twarzy usiłował mu ją wyrwać.

— No, no, Harry, naprawdę jesteś perwersyjny! — Głos Draco przypominał pisk, gdy dotarło do niego, co właśnie trzyma w rękach.

— Oddaj mi ją, jest moja! — Harry prawie przydusił go do łóżka, próbując odzyskać książkę. — Nie patrz na to!

— Dlaczego nie mogę?! To ja! — Malfoy byłby się roześmiał, gdyby nie był aż tak zszokowany. Jego twarz poczerwieniała, gdy na jednej ze stron zobaczył siebie w pozycji, która niczego nie ukrywała. Rysunek pomachał do niego ręką, klepiąc się jednocześnie zachęcająco w wypięty nagi! pośladek. — Merlinie, Harry, nie wiem czy powinienem czuć się urażony, czy doceniony — jęknął, oddając mu w końcu „Sekret” i zakrywając twarz ramieniem. — To… to jest skandalicznie rozpustne.

— Draco? — Harry zamknął książkę, patrząc na niego z niepokojem. — Jesteś bardzo zły?

— Nie mogę uwierzyć, że takie rzeczy chodzą ci po głowie. Jesteś Gryfonem, na włochate jaja Merlina! — Głos Draco był lekko stłumiony przez materiał szaty.

— A co? Gryfoni robią to przez dziurę w prześcieradle? — Harry odłożył książkę i usiadł na łóżku. — Mam siedemnaście lat, do cholery!

— Tak, to wiele tłumaczy — prychnął Malfoy. — I dlatego mój wizerunek pręży się w MOJEJ książce, prezentując… wszystkie swoje walory.

— Przecież sobie tego nie namalowałem! — Harry przesunął ręką po włosach, które rozwichrzyły się jeszcze bardziej. — Samo się pojawiło.

— Ta książka pokazuje nasze skrywane fantazje. Zgadnij, co to mówi o twoich. — Draco usiadł i oparł brodę na jego ramieniu. Jego zakłopotanie minęło, gdy dotarło do niego z całą mocą, o czym Harry śnił przez te wszystkie dni i dlaczego tak zaciekle walczył o zatrzymanie „Sekretu”. — Jesteś zboczony.

— Powiedział Ślizgon. — Potter zaczerwienił się gwałtownie.

— Nie mówiłem, że to źle. — Draco uśmiechnął się z przekąsem, po czym wysunął język i przesunął nim po uchu Gryfona. — To raczej pozytywnie interesujące.

— Draco! — Harry gwałtownie odwrócił głowę tak, że teraz niemal stykał się nosem z policzkiem Malfoya.

— Och, proszę cię, za późno już na udawanie niewinnego i nieświadomego. — Brew Ślizgona uniosła się, gdy klękał, opierając ręce po obu stronach bioder Pottera.

— Więc, co twoim zdaniem powinniśmy z tym zrobić? — zapytał Harry, poddając się naporowi jego ciała i opadając na łóżko.

— Myślę… Nie, jestem pewny, że jedynym rozwiązaniem jest podążanie za instrukcją zawartą w naszej książce — mruknął Draco, po czym wreszcie spełnił swoją własną fantazję, opadając ustami na rozchylone zapraszająco wargi Harry’ego.

— To też jakaś opcja — wyszeptał Potter, zanim przypieczętował pocałunek, wplatając palce w jego długą grzywkę. Ostatecznie polecania zawarte na kartach poradnika nie były takie złe, prawda? Zwłaszcza, kiedy czytelnik mógł wprowadzić je w życie wraz z jego głównym bohaterem.

Za oknem rozbłysły pierwsze fajerwerki Weasleyów. Tęczowe światła wypełniły blaskiem pogrążony w półmroku pokój. Zapowiadał się naprawdę dobry rok.

Koniec - nieodwołalny i definitywny. Mega erotyczny sequel piszą Macki :whistle:
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Aevenien » 23 lut 2012, o 22:34

To było cudowne, Akame! CUDOWNE. Nie nie widziałam tych słów po "koniec", a Wy? :P
I w ogóle dziewczyny, wielkie dzięki za fetę, zabawa była cudowna, ta feta wyszła świetnie i co, do zobaczenia w przyszłym roku! :D

[porządny komentarz będzie soon]

Sequel dla ForGinny zakradła się cicho do Pokoju życzeń. Kiedy jej wzrok padł na łóżko pisnęła cienko i umarła z zachwytu. Głośny huk ciała upadającego na posadzkę nie zwrócił jednak niczyjej uwagi. Harry i Draco byli zbyt zajęci sobą na takie drobnostki :D
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Ka » 23 lut 2012, o 22:55

Ojej, koniec fety. *łezka* Dwa i pół miesiąca... jej, chyba będzie mi tego brakowało. Ale może to i lepiej, teraz mamy rok, żeby zebrać wenę i pomysły na następną fetę.

Akame, wyszło Ci całkiem ładne zakończenie. Jak dla mnie ten odcinek całym sobą krzyczy Akame, Akame, Akame, i wizja balu, i bohaterowie, są właśnie tacy: bardzo Twoi, a mało fetowi. Ale to nie czas, żeby się o to dąsać, prawda? ;) Powiedz mi tylko, na Bora, czemu potraktowałaś Draco mascarą? :?

Miałam nadzieję na trochę więcej szaleństwa na tym balu, ale przyznam, w pewnym momencie też przyszło mi do głowy takie zaklęcie. Biorąc pod uwagę, że to ostatni odcinek fety, może to i dobrze, że Harry i Draco definitywnie dowiedzieli się o swoich uczuciach. Ja nie miałabym nic przeciwko, żeby zostawić to otwarte, ale wtedy nie dostalibyśmy uroczej sceny, kiedy Draco dostał w swoje łapki Sekret. ;) To taaaaakie przykre, całe starania Harry'ego, żeby go ukryć, na marne! :whistle:

A tak naprawdę kupiłaś mnie tym fragmentem:
— Cała ta sytuacja jest zabawna. — Draco usiadł na łóżku, odchylając się do tyłu i opierając na łokciach. Jego włosy, wciąż obsypane brokatem, zamigotały w świetlne świec, wyrywając z piersi Pottera słabe westchnienie. — Odkąd podstępnie przywłaszczyłeś sobie mój „Sekret”, spotykają mnie same dziwne rzeczy. Jem z tobą obiad, chodzę na zakupy, jemiołowe kulki wybuchają mi w twarz, ratuję pijane skrzaty… Mam dalej wymieniać?
— Mogłeś to przerwać, jeżeli ci się nie podobało. To był twój pomysł, abym spełnił twoje trzy życzenia. — Harry wskazał na niego oskarżycielsko palcem.
— Owszem, a ty poddawałeś się temu bez większych oporów. — Draco w tej chwili wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie.
— Zmusiłeś mnie!
— Naprawdę, Harry? — Uśmiechnął się, gdy Gryfon zadrżał lekko, słysząc w jego ustach swoje imię. — Czym cię zmuszałem? Rzuciłem na ciebie jakiś czar? Szantażowałem cię czymś?
Bo to jest dokładnie to. To, co wiedziałyśmy przez całą fetę, mimo czego nadal ciągnęłyśmy akcję... i co potwierdza, że całe drarry nie jest wcale jakimś głupim zbiegiem okoliczności, i że tak naprawdę Harry'ego i Draco już od początku do siebie ciągnęło. :)

I jeszcze taka perełka:
Harry złapał się jednej z kolumn, gotowy do wbicia w nią zębów, aby tylko nie znaleźć się na środku sali wraz z innymi ofiarami.
Bardzo malownicza scenka. :D

I, cóż. bardzo, bardzo dziękuję Wam wszystkim: piszącym i komentującym. Fantastycznie się przez ten czas bawiłam, czekając na kolejne odcinki, kłócąc się w wątkach ankietowych, czytając i dorzucając swoje kilka groszy do tego wspólnego dziełka. Nie wiem, jak Wy, ale uważam, że wyszło nam naprawdę fajne opowiadanie. Takie, które nie tylko teraz sprawia radość, ale do którego kiedyś z przyjemnością wrócę. :D

Aev, ja wiem, że nienawidzisz Ginny, ale żeby wklejać jej śmierć w ramach mega erotycznego sequelu? Czy to nie podchodzi aby pod jakieś zaburzenie? ;>
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez Miss Black » 23 lut 2012, o 23:00

Akame, bardzo ładny koniec. Zdaje mi się, że wszystkie wątki ładnie się splotły, a Harry i Draco wreszcie poszli o krok dalej. Zupełnie zapomniałam o Sekrecie, tak szczerze mówiąc. A w zasadzie o jego zawartości. :D "Fretka nie jest tak rozciągnięty" :lol2: Nie pamiętam czyje to było, ale umieram za każdym razem, gdy wyobrażam sobie minę Harry'ego, gdy te słowa wyszły z ust Rona. Strasznie fajnie nam ta feta wyszła w tym roku, dziewczyny, i mimo że psioczyłam w trakcie, że nigdy więcej słowa nie napiszę, to teraz potwornie się cieszę, że brałam w tym udział. Może za rok nam nawet drarry wyjdzie, kto wie? :D Ale do odcinka!
Czy mi się zdaje, czy ja tam widziałam nawiązanie do Serii? Wydaje mi się, że widziałam. Delikatne, ale zawsze. I to było takie w stylu bliźniaków! Najpierw rozsypać wszędzie kulki, które uniemożliwiały nawet głupi pocałunek, a potem rzucić czar, któremu nie będą mogli oprzeć się zakochani! Btw, super, że Ron i Pansy stali pod ścianą! Ach, ja się naprawdę dziwię, że nikt bliźniaków jeszcze nie pozabijał. Idę o zakład, że mają co najmniej tyle wrogów, co Harry po kropnięciu Czarnego Pana. I jak już Ci mówiłam, Harry stwierdzający, że to najbardziej popaprany wieczór w jego życiu, to naprawdę mocne słowa!
Ach, i absolutnie kocham ten fragment:

— Jak rasowy gej — przytaknęła Ginny, z oczami płonącymi dziwnym uniesieniem.
— Co? — Harry spojrzał na nie spłoszony. — Nie chcę wyglądać jak gej! I co to w ogóle za określenie?!
— Harry, Ginny po prostu chodziło o to, że jeżeli facet wygląda na tyle seksownie i gorąco, że masz ochotę zjeść go pod najbliższą ścianą, wytłaczając w niej jego sylwetkę, to znak, że albo już ma kobietę, albo lubi chłopców i na spełnienie swych namiętnych fantazji nie masz najmniejszych szans.


Fantastyczna definicja! Lubię Hermionę i Ginny spiskujące razem dla dobra Harry'ego. I cieszę się, że ta pierwsza pojawiła się z kimś na balu. Właśnie! Dennis. Rozwalił mnie totalnie. On i Zabini byli tak wytrącający z rytmu, że aż kopara mi opadła. Ciekawy wybór! :D Wreszcie rozumiem, jak ludzie musieli czuć się w tych wszystkich fikach, w których na światło dzienne wychodzi, że Harry i Draco są razem.

Ach, i kocham Twoje przekleństwa! Już kiedyś zaserwowałaś nam coś genialnego, ale to zwala z nóg: "O Merlinie, o Morgano, o potępiony na wieki Mordredzie! A żeby was tak do jednego wora, a wór do jeziora!". Szalenie obrazowe, moim zdaniem.

Muszę powiedzieć, że czuję się usatysfakcjonowana. Może nie było szaleństwa czysto drarrowego, ale hej! Musimy się wdrożyć. W zeszłym roku był absurd, w tym już poważniej, a kto wie, co uda nam się razem sklecić? Praktyka czyni mistrzem, jak mówią.

Dzięki jeszcze raz wszystkim za wzięcie udziału i za kawał dobrej roboty. Do zobaczenia za rok! :D

Edit do sequela:
Aev, musiałaś, co? Chociaż przyznaję, że jestem zaskoczona łagodnością jej śmierci. To było z Twojej strony wręcz... wielkoduszne! :lol2:
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Akame » 23 lut 2012, o 23:42

To ja się dołączę do podziękowań bo... DZIEWCZYNY, ODWALIŁYŚCIE KAWAŁ FANTASTYCZNEJ ROBOTY! Naprawdę, do tej pory nie przepadałam za fetami, były absurdalne, rzadko trzymały się kupy i jakoś... no nie bardzo. Natomiast ta była naprawdę dobra. Każda z Was stanęła na wysokości zadania i co najważniejsze, pokazała, że ma talent! Oj Wy niedobre, pisać teraz! Proponuję, aby skopiować teraz całą fetę, posklejać w jedną całość i wrzucić do działu drarry. Tutaj ktoś może ją przegapić, a tam nie umknie czujnemu oku drarrystek ;)

I mała prywata; Ka, ja Draco nie potraktowałam mascarą, to Pansy rzuciła czar na jego włosy, widocznie objął on i rzęsy. Wiń Pansy :whistle:

Edit:
Aev, ten sequel miał być MEGA EROTYCZNY, a nie mega morderczy O.o
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Aevenien » 23 lut 2012, o 23:46

Wybaczcie, ja i erotyczne sequele? I byłam wielkoduszna nawet! A o moich zaburzeniach lepiej nie rozmawiajmy XD
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Michiru » 23 lut 2012, o 23:54

O Boru, o Boru, o Boru, o Boru… ekhm, mogę tak dalej ;)

Dobra, serio. Akame, to było po prostu genialne. Matko kochana, wciąż nie mogę przestać się śmiać. To jest dopiero odcinek. Udało ci się fantastycznie wszystko połączyć, wymieszać i zakończyć. Bosko. Nie wiem, czy już to kiedyś mówiłam, ale masz świetny styl. Ten tekst, w ogóle twoje teksty są takie klimatyczne. Mimo że tutaj było całkiem rozrywkowo, a może właśnie też dzięki temu, wszystko, co napisałaś, było takie na miejscu. Atmosfera odcinka jest… nie wiem, jak to określić… jednocześnie radosna i magiczna, i troszkę niepokojąca, ale w pozytywny sposób. Jednym słowem super-optymistyczny odcinek. W dodatku — nie wiem, czy tylko ja to zauważyłam i miałam takie wrażenie — ale ten odcinek wydaje mi się taki kolorowy. Serio. W sensie niezwykle barwnych opisów, doskonale dobranego słownictwa i emocji.
I ja osobiście wcale nie narzekam na mało drarry w drarry, bo bardzo lubię właśnie takie teksty, gdzie chłopcy nie wskakują sobie do łóżka po kilku(nastu) pierwszych stronach i gdzie jest fajna akcja i dużo pozytywnych emocji. Zresztą, tak jak dziewczyny wcześniej powiedziały, praktyka czyni mistrza, czyż nie?

Ok, Aev ostatnio nauczyła mnie, że — cytuję — „cytaty to dobro”, więc nie mogę się powstrzymać, bo nie podrzucić kilku :)

Akame napisał(a):— Już się boję, spójrz jak drżę — prychnęła i popatrzyła na niego z politowaniem.

Jestem nienormalna, ale moje pierwsze skojarzenie to Król Lew i Skaza XD

Akame napisał(a):— Nie wierzę, że to mówię, ale one mają rację. Złap Malfoya za ten jego chudy tyłek, póki masz czas. — Ron pakował właśnie do kieszeni szat pudełko czekoladowych baryłek z nadzieniem bazującym na ognistej whisky Ogdena.

O Merlinie, oczy wychodzą mi z orbit za każdym razem, jak czytam te teksty Rona. Toż to coś się z nim porobiło niedobrego.

Akame napisał(a):Harry zamrugał, gdy pomiędzy Pansy ubraną w długą, kremową suknię, a Ronem w nowej eleganckiej szacie, przecisnął się ogromny, pierzasty kogut, ciągnąc za sobą kołyszącą się na boki kokoszkę. Na coś takiego nie było innego wytłumaczenia, poza jednym słowem – Puchoni.

:lol2:

Akame napisał(a):O Merlinie, o Morgano, o potępiony na wieki Mordredzie! A żeby was tak do jednego wora, a wór do jeziora!

Cudne! I ładny rym ci wyszedł, Akame :D

Akame napisał(a):— Mam nadzieję, że ty nie tańczysz. — Spojrzał z przestrachem na Draco.

No tak, brawo, Harry. Subtelność rządzi.

Akame napisał(a):Harry złapał się jednej z kolumn, gotowy do wbicia w nią zębów, aby tylko nie znaleźć się na środku sali wraz z innymi ofiarami. To było gorsze niż Imperius

Biedny Harry, jeszcze by zęby potracił, gdyby nie szalenie odważny Draco, który postanowił z dumą przyjąć swoje uczucie i przyznać się do niego.

Akame napisał(a):— Jeszcze nigdy nie wyglądałeś tak pięknie — szepnął, po czym zacisnął gwałtownie usta, prawie odgryzając sobie język. — Nie powiedziałem tego!
— Owszem, powiedziałeś.

Powiedziałeś, powiedziałeś. Romantycznie, mrrr ;>

Akame napisał(a):— Cud, że nie stoi w tym przeklętym kole i nie kiwa się, patrząc czule na swoje pudełko dropsów.

Łiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii XDDDDDDD

Akame napisał(a):— Cała ta sytuacja jest zabawna. — Draco usiadł na łóżku, odchylając się do tyłu i opierając na łokciach. Jego włosy, wciąż obsypane brokatem, zamigotały w świetlne świec, wyrywając z piersi Pottera słabe westchnienie. — Odkąd podstępnie przywłaszczyłeś sobie mój „Sekret”, spotykają mnie same dziwne rzeczy. Jem z tobą obiad, chodzę na zakupy, jemiołowe kulki wybuchają mi w twarz, ratuję pijane skrzaty… Mam dalej wymieniać?
— Mogłeś to przerwać, jeżeli ci się nie podobało. To był twój pomysł, abym spełnił twoje trzy życzenia. — Harry wskazał na niego oskarżycielsko palcem.
— Owszem, a ty poddawałeś się temu bez większych oporów. — Draco w tej chwili wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie.
— Zmusiłeś mnie!
— Naprawdę, Harry? — Uśmiechnął się, gdy Gryfon zadrżał lekko, słysząc w jego ustach swoje imię. — Czym cię zmuszałem? Rzuciłem na ciebie jakiś czar? Szantażowałem cię czymś?
— No, nie, ale… no… — Harry z zakłopotaniem potrząsnął głową, jednak jego włosy pozostały na swoim miejscu.
— Chodź tutaj.

"Chodź tutaj", oooooojjj, jak fajnie. Kurcze, Akame, jesteś mistrzem klimatu :poklon:

Akame napisał(a):Za oknem rozbłysły pierwsze fajerwerki Weasleyów. Tęczowe światła wypełniły blaskiem pogrążony w półmroku pokój. Zapowiadał się naprawdę dobry rok.

No jasne, że tęczowe, a jakie inne mogłyby być, prawda? :)

Jej, naprawdę podobała mi się tegoroczna feta. Nawet to, że przeciągnęła się ze świątecznej w walentynkową mówiło samo za siebie, że my nie chcemy, żeby się skończyła :D Kocham Was wszystkie za ten tekst, absolutnie. Baaardzo dziękuję you all za genialne odcinki i komentarze. Wiem, wiem, że sama nie skomentowałam zapewne z połowy odcinków, więc teraz pokornie przepraszam i mówię: Wszystkie wszystkie jesteście wspaniałe! Oby przyszłoroczna feta wyszła równie dobrze albo i lepiej. A najważniejsze, że była z tego ogromna radość i przyjemność.

PS. Aev, kobieto, ty tu nie uśmiercaj Rudej, ona była to DOBRA, tylko bierz się za pisanie porządnego sequela!
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron