Drarrofeta świąteczna

wydanie trzecie

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez Kaczalka » 23 gru 2011, o 18:28

Aev, chyba nie łudziłaś się, że skoro Ty mnie pochwaliłaś, to ja Ciebie też będę, co?
Genialnie zlekceważyłaś mój genialny pomysł o genialnym pomyśle, prosto i idealnie.
Trochę przecinków brakuje, a czasem są tam, gdzie ich być nie powinno.
Czasem budujesz za bardzo rozwlekłe zdania, źle się to czyta.
I chłopak! Chłopak?! Chłopaki i mężczyźni o głównych bohaterach to ZŁO do potęgi. Jak mi to kiedyś Donnie napisała: Prędzej mnie szlag trafi, niż...
Te zakupy są całkiem na czasie, chyba każdy przeżywa tę gehennę przed świętami. Troszkę mi się dłużyły, ale może to mój uraz do zakupów w ogóle, a do kupowania ciuchów w szczególności.
A Pansy zazdroszczę przemiany materii.
O, i Hermiona ze szpicrutą, niezły pomysł :D

Aev kochana, marudzisz, a ja mam wrażenie, że to pisanie Ci strasznie lekko przychodzi. Lekko i sensownie, co nie zawsze idzie w parze. Żebyś się jeszcze do angstów przekonała, byłabym przeszczęśliwa ;)
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez daimon » 24 gru 2011, o 01:03

Aaaaa, udało mi się zalogować!!! Teraz szybko, szybko, komentarz, zanim mnie wypluje wredne forum!!!

Jest super! Tyle marudzenia, tyle narzekania (czy Ty się uczysz ode mnie, czy co ;> ) Odcinek wpasowuje się w klimat, wypolerowałaś go nieco z tego swojego absurdu, dodałaś absolutne perełki i mamy świetny rezultat! Po pierwsze Harry i Draco :serce: Scena z przymierzali skojarzyła mi się z Płomieniem. Wiem, głodnemu chleb na myśli, a ja ciągle o Akamowym pisaniu myślę, ale to było dobre skojarzenie :D No a potem Ron i Pansy :seksi: Kajdanki i pejcz mnie zabiły. I ta potrzeba dominacji awwwwwwwwwww! Za pelerynę dziękujem, jesteś kochana:* :dance: No i na koniec plany Draco, które legły w gruzach! Osom :D I nie za maco. Polecam się na przyszłość, jeśli będziesz więcej drarry nam pisać ;)
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Michiru » 25 gru 2011, o 11:49

Obiecywałam komentarz dwa dni temu bodajże i nic z tego nie wyszło... Teraz nadrabiam :) No więc tak. Oczywiście, zgadzam się z dai. Narzekanie, narzekanie, a potem co? Taka perełka wychodzi. Ślicznie ci to wyszło, Aev. Mnie osobiście bardzo się podobała scena zakupów, wcale nie czułam, żeby się ciągnęła czy byłą nudnawa. Klimat został zachowany, a scena w przymierzalni dała nam próbkę tego, co może się stać później :) Bo Harry świadomy tego, że lubi chłopców, jest bardzo fajny, natomiast Draco odkrywający ten fakt i nie mogący się do końca pogodzić z tym, że Harry Potter jednak nie jest taki święty i niewinny, jak mu się do tej pory wydawało jest uroczy. Naprawdę, nawet z tymi swoimi złośliwościami i niecnymi planami prezentuje się czarująco.

Natomiast scena z Ronem i Pansy... awwwww :) Co prawda jakoś nigdy nie przyszła mi do głowy agresywna Hermiona, waląca Rona Historią Hogwartu po głowie, ale muszę przyznać, że ten pomysł bardzo przypadł mi do gustu. Genialna odmiana po wiecznie miłych, usłużnych, ewentualnie płaczących, zmartwionych i rozpaczających Hermionach, z jakimi miałam styczność ostatnimi czasy.
Taa, jednym słowem osom XDDD Dziękuję za świetny odcinek!
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Postprzez Michiru » 26 gru 2011, o 21:33

Teraz, tradycyjnie, powinnam zacząć od tekstu typu "nie powinnam się zgłaszać, ale...". Ale tego nie zrobię :lol2: Po prostu zapraszam na kolejny odcinek naszej fety. Bardzo, bardzo dziękuję Aev za ekspresową betę i natchnienie :)

Drarrofeta świąteczna, odcinek szósty

Czy on właśnie pomyślał o Malfoyu Draco? O nie, nie, nie… Coś tu się nie zgadzało. Coś było stanowczo i nieodwołalnie nie tak! Harry zdał sobie sprawę z tego, że zaczyna wpadać w lekką panikę. Przez cały dzień starał się zapanować nad swoimi myślami, które jak na złość uparcie odpływały w stronę pewnego Ślizgona. Nie się sposób było nie zauważyć, że pomimo nadludzkich starań Malfoya, nie udało mu się wytrącić Harry’ego z równowagi ani za bardzo zdenerwować, co Harry uważał za mały osobisty sukces. Okej, musiał przyznać, że zakupy jako takie były dla niego istną torturą. Malfoy niewątpliwie wiedział, jak uprzykrzyć komuś życie. Nic dziwnego, mieszkał tyle lat ze swoim uwielbianym tatusiem, po kimś w końcu musiał przejąć charakterek. Ale poza tym, że biegając, a raczej spacerując od sklepu do sklepu Harry wynudził się niemiłosiernie, dzień był całkiem znośny jak na kilka godzin spędzonych w towarzystwie Ślizgona. A podczas obiadu było nawet… miło? Można tak powiedzieć. I choć Malfoy nigdy w życiu by się do tego nie przyznał, Harry miał wrażenie, że on też zupełnie dobrze się bawił i nie miał nic przeciwko uprzejmej rozmowie, jaką ze sobą prowadzili w restauracji. Teraz jednak Harry doszedł do wniosku, że sytuacja wymyka się nieco spod kontroli. Używanie imienia Draco, nawet w myślach (na Merlina! Szczególnie w myślach) nie wróżyło niczego dobrego.
Harry zachwiał się lekko, po czym postawił ostatnie, maleńkie pudełko, jakie trzymał w rękach, na górze pakunków i podszedł do Hermiony. Dziewczyna popatrzyła na niego ze złością, ani na moment nie wypuszczając z rąk Historii Hogwartu. Tak na wszelki wypadek, gdyby Ron zechciał się gdzieś ruszyć.
— Hermiono? Czy coś się stało? — zapytał, zupełnie nieświadomy coraz bardziej rozbawionego spojrzenia Pansy i zakłopotanej miny Rona.
— Czy coś się stało? Coś się stało? — syknęła Hermiona, zaciskając palce na książce. — Zapytaj swojego przyjaciela. On na pewno ci wyjaśni. Ja nie mam zamiaru publicznie się upokarzać.
— Ależ, Granger — odezwała się Pansy z rozbrajającym uśmiechem na ustach — przecież już to zrobiłaś. Choć nie przeczę, przedstawienie, jakie nam zafundowałaś, było bardzo zabawne.
Hermiona obróciła gwałtownie głowę, mierząc Ślizgonkę wzrokiem.
— Hermiono, ja nie… — Ron próbował coś powiedzieć, ale jedno spojrzenie jego dziewczyny i Weasley postarał się zapaść jak najgłębiej w obity zielonym materiałem fotel.
— Posłuchaj, Hermiono — zaczął tymczasem Harry — domyślam się, że zaszło jakieś nieporozumienie. Przecież wiesz, jak to było w tymi prezentami. Ron musiał jakoś… eee… odkupić swoje winy. Chyba nie sądzisz, że umówiłby się z własnej woli z Parkinson, prawda? Przecież ma ciebie i nie wydaje mi się, żeby miał ochotę zmieniać ten stan.
Hermiona zamrugała, zaskoczona ewidentną logiką przebijającą ze słów Harry’ego, po czym oświadczyła:
— Być może. Ron…
— No widzisz! — Harry rzucił pospiesznie, przerywając przyjaciółce. Jak jego poprzednie oświadczenie przyprawiło ją o zdumienie, w tym momencie Hermiona doznała prawie szoku. Fakt, że przerwał jej w pół zdania mówił sam za siebie. Przecież Harry nigdy nie był na tyle niegrzeczny, by wchodzić jej w słowo. Nawet jeśli starała się mu wytłumaczyć potrzebę niesienia pomocy skrzatom domowym.
— Harry?
— Posłuchaj, Hermiono, mam do ciebie sprawę.
Harry chwycił dziewczynę za łokieć i odciągnął ją kawałek od stolika, po czym nachylił się do jej ucha, szepcząc coś. Ron i Pansy zupełnie nie zwracali na nich uwagi, zajęci wpatrywaniem się w siebie i próbowaniem dojść do ładu z tym, co się przed momentem wydarzyło. Kilkanaście sekund później Ron odzyskał mniej więcej prawidłowy kolor policzków, natomiast Pansy co chwila prychała kpiąco, najspokojniej w świecie zajadając swoje pozostawione chwilę wcześniej lody. Draco tymczasem z zainteresowaniem obserwował scenę, która rozgrywała się niedaleko stolika. Potter zawzięcie szeptał coś Granger do ucha, co chwila zerkając w jego stronę z niejasną paniką wymalowaną w oczach. Wyraz twarzy Granger natomiast zmieniał się jak w kalejdoskopie. Początkowo wyrażał niezmierną ciekawość, jak zwykle, gdy dziewczyna dowiadywała się czegoś nowego. Następnie przeszedł w lekkie zdezorientowanie, by po chwili na ustach Granger zagościł źle ukrywany uśmieszek. Draco pomyślał, że ostatnio coś dziwnego dzieje się z Gryfonami. Wcześniej Weasley prowadzący dyskusję z Pansy, a teraz Granger uśmiechająca się prawie złośliwie. To przypomniało Draco jej minę, gdy oddawała Blaise’owi kalendarz. Tak, z pewnością działo się tu coś dziwnego.
Tym bardziej Draco się zdumiał, gdy nagle, w momencie, gdy Potter przerwał na chwilę swój wywód — zapewne po to, by zaczerpnąć powietrza — Granger nagle spoważniała, rzuciła okiem na Draco, potem przyjrzała się dokładniej swojemu przyjacielowi, zmarszczyła brwi i wciągnęła powietrze ze świstem. Harry zająknął się dziwnie i już miał coś powiedzieć, kiedy Hermiona nagle, z całej siły rąbnęła go w głowę swoją Historią Hogwartu.
— Auć! Hermiono, no co ty?
— Wiecie co? — wyrzuciła z siebie Gryfonka lodowatym tonem. — Obaj z Ronem jesteście durniami!
— Ale…
— Nie ma mowy, Harry. Ani mi się śni ci pomagać. Możesz sobie w to wciągnąć Rona, ale nie mnie. Zresztą uważam, że… no… ach, po prostu jesteś albo ślepy, albo idiotycznie uparty! Radź sobie sam!
Po tych słowach, wręczyła mu swoją trzecią Historię Hogwartu i wymaszerowała z Miodowego Królestwa, zostawiając masującego sobie głowę Harry’ego z książką w ręce. Gdy mijała Draco, ten zaśmiał się krótko i oparł o kolumnę, obok której stał, krzyżując ręce na piersi i posyłając jej pełne drwiny i — o dziwo! — uznania spojrzenie. Gdy już drzwi za Granger się zamknęły, Draco prychnął cicho i podszedł do Pottera.
— Czego chcesz, Malfoy? — Widać było, że cierpliwość chłopaka na ten dzień już się skończyła. Draco zastanowił się, czy warto ryzykować wspaniały plan, który sobie dokładnie obmyślił (zdążył go nawet odrobinę zmodyfikować, widząc, że część z Miodowym Królestwem nie ma szans na zrealizowanie), i zaczepiać zdenerwowanego Pottera, czy może lepiej poczekać na lepszy moment. Rozejrzał się po sklepie. Dookoła nich, przy niewielkich stolikach tłoczyło się mnóstwo wpatrzonych w siebie (i kilka w Pottera) par, natomiast przy ladzie dzieciaki prześcigały się we wzajemnym przekonywaniu się, które słodycze są najlepsze, i prezentowały z dumą wszystkie co większe okazy, które rodzice przysłali im na Boże Narodzenie. Ewentualnie takie, których sobie zażyczyli, a o tym, że ich nie dostali już nie wspominali. Świąteczna atmosfera była doskonale wyczuwalna. W powietrzu unosił się zapach piernika, cynamonu i pomarańczy, a wszyscy dookoła byli tak uśmiechnięci i zadowoleni, jakby to był najpiękniejszy dzień ich życia.
Cóż, Draco niezaprzeczalnie lubił święta i chociaż nie udzielała mu się może ta atmosfera ogólnej radości, przez te kilka dni był odrobinę bardziej… przystępny. Zdecydował więc, że na ten dzień wystarczy już męczenia nieznośnego Gryfona. Poza tym warto było sobie zostawić sporo energii na wymyślanie kolejnych życzeń.
Spojrzał na Pottera, który nadal stał z książką w rękach i zerkał to na Draco, to na drzwi, które kilka sekund wcześniej zamknęły się za jego przyjaciółką.
— Wracamy do zamku, Potter. Robi się coraz zimniej, a ja nie chcę, żebyś zmarzł tak, że nie będziesz w stanie utrzymać moich pakunków. Jest w nich kilka cennych rzeczy, które wolałbym mieć w całości, a nie potłuczone na kawałeczki. Idziemy.
Harry otworzył usta, żeby zaprotestować, ale nagle jakby sobie przypomniał, dlaczego spędził ostatnie godziny w towarzystwie tego wkurzającego Ślizgona i potrząsnął głową. Westchnął, po czym rzucił Ronowi Historię Hogwartu i zaczął zbierać porozstawiane na podłodze paczki.

xxx


Tego wieczora Harry siedział przed kominkiem zupełnie sam. Hermiona była tak zła na niego i na Rona, że nawet nie pojawiła się na kolacji. Ron, co prawda, zagrał z nim jedną partyjkę szachów, ale w końcu i on poszedł spać, mówiąc, że zjadł za dużo świątecznego puddingu i teraz powinien to przespać, by zrobić miejsce na śniadanie. Tak więc Harry został sam. Chwilę po tym, jak Ron zniknął w korytarzu wiodącym do ich dormitorium, wyciągnął spod szaty Sekret i wpatrzył się w okładkę. Czyste linie książki i prosty tytuł prezentowały się doskonale, ale wzbudzały w Harrym również niepokój. Były tak… arystokratyczne, że Harry zastanawiał się, jak mógł się wcześniej nie domyślić, że prezent miał trafić do Malfoya. Jednak z drugiej strony… Harry prychnął z rozbawienia — trudno chyba było o mniej arystokratyczną zawartość. Ciekawe, co powiedzieliby rodzice Malfoya, gdyby się dowiedzieli, co ich syn czytuje do poduszki.
Powoli, jakby z wahaniem, Harry otworzył książkę i przewracał kartka za kartką, przechodząc przez wszystkie wskazówki, z którymi się już zapoznał. W końcu dotarł do strony, której jeszcze nie czytał, ta była jednak prawie pusta. Na górze widniał jedynie wypisany srebrnymi literami nagłówek: „Twój idealny mężczyzna prawdopodobnie jest twoim kompletnym przeciwieństwem. Wykorzystaj to.” Harry uśmiechnął się pod nosem, zastanawiając się, skąd autor książki wiedział coś, czego wiedzieć nie powinien. Ale miał rację. Harry zapatrzył się w ogień płonący na kominku, nieświadomie wspominając szaloną wycieczkę po Hogsmeade, do której został zmuszony. Kiedy jednak w jego głowie pojawił się obraz Draco Malfoya wychodzącego z przebieralni i wpatrującego się w niego maślanym wzrokiem ekspedienta, gwałtownie ocknął się z zamyślenia. Krew zaczęła wrzeć mu w żyłach, z oczywistego powodu, ale on wmówił sobie, że to z powodu ciepła panującego w salonie. W dodatku usiadł stanowczo za blisko kominka. Odchrząknął, zerkając na wszystkie strony, aby się upewnić, czy nikt na niego dziwnie nie patrzy, po czym jednym ruchem zatrzasnął książkę, schował ją pod szatę i udał się do dormitorium. Nie zauważył, że pod nagłówkiem we wnętrzu Sekretu pojawił się bardzo intrygujący obrazek.

xxx


Następnego dnia przy śniadaniu Harry z całych sił starał się nie stracić świątecznego nastroju. Plotka na temat tego, w jaki sposób prezenty zostały pomieszane, rozprzestrzeniła się po zamku i większość uczniów odzyskała już swoje paczki. W związku z tym na sali panowała ogólna radość pomieszana z wesołością, gdy uczniowie komentowali to, co przez pomyłkę wpadło w ich ręce. Nikt już nie zastanawiał się, czyja to była sprawka. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że chociaż przez chwilę w szkole zapanował kompletny chaos, świetnie się bawili, szukając swoich zgub. Najśmieszniejsze było to, że jakimś cudem, kilka osób, które zostały zmuszone do spotkania się i wymienienia prezentów, teraz siedziało razem albo krążyło od jednego stołu do drugiego, obdarzając się uroczymi uśmieszkami lub rzucając sobie wiele znaczące spojrzenia. Cóż, z pewnością dzień świątecznego zamieszania przyniósł nie tylko kilka nowych znajomości, ale także może coś więcej. Można było powiedzieć, że to były udane święta.
Jednak najwyraźniej nie dla wszystkich. Po prawej stronie Harry’ego siedział Ron, zapychając się piątym tostem z pomarańczowo-żurawinową marmoladą, i posępnym tonem tłumaczył coś Neville’owi. Od czasu do czasu rzucał pełne złości spojrzenia siedzącej naprzeciwko Ginny, która jednak kompletnie się tym nie przejmowała. Radośnie szczebiotała z Lavender — Harry mógłby się założyć, że dyskutowały o swoim nowym nabytku wiszącym na ścianie dormitorium. Po lewej stronie natomiast Hermiona wpatrywała się w nowy podręcznik dla łamaczy kodów magicznych. Co kilkanaście sekund podnosiła wzrok znad książki, obrzucając podejrzliwym spojrzeniem Rona lub Harry’ego, prychała ze złością, po czym wracała do lektury.
W końcu Harry poczuł się tym zmęczony. Odłożył na talerz tost, który dziwnym trafem nie chciał przejść mu przez gardło i zwrócił się do swojej przyjaciółki:
— Hermiono, możesz mi powiedzieć, o co ci chodzi?
Hermiona uniosła brew w niewinnym zdumieniu.
— Mnie? Ależ, Harry, o nic mi nie chodzi. Dlaczego tak sądzisz?
Harry parsknął cicho, odbierając Hermionie książkę i zamykając ją, nawet nie zaznaczając strony.
— Od dwudziestu minut czytasz tę samą stronę. Hermiono, czemu nie pogodzisz się z Ronem? Wiesz, że on…
— Wiem — przerwała mu, wzdychając. — Oczywiście, że Ron nigdy nie umówiłby się ze Ślizgonką. Ale, Harry… Po prostu mam nadzieję, że ten osioł wreszcie się obudzi i zrozumie, że nie jestem jakąś kujonką, od której można odpisywać zadania i prosić ją o pomoc, w zamian raz do roku dawać Historię Hogwartu. Jedyne tematy, na jakie Ron jest w stanie rozmawiać, to quidditch i jedzenie. Ewentualnie to, jaki wredny jest Snape.
Harry przytaknął, dobrze wiedząc, że Hermiona ma rację. Ron był wspaniałym przyjacielem i kompanem, a ich trójka od pierwszej klasy stanowiła naprawdę zgrane trio. Ale dla kogoś takiego, jak Hermiona — dziewczyna z ambicjami i wiecznym głodem wiedzy — rozmowy o sporcie, trudnych zadaniach domowych i szlabanach mogły być niewystarczające. Może tym razem Hermiona miała rację? Może powinien porozmawiać z Ronem? W końcu on był przyjacielem ich obojga.
— Harry, ty też powinieneś coś zrobić — dodała Hermiona, na nowo przyciągając uwagę Harry’ego, który spojrzał na nią zdziwiony.
— Z czym? — Nie miał pojęcia, o czym mówiła jego przyjaciółka. Wczoraj prawie go zjadła za to, o co ją poprosił, chwilę temu patrzyła na niego ze złością, a teraz nagle zdawała się być bardzo zmartwiona.
— Z Malfoyem. — W tym momencie Harry wciągnął powietrze ze świstem. — Posłuchaj, ta książka… i ta jego prośba o trzy życzenia, to… — Hermiona przerwała na moment, rzucając szybkie spojrzenie na Ginny. Obu im zależało na tym, żeby te święta były dla Harry’ego owocne, a ich pomysł wydawał się być idealny. Jeśli tylko uda im się pomóc magii świąt w jego zrealizowaniu. — Wiesz co, Harry? Powinieneś znaleźć Malfoya i spytać go o drugie życzenie.
Po tych słowach dziewczyna obdarzyła go czarującym uśmiechem, zabrała z jego rąk książkę i wyszła z sali, po drodze rzucając Ronowi nieco bardziej przychylne spojrzenie niż wcześniej. Harry zastanowił się chwilę nad jej słowami i rozejrzał się po sali. Malfoya nigdzie nie było widać. Ślizgoni siedzieli przy swoim stole, w przeciwieństwie do uczniów z innych domów, nie integrując się z nikim poza samymi sobą. Harry wypatrzył nawet Crabbe’a i Goyle’a zajętych opychaniem się tonami czekoladek, ale ich Księcia nigdzie nie było. Już miał wstać i ruszyć na poszukiwania, ale w tym samym momencie na jego talerzu wylądowała mała czarna sówka. Jedna z tych hogwarckich. W dzióbku trzymała niewielką karteczkę, przewiązaną zieloną wstążką. Odebrał notkę i przeczytał kilka słów, które były na niej napisane.

Brzeg jeziora, przy starym klonie.
Za kwadrans.


No, to już nie musiał nikogo szukać. Ale rozmowa z Ronem musi zostać przełożona na później.

xxx


Kiedy kilkanaście minut później Harry szedł w stronę jeziora, z niepokojem myślał, co też fretka mogła wymyśleć tym razem. O bankructwo już go prawie przyprawił. Co teraz? Szaleństwo? To akurat nie byłoby takie trudne. Harry czuł, że po wczorajszych zakupach jest już na skraju.
Draco czekał na niego ubrany w gustowną pelerynę, którą z pewnością dostał od rodziców. Była zupełnie czarna, z delikatną, zapewne jedwabną, podszewką i pięknymi srebrnymi klamrami przy szyi. Twarz ukryta była w cieniu dość głęboko naciągniętego kaptura, a szyja osłonięta zielonym szalikiem, powiewającym lekko na wietrze.
— Potter, nie spóźniłeś się. Jestem w szoku — odezwał się Malfoy na powitanie.
— Żyję po to, żeby cię szokować, Malfoy — mruknął Harry pod nosem, głośno zaś powiedział. — Też się cieszę, że cię widzę. Więc? Jakie jest twoje drugie życzenie?
— Aleś ty w gorącej wodzie kąpany, Potter. Naprawdę, zachowanie kompletnie niegodne wielkiego bohatera.
— Malfoy… — warknął Harry, chcąc jak najszybciej poznać swoje kolejne zadanie.
Malfoy westchnął, teatralnie kręcąc głową, po czym uniósł ją, ukazując swoją bladą twarz, oświetloną promieniami nisko świecącego, zimowego słońca i odgarnął z twarzy kosmyk włosów, który opadł mu na oczy. Harry zapatrzył się na jego szczupłe palce, ostrożnie zakładające włosy za ucho, potem przeniósł wzrok na poruszające się powoli zaróżowione usta, po czym ocknął się, słysząc znaczące chrząknięcie.
— Potter, rozumiem, że jestem bardzo przystojny, ale przed chwilą pytałeś mnie o życzenie. A ja ci je podałem. Zapamiętałeś choć słowo z tego, co powiedziałem?
Harry zamrugał zaskoczony. Malfoy coś mówił?
Draco przewrócił oczami, zupełnie niezdziwiony faktem, że Potter nie miał pojęcia, co się do niego mówi.
— Powiedziałem, że chcę władzy.
— Co takiego?
— Potter, jak na nastolatka, masz stanowczo za słabą pamięć. Co będzie na starość? Bajka o trzech życzeniach, pamiętasz? — Harry kiwnął głową nieświadomie, zastanawiając się, co jedno ma z drugim wspólnego. — Nie, chyba jednak nie pamiętasz. Trzy życzenia: pieniądze, władza i seks. Pieniądze już zaliczyliśmy, więc teraz czas na władzę.
— Na władzę? — powtórzył Harry, nadal niewiele z tego rozumiejąc, a jednak będąc coraz bardziej zaniepokojonym.
— Tak, Potter, władzę — powiedział Malfoy, wyraźnie z trudem zachowując cierpliwość. — Władzę, powiedzmy… nad twoim życie. Przez chwilę.
— Nad moim ży… Malfoy, chyba cię pogięło! Co ty chcesz zrobić? A poza tym skoro były pieniądze, teraz władza, to potem będziesz chciał…
Harry zachłysnął się, a policzki zaróżowiły mu się ze wstydu. Malfoy spojrzał na niego z politowaniem i odparł drwiącym tonem:
— Chyba chcesz zatrzymać książkę, Potter, prawda? Poza tym najpierw przejdźmy przez etap władzy. Potem… zobaczy się. — Rumieniec na policzkach Harry’ego przybrał już kolor bombek wiszących na choince w salonie Gryffindoru. — Więc teraz lepiej wysłuchaj mnie do końca i nie protestuj.
Harry przełknął głośno ślinę i zastanowił się, czy warto było nadal grać w tę grę. Czy nie robiło się to o wiele bardziej absurdalne, niż się tego spodziewał? Ale sekundę później przypomniał sobie leżący pod poduszką na jego łóżku Sekret i to, co zdążyło się już utrwalić na jego kartach. Przeklął pod nosem, po czym szybko skinął głową i powiedział:
— Dobra, Malfoy, punkt dla ciebie. O co więc chodzi z tą władzą?
— Hmm… co powiesz na wywiad?
— Jaki wywiad, do diabła?
— No proszę cię, Potter. Nie rób ze mnie kretyna. Dobrze wiem, że co chwila dostajesz propozycje udzielenia wywiadów dla różnych gazet albo magicznego radia. Chcę udzielić takiego wywiadu. W twoim imieniu.
Harry’emu zawirowało przed oczami.
— Jesteś naprawdę popie…
— Język, Potter. Nie jesteśmy w barze na piwie.
— Jesteś totalnie pogięty, Malfoy — kontynuował niezrażony Harry. — Po co ci coś takiego?
Malfoy wzruszył ramionami, uśmiechając się złośliwie.
— Dla zabawy. Móc być przez chwilę słynnym Harrym Potterem i w dodatku móc powiedzieć jakiemuś dziennikarzynie co mi się tylko żywnie podoba o życiu tegoż Harry’ego Pottera. Czy to nie fajne życzenie? Dziennikarz przyśle mi pytania, a ja odeślę mu bardzo wyczerpujące odpowiedzi. Będzie zabawnie.
— Jak dla kogo — burknął Harry.
— Książka, Potter…
Harry prychnął. Ani trochę mu się to nie podobało, ale jeśli się nie zgodzi, Malfoy zażąda od niego zwrotu jego prezentu. A to dopiero byłby problem… Tak kalkulując, Harry rozglądał się dookoła. Białe zaspy pokrywały teren błoni, nie pozostawiając ani skrawka zieleni. Jedynie w części zamkowych ogrodów, gdzie znajdowały się oranżerie pani Sprout, widać było trochę zielonej trawy. Pani profesor bardzo dbała o swoje ukochane rośliny i nie pozwoliłaby, by zmarzły. Poza tym skrawkiem, wszystko wyglądało jakby pokryte białym puchem. Jak biała kartka. Kartka…
— Okej, Malfoy, zgadzam się. — Malfoy wyglądał na odrobinę zdziwionego entuzjazmem, który nagle pojawił się w głosie Harry’ego, ale kiwnął głową, zadowolony, że jego plan idzie łatwiej, niż się tego spodziewał. — Ale mam jeden warunek.
Uniesiona brew była jedynym znakiem, że Malfoy czeka na wytłumaczenie.
— Ja wybiorę, komu udzielisz wywiadu. Poproszę o przesłanie mi pytań, a ty dostaniesz je ode mnie osobiście. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek dowiedział się, że masz w swoich rękach kopertę z pytaniami zaadresowanymi do mnie.
— Dobrze, niech ci będzie, Potter. Ale pamiętaj. Pytania mają być ciekawe — oświadczył Malfoy, po czym zamachnął się peleryną (stanowczo zbyt dużo kontaktów ze Snape’em) i pomaszerował w stronę zamku.
Harry popatrzył za nim, po czym uśmiechnął się pod nosem i mruknął:
— Na pewno będą bardzo ciekawe, Malfoy.

xxx


Pół godziny później ze szkolnej sowiarni wyleciała Hedwiga, niosąc krótki liścik.

Potrzebuję kilku zwojów tego pergaminu prawdy, który ostatnio sprowadziliście z Egiptu.
Jak najszybciej.
Harry


Adres na kopercie nie pozostawiał wątpliwości. Magiczne Dowcipy Weasleyów, Pokątna.



A w następnym odcinku...
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Postprzez Aevenien » 26 gru 2011, o 21:48

Tutaj też będę pierwsza, a co! Michiru kochana, bardzo mi się podobało! To była pierwsza rzecz Twojego autorstwa, jaką czytałam i mam ogromną nadzieję, że nie ostatnia!
Pięknie wybrnęłaś z drugiego życzenia, a Harry przechytrzający Draco, no dobra, planujący przechytrzenie Draco był cudny! Widzę, że Historia Hogwartu jest w nieustannym użyciu, biedny Harry, przecież to tomisko jest strasznie ciężkie, jeszcze mu blizna zostanie XD
Moje absolutnie ulubione zdanie:
Dookoła nich, przy niewielkich stolikach tłoczyło się mnóstwo wpatrzonych w siebie (i kilka w Pottera) par,

Oj, Draco, czyżbyś był zazdrosny?
I kolejne świetne!
— Wracamy do zamku, Potter. Robi się coraz zimniej, a ja nie chcę, żebyś zmarzł tak, że nie będziesz w stanie utrzymać moich pakunków. Jest w nich kilka cennych rzeczy, które wolałbym mieć w całości, a nie potłuczone na kawałeczki. Idziemy.

Nie ma jak szczera troska XD
Całość w ogóle lekka, przyjemna i z humorem, czyli bardzo ładnie :D Była świąteczna atmosfera, która nawet na Draco jakoś wpłynęła, była ślizgońska Hermiona i cudne dialogi naszych chłopców. Potter ze sklerozą, życzenia, Ginny, na którą nawet własny brat patrzył ze złością, nic więcej mi nie potrzeba do szczęścia ;) I jeszcze Harry, który żyje po to, żeby szokować Malfoya, no żeby się nam Draco nie zdziwił za bardzo :whistle:

Gratuluję bardzo udanego odcinka!
Aev
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Ka » 26 gru 2011, o 22:20

Michiru, bardzo dobrze, że zrezygnowałaś z marudzenia - to jest najgenialniejszy odcinek drarrofety ever! :D Jest świetnie napisany, poziom absurdu spadł znacznie, a pomysły są... ach! Strasznie się cieszę, że ktoś potraktował bajkę i wymienione w niej życzenia dosłownie, miałam na to nadzieję - ale zachodziłam w głowę, jak załatwić sprawę z władzą. Pomysł z wywiadem jest fantastyczny! A jeszcze do tego zwrot akcji na końcu i Harry, który będzie miał szansę dla odmiany zadać Draco kilka ciekawych pytań? ;> Cudo! No i nadal mamy świąteczną atmosferę, zapach cynamonu i ogólne radosne zamieszanie po zamianie prezentów - a do tego perspektywę dalszego mieszania... Jestem zachwycona, naprawdę. :D
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez daimon » 26 gru 2011, o 22:25

Oczywiście, że mi się podobało! Było, tak, jak zauważyła już Aev lekko i przyjemnie. Och, niezmiernie mi się ta odsłona naszej drarrofety podoba. Harry, który żyje, żeby szokować Draco, Harry, który już od poprzedniego odcinka nazywa Draco w myślach po imieniu, wreszcie Harry, który wpada na pomysł z pergaminem prawdy! Awww, fantastyczne!!!

Malfoy westchnął, teatralnie kręcąc głową, po czym uniósł ją, ukazując swoją bladą twarz, oświetloną promieniami nisko świecącego, zimowego słońca i odgarnął z twarzy kosmyk włosów, który opadł mu na oczy. Harry zapatrzył się na jego szczupłe palce, ostrożnie zakładające włosy za ucho, potem przeniósł wzrok na poruszające się powoli zaróżowione usta, po czym ocknął się, słysząc znaczące chrząknięcie.
— Potter, rozumiem, że jestem bardzo przystojny, ale przed chwilą pytałeś mnie o życzenie. A ja ci je podałem. Zapamiętałeś choć słowo z tego, co powiedziałem?
Harry zamrugał zaskoczony. Malfoy coś mówił?

Urocze :)

— Powiedziałem, że chcę władzy.
— Co takiego?
— Potter, jak na nastolatka, masz stanowczo za słabą pamięć. Co będzie na starość? Bajka o trzech życzeniach, pamiętasz? — Harry kiwnął głową nieświadomie, zastanawiając się, co jedno ma z drugim wspólnego. — Nie, chyba jednak nie pamiętasz. Trzy życzenia: pieniądze, władza i seks. Pieniądze już zaliczyliśmy, więc teraz czas na władzę.

A ta interpretacja trzech życzeń jest po prostu genialna! Już ostrzę sobie ząbki na trzecie życzenie :P Tak, wiem, że na razie mamy przed sobą drugie, ale...
drugie też zapowiada się pięknie. Pytania do Draco... :devil:
No nic! Było cudnie :D A teraz pozostaje mi życzyć Weny następnej autorce!
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez MargotX » 27 gru 2011, o 10:24

Bardzo mi się podobało :D

Auć, biedny Harry, oberwać Historią Hogwartu - niemiłe 8-)

Draco, który troszczy się o Harry'ego aby nie zmarzł za bardzo, ale tylko dlatego, że mogłoby mu zabraknąć tragarza, och, jakie to... Draconowe :hahaha: I do tego, podobnie jak poprzedniczkom, szalenie podoba mi się pomysł wykorzystania drugiego życzenia. Hi hi, tylko jestem ciekawa czy Draco zostanie pobity własną bronią, bo zapowiada się co najmniej intrygująco z tym papierem produkcji Weasley &Weasley CO :D No no, Harry ma szansę pokazać swój ślizgoński pazur, tylko mam nadzieję, że ten wątek rozwinie się w dobrym kierunku.

Nie muszę chyba wspominać, że jestem szalenie ciekawa tego intrygującego obrazka :devil:

Michiru, było świetnie i całkiem nieźle namieszałaś następczyniom :whistle:
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Akame » 27 gru 2011, o 12:21

Powtórzę po Margot - bardzo mi się podobało. Naprawdę świetna część.
Bardzo mi się podobało to, na co zwrócił uwagę Harry, gdy rozmawiał z Hermioną przy stoliku. Ron jest taki nieskomplikowany i szczerze mówiąc, on i Granger... cóż wspólnych tematów za wiele mieć nie będą. Bardzo też się cieszę, że podtrzymałaś pozytywny wizerunek Ginny, która wraz z Hermioną widzi co się dzieje z Harrym i obydwie mają jakiś pomysł, aby mu pomóc. Szczerze mówiąc ciekawa jestem jaki :D

O szeroki uśmiech przyprawił mnie moment nad jeziorem, gdy do Harry'ego dociera, że skoro były pieniądze i ma być władza, to kolejnym elementem... jego przerażenie było wspaniałe! Zwłaszcza, jeżeli wziąć pod uwagę to, że książka powoli zapełnia się jego wytworami wyobraźni, którym przewodzi postać Malfoya xD Naprawdę, bardzo bym chciała, aby Draco jakimś cudem ją dorwał i wreszcie zorientował się, że to on jest przedmiotem fantazji Pottera ;) Intryguje mnie również to, jaki obrazek pojawił się na ostatniej z przeglądanych kart. Jakoś tak sądzę, że to moment, gdy Draco stoi przed przebieralnią, przyprawiając Pottera o szybsze bicie serca ;>

Pergamin prawdy... Boru, Harry jest naprawdę przebiegły! Nie dość, że spełni życzenie Malfoya, to jeszcze, być może, dowie się, co tak naprawdę Ślizgon o nim myśli, cudo *.*
Nie mogę się doczekać kolejnej części!

Michiru, odcinek wyszedł Ci fantastycznie! Był zabawny, ciekawy, jak wspomniała Ka, poziom absurdu spadł prawie do zera (dzięki!), wykorzystałaś też bajkę Kaczalki o kałamarnicy i trzech życzeniach, czego chcieć więcej? Na koniec prawie powstrzymałam jęk zawodu, że już się skończyło, zwłaszcza iż wydawało mi się, że masz jakiś plan, zarówno na pytania, jak i na dalszy rozwój sytuacji. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejna autorka, pójdzie Twoim tropem i to pociągnie w odpowiednim kierunku :)

Pozdrawiam serdecznie :*
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Aratanooniel » 30 gru 2011, o 22:56

Powiem jedno - nigdy więcej! Miłego czytania i szczęśliwego Nowego Roku, drarrystki! Ekspresowo betowała Morwena ;*

Drarrofeta świąteczna, odcinek siódmy

Harry wciąż uśmiechał się pod nosem, gdy przeskakiwał po dwa stopnie naraz, zbiegając z sowiarni. Właśnie udało mu się przechytrzyć tego ślizgońskiego, niebezpiecznie przysto... podstępnego Malfoya! Szkoda tylko, że nie mógł się tym pochwalić choćby Ronowi. Już widział oczami wyobraźni wściekłą i zarumienioną twarz Draco, więc zapewne dlatego nie spostrzegł w pierwszym momencie, co - a raczej kogo - ma pod nogami. Przed oczami mignęła mu komórka pod schodami, Voldemort, fragment hogwarckich błoni i Molly Weasley. Miał wrażenie, że seans jeszcze się nie skończył, gdy wylądował w plątaninie cienkich, krótkich kończyn na półpiętrze.
- Harry Potter, sir! Hik! - Usłyszał. Postanowił sprawdzić, czy w świecie czarodziejów można liczyć na jakieś ubezpieczenie od nagłych wypadków. Uśmiechnął się do skrzata i pomógł mu wstać. - Zgredek dziękuje, Harry Potter, sir!
- Witaj, Zgredku! Co sprowadza cię prosto pod moje nogi? - zapytał.
- Hik! Harry Potter! Hik! Dobry czarodziej! Musi pomóc! Hik, tak. Musi pomóc. - Skrzat wlepił w niego świdrujące, choć niezbyt skupione spojrzenie.
Zgredek z jakiegoś powodu nie teleportował się w sobie właściwy sposób. Zamiast tego złapał mocno nadgarstek Pottera i zmusił go do szalonego biegu po korytarzach. Wszędzie kręciło się mnóstwo ludzi. Harry starał się nie zwracać uwagi na zdumione twarze uczniów i na ciekawskie pytania. Gdzieś w szumie podnieconych szeptów dało się słyszeć pstrykanie aparatu. Gdy wreszcie dotarli do kuchni, odetchnął z ulgą. Zgredek zamknął drzwi, a Harry wybuchnął nieco obłąkańczym śmiechem. Został porwany przez skrzata domowego!
- Harry Potter, sir! - Zgredek pociągnął go za nogawkę. Harry uspokoił się i rozejrzał. Zamiast zwykłego rozgardiaszu zobaczył istne pobojowisko. Ogromne stoły wciąż zastawione były brudnymi naczyniami po śniadaniu i nic nie wskazywało na to, że ktoś ma zamiar doprowadzić je do porządku. W powietrzu unosił się dziwny zapach, którego Harry nie potrafił na razie rozpoznać. 
- Zgredku, gdzie są skrzaty? - zapytał. Wielkie oczy stworzenia łzawiły, jakby właśnie kroiło cebulę. Obiema rękami skrzat zatykał sobie nos, przez co jego głos stał się dziwnie niski.
- Na dole, sir! - Odjął na chwilę jedną z dłoni od twarzy i machnął nią, wskazując podłogę. Harry uklęknął i zamrugał zdumiony. Pod stołami leżała prawie setka hogwarckich skrzatów. W różnych pozycjach, wszystkie ubrane w jednakowe chusty z herbem Hogwartu. Niektóre wyglądały jak dzieci, z rękami nad głową, inne jakby przed chwilą padły rażone jakimś zaklęciem. Większość posapywała cichutko.
- Co się stało?
- Dyrektor, hik! Profesor Dumbledore każe przygotować przyjęcie, hik! Co roku przyjęcie dla profesorów! Dyrektor każe, skrzaty robią, hik!
- Co roku? Więc co się stało teraz? Nie powiesz mi chyba, że do tradycji noworocznych należą śpiące pod stołami skrzaty! - Zgredek zamachał rozpaczliwie rękami i pociągnął Harry'ego na zewnątrz. Dopiero gdy wziął kilka spazmatycznych wdechów, znów odezwał się.
- Hik! Madame przyniosła trunki, hik! Skrzaty pijane. My nie chciały, Harry Potter, sir!
- Rozumiem, nie wiedzieliście? - Harry zastanawiał się, kto mógł być tak nieodpowiedzialny, by umieścić w kuchni jakikolwiek alkohol w sytuacji, gdy skrzaty mogły upić się nawet piwem kremowym.
- Wiedzieli! My wiedzieli! My nie pili, Harry Potter, sir! Nie! - Stworzonko tak gwałtownie potrząsnęło głową, że jego uszy aż załopotały.
- To ja już nic nie rozumiem! - Harry bezradnie rozłożył ręce. Stracił już wiele czasu. Pomyśleć, że mógłby poświęcić go na wymyślenie pytań, które zada Malfoyowi...
- Madame przyniosła butelki, hik! Bez nakrętek, hik! Harry Potter, sir! Pomocy! - Zgredek popatrzył na niego błagalnie. Harry zrozumiał, skąd unoszący się w kuchni zapach, nie wiedział tylko, kto przyniósł alkohol. Nie miał też pojęcia, jak szybko sprawić, by setka skrzatów wytrzeźwiała. Wpadł do kuchni, zamknął umieszczone w kącie butelki szybkim zaklęciem i wrócił do wciąż stojącego na korytarzu Zgredka.
- Zgredku! Posłuchaj mnie! - Skrzat wpatrzył się w niego nieco rozmytym wzrokiem. - Sprowadzę pomoc, a ty nie wchodź do kuchni, jasne? Tylko nie wchodź do kuchni!
***

Pansy rozłożyła się na kanapie w Pokoju Wspólnym, oglądając kalendarz Blaise'a. W zasięgu ręki położyła Bombonierkę Pani Endorfiny. Dotarła już do majowego szukającego, który jak na jej gust był zbyt chuderlawy, gdy usiadł obok niej właściciel kalendarza.
- Mogłem się domyślić, że skuszą cię faceci na miotłach, Pansy. - Uśmiechnął się łobuzersko. - Jestem pewien, że można znaleźć taki kalendarz dla ciebie, wiesz?
Pansy uznała, że nie będzie zniżać się do odpowiedzi na jego pytanie, sięgnęła po kolejną czekoladkę i przerzuciła stronę. Czerwcowy obrońca był niczego sobie. Przekręciła głowę nieco w prawo, by dojrzeć więcej szczegółów.
- Widziałaś dziś Draco?
- Och, tak. Chodzi dziś wyjątkowo dumnie.
- A więc plan działa? - zapytał nieco zdumiony.
- Czego się spodziewałeś? Już dawno twierdziłam, że gdy Draco w końcu ruszy tyłek, dostanie to, co chce. Martwi cię to? - zapytała, szybko zmieniając lipiec na sierpień. Lipcowy ścigający był stanowczo odrażający: wyglądał, jakby miał w sobie krew wili i w dodatku mrugał zalotnie rzęsami. Za to sierpniowy pałkarz był godny uwagi. Zabini skupił wzrok na wielkim niczym wiking blondynie wymachującym pałką.
- Przecież wiesz, że nie. Potrafię sobie poradzić.
- Mam nadzieję. - Sięgnęła po kolejną czekoladkę. - O wilkołaku mowa - mruknęła, gdy zobaczyła Draco schodzącego po schodach z dormitorium. Jego mina nie wróżyła niczego dobrego. Pansy położył rozłożony kalendarz na swoim biodrze.
- Coś się stało, Draco? - zapytała, stukając wymalowanym po ślizgońsku paznokciem w twardy papier.
- Nic! Czemu pytasz? - odparł szybko, zagłębiając się w tym fotelu. Blaise wymienił z Pansy zaniepokojone spojrzenia. Ten wytarty fotel był jednym z najwygodniejszym w Slytherinie, ale Draco zajmował go tylko w wyjątkowych okolicznościach. Nazywali go między sobą "depresyjnym fotelem", zdarzało się, że stawał się też "fotelem wybuchowym". Jedno i drugie nie było zbyt przyjemne. Pansy podsunęła Draco bombonierkę. Dopiero gdy się poczęstował, odważyła się zadać kolejne pytanie.
- Jak idzie z Potterem?
- Oczywiście wspaniale! - Uśmiechnął się drapieżnie.
- Ty dupku! Prawie dostałam zawału! I pożarłeś moją czekoladkę! - Prychnęła jeszcze kilka razy i wróciła do kalendarza.
- Więc to by było na tyle, Draco? - zapytał ostrożnie Blaise.
- To się jeszcze okaże, Zabini, to się jeszcze okaże. Węże są przebiegłe. Ale są też mądre i wiedzą, że po lwach trzeba oczekiwać nieoczekiwanego - powiedział z błyskiem w oku. - Choć oczywiście mój plan jest bezbłędny. - Wziął kolejną czekoladkę z bombonierki Pansy i prawie wybiegł z pokoju.
- Jesteś pewna, że to ten sam Malfoy? - zapytał, patrząc za oddalającym się blondynem.
- Tak. To tylko czekolada. Powinien ją ograniczyć.

***


Draco postanowił przejść się szkolnymi korytarzami, mając nadzieję, że będzie miał okazję wpaść niespodziewanie na Pottera. Mimo że nie miał na sobie peleryny, większość dzieciaków uskakiwała mu spod nóg. Akceptował pełne przestrachu miny małych Puchonów, ale gdy na jego widok skulił się drugoroczny Ślizgon, popatrzył na niego z odrazą. Zbyt zajęty wymyślaniem nagany dla młodego węża, naprawdę prawie wpadł w Pottera.
- Potter - powiedział i zrobił mały krok w tył. - Co ty wyprawiasz? - Gryfon był bardziej rozczochrany niż zwykle i wyglądał, jakby kogoś szukał.
- Malfoy! - wykrzyknął zaskoczony i uśmiechnął się promiennie.
- Hm, to miło, że cieszy cię mój widok. Wysłałeś już sowę do redakcji? - Potter wyglądał, jakby pogrążył się we własnych myślach.
- Co? Ach, tak.
- Gdzie? 
- Co gdzie? - zapytał i złapał ramię Draco, zauważając, że materiał jest całkiem miły w dotyku. - Musisz coś dla mnie zrobić, Malfoy.
- Do jakiej gazety napisałeś, Potter! - Wyszarpnął swoje ramię z uścisku Gryfona i popatrzył na niego z aroganckim wyrazem twarzy. - Odniosłem wrażenie, że to ty masz robić przysługi mnie.
- Napisałem do Czarownicy, zadowolony? A teraz naprawdę powinieneś ze mną pójść, Draco. - Potter odwrócił się na pięcie, naiwnie sądząc, że dziedzic Malfoyów pójdzie za nim. Draco popatrzył chwilę na oddalające się plecy Pottera i ruszył za nim, przeklinając po drodze Pansy i jej czekoladki.Starał się udawać, że po prostu zupełnie przypadkowo zmierza w tym samym kierunku co Potter, a nie zachowuje się posłusznie niczym skrzat. W końcu dotarli przed wielki obraz przedstawiający misę z owocami. W załomie korytarza dostrzegł skrzata ubranego w kilkanaście skarpetek, co najmniej trzy czapki i z dyndającym na chudej szyi krawatem, na którym wyszywany kolorowymi nićmi Mikołaj tańczył walca z Rudolfem.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś, Potter? - zapytał z wyższością, gdy jego towarzysz najwyraźniej przymierzał się do łaskotania gruszki uwiecznionej na obrazie. Potter zarumienił się delikatnie.
- Pomyślałem, że... no cóż. Wiesz, co się mówi o Ślizgonach - wydusił z siebie.
- Że jesteśmy zabójczo bogaci? Przebiegli? Inteligentni?
- Zdemoralizowani? - zasugerował Potter. Draco uniósł brew. To zaczynało mu się podobać, mimo że wciąż nie wiedział, czego chce od niego Gryfon.
- No cóż. To zależy, co kto lubi. Osobiście uważam, że to Puchoni lubią ostrzej. Nie wierz w stereotypy. - Machnął lekko idealną dłonią. Mina Pottera sprawiła, że zapragnął wybuchnąć śmiechem, ale oczywiście powstrzymał się. Zanim wyruszył do Hogwartu, ojciec wynajął na cały miesiąc komika, aby Draco był w stanie kontrolować swoje emocje, jak przystało na Malfoya.
- Nie o to mi chodziło, ty popaprańcu! - Twarz Pottera przybrała kolor dojrzałej wiśni.
- A więc o co? - Draco uśmiechnął się drapieżnie.
- Znasz jakieś zaklęcie trzeźwiące? - zapytał Harry, naprawdę głaszcząc gruszkę. Przed nimi pojawiły się drzwi. - Takie, które zadziała również na skrzaty?
Draco ostrożnie wszedł do kuchni, starając się nie oddychać. W powietrzu unosił się zapach rodem z bardzo nieciekawych barów. 
- Potter, co tu się stało, do cholery? - zapytał nieco rozbawiony. - Skąd wiesz, że kuchnia jest tutaj? Myślałem, że wzorowi Gryfoni przestrzegają zasad!
- Bardzo śmieszne, Malfoy, bardzo. Zrób coś! - powiedział błagalnie, zwracając uwagę, by użyć nazwiska Ślizgona, już raz wymsknęło mu się imię, ale miał nadzieję, że nie zostało to zauważone. Draco machnął lekko różdżką, pozbywając się zapachu, który w trochę większym stężeniu mógłby powalić jakiegoś niedorosłego trolla górskiego.
- Co za idiota wstawił tutaj tyle alkoholu?
- Właściwie to nie wiem. Zgredku, kim była ta kobieta? - odwrócił się, by odszukać wzrokiem skrzata, ale ten zniknął. Westchnął. Miał wielką nadzieję, że Malfoy będzie w stanie doprowadzić skrzaty do stanu używalności.
- To jak, Malfoy? Znasz jakieś przydatne zaklęcie? Domyślam się, że stosowałeś podobne nieraz, prawda?
- Taaak, Potter - odpowiedział, przeciągając samogłoski. - U nas w Slytherinie każdy ma jakiś nałóg, doprawdy! - Postanowił taktownie przemilczeć czekoladoholizm Pansy. Potter wyglądał na załamanego, dlatego Draco postanowił to wykorzystać.
- Naprawdę nie wiesz co robić? - Harry stracił już nadzieję. Będzie musiał przeprosić Hermionę, mimo że wciąż uważał, że jej zarzuty są wyssane z palca.
- Nie patrz na mnie wzrokiem zbitego psa. Dlaczego nie powiadomiłeś o tym dyrektora? Albo McGonagall? Czemu to ty masz się tym zająć? - zadawał pytania jedno po drugim, jednocześnie rozglądając się po ogromnym pomieszczeniu i starając się dostrzec, jak wiele skrzatów zostało zatrutych.
- Zgredek mnie poprosił. Nie mogłem mu odmówić, Malfoy!
- Typowe! Pokażę ci zaklęcie. Ale jak się obudzą, żądam deseru. I nauczysz mnie, jak głaskać tę gruszkę! Nie żebym nie był dobry w głaskaniu, ale nigdy jeszcze nie miałem do czynienia z owocami.

A w kolejnym odcinku...
Niech się nie gniewa szczęście, że biorę je jak swoje.
Szymborska

Puella Bella
Aratanooniel Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 36
Dołączył(a): 13 cze 2011, o 15:27

Postprzez Michiru » 31 gru 2011, o 00:19

Aratanooniel napisał(a):I nauczysz mnie, jak głaskać tę gruszkę!

O Merlinie, umarłam! Na amen :lol2:

Bardzo fajny odcinek, Niel. Gratuluję pomysłu z upitymi skrzatami, zabójczy jest. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Dlaczego "nigdy więcej"? Przecież super wyszło. Zgredek ratujący skrzaty, Harry biegnący za Zgredkiem przez pół zamku i nie rozpoznający zapachu alkoholu, "depresyjny fotel" Draco, wszystko było tak komiczne i smieszne, że uśmiech nie opuszczał mojej twarzy. A już przy głaskaniu gruszki parsknęłam na cały głos. Cudo.
Podobało mi się również, jak Harry powiedział do Draco po imieniu i jak Draco "spojrzał na Harry'ego z rozbawieniem". To było takie słodkie i... swojskie. No, to teraz chyba czas przejść do realizacji życzenia, prawda?

Gratuluję odcinka :)
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Postprzez Miss Black » 1 sty 2012, o 20:02

Mina Pottera sprawiła, że zapragnął wybuchnąć śmiechem, ale oczywiście powstrzymał się. Zanim wyruszył do Hogwartu, ojciec wynajął na cały miesiąc komika, aby Draco był w stanie kontrolować swoje emocje, jak przystało na Malfoya.


Eeeee... :lol2: Już widzę, jak szacowny Lucjusz Malfoy z kamiennym obliczem obserwuje starania swego dziedzica. Powaliłaś mnie tym na łopatki, nie powiem nie. Ach, i bardzo mi się podobała Twoja Pansy! To jak spokojnie przegląda sobie przy kominku kalendarz, objadając się przy tym czekoladkami, wydało mi się szalenie świąteczne. Ot, czas kiedy możesz się beztrosko oddać takim przyjemnościom. I oczywiście poczęstowała biedaka w potrzebie! To takie... światłe z jej strony. XD Jednak muszę przyznać, że kompletnie nie ogarniam, o co chodzi z pijanymi skrzatami. Normalnie podejrzewałabym Dumbledore'a, ale Zgredek wyraźnie, pomiędzy jednym a drugim Hik!nięciem, powiedział "Madame". :pisze: Chyba, że dyrektor przebrał się w damskie fatałaszki, ale bądźmy poważni, nawet Zgredek nie jest tak ślepy. Fuuuu, te pomarszczone łydki. No nic, zobaczmy, co tam czeka na nas w propozycjach. :)
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Miss Black » 1 sty 2012, o 21:20

Droga Daimon, czy masz może w zasięgu ręki jakieś opasłe tomisko? Prawo karne? Cywilne? Na tym regale za Tobą. Zdziel, proszę, Aevenien ode mnie po tym zakutym łbie. Tylko mocno, żeby poczuła. Dozgonne dzięki!
Aev, Ty nie umiesz pisać, tak? A to powyżej, to niby co jest (dwa rozdziały wstecz, znaczy się)? Samo jakoś tak wyszło, tak? Merlinie, miej nas w opiece i obdarz cierpliwością. Moim skromnym zdaniem to kawał dobrej, gęstej roboty. I chyba właśnie to zwykle charakteryzuje Twoją jakże marną pisaninę: jest niezwykle soczysta. Człowiek ma wrażenie, że przeczytał kilka rozdziałów, a potem wraca do tekstu po jakimś czasie i nagle okazuje się, że to zaledwie parę stron. Ale jakich stron! Być może jestem mało obiektywna, ale jak tu być obiektywną, gdy ktoś mi podaje na tacy moją ulubioną wersję Draco i Harry’ego. No jak? A potem jeszcze bezczelnie przeplata wszystko nawiązaniami do „Światła”! Biedny, naiwny Harry. Co też przyszło mu do głowy, żeby tak beztrosko potraktować zakupy z samym Draco Malfoy’em! Doprawdy, nie można tak niedoceniać… wroga! Ubawiłam się przednio już na samym początku, ale gdy Harry zaczął ćwiczyć „arystokratyczne pstryknięcie” chichotałam już jak głupia w oczekiwaniu na moment, w którym Draco wyjdzie i go na tym przyłapie. :D No i sprzedawca gej! Żelazna reguła każdego yaoi brzmi: każdy jeden ekspedient w sklepie odzieżowym jest homo jak serek waniliowy i z pewnością leci na jednego z głównych bohaterów. XD Serio, czy w jakimkolwiek yaoi zdarzyło się Wam, żeby chłopak z obsługi nie gapił się na tyłek Draco/Harry’ego/tego pana na S./czy co my tam jeszcze czytamy? Niezbędny element. Ach, i Draco mnie rozwalił następującym: „I tym sposobem pięć godzin później miał już prezenty dla całej rodziny, dalszej rodziny i kuzynów w trzeciej linii, których imion nawet nie pamiętał. Kupił też wszystkie potrzebne drobiazgi i masę tych zupełnie niepotrzebnych. I jeszcze trochę więcej rzeczy, których nie potrzebował.”. Nie ma to jak wykorzystać okazję, co? XD Ale Potter, jak to Potter, jest niewychowanym gburem i musiał mu popsuć całą zabawę. Też byłabym srodze zawiedziona na miejscu Draco, ale żeby tak od razy rzucać przysłowiami: „Dlatego teraz wlókł się jak żółw, głodny jak wilk, marząc o zjedzeniu konia z kopytami. Malfoy natomiast puszył się jak paw, łaskawie pozdrawiając mijających ich przechodniów.”?! Chociaż i tak nic nie przebije „hipogryfa u płotu”, chyba powinien wejść do języka na stałe. Ach, i myślałam, że spłynę, gdy nadeszła scena z Pansy i Ronem. Ty wiesz, że ja kocham ten paring? A jak do tej mieszanki doda się jeszcze Miodowe Królestwo i lody czekoladowe, to w ogóle jestem w siódmym niebie! To było świadome, czy tak samowolnie poszło w tym kierunku? Cuuuuuudo. Aż dziwne, że Hermiona zamiast „Historią magii” nie walnęła Rona łyżeczką! :lol2: Ach, i na sam koniec: Fundusz do zwalczania podstępnej działalności Ślizgonów! XD Jak żeś na to wpadła? Ale muszę powiedzieć, że to nieładnie robić z Rona takiego materialistę: „Harry był naprawdę jego najlepszym przyjacielem.”. No wiesz? Ktoś się tu za dużo „Na kolanach” naczytał!
Bardzo, bardzo mi się podobało i niniejszym obiecuję być upierdliwą do bólu dopóki nie napiszesz czegoś więcej. O!
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Akame » 3 sty 2012, o 21:29

Uff, chyba zdążyłam z komentarzem :D
Baaardzo mi się podobało. Świetne opisy i dialogi, w dodatku humor taki w sam raz, nie nachalny, ale można się uśmiechnąć z przyjemnością :) Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Bałam się, że odejdziesz od tych drobnych smaczków, które zaznaczyły dziewczyny wcześniej, ale nie, bardzo zgrabnie je pociągnęłaś i chwała Ci za to.
Pijane elfy rozbroiły mnie zupełnie. Przyznam, że byłam sceptyczna, co do kolejnej wpadki w Hogwarcie, ale ta naprawdę do mnie trafiła. Zgredek wyszedł Ci świetnie, w ogóle dialogi naprawdę kupiłam ze szczętem i zamieniam się w jedno wielkie TAK :D

Tak sobie myślę, że wraz z fetą wychylają głowy kolejne talenty pisarskie. Mam nadzieję, że zaowocują czymś więcej, niż tylko fetą ;) Michiru, Aratanooniel i tak, tak, do Ciebie Kaczalko też to się odnosi ;P

Pozdrawiam :)
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez MargotX » 3 sty 2012, o 22:16

Taa, pijane skrzaty mnie też powaliły. Takiego pomysłu absolutnie się nie spodziewałam, a wyszedł świetnie. No i oczywiście, pijany Zgredek, który popędził po ratunek do <hiik> Harry'ego Pottera :D Przezabawne :D Muszę przyznać, że każda autorka wniosła coś oryginalnego, zabawnego, jakiś swój rys do fety. Jesteście wszystkie niesamowite i naprawdę bardzo zagęszcza się rozgrywka. Jestem niesamowicie ciekawa, co będzie dalej, w jakim kierunku poszybuje wyobraźnia następnych piszących, pomijając oczywiście, elementy obowiązkowe :whistle:

Sorry, mój dzisiejszy "komentarz" jest wymęczony, bardzo, ale ja też jestem :( Anyway, bardzo zabawna kolejna część za nami. :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 2 gości

cron