Drarrofeta świąteczna

wydanie trzecie

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez Arisa » 11 gru 2011, o 16:32

Ja w odróżnieniu od Draco uważam, że los jest bardzo, ale to bardzo sprawiedliwy :devil: . Zauważyłam też, że tylko Ślizgoni są na tyle pozbawieni skrupułów, by darować czekoladowe stringi, kalendarz z nagimi facetami :). Uwielbiam tutaj Hermionę, dziewczę ma w sobie kroplę przebiegłości. A rozmowa Zabiniego i Dracona o matce Blaise'a :D już wyobrażam sobie tę kobietę. I ten podpis Malfoya Mignon , myślę, że ma on w sobie nutkę romantyczności i naprawdę bardzo ciekawy pomysł. :)
Arisa Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 6
Dołączył(a): 10 gru 2011, o 14:54

Postprzez Miss Black » 12 gru 2011, o 15:16

Super! Bardzo mi się podobało. To było takie w stylu Draco podpisać się w ten sposób. Fantastycznie oddajesz charaktery postaci - mówiłam Ci to już kiedyś? Parsknęłam, gdy dłoń Hermiony zacisnęła się w pięść. Malfoy już kiedyś od niej dostał w nochal, więc czemu nie Zabini? Swoją drogą to było zaiste ślizgońskie z jego strony: "Podpisałeś się „Mignon”?". :hahaha: Szczyt rozwagi i opanowania. Ale trzeba przyznać, że perspektywa dwunastu fantastycznych facetów w negliżu może być rozpraszająca. I hej! Udało Ci się zrobić fajną Ginny! Jestem pod wrażeniem. Heh, w zasadzie to ona jest taka... no, kanoniczna! Zdumiewające XD Jakoś w fandomie, o dziwo, króluje ta apatyczna wywłoka z filmu, kiedy przecież książkowa Wiewióra była w zasadzie całkiem w porządku. <uchyla się przed macką> I Draco, który znów jest nieszczęśliwie świadomy swojego zauroczenia Potterem. Czy to nie jest słodkie? To zawsze jest słodkie. I rozczulające. Ale co z Blaisem? Będzie mu przykro, jak Draco w końcu wpije się Pottera. Normalnie zaproponowałabym proste przegrupowanie wojsk: Ron do Pansy, Zabini do Hermiony, ale to bez sensu w tym wydaniu. No, ale zobaczymy! :D
Eu, do dzieła!
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez euphoria » 14 gru 2011, o 22:12

Mam nadzieję, że bez poślizgu... wciąż będę narzekać na moja rozdzielczość (czy też rozdzielczość komputera)...

Odcinek trzeci


Choinka w pokoju wspólnym była najpiękniejszym drzewkiem, jakie widział Harry kiedykolwiek. Nie żeby Dursleyowie nie mieli żadnych ozdób świątecznych, ale ich karłowaty świerk nie mógł równać się kilkunastu piętrom gałęzi, roztaczających wokół świeży leśny zapach, i magicznie zawieszony bombkom, łańcuchom w kolorach Gryffindoru i piernikom, dopełniających aromat świąt. Tak, teraz Boże Narodzenie miało zapach.

Harry siedział na kanapie wprost naprzeciwko drzewka i wpatrywał się w wirującego wokół własnej osi aniołka. Nigdy nie przypuszczał, że czarodzieje będą aż tak podobni do mugoli w tych kwestiach. Ta myśl prześladowała go przez kilka minut, gdy raz po raz próbował przypomnieć sobie czy kiedykolwiek Dumbledore wspominał o religii, ale chyba nic takiego nie zdarzyło się nigdy w jego obecności.

Jego dumanie w dość niekonwencjonalny sposób przerwała Hermiona. Zamiast zwyczajowo przysunąć się do niego i delikatnie usiąść na kanapie – wskoczyła mu na kolana. Lekko przerażony spojrzał na dziewczynę pytająco.

— Odzyskałam moje pióra! — pisnęła i pocałowała go w policzek.

Uśmiechnął się nieśmiało w jej stronę i poprawił zsunięte na czubek nosa okulary.

— Czyli wiesz gdzie są nasze prezenty — powiedział, jednocześnie przypominając sobie o wciąż leżącej w jego kieszeni książce.

Lekki rumieniec pojawił się na jego twarzy, więc wdzięczny był, gdy dziewczyna zsunęła się z powrotem na kanapę. Korzystając z chwili wytchnienia, przegrupował siły i wziął głęboki wdech.

— Jak to jest ze świętami i czarodziejami? — spytał, przeczuwając, że zmiana tematu będzie najbezpieczniejszym wyjściem.

Hermiona rzuciła mu zdziwione spojrzenie.

— Wiesz, Boże Narodzenie jest świętem religijnym, chrześcijańskim — uzupełnił. — Ale czarodzieje też je mają... — urwał nie bardzo wiedząc jak wytłumaczyć o co mu chodzi.

— Myślałam o ty już kiedyś. — Jakoś dziwnie się tego spodziewał. — I nie jestem pewna... — zawahała się. — Mam dwie teorie. Ta bardziej racjonalna mówi, że czarodzieje przejęli to od mugoli, a potem kultywowali, choć zapomnieli o początkach. — Popatrzyła na choinkę, która lśniła złotem i czerwienią. - Choć ja wolę myśleć, że święta to magia i stały się same z siebie... — urwała. — Atmosfera przesiąka nią, nie wiem czy też to czujesz, ale w tym roku jest inaczej. Magia wiruje wokół nas najsilniej właśnie o tej porze. Scala, łączy, zaskakuje...

Harry słuchał jej urzeczony. Nareszcie wiedział, że nie tylko on czuje coś dziwnego w powietrzu. Jakby nadzieję w lotnej formie, która z każdym oddechem wypełniała jego płuca. Nie istniało nic poza tym uczuciem. Zapach cynamonu w powietrzu niósł z sobą nową energię, a igliwie - świeżość.

Harry po prostu czuł, że w te święta stanie się coś niesamowitego. Podświadomie dotknął książki ukrytej w kieszeni. Rumieniec powrócił na jego twarz, ale tym razem Hermiona nie dała się zwieść.

— Zabini miał mój prezent — rzuciła jakby od niechcenia.

Harry cierpliwie czekał na to, co Gryfonka zamierza jeszcze dodać, ale ta dziwnie zamilkła. Gdyby młody Potter był świadkiem jej wcześniejszej rozmowy ze Ślizgonami, powiedziałby, że na jej twarzy zagościł ten sam lekko chytry uśmieszek. Ale nie był i nie bardzo wiedział, co oznacza ta dziwna mina dziewczyny.

— Ale cicho sza — powiedziała, nagle zrywając się na równe nogi. — Idę do dormitorium wypróbować pióra! — rzuciła mu na odchodnym i zniknęła na schodach.



ooo



Ginny Weasley wpatrywała się w nagi plakat jednej z gwiazd quidditcha i zastanawiała się właśnie dlaczego żadna z jej gryfońskich koleżanek nigdy nie wpadła na to, żeby podarować jej coś takiego. Prostota i genialność prezentu aż uderzały. Podobnie jak naga, lśniąca, opalona skóra... eee... ochraniaczy na dłoniach mężczyzny.

Podarunek niby nie był niczym szczególnym, ale wystarczył jej speszony wzrok reszty Gryfonek, by zdała sobie sprawę, że tylko ona tutaj ma sześciu braci. Pozostałe dziewczęta były jakieś rozlazłe, wyzbyte energii - tak specyficznej dla ludzi, którzy musieli o wszystko walczyć. Począwszy od miejsca w przy stole, a skończywszy na drużynie quidditcha.

Dlatego też teraz - choć bardzo tego nie chciała - myślała o tym, że Ślizgoni jednak mają fajnie. Nie muszą udawać świętoszkowatych panienek z wyższych sfer, egzaltowanych i efemerycznych, prawych i wiecznie niedoinformowanych. Mogą z powodzeniem epatować swoimi upodobaniami i głośno mówić o tym, czego chcą, a przy tym nie straszyć okolicznych samców.

— Dobrze, że Dean jest inny — wyrwało się jej.

— Nie wiem czy to dobrze — mruknęła Hermiona, spojrzawszy wymownie na plakat. — I lepiej, żeby Ron nie wiedział, że...

Ginny uciszyła ją machnięciem.

— Nie chodziło mi o to — odburknęła obrażona.

Prychnęła w stronę Hermiony i wygodniej ułożyła się na łóżku.

— Już oddałaś prezent Zabiniemu? — spytała nie bez żalu.

— Tak i zdałam sobie sprawę z kilku rzeczy. — Podniosła jeden palec do góry. — Po pierwsze; Ślizgoni mają nasze prezenty. — Kolejny palec dołączył do tamtego, a Hermiona robiła coraz mądrzejszą minę. — Po drugie; my mamy ich prezenty — zrobiła chwilę ciszy. — Po trzecie; wiem kim jest Mignon...

Ginny parsknęła przerywając jej pełne napięcia wyliczanie.

— Daruj sobie. Może to działa na mojego brata, ale nie zapominaj, że ja jestem tą inteligentną częścią mojej rodziny. — Usiadła na łóżku i wyciągnęła od niechcenia różdżkę. — Powiedz co mam robić.

Hermiona szybko wślizgnęła się na miejsce obok Ginny i rzuciła jej ten sam chytry uśmieszek, którym wcześniej uraczyła Malfoya, Zabiniego i Harry'ego.

— Musisz pomóc mi zwabić Rona na spotkanie z Parkinson — powiedziała niemal jednym tchem.

— Bo? — Ginny zdawała się być po raz pierwszy lekko zdezorientowana.

Wiedziała, że pomiędzy Hermioną i Ronem coś jest, i jest to coś bardzo skomplikowanego, ale mimo wszystkich scenariuszy, które przychodziły jej do głowy, nie mogła pojąć toku rozumowania przyjaciółki. Jak spotkanie Rona i Parkinson miałoby przynieść jakikolwiek pozytywny skutek.

— Kupił mi na święta Historię Magii — warknęła Hermiona w odpowiedzi.

— I?

Hermiona westchnęła. Najwyraźniej nikt nie podążał za jej tokiem rozumowania.

— To może inaczej — powiedziała do siebie. — Obie wiemy, że Harry jest... hm...hm...hm... — Rzuciła Ginny porozumiewawcze spojrzenie.

— Jest nawet bardzo hm...hm...hm... — potwierdziła tamta bez zająknięcia.

— I wiemy obie, że Mignon to Malfoy... — podprowadziła ją.

Ginny przytaknęła coraz bardziej zaciekawiona.

— I obie wiemy, że Ślizgoni mają nasze prezenty... — próbowała dalej.

Gryfonka wciąż patrzyła na nią niepewnie.

I ona twierdzi, że jest tą inteligentną częścią rodziny - jęknęła w duchu Hermiona.

— A Harry ma prezent należący do Malfoya... — dodała widząc, że u Ginny coś świta.

Twarz dziewczyny momentalnie rozjaśniła się, po czym szybko spochmurniała.

— Ale po co w to mieszać mojego brata? — spytała.

Hermiona poczerwieniała lekko.

— Mam już trzy Historie Magii — warknęła. — I każdą kupił mi Ron.

Ginny zachichotała, ale prędko opanowała się, gdy wzrok przyjaciółki przyszpilił ją do ściany.

Chwilę obie milczały, aż w końcu młoda Weasleyówna zadała kolejne nurtujące ją pytanie.

— A Zabini nie jest czasem z Malfoyem?

Hermiona wyszczerzyła się w złowrogim uśmiechu, którego nie powstydziłby się nawet Snape.

— Zabiniego usunie jego własna matka, gdy tylko napiszemy do niej list.



ooo



— Ron, ale nie pójdziemy same wymieniać prezentów — przekonywała Ginny. — Nie uważasz, że to niebezpieczne? A jeśli oni podmienili je specjalnie? A teraz tylko czekają na biedne młode, niewinne, bezbronne... — zaczęła litanię.

Ron jęknął odpędzając się od niej jak od natrętnej muchy. Najchętniej sam oddałby ją Ślizgonom na pożarcie, ale coś mówiło mu, że jego matka mogłaby go trwale uszkodzić, gdyby tylko się o tym dowiedziała. A dowiedziałaby się na pewno.

Jakimś cudem Ginny, która potrafiła wyważyć drzwi, gdy miała zaledwie osiem lat i całą winę zwalić na niego, zawsze była tą biedną owieczką, którą należało bronić. Sam nie zapomniał jednak o tym jak nie dalej jak tydzień temu złożyła go na rękę, ku uciesze reszty Gryfonek z jej dormitorium.

Tylko bliźniacy mieli z nią jakieś szanse, ale nie byli na tyle głupi, by zaczynać.

— Hermiona nie chciała ci mówić, ale też się trochę ich boi... — dodała Gryfonka.

Odurzony czekoladowymi żabami mózg Weasleya wychwycił tylko jedno słowo, ale i tak na tyle ważne, by je powtórzyć.

— Hermiona? — spytał z pełnymi ustami.

Dobre wychowanie Ginny kazało jej skrzywić się, gdy resztki czekolady zaprószyły dywan.

— Tak. Mówiła, że nam pomoże, bo przecież nie możemy iść same. — Wydęła wargi. — Gdyby też Harry przyszedł... — urwała sugestywnie.

Ron wytarł rękawem usta.

— Dobra, będziemy — podjął szybką decyzję.



ooo



— Jak umówimy się ze Ślizgonami? — spytała Ginny, gdy wróciła do dormitorium po spotkaniu z bratem.

Hermiona czekała już rozłożona na jej łóżku.

— Właśnie to załatwiam — odparła tamta.

Samopiszące pióro pracowało nieprzerwanie pełną parą.

Jeśli chcecie odzyskać swoje prezenty, spotkajmy się na Wieży Astronomicznej w południe — zakończyła.

Kropka została postawiona.

— Do Malfoya i Parkinson? — upewniła się Ginny.

Hermiona złożyła pergamin pewnym ruchem.

— Czy kiedyś się pomyliłam?

Ginny wolała tego nie komentować.



ooo



Gdzieś koło północy samonaprowadzające się liściki Hermiony dotarły do zainteresowanych, budzący ich ze snu tych mniej sprawiedliwych.

Rano tego następnego dnia wiadomość została przekazana Ronowi i Harry'emu.

Cały czarodziejski świat oczekiwał południa.



ooo



To było niemal jak w mugolskim westernie. Gdyby nie to, że cała czwórka była czarodziejami. Wieża nie przypominała wcale prerii, a uzbrojeni w różdżki na oczy nie widzieli rewolwerów.

Ron położył na środku wszystkie fanty i zrobił krok do tyłu, mrucząc coś o tym, że zabije Ginny. Harry ścisnął mocniej książkę, ale nie wydobył jej z kieszeni. Obserwował Malfoya, który zbierał powoli odpakowane prezenty i zastępował je tymi, które sam przyniósł.

Teraz przyszła kolej na nich. Ron ponownie podszedł bez słowa na środek Wieży i pierwsze co chwycił to odpiegacz. Popatrzył na buteleczkę pod słońce i już miał coś powiedzieć, gdy Malfoy odchrząknął.

— To nie wszystko — mruknął od niechcenia Ślizgon. — Brakuje jednej książki — dodał równie lekko co stanowczo.

— Chrzani mnie to — odwarknął wściekły Ron. — Dlaczego w buteleczce jest tylko połowa płynu!

Malfoy zaśmiał się, a Parkinson zawtórowała mu.

— Nawet siedemset takich buteleczek i moc samego Merlina nie pomoże Weasleyowi! — zaczął Ślizgon.

— Tysiące kąpieli w sikach hipogryfa mogłoby... — dodała Parkinson i zakrztusiła się od śmiechu.

Ron poczerwieniał jeszcze bardziej niż miał w zwyczaju i, gdy nikt się tego nie spodziewał, wyrwał czekoladowe stringi, które wciąż trzymał Malfoy i wypadł przez otwarte drzwi.

Parkinson wrzeszcząc głośno, wypadła za nim na korytarz. Kilka pięter później wmieszali się w zaciekawiony tłum. Ron w końcu przyciśnięty do ściany popatrzył na trzymane w dłoniach stringi, Parkinson, która właśnie dobiegała do niego i ponownie stringi... Westchnął i wyobraził sobie czekoladowe żaby.

— Ty mój odpiegacz, a ja... — utknęło wraz ze stringami w jego ustach.

Mówią, że pierwszy gryz jest najgorszy - pomyślał i przełknął kęs.

Dobre. - To była kolejna myśl, która zmieszała się z jękiem Parkinson.



A w kolejnym odcinku
euphoria Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 544
Dołączył(a): 8 lut 2011, o 21:56
Lokalizacja: z obsydianowych tęczówek najmroczniejszego z Czarnych Magów

Postprzez Akame » 18 gru 2011, o 00:48

Ok, skomentuję jutro, jak będę bardziej przytomna ;) Dziś powiem tylko - nie bardzo wiedziałam jak to ugryźć, gdyż warunkiem uprzedniej części należącej do Daimon było, że;
" Hermiona pośpieszy przekazać dobrą nowinę, niestety jednak Harry zapadł się pod ziemię."
i zgodnie z tym zakończyłam;
"Gdziekolwiek by szukał, wyglądało na to, że Potter zapadł się pod ziemię. Draco zostawił w holu panikujących iście po gryfońsku Granger i Weasleya, a sam udał się w stronę lochów"
a tutaj, Harry, jak gdyby nigdy nic rozmawia w wieży w Hermioną. Będę musiała wykasować ostatni akapit, aby rozdział dopasować do części trzeciej ;) Reszta rano ;P

Edit:
No, może nie rano, a przed północą... mój leń jest wielki ;]
Tak poza tym jednym poślizgiem, wszystko oczywiście było cacy. Parada Ślizgonów w wieży mnie rozbawiła, musieli czuć się rewelacyjnie pośród tego całego złota i czerwieni. Natomiast Ron uciekający przed Pansy i zjadający jej majty, wyszedł Ci bardzo ronowato ;D Czekałam tylko, aż w jego kierunku poleci jakaś bardzo paskudna klątwa. Rozmowa Ginny i Hermiony przyprawiła mnie o opad szczęki. Granger kombinująca z listem do pani Zabini? Kto ją podmienił i dlaczego od razu na mroczną wersję? ;) Podsumowując ten mój nieskładny komentarz; jestem na tak :D
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Kaczalka » 18 gru 2011, o 19:44

O Merlinie, nawet sobie nie wyobrażacie, jak ja cierpię, gdy mam coś napisać. Naprawdę powinnam zostać przy tym, co mi w miarę wychodzi. Nie bijcie za mocno.
I bardzo bardzo dziękuję Mackom, które czasem knują, czasem krytykują, czasem marudzą, ale kiedy trzeba, potrafią słodko pomyziać :***


Odcinek czwarty


Tymczasem w Wieży Astronomicznej...

— Powtarzam, że brakuje tu pewnej książki — powiedział Malfoy, na co Harry mocniej zacisnął palce na zawartości kieszeni.
Został sam ze swoim problemem i czuł się wyjątkowo bezradny. Przyznać się czy nie, przyznać się czy nie. Gryfońska uczciwość kazała mu oddać poradnik, ale...
— Malfoy, mam do ciebie prośbę — rzucił zupełnie bezmyślnie, kierowany wyłącznie intuicją.
— Ty? Do mnie? — Malfoy patrzył na niego wyzywająco, śmiejąc się bezczelnie.
— Tak.
— No to masz problem, bo twoje prośby mało mnie obchodzą. Chcę tylko wiedzieć, co się dzieje z moim poradnikiem.
— Znalazłem go przypadkowo... pod choinką — przyznał Harry wbrew kłującemu uczuciu w dole brzucha. — Malfoy... może zgodziłbyś się, żebym go zatrzymał? — zapytał, bo już sam nie wiedział, jak sobie poradzić z tą absurdalną sytuacją.
Malfoy na moment zaniemówił. Tego chyba się nie spodziewał. Jednak wyjątkowo szybko twarz rozjaśnił mu uśmiech. Bardzo wredny i bardzo ślizgoński.
— A co proponujesz w zamian? — Jego głos ociekał wręcz sarkazmem i oczekiwaniem przyszłych przyjemności.
— No nie wiem. — Harry miał pustkę w głowie, ale bardzo chciał zatrzymać poradnik. — Może... dam ci się pokonać na następnej obronie przed czarną magią? — zaproponował nieśmiało.
— Oszalałeś?! Tyle to ja mogę własnymi siłami — sprzeciwił się Malfoy trochę na wyrost, ale Harry naprawdę nie chciał się z nim teraz spierać. — Znasz bajkę o trzech życzeniach? — przerwał na chwilę, ale widok zupełnie zdezorientowanej miny Harry’ego najwyraźniej zmotywował go do dalszych wyjaśnień. — Matka opowiadała mi ją, kiedy byłem dzieckiem. Otóż kiedyś pewien czarodziej czystej krwi, zubożały po niesłusznym osadzeniu na rok w Azkabanie za domniemane malwersacje, postanowił zająć się wędkarstwem. A że mieszkał w Hogsmeade, najbliżej miał do naszego jeziora. Prawdziwych ryb tu nie ma, o czym wszyscy wiedzą, ale ów czarodziej był uparty jak na czystokrwistego przystało. Potter, nudzę cię?
Harry zamrugał, wytrącony z błogostanu, w jaki wprowadził go spokojny i monotonny głos Malfoya.
— Eee... nie, mów dalej. To ciekawe — wydukał, modląc się w duchu, by jego słowa zabrzmiały wiarygodnie.
Może i nie zabrzmiały, ale Malfoy tak się nakręcił, że nie potrzebował większej zachęty.
— No więc temu czarodziejowi wreszcie się poszczęściło. Wyłowił... Wielką Kałamarnicę. — Malfoy umilkł, czekając na rekcję. Nie doczekał się, więc kontynuował: — Kałamarnica poprosiła czarodzieja o darowanie jej życia, w zamian obiecując, że spełni jego trzy życzenia.
Malfoy umilkł. Harry dopiero po kilku minutach zorientował się, że nie słyszy jego głosu.
— I co dalej? — zapytał ospale. Już prawie leżał na kamiennej posadzce wieży, nie czując jej chłodu, ogrzewany tonem głosu Malfoya.
— No jak to co? Kałamarnica spełniła jego życzenia.
— Jakie?
— Jak to jakie? Normalne. Dużo pieniędzy, dużo władzy i dużo seksu.
Harry uniósł się na łokciach. Coś w głosie Malfoya go zaniepokoiło.
— Eee... a co to ma wspólnego z nami? — zapytał oszołomiony.
— Potter, chcesz tę książkę czy nie?
— Chcę! — krzyknął Harry, ale zaraz się zreflektował. — To znaczy... Czego ty w ogóle ode mnie żądasz?
— Żebyś spełnił moje trzy życzenia — oświadczył Malfoy z dumą typową jedynie dla skrajnych egoistów. — I co? Zgadzasz się? Będziesz moją złotą kałamarnicą?
Harry poderwał się na równe nogi i niewiele myśląc... wybiegł z Wieży Astronomicznej. Razem z nieswoją książką.

***

Reszta dnia upłynęła Harry’emu bardzo szybko. Zawsze tak się działo, kiedy intensywnie nad czymś myślał. Spacerował po błoniach i zapomniał nawet o kolacji, co się zdarzało jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Jednak nie zmarnował czasu, gdyż powziął pewne postanowienia. W końcu mieli święta, niedługo rozpocznie się nowy rok, a to najlepszy czas na wprowadzanie zmian w swoim życiu.
— Hermiono! — zawołał, kiedy tylko wszedł do pokoju wspólnego. — Hermiono!
— Przestań wrzeszczeć, dzieci śpią — upomniała go przyjaciółka, niczym duch wyłaniając się zza zakrętu na schodach prowadzących do dziewczęcych sypialni. Miała na sobie długą nocną szatę i wyglądała... jak Szara Dama. Harry wzdrygnął się mimowolnie. Już od dawna podejrzewał, że Hermiona nie jest całkiem normalna, teraz jednak miał na głowie większe problemy. Książka w kieszeni niemal parzyła go w biodro, ale dziwnym zbiegiem okoliczności nie czuł się winny, że nie oddał jej prawowitemu właścicielowi. Miał niejasne wrażenie, że on zrobi z niej lepszy użytek.
— Znasz się na bajkach? — zapytał wprost.
Hermiona obrzuciła go pełnym wyższości spojrzeniem.
— Oczywiście. Ja się znam na wszystkim.
— A tę o trzech kałamarnicach i życzeniu czytałaś?
— Harry, co się wydarzyło w Wieży Astronomicznej? I gdzie jest Ron?
— Nie wiem. Pewnie niedługo wróci. Ale ja mam teraz na głowie większy problem. Powiesz mi, co z tą bajką?
Harry usiadł na kanapie stojącej w pobliżu wygasłego już kominka. Książka w kieszeni uwierała go, nieustannie przypominając, że dzisiaj nie zachował się jak Gryfon i stchórzył.
— Harry, ta bajka jest mugolska, przynajmniej w pierwotnej wersji — powiedziała Hermiona, przysiadając obok niego na kanapie. — O co ci chodzi? Mieliście wymienić się ze Ślizgonami prezentami.
— I właśnie to chcę zrobić — przyznał Harry nie do końca zgodnie z prawdą. — Ale Malfoy...
— Co Malfoy? Oszukał cię? Pobił? Rzucił jakąś klątwą?
— Nie! On tylko... opowiedział mi bajkę.
— Bajkę?
— O kałamarnicach, złocie i życzeniach.
— To jakieś bzdury. Nie ma takiej bajki. Posłuchaj, w „Historii Hogwartu” czytałam, że kiedyś, dawno temu...

***

Leżąc już w łóżku w swoim dormitorium Harry wreszcie miał okazję wszystko przemyśleć. O dziwo teraz nie chciało mu się spać. Gryzły go wyrzuty sumienia, lecz jednocześnie cieszył się, że ciągle ma książeczkę Malfoya. Z jednej strony czuł się źle, bo zachował się jak... oszust (żeby nie powiedziec Ślizgon), ale z drugiej mógł nadal korzystać z poradnika. Wiedział, że słono za to zapłaci. Po głowie ciągle krążyły mu słowa Hermiony na temat bajki o trzech życzeniach, nie trzech kałamarnicach, jak mu wyjaśniła. Wpakował się w niezłe bagno, ale dziwnym trafem wcale go to nie martwiło. Czego Malfoy mógł od niego zażądać? Cokolwiek by to nie było, na pewno sobie poradzi.
Westchnął i otworzył książkę na trzeciej stronie.
Wyobraź sobie, czego ON pragnie.
A potem postaraj się mu to dać.
Zacznij od drobiazgów.

Drobiazgi? Znając Malfoya te trzy życzenia na pewno nie będą łatwe do spełnienia, ale Harry był gotów się poświecić.
Zamknął poradnik, wsunął go pod poduszkę i zasnął z uśmiechem na ustach.

***

Uśmiech na twarzy Draco Malfoya, wracającego raźnym krokiem do lochów, prezentował się zdecydowanie szerzej. Zły humor, towarzyszący mu cały dzień, zniknął jak po machnięciu różdżką. Może utrata prezentu wyjdzie mu jeszcze na dobre? Potter był idiotą i Draco miał zamiar wykorzystać ten fakt bezlitośnie. Co by tu na początek?...
Przez głowę przeleciało mu dziesięć różnych pomysłów.
Spektakularna przegrana w quidditcha? Nie, sezon już się skończył.
Całkowita klapa na eliksirach? Też nie, to przecież norma od kilku lat.
Wspólna kąpiel w jeziorze o północy? Nie, nie, ta przeklęta kałamarnica istniała nie tylko w bajkach.
Może kazać mu ogolić się na łyso? Cóż, ale włosy Pottera wcale nie były takie złe.
A może...
I tu Draco zatrzymał się jak wryty. Że też wcześniej nie przyszło mu to do głowy! Naprawdę był geniuszem.

***

Czekolada to czekolada, nieważne w jakiej formie się ją spożywa, pomyślał Ron, przełykając ostatni kawałek stringów. Za to noszenia ich na tyłku i... tego nie mógł sobie wyobrazić. Pewnie by się roztopiły i posklejały... Nie, nie, nie. Parkinson była na wskroś zepsuta.
Stała teraz przed nim, jednocześnie oniemiała i wściekła.
— Ty obrzydliwy, rudy, żarłoczny, pieg... profanie! — rozdarła się na cały głos, gdy tylko minął pierwszy szok. — Zapłacisz mi za to!
— Już zapłaciłem. Zużyłaś połowę mojego odpiegacza! — zripostował Ron, zlizują z ust słodką masę.
— Czy ty sobie wyobrażasz, ile one kosztowały? Najnowsza kolekcja, prosto z Francji! Były warte więcej niż całe hektolitry tej tandetnej mikstury. Która nic a nic nie działa!
Ron przez chwilę bez słowa przyglądał się Ślizgonce i nagle go olśniło.
— Parkinson, a gdzie ty w ogóle masz te piegi? — zapytał. — Bo przecież nie na twarzy.
— Co... jak śmiesz?! Jesteś nieokrzesany, wulgarny, zboczony...
— Tak, tak — przerwał jej Ron lekceważąco. — To ja zażyczyłem sobie gaci z czekolady.
Pansy zarumieniła się, potem zbladła, aż wreszcie odzyskała normalne kolory.
— Dosyć tego! Najbliższa wyprawa do Hogsmeade. Zrekompensujesz mi jakoś stratę prezentu. Ani słowa — uniosła rękę, ucinając protest Rona. — I dobrze ci radzę, zacznij zbierać galeony.
Odrzuciła do tyłu włosy, obróciła się na pięcie i dumnym krokiem ruszyła przed siebie.
Ron przez chwilę stał trochę oszołomiony, ale zaraz uśmiechnął się pod nosem. Czyżby tak wyglądały ślizgońskie zaloty?

***
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez Ka » 18 gru 2011, o 22:51

Kaczalko, ten fragment po prostu bije wszystko:

Otóż kiedyś pewien czarodziej czystej krwi, zubożały po niesłusznym osadzeniu na rok w Azkabanie za domniemane malwersacje, postanowił zająć się wędkarstwem. A że mieszkał w Hogsmeade, najbliżej miał do naszego jeziora. Prawdziwych ryb tu nie ma, o czym wszyscy wiedzą, ale ów czarodziej był uparty jak na czystokrwistego przystało. No więc temu czarodziejowi wreszcie się poszczęściło. Wyłowił... Wielką Kałamarnicę. Kałamarnica poprosiła czarodzieja o darowanie jej życia, w zamian obiecując, że spełni jego trzy życzenia.
— I co dalej?
— No jak to co? Kałamarnica spełniła jego życzenia.
— Jakie?
— Jak to jakie? Normalne. Dużo pieniędzy, dużo władzy i dużo seksu.
(...)
— I co? Zgadzasz się? Będziesz moją złotą kałamarnicą?

:hahaha:
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez Akame » 18 gru 2011, o 23:21

Wiesz co, Kaczalko, ktoś powinien klepać Cię w potylicę za każdym razem, gdy twierdzisz, że nie potrafisz pisać, tak dla Twojego dobra, aby ta obluzowana klepka odpowiedzialna za wygadywanie takich bzdur, wróciła na swoje miejsce ;P
Opowieść o trzech kałamarnicach i życzeniu... :lol2: Potter potrafi, to trzeba mu przyznać, ale Draco też :D Czarodziejska wersja bajki o złotej rybce, druzgocąca. Ja po prostu widziałam tego rybaka, tę wędeczkę i... Wielką kałamarnicę na niej. Nie wiem kto Draco opowiedział tę bajkę, ale śmiem twierdzić, że powstała na potrzeby chwili i wymuszenie na Harrym trzech życzeń :hahaha:
— Jak to jakie? Normalne. Dużo pieniędzy, dużo władzy i dużo seksu.

Kasę Potter ma, władzę będzie miał, w przyszłości, a z seksem nie widzę żadnego problemu :D Właściwie Draco nie powinien dużo myśleć, tylko zażądać; seksu, seksu i jeszcze więcej seksu :devil: Naprawdę, jestem bardzo ciekawa, co wymyśli przebiegły Ślizgon ;>
Tegoroczna feta, podoba mi się coraz bardziej. Brak oczywistego absurdu, za to świetny humor i fabułą, którą zapoczątkowała Daimon, po prostu robią swoje :D
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Sette » 18 gru 2011, o 23:33

Tak, Kaczalko, do myziania mackami to Ty masz, widzę, od dawna nieskrywaną słabość :P "Romance with tentacles"
Sette Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 267
Dołączył(a): 28 wrz 2011, o 22:37
Lokalizacja: Na pulchnej różowej chmurce

Postprzez MargotX » 18 gru 2011, o 23:37

Akame, popieram w 100%, napisałaś to tak, że mogłabym skopiować i wkleić :D <to się nazywa lenistwo>
Ale fakt, uważam, że świetny humor jest największym plusem tej fety, do tego bardzo ciekawe wątki, które są coraz większym wyzwaniem dla kolejnych piszących. Dla nas, czytelników, to same korzyści ;)

A przypowieść Dracona o Kałamarnicy i trzech życzeniach mogłaby być materiałem na całkiem niezłą, samodzielną miniaturkę 8-) Kaczalko, to majstersztyk :D
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez byarenlight » 18 gru 2011, o 23:38

Wszyscy tu o Kałamarnicy, a ja wyróżnię to zdanie:
Może kazać mu ogolić się na łyso?

Normalnie padłam. Malfoy i jego pomysły.
Kurczę, Kaczalko, wspaniale Ci to wyszło, bardzo mi się podobało. Świetny styl i poczucie humoru.
- Ty byłaś kiedyś nastolatką. Powiedz, jak mam sobie poradzić z Astor?
- Spróbuj z nią porozmawiać.
- Kiedy ostatnio próbowałem, powiedziała, że mnie nienawidzi i przeniosła się do Orlando.
- To teraz masz drugą szansę. Podziel się z nią czymś... Co robiłeś w jej wieku...
- Zabiłem psa sąsiadów.
- Tego lepiej jej nie mów.
byarenlight Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 9 sie 2011, o 20:07
Lokalizacja: względna

Postprzez Miss Black » 19 gru 2011, o 00:22

Jestem nietrzeźwa, więc nie wypada mi komentować. Ograniczę się tylko do jednego: Eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej! Ale przecież Ron jest z Hermioną?!
No i genialny rozdział!!! Cudo. Zwłaszcza to:
"— Znasz bajkę o trzech życzeniach? — przerwał na chwilę, ale widok zupełnie zdezorientowanej miny Harry’ego najwyraźniej zmotywował go do dalszych wyjaśnień. — Matka opowiadała mi ją, kiedy byłem dzieckiem. Otóż kiedyś pewien czarodziej czystej krwi, zubożały po niesłusznym osadzeniu na rok w Azkabanie za domniemane malwersacje, postanowił zająć się wędkarstwem.".
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez daimon » 19 gru 2011, o 21:25

Kaczalko! To było świetne! Naprawdę. Nie waż się więcej gadać bzdur na temat swojego pisania. Zgadzam się z Tobą tylko co do jednego, mianowicie stwierdzenia na temat Macek. Są strasznym knowaczem, ale gdy trzeba potrafią pomyziać. Prawda! A wracając do tematu właściwego: zgrabnie napisane, banan nie schodził mi z buzi normalnie! Draco opowiadający bajki - urocze samo w sobie. Ale bajka o Kałamarnicy i trzech życzeniach?! Genialne! I na dodatek jak ładnie komponuje się z poradnikiem Harry'ego, który radzi mu spełniać zachcianki ukochanej osoby. Nowe pomysły, humor, klimat, a wszystko to w świetnym stylu. Dziękuję za kolejną odsłonę dobrej zabawy. I weny na przyszłość!

Buźka
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Aevenien » 19 gru 2011, o 21:34

HA! Mówiłam! Kaczalko, już się nie wykręcisz od pisania! :mackigreen:
Za to teraz ja będę marudzić, bo ten odcinek był świetny i poprzeczka wisi tak wysoko, że mimo nowych soczewek jej nie widzę. No naprawdę, bajka o złotej kałamarnicy, tego nic nie przebije!
— No jak to co? Kałamarnica spełniła jego życzenia.
— Jakie?
— Jak to jakie? Normalne. Dużo pieniędzy, dużo władzy i dużo seksu.

Tak, trzeba mieć w życiu priorytety :D
I tu Draco zatrzymał się jak wryty. Że też wcześniej nie przyszło mu to do głowy! Naprawdę był geniuszem.

Za to akurat Cię nie lubię!
— Co... jak śmiesz?! Jesteś nieokrzesany, wulgarny, zboczony...
— Tak, tak — przerwał jej Ron lekceważąco. — To ja zażyczyłem sobie gaci z czekolady.

Lubię takiego Rona, brawo!
W ogóle bardzo mi się podobało, o czym dobrze już wiesz. Idę marudzić wszystkim, że nie wiem, co napisać ;)
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Aevenien » 22 gru 2011, o 20:18

Nie wiem, co mnie podkusiło i czemu zapomniałam, że nie umiem pisać. Czyżby macki zwróciły się przeciwko mnie? XD W każdym razie mam nadzieję, że jakoś przeżyjecie. Dai i Ka bardzo dziękuję za wsparcie i cenne uwagi, resztę przepraszam za marudzenie i cóż, zapraszam na piąty odcinek. Stężenie absurdu starałam się ograniczyć, ale wyszło jak wyszło, wybaczcie.


ODCINEK PIĄTY, w którym kilka rzeczy się wyjaśni, kilka zagmatwa, a kilka nadal pozostanie tajemnicą ;)




Następnego dnia Draco dalej trwał w niemym (no może nie do końca niemym, możliwe, że wspomniał mimochodem kilku bądź kilkunastu osobom o swoim pomyśle) zachwycie nad swoim geniuszem. Wiadomo, każdy miał lepsze i gorsze pomysły, tak jak na przykład jego pierwsza koncepcja, trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że koncepcja ta była bardzo ulotna, która zakładała zażądanie w ramach jednego życzenia większej ilości życzeń. Tak, Draco niemal się rumienił na to wspomnienie, ale każdy może popełniać jakieś błędy, nawet on. Zresztą nikt inny o tym nie wiedział, więc równie dobrze mógł udawać, że to zdarzenie nigdy nie miało miejsce. Draco miał cudowną zdolność do ignorowania niewygodnych faktów, którą doskonalił już od lat.
W każdym razie sowa została wysłana i teraz mógł tylko czekać, aż Potter zjawi się w umówionym miejscu. Bo na to, że zjawi się o umówionej godzinie nie liczył ani przez chwilę, słusznie jak się okazało. Pięć minut po czasie nadbiegł zdyszany i rozczochrany Potter. Na dodatek poślizgnął się w korytarzu i omal na niego nie wpadł. Draco westchnął, wznosząc oczy ku niebu, a raczej sufitowi, w niemej prośbie, żeby jakaś siła wyższa doceniła jego poświęcenie.
— Potter — syknął zirytowany. — Spóźniłeś się.
Potter rzucił mu wyzywające spojrzenie.
Draco uśmiechnął się złośliwie.
Potter lekko spochmurniał.
Draco zachichotał w duchu i przerwa tę niemą wymianę zdań.
— Mam nadzieję, że zabrałeś ze sobą wystarczającą ilość galeonów, czeka nas długi dzień — poinformował go i ruszył w kierunku wyjścia, zastanawiając się, czemu, na Salazara, Potter tak bardzo chciał ten jego poradnik. Musiał to z niego jakoś wyciągnąć, a plan polegający na zmęczeniu przeciwnika, przeczołganiu go po sklepach, zmiażdżeniu ciętymi ripostami i zdarciu z niego ostatniego knuta zapowiadał się na wspaniałą zabawę. A kiedy Potter będzie już wystarczająco wytrącony z równowagi, Draco przejdzie do ataku.

***

Harry poczuł wielką ulgę, kiedy dostał sowę od Malfoya z informacją, że w ramach pierwszego życzenia ma go zabrać na zakupy świąteczne do Hogesmead. Harry spodziewał się czegoś sto razy gorszego, poniżającego i potencjalnie niebezpiecznego. Ale zakupy? To dla niego pikuś.
Jednak kiedy przybiegł odrobinę spóźniony i zobaczył minę Malfoya, przypomniał sobie, że zrobił bardzo poważny błąd. Zapomniał, że Malfoy był Ślizgonem. I zapomniał, że najważniejsza była stała czujność. Nie wziął też pod uwagę, że Malfoy może mieć na myśli coś zupełnie innego niż on sam.
Bo Harry przez słowo „zakupy” rozumiał wejście do jednego sklepu, no najwyżej dwóch, kupienie potrzebnej rzeczy i wyjście. I w tym miejscu ich definicje tego słowa mocno się rozmijały. Ponieważ Malfoy najwyraźniej uważał, że zakupy oznaczają odwiedzenie wszystkich sklepów, wykupienie połowy zawartości, o ile spełniała wysoce wygórowane wymogi, poinformowanie wszystkich o tym, że druga połowa wyżej wymienionych wymogów absolutnie nie spełnia, doprowadzenie w trakcie tego procesu do płaczu kilku sprzedawców i po otrzymaniu rachunku wręczenie go Harry’emu, z rzuconym nonszalancko: „Zapłać”.
W pierwszym sklepie Malfoy zakupił kilka drobiazgów, których Harry przeznaczenia niestety nie odszyfrował. Ich drugim przystankiem było natomiast Centrum Eleganckiej Odzieży. Malfoy wybrał kilka rzeczy i udał się do przymierzalni. Harry próbował dyskretnie rzucić okiem do trzymanych paczek, żeby dowiedzieć się do czego może służyć ten dziwny przedmiot w zielonej torebce, ale nie zdążył, bo jego uwagę przykuła scena rozgrywająca się tuż przed nim. Malfoy mianowicie wychyną z przymierzalni, pstryknął palcami i kiedy natychmiast pojawił się obok niego sprzedawca, zażądał od niego innego rozmiaru. Czego i jaki to miał być rozmiar Harry nie zarejestrował, bo Ślizgon miał na sobie obcisłe skórzane spodnie i do połowy rozpiętą koszulę. Harry miał małe problemy z odwróceniem wzroku, ale na szczęście asystent szybko pojawił się z nową koszulą i Malfoy zniknął z powrotem w przymierzalni. Harry odetchnął głęboko, potrząsnął głową i spróbował myśleć o czymś innym. O, na przykład to arystokratyczne pstryknięcie było całkiem fajne. Odstawił trzymane pakunki i spróbował pstryknąć palcami. Kiedy za piątym razem dalej mu to nie wychodziło (być może dlatego, że rozglądał się cały czas nerwowo na boki, a jego myśli uparcie wracały do spodni, naprawdę opiętych spodni Malfoya...), postanowił, że spróbuje ostatni raz i da sobie spokój, Oczywiście Ślizgon wybrał sobie akurat ten moment, żeby wyjść z przymierzalni w nowym stroju. Kiedy jego wzrok spoczął na Harrym, który zamarł w nieudolnej próbie władczego pstryknięcia, Malfoy wybuchnął śmiechem. O dziwo, nie był to śmiech ironiczny czy złośliwy i gdyby był to ktoś inny, Harry odważyłby się na stwierdzenie, że zabrzmiało to… szczerze. Tymczasem asystent westchnął głośno i oblizał wargi, wpatrując się w Malfoya.
W Harrym coś się zagotowało. Co ten sprzedawczyk sobie wyobrażał?! Tak się gapić na klientów? To było karygodne! Odchrząknął więc głośno, piorunując chłopaka wzrokiem. Biedny asystent zmalał jakby pod spojrzeniem Harry’ego i ulotnił się szybko.
Harry kiwnął z satysfakcją głową, nie zauważając zaintrygowanego spojrzenia Malfoya. Zapłacił horrendalny rachunek i ruszyli dalej.
W piątym sklepie Harry odważył się zaprotestować, kończyły mu się już pieniądze, a na dodatek ilość toreb stanowczo przekraczała objętość jego ramion, Malfoy spojrzał na niego z oburzeniem.
— Nie wiedziałem, że jesteś taki skąpy, Potter1.
Harry westchnął i ruszył za nim do następnego sklepu, obładowany jak wielbłąd i zbliżający się do stanu „biedny jak mysz kościelna”. Na dodatek trauma spowodowana wydawaniem zbyt dużej ilości pieniędzy na zupełnie niepotrzebne rzeczy, które na dodatek były przeznaczone dla kogoś, kto pomijając jego drobne wątpliwości odnośnie tego statusu, był jego największym wrogiem, objawiła się tym, że miał niezdrową skłonność do formułowania swoich myśli przy użyciu przysłów. Dlatego teraz wlókł się jak żółw, głodny jak wilk, marząc o zjedzeniu konia z kopytami. Malfoy natomiast puszył się jak paw, łaskawie pozdrawiając mijających ich przechodniów.
Na szczęście zanim Harry padł na twarz ze zmęczenia, Malfoy oświadczył, że ma już wszystko, czego potrzebuje, a raczej, że nie spodziewa się znaleźć w tych sklepach rzeczy, których mu jeszcze brakowało.
Harry ucieszyłby się tym stwierdzeniem, gdyby nie to, że Malfoy zażądał obiadu, w ramach rekompensaty za niesatysfakcjonujące zakupy. Z jednej strony świetnie, bo Harry umierał z głodu, ale z drugiej spędzenie kolejnych kilku godzin w towarzystwie Ślizgona, który świetnie się bawił jego kosztem nie było jego ulubioną formą spędzania czasu. Ale słowo się rzekło, hipogryf u płotu.

***

Draco musiał przyznać, że być może jego plan miał pewne niedociągnięcia. Sam pomysł był oczywiście genialny, ale Potter — jak zwykle — zachowywał się zupełnie inaczej, niż Draco mógłby się spodziewać. Przede wszystkim nie marudził zbytnio w sklepach. Targał wszystkie paczki z miną cierpiętnika, ale na jego twarzy malowała się tak dobrze znana Draco determinacja. Co prawda z każdym wydanym galeonem mina cierpiętnika zdawała się pogłębiać, jednak determinacja rosła w tempie odwrotnie proporcjonalnym. A tego Draco nie przewidział.
I tym sposobem pięć godzin później miał już prezenty dla całej rodziny, dalszej rodziny i kuzynów w trzeciej linii, których imion nawet nie pamiętał. Kupił też wszystkie potrzebne drobiazgi i masę tych zupełnie niepotrzebnych. I jeszcze trochę więcej rzeczy, których nie potrzebował.
Zaskoczyła go też scena w Centrum Eleganckiej Odzieży, kiedy Potter autentycznie prawie warknął na sprzedawcę, który wpatrywał się w Draco w wysoce niestosowny sposób. To było… miłe? Draco nie był pewien, co o tym myśleć.
Dlatego też zrzucił zaproszenie na obiad na karb wytrącenia z równowagi zachowaniem Pottera, który nigdy nie trzymał się przyjętych schematów.
Gryfon rzucił mu oczywiście pełne zdumienia spojrzenia, ale mimo zdeterminowanej postawy szał zakupów musiał dać mu nieźle w kość, bo zgodził się bez większego wahania.
I po raz kolejny tego dnia — to już naprawdę przestawało być zabawne — Draco się rozczarował. Może nie było to jakoś wyjątkowo nieprzyjemne rozczarowanie, ale na pewno było bardzo niepokojące. Bo w trakcie obiadu naprawdę dobrze się bawił. Oczywiście nie zapomniał o swoim zadaniu i kiedy łaskawie zaoferował, że zapłaci rachunek2 — co miało ostatecznie dobić Pottera i zrównać z ziemią jego opanowanie i czujność — nie był w stanie przejść do pieczołowicie zaplanowanej ofensywy, polegającej na wyciągnięciu z Pottera, czemu tak uparł się na jego poradnik. Zdenerwowało go to niepomiernie, ale w ostatnim przebłysku ślizgońskiego rozsądku zażądał udania się do Miodowego Królestwa na deser, mając nadzieję, że zimnie powietrze go nieco otrzeźwi i będzie mógł kontynuować swój podstępny plan.

***


W tym samym czasie równie nieszczęśliwy Ron wpatrywał się w Pansy Parkinsson, która wchłaniała olbrzymie ilości najlepszych i najdroższych czekoladowych przysmaków. A on miał za to wszystko zapłacić. Dzięki Godrykowi, że Harry wsunął mu przed wyjściem kilka złotych monet do kieszeni, rzucając coś w stylu: „To z funduszu do zwalczania podstępnej działalności Ślizgonów”. Harry był naprawdę jego najlepszym przyjacielem.
Szczęście uśmiechało się tego dnia do Rona wyjątkowo, bo okazało się, że czekolada miała na Pansy bardzo dobry wpływ. Bo po dwóch babeczkach, kawałku tortu i eklerku Ślizgonka rozmarzyła się błogo, zamówiła porcję lodów czekoladowych z wiórkami czekoladowymi i uśmiechnęła do niego.
Ron o mało nie zleciał z krzesła na ten widok. Niedobrze, węszył jakiś podstęp.
— No dobra, Wiewiór. Powiedźmy, że prawie wybaczyłam ci zjedzenie mojego prezentu. Prawie. Dlatego kiedy będę dalej jeść moje pyszne lody, możesz zdradzisz mi kilka sekretów o twojej dziewczynie. W łóżku też jest taka przemądrzała? Czy może…
No to zaczęło się, pomyślał Ron z rezygnacją. Teraz już nie da mu spokoju. Chociaż może zasłodzi się tym wszystkim na śmierć? Albo może chociaż ją zemdli? Odrobinę? Ech.
— To nie twoja sprawa — rzucił więc ostro. — Lepiej powiedź mi, od kogo były te stringi — odgryzł się.
Pansy wzruszyła ramionami i oblizała łyżeczkę.
— Proszę, proszę, nie spodziewałam się tego po tobie. Niech będzie, zmiana tematu. Powiedz w takim razie, co kupiłeś Pannie-Wiem-To-Wszystko na święta?
— Historię Hogwartu — mruknął Ron, wiedząc, że nie był to najoryginalniejszy pomysł, ale naprawdę, był zdesperowany, nie wiedział jaką inną książkę kupić, te tytuły były takie skomplikowane, a poza tym co jeśli Hermiona to już czytała? Historia Hogwartu była bezpiecznym wyborem, w końcu Hermiona uwielbiała zamęczać ich cytatami z tej właśnie książki.
Pansy spojrzała na nim z politowaniem.
— Naprawdę? To po prostu żałosne, Weasley, żałosne! Przecież to samo dostała rok temu i dwa lata temu? Nawet ja o tym wiem, a uwierz mi, wcale nie chciałam o ty, wiedzieć. Czy u was głupota idzie w parze ze sklerozą?
Ron popatrzył na nią ze zgrozą, uświadamiając sobie, że Ślizgonka ma rację.
Pansy skończyła lody i znowu na jej twarzy pojawił się błogi uśmiech.
— Ta czekolada ma na mnie zły wpływ — mruknęła. — Co oznacza, że zrobię coś bardzo nietypowego i dam ci małą radę, Wiewiór. Kup jej coś innego. Ja na przykład chciałabym dostać perfumy albo biżuterię. Ewentualnie seksowną bieliznę.
Ron zszokowany tym przejawem dobroci zanim zdążył pomyśleć, uśmiechnął się do niej z wdzięcznością, a potem doszło do niego znaczenie ostatnich słów i zaczerwienił się mocno. I w tym momencie rozległ się złowieszczy szept:
— Ronaldzie Weasley!
Ron rozejrzał się dookoła zdziwiony, bo był pewien, że ten głos należy do Hermiony, ale nigdzie jej nie widział. Chyba nie śledziła go w pelerynie niewidce… To nie było w jej stylu. Może tylko mu się wydawało.
Pansy natomiast niezrażona chwilowym brakiem uwagi, zajadała się budyniem czekoladowym, kontynuując listę prezentów.
— Co by tu jeszcze, gdybym wiedziała, co ona lubi byłoby mi łatwiej… Może kajdanki? Ja bym się ucieszyła z tego prezentu…
Ron rozmyślał gorączkowo. Jeśli Hermiona w rzeczywistości siedziała tuż obok i słuchała właśnie jak Pansy zastanawia się, co mogłoby urozmaicić ich bez wątpienia nudne pożycie seksualne… To by była katastrofa. Musiał coś zrobić.
— Eee, Parkinson, to bardzo miło z twojej strony, ale jak już zapomniałaś o stringach, to ja już będę się zbierać… — Zaczął wstawać.
— Siadaj! — warknęła Pansy i Ron usiadł posłusznie, rozglądając się po bokach coraz bardziej zdenerwowany.
— Skoro nie kajdanki, to może pejcz? Chociaż chyba sobie tego nie wyobrażam — ciągnęła Pansy. — Czy ja cię nudzę, Weasley? Nie mogę pojąć, czemu wgapiasz się w pustą przestrzeń za tym krzesłem. Mózg ci się przegrzał i zawiesił? Ja rozumiem, że mówię o rzeczach, które są dla ciebie całkowitą abstrakcją, ale doceniłbyś to, że próbuję ci właśnie pomóc i nauczyć cię czegoś nowego. Będziesz słuchał czy nie?
— Nie! To jest tak, eee…
Ron miał ochotę zapaść się pod ziemię. I kiedy już chciał z desperacji po prostu uciec z Miodowego Królestwa został uratowany. Chociaż na dłuższą metę raczej się z tego nie ucieszył.
Przy ich stoliku pojawiła się nagle Hermiona, ściągając pelerynę3 niewidkę Harry’ego.
— Jak śmiesz! — krzyknęła oburzona dziewczyna i nie zastanawiając się wiele dłużej, przywaliła Ronowi opasłym tomiskiem Historii Howgartu prosto w głowę.
Ron najpierw zobaczył gwiazdy, potem się zdziwił — czy ona naprawdę wszędzie nosiła ze sobą Historię Hogwartu? — a na koniec poczuł mocny ból i nie omieszkał obwieścić to całemu światu.
— Ała! — wrzasnął rozdzierająco.
— Boli? I dobrze! — Hermiona chyba dopiero się rozkręcała. — Co ty sobie myślałeś, przychodząc tu z tą… tą… lafiryndą! — wykrztusiła w końcu z triumfem. — Jak śmiesz, rozmawiać z nią o takich rzeczach! Co ty sobie wyobrażasz!
— Ha — ucieszyła się Pansy. — Pejcz będzie jednak idealny!
Hermiona zmroziła ją wzrokiem.
Pansy w ogóle się tym nie przejęła.
— Wyczuwam tu ogromną chęć dominacji, Weasley, na twoim miejscu zaczęłabym się cieszyć. Albo bać. — Mrugnęła do Hermiony.
Na twarzy Gryfonki pojawił się ciekawy wyraz rozbawienia, pomieszanego z chęcią przywalenia Historią Hogwartu jeszcze co najmniej jednej osobie.
I w tym momencie do Miodowego Królestwa wkroczył Malfoy, a za nim obładowany do granic możliwości Harry.
— Draco — ucieszyła się jeszcze bardziej Pansy. — Nie uwierzysz, jak ci opowiem, co się właśnie stało.
Draco nie wierzył, owszem. Nie wierzył jednak nie w to, czego jeszcze nie zdążyła mu opowiedzieć Pansy, ale w to, że jego plan legł w gruzach po raz kolejny tego dnia i tym razem naprawdę ostatecznie.

***

Harry usłyszał głos Parkinsson, ale jej nie zobaczył, bo paczki i torby przysłaniały mu prawie całe pole widzenia. Kiedy udało mu się wyswobodzić jakoś z naręcza prezentów jego oczom ukazał się dosyć ciekawy widok. Ron, czerwony jak burak stał obok stolika jak słup soli, Pansy siedziała przy stoliku, na którym piętrzyły się puste talerzyki i pucharki, Hermiona ściskająca jakieś opasłe tomisko stała obok, a Draco nie zdążył jeszcze podejść bliżej, bo wpatrywał się w zastaną scenkę z lekką podejrzliwością. Zaraz, zaraz, czy on właśnie pomyślał o Malfoyu Draco?


__________________________________
1. Dzięki, Byaern :)
2. Ka, specjalnie dla Ciebie ;)
3. Dai, mówisz masz :D

Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez MargotX » 22 gru 2011, o 20:46

Zaklepuję miejsce, bo nie dam rady w tej chwili wrzucić kilku słów, ale napiszę :D

No ok, będzie beznadziejnie, ale słowo się rzekło :P

Cytat odcinka:
— No dobra, Wiewiór. Powiedźmy, że prawie wybaczyłam ci zjedzenie mojego prezentu. Prawie. Dlatego kiedy będę dalej jeść moje pyszne lody, możesz zdradzisz mi kilka sekretów o twojej dziewczynie. W łóżku też jest taka przemądrzała? Czy może…

Oj oj, Pansy Parkinson, to było wredne, zupełnie w Twoim stylu :devil: Biedny Ron, a już myślał, że uda mu się wykpić jedynie nakarmieniem Ślizgonki słodyczami <swoją drogą, gdzie ona to wszystko zmieściła i jak, do diabła, zdołała wchłonąć w siebie tyle czekolady :?: >

Wątek zakupów mnie akurat bardzo się podobał i nieźle się przy nim ubawiłam :D Jak się okazało, "pikuś" wcale nie był takim "pikusiem", no, ale czego się Harry mógł spodziewać, skoro pomysłodawcą był Draco, ha, dobrze, że przynajmniej galonów mu starczyło :hahaha:

Ogólnie rzecz biorąc, jest zabawnie, nieco absurdalnie, całkiem niezły pasztet stworzyłaś Aev :D I proszę nie marudzić, że nie umiesz pisać, bo jest tu humor, dobra rozrywka czyli to, czego od drarrofety oczekujemy :)

Och i zapomniałam dodać, że występ Hermiony jest boski :D Najpierw w akcji Historia Hogwartu, potem rozbawienie. Hermiona jest tu naprawdę intrygującą postacią i lubię ją jak mało gdzie :D
Ostatnio edytowano 28 gru 2011, o 09:50 przez MargotX, łącznie edytowano 2 razy
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron