Drarrofeta świąteczna

wydanie trzecie

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez daimon » 6 gru 2011, o 23:34

Witam wszystkich gorrrrąco i bardzo mikołajkowo ;) Przypadł mi zaszczyt otwarcia naszej tegorocznej drarrofetki :D Ostatnio co prawda obiecałam sobie, że nie będę już brać udziału, bo to nie do końca mój typ tworzenia, ale możecie się domyślić, co Macki myślą o odmowie :lol2: I brak weny nie jest dla nich niestety absolutnie żadnym usprawiedliwieniem, nad czym ubolewam. Mam nadzieję, że w miarę wywiązałam się z postawionego przede mną zadania...
A żeby już nie przedłużać, życzę w tym miejscu, w imieniu Moderatorstwa, udanej zabawy wszystkim czytającym i piszącym, jednocześnie zachęcając do komentarzy i pamiętania, że to jednak zabawa. Bawmy się, ale nie psujmy atmosfery! Weny i mnóstwa uciechy:*

I nie powiedziałam dwóch ważnych rzeczy: prezent pomysłowy (bosz, jestem dziś już zmęczona), pomysł prezentowy należał do Aev, podrzuciła mi samą ideę zamienionych prezentów, co jak widać idealnie się sprawdziło. I ona też, oczywiście, betowała. Dziękujem:*


Pozwoliłam sobie przykleić. K.


Odcinek pierwszy



— Śnieg! — Harry’ego z błogiego snu wyrwał radosny okrzyk Rona. Przeciągnął się powoli na łóżku i jedną ręką rozchylił kotary.
— Wesołych Świąt! — mruknął wciąż zaspany.
— Wesołych! — Niemal odkrzyknął Ron, odwracając się od okna, przy którym stał w swojej piżamie w złote renifery i spoglądając triumfalnie na Harry’ego, obwieścił:
— Jednak będziemy mieć białe święta!
— To świetnie! — Harry uśmiechnął się do przyjaciela i zaczął szukać swoich okularów, by na własne oczy przekonać się o tym niespodziewanym cudzie.
Jeszcze wczoraj większość z ponurymi minami rozprawiała o zielonych świętach i zabójczym dla świątecznej atmosfery braku śniegu, który najwyraźniej tym razem postanowił odmówić współpracy. Przez cały grudzień nie pojawił się nawet jeden biały płatek i gdy nie zmieniło się to aż do samej Wigilii, właściwie wszyscy stracili nadzieję. Uczniowie byli w najwyższym stopniu zawiedzeni. Nawet nauczyciele wydawali się rozdrażnieni. Tylko dwie osoby zdawały się nie przejmować bezśnieżnymi prognozami. Pierwszą z nich był oczywiście Severus Snape, który wręcz obnosił się ze swoim ponurym uśmiechem pełnym złośliwej satysfakcji. O, tak, Harry był w stanie sobie wyobrazić, jaką radość sprawiała Nietoperzowi wizja zabicia świątecznej atmosfery. Drugą był Albus Dumbledore, który wszelkie skargi w tym temacie kwitował dobrodusznym uśmiechem i zapewnieniem, że te święta będą wyjątkowe. Teraz Harry gotów był przypuszczać, że dyrektor osobiście maczał różdżkę w bożonarodzeniowej niespodziance.
— Wygląda, jakby przez noc Hogwart nawiedziła niezła śnieżyca — zauważył Harry, wyglądając przez okno. Parapet pokrywał gruby kożuch śniegu, a błonia wyglądały niczym prywatne ogrody Królowej Śniegu. Prawdziwa bajka.
— Nieźle, prawda? — Ron był cały rozpromieniony.
— Snape musi być załamany — parsknął Harry.
— Jak mi przykro! — Ron zrobił komiczną minę, po czym ruszył w kierunku łóżek kolegów, brutalnie rozsuwając kotary. — Hej, chłopaki, czas wstawać! Mamy święta!
— Zamknij się, Wesaley — burknął oburzony Dean, nakrywając głowę poduszką. Niewzruszony hałasem Seamus nadal pochrapywał cicho, a Neville właśnie wygramolił się z łóżka i nieco jeszcze nieprzytomnie uśmiechnął się do kolegów.
— Hej, co zrobiliście z naszymi prezentami? — zapytał niepewnie, jakby oczekując po współlokatorach świątecznego dowcipu.
— Co jest nie tak z naszymi prezentami? — Deanowi od razu przeszła senność i usiadł gwałtownie na łóżku. — Szlag! Nie ma ich!
Ron i Harry rozejrzeli się z niepewnością. Dotąd byli tak zaabsorbowani śniegiem, że nie zauważyli braku czegoś znacznie istotniejszego.
— Okradli nas! — wrzasnął Ron. — To na pewno sprawka Ślizgonów!
— Na wściekłe hipogryfy, co się dzieje?! — Zamieszanie w dormitorium w końcu obudziło Seamusa.
— Nie ma prezentów! — zawył żałośnie Ron, biegając po całym pokoju i zaglądając nawet pod łóżka, a pozostali Gryfoni poszli za jego przykładem.
Faktycznie, po prezentach nie było ani śladu. Harry sam nie wiedział, co o tym sądzić. Gdyby rzeczywiście miało się to okazać prawdą, byłaby to pierwsza gwiazdka w historii Hogwartu, podczas której przydarzyło się coś takiego. I mogło to być nawet bardziej zabójcze dla świątecznej atmosfery niż brak śniegu.
— Alarm! Alarm! Ślizgoni w wieży! — zaczął się drzeć Ron, a Neville zachichotał nerwowo.
— Zamknij się, czubie! — Harry ze śmiechem rzucił w przyjaciela poduszką. Jakoś na razie nie potrafił się martwić. Wierzył, że cała sprawa ma jakieś banalne wyjaśnienie. — Przestraszysz maluchy.
— Mam gdzieś maluchy, miałem dostać Cudowny Odpiegacz od Freda i George’a! Od miesiąca czekam, żeby go przetestować!
— Chodźcie, sprawdzimy jak się sprawy mają w pokoju wspólnym — zaproponował Dean, który wyglądał na równie zdeterminowanego, by dostać w swoje ręce należne mu prezenty.
— Jestem za — zgodził się Harry.
Po chwili cała piątka wmaszerowała do pokoju wspólnego z lekką konsternacją na twarzach, ale prawie natychmiast wyraz ten zastąpiło zrozumienie. Tuż obok kominka, w którym wesoło trzaskał ogień, stała przystrojona w sople lodu i śnieżne gwiazdki choinka. A pod nią… pysznił się kolorowy stos paczek. Chłopcy wymienili porozumiewawcze uśmiechy.
— I wszystko jasne! — zawołał radośnie Seamus.
— Ślizgoni, co? — Harry dał Ronowi kuksańca w bok.
— Och, zamknij się — mruknął Ron i pognał w kierunku choinki.
W pokoju wspólnym wrzało. Większość Gryfonów już nie spała i z głośnym entuzjazmem rozpakowywała właśnie swoje prezenty. Harry nie wypatrzył nigdzie Hermiony i Ginny, więc podążył śladem przyjaciela, by odnaleźć paczki adresowane do niego.
Po chwili dzierżył już w ręce kilka, ale jego zainteresowanie przykuł najmniejszy pakunek zawinięty w srebrny, elegancki papier z zieloną, subtelną wstążką. Ciekawe kto mógł mu go ofiarować? Zwykle gwałtownie rozprawiał się z wszelkimi opakowaniami, rozrywając je z wrodzonym sobie entuzjazmem, ale ten zdawał się naprawdę wyjątkowy. Emanował jakąś przedziwną dystyngowaną energią i Harry nie śmiał potraktować go tak jak pozostałe.
— Książka?! — wyrwało mu się na głos. Cóż, skoro nie był to „Quidditch przez wieki”, a nie był, bo po co byłby mu kolejny egzemplarz, to musiał być jakiś nowy edukacyjny pomysł Hermiony. Jednak na miękkiej skórzanej okładce w kolorze gorzkiej czekolady widniał złoty napis „Sekret”. To dopiero było tajemnicze! Zaintrygowany Harry otworzył książkę i przeczytał zdanie, znajdujące się na pierwszej stronie:

SEKRET

czyli jak zdobyć mężczyznę Twoich marzeń


Jego serce gwałtownie przyśpieszyło i Harry rozejrzał się ukradkiem po pokoju, ale nikt nie patrzył w jego stronę. Wszyscy zajęci byli swoimi prezentami. Wpatrując się więc jak zahipnotyzowany w pierwszą stronę, zaczął gorączkowo myśleć. Ktoś odkrył jego sekret! Kto mógł mu ofiarować tę książkę? Ktoś, kto poznał jego najbardziej strzeżoną tajemnicę. Czy to mogła być Hermiona?
Jak na zawołanie przyjaciółka zjawiła się w pokoju wspólnym w towarzystwie Parvati.
— Cześć, Harry! — przywitała się z nim, napotykając jego spojrzenie i uśmiechając się. Żadnego znaku, że trzymany właśnie w jego rękach nietypowy prezent pochodzi od niej. A zatem od kogo? Rona Harry skreślił natychmiast. Przyjaciel w życiu nie podarowałby mu czegoś podobnego. To było oczywiste. A może mała Ginny? W końcu miała sześciu braci, znała chłopaków na wylot, może to ona się domyśliła? Dziewczyna jednak wciąż jeszcze nie wyszła z dormitorium, więc nie mógł jej na razie wybadać. W międzyczasie przewrócił kolejną stronę i odczytał wykaligrafowaną pięknymi literami pierwszą wskazówkę poradnika.

Zrelaksuj się i pomyśl o mężczyźnie, którego pożądasz...

Harry niemal natychmiast poczuł, że się rumieni i usilnie starał się nie myśleć. O niczym. Ani tym bardziej o nikim. Ale nieposłuszna wyobraźnia podsuwała mu już śmiałe obrazy. Piękne skrojone usta, delikatne dłonie, jasne włosy… Na domiar złego i ku przerażeniu Harry’ego, to, co pojawiało się dotąd tylko w jego najskrytszych marzeniach, teraz zaczęło odmalowywać się na stronie tej przedziwnej książki. Z okrzykiem zaskoczenia i zawstydzenia zatrzasnął poradnik i po raz kolejny rozejrzał się nerwowo, ale najwyraźniej nikt nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Co dziwniejsze, wszyscy siedzieli nad swoimi prezentami z dość dziwnymi minami. Harry miał wrażenie, że nikt nie chce powiedzieć tego pierwszy, ale wydawało się oczywiste, że coś jest nie tak. Teraz nie byłby już tak skory do szturchania Rona. Może przyjaciel miał rację? Wszystko wskazywało na to, że jakieś powszechne „zło” wkradło się do ich oazy bezpieczeństwa. Sam chciał zawołać „Ślizgoni w wieży”, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Jako pierwszy wybuchnął Ron.
— Ktoś sobie robi tutaj jaja! Nie dostałem odpiegacza! — zawołał z oburzeniem. — I kto, na Merlina, wpadł na pomysł podarowania mi stringów z czekolady?!
I w tym momencie wybuchło pandemonium.
Okazało się, że Colin nie dostał rolki magicznego filmu do aparatu, który obiecali mu rodzice, Paravati została obdarowana męskim rękawicami do quidditcha, jakiś chłopiec ze zdziwieniem prezentował różową apaszkę, a Hermiona z wielką konsternacją wpatrywała się w kalendarz z nagimi gwiazdami quidditcha.
Wtedy właśnie Harry z dziwacznym uczuciem kiełkującym mu w okolicy żołądka i do złudzenia przypominającym rozczarowanie, zrozumiał, że prezenty zostały zamienione. Jakim cudem się to stało i kto tego dokonał, nie miał pojęcia. Fakt jednak pozostawał faktem, że każdy Gryfon zdawał się być w tej chwili w posiadaniu przynajmniej jednego podarunku, który nie powinien trafić w jego ręce. I tak też musiało być w przypadku „Sekretu”, skonstatował Harry. Wiedział, że powinien odczuć ulgę. Jego tajemnica w dalszym ciągu jest bezpieczna, jednak…Och, nie warto zawracać sobie głowę bzdurami, prawda? Są święta! Niestety będzie musiał zwrócić prezent. Skąd jednak miał wiedzieć, komu?
Przed podobnym problemem stanęli wszyscy Gryfoni, teraz przekrzykując się i przepychając, w próbie ustalenia do kogo należy ten a nie inny przedmiot, a pokój wspólny zaczął przypominać świąteczny jarmark. Harry z ociąganiem podszedł do swoich przyjaciół.
— Wiesz co Hermino, nie spodziewałem się tego po tobie — stwierdził Ron z dezaprobatą.
— Ron, nie bądź nieznośny! To oczywiste, że to nie prezent dla mnie! — zawołała oburzona dziewczyna, rumieniąc się.
— Poszukaj lepiej Kruma, na pewno tam jest — poradził jej Ron, na co dziewczyna walnęła go kalendarzem w głowę.
Harry zachichotał.
— A ty co tam masz, Harry? — zapytała przyjaciółka z zainteresowaniem, chcąc odwrócić od siebie uwagę.
Harry z pewnym zażenowaniem pokazał przyjaciołom książkę.
— No, no, stary — Ron poklepał go pokrzepiająco po ramieniu. — Wiesz, że zawsze możesz ze mną pogadać…
— Zamknij się! — syknął Harry. — Lepiej przymierz swoje stringi!
— Pfff. — Ron tylko prychnął i spiekł raka.
— Poza tym nie powinieneś się śmiać, Ron — zauważyła całkiem poważnie Hermiona. — A co, gdyby Harry naprawdę wolał chłopców?
Ron zamrugał oczami z niedowierzania, po czym zaczął zerkać to na Hermionę to na przyjaciela, a Harry poczuł, jak jego żołądek wykonuje nagle jakąś niebezpieczną akrobację.
— Jak to co? — powiedział w końcu Ron. — Wspierałbym go, rzecz jasna. W granicach… przyzwoitości, ma się rozumieć.
Harry miał wielką nadzieję, że ulga, którą odczuł, nie była bardzo widoczna. Będzie w końcu musiał porozmawiać o tym z przyjaciółmi. Ale jeszcze nie teraz. Najpierw powinien odnaleźć prawowitego właściciela „Sekretu”.
Pierwszą osobą, o której pomyślał, była Parvati, i kiedy podszedł do niej bardzo dumny ze swojej przenikliwości, był niemal pewny, że wytypował właściwie, czekało go jednak rozczarowanie. Dziewczynie, co prawda, zaświeciły się oczy na widok poradnika, ale z żalem przyznała, że z przeprowadzonego na szybko śledztwa wśród spodziewanych ofiarodawców wynika, że otrzymała wszystkie prezenty poza zmiennokształtnymi kolczykami, które miała podarować jej Padma. Następne pół godziny i przepytanie większości Gryfonów również nie przyniosło spodziewanych rezultatów. Każdemu, wedle wstępnych ustaleń, brakowało jakiegoś innego przedmiotu, nikt też nie przyznawał się do kupienia podobnego prezentu. W końcu po kolejnych trzydziestu minutach poszukiwań Harry musiał spojrzeć prawdzie w oczy. Książka miała zostać ofiarowana komuś spoza Gryfindoru, co znacznie utrudniało zadanie. Jak miał znaleźć tę osobę? Przepytać wszystkich uczniów w Hogwarcie? Straci na to całe święta! A może w takim razie… Skoro i tak na razie nie ma pojęcia, komu ją zwrócić… Może mógłby… Przecież na pewno nie stanie się nic złego, prawda? Tylko zerknie na następną wskazówkę. Na jedną jedyną, a potem poszuka właściciela. A może jednak nie powinien?


A w następnym odcinku:
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Ka » 7 gru 2011, o 00:08

Jej, dai! Świetny początek! Przede wszystkim to jest nowe i zaskakujące, a najbardziej obawiałam się właśnie o to, czy będzie intryga. Jeszcze nie wiem, jak nam się to rozwinie i czy wystarczy paliwa na jedenaście odcinków, ale zaczyna się super. Jest atmosfera, jest ŚNIEG, są prezenty i jest dużo zamieszania. I jest Ron o poranku, który dla mnie jest nieodłącznym elementem Świąt. Cokolwiek się dzieje i gdziekolwiek Harry spędza Gwiazdkę, zawsze jest tam Ron, żeby krzyknąć "Prezenty!". :D

No, to idę głosować. Chociaż nie mogę zdecydować się między 4 a 5.

(I skoro już nie jesteś zajęta fetą, to jutro podeślę Ci wiesz-co, bo dzisiaj już powinnam uciekać. ;) )
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez Mystique » 7 gru 2011, o 00:28

Już naprawdę nie mogłam doczekać się tej fety, także po pierwsze cieszę się, że już się zaczęło! Po drugie bardzo ciepły i świąteczny początek! Bardzo, bardzo podoba mi się fakt, że Harry już wie, że lubi chłopców. Ot, miła odmiana. Jest oczywiście kochany Ron, który za wszytko obwinia Ślizgonów.
Teraz Harry gotów był przypuszczać, że dyrektor osobiście maczał różdżkę w bożonarodzeniowej niespodziance.

Mój mózg jest naprawdę spaczony, po przeczytaniu słów maczał różdżkę nasunęło mi się tylko pytanie w kim. I oczywiście moja wyobraźnia zaczęła pracować i moje wizje zmierzały w bardzo złym kierunku. Mam nadzieję, że zdołam o tym zapomnieć.
Mam gdzieś maluchy, miałem dostać Cudowny Odpiegacz od Freda i George’a! Od miesiąca czekam, żeby go przetestować!

Cudowny Odpiegacz, prezent na miarę bliźniaków. :lol2:

Czekam na następne części z niecierpliwością. :D
Było warto oszaleć dla tych uszytych z pozłacanej waty sekund
Mystique Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 288
Dołączył(a): 24 sie 2011, o 13:57

Postprzez Michiru » 7 gru 2011, o 10:16

O Merlinie! Sekret! :lol2: Wielu rzeczy się spodziewałam, ale nie takiego zamieszania :) Zastanawiałam się, jak w tym roku feta zostanie ugryziona, żeby już na samym początku nie zrobiło się banalnie. No i już wiem, jak. I wcale nie jest banalnie, co najważniejsze. Po pierwsze jest śnieg. A śnieg już w pierwszym zdaniu tekstu (ba! W pierwszym słowie) nastraja absolutnie optymistycznie. Szczególnie że dziś rano obudziłam się, wyjrzałam przez okno i stwierdziłam: "Cholera! Śnieg...". A tu proszę, śnieg może jednak dać duuużo radości. Nie wiem jak wam, ale mnie święta w Hogwarcie nieodłącznie kojarzą się z kompletnym chaosem. Zamieszanie, kłopoty, problemy, a wszystko zanurzone w przesympatycznej atmosferze świątecznego przebaczenia, miłości, radości... *odpływa* I też jestem pewna, że w tym wszystkim różdżkę maczał Dumbledore. On i te jest wieczne chęci "umilenia" czasu swoim uczniom. Do pełnie szczęścia brakuje mi jeszcze tylko gorącej czekolady i skórki pomarańczowej. I będą święta jak malowane!

Ach, i wspierający w granicach przyzwoitości Ron! Cudo!!!

Ja już zagłosowałam :D Dai, może nie przepadasz za tego typu pisaniem, ale ty spisałaś się na medal. Świetny początek! I oby dalej było równie genialnie. Co zrobi Harry? Chociaż o wiele bardziej interesuje mnie, jak zareaguje Ron, gdy dowie się o skłonnościach Harry'ego, a szczególnie o tej jednej konkretnej skłonności:D
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Postprzez MargotX » 7 gru 2011, o 11:28

Szalenie mi się spodobała idea pomieszania prezentów i totalny rozgardiasz w związku z tym :D Oczywiście Gryfoni, jak na nich przystało, dorobili do tego teorię spiskową, obciążając Ślizgonów <oj nieładnie panowie, tak od razu :pala: > Jakby nie było, szykuje nam się całkiem niezły pasztet świąteczny ;)
No i śnieg !!! to jednak zdecydowanie element udanych świąt, aż się milutko robi czytając :D Ciepła atmosfera, chaos, czego chcieć więcej ;)
Też uważam, że Dumbledore maczał w tym wszystkim swoją różdżkę :P Nie ma innej opcji w przypadku wszędobylskiego Albusa ;)

Naprawdę świetne rozpoczęcie Dai :D
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Pa.she » 7 gru 2011, o 15:32

Wspaniały początek! Aż mnie serce zabolało, że w Krakowie nie ma jeszcze śniegu :( Ale moje zmartwienia znikały z każdym kolejnym zdaniem opowiadania (wyjątkowo, nie potrzebowałam do tego nawet kawy :D)
Noo, to na pewno wina Albusa! Jestem pewna, że on liczy na to samo, co my - drarry, a jakże. :devil: W drugiej kolejności, też bym obstawiała, że całe zamieszanie, to wina Ślizgonów. Niesamowicie rozbawiła mnie wizja szamoczącego się, krzyczącego Rona:
— Alarm! Alarm! Ślizgoni w wieży! — zaczął się drzeć Ron


Poza tym, co to za wspaniała książka! Mam nadzieję, że w kolejnych rozdziałach dowiemy się więcej o możliwościach jej wykorzystania :D
Nie mogę się doczekać kontynuacji.
między mną a sobą nigdy nie dojdzie do zgody
Pa.she Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 78
Dołączył(a): 20 mar 2011, o 15:58
Lokalizacja: Krk

Postprzez Aevenien » 7 gru 2011, o 21:13

Cudny początek. Przez Ciebie wyglądam teraz co rano przez okno, ale śniegu nie ma. Widać Albus żadnej różdżki nie maczał, jeśli chodzi o śnieg w Gdańsku;)
Moje dwa ulubione momenty:
— Nie ma prezentów! — zawył żałośnie Ron, biegając po całym pokoju i zaglądając nawet pod łóżka, a pozostali Gryfoni poszli za jego przykładem.

Nie wiem czemu, ale wyjący żałośnie Ron strasznie mi się spodobał. A zaglądanie pod łóżka skojarzyło mi się ze Ślizgońskim Czarem, kto czytał ten wie, o co mi chodzi, a kto nie czytał niech lepiej przeczyta XD
— Wiesz co Hermino, nie spodziewałem się tego po tobie — stwierdził Ron z dezaprobatą.
— Ron, nie bądź nieznośny! To oczywiste, że to nie prezent dla mnie! — zawołała oburzona dziewczyna, rumieniąc się.
— Poszukaj lepiej Kruma, na pewno tam jest — poradził jej Ron, na co dziewczyna walnęła go kalendarzem w głowę.
Harry zachichotał.

Uwielbiam te ich przekomarzanki :D
Całość naprawdę fajna, jest intryga, jest świąteczny nastrój i jest śnieg! I wspierający, w granicach przyzwoitości, Ron :lol2:
Pięknie Dai, naprawdę!
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Frey » 8 gru 2011, o 01:04

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta, coraz więcej pracy ;) Ale skoro wlazłam dzisiaj na forum i zabłądziłam w ten kącik to zostawię słowo. (Widzisz Aev? Obiecałam i jestem ;) )
Ja bardzo lubię świąteczne teksty. Zawsze sobie odświeżam w okolicach świąt, co się da i jeśli czas pozwoli.
Pomysł z kłopotliwymi prezentami bardzo mi się podoba. A może to jakieś podświadome pragnienia wyszły? hehe. Bardzo mnie ciekawi któż to zakręcił intrygę.
Podoba mi się Ron. No nie wiem, jest fajny. Ma to coś. Harry kryjący się ze swoją fascynacją i teraz po kryjomu zaglądający do poradnika, też. I ja też chcę śnieg!
Zaczęłam pisać ten post, jakieś trzy godziny temu i nie mogłam skończyć. Tym sposobem nie zagłosowałam. Ciekawe kiedy znowu tu zajrzę, muszę sprawdzić grafik wstawiania, może trafię, kiedyś. Byle do Świąt ;)
Bardzo pięknie i czekam na dalszy ciąg.
Pozdrawiam :*
Gubiąca pióra w biegu, Frey
Niedokończone teksty bolą przez całe życie
Frey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 274
Dołączył(a): 5 lut 2011, o 11:34
Lokalizacja: 3city

Postprzez Miss Black » 8 gru 2011, o 02:27

Hehehe, Albus, co? Taki dobroduszny Grinch :D Pozamieniajmy wszystkie prezenty drogiej młodzieży i zobaczmy, co z tego wyniknie. Bo przecież te święta mają być wyjątkowe.
Dai, fajny początek. Oczywiście mam wielką nadzieję, że w zamierzeniu notes miał się trafić Draco, ale zobaczymy, co kolejni autorzy wymyślą. Bosz, czy ja zawsze w grudniu muszę pracować jak nienormalna?! To samo przecież było rok temu, co właśnie mi się przypomniało XD Ej, i Severus lubi święta. Przecież ma urodziny tuż przed i dostał taki ładny i funkcjonalny prezent od Harry'ego. Zaraz... to nie ta bajka. To ja już pójdę spać... Ale naprawdę uważam, że to by było przewrotne uczynić go skrytym, dobrym duchem świąt. Freud mówił, że im bardziej ludzie są oschli na zewnątrz, tym bardziej mamy podstawę podejrzewać, że w środku są wrażliwi i delikatni. To działa u Albusa, nie? Niby taki dobry staruszek, a jaka szu... niedobra osoba wewnątrz. Hehe, always XD
Dobra robota i branoc!
PS. Dai, "rozglądnęli"? Ale wiesz, że to regionalizm jest, nie? Zawsze zapominam :oczy: Siła nawyku. Ale już poprawiłam:* d.

Edit: A u mnie jest śnieg! No, teraz to deszcz, ale jeszcze dziesięć minut temu było biało! :D Magia fety.
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Voldemortist » 9 gru 2011, o 15:05

Dai, gratulacje! Naprawdę ładny początek. Świetny Ron, wspaniała intryga, śnieg, no czegóż chcieć więcej? Ach, tak, Draco. No ale on też nam się już niedługo pojawi i wszystko będzie w porządku. Nie mogę się doczekać, żeby się dowiedzieć, co dalej będzie Harry'emu kazała zrobić ta wspaniała książka. Biedny chłopiec pewnie umrze z zażenowania. Cóóóż, bywa. xD
Och, nie wspomniałam jeszcze o czekoladowych stringach! I o kalendarzu, ale to zaraz. Pomysł ze stringami obłędny i mam nadzieję, że mimo iż wygrał pomysł piąty, to scena z oddawaniem ich Pansy i tak się gdzieś zaplącze. Proooszę, to by było piękne! Pansy mogłaby tak ładnie nawrzeszczeć na Rona, on mógłby się niezdarnie tłumaczyć i wszystko skończyłoby się w łóżku. No, ostatecznie na randce. :P
Kalendarz też genialny. Naprawdę nie rozumiem, czemu Hermiona się z niego nie cieszyła. Nie powiem, Draco potrafi wybierać swoim przyjaciołom dobre prezenty. Coś mi mówi, że Blaise'a bardzo by ten zadowolił.
Mówcie, co chcecie, ale ja i tak uwielbiam Albusa. Znaczy, nie zawsze oczywiście, ale jak myślę o samej jego postaci, niezwiązanej z żadnym fickiem, ani tym bardziej siódmą częścią książki, to naprawdę pałam do niego sympatią. Myślicie, że możemy poprosić go, żeby na chwilę wpadł i też zafundował nam śnieg?
Wena życzę, Akame. Niech światło będzie z Tobą!
"Krawiec, jeden z pierwszych krawców, Polak, wysilił się i prawdziwie zadziwiającym sposobem jestem zgrabny - ale te trzewiki, te mnie zabijają, a bez nich ani się pokazać."
~Juliusz Słowacki
Voldemortist Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 440
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:56
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Akame » 10 gru 2011, o 15:35

Odcinek drugi


Harry rzucił ostatnie spojrzenie w stronę kolegów, siedzących na łóżku Neville’a i na wyścigi objadających się czekoladowymi żabami, po czym wyślizgnął się z dormitorium. Cicho zbiegł schodami prowadzącymi do pokoju wspólnego. Zachichotał na widok Hermiony i Ginny, które z trzaskiem zamknęły kalendarz z nagimi gwiazdami quidditcha.
— Och, Harry, przestraszyłeś nas. Jesteś sam? — Ginewra drgnęła nerwowo, oglądając się z niepokojem przez ramię.
— Jak palec. Pozostali wzięli sobie za punkt honoru zjedzenie na raz wszystkiego, co przysłano im w świątecznych prezentach. Myślę, że tylko czekoladowe stringi, które dostał Ron mają szansę na przetrwanie. Możecie spokojnie oglądać goły tyłek Kruma. Ron i Dean jeszcze długo nie opuszczą dormitorium — uspokoił dziewczyny.

W ciągu ostatniego roku w wieży Gryffindoru zaczęły się tworzyć nowe romantyczne związki. Jedną z par byli Ron i Hermiona. O ich uczuciu wiedzieli wszyscy, poza samymi zainteresowanymi. Drugą stanowili Ginny i Dean, którzy wykazali się większą bystrością i Harry często natykał się na nich, gdy z wielkim zamiłowaniem ugniatali ściany w mało uczęszczanych miejscach Hogwartu.

— Wiecie już, dla kogo był przeznaczony ten kalendarz? — zapytał, z zaciekawieniem obserwując prężącego się na okładce zawodnika.
— Jeżeli wierzyć wpisowi na ostatniej stronie, miał go dostać Blaise Zabini. — Nie robiąc sobie nic z mocno zakłopotanej miny Hermiony, Ginny przewróciła kartki do strony, na której irlandzki zawodnik Aidan Lynch napinał mięśnie swych idealnie krągłych pośladków, uśmiechając się prowokująco. Harry przełknął nerwowo, usiłując zapanować nad rumieńcem zalewającym w ekspresowym tempie jego twarz i spojrzał niżej na widniejącą gdzieś między nogami mężczyzny (słodki Merlinie, powiedzenie „Wypoleruj swą miotłę” w zestawieniu z tym trzonkiem nabierało zupełnie nowego znaczenia!) dedykację.

„Blaise, pamiętaj, że gorączka sobotniej nocy może trwać okrągły rok.
Mignon”


— Mignon? To chyba ktoś spoza szkoły. — Harry w zastanowieniu potarł kciukiem podbródek.
Mignon po francusku oznaczało królewskiego faworyta. Potem stało się bardziej potoczne i używali go też arystokraci w stosunku do swoich, najczęściej młodszych, partnerów. Byli oni rozpieszczani i obdarowywani drogimi prezentami. Prościej mówiąc, chodzi o kochanka.
— Eee… Dzięki, Hermiono. Nie wiem, czy chciałem znać aż takie szczegóły. — Potter przełknął nerwowo, nagle czując ciężar książki w wewnętrznej kieszeni swojej szaty.
— Tak, wierzę, ty i Ron nigdy nie lubiliście nadmiaru informacji. — Dziewczyna wywróciła oczami. — Tak poza tym, nic cię nie dziwi?
— A powinno? — Harry przestąpił z nogi na nogę.
— Blaise ma kochanka! — Ginny wyszczerzyła się podekscytowana.
— I?
— No, jest gejem, nie? — Spojrzała na niego jak na idiotę.
— Aaa… No tak, faktycznie. — Potter spojrzał w stronę obrazu, a korytarz tuż za nim wydał mu się nagle oazą spokoju i bezpieczeństwa. — To tego, no… Trzeba mu to oddać.
— Oczywiście, że tak. — Hermiona zerknęła z żalem na kalendarz. — Najlepiej będzie, jak zrobię to od razu. — Podniosła się z kanapy i zwinęła duży blok w rulon, po czym związała go czerwoną tasiemką. — Idę. — Zacisnęła dłoń na rolce i przycisnęła ją do piersi.
— Och, dawaj to! — Ginny wyjęła jej pakunek z ręki i szybko machnęła nad nim różdżką, wypowiadając przy tym zaklęcie kopiujące. — I teraz możesz mu go spokojnie oddać — mruknęła, oddając koleżance oryginał.
— Wcale nie chciałam tego mieć! — Twarz Hermiony przybrała odcień burgunda.
— A ja owszem. Powieszę to w dormitorium, na tej ścianie naprzeciwko naszych łóżek. — Weasleyówna uśmiechnęła się szelmowsko.
— Och… Skoro tak bardzo chcesz. — Granger widocznie się rozluźniła i ruszyła w stronę wyjścia. — Idę poszukać Blaise’a — wymamrotała, zanim obraz zdążył się za nią zasunąć.
— Ona i Ron… Może ktoś powinien im napisać przewodnik po związkach? — Ginny pokręciła głową i podniosła skopiowany kalendarz ze stołu. — Idealny. Po takich obrazach przed oczami sny będą o wiele ciekawsze, nie sądzisz?
— Prawda — przytaknął Harry, zanim zdążył ugryźć się w język.
— Widziałam, że zgodzisz się ze mną. — Ginny z wszystkowiedzącym uśmiechem poklepała przerażonego chłopaka po ramieniu. — Wybacz, muszę iść to zawiesić — westchnęła z rozmarzeniem i podążyła w stronę dziewczęcych dormitoriów. — I nie martw się, nikomu nie powiem — dodała, zanim zniknęła za zakrętem schodów.

Harry miał ochotę zapaść się pod ziemię. Rozejrzał się nerwowo dookoła, sprawdzając, czy nikt nie podsłuchał tej kompromitującej go wymiany zdań, jednak pokój wspólny był pusty. Wsunął rękę pod szatę, zaciskając ją na okładce książki i podszedł do obrazu, wyglądając za niego ostrożnie. Korytarz był jasny i ustrojony w kolorowe girlandy, jednak pomijając wydzierające się pomiędzy kokardami elfy, nikogo na nim nie było.

***


— Jestem pewien, że to robota Gryfonów! — Stojący pod ścianą Draco nerwowo skubał mankiet swej kosztownej szaty. — Mógłbym się założyć, że to te bliźniacze kopie Weasleyów maczały w tym swoje piegowate paluchy!
— Oj, przestań. — Zabini miął w rękach koronkową chusteczkę z monogramem. — To wszystko nie jest ważne! Powiedz mi, jak mogłeś napisać moje imię na tym nieszczęsnym kalendarzu!
— Całkiem normalnie. Chciałem, żebyś miał pamiątkę. — Malfoy wzruszył ramionami.
— Świetnie! To będzie genialna pamiątka świąt, w trakcie których cały Hogwart dowie się o moich preferencjach! — Blaise wyglądał na nieźle wkurzonego. — Wiesz, czym to grozi? Moja matka nie będzie potrzebowała trucizny, żeby mnie zabić. Wystarczą jej gołe ręce, aby szponami podciąć mi gardło!
— Przesadzasz. — Draco na wszelki wypadek przesunął się w stronę drzwi prowadzących do kwater Ślizgonów. Nigdy nie wiadomo, co wpadnie do głowy wściekłemu Zabiniemu, który w dodatku właśnie odłożył bezpieczny skrawek materiału i teraz potrząsał swoją o wiele bardziej niebezpieczną dębową różdżką, co powodowało na ciele Malfoya nieprzyjemną gęsią skórkę.
— Draco, znasz ją przecież. Ta kobieta uważa seks damsko-męski za świętość…
— I dlatego puszcza się na prawo i lewo, kolekcjonując kolejnych samców? No popatrz, a ja naiwnie myślałem, że chodzi o pieniądze.
— To jest na drugim miejscu. — Blaise przesunął ręką po swych czarnych włosach, które zdaniem Draco, w tej chwili wyglądały już prawie jak u Pottera. Niestety tylko prawie, gdyż brakowało im tej jedynej w swoim rodzaju miękkości i falowania przy każdym ruchu głowy. Włosy Gryfona były dzikie i nieujarzmione, a dzięki temu perfekcyjne. Włosy Blaise’a były po prostu rozczochrane i Draco obawiał się, że jeżeli jego przyjaciel wejdzie na wyższy poziom paniki, zacznie je sobie wyrywać.
— Zabini — wysoki kobiecy głos dobiegł ich z końca korytarza. Obydwaj spojrzeli w zdumieniu na dziewczęcą postać, która z niepokojem rozglądała się na boki, jakby wyczekując niespodziewanego ataku.
— Granger? — Blaise kwiknął nieprzystojnie, podskakując lekko i w efekcie otrzymał kopniaka od wyraźnie rozczarowanego jego zachowaniem Malfoya.
— Zachowuj się! To tylko ta gryfońska espiritka! — Draco z niesmakiem pokręcił głową.
— Granger — powtórzył spokojniej Zabini. — Czym mam tłumaczyć zaszczyt, iż pofatygowałaś się osobiście do naszych uroczych lochów? Czyżby to magia świąt?
— Daruj sobie. — Hermiona cofnęła się w tym samym momencie, w którym Blaise zrobił krok w jej stronę. — Chciałabym z tobą porozmawiać.
— Jestem cały twój. — Zabini przystanął, opierając ciężar ciała na jednej nodze i kładąc rękę na biodrze, w dobrze wyćwiczonej pozie. Draco odetchnął z ulgą. Jego przyjaciel najwyraźniej wrócił do swojego wcielenia idealnego uwodziciela. No, może nie do końca idealnego, gdyż jego włosy nadal sterczały na wszystkie strony, jakby poraziła go piorunująca klątwa.
— Nie tutaj. — Granger odchrząknęła i ponownie zrobiła krok w tył. — Będę czekała w bibliotece.
— Biblioteka… — Blaise rozciągnął to słowo, jak tylko się dało. — Cóż za fascynujące miejsce na pierwszą randkę. Jesteś taka twórcza, Granger. — Przymknął oczy, nie zauważając, jak dziewczyna zesztywniała, a jej prawa dłoń zwinęła się w pięść. — Nie mogę się doczekać, kiedy przyciśniesz mnie do ściany, czytając za moimi plecami instrukcję obsługi. To takie ekscytujące.
— Myślę, że nie powinieneś jej denerwować. — Draco od minuty przyglądał się zwojowi trzymanemu przez Hermionę i nie mógł nic poradzić na nieprzyjemne podejrzenie kiełkujące w jego głowie.
— Och, przestań, to tylko Granger. — Zabini wzruszył ramionami. — Przykro mi, kwiatuszku, ale na dzisiejsze popołudnie jestem już umówiony. Mój terminarz jest tak wypełniony, że… — Rozłożył bezradnie ręce.
— Cóż, skoro twoi adoratorzy są ważniejsi od rozmowy ze mną, nie będę cię zatrzymywać. — Usta Hermiony rozciągnęły się w zdecydowanie nieprzyjemnym uśmiechu.
— Powiedziała „adoratorzy”? — Blaise rzucił spanikowane spojrzenie na pobladłego Malfoya.
— Obawiam się, że powiedziała. — Draco skinął ostrożnie głową.
— Ja pierdolę, każdy! Byle nie ona! — Zabini szarpnął się za włosy i przerażony Draco pomyślał, że to już ten moment, gdy zacznie jej rwać. — Wybacz, ale muszę… — Spojrzał bezradnie na pusty korytarz, w którym jeszcze przed chwilą stała Granger.
— Pójdę z tobą. — Malfoy odkleił się od ściany i ruszył za nim. Cóż, przyjaźń czasami wymagała poświęceń.

***


— Gran… Hermiono! — Zabini wreszcie dogonił dziewczynę i zagrodził jej drogę gdzieś pomiędzy piątym a szóstym regałem z książkami. — Czy jesteś może w posiadaniu czegoś, co teoretycznie nie należy do ciebie?
— Teoretycznie, być może. — Blaise nigdy by nie pomyślał, że ta kujonka może mieć tak perfidny wyraz twarzy.
— Hmm… tak. — Chłopak przestąpił z nogi na nogę. — A czy, oczywiście nadal zupełnie teoretycznie, to coś mogłoby należeć do mnie?
— Cóż, zważywszy na to, że jesteś jedynym w tej szkole Blaisem, to mogłoby. — Zły uśmiech Granger poszerzył się.
— Oczywiście. — Zabini wyprostował się i przywołał na twarz jedną z najbardziej zniewalających min, jakie posiadał w swym repertuarze. — Będziesz tak miła i oddasz mi to, prawda? — zamruczał cicho, aż Draco poczuł przyjemne ciarki w okolicach krzyża.
— Jasne — Hermiona przytaknęła, na co Blaise z radością wyciągnął rękę, aby wreszcie odzyskać feralny kalendarz. — A co ja z tego będę miała? — Malfoy miał ochotę parsknąć śmiechem, widząc jak promienne oblicze przyjaciela martwieje i pojawia się na nim zupełnie nie pasujący do niego wyraz kompletnego zaskoczenia. Punkt dla Granger, to było naprawdę ślizgońskie zagranie.
— Moją wdzięczność? — Zabini wydawał się zupełnie zbity z tropu.
— Proszę cię, nie bądź śmieszny. Wdzięczność Ślizgona? I co, zamienię ją na praktyczny poradnik przyciskania do ściany? — Hermiona prychnęła wyraźnie zdegustowana.
— Mówiłem, żebyś jej nie denerwował. — Draco położył uspokajająco rękę na ramieniu drążącego ze złości kolegi.
— Granger, są święta. Czas miłości, porozumienia, bratania się. Nie czujesz tej magii? — Blaise zatoczył ręką dookoła, jakby magia świąt co najmniej osiadła na otaczających ich starych tomiszczach i wesoło majtała nóżkami w rytmie „Jingle bells”.
— Czuję, ale niekoniecznie teraz i tutaj. — Hermiona przekrzywiła głowę i Draco miał wrażenie, że dziewczyna czerpie satysfakcję z upokarzania Zabiniego. To zdecydowanie było do niej niepodobne i Malfoy zaczynał się zastanawiać, czy przypadkiem do tej pory nie niedoceniali Gryfonów.
— Oj, dobra, daj jej ten zestaw magicznych samouzupełniających się piór z hipogryfa, w końcu i tak nie należy do ciebie. — Szturchnął palcem przyjaciela, podsuwając mu pomysł.
— Dostałeś samouzupełniające się pióra? — Oczy Hermiony rozszerzyły się lekko. — Te z francuskiej Magique Livres — Falcon?
— Dokładnie. — Zabini wolno skinął głową. — Jak rozumiem, to ty miałaś je otrzymać?
— Brat Rona zamówił je dla mnie. — Hermiona z błyskiem w oku wpatrywała się w etui, które Blaise wyciągnął z kieszeni. — To zdecydowanie dobra wymiana. — Zza poły szaty wysunęła długi rulon i zbliżyła się do chłopaka. — Twój kalendarz pełen nagich facetów za moje pióra. Muszę przyznać, że Mignon ma gust — prychnęła rozbawiona.
— Podpisałeś się „Mignon”? — Blaise spojrzał odruchowo na Draco, zaciskając palce na odzyskanym wreszcie prezencie.
— Zabini… — jęk Malfoya był pełen rezygnacji. — Zamknij się!
— Och, więc to ty jesteś tym faworytem. — Hermiona czule pogładziła etui, w środku którego znajdowały się trzy długie pióra hipogryfa. — Nie żebym była zaskoczona.
— Co to niby miało znaczyć? — Draco spojrzał na nią ze złością. — Blaise, idziemy, zanim zupełnie zbłaźnisz siebie i mnie przy okazji! Granger… — Spojrzał ponuro na dziewczynę. — Jeżeli powiesz o tym komukolwiek…
— Jestem Gryfonką — prychnęła i chociaż nie stanowiło to żadnego zapewnienia, Draco poczuł się nieco uspokojony.
— Wynośmy się stąd. — Szarpnął przyjaciela za rękaw. — Ty już masz swój prezent, ja też bym chciał odzyskać to, co należy do mnie.
— Czekajcie! — Głos Hermiony zatrzymał ich w miejscu.
— Granger, są święta, a święta zazwyczaj spędza się w radosnej atmosferze z ludźmi, których się lubi, więc… streszczaj się, jeżeli oczywiście możesz. — Malfoy przystanął niechętnie.
— Pomyślałam — urwała, słysząc prychnięcie Ślizgonów. — Pomyślałam, że skoro mój prezent trafił do Zabiniego, a jego do mnie, to być może nie jest to zbieg okoliczności i inni też… Rozumiecie? — Spojrzała na nich, zastanawiając się czy dotarło do ich mózgów to, co chciała im przekazać.
— Oczywiście, że rozumiemy. — Draco spojrzał porozumiewawczo na Blaisa, jednak ten właśnie zagłębiał nos w kalendarzu. No cóż, mógł przypuszczać, że w momencie, gdy Zabini zacznie przeglądać obrazki i zobaczy tyle kutasów na raz, będzie stracony dla świata. — Czy Weasley nie dostał przypadkiem czekoladowych stringów?
— Skąd wiesz? — Brwi Hermiony podskoczyły wysoko.
— Bo idąc tropem twojej teorii, zaczynam pojmować, komu Pansy powinna wcisnąć odpiegacz wątpliwej marki W&W. — Palce Draco w roztargnieniu pogładziły gładkie drewno regału. — To nieco ułatwia sytuację.
— Jaki był twój prezent? — Hermiona spojrzała na niego z ciekawością, zastanawiając się jednocześnie, jak zmusić Rona do rozmowy z Parkinson. Znając rudzielca, był gotowy prędzej zjeść majtki Pansy, niż dokonać z nią jakiejkolwiek wymiany.
— To nieistotne, Granger. — Draco zacisnął usta w grymasie zniecierpliwienia.
— Cóż, jak chcesz. Nie sądzę, aby cokolwiek mogło mnie dziś bardziej zaskoczyć, niż to, że Zabini ślini się do męskich aktów, a ty podpisujesz się „Mignon”. — Wzruszyła ramionami.
— Merlinie, Granger, nigdy nie sądziłem, że możesz być tak wredna. — Draco spojrzał na nią z niechętnym szacunkiem. — Książkę. Blaise, otrzyj usta! — warknął w stronę przyjaciela. — Miałem dostać książkę, pasuje?
— Brązowa, skórzana oprawka? — głos Hemriony zabrzmiał wyjątkowo słabo.
— Całkiem możliwe. — Draco spojrzał na nią uważniej.
— „Sekret, czyli jak zdobyć mężczyznę twoich marzeń”?
— Kto ją dostał? — Widząc pobladłą twarz dziewczyny, Malfoy zrobił się podejrzliwy.
— Nieważne, postaram się ją dla ciebie odzyskać, okej? — Rozbiegany wzrok Granger wcale go nie uspokajał. Automatycznie jego myśli skierowały się w stronę prezentu, który otrzymał dziś rano i wyraz zrozumienia wypłynął na jego bladą twarz.
— Potter — syknął. Tylko on jeden kojarzył mu się z osobą, która potrzebowałaby eliksiru sokolego wzroku. Wywar ten miał właściwości korygujące wzrok i dział przez okres sześciu miesięcy. Po tym czasie niestety trzeba było zażyć kolejną fiolkę. Merlinie, ze wszystkich możliwych ludzi, jego książkę o poderwaniu perfekcyjnego mężczyzny otrzymał właśnie Potter! To było zło absolutne. Draco jeszcze nigdy nie czuł się tak upokorzony. Los był cholernie niesprawiedliwy.

Trzy godziny później Malfoy mijał kolejną przystrojoną choinkę, na której elfy wyśpiewywały radosne kolędy i gotów był przysiąc, że ktoś rzucił na niego klątwę pecha. Gdziekolwiek by szukał, wyglądało na to, że Potter zapadł się pod ziemię. Draco zostawił w holu panikujących iście po gryfońsku Granger i Weasleya, a sam udał się w stronę lochów – jedynego miejsca, gdzie na pewno nie było Pottera. Z westchnieniem rezygnacji otworzył drzwi do jednego z dawno nie używanych pomieszczeń, gdzie miał nadzieję w samotności pomyśleć, co dalej. Najbardziej frustrujące w całej tej sytuacji było to, że zaczynał zastanawiać się, czy bardziej martwi go brak długo wyczekiwanej książki, czy może zniknięcie samego Pottera…


W następnym odcinku
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Frey » 10 gru 2011, o 17:16

HAHA! Zaśliniający się Blaise, powalił mnie :D Przy tych prezentach wyjdą jeszcze niezłe jaja ;)
Podobała mi się rozmowa Harry'ego z dziewczynami. Ginny perfekcyjnie to rozegrała.
Hermiona kontra Blaise + Malfoy. Padłam. Czytałam z wyszczerzem na twarzy. Iście ślizgońskie podejście Gryfonki.
Niech sobie węże nie myślą, że można podejść gryfiaka na piękne oczy. I to gryfiaka z TAKĄ wiedzą ;)
Ciekawe, gdzie zaszył się Potter, bo co robi, to wiadomo, hłe hłe ;) Chociaż pokój życzeń, to jedyne, słuszne miejsce ukrycia.
Bardzo smakowity kąsek nam zaserwowałaś, moja droga :* Teraz czekamy na dalszy ciąg.
Ściskam przedświątecznie :*
Frey
Niedokończone teksty bolą przez całe życie
Frey Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 274
Dołączył(a): 5 lut 2011, o 11:34
Lokalizacja: 3city

Postprzez Michiru » 10 gru 2011, o 20:57

No i kto tu mówił, że pisać nie umie, co??? Akame, powaliłaś mnie. Spotkanie Blaise'a z Hermioną wyszło pięknie! "Seks damsko-męski to świętość". Kto by pomyślał, że pani Zabini ma tak wysoko postawione ideały moralne, czyż nie? :P No i uwodzący Hermionę Blaise też był mistrzowski :) Jak to ładnie tak udawać przystojnego amanta z włosami, jakby przed chwilą wypadł z tornada. Nie wiadomo czemu od razu skojarzył mi się Pattinson (no, co, on też zawsze wygląda, jakby od kilku dni zapomniał się uczesać). Bardzo mi się podobało. Biblioteka - oczywiście idealne miejsce na spotkanie wg Hermiony, a magia świąt machająca nóżkami, siedząc na książkach była... urocza. Tak, zdecydowanie urocza. Cóż, mogę powiedzieć, że tegoroczna feta coraz bardziej wpycha mnie w ten świąteczny nastrój. Oby tak dalej :)
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Postprzez MargotX » 11 gru 2011, o 01:04

No i proszę, kto by pomyślał, że Hermiona potrafi aż tak po ślizgońsku pogrywać? :D Uwielbiam Blaise'a, a kiedy ślini się nad szczegółami anatomicznymi gwiazd sportu... chciałabym to zobaczyć :lol2:
Och i jak milutko poczytać sobie o Ginny zajętej innym chłopakiem, która nie molestuje Harry'ego - wszystko na swoim miejscu :whistle: I niech sobie dziewczyna oko nacieszy roznegliżowanymi gwiazdami quidditcha, co jej żałować? :hahaha:
Akame, fantastyczna scenka rozmowy Draco i Blaise'a dotyczącej podejścia pani Zabini do seksu, super :D
W ogóle świetny cały stworzony przez Ciebie fragment, brawo. I proszę tu się nie krygować na drugi raz, że pisanie miniatur stanowi dla Ciebie jakiś problem :P bo jest akurat odwrotnie ;)
Bardzo mi się podoba tegoroczna feta, bo dzięki niej rzeczywiście zaczynam czuć magię < na razie przedświąteczną> :) I czekam na ciąg dalszy:*
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez daimon » 11 gru 2011, o 14:42

Akame, to było świetne! Tak świetne, że cały czas powtarzałam w myślach "proszę, tylko nie koniec, tylko jeszcze choć jedna scena, jeszcze nie teraaaaaaaaaz". Ale w końcu się skończyło i to było straszne. Naprawdę. Hermiona była cudowna, Blaise był cudowny, Draco był cudowny, nawet (Godryku uchowaj od zemsty Aev) Ginny była cudowna, bo zajęta Deanem i kopiująca kalendarz. Przeczytanie odcinka było naprawdę świetną zabawą i jego jedyną wadą było to, że jest tylko jeden i krótki ;) Podobała mi się każda scenka, wszystkie opisy i w ogóle *upaja się atmosferą świąt* Proszę, proszę, proszę napiszesz coś świątecznego, prawda? Coś krótkiego, coś, co nie zajmie Ci dużo czasu... Po prostu, jak pomyślę, że miałabym nic nie przeczytać już Twojego autorstwa, to aż robi mi się dziwnie. I smutno.

A wracając do fety (przepraszam, ale nie potrafię się powstrzymać od marudzenia, żebyś nam coś jeszcze napisała), ja się nie śmiałam, czytając, ja wyłam z uciechy. Co było tym niezręczniejsze, że właśnie siedziałam w pksie do Krakowa i wgapiałam się w telefon. Trudno byłoby mi wypisać ulubione cytaty, bo absolutnie wszystko mi się podoba. Więc na koniec może tylko to:

— Jestem pewien, że to robota Gryfonów! — Stojący pod ścianą Draco nerwowo skubał mankiet swej kosztownej szaty. — Mógłbym się założyć, że to te bliźniacze kopie Weasleyów maczały w tym swoje piegowate paluchy!

Cudowne odwrócenie sytuacji z mojego odcinka. Chichotałam jak najęta, dopóki sąsiadka nie zmierzyła mnie pełnym politowania spojrzeniem.

Dziękuję za świetną zabawę!

I czekam na następny odcinek, w którym, znając moc Macek, Ron poza smak czekoladowych stringów :lol2:
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Następna strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 2 gości

cron