Drarrofeta świąteczna 2010

wydanie drugie

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez Donnie » 28 gru 2010, o 13:03

Jako że nie przepuszczę żadnemu odcinkowi fety... ;>

Kaczalka przypomniała nam dosyć intensywnie, że głównym tematem zabawy jest drarry, a nie tylko żonglowanie mniej lub więcej absurdalnym humorem ;)
Owszem, pojawia się nieruchoma Milicenta z Włosami Łonowymi albo zagadkowe zagrożenie płynące ze strony Zabiniego (ach, jak mi brakowało rozwinięcia tego motywu...), ale przede wszystkim są oni dwaj. Masujący sobie stópki i snujący plany. Czujący narastające... zainteresowanie ;) I ta rozdygotana, gorąca niepewność wkraczania na nowy, niezbadany ląd na sam koniec — mniam, co za nastrój ;)

A ten fragment...

Z półmroku najpierw wyłoniły się śnieżnobiałe zęby.


... posłał mnie na tanią, służbową wykładzinę. Jako żywy stanął mi przed oczami zawieszony w powietrzu uśmiech kota z Cheshire :D Bardzo poproszę o więcej Blaise'a w tym wydaniu. Jakoś mnie mocno intryguje ;)
Nothing hard
Nothing wet
Nothing naked, well not yet
Donnie Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 385
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:30
Lokalizacja: Berlin-Pankow

Postprzez daimon » 28 gru 2010, o 22:01

Ooooch, jak mnie długo nie było! Nawet nie wiecie, jaka to katorga siedzieć przed laptopem i być offline! :sciana:

Ponieważ mam fetowe zaległości (nie będę nawet wspominać o zaległościach niekontrolowanych, bo i tak ich już nie nadrobię!), zjawiam się tutaj z podwójnym komentarzem.

Odsłona piąta:
Aev, mnie umarła! Oczywiście wiedziałam, że pojawią się :mackigreen: , w końcu opcja ta została przegłosowana i przez same Macki zatwierdzona (a w końcu i przez nie napisana i uwieczniona). Tak, wiedziałam też, że absolutnie nie ma opcji, by macki przepuściły Ginny (tym bardziej macki należące do Kałamarnicy-Aev). Niemniej absolutnie nie spodziewałam się, że Bałwan wyjdzie z tego cało. Aczkolwiek nie zazdroszczę jej pedagogicznej pogawędki na dnie jeziora, sese xD I niechaj się lepiej trzyma Boota, póki jej życie miłe,o :lol2:

— Widać przymusowa kąpiel zmyła jej klapki z oczu. Swoją drogę ciekawe, czemu Kałamarnica jej nie zeżarła.
Susan pokręciła głową ze zrezygnowaniem. — Malfoy, Kałamanice nie jedzą ludzi, ile razy mam ci powtarzać! Jak Longbottom wypadł kiedyś z łódki, to wsadziła go z powrotem.
— Zupełnie mnie to nie dziwi, w końcu mówimy o Longbottomie, prawda? — Draco uniósł brew w doskonale wystudiowanym geście. — No dobra, Potter, koniec tego umartwiania się, masz masę innych fanek. A jeśli zaczniesz się ubierać jak normalny człowiek to może nawet wszystkie od ciebie nie uciekną. Idziemy!

Mój ulubiony fragment! Nie martw się, Harry, Draco nie ucieknie :devil: (bo to feta z happy endem, prawda? :whistle: )
Bardzo sympatyczny odcinek. Szkoda, że do końca już coraz bliżej...


Odsłona szósta:

Kolejny fajny odcinek. Naprawdę szkoda, że zostały już tylko dwa i cała zabawa się skończy. Cóż, trzeba będzie pomyśleć nad nową, prawda?
Harry i Draco zostają sam na sam, mmmm :diablo: Nareszcie!
— Różowe majteczki — rzucił Potter przez zęby i pospiesznie zniknął w otworze, który wyłonił się zza obrazu.
Zaszokowany Draco ruszył za nim i chwilę później znalazł się w cichym, wyludnionym pokoju wspólnym.
— Różowe majteczki? — spytał, wreszcie odzyskując rezon.
— To wymysł Hermiony. Zanim... no wiesz, zanim ją wzięło na ekologię, przeżywała fascynację Playboyem. Nawet sobie uszka i ogonek wyczarowała, Ron mógłby powiedzieć na ten temat więcej...

Hermiona i fascynacja Playboyem! Padłam :hahaha: Chociaż w sumie to by wyjaśniało, skąd wzięła się akurat naga idea ekologiczna ;)
— Pójdziemy do dormitorium, zamkniemy drzwi na cztery zaklęcia i przeczekamy cały ten bałagan.

Bardzo podoba mi się zamykanie drzwi na cztery zaklęcia.

Dziękuję dziewczyny za świetną zabawę i czekam na ciąg dalszy.

Buziaki
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Amanda » 29 gru 2010, o 14:31

Aev! Muszę zacząć od tego, że Ginny w wersji bałwana, porwana przez wielkie macki, w twoim wykonaniu była po prostu genialna. Co mnie jednak zdziwiło i dziwić będzie, jakim cudem ta kobieta przeżyła. Przy całej twojej sympatii do niej powinna być martwa albo przynajmniej trwale uszkodzona. Z drugiej strony poziom fluffu jasno daje do zrozumienia, że twoje wielkie serduszko nawet dla Ginny znajdzie trochę litości.

I Malfoy, tak słodko a zarazem irytująco nieświadomy. Dla mnie to zawsze Potter pozostanie tą ciapowatą stroną od seksu. Ja nie wiem, czy to przez zmasowany, bliżej nie wyjaśniony atak pierniczkowy z nagłym szerzeniem nagości wśród żeńskiej części Hogwartu podziałam lekko destrukcyjnie na jego szare komórki czy może był AŻ tak zmęczony, że nie wyczuł wyraźnie, co Potter ma na myśli. No bo czy potencjalnemu Ślizgonowi nie zapaliłaby się nad głową czerwona lampa gdyby go Gryfon typu Potter zapraszał do łóżka.

Co w tej fecie jest fajne to to, że drarry jest w nim cały czas, że wygląda sobie spoza rumu, karpi, pierniczków, biegających bałwanów, szalonych współtowarzyszy niedoli. Karmione szatami, lukrem, spojrzeniami, upadkami i wszystkim tym co najfajniejsze w docieraniu do siebie. Subtelnością, która w zasadzie wyglądała sobie jeszcze nawet z masowania stópek. A potem, a potem Potter oszalał i zdecydowanie jestem ciekawa co zrobi tak jeden jak i drugi.
Obrazek
Amanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 564
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 13:37
Lokalizacja: laptop w pewnej wsi

Postprzez Miss Black » 2 sty 2011, o 05:25

Moi drodzy, nie odpowiadam za uszkodzenia powstałe podczas lektury. Zapewne będziecie walić głową w klawiaturę, tudzież najbliższą ścianę. Niestety moja beta nie odbiera telefonu i na maile nie odpowiada, a ja za trzy godziny idę do pracy i nie zdążę wkleić poprawionej wersji do końca dnia. Uznałam, że lepsza jakaś niż żadna. Oczywiście zbetowana wersja zostanie tu wklejona, jak tylko Wać Panna ruszy siedzenie i powinność swą wypełni. A teraz częstujcie się. Ja idę spać.


Feta Świąteczna, odsłona siódma

Ślizgoni biorą sprawy w swoje ręce.


     To koniec! Zaraz wkroczy tu Czarny Pan z szaleńczym śmiechem wydobywającym się z czeluści jego gadziego gardła i powybija nas wszystkich. Albo mugole wpadną na jakiś genialny plan kolejnej wojny światowej i radośnie poodpalają te atomowe cośtam, o czym ględził Zabini. O, już słychać tętent kopyt. Za chwilę dodadzą do tego trąby i ostatnia impreza ludzkości się rozpocznie. O, ja nieszczęsny! Za młody jestem, aby umierać! Ależ ten Potter ma zielone oczy. Takie… avadowe.
     – Malfoy, łeb ci się przegrzewa. – Oho, Potterowi najwyraźniej krew zaczęła wracać do mózgu, a do tego Draco nie mógł dopuścić. – No, chcesz czy nie?
     – Pytanie! – warknął Złotowłosy, wciąż niedowierzając we własne szczęście, po czym przejął właściwą mu rolę. Jednym zwinnym ruchem przetoczył Pottera na plecy i wpił się w jego bohaterskie usta, które niestety zionęły cokolwiek rumem. Niemniej Draco postanowił mentalnie machnąć swą starannie wypielęgnowaną dłonią na te plebejsko-menelskie maniery Złotego Chłopca, w końcu wszyscy wiemy, że Gryfoni są bandą nieokrzesanych prymitywów, którzy za nic mają dbałość o higienę osobistą, widzieliście portrety Godryka?, i począć smakować linię żuchwy Złotej Zakały. Skubany już miał zarost. Toż to jawna niesprawiedliwość! Jego ojciec się o tym dowie! Zaraz, coś tu… W tak zwanym międzyczasie, który, jak wszyscy wiemy, nie ma racji bytu, wspomniana arystokratyczna dłoń, na której doskonałość pracowały niezliczone pokolenia Malfoyów, zajęła się krążeniem wokół sutka Złotego Chłopca. Następnie podjęła bardziej zdecydowany atak i przeszła do skubania, a nawet odważyła się na mniej delikatne podszczypywanie! Natomiast usta obrały odmienną taktykę i powoli poczęły przemieszczać się w dół. Po szyi, jabłku Adama, gdzieś tam minęły bark i do manewru włączyły się zęby, coraz niżej i niżej. Druga dłoń gładziła biodro i pachwinę, a oddech Tego Który Przeżył był już niebezpiecznie płytki i czasem dało się usłyszeć pojedyncze jęki, których tenże nie umiał już kontrolować. Sarkastyczny uśmieszek uniósł prawą część warg Draco, które właśnie zajęte były pępkiem Wybrańca. Język właściwie też postanowił się zaangażować. Dłoń, znudzona już udem Pottera i zachęcona wydawanymi przez niego dźwiękami, postanowiła wreszcie przejść do ofensywy i otoczyć wieżę. Wtem powietrze przeszył pisk wprawiający hogwarckie szyby w drżenie.
     – Nie, nie, nie! To był zły, chory pomysł. – Potter w popłochu zeskoczył z łóżka i jął pośpiesznie zgarniać z kamiennej podłogi, rozrzucone uprzednio z wprawą doświadczonego striptizera, ubrania. – Cholera, zimno tu!
     Drżącymi dłońmi zaczął zakładać skarpetki, bo przecież te ześlizgnęły się wcześniej wraz ze spodniami, przy okazji uparcie patrząc w podłogę. Atmosfera zgęstniała niczym przypalony sos beszamelowy, a Draco siedział oniemiały na środku łóżka, gapiąc się na jedynego w historii człowieka, który pogardził alkowianymi przyjemnościami z nim, Malfoyem. Draco Malfoyem, na wszystkich Czarnych Panów tego świata! O, nie! Tak nie będzie.
     – Potter, ty niewdzięczna, bezmózga imitacjo mężczyzny! Jeśli myślisz, że pozwolę ci tak…
     Niestety nikt nigdy nie dowiedział się, jak w tamtej chwili Draco chciał zwymyślać Złotego Chłopca, bowiem drzwi od dormitorium otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, z owiniętą wokół niego Minerwą McGonagall. Ta nie spostrzegła nawet obecności uczniów, gdyż zaabsorbowana była dyrektorską szyją, którą, co chwilę wydając odgłosy rozkoszy, ssała zawzięcie. Dumbledore usilnie starał się utrzymać w górze zarówno ją, jak i na wpół skonsumowaną butelkę Ognistej, jednak z trudem dawał radę. W końcu pomógł sobie, raczej brutalnie uderzając plecami, zwykle dostojnej profesor transmutacji, o otwarte drzwi i opierając ją o nie.
     – Albusie, drzazgi – sapnęła McGonagall, ciaśniej owijając nogi wokół talii dyrektora. Bordowa suknia całkiem zsunęła jej się z ud, włosy powyłaziły z ciasnego koka, a poły szaty przy dekolcie rozeszły się alarmująco - jeszcze chwila, a oczom naszych nieszczęsnych obserwatorów ukazałby się widok o wiele gorszy niż ten po drodze do lochów.
     – Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa – Kraciaste gacie i takiż gorset to więcej niż Złoty Chłopiec mógł znieść. Psychopata ze szparkami zamiast nosa, dybiący na jego życie, dzielenie zaśniedziałego schowka pod schodami z myszami, pająkami i Merlin wie czym jeszcze, Rita Skitter, codzienne eliksiry z Nietoperzem, widok nagiej Hemiony i tej Parkinson, Terry Boot czyniący zakusy na jego rolę wybawcy świata, a potem jeszcze łonowce Bulstrode, były niczym w porównaniu z tą orgią umarłych. Nic dziwnego, że Potter zarył głową w ziemię. Draco był oczywiście ulepiony z lepszej gliny, więc ograniczył się do wytrzeszczu oraz niewielkich palpitacji serca. Właśnie miał dostać zawału, gdy Mcgonagall spytała:
     – Czemu pan Potter jest tylko w skarpetkach? Zaziębi się.
     Draco zaczęło się kręcić w głowie, ale na szczęście Dumbledore okazał nieco więcej zrozumienia. Poprawił szatę koleżanki po fachu, zgarnął brodę, którą ta wcześniej zarzuciła mu na plecy, przygładził ją, łyknął Ognistej i przemówił:
     – Och, pan Malfoy. Widzę, że stosunki ślizgońsko-gryfońskie idą ku lepszemu. Doskonale! Minerwo, bierzmy przykład z chłopców i nie zaniedbujmy innych domów. Ciekawe, gdzie też zakopał się Severus? Cóż chłopcy, w każdym razie robimy z panią profesor obchód. Za piętnaście minut w Wielkiej Sali oficjalnie zakończymy naszą zabawę integracyjną. Obecność obowiązkowa, panowie! Mam niespodziankę dla wszystkich. – Tu zaśmiał się obłąkańczo, podał McGonagall ramię i ruszył ku wyjściu. Jednakże stanął jeszcze w drzwiach i obrócił się – I proszę docucić Harry’ego. Szkoda, by przegapił takie wydarzenie. O, a to wezmę – poczym schylił się i wziął pelerynkę-niewidkę, która poniewierała się przy progu.
     Draco poczekał aż wyjdą, doskoczył do Pottera i zdzielił go porządnie otwartą dłonią w policzek. Normalnie zrobiłby to skórzaną rękawicą, jak na dżentelmena przystało, ale okoliczności były raczej naglące.
     – Potter, wstawaj, do cholery! To przeszło wszelkie granice. Wstawaj żesz!
     Na szczęście drugi policzek podziałał i Złoty Chłopiec poderwał się jak oparzony.
     – Ubieraj się natychmiast. – Draco wcisnął mu w ręce wymiętoszony podkoszulek i sraczkowate sztruksy. Na spalenie tych szmat też nie było czasu. – Mam plan. Twój był do kitu i teraz robimy po mojemu. Zabieramy się stąd, przemykamy niepostrzeżenie korytarzem omijając wszelkie biusty, wpadamy do Wielkiej Sali i petryfikujemy wszystkich na mój znak.
     – Dlaczego na twój znak?
     – Bo tak! – Jeszcze chwila, a Draco zaczęłaby lecieć para z uszu. – Ubrany? Świetnie. Idziemy.
     Wyjrzeli ostrożnie zza drzwi sypialni. Droga była pusta, więc trzymając się ścian, ruszyli na palcach w kierunku portretu Grubej Damy. Już niemal do niego dotarli, gdy nagle obraz otworzył się i do pokoju wspólnego weszła Ginny-Bałwan. Spojrzała na Harry’ego, pozieleniała, oczy niemal wyszły jej z orbit i krzyknęła:
     – Nie, tylko nie macki! – Poczym padła na wznak bez tchu.
     Chłopcy spojrzeli po sobie, wzruszyli ramionami i robiąc większy krok przeszli nad nią. Jeszcze tylko kilka schodów, skręt w prawo, znów schody, KORNiK, nisza w korytarzu, skręt w lewo, schody, Susan drąca się na Terry’ego i okładająca go karpiem po głowie, hol główny, profesor Kinney, co za ciacho, czemu niesie ze sobą kufer?, skręt w lewo, ależ ten Potter się wlecze i wreszcie drzwi Wielkiej Sali.
     – Potter, na mój znak. Pamiętaj!
     Potter kiwnął głową, wyciągnął różdżkę i weszli do środka.
     W Wielkiej Sali panował istny Armagedon. Członkinie KORNIKA zwerbowały w swoje szeregi profesor Trelawney i, wciąż nagie, przykuły się łańcuchami do drzewek, Longbottom biegł z wrzaskiem przed siebie w dłoni dzierżąc wałek, za nim podążała Mróżka krzycząc coś niezrozumiale, gdzieś w rogu grupa ubranych w białe maski i czarne peleryny uczniów tańczyła w kręgu i potrząsała siekierkami, najwyraźniej paląc jakieś choinki, Flitwick lewitował pod sufitem, w dodatku do góry nogami, Susan dalej okładała Terry’ego karpiem, jacyś pierwszoroczni płakali, Patil krzyczała na Rona, Ron krzyczał na Patil. Dumbledore patrzył na wszystko błędnym wzrokiem, co chwila pociągając z butelki, a McGonagall zniknęła gdzieś pod stołem, w celach, które nich lepiej pozostaną przemilczane. W końcu dyrektor zagwizdał przeraźliwie i na Sali zapanowała cisza, a wszyscy zastygli w pół ruchu. Karp wymknął się Suzan.
     – Ach, kochani! – westchnął Dumbledore – Proszę o chwilę ciszy. Zaczniemy od spraw naglących. Z przykrością muszę stwierdzić, że straciliśmy kolejnego nauczyciela OPCMu. Pan Kinney zaginął bez śladu w trakcie naszej niewinnej zabawy. – Draco niemal udławił się własną śliną na te słowa. Z resztą nie był osamotniony. Fala niedowierzania w postaci wytrzeszczu oczu, poobijanych o kamienną posadzkę uczniowskich szczęk, kilku omdleń, zawału i tym podobnych reakcji przeszła przez Wielką Salę. Niemniej nie zmyła z dyrektorskiego oblicza dobrotliwego uśmieszku zadowolonego gospodarza przybytku. Ktoś rąbnął głową w stół. Od spodu. – Jednak nic w przyrodzie nie ginie, a wy nauczyciela mieć musicie. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że dziś na moim biurku znalazłem dwa podania. Jedno było wypowiedzeniem Briana, a przynajmniej tak mniemam. Pismo było cokolwiek rozedrgane. Drugie listem motywacyjnym nowego kandydata. Po zapoznaniu się z jego treścią muszę przyznać, że nigdy do tej pory nie złożono mi równie kompetentnej oferty. Bo w końcu, kto lepiej zaznajomi was z arkanami mrocznej magii, niż czarodziej, który całe życie poświęcił jej zgłębianiu. Czarodziej, który zna ją od podszewki, na wylot. Człowiek, który zaznajomił się z nią nie tylko w teorii, ale i w praktyce. Moi mli, niegdyś odrzuciłem jego kandydaturę, ale tym razem nie popełnię tak karygodnego błędu. Przed wami bezsprzecznie najsławniejszy czarnoksiężnik naszych czasów: profesor Tom Marvolo Riddle!
     Wszystkie spojrzenia przetoczyły się po stole prezydialnym i powędrowały w kierunku wskazanym przez Dumbledore. Chwila zimnej, niczym zero bezwzględne ciszy zmroziła wszystkich w Wielkiej Sali. Członkinie KORNiKa zadrżały. Powietrze przeszył łopot zamaszyście ściąganej pelerynki-niewidki Harry’ego i oczom zebranych ukazał się diabolicznie uśmiechnięty Czarny Pan, obracający Czarną Różdżkę w prawej dłoni, a lewą gładzący Kamień Wskrzeszenia wiszący mu u szyi. Południowa ściana Hogwartu niebezpiecznie zadrżała.
     – A nie mówiłem – parsknął Draco.


Koniec odsłony siódmej
Ostatnio edytowano 2 sty 2011, o 21:44 przez Miss Black, łącznie edytowano 4 razy
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Liberi » 2 sty 2011, o 14:22

.
Ostatnio edytowano 4 gru 2011, o 10:18 przez Liberi, łącznie edytowano 1 raz
Kiedy obgadujesz mnie za plecami, jesteś w idealnej sytuacji, by pocałować mnie w dupę.
Tych, którzy coś do mnie mają, a nie zamierzają oddawać się pieszczotom, zapraszam na PW. ;)
Liberi Offline

Avatar użytkownika
Królowa Offtopu
 
Posty: 3006
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 19:55
Lokalizacja: Gdańsk

Postprzez Donnie » 2 sty 2011, o 18:25

Pozdrawiam noworocznie wszystkich forumowiczów ze szczególnym uwzględnieniem tej, która w Sylwestra pociła się nad kolejną częścią fety, zamiast szaleć na jakiejś imprezie ;)

Przyznam się, że choć sama wolę znacznie subtelniejszy humor, gdzie absurd tego typu spełnia zaledwie rolę wstawek, to bawiłam się całkiem nieźle. Bardzo spodobał mi się szkockokraciasty komplecik Minerwy (swoją drogą niech któryś z maskaradkowych dizajnerów sięgnie wreszcie po tradycyjne brytyjskie motywy i zaprojektuje coś ze szkockiego kiltu: kupię w ciemno) oraz okoliczności, w jakich ukazała go ona parze naszych drogich bohaterów. Co prawda wolę Albusa w roli geja-seniora, co to wierności dochowuje młodzieńczym porywom serca skierowanym do Gellerta, ale nadużycie Ognistej może być niejakim usprawiedliwieniem. Ten rys ciętej surowości u McGonagall to bardzo męska cecha ;)
Brian K. jako profesorskie ciacho... ciało pedagogiczne wymiata, choć za cholerę nie mogę go sobie wyobrazić w roli nauczyciela. Cierpliwość do jednego małolata tracił przeciętnie po minucie przebywania z nim w jednym pomieszczeniu, a co dopiero mamy powiedzieć o całej klasie pełnej takowych? :)
Za to propozycja Albusa dotycząca wypełnienia dziury kadrowej, hmmm... Kolejny raz zwalam ją tylko i wyłącznie na karb Ognistej. Co za szczęście, że alkohol istnieje, bo skąd by przyszło brać wymówki? ;)
Nothing hard
Nothing wet
Nothing naked, well not yet
Donnie Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 385
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:30
Lokalizacja: Berlin-Pankow

Postprzez Amanda » 2 sty 2011, o 20:37

Przepraszam, bo chociaż jako twórca podchodzę do każdego tekstu z góry nastawiona pozytywnie, przygotowana na szukanie plusów, tutaj już po pierwszym akapicie wiedziałam, że będzie źle, w połowie tekstu miałam ochotę przerwać i go sobie darować a po dobrnięciu do końca dziękowałam bogom, w których nie wierzę, że nie ma więcej. I niestety, nie pomógł nawet wizerunek Jose Mourinho, który aplikowałam sobie po każdym akapicie, ani muzyka, której słuchałam.

Świąteczna atmosfera pierwszego odcinka powędrowała się kochać i została zastąpiona czymś co kojarzy mi się chyba tylko ze średniowiecznym rynsztokiem.
Ta część była toporna, przedobrzona i naładowana tak bardzo aluzjami do wszystkiego i niczego, że mniej więcej w połowie włączył mi się tryb wyszukiwarki i zaczęłam się zastanawiać skąd ja znam tę i tamtą frazę. I niestety kiedy oczy koloru awady doprowadziły mnie do Blemisha, a był to ku mojej osobistej rozpaczy akapit niechybnie wciąż pierwszy, zaczęłam się zastanawiać co będzie potem, a potem było, cóż, nie lepiej, żeby nie powiedzieć gorzej.
Miało być śmiesznie? Nie było, przynajmniej mnie absolutnie nie śmieszy wykładnie mi grubymi i to naprawdę grubymi nićmi, przed nos tego co ma mnie mnie śmieszyć bo wtedy zaczyna mnie to w większości zniesmaczać. Przeżyłam język, który znowu przywiódł moje porównanie do nieco nieoświeconego pospólstwa, którego bawiło to co grubiańskie i raczej powiedziane bardzo dosadnie, bo aluzji i podtekstu ludzie ci czytać nie potrafili. Dobrze jednak, to jeszcze zniosłam, ale kiedy dotarliśmy do "łonowców" musiałam tekst na chwilę zdecydowanie odstawić i wrócić dopiero kiedy uznałam, że jestem gotowa na pochowanie wszelkich nadziei, że coś z tego będzie.

Sprawa kolejna, ważna. Bohaterowie a raczej ich brak, bo proszę mi wybaczyć tu nie ma Pottera, Malfoya, McGonagall, czy nawet Dropsa. Nie ma nikogo, nikogo kogo znałabym z poprzednich części. Podmieniono je na jakieś dziwadła, które nie znają ogłady, stylu, smaku, niczego. Potter pod wpływem rumu był słodki, naiwny, przygłupi ale w sposób urzekający, ten tutaj jest gorszy nawet od najbardziej ordynarnej dziwki z ulicy. Nie ma w nim nic, kompletnie nic z Pottera, który urzekał, denerwował czy drażnił w zależności czy mówimy o kanonie czy o fanonie. Nie ważne, większość Potterów była mniej więcej podobna i do strawienia. Ten nie jest. Draco było mało, więc na szczęście jemu zostało to w jakiś sposób oszczędzone, ale za do Albus i Minerwa mnie przerazili, odrzucili i ogólnie uznałam, że nawet po Ognistej bym ich takich nie kupiła. Dobry romans w ich wydaniu? Dlaczego nie, nie widzę problemu, pod warunkiem, że będzie DOBRY. Ten nie był nawet przeciętny. Był nijaki łamane na zły i odpychający.

Tej części mówimy zdecydowane nie, bo nijak nie pasuje do pozostałych. Już końcówka poprzedniej i rzucający się na Draco Potter nie pasował, ale powiedziałam sobie dobrze, może kolejna z dziewczyn pójdzie fajnym torem i wybrnie z tego gładko i przyjemnie. I poszła, najgorszym możliwym, dając czytelnikowi między oczy. Zabolało i pozostaje z nadzieją czekać na odcinek finałowy, gdzie... nie, może lepiej nie będę robiła sobie nadziei.
Ostatnio edytowano 2 sty 2011, o 21:08 przez Amanda, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Amanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 564
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 13:37
Lokalizacja: laptop w pewnej wsi

Postprzez Liberi » 2 sty 2011, o 20:57

.
Ostatnio edytowano 4 gru 2011, o 10:19 przez Liberi, łącznie edytowano 1 raz
Kiedy obgadujesz mnie za plecami, jesteś w idealnej sytuacji, by pocałować mnie w dupę.
Tych, którzy coś do mnie mają, a nie zamierzają oddawać się pieszczotom, zapraszam na PW. ;)
Liberi Offline

Avatar użytkownika
Królowa Offtopu
 
Posty: 3006
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 19:55
Lokalizacja: Gdańsk

Postprzez Zoe » 2 sty 2011, o 22:03

Ja ze wstydem przyznaję, że przez ostatnie tygodnie masakrycznie zaniedbałam czytanie i komentowanie, ale już się nawracam. I jak się godzi, skomentuję od razu trzy zaległe odcinki naszej drarrofety:

Odsłona czwarta - daimon:

Początek rozdziału tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Susan to fajna babka z jajami. I w dodatku nie czuje się zobowiązana do solidaryzowania się z własną płcią - ma do wykonania zadanie, więc żadne korniki ani inne nagie bziki jej w tym nie przeszkodzą. Tak tak, babka w glanach, taka stuprocentowa. :) Później rozwalił mnie dziecięco naiwny Potter i jego powiększające się oczy, kiedy sądził, że Dumbledore przechowuje w swoim gabinecie prostytutkę, i to w dodatku ognistą. Ten chłopak chyba naprawdę nie wie nic o życiu! Dobrze, że ma o swego boku Malfoya, który najwyraźniej wie, z czym powinno mu się kojarzyć słowo "ognista". :whistle:

A swoją drogą, to całe, pozornie niedobrane towarzystwo całkiem nieźle ze sobą współpracuje. Oczywiście przerzucają się złośliwościami i poddają wzajemnie w wątpliwość inteligencję współtowarzyszy, ale całkiem sprawnie im to idzie. Susan jak zwykle myśli rozsądnie, bierze sprawy w swoje ręce i jakoś to zgrabnie idzie. Fragment z bałwanem jest cudny - wiadomo, że nie znoszę Ginny (a nawet gdyby było inaczej, to bym się tutaj przecież nie przyznała, nie?). A to, że stała się obiektem dowcipu ze strony między innymi Rona - daimon, za to mogę Cię wycałować! Jak ja zgrzytałam zębami, ilekroć Ginny albo Hermiona zaczynały swoje przemądrzałe wywyższanie się nad Ronem. Zawsze mnie złościło robienie z Rona idioty, a już to wiecznie ofukiwanie go drażniło mnie niemiłosiernie. Swoją drogą, ciekawe, że Ron i Millicenta zwarli szyki. Integracja działa, hę?

Podsumowując ogólnie, ten odcinek nie zostawił mnie rozkwikanej ani spadającej z krzesła, natomiast wywołał na mojej twarzy szeroki uśmiech, który utrzymał się długo po przeczytaniu odcinka. Nie ma tu takiego wywalenia w kosmos, jak w niektórych odcinkach, ale jest tu ogromna dawka uroczego, nieco złośliwego humoru, który uwielbiam. I nie wiem czemu, ale czytając ciągiem wszystkie dotychczasowe odcinki, Twój wydał mi się napisany najzgrabniej. Nie wiem, czemu. Styl? Uroczy, lekko złośliwy dowcip? Mrugnięcie okiem w kierunku czytelnika? :P

Odsłona piąta - Aevenien:

Kolejny dowód na to, że nie lubimy Ginny - po jakie licho uciekała wzdłuż jeziora, a nie spieprzała gdzieś w krzaki? Czy tylko ja słyszę echo złośliwego śmieszku naszej Aev, gdy czytam tę scenę? ;) Co do Harry'ego - tak się niestety kończy paranoja, że tylko on potrafi zbawić świat. Swoją drogą, że ten flegmatyczny Terry się ruszył? Mnie ciekawi, skąd ta reakcja Ginny "Ja nie chciałam". Temu, że uciekła, wcale się nie dziwię. Zrobić z siebie takie pośmiewisko i to w dodatku przed facetem, w którym się durzy, no, to faktycznie obciach. Ha! Terry rusza za Ginny, będzie romans? W końcu może odezwie się w chłopaku instynkt rycerza?

Ryczałam ze śmiechu, czytając, jak przedstawia się Hogwart i jego uczniowie oraz profesorowie w trakcie owej integracyjnej zabawy. Widać, że ktoś tu jest marnym organizatorem i chyba wodze organizacji wymknęły się panu Dropsikowi z dłoni. Ubił mnie Snape, barykadujący się w lochach i tajemnicze zniknięcia osób, które tamtędy przechodziły. Nasz niezawodny profesorek! :lol2: Co ciekawsze, Potter wreszcie podejmuje męską decyzję i dochodzi do wniosku, że coś trzeba zrobić. Miło, że się chłopak zreflektował, ale skoro i wytrzeźwiał, i zobaczył, co się dzieje... No i absolutnie drakowaty komentarz o gryfońskim planie, który nie ma naturalnie szans powodzenia...

Uwielbiam takie scenki rodzajowe!

Odsłona szósta - Kaczałka:

Ha! Jak widać, czasem i plany Pottera na coś się przydadzą. Swoja drogą, to bardzo rozsądny plan, kiedy wokół panuje chaos - nie robić niczego, wycofać się, bo tylko się narobisz, a i tak nikt nie będzie ci wdzięczny. Szkoda, że podczas biegu do dormitorium na drodze obu panów pojawiają się spetryfikowane Millicenty i grożące im damskie biusty. Musieli nieźle przyspieszyć na takie widoki...

Harry chyba rzeczywiście jest wyjątkowym optymistą - ubierzemy dziewczyny, Dumbledore'a oddamy do Munga, jeszcze Snape'owi pogrzebiemy we wspomnieniach... I te urocze, złośliwe przekomarzanki na temat Czerwonego Kapturka. Zaczyna się robić cieplutko i intymnie, czytam sobie z bananem na twarzy, a tu ostatnie zdanie i łup, szczęka wali o biurko. Co ciekawe, ten sarkastyczny i znający życie Draco spieszy się do dormitorium, mając na uwadze wygodne łóżko i chwilę odpoczynku. A ten ciapowaty, niewinny Potter... ach, on co innego ma na myśli! Kaczałko, ostatnim zdaniem po prostu mnie ubiłaś. Zakończyłaś odcinek takim cliffhangerem, że kolejna pisząca powinna Cię za to wycałować. :devil:

Odsłona siódma - Miss Black:

O Merlinie, o mamuniu. Ten odcinek poziomem absurdu przekroczył chyba wszystkie poprzednie razem wzięte! Dobrze, że go czytałam, będąc sama w domu, bo chyba by mnie odwieziono do psychiatryka. Scena erotyczna przypomina tu raczej kampanię wojenną, to skubanie i branie przeciwnika z zaskoczenia! A kiedy na scenę wkracza Dumbledore i owinięta wokół niego McGonagall, no, teraz to już naprawdę jest źle. Wreszcie poznajemy przyczynę dziwnego zachowania Albusa - toż to stuprocentowe i permanentne naprucie się! Przyznam, że fragment, w którym suknia owija się McGonagall wokół ud, a włosy wyłażą z koka, cóż, nie było bata, skojarzyło mi się w czymś innym, to znaczy nie z kokiem... Ja się przestaję dziwić profesorowi Kinneyowi, że uciekł. Najwidoczniej facet chciał pozostać normalny... Zaś końcówka to istne mistrzostwo świata. Cliffhanger równie udany, jak ten u Kaczałki. Tom Marvolo Riddle jako profesor obrony! Co będzie, kiedy Dumbledore wytrzeźwieje? I czy pan Riddle okaże się cennym nabytkiem dla Hogwartu, czy wręcz przeciwnie, będzie katastrofą? To bardzo dobre pytania, bo kolejny odcinek piszę... ja. I nie wiem, czy nie powinnam przypadkiem okarpiować Miss Black, bo do chwili obecnej nie udało mi się jeszcze zamknąć szczęki. Toś mi, dziewczyno, dała zadanie! :hahaha:
Zoe Offline

Avatar użytkownika
Zua Kobieta
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 lis 2010, o 23:51

Postprzez Akame » 2 sty 2011, o 22:24

Podobało mi się :) Powiem szczerze, że przednio się bawiłam na tym odcinku, zwłaszcza podobało mi się wprowadzenie motywów z najbardziej znanych drarry. Bardzo zgrabnie zresztą Ci się to udało. Oczy avady to oczywiście Blemish, kraciaste majty skojarzyły mi się z o ile nie mylę tytułów "Między wierszami", zarost Harry'ego też kojarzę z jakiegoś ff... a...
Południowa ściana Hogwartu niebezpiecznie zadrżała.

Przy tym po prostu parsknęłam śmiechem, czekając aż Harry krzyknie - Accio ściana!
Naprawdę, trudno nie zauważyć tych odniesień, bo wcale nie są one ukryte, a wręcz przeciwnie i chyba to mi się w tym tak bardzo podoba.
Humor oczywiście absurdalny, ale naprawdę mnie rozbawił.
Psychopata ze szparkami zamiast nosa, dybiący na jego życie, dzielenie zaśniedziałego schowka pod schodami z myszami, pająkami i Merlin wie czym jeszcze, Rita Skitter, codzienne eliksiry z Nietoperzem, widok nagiej Hemiony i tej Parkinson, Terry Boot czyniący zakusy na jego rolę wybawcy świata, a potem jeszcze łonowce Bulstrode, były niczym w porównaniu z tą orgią umarłych.

Jakoś tak przed oczami stanął mi park geriatryczny :lol2: sorki, ale nie mogłam się powstrzymać.
Tom jako nauczyciel mnie rozbroił, aż czekam jak to się skończy :D

Tej części mówię zdecydowane Tak! Było zabawnie, wesoło i absurdalnie, czyli pasowała do pozostałych, które też poszły w tym kierunku. Dobry seks nie jest zły, a nawet jest dobry! Niemniej cieszę się, że tutaj nie doszło do konsumpcji. Amen.

Swoją drogą... krytyka jest potrzebna, tylko czasami zanim się wytoczy armatę, dobrze jest spojrzeć do własnej karteczki i zobaczyć co się na niej wypisywało. To, że komentarze były pozytywne, nie znaczy od razu, że kilka osób nie schowało rączek pod zadek, trzymając się z dala od klawiatury, dla świętego spokoju i zachowania dobrej atmosfery fety.
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Liberi » 2 sty 2011, o 22:28

.
Ostatnio edytowano 4 gru 2011, o 10:20 przez Liberi, łącznie edytowano 1 raz
Kiedy obgadujesz mnie za plecami, jesteś w idealnej sytuacji, by pocałować mnie w dupę.
Tych, którzy coś do mnie mają, a nie zamierzają oddawać się pieszczotom, zapraszam na PW. ;)
Liberi Offline

Avatar użytkownika
Królowa Offtopu
 
Posty: 3006
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 19:55
Lokalizacja: Gdańsk

Postprzez Amanda » 2 sty 2011, o 22:39

Moja karteczka była kilka stron wcześniej i jeśli miałaś do niej jakieś zastrzeżenia tam było miejsce by o nich napisać, a to, że "dla zachowania miłej atmosfery" się od tego powstrzymałaś, to chyba tylko i wyłącznie twoja wina, prawda? Zresztą nic nie stoi na przeszkodzie byś i teraz to zrobiła prawda? Szkoda tylko, że teraz będzie to nie pouczające czy dotykające a jedynie zabawne. Przynajmniej mnie będzie bardzo bawić.

A i nie wiem czy wiesz, ale postawę, którą opisałaś słownik języka polskiego określa jako hipokryzję, a ja bywam hipokrytą tylko w stosunku do przyjaciół, bo oni wiele dla mnie znaczą i mogę im powiedzieć, że napisali arcydzieło, nawet jeśli go nie napisali. Inni już tego przywileju nie mają, a że przyjaciół nie mam wielu, bo przyjaciel musi być osobą wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju to kończy się to jak się kończy.
Obrazek
Amanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 564
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 13:37
Lokalizacja: laptop w pewnej wsi

Postprzez Zoe » 2 sty 2011, o 22:42

Nie bardzo rozumiem, co miałoby tu być zabawnego. Świetnie, jeśli po krytycznym komentarzu autor nie wpada w depresję, ale z drugiej strony nie ma w negatywnym komentarzu nic zabawnego. Tak więc ewentualny ubaw wydaje mi się troszkę dziwny...
Zwłaszcza, że już od pierwszego odcinka widać było, że całość idzie w kierunku absurdu. Jak ktoś absurdu nie lubi, to nie ma bata, nie spodoba mu się odcinek MB. Ale zarzut, że to nie jest Drops, Potter czy McGonagall w parodii jest średnio zasadny. W końcu parodia jest raczej na bakier z kanonem.
Zoe Offline

Avatar użytkownika
Zua Kobieta
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 lis 2010, o 23:51

Postprzez Amanda » 2 sty 2011, o 22:48

Po prostu nie zrozumiałaś.
Wyobraź sobie, że wyrażasz się nieprzychylnie na temat czyjegoś tekstu i w chwilę potem, ktoś próbuje ci wytknąć jak to wielce okropny był twój tekst. Uznałabyś tę osobę za wiarygodną czy raczej rozbawiłoby się to, że ktoś nie umie polemizować inaczej niż poprzez zatuszowanie swoich błędów poprzez wytykanie innych innym.
Mnie by to by bawiło, ponieważ nie odebrałabym takiej krytyki poważnie, a krytykę kocham, bo krytyka motywuje, krytyka rozwija i na swój sposób ubogaca człowieka w nowe doświadczenia.

EDIT: Absurd lubię, ale nawet absurd trzeba umieć podać. Być może do mnie ten akurat rodzaj absurdu nie dotarł, może moja granica tolerancji pewnych rzeczy jest jednak inna i wiesz, nawet w parodii, komedii i fluffie w bohaterach można się zakochać, można ich poczuć, można się z nimi w jakiś sposób połączyć. Czułam bohaterów w pierwszej części, czułam w trzeciej w czwartej, w piątej. W szóstej Potter już odbiegał nawet od części piątej, a w siódmej to zupełnie inna osoba niż w pierwszej. Wyjaśnij mi, zrobili mu pranie mózgu? Czy może mury Hogwartu nasiąknęły czymś co zmieniało osobowość? O to chodzi, absurd ok, niech sobie będzie, fajnie mu, ale jakaś konsekwencja i ciągłość powinna być zachowana, a tu się wszystko w moim odczuciu rozjechało na dwie zupełnie odmiennie rzeczy.
Ostatnio edytowano 2 sty 2011, o 22:53 przez Amanda, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Amanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 564
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 13:37
Lokalizacja: laptop w pewnej wsi

Postprzez Akame » 2 sty 2011, o 22:49

Hipokryzją byłoby, gdybym napisała, że mi się podobało. Ja się po prostu powstrzymałam od komentowania, ani to kłamstwo, ani oszustwo, więc wybacz, ale nie poczuwam się do bycia hipokrytką.
Wiesz, jest takie powiedzenie - Lepiej mieć szczerych wrogów, niż fałszywych przyjaciół. - Dzięki Merlinowi, moi mówią mi prawdę i dlatego nadal nimi są.
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 1 gość

cron