Drarrofeta świąteczna 2010

wydanie drugie

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez Donnie » 1 gru 2010, o 09:20

Raz kozie Aberforth, jak mawiała Elleen. Nie umiem pisać na żądanie ani na termin, ale zaryzykuję. Wolę jednak zacząć spokojniutko, od klasycznego fanfikowego motywu.
Gorące i lepkie jak lukier buziaki za betę wędrują do Liberi *cmok*.
Kontynuującym zabawę życzę weny i mnóstwa nowych pomysłów!



Feta świąteczna, odsłona pierwsza


Czarodzieje wszystkich domów, łączcie się!


Gdy tylko przebrzmiało echo ostatnich słów Dumbledore´a, Wielką Salę wypełniła równie wielka cisza.
Która po chwili zaczęła tracić swoją przytłaczającą wymowę. Pojawiły się w niej pierwsze zakłócenia w postaci miarowych, głuchych uderzeń. Draco Malfoy, uczeń szóstego roku Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, nie musiał otwierać zamkniętych z przerażenia oczu, żeby wiedzieć, iż ów charakterystyczny odgłos ma swoje źródło w zespołowym, rytmicznym waleniu czołem o drewnianą powierzchnię stołu. Najwyraźniej na wieść o najnowszym przedświątecznym pomyśle dyrektora nie wszystkim udało się, w odróżnieniu od niego, utrzymać klasę i ograniczyć reakcję do przymknięcia powiek.
Draco, kierowany ukształtowanym przez lekcje numerologii zamiłowaniem do statystycznego klasyfikowania zjawisk, koniecznie musiał sprawdzić, jakiemu procentowi jego kolegów i koleżanek nie udało się zachować zimnej krwi, tudzież stoickiej postawy. Pospiesznie otworzył oczy i zlustrował salę.
Znaczna większość szóstoklasistów bezsilnie półleżała na stołach, opierając opuszczone głowy na złożonych na blatach, a może raczej załamanych, rękach. To przedstawiciele najliczniejszej grupy ludzi o umiarkowanie słabych nerwach. Dało się w niej wyodrębnić całkiem sporą część osób, które z tępą rezygnacją nadal oddawały się donośnemu waleniu czołem o stołowe deski. Ich odsetek wynosił około osiemnastu procent, obliczył Draco w duchu i sklasyfikował reakcję jako przesadzoną oraz niegodną arystokraty, niemniej zrozumiałą i usprawiedliwioną przez okoliczności. Szacunkowe dziesięć procent, w które wliczył i siebie, wykazało pełne i zasługujące na pochwałę opanowanie. Ostatnich kilka procent przypadło w udziale osobom wykazującym postawy skrajne: kilka z nich prychało, wzruszało ramionami lub jawnie przewracało oczami (to ci, którym nie zależało na owutemach), a jedna jedyna — nawiasem mówiąc, Granger — promieniała radością czekającego na nią nowego wyzwania, co Draco mógł uznać jedynie za przypadek ocierający się o patologię.
Zupełnie oczywisty i niewymagający komentarza był fakt, iż twarze uczniów pozostałych lat oraz oblicze profesora Snape´a jaśniały najczystszą, autentyczną radością z cudzego nieszczęścia. Reszta kadry nauczycielskiej przezornie ukrywała swoje odczucia za chusteczkami do nosa, niezbyt udolnie markując nagłą epidemię kataru.
Jaka to intryga, wymyślona w tym roku przez starego, zdziecinniałego szaleńca, doprowadziła większość pragnących świętego spokoju uczniów na skraj załamania nerwowego? Jak on to ujął? Cykl świątecznych projektów integracyjnych? Wykonywany w czteroosobowych, mieszanych grupach, po jednej osobie z każdego domu! Dlaczego akurat przez szóstoklasistów, podczas gdy cała szkoła będzie z mniej lub bardziej jawnym rechotem komentować ich wysiłki? I to w dodatku nie oparte na współzawodnictwie, bez nagrody dla potencjalnych zwycięzców?! Których wyróżnienia się w ogóle NIE PRZEWIDUJE?!
Niech szlag trafi ciężkie czasy i tegoroczne motto nawołującej do pojednania Tiary Przydziału. Czy wszystkie jej metaforyczne przekazy naprawdę trzeba traktować aż tak dosłownie? Zwłaszcza, jeśli owe wyśpiewane są głosem na tyle ochrypłym, że Draco bez chwili wahania mógłby nazwać go sznapsbarytonem*? Nie pierwszy raz pomyślał, że wiekowe a czcigodne nakrycie głowy sąsiaduje na swojej półce w gabinecie dyrektora ze skorą do oddawania się każdemu i wszystkiemu butelką Ognistej.
Zdegustowany i zdemotywowany Draco wzdrygnął się na dźwięk głosu Dumbledore´a, który, najwyraźniej uznawszy, że audytorium zdążyło ochłonąć po pierwszej porcji szoku, przystąpił do losowego ustalania składu poszczególnych zespołów oraz omawiania pierwszego zadania projektu. Najwyższy czas na oddanie krótkiej, acz precyzyjnej, błagalnej salwy do Merlina.
Merlin nie istnieje. A przynajmniej nie jako instancja, do której można kierować modły.
Do takiego wniosku doszedł Draco pół godziny później. Kurczowo wczepiony w brzeg stołu starannie opiłowanymi paznokciami, z całej siły napinał maksymalnie wyprostowane mięśnie ramion, by w ten sposób utrzymać głowę możliwie daleko od kuszącej, drewnianej powierzchni blatu.
Pierwszym wyzwaniem projektu, przewidzianym na dzisiejsze popołudnie, będzie pieczenie świątecznych pierniczków w szkolnej kuchni.
Bez pomocy magii.
A także, o zgrozo, bez pomocy skrzatów.
Za to w bezpośrednim towarzystwie przemądrzałego kujona Boota i tej podszywającej się pod niewinną Puchonkę, bojowej lafiryndy Bones.
Oraz kogoś, na kogo określenie brakowało mu już trafnych epitetów.
Pottera.

***

Skrzaty, zbite w kącie kuchni w falujący, szemrający niepewnie tłumek, przypatrywały się ze zgrozą w olbrzymich, wyłupiastych oczach poczynaniom — pożal się Merlinie — cukierników in spe**. Stojący na samym czele przerażonej gromadki Zgredek dzierżył oburącz przyciężkawy dla niego Pakiet Pierwszej Pomocy Pani Pomfrey (najwidoczniej spodziewano się, że uczestnicy projektu odniosą rozliczne rany kłute, cięte i szarpane oraz rozległe oparzenia powierzchniowe), a na skrzaciej twarzy wyraźnie malowało się przekonanie, iż staje się oto świadkiem wydarzenia wstrząsającego podstawami świata. Gotujący uczniowie! Czystokrwiści gotujący uczniowie!! Czystokrwiści i bogaci gotujący uczniowie!!!
Draco, lekceważąc bijący od skrzatów apokaliptyczny nastrój, opanowanym krokiem skierował się w stronę stołu, wokół którego zebrała się już reszta jego „zespołu”.
Bones, z oczami obwiedzionymi czarną kredką, siedziała na wysokim taborecie z nogą założoną na nogę. Prezentowała chudą łydkę, obciągniętą pończochą w poziome, czarno-czerwone pasy, ginącą w wysokich, ciężkich buciorach niczym obsadka w kałamarzu. Boot, przepasany nieskazitelnie białym fartuchem, wertował z zapałem olbrzymią książkę kucharską, zatrzymując się co chwila przy jakimś przepisie i studiując go ze zmarszczonymi w skupieniu brwiami. Potter, rozczochrany i niechlujny jak zwykle, opierał się kościstym biodrem o stół, wyglądając na kogoś, kto za chwilę zwymiotuje z nudów. Wszystko wskazywało na to, że przygotowywanie rzeczy jadalnych na podstawie opisanych w księdze wskazówek za bardzo kojarzy mu się z eliksirami.
Salazarze, eliksiry! No właśnie! Na smolistą czerń najszlachetniejszej z magii, upieczenie przeklętych pierniczków nie może być chyba trudniejsze od uwarzenia średnio skomplikowanego dekoktu***. Draco energicznie wysunął podbródek i zdecydowanym krokiem podszedł do Boota.
— Dawaj ten przepis — warknął rozkazująco.
Boot uniósł kudłatą głowę znad poznaczonych tłustymi plamkami i wielobarwnymi smugami kartek.
— Sugerowałbym — odezwał się swoim denerwującym, nosowym głosem — abyśmy zrezygnowali z opartego na autokracji**** podziału sił w zespole i trzymali się raczej założeń projektu. Pamiętaj, że Dumbledore´owi chodzi o integracyjny charakter przedsięwzięcia, co implikuje niejaką demokrację naszych układów. — Draco poczuł nagłą potrzebę schwytania za leżący na stole solidny wałek do ciasta i zintegrowania go z czerepem wkurzającego Krukona. — Zapoznałem się już z przepisem i opracowałem pobieżny plan podziału zajęć odpowiadający naszym indywidualnym zdolnościom oraz preferencjom.
Draco westchnął głęboko i kolejny raz tego dnia, jednak w tej chwili już ze znacznie większym trudem, oparł się zewowi drewnianego blatu, syrenim śpiewem błagającego o kontakt z jego szlachetnie bladym czołem. Cóż, im szybciej będzie miał to za sobą, tym lepiej.
Jak się okazało, jego zwątpienie nie musiało sięgać aż takiej głębi. Podział pracy według Terry´ego Boota, wbrew oczekiwaniom, wcale nie okazał się dopustem bożym.
Przepis na pierniczki wymagał obróbki takich produktów jak mąka, cukier, masło, kardamon, migdały, cynamon, anyż, ziele angielskie, goździki, kolendra, płynny miód oraz biały rum. Draco, wschodząca gwiazda eliksirów, z pasją zajął się starannym odważaniem ilości poszczególnych składników, siekaniem korzennych przypraw i mieleniem migdałów. Bones, dając upust swoim militarnym zapędom, odnalazła spełnienie w energicznym wyrabianiu ciasta. Szczególnie upodobała sobie formowanie go w przypominającą głowę kulę i walenie w nią pięścią. Potterowi, indywiduum nieskażonemu żadnym z talentów, powierzono proste zadanie odmierzania dawek białego rumu, stopniowo dodawanych do ciasta oraz lukru. Oczywiście i tu nie zrobił nikomu niespodzianki i partaczył zadanie raz po razie, napełniając kieliszek powyżej zaznaczonej kreską miarki, który to błąd korygował przez upicie nadwyżki. Boot, ku pewnemu zaskoczeniu Dracona, poprzestał na prostym kręceniu lukru. Kto by się spodziewał, że rytmiczne ruchy ręki okażą się jego najmocniejszą stroną? Ciekawe, czy ćwiczy je co noc w zaciszu wyłożonego granatową tapetą dormitorium? Teraz jednak zadowalał się dokładnym rozbijaniem cukru na pudrowy puch i ucieraniem go na gładką masę z rumem, dolewanym stopniowo przez Pottera coraz bardziej roztrzęsioną dłonią.
Wyrobione ciasto zostało podzielone na porcje, a jego rozwałkowane fragmenty wycięte nożykiem na kształt gwiazdek, choinek i reniferów i ostrożnie ułożone na blasze. Praca, wykonywana w milczeniu przerywanym okazjonalnymi pomrukami, toczyła się gładko aż do momentu, w którym Potter zaczął wykazywać odrobinę nienaturalne zaangażowanie w projekt.
— Susan, daj mi teraz powałkować — odezwał się w którymś momencie lekko bełkotliwym głosem, próbując odebrać Bones pożądane narzędzie. — Rum się skończył, a Malfoy się gapi, bo nic nie robię.
Bones musiała poczuć się jak żołnierz, któremu ktoś chce odebrać karabin, bo z determinacją zaczęła bronić twardego kawałka drewna. Nie udało jej się jednak zdążyć na czas przed refleksem szukającego, nawet nieco przytłumionym działaniem rumu. Potter entuzjastycznie schwycił wałek za wypolerowaną latami skrzaciej pracy rączkę i szarpnięciem wyrwał go z dłoni dziewczyny. Impet odrzutu posłał go w krótki półobrót. Odruchowo rozłożył ramiona, starając się zachować równowagę. Wałek zatoczył łuk i z ohydnym trzaskiem wylądował w samym centrum twarzy Dracona.
Strumień drogocennej, czystej krwi dziedzica rodu Malfoyów trysnął prościutko do kamionkowej misy z kręconym przez Boota lukrem. Biała masa w mgnieniu oka zabarwiła się na różowo.
— O! — skomentował Potter, chwiejąc się lekko i już znacznie mniej entuzjastycznie wymachując wałkiem. — To nie było specjalnie. Przepraszam, Malfoy. O! Przepraszam, Malfoy? Nie wierzę, że to powiedziałem.
Draco zawył żałośnie i przycisnął obie dłonie do twarzy.
— Zgredek! — krzyknęła Bones i celnym kopniakiem glana, wymierzonym prosto w piszczel Dracona, odsunęła go od newralgicznego miejsca. — Chodź no tu z tym Pięć Pe, zanim cały lukier diabli wezmą! Ma być biały, a nie łososiowy!
— O. — Potter, komicznie wykrzywiony, zerknął do miski. — Łososiowy? A nie arystokratycznie błękitny? Co za rozczarowanie.
— Wiefałem! — ryknął Draco, jedną ręką trzymając się za cieknący nos, drugą za bolącą łydkę, a łokciem odganiając skaczącego dookoła Zgredka, trzymającego w ręku tampon nasączony eliksirem tamującym krwawienie. — Wiefiałem, Bonf, fe jeftef wrefną, agrefywną jęfą!
— O? — wtrącił się znów Potter głosem wyrażającym miłe zdziwienie. — To dialekt z Wiltshire? I nie na mnie się wściekasz, tylko na Susan?
Draco zignorował kwestię wypowiedzianą przez coraz mniej poczytalnego Pottera, ponieważ Bones najwyraźniej nie doceniła obiektywności oceny swojej osoby, szczerze i bezinteresownie wystawionej przez Dracona. Co gorsza, potraktowała ją jako utęskniony pretekst, by dać wreszcie komuś w zęby.
Zgredek zdążył przyłożyć tampon do nosa Dracona.
Terry Boot nie zdążył schwytać Bones za ramię.
Blacha z ułożonymi na niej pierniczkami poszybowała w stronę głowy Ślizgona, sprawiedliwie rozsiewając swoją zawartość po stole, podłodze, włosach i ubraniach starających się o integrację niedoszłych cukierników. Zaraz po niej w powietrze wzbił się płócienny woreczek z mąką. Wyszarpnięta z objęć Boota miska z lukrem podzieliła los swoich poprzedników. Draco zasłonił się przedramieniem, oczekując bolesnej konfrontacji z pociskami.
Nic takiego nie nastąpiło.
Potter kolejny raz zademonstrował refleks zupełnie nieprzystający do jego sposobu odmierzania rumu. W ułamku sekundy rzucił się między Bones a Dracona, chroniąc go przed najgorszym.
Draco poczuł, że pada, przygnieciony ciężarem Pottera, bohatersko przyjmującego na swoją pierś blachę, rozbryzgi surowego ciasta i dwa funty mąki. Jego szyję owiał gorący, aczkolwiek mocno trącący alkoholem oddech. Usłyszał trzask miski rozbijającej się o blachę, którą Potter trzymał przed sobą jak tarczę, a różowawe, kleiste mazidło chlapnęło mu prosto w twarz, zastygając na niej niczym maseczka kosmetyczna.
Potter odrzucił blachę, która z brzękiem potoczyła się w stronę stojących nad nimi w kółku skrzatów domowych oraz członków pozostałych zespołów. Przekręcił się przy tym na Draconie tak, że leżał teraz z nim twarzą w twarz. Przerażony i bliski stanu petryfikacji Draco zdiagnozował obecność miękkich warg w miejscu, gdzie jego oczodół przechodził w ostry zarys kości policzkowej.
Serce Dracona wykonało trzy pracowite uderzenia. Interwały między nimi mogły wypełnić całe eony.
Merlinie i Salazarze, czy właśnie to miał na myśli pewien potajemnie czytany, szurnięty na punkcie walki byków i zmagań z morzem mugolski pisarz, mówiąc o doznaniach przypominających drgnięcie ziemi?
Potter z głośnym mlaśnięciem oderwał umączone usta od lepkiego policzka Dracona. Uniósł się na rękach, zdejmując z jego klatki piersiowej część przytłaczającego ciężaru, spojrzał mu w oczy wzrokiem równie zamglonym, co rozkojarzonym i powolutku oblizał sobie najpierw dolną, a potem górną wargę.
— Jesteś... słodki, Malfoy.
Draco zamrugał kilkakrotnie, mając wrażenie, że żegna się właśnie z jakąś magią chwili.
— Ja myślę! — odpowiedział odruchowo i omal nie ugryzł się we własny język. Co za płaska, prostacka, pozbawiona elokwencji riposta! Z jego własnych ust! I to w stosunku do pijanej pokraki Pottera, jakby ten był zdolny wprawić Dracona co najmniej w onieśmielenie! Całe szczęście, że przynajmniej już nie seplenił. Żeby zatrzeć niemiłe wrażenie, pospiesznie dodał oskarżycielskim tonem: — Bones i ten twój rum. Spierniczyliście pierniczki. — Uch. Jeszcze gorzej. Co za żenujące powtórzenie wyrazowe! Z drugiej strony Potter, ten erudycyjny niedorozwój, z pewnością uzna je za wyrafinowaną grę słów. Hmm, dla pewności należałoby jeszcze subtelnie zaakcentować swoją przewagę w zaistniałej sytuacji. Ojciec zawsze podkreślał, że prawdziwą wielkość arystokraty poznaje się po tym, że potrafi zwycięsko i z podniesioną głową wybrnąć z najgorszego położenia. — Zobaczysz, następnym razem to ja będę na górze! — O, cholera. Coś jest dziś stanowczo nie tak z moim ośrodkiem mowy. — Znaczy się, na wierzchu! Będę na wierzchu! — Draco poczuł, jak czerwieni się niczym gwiazda betlejemska. — Nie, nie ja. Moje! Moje będzie na wierzchu!
Wzrok Pottera wyrażał ostatnie stadium zbaranienia.
Do diabła z integracją.


Koniec odsłony pierwszej


* Sznapsbaryton to potoczne określenie ochrypłego, przepitego głosu.
** in spe (łac.) znaczy przyszły, spodziewany.
*** Dekokt oznacza w użytym tu przeze mnie znaczeniu wywar.
**** Autokracja to system rządów opartych na władzy jednej (lub niewielu) osoby.
Ostatnio edytowano 6 gru 2010, o 09:31 przez Donnie, łącznie edytowano 1 raz
Nothing hard
Nothing wet
Nothing naked, well not yet
Donnie Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 385
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:30
Lokalizacja: Berlin-Pankow

Postprzez yunne » 1 gru 2010, o 12:17

*komentarz pisany w trakcie czytania, więc proszę o wybaczenie wszystkich wybuchów radości i innych*
I zaczęła się drarrofetka! :D (jak ja uwielbiam zaczynać dzień od świeżego drarry). Nastał czas na niepohamowane wybuchy radości, w końcu po pierwsze forum przeniesione, po drugie przed nami cały miesiąc drarry! :seksi: Czego chcieć więcej? No może jedynie zdrowia...
Od samego początku zastanawiałam się, co też stary Dumbledore wymyślił, myślę sobie - pewnie świąteczne strojenie korytarzy bez użycia magii (oczywiście Draco na swoje ?nieszczęście? dostał do pary Harry'ego, z czego jest niezadowolony). No, a tu projekt integracyjny, wykonywany w czteroosobowych grupach, w dodatku bez nagrody dla potencjalnych zwycięzców, których wyróżnienia się w ogóle nie przewiduje a pierwsze zadanie to pieczenie świątecznych pierniczków - bez użycia magii i bez pomocy skrzatów! Nic dziwnego, że Draco musiał się zmuszać do niewalenia głową o ten biedny blat stołu.
Donnie napisał(a):Nie pierwszy raz pomyślał, że wiekowe a czcigodne nakrycie głowy sąsiaduje na swojej półce w gabinecie dyrektora ze skorą do oddawania się każdemu i wszystkiemu butelką Ognistej.

Omójborze! To zdanie jest zdecydowanie cudowne. :seksi: Skoro wyszło już na jaw, że Ognista oddaje się każdemu i wszystkiemu, to może tak kieliszka? *szczerzy się wyciągając z barku butelkę*. Za drarry!
Donnie napisał(a):Boot, ku pewnemu zaskoczeniu Dracona, poprzestał na prostym kręceniu lukru. Kto by się spodziewał, że rytmiczne ruchy ręki okażą się jego najmocniejszą stroną? Ciekawe, czy ćwiczy je co noc w zaciszu wyłożonego granatową tapetą dormitorium

Draco, o czym Ty myślisz? :D Zamiast myśleć o tym, co Boot robi w zaciszu swojego dormitorium (bądź nie swojego), powinieneś pomyśleć, o biednym Harrym, który się zaraz upije i... mniejsza o to.
Donnie napisał(a):. Potter entuzjastycznie schwycił wałek za wypolerowaną latami skrzaciej pracy rączkę i szarpnięciem wyrwał go z dłoni dziewczyny.

Nie skomentuję tego zdania. Nie skomentuję tego zdania. Nie skomentuję tego zdania. *wzdryga się*
Donnie napisał(a):Ojciec zawsze podkreślał, że prawdziwą wielkość arystokraty poznaje się po tym, że potrafi zwycięsko i z podniesioną głową wybrnąć z najgorszego położenia. ? Zobaczysz, następnym razem to ja będę na górze! ? O, cholera. Coś jest dziś stanowczo nie tak z moim ośrodkiem mowy. ? Znaczy się, na wierzchu! Będę na wierzchu! ? Draco poczuł, jak czerwieni się niczym gwiazda betlejemska. ? Nie, nie ja. Moje! Moje będzie na wierzchu!
Wzrok Pottera wyrażał ostatnie stadium zbaranienia.

:zab: Och, jak ja uwielbiam takie zakończenie wszelkich nieporozumień. Uwielbiam pijanego Pottera, bo wtedy zawsze rzuca się na Draco :lol2: (tak przy okazji "Wzrok Pottera wyrażał ostatnie stadium zbaranienia" - darmowa reklama Heyah? xD) Haha, Draco jak tak bardzo chcesz, to myślę, że da się załatwić żebyś to ty był na górze :D
Pierwszy odcinek drarrofetki bardzo udany, dziękuję. Już jestem strasznie ciekawa, co będzie dalej!
Pozdrawiam,
Yun.
"Good, because if you wanted to shag me against the wall, I'm afraid I'd have to say 'No' because I'm not easy." Draco thought about it for a minute while eyeing Harry speculatively. "Actually, that's a lie. I am easy. You may commence with the shagging now."
yunne Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 402
Dołączył(a): 31 paź 2010, o 18:19

Postprzez Liberi » 1 gru 2010, o 14:53

.
Ostatnio edytowano 4 gru 2011, o 10:12 przez Liberi, łącznie edytowano 1 raz
Kiedy obgadujesz mnie za plecami, jesteś w idealnej sytuacji, by pocałować mnie w dupę.
Tych, którzy coś do mnie mają, a nie zamierzają oddawać się pieszczotom, zapraszam na PW. ;)
Liberi Offline

Avatar użytkownika
Królowa Offtopu
 
Posty: 3006
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 19:55
Lokalizacja: Gdańsk

Postprzez Aevenien » 1 gru 2010, o 16:58

No to po zawalonym kole przeczytałam sobie jeszcze raz pierwszy odcinek naszej pięknej Fety i od razu mi lepiej :)
Pięknie się zaczęło i nie powiem, wysoko nam Donnie zawiesiłaś poprzeczkę.

Strasznie mi się podobało, było lekko i z cudownym humorem, a Draco po prosty wymiatał, choć pijany Potter go prawie doganiał. I zgodzę się z Liberi, ta upijanie się jest lekko podejrzane, ciekawe jak to się nam w następnym odcinku rozwinie i co tam Dumbledore jeszcze wymyśli dla naszych chłopców. Oby tylko Susan z jej morderczymi zapędami jeszcze bardziej się nie rozpędziła, bo biedny Draco mógłby nie przeżyć, no naprawdę, wałkiem w twarz? Biedaczek! :zab:
Oraz kogoś, na kogo określenie brakowało mu już trafnych epitetów.
Pottera.

Biedny Draco, beznadziejność Pottera sprawiła, że aż zaniemówił XD
? Sugerowałbym ? odezwał się swoim denerwującym, nosowym głosem ? abyśmy zrezygnowali z opartego na autokracji**** podziału sił w zespole i trzymali się raczej założeń projektu. Pamiętaj, że Dumbledore?owi chodzi o integracyjny charakter przedsięwzięcia, co implikuje niejaką demokrację naszych układów. ?

W tym momencie stanęła mi przed oczami pewna reklama Castoramy, oglądana ostatnio na zajęciach z retoryki i po prostu padałam, cudne!

Piękny opis podziały pracy, jedyny w swoim rodzaju Potter upijający się rumem, a później bohatersko zasłaniający Draco własną piersią, wywołując tym u niego szok i zagubienie xD
? Ja myślę! ? odpowiedział odruchowo i omal nie ugryzł się we własny język. Co za płaska, prostacka, pozbawiona elokwencji riposta!


Dziękuję Donnie za tak przyjemny odcinek i nie chcę nawet słyszeć o tym, że niby nie umiesz pisać na żądanie :wink:
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Akame » 1 gru 2010, o 18:06

Końcówka jest po prostu świetna. W pewnym momencie przypuszczałam, że Draco za mocno uderzył się w głowę i stąd jego problemy z przełożeniem myśli na słowa :lol2: Było nie było, najpierw oberwał w przód, potem w tył, tak dla równowagi ;)
Bardzo podobał mi się wstęp, ten cały opis walenia głową w stół i rozpatrywania tego przez Maflya pod względem opanowania, które jemu i tylko nielicznym udało się zachować. Przyznam, że moja wyobraźnia podsunęła mi obraz uderzających w blaty, w jednym rytmie uczniów, powalające xD

Pieczenie pierniczków... zaskoczyłaś mnie i to pozytywnie. Moją pierwszą myślą było - No to Potter zabłyśnie, w końcu wszędzie przedstawiają go jako kuchtę domową, która prała, piekła gotowała, żal że ... pozwolisz, że nie dokończę myśli :whistle: A tutaj? Potter nie dość, że nie potrafi piec, to jeszcze pociąga z kieliszka niczym domowej roboty alkoholik xD Dla mnie bomba.

Przepis na pierniczki wymagał obróbki takich produktów jak mąka, cukier, masło, kardamon, migdały, cynamon, anyż, ziele angielskie, goździki, kolendra, płynny miód oraz biały rum.

W tym momencie czekałam tylko na to, aż dowiem się w jakiej temperaturze piec, jak długo i na jakich rozmiarów brytfance ;)

? O! ? skomentował Potter, chwiejąc się lekko i już znacznie mniej entuzjastycznie wymachując wałkiem. ? To nie było specjalnie. Przepraszam, Malfoy. O! Przepraszam, Malfoy? Nie wierzę, że to powiedziałem.
Draco zawył żałośnie i przycisnął obie dłonie do twarzy.
? Zgredek! ? krzyknęła Bones i celnym kopniakiem glana, wymierzonym prosto w piszczel Dracona, odsunęła go od newralgicznego miejsca. ? Chodź no tu z tym Pięć Pe, zanim cały lukier diabli wezmą! Ma być biały, a nie łososiowy!
? O. ? Potter, komicznie wykrzywiony, zerknął do miski. ? Łososiowy? A nie arystokratycznie błękitny? Co za rozczarowanie.

Cóż za brak empatii ze strony Bones :kij: Kobieto! Malfoy cierpi! :D

Zabawne, z polotem, czytało się bardzo przyjemnie i jak już to kiedyś pisałam, Donnie powinnaś stworzyć nam piękne i dowcipne drarry, a nie tylko jego część :) Talent się marnuje, ot co!

Pozdrawiam i dziękuję za miło spędzone na czytaniu chwile.
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."
Akame Offline

Avatar użytkownika
White Ferret
 
Posty: 2231
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 22:47
Lokalizacja: Dracoland

Postprzez Kaczalka » 1 gru 2010, o 20:09

Pięknie się zaczęło i nie powiem, wysoko nam Donnie zawiesiłaś poprzeczkę.

Nie mogę się nie zgodzić i już zaczynam obgryzać paznokcie.

Tak, Donnie zawsze twierdzi, że pisać nie umie, chyba chce, żebyśmy ją chwalili :twisted:.
No to będziemy, bo naprawdę jest za co.
Bardzo mi się podobało, już nawet nie zliczę, ile razy ryknęłam śmiechem, na pewno kilkanaście, co mi się wyjątkowo rzadko zdarza, bo takich wesołych klimatów z reguły nie lubię. W ogóle nie wiem, co ja tu robię. Już sobie postanowiłam, że po fecie przetłumaczę jakąś bardzo, bardzo angstową miniaturkę, tak dla równowagi.
Teraz jednak chowam moją ponurą naturę do szafy i cieszę się dobrze rozpoczętą fetą. Podoba mi się słabość Donnie do drapieżnych Puchonów, o, nawet fajna emotka tu jest: :pala xD. I glany, jak ja kocham glany.
A jaki dokładny opis procedury przygotowywania pierniczków. W życiu ani jednego nie upiekłam, ciekawe, czy znasz to z autopsji, czy przeprowadziłaś studia xD
Gdybym się miała z którymś z chłopaków z tego rozdziału utożsamiać, to na pewno z Harrym. Elokwencji Draco, nawet tej "podłogowe" mi brakuje, za to rum bym podpijała bardzo chętnie. I biedne skrzaty, stary Dumbel jest bez serca.
I jeszcze bardzo mi się podobało zdanie z początku:
Zupełnie oczywisty i niewymagający komentarza był fakt, iż twarze uczniów pozostałych lat oraz oblicze profesora Snape?a jaśniały najczystszą, autentyczną radością z cudzego nieszczęścia.

Jakieś to takie... ciepłe.
Jeszcze raz gratuluję i czekam niecierpliwie na kolejną odsłonę.
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez Ka » 1 gru 2010, o 20:58

Drarrofeta? To już? *zerka na zegarek, marszczy brwi i usilnie stara się samym spojrzeniem sprawić, że wskazówki zaczną się ruszać* Taaak, wymienić baterię... *macha ręką*

Jak ja kocham oklepane motywy. Zwłaszcza napisane w tak lekki, zabawny sposób. Mru. Tradycyjna Albusowa integracja, zbiorowe walenie głową w stół, Draco oczywiście w grupie z Harrym, a później ze słowa na słowo coraz bardziej obłędny opis pieczenia. Podoba mi się taka bojownicza Susan. Terry jest idealnie stereotypowo Krukoński... A pijący Harry nieco zaskakujący. Ale obronił Draco, prawda? Biorąc na siebie dzielnie dwa kilo mąki! Donnie, tu nie ma czego rozwijać, przecież oni już się kochają. Te usta przyklejone do Draco były absolutnie fluffowe. *rozpływa się* Nie wspominając o monologu Draco na końcu. Czyżbym wyczuwała Freudowską pomyłkę? :wink:

Aaaaa, i jeszcze jedno jest piękne: Harry, który całkiem niechcący grzmotnął Draco wałkiem? *ómiera* Zresztą cała ta bitwa na jedzenie. Pamiętacie taką scenę ze Smażonych zielonych pomidorów?

...Już, już lecę głosować. Tylko, proszę, nie Ginny?
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez Zoe » 1 gru 2010, o 21:39

O matulu kochana. Donnie, coś Ty się rękami i nogami zapierała, że na żądanie to niby nie umiesz pisać? Jeśli tak to ma wyglądać, to ja proszę, abyś od tej pory pisała właśnie na żądanie. :modli: Bo takie fiki to ja mogę czytać codziennie.

Wyleciało mi z głowy, że to dzisiaj rozpoczynamy drarrofetę i przypomniałam sobie dopiero w pracy. Na szczęście tylko rzuciłam okiem i odłożyłam czytanie na później, gdy już będę w domu, bo początek zapowiadał się absolutnie kwikogennie. No i miałam rację! Przesadyzm aż kipi, ale jest to przesadyzm w najlepszym wydaniu. A pisząc coś humorystycznego, bardzo łatwo przesadzić i to do tego stopnia, że całość robi się przekombinowana i zupełnie niestrawna. U Ciebie tego nie ma! Mam wrażenie, że lekko podkpiłaś sobie przy tym z opków i blogasków, przerysowując postacie, między innymi dyrektora, który w swojej naiwności i głupocie wierzy, że Gryffindor i Slytherin są w stanie kiedykolwiek się zintegrować. Aż chciałoby się rzec: stary, a głupi! :zab:

Uwielbiam też Severusa, uśmiechającego się z cudzego nieszczęścia. Jakieś to... severusowate!

Przyznam, że zaskoczyłaś mnie Potterem, który jest na "cyku". Spodziewałam się, że wspólne gotowanie zacznie się od kłótni, awantury, a tu nie! Okazuje się, że domy jednak potrafią się zintegrować. A przynajmniej trzy domy, bo gdy do integracji włączył się Gryffindor, cały plan Terry'ego runął z hukiem. I nie tylko plan, runął także Draco. Aż mi się szkoda chłopaka zrobiło. Posłusznie włączył się do wspólnego gotowania, radził sobie całkiem dobrze, może nawet mu się to spodobało. I jak został wynagrodzony za swoją łagodność? Rozwalonym nosem i cielskiem Pottera... Tak, Harry miał dobre intencje, w końcu starał się osłaniać Draco własną piersią przed bryzgającym ciastem i innymi składnikami. I dobrze, nabroił, to niech bierze blachę na klatę!

Mam nadzieję, że owe drgania przypominające trzęsienie ziemi to tak naprawdę nie szalejąca skala Richtera, ale buzujące hormony? :seksi: Oj tak, tak. Donnie, ubawiłam się setnie, bo Twój styl parodystyczny jest przezabawny, a jednocześnie leciutki jak piórko. Nie ma tu żadnych "spowalniaczy" ani niczego, co zmuszałoby do przeskakiwania kilka linijek niżej. Bardzo się cieszę, że Drarrofeta rozpoczęła się pod hasłem lekkiej parodii i dobrej zabawy. I jestem ciekawa, jak też poradzą sobie kolejne autorki, którym wyznaczyłaś pewne tory.

Gratulacje!
Zoe Offline

Avatar użytkownika
Zua Kobieta
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 lis 2010, o 23:51

Postprzez daimon » 1 gru 2010, o 22:05

Feta, fetka, fretka - drarrofetkaaaaaaaaaaaa :seksi: Ale się cieszę, że się zaczęło! I to jak! Poprzeczka rzeczywiście postawiona wysoko. I co ja teraz pocznę? :pisze: Nie mam pojęcia, ale cieszę się niezmiernie, że zaczęło się tak dobrze. Szczególnie cieszy mnie Susan, wszak ja jestem Puchonkiem słodkim, haha :2gun: Podoba mi się punkt widzenia Draco, oddany umiejętnie, podoba mi się lekki humor i świetna akcja przy pieczeniu ciasta. No i ta dobitna pointa! ;) Pozostaje podziękować, za tak miłą rozrywkę i rozpoczęcie naszej zabawy na wysokim poziomie. No i życzyć nam, by zabawa dalej toczyła się wyznaczonym przez Donnie torem. Buziaki ogromne dla wszystkich
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Miss Black » 3 gru 2010, o 00:44

Jestem fanką. Od dziś oficjalnie ogłaszam, że będę się domagać CAŁEGO, calusieńkiego drarry tylko Twojego autorstwa. A równocześnie drżę na myśl, która właśnie uderzyła mnie z siłą rozpędzonej Milicnety Bulstrode. Przecież ja z własnej nieprzymuszonej woli zgodziłam się pisać z Wami wszystkimi. Chyba mi słabo.
W każdy razie świetnie zawiązałaś akcję. Tu jest milion pomysłów, które można wpleść w fabułę. A pijany Potter i jego nowe eeeeee oraz blat przyzywający czoło Draco syrenim śpiewem sprawiły, że umarłam (holibka, gdzie podziała się emotka z krzesełkiem?). I szalenie mi się podoba to nowe wcielenie Susan Bones. Wybaczcie, że wyrażę się tak kolokwialnie, ale kopara mi opadła już przy pasiastych rajstopach znikających w glanach. Duży plus ze ten pomysł, ale muszę też powiedzieć, że nieco mi się skojarzyła jej postać z Pansy, jaką znamy i kochamy. Nie wiem czy taki efekt był zamierzony, ale w gruncie rzeczy mi to nie przeszkadza. Jedyne, co się narzuca, to pytanie: czy myśmy w naszym drarrowym świecie, aby nie weszły zbytnio w rutynę? Do wyboru mamy szablon: Ginny - zazdrośnica i ulubienica do utylizacji (ach, ten Fight Club); Pansy - dziarska baba (Motis proponuje synonimicznie: ślizgońska krowa) i Hermiona - wrażliwa panna Wiem To Wszystko. Może nieco generalizuję, ale ostatnio jakoś nie daje mi to spokoju. Wybaczcie. Co to ja jeszcze chciałam... Ach, cudowna, wspaniała gra słowna rodem z "Freudowskiej pomyłki" uwieńczona mistrzowską pointą (czy tylko ja tam widzę nawiązanie do "Do diabła z nienawiścią"? :D Tak myślałam, że czas odwiedzić ciocię Bellę). I teraz bardzo żałuję, że nie kliknęłam opcji z krwiowymi lizakami (a wiecie, że one są naprawdę w kanonie?! :shock: Wczoraj to znalazłam, czytając małej "Więźnia Azkabanu". Dziecko nie pojęło mojej ekscytacji.). Teraz nabrały całkiem nowego kontekstu i tak ładnie można by to poprowadzić. Hehehe - trza Ci oddać, że ta riposta Potter'a o błękitnej krwi całkiem się udała. I już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Ciekawe jak poszło reszcie. Modlę się do Merlina, żeby Ron wylądował w grupie z Pansy albo Zabinim. Tym kończę i życzę następnej autorce podobnego wena.
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Voldemortist » 3 gru 2010, o 21:31

Ómarłam.
Naprawdę, Donnie, czy tobie nie jest wstyd? Tak ludziom mówić jakieś idiotyzmy o tym, jak to pisać na czas nie umiesz, a potem dawać coś TAKIEGO. Praktycznie udławiłam się spożywanym właśnie musem (robię ciasto czekoladowe!). Naprawę nieładnie z Twojej strony.
To ja może zacznę od zgadzania się z siostrą. Mi też Susan potwornie kojarzyła się z Pansy. Wiecie, te glany. ^^ A niektóre momenty pachniały trochę "Freudowską Pomyłką" i "Do diabła z nienawiścią". Co jest oczywiście wielkim plusem. Weźmy pod uwagę choćby Draco. W dokładnie takim wydaniu kocham go najbardziej.
Przyznaję, że mnie też zdziwiłaś takim Harrym. To raczej Draco zazwyczaj jest tym, który potrafi docenić wartość alkoholu (najlepiej rocznik 1847, ale to już pomińmy), a nie on. Jednakże bardzo podoba mi się takie niekonwencjonalne podejście (Teraz istnieje już nawet problem łamania fandomu. Merlinie.) xD.
Zupełnie oczywisty i niewymagający komentarza był fakt, iż twarze uczniów pozostałych lat oraz oblicze profesora Snape'a jaśniały najczystszą, autentyczną radością z cudzego nieszczęścia.

Nie potrafię opisać, jak mocno ubóstwiam to zdanie. Będę Cię za nie wielbić do końca mych dni, naprawdę. Zamieściłaś w jednym zdaniu tak idealny opis Severusa, że nie potrafię sobie wyobrazić lepszego. :poklon:
Ach! I oczywiście wszelkie wypowiedzi Terry'ego! Istne uosobienie krukonizmu. Tak po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że po pięciominutowej z nim rozmowie zaczęłabym mieć tan sam problem, co Draco. Blaty bywają czasami wielce zachęcające.
Przepraszam szczerze za to, że wczoraj nie przeczytałam i nie oddałam głosu, ale na szczęście też bym głosowała na 1 więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. ^^
PS: Uch, i przepraszam za nieskładny komentarz.
"Krawiec, jeden z pierwszych krawców, Polak, wysilił się i prawdziwie zadziwiającym sposobem jestem zgrabny - ale te trzewiki, te mnie zabijają, a bez nich ani się pokazać."
~Juliusz Słowacki
Voldemortist Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 440
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:56
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Amanda » 5 gru 2010, o 20:42

Pozostawię twór poniższy bez komentarza i mam nadzieję, że sprawi wam on przyjemność chociaż w pewnym stopniu.

Feta świąteczna, odsłona druga

W zielonym gaju, choinka stoi


W dwie godziny po feralnym zadaniu pierwszym, kiedy Potter w dalszym ciągu nie wytrzeźwiał, wręcz przeciwnie, wydawał się jeszcze bardziej pijany i co poniektórzy mieli obawy, czy tu aby na pewno chodziło tylko o rum, czy może w stan aż takiego upojenia wprawiło chłopaka coś jeszcze, na przykład lukier w połączeniu z gładkością pewnych arystokratycznych policzków, Susan wciąż nie minęły bojowniczce zapędy, i jedynie Draco zdążył doprowadzić się do względnego porządku, stawili się gromadnie pod chatką Hagrida. Olbrzym miał przedstawić im ich kolejne zadanie, w ramach bardzo, ale to bardzo inteligentnego programu integracji międzydomowej, która bardziej zaczynała przypominać międzydomowy armagedon. Uśmiechnięty Hagrid, bez swojego wiernego towarzysza psa też nie napawał do radosnych okrzyków i wiwatów.
— Witajcie drużyno! — rzucił wesoło.
— Powinno być raczej: witajcie drużyno zagłady — mruknął pod nosem Draco.
— Waszym kolejnym zadaniem jest zdobycie świątecznego drzewka, które oczywiście rośnie gdzieś w Zakazanym Lesie. Poznacie po tym, że strzeże go stwór. Stwora należy przekonać, by dopuścił was do drzewka, a zetniecie je se narzędziem, które gdzieś tam znajdziecie obok. Kapujecie?
— Jaaasne — westchnął ciężko Draco. — Najpierw każą mi babrać się w mące, a teraz w śniegu, ziemi i szeroko pojętej naturze. Dlaczego, co ja takiego złego zrobiłem, że mnie w święta tak pokarali? Gdybym chociaż dostał jakiś inteligentny zespół to jeszcze, ale tak? Jestem ja, potem długo, długo nic i oni.
— Mniej gadaj, więcej rób — stwierdziła Susan. — A będzie grało i huczało. Kierunek, Zakazany Las.

***

Choinkę należało zerżnąć. To nie ulegało wątpliwości. Problem w tym, że choinki nikt zerżnąć nie chciał. Nikt nie był na tyle szalony, by brać się za drzewko. Piękne fakt, ośnieżone i majestatyczne, owszem, ale wciąż drzewko. A jednak choinkę należało zerżnąć, tym bardziej, że jako zespół byli jedno zadanie do tyłu, gdyż wciąż nie do końca wytrzeźwiały Potter, i reszta jego, pożal się Merlinie kompanii, spieprzyła na całej linii zadanie pozornie banalnie proste, bo co niby trudnego jest w pieczeniu pierniczków? Nic, pozornie nic, ale kiedy okazuje się, że jeden lubi zaglądać do kieliszka, druga wali kogo popadnie i czym popadnie, bo akurat ma ochotę na bliższe kontakty ciała z ciałem, trzeci broczy zamiast szlachetnym błękitem zwykłą krwią, a czwarty rozsądnie nie bierze udziału w całej tej farsie, pieczenie pierniczków przeradza się w front, a wojna bez zespołu jest wojną przegraną, nic więc innego nie mogło ich spotkać.
Na straży choinki stoi pies. Ten sam, który zazwyczaj kręci się koło Hagrida. Takie wielkie czarne bydle, będące problemem numer jeden. Jak sprawić, żeby zwierzę się przesunęło i umożliwiło im dojście do drzewka? I kto, będzie na tyle mądry, by podejść do psa i zachęcić go do tego, by usunął im się z drogi.
Drużyna Marzeń siedziała na zwalonym pniu popatrując na siebie nieufnie, a pies machał radośnie ogonem i zastanawiając się pewnie, dlaczego jeszcze nie przynieśli mu kiełbaski. Oni jednak nawet nie myśli o tak prostych sposobach, gdzie tam. Chwilowo próbowali dojść do porozumienia, kto powinien przelać krew i wyjść naprzeciw bestii.
— Sugerowałbym wytypować Pottera do tego konkretnego zadania, gdyż to przez niego nie udało nam się zaliczyć zadania kulinarnego — stwierdził donośnym głosem Boot.
— A może ty pójdziesz, w końcu to był twój genialny plan, by kazać akurat jemu odmierzać rum — odbiła piłeczkę Susan.
— Nie mogłem przewidzieć, że Potter więcej wypije niż odmierzy, żadne przesłanki na to nie wskazywały, ponieważ Potter, z racji bycia Gryfonem, nie powinien zachować się w taki sposób. Poza tym, to nie ja potraktowałem Malfoya jak worek treningowy — odciął się Krukon.
— A przepraszam bardzo, co miałam się hamować? Niby dlaczego? Arystokrata czy nie też człowiek i za swoje dostać musi — prychnęła dziewczyna, potrząsając głową.
Draco uniósł dumnie brodę, ale nie wdał się w tę, jakże według niego, dzieciną wymianę zdań.
— A może by go tak czymś przekupić? — zasugerował Boot.
— Może tobą? — syknęła dziewczyna.
— Mamy pierniczka! — wypalił Potter.
— Tak?
— No a nie? — zapytał z głupią miną, wskazując na Draco.
Wszyscy jak jeden mąż jęknęli przeciągle, a sam zainteresowany machnął ręką.
— Ty się już może lepiej zamknij.
— Nie! — wydarł się Harry z szerokim uśmiechem. Poprawił na nosie okulary i stanął na lekko rozstawionych nogach. — Ja mam pomysł! Genialny pomysł.
Po tym oświadczeniu pognał w stronę zamku. Pozostała trójka westchnęła ciężko i opadła na pień, czekając na powrót Pottera i jego genialnego pomysłu, a ten wrócił niosąc ze sobą wielką poduszkę. Tak, tak poduszkę.
— Czy mógłbyś nas teraz oświecić, co zamierzasz z tym zrobić? — zapytała Susan, a Harry ochoczo pokiwał głową. Podszedł do Draco, wyciągnął poduszkę w jego stronę i odwrócił się, kiedy Draco ją wziął.
— Czy mógłbyś ją tam włożyć? — zapytał, rozpinając pasek od spodni.
— Tam, znaczy gdzie… Potter! Dlaczego ty się rozbierasz? — zapytał ze zgrozą Malfoy.
— No tam — mruknął Harry, wskazując niejasno gdzieś w okolice swoich pośladków.
— Potter zapewne chciał ci powiedzieć, że podał ci tę poduszkę w celu umieszczenia jej w jego spodniach — pospieszył z wyjaśnieniem Boot.
— Jesteś geniuszem — sarknęła Susan i wybuchnęła śmiechem, patrząc jak Draco próbuje samymi tylko końcówkami palców (a najlepiej tylko dwóch palców) wepchnąć poduszkę do spodni chichoczącego w najlepsze Pottera, który chwiał się nieco, co tylko utrudniało zadanie.
— Już — mruknął po dłużnej chwili. Potter odwrócił się do niego z szerokim uśmiechem. Wciąż pachniał wypitym wcześniej rumem i może odrobinę lukrem, na wspomnienie, którego nie wiedział czy ma się złościć czy rumienić.
— To ja idę — powiedział Harry, odwracając się od Draco i klepiąc jednoznacznie po pośladkach, czy raczej poduszce.
— Co on ma zamiar zrobić? — zapytał wyraźnie nieprzekonany do pomysłu Boot.
— Właśnie to — odpowiedział Bones, parskając śmiechem, kiedy Potter zaczął lekko machać tyłko—poduszką w stronę psa, a kiedy Kieł rzucił się na niego, odwrócił się i razem z psem zwalił na śnieg. Uradowane zwierze zaczęło lizać Harry'ego po twarzy i szczekać w najlepsze. Draco westchnął ciężko.
— No tak, mogłem się domyślić, że musi być coś wspólnego między wyprawą tutaj i Potterem. Inteligencja, jego porażająca inteligencja, a raczej jej brak.
Harry uśmiechnął się z głupią miną i jak przysłowiowe dziecko przy pierwszym śniegu zaczął się tarzać i przepychać z Kłem, który szczekał i ślinił się w najlepsze. Pozostała trójka Dream Teamu, jak to w myślach nazwał ich młody Gryfon, patrzyła na to z politowaniem i rozglądając się za narzędziem, którym rzeczona choinka ścięta być miała. A drzewko, jak to drzewko, ślicznym było. Mniej ślicznym okazało się to, czym mieli je ściąć. Była to bowiem siekierka. Jedna, mała siekierka.
— Czy to żart? — mruknął Boot, patrząc z przerażeniem na narzędzie, które w jego oczach urastało do co najmniej średniowiecznych dybów, czy innych strasznych przedmiotów stosowanych do torturowania ludzi.
— Jeśli tak, to bardzo kiepski — zauważyła Susan, wzdychając cicho. — Myślę, że czas na naradę, kto ma się zająć ścięciem tej choinki. Wystarczy nam blamaż pierniczkowy, kolejnego nie potrzebujemy.
Usiedli całą czwórką na zwalonym pniu. Tak, tak Potter też wreszcie postanowił przestać się obijać i bawić z psem. Zataczając się lekko i uśmiechając o wiele za szeroko,klapnął przy Draco, którego miał najbliżej. Ślizgon popatrzył na niego z politowaniem, po czym wdał się w wyjątkowo pasjonującą dyskusję, a może raczej przepychankę słowną na temat tego, kto ma się zająć tą najczarniejszą robotą. Oczywiście najwięcej pomysłów miał Boot, ale wiadomo jak tragiczne w skutkach okazało się posłuchanie go ostatnim razem, więc teraz jego słowa puszczane były raczej mimo uszu. Nagle Malfoy poczuł, jak coś włochatego opada na jego ramię. Okazało się to być głową Pottera, który zasnął w najlepsze, posłużywszy się Draco jako podpórką i chrapał jak małe, ale zdecydowanie stare coś, czego nazwać nie umiał, a co mugole pewnie nazwaliby traktorkiem. Co gorsza za ich plecami rozegrał się horror, który po raz kolejny miał szansę wpłynąć na ich zadanie. Na swoje jednak szczęście lub nieszczęście Dream Team jeszcze o tym nie wiedział i w owej błogiej nieświadomości dalej rozprawiał o tym, komu w udziale przypadnie ściąć drzewko i czy warto uprzednio budzić tego pijaka Pottera.

Koniec odsłony drugiej
Ostatnio edytowano 6 gru 2010, o 18:56 przez Amanda, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Amanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 564
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 13:37
Lokalizacja: laptop w pewnej wsi

Postprzez Aevenien » 5 gru 2010, o 22:54

Jestem ja, potem długo, długo nic i oni.

Cały Malfoy, prawda? xD
Chyba po porażce w pierwszym zadaniu już w ogóle zniechęcili się do tego projektu, skoro pozwolili Potterowi, a to w dodatku mocno pijanemu, podejmować jakieś decyzje i realizować plany xD No i ciekawe, że Potter nie rozpoznał od razu Kła, ale to chyba można zwalić na rum.
No cóż, nie mogę nie powiedzieć, że nie ma różnicy między tymi odcinkami, ale ja sama obgryzam już paznokcie, bo Donnie zawiesiła poprzeczkę gdzieś pod sufitem i teraz siedzi zadowolona, a my boimy się pisać xD
Ciekawa jestem, co się wydarzy w następnym odcinku i czy Potter po wytrzeźwieniu trochę znormalnieje :P Swoją drogą, właśnie do mnie dotarło, że Hagrid owszem jest, ale punktu widzenia Pottera to już raczej nie ma :P

Pozdrawiam
Aev
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Amanda » 5 gru 2010, o 23:44

Och, można uznać, że cały wielki pomysł jak to odciągnąć Kła od choinki jest puntem widzenia Harry'ego. Nikt inny normalny, nie padłby na pomysł pchania sobie poduszki do spodni, by odganiać przyjaźnie do siebie nastawionego zwierzaka XD Tak więc z wielkim przymknięciem oczu można uznać, że to właśnie jest punkt widzenia Pottera :D
Obrazek
Amanda Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 564
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 13:37
Lokalizacja: laptop w pewnej wsi

Postprzez Liberi » 6 gru 2010, o 00:10

.
Ostatnio edytowano 4 gru 2011, o 10:13 przez Liberi, łącznie edytowano 1 raz
Kiedy obgadujesz mnie za plecami, jesteś w idealnej sytuacji, by pocałować mnie w dupę.
Tych, którzy coś do mnie mają, a nie zamierzają oddawać się pieszczotom, zapraszam na PW. ;)
Liberi Offline

Avatar użytkownika
Królowa Offtopu
 
Posty: 3006
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 19:55
Lokalizacja: Gdańsk

Następna strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 1 gość

cron