Drarrofeta Świąteczna 2016

wydanie szóste

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez MargotX » 19 gru 2016, o 21:13

— Nie macie jaj. Zwłaszcza ty, Pansy.
— Powinnam się obrazić czy podziękować?

Goyle’owi powiedziano, że w kiblu siedzi Weasley, i że to właśnie on ma słyszeć jego krzyki, podszedł więc bliżej drzwi męskiej toalety. Nie miał pojęcia, skąd Draco i Zabini znali miejsce pobytu jakiegoś Gryfona, ale z reguły ufał ludziom, którzy nim dyrygowali.

— Może weź dwie — zaproponowała Hermiona, która czuła się zestresowana w obecności trzeźwej Pansy.
— Masz rację, raz się żyje.
No, czasem więcej, pomyślała Hermiona, wspominając Voldemorta, nie powiedziała jednak tego na głos.

— Harry! To po prostu kobiece sprawy! — krzyknęła w końcu Hermiona. Sięgnęła po swoją tajną broń. Wiedziała, że na hasło „kobiece sprawy” chłopcy od razu spuszczają z tonu i nie drążą tematu.
:lol2:

Uzbierałoby się pewnie jeszcze kilka, szczególnie ten o słodyczach z dobrą datą ważności, ale skończę na tym, podsumowując jedynie, że właśnie za to tak kocham FETY. Takie detale, świetne odzywki, smaczki itp. Ten odcinek jest dość żałośnie krótki i, oczywiście, niczego nie wyjaśnia, gmatwając rzecz jasna jeszcze więcej ;) Ale jest już światełko w tunelu, bo sprzymierzyły się nasze panie. Zatem, drżyjcie Blondasie i Rozczochrany, Wasze dni jako singli są policzone. I o to zresztą chodzi. Zatem czekamy na dalsze reperkusje damskiego sojuszu i nie tylko.

Pozdrawiam.
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Aevenien » 19 gru 2016, o 23:35

No to czas na mój zaległy podwójny komentarz! Wybaczcie dziewczyny, że dopiero teraz, ale komentowałam Wam na bieżąco, to zawsze coś!

Michi kochana, uwielbiam Twój styl! Nie dość, że humor dopisywał i chichotałam sobie najlepsze, a w jednym miejscu to prawie padłam ze śmiechu (i niestety było to w autobusie, więc ludzie zerkali na mnie z lekką obawą XD) to jeszcze udało Ci się wpleść momenty bardziej na poważnie i idealnie to wszystko połączyć. Powalające Kule, Blaise na bieżąco ze wszystkimi ploteczkami, władczy Draco i w ogóle Twoi Ślizgoni byli genialni!

— Serio? — wtrącił Draco niby niewinnie. — Teraz jestem już przekonany, że musimy uczynić wszystko, co w naszej mocy, żebyś mógł dorwać się do Granger. Skoro twoje własne życie nudzi cię tak bardzo, że wyszukujesz plotek na temat innych, i to akurat tych, którzy w najmniejszym stopniu nie powinni cię interesować… najwyższy czas coś z tym zrobić.

UWIELBIAM takiego Draco!

— Może sam powinieneś zacząć przyznawać się do własnych uczuć — rzuciła wyniośle. — Proponowałabym tak z sześć lat temu. Wtedy nie mielibyśmy teraz takiego problemu i nie musielibyśmy walczyć z żadną głupią przepowiednią.

Hehehehe, Draco, jakbyś się ogarnął 6 lat temu, to byśmy mieli 7 tomów drarry :whistle:

— Drużyno, nadchodzi nasz czas — zakomunikował donośnym głosem Blaise. — Mam plan! Baddock, wypad z dormitorium.

Nie wiem czemu, ale wypad z dormitorium to mój ulubiony tekst!

— Poza tym mówiłam ci już milion razy, że jeśli chcesz, żebym przeczytała cokolwiek, co napisałeś, masz pisać alfabetem łacińskim, nie hieroglifami.

:lol2:
Pomyślcie, co wam to przypomina.
— Zbiorową halucynację! — wykrzyknął Ron.
— Eliksir wielosokowy — powiedziała Hermiona w tej samej chwili.
Harry zmierzył wzrokiem Rona i stwierdził:
— Wybacz, ale halucynację to ty masz chyba nadal po tych Powalających Kulach. Jestem pewien, że Malfoy i jego grupa dorwali się do wieloskokowego i coś knują.

Hahahha, Ron i halucynacje! :D

— Jak to co? Obmyślamy genialny plan zdemaskowania Malfoya i jego grupy! Będzie zabawa! Zróbmy sobie taki prezent na święta.

Ahahah, to tak jak my z fetą! :D Mamy nasz prezent na święta!

Naprawdę świetnie się bawiłam na tym odcinku, i jeszcze jaki był długi! Michi, widzimy się za rok w kolejnej fecie!

Co do odcinku czwartego to bohaterem niewątpliwie został Greg! No dobra, Pansy też była świetna!

— Nie macie jaj. Zwłaszcza ty, Pansy.
— Powinnam się obrazić czy podziękować?

Blaise mistrzem ciętych ripost!
Siedzieli w samym centrum pokoju wspólnego Ślizgonów (Pansy miała dość przebywania w męskiej sypialni, gdzie pachniało skarpetami Goyle’a), ale nikt nie czepiał się, że zajmują całą kanapę. Właściwie nikt nie próbował z nimi rozmawiać. Kilka razy Draco usłyszał, jak ktoś nazywa ich psycholami, ale uznał, że z pewnością musiał się przesłyszeć. Co, zważywszy na fakt, że zdrowi na umyśle ludzie nie roją sobie takich rzeczy, mogło świadczyć, iż faktycznie był psycholem, ale nie miał czasu się nad tym zastanawiać.

Oj Draco, twoje wewnętrzne przemyślenia są bezcenne!

Muszę zacytować cały fragment Grega, bo tak.
— Ludzie! Ludzie! — wrzeszczał Goyle, stojąc na środku korytarza. Wokół nie było nikogo. Goyle’owi powiedziano, że w kiblu siedzi Weasley, i że to właśnie on ma słyszeć jego krzyki, podszedł więc bliżej drzwi męskiej toalety. Nie miał pojęcia, skąd Draco i Zabini znali miejsce pobytu jakiegoś Gryfona, ale z reguły ufał ludziom, którzy nim dyrygowali. — LUDZIE! W Wieży Astoronomonicznej utknęła piękna… Pansy! — Goyle brzydził się kłamstwem, dlatego z trudem połączył słowa „piękna” i „Pansy”, ponieważ dziewczyna nie była absolutnie w jego guście. Ale czego nie robi się dla torby pełnej słodyczy? Czekolada czy ciastka akurat go nie brzydziły.
Drzwi toalety zaskrzypiały, a ze środka wysunęła się głowa… Granger.
— O ludzie! — krzyknął Goyle zaskoczony. — Co robiłaś w męskiej toalecie?

Na ostatnim o ludzie o mało nie zadławiłam się kanapką, mam nadzieję, że Dai doceniła moje ostrzeżenie i nie czytała czegoś jedząc. Chociaż jeszcze nie skomentowała, więc możliwe, że nie przeżyła tej przygody ;)

— Tak, to znaczy nie tobie. To znaczy nieważne — odparła Pansy

Ktoś się nieco plącze w zeznaniach :D
— Wiesz — powiedziała nagle Hermiona. — Czy możemy zakopać topór wojenny?
Pansy spojrzała na nią znad płomienia. Wzrok miała mętny, ale i zaskoczony.
— Topór? Po co? I skąd masz topór? Po co go zakopywać? I gdzie? — Jej twarz wyrażała skrajne zdumienie. — Może rozwalimy nim drzwi?

KOCHAM!
Pamiętacie ten fragment z Komnaty Tajemnic?

- Nadziałeś się na własny miecz, Gilderoy?
- Miecz? - zdziwił się Lockhart. - Nie mam żadnego miecza. Ale ten chłopiec ma. - Wskazał na Harry’ego. - Może ci pożyczyć.


— Szukałaś włosów…? — nie rozumiał Ron.
— Tak, w czasie, gdy wy byliście zajęci kłótnią, czy będziemy udawać tylko Malfoya, czy całą trójkę i czy wszyscy jednocześnie, i kto zawalił ostatni trening w Quidditcha.

Wiadomo, że Hermiona musiała wziąć sprawy w swoje ręce :D

Cudny odcinek Bya! Cieszę się, że dałaś się namówić na fetę :D I w końcu wiemy, co się wydarzyło na balu! Może w następnym odcinku poznamy więcej szczegółów :D
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez byarenlight » 20 gru 2016, o 18:16

MargotX napisał(a):jest dość żałośnie krótki

that's what she said :(

To teraz ja walnę komentarz, bo jestem złą kobietą i dotychczas nie komentowałam.

Dai, przede wszystkim chylę czoła za pomysł. Świetnie. Powrót do Hogwartu w celu kontynuacji nauki i jeszcze Pansy z proroczymi snami. Czegoś takiego się nie spodziewałam, oryginalnie na sto dwa. No i daje pole do popisu, bo można powoli odchodzić od jawnej wrogości między Ślizgonami a Gryfonami.
— Kiedy o tym myślę, zaczyna mi się przypominać, że chyba mignęły mi twoje łysiejące skronie — wtrąciła z niewinną miną Pansy.
Draco zmroził ją wzrokiem godnym bazyliszka.
— Masz. Natychmiast. Wymyślić. Jak. To. Odkręcić — syknął, nieświadomie sięgając ręką do włosów.

Czyżby związek z Greengrass był przyczyną tych łysiejących skroni?
O kurczę, zapomniałam, że Pansy rzuciła insynuację, jakoby Draco całował się z Potterem. Mój odcinek trochę z tym nie współgra, ale możemy założyć, że:
a) Hermiona tego nie widziała, a Pansy jej tego nie powiedziała
b) Pansy tylko założyła, że chłopcy się całowali
No, dobra. Sytuacja uratowana.

Aev
— To co będziemy robić w ten piękny dzień, skoro opcja z mszczeniem mojej tragicznej śmierci odpada — spytał Ron jakieś dziesięć minut później, po skończeniu ostatniej porcji ciasta marchewkowego.

:lol2:
— Nasz kochany Harry zatęsknił za Malfoyem i znowu podejrzewa go o niecne plany, a wykoncypował sobie to wszystko z tego faktu, że Parkinson poczęstowała mnie czekoladową żabą — oznajmił radośnie.

Nie podejrzewałam Rona o takie słownictwo.
Draco z przerażeniem zorientował się, że Potter chyba uznał rozmowę za zakończoną i z powrotem pochyla głowę nad książką. Co on taki pilny nagle się zrobił!

NIE MOGĘ XD
Przepraszam, że tak tylko rzucam cytatami, ale kompletnie wyszłam z wprawy. Z całą pewnością ubawiłam się. Lubię Twojego Draco i Harry'ego, podobała mi się scena w bibliotece <3 Super odcinek, bardzo fajnie się czytało.


Michi, też jestem zdania, że Twoja część mogłaby być początkiem jakiegoś dłuższego, oddzielnego opowiadania ;) Ja co prawda od jakiegoś czasu nie czytuję fanfików, ale tutaj, kto wie, może bym się skusiła. Fakt, też śmiałam się mniej, ale nadrobiłaś długością i starannością, zresztą kto powiedział, że trzeba się w kółko śmiać.

Feta jest super! Fetujmy!
- Ty byłaś kiedyś nastolatką. Powiedz, jak mam sobie poradzić z Astor?
- Spróbuj z nią porozmawiać.
- Kiedy ostatnio próbowałem, powiedziała, że mnie nienawidzi i przeniosła się do Orlando.
- To teraz masz drugą szansę. Podziel się z nią czymś... Co robiłeś w jej wieku...
- Zabiłem psa sąsiadów.
- Tego lepiej jej nie mów.
byarenlight Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 9 sie 2011, o 20:07
Lokalizacja: względna

Postprzez Ka » 21 gru 2016, o 18:43

Moje Kochane Drarrystki,

przepraszam Was, ale nie dałam rady napisać odcinka. Dzieje się u mnie tyle różnych rzeczy, że zupełnie nie mogłam się na tym skupić. Myślałam, że może jeszcze dzisiaj uda mi się coś naskrobać, albo że wkleję jutro, z opóźnieniem... Ale zupełnie nie czuję tego odcinka, mimo że pomysł z trollem w lochach i nocą piżamową w Gryffindorze jest tak cudny, że uśmiecham się na samą myśl.

Bang Bang, Narumon, wybaczcie mi, że tak Was zostawiam, żeby to domknąć w dwóch odcinkach. Trzymam za Was kciuki i jestem pewna, że znajdziecie sposób, żeby uratować naszych ulubieńców przed straszliwym losem epilogu.

Jeszcze raz bardzo przepraszam, porwałam się w tym roku na za dużo.
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez Bang Bang » 21 gru 2016, o 23:20

Kurcze, tylko kiedy mam tak to wkleić swój odcinek? Bo dopiero jutro kończę zajęcia, a jeszcze muszę wrócić do domu, ten drugi dzień świąt był dla mnie idealnym terminem :(.
Combeferre sighed. "When was the last time you got a full night's sleep?"
"I'm a med student," said Joly, rubbing his eyes. "Sleep is surrender. Coffee is strength."
"Work is freedom," said Combeferre drily.
"Right." Joly nodded. "Sometimes, I forget you're a med student, too."

North London is red


Bractwo Bejsbola i Widła :pala:
Bang Bang Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2318
Dołączył(a): 3 paź 2011, o 21:19
Lokalizacja: Emirates Stadium

Postprzez daimon » 21 gru 2016, o 23:47

Bang, wszystko zostaje po staremu. Twój termin jest i tak taki sam. Tymczasem działa sztab kryzysowy fety, może uda się do jutra jakiś odcinek wyczarować. A jeśli nie to i tak terminy nie podlegają zmianie.
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Aevenien » 22 gru 2016, o 11:57

BB, Naru, wiecie, jak coś się dzieje to zawsze można ten termin o dzień czy dwa przesunąć, przecież świat się nie zawali :)
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez daimon » 22 gru 2016, o 14:36



Witam wszystkich wyjątkowo okołoświątecznie! Nie spodziewałam się, że jeszcze mnie tu zobaczycie (to znaczy zamierzałam jeszcze jakoś skomentować ostatni odcinek, ale ponieważ przygotowuję po raz pierwszy samodzielnie Wigilię dla całej mojej i męża rodziny, a moja mała Lily jest wcielonym demonem, zamiast grzeczniutkim aniołeczkiem, jakby wskazywał jej wygląd, chwilowo nie ogarniam, obiecuję jednak to zrobić). Niemniej feta napotkała na swojej drodze sytuację kryzysową, więc trzeba było rzucić się na ratunek. Co też uczyniłam między mieszaniem kapusty z grzybami i sprawdzaniem czy się nie pali co chwilę, warzeniem likierów na gwiazdkowe prezenty a ogarnianiem Lily, żeby nie zdemolowała mi do reszty domu. Większość odbyła się między 1:00 a 3:00 w nocy, kiedy moja latorośl powinna spać, a uparcie budziła się co chwilę. Nie miałam też zbytnio czasu na przemyślenie fabuły. Dlatego wybaczcie, jeśli odcinek nie do końca spełni wszystkie standardy. Warunki były spartańskie :whistle: Niemniej feta uratowana. A to się chyba liczy, nie?

Betowała, oczywiście, Aevenien :* Obie jednak mocno się śpieszyłyśmy, więc wybaczcie, jeśli coś zostało nie tak, jak trzeba.

DRARRY CHRISTMAS EVERYONE!



ODCINEK V



Ron razem z Harrym podążali właśnie w stronę Wielkiej Sali na kolację i Harry opowiadał o czymś z niezwykłym jak na siebie przejęciem, ale Ron zbyt był pochłonięty wyobrażaniem sobie kolejnych scenariuszy, w których bohatersko ratuje zamarzającą na śmierć Pansy, to znaczy Parkinson, z zamkniętej wieży. I jak ona odwdzięcza mu się za jego niesłychane męstwo namiętnym pocałunkiem… A raczej na-natychmiastową dostawą wszystkich dostępnych czekoladowych żab z nowej linii. Kiedy jednak przez przypadek uchwycił padające z ust Harry’ego słowo „bal” w niecodziennym połączeniu z „Draco” poczuł się na tyle zaalarmowany, żeby, wprawdzie niechętnie, porzucić na chwile kuszące wizje i spróbować wyciągnąć z przyjaciela, o co tak naprawdę chodzi z tym całym Malfoyem i balem.
— Czekaj, czekaj — przerwał Harry’emu potok słów. — Powiedziałeś: Draco?!
Harry spojrzał na przyjaciela zdezorientowany, ale nie zdążył odpowiedzieć, bo obok rozległ się doskonale znany im głos..
— Nic nie mówiłem, ale rzeczywiście tak mam na imię Weasley. Jestem jednak wstrząśnięty, że je znasz.
Przed nimi stali Malfoy i Zabini.
— O co chodzi? — zapytał czujnie Harry, zatrzymując się. Ron zaczął się rozglądać, czy gdzieś za chłopakami nie widać przypadkiem Pansy.
— Widzieliście może Pansy? — zapytał Zabini, świdrując Rona spojrzeniem, a
Ron ku swojemu przerażeniu poczuł, że potwornie się czerwieni. Miał wrażenie, że Ślizgon wyciąga z niego wszystkie jego niedawne wizje. Malfoy uniósł jedną brew i również wbił wzrok w Rona.
— Eee… dlaczego tak na mnie patrzycie? — wydukał Ron, mając ochotę schować się za Harry’ego.
— Malfoy, co jest grane? — Harry postanowił bronić przyjaciela, chociaż aktualnie nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi. Zbyt był pogrążony w analizowaniu swojego prawie-pocałunku z Draco podczas balu i wszystkich okoliczności towarzyszących. Łącznie z roztrząsaniem, czy nie powinni tego właściwie powtórzyć. Tak na próbę jedynie. Właściwie, żeby ostatecznie odrzucić możliwość, że mogliby…
— Potter, czy coś jest nie tak z moimi ustami? — zapytał nad wyraz uprzejmym głosem Malfoy i dla odmiany teraz Harry poczuł, że się rumieni.
— Harry, a właściwie gdzie jest Hermiona? — uratował go Ron, przerywając im wymianę intensywnych spojrzeń. — Nie widziałem jej od ostatniej lekcji. Nawet nie jadła z nami obiadu…
— Herm…Granger też zaginęła? — zainteresował się nagle Zabini.
Zainteresowanie Zabiniego wydało się Ronowi mocno podejrzane. Już miał zapytać, co tak właściwie obchodzi go ich własna, osobista, przyjaciółka (nawet jeśli czasami bywała męcząca to wciąż przecież mieli obowiązek ją bronić), ale Malfoy go ubiegł.
— Są razem — stwierdził kategorycznie.
— Coś knują — uzupełnił Zabini.
— Za naszymi plecami. To niewybaczalne — dodał Malfoy.
— Kto? — Ron poczuł, że się pogubił.
— Pansy i Granger, Weasley — wyjaśnił Zabini.
— To tylko babskie sprawy. — Tym razem Harry poczuł się w obowiązku bronić przyjaciółkę.
Malfoy jednak spojrzał na niego z politowaniem.
— Zadziwiasz mnie czasami, Potter.
— Nie wiem, o co ci chodzi, Malfoy… — zaczął niepewnie Harry, z trudem omijając usta Draco wzrokiem.
— Chętnie o tym porozmawiam — zaproponował Malfoy z dwuznacznym uśmieszkiem.
Harry na szczęście nie mógł się jeszcze bardziej zaczerwienić, choć tak naprawdę nie do końca rozumiał, dlaczego komentarz Malfoya wywołał u niego te dziwne sensacje w okolicy żołądka. Nie miał jednak czasu na roztrząsanie tej intrygującej kwestii, ponieważ dobiegł ich potworny krzyk, dochodzący od strony schodów.
— POMOCY! RATUNKU! TROLLLLLLL…!
— Trolle atakują!
— Wszyscy zginiemy!
Zgraja ślizgońskich maluchów wpadła prosto na nich.
— CISZA! — zarządził Zabini, ale dzieciaki wciąż pokrzykiwały zdenerwowane, chociaż zatrzymały się po swoim szaleńczym biegu.
— Uciekajcie! — zawołała zdesperowana dziewczynka w z mysimi warkoczykami. — Zjedzą nas wszystkich.
— Jest ich siedem! Nic ich nie powstrzyma! — dorzucił chłopiec z rozwichrzoną, czarną czupryną.
— Jest jeden, ale wielki, Ben — poprawił go ktoś inny.
— Potwornie śmierdzi i zjadł już Gracie Konnock — wtrąciła obcięta na krótko dziewczynka.
— Spokój. Natychmiast — zażądał niebezpiecznym tonem Draco i dzieciaki umilkły jakby rzucił na nie Silencio. Nie byłby sobą, gdyby pozostawił to bez komentarza. — To się nazywa autorytet. Jedna osoba mówi, reszta nie przeszkadza. Co się naprawdę stało? Henry, mów — zwrócił się do drugorocznego Ślizgona.
— Pansy się stała — mruknął pod nosem Blaise, ale Draco niepostrzeżenie wbił mu różdżkę pod żebro i natychmiast się zamknął.
— Henry? — ponaglił Draco.
— No więc Grecie Konnock, pierwszoroczna, korzystała z łazienki i wtedy z jednej z kabin zaczęły dochodzić dziwne odgłosy. Kiedy chciała to sprawdzić coś wielkiego wypadło z kabiny i zaczęło ją gonić. Śmierdziało i ryczało. Podobno wyglądało jak troll. W każdym razie wypadła z łazienki śmiertelnie blada, zdążyła nam to wszystko powiedzieć i zemdlała.
— I zostawiliście ją tam samą? — nie wytrzymał Harry. Jeśli dziewczynka została sama na pastwę trolla, trzeba jej koniecznie pomóc.
— Pansy Parkinson się nią zajęła i objęła dowodzenie nad ewakuacją lochów. Nam kazała wezwać pomoc.
Draco i Blaise wymienili znaczące spojrzenia.
— Myślę, że trzeba pomóc naszej drogiej Pansy, prawda, Blaise?
— Bezwzględnie — zgodził się natychmiast Zabini.
— Może być wam potrzebne wsparcie — odezwał się nieoczekiwanie Ron. — Ja i Harry jesteśmy ekspertami od trolli.
— Niby od kiedy? — zdziwił się Zabini, ale Malfoy po raz kolejny wbił mu różdżkę pod żebro. Blaise pomyślał, że będzie musiał zwrócić mu uwagę, że to naprawdę mało arystokratyczny sposób wyrażania swojej dezaprobaty,
— A od pierwszego roku — wypalił jednak Ron, tym razem zupełnie nie zbity z tropu.
Harry nie zaprotestował. Jak żywe stanęły mu przed oczami obrazy walki z trollem, którego napuścił na nich Quirell.
— Cóż, bohaterzy zawsze mile widziani — skomentował Draco, znowu patrząc na Harry’ego z dwuznacznym uśmieszkiem i Harry pomyślał, że sytuacja robi się coraz bardziej dziwaczna. Zdecydowanie musieli przedyskutować pewne kwestie na osobności. To znaczy na spokojnie. Nie koniecznie na osobności.
— Co z nami będzie? — pisnęła dziewczynka w warkoczykach.
— Biegnijcie do Wielkiej Sali. Tam są nauczyciele i z nimi będziecie bezpieczni — podpowiedział Ron.
Dzieciakom nie trzeba było dwa razy powtarzać i po chwili korytarz wypełniło echo tupotu małych stóp. Tymczasem chwilowo sprzymierzona gryfońsko-ślizgońska czwórka właśnie miała ruszyć w stronę lochów, kiedy zatrzymał ich głos profesor McGonagall.
— Dobrze, że was widzę. Draco, Blaise, mamy podobno sytuację kryzysową w lochach?
Draco i Blaise po raz kolejny wymienili spojrzenia. Czyżby McGonagall o coś ich podejrzewała? Tym razem, wyjątkowo, byli niewinni.
— Właśnie się dowiedzieliśmy od pierwszoroczniaków — odparł Draco. — Możemy jakoś pomóc?
— Sytuacja wydaje się być pod kontrolą. Panna Parkinson zabezpieczyła łazienkę i zarządza ewakuacją, a panna Granger przygotowuje wieżę na przyjęcie Ślizgonów.
— Że co proszę?! — wyrwało się Ronowi.
Harry szturchnął przyjaciela.
— Są święta, pamiętasz? — szepnął do niego.
— A, jasne. Świetny plan — zreflektował się Ron. — To ja może pójdę pomóc Pan..rkinson.
— Właściwie chciałabym, abyście dopilnowali, by wszyscy Ślizgoni trafili prosto do wieży, gdzie spędzą najbliższą noc, a ja upewnię się, czy panna Parkinson nie potrzebuje pomocy.
— Oczywiście, pani profesor — zapewnił z nagłą gorliwością Harry.
— Doskonale. W takim razie do zobaczenia w pokoju wspólnym Gryffindoru — odparła McGonagall i ruszyła w stronę lochów.
— Zaiste, to będzie ciekawa noc — podsumował filozoficznie Zabini.

***


Zagonienie wszystkich spanikowanych Ślizgonów do wieży było nie lada wyzwaniem i czwórka chłopaków szybko się rozdzieliła, usiłując doprowadzić uczniów w bezpieczne miejsce. W końcu jednak wszyscy znaleźli się w pokoju wspólnym Gryffindoru i ślizgońsko-gryfońska drużyna mogła pogratulować sobie efektywnej akcji ratunkowej. W odpowiedzi na równie skuteczną akcję dywersyjną. Ale z tego nie wszyscy zdawali sobie sprawę. Jeszcze.
— Od kiedy to Hermiona przyjaźni się z Pansy? — zainteresował się Ron, pokazując Harry’emu szepczące na uboczu dziewczyny.
— A od kiedy Parkinson jest dla ciebie Pansy? — zainteresował się Harry.
Ron lekko się zarumienił, ale wzruszył ramionami.
— Och, czas już skończyć z tymi uprzedzeniami — rzucił niby od niechcenia.
— Wiedziałem, że te czekoladowe żaby były zatrute — odparł Harry z nutką przekory.
— Powiedział ten, który mówi o Malfoyu: „Draco”.
— Ja?! — zdziwił się Harry.
— Nie, ja — mruknął Ron, wpatrując się intensywnie w rozmawiające dziewczyny. — Jak myślisz, o czym rozmawiają?
— Co? — Harry nie nadążył za zmianą tematu. Prawdę powiedziawszy natracił wątek po słowie Draco. Szczególnie, że w ustach Rona brzmiało ono cokolwiek osobliwie. Powędrował jednak za wzrokiem przyjaciela i wreszcie zrozumiał. — Ach, one. Dlaczego nie pójdziesz zapytać?
— Myślisz? — Ron zrobił niepewną minę, ale kiedy spojrzał na Harry’ego, dostrzegł zbliżającego się do nich Malfoya i podjął szybką decyzję. — Właściwie to świetny pomysł — rzucił i oddalił się pośpiesznie.
— Potter.
— Malfoy.
Harry miał ochotę na… zbyt wiele rzeczy na raz. Ten cholerny bal ministerstwa wszystko niepotrzebnie skomplikował. Miał ochotę zapaść się pod ziemię, schować się jak najdalej, zaciągnąć Malfoya w jakieś odosobnione miejsce i wyjaśnić wreszcie wszystko albo rzucić się na niego tu i teraz i poca… wróć! I co najwyżej rozkwasić mu nos za to, że przypatruje mu się z taką nieznośną wyższością.
— Coś nie tak, Malfoy? — zapytał jednak.
— Wszystko w absolutnym porządku. Przyszedłem się upewnić, że dotarło do ciebie specjalne rozporządzenie McGonagall.
— Jakie rozporządzenie? — Harry zorientował się, że połknął haczyk, kiedy było już za późno.
— Że każdy Gryfon ma przygarnąć do swojego łóżka jednego Ślizgona. Pomyślałem, że pozwolę dostąpić ci tego zaszczytu.
— Jakież to szlachetne z twojej strony. — Harry zdecydował się podjąć grę. Zmierzali nieuchronnie do konfrontacji, ale ostatecznie ileż można było udawać, że nic się nie wydarzyło?
— Oczywiście, szlachectwo mam w końcu we krwi — odparł wyniośle Draco, w duchu jednak zastanawiając się do czego zmierza Potter, skoro nie odrzucił propozycji.
— Niestety nie ma to nic wspólnego z szlachetnością… A im dłużej cię znam tym bardziej się obawiam, że się wręcz wyklucza — zauważył Harry.
— Od kiedy jesteś takim erudytą, Potter? — Draco przewrócił oczami i dodał, przedrzeźniając wcześniejszy ton Harry’ego: — Obawiam się, że towarzystwo Granger ci szkodzi. Powinieneś zostawić ją Zabiniemu. Co do szlachetności, wykażę się nią, jeśli pozwolę ci dzielić ze mną kołdrę.
— Cóż za bezpośredniość! Nie uważasz, że przydałoby się wcześniej porozmawiać? Chyba nie sądzisz, że dam się tak od razu zaciągnąć do łóżka?
— Och, jesteśmy staroświeccy, Harry? Jakie to słodkie.
— Naprawdę uważam, że powinniśmy porozmawiać, Draco — odparł poważnie Harry, zdobywając się na odwagę, by porzucić zasłonę ironii i dwuznacznych aluzji.
Draco przez chwilę wpatrywał się w niego w milczeniu, co Harry potraktował jako małe zwycięstwo, ponieważ niewiele mógł przypomnieć sobie chwili, kiedy Malfoy nie wiedział, co odpowiedzieć.
— O czym? — zapytał w końcu Ślizgon, przywołując na twarz swoją zwykłą maskę obojętności.
— Och, nie wiem — zirytował się Harry. — Może na przykład o balu?
— Przecież sam powiedziałeś, że nic się tam nie wydarzyło — odparł Draco i zaraz przeklął się w myślach, że brzmi jak zraniona nastolatka. Zdecydowanie Potter sprawiał, że tracił nad sobą panowanie. Na wielu płaszczyznach. I to doprowadzało go do szaleństwa.
— Obaj wiemy, że to nieprawda. I czas to wreszcie wyjaśnić.





A w następnym odcinku...
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez byarenlight » 22 gru 2016, o 14:47

Ja mam nadzieję, że to był żart Malfoya z tym, że każdy Gryfon ma Ślizgona do łóżka wziąć XDDD

W ogóle to!
Dai! Jesteś super! Aev, Ty też!

Świetnie opanowana sytuacja kryzysowa. Naprawdę się naśmiałam. Odcinek krótki, a ja chichotałam niemal przez cały czas! Mnóstwo rzeczy działo się na raz, i w ogóle... tak szybko. Ale jestem pod wrażeniem :D Było kilka literówek itd., ale Święta to czas, gdy nie zwraca się na takie rzeczy uwagi. Fajne było, jak wszyscy zwracali się do siebie po imieniu i się poprawiali :hahaha:

No i reakcja pierwszoroczniaków na trolla/trolle. Bomba.

Podoba mi się też, że zrobił się podział na część męską i żeńską. Pansy i Hermiona ze swoją małą, słodką tajemnicą ;>
- Ty byłaś kiedyś nastolatką. Powiedz, jak mam sobie poradzić z Astor?
- Spróbuj z nią porozmawiać.
- Kiedy ostatnio próbowałem, powiedziała, że mnie nienawidzi i przeniosła się do Orlando.
- To teraz masz drugą szansę. Podziel się z nią czymś... Co robiłeś w jej wieku...
- Zabiłem psa sąsiadów.
- Tego lepiej jej nie mów.
byarenlight Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 9 sie 2011, o 20:07
Lokalizacja: względna

Postprzez daimon » 22 gru 2016, o 14:54

Bya, dzięki! Obiecuję skomentować też Twój, ale chwilowo wszystko mi się pali. Razem z gruntem pod nogami... Ale nadrobię, promise. I oczywiście, że to był żart. Tzn, Malfoy podpuszczał Harry'ego. As always :serce: Pisałam na mega szybko, dlatego krótko i stąd też mogą być literówki. Na spokojnie się poprawi.
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Ka » 22 gru 2016, o 22:40

Już wysłałam Ci wszystkie cytaty w messengerze, więc tutaj napiszę tylko: cudny odcinek, dai. Jestem pod ogromnym wrażeniem, że udało Ci się tak błyskawicznie to napisać, zwłaszcza ze wszystkim innym, co masz na głowie. I wyszło naprawdę świetnie. Współpraca mi międzydomowa wyszła tak cudnie, że aż mi się zrobiło ciepło w środku, Gryfoni i Ślizgoni, którzy uparcie są dla siebie nawzajem milsi, niż by chcieli, są przeuroczy, no i Harry i Draco wreszcie rozmawiają trochę bardziej otwarcie!

A do tego ankieta rozłożyła mnie na łopatki. Wszystkie opcje są super i strasznie podoba mi się, że wszystkie są wersją tego samego motywu, chociaż zrobionego na tyle różnych sposobów.

Naprawdę pięknie Ci to wyszło. Bardzo Ci dziękuję i w dalszym ciągu się kajam.
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez MargotX » 22 gru 2016, o 22:59

Dai, jesteś wspaniała :)
Zedytuję post w wolnej chwili, bo aktualnie jestem na łonie rodziny, gdzie przyjechaliśmy świętować. Na razie tylko znak życia z mojej strony, że przeczytałam, że wyszło naprawdę świetnie i cieszę się ogromnie, że udało się zażegnać kryzys. Wielkie dzięki.
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Bang Bang » 27 gru 2016, o 15:27

Bardzo, bardzo przepraszam za ten obsuw, jakoś tak doby mi zabrakło. Bardzo ciężko się pisze o czteroletniej przerwie, dlatego ogromne podziękowania dla Aev za betę, czujne oko i przede wszystkim ogromną cierpliwość do mnie i mojego Open Office'a :serce: oraz dla osoby, której nicka nie mogę wymienić za wsparcie i dzielne słuchanie moich narzekań (znowu).

Odcinek VI


***
Harry wziął głęboki oddech i rozważył wszystkie opcje. Mógł dalej stać nieruchomo w dormitorium i udać, że jakiś zbłąkany potomek bazyliszka postanowił, że zemsta najlepiej smakuje na zimno i go spetryfikował. Mógł porozmawiać z Draco Malfoyem o tej rzeczy między nimi i jak doprowadzała go do szaleństwa zwłaszcza od czasu balu, a później błagać Hermionę i Rona, by przybyli i go uratowali. Albo mógłby uciec przez okno. Prawdopodobnie ledwie się przeciśnie, ponieważ okno otwierało się jedynie na szerokość trzydziestu centymetrów, a nawet jeśli mu się uda, to lądowanie okaże się bardzo bolesne i obfite w siniaki. Ten plan naprawdę miał prawo się powieść, zwłaszcza, że Neville'owi wyszło podobne przedsięwzięcie na czwartym roku, a na korzyść Harry'ego, oprócz dłuższego doświadczenia życiowego, przemawiało jeszcze pokonanie czarnoksiężnika, który pragnął zawładnąć całym czarodziejskim światem oraz przetrwanie tyle lat zajęć eliksirów ze Snape'em, czymże przy tym jest ucieczka przez okno? Poza tym, co gorszego mogłoby się zdarzyć? Jeśli ucieknie to ucieknie (postawił sobie w umyśle Wybitny za taką determinację), a jeśli nie i połamie się przy próbie ucieczki, to przynajmniej przenocuje w skrzydle szpitalnym i uniknie spędzenia jej z Malfoyem, w jednym łóżku, pod bardzo wąską kołdrą, pod którą najprawdopodobniej będą musieli się przytulać i... Ad rem! W żadnym wypadku nie będzie przegranym. I jeśli tylko potrafiłby rozwiązać kwestię logistyczną swojego planu... Ach, w tym momencie naprawdę przydałaby się Hermiona, ale jej tu nie było, więc zaczął wspinać się na kufer Rona, który niebezpiecznie zadygotał pod jego ciężarem, gdy nagle wprowadzanie w życie jego planu przerwało głośne chrząknięcie.
— Na absolutną, ostateczną, wielką i potężną moc Salazara — powiedział Malfoy. — Co ty wyprawiasz, Potter?
Szlag, jednak do końca tego nie przemyślał.
Harry spojrzał na niego i naprawdę nie wiedział, co powiedzieć. — Ummm...
— Czy ty... — Ślizgon wykrzywił twarz w grymasie. Harry nie miał pojęcia, jak interpretować tę minę, czy oznaczała ona bardziej Na Merlina, co ja w ogóle robię w jednej komnacie z takim idiotą?, czy może Dlaczego ja nie pomyślałem o tym pierwszy? — Czy ty próbujesz uciec przez okno? Po tym, jak sam mnie zaciągnąłeś do swojego dormitorium?!
Niedowierzanie w głosie Draco brzmiało naprawdę niesamowicie. Harry trochę się nienawidził za to, jak bardzo mu się ono podobało. Chociaż raczej nie był w tej kwestii zbyt obiektywny, głos Malfoya ogólnie bardzo mu się podobał.
— Eee... Yyy... Cóż, może? — wybąkał.
— Wiesz, że znajdujemy się jakieś dwadzieścia metrów nad ziemią? I nawet bycie Wybrańcem nie sprawi, że nagle nabierzesz zdolności przeżycia upadku z takiej wysokości? — Ups... Harry naprawdę tego wszystkiego nie przemyślał. — Złaź stamtąd, Potter, zanim zrobisz sobie krzywdę. — Tylko Malfoy potrafił nadal wyglądać niesamowicie przystojnie i seksownie, pomimo zmarszczenia brwi i uderzania dłonią w czoło. Kilkukrotnie.
Harry jeszcze przez chwilę rozważał rzucenie się z okna, ponieważ w tym momencie wszystko wydawało się lepsze od konfrontacji z Dra... Malfoyem, zwłaszcza po zrobieniu z siebie kompletnego idioty, ale widząc minę Ślizgona oraz biorąc pod uwagę swoje aktualne szczęście, pewnie przeżyłby upadek tylko po to, by Malfoy na niego nawrzeszczał, a później zrobiłyby to Hermiona i Parkinson, ponieważ najprawdopodobniej pokrzyżowałby im ich niecny plan.
Bardzo powoli zszedł z kufra.
— Słuchaj, Potter, ja przepra... Okej, na brodę Merlina, nie rozumiem, dlaczego miałbym cię przepraszać, to ty nalegałeś na tę przemiłą pogawędkę, a później wolałeś rozważać samobójstwo niż ze mną porozmawiać, więc raczej to mnie należą się przeprosiny, ale... Nieważne, jeśli tak bardzo ci zależy, możemy nadal ignorować to, co się wydarzyło na balu i najlepiej już nigdy więcej do tego nie wracać. — Głos Draco pod koniec się trochę załamał, postanowił zamaskować to chrząknięciem. Malfoy ciągle marszczył brwi, ale wyglądał na naprawdę zranionego. Harry poczuł dziwne ukłucie w klatce piersiowej. O nie, to chyba wrzody żołądka albo zawał, walczenie z Voldemortem od najmłodszych lat jednak pozostawiło na nim trwalszy uszczerbek na zdrowiu niż jedynie blizna na czole, ale skoro i tak czeka go śmierć w młodym wieku, to przynajmniej chociaż ten jeden, ostatni raz wykaże się prawdziwą gryfońską odwagą. Nie bój się marzyć z rozmachem czy coś.
— Draco, nie chcę dalej ignorować balu ani tego, co jest między nami...
— Gorące pożądanie, niepohamowane przyciąganie, napięcie seksualne, które sprawia, że wszystko wokół skrzy, a ludziom robi się gorąco z podniecenia i zazdrości? — wtrącił pomocnie Malfoy.
— Mógłbyś na chwilę się zamknąć? — warknął Harry, ale po spostrzeżeniu urażonej miny Draco, szybko dodał: — Proszę. To naprawdę dla mnie trudne.
— Potter, dla ciebie wszystko jest trudne. Tak to jest, jak się posiada wrażliwość, którą można zmieścić w łyżeczce do herbaty.
— Chwila, na pewno jesteś Malfoyem, a nie wielosokowaną w niego Hermioną, prawda? — zapytał podejrzliwie Harry.
— Oczywiście, że nie jestem Granger. — Draco lekko się zarumienił. Przynajmniej nie w tym momencie, dodał w myślach. — Uderzyłeś się w głowę, jak schodziłeś z tego kufra czy co?
— Nie, nie, nieważne. Tak po prostu mi się powiedziało — Harry potrząsnął głową. — Wracając do balu... Ja... yyy... Bardzo miło spędziłem z tobą czas, już dawno tak świetnie się nie bawiłem i chciałem cię w pewnym momencie pocałować...
— CO?!
— Tak, to prawda, ale ty zrobiłeś wtedy przerażoną minę i pomyślałem, że tak naprawdę wcale się ze mną dobrze nie bawiłeś, tylko ktoś ci podał eliksir miłosny czy rzucił na ciebie zaklęcie oszałamiające. Przepraszam, jeśli sprawiłem, że czujesz niekomfortowo, nie musisz tutaj ze mną przebywać, ja... Nie będę próbował cię zatrzymywać siłą czy coś.
Draco zamurowało. Czy Potter właśnie zapobiegł tej okropnej przepowiedni Pansy? Czy jego idealne, cudowne, niesamowite i perfekcyjne włosy zostały uratowane, a widmo spędzenia reszty życia w nudnym, tfu, tfu, heteroseksualnym związku na zawsze odegnane? Operacja Efekt Motyla naprawdę się udała? Och, Pansy do końca swoich dni będzie pisała ody i hymny na temat swojej inteligencji i przebiegłości, ale jeśli alternatywą do tego było zbliżenie się na odległość mniejszą niż pięć metrów do któreś Greengrassówny i... Draco wzdrygnął się na samą myśl. Niestety, Potter musiał odebrać tę reakcję jako obrzydzenie swoją osobą, ponieważ natychmiast posmutniał i spojrzał tęsknym wzrokiem w stronę tego przeklętego okna. Do stu testrali! Jeszcze tego by brakowało, żeby Wybraniec popełnił w jego obecności samobójstwo. Na pewno nikt nie uwierzyłby, że dzielny wybawca postanowił skoczyć z wieży, od razu oskarżono by biednego, niewinnego Draco o zabójstwo i resztę swych dni spędziłby w Azkabanie, opłakując idiotę, który prawdopodobnie był miłością jego życia... O nie, nie, nie. Draco aż zakręciło się w głowie od tych wręcz puchońskich myśli. Czuł, że zaraz cała jego krew zmieni się w gorącą czekoladę, a jego niedotleniony mózg dojdzie do wniosku, że idealnym zakończeniem dnia będzie bieganie z Potterem po ośnieżonych błoniach, wśród płonących świeczek, tańczących zbroi i stada hipogryfów unoszącego się nad ich głowami... Chwila, skąd się, na Salazara, wzięły w tej romantycznej wizji hipogryfy? Czy Draco już do reszty postradał zmysły? Draco nagle poczuł niepohamowaną chęć uderzenia czołem w ścianę. Mocno. Kilkukrotnie. Tymczasem Potter zdążył już wspiąć się na parapet.
— Złaź stamtąd, Potter! Oszalałeś już do reszty? — Draco pociągnął Gryfona za rękaw szaty. Nie przewidział jednak, że ten straci równowagę i runie z parapetu prosto na niego. Malfoy jęknął z bólu, ciało Pottera, mimo że z biegiem lat nabrało imponującej masy mięśniowej, nadal było strasznie kościste. Draco już miał jęknąć po raz kolejny, kiedy spostrzegł jak blisko znajduje się twarz Harry'ego. Bez problemu mógł dojrzeć parę pojedynczych piegów na nosie Wybrańca oraz poczuć jego oddech na swoich ustach.
BUM!
Draco machnął głową do tyłu, uderzając nią o posadzkę. Na domiar złego Potter nagle zyskał grację godną Longbottoma i przy podnoszeniu się, wbił mu swoje kościste kolano w podbrzusze. Draco pisnął bardzo po męsku i wstał z podłogi. Sam, ponieważ Potter nie był gentlemanem i oczywiście, że nie podał mu pomocnej dłoni. Cóż za niegryfońskie zachowanie! Draco spojrzał na swoją szatę z obrzydzeniem i szybko otrzepał ją z niezwykle dużej ilości kurzu. Skrzaty domowe znowu musiały mieć wolne albo Granger znalazła sposób, jak nie wpuszczać ich do wieży, innego wytłumaczenia nie było, przecież miłość jego... to znaczy Potter nie mógł być aż takim bałaganiarzem, z drugiej strony to na pewno sprawka Weasleya. A, właśnie, Potter. Draco ostrożnie sprawdził, czy Gryfon nie postanowił kontynuować swojego idiotycznego planu, ale najwidoczniej otrząsnął się z szaleństwa, ponieważ stał przy drzwiach z różdżką w dłoni i wyraźnie unikał jego wzroku.
— To brzmiało jak uderzenie ciała o drzwi — mruknął pod nosem.
— Skąd wiesz, Potter, jak brzmi... — zaczął Draco, ale po chwili pokręcił głową. — Wiesz co, naprawdę nie chcę wiedzieć. Powinniśmy sprawdzić, co to było. Stawiam, że to Pansy i Wiewiór wreszcie dali się ponieść namiętności, ale lepiej się upewnić.
Otworzyli ostrożnie drzwi i zobaczyli Bena i jakiegoś pierwszorocznego Gryfona tarzających się po podłodze i okładających się pięściami.
— Odczuwam właśnie bardzo silne déjà vu. — Wszyscy aż podskoczyli na dźwięk głosu Pansy.
— Nawet kolory włosów się zgadzają — wysapała Hermiona, która dołączyła do Ślizgonki.
Z Pokoju Wspólnego zaczęły dobiegać wrzaski i odgłosy łamanych mebli, a w powietrzu unosił się różnokolorowy dym.
— Eee... co tam właściwie się dzieje? — zapytał, jak zwykle elokwentny, Potter.
— Sądziłyśmy, że uprzedzenia są silne jedynie w starszych rocznikach, ale Poe oskarżył Bena o kradzież cukrowych piór i nagle rozpętało się prawdziwe piekło — odparła zmartwiona Hermiona. Tymczasem pierwszoroczniacy wrócili do swojej bójki
— Ben — westchnął Draco. — Naprawdę próbujesz go dźgnąć różdżką, zamiast rzucić jakieś zaklęcie? Jestem głęboko rozczarowany twoją postawą. I wstańcie obaj z tej podłogi, to jest niehigieniczne.
— Stan czystości podłóg jakoś ci nie przeszkadzał, gdy to ty i Potter się po nich tarzaliście przez ostatnie siedem lat — mruknęła Pansy.
Draco miał wielką ochotę wbić jej różdżkę w żebro, ale podważyłby w ten sposób swoje własne słowa, a to było niedopuszczalne.
— Musimy nad tym zapanować! — powiedział stanowczo Potter i ruszył w dół schodów. Niestety, chaos panujący w Pokoju Wspólnym nieco pohamował jego entuzjazm. Po posadzce i fotelach porozrzucane były opakowania po słodyczach i strony z Historii Hogwartu, źródłem kolorowego dymu były bardzo podejrzanie wyglądające fiolki. Część uczniów wzięła przykład z Bena i Poe i okładała się pięściami, natomiast reszta urządziła sobie prawdziwą bitwę na jedzenie. Blaise i Weasley na widok dziewczyn zaczęli rozdzielać część walczących, chociaż Draco mógł przysiąc na tuzin krwistych lizaków, że chwilę wcześniej ukrywali się za fotelem stojącym najbliżej kominka.
— Accio miotła! — krzyknął Potter, a Draco po raz kolejny zastanowił się, czy aby na pewno nie uderzył się w głowę. Jedna ze szkolnych mioteł pojawiła się przed Wybrańcem, uderzając przy tym Draco w ramię. Mocno. Potter wniósł się na niej nad sam środek bitwy.
— Słuchajcie, być może przyjdzie dzień, w którym kolejny szaleniec z manią wielkości będzie chciał zrekompensować sobie utratę nosa przejęciem władzy nad światem, a część osób zerwie więzy przyjaźni, porzuci odwagę i do niego dołączy, ale to nie jest ten dzień. Dzisiaj wszyscy stoimy tu jako przegrani. Każdy z nas coś stracił — dom, rodzinę, znaną codzienność. Myślicie, że życie zabiera więcej niż daje, ale nie dzisiaj. Dzisiaj nam coś daje. Daje nam szansę, by przezwyciężyć trwające od wieków uprzedzenia i udowo...
— Draco, ślinisz się — westchnęła Pansy. Chrzanić autorytet, pomyślał Draco i dźgnął ją różdżką między żebra. Potter nadal wygłaszał swoją płomienną mowę, znaczy musiała być płomienna, bo Draco robiło się od niej coraz goręcej, niestety młodsi uczniowie nie docenili nagłych zdolności oratorskich Wybrańca i większość z nich zaczęła przysypiać. Cóż, może od początku taki właśnie był cel tej przemowy.
— Wszyscy tkwimy w tej szkole, na dłuższy lub krótszy okres, a przede wszystkim wszyscy utknęliśmy w tej wieży na święta, więc po tylu długich i ciężkich latach, nie psujmy sobie ich jeszcze bardziej — wtrąciła Pansy, Potter popatrzył na nią z wdzięcznością, ponieważ najwidoczniej jego zasób słownictwa powoli się kończył.
— Poza tym podczas waszej bójki zmarnowaliście trzy pudełka słodyczy z Miodowego Królestwa — rzekł z wyrzutem Ron.
— I zniszczyliście dwa egzemplarze Historii Hogwartu — dodał Zabini, a Hermiona cicho załkała.
— A przede wszystkim sprawiliście, że wieża, w której wszyscy mamy spać, wygląda jak zagroda hipogryfów, także wykorzystajcie swoją nowo odnalezioną solidarność i DO ROBOTY!
Draco aż sam był zaskoczony, że posłuchali go nie tylko mali Ślizgoni, ale również Gryfoni. Po chwili jednak się otrząsnął i spojrzał z wyższością na resztę. Autorytet.
— Gran... Hermiono, czy po sprzątnięciu tych stajni Augiasza miałabyś ochotę pomóc mi z pewnymi równaniami? Mam wrażenie, że próbowałem już wszystkiego, ale ciągle coś z nimi jest nie tak. — Blaise objął ramieniem nadal markotną Granger. Draco zauważył, że na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech, ale w sumie nie był pewien, czy jego powodem była czarująca osoba Zabiniego, czy raczej wspomnienie starożytnych runów. Brrr... I kim, na Salazara, był ten cały Augiasz?
— Parkinson, może w ramach wdzięczności za czekoladową żabę, dałabyś się zaprosić na filiżankę francuskiej czekolady? — wydukał Weasley. — Obiecuję, że sam ją przyrządzę i nie wykorzystam żadnych skrzatów domowych — dodał pospiesznie w stronę łypiącej na niego złowrogo Granger.
— Z przyjemnością — uśmiechnęła się Pansy, a Draco już miał kąśliwe skomentować jej jakże szybką zgodę, ale jego wzrok padł na stojącego smętnie pod ścianą Pottera. Salazarze, do czego to doszło, żeby Ślizgoni musieli wykazywać się odwagą — westchnął w myślach i ruszył w stronę Wybrańca.
— Potter, wydaje mi się, że mamy rozmowę do dokończenia. Co powiesz na łyżwy? — rzucił nonszalancko, a przynajmniej taką miał nadzieję. Harry popatrzył na niego, jakby wyrosła mu druga głowa lub stał za nim dorosły hipogryf. Draco dyskretnie spojrzał przez ramię. Na szczęście zero hipogryfów. Potter wzruszył ramionami i ruszył w stronę portretu. Draco przybił sobie mentalnie piątkę i ruszył za Wybrańcem.



A w następnym odcinku...
Combeferre sighed. "When was the last time you got a full night's sleep?"
"I'm a med student," said Joly, rubbing his eyes. "Sleep is surrender. Coffee is strength."
"Work is freedom," said Combeferre drily.
"Right." Joly nodded. "Sometimes, I forget you're a med student, too."

North London is red


Bractwo Bejsbola i Widła :pala:
Bang Bang Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2318
Dołączył(a): 3 paź 2011, o 21:19
Lokalizacja: Emirates Stadium

Postprzez narumon » 4 sty 2017, o 21:26

Mam ostatnią część :D Wiem, że trochę się naczekaliście, ale już jest :) Pisałam ją w zawrotnym tempie, tylko później Aev zrobiła remont generalny w tekście i się okazało, że wszystko było źle ;P Oczywiście żartuję i dziękuję Aev za betę i :mackigreen: . Namęczyła się trochę u.u Co jak co ale tak sobie myślę, że lata naszej młodości już dawno za nami, skoro teraz, żeby napisać fetę trzeba się chować w pracy za dokumentami i udawać, że się robi ważne rzeczy :D

Wszystkim współautorkom tej fety dziękuję i gratuluję, bo po raz pierwszy wyszedł nam taki dobry twór, że właściwie mogłybyśmy go publikować jako normalnego fika. Naprawdę każdy odcinek był mistrzowski, dobrze napisany, zabawny i spójny. Dałyśmy radę ;)

Ostatnie podziękowania dla mojego partnera, który przez cały grudzień pytał, kiedy będzie moja kolej na pisanie tekstu, a kiedy przyszła już moja kolej, to chociaż byłam naprawdę, naprawdę padnięta, nakazał mi pisać, bo jak się powie, że coś się zrobi, to trzeba to zrobić. Więc dziękuję Kochanie. Za motywacje i za to, że ściszałeś telewizor jak pisałam <3


Nie przedłużając

ODCINEK VII








Pansy patrzyła z niemym zachwytem i źle ukrywanym łakomstwem, jak Ron Weasley zręcznie rozpuszczał belgijską czekoladę w kociołku i rozlewał ją do mniejszych czarek. Siedzieli w hogwarckiej kuchni, gdzie Ron zaprosił Pansy, żeby pod czujnym okiem Skrzatów Domowych przyrządzić dziewczynie czekoladę do picia.
— Sekret tkwi — tłumaczył Gryfon — w ociupince Pirackiego Rumu na koniec. Moja mama zawsze powtarza, że nie ma to jak gorąca czekolada z prądem.
Pansy zaśmiała się, oczami wyobraźni widząc wszystkie dzieci Weasleyów ululane pod stołem przez czekoladę pani Weasley. Może w tym szaleństwie była metoda, w końcu jak inaczej sobie poradzić z całą zgrają małych, krzykliwych rudzielców, jeśli nie sposobem… Swoją drogą coś podpowiadało Pansy, że jeszcze nie jest gotowa, żeby być matką…
— Wiesz, mówi się, że każda kobieta ma słabość do czekolady, ale to nieprawda. Ja mam słabość tylko do tej dobrej.
Ron zaśmiał się i pokiwał głową.
— Coś w tym jest. U nas w domu nigdy się nie przelewało — dodał nieco ciszej, jakby zawstydzony. — No ale jak już raz na jakiś czas były u nas słodycze, to te dobre.
— Rozpływała się w ustach — wtrąciła Pansy, nie mogąc się powstrzymać.
— Smakowała jak magia — dodał Ron.
— Jakbym odkryła przejście do nowego, tajemniczego świata — podsumowała jeszcze Pansy i para spojrzała sobie w oczy z rozmarzeniem.
— Tak, czekolada to jest… coś. To jest coś — powiedział Ron po chwili ciszy, ale Pansy od razu zorientowała się, że to już nie o słodyczach jest mowa.
— No właśnie — podsunęła. — Więc może skoro oboje tak bardzo kochamy słodycze, to jakiś znak?
— Znak? — zapytał Weasley, a jego policzki od razu pokryły się purpurą. Pansy osobiście sądziła, że żaden mężczyzna nie wygląda w rumieńcach tak pięknie jak rudzielec.
— No wiesz… że powinniśmy się lepiej poznać. Wyjść gdzieś czasem razem — odrzekła Pansy z werwą, ale pod koniec zdania straciła trochę na animuszu. — No wyjść gdzieś, żeby coś zjeść… czy coś — dodała ciszej.
Bo w końcu kto to widział, żeby dziewczyna tak bardzo ugania się za facetem?
Tymczasem rumieniec Rona jeszcze się pogłębił.
— Tak, tak. Skoro oboje tak bardzo kochamy słodycze może powinniśmy czasem gdzieś wyjść… albo zostać.
— Zostać? — zapytała zaskoczona Pansy.
— Tak — odpowiedział rudzielec i błysnął uśmiechem. — Wiesz zostać i coś razem zjeść. Albo nie jeść. Po prostu zostać. Razem.
Po czym Ron pokonał ostatni krok, który dzielił go od Pansy i pocałował ją prosto w słodkie usta.
***
Zmierzchało już, kiedy Pansy w eskorcie Rona wróciła do Wieży Gryffindoru, żeby zaznać popołudniowej drzemki. W nocy prawie wcale nie spała, bo knuły z Hermioną niecny plan jak za sprawą udawanego trolla z mgły i kilku dobrze zorganizowanych okrzyków położyć całą bandę Ślizgonów do gryfońskich łóżek.
Co jak co, ale plan wyszedł im fantastycznie. Kto wie, ile czekolady by upłynęło zanim uwiodłaby Weasleya w tradycyjny sposób.
Tymczasem wspomniany wyżej Weasley bujał w obłokach na endorfinowej fazie. Nie dość, że opił się najlepszą belgijską czekoladą (z prądem!) to jeszcze całował najpiękniejszą, najsilniejszą i najzabawniejszą dziewczynę w szkole! I to więcej niż raz ją całował, bo prawie całe popołudnie zeszło parze na przemiennych całusach i objadaniu się smakołykami.
Czy mogłoby być lepiej?
Jedyne co w tym całym amoku burzyło jego dobry humor to przelotna myśl o Hermionie Granger i o tym, czy dziewczyna aby nie będzie o Pansy zazdrosna?


***



Ron nie mógł się jednak bardziej mylić. Hermiona Granger była naprawdę daleka od uczucia zazdrości. Między Merlinem a prawdą była nawet daleka od zauważania, co się dzieje dookoła niej.
Od kilku godzin była pogrążona w bardzo absorbującej dyskusji na temat historii Hogwartu z Blaise’em Zabinim. Ile ten chłopak miał do powiedzenia! Zupełnie jakby przeczytał na ten temat dużo więcej książek niż ona sama!
Zbyła jednak tę myśl tak szybko jak się pojawiła — to już bardziej prawdopodobne by było nawet, gdyby Zabini używał zmieniacza czasu, żeby samemu oglądać te wszystkie dawne dzieje… Co oczywiście było niedorzeczne. Kto jak kto, ale Hermiona wiedziała takie rzeczy.
— To niemożliwe — wykrzyknęła po raz kolejny i sama nie wiedząc czemu, klepnęła otwartą dłonią ramię Zabiniego. I na brodę Merlina… twarde było.
Hermiona już od bardzo dawna nie czuła takiego miłego ścisku w dole brzucha.
Gdyby tylko jego powodem nie był Zabini, to wszystko by było idealnie… Chociaż z drugiej strony… Jej związek z Ronem był dobry, ale nudny. I bez namiętności. A do tego całkowicie pozbawiony wyzwań intelektualnych. Może właśnie tym czego jej do tej pory brakowało był inteligentny Ślizgon spod ciemnej gwiazdy?

***



Harry robił już trzecie kółko wokół jeziora na magicznie improwizowanych łyżwach — chłopcy transmutowali je z kilu starych gałęzi, więc para Harry’ego miała wystające liście tu i ówdzie, a para Draco kilka nieprzyjemnych drzazg wbijających się w stopy.
Podczas gdy Gryfon popisywał się swoim kunsztem jazdy na panczenach, Draco stał nieporadnie w miejscu i wkładał w to równie dużo energii, co Potter w jazdę. Kiedy rzucił nonszalancko propozycję z łyżwami, sądził raczej, że będą z Potterem romantycznie trzymać się za ręce i majestatycznie posuwać małymi ślizgami po lodzie. Po drodze spadnie śnieg, a w końcu Harry pocałuje go przy zachodzie słońca… ale kurna nie. Potter musiał poszusować gdzieś w siną dal, zostawiając Draco samego, zmarzniętego i nie pytając go nawet, czy umie jeździć na łyżach.
A otóż moi państwo odpowiedź brzmiała nie — Draco nie umiał jeździć na łyżwach! Dlatego teraz właśnie stał jak ostatnia dupa wołowa przy brzegu zamarzniętej tafli, trzęsąc się z zimna i starając się nie wywrócić.
I kiedy już prawie podjął decyzję, że zawróci do brzegu (metodą dowolną, w tej chwili najbardziej kuszącym rozwiązaniem wydawało się czołgani) Potter pojawił się koło jego boku, zgrzytając pokruszonym pod jego łyżwami lodem.
— No dalej, Malfoy, co tak stoisz jak spetryfikowany? Ścigamy się do tamtego drzewa! Kto ostatni ten Puchon!
I zanim biedy Draco miał choćby szansę zaprotestować, już tego cholernego Gryfona nie było!
No i co on biedny niby miał zrobić, przecież nie był Puchonem!
Dlatego też Draco odbił się niezdarnie od lodu i stylem mocno mieszanym pokonał kilka metrów. Już już zaczynał łapać cały ten mechanizm. Trzeba było tylko w miarę rytmicznie odpychać się od tafli to jedną to drugą nogą, a ręką zakrywać zęby, na wszelki wypadek. Już już udawało mu się nawet trzymać prosto, aż tu nagle… BUM.
Kiedy Harry był już tuż przy wypatrzonym wcześniej drzewie obejrzał się przez ramie, żeby sprawdzić jak daleko zostawił przeciwnika w tyle i okazało się, że daleko. Bardzo daleko. Draco leżał rozpłoszony na lodzie zaraz koło brzegu i chyba nawet nie zrobił jednego kroku od miejsca startu.
Na domiar złego wyglądało na to, że leżąca postać się nawet nie próbuje wstać…
Harry czym prędzej zawrócił i pognał jak szalony w kierunku Ślizgona. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie jechał na łyżwach tak szybko, a miał za sobą już kilka pamiętnych wyścigów z bliźniakami Weasley.
W głowie wyrzucał sobie, że to jego wina. Od początku widział, że Malfoyowi nie szło na łyżach, a jeszcze zachęcał go do wyścigów. To chyba dlatego, że czuł się urażony całą tą wcześniejszą sytuacją z Malfoyem krzywiącym się po tym, jak Harry wyznał mu swoje uczucia.
To było głupie i Harry o tym wiedział. Draco miał prawo go nie chcieć, a nawet powiedzieć mu, co o tym sądzi. Tymczasem Malfoy przecież przyjął wyznania Harry’ego całkiem dobrze. Nie powiedział mu nic przykrego, chociaż mógłby. Nie wyśmiał go i nawet zaproponował, że z własnej woli spędzi z nim czas, zupełnie jakby chciał, żeby Harry’emu nie było przykro.
Kiedy dojechał do miejsca, w którym leżał nieprzytomny Draco, zobaczył, że noga chłopaka wygięła się pod dziwnym kątem, a jego czoło jest rozbite i sączy się z niego krew.
Klnąc cicho pod nosem rzucił na Draco zaklęcie lewitujące i najdelikatniej jak umiał przesuwał go w powietrzu, skrupulatnie posuwając się w stronę zamku. Kiedy dotarł do Skrzydła Szpitalnego, Pani Pomfery zakrzyknęła oburzona:
— Znowu te wasze nieznośne kłótnie, panie Potter?! Ile to jeszcze będzie trwać?! Myślałby kto, że dwóch dorosłych mężczyzn, którzy przeżyli wojnę, będzie potrafiło zostawić za sobą dziecięce animozje. Ale nie wy, wy musicie wciąż i wciąż od nowa przeżywać te same konflikty — mówiła z wyrzutem, a Harry odbierał każde słowo jak policzek.
Bo tak — miała rację. Gdyby nie jego głupia złość i urażona duma nigdy nie wyzwałby Draco na ten durny pojedynek. A przecież Ślizgon tak się zmienił! Ich relacja się poprawiła. Po balu wydawało się nawet… nieważne.
Cokolwiek mu się wydawało, ewidentnie nie miało miejsca. Kiedy Draco się obudzi, Harry go przeprosi i już nigdy, Merlin mu świadkiem, nigdy nie da się ponieść dumie i urazie w stosunku do żadnego Ślizgona. A szczególnie w stosunku do tego Ślizgona.
Tyle że Malfoy się nie budził. Pani Pomfery dała mu coś przeciwbólowego i ostrzegła, że teraz będzie spał przez jakąś godzinę, bo musi zregenerować siły. Niestety minęły już ponad dwie godziny, a on ciągle spał.
Harry cierpliwie siedział przy łóżku Draco i trzymał go za rękę. W głowie na przemian powtarzał litanię swoich win i wymyślał coraz to nowsze słowa przeprosin. W końcu jego potok myśli przerwało znaczące chrząknięcie.
Nie wiedząc kiedy Harry zamknął oczy i pochylił głowę w niemej pozie pokutnika. Teraz pokornie podniósł oczy na smukłą, bladą postać w łóżku. Pielęgniarka wyleczyła obrażenia Draco tak, że teraz po jego ranach nie było już śladu, ale nie zmniejszyło to poczucia winy Harry’ego.
— Więc uznałeś Potter, że nie wystarczy, że pół dnia katowałeś mnie sportami zimowymi, teraz jeszcze przyszedłeś się napawać swoją majestatyczną wygraną na łożu mojej śmierci? — zakpił Malfoy z krzywym uśmieszkiem n a twarzy. Jakby nigdy nic trzymał też dalej Harry’ego za rękę
— Nie umierasz, Malfoy. Draco — powiedział miękko Harry. Spojrzał na ich złączone dłonie i puścił rękę Ślizgona jak oparzony.
Draco rzucił mu dziwne spojrzenie, gdy Harry zerwał się na równe nogi i oznajmił, że musi już iść. Harry był już prawie przy drzwiach, gdy zatrzymał go spokojny głos Draco.
— Poczekaj… Harry. Wróć. Usiądź. Porozmawiajmy.
Harry wrócił niepewnie na swoje poprzednie miejsce i nieśmiało podniósł wzrok. Nie do końca wiedział o czym jeszcze mają rozmawiać? Draco chce mu obiecać, że zostaną przyjaciółmi? Tak się przecież robi na mugolskich filmach, gdy ktoś komuś daje kosza, prawda?
— Słuchaj Potter. Harry. Wiem, że to wszystko głupio wyszło, z tym całym balem i później… Ale prawda jest taka, że ja wtedy naprawdę nie byłem sobą. Pansy odurzyła mnie jakimś eliksirem i to wszystko jakoś głupio wyszło — powiedział, a po chwili jego oczy powiększyły się komicznie, kiedy dotarło do niego jak mogły zostać odebrane jego słowa.
Harry za to poczuł w żołądku najpierw sopel lodu, a po chwili wybuch żaru. Zalało go uczucie oburzenia i upokorzenia, i jeszcze wszechogarniającego żalu.
Jego pierwsza miłość, nie licząc niezdrowej fascynacji młodszą siostrą swojego najlepszego przyjaciela, którego traktował jak przyszywanego brata... Pierwsza prawdziwa iskra pożądania do drugiej osoby, ta wielka chęć żeby pochwycić drugą osobę, być z nią blisko, ukryć w ramionach przed światem i już nigdy nie puścić… podczas gdy jedyne, co ta druga osoba czuła w zamian to ogłupiające działanie eliksiru miłosnego?
To było więcej niż upokarzające! Czyli Harry’ego nie da się chcieć na trzeźwo? Chcieć naprawdę?
Musiał stąd wyjść najszybciej jak to możliwe. W oburzeniu wstał i nie zauważył nawet, że z hukiem przewrócił krzesło, na którym do tej pory siedział. Odwrócił się i ruszył przez salę, pomimo że Malfoy krzyknął za nim kilka razy.
Nie zdążył jednak przemierzyć całej długości pokoju, bo Draco wybiegł za nim, lekko kuśtykając na jeszcze niedawno poskładanej przez panią Pomfrey nodze.
— Poczekaj…poczekaj — powiedział, dysząc ze zmęczenia. Widać po nim było, że ten wyskok dużo go kosztował. Harry z jednej strony miał ochotę go odepchnąć i biec dalej, ale z drugiej strony nie mógł go tak zostawić. Podtrzymał więc Draco za łokieć, żeby ten mógł się na nim spokojnie oprzeć, kiedy mówił. — To wszystko wyszło źle. To nie to miałem na myśli. Nikt mi nie podał żadnego eliksiru. Znaczy, ktoś mi podał — zaczął tłumaczyć, ale widząc minę Harry’ego zmienił natychmiast tok wyjaśnień — To Pansy podała mi eliksir, po którym nie mogłem ukryć swoich emocji. Dlatego do ciebie podszedłem i dlatego mówiłem te wszystkie rzeczy o tym, jak bardzo cię podziwiam i jak bardzo urzekło mnie to, jaki byłeś odważny podczas wojny. I to o twoich oczach. I to drugie.. o… o… uczuciach. Po prostu nie mogłem tego dłużej ukrywać. A później zorientowałem się, że jestem pod wpływem jakiegoś eliksiru i spanikowałem, bo dotarło do mnie, że na trzeźwo nigdy bym czegoś takiego nie powiedział i że pewnie za chwilę dostanę po gębie. Więc uciekłem. Ale naprawdę, naprawdę nie chciałem uciec. I szczerze mówiąc, to istotnie myślę wszystko to, co wtedy powiedziałem.
— Tak? — zapytał nieśmiało Harry.
— Tak — odparł Draco, patrząc mu w oczy, po czym przysunął się o te ostanie centymetry, które ich dzieliły i powolutku, jakby nie chciał wystraszyć Harry’ego, zbliżył swoje usta do jego i nieśmiało pocałował go w sam ich środek. Harry mruknął w odpowiedzi, widocznie zaskoczony, ale po dwóch długich, niepewnych sekundach, ruszył się i zapałem zaczął oddawać pocałunek.
Gdy ręka Pottera ruszyła i stanowczo wplątała się w jego jasne włosy, przytrzymując tak głowę Draco i doprowadzając go tym samym do euforii, z trzaskiem otworzyły się nagle drzwi od Skrzydła Szpitalnego, a w progu stanęła Pansy, z rozwianymi włosami i pobladłą twarzą.
— Znowu miałam ten sen, Draco — oznajmiła grobowo, a do Draco powoli zaczęło docierać, co się dzieje przez mgiełkę endorfin. W końcu miał Harry’ego w swoich ramionach, kiedy znowu im przeszkodzono. Czy to jakieś cholerne fatum?
— Jaki sen? — warknął więc rozeźlony na przyjaciółkę, odsuwając się od Pottera.
— Co? — zapytał oszołomiony Harry.
— Ten sen — powiedziała twardo Ślizgonka. — Znowu byliśmy na peronie, z dziećmi i sama nie wiem…
— Czego nie wiesz? — zapytał Draco już bardziej zaniepokojony niż zły.
— Tym razem nie widziałam co się działo już tak wyraźnie jak wcześniej, ale to na pewno był ten sen na peronie… sama już nie wiem, Draco. Czy to możliwe, że pomimo tego wszystkiego, co zrobiliśmy, a zrobiliśmy, skoro właśnie wspina się na ciebie Potter, nic się nie zmieniło? Może przeznaczenia faktycznie nie można zmienić?

***


EPILOG


Poranek pierwszego dnia września był rześki i złoty jak jabłko, a opary z rur wydechowych i oddechy przechodniów skrzyły się w powietrzu jak pajęczyny. Pansy szła powoli peronem 9 i ¾, nie prowadząc jednak za rękę żadnego dziecka, chociaż wokół roiło się od maluchów i nastolatków. Szukała kogoś. Przystanęła w końcu nieopodal sporej gromadki i udając, że szuka czegoś w torebce, zaczęła się przysłuchiwać toczącej się obok rozmowie. Dwójka maluchów rozprawiała właśnie o tym, do którego domu trafią, gdy w końcu i oni pójdą do szkoły.
— Jak nie trafisz do Gryffindoru, to cię wydziedziczymy — zwrócił się do jednego z chłopców rudy, wysoki mężczyzna, który był nikim innym a Ronaldem Weasleyem. — Ale nie nalegam.
— Ron! — zawołał z oburzeniem Harry Potter.
Zabawne, pomyślała Pansy. Nic się nie zmienili. Są nieco starsi, Potter ma parę siwych włosów, ale wyglądają prawie tak samo, jak w szkole. Może wydają się tylko nieco bardziej stateczni przez tę gromadkę dzieci wokół nich.
— On tylko tak żartuje, przecież go znasz. — Dwie kobiety wspólnym głosem pocieszyły dzieciaka.
Hermiona Granger i Ginewra Weasley. Zabawne jak wszystko się zmieniło od ich czasów szkolnych. Koleżanki powychodziły za mąż, pozmieniały nazwiska…. Ona też nie nazywała się już Parkinson… Pansy zamyśliła się nad losem wszystkich osób, które przeżyły wojnę i poczuła małe ukłucie gdzieś głęboko w sercu.
— Zobaczcie kto tam stoi. — Jej rozmyślania przerwał Weasley.
Podążyła za jego wzrokiem i zobaczyła Draco Malfoya.
Pansy nie mogła oderwać oczu od sceny na peronie. A więc to był ten moment. Moment z jej proroczego snu sprzed lat.
Jak to się wszystko dziwnie potoczyło… Niby wszystko wyglądało tak samo, ale jednak wszystko było inaczej.
Wtem mały chłopiec, który do tej pory trzymał za rękę Harry’ego Pottera wyrwał się z jego uścisku a spod za dużej czapki wypadły mu jasne włosy.
— Tata! — krzyknął radośnie, rzucając się w ramiona Malfoya.
Ten zaśmiał się radośnie i podrzucił synka, a po chwili poniósł też drugiego, ciemnowłosego chłopca, który przykleił się do jego biodra.
— Albusie Sewerusie, Scorpiusie, nie powinniście tak uciekać ojcu — zganił ich, ale w jego oczach widać było śmiech.
Po chwili dołączył do nich Harry Potter i pocałował mężczyznę w policzek.
— Jednak wróciłeś na czas — powiedział Harry z radością, a Draco uśmiechnął się w odpowiedzi.
— Nie przegapiłbym pierwszego dnia szkoły naszych synów, Bellisimo . — Pocałował Harry’ego w czoło.
W Pansy coś drgnęło i postanowiła, że dosyć ma już przyglądania się wydarzeniom z boku, jak jakiś podglądacz.
Zanim jednak zdążyła się ruszyć, ktoś ujął ją delikatnie pod ramię, zupełnie tak samo jak przed laty w jej śnie.
Obróciła się i spojrzała prosto w oczy Blaise’a.
— Chodźmy Pans, nasze rodziny czekają — powiedział i pociągnął ją prosto do Granger i Weasleya. A raczej do Granger-Zabini oraz do Rona — męża Pansy.


KONIEC
narumon Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 185
Dołączył(a): 25 gru 2012, o 16:43

Postprzez Aevenien » 4 sty 2017, o 21:58

Muszę nadrobić zaległości w komentowaniu, ale najpierw powiem tylko szybko, że yay!!! Wyszła nam naprawdę zacna feta w tym roku! Dzięki dziewczyny :serce:
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron