Drarrofeta Świąteczna 2016

wydanie szóste

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez daimon » 1 gru 2016, o 12:38



Witam wszystkich! Cieszę się, że po długiej przerwie znów możemy się tu spotkać i drarry wciąż żyje (może z okresami czasowego utajenia, ale jednak). Jeśli chodzi o fandomy pozostałam nieuleczalną drarrystką i nieustannie tęsknię za Harrym i Draco, nawet jeśli czas nie pozwala mi na aktywny udział. Żaden inny fandom już mnie tak nie pochłonął... Ale dość gadania! Jestem tu, gdyż po raz kolejny przypadł mi w udziale zaszczyt otwarcia naszej świątecznej fety. Z tego miejsca witam więc wszystkie drarrystki, które jeszcze się tu ostały i zapraszam do wspólnej zabawy, której nadaje kryptonim "EFEKT MOTYLA".

W Krakowie właśnie pada śnieg, a u Was? :splywa: Coraz bliżej święta... *nuci*


RAMY CZASOWE: Żeby było cokolwiek inaczej niż w poprzednich latach założyłam, że tym razem wszyscy wracają do Hogwartu już po wojnie, żeby dokończyć edukację.

Betowała, oczywiście, Aevenien :* Ostałe się błędy i dziwności są kwestią mojego uporu.

Z dedykacją i uściskami dla Kwartetu Super Ka ;)





ODCINEK I



Poranek pierwszego dnia września był rześki i złoty jak jabłko, a opary z rur wydechowych i oddechy przechodniów skrzyły się w powietrzu jak pajęczyny.1 Pansy Zabini szła powoli peronem 9 i ¾, nie prowadząc jednak za rękę żadnego dziecka, chociaż wokół roiło się od maluchów i nastolatków. Szukała kogoś. Przystanęła w końcu nieopodal sporej gromadki i udając, że szuka czegoś w torebce, zaczęła się przysłuchiwać toczącej się obok rozmowie. Dwójka maluchów rozprawiała właśnie o tym, do którego domu trafią, gdy w końcu i oni pójdą do szkoły.
— Jak nie trafisz do Gryffindoru, to cię wydziedziczymy — zwrócił się do jednego z chłopców rudy, wysoki mężczyzna, który musiał być Ronaldem Weasleyem. — Ale nie nalegam.
— Ron! — zawołał z oburzeniem Harry Potter.
Zabawne, pomyślała Pansy. Nic się nie zmienili. Są nieco starsi, Potter ma parę siwych włosów, ale wyglądają prawie tak samo, jak ich zapamiętała. Może wydają się tylko nieco bardziej stateczni przez tę gromadkę dzieci wokół nich.
— On tylko tak żartuje, przecież go znasz. — Dwie kobiety wspólnym głosem pocieszyły dzieciaka.
Hermiona Granger i Ginewra Weasley. A raczej Hermiona Weasley i Ginewra Potter. Wszystko się zmieniło. Ona też nie nazywała się już Parkinson… Pansy zamyśliła się nad losem wszystkich osób, które przeżyły wojnę i poczuła małe ukłucie gdzieś głęboko w sercu. Nie tak to sobie wyobrażała.
— Zobaczcie kto tam stoi. — Jej rozmyślania przerwał Weasley.
Podążyła za jego wzrokiem i zobaczyła Draco Malfoya. Z żoną i synem. Z żoną!
— A więc to jest ten mały Scorpius — mruknął pod nosem Weasley i zdaje się, że dodał coś jeszcze do swojej młodszej córki, ale Pansy już nie słuchała. Nie mogła oderwać oczu od Astorii Greengrass-Malfoy głaszczącej synka po głowie i trzymającej pod ramię Draco.
— Coś ty najlepszego zrobił, Draco? — szepnęła pod nosem i bezwiednie zrobiła kilka kroków w stronę państwa Malfoy.
Zanim jednak zdążyła do nich dojść, ktoś ujął ją delikatnie pod ramię.
— Wracajmy do domu, Pans. To nie twoja sprawa…
Chciała wyrwać rękę i coś odpowiedzieć. Krzyknąć, że to wszystko nie może być prawda, że przecież nie tak miało być, ale poczuła, że robi jej się słabo i cały świat spowiła gęsta mgła.



~*~


W tym roku zima przyszła wyjątkowo wcześnie. Już pod koniec listopada próżno było gdziekolwiek szukać złotordzawych liści, a lodowate powietrze ochładzało wszelkie, nawet najbardziej entuzjastyczne, spacerowe plany. Słońce zaglądało na niebo jedynie czasami, a jego mdławe światło rzadko dawało poczucie ciepła. Dla Pansy nie miało to jednak znaczenia. Po ciężkiej nocy potrzebowała ostudzić głowę i niespokojne myśli. Została za to nagrodzona pierwszymi w tym sezonie płatkami śniegu, które zaczęły leniwie spadać z nieba zaraz po jej wyjściu z zamku. Wirowały frywolnie w powietrzu, jakby kierowane przez kapryśne zaklęcie i mięciutko opadały na ziemię. Łaskotały również jej policzki, roztapiając się na nich powolutku, przypominając mikroskopijne igiełki Rictusempry. To było przyjemne i kojące. Tak jak wyobrażenie, że może już dziś wieczorem hogwarckie błonia zamienią się w śnieżną krainę, przykrytą puchatą, białą kołdrą.
Pansy westchnęła przeciągle. Czasami żałowała, że przyjaźniła się głównie z chłopakami. W chwilach takich jak ta doskwierał jej brak przyjaciółki. Komuś, komu mogłaby się zwierzyć z delikatnych niuansów jej smutku i kto nie wyśmiałby jej bezlitośnie. Trudno było cały czas zgrywać twardzielkę. Nawet jej. Czasami chciała być po prostu zwykłą dziewczyną, ze zwykłymi, babskimi problemami, ale ślizgońskie szaty zobowiązywały. Nie mogła się nad sobą roztkliwiać, musiała działać. Zbliżały się święta. Ich magia pojawi się w zamku wraz z pierwszym śniegiem, który osiądzie na parapetach okien i mrozem malującym różdżką po szybach. Nawet się nie obejrzą, kiedy wszyscy zaczną wyglądać Gwiazdki. To idealny czas na zmiany. I być może ostatnia szansa.


~*~


— Draco, musimy porozmawiać. — Pansy bez pukania weszła do dormitorium chłopców.
— Znowu złamałaś zabezpieczenia naszej sypialni? — zapytał Blaise, nie podnosząc nawet wzroku znad gazety, którą czytał w łóżku. Draco drzemał, lub, co bardziej prawdopodobne udawał, że drzemie, natomiast Gregory chrapał w najlepsze.
— Proszę cię, Zabini, to dziecinna igraszka. — Pansy usiadła na wolnym łóżku. W tym roku chłopcy mieszkali tu tylko w trójkę. Vincent nie żył, a Teodor nie wrócił już do szkoły. — Nie wiem, po co w ogóle wracałam do Hogwartu po wojnie. Nie sądzę, by mogli mnie tu jeszcze czegokolwiek nauczyć.
— Może po to, żeby usidlić Wiewióra? — podsunął usłużnie Blaise, posyłając jej kpiący uśmieszek.
— Brałeś coś, Blaise? — prychnęła oburzona Pansy i rzuciła w niego poduszką. — Draco, wstawaj!
— O co ta afera? — zapytał Draco zupełnie trzeźwym głosem, udowadniając, że rzeczywiście wcale nie spał.
— Miałam sen — oświadczyła.
— I co w związku z tym? — zdziwił się Draco, unosząc się na łokciu.
Ten sen — dodała z naciskiem.
— O nie — jęknął Blaise i zakrył twarz gazetą.
— Ty lepiej uważaj, bo ciebie to też dotyczy — ostrzegła go.
— Co tym razem? — zapytał Draco znudzonym tonem.
— Ożeniłeś się z Astorią Greengrass i miałeś z nią dziecko.
Po tym oświadczeniu zapanowała grobowa cisza. Draco wpatrywał się w Pansy jak spetryfikowany, na co odwzajemniła mu się wyzywającym spojrzeniem. Dopiero po chwili Blaise zachichotał złośliwie.
— A ty ożeniłeś się ze mną. — Pansy wycelowała w niego palec i Blaise zamarł z rozdziawionymi ustami.
— Wolne żarty — powiedział w końcu z niewyraźną miną.
— W życiu nie ożeniłbym się z młodszą Greengrass, masz zbyt bujną wyobraźnię, Parkinson — oświadczył wyniośle Draco, odzyskując głos.
— A ja w życiu nie wyszłabym za Zabiniego, dobrze wiesz — odbiła piłeczkę Pansy.
— Wielkie dzięki — burknął urażony Blaise.
— Bez urazy, ale masz chyba świadomość, że kompletnie do siebie nie pasujemy.
— Skąd w ogóle pewność, że to był proroczy sen? — zainteresował się Draco.
— Mówiłeś tak za każdym razem przez ostatnie lata. Tymczasem wszystkie sny, które wam opowiedziałam się sprawdziły, niezależnie od tego jak bardzo nie chcieliście w nie wierzyć.
W dormitorium zaległa cisza, w której każdy z nich przetrawiał znaczenie tego stwierdzenia.
— Dobrze. — Draco w końcu przerwał milczenie. Wyglądał na dość zaniepokojonego. — Opowiesz nam wszystko dokładnie, czy nadal będziesz tylko paplać bez sensu?
— Nie jestem jakąś głupią Puchonką, nigdy nie paplam bez sensu! — oburzyła się Pansy.
— Pansy! — zawołał ostrzegawczo Blaise.
— W porządku, już mówię. Nie denerwujcie się. — W końcu po to tu przecież przyszła. Musieli opracować jakiś ślizgoński plan, żeby zapobiec tej katastrofie, która miała się wydarzyć. A do tego musiała im szczegółowo opowiedzieć swój straszny sen.
— Czyli właściwie w ogóle nie pojawiłem się w twoim śnie? — podsumował Blaise, kiedy skończyła opowiadać.
— Czy ty w ogóle mnie słuchałeś? Mówiłam ci, że nazywałam się Zabini.
— Ale mnie nie widziałaś? — upierał się przy swoim Blaise, zwijając nerwowo gazetę w rulon.
— Nie, nie widziałam cię. A masz jakiegoś brata czy kuzyna, po którym mogłabym nosić to piękne nazwisko?
Blaise wzruszył ramionami.
— Nic mi o tym nie wiadomo, ale może coś ci się ubzdurało, albo to tylko zwykła zbieżność nazwisk…
— Skoro zamierzasz ryzykować, opierając się na tej wątpliwej przesłance, to twoja sprawa. Ja nie mam zamiaru.
— Oczywiście, w końcu zaplanowałaś poślubić Wiewióra — zauważył kąśliwie Blaise.
— Odczep się wreszcie ode mnie z tym Weasleyem, odbiło ci? — Pansy zrobiła się cała czerwona, co nie zdarzało jej się zbyt często.
— Mogłabyś w końcu przestać udawać! — Blaise uderzył zwiniętą gazetą w leżącą obok poduszkę.
— Wystarczy tej bezsensownej kłótni! — Draco przywołał przyjaciół do porządku. — Skupmy się lepiej na tym, jak nie dopuścić do tego, by ten sen się spełnił.
— Jestem tego samego zdania — poparła go natychmiast Pansy.
— Czy kiedykolwiek udało ci się zapobiec spełnieniu któregokolwiek z poprzednich snów? — drążył Draco.
— Niestety nigdy dotąd nie próbowałam — przyznała Pansy. — Sami wiecie, dotyczyły głównie wojny.
— Świetnie — podsumował zgryźliwie Blaise.
— A ty masz jakiś pomysł, mądralo? — zapytała kąśliwie Pansy.
— Sprzątnijmy Greengrass. Najlepiej obie dla pewności.
— Doskonale, geniuszu — prychnęła Pansy. — To zlikwiduje problem Draco. A z nami co? Popełnimy wspólne samobójstwo?
— Wystarczy, jeśli wykończymy ciebie — zauważył Blaise, błyskając zębami w uśmiechu.
— Bardzo śmieszne.
— Przestańcie. Przyprawiacie mnie o ból głowy — warknął Draco. — Musimy działać. Nie mogę skończyć w heteroseksualnym związku. To gorsze od wszystkiego.
— Kiedy o tym myślę, zaczyna mi się przypominać, że chyba mignęły mi twoje łysiejące skronie — wtrąciła z niewinną miną Pansy.
Draco zmroził ją wzrokiem godnym bazyliszka.
— Masz. Natychmiast. Wymyślić. Jak. To. Odkręcić — syknął, nieświadomie sięgając ręką do włosów.
— Następnym razem nic wam nie powiem — obraziła się Pansy.
— Parkinson! — zawołali unisono Blaise i Draco.
— Zacznijmy od Pottera — odpowiedziała Pansy.
— A co, na Salazara, Potter ma z tym wspólnego?! — fuknął Draco.
— Chyba nie chcesz, żeby poślubił tę rudą wywłokę?
— Jakbyś miała coś przeciwko rudym… — mruknął pod nosem Blaise.
— Blaise! — warknął Draco. — Daj już spokój, bo naprawdę pomyślę, że chciałbyś przelecieć Pansy.
— Jestem oburzony twoim skandalicznym słownictwem — odgryzł się Blaise. — I niegodną insynuacją.
— A ja przedmiotowym potraktowaniem — dodała Pansy.
— Salazarze, ratuj mnie! — jęknął Draco. — Potrzebujemy planu. Solidnego planu.
— Zatem Operacja Efekt Motyla — rzuciła enigmatycznie Pansy.
Obaj chłopcy spojrzeli na nią pytająco.
— Po pierwsze Draco umówi się z Potterem.
Draco udał, że się krztusi.
— I ty pytałaś Blaise’a, czy się nie naćpał?!
— Mówię poważnie, Draco. To wszystko twoja wina.
— To nie ja mam te sny.
— To nie ty masz sny, ale to ty namieszałeś z Potterem.
— Ja namieszałem?! — zawołał Draco z niedowierzaniem.
— Nie ja całowałam się z nim na Balu Ministerstwa.
— Nie wiem, o czym mówisz — nadąsał się Draco.
— Blaise? — Pansy wezwała przyjaciela na pomoc.
Blaise westchnął ciężko.
— Draco, od dawna wszyscy wiedzą, że macie z Potterem obsesję na swoim punkcie tylko nie potraficie jej prawidłowo ukierunkować. I nawet jeśli rzeczywiście się nie całowaliście, to wtedy na tym tarasie wyglądaliście, jakbyście naprawdę zamierzali to zrobić. Może czas na bardziej rzeczywiste działania. Koniec chowania głowy w piasek.
— To może jednak otrujemy Greengrass? — zapytał z nadzieją Draco.
Pansy przewróciła oczami.
— Dojdziesz do porozumienia z Potterem — powiedziała z naciskiem. — A potem wszystko się ułoży.
— Niby jak? — Draco uniósł brew.
— To proste. Potter zajmie się tobą i nie ożeni się z rudą. To spowoduje przewartościowanie wszystkich innych błędnych relacji, które nawiązały się z powodu mylnych przesłanek, że wszystko powinno zostać takie samo jak przed wojną.
— Chcesz powiedzieć, że dzięki temu powstanie duża szansa, że Wiewiór zacznie przebywać w towarzystwie Ślizgonów i wreszcie dostrzeże, jakiż to błąd popełnił uganiając się za Granger, kiedy taki królewski klejnot jak ty jest gotowy oddać mu się w posiadanie.
— A wtedy ty, Blaise, będziesz mógł zabłysnąć przed Granger i zażyć jej erudycyjnego towarzystwa na bardzo głębokim poziomie.
Blaise spojrzał zszokowany na Pansy.
— Nie tylko ty znasz cudze sekrety, Zabini — oświadczyła z dumą i niebezpiecznym błyskiem w oku.


~*~


Harry nie mógł spać. Hogwart po wojnie nie był już tym samym miejscem, co kiedyś. Oni nie byli tacy jak kiedyś. Wszystko się zmieniło. Powinno być lepiej, ale Harry czuł się dziwnie. Jakby nagle zabrakło dla niego miejsca w tym nowym świecie, albo jakby musiał je od nowa znaleźć. Siedział w oknie w wieży Gryffindoru i z przyjemnością obserwował, jak śnieg otula parapet coraz grubszą warstwą, niczym magicznym, puchatym szalem. Mroźny świt właśnie rozpalał błonia blaskiem lodowych kryształków, odbijających światło wschodzącego słońca. — Nie mogłeś spać? — Usłyszał w pewnym momencie głos Rona tuż za sobą.
— Obudziłem się wcześnie — przyznał Harry, odwracając się w stronę przyjaciela. — Będziemy mieli dziś piękny, zimowy dzień.
— Byle niezbyt mroźny. — Ron zmarszczył brwi. — Mamy dziś trening.
— Jakoś damy radę. Od czego są czary rozgrzewające. — Harry zsunął się z parapetu. — Gotowy na śniadanie?
— Zawsze. — Ron wyszczerzył się w uśmiechu.
Korytarze zamku przywitały ich girlandami ostrokrzewu i magicznymi śnieżynkami migoczącymi gdzieniegdzie na ścianach, stwarzającymi wrażenie, jakby właśnie spadły prosto z nieba.
— Idą święta — zauważył Harry.
— Mhm. Myślisz, że skrzaty zaczęły już serwować świąteczny pudding? — zapytał z rozmarzeniem Ron.
— Chyba jeszcze za wcześnie, Weasley — dogonił ich nieco ironiczny dziewczęcy głos. — Zdaje się, że przygotowują go dopiero dwudziestego czwartego grudnia.
— No tak — westchnął Ron, nie przejmując się ironicznym tonem.
— Cześć — przywitał dziewczynę Harry, ze zdziwieniem rozpoznając w niej Pansy Parkinson. Przed wojną nigdy nie odezwałaby się do nich dobrowolnie bez jawnej wrogości. Czasy się zmieniały. Ludzie się zmieniali.
— Hej — odpowiedziała na pozdrowienie, ale całą swoją uwagę skupiła na Ronie. — Mogę cię na pocieszenie poczęstować białą czekoladową żabą. Właśnie odebrałam paczkę od rodziców. — Parkinson wyciągnęła w stronę Rona papierową torbę.
— To nowa linia! — zawołał z entuzjazmem Ron, wyciągając rękę po poczęstunek i wywołując rozbawienie u Harry’ego. — Dzięki.
— To ten pierwszy śnieg. Ludzie robią się dziwnie miękcy — burknęła Ślizgonka i przyśpieszyła kroku, zostawiając ich samych.
— Skąd ona dorwała świąteczną edycję, nawet jeszcze nie było premiery — mruknął Ron, odpakowując szeleszczący papierek.
Harry uśmiechnął się pod nosem i odprowadził wzrokiem Pansy. Definitywnie nadchodzą święta pomyślał, nagle bardzo podniesiony na duchu.



1 — Fragmenty epiogu by J.K.Rowling w tłumaczeniu A.Polkowskiego


A w następnym odcinku...
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez MargotX » 1 gru 2016, o 15:27

Gdyby nie to, że pojawił się pierwszy odcinek drarrofety, :serce: to mogłabym całkowicie przeoczyć fakt, że dziś mamy już grudzień. U mnie chyba już od kilkunastu godzin pada. Choć nie ulewnie, to po prostu wszystko pływa, a zamiast ewentualnie prószącego śniegu, mamy bajora błotnistej wody ;>
Ale, w zamian, jest FETA! I to jaka. dai, moje serce aż podskoczyło z radości, że w tym roku zamierzacie zmienić przeokropne zakończenie sagi i doprowadzić do sensownych rozwiązań :D
Początek jest super, naprawdę. W pierwszych chwilach, czytając fragmenty epilogu, moja reakcja: wtf?! Dalej było już tylko lepiej. Genialnie podsunęłaś ten wycinek z końcówki HP jako sen Pansy, nie proroczy - jak mamy nadzieję. Ponieważ nie było jeszcze fety na siódmym roku, z dorosłymi bohaterami, szanowne autorki mogą nieco odważniej puścić wodze wyobraźni, niech się to zatem stanie.
— Sprzątnijmy Greengrass. Najlepiej obie dla pewności.
— Doskonale, geniuszu — prychnęła Pansy. — To zlikwiduje problem Draco. A z nami co? Popełnimy wspólne samobójstwo?
— Wystarczy, jeśli wykończymy ciebie — zauważył Blaise, błyskając zębami w uśmiechu.

Mój ulubiony cytat. Krwiożercza jestem w tym momencie, a co tam ;)
Mega początek, teraz już popołudnie na pewno będzie udane. Deszcz mam w tym momencie w głębokim poważaniu, a moja wyobraźnia może powoli przenieść się na hogwarckie tereny. Do następnego odcinka.
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Dunia » 1 gru 2016, o 15:56

Jejku, to już dzisiaj ^^ świetne umilenie okropnego dnia, tym bardziej dla mnie okropnego, ponieważ samochód mi się lekko zepsuł z samego rana i na uczelnie musiałam jechać tramwajem w taką pluchę ;(

Odnośnie samego odcinka to jest on bardzo przyjemny. Początek troszeczkę mnie zdziwił (ten fragment z zakończenia Insygniów) ale uważam to za świetny zabieg. Mam jedynie nadzieję, że to faktycznie nie będzie proroczym snem, a jedynie jedną z możliwości dotyczących przyszłości, która okaże się błędna :D rozmowa w dormitorium była fenomenalna, uwielbiam te ich ślizgońskie przepychanki słowne, podczas całego fragmentu szczerzyłam się do monitora jak głupia xd podoba mi się również to, że między Draco, a Harrym coś już się wydarzyło i przede wszystkim, że cała historia osadzona jest w Hogwarcie. Czekam z niecierpliwością na kolejny fragment :)
Dunia Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 25
Dołączył(a): 16 wrz 2016, o 19:53

Postprzez Ka » 1 gru 2016, o 19:45

Fetafetafeta!

Trochę się jednak stęskniłam. Jednak co powrót do domu, to powrót do domu. :D

Dai, śliczny początek, z mocnym pomysłem. Powojennie, może i z gorzką nutą, ale i spokojniej i bardziej... Przyjaźnie. Bez otwartej wrogości.

W zasadzie mamy przewagę już na starcie, bo i już wydarzyło się coś okołodrarrowego (chcę wiedzieć, co się stało na tym tarasie!), i przynajmniej Ślizgoni są całkiem świadomi swoich... zauroczeń. Bawi mnie fakt, że najwyraźniej każdy z Zielonej Trójcy upodobał sobie kogoś ze Złotej. A przede wszystkim cieszę się, że w dalszym ciągu prowadzimy tradycję shipowania Pansy z Ronem. Czy w ogóle kiedykolwiek napisałyśmy fetę, w której nie było tego pairingu?

Ślizgoni są wygadani i uroczo wredni, ale wszyscy wiemy, że oni tak okazują miłość i troskę. :D

No, to czas na kilka cytatów!

Wirowały frywolnie w powietrzu, jakby kierowane przez kapryśne zaklęcie i mięciutko opadały na ziemię.

To jest tak bardzo w Twoim stylu. Aż czuć Twoją miłość do zimy i świąt.

To idealny czas na zmiany. I być może ostatnia szansa.

Tu-du-du-duuuuuuum. Epilogowi absolutnie należy zapobiec. Okropny sen, tak, tak.

W tym roku chłopcy mieszkali tu tylko w trójkę. Vincent nie żył, a Teodor nie wrócił już do szkoły. — Nie wiem, po co w ogóle wracałam do Hogwartu po wojnie. Nie sądzę, by mogli mnie tu jeszcze czegokolwiek nauczyć.

A to jest takie smutne.

— Sprzątnijmy Greengrass. Najlepiej obie dla pewności.
— Doskonale, geniuszu — prychnęła Pansy. — To zlikwiduje problem Draco. A z nami co? Popełnimy wspólne samobójstwo?
— Wystarczy, jeśli wykończymy ciebie — zauważył Blaise, błyskając zębami w uśmiechu.

Ile miłości!

Musimy działać. Nie mogę skończyć w heteroseksualnym związku.

:lol2:

— Jestem oburzony twoim skandalicznym słownictwem — odgryzł się Blaise. — I niegodną insynuacją.
— A ja przedmiotowym potraktowaniem — dodała Pansy.

:serce:

— Draco, od dawna wszyscy wiedzą, że macie z Potterem obsesję na swoim punkcie tylko nie potraficie jej prawidłowo ukierunkować. I nawet jeśli rzeczywiście się nie całowaliście, to wtedy na tym tarasie wyglądaliście, jakbyście naprawdę zamierzali to zrobić. Może czas na bardziej rzeczywiste działania. Koniec chowania głowy w piasek.
— To może jednak otrujemy Greengrass? — zapytał z nadzieją Draco.

*szczerzy się*

— Dojdziesz do porozumienia z Potterem — powiedziała z naciskiem. — A potem wszystko się ułoży.

DRARRY SAVES EVERYTHING.

Gotowy na śniadanie?
— Zawsze. — Ron wyszczerzył się w uśmiechu.

Dogadałabym się z Ronem. :-D

— Hej — odpowiedziała na pozdrowienie, ale całą swoją uwagę skupiła na Ronie. — Mogę cię na pocieszenie poczęstować białą czekoladową żabą. Właśnie odebrałam paczkę od rodziców. — Parkinson wyciągnęła w stronę Rona papierową torbę.
— To nowa linia! — zawołał z entuzjazmem Ron, wyciągając rękę po poczęstunek i wywołując rozbawienie u Harry’ego. — Dzięki.
— To ten pierwszy śnieg. Ludzie robią się dziwnie miękcy — burknęła Ślizgonka i przyśpieszyła kroku, zostawiając ich samych.

Jak ja lubię, kiedy Ślizgoni i Gryfoni są dla siebie tak po prostu i zwyczajnie mili.

Dziękuję za uroczy początek fety, mam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej. :D
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez Aevenien » 1 gru 2016, o 21:08

Ahhhhhhhhhhhhhh feta! Siedziałam dziś w pracy i niemal podskakiwałam na krześle, czekając aż Dai wklei odcinek mimo, że czytałam go już wcześniej i to nawet 3 razy ;) Ale wiecie, 1 grudnia, padający śnieg, FETA, po prostu nie mogę się przestać uśmiechać!
Strasznie mi się podoba pierwszy odcinek, jest taki magiczny i ciepły i świąteczny :D I uważam, że pomysł na takie wykorzystanie paskudnego epilogu jest genialny! Podoba mi się, że mamy w tym roku trochę inną fetę i widzę wielki potencjał, no pressure dziewczyny :D

I tak jak wspomniała Ka, co to by była za feta bez Pansy/Ron :D To mój ulubiony pairing po naszych chłopcach :D

Co do cytatów, to moim ulubionym jest jednak ten:
— Czyli właściwie w ogóle nie pojawiłem się w twoim śnie? — podsumował Blaise, kiedy skończyła opowiadać.
— Czy ty w ogóle mnie słuchałeś? Mówiłam ci, że nazywałam się Zabini.
— Ale mnie nie widziałaś? — upierał się przy swoim Blaise, zwijając nerwowo gazetę w rulon.
— Nie, nie widziałam cię. A masz jakiegoś brata czy kuzyna, po którym mogłabym nosić to piękne nazwisko?
Blaise wzruszył ramionami.
— Nic mi o tym nie wiadomo, ale może coś ci się ubzdurało, albo to tylko zwykła zbieżność nazwisk…
— Skoro zamierzasz ryzykować, opierając się na tej wątpliwej przesłance, to twoja sprawa. Ja nie mam zamiaru.

Blaise naprawdę dzielnie walczył! :D

No i muszę zacytować to:
— Przestańcie. Przyprawiacie mnie o ból głowy — warknął Draco. — Musimy działać. Nie mogę skończyć w heteroseksualnym związku. To gorsze od wszystkiego.
— Kiedy o tym myślę, zaczyna mi się przypominać, że chyba mignęły mi twoje łysiejące skronie — wtrąciła z niewinną miną Pansy.
Draco zmroził ją wzrokiem godnym bazyliszka.
— Masz. Natychmiast. Wymyślić. Jak. To. Odkręcić — syknął, nieświadomie sięgając ręką do włosów.

Draco :serce:

I jeszcze:
— A wtedy ty, Blaise, będziesz mógł zabłysnąć przed Granger i zażyć jej erudycyjnego towarzystwa na bardzo głębokim poziomie.

:lol2:

Dai, brakowało mi Twojego pisania. Aż się cieplej robi na sercu po takim odcinku :serce:
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Michiru » 4 gru 2016, o 19:55

Daaaai :seksi: Po pierwsze wybacz spóźniony komentarz, dopiero dziś udało mi się dostać do komputera mojej sister (i oby udało mi się do niego dostać, kiedy nadejdzie czas na mój odcinek :P)
A po drugie... OMG. Jakie cudo tutaj przeczytałam. Boru zielony, naprawdę. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałam coś z fandomu i to był naprawdę genialny powrót na stare śmieci. Pierwszy odcinek jest po prostu świetny. Nawet nie wiem, jak go skomentować, żeby wyglądało to choć trochę konstruktywnie.

Przede wszystkim muszę przyznać, że brakowało mi drarry, ale najbardziej brakowało mi twojego świątecznego stylu. Po przeczytaniu tego odcinka od razu powiedziałam Aev, że tylko twoje zimowe opisy potrafią sprawić, że czuję jakieś pozytywne emocje w stosunku do tej strasznej, przerażającej pory roku. Poważnie, byłabym najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, gdyby zima została na stałe wymazana z planów pogodowych, ale kiedy czytam o frywolnie wirujących płatkach śniegu, nawet ja nabieram ochoty, by przejść się po magicznie białych, skrzących się od śniegu hogwardzkich błoniach. Kocham sposób, w jaki zawsze piszesz o zimie i świętach.

To, w jaki sposób zaczęłaś tegoroczną fetę, jest bardzo świeży i naprawdę interesujący. Świetnie wykorzystałaś epilog - jestem mega ciekawa, jak to się rozwinie. Czy Zielona Trójca zdoła powstrzymać czekający ich czarny los i zbratać się z naszymy ulubionymi Gryfonami? Ba! Jestem pewna, że tak. Pozostaje tylko kwestia tego, co się tam w międzyczasie wydarzy XD

Aevenien napisał(a):— Musimy działać. Nie mogę skończyć w heteroseksualnym związku. To gorsze od wszystkiego.

Wiem, to już zostało powiedziane, ale seriously? Draco is the best!

Aevenien napisał(a):— To nie ty masz sny, ale to ty namieszałeś z Potterem.
— Ja namieszałem?! — zawołał Draco z niedowierzaniem.
— Nie ja całowałam się z nim na Balu Ministerstwa.
— Nie wiem, o czym mówisz — nadąsał się Draco.

Ja chcę wiedzieć, co się tam wtedy stało na balkonie! Myślę, że to jest scena, która koniecznie i bez dwóch zdań musi pojawić się w którymś z kolejnych odcinków.

Najchętniej zacytowałabym cały odcinek, ale sami wiecie... :D Jest wspaniały, wszyscy zdążyli już się o tym przekonać. Przez ciebie, dai, mam ochotę teraz usiąść pod kocem, przy płonącym kominku (okay, mam tylko grzałkę, ale zawsze to coś) i wpatrywać się w śnieg za oknem, pogryzając białą czekoladową żabę. I już myślę o kolejnych odcinkach, które na pewno będą równie fajne. Może nawet zatopię się w tym klimacie i odświeżę sobie Harry'ego Pottera od samiuteńkiego początku.

:serce: :serce: :serce: :serce: :serce: :serce: :serce:
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Postprzez Aevenien » 6 gru 2016, o 23:15

No dobrze. Chyba przez ostatnie dwa lata trochę zapomniałam, że ja w sumie nie umiem pisać. Ale starałam się! Serdecznie dziękuję Dai i Ka za ogromne wsparcie i betę! :serce: Trochę się rozpisałam, ale to już wina gadulstwa Harry'ego i tego, że Draco za dużo myśli. A w ogóle to miał być Snape i dwa dni próbowałam go napisać, ale profesor miał inne zdanie w tej kwestii. I chyba zapis dialogów może trochę nie stykać w niektórych miejscach, ups. No to tyle! Zapraszam do czytania i głosowania :mackigreen:


ODCINEK II


***


Ale zaraz zaraz, Harry wyrwał się ze świątecznego nastroju. Święta świętami, ale Ślizgon dobrowolnie dzielący się czekoladą? Jego uspokojone nieco po zakończeniu wojny instynkty obudziły się ze zdwojoną siłą.
— Mnie nie poczęstowała — powiedział sam do siebie i przyjrzał się Ronowi z niepokojem. Jego przyjaciel jednak z błogim wyrazem twarzy wpakował sobie czekoladową żabę do ust i najwyraźniej przeżywał teraz najlepsze sekundy swojego życia.
— Jaha pyszna, obłędne połączenie szmaku — wybełkotał Ron z pełnymi ustami. — Ho mówiłeś, Harry?
— Coś mi tu nie pasuje — odparł Harry. — Czemu Parkinson tak nagle podzieliła się z tobą czekoladą? A ze mną nie? Myślisz, że ją zatruła?
Ron przełknął głośno i spojrzał na Harry’ego z lekkim przerażeniem, najwyraźniej przypominając sobie swoje ostatnie zbyt bliskie spotkanie z trucizną. Ale po chwili potrząsnął tylko głową i popatrzył na Harry’ego z pobłażaniem.
— Harry, Harry, Harry — zaczął Ron głosem Lockharta, co przez ostatnie lata opanował do perfekcji. Czemu od razu myślisz o najgorszych rzeczach, nie widziałeś, że wracała z sowiarni z paczką? Kiedy niby zdążyłaby zatruć czekoladowe żaby? Poza tym odpuść sobie, święta idą, ludzie stają się milsi. Nie musisz od razu knuć żadnych teorii spiskowych.
Harry przewrócił oczami. Neutralni Ślizgoni, owszem, ale mili Ślizgoni? Dobrowolnie rozdający na prawo i lewo słodycze? Jasne.
— Jak zaraz padnę trupem to możesz pomścić moją śmierć. Ba, nawet wrócę jako duch i będę ich nękał ile wlezie — wyszczerzył się Ron.
Harry roześmiał się mimowolnie, ale nie dał za wygraną.
— Mówię ci Ron, oni coś knują. Na pewno Malfoy maczał w tym palce.
— No i masz, tylko ty mogłeś połączyć przypadkowe spotkanie z Parkinson i poczęstowanie mnie czekoladą z podstępnym planem Malfoya na zdobycie władzy nad światem. Poczekaj tylko, jak powiem Hermionie, że znowu masz obsesję na punkcie fretki.
— Co? Jaką znowu obsesję! To są naturalne reakcje. I nie wiem czemu wszyscy nagle zapomnieli, że ostatnim razem miałem rację!
— Oj tam, oj tam. Chodźmy lepiej na śniadanie, jestem głodny!
Harry dał się pociągnąć do Wielkiej Sali, ale myślami był już w dormitorium Ślizgonów, zastanawiając się, czy rzeczywiście coś było na rzeczy, czy jego skrzywienie zawodowe za bardzo się rozpędziło. W sumie większość trucizn działało dosyć szybko, a Ron bardzo żwawo ciągnął go w stronę jedzenia, więc wyglądało na to, że nic mu nie jest…

***


Jak tylko Pansy znalazła się w Pokoju Wspólnym została zaciągnięta do pokoju chłopaków.
— Opanujcie się — syknęła. — Chyba zdajecie sobie sprawę jak to wygląda.
Draco jedynie prychnął. — Wszyscy wiedzą, że jestem gejem, a reputacji Blaise’a nic już nie zaszkodzi.
Blaise uśmiechnął się złośliwie.
— Myślę, że nasza droga przyjaciółka martwi się bardziej o swoją reputację i to, czy Wiewiór przypadkiem o tym nie usłyszy.
Pansy trzepnęła go w głowę. — Chyba nie chciałbyś, żebym porozmawiała sobie z Granger na pewne tematy, co?
Blaise przestał się uśmiechać.
— Możecie się uspokoić? Jak tak dalej pójdzie nigdy nie zaczniemy realizować planu. Pansy, mów lepiej jak poszedł rekonesans.
— Proszę zdać raport – rzucił Blaise, doskonale imitując głos Snape’a.
Pansy spojrzała na niego z niesmakiem.
— Zignoruj go — poradził Draco.
— Tak jak przypuszczaliśmy, najtrudniejsze będzie rozłączenie Złotej Trójcy. O ile Granger często przesiaduje sama w bibliotece, to Potter i Weasley wszędzie chodzą razem.
— Doskonałe rozpoznanie terenu, jakie straty własne?
— Zabini, skończ z tym wojskowym żargonem, nie wiem co cię opętało! — mruknął zniecierpliwiony Draco, a Blaise tylko wzruszył ramionami.
— Jedna czekoladowa żaba — odpowiedziała natomiast Pansy z żalem w głosie.
— Poczęstowałaś ich czekoladową żabą z nowej linii, o której paplałaś nam od dwóch miesięcy? Bardzo puchońsko z twojej strony – zachichotał Blaise.
— Co nie zmienia faktu, że nie możemy przecież skonfrontować się z całą trójką na raz, musimy wymyślić jak ich rozdzielić.
Cała trójka zasępiła się nieco.
— To waszym zadaniem jest rozpracowanie jak ich rozdzielić, a ja załatwię eliksir wielosokowy — rzucił Draco i zanim zdążyli zaprotestować wyszedł z pokoju.
— Co za… — Blaise stłumił przekleństwo. — Daj lepiej czekoladową żabę, Pansy. Chyba nie jestem gorszy od Wiewióra — uśmiechnął się przymilnie.
— Nie wiem, jak ja z wami wytrzymuję — westchnęła Pansy.

***


Harry przestał obserwować Rona po tym jak jego przyjaciel trzeci raz dołożył sobie bekonu i ciasta. Gdzie on to wszystko mieścił! Harry był najedzony od samego patrzenia.
— To co będziemy robić w ten piękny dzień, skoro opcja z mszczeniem mojej tragicznej śmierci odpada — spytał Ron jakieś dziesięć minut później, po skończeniu ostatniej porcji ciasta marchewkowego.
— W co wy się znowu wpakowaliście? — jęknęła Hermiona, siadając obok Harry’ego.
Ron wyszczerzył się do Harry’ego, który gwałtownie pokręcił głową.
— Nasz kochany Harry zatęsknił za Malfoyem i znowu podejrzewa go o niecne plany, a wykoncypował sobie to wszystko z tego faktu, że Parkinson poczęstowała mnie czekoladową żabą — oznajmił radośnie.
— Harry — Hermiona załamała ręce. — Myślałam, że ten etap jest już za tobą. Jeżeli chcesz porozmawiać o swoich uczuciach…
— Jakich uczuciach! — przeraził się Harry. — Mówiłem ci już po balu, że to zupełnie nie to, co myślisz.
Hermiona tylko westchnęła. — Jakbyś zmienił zdanie to wiesz, że zawsze możesz ze mną porozmawiać.
— Po balu? Co się stało po balu i czemu nic o tym nie wiem? — zaciekawił się z kolei Ron.
— Bo nic się nie stało — mruknął zrezygnowany Harry.
Ron przyjrzał mu się uważnie, a potem przeniósł wzrok na Hermionę. — Nie chcecie mi mówić, to nie, ale jak Malfoy nie jest w to zamieszany, to nie nazywam się Weasley.
— I kto tu ma teraz obsesję?
— To się nazywa logiczne rozumowanie, Harry — rzucił Ron z pobłażaniem.

***


Draco nie był zadowolony ze stanu swojej sakiewki, ale przynajmniej wykonał swoją część i miał to już z głowy. Jeśli tylko Blaise i Pansy rozpracowali rozłączenie Gryfonów to mogli przystąpić do drugiego etapu operacji Efekt Motyla.
Kiedy wszedł do swojej sypialni Pansy właśnie okładała Blaise’a poduszką po głowie, nie zważając na jego głośne protesty. Draco skrzywił się lekko.
— Nie chcę nic mówić, ale te wrzaski słychać nawet na korytarzu, co was opętało?
— Blaise zjadł mi trzy czekoladowe żaby, kiedy poszłam po pióro i pergamin — syknęła Pansy, ale wzięła sobie słowa Draco do serca, bo zamiast miotać poduszką na oślep, wykorzystała ją, żeby przydusić Zabiniego.
A potem wszyscy się dziwią, że krążą plotki o orgiach i innych sadomasochistycznych skłonnościach Ślizgonów, pomyślał Draco z rezygnacją.
— A poza tym udało wam się coś ustalić, kiedy ja narażałem życie i urodę, żeby zdobyć eliksir wielosokowy? — spytał, machając im buteleczką przed nosami.
Blaise wykorzystał sytuację i wyrwał się Pansy, plując dookoła pierzem.
— A żebyś wiedział! Udało nam się dowiedzieć, że Potter nie napisał jeszcze swojego eseju z eliksirów, więc Granger kazała mu iść wieczorem do biblioteki. Wiewiór podobno napisał już esej, więc dostał przepustkę do Hogsmeade.
— To idealna sytuacja, Draci będziesz miał okazję, żeby pomóc mu pisać esej jako Granger i Potter nie będzie nic podejrzewał!
— Randka w bibliotece — zaczął chichotać Blaise.
— Zamknij się — warknął Draco, mając nadzieję, że nie zaczerwienił się na samo słowo randka. — Czyli Pansy jako Harry złapie Wiewióra, jak będzie wracał do zamku. A w Tym czasie ja porozmawiam sobie z Granger i jak szczęście nam dopisze to cała afera może nie wyda się za szybko.

***


Harry naprawdę nie wiedział, jak Hermiona to robiła, czytała mu w myślach czy co? I kiedy niby Ron napisał swój esej? Zdrajca! Nie ma jak spędzać sobotni wieczór w bibliotece i to jeszcze samotnie. Harry westchnął głośno. I czemu to musiał być esej z eliksirów. Ale przynajmniej napisze go dzisiaj i cała niedziela będzie wolna.
Rozłożył się z książkami w jednym z najbardziej odosobnionych stolików i zaczął czytać.
Jakąś godzinę później przysiadła się do niego Hermiona.
— Postanowiłam, że jednak ci pomogę — stwierdziła. — Napisałeś już coś?
Harry ucieszył się, że przyjaciółkę ruszyło sumienie, pisanie o właściwościach sproszkowanego rogu buchorożca naprawdę mu dzisiaj nie szło.
— Tylko kilka cali, nie mogę znaleźć nic ciekawego w tych książkach — pożalił się Harry. — Naprawdę się cieszę, że mi pomagasz, bez ciebie siedziałbym tu całą noc — powiedział Harry, uśmiechając się szeroko.
Hermiona popatrzyła na niego z osobliwym wyrazem twarzy, ale zaraz potrząsnęła głową.
— Brakuje ci kilka ważnych książek, zaraz je przyniosę — powiedziała tylko i zniknęła między półkami.

***


Cholera, zaklął Draco. Czy Potter musiał się tak do niego uśmiechać? To było bardzo rozpraszające. Złapał trzy książki, których szukał i wrócił do stolika. Potter znowu rozpromienił się na jego widok.
— Wszystko w porządku? — spytał Potter, przyglądając mu się uważnie.
— Oczywiście, trochę tu duszno, to wszystko. Przeczytaj rozdział trzeci w tej książce, a ja sprawdzę, co napisałeś do tej pory.
Harry podał mu pergamin i zaczął czytać wskazany fragment.
— Na Merlina, jakie bazgroły — mruknął Draco pod nosem, ale Potter oczywiście go usłyszał.
— Przepraszam — powiedział Harry ze skruchą. — Myślałem, że już się przyzwyczaiłaś do mojego stylu pisania. Mam to przepisać?
— Nie nie, jest w porządku.
Doskonały plan, pluł sobie w brodę Draco. Jak mam niby się czegoś dowiedzieć w takich okolicznościach. Randka w bibliotece, nie ma co. Draco westchnął głośno.
— Aż tak źle? — zażartował Harry.
O dziwo esej Pottera nie był beznadziejny, owszem, hipogryf pazurem ładniej by to napisał, ale całość była w miarę logiczna.
— Nie, jest całkiem w porządku, poprawiam tylko jakieś drobiazgi — odparł Draco.
Harry znowu uśmiechnął się szeroko i najwidoczniej uznał, że w związku z taką pochwałą należy mu się przerwa w nauce.
— Naprawdę myślisz, że to zupełnie normalne, że Parkinson poczęstowała Rona czekoladą ot tak, bez powodu?
— Cóż — zaczął Draco, gorączkowo zastanawiając się, co powiedziałaby Granger w jego sytuacji. — W zeszłym roku pewnie sama miałabym podejrzenia, ale teraz, czemu nie, chyba w końcu dorośliśmy.
— No tak — zgodził się Harry. — Pewnie masz rację.
Draco z przerażeniem zorientował się, że Potter chyba uznał rozmowę za zakończoną i z powrotem pochyla głowę nad książką. Co on taki pilny nagle się zrobił! Postanowił zaryzykować.
— Myślisz, że eee Ron — Draco niemal powiedział Wiewiór, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język — myśli, że to było coś więcej? W końcu tylko jego poczęstowała. — Draco skrzywił się mimowolnie i miał ochotę walić głową w ścianę, Potter zaraz zorientuje się, że z Granger jest coś nie tak.
Harry rzeczywiście popatrzył na niego nieco dziwnie.
— Hermiono, czy ty jesteś zazdrosna? — zdumiał się.
— Co? — pisnął Draco, z przerażeniem rejestrując dźwięk, który wydobył się z jego gardła. Właśnie pisnął jak dziewczyna. No dobra, w tej chwili był dziewczyną, ale i tak było to traumatyczne przeżycie. — Nie, oczywiście, że nie.
Harry nie wyglądał na przekonanego.
— Przecież Ron nigdy nie umówiłby się z Parkinson. To, to Ślizgonka! — wyrzucił z siebie Draco z desperacją, mentalnie wybijając sporą dziurę w ścianie.
— I stosuje ślizgońską strategię przez żołądek do serca — zażartował Harry.
Draco zorientował się, że Potter nie oburzył się na myśl o ślizgońsko-gryfońskim związku swojego przyjaciela.
— Naprawdę myślisz, że to może zadziałać? — zapytał Draco, gorączkowo planując następny ruch. Czas mu się kończył.
Harry rozłożył ręce.
— Nie wiem. Wiesz jaki jest Ron, czasami nie zauważa najbardziej oczywistych rzeczy, które dzieją się wokół niego. Ale przecież to, że Pansy jest Ślizgonką, to nie problem, sama wiesz, jak wszyscy zmienili się po wojnie. Nawet Malfoy nie rzucił ani jednej obelgi w naszą stronę... A parę tygodni temu, jak wracaliśmy z treningu quidditcha spotkaliśmy Zabiniego i nawet pogadaliśmy trochę o wynikach w lidze quidditcha. Okazało się, że Zabini też lubi Zjednoczonych z Puddlemore i Ron strasznie wciągnął się w dyskusję z nim, chociaż kiedyś oburzyłby się na sam pomysł rozmowy ze Ślizgonem. Myślę, że teraz nie przejąłby się za bardzo nawet gdybym mu oznajmił, że zacząłem spotykać się z Malfoyem.
Draco oniemiał do tego stopnia, że otworzył nieelegancko usta i nie mógł się zdobyć na ich zamknięcie.
— Nie żebym o tym myślał, podałem tylko najbardziej absurdalny przykład — zreflektował się Potter, rzucając Hermionie niespokojne spojrzenie.
Draco postanowił iść za ciosem.
— No nie wiem, Harry. To trochę dziwne, że akurat coś takiego przyszło ci do głowy — powiedział Draco pół żartem, przyznając sobie w myślach masę punktów za doskonałą grę aktorską i modulację głosu.
Potter zaczerwienił się i odwrócił głowę.
— Hermiono, już ci mówiłem, że na balu nic się nie wydarzyło — powiedział bez przekonania. — Możemy już o tym nie rozmawiać? Muszę skończyć ten esej. Obiecuję, że jeżeli będę chciał porozmawiać o swoich uczuciach to dowiesz się o tym pierwsza.
Jak to nic się nie wydarzyło, pomyślał Draco z oburzeniem, ale udało mu się zachować neutralny wyraz twarzy.
— Dobrze, Harry — zgodził się, patrząc na zegarek. Zostało mu tylko pięć minut, było blisko. — Sprawdziłam już ten kawałek, co napisałeś. Przeczytaj te rozdziały, które ci pozaznaczałam i dopisz resztą, a ja rano sprawdzę całość.
— Dzięki, Hermiono — powiedział Harry z widoczną ulgą, że Hermiona nie drążyła tematu.
Draco uśmiechnął się. — A co do tej rozmowy o Parkinson…?
— No jasne, nie powiem nic Ronowi, nie ma sprawy.
Draco uśmiechnął się z wdzięcznością, pożegnał się szybko i wyszedł z biblioteki. Ledwo zdążył do najbliższej łazienki, kiedy poczuł, że zaczyna się zmieniać. Z ulgą przebrał się w swoje szaty i przejrzał się w lustrze. Uff, bycie sobą było jednak fantastycznym uczuciem. Ale przynajmniej nie musiał się wielosokować w Wiewióra.Z rudej czupryny i piegów mógłby się tak łatwo nie otrząsnąć.
W drodze do lochów analizował całą rozmowę w głowie, starając się nie myśleć o tym, co robił z jego żołądkiem uśmiechający się Harry. No i masz, już myślał o nim po imieniu. A przecież Potter powiedział, że nic się nie wydarzyło. Ale zaraz potem dodał coś o uczuciach, podszepnął mu głosik w głowie. Czyli chyba coś było na rzeczy. I ten przykład, który podał, jakoś Draco sobie nie wyobrażał, żeby Potter wcześniej używał takich analogii.

***


Tuż przed wejściem do Wieży Gryffindoru Blaise'a dopadła Hermiona.
— Ron! Wiem, że zrobiłeś to specjalnie! A potem jak gdyby nigdy nic słuchałeś jak stawiam cię za wzór Harry’emu, jak ci nie wstyd!
Blaise uniósł dłonie w geście obrony, nie bardzo wiedząc co się dzieje.
— Myślałeś, że nie sprawdzę twojego eseju z eliksiru oszołomiona samym faktem, że napisałeś go wcześniej? Harry siedzi sam w bibliotece, a ty grasz włóczysz się po zamku cały zadowolony. Miałeś napisać, trzydzieści cali, a nie piętnaście, nie próbuj nawet udawać, że ci się pomyliło, bo jak Snape to zobaczy to nie będzie ci do śmiechu.
Blaise'owi zrobiło się dziwnie gorąco na widok rozzłoszczonej Hermiony.
— Eeee — wydukał, ciesząc się, że przynajmniej nie wypadł z roli. — I tak dostanę O, bo Snape mnie nienawidzi? — spróbował.
Hermiony jednak nie usatysfakcjonowała taka odpowiedź.
— Ronaldzie! Obiecaj mi, że napiszesz ten esej do końca — zażądała.
O rany, pomyślał Blaise, potulnie zgadzając się na poprawienie eseju.

***


Draco niemal zderzył się z Zabinim przy wejściu do ich Pokoju Wspólnego. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia i ruszyli do dormitorium.
— I jak poszło? — zapytali jednocześnie, kiedy tylko zamknęły się za nimi drzwi.
— Cóż, Pansy będzie uszczęśliwiona, bo najwyraźniej Wiewiór po odpowiedniej ilości czekolady da się jej omamić. I nie mówiłeś nic, że ucinacie sobie pogawędki na temat quidditcha — powiedział Draco z wyrzutem.
— Bo ty mi się zwierzasz ze wszystkich sekretów — zbył go Blaise. — Ja natomiast dowiedziałem się, że Hermiona uważa, że to bardzo dobrze, że Wiewiór wyzbywa się swoich uprzedzeń w stosunku do Ślizgonów i że jest z niego dumna. Nie powiem, miło było słuchać, jak mnie tak chwali. — Blaise mrugnął do Draco łobuzersko.
Draco spojrzał na niego podejrzliwie. — Coś za dobrze ci poszło.
Blaise chciał na początku przemilczeć swoje małe starcie z Hermioną, ale Draco za dobrze go znał.
— No dobra, spotkałem Granger zanim zdążyłem wejść do Wieży i oberwało mi się za to, że Wiewiór jest wstrętnym leniem i napisał za krótki esej.
— Ha! — ucieszył się Draco. — Wyobrażam sobie jak stoisz tam z tępym wyrazem twarzy Weasleya, to musiało wyglądać komicznie.
Blaise wzruszył ramionami, mając nadzieję, że nie było po nim widać, że taka dawka uwagi Hermiony skupiona tylko na nim, nawet jeśli w ciele Weasleya, bardzo mu się podobała.
— A jak twoja romantyczna randka w bibliotece?
— Nie tak owocnie jak sądziłem, ale całkiem nieźle — odparł Draco enigmatycznie i szybko zmienił temat, stwierdzając, że muszą zaplanować kolejne ruchy.
Zaczęli dyskutować o strategii, kiedy wróciła Pansy z wyrazem lekkiego obrzydzenia na twarzy.
— Coś się stało? — spytał Draco.
— Napadł mnie mały fan club Pottera — powiedziała Pansy głucho. — Musiałam być miła i rozdawać autografy. Myślałam, że nigdy się ich nie pozbędę — wzdrygnęła się lekko. — Poza tym Potter jest kompletnie ślepy! A ja nie umiem transmutować okularów. Cud, że dotarłam tu w jednym kawałku i nie zabiłam się o jakąś ścianę po drodze.
— Dobra, masz tu czekoladowy kociołek, zaraz będzie ci lepiej. Opowiadaj!
Pansy z wdzięcznością przyjęła czekoladkę.
— Ej! To moje czekoladowe kociołki! Skąd je wziąłeś! I co za tupet, żeby mnie częstować moimi własnymi słodyczami. — Pansy rozejrzała się po pokoju. — Zeżarliście całą resztę, prawda? — spytała z rezygnacją.
— Ja nie wiedziałem, że to twoje, Blaise mi je dał! — bronił się Draco.
— I to, że cię z taką ochotą częstuje nie wzbudziło twoich podejrzeń? — nie odpuszczała Pansy.
— Oczywiście, że nie, Blaise to mój wierny przyjaciel, ufam mu bezgranicznie — odparł Draco z pełną powagą.
Blaise o mało nie zadławił się czekoladką ze śmiechu.
— Dobra, możesz w końcu opowiedzieć jak ci poszło?

A w następnym odcinku…
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez daimon » 6 gru 2016, o 23:39

Ha! Nowy odciiiiiiiiiiiiiiinek :seksi:

Właściwie powiedziałam już większość tego, co myślę, ale nie zaszkodzi przecież powtórzyć, prawda? 8-) Przede wszystkim jeśli chodzi o wsparcie, to zawsze to usług. Przecież wiesz! :* Wedle możliwości oczywiście. O ile nie wybuchną mi kolejne roboty kuchenne albo Lila nie zabije mi laptopa :? Anyway. Super to wszystko wyszło, chociaż mam przeczucie, że czeka nas niezły bigos w następnym odcinku, hehe.

— No i masz, tylko ty mogłeś połączyć przypadkowe spotkanie z Parkinson i poczęstowanie mnie czekoladą z podstępnym planem Malfoya na zdobycie władzy nad światem. Poczekaj tylko, jak powiem Hermionie, że znowu masz obsesję na punkcie fretki.

Tak, tylko Harry może wszystko połączyć z Draco. To oczywiste! Przecież go kocha... Ale podstępny plan Malfoya na zdobycie władzy nad światem mnie zabił:D

— Harry — Hermiona załamała ręce. — Myślałam, że ten etap jest już za tobą. Jeżeli chcesz porozmawiać o swoich uczuciach…
— Jakich uczuciach! — przeraził się Harry. — Mówiłem ci już po balu, że to zupełnie nie to, co myślisz.
Hermiona tylko westchnęła. — Jakbyś zmienił zdanie to wiesz, że zawsze możesz ze mną porozmawiać.
— Po balu? Co się stało po balu i czemu nic o tym nie wiem? — zaciekawił się z kolei Ron.
— Bo nic się nie stało — mruknął zrezygnowany Harry.

Oj, Harry, Harry... I po co zaprzeczać?!

Cała scena w bibliotece jest osom. A ten fragment...
Naprawdę myślisz, że to zupełnie normalne, że Parkinson poczęstowała Rona czekoladą ot tak, bez powodu?
— Cóż — zaczął Draco, gorączkowo zastanawiając się, co powiedziałaby Granger w jego sytuacji. — W zeszłym roku pewnie sama miałabym podejrzenia, ale teraz, czemu nie, chyba w końcu dorośliśmy.
— No tak — zgodził się Harry. — Pewnie masz rację.
Draco z przerażeniem zorientował się, że Potter chyba uznał rozmowę za zakończoną i z powrotem pochyla głowę nad książką. Co on taki pilny nagle się zrobił! Postanowił zaryzykować.
— Myślisz, że eee Ron — Draco niemal powiedział Wiewiór, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język — myśli, że to było coś więcej? W końcu tylko jego poczęstowała. — Draco skrzywił się mimowolnie i miał ochotę walić głową w ścianę, Potter zaraz zorientuje się, że z Granger jest coś nie tak.
Harry rzeczywiście popatrzył na niego nieco dziwnie.
— Hermiono, czy ty jesteś zazdrosna? — zdumiał się.
— Co? — pisnął Draco, z przerażeniem rejestrując dźwięk, który wydobył się z jego gardła. Właśnie pisnął jak dziewczyna. No dobra, był tej chwili był dziewczyną, ale i tak było to traumatyczne przeżycie. — Nie, oczywiście, że nie.

Czyż Draco nie jest słodki jako Hermiona?! (Myślę, że dostałabym avadą gdyby mógł to usłyszeć :whistle: )

Myślę, że teraz nie przejąłby się za bardzo nawet gdybym mu oznajmił, że zacząłem spotykać się z Malfoyem.
Draco oniemiał do tego stopnia, że otworzył nieelegancko usta i nie mógł się zdobyć na ich zamknięcie.
— Nie żebym o tym myślał, podałem tylko najbardziej absurdalny przykład — zreflektował się Potter, rzucając Hermionie niespokojne spojrzenie.
Draco postanowił iść za ciosem.
— No nie wiem, Harry. To trochę dziwne, że akurat coś takiego przyszło ci do głowy — powiedział Draco pół żartem, przyznając sobie w myślach masę punktów za doskonałą grę aktorską i modulację głosu.
Potter zaczerwienił się i odwrócił głowę.
— Hermiono, już ci mówiłem, że na balu nic się nie wydarzyło — powiedział bez przekonania. — Możemy już o tym nie rozmawiać? Muszę skończyć ten esej. Obiecuję, że jeżeli będę chciał porozmawiać o swoich uczuciach to dowiesz się o tym pierwsza.
Jak to nic się nie wydarzyło, pomyślał Draco z oburzeniem, ale udało mu się zachować neutralny wyraz twarzy.

Wiadomo, co Harry'emu chodzi po głowie! I Draco, nie martw się. Oczywiście, że coś się wydarzyło na Balu. Harry ma tylko przejściową fazę zaprzeczania... :P

W ogóle wszystko jest super. Rozmowy Ślizgonów podszywających się pod Gryfonów genialne i całe to zamieszanie wyszło naprawdę fajnie. Dowiedzieliśmy się sporo rzeczy, było parę słodkich momentów (właśnie! musimy się w końcu dowiedzieć do czego NIE doszło na balu, albo wręcz przeciwnie! Scenka na koniec z czekoladowymi kociołkami taka ślizgońska. No po prostu cud. Szkoda, że nie napisałaś jeszcze więcej! Bo w sumie i tak wydaje się za krótko. Ach, jaka fajna feta :serce:

Dziękuję za odcinek i czekam na kolejne.

Buziaki

PS. HA! PIERWSZA!
PS2. Nie mówiłam, że Snape jest ciężkim skurczybykiem i nie tak prosto go napisać? Ja osobiście boję się go jak ognia :oczy:
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez MargotX » 7 gru 2016, o 14:00

Kolejna świetna część. Wspomniałam już, że kocham tegoroczną fetę? Jeśli nie, robię to teraz, a jeśli tak - powtarzam kolejny raz. :D
— Harry, Harry, Harry — zaczął Ron głosem Lockharta, co przez ostatnie lata opanował do perfekcji. Czemu od razu myślisz o najgorszych rzeczach, nie widziałeś, że wracała z sowiarni z paczką? Kiedy niby zdążyłaby zatruć czekoladowe żaby? Poza tym odpuść sobie, święta idą, ludzie stają się milsi. Nie musisz od razu knuć żadnych teorii spiskowych.

No właśnie, teorie spiskowe... Z jednej strony Harry mógłby je sobie już podarować, cieszyć się spokojem i nadchodzącymi świętami, ale... Ale, jeśli Potter porzuci teorie spiskowe, nie okaże zainteresowania i nie spróbuje zgłębić, co knują Ślizgoni, my nie będziemy mogły w spokoju cieszyć się drarrofetą i wielkim połączeniem naszej ukochanej parki. ;)
Oczywiście cały kolejny odcinek przezabawny i interesujący, ale mnie się najbardziej podobała część ostatnia, w której to wspominani wcześniej Ślizgoni - czyli silver trio, dzielą się informacjami z akcji wielosokowej. Oczywiście tym, co mnie najbardziej rozbawiło, jest bez dwóch zdań bardzo swobodne podejście do tematu własności:
— Dobra, masz tu czekoladowy kociołek, zaraz będzie ci lepiej. Opowiadaj!
Pansy z wdzięcznością przyjęła czekoladkę.
— Ej! To moje czekoladowe kociołki! Skąd je wziąłeś! I co za tupet, żeby mnie częstować moimi własnymi słodyczami. — Pansy rozejrzała się po pokoju. — Zeżarliście całą resztę, prawda? — spytała z rezygnacją.
— Ja nie wiedziałem, że to twoje, Blaise mi je dał! — bronił się Draco.
— I to, że cię z taką ochotą częstuje nie wzbudziło twoich podejrzeń? — nie odpuszczała Pansy.
— Oczywiście, że nie, Blaise to mój wierny przyjaciel, ufam mu bezgranicznie — odparł Draco z pełną powagą.
Blaise o mało nie zadławił się czekoladką ze śmiechu.

Sama bym się pewnie zadławiła, ale przezornie, podchodząc do lektury, nie uzbroiłam się w żadne jedzenie ani picie.

Jak cudnie, że feta ma harmonogram ;) Dziękuję i czekam z utęsknieniem na kolejną część.
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez Dunia » 10 gru 2016, o 20:13

Bardzo fajny i humorystyczny odcinek. Cała intryga wyszła interesująco i naprawdę mi się podobała. Ślizgoni są tacy uroczy w tych swoich ślizgońskich zagrywkach i planach.
— Hermiono, już ci mówiłem, że na balu nic się nie wydarzyło — powiedział bez przekonania. — Możemy już o tym nie rozmawiać? Muszę skończyć ten esej. Obiecuję, że jeżeli będę chciał porozmawiać o swoich uczuciach to dowiesz się o tym pierwsza.
Jak to nic się nie wydarzyło, pomyślał Draco z oburzeniem, ale udało mu się zachować neutralny wyraz twarzy.

Uwielbiam ten fragment, a głównie zirytowanie Draco, w końcu jak Potter śmie się tego wypierać :) już nie mogę się doczekać rozwiązania sprawy z balem. Ciekawa jestem do czego na nim "nie doszło" i jak to zostanie uargumentowane :) bardzo spodobało mi się również wytknięcie Harremu jego obsesji na punkcie Malfoya, w końcu każdy o niej wie oprócz naszego Złotego Chłopca.
Myślę, że teraz nie przejąłby się za bardzo nawet gdybym mu oznajmił, że zacząłem spotykać się z Malfoyem.
Draco oniemiał do tego stopnia, że otworzył nieelegancko usta i nie mógł się zdobyć na ich zamknięcie.
— Nie żebym o tym myślał, podałem tylko najbardziej absurdalny przykład — zreflektował się Potter, rzucając Hermionie niespokojne spojrzenie.

A to jest mój drugi ulubiony fragment. Niee, Harrego wcale nie interesyje Draco, toż to zwykły przypadek, że akurat taki przykład wpadł mu do głowy xd
Dunia Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 25
Dołączył(a): 16 wrz 2016, o 19:53

Postprzez Michiru » 11 gru 2016, o 11:04

My dear, obiecałam komentarz i jest :) Ale cóż mogę powiedzieć. Wiesz, że uwielbiam twoje pisanie, zawsze jest świetne, pomysły bardzo twórcze i niezależnie od tego, jak dawno temu stworzyłaś swój ostatni tekst, wszystko, co wychodzi spod twojego pióra tudzież klawiatury, jest obłędne. I ten odcinek również.

Przede wszystkim musze ci uświadomić jedną rzecz. To, że wszyscy dużo mówią/myślą, to w twoim przypadku POZYTYW XD Serio, wszystkie dialogi są świetne i te pomysły! Poza tym świetnie odnosisz się do różnych charakterysycznych dla serii HP rzeczy i cech charakterów. Np. to

Aevenien napisał(a):— Mówię ci Ron, oni coś knują. Na pewno Malfoy maczał w tym palce.
— No i masz, tylko ty mogłeś połączyć przypadkowe spotkanie z Parkinson i poczęstowanie mnie czekoladą z podstępnym planem Malfoya na zdobycie władzy nad światem. Poczekaj tylko, jak powiem Hermionie, że znowu masz obsesję na punkcie fretki.

No cały Harry. To prawda, tylko on mógł połączyć przypadkowe zdarzenie ze swoim życiowym motto "Wszystko jest zawsze winą Malfoya" XDDDD

Aevenien napisał(a):— To co będziemy robić w ten piękny dzień, skoro opcja z mszczeniem mojej tragicznej śmierci odpada — spytał Ron jakieś dziesięć minut później, po skończeniu ostatniej porcji ciasta marchewkowego.
— W co wy się znowu wpakowaliście? — jęknęła Hermiona, siadając obok Harry’ego.

Rooon, I love you <3

Aevenien napisał(a):— Nie chcecie mi mówić, to nie, ale jak Malfoy nie jest w to zamieszany, to nie nazywam się Weasley.
— I kto tu ma teraz obsesję?
— To się nazywa logiczne rozumowanie, Harry — rzucił Ron z pobłażaniem.

LOOOOL I kto by pomyślał, że Ronald zrobi się taki przemądrzały z wiekiem.

Aevenien napisał(a):Cholera, zaklął Draco. Czy Potter musiał się tak do niego uśmiechać? To było bardzo rozpraszające. Złapał trzy książki, których szukał i wrócił do stolika. Potter znowu rozpromienił się na jego widok.

Awwwww. Właśnie dla takich scen kocam czytać/pisać drarry. To jest takie urocze, że aż nie mogę sobie wyobrazić, jak mogłoby być inaczej (patrz: epilog? seriously???]

Aevenien napisał(a):— Nie wiem. Wiesz jaki jest Ron, czasami nie zauważa najbardziej oczywistych rzeczy, które dzieją się wokół niego. Ale przecież to, że Pansy jest Ślizgonką, to nie problem, sama wiesz, jak wszyscy zmienili się po wojnie. Nawet Malfoy nie rzucił ani jednej obelgi w naszą stronę... A parę tygodni temu, jak wracaliśmy z treningu quidditcha spotkaliśmy Zabiniego i nawet pogadaliśmy trochę o wynikach w lidze quidditcha. Okazało się, że Zabini też lubi Zjednoczonych z Puddlemore i Ron strasznie wciągnął się w dyskusję z nim, chociaż kiedyś oburzyłby się na sam pomysł rozmowy ze Ślizgonem. Myślę, że teraz nie przejąłby się za bardzo nawet gdybym mu oznajmił, że zacząłem spotykać się z Malfoyem.
Draco oniemiał do tego stopnia, że otworzył nieelegancko usta i nie mógł się zdobyć na ich zamknięcie.
— Nie żebym o tym myślał, podałem tylko najbardziej absurdalny przykład — zreflektował się Potter, rzucając Hermionie niespokojne spojrzenie.
Draco postanowił iść za ciosem.

Tak! Strasznie podoba mi się pomysł, że po wojnie wszyscy jakoś są w stanie razem żyć, Ślizgoni stają się bardziej tolerancyjni i wszystko w końcu zaczyna grać jak należy. To jest totalnie moja utopia, tak zawsze to sobie wyobrażałam. Also, Haaaarry, tak trzymać! Myśli o spotykaniu się z Malfoyem są bardzo dobre, nie wypieraj się ich :D

Aevenien napisał(a):— Myślałeś, że nie sprawdzę twojego eseju z eliksiru oszołomiona samym faktem, że napisałeś go wcześniej? Harry siedzi sam w bibliotece, a ty grasz włóczysz się po zamku cały zadowolony. Miałeś napisać, trzydzieści cali, a nie piętnaście, nie próbuj nawet udawać, że ci się pomyliło, bo jak Snape to zobaczy to nie będzie ci do śmiechu.
Blaise'owi zrobiło się dziwnie gorąco na widok rozzłoszczonej Hermiony.
— Eeee — wydukał, ciesząc się, że przynajmniej nie wypadł z roli. — I tak dostanę O, bo Snape mnie nienawidzi? — spróbował.
Hermiony jednak nie usatysfakcjonowała taka odpowiedź.
— Ronaldzie! Obiecaj mi, że napiszesz ten esej do końca — zażądała.
O rany, pomyślał Blaise, potulnie zgadzając się na poprawienie eseju.

Haahahaha Hermiona będzie przerażającą żoną.

Aev, kocham cię za ten odcinek, serio :serce: :serce: :serce:
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Postprzez Michiru » 11 gru 2016, o 12:06

Moi drodzy, nadszedł czas na odcinek trzeci naszej świątecznej fety! Poprzednie dwa były genialne, więc mam nadzieję, że ten również wam się spodoba. Dziękuję Aev za betę i za czujność. Biedna, już na początku pisania musiała mnie uświadomić, że z założenia Pansy miała spotkać się z Ronem, a nie omijać go, jak to mój mózg sobie wykoncypował, kiedy już skończył czytać o przemianach i spotkaniach w przeróżnych konfiguracjach XD Uwierzcie lub nie, ale stworzyłam SCHEMAT mówiący kto był kim, z kim się spotkał i kogo chciałby randkować :lol2:
Tak więc zapraszam do czytania!



ODCINEK III



— Dobra, możesz w końcu opowiedzieć jak ci poszło?
Pansy obrzuciła wciąż rechoczącego ze śmiechu Blaise’a morderczym spojrzeniem, by po chwili z godnością wrócić do poważnej rozmowy.
— Prawdę mówiąc, to był strzał w dziesiątkę. Udało mi się złapać Weasleya, kiedy próbował przeszmuglować do zamku najnowszy przysmak z Miodowego Królestwa – Powalające Kule nadziewane osiemdziesięcioprocentową whisky.
— Och, słyszałem o nich! Podobno zwalają z nóg jednym strzałem — wykrzyknął Blaise. — Sprowadzili je dopiero w zeszłym tygodniu. Od kilku miesięcy starali się o pozwolenie na sprzedawanie ich w pobliżu szkoły.
— No właśnie — przytaknęła Pansy. ¬— Możecie sobie teraz wyobrazić, co się stało. Kiedy Weasley mnie zobaczył, zaczął paplać jak najęty i pocieszać mnie… znaczy Pottera. A właściwie to chyba pocieszał siebie samego. Opowiadał jakieś głupoty na temat tego, jaka Granger jest inteligentna i jakim szczęściarzem był, kiedy ją miał, a teraz jest jeszcze bardziej szczęśliwy, bo wciąż są przyjaciółmi, ale już nie musi jej słuchać, kiedy każe mu trzy razy zmieniać sweter na bardziej twarzowy. Zdaje się, że po wyjściu z Miodowego Królestwa zdążył już zaliczyć jedną Powalającą Kulę, bo chwilę potem przerzucił się na pocieszanie Pottera w związku z rozstaniem z jego siostrą.
— No to pięknie — Blaise wybałuszył oczy, słuchając Pansy. — Z tego, co wiem, Ginny Weasley odpuściła sobie powrót do Hogwartu, żeby poświęcić się jakże ambitnej sztuce tworzenie steku bzdur dla jakiegoś lokalnego pisemka. Zdaje się też, że spotyka się teraz z Seamusem Finniganem, on też nie wrócił do Hogwartu.
— Serio? — wtrącił Draco niby niewinnie. — Teraz jestem już przekonany, że musimy uczynić wszystko, co w naszej mocy, żebyś mógł dorwać się do Granger. Skoro twoje własne życie nudzi cię tak bardzo, że wyszukujesz plotek na temat innych, i to akurat tych, którzy w najmniejszym stopniu nie powinni cię interesować… najwyższy czas coś z tym zrobić.
— Bez przesady. — Blaise zaczerwienił się lekko, jakby miał coś na sumieniu, ale szybko odzyskał rezon i powiedział stanowczo: — Trudno nie słyszeć plotek, skoro dotyczą one naszych cudownych bohaterów wojennych, prawda? Na początku roku w zamku aż huczało na temat tego, że Weasley pozbyła się Złotego Chłopca, by móc zaszaleć jak za starych dobrych czasów. Dziwię się, że wy o tym nie słyszeliście.
— Taaak. — Draco uśmiechnął się półgębkiem. — Weasley zawsze lubiła różnorodność. Ty wiesz o tym najlepiej, prawda, Blaise? — rzucił z szelmowskim uśmiechem.
— Blaise? — Pansy pokręciła głową z oburzeniem. — Zadawałeś się z tą Gryfonką? O to bym cię nie podejrzewała.
— I kto to mówi — odparował Blaise. — Ciekawe kto teraz interesuje się bratem tej samej Gryfonki.
Pansy zaczerwieniła się na słowa Zabiniego i spróbowała zmienić temat.
¬— Wiesz, że teraz jest inaczej! Zresztą nieważne. Chcecie dowiedzieć się, co było dalej, czy nie? No właśnie. Więc cicho sza! — Spiorunowała ich wzrokiem. — W każdym razie Weasley postanowił za wszelką cenę pocieszyć przyjaciela. Pomimo moich zapewnień, że Potter jest bardzo zadowolony z obecnego stanu rzeczy, Weasley się uparł. Zaproponował Potterowi Kulę, dla zachęty samemu połykając kolejną. — Draco i Blaise jednocześnie wydali z siebie gwizd podziwu. ¬— Okazało się, że ma naprawdę mocną głowę, ale z każdą kolejną porcją alkoholu robił się coraz bardziej gadatliwy.
— Pewnie byłaś zawiedziona — wtrącił Blaise. — Gdyby Wiewiór padł, mogłabyś przynajmniej zrobić mu usta-usta.
— Zlituj się, Blaise — skarcił go Draco. — Pansy nie jest na tyle głupia, żeby zafundować Wiewiórowi apopleksję, kiedy ten wytrzeźwieje i zorientuje się, że pocałował go jego najlepszy przyjaciel. Chyba chcemy wrzucić Weasleya w ramiona Pansy, nie Pottera, prawda?
Pansy sapnęła z oburzeniem na te wstrętne insynuacje, na co chłopcy zanieśli się śmiechem.
— Przede wszystkim nigdy, ale to nigdy nie pocałowałabym żadnego Gryfona, gdy ten zieje żywym ogniem z paszczy — orzekła.
— Ha! Ale rozważasz pocałowanie Gryfona — wtrącił Draco i dodał poważnie: — Brawo, to pierwszy krok na drodze do przyznania się do własnych uczuć. Jestem z ciebie dumny.
Pansy obrzuciła Draco ponurym spojrzeniem.
— Może sam powinieneś zacząć przyznawać się do własnych uczuć — rzuciła wyniośle. — Proponowałabym tak z sześć lat temu. Wtedy nie mielibyśmy teraz takiego problemu i nie musielibyśmy walczyć z żadną głupią przepowiednią.
Draco prychnął i naburmuszył się na słowa dziewczyny. Był Ślizgonem, mistrzem kłamstwa, ale nawet on musiał przyznać, że Pansy miała rację.
W tym momencie Blaise, który dopiero co przestał się szczerzyć, zadławił się kolejnym czekoladowym kociołkiem. Draco, jako dobry przyjaciel, klepnął go po plecach tak mocno, że kociołek z pełnym rozpędem przeleciał na drugą stronę dormitorium i zgrabnie osiadł na luźno puszczonej kotarze łóżka. Pansy tylko pokręciła głową z politowaniem.
— Jak dzieci, jak dzieci — mruknęła, wstając z łóżka.
— Hej, a ty dokąd? — obruszył się Draco, odrywając wzrok od tkwiącego na kotarze kociołka. Ciekawe czy długo będzie się tak trzymał, zdążył jeszcze pomyśleć. — Jeszcze nie ustaliliśmy, co dalej robimy. — Zirytowana Pansy spojrzała na niego wzrokiem mówiącym „wszelkie ustalenia z wami są kompletnie bez sensu”, ale Draco kontynuował niezrażony, z pasją godną nawołującego do boju wodza. — Wykonaliśmy już pierwszy krok. Szalony, ale jakże owocny! Jak zawsze, jesteśmy świetną drużyną. O wiele lepszą niż Złota Trójca! Teraz musimy wykorzystać to, czego się dowiedzieliśmy, i zrobić kolejny krok w kierunku powstrzymania twojego snu przed spełnieniem się. — Obrzucił pozostałą dwójkę rozpłomienionym wzrokiem i dodał: — Głowa mnie boli na samą myśl o tym, że miałbym skończyć z Greengrassówną. Nieważne którą. Czysta krew to chyba jedyna zaleta tej rodziny. Mało urody, zero ambicji i totalny brak szacunku dla szlachetności krwi i dziedzictwa.
— Powiedział ten, który właśnie obmyśla plan, jakby tu wskoczyć Złotemu Chłopcy do łóżka — mruknął Blaise, narażając się tym samym na kolejne karcące spojrzenie Draco.
— To my tutaj wyznaczamy standardy, mój drogi. Więc i my możemy je naginać.
— I to jest trafna uwaga! — podjęła Pansy. ¬— Skoro wiemy już, że życie miłosne Weasleya jest jedną wielką huśtawką nastrojów, a Potter wcale nie umiera z tęsknoty za Wiewiórą…
Draco i Blaise uśmiechnęli się złowieszczo. W ich ślizgońskich umysłach trybiki zaczęły obracać się w przyspieszonym tempie.
— ….tak więc kolej na następny krok!
— Tylko co zrobimy? — zapytał Draco.
W tym momencie cała trójka zamyśliła się na kilka sekund.
— Hej, słyszeliście jakie jaja? Wiatr znów zatrzasnął drzwi prowadzące na szczyt Wieży Astronomicznej.
Malcolm Baddock wpadł do dormitorium, z hukiem zatrzaskując za sobą drzwi, po czym bez pytania porwał czekoladowy kociołek Pansy i wepchnął go sobie do ust.
— Ej! — krzyknęła Pansy, ale Blaise przerwał jej, unosząc dłoń.
— Co z tą Wieżą? Wszyscy wiedzą, że tamtejsze drzwi zatrzaskują się regularnie.
— Tak — przytaknął Baddock, przełykając kociołek. — Ale tym razem zatrzasnął się na górze jakiś pierwszoroczniak. Narobił wrzasku na całą wieżę, mały smarkacz. W dodatku próbował otworzyć zamek alohomorą i najwyraźniej wykrzywił zapadkę. Sam sobie zaszkodził, nieznośny bachor.
Po tych słowach Draco prychnął rozbawiony, a Pansy westchnęła z niesmakiem. Kiedy jednak spojrzała na Blaise’a, zobaczyła, że chłopak szczerzy się jak szalony i zaciera ręce z zadowoleniem.
— Chyba zaczynam obawiać się o twoje zdrowie psychiczne — skomentowała zachowanie Zabiniego, który zaczął się szczerzyć jeszcze bardziej.
— Drużyno, nadchodzi nasz czas — zakomunikował donośnym głosem Blaise. — Mam plan! Baddock, wypad z dormitorium. Draco, dawaj szalik i ciepłe rękawice, a ty Pansy szykuj się na niespodziewanie aktywną randkę ze swoim Wiewiórem.

***


— Harry, możesz przestać wymachiwać mi tym zwojem przed oczami i uśmiechać się tak szaleńczo? Wyglądasz jak psychopata. — Hermiona z irytacją odsunęła od siebie rękę Harrye’go, w której powiewał czterdziestocalowy zwój zagryzmolonego pergaminu. — Poza tym mówiłam ci już milion razy, że jeśli chcesz, żebym przeczytała cokolwiek, co napisałeś, masz pisać alfabetem łacińskim, nie hieroglifami.
Biedna Hermiona schowała się w kącie między kominkiem a ogromną choinką, którą skrzaty postawiły w pokoju wspólnym Gryfonów, z nadzieją, że będzie mogła w spokoju pogrążyć się w najnowszej lekturze, którą przysłał jej Wiktor Krum. Stary znajomy uwielbiał podsyłać jej co jakiś czas perełki literatury naukowej wygrzebywane w magicznych antykwariatach całej Europy. Ostatni nabytek miał ponad dwa tysiące stron i traktował o możliwościach wprowadzania świadomych zmian genetycznych u transmutowanych organizmów żywych i ich wpływie na echa przemiany już po powrocie tychże organizmów do ich pierwotnej formy. Fascynująca lektura. A ktoś śmiał przerwać jej najbardziej fascynujący jak do tej pory dziesiąty rozdział. Dlaczego musiało się to zdarzyć akurat w niedzielny poranek, kiedy większość Gryfonów wciąż jeszcze była na śniadaniu, a ją czekały aż dwie godziny błogiego spokoju przed pierwszymi weekendowymi korepetycjami z zaklęć dla chętnych?
— Halo, Hermiono, zobacz! — Harry po raz kolejny machnął jej przed nosem pergaminem, na wszelki wypadek szybko cofając rękę. Nie chciał, żeby zdenerwowana dziewczyna zrobiła coś jego ciężko wypracowanemu esejowi. — Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczny, że postanowiłaś mi wczoraj pomóc z tym esejem. Bez ciebie nadal siedziałbym w bibliotece.
— Harry, o czym ty mówisz? — Hermiona zdziwiła się niepomiernie. Najwyraźniej jej przyjaciel zarwał noc i miał jakieś omamy.
— Naprawdę, Hermiono. Jesteś niezastąpiona. I dziękuję ci, że zgodziłaś się sprawdzić całość w niedzielę. Uwielbiam cię! Muszę lecieć, bo obiecałem Ronowi, że pomogę mu z nowym manewrem, który chce wpoić drużynie na następnym treningu quidditcha.
Harry szybko położył pergamin na poręczy fotela, który zajmowała Hermiona, posłał jej rozbrajający uśmiech, po czym pędem wybiegł przez obraz Grubej Damy. Hermiona popatrzyła za nim, zastanawiając się, co się właściwie stało i o co mu chodziło.
Po Bitwie o Hogwart Harry i Hermiona wrócili razem z Ronem do Weasleyów. Harry nie chciał widzieć Dursleyów, zresztą nawet nie wiedział dokładnie, dokąd wyjechali, by trzymać się z daleka od niebezpieczeństwa. Hermiona zaś wiedziała, że nie ma już powrotu do życia swoich rodziców. Oboje zapomnieli, że kiedykolwiek mieli córkę. Weasleyowie przyjęli ich do siebie, jak własną rodzinę, pozwalając, by przez te miesiące wakacji wypłakali wszystkie złe emocje, wykrzyczeli się lub też wymilczeli nie niepokojeni przez nikogo. Harry odreagowywał poprzednie miesiące, latając na miotle jak szaleniec nad okolicznymi polami i lasami i milcząc zawzięcie, okazjonalnie tylko wybuchając i wylewając swoje zgorzknienie na przyjaciół. Wszyscy to rozumieli, nawet Ginny, która od czasu Bitwy w ogóle nie potrafiła z nim rozmawiać. Przez te wakacje odsunęli się od siebie już na dobre. Ale Hermiona była pewna, że z czasem wszystko się ułoży. Kiedy pod koniec lata cała trójka zdecydowała się wrócić do szkoły, by zakończyć edukację, ich myśli zaczęły krążyć wokół tego, jak to będzie wrócić do zamku, w którym spędzili tyle lat i w którym tyle się wydarzyło. Hermiona szczególnie bała się właśnie o Harry’ego. Chłopak stronił od towarzystwa i nie lubił rozmawiać o wojnie. Nie wiedziała, jak sobie poradzi wśród tłumów uczniów. Jednak, o dziwno, nie poszło tak źle. Pierwszy miesiąc był najgorszy. Hogwart został odbudowany, jednak wszędzie było widać ślady przeszłości. Puste miejsca po obrazach, które spłonęły, w Sali Trofeów przybyło odznak i medali za zasługi uczniów i nauczycieli. Było też zdecydowanie ciszej. Ale kiedy dyrektor McGonagall zorganizowała wszystkim uczniom zajęcia praktyczne, polegające na odmalowywaniu kilku klas „po mugolsku”, bez czarów, nagle coś zaskoczyło i wszystko wróciło na stare tory. Uczniowie zaczęli się śmiać i wygłupiać, na korytarzach znów rozbrzmiał gwar głośnych, swobodnych rozmów. Hogwart znowu stał się ich domem.
Ta zmiana ogólnego nastroju podziałała również na Harry’ego. Prawdę powiedziawszy zaczął zachowywać się, jakby znów miał trzynaście lat. Czasami Hermiona nie mogła powstrzymać myśli, że Harry próbuje zrekompensować sobie wszystkie te lata, kiedy musiał zmagać się z różnymi przeciwnościami losu. Ale skoro jej przyjaciel był szczęśliwy i radośnie brnął przez ostatni rok w Hogwarcie, dlaczego miała tego po prostu nie zaakceptować. Szczególnie, że udawało mu się nie zawalać żadnych zajęć i pamiętać o pracach domowych. No, w większości.
Nagły wybuch śmiechu kogoś po drugiej stronie choinki wyrwał Hermionę z rozmyślań. Nie miała pojęcia, o co Harry’emu chodziło z tym, że obiecała mu sprawdzić esej, ale właściwie co za różnica. Zbliżają się święta, a jej esej – dziewięćdziesięciocalowy (naprawdę się ograniczała) – leżał już zwinięty w torbie. Poprawienie tekstu Harry’ego zajmie jej kilka minut, po czym będzie mogła wrócić do swojej interesującej lektury.

***


Harry znalazł Rona gotowego do działania, krążącego nad boiskiem na swojej ulubionej miotle. Szkolne miotły nie były nadzwyczajne, ale była jedna, która nigdy, ale to nigdy nie zrzucała Rona, nawet kiedy wyczyniał z nią przedziwne rzeczy i śmigał pod niebo najwyżej, jak się da. Niektóre, chociaż powinny się podporządkowywać każdemu czarodziejowi bez najmniejszego protestu, najwyraźniej nie zdawały sobie z tego sprawy. A przynajmniej zapominały o tym, kiedy tylko Ronald Weasley wziął je do rąk, choć miały na tyle przyzwoitości, by nie robić mu wstydu podczas meczów. Znęcały się nad nim emocjonalnie tylko podczas samotnych treningów. Harry wiele razy widział, jak któraś z mioteł wywijała koziołki albo próbowała ścigać się z ptakami. Raz nawet udało się jednej wycelować w wróbla, który wylądował dokładnie na środku czoła Rona. Ale ta miotła była inna. Zawsze słuchała Rona, a chłopak darzył ją najszczerszym uczuciem na świecie.
— I ty się dziwisz, że Hermiona była zazdrosna o miotłę — skomentował ze śmiechem Harry, kiedy jego przyjaciel wylądował obok i pogładził miotłę z czułością.
— Ona nigdy nie rozumiała naszej więzi. — Ron wyszczerzył się jak wariat i klepnął Harry’ego przez ramię. — Łap miotłę i lecimy. Musimy omówić strategię na najbliższy trening.
Przez kolejne godziny Ron i Harry zawzięcie ćwiczyli, wykonywali milion młynków, kołowrotków i sto razy bardziej skomplikowanych figur, próbując przewidzieć wszystkie potencjalne ruchy przeciwników i udoskonalając swoją taktykę. Ron był bardzo zadowolony z efektów, szczególnie że miotła współpracowała z nim idealnie. Czasami podczas takich treningów towarzyszyła im Hermiona, wspierając ich wysiłki i dokładając do ich planów swoją wiedzę na temat mugolskich zasad matematyki i fizyki. Początkowo Ron wyśmiewał ją za każdym razem, kiedy próbowała mu wytłumaczyć zasady dotyczące pędu i przyspieszenia, ale wkrótce przekonał się, że jej wykłady mają sens, a co ważniejsze, sprawdzają się w praktyce, pomagając podnieść efektywność wszystkich manewrów. Dlatego nawet kiedy Hermiony nie było z nimi, chłopcy zawsze wykorzystywali jej rady podczas lotu. Kiedy jeszcze byli razem, Ron miał w zwyczaju głośno chwalić się, jaką ma mądrą dziewczynę, która w dodatku zna się na quidditchu. Nie przeszkadzało mu, że Hermiona znała się na sporcie od zupełnie innej strony niż sądziła większość osób które, słuchały jego zachwyconych wywodów.
Kiedy w końcu ponownie wylądowali na ośnieżonym boisku, obaj byli zmarznięci i zaczerwienieni, ale też pełni energii, która miała im starczyć na cały dzień. Szczególnie na spóźnione odrabianie prac domowych.
— Szkoda, że Hermiona tego nie widziała — powiedział Harry ze śmiechem. — Pewnie miałaby dla nas całą garść porad.
— To prawda — przytaknął Ron. — Przy okazji, wybacz, stary za tę ostatnią akcję. Nie chciałem zamęczać cię rozważaniami na temat Hermiony i tego, jakie jest prawdopodobieństwo, że do siebie wrócimy.
Harry wzruszył ramionami. Ostatnio Ron często fundował mu takie wieczorki wynurzeń, więc Harry połowy z nich już nie rejestrował
— Przecież robisz to regularnie. Czasem w trakcie śniadania, gdy McGonagall wkurza cię, porównując twoje zdolności transmutacyjne do zdolności Hermiony, podczas treningów i wieczorami — Harry zaczął wyliczać, śmiejąc się na widok zdumionej miny Rona. — Ach, i po każdym treningu zakończonym solidną porcją czekolady na wzmocnienie… to tak licząc najbardziej standardowe przypadki. Poza tym serio, Ron, czekolada uzależnia, powinieneś z tym skończyć.
Ron westchnął na samą myśl i ruszył w stronę zamku, by jak najszybciej zaznać ciepła w przytulnej wieży Gryfonów, a Harry ruszył za nim.
— Czekolada podobno pomaga sprawniej myśleć, przyjacielu. A to jest mi, swoją drogą, bardzo teraz potrzebne. Będę musiał dopisać dziś jeszcze z piętnaście cali eseju na eliksiry. No, może dziesięć. W końcu mam takie szerokie pismo. Powiedziałem Hermionie, że już skończyłem, ale jestem pewien, że się zorientowała, że to nieprawda, bo wczoraj pół dnia mierzyła mnie tym swoim spojrzeniem bazyliszka. Miałem wrażenie, że chce mnie przyłapać w jakimś ciemnym korytarzu i siłą zaciągnąć do biblioteki. Zastanawiałem się, kiedy wybuchnie i to zrobi, ale o dziwo nic się nie wydarzyło.
Harry spojrzał na swojego przyjaciela zdziwiony.
— To dziwne, Hermiona zmusiła mnie wczoraj do pisania tego eseju, twierdząc, że ty masz swój gotowy. W dodatku przesiedziała ze mną godzinę w bibliotece, pomagając znaleźć odpowiednie materiały. Obiecała, że przeczyta całość dziś rano, ale była dość zaskoczona, kiedy jej go przyniosłem.
Ron mruknął tylko coś w odpowiedzi, szurając ośnieżonymi butami po podłodze Sali Wejściowej.
— Pewnie znów siedziała zaczytana w któreś z tych swoich tomiszczy i nawet nie zorientowała się, co do niej mówisz.
Harry zastanowił się nad tym przez moment, po czym pokręcił głową i już chciał coś powiedzieć, kiedy Ron zatrzymał się nagle i uderzył Harry’ego w ramię.
— Ej, chłopie, wkręcasz mnie w coś — stwierdził. — Przecież widzieliśmy się wczoraj na drodze z Hogsmeade. Żartujesz sobie! Naprawdę zamiast uciec przed Hermioną, po powrocie do zamku poszedłeś grzecznie do biblioteki? Nie lepiej było zostać i upić się razem ze mną? A proponowałem ci Powalającą Kulę. Gdybyś ją zjadł, na pewno takie szaleństwo, jak pójście do biblioteki, nie przyszłoby ci do głowy.
Harry patrzył na przyjaciela, jakby ten właśnie przed chwilą zjadł całą paczkę Powalających Kul i stracił rozum. Był pewnien, że Ron jest trzeźwy. Nie byłby taki głupi, żeby pić coś pod nosem McGonagall. A jednak wygadywał kompletne bzdury.
— Chyba świeże powietrze ci zaszkodziło, Ron. Przecież nie widzieliśmy się przez całe wczorajsze popołudnie. Najwyraźniej słodycze ci zaszkodziły i miałeś halucynacje.
— Nie, serio, stary. No przecież przeprosiłem cię za wczoraj. Fakt, Kule powalają, ale jeszcze pamiętam, co się działo. Wiem, że moje teksty na temat twojego rozstania z Ginny nie były fajne, ale serio, przeprosiłem.
W tym momencie Harry’emu przyszło coś do głowy.
— Rooon. My naprawdę wczoraj nie rozmawialiśmy. Mówię ci, że byłem w bibliotece z Hermioną. Coś mi się wydaje, że ta czekoladowa żaba od Parkinson była jednak czymś nasączona. Czymś z opóźnionym czasem działania.
Na te słowa Ron klepnął się w czoło z miną pełną rezygnacji.
— A ty znowu swoje…
— Chodź, idziemy do Hermiony. Ona ci wszystko opowie.

***


— Chwileczkę, chwileczkę, Harry, stój. — Hermiona odłożyła książkę, którą trzymała na kolanach i spojrzała na chłopaków, którzy stali przed nią. Harry wyglądał na podekscytowanego. Miał zaczerwienioną twarz i błyszczące oczy – jak zawsze, kiedy próbował rozgryźć domniemany spisek Ślizgonów. Ron z kolei patrzył na niego z wyrazem twarzy mówiącym „znowu się zaczyna”. — Możesz powtórzyć, Harry? Ale najpierw weź głęboki wdech i pamiętaj, że kiedy mówisz z prędkością karabinu maszynowego, niewiele można z tego zrozumieć.
— Karaminu jakiego? — wtrącił Ron, ale nikt się nim nie przejął.
— Hermiono, wczoraj pomagałaś mi w bibliotece pisać, esej, prawda? Ron ma omamy, że byłem z nim w Hogsmeade.
— Harry, oczywiście, że byłeś w bibliotece. Gdzie indziej mógłbyś być, skoro mówiłam ci, że masz napisać ten esej — powiedziała Hermiona. — Ale zapewniam cię, że mnie tam z tobą nie było. Może tak bardzo rozpaczałeś nad koniecznością spędzenia soboty na nauce, że potrzebowałeś wsparcia psychicznego i sobie to wyobraziłeś? A co do ciebie, Ron, to przecież spotkałam cię przy pokoju wspólnym. Wróciłeś z Hogsmeade wcześniej? W sumie to chyba powinnam cię przeprosić za to, że tak na ciebie napadłam.
— Napadłaś? — Ron wyglądał na niepomiernie zdumionego. — Hmm, mogę tego nie pamiętać, biorąc pod uwagę fakt, że Powalające Kule naprawdę były powalające.
— Ron! Mówiłam ci, że te kule są za mocne, nie można się nimi ot tak zajadać!
— Bez przesady, przecież to tylko słodycze!
Harry tylko patrzył na swoich przyjaciół, nie mając pojęcia, o czym oni mówią. Jakie Kule? Dlaczego Hermiona miała napadać na Rona? Nagle coś w jego umyśle zaskoczyło i Harry zrozumiał, co się dzieje.
— Już wiem! Słuchajcie! — Ron i Hermiona spojrzeli na niego, przerywając kłótnię. — To wszystko wina Ślizgonów!
— Och, Harry… — zaczęła Hermiona, ale przyjaciel nie dał jej dojść do słowa.
— Nie, Hermiono, posłuchaj. Nie chodzi mi o Parkinson i tę jej czekoladową żabę. Ale pomyśl. Ja rozmawiałem z tobą wczoraj w bibliotece. Ty mówisz, że widziałaś się z Ronem, który twierdzi, że wracał ze mną z Hogsmeade. Pomyślcie, co wam to przypomina.
— Zbiorową halucynację! — wykrzyknął Ron.
— Eliksir wielosokowy — powiedziała Hermiona w tej samej chwili.
Harry zmierzył wzrokiem Rona i stwierdził:
— Wybacz, ale halucynację to ty masz chyba nadal po tych Powalających Kulach. Jestem pewien, że Malfoy i jego grupa dorwali się do wieloskokowego i coś knują.
— I proszę, znowu wracamy do Malfoya — westchnął Ron. — Ach, ci Ślizgoni. Zawsze muszą coś knuć.
Harry obrzucił przyjaciela zdegustowanym spojrzeniem. Jak on mógł mu nie wierzyć? Za to Hermiona stanęła na wysokości zadania.
— Tylko co? Voldemorta już nie ma, wszyscy żyją we względnym pokoju i wzajemnej tolerancji. Dopiero co doszliśmy do wniosku, że nawet Ślizgoni robią się milsi na święta. — Hermiona zastanawiała się, co mogło być przyczyną takiego zachowania grupy Ślizgonów. Przecież do tej pory wszystko wskazywało na to, że nawet oni dostosowali się do nowego porządku panującego w magicznym świecie i zrozumieli, że można żyć w zgodzie z innymi domami.
— Może nie chodzi o żaden wielki plan. Może po prostu chcą z nami zadrzeć, ot tak z czystej złośliwości — podpowiedział Ron, wzruszając ramionami. — W końcu to nadal Ślizgoni, jakby nie było.
— Być może — zgodził się Harry. — Ale w takim razie tym bardziej musimy zareagować.
— A co, chcesz rzucić się na Malfoya i rozkwasić mu nos? Hermiona tak zrobiła i poczuła się lepiej — Ron zaśmiał się na samą myśl.
— Myślę, że Harry wolałby rzucić się na Malfoya w zupełnie innym celu — mruknęła Hermiona pod nosem, na co Harry zaczerwienił się po same czubki uszu, a Ron wybałuszył oczy ze zgrozą.
— Bleee, Hermiono. Wiesz, za dużo czasu przebywasz z dziewczynami w pokoju wspólnym. Podłapujesz od nich obrzydliwe pomysły.
Hermiona uśmiechnęła się słodko, obrzucając Rona niewinnym spojrzeniem. — To co robimy? — zapytała.
— Jak to co? Obmyślamy genialny plan zdemaskowania Malfoya i jego grupy! Będzie zabawa! Zróbmy sobie taki prezent na święta.

***


Podczas gdy Harry, Ron i Hermiona zastanawiali się, jak by tu zmusić Ślizgonów do wyjawienia swoich niecnych planów, Zabini i Draco przyglądali się doszczętnie zniszczonej zapadce w drzwiach prowadzących na Wieżę Astronomiczną. Zupełnie nie przejmowali się błyszczącym w ciemności napisem „Wstęp wzbroniony” unoszącym się przy wejściu na kręte schody prowadzące na szczyt. Pansy tymczasem poważnie rozmyślała nad tym, czy nie lepiej byłoby zwyczajnie zrzucić Pottera ze schodów tak, by wylądował prosto na Draco. Poszłoby szybciej, sprawiłoby chłopakom trochę zasłużonego bólu, a ona nie miałaby w perspektywie utkwienia na bliżej nieokreślony czas w ciemności i zimnie Wieży Astronomicznej.

A w następnym odcinku…
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Postprzez MargotX » 12 gru 2016, o 12:01

Ta część może zawiera nieco mniejszą dawkę humoru niż poprzednie, ale jakością nie odbiega na pewno. I na pewno zawiera całkiem sporo perełek różnej maści. Jedno z moich ulubionych stwierdzeń Pansy:
— Może sam powinieneś zacząć przyznawać się do własnych uczuć — rzuciła wyniośle. — Proponowałabym tak z sześć lat temu. Wtedy nie mielibyśmy teraz takiego problemu i nie musielibyśmy walczyć z żadną głupią przepowiednią.
Draco prychnął i naburmuszył się na słowa dziewczyny. Był Ślizgonem, mistrzem kłamstwa, ale nawet on musiał przyznać, że Pansy miała rację.

Za to Harry jest mistrzem wypierania nasuwających się oczywistości i z uporem maniaka dopatruje się ślizgońskich intryg i spisków wszelakich, zamiast przyznać się choćby przed samym sobą, że coś zupełnie innego może być na rzeczy ;)

Hermiona i jej zapędy... Może nie do końca kujońskie, ale i tak bliskie zakopaniu się na dziesiątki lat w bibliotece czy innym antykwariacie z księgami. Nie ma co, trudne zadanie czeka Blaise'a, żeby konkurować z pasją Granger:
Ostatni nabytek miał ponad dwa tysiące stron i traktował o możliwościach wprowadzania świadomych zmian genetycznych u transmutowanych organizmów żywych i ich wpływie na echa przemiany już po powrocie tychże organizmów do ich pierwotnej formy. Fascynująca lektura. A ktoś śmiał przerwać jej najbardziej fascynujący jak do tej pory dziesiąty rozdział.

Konkluzja Ronalda:
— Jak to co? Obmyślamy genialny plan zdemaskowania Malfoya i jego grupy! Będzie zabawa! Zróbmy sobie taki prezent na święta.

Widać, że jednak Harry i jego teorie spiskowe wpłynęły na końcową ocenę sytuacji przez Weasleya. W związku z powyższym liczę na Hemionę i Pansy. Przyda się odrobina kobiecej intrygi :)

Dziękuję i pozdrawiam.
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez daimon » 12 gru 2016, o 12:52

Och, Michi, to jest super! W pewnym momencie aż zrobiło mi się żal, że to nie osobny fick, bo ma wszelkie na niego zadatki. Może mniej się śmiałam niż przy poprzednim odcinku, ale dla mnie to akurat zaleta. To znaczy przy perypetiach z eliksirem wielosokowym humor po prostu był konieczny, bo cała sytuacja aż się prosiła o śmieszne wstawki. Jednak pośmialiśmy się, a teraz czas na refleksje. W momencie rozważań Hermiony o Harrym i jej rodzicach zrobiło się tak... gorzko. I po prostu smutno. Ale przez to bardziej prawdziwie. To jest drarry po wojnie i musi pewne elementy zawierać. Ja akurat nie jestem fanką totalnych parodii, dlatego bardzo się cieszę, że właśnie taki obrót przybrały sprawy. Dobrze, że choć na chwilę zrobiło się poważniej. To wszystko uwiarygodnia. I jest super napisane. W ogóle super prowadzisz opisy. Niby jest mniej dialogów, a czyta się z równym zainteresowaniem. Opis zmagań Rona z miotłami jest naprawdę świetny. No i w końcu punkt kulminacyjny ze zdemaskowaniem intrygi Ślizgonów :seksi: Bomba. Zwłaszcza zaś pointa w postaci podsumowania Rona:

Zróbmy sobie taki prezent na święta.

:splywa:

Dziękuję! I czekam na więcej.
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez byarenlight » 16 gru 2016, o 06:22

Duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuże podziękowania dla Aev za betę i główkę pełną pomysłów! <3

ODCINEK IV


— Wiecie — powiedziała Pansy, nagle dziwnie blada. — To chyba nie jest najlepszy pomysł. To znaczy, tam jest zimno, a ja nie będę mogła użyć różdżki, bo teoretycznie nie będę jej miała.
— Nie tylko teoretycznie. I właśnie dlatego to jest najlepszy pomysł. Tam jest zimno, a kto inny zdoła cię ogrzać, jeśli nie Płomiennorudy Wiewiór? — Blaise uniósł brew, ale zaraz ją opuścił, przypomniawszy sobie, że takie gesty stanowią domenę Draco. Zamiast tego puścił do Pansy oczko. — Będziecie się tulić do białego rana.
— Nie, serio, lepiej przez kilka godzin.— Draco zgodził się z Pansy. — Nie chcę, żeby robiła nam wyrzuty do końca naszych dni.
— Nie macie jaj. Zwłaszcza ty, Pansy.
— Powinnam się obrazić czy podziękować?
Zabini machnął ręką.
— Mniejsza z tym. Lepiej wymyślcie, jak zwabić Wiewióra do Wieży.
Pansy, Draco i Zabini pochylili się nad makietą Hogwartu, na której umieścili figurki szachowe symbolizujące każdą z kluczowych postaci: Pansy była królową, Draco królem, a Zabini gońcem, który tak naprawdę był prawowitym królem (jak to wielokrotnie zaznaczał sam Zabini). Potterowi przypadło być koniem, Granger wieżą, natomiast Weasley musiał zostać pionkiem, ponieważ reszta szachowych figur nie miała głów lub nie było ich wcale (podobno Goyle pewnego razu zgłodniał za bardzo).
— No i patrzcie, zrobimy tak… — powiedział Draco, po czym wszyscy jęli szeptać jak opętani, przygotowując swój niecny plan. Siedzieli w samym centrum pokoju wspólnego Ślizgonów (Pansy miała dość przebywania w męskiej sypialni, gdzie pachniało skarpetami Goyle’a), ale nikt nie czepiał się, że zajmują całą kanapę. Właściwie nikt nie próbował z nimi rozmawiać. Kilka razy Draco usłyszał, jak ktoś nazywa ich psycholami, ale uznał, że z pewnością musiał się przesłyszeć. Co, zważywszy na fakt, że zdrowi na umyśle ludzie nie roją sobie takich rzeczy, mogło świadczyć, iż faktycznie był psycholem, ale nie miał czasu się nad tym zastanawiać.

***

— Ludzie! Ludzie! — wrzeszczał Goyle, stojąc na środku korytarza. Wokół nie było nikogo. Goyle’owi powiedziano, że w kiblu siedzi Weasley, i że to właśnie on ma słyszeć jego krzyki, podszedł więc bliżej drzwi męskiej toalety. Nie miał pojęcia, skąd Draco i Zabini znali miejsce pobytu jakiegoś Gryfona, ale z reguły ufał ludziom, którzy nim dyrygowali. — LUDZIE! W Wieży Astoronomonicznej utknęła piękna… Pansy! — Goyle brzydził się kłamstwem, dlatego z trudem połączył słowa „piękna” i „Pansy”, ponieważ dziewczyna nie była absolutnie w jego guście. Ale czego nie robi się dla torby pełnej słodyczy? Czekolada czy ciastka akurat go nie brzydziły.
Drzwi toalety zaskrzypiały, a ze środka wysunęła się głowa… Granger.
— O ludzie! — krzyknął Goyle zaskoczony. — Co robiłaś w męskiej toalecie?
— Nieważne! — zaczerwieniła się Granger. — Szukałam... czegoś. Co krzyczałeś o Pansy? — zaciekawiła się.
Goyle zmarszczył brwi. W jego głowie zaszedł proces myślowy tak szybki, że nawet nie zorientował się, jak i dlaczego wydedukował, iż prawdopodobnie nie ma żadnej różnicy, czy Pansy będzie ratowana przez Weasleya, czy przez Granger.
— Wieża Astoronominiczna. Pansy. Zamknięta.
Hermiona wybałuszyła oczy.
— Przecież ona tam zamarznie! Szybko, powiadom któregoś z profesorów! — rzuciła, po czym ruszyła w stronę schodów.
Hermiona zazwyczaj myślała szybciej niż działała, dlatego biegnąc w górę schodów, sprawdziła trzy razy, czy aby na pewno ma ze sobą różdżkę. Miała nadzieję, że jej, bądź co bądź, niemałe zdolności magiczne wystarczą. Nie żeby specjalnie martwiła się o kogoś pokroju Pansy Parkinson, ale nikomu nie życzyła źle. Sama była niezwykle ciepłolubna, drżała więc na samą myśl o chłodzie, który musiała odczuwać w tym momencie Parkinson.
Ciekawe, po co w ogóle tam właziła, przemknęło jej przez głowę, ale uznała, że po prostu później ją o to zapyta. Pal sześć, że prawdopodobnie nie pozna odpowiedzi.
Zbliżyła się ostrożnie do drzwi i pchnęła je lekko dłonią, jednocześnie karcąc się za taką głupotę. Gdyby drzwi można było tak łatwo otworzyć, Pansy nigdy w życiu...
— O — wyrwało się Hermionie, albowiem drzwi faktycznie uchyliły się. Poczuła lekki wietrzyk na twarzy.
Pełna złych przeczuć wsunęła się do środka. Naprzeciwko drzwi, odwrócona do niej plecami, stała Pansy i mamrotała coś do siebie.
— Szybciej, szybciej, szybciej — mniej więcej tak to brzmiało.
Hermiona zmarszczyła podejrzliwie brwi i postąpiła krok do przodu. W tym samym momencie drzwi za jej plecami zatrzasnęły się z hukiem.
— Nareszcie! — wykrzyknęła Pansy i obróciła się w miejscu. Jej zarumieniona od mrozu twarz natychmiast zmieniła wyraz z radosnego na rozczarowano-przerażony. — Granger?! Co ty tutaj... Co jest?! Co za idioci!
Hermiona była całkowicie zdezorientowana.
— Przyszłam ci pomóc, podobno byłaś zamknięta... I teraz... teraz faktycznie jesteś. I ja też — mruknęła. — Co to za fortel?
Pansy uciekła wzrokiem. Hermiona uznała, że nie ma co liczyć na wyjaśnienia. Wyciągnęła różdżkę i potraktowała drzwi serią znajomych jej zaklęć. Żadne z nich, o dziwo, nie zadziałało. Poczuła narastający niepokój. Robiło jej się naprawdę, naprawdę zimno.
— Możesz mi powiedzieć, Pansy — celowo użyła jej imienia, by się z nią spoufalić — o co tu chodzi i jak mam otworzyć drzwi? — Nie mogła uwierzyć, że dała się złapać w tak banalną pułapkę. A więc jednak Harry miał rację! Ślizgoni coś knują!
— Chodzi o to, że Draco i Zabini to kretyni, bo zaufali takiemu idiocie jak Greg — prychnęła Pansy, jakby to cokolwiek wyjaśniało. Dolna warga drżała jej z zimna. — Widzę, że nie zabrali ci różdżki, więc...
— A mieli to zrobić? — zdziwiła się Hermiona.
— Tak, to znaczy nie tobie. To znaczy nieważne — odparła Pansy. — Błagam cię, wyczaruj jakiś płomień, bo zamienimy się w sople lodu.
Hermiona posłusznie wykonała prośbę, i już po chwili obie dziewczyny poczuły ulgę, gdy ciepło rozlało się po ich ciałach. Pansy przysunęła się bliżej i wyciągnęła ręce w stronę emanującej gorącem różdżki.
— Więc jak długo tu będziemy? — zapytała Hermiona, słusznie wnioskując, iż bierze udział w jakimś nie do końca udanym podstępie.
— Planowo dwie godziny, ale może szybciej zorientują się, że spartaczyli. I nie pytaj mnie, co spartaczyli, i o co chodzi — burknęła Pansy ponuro. — Zresztą może tak miało być. Może nie da się oszukać przeznaczenia. — Sięgnęła do kieszeni szaty i wyciągnęła małą torebeczkę w stronę Hermiony. — Powalającą Kulę? — Hermiona pokręciła głową. — Jak chcesz, ja naprawdę zmarzłam, a teraz i tak mi się nie przydadzą do niczego innego...
— Może weź dwie — zaproponowała Hermiona, która czuła się zestresowana w obecności trzeźwej Pansy.
— Masz rację, raz się żyje.
No, czasem więcej, pomyślała Hermiona, wspominając Voldemorta, nie powiedziała jednak tego na głos. Dobrze wiedziała, że Gryfoni i Ślizgoni nie powinni rozmawiać na ten temat; przynajmniej na razie, kiedy rany są jeszcze całkiem świeże.
Pansy rzeczywiście zjadła dwie Powalające Kule. Mimo wszystko wciąż trzymała się na nogach. Przestała szczękać zębami, a jej spojrzenie dziwnie się rozanieliło.
— To nie ty miałaś tu przyjść — powiedziała, ni to ze smutkiem, ni to z rozbawieniem. — Mam te okropne prorocze sny… Myślałam, że wystarczy, jeśli spróbujemy spiknąć Draco z Potterem, ale jeśli nie, to na wszelki wyp…
— Draco z Potterem? To znaczy Malfoya z Harrym? — wpadła jej w słowo Hermiona. — I co na wszelki wypadek? — dodała, żałując, że przerwała Pansy jej wywód. Prawdopodobnie dowiedziałaby się więcej, gdyby słuchała w milczeniu.
Pansy prychnęła.
— No jasne, że Draco z Potterem! Od czasu balu wiadomo, że mają się ku sobie. To znaczy ja wiem to już od pierwszej klasy, ale teraz to już po prostu wiedzą wszyscy poza… może poza Potterem.
Tym razem Hermiona rozważyła wszelkie za i przeciw. Czy wypadało jej uśmiechnąć się z rozczuleniem i mruknąć coś na temat uroczego uczucia dwojga młodzieńców? W końcu Ślizgonka była mocno wstawiona, jeśli nie pijana. A Hermiona tak rzadko pozwalała sobie na głupie, dziewczęce zachwyty… właściwie nigdy.
— Ty też to zauważyłaś? — zapytała ostrożnie, przegrywając z wyuczonym wzorcem zachowań. — Byłam pewna, że Malfoy chce się jakoś na Harrym… nie wiem… odegrać za wszystko, i dlatego…
— Nie, nie! Draco naprawdę chciał tylko zatańczyć! — Pansy nagle wyglądała na bardzo podekscytowaną. — Co prawda był wtedy pod wpływem pewnego eliksiru...
Hermiona nie byłaby sobą, gdyby od razu nie domyśliła się, w czym rzecz. Oczywiście, Malfoy nigdy nie zdobyłby się na taką szczerość wobec własnych uczuć, ktoś musiał mu w tym pomóc. Spojrzała na Pansy z uznaniem. Kolejny raz przekonywała się o tym, że Ślizgoni to faktycznie sprytne stworzenia.
— Nie podałam mu żadnego eliksiru miłosnego, nawet tak nie myśl — żachnęła się Parkinson, opacznie rozumiejąc spojrzenie Hermiony. — To było coś innego, co kupiłam w Hogsmeade… coś… Eliksir Prawdziwych Emocji? Och, nie pamiętam. Później tak długo rozmawiali w kącie Sali. Draco nie chce mi powiedzieć, o czym. Może nawet nie pamięta, chyba za dużo mu podałam…
Na kilka sekund, a może minut, zapanowała cisza. Wiatr świstał między dziewczętami i co chwilę zdawało się, że ogień różdżki zgaśnie.
— Wiesz — powiedziała nagle Hermiona. — Czy możemy zakopać topór wojenny?
Pansy spojrzała na nią znad płomienia. Wzrok miała mętny, ale i zaskoczony.
— Topór? Po co? I skąd masz topór? Po co go zakopywać? I gdzie? — Jej twarz wyrażała skrajne zdumienie. — Może rozwalimy nim drzwi?
— Och. — Hermiona nie wiedziała, co odpowiedzieć. Zamiast tego kontynuowała: — Co powiesz na to, by Lew sprzymierzył się z Wężem? To znaczy, myślę, że będzie nam łatwiej… ja dobrze znam Harry’ego, ty dobrze znasz Mal… Draco…
— Jasne! — zachwyciła się Pansy. — Na Salazara, Hermiono, nawet nie wiesz, jak ja tęskniłam za rozmową z kimś mojej płci! Poza tym Draco i Zabini to, jak widać, idioci… — dodała, ale zaraz się zreflektowała: — To znaczy Zabini nie jest taki zły. Myślę, że powinnaś się z nim umów…, porozmawiać.
Hermiona nie zdążyła nawet sformułować myśli, bowiem rozległ się głośny huk i drzwi świsnęły jej nad lewym ramieniem; prawie straciła ucho. Różdżka wypadła jej z ręki, a kiedy schyliła się po nią, została staranowana przez Goyle’a, który, wbrew przysłowiu, że nie wyważa się otwartych drzwi, jął to właśnie czynić.
Przez chwilę siedziała zdezorientowana na lodowatej posadzce.
— Hej… jesteś… cała?
Spojrzała w górę, a jej policzki natychmiast przybrały kolor przejrzałych jagód.
— Tak! Jestem! — wypaliła. Wstała, nie chwytając wyciągniętej w jej stronę ręki Blaise’a, otrzepała szatę i wyleciała z Wieży, zdążywszy jeszcze krzyknąć do Pansy, że porozmawiają jutro przed śniadaniem.

***

— Okazuje się, że niepotrzebnie myszkowałam po męskiej toalecie w poszukiwaniu włosów Malfoya — stwierdziła Hermiona jeszcze tego samego wieczoru, grzejąc się przy kominku i pijąc ciepłą herbatę. — Wcale nie musimy warzyć Eliksiru Wielosokowego.
Ron i Harry popatrzyli po sobie.
— Szukałaś włosów…? — nie rozumiał Ron.
— Tak, w czasie, gdy wy byliście zajęci kłótnią, czy będziemy udawać tylko Malfoya, czy całą trójkę i czy wszyscy jednocześnie, i kto zawalił ostatni trening w Quidditcha.
— Co za pamięć do szczegółów! Swoją drogą, mogłaś nas zawołać, albo chociaż mnie, pomógłbym ci z Parkinson, chyba ma do mnie słabość — uśmiechnął się zawadiacko. — W końcu dała mi czekoladową żabę.
Harry przewrócił oczami.
— A zostawiając życie miłosne Rona, Hermiono, dlaczego uważasz, że już niepotrzebny nam eliksir? Mieliśmy odpłacić im pięknym za nadobne, a przy okazji jeszcze może się czegoś dowiedzieć.
— Bo Ślizgoni nie knują wcale niczego złego.
— A co knują?
— To... — Hermiona zawahała się i zaczerwieniła. — Nie mogę powiedzieć.
Harry poczuł narastające oburzenie.
— Hermiono, nie możemy mieć przed sobą tajemnic! Nie po tym wszystkim!
Hermiona wyglądała jak króliczek otoczony przez zgraję wilków. Kiedyś Ron stwierdziłby, że jest śliczna w chwilach zakłopotania, ale ostatnio wolał bardziej dominujące laski. Zadziwiające, jak zmieniał mu się gust w zależności od pory dnia, roku czy temperatury w pokoju. Przestał słuchać, co takiego mówią jego przyjaciele (zarejestrował jedynie, że dyskusja przeradzała się powoli w kłótnię). Patrzył tępo w kominek, a w jego umyśle mimowolnie tworzył się obraz uwięzionej na Wieży Pan... Parkinson. Szkoda, że nie miał okazji udowodnić swojej męskości i odwagi. Jasne, wielokrotnie wspaniale się zaprezentował podczas potyczek z Voldemortem, ale brakowało mu wówczas odpowiedniej widowni. Widowni? Jakiej widowni? Kogo chciał mieć za swoją widownię? Swoją drogą, Parkinson musiała bardzo zmarznąć. Hermiona nadal kuliła się pod kocem, a przecież była w Wieży krócej.
— Harry! To po prostu kobiece sprawy! — krzyknęła w końcu Hermiona. Sięgnęła po swoją tajną broń. Wiedziała, że na hasło „kobiece sprawy” chłopcy od razu spuszczają z tonu i nie drążą tematu.
— Och, Hermiono — złagodniał Harry. — Trzeba tak było od razu.

***

— Właściwie, Greg, to powinieneś dostać sklątkę tylnowybuchową zamiast tych słodyczy — powiedział Zabini, ale mimo wszystko wręczył Goyle’owi torbę.
— Nie mówiliście, że to koniecznie ma być Weasley.
— Ale nie mówiliśmy, że może być ktokolwiek — mruknął Draco. — Nieważne. Przez wzgląd na naszą wspólną przeszłość darujemy ci twoją niską wydajność umysłową. Tylko nie zjedz wszystkiego od razu — dodał, bo mówił to zawsze, gdy dawał Gregowi jedzenie, choć ów nigdy nie stosował się do jego zalecenia. — To słodycze z Francji. I to jeszcze z dobrą datą ważności. Dostałem je na święta na piątym roku, tylko zapomniałem zjeść.
— Serio? — zdziwiła się Pansy. Początkowo nie brała udziału w rozmowie, pomyślała jednak, że warto się dołączyć, skoro kolejny raz weszła do sypialni chłopców mimo postanowień, że już nigdy nie będzie przebywać w pomieszczeniu, w którym kiedykolwiek znajdowały się nieobute stopy Goyle’a. — A ja podejrzewałam, że znów bezczelnie weźmiecie moje czekoladki.
Zabini spojrzał na nią z politowaniem.
— Przecież twoich już nawet nie ma.

***

A w następnym odcinku…
- Ty byłaś kiedyś nastolatką. Powiedz, jak mam sobie poradzić z Astor?
- Spróbuj z nią porozmawiać.
- Kiedy ostatnio próbowałem, powiedziała, że mnie nienawidzi i przeniosła się do Orlando.
- To teraz masz drugą szansę. Podziel się z nią czymś... Co robiłeś w jej wieku...
- Zabiłem psa sąsiadów.
- Tego lepiej jej nie mów.
byarenlight Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 9 sie 2011, o 20:07
Lokalizacja: względna

Następna strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 2 gości

cron