Drarrofeta Świąteczna V

wydanie piąte

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez MargotX » 1 sty 2015, o 17:45

Postanowiłam przerwać oglądanie tragicznego meczu jeszcze zanim wyrzucę telewizor przez okno :P i napisać kilka słów o kolejnym odcinku fety. Nie znaczy to oczywiście, że zamierzam wyładować moją frustrację właśnie tutaj, wręcz przeciwnie. Feta naprawdę znów trzyma poziom w tym roku i to jest kolejny kawałeczek będący na to dowodem. Poczytałam sobie wczoraj i naprawdę nieźle się ubawiłam. Ot, choćby scenka z butami Zabiniego, którą tak naprawdę miałabym ochotę przytoczyć w całości, ale daruję sobie, bo to spory fragment tekstu, więc część:
— Jasne, Alexander McQueen był modny jakieś cztery lata temu... — dodał Draco mimochodem.
— To skąd niby wiesz, że są od McQueena? — zapytał po ślizgońsu Blaise.
Oszust sarknął z oburzenia.
— Każdy to wie! Wystarczy spojrzeć na zapięcia!
Harry zamrugał, tym razem dlatego, że nawet nie zauważył, że buty Zabiniego miały jakiekolwiek zapięcia.
— Mojej uwadze nie uszło — powiedział powoli Draco — że jednak w jakiś dziwny sposób
jesteś oczarowany butami Blaisa. Nie mam pojęcia czemu. Przerwij mi, jeśli się mylę...? — Odczekał chwilę, ale oszust nie odezwał się ani słowem. — Stąd więc moja propozycja. — Powiesz nam, gdzie jest prawdziwy dyrektor i dlaczego cała szkoła zachowuje się tak dziwnie, jakby nikt nie mógł się powstrzymać przed robieniem głupot, a Blasie odda ci swoje buty.
— Co?! — krzyknął Zabini w oburzeniu.
— Zgoda — krzyknął fałszywy Dumbledore w tym samym czasie.
— Ale Dracoo... — zajęczał Zabini żałośnie, popatrując na swojego, podobno, przyjaciela.
— Nie marudź — mruknął blondyn, ale po chwili westchnął i dodał: — Obiecuję kupić ci dwie nowe pary.
— Trzy — orzekł Blasie z wciąż skwaszoną miną, ale posłusznie zaczął rozpinać buty.
:lol2: gdybym czytała w mniej wygodnej pozycji niż siedzenie na krześle z poręczami, to chyba ja też bym się tak pokulała ze śmiechu. Ogólnie w tej partii tekstu jest wszystko, co tylko można, żeby mieć zapewniony dobry humor (chyba, że zepsuje nam go Arsenal). Fałszywy Dumbledore czyli Gilderoy Lockhart we własnej osobie, Blaise, Draco i Harry dają maleńki koncert cech i odzywek właściwych tylko im i w efekcie powstała scenka dla mnie niemal sztandarowa. Nie mogę tego, niestety, powiedzieć o topornej próbie uwodzenia za pomocą Nutelli, no ale to jest projekt autorski Rona Weasleya, więc w zasadzie wiadomo, że będzie wykonany katastrofalnie, za to komentarze wymruczane przez Pansy są przezabawne. Jeśli do tego dodamy maleńkie kotłowanko w szafie i "wychodzenie" (no dobra, wypadanie ;)) z tego mebla naszej ulubionej dwójki, to już można tylko ogłosić satysfakcję po kolejnym udanym odcinku fety.
Dziękuję i pozdrawiam :)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez SzmaragDrac » 1 sty 2015, o 19:39

Spanikowany Ron obiema dłońmi zasłonił buzię Pansy, która momentalnie uniosła jedną brew w co najmniej nieprzyzwoitej pozie. Blaise, jako że stał najbliżej Hermiony, to jej spróbował zatkać usta, ale po chwili zauważył, że nie ma takiej potrzeby, bo dziewczyna stała jak spetryfikowana. Zamachał jej dłonią przed oczami, a wobec braku jakiejkolwiek reakcji, przycisnął rękę do własnych ust, żeby nie wyrwał mu się jakiś głupi komentarz.
Draco natomiast, niewiele myśląc, zatkał usta Harry'ego. Własnymi.
Harry natomiast poddał się temu co najmniej entuzjastycznie, od razu wplątując palce we włosy drugiego chłopaka. Draco zamruczał w odpowiedzi i ku konsternacji innych, przylgnął nagle do Gryfona, zarzucając mu nogę na biodro.
Absolutnie kocham ten fragment. A najbardziej to, co zaznaczone jest na czarno. Planowałam właściwie tylko to zacytować, ale stwierdziłam, że cały ten opis zamykania innym ust rękami i ustami jest po prostu fenomenalny, a późniejsze obmacywanie się Dracona i Harry'ego... świetne ;)

Podobał mi się ten odcinek, naru! Kilka tekstów naszych bohaterów wywołało uśmiech na mojej twarzy, co jest i tak wielkim czynem, bo zazwyczaj kiedy czytam komedie, śmieję się w duchu jak opętana, a na zewnątrz wyglądam jak na pogrzebie. Serio.

Świetnie poprowadziłaś wątek butów Zabiniego, który wprowadziła lilyan w poprzednim odcinku. Bardzo mi się wtedy spodobał, a Ty go ślicznie popchnęłaś do przodu ;)
— Dobra — powiedział Blaise i rzucił do oszusta jednego buta. Lewego, bo do prawego był bardziej przywiązany.
GJENIUSZ.

W ogóle pomysł, żeby to Lockhart był fałszywym Dumbledorem, był bardzo... zaskakujący! W życiu bym nie wzięła nawet go pod uwagę przy obmyślaniu, kogo by tutaj umieścić na miejscu dyrektora! Wow :D

— Ale on powinien być w Świętym Mungu! — zakrzyknął Ron, a Lockhart posłał mu gniewne spojrzenie.
Współczesna magomedycyna i takie tam — powiedział, wciąż mierząc Gryfonów wzrokiem przepełnionym złością. — Nie żeby którekolwiek z was wysłało mi chociaż kartkę z życzeniami powrotu do zdrowia, dziękuję bardzo, jego mać.
:hahaha:

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za taki fajny odcinek!
Drac
Zaglądam tu rzadko, częściej można mnie złapać na Forum Mirriel pod tym samym nickiem.
Moje ao3.
SzmaragDrac Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 723
Dołączył(a): 26 mar 2014, o 16:10

Postprzez daimon » 7 sty 2015, o 13:56

Najmocniej przepraszam, pewnie wszystkim zrobiłam nadzieję, że to kolejny odcinek, ale niestety nie. Chciałam, zanim wkleję swoją część, skomentować poprzednie odcinki, bo dotąd nie zdążyłam tego zrobić. Mój jest praktycznie gotowy, w większości zbetowany, tylko na samą końcówkę jakoś zabrakło mi weny :? No i Aev musi wrócić z pracy.

lilyan - dobra robota! Moim ulubionym fragmentem jest moment, w którym Harry i Draco podglądają swoje przeszłe ja. Jest fantastyczny! I wiem, że się powtórzę za cytującymi, ale ja muszę też no!

— Nie moja wina, że parametry można ustawić tylko w godzinach! — warknął Harry.

— Gdybym to JA był wynalazcą, na pewno dodałbym opcję dni — odparł z wyższością Draco.

Oczywiście, Draco. Nikt w to nie wątpi! :lol2:

— Schowek na miotły, znowu? — zapytał z przekąsem Draco. — Czyli jednak kręcą cię takie klimaty? — dodał z szerokim uśmiechem, poruszając znacząco brwiami.

— Och, cicho bądź! — wyszeptał Harry, obserwując korytarz przez dziurkę od klucza.

— Ale z ciebie mugol — rzucił Draco z odrazą, po czym sięgnął do kieszeni szaty i wyciągnął różdżkę. Stuknął nią w drzwi, które zafalowały i rozpłynęły się w powietrzu.

Harry rzucił mu zszokowane spojrzenie i już miał zwyzywać go od kretynów, którzy nie rozumieją, o co chodzi w ukrywaniu się, gdy dotarło do niego, że wciąż czuje pod palcami twarde drewno.

— Drzwi są niewidzialne tylko od naszej strony? — upewnił się.

— Tak.

— Niezły trik. Gdzie się tego nauczyłeś?

Draco rzucił mu spojrzenie mówiące: „jesteś idiotą”.

— Jestem Ślizgonem — powiedział z cynicznym uśmiechem, jakby było to oczywiste.


Po pierwsze - lol do klimatów kręcących Harry'ego. Bezcenne.
Po drugie - jestem blondynką. Czytałam ten fragment specjalnie kilka razy (wcześniej) usiłując zrozumieć, o co chodzi z tymi drzwiami i w jaki sposób zniknięcie drzwi od środka miałoby zabezpieczyć Harry'ego i Draco przed odkryciem w schowku. Naprawdę poświęciłam dobrą chwilę uwagi, żeby to rozkminić. Nadaremnie. Dopiero jak teraz odpaliłam odcinek, żeby skomentować zrozumiałam. No blondynka. Nie chodziło o bezpieczeństwo. Chodziło o swobodne oglądanie :sciana: Potrzebuję terapi, pomocy!

W ogóle cała scena w schowku jest super. Naprawdę. Wyciągnęłaś ze zmieniacza to, co najlepsze! No a na dodatek grynszpanowy oraz wepchnięcie brygady do szafy w gabinecie dyrektora. Myślę, że ta feta zrobiła się nam naprawdę ciekawa i oryginalna. Dzięki za odcinek!

naru! Cóż za uroczy galimatias w szafie! Widać, że Harry'ego naprawdę kręcą ciasne, ciemne... ee... miejsca :whistle:

— Teraz serio — warknął nagle Ron — czyja to różdżka wbija mi się w biodro?!
— Um, moja — przyznała Pansy z lekkim zażenowaniem. — Chyba się dałam ponieść chwili.
— Nie no, na Boga, Pans... — wyjęczał Draco z boleścią. — Wykorzystałaś już swój limit na perwersyjne teksty o Weasleyu na ten tydzień dwa dni temu!
— Co?! — wyszeptał ze złością Ron.
— A gdzie tam! — oburzyła się Pansy tymczasem, nic nie robiąc sobie z pokrzykiwań rudzielca. — Przez to całe cofanie w czasie wszystko ci się pokićkało, Draco. Dzisiaj jest dopiero czwartek i według mojego podręcznego kajecika, mam jeszcze trzy teksty do dyspozycji!
— Potwierdzam — powiedział Blaise nieuważnie. — Trzy teksty i jedno spontaniczne „aww” do wykorzystania do niedzieli wieczorem.
Draco prychnął pod nosem, niepocieszony. Przez cały ten głupi zmieniacz czasu był narażony na podwójną dawkę nieprzyzwoitych rudych zbereźności!

LOOOL! Biedny, narażony Draco!

Ha! A tak w ogóle to wiesz, że gdzieś na początku fety naprawdę przyszło mi do głowy, że fałszywym Dumbledore'em jest Lockhart?! Z wszystkich dostępnych w świecie Rowling postaci! To naprawdę zbieg okoliczności. Więc nie mogłam przestać się uśmiechać, kiedy to przeczytałam u Ciebie.
No i Czar Podrasowanych Fantazji, awwwwwww :seksi: Nie mówiąc już o tym, że świetnie wybrnęłaś z remisu opcji, który był dla mnie nieco abstrakcyjny, skoro wzajemnie się wykluczał. A jednak jak widać nie ;)

Dzięki dziewczyny za odcinki, choć nie będę ukrywać, że postawiłyście mnie przed trudnym zadaniem. Jak już wcześniej wspominałam, zaczęłam rozkminiać, co z tym zmieniaczem i po prostu myślałam, że się rozpłaczę, bo wychodziło mi na to, że nie ma logicznego rozwiązania tej sytuacji, nie wspominając o kanonie. No bo gdzie, do jakiego punktu w przyszłości, mają wrócić Harry i Draco, skoro wszystko się zmieni i technicznie nigdy nie cofną się w czasie w zmienionej wersji wydarzeń. I jak to? Pozostanie ich czwórka?! Jak to ogarnąć? I jeszcze ładnie zakończyć. Niedługo zobaczycie, co mi z tego wyszło, ale było ciężko...
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez daimon » 7 sty 2015, o 15:51


Święta, Święta i po Świętach...

Mam nadzieję, że dla Was wszystkich był to przyjemny czas. Ja swoje spędziłam bardzo miło, ale przeleciało jakoś kosmicznie szybko. Mam wrażenie, że z roku na rok czas się kurczy! Tak czy inaczej nasza feta bardzo mi go umiliła, za co wszystkim biorącym udział w zabawie dziękuję. I kto wie, może do zobaczenia za rok? ;) Ponieważ odcinek wyszedł dość długi, a końcówka nie jest jeszcze dopracowana, zaś ja wręcz chorobliwie nie cierpię nie dotrzymywać terminów, zdecydowałyśmy właśnie z Aev (która jest najkochańszym Mackostwoerem na świecie), że wkleję teraz, ku waszej uciesze (lub nie) pierwszą połowę i spokojnie popracuję nad drugą. Nie bądźcie zbyt surowi w ocenie, bo ogarnąć ten galimatias naprawdę nie było łatwo :whistle:


Z życzeniami szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich i dedykacją dla Aev i Ka, bo są kochane.

Betowała Aevenien :*





ODCINEK VIII
Ratując święta



— W porządku. Zadanie wykonane — Hermiona otrzeźwiała jako pierwsza. — Wiemy kim jest fałszywy Dumbledore. Chyba jednak nadal zamierza odwołać święta.
— Zaraz, zaraz… — wtrącił się Ron, nagle dziwnie przyglądając się Harry’emu. — Czy wy… czy TY właśnie całowałeś się z Malfoyem?!
— Ron, mamy święta do uratowania — przypomniała Hermiona, wyraźnie chcąc odwrócić uwagę chłopaka.
— To mój przyjaciel. Mam prawo wiedzieć! — zawołał dziwnie wysokim tonem Ron.
Harry spojrzał na Draco niepewnie i już miał odpowiedzieć, ale Pansy go ubiegła.
— Oh, na Salazara! Potter jest gejem, Weasley. Tak samo jak Draco. Wreszcie poszli po rozum do głowy i przestali udawać jak to bardzo się nienawidzą, tylko po to, żeby potarzać się trochę po podłodze. Teraz dla odmiany się całują i…
— Wystarczy! — przerwał jej z lekką paniką Ron. — Czy to prawda, Harry?
Harry wzruszył ramionami lekko zawstydzony.
— W zasadzie… to tak — przyznał, czując się z tym może nieco dziwnie, ale i niespodziewanie przyjemnie.
— Na Merlina! — wykrzyknął Ron i wszyscy zamarli, spodziewając się wybuchu ze strony Gryfona. Ron jednak zaskoczył wszystkich niewielkim uśmiechem. — Wreszcie to do ciebie dotarło. Szkoda tylko, że musi to być Malfoy…
— Licz się ze słowami, Wiewiór — warknął urażony Draco.
— On nie miał niczego złego na myśli. — Harry stanął w obronie Rona, rozkoszując się ulgą, że nowe wiadomości nie doprowadziły przyjaciela do apopleksji.
— Jasne — mruknął pod nosem Draco, ale nie wdawał się w dyskusję.
— Chyba zasłużyłam na Nutellę — zagaiła tymczasem Pansy, trzepocząc rzęsami w stronę Rona. — W końcu wszystko wyjaśniłam.
— Wszystko samo się wyjaśniło — sprostował Blaise, na co Pansy posłała mu gniewne spojrzenie.
— Nutella zostanie na deser. Teraz trzeba ratować Święta — oświadczył Ron, rumieniąc się, pewnie na myśl tego, co może wydarzyć się później. — Ile mamy czasu?
— Teoretycznie Aberfortho-Albuso-Gilderoyo Lockhart odwoła święta jutro rano — odparł Harry.
— Biorąc pod uwagę, że jest już właściwie wieczór, nie mamy zbyt wiele czasu — zauważył Blaise.
— Nie zdołamy też sprowadzić prawdziwego Dumbledore’a. Nawet nie wiemy, gdzie dokładnie go szukać — dodała Hermiona.
— Dość tego gadania — zirytował się Draco. — Po prostu przekonajmy Lockharta, żeby nie odwoływał świąt. Jak na razie mieliśmy dość sporą siłę perswazji.
— Raczej moje grynszpanowe buty — zauważył z goryczą Blaise.
— Właśnie. Na pewno znajdzie się coś jeszcze, co przemówi mu do gustu… — wyszczerzył się do niego Draco.
— Uprzedzam, że jeśli wspomnisz o moim palisandrowym komplecie, nie będę się do ciebie odzywał do końca życia.
— Jest na ciebie za duży przynajmniej o rozmiar — wtrąciła Pansy.
— Pansy, nawet ty przeciwko mnie?! — zawołał Blaise zranionym głosem, chwytając się dramatycznym gestem za serce.
— Musimy uratować święta — odparła. — Bez świąt będzie znacznie mniej czekolady.
— Mam bezdusznych przyjaciół — jęknął Blaise.
— Och, po prostu już chodźmy. Może uda nam się go gdzieś jeszcze złapać — zarządził Harry i przyciągnął Draco do siebie, by owinąć ich peleryną i przy okazji musnąć ustami jego szyję, na co chłopak mruknął z aprobatą.

~*~


Jak się okazało, znalezienie Lockharta było łatwiejsze niż przypuszczali. Przechadzał się po korytarzu i w każdym możliwym lustrze, jakie znalazł, oglądał swoje nowe buty.
— Mamy cię! — zakrzyknął radośnie Ron, kiedy zbliżyli się dostatecznie blisko, by udaremnić fałszywemu Dumbledore’owi ucieczkę.
— Och nie, to znowu wy? — jęknął Lockhart.
— Mamy jeszcze jedną sprawę do załatwienia — oświadczył Blaise.
— Nie możecie jej załatwić z dala ode mnie?
— Do załatwienia z tobą — uściśliła Pansy.
— Wspaniale — mruknął z ironią fałszywy dyrektor.
— Jesteśmy zmuszeni nalegać, żebyś nie odwoływał świąt — zakomunikował Harry. — Ani nie rzucał na Hogwart żadnych podejrzanych czarów.
Draco przewrócił oczami na taką bezpośredniość. Należało zacząć od negocjacji.
— Ha, a cóż ja z tego będę miał?! — Lockhart obdarzył ich krzywym uśmiechem.
No właśnie.
— Jedyny w swoim rodzaju kolekcjonerski komplet: kurtka oraz spodnie ze smoczej skóry od Alexandra McQueena — wyrecytował szybko Draco, na co Blaise nieco przybladł i obdarzył przyjaciela zranionym spojrzeniem.
— Dlaczego niby… — zaczął Lockhart, ale Pansy natychmiast mu przerwała.
— W całej Anglii sprzedano zaledwie siedem takich kompletów. I tylko jeden w kolorze palisandrowym.
— Och — zdołał jedynie wyartykułować Lockhart.
Blaise skierował teraz pełen wyrzutu wzrok na przyjaciółkę.
— Dokładnie — przyznał Draco. — A zatem wróć teraz do siebie i przemyśl sobie, czy warto odwoływać święta w obliczu takiej propozycji.
— Zaraz, ale skąd wy w ogóle wiecie, że zamierzam odwołać święta?! — Lockhart spojrzał na nich podejrzliwie.
— Zakomunikowałeś nam to, wybiegając z gabinetu dyrektora — oświadczyła Hermiona, na co Pansy uniosła jedną brew i spojrzała na Hermionę z uznaniem. Punkt za refleks.
— Ja? — zdziwił się Lockhart.
— Rozumiem, że nie jesteś zainteresowany naszą propozycją — zapytał Draco, udając zniecierpliwienie.
— Ale…
— Za chwilę oferta będzie dotyczyła jedynie kurtki… — Draco był nieugięty, a na twarzy Blaise’a pojawiła się nadzieja.
— W porządku, w porządku! — zawołał jednak pośpiesznie Lockhart.
Ha, tak się robiło interesy.
— Dajcie mi komplet, a ja zostawię wam wasze beznadziejne święta.
— Nie tak prędko! — ostudziła jego zapędy Hermiona. — Poczekamy na jutrzejsze śniadanie i zobaczymy, co się wydarzy.
— Skąd mam wiedzieć, że w ogóle jesteście w posiadaniu tego kompletu? — Lockhart znów zrobił się podejrzliwy.
— Jesteśmy Gryfonami — zaczął Harry, na co Draco lekko się zakrztusił. — Zawieramy tylko uczciwe umowy. Masz moje słowo.
— Tylko Gryfoni mogą proponować coś tak głupiego — prychnął Lockhart. — Nikomu nie należy wierzyć na słowo.
— Pans, skocz razem z Blaisem po dowód rzeczowy — zarządził Draco.
Pansy ujęła Blaisa pod ramię i pociągnęła go w stronę schodów.
— Daj nam pięć minut.
Kiedy Ślizgoni wrócili z rzeczonym kompletem, Pansy z triumfującą miną, a Blaise ze spojrzeniem, jakby ktoś właśnie wydzierał mu kawałek duszy, Lockhartowi zaświeciły się oczy.
— Jest niesamowity… — wyszeptał nabożnie.
— Oczywiście! — oświadczył Blaise, unosząc dumnie głowę.
— Największe gówno, jakie kiedykolwiek Blaise sobie kupił — wyszeptał Draco wprost do ucha Harry’ego, który właśnie usiłował przyswoić sobie, jak wygląda kolor palisandrowy. Bycie homoseksualistą było bardzo skomplikowane.
Lockhart wyciągnął ręce w stronę ubrań, ale Pansy szybko schowała je za siebie.
— Weźcie sobie swoje święta. Mogę nawet zorganizować wam dodatkowe! — oświadczył Lockhart nagle niesamowicie ożywiony.
— Chwilunia. — Ron wysunął się naprzód grupy i założył ręce na piersi. — Przecież nikomu nie należy wierzyć na słowo!
Pansy spojrzała na Gryfona z zachwytem i przysunęła się do niego, niby przypadkiem lekko muskając go ramieniem.
— Dokładnie — poparła Rona. — Dlatego, jeśli jutro nie odwołasz świąt dostaniesz od nas spodnie. Po kurtkę będziesz mógł się zgłosić dopiero po świętach.
— Ale…
— Radzę przyjąć ofertę, bo za chwilę może się zdezaktualizować — przerwał mu Draco, kładąc rękę na ramieniu Blaise’a. — Dla mojego przyjaciela to wyjątkowo cenna rzecz, więc lepiej nie kusić go, by zmienił zdanie.
— Jakbym w ogóle miał coś do powiedzenia — mruknął niemal bezgłośnie Blaise.
— Kupię ci nowy — odszepnął mu Draco. — Teraz na topie jest morengo.
— W porządku — zgodził się niechętnie Lockhart. — Oczekuję was jutro po śniadaniu w swoim gabinecie razem ze spodniami. Jeśli nie zjawicie się do południa, jeszcze przy obiedzie święta zostaną odwołane.
— Będziemy na pewno. A teraz na nas już czas — oświadczył Harry i gestem pokazał Brygadzie, by ruszyli za nim. Nie było sensu dłużej stać na korytarzu i narażać się na zobaczenie przez ich przeszłe „ja”. Trzeba było się ukryć.
Grupka ruszyła posłusznie, zostawiając Lockharta samemu sobie, żegnającego ich tęsknym spojrzeniem utkwionym w palisandrowym komplecie.
— Chyba nam się udało! — oświadczył radośnie Harry.
— Okaże się jutro — odparł Draco.
— Nie bądź takim pesymistą! — roześmiał się Harry i objął Draco w pasie.
— To okropne — westchnął pod nosem Ron, jednak mimo próby udawania zdegustowania, jego oczy się śmiały.
— Może teraz zajęlibyśmy się tą Nutellą, Weasley? — zaproponowała Pansy.
Ron zaczerwienił się po koniuszki uszu, ale głębiej schował słoik w kieszeni szaty.
— Myślę, że… święta to doskonały czas, by…eee… się tym zająć.
Pansy zmrużyła oczy.
— W porządku. Przemyślisz zatem, jaki prezent gwiazdkowy sprawiłby ci największą przyjemność, a ja w zamian za Nutellę postaram się go zrealizować.
— Idealnie — wykrztusił Ron jeszcze bardziej czerwony niż przed chwilą.
— Chyba powinniśmy się rozejść — zasugerował Harry. — Nasze zadanie zostało wykonane.
— Mój ukochany komplet… — jęknął boleśnie Blaise.
— W tym roku na topie jest Christian Lacroix — pocieszył go Draco, kiedy Harry owijał go peleryną. Dostaniesz ode mnie w prezencie dowolny model z jego kolekcji.
— Harry, zaczekaj! — zawołała Hermiona, ale chłopcy już zniknęli.
Chwilę później ekipa rozdzieliła się. Pansy ruszyła z Blaisem do lochów, usiłując pocieszyć go wizjami nowej garderoby, którą razem z Draco sprawią mu w Londynie. Zaś Hermiona początkowo usiłowała jeszcze wołać Harry’ego, ale najwyraźniej chłopcy byli już byt zajęci sobą, by ją usłyszeć, więc razem z Ronem udała się do wieży.

~*~


— Poczekaj, Draco, zdaje się, że Hermiona mnie wołała.
— To na pewno nic, co nie może trochę poczekać — oświadczył Draco i pociągnął Harry’ego za sobą.
— A jest coś, co nie może czekać? — zapytał lekko uwodzicielskim tonem Harry.
— Owszem — odparł Draco z szelmowskim uśmiechem.
— Dokąd idziemy?
— Zobaczysz. Mam nadzieję, że nikogo teraz tam nie ma.
Dwie kondygnacje schodów i kilkanaście zakrętów dalej stanęli przed obrazem przedstawiającym parę w miłosnym uścisku, dość przyzwoitym należy dodać. Harry mógłby przysiąc, że nigdy wcześniej nie widział tego portretu.
Si, sine amore iocisque nil est iucundum, vivas in amore iocisque * — wyrecytował tymczasem Draco i leżąca na ozdobnym łożu para odskoczyła od siebie, naciągając wyżej kołdrę.
— Myślałem, że każecie zanudzić się nam na śmierć, tak dawno nikogo tu nie było — oświadczył mężczyzna z obrazu.
— Orfeuszu, nie strofuj młodzieńców, jeszcze ich zniechęcisz — odparła dama i portret przesunął się z cichym kliknięciem, ukazując wejście do nieznanej komnaty.
Si sine amore ioco? — zapytał zdezorientowany Harry.
Amore iocisque nil est iucundum, vivas in amore iocisque. Takie tam przysłowie — odparł Draco, przechodząc przez otwór w ścianie. — Idziesz?
— Tylko Ślizgoni mogą wymyślić tak skomplikowane hasło!
— Za to jakie hasło! — Draco dumnie wypiął pierś i Harry był już pewny, kto był jego autorem.
— Powiesz mi, co ono znaczy?
— Nawet lepiej: pokażę ci — zamruczał Draco wprost do ucha Harry’ego, wywołując u Gryfona dreszcz przyjemności.
Wejście zamknęło się za nimi, a oczom Harry’ego ukazała się przestronna komnata oświetlona przytulnym światłem dużego kominka, ogromnym łożem i kilkoma fotelami oraz sofą.
— Co to za miejsce? — zapytał Harry, czując, że tak naprawdę zna odpowiedź.
— Idealne na potajemne schadzki. Kiedy jest zajęte Orfeusz i Eurydyka nie otworzą przejścia, nawet jeśli ktoś zna hasło, dzięki czemu można czuć się tu najzupełniej bezpiecznie.
— I jak zamierzamy to wykorzystać? — zamruczał Harry.
— Doskonałe pytanie — odparł Draco i pociągnął Harry’ego w stronę łóżka.

Po raz pierwszy zaczęli się całować powoli i delikatnie, jakby bardziej świadomie, chcąc chłonąć każdą chwilę, każdy dotyk i każde nowe doznanie. Udowadniając sobie, że z czarem czy bez niego wciąż siebie pragną. Harry wsunął dłonie pod szaty Draco, czując jak ciało chłopaka drży pod jego dotykiem. Mógłby go głaskać godzinami, jego skóra była tak gładka, niemal aksamitna. Jakby stworzona do dotykania. Draco delikatnie wplótł palce w, jak zawsze potargane, włosy Harry’ego i musnął ustami jego szyję.
— Dlaczego tak długo na to czekaliśmy? — zapytał Harry’ego lekko zachrypniętym głosem.
— Nie mam pojęcia — odparł Harry, czując, że jego oczy powoli zachodzą mgłą.
.
~*~


Parę godzin później Harry’ego obudziło dziwne uczucie, że ktoś przewierca go wzrokiem na wylot. Kiedy otworzył oczy, zobaczył rozmazaną sylwetkę jasnowłosego chłopaka, podpierającego się na łokciu.
— Wreszcie się obudziłeś! — przywitał go cień głosem Draco, podając mu okulary.
— To nie był sen… — skonstatował Harry z nutą rozmarzenia, przeciągając się na łóżku.
— Nie, zapewniam cię, że nie, o ile masz na myśli to, co działo się tu wieczorem. Wystarczająco dawno temu, żeby znów to powtórzyć. Ile mamy czasu?
— Czasu? — zapytał wciąż sennie Harry.
— No kiedy musimy wracać do przyszłości — wyjaśnił Draco, jednocześnie wsuwając rękę pod kołdrę i zaczynając pieścić Harry’ego.
— Ach to… — odparł Harry i nagle gwałtownie usiadł na łóżku.
— Zrobiłem coś nie tak? — zapytał zdezorientowany Draco, cofając rękę.
— Nie. Tak. To znaczy… Nie wiem, kiedy mamy wracać — oświadczył Harry, czując, że oblewa go zimny pot.
— Jak to nie wiesz? — Draco również usiadł i spojrzał na niego jak na kosmitę.
— No nie wiem — powtórzył z paniką Harry, dopiero teraz uświadamiając sobie ogrom swojej niewiedzy.
— Gryfoni są załamujący — jęknął Draco. — Mówiłeś, że używałeś już tego wcześniej.
— Użyliśmy zmieniacza czasu tylko jeden raz i zmieniliśmy tylko jedną rzecz. No dobra, dwie. Niemniej nie miało to żadnego wpływu na resztę osób i świata. A teraz… Jeśli fałszywy Dumbledore nie odwoła świąt i nie potraktuje nas dziwacznym czarem…Nic z tego, o czym wiemy, że dotąd się wydarzyło, się nie wydarzy. A to znaczy… — Harry czuł, że robi mu się coraz bardziej gorąco. — To znaczy, że nigdy nie znajdziemy się w mugolskim Londynie i nie użyjemy zmieniacza czasu. Czyli…
— Na Salazara, czy Gryfoni kiedykolwiek myślą zanim coś zrobią?
Harry nerwowo poprawił okulary i przyjął obronną pozycję.
— Cóż, to nie jest nasza najmocniejsza strona — przyznał.
— Czyli, reasumując, nie masz pojęcia, co teraz powinniśmy zrobić?
Harry w zakłopotaniu pokręcił głową. Nagle jego twarz rozjaśnił uśmiech.
— Musimy poszukać Hermiony, ona na pewno będzie wiedzieć, co zrobić!
— Ty i Weasley — prychnął Draco. — Co byście zrobili bez Panny Wiem To Wszystko?!
— Chodźmy, nie mamy czasu do stracenia!

~*~


Tymczasem po drugiej stronie obrazu Hermiona i Ron pertraktowali z Orfeuszem i Eurydyką.
— Musicie nas wpuścić.
Eurydyka założyła ręce na piersi i zrobiła srogą miną. Orfeusz nakrył się kołdrą i udawał, że śpi.
— Po pierwsze, nie znacie hasła.
— To wyjątkowa sytuacja! — zawołała Hermiona.
— O, nie wątpię. Każda para, która tu dociera właśnie tak twierdzi. — Dama z obrazu przybrała mentorską minę. — Czasem jednak trzeba umieć zapanować nad namiętnościami, panienko.
Hermiona spłonęła rumieńcem.
— To nie jest tak, jak myślisz — zaprzeczyła.
— Kochana, ten tekst został spalony jeszcze w poprzednim tysiącleciu — mruknął spod kołdry Orfeusz.
— O co właściwie chodzi? — zapytał zdezorientowany Ron.
— Nie zauważyłeś tego napisu nad komnatą? To pokój schadzek — wyjaśniła Hermiona szeptem.
— Nie jesteśmy parą! — zaperzył się Ron, odwracając twarz w stronę portretu, po czym nagle jakby sobie coś sobie uświadomił i cofnął się o krok. — Właściwie, Hermiono, nie jestem pewien, czy chcę widzieć, co dzieje się w środku…
— Ron, zapomniałeś już, dlaczego tu jesteśmy?! To ważne. Harry najwyraźniej nie wie, jakie będą konsekwencje tego, co właśnie zrobiliśmy.
— Konsekwencje mogą być brzemienne — odezwał się ponownie Orfeusz.
— Och, na Merlina! — zniecierpliwiła się Hermiona. — W środku są nasi przyjaciele…
— Tym bardziej nie godzi się przeszkadzać przyjaciołom, moja droga — pouczyła ją Eurydyka.
— Przyjaciele? — powtórzył z niedowierzaniem Ron, na co Hermiona przewróciła oczami ze zniecierpliwieniem. Nie mieli teraz na to czasu!
— Czy w takim razie możesz chociaż przekazać im wiadomość, że musimy się pilnie z nimi zobaczyć? — zapytała Hermiona z trudem panując nad złością.
— Nie będę przeszkadzać kochankom. Co to, to nie.
— Jeśli nic nie zrobisz, to właśnie ty przeszkodzisz im prawdopodobnie na zawsze.
— Mówisz zagadkami, moja panno. — Teraz Eurydyka wyglądała na niemal obrażoną.
— Mam do przekazania Harry’emu i Draco bardzo ważną informację, wymagającą szybkiej interwencji i jeśli…
W tym momencie obraz odsunął się i w przejściu ukazali się nieco rozczochrani i raczej wyglądający na zdenerwowanych Harry i Draco.
— Hermiona?!
— Granger?!
— Dzięki Merlinowi! — zawołała Hermiona.
— Że są ubrani… — dodał pod nosem Ron, na co dziewczyna wbiła mu łokieć pod żebra.
— Harry, nigdzie nie mogliśmy znaleźć Mapy Huncwotów. Już bałam się, że masz ją ze sobą. Całe szczęście, że w końcu ją znalazłam. Czy wiesz, co zaraz się wydarzy?
— A która godzina?
— Dochodzi piąta rano.
— Dumbledore nie odwoła świąt?
— Dokładnie.
— Ty wiesz, gdzie teraz powinniśmy wrócić, prawda? — zapytał z nadzieją Harry, czując, że odpowiedź wcale mu się nie spodoba.
— I tu właśnie mamy problem — odparła Hermiona ze zmartwioną miną i rozejrzała się nerwowo dookoła. — Słuchajcie, może wejdziemy do środka. Nie chciałabym, żeby ktoś nas podsłuchał.
— Granger ma rację. Wejdźmy do środka — powiedział Draco. — Si, sine amore iocisque nil est iucundum, vivas in amore iocisque.
— Och, szykuje się nam mała orgia! — Orfeusz nagle ożywiony usiadł na łóżku.
— Doprawdy, Orfeuszu, czasami masz fatalne poczucie humoru — zbeształa go Eurydyka, po czym obraz ponownie ukazał wejście do komnaty.



*Jeśli nie uznajesz żadnej przyjemności prócz miłosnych igraszek, to żyj wśród miłosnych igraszekHoracy;

CDN
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez MargotX » 8 sty 2015, o 20:51

Oooch, wiem, że jeszcze C.D.N. przed nami, ale muszę tu swoje trzy grosze wtrącić. Jest cudnie, po prostu cudnie. :D Najpierw scenka z kolejną fazą negocjacji z Lockhartem - równie fantastyczna jak ta wcześniejsza z grynszpanowymi butami (swoją drogą, musiałam sobie ten palisandrowy wyguglować, bo gdzieś tam, coś tam, mi świtało, ale nie bardzo byłam pewna, o jaki kolor właściwie chodzi). Reakcja Rona też bezcenna. No i biedny Blaise, znów postawiony pod ścianą, z perspektywą ograbienia z kolejnej partii ubrania i bez możliwości protestu (swoją drogą, w ostatecznym rozrachunku wcale chyba tak źle na tym handlu jego własnością nie wyjdzie, choć to się okaże w końcówce fety). ;)
Pomysł z pokojem schadzek nieco mniej przypadł mi do gustu, no bo przecież istnieje Pokój Życzeń, który przeróżnym celom służy, więc mógłby być z powodzeniem wykorzystany również w tym celu. Choć z drugiej strony, dopiero teraz jak piszę komentarz, kliknęło mi, że pokój życzeń mógłby nie zapewnić aż takiego bezpieczeństwa i dyskrecji osobom w nim przebywającym, bo niewykluczone, że ktoś inny znalazłby się tam nieproszony i na dodatek w najmniej odpowiednim momencie. Hi hi, świetnych strażników, tak swoją drogą tam umieściłaś, do tego łacińskie hasło, autorstwa Draco rzecz jasna :oczy: - miodzio.

Sama nie wiem czy cieszyć się czy nieco marudzić, że Ron okazuje się tak, hmm, odporny na wdzięki Pansy i prowadzi z nią coś w rodzaju gry wstępnej (nazwijmy to tak z braku lepszego słowa, bo w wykonaniu Weasleya ten etap wypada dość topornie), mam nadzieję poczytać jeszcze co nieco o dalszym etapie tych swoistych negocjacji ;)

Tak czy inaczej, Dai, bardzo się cieszę, że zakończenie fety jest Twoim udziałem. Będzie świetną klamrą spinającą całość, bo przecież początek również należał do Ciebie. Czekam na ostateczne the end i pozdrawiam cieplutko.

P.S. Jeśli wskoczyłam ze swoim komentarzem jak śliwka w kompot i chcesz, żeby Twój odcinek był w nieprzerwanym ciągu, po prostu go wyrzuć, a ja tylko na końcu wkleję słowo "dziękuję" i spokój. ;)
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez daimon » 8 sty 2015, o 23:54



Margot! Bardzo, bardzo dziękuję Ci za komentarz! W życiu bym go nie usunęła. Dla mnie zawsze wszystkie są bardzo cenne i uwielbiam je czytać. A ponieważ zakończenie zajęło mi (mimowolnie) kilkanaście stron to i tak podzieliłam je na dwa odcinki (nasza feta zwykle miała po 3-5 str), więc żadnego chaosu on nie wprowadza. A z Pokojem Schadzek i Życzeń jest dokładnie tak, jak mówisz, chodziło mi o coś jeszcze bardziej dyskretnego, a z drugiej strony prostszego, bo służącego tylko jednemu celowi. Ponadto każda z nas (autorek poszczególnych odcinków) chyba jednak niestety zakładała, że akcja dzieje się w innym momencie kanonu, więc nawet nie byłam pewna, czy Pokój Życzeń jeszcze istnieje czy nie.

Cóż, nie będę już jakoś specjalnie przedłużać. Przed Wami ostatnia już część naszej fety. Mam nadzieję, że Was nie zawiedzie. Pozostałym Autorkom dziękuję za możliwość zabawy, a także wszystkim komentującym i głosującym na poszczególne opcje. A teraz już - miłego czytania!

Betowała, oczywiście, Aevenien :*



Ze specjalnym podziękowaniem dla Aev, za wszystkie dyskusje, śmiechy i wymiany myśli, bo gdyby nie ona, ten odcinek chyba wcale by nie powstał.




ODCINEK IX
Powrót do przyszłości



— Po prostu przestaniemy istnieć… — powtórzył Harry, patrząc przed siebie niewidzącym wzrokiem.
— Potter, przestań to wreszcie powtarzać! — warknął Draco z nagłą wrogością. Harry był jednak zbyt wstrząśnięty, by zwrócić na to uwagę.
— Czyli technicznie rzecz biorąc po nie-odwołaniu Świąt ja i Draco nigdy… — Harry zwiesił głos, a Hermiona pokiwała głową ze smutkiem.
— Dlatego właśnie nie można ingerować w przeszłość. Zbyt wiele się zmienia. Ponieważ nie macie dokąd wrócić w przyszłości, obecny Harry i Draco nigdy nie dowiedzą się o tym, co wy dwaj robiliście lub czuliście do siebie, bo to się po prostu nie wydarzy. Zmieniacz czasu musiał być zabezpieczony przed takimi sytuacjami, bo inaczej świat wypełniłby się niezliczonymi klonami podróżników w czasie. Jeśli teraz chcielibyście podróżować do przyszłości, znaleźlibyście się prawdopodobnie w zupełnie innym miejscu niż to, z którego wyruszyliście. Na dodatek poprzedni Draco i Harry wcale nie użyliby zmieniacza, bo nie mieliby ku temu powodu, a zatem w przyszłości istniałaby już was czwórka. Co jeśli zechcielibyście powtarzać czynność w nieskończoność?
— Tysiące Potterów i Malfoyów… Świat z pewnością by tego nie wytrzymał — mruknął Ron, na co Hermiona posłała mu ostrzegawcze spojrzenie.
— Dlatego właśnie w momencie, w którym przyszłość podróżujących w czasie zmieni się na tyle, że nie będą mieli już punktu powrotnego, oni sami po prostu przestają istnieć, a zmieniacz na zasadzie czaru nawigacji wraca do swojej poprzedniej lokalizacji — dokończyła.
— Zaplanowałeś to, Potter, prawda? — zapytał Draco ostrym tonem.
Harry spojrzał na chłopaka, ale na jego twarzy zastygła dobrze znana, znienawidzona przez niego maska.
— Nie mów tak, Draco, proszę. — Harry poczuł się zraniony niesprawiedliwymi słowami. — Przecież razem doszliśmy do wniosku, że trzeba ratować Hogwart.
— Tylko że ja miałem na myśli powrót do zamku i przemówienie wszystkim do rozsądku, ewentualnie jakieś antidotum na głupotę. To ty wymyśliłeś zmieniacz czasu i sprawienie, żeby nic z tego, co miało już miejsce, się nie wydarzyło.
— Nie miałem na myśli nas! — zawołał Harry. — Myślałem, że będzie tak, jak poprzednio, kiedy ratowaliśmy Syriusza. Że będę wszystko pamiętał. Zawsze.
— Daruj sobie — prychnął Draco i Harry spróbował go objąć i przyciągnąć do siebie, ale chłopak zesztywniał i odsunął się od niego.
— Och, przestańcie! — zawołała Hermiona. — Tracimy tylko czas. Do momentu, w którym Lockhart nie odwoła świąt zostały jakieś trzy godziny. Wtedy prawdopodobnie wszystko się zmieni.
— Zawsze możemy go przekonać, żeby jednak odwołał święta — zaproponował Ron.
Hermiona jednak pokręciła głową.
— To zbyt ryzykowne. Możemy go nie przekonać, a mamy za mało czasu na pomyłki.
— Masz jakiś pomysł, Hermiono? — zapytał z nadzieją Harry. Nie mógł teraz stracić Draco. — Jestem gotowy na wszystko.
— Gryfoni — mruknął pogardliwie Draco, ale jego oczy rozjaśnił cień uśmiechu i Harry znów zaczął wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Musi.
Hermiona wzięła głęboki wdech.
— Szkoda, że tyle czasu straciłam na szukanie was na tej cholernej mapie i że ukryliście się w nieznanej mi komnacie. Teraz musimy się bardzo pośpieszyć, ale chyba nie wszystko stracone.
— Wyduś to z siebie wreszcie — ponaglił ją Draco.
— Musimy przekonać wasze obecne ja, że powinni zacząć się ze sobą spotykać.
Ron zakrztusił się kaszlem. Najwyraźniej dotąd nie wiedział, co wymyśliła przyjaciółka.
— To jest twój plan, Granger? — zapytał z politowaniem Draco. — Przecież ja nienawidzę Pottera.
Harry posłał mu zranione spojrzenie, na co Draco nonszalancko wzruszył ramionami.
— Tamten ja — poprawił się jednak. — A przynajmniej tak mu się wydaje.
— Ja też nie przepadam za Malfoyem — przyznał niechętnie Harry.
— Dlatego musimy to zmienić. Poprzednia przyszłość pokazała, że nie jest to takie trudne…
— Byliśmy pod wpływem czaru — przypomniał jej Harry.
— Ale nie był to Imperius. Jedynie czar wyzwalający wasze instynkty i popędy.
— Niedobrze mi — jęknął Ron.
— Ron, nie pomagasz! — ofuknęła go Hermiona, na co Gryfon przybrał skruszoną minę. — Ten potencjał wciąż w was tkwi. Trzeba mu tylko trochę pomóc.
— Ale jak? — zmartwił się Harry. — Chcesz na nas rzucić podobne zaklęcie?
— Nie. Myślałam o bardziej naturalnych metodach.
— Najprościej byłoby po prostu do nich pójść i wszystko im teraz wytłumaczyć — zauważył Harry.
— Wiesz, że nie możecie tego zrobić. To jedna z głównych zasad zmieniacza.
— Wiem — przyznał ze smutkiem. — Co proponujesz?
— Wy nie możecie tego zrobić, ale mogę zrobić to ja i Ron. A także Pansy oraz Blaise. Bo my będziemy pamiętać, co się wydarzyło. Dzięki wam.
— Chyba nie nadążam za tobą, Granger — przyznał niechętnie Draco.
— To proste.
Harry wymienił spojrzenia z Ronem. Dla Hermiony zawsze wszystko było proste.
— Dla nas wszystkich święta nigdy nie zostaną odwołane i nie wydarzy się nic dziwnego. Niemniej wiemy o tym, co mogło by się wydarzyć i co technicznie właściwie już się wydarzyło, tylko że to zmieniliśmy. Wiemy o tym dzięki waszej podróży w czasie i waszej opowieści o tym. Poza tym spotkaliśmy się wami, czyli Harrym i Draco z przyszłości, widzimy was oraz to jak się zachowujecie, jak się traktujecie i to już jest nasza teraźniejszość. My nigdy tego nie zapomnimy, mimo że wy przestaniecie istnieć. I mimo że Lockhart nie odwoła świąt.
— Chyba rozumiem — odparł powoli Harry. — Ale nadal nie mamy pomysłu na to, jak sprawić, żeby obecni Harry i Draco dzięki temu się polubili. Albo raczej przyznali, że coś do siebie czują.
— Ja spróbuję cię przekonać, Harry. A Pansy może przekonać Draco.
— I myślisz, że to będzie takie proste, Granger? — zapytał z powątpiewaniem Draco.
— Wiem, że to będzie trudne — przyznała.
— Cholernie trudne — dodał Ron, a widząc spojrzenia przyjaciół dodał obronnym tonem. — No co, sami wiecie, jak jest, kiedy Harry sobie coś wkręci!
Draco parsknął.
— Bardzo śmieszne — mruknął Harry.
— To będzie trudne, ale moim zdaniem nie niewykonalne. Kropla drąży skałę. Może wszystko potoczy się trochę wolniej, ale jestem pewna, że w końcu się uda.
Chociaż Harry nie był do końca przekonany, czuł się nieco spokojniejszy. Wiedział, że cokolwiek się nie wydarzy, przyjaciele będą przy nim i nie pozwolą mu, żeby zmarnował szansę. Nawet, jeśli będzie mu się wydawać, że to wbrew niemu.
— Poza tym chciałabym się jeszcze zabezpieczyć — dodała jednak jeszcze Hermiona.
— Bardzo słuszna decyzja — skomentował Draco i Harry wiedział, że i Ślizgon poczuł się nieco uspokojony, skoro zaczyna żartować. — To koronna zasada wszelkich stosunków.
— Malfoy! — zawołała oburzona Hermiona. — Staram się wam pomóc!
— Mów, co wymyśliłaś, Miono — zachęcił ją Harry.
— Wspomnienia.
— Zawsze z nią tak macie? — zapytał Draco. — Gada samymi zagadkami.
Ron zachichotał, po czym nagle jakby zdał sobie sprawę, że właśnie śmieje się z żartu Ślizgona i zamilkł gwałtownie.
— Chyba wiem, co masz na myśli — odparł jednak Harry. — Chcesz od nas zabrać i przechować nasze obecne wspomnienia z wszystkiego, co wydarzyło się w przyszłości. Czyli dla Draco i Harry’ego z teraźniejszości, wszystkiego, co mogłoby się wydarzyć…
— Dokładnie — przyznała. — A przynajmniej wszystkich najważniejszych dla waszej dwójki chwil. Dlatego mamy naprawdę mało czasu.
— Myślisz, że wspomnienia nie znikną razem z nami?
— Nie mam pewności, ale warto spróbować, prawda? Poszukałam też paru czarów utrwalających…

~*~


Tuż przed świtem Harry i Draco zostali ponownie sami. Wcześniej jednak zabezpieczyli w przyniesionych przez Hermionę fiolkach wszystkie najważniejsze wspomnienia, a Draco udał się jeszcze do lochów, aby odbyć rozmowę z Pansy i Blaisem. Teraz ich przyszłość spoczywała w rękach ich przyjaciół, a oni mogli już tylko czekać.
Leżeli wyłożeni na ogromnym łożu i wpatrywali się w blask kominka.
— Myślisz, że im się uda? — zagadnął Harry, bezwiednie błądząc ręką po ramieniu Draco.
— Komu, Granger i Pansy? — Zapytał Draco i przewrócił się na bok, by spojrzeć na Harry’ego. — Nie wiem. Zwykle to ja mówię innym, co mają myśleć, a nie na odwrót.
Harry sposępniał.
— Ciebie chyba też nie najłatwiej przekonać, co? — Draco wsunął dłoń we włosy Harry’ego i zburzył je pieszczotliwie.
— Wcale mnie nie pocieszasz — mruknął Harry.
— Musiałeś jednak już wcześniej o mnie myśleć… — Zaczął poważnie Draco, ale jego oczy błysnęły figlarnym blaskiem. — Na twoim miejscu myślałbym o sobie cały czas.
Harry zachichotał.
— Oczywiście. Nawet częściej. Zupełnie jak ty o mnie.
— To zupełnie inna sprawa! — Draco udał poważnego.
— Tak, tak. Pewnie — odparł Harry i zbliżył twarz do Draco tak blisko, że ich usta niemal się stykały, po czym wymruczał zmienionym tonem: — Wiesz, zanim wszystko to się wydarzyło miałem te sny…
— Jakie sny? — zapytał Draco na bezdechu, czując jak oddech Harry’ego łaskocze mu skórę i niemal odbiera możliwość racjonalnego myślenia.
— Pokażę ci — wyszeptał Harry i przyciągnął Draco do głębokiego pocałunku.
Kiedy pierwsze promienie zimowego słońca wpadły do Komnaty Schadzek, oświetliły dogasający kominek i puste łoże, zatrzymując się w załamaniach rozrzuconej w nieładzie atłasowej pościeli.

~*~


Harry uznał, że ciepły posiłek to naprawdę dobry pomysł. Mimo gorącego prysznica i ubrania najcieplejszych szat wciąż czuł się przemarznięty do szpiku. Poza tym miał nadzieję, że mocna kawa rozprawi się wreszcie z niepokojącym wrażeniem, jakie pozostało po dziwnym śnie. Niby nie było w nim nic nadzwyczajnego, z pewnością był o wiele lepszy niż spora część, którą Harry miał nieprzyjemność do tej pory śnić, niemniej coś nieuchwytnego nie dawało mu spokoju i nie mógł przestać o tym myśleć.
Ron z przejęciem rozmawiał o czymś z Hermioną, zapewne opowiadał kolejną wersję straszliwych wydarzeń w ich dormitorium, które nieomal przypłacili życiem i Harry postanowił udać się w stronę Wielkiej Sali i tam poczekać na przyjaciół, a po drodze raz jeszcze wszystko sobie przemyśleć. Był już prawie na samym dole, kiedy ostatnie schody postanowiły spłatać mu figla i zamiast do holu przemieścić go gdzieś w bok. Na domiar złego zatrzęsły się i nieomal „wypluły” go na piętro, tak że stracił równowagę i wpadł na coś ciepłego i miękkiego. A raczej na kogoś.
— Malfoy?! — zawołał, odskakując. Kiedy nerwowo poprawiał okulary miał dziwaczne poczucie déjà vu.
— Bystry nawet o poranku — skwitował Malfoy, wygładzając nieistniejące zagięcie na swojej szacie.
— Co tu jest grane? — zapytał Harry, spoglądając spode łba na Ślizgona.
— Ktoś zaczarował te cholerne schody, to chyba oczywiste? — odparł zgryźliwie chłopak.
Ktoś? — wyraził swoje powątpiewanie Harry, posyłając Malfoyowi wymowne spojrzenie i zakładając ręce na piersi.
— Na pewno nie ja, nie patrz tak na mnie. Nie sądzisz chyba, że stałem tu i czekałem, aż wpadniesz mi w ramiona?
Właściwie, dlaczego nie...? Harry po raz kolejny się wzdrygnął. Co się z nim, na Merlina, działo?!
— Na pewno coś knujesz! — odparł jednak.
— O tak, knuję coś bardzo niedobrego… — zaśmiał się Ślizgon, a jego szare oczy błysnęły niepokojącym blaskiem, kiedy spotkały oczy Harry’ego. — Chodź.
— Słucham? — Harry zrobił się jeszcze bardziej zaniepokojony, kiedy Malfoy się do niego zbliżył i znów zaczął emanować swoim ciepłem i nieprzyzwoicie pociągającym zapachem.
Godryku! Harry jęknął w duchu.
— Najwyraźniej cierpisz na brak kofeiny we krwi, Potter — odparł Ślizgon. — Schody nadjechały. Czas na kawę.
Na słodką Helgę, Harry naprawdę rozpaczliwie potrzebował kawy. Najlepiej całego dzbanka!

~*~


Śniadanie przebiegało normalnym rytmem, tylko Ron i Hermiona zdawali się nieco podenerwowani i Harry zaczął się nawet zastanawiać, czy przypadkiem znów się nie pokłócili. No i Dumbledore. Przechadzał się przy stole nauczycielskim i wszystkim prezentował swoje buty w dziwacznym zielonym odcieniu, co było dość osobliwe, jak na niego. Nagle zatrzymał się i brzęknął łyżeczką w kieliszek, który trzymał w ręce. Hermiona wydała zduszony okrzyk i Harry spojrzał na nią z niepokojem.
— Chciałem wam coś zakomunikować — oświadczył tymczasem Dumbledore i spojrzał w kierunku stołu Gryfonów. Hermiona i Ron wymienili spojrzenia, a Harry zaczął mieć wrażenie, że dzieje się coś dziwnego, tylko on nie bardzo wie, co. — Otóż, moi drodzy, od dziś zaczynamy intensywne przygotowania do świąt. — To powiedziawszy utkwił wzrok w Ślizgonach i Harry poczuł się kompletnie zdezorientowany.
— Harry… — odezwała się cicho Hermiona.
— Tak? — odparł, wciąż patrząc się to na Dumbledore’a to na Ślizgonów. Jedyne jednak, co zauważył to bardzo niezadowolona mina Zabiniego. Najwyraźniej nie lubił świąt.
— Musimy porozmawiać. — Ton Hermiony zaalarmował Harry’ego na tyle, że na chwilę zapomniał o Ślizgonach.
— Coś się stało? — zapytał.
Hermiona pośpiesznie rzuciła zaklęcie wyciszające wokół nich, co tylko pogłębiło u Harry’ego uczucie niepokoju, i pochyliła się w jego stronę.
— Pamiętasz, jak wczoraj pytałam się ciebie, czy wciąż masz obsesję na punkcie Malfoya?
Harry westchnął ciężko.
— Hermiono, nie zaczynaj znowu!
— Nie, Harry. Tym razem mam ci do powiedzenia coś naprawdę ważnego.
Piętnaście minut później Harry wciąż był w szoku. Nerwowo zaciskał palce na zimnych fiolkach, które dała mu Hermiona i z niedowierzaniem wpatrywał się w przeciwległy stół Ślizgonów, z którego Malfoy najwyraźniej dawał mu jakieś znaki.

~*~


— Malfoy.
— Potter.
Przez chwilę obaj stali w milczeniu, mierząc się nieufnym spojrzeniem.
— Ty też słyszałeś te… rewelacje? — zapytał w końcu Harry, nieprzywykły do ukrywania tego, co czuje i myśli.
— Najwyraźniej — odparł niezbyt jasno Draco.
— I co o tym myślisz? – nie ustępował Harry.
— Myślę, że Blaise pozbył się swoich ukochanych, ohydnych grynszpanowych butów oraz jeszcze gorszego palisandrowego kompletu ze smoczej skóry, a tylko jedna osoba mogła go do tego zmusić — ja. Problem w tym, że zupełnie tego nie pamiętam.
— I co z tym teraz zrobimy?
— Cóż, chyba nie zaszkodzi tego przedyskutować.
— Z dala od całej reszty zamieszanych? — podsunął niepewnie Harry.
— Czy ty mi proponujesz randkę, Potter? — Draco wygiął jedną brew, ale jego postawa nie była już tak nieprzystępna jak jeszcze chwilę temu.
Harry miał zaprzeczyć, ale przypomniał sobie swoje ostatnie sny i niepokojące myśli jeszcze sprzed rozmowy z Hermioną i spojrzał na Draco z wyzwaniem w oczach.
— A jeśli tak, to co?
— Sam się sobie dziwię, ale chyba muszę się zgodzić. Hogesmeade po lekcjach?
— Brzmi nieźle — zgodził się Harry, sam nie wierząc w to, co właśnie się dzieje.
— Nie masz przypadkiem jakiejś podręcznej myślodsiewni?
Harry z rozbawieniem pokręcił głową.
— Tak tylko pytam. Podobno jesteś w posiadaniu wielu ciekawych przedmiotów.
— Tak mówią? — uśmiechnął się Harry. — Cóż, obawiam się, że z myślodsiewnią będziemy musieli jednak poczekać do powrotu Dumbledore’a.
— Zakładając, że wyjechał — dodał Draco, również niewyraźnie się uśmiechając.
— Zakładając, że wyjechał — przyznał Harry i pomyślał, że świat chyba zwariował. Malfoy się do niego uśmiechał, a on proponował mu randkę.

~*~


Początkowo szli w milczeniu, niepewni, o czym powinni rozmawiać, ani tym bardziej, co właściwie razem robią. Ku zdziwieniu Harry’ego, było to jednak przyjazne milczenie. Słońce zachodziło za horyzontem, sprawiając, że otaczające ich drzewa i budynki rzucały bajkowe cienie, a śnieg przyjemnie skrzypiał pod nogami. I w jakiś tajemniczy sposób, wszystko to wydawało się znajome.
— Peleryna niewidka, co? — zagadnął nagle Draco, pełnym ciekawości tonem.
— No cóż, wiesz jak to jest… — Harry nonszalancko wzruszył ramionami i uśmiechnął się łobuzersko. — Zbawcy świata muszą mieć jakieś swoje supermoce. Albo przynajmniej superprzedmioty.
— No tak, jasne — parsknął Draco, ale nie dawał za wygraną. — Naprawdę ją masz?
— Niewykluczone.
— Jakiś ty tajemniczy!
— Podobno tajemniczy mężczyźni są pociągający. — Harry sam nie wiedział, co w niego wstąpiło. Czy on naprawdę flirtował z Malfoyem?! I to parę godzin po tym, jak oświadczył Hermionie, że postradała rozum próbując ich swatać? — Za to nie znam się za dobrze na kolorach — dodał z lekkim zażenowaniem.
— Jeśli miałbyś wykorzystywać wiedzę na temat kolorów w ten sam sposób, co Blaise, to dzięki niech będą Merlinowi, że się na nich nie znasz — odparł Draco.
— Zatem pozostanę przy byciu tajemniczym — podsumował Harry z zadowoleniem. Grynszpanowo-palisandrowe meandry mody były dla niego zbyt skomplikowane. Nawet w świetle nowo odkrytej orientacji.
— Ale kiedyś mi pokażesz?
— Zależy co — odparł Harry z dwuznacznym uśmieszkiem.
— Proszę, proszę. — Draco uniósł jedną brew. — A ja myślałem, że jesteś taki niewinny, Pot… — urwał w połowie i spojrzał niepewnie na Harry’ego. — Czy powinienem teraz mówić do ciebie Harry?
Harry spłonął rumieńcem i wolał nie dociekać, czy chodzi o insynuację zawartą w wypowiedzi Draco, czy też o jego propozycję przejścia na ty. A może o jedno i drugie.
— Byłoby to zaskakujące. Albo raczej zaskakująco przyjemne, Draco.
Ślizgon spojrzał na niego z niedowierzaniem, ale chwilę później jego twarz rozjaśnił uśmiech.
— W takim razie, może opowiesz mi o Mapie Huncwotów, Harry.
— Och, Gryfonów nie da się tak łatwo przekupić, Draco.
Malfoy prychnął.
— Myślisz, że to była próba przekupstwa? Proszę cię, jestem Ślizgonem, gdybym chciał cię przekupić nawet nie zorientowałbyś się, kiedy sprzedałeś wszystkie swoje tajemnice. Starałem się tylko być miły.
— Och, chcesz być pionierem wśród Ślizgonów? — zapytał Harry ze złośliwym uśmieszkiem.
— W przekupstwie? — Draco udał, że nie rozumie.
— Nie, w byciu miłym. Wydaje się, że nie macie w tej kwestii zbyt wiele doświadczenia.
— Wiesz, Potter, nadal działasz mi na nerwy — syknął Draco, ale jego oczy wyraźnie się śmiały. — Nawet na randce.
— To może kawka „Pod trzema miotłami”? — Harry wyszczerzył się w szerokim uśmiechu, zupełnie niezrażony.
— Co za ulga, bałem się, że zaproponujesz kawiarnię Puddifoot! — odparł Draco, również się śmiejąc.
— Myślę, Malfoy, że w działaniu na nerwy w zupełności mi dorównujesz. Mam otworzyć przed tobą drzwi?
— Za tę zniewagę stawiasz mi kremowe — fuknął Draco, demonstracyjnie sięgając po klamkę i nie oglądając się, wszedł do środka.
Harry zachichotał i ruszył za nim. Doprawdy, czyżby Hermiona miała rację? Dawno nie miał tak dobrego humoru!

~*~


— Harry, Draco, jak dobrze was widzieć!
Harry przez chwilę miał wrażenie, że usłyszał jeszcze „razem”, ale zaraz doszedł do wniosku, że gwar panujący wewnątrz pubu sprawił, że coś mu się przesłyszało. Przy kontuarze stał bowiem profesor Dumbledore i właśnie odbierał swoje zamówienie od Madame Rosmerty.
— Moja ulubiona czekolada — poinformował ich. — Z likierem z cytrynowch dropsów.
— Fuj — mruknął pod nosem Malfoy.
Harry jednak się uśmiechnął.
— Wrócił pan — zauważył, w myślach notując brak grynszpanowych butów na stopach dyrektora.
— A wyjeżdżałem? — zaciekawił się Dumbledore, posyłając Harry’emu uważne spojrzenie znad okularów połówek.
Harry i Draco wymienili spojrzenia, ale żaden z nich nie odpowiedział na pytanie. Skąd mogli mieć pewność, z kim naprawdę rozmawiają? Dyrektor zamieszał czekoladę i upił łyk napoju.
— Pyszna — podsumował, po czym ponownie spojrzał na chłopców. — Zamierzałem udać się w jedno miejsce, ale po drodze zrozumiałem, że powroty do przeszłości są bardzo niebezpieczne. Dlatego wróciłem wcześniej niż zamierzałem. Chyba zresztą w samą porę.
Harry poczuł, że serce zaczyna bić mu jak oszalałe. To musiał być prawdziwy Dumbledore! Tylko on potrafił mówić dwuznacznymi zagadkami. Ponadto w jakiś tajemniczy sposób najwyraźniej wiedział o zmieniaczu czasu.
— Przy okazji, święta to mój ulubiony okres w roku i bardzo się cieszę, że udało się wam je uratować, naprawdę. Mam jednak nadzieję, że dzięki temu zrozumieliście, jak niebezpieczne są podróże do przeszłości. Przyszłość jest zdecydowanie ciekawszą przestrzenią do zgłębiania i to nią powinniście się teraz zająć.
Harry posłał Draco znaczące spojrzenie.
— Mamy taki zamiar — zapewnił w ich imieniu.
— Doskonale! — Uśmiechnął się Dumbledore. — Tam w rogu jest całkiem przyjemny stolik, myślę, że powinniście go zająć, a Rosmerta przygotuje wam coś dobrego do picia.
Dyrektor już odwracał się, żeby odejść, ale w ostatniej chwili najwyraźniej coś sobie przypomniał.
— Ach, a gdybyście przypadkiem, z jakiegoś powodu potrzebowali myślodsiewni, wiecie gdzie mnie szukać.
— Dziękujemy, profesorze — odparł Harry i nieśmiało ujął Draco pod ramię, a ten ku jego zaskoczeniu dał się poprowadzić we wskazanym przez Dumbledore’a kierunku.
Właściwie, cóż mieli na to poradzić? Najwyraźniej cały wszechświat uznał, że powinni być razem. Po co tracić energię, żeby z tym walczyć? W końcu można ją było wykorzystać na tyle lepszych sposobów…
— To będą ciekawe święta — zauważył Draco, rozsiadając się na wygodnej kanapie, a Harry bez wahania zajął miejsce tuż obok niego.
— Pierwszy raz nie mogę się z tobą nie zgodzić — odparł Harry z uśmiechem, a Draco niby od niechcenia położył ramię na oparciu kanapy tuż za głową Gryfona. — Masz jakieś specjalne świąteczne życzenia, Draco?
— Myślę, że wkrótce do tego dojdziemy, Harry.





THE END
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Aevenien » 9 sty 2015, o 01:23

Skomentuję jutro porządnie, ale teraz muszę powiedzieć awwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww!

I dziękuję za dedykację :serce: :serce: :serce:
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez narumon » 13 sty 2015, o 16:01

To trzeba powiedzieć - Majstersztyk!
Szkoda tylko, że dopireo teraz go znalazłam ;P Ale dai, to jest genialne. I już nawet nie dlatego, że napisane tak dobrze - Ty wiesz, że masz dobry styl i warsztat, więc nie ma co kadzić ;P Ale fabuła! Jestem zachwycona absolutnie każdym wątkiem, który wyprowadziłaś na prostą. Po prostu nie dało się tego zrobić logiczniej - to jak pięknie pozamykałaś każdą jedną niedorzeczność, nawet Dumbledore'a (co moim zdaniem było naprawdę cholernie trudne). Jestem zachwycona klimatem, taki ciepły, świąteczny i leciutki. I autentycznie się wzruszyłam na fragmencie o świetle padającym na puste łóżko. To było piękne!.
No i de dialogi!
— Myślę, że Blaise pozbył się swoich ukochanych, ohydnych grynszpanowych butów oraz jeszcze gorszego palisandrowego kompletu ze smoczej skóry, a tylko jedna osoba mogła go do tego zmusić — ja. Problem w tym, że zupełnie tego nie pamiętam.

czysty Malfoy :D

— Myślisz, że to była próba przekupstwa? Proszę cię, jestem Ślizgonem, gdybym chciał cię przekupić nawet nie zorientowałbyś się, kiedy sprzedałeś wszystkie swoje tajemnice. Starałem się tylko być miły.
— Och, chcesz być pionierem wśród Ślizgonów? — zapytał Harry ze złośliwym uśmieszkiem.
— W przekupstwie? — Draco udał, że nie rozumie.
— Nie, w byciu miłym. Wydaje się, że nie macie w tej kwestii zbyt wiele doświadczenia.

aaw <3

I dai, powinnaś mieć świadomość, że Twoje zakończenie uczyniło z tego naprawdę dobrą całość - ta klamra kompozycyjna, emocje, wszystkowiedzący Dumbledore na końcu - wszystko to sprawia, że fabuła po prostu klika. Wspaniała robota! :D
narumon Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 185
Dołączył(a): 25 gru 2012, o 16:43

Poprzednia strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości