Drarrofeta Świąteczna V

wydanie piąte

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez daimon » 6 gru 2014, o 13:17


Ho-ho-ho, Merry Christmas everyone! :D

Po pierwsze chciałam powiedzieć, że bardzo się cieszę, iż mogłam wziąć udział w tegorocznej zabawie, poczuć choć odrobinę magii drarrowych świąt i w ogóle przypomnieć sobie całą tę niepowtarzalną atmosferę, jaką daje nasz fandom i nasze forum. Po drugie jednak muszę przyznać, że mam ogromną tremę i dopiero kiedy zaczęłam pisać, zdałam sobie sprawę jak dawno nie pisałam! I jak dawno mnie tu nie było. I chociaż sprawiło mi to wiele radości to też sporo trudności. Nie wiedziałam jak zacząć i co napisać. Starałam się jednak jak mogłam. Sprzysięgły się też wszystkie inne sprawy, które zdecydowały się mnie pognębić właśnie w czasie, kiedy miałam pisać. Także dosłownie grunt palił mi się pod nogami i bałam się, że nie zdążę lub nie napiszę nic, a to by było okropne. Nie cierpię nie wywiązywać się z jakichkolwiek zobowiązań. A zatem, już nie przedłużając... Przed Państwem pierwszy odcinek tegorocznej fety pod roboczym pseudonimem Ratując Święta ;)

Z dedykacją mikołajkową dla wszystkich, dla których drarry wciąż w jakiś sposób jest ważne.

Oraz dedykacją specjalną dla Aev, Ka i Michi. Za to, że są. I podziękowaniem, że były ze mną Pewnego Ważnego Dnia.

Betowała Aevenien :*

PS. Dziś w Krakowie po raz pierwszy spadł śnieg. Na Mikołaja! :splywa:
PS2. Wiecie, co mi się śniło?! Sen przygodowy, w którego pewnym kluczowym momencie razem z koleżanką wołam Accio miotła!, po czym wsiadamy na nasz sprzęt i odlatujemy... Że też musiałam się obudzić!



ODCINEK I
Znaki



Po długim oczekiwaniu na zimę, kiedy jesień gwizdała wiatrem wokół hogwarckich wież, a deszcz całymi dniami bębnił o parapety zamkowych okien, wprawiając uczniów w senność i melancholię, w połowie grudnia w końcu spadł śnieg. Najpierw pojawiły się pierwsze płatki, leniwie wirujące w powietrzu, tylko od czasu do czasu podrzucane gwałtowniejszymi podmuchami powietrza wyraźnie przynoszącymi ze sobą zapach zimy. Zrobiło się mroźno i tafla jeziora bardzo powoli, niczym za sprawą ostrożnego czaru lub wsączonego potajemnie eliksiru prosto z macek Wielkiej Kałamarnicy, zaczęła pokrywać się delikatną warstwą lodu. A potem opady przybrały na sile i pod wieczór wszystko pokryło się białym puchem, rozjaśniając błonia zimową łuną.
Tego popołudnia w wieży Gryfonów wrzało jak w ulu. Pierwszy śnieg zawsze wywoływał w ich domu żywy entuzjazm. Wreszcie dało się też wyczuć nastrój świąt, o których zbliżaniu się dotąd nikt zdawał się nie pamiętać. Dziewczyny prześcigały się w wyczarowywaniu świątecznych dekoracji i pokój wspólny zaroił się od migoczących w powietrzu śnieżynek i sopelków. Gałązki jemioły zwisały radośnie tu i ówdzie, kominek upstrzył bujny ostrokrzew, a parapety rozkwitły czerwienią Gwiazd Betlejemskich. Chłopcy planowali zaś pierwsze bitwy na śnieżki i zasadzki na złych Ślizgonów. Wszyscy też znacznie chętniej tłoczyli się przy kominku, który dawał upragnione ciepło i przytulną atmosferę.

Korzystając z przyjaznej aury Harry i Ron postanowili rozegrać partię czarodziejskich szachów. Hermiona w fotelu obok pisała esej na transmutację z wypiekami na twarzy, co najmniej jakby czytała kryminał.
— W samą porę — stwierdził radośnie Ron, zbijając ostatnią wieżę Harry’ego.
— Bardzo śmieszne — mruknął z niezadowoleniem Harry.
— Miałem na myśli śnieg — sprostował rudzielec. — Twoja przegrana była przesądzona już jakieś dziesięć ruchów temu.
Harry prychnął. Ron wciąż okazywał się od niego lepszy, mimo lat praktyki.
— Ale święta bez śniegu są zupełnie bez sensu — ciągnął Ron.
— Tylko żeby nie odwołali meczów quidditcha przez ten mróz — wtrącił się do ich rozmowy Seamus, który razem z Deanem grał obok w eksplodującego durnia.
— Nie zrobią tego. Mróz wcale nie jest taki wielki. Poza tym wszyscy mieli już naprawdę dość tej ponurej jesieni — odparł Dean. — Co śnieg to śnieg!
Harry nie mógł się nie zgodzić. W Hogwarcie zrobiło się o wiele przyjemniej odkąd spadł śnieg. Mogło się to zdawać irracjonalne, ale było prawdziwe. Jak magia.
— Będziemy mogli zastawić pułapkę na Ślizgonów! — Harry bez przekonania wykonał ruch królówką, mając świadomość, że i tak jest jego ostatnim. Niemniej wizja Ślizgonów zamienionych w lodowe bałwany znacznie poprawiła mu humor.
— Szach i mat — obwieścił radośnie Ron, jakby to było coś niespodziewanego — Masz już jakiś plan?!
— Jeszcze nie, ale coś wymyślę — odparł, obiecując sobie w duchu napisać do Syriusza. Ojciec chrzestny na pewno z chęcią podsunie mu jakiś huncwocki pomysł. Zwłaszcza w tak szczytnym celu, jak pognębienie Ślizgonów.
— Nie uważacie, że w naszym wieku powinniśmy sobie już odpuścić tę głupią rywalizację? — zapytała Hermiona, odrywając się nieoczekiwanie od eseju i zdradzając niepokojącą podzielność uwagi.
Ron spojrzał na nią z wyrzutem, jakby raniła mu serce, mówiąc takie rzeczy.
— Nigdy w życiu! — Harry wyszczerzył się do niej w uśmiechu.
— Tylko mi nie mów, że nadal masz obsesję na punkcie tego, że Malfoy coś knuje.
Harry przewrócił oczami.
— Oczywiście, że nie.
Od razu obsesję! Malfoy zawsze coś knuł. To było jasne jak słońce. Nie trzeba było nawet specjalnie na ten temat myśleć. To i tak się działo. Poza tym wcale nie myślał o Malfoyu! Miał przecież lepsze rzeczy do roboty. Hermiona była po prostu przewrażliwiona.

~*~


Harry zapadał się w śniegu niemal po kolana, wiatr dął mu w twarz i ranił policzki igiełkami lodu. Okulary parowały, a śnieżyca ciągle wzmagała na sile. Było przeraźliwie zimno i dawno przestał już zwracać uwagę na szczękające zęby. Przemarzł do szpiku kości.
Nie wiedział, gdzie jest, ani skąd się tu wziął. Skupił się na celu „iść do przodu” i tego się trzymał, bo było to jedyne, co mu pozostało. Wola walki. Inaczej zamarzłby na śmierć w miejscu, w którym by się zatrzymał, był tego pewny.
Nagle w melodii wiatru coś się zmieniło. Coś, jakby układało się w znajome dźwięki. Dźwięki łudząco przypominające brzmienie jego imienia. Kiedy z mozołem wykonał kolejne parę kroków, wrażenie przerodziło się w pewność. Ktoś go wołał.
— Harry, Haaaa-ryyyyyyyyyy! — wydobywało się gdzieś spomiędzy wszędobylskiej bieli.
Harry skupił wzrok i spróbował dojrzeć cokolwiek przed sobą, ale wszędzie był tylko śnieg i śnieg. I biel stapiająca się z szarością nieba. Nie widział nawet zarysów drzew, nie mówiąc już o jakichkolwiek budynkach czy ludziach. Niemniej ci ostatni, o ile byli o zdrowych zmysłach, musieli zostać w domu w taką pogodę. W przeciwieństwie do niego.
— Harry! — rozległo się gdzieś znacznie bliżej. Harry miał nawet wrażenie, że rozpoznaje głos. Zrobił, co w jego mocy, by przyśpieszyć. To mogła być jego jedyna szansa.
Nagle potknął się, zapadł głębiej w śniegu i wpadł na coś nieoczekiwanie miękkiego i zaskakująco ciepłego. Coś, co wyszeptało mu prosto do ucha, łaskocząc ciepłym oddechem:
— No wreszcie cię znalazłem!
I wtedy Harry zdał sobie sprawę, że leży w objęciach Draco Malfoya, którego oczy wpatrują się w niego z niepokojącym wyrazem, a jemu robi się od tego dziwnie gorąco.

A zaraz potem, ku swojemu ogromnemu rozczarowaniu, obudził się.

— Kto, na litość Merlina, otworzył okno i nie zamknął go na noc?! — krzyczał Ron, miotając się po dormitorium niczym hipogryf w klatce.
— Weasley, na litość Merlina, musisz się tak drzeć? — jęknął Dean, nakrywając sobie głowę poduszką.
— Najwyraźniej to byłeś ty, skoro takie zimno ci nie przeszkadza! — oskarżył go Ron.
— Oszalałeś, nic nie otwierałem! — oburzył się Dean spod poduszki. — Chcę tylko spać.
— Przecież samo się nie otworzyło! Ja tego nie zrobiłem. Lubię ciepło. Zwłaszcza zimą. Nev?
Neville z zakłopotaniem pokręcił głową i owinął się szczelniej kołdrą.
— Ja też nie! — Seamus pośpieszył z zapewnieniem, zanim Ron zdążył go zaatakować.
— W takim razie KTO?! — zawołał z desperacją Ron, najwyraźniej zdeterminowany rozwiązać zagadkę.
— Malfoy?! — Dobiegło od strony łóżka Harry’ego.
Wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku z konsternacją.
— Malfoy u nas?! — wrzasnął Ron i niewiele się zastanawiając, rzucił się przyjacielowi na pomoc, szarpiąc za kotary jego łóżka, by jak najszybciej dopaść wroga.
Oczom chłopaków ukazał się jednak tylko zaspany i lekko zdezorientowany napaścią Harry, wręcz niemożliwie zaplątany we własną kołdrę i prześcieradło.
— Co…eee… co się stało? — zapytał głosem zachrypniętym jeszcze od snu i pociesznie mrugając powiekami.
— Harry znów musiał mieć jakiś koszmar — zauważył Neville ze współczuciem.
— Co nie wyjaśnia naszej zagadki. Chyba że Harry lunatykował i otworzył okno? — Ron kontynuował śledztwo.
Harry spojrzał na przyjaciela z kompletnym brakiem zrozumienia.
— Ron, co jest grane? — zapytał ostrożnie, zakładając na nos okulary.
— Prawie zamarzliśmy na śmierć dzisiejszej nocy! Ot, co!
O tym akurat Harry miał niejakie pojęcie. Chociaż ciepłe ramiona Malfoya mogły mnie od tego uratować, gdyby nie obudzono mnie tak… Wróć. On wcale tego nie pomyślał! To przez ten mróz. Zamroziło mu szare komórki. Wzdrygnął się, czując dreszcze na całym ciele i sięgnął po kołdrę, by się nią porządnie owinąć. W dormitorium rzeczywiście było lodowato, choć ogień buzował w kominku.
— To chyba oczywiste, że nikt z nas nie otwierał tu okna — zauważył rozsądnie Seamus. — Po co mielibyśmy to robić?
— Niemniej okno było otwarte całą noc — przypomniał Ron. — Dopóki go nie zamknąłem i nie uratowałem naszych tyłków przed zamarznięciem.
— Ależ z ciebie odważny Gryfon — podsumował Dean, rezygnując ostatecznie z desperackich prób spania i gramoląc się spod poduszek.
— Bardzo śmieszne, Thomas — prychnął Ron. — Co powiesz na to, że skoro nikt z nas nie otworzył tego cholernego okna, to najwyraźniej ktoś włamał się do naszego dormitorium!
— Trzeba powiadomić McGonagall — stwierdził z lekkim przestrachem Neville.
— Oczywiście! Zrobimy to zaraz po śniadaniu — zgodził się Ron, a widząc miny kolegów dodał obronnym tonem. — No co?! Musimy się przecież porządnie rozgrzać kawą i owsianką, zanim przystąpimy do działania, prawda?
Nikt nie protestował.

~*~


Harry uznał, że ciepły posiłek to naprawdę dobry pomysł. Mimo gorącego prysznica i ubrania najcieplejszych szat wciąż czuł się przemarznięty do szpiku. Poza tym miał nadzieję, że mocna kawa rozprawi się wreszcie z niepokojącym wrażeniem, jakie pozostało po dziwnym śnie. Niby nie było w nim nic nadzwyczajnego, z pewnością był o wiele lepszy niż spora część, którą Harry miał nieprzyjemność do tej pory śnić, niemniej coś nieuchwytnego nie dawało mu spokoju i nie mógł przestać o tym myśleć.
Ron z przejęciem opowiadał właśnie Ginny i Hermionie kolejną wersję straszliwych wydarzeń w ich dormitorium, które nieomal przypłacili życiem i Harry postanowił udać się w stronę Wielkiej Sali i tam poczekać na przyjaciół, a po drodze raz jeszcze wszystko sobie przemyśleć. Był już prawie na samym dole, kiedy ostatnie schody postanowiły spłatać mu figla i zamiast do holu przemieścić go gdzieś w bok. Na domiar złego zatrzęsły się i nieomal „wypluły” go na piętro, tak że stracił równowagę i wpadł na coś ciepłego i miękkiego. A raczej na kogoś.
— Malfoy?! — zawołał, odskakując. Kiedy nerwowo poprawiał okulary, miał dziwaczne poczucie déjà vu.
— Bystry nawet o poranku — skwitował Malfoy, wygładzając nieistniejące zagięcie na swojej szacie.
— Co tu jest grane? — zapytał Harry, spoglądając spode łba na Ślizgona.
— Ktoś zaczarował te cholerne schody, to chyba oczywiste? — odparł zgryźliwie chłopak.
Ktoś? — wyraził swoje powątpiewanie Harry, posyłając Malfoyowi wymowne spojrzenie i zakładając ręce na piersi.
— Na pewno nie ja, nie patrz tak na mnie. Nie sądzisz chyba, że stałem tu i czekałem, aż wpadniesz mi w ramiona?
Właściwie, dlaczego nie...? Harry po raz kolejny się wzdrygnął. Co się z nim, na Merlina, działo?!
— Na pewno coś knujesz! — odparł jednak.
— O tak, knuję coś bardzo niedobrego… — zaśmiał się Ślizgon, a jego szare oczy błysnęły niepokojącym blaskiem, kiedy spotkały oczy Harry’ego. — Chodź.
— Słucham? — Harry zrobił się jeszcze bardziej zaniepokojony, kiedy Malfoy się do niego zbliżył i znów zaczął emanować swoim ciepłem i nieprzyzwoicie pociągającym zapachem.
Godryku! Harry jęknął w duchu.
— Najwyraźniej cierpisz na brak kofeiny we krwi, Potter — odparł Ślizgon. — Schody nadjechały. Czas na kawę.
Na słodką Helgę, Harry naprawdę rozpaczliwie potrzebował kawy. Najlepiej całego dzbanka!

~*~


Po pierwszej gorącej filiżance oraz porcji wybornych tostów z bekonem Harry poczuł, że umysł mu się rozjaśnia, a po jego ciele wreszcie rozchodzi się przyjemne ciepło. Pomogły w tym też rozsądne argumenty Hermiony, która twierdziła, że ktoś z nich musiał nie domknąć okna w dormitorium, a szalejąca w nocy wichura otworzyła je bez pomocy osób trzecich. Ron początkowo nie był nieprzekonany i zbytnio zadowolony z tej teorii, ale solidna porcja jajecznicy pomogła mu trzeźwo spojrzeć na sprawę. Właśnie zaczęli na większym luzie omawiać strategię, jaką powinni przyjąć Gryfoni podczas kolejnych meczy, gdy Dumbledore poprosił o chwilę ciszy. Wszyscy więc zwrócili się z zaciekawieniem w stronę stołu nauczycielskiego, zastanawiając się, co też dyrektor ma im do przekazania.
— Jak wiecie — zaczął powoli profesor — wkrótce powinny nadejść święta. Zostało nam raptem kilka dni…
Sala odpowiedziała aplauzem, wszyscy spodziewali się zmiany dekoracji, obwieszczenia o skróceniu lekcji, Lavender pisnęła coś nawet o Balu Bożonarodzeniowym. Tego jednak, co nastąpiło kilka sekund później, nie oczekiwał nikt.
— Otóż moi drodzy, muszę was zasmucić… — Dumbledore zwiesił na chwilę głos, a przez Wielką Salę przebiegł szmer pełen niepokoju.
— Zaistniały pewne okoliczności… i jestem zmuszony zawiadomić was, że w tym roku… W tym roku świąt nie będzie.
Cała Wielka Sala zamarła i wszyscy patrzyli teraz na dyrektora z niemym niedowierzaniem, być może oczekując, iż staruszek wybuchnie śmiechem i przyzna, że wszystko to jest tylko dziwacznym żartem. Ten jednak pokiwał tylko ze smutkiem głową i usiadł z powrotem przy stole. Wszyscy, nie wyłączając nauczycieli, spoglądali na siebie w nieopisanym szoku. Może poza profesorem Snape’em, który wyglądał jakby jego modlitwy, po raz pierwszy w życiu, zostały wysłuchane.
Ron ścisnął mocno Harry’ego za ramię, ten jednak nie mógł oderwać oczu od Malfoya, który… No właśnie! Czy Malfoy naprawdę dawał mu jakieś znaki?!





A w następnym odcinku...
[Emmet,Micky&Ben watching Brian&Justin dancing]
Em:Am I seeing,what I think I'm seeing?
Ben:Yes you are seeing it.It's the most historic reunification since Germany.
Em:What happened to the fiddler?
Micky:He fell off the roof!
daimon Offline

Avatar użytkownika
Sunshine
 
Posty: 1162
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 17:35
Lokalizacja: Miasto Smoka

Postprzez Ka » 6 gru 2014, o 14:05

Boru zielony i szumiący, z uroczymi, puchatymi śniegowymi czapami!
Feta! Ostrzegam, że moje reakcje sprowadzają się do wydawania dzikich odgłosów.

Zrobiło się mroźno i tafla jeziora bardzo powoli, niczym za sprawą ostrożnego czaru (...) zaczęła pokrywać się delikatną warstwą lodu

To jest prześliczne. Zapomniałam, jak strasznie kocham magiczne metafory. Uwielbiam, kiedy w potterowych fikach nawet sama narracja i opisy są magiczne.

zasadzki na złych Ślizgonów

Kwik! Oczywiście. :lol2:

Sen Harry'ego! :splywa: Dai! To jest PRZEUROCZE. I jakieś takie. Drarrowe, i trochę jak na początku Dumy, kiedy Harry obudził się w objęciach Draco, i trochę jak sen z poprzedniej fety, i awwwwww. Cudo.

— Harry znów musiał mieć jakiś koszmar — zauważył Neville ze współczuciem.

No taaaaaaaaaaaaak, jeżeli Harry mówi "Malfoy" we śnie, to na pewno dlatego, że ma koszmar. 8-)

Boru, jeszcze dwie minuty temu myślałam, że będę miała problem z wciągnięciem się w klimat drarry, a teraz już piszczę z zachwytu nad wszystkimi fandomowymi motywami. "Nie nie, wcale nie myślę o Malfoyu i o jego ciepłych ramioooooonach!" Drarry. *łezka*

Teraz mam wizję Malfoya, który potajemnie wkrada się Harry'emu do łóżka w nocy, i ucieka, zanim ten się obudzi. Gorzej niż Edward.

Schody! Boru szumiący, zamek totalnie ich shipuje!

Na pewno nie ja, nie patrz tak na mnie. Nie sądzisz chyba, że stałem tu i czekałem, aż wpadniesz mi w ramiona?

DAIIIIIIIMOOOOOOOOOOOOON!

— Najwyraźniej cierpisz na brak kofeiny we krwi, Potter — odparł Ślizgon. — Schody nadjechały. Czas na kawę.

ASDFGHJKLFDASDFGHJKLHGFDASDFGHJK!!!
Przez chwilę myślałam, że naprawdę pójdą razem na kawę i bez żadnego wyjaśnienia będą siedzieć przy jednym stole i dzielić się crossaintami.

No i mamy zaczątki fabuły! Jak to świąt nie będzie? Albus jest tajemniczy jak zawsze. Milion punktów za ucieszonego Severusa. Ooooo, i Draco daje Harry'emu znaki? Hmmmm.

Dai, śliczny początek! Jestem roześmiana i rozpłynięta, i świątecznie zdrarrowana.
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez wężousta » 6 gru 2014, o 14:31

Feta nadeszła i od razu poczułam świątecznego ducha :D

Ogromnie podobają mi się opisy, czytając, widziałam te pojedyncze płatki śniegu i powoli zamarzające jezioro. Od razu robi mi się przyjemnie na duchu i marzę o kubku gorącej czekolady.

— Bystry nawet o poranku — skwitował Malfoy, wygładzając nieistniejące zagięcie na swojej szacie.


To jest Draco w swoim najlepszym wydaniu. Dai, jesteś cudowna :seksi:

Uśmiech nie złazi mi z twarzy, tak się cieszę, że mamy fetę, i do tego tak ładnie zaczętą!
"A potem ich usta się spotkały i to było jak powrót do domu."

Obrazek Obrazek Obrazek
wężousta Offline

Avatar użytkownika
Cukiernik
 
Posty: 448
Dołączył(a): 24 lut 2014, o 12:43
Lokalizacja: Wwa

Postprzez Ka » 6 gru 2014, o 14:58

Ach, i z tego wszystkiego zapomniałam: bardzo dziękuję za dedykację. :serce:
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez SzmaragDrac » 6 gru 2014, o 18:00

Ojejku, dzisiaj zaczyna się feta, dzisiaj zaczyna się feta, DZISIAJ ZACZYNA SIĘ FETA, A TO OZNACZA, ŻE NIEDŁUGO BĘDĘ PISAŁA JA! AAAAAAAAA!

Przechodząc jednak do komentarza właściwego: :D
Podoba mi się początek i uważam, że nasza feta w tym roku będzie naprawdę fajna ^^ (Oczywiście pomijając mój na pewno żałosny odcinek). Już się nie mogę doczekać tego, aż głosowanie się zakończy (chociaż chyba wygra opcja B :P) i wreszcie dowiemy się, co będzie dalej!

— Oczywiście! Zrobimy to zaraz po śniadaniu — zgodził się Ron, a widząc miny kolegów dodał obronnym tonem. — No co?! Musimy się przecież porządnie rozgrzać kawą i owsianką, zanim przystąpimy do działania, prawda?
Jak ja kocham tego kanoniczno-fanonicznego wiecznie głodnego Rona, no ^^ To chyba jeden z moich ulubionych motywów w całym fandomie.

I jeszcze wspomnę: aż zacytowałam cały post, żeby się dowiedzieć, jaka to czcionka! 110! O ludzie, kocham tę czcionkę! O wiele lepiej się czyta, kiedy litery są takiej wielkości, mmmm... daimon, ogromniasty plus w kształcie serca dla Ciebie: :serce: Sama też chyba wkleję moje wypociny w takiej wielkości.

Pozdrawiam i dziękuję za taki śliczniasty początek!
Drac
Zaglądam tu rzadko, częściej można mnie złapać na Forum Mirriel pod tym samym nickiem.
Moje ao3.
SzmaragDrac Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 723
Dołączył(a): 26 mar 2014, o 16:10

Postprzez Izzie » 6 gru 2014, o 23:28

Matko, już myślałam, że mnie żywcem z uczelni nie wypuszczą. Tyle co zdołałam na dworcu autobusowym chwilowo złapać wifi i Fetkę przeczytać, ale zanim napisałam komentarz i go wysłałam, bus posiadający otwartą sieć już odjechał, a razem z nim internet, więc musiałam się wstrzymać do czasu powrotu do domu. Obrazek
W każdy razie, uważam, że to bardzo zgrabne i wesołe rozpoczęcie całej akcji, jak tak sobie siedziałam w tym autobusie i czytałam o śnieżynkach czy białym puchu, patrząc na właściwie już stopiony pierwszy krakowski śnieg, od razu poczułam klimat. Obrazek
Nie powiem, sen Harry'ego był bardzo mrrraśny, a jego niejakie odtworzenie w rzeczywistości sprawiło mi jeszcze większą przyjemność, Harry w objęciach Draco powinien czuć się jak w domu! I już, już w tym całym rozochoceniu byłam skłonna uwierzyć, że z bardzo niewiadomych przyczyn ten dzbanek kawy chłopcy wypiją wspólnie (ten "czas na kawę" naprawdę brzmiał jak nieme, zawoalowane zaproszenie), w końcu w zamku zaczęły dziać się już dziwne rzeczy jak zima ładująca się bez zaproszenia do dormitorium czy schody złośliwsze niż na co dzień... Ale nie, to chyba byłaby zbyt duża dawka absurdu jak na pierwszy odcinek, w końcu trzeba pozostawić pole do popisu kolejnym osobom. :)
Zakończenie też jest ciekawym elementem, już czułam pismo nosem, przeczytawszy, że "wkrótce powinny nadejść święta", no bo co mogłoby je powstrzymać? Najwyraźniej Dumbledore może... Ale oczywiście nasi waleczni hogwartczycy mu na to nie pozwolą, chociażby mieli lecieć na miotłach do samej Laponii, prawda? 8-)

Dzięki za świetny odcinek, Daimon, a kolejnej osobie życzę mnóstwa weny do kontynuowania tej tragikomicznej historii!
Perfect combinations are rare in an imperfect world.
ObrazekObrazekObrazek
Sometimes there are things you wouldn't think would be a good combination that turn out to be the perfect combination.

Obrazek
Izzie Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 1 lis 2014, o 03:18

Postprzez MargotX » 7 gru 2014, o 19:12

FETA FETA FETA :D :zacieszacz:

Dosłownie pięć minut temu skończyłam się rozpakowywać i oczywiście! natychmiast odpaliłam komputer, żeby przeczytać pierwszy odcinek fety. Przezornie nie zrobiłam tego w czasie podróży na telefonie, bo pewnie w którymś momencie mogłabym wyglądać na cokolwiek pomy/luną ;), gdybym zaczęła kwiczeć ze szczęścia. Tak się złożyło, że w świąteczny nastrój wpędzałam się przez cały mijający weekend, bo odwiedziłam jeden z jarmarków świątecznych w Niemczech, zatem ozdóbki, mikołajowe dzwoneczki, feeria świateł i wszystkie te świąteczne gadżety już mnie naprowadziły na właściwą drogę. Wiadomo zatem, że pierwszym elementem powrotu do domu musiała być Feta. No i cóż... Ka napisała świetny komentarz, ale już wypunktowała wszystkie smaczki, które i mnie się podobały :D

Co do złych Ślizgonów, cóż, ja mam tylko nadzieję, że może Hermiona zasieje tym razem odrobinę swojego podejścia chłopakom i zasadzki na złych Ślizgonów przybiorą nieco mniej złośliwy charakter i zamienią się w coś typu: ratujmy Święta, razem, zawieszenie broni, czas dorosnąć :D Tak sobie piszę, bo nie widziałam jeszcze ankiety i to może być błąd, bo nie wiem, co ona zawiera. Zostawiłam to sobie na potem.

Tak czy inaczej, Dai, ogromnie się cieszę, że Napisałaś taki świetny początek drarrofety, gratuluję pomysłu i wykonania. Bardzo mi się podobało, a dwa cytaty ze spotkania z Malfoyem są cudne :D Pozdrawiam.
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez narumon » 7 gru 2014, o 19:42

Przefantastycznie! Powiem Ci, dai, że w ogóle nie miałaś się czego bać, pióro w ogóle nie zardzewiało! A co do twojego odcinka, to kofeinolubny Harry i Ron, pogromca złoczyńców podbili moje serca. Serio. Chyba nawet Ron bardziej niż Harry ;D Mój smaczek, to Ron, kiedy rzucił się Harry'emu na pomoc, żeby dopaść wroga. Ciekawe, co by skubany zrobił, kiedy wskoczyłby do wyrka i zastał malfoya w akcji? Też byłby taki chętny do pomocy? ;D
Oficjalnie wprowadziłaś mnie w świąteczny klimat, jest fajnie ;D
narumon Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 185
Dołączył(a): 25 gru 2012, o 16:43

Postprzez Aevenien » 7 gru 2014, o 22:13

Jak wszyscy komentują, to ja też, a co! Co prawda Dai już moje entuzjastyczne reakcje widziała, ale nie zaszkodzi jeszcze raz :D

Początek jest magiczny! Przyznam, że czytałam pierwszy raz ten odcinek późnym wieczorem, padnięta po pracy i wtedy ten wstęp mnie nieco zmulił, ale jak przeczytałam rano to się zakochałam w magicznym, świątecznym nastroju! Ron detektyw w pogoni za prawdą (z przerwami na śniadanie) jest moim absolutnym faworytem odcinka! Hermiona z podzielną uwagą i Harry śniący o ramionach Draco nie zostają daleko w tyle :D I jeszcze Draco dystyngowanym tonem informujący Pottera, że schody nadjechały, perełka!
Idealny początek fety, kochana Dai :serce:
No i jeszcze Nevile z miażdżącą logiką i Ron rzucający się na ratunek Harry'emu, jak tu nie kochać naszych Gryfonów!
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Online

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Miss Black » 10 gru 2014, o 01:30

Z dedykacją dla Ka za wszelkie podsunięte pomysły, dla Michi za wsparcie w trudnych chwilach i ekspresową betę (wszystkie błędy to mój upór) oraz dla Vol za cierpliwość do moich niedorzeczności.


ODCINEK II


– Draco, na Salazara, przestań machać łapami – syknęła Pansy znad parującego kubka. – Rozlejesz mi czekoladę. Nie mówiąc już o tym, że wypatroszą nas i powieszą dla przykładu na Big Benie, jak Potter zwęszy, co tu się dzieje. O, Granger już łypie na nas tymi swoimi szlamowatymi gałami.
– Doprawdy, Pansy, skrywasz tę swoją zazdrość o Weasleya równie udolnie, co Czarny Pan brak nosa – rzekł Draco, wykrzywiając komicznie twarz w odrazie.
– Subtelności nigdy nie były moją domeną, skarbie. Poza tym widziałeś, jak on dziś wygląda? – zamruczała Pansy, wpatrując się w Weasleya jak w pudełko belgijskich pralinek. – Taki męski, wysportowany i te wchodzące mu do oczu rdzawe kosmyki.
– Zawsze miałem słabość do rudych – dorzucił siedzący obok Zabini, oblizując łyżeczkę po puddingu. – Słyszałem, że dziewczyna Weasleyów umie…
– Niedobrze mi – przerwał Draco.
– Widocznie to rodzinne – kontynuowała niestrudzenie Pansy. – Ta krowa, Lavender, twierdzi, że Ron jest doskonały w robieniu…
Draco wstał raptownie i niebezpiecznie zielony na twarzy pobiegł w kierunku wyjścia. Jego kawa stygła nietknięta na stole.
– Zdumiewające, jak dobrze to zawsze działa – zadumał się Crabbe nad owsianką.

***

Tymczasem w Wielkiej Sali wrzało jak w ulu. Uczniowie przekrzykiwali się wzajemnie lub szeptali zawzięcie, Flitwick krztusił się czymś niebezpiecznie, Hagrid klepał go po plecach, domagając się od dyrektora odpowiedzi, co z choinką, którą, na Hipogryfa, dopiero co żeł ścioł rano, McGonagall patrzyła karcąco na Dumbledore’a. Tylko Snape wydawał się być… Zaraz, czy to był uśmiech? Harry był tak wstrząśnięty tym widokiem, że niemal przegapił ucieczkę Malfoya z Wielkiej Sali.
– Idę za nim – rzucił przez ramię do Rona i Hermiony, podrywając się na równe nogi.
– Pójdę z tobą – zaoferował Ron. – Kto wie, co tym razem knuje fretka.
– Nie. Ktoś musi mieć oko na Dumbledore’a. Coś tu jest mocno nie tak.
Hermiona tylko pokiwała głową, patrząc groźnie gdzieś w kierunku stołu Ślizgonów. Harry najwyraźniej uznał to za przyzwolenie, bo nie czekając dłużej, pognał za Malfoyem.
– Czy Dumbledore głaszcze właśnie… kozę? – zapytał Dean.
Ron wzruszył ramionami i włożywszy sobie do ust niemały kęs kiełbaski, powiedział:
– Pewnie Aberforth wyjechał na święta i nie mógł jej wziąć ze sobą. Chociaż to dziwne, on wszędzie ciąga tę kozę. Wczoraj widziałem ich w Miodowym Królestwie. Wyobrażasz sobie? A z Parszywkiem mi nie pozwalali wchodzić.
W tym momencie Hermiona wykazała nagłe zainteresowanie rozmową.
– Co powiedziałeś?
– Że z Parszywkiem…
– Nie. Aberforth był wczoraj w Miodowym Królestwie?
– No tak. On i Hagrid. Kłócili się o coś przy czekoladowych żabach. Nie wiem, o co im poszło. Byłem raczej zajęty.
Hermiona zmrużyła oczy. Ron odsunął się nieznacznie, spostrzegłszy swój błąd.
– A czym to, Ronaldzie, byłeś tak zajęty?
– Ja… yyy…

***

– Czy on nie jest uroczy, gdy tak się czerwieni? – westchnęła Pansy, sięgając po kawę Draco, do której właśnie dodała podwójną porcję syropu czekoladowego. Po czym posypała ją wiórkami czekoladowymi. A jakże.
Zabini wziął głęboki oddech.
– Dlaczego zadaję się z nałogowcami, którzy mają obsesję na punkcie Gryfonów?
– Bo Draco ma świetny tyłek i bogatych rodziców, a ja fenomenalną osobowość?
Zabini pozostał niewzruszony. Nott krztusił się obok fasolą.
– Ja przynajmniej jestem tego świadoma. Draco żyje w błogim wyparciu. Swoją drogą plan wypalił. Widziałeś? Potter popędził za nim na złamanie karku. Granger piekli się z zazdrości, a Weasley pali ze wstydu. Idzie jak po maśle.
– Gryfoni. Za złamanego knuta nie potrafią ukrywać wyrzutów sumienia. Co ty w zasadzie mu wczoraj zrobiłaś?
– Nic takiego. Odbyliśmy małą pogawędkę. – Pansy niezbyt subtelnie poprawiła dekolt i uśmiechnęła się wyraźnie z siebie zadowolona. – W bardzo cichym, mało uczęszczanym i ciemnym zaułku Miodowego.
– Za lukrecją? – wykrzywił się Blaise.
Pansy pokiwała głową.
– Za lukrecją. Nie wiem, po kiego knuta sprowadzają to paskudztwo. Cały regał! Podejrzewam jakieś lewe interesy ze Szwecją. Ach! No właśnie. Tu Pansy zniżyła głos do szeptu, więc naturalnie pół stołu Ślizgonów nachyliło się w jej kierunku. – Nie zgadniecie, co tym razem odstawił nasz kochany dyrektor.
– Poza tym, że zabawił się w Grincha i odwołał nam święta? – prychnął Goyle.
– Niekoniecznie on – uśmiechnęła się nikczemnie Pansy.
Cały stół ucichł, część Krukonów nadstawiła ucha.
– Do rzeczy, Pansy – mruknął Zabini.
– W ruch poszedł wielosokowy. Widzicie, kto siedzi obok „dyrektora”?
– McGonagall?
– Na poziomie kolan – podsunęła wyrozumiale Pansy.
– Czy to jest… – Crabbe zmarszczył brwi.
– Bez jaj! – krzyknął Nott.
– Salazarze, tylko Gryfoni mogli wpaść na coś takiego i jeszcze sądzić, że to przejdzie.
– On naprawdę nie może żyć bez tej kozy, co?
– Chyba nieszczególnie mu zależało, żeby się kryć – ciągnęła opowieść Pansy. – Podsłuchałam, jak Aberforth kłócił się wczoraj z gajowym w Miodowym Królestwie. Najwyraźniej dyrektor zniknął gdzieś bez śladu i nasza szacowna kadra postanowiła zatuszować ten fakt, podstawiając jego brata. Dacie wiarę? Oczywiście stary barman nie był zachwycony tym pomysłem. Syczał na olbrzyma, że przyszedł tu spokojnie kupić cukier na bimber dla kozy i nie będzie brał udziału we fiasku imbecyla, który nie potrafi zachować się odpowiedzialnie.
– Więc co? Zmusili go i teraz, drań, mści się na nas, odwołując święta? – oburzył się Goyle.
– To nie jest tak, że ktokolwiek z nas zostaje na święta w Hogwarcie, prawda? Poza tym popatrzcie, jaki Snape jest szczęśliwy.
Wszyscy zwrócili się w kierunku stołu nauczycielskiego. Zaiste, Snape wydawał się nieco mniej pochmurny tego ranka.
– Ciekawe, o co im poszło swoją drogą.
– Najwyraźniej Dumbledore zalazł barmanowi czymś poważnie za skórę przed laty. Pokłócili się o jakąś dziewczynę – Arianę, z tego, co zrozumiałam. Ładnie, nie?
– Czy dyrektor nie jest… ten… wiecie… – niezbyt zgrabnie artykułował Nott. – Czy przypadkiem nie woli facetów?
Pansy spojrzała z niepokojem na Blaise’a. Jedna sprawa to nieudolne wysiłki ich nauczycieli, które były po prostu śmieszne i które i tak by wyszły na jaw, a druga to zdradzenie, gdzie i za czyją sprawą zniknął dyrektor. Czarny Pan posieka ich na karmę dla Nagini, jeśli wieść się rozniesie.
– Czy was naprawdę niczego nie uczą w domu? – prychnęła nagle Millicenta. – Ariana była ich siostrą. Coś z nią było nie tak i plotka głosi, że sam Dumbledore ją kropnął. Podobno przypadek, ale kto wie. Był z nim wtedy też nie kto inny jak Gr…
W tym momencie od stołu Gryfonów poniósł się przeraźliwy huk.
– ZA LUKRECJĄ, RONALDZIE?!
Wielka Sala ucichła. Ślizgoni parsknęli śmiechem. Całe zainteresowanie przeniosło się na dramę przy stole Gryfindoru, a Pansy odetchnęła z ulgą i w duchu dziękowała wszystkim siłom wyższym za sprowadzenie zazdrosnych szlam na ten świat.

***

Draco doskonale wiedział, co Pansy i Blaise właśnie zrobili, ale nie zamierzał siedzieć tam spokojnie i wysłuchiwać tych obrzydliwości przy śniadaniu, na wszystkich czarnych panów tego świata. Był zły i głodny. Czuł, że poziom krwi w układzie kofeinonośnym wzrósł mu niebezpiecznie, a do tego zostawił na stole ostatni słoik dżemu, który zabrał z domu. Fantastycznie. Na bank Crabbe zdążył go już wchłonąć. A na dodatek Czarny Pan postanowił uwziąć się w tym roku nie na Pottera, jak Merlin przykazał, ale na Dumbledore’a i jeszcze wmanewrował w to wszystko Draco.
Rozprosz czymś Pottera i tę jego bandę, Meloy. Zawsze wchodzą mi w drogę.
Malfoy, ty beznosa kreaturo, Malfoy. Draco ani myślał wykonywać rozkazów tego psychopaty. Poza tym ojciec też już nie wspierał tych niedorzeczności, odkąd Czarny Pan zjadł jego ostatniego pawia na kolację. Są w końcu jakieś granice. Problem polegał na tym, jak usłużnie wytknęła mu Pansy, że rzeczony psychol wciąż był całkiem potężny i niewykonanie jego grzecznej prośby mogło wiązać się z nieprzyjemnościami. Draco wzdrygnął się na wspomnienie ostatniego czwartku w Manor.
Ty i dziewczyna Paddingtonów odwrócicie uwagę Pottera, a ja pokonam starca jego własną bronią. Miłość, Mafey, miłość rozwiąże nasze problemy.
Mina ciotki Belli była w tamtym momencie bezcenna.
Draco wyjrzał za okno. Śnieg przestał padać i słońce wyszło wreszcie zza chmur. Doskonała pogoda na lot miotłą. Przyda mu się odrobina świeżego powietrza, żeby zebrać myśli. Draco ruszył w kierunku ślizgońskiego schowka na miotły. Już miał otwierać drzwi, gdy nagle na korytarzu rozległ się dźwięk kroków. Ktoś nadbiegał w jego kierunku, więc Draco zrobił jedyną rozsądną w tej sytuacji rzecz – czmychnął do schowka, zamykając za sobą drzwi. Przeżył o jedną sectumsemprę za dużo, żeby ot tak wystawiać się na niebezpieczeństwa. Jednak po chwili drzwi otworzyły się znowu i do środka wpadł zdyszany Potter.
– Przed czym się chowasz, Malfoy? – rzucił, zatrzaskując za sobą drzwi.
– Przed psychopatami rzucającymi klątwy tnące na niewinnych obywateli – odgryzł się Draco.
Potter miał na tyle przyzwoitości, że na moment ewidentnie zrobiło mu się głupio. Spuścił wzrok na klatkę piersiową Draco, a potem na podłogę.
– Przepraszam.
– Przeprosiny nie leczą blizn, Potter. Wiem, że nigdy nie byłeś lotny, ale to wydaje się być prostą wiedzą powszechną.
Potter poderwał wzrok z podłogi. Obrażanie gryfońskiej inteligencji działało niezawodnie. Draco zawsze miał słabość do rozjuszonego Pottera. Dotarło to do niego gdzieś w okolicy czwartego roku.
– Co naprawdę robisz w schowku na miotły, Malfoy? Myślałeś, że możesz wykorzystać sytuację i wymknąć się niepostrzeżenie z Wielkiej Sali?
– Często mnie obserwujesz, Potter? – zapytał Draco z ironicznym uśmiechem na twarzy.
– Co zrobiliście z Dumbledorem? Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że odwołałby święta.
– Może sam zapytaj swojego ukochanego dyrektora, co z nim nie tak. Czekaj, staruszek nie chce z tobą rozmawiać.
Potter przysunął się niebezpiecznie blisko.
– Za to Voldemort zwierza Ci się z każdego planu. Twój mistrz i wła…
– Nie mam nic wspólnego z tym beznosym psychopatą! – krzyknął Draco i po chwili uświadomił sobie przerażony, co właśnie powiedział. Już jest martwy. Potter wpatrywał się w niego z osłupieniem. Spanikowany Draco zrobił jedyną rzecz, która przyszła mu do głowy i rzucił się na Pottera.

***

Harry przez chwilę myślał, że znowu śni. Jedna ręka Malfoya oplatała go w talii, druga wsunęła się we włosy, a usta… Merlinie, to było tysiąc razy lepsze niż ta farsa z Cho. Harry odwzajemnił pocałunek, zacisnął dłoń na szacie Malfoya i zrobił krok w tył, ciągnąc go ze sobą. Malfoy przysunął się bliżej, przyciskając Harry’ego długością ciała do ściany.
– Czekaj… – Harry próbował przerwać.
Malfoy mruknął i wrócił do całowania Harry’ego. Harry zsunął ręce niżej po plecach Malfoya, który najwyraźniej trenował całkiem sporo w tym roku. Harry uwielbiał sposób, w jaki mięśnie Malfoya ruszały się pod jego dłońmi. Merlinie, czemu wcześniej…
– Chwila! – przerwał Harry, próbując równocześnie oderwać się od Malfoya i dalej go całować.
– Zamknij się, Potter – wykrztusił Malfoy i wsunął kolano pomiędzy nogi Harry’ego, delikatnie chwytając między zęby jego dolną wargę. Harry pamiętał, że miał o coś spy… Słodka Helgo! Harry zacisnął dłonie na tyłku Malfoya i przyciągnął go bliżej. To było…
Drzwi do schowka nagle otworzyły się z impetem. W progu stała Pansy Parkinson z miotłą w ręku. Cała trójka znieruchomiała.
– No rychło w czas! – skwitowała Pansy, najwyraźniej szybko wracając do siebie.
Malfoy oskoczył od Harry’ego.
– Co tu robisz, harpio? – warknął Malfoy, którego wzrok szybko powędrował do… – Czy to moja miotła?!
Pansy spojrzała na miotłę, jakby ta dokonała zdrady stanu.
– Pożyczyłam ją, bo Weasley…
– Używasz mojej miotły do schadzek z Wiewiórem?!
– Co?! – wrzasnął Harry.
– Zaraz do schadzek – odfuknęła Pasny. – Po prostu wpadłam wczoraj w nocy do Wieży Gryfonów, żeby trochę popatrzeć…
– To byłaś TY?! – krzyknął Harry.
Malfoy wyglądał, jakby się gotował w środku.
– Co tu się, do diaska, wyprawia? – ryknął już nie tak szczęśliwy Severus Snape.

***

Kilka tysięcy kilometrów na wschód dalej Albus Dumbledore we własnej osobie wspinał się po wąskiej ścieżce okalającej ośnieżone zbocze pewnej Bułgarskiej góry. Śnieg zacinał niemiłosiernie, a wiatr dął z całych sił, co chwila rozwiewając poły grubego płaszcza Albusa. Ten jednak niestrudzenie kontynuował swoją wędrówkę, aż dotarł do żelaznej bramy strzegącej starej średniowiecznej twierdzy. Zapukał dwa razy różdżką w okienko. Zasuwa skrzypnęła, ukazała się twarz strażnika, który przyjrzał się mu badawczo i skinął głową. Śnieg prószył jak szalony. Po chwili brama drgnęła. Albus wszedł do środka, przystanął i rozejrzał się po komnacie, której nie widział od pięćdziesięciu lat.
– Tędy, proszę – rzekł strażnik i poprowadził go labiryntem niskich, ciemnych korytarzy.
Mężczyzna stanął przed jedną z cel.
– To tutaj – powiedział cicho, po czym włożył w dłoń Albusa pęk kluczy, ukłonił się i odszedł.
Dyrektor odwrócił się w kierunku celi.
– Witaj, Gellercie – ogniki w oczach Albusa zamigotały. – Odebrałem twój list.
– Witaj, najdroższy – uśmiechnął się smutno Gellert i ujął w dłonie wyschniętą dłoń Albusa. – Nie dajesz za wygraną, co?


A w kolejnym odcinku...
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Ka » 10 gru 2014, o 02:10

Przegadałyśmy już praktycznie całą fetę wzdłuż i wszerz, więc tylko dla przyzwoitości napiszę oficjalnie, że bardzo mi się podoba, i pocytuję sobie troszeczkę. :)

Kocham Pansy z nieskrywanym crushem na Rona. Kocham, że Draco i Harry już teraz się na siebie rzucili i, mam nadzieję, spędzą resztę fety całując się, kłócąc i razem ratując świat. Mam nadzieję, że Hermiona szybko wyleczy się z dzikiej zazdrości, najlepiej za sprawą jakiegoś korespondencyjnego przyjaciela. A radosny Severus wywołuje we mnie uczucia, których nie ośmielę się nazywać. Ach, no i oczywiście Voldemort z AVPM to najlepszy Voldemort, i tylko czekam, aż na scenie pojawi się Quirrell.

– Zdumiewające, jak dobrze to zawsze działa – zadumał się Crabbe nad owsianką.

Jeden z najlepszych tekstów tego odcinka.

– Salazarze, tylko Gryfoni mogli wpaść na coś takiego i jeszcze sądzić, że to przejdzie.

Może właśnie liczyli, że nikt inny nie wpadnie na coś tak głupiego, więc nikt się nie domyśli. :lol2:

Draco zawsze miał słabość do rozjuszonego Pottera. Dotarło to do niego gdzieś w okolicy czwartego roku.

Awwwwwwwwwwwww.

– Co tu się, do diaska, wyprawia? – ryknął już nie tak szczęśliwy Severus Snape.

Kwiiiiiiiiiiiiiiik.

– Witaj, Gellercie – ogniki w oczach Albusa zamigotały. – Odebrałem twój list.
– Witaj, najdroższy – uśmiechnął się smutno Gellert i ujął w dłonie wyschniętą dłoń Albusa. – Nie dajesz za wygraną, co?

Jak już Ci napisałam - to absolutnie niedopuszczalne, żeby w lekkiej, zabawnej fecie nagle łamać mi serce. W dwóch linijkach.
Najlepsze jest to, że nie wiadomo, czy Gellert mówi o nieustających próbach Albusa, żeby pokonać Voldemorta, czy o jego miłości do Gellerta.
Potrzebuję 100k tego fanfika.
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez SzmaragDrac » 10 gru 2014, o 16:57

Najpierw chciałabym wymienić moje ulubione zdanka :D
Wczoraj widziałem ich w Miodowym Królestwie. Wyobrażasz sobie? A z Parszywkiem mi nie pozwalali wchodzić.
Wyobraziłam sobie Rona z Parszywkiem na rękach, który stoi przy półce ze słodyczami, i każdy z nich wżera coś prosto z półki... Tak równo ruszają pyszczkami... :lol2:
– W ruch poszedł wielosokowy. Widzicie, kto siedzi obok „dyrektora”?
– McGonagall?
– Na poziomie kolan – podsunęła wyrozumiale Pansy.
– Czy to jest… – Crabbe zmarszczył brwi.
– Bez jaj! – krzyknął Nott.
– Salazarze, tylko Gryfoni mogli wpaść na coś takiego i jeszcze sądzić, że to przejdzie.
Jestem małym głupkiem, ale jak to czytałam, to sądziłam, że postawili jakiegoś skrzata, który "dyrektorowi" dyktował, jak ma się zachowywać, by nikt się nie skapnął... A to koza! O w mordę jeża! xD
Poza tym ojciec też już nie wspierał tych niedorzeczności, odkąd Czarny Pan zjadł jego ostatniego pawia na kolację. Są w końcu jakieś granice.
KO. CHAM. TO :serce: :lol:
Ty i dziewczyna Paddingtonów odwrócicie uwagę Pottera, a ja pokonam starca jego własną bronią. Miłość, Mafey, miłość rozwiąże nasze problemy.
Wielbię i czczę w komediach wizerunek walniętego Voldemorta, który sądzi, że jest Miszczem Zła i Okrucieństwa I Nikt Mu Nie Podskoczy xD


Ron i Pansy? Czytałam ostatnio jakieś Drarry z tym paringiem w tle i szczerze powiem, że zrobił na mnie średnie wrażenie. Ale może to dlatego, że w tamtym opowiadaniu został on opisany trochę nie w moim stylu (za to Drarry było super :D). Ale tutaj... No, no, jestem ciekawa, jak to się potoczy dale... Czekajcie. To ja mam to opisać. O... No, muszę coś dla nich wymyślić xD
W ogóle muszę powiedzieć, że bardzo podoba mi się ten odcinek i mam nadzieję, że jakimś cudem podołam wyzwaniu i dosięgnę do poprzeczki, którą tak wysoko zawiesiły daimon oraz Miss Black. Oby!

Pozdrawiam i dziękuję!
Drac
Zaglądam tu rzadko, częściej można mnie złapać na Forum Mirriel pod tym samym nickiem.
Moje ao3.
SzmaragDrac Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 723
Dołączył(a): 26 mar 2014, o 16:10

Postprzez diesirae » 10 gru 2014, o 17:43

Ojejkujeku, kocham końcówkę! Grindeldore!
[tu będzie reszta komentarza jak skończę robić projekt ]
"I'm, er, Harry Potter. And my intellect hasn't really progressed from the age of twelve. I really like, um, Quidditch, and also, evil is bad. Hermione's really more into the brainy stuff. Thank you for your time."
Obrazek

"- It's complicated
- I love complicated"

diesirae Offline

Avatar użytkownika
Mistrzyni Zlotów
 
Posty: 996
Dołączył(a): 12 paź 2012, o 19:11
Lokalizacja: Poznań

Postprzez MargotX » 10 gru 2014, o 18:29

Czy ja zawsze muszę czytać takie kwikogenne rzeczy w obecności osób trzecich?! ;) Fantastyczne to było. Pansy i jej miłość do czekolady, Hermiona i Ron w swoich odwiecznych kłótniach i scenkach zazdrości, knujący Ślizgoni - wszystko jak trzeba. A do tego elementy, które biją wszystko na głowę, czyli zadumanie Crabbe'a, Dumbledore/Aberforth z kozą w tle, no i wisienka na torcie, czyli Harry i Draco całujący się w schowku na miotły.

Merlinie z Morganą do spółki, dziewczyny, macie talent i tak niesamowite pomysły, że człowiek w żaden sposób nie jest w stanie choćby przypuszczać, co może pojawić się w każdej kolejnej odsłonie. Wszystkie super cytaty już przytoczono, ale ostał mi się jeszcze jeden, moim zdaniem kapitalny, z rozmowy Pansy i Blaise'a:

Zabini wziął głęboki oddech.
– Dlaczego zadaję się z nałogowcami, którzy mają obsesję na punkcie Gryfonów?
– Bo Draco ma świetny tyłek i bogatych rodziców, a ja fenomenalną osobowość?
Zabini pozostał niewzruszony. Nott krztusił się obok fasolą.
– Ja przynajmniej jestem tego świadoma. Draco żyje w błogim wyparciu. Swoją drogą plan wypalił. Widziałeś? Potter popędził za nim na złamanie karku. Granger piekli się z zazdrości, a Weasley pali ze wstydu. Idzie jak po maśle.

:lol2:

Dziękuję za kolejną porcję dobrej zabawy i oby tak dalej :D
Gdy oczy zamknę, widzę ciebie wcześniej,
Bo w dzień na wszystko patrzę bez czułości;
Gdy śpię, me oczy widzą ciebie we śnie
I w ciemnym blasku są blaskiem ciemności.
MargotX Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2063
Dołączył(a): 17 gru 2010, o 19:13

Postprzez wężousta » 11 gru 2014, o 15:47

Radością jest widzieć, że feta idzie dalej :D Skoro moje poprzedniczki wymieniły już pozytywne aspekty tekstu, odniosę się do tego, co lekko mnie zawiodło.

Jak dla mnie to trochę za wcześnie na akcje typu Draco/Harry (chociaż z tego co widzę większości się podoba, więc to chyba ja wolę rosnące napięcie). Miałam też szczerą nadzieję, że do końca zostanie tajemnicą co stało się z naszym Dumblem :( Mam poczucie, że ten odcinek powinien być gdzieś dalej w całej fecie.

Ale nie narzekam, żeby nie było, to w końcu zabawa! Dziękuję za ten odcinek i życzę Drac powodzenia w pisaniu kolejnego :)
"A potem ich usta się spotkały i to było jak powrót do domu."

Obrazek Obrazek Obrazek
wężousta Offline

Avatar użytkownika
Cukiernik
 
Posty: 448
Dołączył(a): 24 lut 2014, o 12:43
Lokalizacja: Wwa

Następna strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

cron