Drarrofeta świąteczna

wydanie czwarte

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez Veldrin » 29 gru 2012, o 23:10

To było coś! Hermiona jest boska w tym opowiadaniu, chyrpa z niej gorsza od McGonnagal :D
Naprawdę podobał mi się ten rozdział i twoja pomysłowość :D
Crabbe był boski, chociaż nie dziwię się czemu ta biedna himera uciekła, gdy chciał ją pocałować :D A jego wytłumaczenie jej ucieczki było po prostu urocze xD

Hermiona nie oszczędzała swoich płuc, wrzeszcząc w niebogłosy i przeklinając ich obu do siódmego pokolenia wstecz.


Ten fragment mnie rozwalił xD Jeszcze nie słyszałam o tym, żeby przeklinać kogoś do jakiegokolwiek pokolenia wstecz :hahaha:

Nie wiem jak wam się to udaje, ale Draco każdej z was jest zniewalający i powalający równocześnie :)
Taki pomysł na spotykanie się z Potterem i korzyści z tego wynikające, jest naprawdę uroczy :)

— Weasleyówna by się od ciebie odczepiła.
— Nie.
— Przekląłbym Weasleyównę, żeby się od ciebie odczepiła.
— Nadal nie.
— Pozbyłbym się jej zwłok.
— Nie, nie, i nie!
— Wkurzyłbyś Snape’a.
— Tym bardziej NIE.
Draco westchnął ciężko.
— Jak na Gryfona całkiem nieźle negocjujesz.


Cóż za komplement z ust ślizgona :D I tak jak najbardziej! Niech ją przeklnie xD

— Pamiętaj tylko, żeby traktować mnie z szacunkiem, a wszystko będzie dobrze. Mama by się zdenerwowała, gdybyś był dla mnie niedobry.


:hahaha:

Wyszło Ci mistrzowsko z odpowiednią dawką humoru i sensacji :D
Pozdrawiam ;)
- Chciałbym z tobą pogadać, Draco.
- To dobrze, bo gdybyś tak od razu chciał się na mnie rzucić i przelecieć pod ścianą, musiałbym stanowczo powiedzieć 'nie'. Nie jestem taki łatwy. - Draco namyślał się chwilę, taksując Harry'ego wzrokiem. - Kłamałem. Jestem łatwy. Możesz mnie przelecieć bez gadania.
Veldrin Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 535
Dołączył(a): 30 lis 2012, o 10:43
Lokalizacja: K-ce

Postprzez Aevenien » 30 gru 2012, o 13:25

Ka napisał(a):
Wtykanie macek w nie swoje sprawy nigdy nie kończyło się dobrze.

Aev, słyszysz? ;>

Nie :whistle:

Ja powiem jedno:
Draco był mistrzem przebiegłości, filarem godności, bogiem adoracji i nie zamierzał nadwątlać swojej reputacji dla jakichś tam skrzatów domowych.

:lol2:

Ten cały odcinek był EPICKI. I zgadzam się z tym wszystkim, co zaraz napisze MB :D
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Miss Black » 30 gru 2012, o 13:51

Chciałam powiedzieć, że to jest definitywnie najlepszy, najbardziej odjechany i, w dziwny sposób, najbardziej klasyczny odcinek tej fety. Dziewczyno, słowa nie są w stanie opisać, jak bardzo ubawiłam się przy tym odcinku. Boli mnie brzuch ze śmiechu! No, bo jak człowiek może siedzieć spokojnie przy tym:
Wieść gminna niosła, że zabarykadował się w swoim gabinecie, chroniąc pozostałe słodycze przed złodziejami.

Czy też przy tym:
Vincent Crabbe nie był zbyt bystrym chłopcem, to musiała przyznać nawet jego matka.

Trzeba Ci przyznać, że fenomenalnie bawisz się językiem i robisz z nim, co chcesz :D Nie mam teraz odpowiedniego przykładu, bo skupiłam się na humorze, ale wymiatasz. Czytało się to fantastycznie. I te wszystkie mądrości życiowe!
Nim pogrążył się w totalnej rozpaczy, nagle słońce go olśniło. Już wiedział, co ma zrobić. Draco zawsze powtarzał, że w łapę każdy weźmie.

I odwołania do kanonu i filmu! „Lub co gorsza” jest najlepszy klasykiem ever, ale to!:
Encyklopedia Granger i święty Potter pędzili przodem, jakby gnał ich wielki troll czy coś podobnego.

Ach! A Twoje opisy Draco zwalają mnie z nóg. Serio. Nie wiem, który lepszy.
Draco był mistrzem przebiegłości, filarem godności, bogiem adoracji i nie zamierzał nadwątlać swojej reputacji dla jakichś tam skrzatów domowych.

Nazywał się Draco Malfoy i był dżemoholikiem, a jego ojciec dobrze o tym wiedział… i go to nie obchodziło. W takim razie Draco mu pokaże — na złość ojcu umówi się z Harrym Potterem.

AWESOME! Awesome. Wreszcie zaczęło się drarry, a to rzecz niezmiernie rzadka, choć pożądana w naszych fetach. Fenomenalnie to poprowadziłaś. Nic nie jest w stanie bardziej zmobilizować Harry’ego niż jego wszędobylska ciekawość. Świetnie zagrane, Draco. Powinszować ślizgońskiego sprytu! I to przecież całkowicie logiczne, że jedynym, co może popchnąć Draco ku Harry’emu jest chęć zrobienia na złość ojcu XD No lol. Mam Związanych gdzieś z tyłu głowy przy tym fragmencie! I jeszcze Narcyza Fanka Romansów. XD Umarłam. I jakie DRAMATYCZNE podejcie!
Na szczęście dla Draco Narcyza Black przeczytała w swoim życiu wystarczająco dużo romansów, żeby uwierzyć w tragiczną miłość dwójki młodych chłopców, stojących po przeciwnych stronach barykady i rozdzielonych przez wojnę. Jej miękkie, romantyczne serce nie pozwoli, by mąż stanął na drodze prawdziwej miłości i wydziedziczył jedynego syna.

Piękne. Chyba mam łzy w oczach. I jeszcze dwa ostatnie cytaty:
Na samą myśl o martwym Potterze nagle coś ścisnęło go w piersi. Zgaga zapewne.

Tu już płakałam ze śmiechu. Stary dobry humor drarrystyczny! Mnie też coś ścisnęło w piersi. O i jeszcze „noszenie się z kołtunem na głowie”. Nerejda, kocham Cię w tym momencie. Dzięki wielkie za masę dobrej zabawy!
CALM YOUR MIND MY FRIENDS AND DON'T BE AFRAID TO DREAM A LITTLE BIGGER!
Miss Black Offline

Avatar użytkownika
Pack Mom
 
Posty: 2722
Dołączył(a): 2 lis 2010, o 19:54
Lokalizacja: Pigfarts

Postprzez Bang Bang » 1 sty 2013, o 22:09

Chciałam napisać w miarę inteligentny komentarz, ale kałamarnica mnie zabiła :lol2: . To było absolutnie przegenialne! Cudowne lekarstwo na mój lekko niedzisiejszy, zasmucony wizją powrotu do szkoły umysł. Wiem, że pewnie nic nowego nie napiszę, ale Nerejdo jesteś moim mistrzem! Ogromnie się cieszę, że jednak dołączyłaś do tegorocznej fety, bo bez Ciebie- to nie byłoby to samo. Drarry się wreszcie pojawiło, już pomijając motywy, które zaprowadziły chłopców do ich jakże genialnego planu- to nieistotne, liczy się efekt :). Hermiona i Goyle nadal pozostają bardzo barwnymi, czasem kradnącymi show, postaciami drugoplanowymi, a w tym odcinku trochę przyćmił ich Crabbe, lecz jego pocałunek z chimerą tak mnie rozbawił, że przymykam na to oko. I tylko Narcyzy mi szkoda, bo z niej taka romantyczna i wrażliwa dusza, a jej własny mąż prawdopodobnie ją zdradza :(. O! Ale może tam jakiś trójkąt się kroi czy coś? ;> Ewentualnie czworokąt z Albusem- złe, złe myśli :sciana: .

Podłoga była strasznie brudna, co też te skrzaty robiły, że panował tu taki burdel? Dopiero po raz ósmy strzepując śmieci z lewego rękawa, przypomniał sobie, że zaginęły. No tak, niuanse… kto by się nimi przejmował? Na pewno nie on.


:hahaha:

W tym momencie to już spadłam z krzesła. Geniusz w czystej postaci.

Dobry instynkt, ocenił w duchu Draco, zbliżając się trochę bliżej, kto by tam chciał czuć na sobie łapy Granger. Prócz Wiewióra oczywiście, ale to Gryfon z dziada pradziada, nic dziwnego, że dewiacje miał we krwi. Macanie gruszek, macanie skrzatów, macanie Granger, ciekawe co dalej… trolle? Chwila, przecież była taka plotka na pierwszym roku o trollu…a potem o bazyliszku… i dementorach…
Draco zamrugał, odpychając od siebie obrzydliwe wizje. Fuj! Że też ci Gryfoni nie znają umiaru. Zamierzali obskoczyć wszystkie magiczne stworzenia czy jak?


Umysł Dracona to doprawdy fascynujące miejsce :lol2: .

BUM!
Draco obiegł stół Krukonów dookoła…
BUM!
Hermiona wskoczyła mu na plecy, ale udało mu się ją strząsnąć…
BUM!
Draco wpadł w stos rondli i garnków…
BUM!


Kocham dynamikę tego fragmentu :serce: .

Już za chwilę odda się swojej zakazanej rozkoszy. Uniosła ramiona wyżej i… pofrunęła.


I w tym momencie kałamarnica skojarzyła mi się z Wendy z Piotrusia Pana 8-) .


To było coś zabawnego, kanonicznego, po prostu pięknego :seksi: . Dziękuję za miły początek roku. Teraz już nawet wizja jutrzejszego dnia nie wydaje mi się taka straszna :D.
Combeferre sighed. "When was the last time you got a full night's sleep?"
"I'm a med student," said Joly, rubbing his eyes. "Sleep is surrender. Coffee is strength."
"Work is freedom," said Combeferre drily.
"Right." Joly nodded. "Sometimes, I forget you're a med student, too."

North London is red


Bractwo Bejsbola i Widła :pala:
Bang Bang Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2318
Dołączył(a): 3 paź 2011, o 21:19
Lokalizacja: Emirates Stadium

Postprzez Avet » 2 sty 2013, o 16:10

Czytam i nie komentuję, wstyd!
Nerejdo rzeczywiście jest to najlepszy odcinek z całej fety. Jeżeli chciałabym wklejać ulubione cytaty to musiałabym skopiować cały tekst ;)
No ale oczywiście nie powstrzymam się przed kilkoma perełkami:
Crabbe potrząsnął głową, z rozlewającym się w piersiach przyjemnym uczuciem. Mamusia jak zawsze miała rację! Pocałunek księcia naprawdę obudził księżniczkę…


Wielkie oburzenie Draco jest cudowne ^^
…Nie umówiłbym się z tobą, nawet gdybyś był ostatnim czarodziejem na zie… — raptownie Malfoy urwał w pół słowa, a Harry po raz pierwszy pożałował, że wskoczył za nim w kominek. Miał złe przeczucie. — A zgodziłbyś się?


:seksi: Draco, U made my day!
Mama by się zdenerwowała, gdybyś był dla mnie niedobry.

Dziwi mnie, że nie jest to "Mój ojciec się o tym dowie". Chociaż Narcyza i jej romansidła... Tak, przemawia to do mnie ^^
No i oczywiście kałamarnica, rozmowa o Ginny i Ron pod stołem ze swoim motto <3

Całuję stópki za tak udany kawałek ^^
.Traicit et fati litora magnus amor.
Avet Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 383
Dołączył(a): 24 cze 2012, o 13:23
Lokalizacja: Krk

Postprzez euphoria » 2 sty 2013, o 21:38

Witam,
mam nadzieję, że Wam się spodoba ten odcinek, bo trochę się waham z wstawianiem go. Nie ma bety, więc to się pewnie od razu rzuci w oczy, ale nie bardzo miałam czas kogoś szukać :whistle: Mam nadzieję, że jakaś dobra dusza to edytuje i się do tego zabierze charytatywnie 8-)

Warunki z pkt 2 oraz 5 spełniłam między wierszami :whistle:

Nie przedłużając - z okazji Nowego Roku 2013, mam zaszczyt przedstawić

Drarrofetę

ODCINEK DZIEWIĄTY

czyli Draco w pogoni za szczęściem, bogactwem i dżemem truskawkowym



Kiedy następnego dnia Draco Malfoy wstał rano podszedł natychmiast do ogromnej szafy, w której trzymał wszystkie swoje szkolne szaty. Przez kilka długich chwil wyjmował je po kolei i dokładnie oglądał, zastanawiając się jak będą się układać na jego boskim ciele. Jednak na dobrą sprawę żadna nie przypadła mu do gustu.

- Pansy! – krzyknął delikatnie spanikowany, gdy zdał sobie sprawę, że w tym tempie nigdy nie wybierze idealnej szaty na otwarcie idealnego dnia, by zapoznać świat z jego idealną personą.

Nikt jednak nie odpowiedział.

- Pansy! – krzyknął ponownie wychylając się ostrożnie ze swojego dormitorium.

Ślizgoni musieli już wyjść z lochów, ponieważ w Pokoju Wspólnym zdawało się nie być ani jednego żywego ducha. Martwych dusz zresztą też.

Draco wziął kilka głębszych wdechów i przyłożył opuszki palców obu dłoni do zamkniętych powiek, by w pełni się uspokoić. Przez moment mruczał coś niezrozumiale, można by rzec bełkotliwie, gdyby nie to, że mamy do czynienia z Draco Malfoyem, a jak wiemy Malfoyowie nie bełkoczą. Odrzucił swoją głowę w tył i wyciągnął przed siebie ręce, jakby chciał powiedzieć: Spokojnie, wszystko będzie dobrze., i podszedł z powrotem do szafy. Ponownie zamknął oczy i wyciągnął pierwszą lepszą szatę, zdając się na swoją niezawodną intuicję.

***

Wielka Sala udekorowana według jego projektu, faktycznie robiła wrażenie. Nie było nic w tym dziwnego, w końcu gust odziedziczył po obojgu rodzicach. Co prawda Lucjusz wczorajszego dnia z zielenią na włosach zaprzeczał jakimkolwiek standardom obecnej mody, jednak Draco szybko wytłumaczył sobie, iż ojciec zapewne bezgranicznie poświecił się dla uczczenia barw Domu Slytherina. Rozmyślając o Malfoyu Seniorze, młody Śligon zdał sobie sprawę, iż jego rodzic nie wytłumaczył mu swojej obecności w Hogwarcie. Czyżby Dumbledore wezwał Lucjusza, by docenił niezwykły smak i nowatorstwo projektu wystroju Wielkiej Sali?

Myśl tę Draco szybko odrzucił. Ojciec wspomniałby mu o tym.

Może Malfoy Senior został zaproszony do występu w Jasełkach?!

- Och! – pisnął Draco, zapominając, iż idzie korytarzem.

To byłoby przerażające. Znał słabość ojca do teatru. Lucjusz niejednokrotnie wspominał nad butelką Ognistej, iż gdyby nie ciążył na nim obowiązek wynikający ze szlachectwa, posiadania największego czarodziejskiego majątku oraz politycznych wpływów wraz z wujem Severusem robiliby karierę w Świętym* Mugolskim Lesie. Kiedy upijali się jeszcze bardziej, Malfoy Senior rozdzierał koszulę na piersi i bijąc się w słabo owłosioną klatkę, mówił:

- Nazywam się Tarzan.**

Wuj Severus ze zbolałą miną, dopowiadał wtedy udawanym kobiecym głosem.

- Jestem Jane i kocham jeździć na słoniu.**

A ciszej do siebie, iż pierwszy i ostatni raz pozwolił Lucjuszowi oglądać mugolską telewizję.

Czy jednak rola Zwierzchnika Aniołów w Jasełkach odpowiadałaby mu? Draco odetchnął, gdy przypomniał sobie słowa Granger, iż sam Dumbledore zapewnił mu ten angaż. Czasami jednak ten cukrzyk się do czegoś przydawał, przyznał w duchu. Odrobinę uspokojony wszedł do Wielkiej Sali i w tej właśnie chwili, gdy zdał sobie sprawę, iż dżemu truskawkowego nie ma na żadnym ze stołów, MYŚL uderzyła w niego z siłą rozpędzonego hipogryfa.

Podszedł do Pottera na chwilę zapominając, iż miał zrobić romantyczną scenę, by każdy dowiedział się o ich udawanym związku, i pociągnął Gryfona za rękaw z powrotem w stronę korytarza, wywołując nie mniejsze zamieszanie.

- Malfoy? – spytał zdezorientowany Potter.

- Wiem kto ukradł święta! – krzyknął Draco tym samym tonem, którym Archimedes kilkanaście wieków wcześniej zaintonował sławne ‘Eureka’.

Potter już miał ponownie otworzyć usta, gdy nagle Ślizgon zauważył dziwne drgnienie mięśni na jego twarzy, kiedy spojrzał ponad nim. Powieki Gryfona zatrzepotały, jakby niedowidział, a jego usta ścisnęły się tak bardzo, że prawie przegryzł sobie wargę. Draco myślał, że może ktoś w końcu dosypał Złotemu Chłopcu jakiejś trutki na okularników i momentalnie przestraszył się, iż zostanie o to posądzony. A przecież on teraz czerpałby największe profity, gdyby Gryfon żył! Kto więc mógłby chcieć śmierci Pottera?! Może jego – Draco wrogowie? Ten wypacykowany Francuzik o twarzy cherubinka, którego w tamtym roku pozbawił tytułu Najbardziej Niebiańskiej Twarzy? Albo ten cholerny Portugalczyk, którego odrzucił, ponieważ jego zielone oczy okazały się mugolskimi szkłami kontaktowymi? Nie, nikt jeszcze nie wiedział o ich związku, a prasa miała napisać o tym dopiero po śniadaniu, tak się z Ritą umawiał wczoraj przez lusterko…

A może… Może Potter miał własnych wrogów. Kolejna MYŚL była o wiele straszniejsza.

- Och! – pisnął, łapiąc Pottera za szatę. – Mój ojciec nie ukradł świąt! On Cię zabił! – krzyknął prawie zalewając się łzami i nie dostrzegając, że Gryfon przestał robić to coś dziwnego ze swoją twarzą. – A mogłem być taki sławny, bogaty i wiecznie na pierwszych stronach! – łkał dalej i pewnie to trwałoby, gdyby Złoty Chłopiec nie odchrząknął w zakłopotaniu.

- Malfoy, ja żyję – zauważył elokwentnie.

Draco ostrożnie uniósł głowę, by upewnić się na własne oczy. Po chwili uspokojony, obrzucił Pottera badawczym spojrzeniem.

- Co się działo z twoją twarzą przed chwilą?

Gryfon zaczerwienił się lekko, ale widząc ponownie rodzącą się panikę w oczach Ślizgona, wydukał.

- Ginny wchodziła do Wielkiej Sali…

- Ja też nie mogę na nią patrzeć, ale to była przesada… - stwierdził Malfoy.

Harry parsknął.

- Chciałem jej rzucić ‘mordercze spojrzenie’ – wyjaśnił.

Draco przez chwilę wpatrywał się w niego z niedowierzaniem, jednak Potter wyglądał na przeraźliwie szczerego. W końcu podjął decyzję, która mogła zaważyć na równowadze pomiędzy Gryffindorem a Slytherinem.

- Potter, nauczę cię tego spojrzenia – zaoferował grobowym tonem.

***

Harry dziwnie czuł się, gdy Draco zaprowadził go do swojego pokoju bez słowa wyjaśnienia mijając pozostałych Ślizgonów. Drzwi zatrzasnęły się głucho, gdy obaj znaleźli się w środku. Potter stanął na środku dość dużego pomieszczenia i z zaskoczeniem stwierdził, iż znajduje się tu tylko jedno łóżko.

- Macie osobne dormitoria? – spytał delikatnie rzecz ujmując zbulwersowany.

Od dawna miał dość chrapanie Neville’a, koszmarów nocnych Deana oraz nocnych wizyt Hermiony, która dawała Ronowi korepetycje. W takich chwilach cieszył się naprawdę, iż odmówił jej, gdy proponowała mu pomoc.

- Nie bądź śmieszny – parsknął Draco. – To dormitorium trzyosobowe.

- To dlaczego jest tu jedno łóżko? – zdziwił się.

Draco zatrzepotał rzęsami w skrajnym przerażeniu.

- Dlaczego, na bogów, ktoś miałby jeszcze tutaj spać?!

- Sam mówiłeś, że to trzyosobowe dormitorium.

- I? – nie zrozumiał Malfoy.

Harry machnął ręką i podszedł do jednego z obitych zielonym suknem foteli. Trącił nogą pustą butelkę po kremowym, ale złapał ją nim zdążył się wywrócić, wylewając resztkę zawartości na dywan. Przez chwilę w milczeniu obracał ją w dłoniach.

- Jak wy to robicie? – spytał nie patrząc na Malfoya.

Draco usiadł na łóżku i spojrzał na niego z kpiącym uśmieszkiem.

- To się dzieje w Hogsmeade. Idziemy do Rosmerty… - urwał. – Ona wie, że nie powinna tego robić, wuj Severus jej zabronił, tak jak każdy Opiekun z Hogwartu…

Harry poderwał głowę do góry na brzmienie znanego imienia.

- Madame Rosmerta uczy was ‘morderczego spojrzenia’?!
Draco prychnął.

- Myślałem, że pytasz jak przemycamy alkohol do szkoły. I nie mów ‘mordercze spojrzenie’. To taka prostacka nazwa… - skrzywił się nieznacznie. – Wolę nazywać to ‘tym spojrzeniem’, od biedy ‘wystudiowanym spojrzeniem pełnym pierwotnej pogardy, która powinna dosięgnąć serca’ – wyrecytował natchnionym głosem.

Malfoy wstał i podszedł do jednego z luster, po którym znajdowała się niewielka drewniana szafka. Wyciągnął z szufladki słoiczek zrobiony z kości buchonorożca i kiwnął na Pottera palcem.

- Podejdź.

Gryfon wstał z ociąganiem i stanął koło Draco, rzucając mu raz po raz pytające spojrzenia.

- Musisz wmasowywać to w twarz raz dziennie. Najlepiej wieczorem i przez minimum piętnaście minut, ruchem kołowym do wewnątrz, a nie do zewnątrz. Pamiętaj! To ważne. – Podniósł do góry palec wskazujący i kiwnął nim dwa razy.

- To aż tak ważne? – zdziwił się Potter.

Draco spojrzał na niego przez odbicie w lustrze.

- Widziałem cię na eliksirach. Jeśli warzoną miksturę zamieszasz w nieodpowiedni sposób, ona co najwyżej wybuchnie albo wysadzisz laboratorium. Nic czego nie dałoby się potem naprawić z odrobiną magii – stwierdził znudzonym tonem. – Jednak zmasowanie tego kremu w nieodpowiedni sposób może sprawić, że będziesz miał… - tu Draco zrobił dłuższą przerwę, jakby musiał oswoić się ze słowem, które nie chciało za wszelką cenę przejść mu przez gardło… - Zmarszczki… - dokończył na wydechu.

***

Draco z radosnym podnieceniem chwycił poranne wydanie ‘Proroka Codziennego’ niemal od razu zauważając pożądany nagłówek, nie tyle w Kąciku Towarzyskim, co na drugiej stronie!

- Rita się postarała! – pisnął uradowany, nie zważając na stek kłamstw, które przewijały się przez ponad pięciostopowy artykuł. – Ani ziarna prawdy! Jaki polot ma ta kobieta!

Kątem oka zauważył wściekłego Harry’ego Pottera, który przedzierał się przez Wielką Salę w jego kierunku. Z przyjemnością zauważył, iż skóra jego twarzy byłą nawilżona, a płaty zeschłej skóry nie odstawały na jego nosie jak przeważnie bywało o tej porze roku. Podstęp w kremem był więc jednym z najlepszych zagrań do tej pory i Draco w duchu sobie pogratulował.

- Widziałeś to?! – warknął Potter. – Tu nie ma ani ziarna prawdy! – nieświadomie powtórzył jego słowa, choć bez Malfoyowego podziwu.

- Harry – zwrócił się do niego, szokując bliżej stojących uczniów. – Kto chciałby, żeby pisano o nim prawdę? – spytał retorycznie. – Nie cieszysz się, że twoja prywatność jest chroniona?

- Draco – powiedział z naciskiem Potter. – Skeeter zastanawia się tutaj… - urwał szukając właściwych słów. – Który z nas jest pasywem, kto nas połączył i kiedy weźmiemy razem ślub! – zakończył podniesionym głosem.

- Ale nic z tego nie jest prawdą? – spytał cicho Malfoy. – Więc twoja prywatność jest chroniona – dodał z naciskiem.

Harry nie mógł się nie zgodzić z pokrętną logiką Ślizgona, którą ten trenował latami, więc po prostu zamarł z gazetą w dłoni, z lekką uniesioną brwią i półuchylonymi ustami.

- Masz rację jednak! – Draco podniósł nagle głos, widząc nadchodzącą McGonagall. – To skandal, żeby takie informacje przedostawały się poza mury szkoły. Nie martw się, Harry – Objął Pottera opiekuńczo ramieniem, zyskując od wicedyrektorki spojrzenie pełne aprobaty. – Poczekaj, aż mój ojciec się o tym dowie.

***

Tymczasem Hogwart przygotowywał się do pierwszych w swojej historii Jasełek. Główny reżyser spektaklu, Hermiona Granger, poszukiwała uwięzionych skrzatów. Dyrektor marzył o najmroczniejszym z mrocznych, który w tym samym czasie próbował wymazać z pamięci to, co przez przypadek zobaczył w myślodsiewni Dumbledore’a.

Minerwa McGonagall w duszy zachwycała się jakim wspaniałym i silnym chłopcem okazał się Draco Malfoy. Ostatni natomiast z grupy, Zwierzchnik wszystkich jasełkowych Aniołów planował odzyskać ulubiony dżem truskawkowy, jednocześnie wcale nie próbując uratować świąt.

To byłoby w wyjątkowo niemalfoyowym stylu.

***

Gdzieś po północy w bliżej nieokreślonym miejscu, Lucjusz Malfoy odebrał list od syna.

Drogi Ojcze,
Jeśli do jutra rana nie uwolnisz skrzatów odpowiedzialnych za przynoszenie dżemu truskawkowego, kawy oraz tarty (nie, wciąż nie jem tego paskudztwa, ale Potter ją lubi, a ponieważ jestem z nim w związku, o ile nie dowiedziałeś się tego z porannego ‘Proroka Codziennego’ to właśnie Cię powiadamiam, że masz bezwzględny ZAKAZ ZABIJANIA GO!!!), oraz tych skrzatów, które są odpowiedzialne za sprzątanie mojego dormitorium (pierwszoroczni się zbuntowali), moja matka, a twoja zacna żona zostanie przeze mnie poinformowana, iż masz romans z Ginewrą Weasley (a wiesz jak ona nie cierpi piegów, chyba jeszcze bardziej jak ja, co jest prawie możliwe, bo ja ich nie cierpię tak bardzo, że dostaję dreszczy na samą myśl – stąd te plamy atramentu na pergaminie).
Serdecznie pozdrawiam,
Twój Syn,
Draco Malfoy
.

Lucjusz Malfoy mógł zareagować tylko w jeden sposób na ewidentny szantaż swego potomka. Przeczytał list powtórnie i ocierając niewielką wilgoć, która bezczelnie zgromadziła się w kąciku jego oka, westchnął z dumą:

- Moje dziecko.


_______________
* Zawsze chciałam odjąć ‘l’ w wyrazie Hollywood :P
** Ekhm – link do tłumaczenia tekstu piosenki, którym się posiłkowałam http://www.tekstowo.pl/piosenka,aqua,ta ... _jane.html



A w następnym odcinku...
euphoria Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 544
Dołączył(a): 8 lut 2011, o 21:56
Lokalizacja: z obsydianowych tęczówek najmroczniejszego z Czarnych Magów

Postprzez Avet » 2 sty 2013, o 21:58

Najpierw pokazała mi się czcionka przynajmniej 30 i aż oczy bolały, ale po kilku kliknięciach ustawiłam to do normalnej wielkości i mogłam już spokojnie czytać.
Pomijając kilka przecinków i takich tam, tekst przyjemny ^^ I miał kilka kaczfrejzów ^^

- Nazywam się Tarzan.
Wuj Severus ze zbolałą miną, dopowiadał wtedy udawanym kobiecym głosem.
- Jestem Jane i kocham jeździć na słoniu.

Aqua?! haha
O joijoijoijeee, Jestem Tarzan z dżungli, Możesz być moim przyjacielem ^^

- Ginny wchodziła do Wielkiej Sali…
- Ja też nie mogę na nią patrzeć, ale to była przesada… - stwierdził Malfoy.

Szkoda, że wróciła, ale przynajmniej została prawie wrobiona w romans z Lucjuszem (a raczej Lucjusz został prawie wrobiony w romans z Ginny), przez co umrze śmiercią tragiczną z rąk Narcyzy :devil:

Ah, no i jeszcze wystudiowane spojrzenie pełne pierwotnej pogardy, która powinna dosięgnąć serca <3
.Traicit et fati litora magnus amor.
Avet Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 383
Dołączył(a): 24 cze 2012, o 13:23
Lokalizacja: Krk

Postprzez Veldrin » 3 sty 2013, o 01:42

Przez kilka tekstów śmiałam się tak szaleńczo, że mój szanowny partner kazał mi w tej chwili wracać do łóżka, ale ubłagałam go jeszcze o pięć minutek i jestem! :D

Wielka Sala udekorowana według jego projektu, faktycznie robiła wrażenie. Nie było nic w tym dziwnego, w końcu gust odziedziczył po obojgu rodzicach. Co prawda Lucjusz wczorajszego dnia z zielenią na włosach zaprzeczał jakimkolwiek standardom obecnej mody, jednak Draco szybko wytłumaczył sobie, iż ojciec zapewne bezgranicznie poświecił się dla uczczenia barw Domu Slytherina.


To mnie zabiło :D Ale powróciłam z zaświatów, żeby pogratulować Lucjuszowi tak bezgranicznego uwielbienia domu jego syna xD

Kiedy upijali się jeszcze bardziej, Malfoy Senior rozdzierał koszulę na piersi i bijąc się w słabo owłosioną klatkę, mówił:

- Nazywam się Tarzan.**

Wuj Severus ze zbolałą miną, dopowiadał wtedy udawanym kobiecym głosem.

- Jestem Jane i kocham jeździć na słoniu.**

A ciszej do siebie, iż pierwszy i ostatni raz pozwolił Lucjuszowi oglądać mugolską telewizję.


:hahaha: :hahaha: :hahaha:

- Ginny wchodziła do Wielkiej Sali…

- Ja też nie mogę na nią patrzeć, ale to była przesada… - stwierdził Malfoy.


Żałuję, że nie mogę odznaczyć się taką samą elokwencją jak Draco. Poważnie, chciałabym umieć rzucać takimi tekstami w tak niewymuszony sposób jak on :D

- Nie bądź śmieszny – parsknął Draco. – To dormitorium trzyosobowe.

- To dlaczego jest tu jedno łóżko? – zdziwił się.

Draco zatrzepotał rzęsami w skrajnym przerażeniu.

- Dlaczego, na bogów, ktoś miałby jeszcze tutaj spać?!

- Sam mówiłeś, że to trzyosobowe dormitorium.

- I? – nie zrozumiał Malfoy.


Logika Malfoya mnie powala :splywa:

Dyrektor marzył o najmroczniejszym z mrocznych, który w tym samym czasie próbował wymazać z pamięci to, co przez przypadek zobaczył w myślodsiewni Dumbledore’a.


Kocham to, że cały czas przewija się wątek Severusa i Albusa. Co prawda niewielki, ale gdyby był większy to bym chyba zwymiotowała, więc taki jest ok xD

Wyszło Ci zabawnie i zgrabnie :)

Pozdrawiam ;)
- Chciałbym z tobą pogadać, Draco.
- To dobrze, bo gdybyś tak od razu chciał się na mnie rzucić i przelecieć pod ścianą, musiałbym stanowczo powiedzieć 'nie'. Nie jestem taki łatwy. - Draco namyślał się chwilę, taksując Harry'ego wzrokiem. - Kłamałem. Jestem łatwy. Możesz mnie przelecieć bez gadania.
Veldrin Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 535
Dołączył(a): 30 lis 2012, o 10:43
Lokalizacja: K-ce

Postprzez Aevenien » 5 sty 2013, o 16:11

Małe ogłoszenie odmoderatorskie.

Następny odcinek niestety się nie ukaże, bo złośliwy komputer Ter odmówił posłuszeństwa i jeszcze bardziej złośliwie nie chciał ożyć. Łączymy się w bólu nad brakiem tak ważnej w naszym życiu rzeczy, a Michiru życzymy powodzenia w zakończeniu tegorocznej fety :)
Z Mackami nie ma żartów :mackigreen:


"Law school," Arthur says. "Law school gets everybody in the head. That's, you know. That's the whole point. Of law school."

Mostly, I exist in a state of denial about the denial. My head is a complex place, okay?
Aevenien Offline

Avatar użytkownika
Macki Dalekiego Zasięgu
 
Posty: 6214
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 19:39
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez byarenlight » 5 sty 2013, o 21:00

Kiedy upijali się jeszcze bardziej, Malfoy Senior rozdzierał koszulę na piersi i bijąc się w słabo owłosioną klatkę, mówił:

- Nazywam się Tarzan.**

Wuj Severus ze zbolałą miną, dopowiadał wtedy udawanym kobiecym głosem.

- Jestem Jane i kocham jeździć na słoniu.**

A ciszej do siebie, iż pierwszy i ostatni raz pozwolił Lucjuszowi oglądać mugolską telewizję.

Boże, to mnie zabiło :hahaha:
Przepraszam, że ja tu tak tylko po to, ale nie mogłam się powstrzymać xD
- Ty byłaś kiedyś nastolatką. Powiedz, jak mam sobie poradzić z Astor?
- Spróbuj z nią porozmawiać.
- Kiedy ostatnio próbowałem, powiedziała, że mnie nienawidzi i przeniosła się do Orlando.
- To teraz masz drugą szansę. Podziel się z nią czymś... Co robiłeś w jej wieku...
- Zabiłem psa sąsiadów.
- Tego lepiej jej nie mów.
byarenlight Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 9 sie 2011, o 20:07
Lokalizacja: względna

Postprzez Michiru » 10 sty 2013, o 19:45

Moje kochane, po tygodniach zawirowań i nieprzewidzianych okoliczności, nasza tegoroczna świąteczna feta dobiega końca. Serdecznie dziękuję wszystkim za czynny udział, zarówno w pisaniu, jak i czytaniu i komentowaniu. Na koniec życzę wszystkim mnóstwa sukcesów i wspaniałych pomysłów w nowym roku. Żeby pasja do drarry nie wygasła i żeby w przyszłości powstało jeszcze więcej fantastycznych tekstów.

Przedstawiam Wam ostatni odcinek fety. Niebetowany, więc z góry przepraszam za wszystkie błędy i niedopatrzenia. Biorąc pod uwagę, że pisałam to w środku choroby, uprzedzam także, że może się on okazać baaardzo dziwny, niekoniecznie fascynujący i z całą pewnością nie tak udany, jak poprzednie. Mimo wszystko zapraszam do czytania :)



ODCINEK DZIESIĄTY
czyli o czekoladkach, loczkach i bożonarodzeniowych niespodziankach



Trzy dni przed historycznymi Jasełkami Hogwart wciąż tkwił w chaosie. Draco przekonał się o tym kilka sekund po tym, jak do jego dormitorium przedostał się pierwszy nieśmiały promień grudniowego słońca, łaskocząc go w powieki i nie pozwalając dłużej cieszyć się zasłużonym snem. Poprzedni dzień wymęczył go do granic możliwości. Okazało się, że rola Wielkiego Anioła wcale nie jest taka bezproblemowa, jak sądził. Granger miała rację — wszystkie światła jarzące się tuż przed jego oczami i nieskazitelnie biała szata, którą miał na sobie, sprawiały, że Draco ledwie było widać — a powinno go być widać w całej niebiańskiej okazałości. Był przecież najszlachetniejszym z najszlachetniejszych, najczystszym z najczystszych, najwspanialszym aniołem wszechczasów. Draco uważał, że pasował do tej roli znakomicie. Gabriel był najważniejszą (przynajmniej według niego) postacią Jasełek, istotą strzegącą pierwszego czarodzieja, jakiego poznał świat, czuwającą nad nim od chwili stworzenia i uczącą go wszystkiego, czego ten winien się dowiedzieć, bo móc potem szerzyć swą mądrość i magię po całym świecie — oczywiście przekazując ją tylko tym, którzy na nią najbardziej zasługiwali — nie jego wina, że później pazerni mugole zaczęli czyhać na piękne czarownice i przystojnych czarodziejów, a co za tym idzie — na ich magię! A przede wszystkim Gabriel był najpiękniejszym wśród aniołów i archaniołów. Jak już zostało powiedziane — rola idealna dla Draco. No, może poza tym jednym drobnym szczegółem dotyczącym idiotycznego pomysłu Granger, jakoby udokumentowane było, że Wielki Anioł wyglądał jak wielki, może i cudownie przystojny, a jednak niezaprzeczenie — wielki kłąb loczków. Draco miał nadzieję, że od tej jednej idei uda mu się ociągnąć uwagę Granger, i to najlepiej jak najszybciej. Bynajmniej nie miał zamiaru paradować przed całym Hogwartem ani, nie daj Merlinie, przed swoim ojcem, wyglądając jak nowonarodzona owieczka.
Właśnie… co do jego ojca… tak, Draco stłumił wypełniające mu umysł myśli i wrócił do rzeczywistości, która nie okazała się zbyt przyjemna. Przed jego oczami, tuż u stóp łóżka jawiła się kupka porzuconych tam wczorajszego wieczoru szat. Leżały one dokładnie w tym samym miejscu, w którym je wcześniej Draco zostawił, pomięte jak siedem nieszczęść. A to oznaczało tylko jedno. Skrzaty wciąż nie wróciły do zamku. Kiedy wczorajszego popołudnia Draco wysyłał list do ojca, był pewien, że wyciągnięcie Narcyzy Malfoy jako ostatecznego argumentu poskutkuje, i to od razu. Och, Draco nie był głupi — dobrze wiedział, że kiedy w grę wchodził gniew szanownej małżonki Lucjusza Malfoya, nikt nie mógł być bezpieczny. Chłopak był pewien, że w obliczu takiego szantażu jego ojciec ugnie się bez wahania. Szczególnie jeśli wszystko powiązane było rzekomo z tym rudym nieszczęściem z rodziny zdrajców krwi. Mimo że Lucjusz nienawidził Weasleyów z całego serca, Narcyza nie znosiła ich jeszcze bardziej. Uważała Molly Waesley za prywatny zamach na godność każdej prawdziwej kobiety, a jeśli dodać do tego ich tajemnicze zatargi z przeszłości, których Draco się tylko domyślał, a które miały coś wspólnego zarówno z rodziną Weasleyów, jak i Blacków, poinformowanie matki o romansie Lucjusza z najmłodszą Wiewiórzycą wydawało się planem idealnym. A jednak, najwyraźniej się pomylił. Szaty wciąż brudne = skrzatów nadal brak = jego ojciec nie przejął się listem, jaki przysłał mu jego genialny pierworodny. A to oznaczało kompletną katastrofę. Kolejny dzień bez dżemu na śniadanie.
Draco westchnął przeciągle, zdając sobie sprawę, że będzie musiał poważnie porozmawiać ze swoim ojcem. Miał nadzieję, że już wkrótce go zobaczy — jeśli nie dziś czy jutro, to z pewnością podczas Jasełek. Cokolwiek Lucjusz Malfoy robił ostatnio w Hogwarcie, Draco wiedział, że nie ominie on przedstawienia swojego jedynego dziecka — nawet takiego, który groził mu i szantażował. Tym bardziej, że dzień wcześniej przypadkowo podsłuchał, że na Jasełkach mają się pojawić byli nauczyciele oraz przedstawiciele rady szkolnej. Wcześniej jednak czekało go wysłanie matce listu ujawniającego wszystkie straszne postępki jej męża związane z pewną małą rudą wiedźmą. To będzie wyjątkowy dzień, Draco czuł to w kościach.
Z tymi myślami kołatającymi mu się w głowie, Draco westchnął po raz kolejny, po czym przeciągnął się arystokracko i zaczął przygotowywać do śniadania. Na szczęście w jego szafie znajdowało się wystarczająco dużo fantastycznych szat, idealnie uwydatniających wszystkie jego atuty. Tym razem jednak chłopak nie szukał pomocy Pansy ani też nie spędzał pół godziny, nie mogąc się zdecydować, który kolor będzie najlepiej odpowiadał jego dzisiejszemu nastrojowi. Chwycił z przekonaniem długą do kostek szatę w kolorze gołębiego popielu i kilkanaście minut później pewnym krokiem maszerował na śniadanie, dziękując Merlinowi, że nie mają już zajęć przed świętami, więc nie musiał paradować w tym okropnym szkolnym mundurku. Był tak zadowolony, że nawet nie zastanowił się nad nieobecnością Crabbe’a i Goyle’a przy swoim boku.
Kiedy wszedł do Wielkiej Sali, od razu skierował się w stronę stołu Gryfonów. To szybko stało się czymś w rodzaju codziennego rytuału. Za każdym razem, kiedy on i Potter mieli okazję jadać posiłki w towarzystwie reszty uczniów, czyli kiedy Gryfoni nie organizowali prób do Jasełek, Draco podchodził najpierw do stołu Gryffindoru, przez chwilę przekomarzał się z Potterem, prawie jak dawniej, z tą jedynie różnicą, że przestali rzucać w siebie wyzwiskami i używać nazwisk zamiast imion, jak większość normalnych ludzi, a potem szedł do swojego stołu. Czasami to Potter przychodził do stołu Ślizgonów, ale te momenty widać kosztowały go wiele poświęcenia, bo wyglądał wtedy, jakby nie bardzo wiedział, co zrobić ze swoimi rękoma i generalnie z całym sobą, więc Draco postanowił mężnie przejąć na siebie ten obowiązek, ratując się przed popadnięciem w jakąś idiotyczną sytuację.
Zanim jeszcze Draco przebył połowę drogi do stołu, już usłyszał zaciętą dyskusję toczącą się między Złota Trójcą. Nie udało mu się dokładnie wszystkiego podsłuchać, ale z urwanych zdań domyślił się, że kłótnia miała związek nie tylko z wszechobecnym brakiem artykułów spożywczych, ale także z ponownym zniknięciem najmłodszej Wiewióry.
— Nie, Ron, peleryna się znalazła. Ginny musiała ją porzucić w pokoju wspólnym. Całe szczęście, że nie znalazł jej wcześniej nikt inny. Ale to nie zmienia faktu, że ją ukradła! A ja chcę usłyszeć jakieś wyjaśnienie.
— Ale, Harry… Ginny nigdzie nie ma — jęknął Weasley. — Od kiedy ostatnio widziałeś ją wchodzącą do Wielkiej Sali, jakby rozpłynęła się w powietrzu.
— Musi się domyślać, że jesteśmy na nią źli, i dlatego boi się pokazać — stwierdziła logicznie Granger. — I wcale jej się nie dziwię. Jesteśmy przyjaciółkami, ale narazić nasze Jasełka na takie problemy? Nie, masz rację, Harry. Musimy z nią porozmawiać, jak tylko się znajdzie. Myślałam, że wykaże się większym poczuciem odpowiedzialności!
Chłopcy spojrzeli na swoją przyjaciółkę ze zdumieniem wymalowanym na twarzach. Najwyraźniej nikt nie spodziewał się takiego wybuchu emocji u największego mola książkowego w historii Hogwartu. Draco jednak zupełnie nie interesowały przepychanki ze zdrajcami krwi i szlamami. O nie, on miał inne plany na ten dzień.
— Harry — powiedział przeciągle, kładąc rękę na ramieniu Pottera. Granger i Weasley natychmiast przerwali zaciętą dyskusję i posłali mu pełne nienawiści spojrzenia, które ten zignorował, patrząc prosto w twarz (gładką i wreszcie o jednolitym kolorycie, trzeba dodać) ich przyjaciela. — Widzę, że u was nadal ani śladu dżemu truskawkowego.
Harry potrząsnął głową.
— Ani tarty melasowej — odparł, po czym zmierzył Draco dziwnym, trochę podejrzliwym spojrzeniem.
— Coś nie tak, Harry? — spytał Draco, zastanawiając się, co mogło spowodować tej niezbyt dobry humor chłopaka. Poza, oczywiście, brakiem ulubionej tarty.
— Hmm…
— Co za hmm? Mógłbyś rozwinąć?
— Mal… Draco, czy ty… Co ty… — zaczął Harry, ale przerwał w pół słowa i potrząsnął głową, zarabiając tym cztery zaniepokojone spojrzenia siedzących najbliżej Gryfonów i jedno zirytowane od Draco. — Nieważne. Co z naszymi poszukiwaniami? Skrzaty nadal się nie pojawiły. Co jeśli nie znajdą się do Bożego Narodzenia? Jasełka, uczta… Wszystko weźmie w łeb.
Draco zmarszczył brwi i uśmiechnął się szelmowsko.
— Myślę, że niedługo odzyskamy skrzaty. Może nawet już dziś…
— Co ty kombinujesz, Malfoy? — wtrąciła się Hermiona, spoglądając na niego nieufnie. — Przyznaj, to ty im coś zrobiłeś, prawda? Trzymasz je gdzieś uwięzione, chcesz zepsuć święta.
— Granger, zawsze podejrzewałem cię o skłonności paranoidalne, ale nie sądziłem, że zniżysz się do tego, by oskarżyć o coś niewinną osobę — wbił sobie kciuk w pierś teatralnym gestem, robiąc do tego minę męczennika — która nie ma, a nawet nie może mieć z tym nic wspólnego.
— Niewinną. Jasne! — prychnął Ron ze swojego miejsca. — Ty, fretko, zawsze jesteś winny… — Zastanowił się przez chwilę. — Jak nie tego, to czegoś innego.
— Ron, Hermiono, dajcie spokój — przerwał swojemu przyjacielowi Harry. — Mamy większe zmartwienia niż kłótnie o to, czy Draco jest… ekhm… niewinny czy nie.
Draco zmierzył zaczerwienionego po uszy Gryfona zdezorientowanym spojrzeniem, ale sekundę później kiwnął z aprobatą głową, machnął ręką i po prostu odszedł do swojego stołu.
Dopiero pod koniec śniadania zorientował się, że odkąd się obudził, nie widział ani Crabbe’a, ani Goyle’a. Doszedł jednak do wniosku, że pajace z pewnością znowu siedzą gdzieś w kącie, zajadając kolejny kalendarz adwentowy, albo już zjedli wszystkie i wylądowali u pani Pomfrey. Zresztą, teraz nie było na to czasu. Skoro chcieli się obżerać jak świnie, to ich sprawa. Draco miał o wiele ważniejszą sprawę do załatwienia — musiał uratować święta! Z tą właśnie myślą szybko pochłonął resztki tosta z masłem (o zgrozo! Do czego to doszło, żeby młody arystokrata musiał zadowalać się plebejskimi tostami z masłem na śniadanie!) i wyszedł z Sali, kierując się prosto do sowiarni. W wewnętrznej kieszeni jego szaty tkwił zapisany równiutkim pismem i obwiązany elegancką zieloną wstążeczką list zaadresowany do Narcyzy Malfoy.

***


Dzień mijał wyjątkowo spokojnie. Co prawda od śniadania Draco nie widział Pottera i to odrobinę go irytowało (ale tylko odrobinę, bądźmy szczerzy, Draco Malfoy miałby przejmować się jakimś Gryfonem?), jednak w perspektywie reszty dnia, wolnego od prób Jasełek i lekcji, brak Pottera w zasięgu wzroku nie wydawał mu się aż tak strasznym wydarzeniem. Za to mógł umilić sobie czas wspomnieniami gładkiej skóry Pottera. Draco odczuwał prawie niezdrową satysfakcję na myśl, jak bardzo pomógł prezencji Złotego Chłopca — co prawda jego początkowym celem było jedynie zrobienie Potterowi na złość i przy okazji zdenerwowanie ojca, ale teraz Draco szczerze przed sobą przyznawał, że to było jego najlepsze posunięcie od lat… no, może od kilku miesięcy, bo przecież Draco bardzo często miewa genialne pomysły. W dodatku teraz mógł już bez skrzywienia i obawy, że ktoś go posądzi o bycie dziwakiem, przyglądać się twarzy Pottera — jego gładka skóra całkiem dobrze komponowała się z czarnym kłębowiskiem na głowie, a nawet, o Merlinie, uwydatniała jego fascynujący kształt.
Szczerze mówiąc, Draco był lekko przerażony tymi myślami, zanim jednak zdążył kompletnie spanikować, usłyszał w sąsiednim korytarzu jakieś podniesione głosy. Był wieczór, więc większość uczniów od dawna była już w swoich pokojach wspólnych. Zaintrygowany Draco wsunął się za pobliską zbroję ruchem godnym prawdziwego węża, wyciągając szyję, bo zobaczyć, co się dzieje. Głosy stawały się coraz głośniejsze i w końcu Draco nieomylnie rozpoznał Złotego Chłopca Gryffindoru i Ginny Weasley. Prychając z rozbawienia, bez wahania wysunął się zza zbroi i pomaszerował w stronę kłócącej się pary, stając w połowie drogi i czekając cierpliwie.
— Nie rozumiem, Ginny. O co ci chodziło? Czemu ukradłaś moją pelerynę? Nie wiesz, że wszyscy cię szukaliśmy? — pytał Potter, oddychając ciężko, jakby obiegł cały zamek dookoła. Stał z zaciśniętymi pięściami na środku pustego korytarza, wpatrując się w Wesleyównę i wyprawiając z twarzą coś bardzo dziwnego. Krzywił się i wysilał, jakby od tego zależało jego życie. Wiewiórzyca przez chwilę wpatrywała się w niego zdezorientowana, ostatecznie jednak zaczerwieniła się ze złości i warknęła:
— Niby po co?
— Po co? Ukradłaś moją pelerynę! — krzyknął Potter. — I Jasełka. Powinnaś być na próbach!
— No właśnie — przyznała Ginny jeszcze bardziej rozwścieczona. — Peleryna. Ta durna peleryna, Harry, jest dla ciebie ważniejsza ode mnie! Do głowy ci nie przyszło, że mogło mi się coś stać, nie! Tylko że biedna pelerynka na pewno za tobą tęskni! Jesteś okropny!!!
Potter nadal się krzywił, ale w pewnym momencie zastygł, jakby go oblano kubłem zimnej wody.
— Okropny? Ginny, o co ci chodzi? Wiesz, że ta peleryna jest dla mnie ważna. To pamiątka po…
— Po twoim ojcu, jasne, wiem. A ja?
— Ty? Co t… Och.
Wesleyówna prychnęła z pogardą.
— Och. Dobrze powiedziane.
Potter zaczerwienił się jak burak, przez chwilę poruszając ustami jak ryba, która bardzo chce coś przekazać wędkarzowi, który ją złowił, ale nie może sobie poradzić z tak trudnym zadaniem. W końcu udało mu się odchrząknąć i wydusić z siebie coś na kształt „Ginny, rozmawialiśmy już o tym, jesteś dla mnie jak siostra”, za co zarobił od dziewczyny porządny policzek, warknięcie godne żądnego krwi trytona i sarkastyczną uwagę:
— I nawet nie próbuj tego swojego „spojrzenia”, Harry. — Zrobiła rękoma ruch oznaczający cudzysłowy. — Wcale nie jest mordercze. Jest żałosne.
Podczas gdy Harry stał skamieniały, z policzkiem pulsującym albo od uderzenia, albo w jakimś tiku nerwowym, Ginny odmaszerowała, nawet nie zwracając uwagi na stojącego kawałek dalej Draco. Ślizgon zmierzył ją tylko kpiącym spojrzeniem, czując w sercu wyjątkową falę zadowolenia. Kiedy Ginny zniknęła za zakrętem, Draco podszedł do Pottera, chcąc pogratulować mu odpowiedniego potraktowania Wiewióry. Zanim jednak zdążył chociaż otworzyć usta, Harry odwrócił się na pięcie, stając z nim twarzą w twarz i celując w niego drżącym ze złości palcem.
— Ty! — warknął ze złością.
— Tak, to ja, najprzystojniejszy guru aniołów na ziemi, w dodatku twój chłopak — zaśmiał się Draco. — Nie jestem pewien, czy tak powinna przebiec ta konfrontacja, ale…
— To twoja wina! — krzyknął Harry nieco wyższym tonem niż normalnie.
— Moja wina — powtórzył Draco zdezorientowany.
— Tak, twoja! Wiecznie spiskujesz, chcesz mi dopiec i robisz wszystko, żeby mi zaszkodzić.
— Chyba nie chcesz powiedzieć, że to moja wina, że Weasley ukradła ci pelerynę.
— Ten krem! Miał sprawić, że moje spojrzenie będzie działać. A słyszałeś, co powiedziała Ginny? Wcale nie jest mordercze, tylko żałosne!
— Hmm… — Draco bezwiednie poskrobał się po karku, sekundę później orientując się, że takie zachowanie nie przystoi arystokracie. — Ale musisz przyznać, że twoja cera jest teraz idealnie nawilżona i…
— Nawilżona? Nawilżona? — Szczerze mówiąc Draco nie spodziewał się takiego wybuchu w wykonaniu szkolnego Bohatera, szczególnie po tym, jak zmierzył się z Ginewrą Weasley. Chyba powinien mieć teraz ważniejsze problemy niż Draconowy żart. — To koniec. Żadnych więcej kremów, żadnego udawanego chodzenia! Więcej się do mnie nie zbliżaj albo pożałujesz!
Draco uniósł jedną brew w zdziwieniu, po czym przybrał pełen zrozumienia wyraz twarzy.
— Harry…
— I żadnego Harry’ego! Dla ciebie jestem Potter!
— Ha…
— Żadnego Harry’ego, powiedziałem!
Zanim Draco zdążył mrugnąć, Potter już znikał za zakrętem, nie przejmując się tym, że zostawia swojego chłopaka porzuconego na pastwę losu.
— Żadnego Harry’ego? — wymruczał Draco pod nosem i dopiero w tej sekundzie dotarły do niego konsekwencje tego, co się przed chwilą stało. Poczuł ogarniającą go złość — na Pottera, na święta, na ten cały idiotyczny pomysł z udawanym randkowaniem. To jednak był najgłupszy plan, jaki udało mu się kiedykolwiek wymyślić. Tylko dlaczego tak go to dotknęło? Fakt, że Potter nie chciał mieć z nim już nic wspólnego? No cóż, zdaje się, że czas wrócić do bycia wrogami. A jednak Draco czuł się dziwnie… zraniony? Musiał przyznać się sam przed sobą, że czuł nie tylko złość i niezadowolenie, ale także coś na kształt zawodu. Jakby ta cała afera, którą wymyślił po to, by zagrać ojcu na nerwach, przerodziła się w coś większego. Huh, tego się po sobie nie spodziewał. Myślał, że Draco Malfoy jest ponad jakieś tam… uczucia. Uczucia są dla słabeuszy, tak zawsze powtarzał jego ojciec. Choć, jak widać, Lucjusz nie zawsze ma rację.
Draco wzdrygnął się na tę myśl i ruszył korytarzem w kierunku przeciwnym do tego, w którym odszedł Potter. Gdyby oświadczył coś takiego w domu, pewnie zostałby wydziedziczony szybciej, niż byłby w stanie powiedzieć „krem na zmarszczki”. Co przypomniało mu o oryginalnym powodzie jego frustracji, a to poprowadziło do kolejnej fali złości. Był tak wściekły, że nie zauważył wystającej zza najbliższego pomnika nogi. Oczywiście, sekundę później leżał już na kamiennej podłodze, jęcząc z bólu.
— Co do…
— Draco? Nic ci nie jest? Co ty tutaj robisz?
Draco odwrócił głowę, masując sobie przy okazji poobijany łokieć, i spojrzał prostu w zaszokowaną twarz Crabbe’a. Obok niego, nieco bardziej wciśnięty w kąt między ścianą a pomnikiem jakiegoś zapewne godnego upamiętnienia, bohaterskiego rycerza, siedział Goyle z trzema adwentowymi kalendarzami w ręku.
— Co ja tutaj robię? — warknął Draco, nadal zły, a teraz jeszcze dodatkowo obolały. — Co wy tutaj robicie? Nie można was znaleźć od samego rana. Postanowiliście się schować, żeby nikt nie ukradł wam ostatnich kalendarzy czy jak?
Po przerażonych minach i wzroku przeczesującego w panice korytarz, Draco domyślił się, że tak, jego osiłki chyba naprawdę były do tego zdolne.
— O Merlinie, z kim ja muszę pracować… — jęknął, zakrywając dłonią oczy. Zaraz jednak przypomniał sobie o obtartym łokciu i zmierzył dwójkę Ślizgonów karcącym spojrzeniem. — I widzicie, co zrobiliście? — Wskazał na łokieć lewej ręki. — Jak, według was, mam zagrać niebiańsko przystojnego guru aniołów z siniakiem na ręce? Anioły nie miewają siniaków!
— Ale Draco… — zaczął Goyle, ściskając coraz mocniej kalendarze, a Crabbe zaraz za nim wykrztusił: — Przecież anioły mają szaty. Z rękawami. Nie będzie widać siniaka.
Draco zabrakło słów. Te półgłówki były większymi idiotami, niż myślał. On nie miał zamiaru jednak zniżać się do ich poziomu, o nie. Przyjmie to z gracją i spokojem godnym Malfoya. Dlatego też, nie mówiąc ani słowa, wstał, otrzepał szatę prawą ręką, ostentacyjnie trzymając lewą sztywno wyprostowaną, po czym zmierzył swoją obstawę sławetnym „morderczym spojrzeniem” i z gracją odmaszerował w stronę lochów. Crabbe i Goyle patrzyli za nim przez równe pięć sekund, po czym spojrzeli na siebie, na kalendarze w ręku Goyle’a, znów na siebie… i sprawiedliwie podzielili się tabliczkami — Crabbe: jeden, Goyle: dwie.

***


Dzień później Draco szedł spać w jeszcze bardziej podłym nastroju niż ten, który męczył go od ponad doby. Ostatnia próba Jasełek okazała się katastrofą, przynajmniej dla niego — Granger nadal nie chciała dać sobie spokoju z ideą Wielkiego Aniołka z burzą uroczych loczków, a Potter przez całe dwie godziny nie raczył spojrzeć na niego nawet przez sekundę. Dobrze, że nie grał żadnej roli w przedstawieniu, bo Draco był pewien, że gdyby tylko miał okazję, natychmiast wykorzystałby ją, by jakoś się na nim odegrać. Na szczęście zza kulis nie mógł wiele zrobić, a gdyby spróbował zasabotażować Jasełka jakimś sprytnym trikiem z wykorzystaniem elementów scenografii, Granger na pewno by go zamordowała. Przez resztę dnia Draco próbował zmusić dzieciaki z pierwszego i drugiego rocznika, by posprzątali jego dormitorium. Oczywiście nie miał zamiaru narażać swoich cennych szat na spotkanie pierwszego stopnia z wątpliwej jakości czarami czyszczącymi nieletnich czarodziejów, więc dla pewności zamknął swoją szafę kilkoma potężnymi zaklęciami, zanim wpuścił małe węże do pokoju. Efekt jego starań był jednak jeszcze gorszy niż stan początkowy. Pod koniec dnia biedny Draco wyrywał sobie włosy z gło… nie, to by była przesada — wyłamywał sobie palce z nerwów i krzyczał na każdego, kto mu się nawinął. W dodatku przeklęte skrzaty wciąż się nie pojawiły, a ani jego ojciec, ani matka nie skontaktowali się z nim, odkąd wysłał im ostatnie listy. Draco wiedział, że gdyby matka zabiła ojca w akcie zazdrości albo gdyby pozabijali się nawzajem, Dumbledore już by go o tym fakcie poinformował. Brak jakichkolwiek wieści wściekał Draco jeszcze bardziej niż cokolwiek innego. W końcu doszedł do wniosku, że to nie na jego nerwy i że powinien pójść wcześniej spać. W ten sposób nie nabawi się paskudnych cieni pod oczami, które potem musiałby ukrywać pod zaklęciami maskującymi. A to nie byłoby pożądane w tak ważny dla niego dzień, jak tegoroczne Boże Narodzenie, prawda?

***


W bożonarodzeniowy poranek Draco otworzył oczy, niechętnie otrząsając się z resztek snu. W porównaniu z poprzednim dniem noc okazała się wyjątkowo przyjemna. I nie, wcale nie chodziło to, że miał jakieś wyjątkowo wyuzdane mokre sny z udziałem najseksowniejszych mieszkańców czarodziejskiego świata ani też o wizje Draco Malfoya w chwale i glorii z całą magiczną Anglią u swoich stóp. Draco nigdy by się do tego nie przyznał publicznie, ale tej nocy miał wyjątkowo (nie)zwyczajny i miły sen, w którym on i Harry Potter rozmawiali w sklepie madame Malkin. Była to dokładnie ta sama rozmowa, którą Draco pamiętał sprzed ponad pięciu lat, kiedy on i Harry spotkali się po raz pierwszy. W tamtej chwili Draco czuł się bardzo dziwnie. Pamiętał, że kiedy potem zorientował się, z kim rozmawiał, zrobiło mu się bardzo przykro, bo jego ojciec nie wyglądał na zadowolonego, kiedy Draco opowiedział mu, że miał nadzieję na zaprzyjaźnienie się z tym miłym chłopcem, którego spotkał. W śnie jednak sytuacja była zupełnie inna. W śnie jedenastoletni Draco i Harry rozmawiali ze sobą tak, jakby mieli przed sobą fantastyczny rok szkolny, z pewnością spędzony na rozwijaniu nowej przyjaźni.
Kiedy Draco zdecydował się w końcu na otrząśnięcie ze wspomnień snu i przetarł oczy, zauważył coś niesamowitego. Kupka szat, którą zostawił wieczorem w nogach łóżka, zniknęła. Draco rozejrzał się podejrzliwie po dormitorium, ale kiedy nie zauważył niczego dziwnego, szybko wyskoczył z łóżka, przejrzał stosik prezentów leżący przy stoliku — były tam paczki od Crabbe’a, Goyle’a, Pansy, kilku jego wielbicielek (i wielbicieli) oraz, o dziwo, od obojga rodziców — i szybko ubrał przygotowaną poprzedniego wieczoru odświętną szatę, po czym pomaszerował na śniadanie, zbierając po drodze z pokoju wspólnego swoją obstawę i Pansy, ciągnącą za nim jak uparty duch.
W Wielkiej Sali czekała go kolejna niespodzianka. Oczywiście było Boże Narodzenie, więc jak co roku rano organizowana była wspaniała uczta z niewielkimi prezentami w misach pełnych słodyczy, górami pysznego jedzenia i świecami unoszącymi się nad głowami uczniów. W związku z tajemniczym zniknięciem skrzatów, w tym roku nikt z poinformowanych o całym zajściu nie spodziewał się zbyt obfitych posiłków podczas uczty. Przez ostatnich kilka dni wszyscy prefekci z zaangażowaniem starali się wypełniać przydzielone im przez dyrektora zadania, które normalnie wykonywały skrzaty. No, powiedzmy, że prawie wszyscy. Draco, oczywiście, sprytnie delegował do tych prac tych Ślizgonów, którzy najłatwiej dawali się wykorzystywać i nie mieli zbyt długiego języka, przez który potem Draco mógłby mieć kolejne kłopoty. Naprawdę nie chciał znów podpaść Dumbledore’owi, szczególnie teraz, kiedy tak fantastycznie wywiązał się z powierzonego mu zadania udekorowania Wielkiej Sali.
A jednak, kiedy uczniowie weszli tego ranka do Sali, ich oczom ukazało się coś niesamowitego. Nie tylko stoły uginały się pod ciężarem jedzenia, wśród którego dumnie spacerowały stworzone przez Draco pajączki i smoczki w czerwonych czapeczkach, ale też przy każdym — KAŻDYM — talerzu stał…
— Dżem truskawkowy! — krzyknęli jednym głosem Crabbe i Goyle, pędząc na swoje miejsca przy stole Slytherinu. — Draco, widziałeś? Słoiczek dżemu! Przy moim talerzu. I przy twoim też. Dżem jest wszędzie!
Draco westchnął, nie mogąc uwierzyć, że jego przyjaciele wciąż potrafią zachowywać się aż tak dziecinnie, kiedy jednak jego spojrzenie spoczęło na słoiczku dżemu niewinnie stojącym przy jego talerzu, sam rozpromienił się jak dziecko i szybko dołączył do reszty raczących się już śniadaniem Ślizgonów. W drodze do stołu zauważył, że Złota Trójca też już siedzi przy swoim stole, wesoło o czymś rozprawiając nad talerzami pełnymi eklerków. W pewnej chwili jego wzrok spotkał się ze wzrokiem Harry’ego. Gryfon z satysfakcją przeżuwał swoje śniadanie i nawet na chwilę nie przestał się uśmiechać, kiedy zwrócił się w stronę Draco. Ten przez chwilę się zawahał, ale po sekundzie również posłał mu nieśmiały uśmiech i w doskonałym nastroju zasiadł przy stole.

***


Mimo że przez cały dzień Draco nie spotkał już ani razu Harry’ego, jego dobry humor utrzymał się aż do wieczora. Taaa… i właśnie wtedy zgasł. Kiedy tylko Draco wszedł do komnaty znajdującej się za Wielką Salą (do tej samej, w której dwa lata temu czwórka uczestników Turnieju Trójmagicznego czekała na przypieczętowanie swojego losu), natychmiast został zaatakowany przez psychodelicznie uśmiechniętą Hermionę Granger.
— Malfoy! Nareszcie jesteś! Czemu tak późno? Przedstawienie zaczyna się za dwadzieścia minut, a my musimy ci jeszcze zrobić odpowiednią fryzurę.
— O nie! Nie, nie, nie! — Draco uniósł ręce w obronnym geście, przybierając minę żałosnego, oblanego kubłem wody kota. — Nie ma mowy, nie zgadzam się na żadne kudły. Jeśli chcieliście kogoś z kłębowiskiem loków na głowie, trzeba było wziąć Pottera.
Stojący w rogu komnaty Harry, z naręczem świeżo wyczarowanego sianka w ręku, zachichotał, rzucając Hermionie rozbawione spojrzenie. Draco popatrzył na niego krótko, mając nadzieję na otrzymanie kolejnego uśmiechu, jak przy śniadaniu. Niestety jednak, kiedy tylko Harry zauważył, że Ślizgon patrzy w jego kierunku, natychmiast przestał chichotać i odwrócił się do nich plecami, wracając do swojego zajęcia.
Draco westchnął bezwiednie, zarabiając przy tym od Hermiony uniesioną w zdziwieniu brew. I kolejną tyradę na temat tego, jak bardzo loczki pomogłyby uwiarygodnić Draco jego postać i jak bardzo spodobałyby się one wszystkim jego fankom. Draco poprzysiągł sobie jednak, że choćby niebo miało się na niego zawalić, nigdy w życiu nie pokaże się nikomu z „czymś takim” na głowie.
Dlatego też nie miał pojęcia, jakim cudem pół godziny później znalazł się w pełnym blasku magicznych świateł, w centrum stworzonej przez Gryfonów sceny, wygłaszając swoją wielką Mowę i czując, jak z każdym ruchem platynowo-blond loki na jego głowie drżą i podskakują jak sprężyny.
— Nie obawiaj się, szlachetna niewiasto! — mówił Draco, wyprostowany jak struna, starając się nadać swojej postaci jak najbardziej szlachetny wygląd. Tuż przed nim w, jak to nazwała reżyserująca Jasełka Granger, niemym zdumieniu klęczała ubrana w łachmany niegodne nawet Weasleyów jedna z bliźniaczek Patil, trzymając się za pierś i oddychając głęboko. — Przynoszę ci nowinę… — Draco odchrząknął i powtórzył z emfazą: — Przynoszę ci Nowinę! Zostałaś wybrana, by podarować światu moc, dzięki której zapanują nowe czasy. Dzięki której każdy będzie mógł wieść życie godne i szlachetne! Moc, która…
Ktoś w tłumie parsknął śmiechem. Draco był pewien, że odgłos dochodził ze strony Sali, którą zajmowali Ślizgoni. Już on im da popalić po przedstawieniu. Pokaże, jakie konsekwencje czekają wszystkich za wyśmiewanie czegokolwiek, w czym on bierze udział. Nawet jeśli reszta uczestników to sami Gryfoni. Na razie jednak musiał skupić się na swojej roli. Guru aniołów był, według jego skromnej opinii, postacią zasługującą na poświęcenie jej najwięcej uwagi. Dlatego starał się wypaść jak najlepiej, wyzwolić swoje doskonałe talenta aktorskie, które przecież przez lata tak sumiennie ćwiczył. Dość aktywizującym czynnikiem była oczywiście obecność na Sali wszystkich szych z rady szkoły, reporterki „Proroka Codziennego”, jak i Lucjusza i Narcyzy Malfoy. Rodzice Draco przybyli na przedstawienie razem, co samo w sobie zdumiało ich pierworodnego, ale faktem, który wprawił go w jeszcze większą konfuzję, było to, że wyglądali na zupełnie zadowolonych. Jakby jego listy nie odbiły się absolutnie żadnym echem na ich małżeństwie. Draco początkowo pomyślał, że się przeliczył i że postawa godna arystokratycznego małżeństwa była o wiele bardziej zobowiązująca dla Lucjusza i Narcyzy niż wierność. A może postanowili wykorzystać wydarzenie w Hogwarcie do pokazania się, by potem cicho się rozstać? Kto wie, co chodzi po głowach dwóch najpiękniejszych istot czarodziejskiego świata. A przecież tym właśnie byli rodzice Draco w jego mniemaniu. Piękno zobowiązuje. Tak samo pozycja.
Dlatego też Draco postarał się zagrać swoją rolę z całym przekonaniem, na jakie go było stać, decydując, że z konsekwencjami swojego wcześniejszego postępku zmierzy się po Jasełkach. Z tą też myślą powrócił do swojej charyzmatycznej przemowy skierowanej do strwożonej jak jeleń na środku drogi Patil.

***


Ku zdumieniu Draco Jasełka okazały się hitem. Po końcowych ukłonach, podczas których wszyscy uśmiechali się jak idioci, Patil w łachmanach z nabożeństwem ściskała w rękach prawie metrowy kij udający pierwszą różdżkę, a blond loczki Draco jeszcze bardziej irytująco podrygiwały przy każdym poruszeniu, rozległy się oklaski, przerwane gorącymi podziękowaniami Dumbledore’a, który co najmniej dziesięć minut rozwodził się nad fantastyczną pracą swoich kochanych podopiecznych. Gdy wszyscy aktorzy zostali w końcu oddelegowani ze sceny, Draco przez chwilę patrzył, jak Gryfoni ruszają, by wmieszać się w tłum, porozmawiać ze swoimi kolegami i zaproszonymi gośćmi, po czym wystudiowanym gestem machnął ręką, odrzucił wpadające mu do oczy loki i podszedł do stojących pod ścianą rodziców. Oboje przyglądali mu się z poważnymi minami, co jednak wcale go nie niepokoiło. W całym swoim życiu zaledwie kilka razy widział uśmiechającą się matkę. Ojca? Chyba nigdy. To było przerażające doświadczenie.
Gdy znalazł się tuż obok nich, Draco zmierzył Lucjusza przejętym od niego kilka lat temu spojrzeniem numer pięć i powiedział:
— Zdaje się, że skrzaty w końcu mogły wrócić do wypełniania swoich obowiązków. W końcu, bo już obawiałem się, że będę musiał oddać moje szaty w ręce tych niedorajd z niższych klas. A nie chciałbym stracić najlepszych strojów, jakie kiedykolwiek znalazły się w granicach Wielkiej Brytanii.
Na te słowa Lucjusz uniósł podbródek, przygotowując się najwidoczniej do zmiażdżenia swojego syna pełnym pogardy spojrzeniem, ale zanim zdążył to zrobić, wtrąciła się Narcyza.
— Muszę przyznać, że porwanie skrzatów nie było najbardziej olśniewającym pomysłem twojego ojca, Draco, szczególnie biorąc pod uwagę jego intencje — w tym momencie Narcyza rzuciła swojemu mężowi pełne politowania spojrzenie, jednak prawy kącik jej ust wygiął się nieznacznie, jak ledwie widoczny ślad rozbawienia — ale myślę, że twoje poczytania zdobyły sobie zaszczytne ostatnie miejsce na liście nieprzemyślanych i zupełnie niegodnych naszej pozycji pomysłów. Synu.
Draco wytrzeszczył oczy w zdumieniu. Czyżby matka wiedziała o wszystkim? Czyżby cały misterny plan Draco okazał się jedną wielką porażką?
— Twój szantaż, Draco, mimo że dość oryginalny, nie osiągnął spodziewanego skutku. Nie sądziłeś chyba, że kobieta taka jak ja pozwoliłaby swojemu małżonkowi na utrzymywanie jakichkolwiek stosunków z kimś tak… — Narcyza wzdrygnęła się lekko i postanowiła nie dokańczać myśli. — Przykro mi cię o tym poinformować, Draco, ale — tak na przyszłość — byłabym o wiele bardziej skłonna uwierzyć w twoje insynuacje, gdybyś skojarzył ojca z takim, na przykład, Harrym Potterem. Choć, cóż, słyszałam, że on jest aktualnie zajęty.
Draco prawie się zapowietrzył, słysząc z ust swojej matki oświadczenie, że jego ojciec mógłby być zainteresowany mężczyznami, ba!, chłopakami, ale kiedy Narcyza wydała stłumiony odgłos, który zupełnie przypominał, może i cichy, ale wciąż, dziewczęcy chichot przy wymawianiu nazwiska Pottera, bez namysłu zakrztusił się własną śliną. Minutę później, kiedy już udało mu się opanować atak kaszlu, nie mógł się zdecydować, komu rzucić bardziej intensywne spojrzenie — matce czy ojcu. Miał nadzieję, że Lucjusz powie coś, co uspokoi jego biedne, skołatane nerwy, ale to, co usłyszał, jeszcze bardziej podniosło mu ciśnienie.
— Synu, zupełnie nie powinien cię obchodzić powód, dla którego chwilowo pozbyłem się szkolnych skrzatów, a już tym bardziej niegodnym zachowaniem było szantażowanie mnie swoim związkiem z Harrym Potterem. Zdaję sobie sprawę, że to właśnie ten fragment listu miał mnie najbardziej ugodzić, a nie próba grożenia mi gniewem twojej matki. Osobiście nigdy nie wybrałbym dla ciebie nikogo pokroju Pottera, jednak już dawno pogodziłem się z tym, że nie jesteś kimś, komu łatwo da się wybić z głowy jakąkolwiek bzdurę, która się w niej zalęgnie. Dlatego też w pełni zgadzam się ze słowami twojej matki. Ten szantaż był godny pożałowania, jeśli chcesz stać się prawdziwym, godnym szacunku członkiem rodziny Malfoyów…
— …i Blacków — dodała Narcyza.
— …powinieneś popracować nad czymś, co nie będzie poniżej twoich możliwości. A teraz sądzę, że powinniśmy już iść, Narcyzo. Z drugiej strony Sali czeka na ciebie Mandy Bullstrode, a ja… nie mam ochoty wdawać się w kolejną pogawędkę z tym szalonym staruchem Dumbledore’em.
Narcyza Malfoy kiwnęła głową i z gracją odwróciła się i razem z mężem posuwistym krokiem odpłynęła w stronę pani Bullstrode, rozmawiającej ze swoją córką Millie. Na pożegnanie rzuciła jeszcze swojemu synowi przez ramię:
— Byłeś bardzo przystojnym Wielkim Aniołem, synu. Pasują ci te loczki.
Draco stał jak skamieniały, ze szczęką gdzieś w okolicach kolan. Naprawdę. Pal licho fakt, że matka zdawała się wiedzieć o ojcu coś, czego on nigdy by się nawet nie domyślał. Nawet to, że oboje praktycznie wyśmiali go za próbę wykorzystania Harry’ego, by osiągnąć swój cel. Ale… „pasują ci te loczki”??? No, to już była gruba przesada. Jak matka mogła powiedzieć coś tak strasznego! Kwadrans temu Draco patrzył na nią, podziwiając za wybór fantastycznej sukni i jak zwykle nieskazitelną fryzurę, a teraz? — teraz uznanie Draco dla jej gustu spadło poniżej zera.
— Draco?
Draco zamrugał, a orientując się, jak nieelegancko musi wyglądać z otwartymi ustami, natychmiast pozbierał szczękę z podłogi i zwrócił się do stojącego tuż obok Blaise’a Zabiniego.
— Mówiłeś coś?
Blaise uśmiechnął się wesoło.
— Czy mi się tylko zdawało, czy twoja szanowna rodzicielka pochwaliła twoją fryzurę?
— Uhhh…
Draco machnął ręką, co najprawdopodobniej miało ukazywać jego dogłębną rozpacz, po czym ukrył twarz w dłoniach, wzdychając głośno.
— Nawet mi nie mów. To było straszne. STRASZNE. Zabraniam ci kiedykolwiek wspominać ten dzień. Nigdy, słyszysz? Nigdy o nim nie mów. Mój światopogląd runął. W gruzy.
Blaise zachichotał pod nosem, ale Draco rzucił mu przez palce pełne złości spojrzenie, więc Blaise natychmiast ucichł.
— W gruzy — powtórzył dla pewności Draco, na co jego przyjaciel westchnął ze zrezygnowaniem. Wyciągnął rękę, by dla żartów poklepać go po głowie, ale stwierdził, że może lepiej nie ryzykować gniewu guru aniołów. Zamiast tego przysunął się do Draco, obejmując go ramieniem i zapewniając:
— Draco, mój drogi, byłeś naprawdę świetnym Gabrielem. Wyniosłeś sztukę aktorską na szczyty i cokolwiek powiedzieli ci rodzice, nie przejmuj się. Teraz to widzę. Twoją przyszłością jest sztuka. Masz…
W tym momencie Draco poczuł szarpnięcie i tuż przy swoim uchu usłyszał warkot: „Zabini!”. Opuścił dłonie, odsłaniając twarz, by sprawdzić, co się stało i kto śmiał przerwać Blaise’owi tę inspirującą przemowę. Ponad ramieniem swojego przyjaciela zobaczył stojącą przy ścianie matkę, spoglądającą w jego stronę z uśmieszkiem, który Draco mógł zakwalifikować jedynie jako „złośliwy”. Kiedy natomiast spojrzał w prawo, zobaczył czerwonego ze złości Harry’ego, dyszącego ciężko prosto nad karkiem Blaise’a i wciąż trzymającego jego ramię w żelaznym uścisku.
Blaise patrzył to na Harry’ego, to na Draco, nie bardzo wiedząc, co się dzieje i dlaczego został tak brutalnie potraktowany.
— Potter. Może byś mi, z łaski swojej, wytłumaczył, co ty, do diabła, wyrabiasz? Nie widzisz, że Draco czuje się przybity i jest na skraju załamania nerwowego z powodu swoich fantastycznych anielskich loczków i potrzebuje pocieszenia? Przeszkadzasz.
— Zabini. Dobrze ci radzę, nie wspominaj przy Draco o anielskich loczkach, jeśli nie chcesz oberwać jakąś bardzo złośliwą klątwą. Albo dwiema — odparował Harry, odpychając Blaise’a trochę dalej od siebie i Draco, czym zarobił sobie kompletnie zdezorientowany gulgot dobywający się z gardła Blaise’a. Prawdopodobnie miało to oznaczać coś w rodzaju: „O czym ty w ogóle mówisz-przybyłeś tu z kosmosu-gdzie jest prawdziwy Harry Potter?”.
Harry jednak zupełnie się tym nie przejął. Zamiast tego zwrócił się w stronę Draco i z uśmiechem na ustach zrobił krok do przodu.
— Ale Zabini ma rację — powiedział, wyciągając rękę i pociągając za jeden ze sprężystych loków spadających na czoło Draco. — Fantastyczne.
Za nimi Blaise parsknął śmiechem, natomiast w Draco się zagotowało. Na twarz wypłynął mu gorący rumieniec, który tylko częściowo miał coś wspólnego z tą odrażającą uwagą, a o wiele więcej z bliskością Harry’ego i tonem jego głosu.
— Potter — warknął Draco, z trudem przełykając gulę, która powstała w jego gardle, i z przyzwyczajenia postanowił dodać: — To nie jest śmieszne. Wy, Gryfoni… Jeszcze jedno słowo, a przysięgam, mój…
— Twój ojciec się o tym dowie — zgodził się Harry z jeszcze większym uśmiechem na ustach. — Och, z pewnością się dowie.
To powiedziawszy, Harry pochylił się i, nie zwracając uwagi na ludzi dookoła ani na czerwoną ze złości Ginny wyglądającą zza jednego ze świątecznych drzewek stojących przy scenie, pocałował go lekko. Draco pod wpływem impulsu zacisnął pięść na jego zielonej, wytartej koszulce, przyciągając go bliżej. Czuł, jak gorące usta Gryfona palą jego własne.
Żaden z nich nie przejął się ani otaczającym ich tłumem, który wpatrywał się w nich, jakby właśnie obwieścili im koniec świata. Stojąca z drugiej strony Sali Narcyza westchnęła ciężko i mruknęła zadowolonym głosem:.
— Nareszcie.

***


W tym samym czasie w korytarzu przy lochach dwie wysokie postaci rozmawiały przyciszonymi głosami.
— Przyznaję, twój pomysł, Lucjuszu, był bardzo efektowny i zapewnił mi, poza koniecznością zmierzenia się z wszechogarniającym chaosem, kilka dni ciekawej rozrywki. Na tyle ciekawej, że byłbym skłonny do namówienia cię, byś spróbował rozszerzyć swój plan o jeden ważny punkt.
— Severusie?
— Zanim pozbędziesz się skrzatów, najpierw zajmij się dyrektorem.
Lucjusz Malfoy uśmiechnął się złośliwie na te słowa. Może w tym roku się nie udało, ale przyszłe Boże Narodzenie na pewno zapowiada się jeszcze ciekawiej.

***


Po zamarzniętym jeziorze, oblanym księżycową poświatą i lśniącym jak najpiękniejszy klejnot z bajki, sunęła pijana świąteczną atmosferą Kałamarnica. Zawsze powtarzała, że zbyt długie macki mogą sprowadzić kłopoty. Tym razem jednak ciekawość zwyciężyła i Kałamarnice przez ostatnie doby z zainteresowaniem obserwowała wydarzenia mające miejsce w zamku. Była łagodnym stworzeniem, utrzymywała dobre stosunki ze wszystkimi zwierzętami z okolicy. Dzięki temu zawsze mogła liczyć na najświeższe informacje. Niewielkie siewki i gadatliwe gołębie przynosiły jej wszystkie najbardziej interesujące ploteczki z zamku, a i szkolne sowy nie wahały się zatrzymać w drodze do sowiarni na zasłużoną kolację po ciężkim dniu. Kałamarnica uwielbiała zdobywać nowe informacje, miała swoje sposoby, by wyciągać co ciekawsze kawałki od swoich rozmówców i namawiać ich na małe rekonesanse po błoniach, które pozwoliłyby jej dowiedzieć się tego, czego chciała się dowiedzieć.
Zeszłoroczne święta były… inspirujące, z pewnością. Tegoroczne jednak… cóż. Kałamarnica miała tylko nadzieję, że przyszłe Boże Narodzenie jej nie zawiedzie i zapewni jej mackom jeszcze większy dreszczyk emocji. Ale do tego czasu miała jeszcze chwilę. Z pewnością mogła ją poświęcić na relaksujące kąpiele błotne i poszukiwania potencjalnego partnera. Zawsze miała słabość do stworzeń o delikatnej skórze, takiej jak jej sama — wypielęgnowana i zadbana. Może w tym roku jej się poszczęści i pojawi się ktoś odpowiedni, z kim mogłaby obserwować coroczne fascynujące świąteczne pomysły mieszkańców zamku.

KONIEC
"Oh," he says, "oh, god, I missed you so much."
"Did you, now?" Eames asks, his eyebrows going up. Arthur gives him a look, relieved the tension has apparently passed.
"I was talking to the coffee," he sniffs. "You are interrupting our moment."
Michiru Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1018
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 20:07
Lokalizacja: BB

Postprzez Ka » 10 sty 2013, o 23:23

Michi, przyjmij moje wyrazy uznania. Zostałaś wrzucona na naprawdę głęboką wodę, w sam środek fety, i zakończyłaś ją z klasą. Nie wypisywałam sobie nic po drodze, więc powiem tylko o tym, co najbardziej zapadło mi w pamięć, czyli: Malfoyowie! Uwielbiam fakt, że Lucjusz i Narcyza przejrzeli Draco. W porównaniu z nimi Draco to taki szczeniak, który głośno szczeka, ale ugryźć nie potrafi. Są bezbłędni. Od początku rozdziału tak sobie myślałam, że Narcyza jest cwańsza, niż to się Draco wydaje, i strasznie się cieszę, że okazało się to prawdą. Plus fakt, że Narcyza najwyraźniej wie o romansie Lucjusza i podkpiewa sobie z niego bez skrępowania? Och, no i fakt, że tak ładnie popiero drarry? Zdecydowanie stała się moją ulubioną postacią tegorocznej fety.

O właśnie - drarry. Urocze, klimatem trochę przypomina te wczesne, trochę głupiutkie drarrowe miniaturki, trzyma się klimatu fety - i kupuję je bez zastrzeżeń, a co mi tam! Harry zazdrosny o Zabiniego to taki klasyk, że aż się łezka w oku kręci. No i ten tradycyjny pocałunek na koniec... I loczki! Scena, kiedy Harry mówi "fantastyczne" i ciągnie Draco za jedną ze sprężynek jest prze-u-ro-cza. :)

I jeszcze dwie rzeczy. Ogromnie ucieszyła mnie scenka z Lucjuszem i Severusem - raz, że totalnie ich slashuję, a dwa, że te odnośniki do poprzednich odcinków sprawiają, że feta, chociaż chaotyczna, jednak trzyma się kupy. Drugim takim ślicznym odnośnikiem jest scena z kałamarnicą. Scenka Nerejdy mogłaby zostać sama, jako taki wyskok, ale teraz to jest o wiele fajniejsze, i właśnie ta kałamarnica na końcu stanowi świetną, zabawną klamrę, a do tego ładnie spina nam poprzednią fetę, i zapowiada perspektywę kolejnej.

Na koniec jeszcze powiem, że naprawdę miło się Ciebie czyta. Owszem, widać, że nie betowane, i pewnie mogłoby być znacznie lepiej, ale i tak jest bardzo przyjemnie. Myślę sobie, że powinnam częściej męczyć Cię o pisanie, kiedy nie jesteś chora. ;>

I oczywiście ogromne dzięki dla wszystkich, którzy wzięli udział w fecie, pisząc, komentując, czy nawet tylko kłócąc się w ankietach. ;) Feta jest jedną z moich ulubionych świątecznych tradycji, więc mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie duuużo zgłoszeń. Do zobaczenia w grudniu! :D
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez Veldrin » 11 sty 2013, o 01:52

Draco w loczkach? Nie no, ja wymiękam xD Moja wyobraźnia nie jest w stanie przedstawić mi takiego obrazu :) Ale grunt, że Potterowi się podobały :D

Potter zaczerwienił się jak burak, przez chwilę poruszając ustami jak ryba, która bardzo chce coś przekazać wędkarzowi, który ją złowił, ale nie może sobie poradzić z tak trudnym zadaniem. W końcu udało mu się odchrząknąć i wydusić z siebie coś na kształt „Ginny, rozmawialiśmy już o tym, jesteś dla mnie jak siostra”, za co zarobił od dziewczyny porządny policzek, warknięcie godne żądnego krwi trytona i sarkastyczną uwagę:
— I nawet nie próbuj tego swojego „spojrzenia”, Harry. — Zrobiła rękoma ruch oznaczający cudzysłowy. — Wcale nie jest mordercze. Jest żałosne.


Biedny, biedny, Harry. Jak ona mogła nie zauważyć jego starań w rzucaniu jej morderczych spojrzeń? :p
Skoro Malfoy występował w jasełkach, to jasne, że musiały stać się hitem :) Bez niego to przedstawienie nie byłoby tak udane xD
Ostatni odcinek był fajny, choć nie podrywał z krzesła, ale ogromny puls za dokończenie opowiadania w takim stylu :)
Pozdrawiam ;)
- Chciałbym z tobą pogadać, Draco.
- To dobrze, bo gdybyś tak od razu chciał się na mnie rzucić i przelecieć pod ścianą, musiałbym stanowczo powiedzieć 'nie'. Nie jestem taki łatwy. - Draco namyślał się chwilę, taksując Harry'ego wzrokiem. - Kłamałem. Jestem łatwy. Możesz mnie przelecieć bez gadania.
Veldrin Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 535
Dołączył(a): 30 lis 2012, o 10:43
Lokalizacja: K-ce

Poprzednia strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 1 gość

cron