Drarrofeta świąteczna

wydanie czwarte

Prace konkursowe, głosowania, etc.

Postprzez byarenlight » 1 gru 2012, o 00:07

Witam wszystkich bardzo serdecznie na otwarciu czwartej już Drarrofety Świątecznej! Proszę zająć miejsca, usiąść wygodnie i czytać, a potem głosować. Wszyscy znamy zasady, wszyscy wiemy, o co chodzi.

Chciałabym pozdrowić całą rodzinę i Szkołę Podstawową nr 5 w Przasnyszu, i z góry poprosić publiczność o bycie łaskawym, gdyż troszkę byłam zaskoczona tym, że fetę otwieram i w sumie nadal jestem, otrząsnąć się nie mogę. Tak czy owak jest to dla mnie zaszczyt, pomimo całego tego szoku.
Życzę wszystkim miłej zabawy, Wesołych Świąt (?) i przyjemności z czytania ;) edit: Ojej, ale ze mnie gbur. Dziękuję Aev za betę i za udzielenie mi konsultacji!


ZACZYNAMY!


Odcinek pierwszy


Draco obudził się i był pierwszy grudnia. Niezbyt często zdarzało mu się zaraz po otworzeniu oczu ustalać aktualną datę, ale w tym wypadku naprawdę nie nastręczało to specjalnych trudności.
— Smacznego — mruknął beznamiętnie Goyle'owi, który z namaszczeniem wkładał sobie do ust pierwszą czekoladkę wyjętą z kalendarza adwentowego.
— Ę–u–ę — wybełkotał ten w odpowiedzi, a Draco zdziwił się, że możliwe jest zapchanie sobie jamy ustnej tak maleńkim kąskiem.
I wtedy zauważył, że czekoladka wyjęta z kalendarza nie była pierwsza, a dwudziesta pierwsza.
Najwyraźniej Goyle nie zdołał powstrzymać swojego wilczego, czy też może raczej świńskiego apetytu albo zwyczajnie zmienił ogólnie panujące zasady i zamierzał każdego dnia adwentu zjadać jeden kalendarz.
— Pamiętaj, że oprawa jest z tektury — ostrzegł go Draco.
Goyle pokiwał w odpowiedzi głową i westchnął ciężko przez nozdrza, niezdolny do rozwarcia wciąż ruszających się warg.
Draco obrócił głowę w lewo, gdzie powinien leżeć Crabbe. Wszystko było w porządku — Crabbe leżał. Nie żeby kogokolwiek zmartwiło, gdyby Crabbe nie leżał, ale Draco nie lubił, gdy cokolwiek przebiegało nie tak, jak to sobie wymyślił. Nawet jeśli rzecz tyczyła się czegoś tak trywialnego jak leżenie Crabbe'a.
Zwlókł się wreszcie z łóżka i dokonawszy wszystkich niezbędnych zabiegów kosmetycznych, higienicznych i — co tu dużo mówić — fizjologicznych, o ile można je nazwać zabiegami, udał się do Wielkiej Sali. Ktoś, kto znał go choćby z widzenia zapewne zdziwiłby się wielce, nie dostrzegłszy u jego boków dwóch potężnych goryli, z którymi zwykle spacerował.
Działo się tak, ponieważ Draco chciał tego dnia zrobić coś, do czego wybitnie nie potrzebował towarzystwa. Najpierw chciał zjeść śniadanie, co oczywiście nie było główną przyczyną jego dzisiejszej samotności, ale nie dało się ukryć, że jedzenie bez nieustannego Crabbe'owego i Goyle'owego mlaskania w uszach dostarczało więcej przyjemności.
Wielka Sala była względnie pusta. O ósmej rano w sobotę uczniowie albo spali, albo jeszcze nie położyli się spać. Draco przysiadł na samym rogu stołu Ślizgonów, z dala od rozprawiającej o czymś półgłosem trójki pierwszoroczniaków i z dala od rozprawiającego o czymś półgłosem pojedynczego drugoroczniaka.
— Wariat — powiedział do siebie Draco, odwracając wzrok od wariata, którego powszechnie nazywano Wariatem. — Mam nadzieję, że usiadłem blisko dżemu truskawkowego.
W istocie, słoik znajdował się na wyciągnięcie bardzo długiej ręki, podniósł się więc i nachylił, by sięgnąć po interesujący go produkt spożywczy.
Zaspokoił głód i rzucił kilka nieprzyjaznych spojrzeń w stronę stołu Gryfonów. Za piątym razem zorientował się, że przy stole nikt nie siedzi. Spojrzenie jego naraz zmieniło się z nieprzyjaznego w zdumione. „Granger powinna wstać jakieś dwie godziny temu.” Popatrzył na zegarek. „A Potter zwykle schodził o tej porze.”
Jak raczono w swej łaskawości wspomnieć wcześniej, Draco Malfoy nie lubił, gdy coś przebiegało nie po jego myśli. Sam nie nazwałby siebie „kontrolującym wszystko szaleńcem”, lecz nazwałby go tak postronny obserwator, tylko odrobinę popadając przy tym w przesadę.
Draco poczuł, że nie może spokojnie zabrać się do zrobienia tego, co chciał zrobić. Nie, gdy musiał zastanawiać się, co też takiego przydarzyło się Gryfonom. Pal sześć, że żadne z Trojga Wspaniałych nie pojawiło się w Wielkiej Sali — nie dostrzegał ani jednego Gryfona, nawet najmniejszego, gryfońskiej ręki nawet ani nogi czy paznokcia choćby.
Czy to rzeczywista chęć kontroli, czy zwyczajna ciekawość wyzwoliła w nim niepokój — tego nie wiedział.
„A jeśli to jakiś kataklizm i wszystkich ich zmiotło z powierzchni ziemi?”, pomyślał i zaraz pokręcił głową z dezaprobatą dla własnych pomysłów. „Tylko się rozczarujesz, Draco, przestań.”
Podniósł się z miejsca, wygładził szatę i wymaszerował z Sali. Choć obawiał się, że tajemnicza nieobecność Gryfonów nie pozwoli mu wcielić w życie szatańskiego planu, zadziwiająco szybko uporał się z tym problemem. Zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później dowie się, co też takiego robili wychowankowie McGonagall, dlatego iż — jak sądził — wychowankowie owi kompletnie nie potrafili dochowywać tajemnic. Raz, dwa, trzy i któryś z nich wypapla prawdę. A jak nie wypapla sam z siebie, to się jakiemuś pierwszorocznemu przedstawi Crabbe’a albo Goyle’a. I wypapla.
Wydostawszy się na korytarz, skręcił w lewo, szedł prosto, a potem jeszcze raz skręcił w lewo. Następnie znów skręcił w lewo, szedł prosto i znów skręcił w lewo, dzięki czemu ponownie znalazł się pod drzwiami Wielkiej Sali. Zrobił to na wypadek, gdyby ktoś go śledził. Na przykład wyjątkowo umiejętnie ukrywający się Gryfoni… Dumny z własnej przebiegłości poszedł w głąb holu, tym razem kierując się do właściwego celu.
We wnęce na samym końcu ciemnego korytarza płonęła pojedyncza pochodnia, oświetlająca ogromną misę ze złota. Naczynie ulokowano na potężnym słupie, w którym wyrzeźbiono liczne zdobienia. Sama misa była idealnie gładka, Draco, który podszedł bliżej z dziwnym uczuciem wzniosłości w sercu, dostrzegł w niej swoje niewyraźne odbicie.
Stanął na palcach i zajrzał do środka. Dziś o północy minął termin wrzucania nazwisk. Czara była całkowicie pełna, magiczny licznik umieszczony tuż obok pochodni wskazywał liczbę 200. Nie można było już kartki dołożyć ani wyjąć bez ponoszenia konsekwencji, ale Draco już wcześniej wrzucił swój liścik.
Rozejrzał się ostrożnie, w obawie, że ktoś go obserwuje, a nie zauważywszy nikogo, wyciągnął różdżkę. Wyraźnie, lecz niezbyt głośno wypowiedział zaklęcie i wykonał ruch nadgarstkiem.
Papiery wewnątrz misy zaszeleściły.
Stało się. Draco uśmiechnął się, kontent z tak bezproblemowego obrotu spraw. Obrócił się na pięcie i energicznym krokiem odszedł, tylko cudem powstrzymując się od radosnego nucenia kolęd.
Zaczarował Czarę Mikołaja, jak idiotycznie nazwał ją ten dureń Dumbledore. Pięć losowych nazwisk właśnie zniknęło, a na ich miejsce pojawiło się jego własne — Dracon Malfoy. Jakie istniało prawdopodobieństwo, że szóstka uczniów, która siódmego grudnia wylosuje Draco jako osobę, której powinna kupić prezent świąteczny, będzie się znała? Znikome.
Może było to dziecinne, może niepotrzebne, ale i zupełnie nietrudne, a przy tym satysfakcjonujące i praktycznie niewykrywalne. A Draco otrzyma całe sześć podarków zamiast standardowego jednego. Być może zabierze jeszcze te, które dostaną Crabbe i Goyle? Bilans był prosty.

Jakiś czas później…


— Jak masz na imię?
— John. John Clent.
Crabbe zmarszczył brwi.
— Nie pytałem o nazwisko.
Goyle pokiwał głową.
— Prawda, nie pytał.
— W takim razie John.
— John — podjął po chwili Crabbe — dlaczego Gryfonów nie było w sobotę na śniadaniu?
— Jestem z Hufflepuffu.
— Nie o to pytałem.
Goyle pokiwał głową.
— Prawda, nie pytał.
— Jestem z Hufflepuffu, więc nie wiem, co i dlaczego robią Gryfoni…
Crabbe i Goyle odeszli na chwilę, pozostawiając Johna samemu sobie.
— Wierzymy mu? — zapytał Goyle, zerkając z niepokojem na przesłuchiwanego.
— Chyba wierzymy? Chodź, dorwiemy kogoś z Gryffindoru.
— To znaczy, że mogę iść? — zawołał John, odrywając się od ściany, o którą się opierał.
— Staliśmy za blisko — westchnął Crabbe. — Słyszał nas.
Udało im się przytrzymać jeszcze piętnaście osób, ale wszystkie były Puchonami. W końcu obaj jednogłośnie zdecydowali, by odejść sprzed wejścia do domu Hufflepuffu i poszukać ofiar gdzie indziej.
Ustawili się pod łazienkami na pierwszym piętrze i czekali. Po pewnym czasie dostrzegli w oddali kogoś z rudą czupryną.
— Jak rudy to chyba z Gryffindoru? — odezwał się Goyle, a Crabbe przytaknął mu gorliwie.
Ognistowłosa postać zbliżała się coraz bardziej, aż wreszcie znać było, jakiej jest płci. Crabbe i Goyle popatrzyli na siebie z zakłopotaniem, żaden z nich bowiem nie miał wystarczająco dużo finezji i polotu, by poradzić sobie z niewiastą. Crabbe wiedział o kobietach tylko tyle, że podczas okresu są wyjątkowo wredne, a poza również niezbyt miłe, natomiast Goyle mgliście przypominał sobie, że dojrzewającym dziewczynom rosną piersi.
— Stój! — odezwali się równocześnie, gdy dziewczyna ich mijała. Podeszli, a ona zmierzyła ich niechętnym wzrokiem.
— Czego? — zapytała równie niechętnie.
— Co robili Gryfoni w sobotę rano? — spróbował Goyle.
— Spali — rzekło dziewczę.
— Nie kłamiesz?
— Nie.
— Na pewno?
— Nie — zirytowała się ruda.
— W porządku — ucieszył się Crabbe, wnet jednak przypomniał sobie, że nie zadali dziewczynie najważniejszego pytania. — Jesteś z Gryffindoru?
— Nie, z Ravenclawu. To wszystko? Śpieszę się. — I nie czekając na odpowiedź, pognała przed siebie.
Crabbe i Goyle popatrzyli na siebie niepewnie, wymęczeni rozmową z przedstawicielką płci pięknej.
— W sumie mogła wiedzieć, nie?
Goyle zastanawiał się przez chwilę.
— Mówiła przecież, że nie kłamie. Ja tam jej wierzę.

— Kłamała! — krzyknął Draco, zaciskając dłonie w pięści. — Dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i wasza głupota. To niemożliwe, by Gryfoni spali.
— To niemożliwe, by nie spali — bronił się Goyle. — Każdy potrzebuje snu.
— A wiesz, czego ty potrzebujesz?
— Mózgu? — podpowiedział Crabbe.
— Uczycie się, nie powiem — odparł Draco i podniósł się z kanapy, na którą natychmiast opadli jego podwładni, jak ich w myślach z rozkoszą określał. — Kazał pan, musiał sam. — I wyszedł z pokoju wspólnego, w przejściu potrącając ramieniem Pansy.
Chłód lochów nieco ostudził jego gniew, a wraz z nim powoli ulatniała się chęć działania. Teraz nie był taki pewien, jak wydobyć z Gryfonów prawdę na temat ich tajemniczej nieobecności na sobotnim śniadaniu. Początkowo zakładał, że proces uzyskiwania informacji składał się będzie z krzyków pełnych agonii i pytań wykrzykiwanych po niemiecku, ale stopniowo tracił zapał do tortur, za którymi — niespodzianka, Malfoyowie przewracają się w grobie! — nigdy nie przepadał. Zresztą nie znał nawet niemieckiego.
Pozostawało mu więc grzecznie poprosić o wyjaśnienia, co kolidowało z jego niegrzeczną naturą, lub poznać prawdę podstępem. Podstęp jednak należało wymyślić.
„Cholera jasna”, zaklął w duchu i przystanął, niezdecydowany, dokąd skierować ma swoje kroki.
Najlepiej myślało mu się na kanapie w pokoju wspólnym. Jeśli chciał potraktować całą sprawę poważnie, a tak ją właśnie traktował, zmuszony był zawrócić. Nie bacząc na to, jak bardzo bezsensowną odbył przed chwilą wędrówkę, obrócił się i ruszył z powrotem do pokoju Ślizgonów.
By myśleć.

A w następnym odcinku…
- Ty byłaś kiedyś nastolatką. Powiedz, jak mam sobie poradzić z Astor?
- Spróbuj z nią porozmawiać.
- Kiedy ostatnio próbowałem, powiedziała, że mnie nienawidzi i przeniosła się do Orlando.
- To teraz masz drugą szansę. Podziel się z nią czymś... Co robiłeś w jej wieku...
- Zabiłem psa sąsiadów.
- Tego lepiej jej nie mów.
byarenlight Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 9 sie 2011, o 20:07
Lokalizacja: względna

Postprzez Bang Bang » 1 gru 2012, o 00:41

:serce: :serce: :serce: DŻEM TRUSKAWKOWY! :serce: :serce: :serce:

A skoro już zauważyłam i odpowiednio podkreśliłam najważniejszy element tego rozdziału, mogę przejść do komentarza właściwego: podobało mi się. To było w pewnych momentach (a właściwie przez praktycznie cały tekst) tak cudownie absurdalne, że nie sposób się nie uśmiechnąć. Może i wyjdzie z tego wszystkiego jeden, wielki crack, ale ta wizja jakoś wybitnie mnie nie przeraża. Przynajmniej na razie ;). Istnieje przecież szansa, że jednak nie wyjdzie, a nawet jak wyjdzie- nie każdy crack jest zły, prawda? W zasadzie martwi mnie tylko jedno- Crabbe i Goyle skradli ten rozdział Draconowi, toż to niedopuszczalne! Gdybym nie bała się Wielkiej Zemsty Ślizgona to pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że Malfoy był tylko takim dodatkiem (niecodzienna zamiana ról, naprawdę jestem w głębokim szoku :? ).

Draco obrócił głowę w lewo, gdzie powinien leżeć Crabbe. Wszystko było w porządku — Crabbe leżał. Nie żeby kogokolwiek zmartwiło, gdyby Crabbe nie leżał, ale Draco nie lubił, gdy cokolwiek przebiegało nie tak, jak to sobie wymyślił. Nawet jeśli rzecz tyczyła się czegoś tak trywialnego jak leżenie Crabbe'a.


Okej, Draco też ma swoje momenty :whistle:

— Nie o to pytałem.
Goyle pokiwał głową.
— Prawda, nie pytał.


Oni przebijają Dracona, dżem truskawkowy i wariata, którego powszechnie nazywano Wariatem- jak to w ogóle jest możliwe? :lol2:

Kocham Twoje poczucie humoru, Bya! :)
Combeferre sighed. "When was the last time you got a full night's sleep?"
"I'm a med student," said Joly, rubbing his eyes. "Sleep is surrender. Coffee is strength."
"Work is freedom," said Combeferre drily.
"Right." Joly nodded. "Sometimes, I forget you're a med student, too."

North London is red


Bractwo Bejsbola i Widła :pala:
Bang Bang Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 2318
Dołączył(a): 3 paź 2011, o 21:19
Lokalizacja: Emirates Stadium

Postprzez Ka » 1 gru 2012, o 01:05

Ja króciutko, ale też mi się podobało. Nie zawsze trafiasz w moje poczucie humoru, ale akurat Ci się udało - zwłaszcza zapadł mi w pamięć moment z kluczeniem po zamku, żeby zmylić śledzących Draco Gryfonów. :) Pomysł z karteczkami bardzo fajny i taki kanoniczny! Od razu staje mi przed oczami Draco z drugiej części filmu, kiedy zgarnął czyjś prezent w pokoju wspólnym Ślizgonów. A zniknięcie Gryfonów jest zaiste tajemnicze.

Wklejenie fety - wklejenie czegokolwiek - zwykle wiąże się z nerwami, ale naprawdę nie miałaś się o co martwić, początek jest super i daje pole do manewru na przyszłość. Gratuluję, i lecę czytać ankietę.
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez Ter » 1 gru 2012, o 09:01

z
Ostatnio edytowano 31 maja 2015, o 22:15 przez Ter, łącznie edytowano 2 razy
Ter Offline


 
Posty: 645
Dołączył(a): 1 gru 2011, o 20:23

Postprzez Pufek » 1 gru 2012, o 20:28

Och, kocham teksty, w których Draco myśli, że jest taaaki mądry, taaaki sprytny, taaaki przebiegły, a tak naprawdę głównie miota się po Hogwarcie i robi różne... dziwne rzeczy ;)
Za to masz plusa już na samym początku, bo ostatnio męczy mnie odrobinę kreacja super inteligentnego oraz błyskotliwie ironicznego Malfoya (nie żebym go takiego nie lubiła, ale fajnie trochę od tego odpocząć).

Byłabym niezwykle rada, gdyby resztę fety udało się poprowadzić w podobnym humorze, bo muszę przyznać - idealnie trafiłaś w moje gusta. Jak czytałam za pierwszym razem, rano, to co rusz parskałam śmiechem, a teraz, czytając po raz drugi i tak siedziałam i szczerzyłam się do komputera. Mimo, że jak na mój gust tekst już lekko trąci parodią, to czytało się go świetnie i absolutnie nie czułam przesytu. Wszystko wydało mi się takie lekkie i niewymuszone, że nawet nie zauważyłam, a tu już koniec :| Zdecydowanie za krótkie!

A tak w ogóle - przyłączam się do kubu entuzjastów Crabbe'a i Goyle'a! Oni zbudowali tę część, chociaż Draco (jak to on) czujnie wszystko nadzorował.
Pufek Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 16
Dołączył(a): 23 lis 2012, o 23:28
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez demente » 5 gru 2012, o 16:54

Odcinek drugi



Kolejnego grudniowego dnia Draco siedział na swoim łóżku, zastanawiając się, czy dziś stół Gryffindoru znów będzie świecić pustkami. Gryfoni co prawda pojawili się na obiadach i kolacjach, jednak pomijali śniadania, wywołując zainteresowanie wszystkich uczniów. Wczoraj po raz kolejny ich nie było, ale miał nadzieję, że w rozpoczynający się poniedziałek sytuacja radykalnie się zmieni. Zauważył, jak Goyle zjada kolejny kalendarz, ale nie przejął się tym, uznając, że w życiu są ważniejsze sprawy niż zajadający się czekoladą przyjaciel. Kiedy Goyle poczuł na sobie wzrok, podniósł głowę, jednak Malfoy postanowił zakończyć rozmyślania. Niemal czuł wyrzuty sumienia, iż jego wiedza w tym zakresie maleje do zera.
Wstał i udał się do łazienki, by po szybkim prysznicu pójść na śniadanie. Powolnym krokiem zbliżał się do Wielkiej Sali, zaś w oddali słyszał śpiewane kolędy. Po chwili wszystko ucichło. Crabble i Goyle pojawili się parę sekund po nim, cicho ze sobą rozmawiając, jakby kryli przed Draco Malfoyem najgorętszy romans stulecia, który nie zdążył jeszcze ujrzeć światła dziennego.
– Obgadujecie mnie?
– Eee, nie... – odezwali się jednocześnie i aż zapragnęli zapaść się pod ziemię. Nie mogli jednak zdradzić Malfoyowi swoich planów na dzisiejszy dzień, które bynajmniej nie ograniczały się jedynie do zajęć szkolnych.
– A, czyli jednak coś planujecie?
– Nie. Serio. Po prostu zastanawiamy się, kogo możemy wylosować – skłamał Crabble, który wczoraj dopiero dorzucił swoją kartkę do Czary Mikołaja.
– Dobrze, niech wam będzie, ale pamiętajcie, że kłamstwo ma krótkie nogi. – Wstał od stołu, poprawił jeszcze szatę i udał się na zajęcia ze Snape'em.

Przystanął przy swoim stoliku, wcześniej przygotowując sobie kociołek. Do sali wszedł roześmiany Harry Potter wraz ze swoimi przyjaciółmi, jednak zauważywszy groźny wzrok Draco, zamilkli i stanęli przy swoich stanowiskach. Czuł, że jak zwykle boją się tych zajęć, które dla niego były spełnieniem marzeń. Lubił warzyć, mierzyć i sprawiać, że na powierzchni kociołka powstawały bąbelki. Taka mała rzecz a cieszy. Nie mógł jednak pojąć, czemu ich profesor się spóźniał. Zajęcia już powinny trwać a Snape nigdy się nie spóźnia, myślał, wyciągając z nudów książkę. Kiedy otaczające go szepty nagle ucichły, podniósł głowę. Snape stał na środku i czekał, aż wszyscy zwrócą na niego uwagę. 
– Dziś nauczycie się warzyć Befuddlement Draught. Otwórzcie podręczniki na sto dziesiątej stronie i przygotujcie odpowiednie składniki. Najlepszy uczeń zdobędzie dodatkowe punkty dla swojego domu. – Po sali znów rozeszły się szepty oraz szelesty papieru. Snape zaczął krążyć pomiędzy uczniami, pilnując, czy każdy wykonuje zadanie. 
Draco spojrzał na składniki i przepis. W pierwszej chwili zastanowił się, czy nie ma w nim błędu. Jak można dodać lubczyk po warzuce, aby mikstura nie wybuchła, myślał. Znalazł jeszcze w szafie kichawiec, do gotującej się wody wrzucił pierwszy składnik a potem drugi. Odetchnął z ulgą, kiedy nic nie wybuchło a woda nabrała zielonej barwy. Posiekał jeszcze na drobne kawałki kichawca, a kiedy na powierzchni pojawił się dym, był pewien, że wykonał zadanie poprawnie. Snape, widząc to, podszedł do niego i spojrzał do kociołka.

– Sto punktów dla Slytherinu. Gratulacje dla Draco Malfoya! – Po sali rozeszły się oklaski i jęki - te ostatnie, ponieważ niektórzy dużo tracili na eliksirach. Najwięcej Hermiona Granger, która nie tolerowała porażek. Widział na jej twarzy irytacje, zawód i to jak bardzo była zdenerwowana. Słyszał jak Wiewiór z Potterem ją pocieszają, mówiąc, że kolejnym razem będzie lepiej. No tak, albo ich dom, albo jego dom wygrywali w tych mini zawodach. Po prostu dzisiejsze zadanie było zbyt proste, aby je przegrać, a bystrość pozwoliła na wygraną.
– My musimy coś zrobić – usłyszał obok siebie, a kiedy dostrzegł, że jego przyjaciele znów coś kombinują, stanął naprzeciwko nich.
– Czy powiecie mi, co kombinujecie?
– Nie. Potem. Może – dukał przestraszony Goyle. Chłopak bardzo nie lubił, kiedy Draco na nich krzyczał.
Nic złego nie robili tylko chcieli ratować jego tyłek, aby nie wplątał się w coś gorszego niż przypuszczali. Znali go, a on ich, tyle wspólnie spędzonych godzin pozwala poznać drugiego człowieka doszczętnie. Malfoy jako ich prefekt, obligowało na to, by lepiej rozpoznać sytuację. Tylko ci dwaj jakby złożyli przysięgę samemu Czarnemu Panu, aby nie zdradzić, że zapewne planują coś z Potterem. Dobrze, że Snape wyszedł wcześniej z sali to przelał do fiolki trochę tego naparu.
Czytając o tym eliksirze pomyślał, że mógłby użyć go do planu jaki kiełkował się w jego głowie.

Gdy wybiła ostatnia minuta zajęć, Goyle pociągnął za rękaw Crabbe'a, aby nie wzbudzać podejrzeń w Draco. Udało się im uniknąć - ponownie - rozmowy na niezręczny temat, w którą blondyn za wszelką cenę chciał ich wciągnąć. Kiedy już zniknął za drzwiami, poszli w prawo, a potem zauważyli jak Harry Potter, Ron Weasley i Hermiona Granger żywo ze sobą rozmawiają. Przystanęli za filarem i zaczęli zastanawiać się, co mogą zrobić.
– Chodźmy...
– Czekaj!
– No?
– Zauważą nas...
– A nie o to chodzi?
– Może zaklęcie albo czymś rzućmy?
– Wojna?
– Nie, nie...
– Hmm?
Goyle wyszedł zza murku, a kiedy Potter ich zauważył, odruchowo sięgnął ręką do swojej kieszeni, w której trzymał różdżkę.
– Kogo my widzimy, Potter i spółka, ale pan pójdzie z nami – odezwał się Crabbe a Harry, nie zastanawiając się dłużej, wyciągnął różdżkę i wycelował w niego. Jednak Crabbe zrobił szybki unik, jedynie mierząc przeciwnika wzrokiem. Nie chciał walczyć, potrzebował porozmawiać.
– Nigdzie z wami nie idę – odezwał się Harry, robiąc krok do tyłu i chcąc już odejść.
– Mamy coś do zrobienia i jeśli to nie jest tak ważne, to możecie z nim pogadać w dogodniejszym terminie – powiedziała Hermiona, odwracając się w stronę przyjaciół.
– To jest ważne. Proszę...
– Herm, Ron, pójdę z nimi, dacie radę sami – odezwał się, a wiedział, że rozmowa w Pokoju Życzeń może dać mu upragniony spokój, gdyż wiedział, że jak nie możliwości rozmowy z Malfoyem to musi załatwić to w taki sposób.
– Harry! – Zapadła chwila ciszy, ale Hermiona widziała na twarzy Harry'ego, że zdecydował i trudno będzie jej wskazać wystarczająco logiczny argument na „nie”. – No dobrze, ale w razie potrzeby wiesz, gdzie nas szukać – odezwała się dosyć smutnym głosem, ale już nie stawiała oporu. Odwróciła się i udała wraz z Ronem do pokoju wspólnego Gryffindoru.


Tymczasem Draco siedział w swoim ulubionym fotelu nieopodal kominka, trzymając na swoich kolanach fretkę. Głaskał jej futerko i rozmyślał, ale kiedy zobaczył Goyle'a i Crabbe'a, zatrzymał rękę i patrzył na ich zadowolone miny.
– Czy widzieliście Świętego Mikołaja?
– Tak, jasne, paradował w czerwonym kubraczku i z wielkim worem.
– Serio?
– Nie, Draco, musieliśmy dorwać Świętego Józefa z Maryją i Dzieciątkiem.
– Co?! – Niemalże rzucił swoje zwierzątko na podłogę, ale po chwili się uspokoił, uznając to za zbyt błahy powód do zdenerwowania. Patrzył na swoich przyjaciół tak, jakby przybyli ze Świętego Munga i byli dość oszołomieni po wielkiej dawce leków. Pewnie psychotropowych, gdyż ich miny były dość jednoznaczne. Draco tylko podniósł pytająco prawą brew.
– Robią jasełka – powiedzieli jednocześnie, lekko odsuwając się od niego, obawiając się, że za wyjawienie prawdy wszystko może ulec zmianie. Jednak nic się nie działo, a na twarzy młodego Malfoya pojawił się chytry uśmieszek.
– Dobrze się spisaliście... – Nie miał czasu na więcej pochwały, ponieważ jako perfekt musiał udać się do dyrektora na cotygodniową rozmowę o zachowaniu poszczególnych domów. Wiedział, że jak zawsze spotka tam także Anthony'ego Goldsteina z Ravenclawu, Hannę Abbott z Hufflepuffu i Hermionę Granger z Gryffindoru. Dziwił się, że dyrektor nie przydzielił za zasługi szkole Harry'emu Potterowi tak ważnej oznaki, ale nie siedział w jego głowie. Wystarczało mu, że rozmowa w tym towarzystwie zawsze odbywała się szybko i sprawnie. Za to musiał podziękować kiedyś Dumbledore'owi, ale w tej chwili zastanawiał się jedynie, co mógłby powiedzieć. Jednak oprócz zjadającym kalendarze Goyle'em - co mogło jakoś rozbawić tak zacne towarzystwo - od kilku dni w domu Slytherina nie działo się nic, co zwróciłoby jego uwagę.

Nie zdziwił się, że cała pogawędka dyrektora sprowadziła się do siódmego grudnia i jasełek. Tak, teraz, sam wiedział co się święci, a przydzielone zadanie dostał ten dom, który miał najwięcej punktów. Hermiona bardzo żywiołowo wypowiadała się o porannych próbach, a ogólnym zaangażowaniu każdego w jej domu. Zdradziła też, że jeszcze zastanawiają się nad paroma kwestiami, bo jakoś nie bardzo wie jak je dopasować. Dyrektor od razu oznajmił, że ma jej pomoc. Na tym skończyło się spotkanie, ale Draco musiał jeszcze zostać, bo wcześniej usłyszał taką informację z ust Dumbledora.
- Tak?
- Tak, sobie pomyślałem, że jeśli panna Hermiona potrzebuję aniołków to byłbyś dobrym kandydatem. - Jakby Ślizgon coś teraz jadł to pewnie by się zadławił. Nie spodziewał się, że ktoś go aż tak obrazi. Ojciec nauczył go szanować starszych i wiedział, że nie ma innej opcji jak zgodzić się. Zrobił skwaszoną minę, opuścił głowę jak zbity piesek, a gdy poczuł na swoim ramieniu dłoń, zrobił krok w tył i spojrzał w jego oczy.
- Zgodzę się, po warunkiem, że będę Archaniołem Gabrielem!
- Pogadam z panną Granger. Jak coś będę wiedzieć zostaniesz natychmiast poinformowany.


Nadszedł siódmy grudnia, poprzedniego dnia, każdy mógł udać się do Hogsmeade ,a nawet do Londynu.
Mieli tylko wrócić do dwudziestej na wspólną kolację, bo dla skrzatów brak możliwości zrobienia śniadania i obiadu jest dosyć krępujący, więc perfekci zobligowali się na spotkaniu z dyrektorem dopilnować każdego ucznia z ich domów. Było to trudnym zadaniem, jeśli ktoś wybrał drugą opcję, ale możliwym do spełnienia. Każdy perfekt miał przecież wiernych przyjaciół, którzy by skoczyli za nim w ogień, a to zadanie było idealnym sprawdzeniem ich lojalności. Jedynie na kolację spóźniła się grupka Gryffindorów. Od strony Slytherinu można było usłyszeć obraźliwe pogwizdywania. Dyrektor znów musiał sprawić, aby zapanowała cisza, więc na chwilę zgasił światło w Wielkiej Sali. Słysząc tylko popiskiwania dziewczyn, powiedział „Lumos” i spokojnie mogli zjeść kolację.
Na śniadaniu leżały na talerzykach karteczki wielkości wizytówki. Były puste, ale sztywne, każdy obracał je na wszystkie strony, a jeśli ktoś był znudzony odkładał je na miejsce, albo tuż obok talerzyka. Niektórzy nie chcąc już czekać na pozwolenie, zaczęli jeść. Gdy profesorowie zajęli swój stół, a dyrektor trzymał w rękach złotą miskę, którą postawił na mównicy, cicho wydał paralingwistyczny dźwięk co uciszyło skutecznnie cztery domu Hogwartu.

- Jak zauważyliście, każdy z was otrzymał karteczkę, którą wcześniej wyczyściłem z liter. Za chwilę każdy pojedynczo będzie podchodzić do tejże misy, a w drodze zobaczycie imię. Nie mówcie ani teraz, ani później, kogo wylosowaliście. Do wieczora wręczcie tej osobie prezent. Wiem, że powinienem zrobić to wcześniej, ale nie byłoby wcale zabawy. Jednak nie powinno stanowić to problemów, ponieważ prefekci przekazali wam, że prezent ma być uniwersalny. Wierzę, że sobie z tym poradziliście. Możecie jeść, a gdy ktoś będzie się zbliżam, ujrzy imię. Potem wrzućcie kartkę do misy!

Usiadł przy stole, aby też móc coś zjeść, przerywając na chwilę, aby wypowiedzieć szeptem zaklęcie. Obserwował uczniów i ich miny. Kiedy spojrzał na Draco Malfoya, nie mógł jednoznacznie określić, o czym chłopak myślał. Bardziej jednak zaciekawiło go, jak blady stał się Harry Potter, kiedy ujrzał na swoim kawałku papieru wylosowane imię.
Dyrektor nie mógł wiedzieć, że Potter wylosował Malfoya. Nawet już nie zastanawiał się nad tym, że Malfoy nie oczekiwał właśnie tego, ale wymyślił coś dużo gorszego...


A w następnym odcinku...
"Zdrowi na umyśle mają o wiele więcej wyobraźni niż ci, którzy są naprawdę chorzy. Wygadują głupstwa, wymyślają nieprawdopodobne rzeczy.
Naprawdę chorzy są łatwo rozpoznawalni.
Tkwią głęboko w swoim szaleństwie, osaczeni nim, bezsilni...
Nawet szaleństwo ma swoją logikę." Jean-Christophe Grangé
demente Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 58
Dołączył(a): 12 lis 2012, o 23:56
Lokalizacja: South East

Postprzez Kaczalka » 8 gru 2012, o 17:17

Usuwam komentarz i rezygnuję z dalszego oceniania, skoro negatywna opinia wywołała reakcję na granicy histerii :(
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez Sette » 8 gru 2012, o 19:54

Kaczalko, nie żebym rzucała się w obronie tekstu numer dwa, ale jasełka były w wybranym kolektywnie prompcie :)
Sette Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 267
Dołączył(a): 28 wrz 2011, o 22:37
Lokalizacja: Na pulchnej różowej chmurce

Postprzez demente » 8 gru 2012, o 20:37

Napiszę krótkie sprostowanie, które możecie usunąć. Nie spodobało mi się, że wygrała 5, ale napisałam, że chcę się zabawić. Pomyślałam sobie, że jeśli byłam 7 lat w Ruchu Światło-Życie i rok na teologii, to możliwe, że jasełka nie powinny sprawić mi problemu. Tylko, właśnie, świat Harrego Pottera jest dziwnym miejscem na jasełka. One mówią na całym świecie o Świętej Rodzinie, które rozpoczął sam Święty Franciszek z Asyżu, więc są ściśle związane z kościołem. Właśnie słowa: "cały świat" - przekonały mnie, że może jednak spróbować opisać to jak chcieliście. Tylko, chyba za bardzo się wkurzyłam, że muszę wracać do czegoś co już jest dla mnie denerwujące i mnie boli. Każdy ma różne doświadczenia. Staram się już nie oddychać kościołem i było mi trudno to stworzyć, ale właśnie fakt, że jest to tylko zabawa, dała mi motywację, aby nie poddać się i wywiązać się z obowiązków. Powinnam to napisać wcześniej. PRZEPRASZAM. Nie obraziłam się za to, że w rozmowach napisaliście, że jest to badziewne, bo jest, sama to wiem. I za twoje słowa, Kaczalko, też nie będę płakać. Umiem przyjąć krytykę, więc już nigdy, niczego nie napiszę na forum z dnia na dzień. Zrozumiałam, ten jeden, jasny przekaz.
Teraz, potrzebuję czasu, aby się uspokoić. Tylko, tyle...
"Zdrowi na umyśle mają o wiele więcej wyobraźni niż ci, którzy są naprawdę chorzy. Wygadują głupstwa, wymyślają nieprawdopodobne rzeczy.
Naprawdę chorzy są łatwo rozpoznawalni.
Tkwią głęboko w swoim szaleństwie, osaczeni nim, bezsilni...
Nawet szaleństwo ma swoją logikę." Jean-Christophe Grangé
demente Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 58
Dołączył(a): 12 lis 2012, o 23:56
Lokalizacja: South East

Postprzez Kaczalka » 8 gru 2012, o 21:21

Tak? Nie czytam promptów. Ale to niczego nie zmienia, skoro autorka sama coś takiego zaproponowała.

Demente, super, że umiesz przyjąć krytykę. I jakoś bardzo się nie przejmuj. Jeśli Cię to pocieszy, to tekst był napisany ładnie stylistycznie, schludnie, błędów niewiele. Tej strony nie oceniałam, bo nie wiem, czy macie bety.
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez Ka » 8 gru 2012, o 21:26

Wklejenie czegoś na forum wymaga dużej odwagi, więc, demente, wyrazy uznania za to, że nie poddałaś się i wkleiłaś odcinek na czas. Wspólne pisanie jest trudne i nie zawsze wychodzi tak, jakby sobie tego indywidualni autorzy czy czytelnicy życzyli - ale taka już jest natura fety. Przede wszystkim to ma być zabawa, nie do końca poważna, za to taka, która przynosi uśmiech i wprowadza świąteczną atmosferę na forum. I mam nadzieję, że właśnie w takim duchu będą kolejne odcinki. (Już drżę przed pisaniem mojego!)

I gwoli ścisłości, to bya ustalała opcje w ankiecie, więc demente miała w tej kwestii niewiele do powiedzenia.
"I don't approve of this," Arthur declares. "Who are these people and why are they writing haikus about my ankles?"

(It's only time.)
Ka Offline

Avatar użytkownika
Order Złotej Kałamarnicy
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 16:49

Postprzez byarenlight » 8 gru 2012, o 21:30

Taaaaaak, to ja ustalałam opcje w ankiecie, więc mnie winnaś za to skrytykować, Kaczalko. :P
Ostatnio edytowano 8 gru 2012, o 21:58 przez byarenlight, łącznie edytowano 1 raz
- Ty byłaś kiedyś nastolatką. Powiedz, jak mam sobie poradzić z Astor?
- Spróbuj z nią porozmawiać.
- Kiedy ostatnio próbowałem, powiedziała, że mnie nienawidzi i przeniosła się do Orlando.
- To teraz masz drugą szansę. Podziel się z nią czymś... Co robiłeś w jej wieku...
- Zabiłem psa sąsiadów.
- Tego lepiej jej nie mów.
byarenlight Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 1436
Dołączył(a): 9 sie 2011, o 20:07
Lokalizacja: względna

Postprzez Kaczalka » 8 gru 2012, o 21:52

Ok, skoro się o krytykę upominacie, to sorki, demente, cała wina spoczywa na byarenlight ;)
Strasznie się cieszę, że się odzywacie. Wystarczyło trochę popsioczyć :P
no podpis
Kaczalka Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 557
Dołączył(a): 30 paź 2010, o 05:57

Postprzez Sette » 8 gru 2012, o 22:13

To chyba zależy, kto psioczy. Moje psioczenie (gdzieś koło strony 427 RN) zostało całkowicie zignorowane :D Obawiam się tylko, że jeśli się stare ciotki zbytnio przyłożą do narzekania, fetę czeka smutny los paru innych zbiorowych przedsięwzięć...
A tekst byarenlight był fajny.
Sette Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 267
Dołączył(a): 28 wrz 2011, o 22:37
Lokalizacja: Na pulchnej różowej chmurce

Postprzez demente » 8 gru 2012, o 22:15

Zobaczymy, co jutro, Missed wymyśli. Spokojnie. Może moja głowa zostanie na miejscu, a przez kolejne części zapomnicie o mnie.
"Zdrowi na umyśle mają o wiele więcej wyobraźni niż ci, którzy są naprawdę chorzy. Wygadują głupstwa, wymyślają nieprawdopodobne rzeczy.
Naprawdę chorzy są łatwo rozpoznawalni.
Tkwią głęboko w swoim szaleństwie, osaczeni nim, bezsilni...
Nawet szaleństwo ma swoją logikę." Jean-Christophe Grangé
demente Offline

Avatar użytkownika
 
Posty: 58
Dołączył(a): 12 lis 2012, o 23:56
Lokalizacja: South East

Następna strona

Powrót do Konkursy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron